Branża warta miliardy złotych – elektromobilność w Polsce nabiera rozpędu

Blisko 3 miliardy złotych – to łączna wartość największych, realizowanych obecnie projektów e-mobility, wynika z najnowszego raportu Bergman Engineering. O tym, że elektromobilność staje się ważnym kołem zamachowym całej polskiej gospodarki, świadczą także dane Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu. Zgodnie z wyliczeniami, tylko w 2022 roku zagraniczne firmy zainwestowały w Polsce ponad 3,7 mld euro, z czego ponad 1,4 mld euro stanowiły wydatki na projekty e-mobility. To setki nowych miejsc pracy i jeszcze większe możliwości dla polskich inżynierów.

Z raportu „Wskaźnik e-mobility 2022. Inwestycje. Trendy. Zatrudnienie. Eksport”, przeprowadzonego przez Bergman Engineering przy wsparciu Polskiej Izby Rozwoju Elektromobilności (PIRE), wyłania się obraz elektromobilności jako jednej z najbardziej rozwojowych gałęzi polskiej gospodarki. Pod lupą znalazły się najważniejsze dla sektora województwa, tj. dolnośląskie, wielkopolskie i lubuskie. Eksperci sprawdzili kluczowe inwestycje, zbadali trendy i kierunki rozwoju branży, a także ocenili sytuację na rynku pracy, w tym zarobki oraz poziom zapotrzebowania na specjalistów i inżynierów w tym sektorze.

mapa inwestycji

2,47 miliarda złotych – a to dopiero początek

Inwestycja realizowana przez LG Energy Solutions potwierdziła, że Polska jest bardzo atrakcyjnym miejscem dla międzynarodowych koncernów. – Dobrze rozwinięta infrastruktura transportowa i energetyczna, rządowe programy i dotacje, a także dostęp do wykwalifikowanej kadry pracowników, to argumenty, dzięki którym coraz więcej zagranicznych przedsiębiorstw rozważa ulokowanie swoich projektów w naszym kraju. Obecnie największe zainteresowanie obserwujemy ze strony Korei, Chin, Japonii, jak i krajów europejskich, w tym przede wszystkim Wielkiej Brytanii, Szwecji i Niemiec – mówi Tomasz Szpikowski, prezes Bergman Engineering.

Wspomniany projekt LG Energy Solutions to największa tego typu inwestycja w Polsce, realizowana w województwie dolnośląskim. Firma przeznacza 1,7 mld zł na rozbudowę zakładu i podwojenie mocy produkcyjnych – z obecnych 70 do 115 GHw, co pozwoli dostarczać baterie do ponad miliona aut rocznie. Tym samym firma stanie się największym na świecie producentem baterii do aut elektrycznych. Aby osiągnąć ten wynik, zatrudni dodatkowych 500 pracowników.

Na terenie tej samej strefy przeprowadzona jest jeszcze jedna potężna inwestycja. To rozbudowa zakładu roztworów elektrolicznych, na którą Enchem Poland przeznacza 240 mln zł. Po zakończeniu procesu, koreański koncern stanie się jedynym w Europie producentem soli litu, komponentu wykorzystywanego m.in. do produkcji baterii do aut elektrycznych.

W województwie lubuskim największą inwestycję przeprowadza z kolei Minth Group. Inwestując 380 mln zł i zatrudniając niemal 500 pracowników, firma buduje fabrykę, w której produkowane będą m.in. obudowy do baterii litowo-jonowych montowanych w samochodach elektrycznych.

Na ostatnim miejscu plasuje się województwo wielkopolskie z wynoszącą 50 mln zł inwestycją realizowaną przez Solaris Bus&Coach. W ramach projektu firma stawia nową linię produkcyjną przeznaczoną wyłącznie dla autobusów zasilanych wodorem i gazem oraz buduje nową halę z centrum szkoleniowym.

Tabela 1. Kluczowe projekty planowane do 2025 roku w woj. dolnośląskim, wielkopolskim i lubuskim:Kluczowe projekty planowane do 2025 roku

Pamiętajmy także, że Polska jest jednym z największych rynków eksportujących produkty sektora e-mobility. Jak wylicza Krzysztof Burda, prezes Polskiej Izby Rozwoju Elektromobilności: – Polska, z rocznym wynikiem na poziomie 74,2 mln euro, jest dziewiątym największym eksporterem ogniw i baterii galwanicznych. Z kolei pod względem produkcji akumulatorów litowo-jonowych wyprzedzamy nawet Koreę i Niemcy. Wartość eksportowa tego komponentu na przestrzeni 2021 i 2022 roku wyniosła ponad 6 mld euro. Aż 31% autobusów elektrycznych, które poruszają po ulicach krajów należących do Unii Europejskiej, to polska produkcja. Sumaryczna wartość eksportu z tego sektora w latach 2017-2021 wyniosła ponad 750 mln euro, co stanowi 37,9 % całkowitej wartości eksportu e-busów z Unii Europejskiej.

Ponad tysiąc wakatów – jakich pracowników potrzebuje elektromobility?

– Rozkwit sektora e-mobility pociąga za sobą zapotrzebowanie na wykwalifikowanych inżynierów i specjalistów, bez których elektromobilna rewolucja nie może mieć miejsca – tłumaczy Tomasz Szpikowski. Z danych Bergman Engineering wynika, że w 2023 roku w branży elektromobility pojawi się ponad 1,2 tys. wakatów. Największe zapotrzebowanie dotyczyć będzie analityków danych, inżynierów testów, techników ds. jakości baterii, inżynierów i techników serwisu stacji ładowania baterii elektrycznych oraz inżynierów i techników elektryków (zarówno do wsparcia w obszarze konstrukcji i projektowania instalacji elektrycznych, jak i do utrzymania ruchu).

Tabela 2. Wynagrodzenia w branży elektromobility (stawki brutto w zł.) w zależności od poziomu specjalizacji:Wynagrodzenia w branży elektromobility

Wynagrodzenia w branży elektromobility są atrakcyjne, jednak aby zdobyć pracę w sektorze, trzeba wykazać się określonymi kompetencjami twardymi i miękkimi.

Tabela 3. Profil kompetencyjny kandydata w e-mobility:
Profil kompetencyjny kandydata w e-mobility

Co przyniosą kolejne lata?

– W 2021 roku Komisja Europejska opublikowała pakiet regulacyjny „Fit for 55”, którego celem jest zmniejszenie emisyjności w Unii Europejskiej o 55% do 2030 roku. Wtedy zaproponowano również zmianę dyrektywy AFID na rozporządzenie AFIR, co dla transportu drogowego i elektromobilności wyznaczyło nowe cele, takie jak m.in. redukcja emisji w obszarze pojazdów lekkich i ciężkich oraz wprowadzenie nowych założeń do europejskiego systemu handlu uprawnieniami do emisji (EU ETS). – mówi Krzysztof Burda.

Działania legislacyjne pokazują, że elektromobilność przestaje być postrzegana jako przejściowy trend motoryzacyjny. Teraz traktuje się ją jako szansę na zmniejszenie negatywnego wpływu transportu na środowisko naturalne, poprzez m.in. redukcję emisji CO2, NOx pochodzących ze spalania paliw oraz wydobycia nieodnawialnych surowców naturalnych. Tym samym to ważny krok w stronę zrównoważonego rozwoju, jak i szansa na biznesowy rozwój krajowych przedsiębiorców. Wielu z nich korzysta z tego potencjału, tworząc przyszłościowe technologie i dając tysiące miejsc pracy, a przez to wpisując się do grona organizacji mających realny wpływ na kreowanie międzynarodowych trendów w obszarze gospodarczym e-mobility.

– Polska przez swoje położenie geograficzne ma dużą szansę odgrywać znaczącą rolę w elektromobilności, zarówno jako hub bateryjny, producent komponentów, ale także pojazdów, jak autobusy elektryczne, czy też infrastruktura ładowania. To jeden z kluczowych atutów naszego kraju przy pozyskiwaniu inwestycji zagranicznych. Eksport produktów i komponentów może odbywać się zarówno w kierunku zachodu, jak i państw CEE, gdzie również widać zdecydowany wzrost rynku elektromobilności. Nie bez znaczenia jest także rola międzynarodowego transportu drogowego. To jedna z szans na zbudowanie przewag konkurencyjnych w oparciu o pojazdy zeroemisyjne – podsumowuje Tomasz Szpikowski.

Link do raportu: https://bergman-engineering.pl/elektromobilnosc-w-polsce-raport

Ponad 4 miliony Polaków korzysta z prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych

Na koniec 2022 roku liczba osób posiadających prywatne ubezpieczenie zdrowotne wyniosła blisko 4,23 mln, czyli o 9,2 proc. więcej niż rok wcześniej. Polacy przeznaczyli na prywatne polisy 1,3 mld zł, to jest o 17 proc. więcej r/r. W ten sposób staramy się odpowiedzieć na nasze główne obawy związane z życiem i zdrowiem. Według raportu PIU „Wpływ ubezpieczeń na polską gospodarkę i społeczeństwo” aż 80 proc. Polaków obawia się, że zabraknie im pieniędzy na leczenie poważnej choroby. Niemal 70 proc. obawia się o brak dostępu do opieki medycznej. Włączenie prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych do systemu ochrony zdrowia przyniosłoby wszystkim – chorym, systemowi opieki zdrowotnej oraz państwu jeszcze więcej korzyści.

Prywatne ubezpieczenia zdrowotne w 2022 r.:

  • 1,3 mld zł – składka przypisana brutto w ubezpieczeniach zdrowotnych na koniec 2022 roku.
  • 4,23 mln – liczba osób korzystających z prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych w Polsce na koniec 2022 roku.
  • Główne obawy Polaków dotyczą zdrowia i życia[1]:
    • 84 proc. obawia się śmierci najbliższej osoby.
    • 85 proc. obawia się ciężkiej choroby najbliższej osoby, 48 proc. uważa to za prawdopodobne.
    • 80 proc. obawia się braku pieniędzy na leczenie poważnej choroby, 54 proc. uważa to za prawdopodobne – ta obawa przesunęła się z piątej pozycji w badaniach w 2020 r. i 2021 r. na trzecią – w 2022 r.
    • 79 proc. obawia się nowotworów, 40% uważa, że taka choroba jest prawdopodobna w ich życiu.
    • 78 proc. obawia się braku dostępu do opieki medycznej, 40 proc. uważa to za prawdopodobne.
    • 75 proc. obawia się uszkodzenia mózgu skutkującego stanem wegetatywnym.

Prywatna opieka zdrowotna – opłaca się pracodawcom i państwu

– Na łatwiejszym dostępie do dobrej profilaktyki, opieki medycznej oraz lekarzy specjalistów, które oferują ubezpieczyciele, zyskują nie tylko ubezpieczeni, ale też państwo i pracodawcy. To zatrudniający są dominującym płatnikiem prywatnych składek zdrowotnych. Zależy im na zdrowiu pracowników, ponieważ absencja lub prezenteizm, czyli nieefektywność w pracy związana ze złym samopoczuciem, generują dodatkowe koszty i przekładają się na niższą wydajność pracy – mówi Dorota M. Fal, doradca zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Jak pokazują analizy[2] podstawowymi przyczynami absenteizmu i prezenteizmu są choroby przewlekłe – układu kostno-stawowego, oddechowego i krążenia, a także rosnące w zastraszającym tempie choroby psychiczne. Wiele z nich ma związek z otyłością, nadciśnieniem tętniczym, cukrzycą, nieprawidłowymi nawykami zdrowotnymi i zaniedbywaniem leczenia[3]. Okazuje się, że koszty tych chorób są zdecydowanie wyższe w części populacji, która nie posiada prywatnego ubezpieczenia zdrowotnego.

Utrzymują się nasze obawy dotyczące tych chorób: 47 proc. Polaków obawia się cukrzycy, tyle samo uważa tę chorobę za prawdopodobną w swoim życiu, 38 proc. obawia się otyłości (34 proc. uważa otyłość za prawdopodobne zagrożenie). Ponad jedna trzecia Polaków uważa, że w ich życiu prawdopodobna jest choroba psychiczna, obawia się jej 59 proc. respondentów.

Ubezpieczyciele dbają o zdrowie Polaków

Ubezpieczyciele inwestują w profilaktykę, promocję zasad well-being i medycynę stylu życia. Wspierają przy tym klientów w nabywaniu zdrowych nawyków, np. aktywności fizycznej. Badania pokazują, że obecnie około 60 proc. Polaków wykazuje nadwagę, a co czwarty z nas jest otyły[4]. Ubezpieczyciele udostępniają nie tylko dostępy do klubów fitness czy rehabilitacji, ale także porady dietetyczne. Edukują i umożliwiają wsparcie psychologiczne.

– Około 70 proc. stanu zdrowia zależy od naszych nawyków, tj. właściwego odżywiania i aktywności fizycznej czy unikania nałogów. Główną przyczyną przedwczesnych zgonów są choroby przewlekłe. Ponad 66 proc. nadmiarowych zgonów byłoby do uniknięcia dzięki profilaktyce. Pozostałe – dzięki leczeniu chorób przewlekłych, zwłaszcza dobrze zorganizowanej opiece ambulatoryjnej i stałemu dbaniu o pacjenta. Z raportu PIU wynika, że ponad dwie trzecie respondentów obawia się braku dostępu do opieki zdrowotnej – komentuje Dorota M. Fal.

Dodatkowo w dobie pandemii ubezpieczenia zdrowotne obejmują ryzyka wielu powikłań po zarażeniu się wirusem SARS-CoV-2 i pomagają w powrocie normalnego funkcjonowania. Niestety naukowcy zauważają, że łagodnie przebiegający omikron pozostawia jeszcze więcej negatywnych długotrwałych zaburzeń, jak np. choroby płuc, problemy kardiologiczne, przewlekłe zmęczenie, kaszel, problemy z pamięcią i koncentracją (tzw. mgła covidowa), problemy neurologiczne. To tylko część schorzeń, a wciąż pojawiają się nowe. W czasie powrotu do pełnego zdrowia fizycznego i psychicznego niezbędne jest dodatkowe wsparcie. Są tym zainteresowani zarówno ubezpieczeni, jak i pracodawcy.

Prywatne ubezpieczenia zdrowotne – najlepsze wsparcie systemu

Co 10 Polak jest objęty dodatkowym ubezpieczeniem zdrowotnym, które zapewnia głównie opiekę ambulatoryjną. To dzięki temu ubezpieczona część społeczeństwa, korzystająca z dodatkowej opieki, ma mniejszą szansę trafić do szpitala. Koszty leczenia tych osób przenoszone są na opiekę ambulatoryjną, finansowaną przez ubezpieczycieli, a ich składka odprowadzana do NFZ może być przeznaczona na potrzeby innych osób.

– PIU nieustannie podkreśla, że ubezpieczenia zdrowotne mogą przynosić coraz więcej korzyści dla wszystkich pacjentów. By tak się stało, muszą stać się elementem systemu np. jako ubezpieczenia związane ze współpłaceniem za konkretne świadczenia, uzupełnianie koszyka świadczeń gwarantowanych. Ubezpieczenia zdrowotne mogą też funkcjonować jako suplementarne rozwiązania, równoległe do systemu, ze wsparciem w systemie fiskalnym. Nasze badania wskazują, że ponad 80 proc. Polaków jest gotowych ponosić dodatkowe miesięczne opłaty w tym obszarze – dodaje Dorota M. Fal.

[1] PIU, „Wpływ ubezpieczeń na polską gospodarkę i społeczeństwo”, 2023 – badanie „Mapa ryzyka Polaków” przeprowadzone na zlecenie PIU przez SW Research w 2020, 2021 i 2022 r.

[2] Medicover, „Jak kompleksowo zadbać o zdrowie fizyczne, psychiczne i społeczne pracowników?”, 2022.

[3] Biuro prasowe ZUS, „27 mln zwolnień lekarskich w 2022 r.”, https://www.zus.pl/-/27-mln-zwolnie%C5%84-lekarskich-w-2022-r.

[4] NFZ, „Otyłość – choroba wagi ciężkiej”,  https://www.nfz.gov.pl/aktualnosci/aktualnosci-centrali/otylosc-choroba-wagi-ciezkiej,7355.html

Gołębi Fed uderza w dolara

Rozbieżność w sygnałach płynących z Fedu oraz EBC przyczyniła się w znacznym stopniu do umocnienia euro, które zakończyło tydzień nieco wyżej względem amerykańskiej waluty. Po raz kolejny także złoty radził sobie dobrze w obliczu wzmożonej zmienności. Obok licznych posiedzeń banków centralnych w centrum uwagi ponownie znalazł się w minionych dniach sektor bankowy. Tym razem inwestorzy skoncentrowali się jednak na Deutsche Banku.

Ubiegły tydzień obfitował w istotne wydarzenia. Z jednej strony wymuszone przejęcie Credit Suisse przez UBS ostudziło nieco obawy dot. europejskiego systemu bankowego (choć nieco później ów temat znów trafił na tapet za sprawą Deutsche Banku). Z drugiej zaś „gołębia podwyżka” ze strony Fedu oraz obawy dot. kredytów bankowych w USA spowodowały gwałtowny spadek rentowności papierów skarbowych. Aktywa ryzykowne, rozdarte między obawami dot. sektora bankowego oraz niższymi oczekiwaniami względem docelowych stóp procentowych, zakończyły tydzień na niemal niezmienionym poziomie. Waluty rynków wschodzących na ogół odnotowały wzrosty. Wyróżniającą się walutą była norweska korona, zyskująca na jastrzębich komunikatach banku centralnego. Zmienność, szczególnie na rynku długu, pozostawała wysoka.

Nadchodzący tydzień zdominują odczyty inflacyjne oraz (najprawdopodobniej) wieści z sektora bankowego. Wstępny odczyt marcowej inflacji w strefie euro (piątek 31.03), stanowi w naszej opinii najważniejszą publikację makroekonomiczną tygodnia. Rynki spodziewają się kolejnego wzrostu miary bazowej. Publikowane tego samego dnia dane dot. amerykańskiej inflacji PCE dotyczyć będą lutego, nie powinny mieć więc równie dużego znaczenia. Kalendarz makroekonomiczny będzie obfitował w wiele odczytów, większość tych dotyczących głównych regionów gospodarczych będzie jednak drugorzędna, bez większego potencjału na wywołanie wzmożonej reakcji rynku.

PLN

Panika wokół globalnego sektora bankowego niemal nie wpłynęła na złotego. Podczas gdy w przypadku innych istotnych walut regionu na wykresach widać wyraźnie kształtowanie się rynkowych obaw, w przypadku kursu EUR/PLN zmiany były minimalne. Para nadal oscyluje w okolicach 4,70.

Złoty pozostaje stabilny nawet mimo minorowych wieści z polskiej gospodarki. Dwa kluczowe „twarde” odczyty, czyli produkcja przemysłowa i sprzedaż detaliczna pokazały w lutym głębsze od oczekiwań spadki (-1,2% i -5% r/r w cenach stałych). Dane potwierdzają powszechne oczekiwania, że w pierwszym kwartale polska gospodarka zaliczy dość wyraźny spadek PKB w ujęciu rocznym – pierwszy od końcówki 2020 roku. W kontekście kruchego popytu wewnętrznego cieszyć może sytuacja rynku pracy – bezrobocie pozostaje niskie (5,5%), a dynamika płac mocna (13,6% r/r). Daje to nadzieję, że spowolnienie będzie krótkotrwałe. Niemniej jednocześnie dane te mogą wspierać obawy w kontekście uporczywości inflacji. W zeszłym tygodniu in plus zaskoczyły dane o inflacji producentów (PPI) w lutym – wyniosła ona wówczas 18,4%. Być może jeszcze ciekawsza, za sprawą jej skali, była rewizja odczytu styczniowego – z 18,5% do 20,1%.

W tym tygodniu, w piątek 31.03, skupimy się na danych o inflacji konsumenckiej. Dokładnie od tego miesiąca powinniśmy obserwować spadki rocznej dynamiki CPI. Kluczowe będzie to, jak szybko spadek ten będzie postępował, oraz szczególnie – jak będzie kształtowała się bazowa dynamika cen. Póki co jej momentum jest nadal zdecydowanie zbyt mocne.

EUR

Kontrast między jastrzębią retoryką Europejskiego Banku Centralnego oraz „gołębią podwyżką” stóp Fedu pomógł euro umocnić się w pierwszej części tygodnia. Niemniej pogłoski dot. słabości Deutsche Banku oraz ogólna nerwowość rynków, nawet pomimo spektakularnych danych PMI, doprowadziły w piątek do oddania przez walutę części zysków, co świetnie obrazuje obecną aktualnie na rynkach zmienność oraz niepewność. Wspomniane obawy dotyczące Deutsche Banku zostały odparte przez niemieckiego premiera, Olafa Scholza, co pozwoliło euro zakończyć tydzień nieco wyżej względem dolara.

Opublikowane w piątek dane o inflacji mają pokazać kolejny szczyt inflacji bazowej. Dodatkowo europejskie banki wydają się być w lepszej kondycji niż amerykańskie. Nie spodziewamy się więc rychłego końca cyklu zacieśniania EBC, co powinno być dla euro pozytywne.

USD

Po okresie wzmożonych wahań minionych tygodni rynkowe oczekiwania względem wzrostu stóp procentowych Fed w marcu ustabilizowały się na poziomie 25 pb. – decydenci nie zaskoczyli i o tyle podnieśli stopy. Niemniej komunikat towarzyszący decyzji, podobnie jak i konferencja prasowa, jednoznacznie dał nam do zrozumienia, że Fed oczekuje pewnego rodzaju zacieśnienia warunków finansowania w wyniku problemów sektora bankowego. To oznacza zaś, że kolejne decyzje banku będą podejmowane z wielką ostrożnością aż do czasu, kiedy skala owego zacieśniania stanie się jasna.

W świetle gołębiej retoryki Fedu oraz dynamicznego spadku amerykańskich rentowności od momentu upadku SVB rozbieżność w oczekiwanym poziomie stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych oraz po drugiej stronie Atlantyku szybko się zmniejsza. Powinno to negatywnie zaważyć na kursie dolara, który nie radzi sobie najlepiej, od kiedy ze wzmożoną paniką zmaga się sektor bankowy. Para USD/PLN oscyluje obecnie w okolicy poziomu 4,35, ok. 10 groszy niżej niż miesiąc wcześniej.

GBP

Bank Anglii, do czego zdążyliśmy już przywyknąć, ponownie zmienił retorykę. Wyjątkowo znacząca inflacyjna niespodzianka w pierwszej części tygodnia ugruntowała kolejny wzrost stóp o 25 pb. W jastrzębią stronę skierowała się także retoryka – nacisk położony został chociażby na niedawne pozytywne zaskoczenia związane z dynamiką wzrostu gospodarczego.

Nie mogło być jednak inaczej: inflacja bazowa znalazła się 0,5 p.p. powyżej konsensusu, sięgając 6,2%, całkowicie niwecząc skromny postęp z ubiegłych miesięcy. Biorąc pod uwagę względnie pozytywny wydźwięk ostatnich odczytów makroekonomicznych, gwałtowny wzrost inflacji oraz jastrzębi zwrot BoE, uważamy dalsze umocnienie funta za bardzo prawdopodobny scenariusz.

CHF

Frank szwajcarski kontynuował swoją wędrówkę w dół względem euro przez większą część ubiegłego tygodnia. W czwartek para EUR/CHF niemal sięgnęła poziomu parytetu, od tego czasu szwajcarska waluta zdążyła jednak odrobić część poniesionych strat, co można wiązać z kontynuacją cyklu zacieśniania przez SNB oraz przeniesieniem obaw dot. sektora bankowego z Credit Suisse na Deutsche Bank. Zgodnie z oczekiwaniami SNB podniósł w ubiegłym tygodniu stopy procentowe o 50 pb., do poziomu 1,5%, uzasadniając swoją decyzję „ponownym wzrostem presji inflacyjnej”. Podkreślono także gotowość banku do interwencji na rynku walutowym, wspominając, że w ostatnich miesiącach SNB skoncentrował się na wyprzedaży walut zagranicznych. Podniesiono też prognozy dotyczące inflacji oraz wzrostu gospodarczego. Bank spodziewa się aktualnie wzrostu PKB w okolicach 1% w 2023 r. (poprzednio oczekiwano 0,5%). Bank nie wykluczył także dalszego zacieśniania polityki monetarnej.

W naszej opinii kolejna podwyżka stóp w czerwcu pozostaje możliwa, wiele jednak może się wydarzyć w ciągu najbliższych trzech miesięcy, prowadzących do kolejnego posiedzenia – na tym etapie ciężko stawiać więc trafne prognozy. Będziemy bacznie przyglądać się danym inflacyjnym oraz rozwojowi sytuacji sektora bankowego. Wydaje się, że szwajcarski organ regulacyjny oraz SNB faktycznie „położyli kres kryzysowi” Credit Suisse, o czym wspomniano w komunikacie banku. W tym tygodniu skoncentrujemy się na publikacji barometru ekonomicznego KOF oraz danych dotyczących sprzedaży detalicznej – oba odczyty ujrzą światło dzienne w piątek. Frank najprawdopodobniej wciąż będzie reagował głównie na zmiany rynkowego sentymentu.

CNY

Juan zakończył ubiegły tydzień na niemal niezmienionym poziomie względem dolara amerykańskiego oraz w ujęciu ważonym handlem, pozostając jednak w tyle za większością walut azjatyckich oraz rynków wschodzących. Wizyta Xi Jinpinga na Kremlu nie zaowocowała wieloma przełomowymi nagłówkami, wydaje się jednak, że rosnąca zależność Rosji od Chin może wspomóc internacjonalizację juana. Putin podkreślił, że Rosja „opowiada się za użyciem” juana w handlu z krajami azjatyckimi, afrykańskimi czy latynoamerykańskimi.

Ostatni tydzień nie dostarczył wielu wieści ekonomicznych z Chin. Opublikowane dziś dane dot. zysków sektora przemysłowego pokazały pokaźny spadek r/r (-22,9%) w dwóch pierwszych miesiącach roku, co wzmacnia argument, że ożywienie gospodarcze po odejściu od polityki zero-COVID nie jest jeszcze szerokie, a popyt wydaje się na tym etapie dość kruchy. Biorąc pod uwagę, że twarde dane makroekonomiczne wskazują na niejednorodny obraz ożywienia, nieoczekiwane cięcie RRR wcześniej w marcu wydaje się uzasadnione. Pomimo iż kredytodawcy pozostawili jedno- oraz pięcioletnie podstawowe stopy kredytów (LPR, Loan Prime Rates) na niezmienionym poziomie w ubiegłym tygodniu, pewne rozluźnienie polityki w przyszłości nie jest wykluczone. W tym tygodniu uwaga skupi się na marcowych danych PMI chińskiego urzędu statystycznego (piątek 31.03).

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan CFA, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Początek 2023 roku z rekordowym wzrostem zatorów płatniczych w firmach

W czasach „pełnoletniej” (18,4 proc.) niewidzianej od 24 lat inflacji oraz rosnących kosztów prowadzenia działalności, utrzymanie płynności finansowej firmy jest dla przedsiębiorców nie lada wyzwaniem. Potwierdzają to wyniki najnowszego badania Skaner MŚP wykonanego dla prowadzącego rejestr dłużników BIG InfoMonitor. W pierwszym kwartale znacząco pogłębił się problem zatorów płatniczych. Płatności opóźnione o ponad miesiąc ma już 62 proc. przedsiębiorstw, to o połowę więcej niż w październiku zeszłego roku. Niemal co druga mikro, mała i średnia firma nie może też doczekać się na pieniądze po upływie dwóch miesięcy. Rozliczenia B2B najbardziej pogorszyły się w branży handlowej i transportowej. Poprawa sytuacji widoczna jest jedynie w budownictwie.

Rosnące koszty prowadzenia działalności, podwyżki paliwa i energii elektrycznej oraz inflacja i wysokie stopy procentowe, który podrożyły obsługę kredytów sprawiają, że wiele polskich firm funkcjonuje na granicy rentowności i zyskowności, a nierzadko jest już „pod kreską”. Z tego powodu przedsiębiorcy często muszą wybierać, które faktury uregulują na czas, a czyje trafią do kolejki i zostaną opłacone z opóźnieniem lub wcale. Początek roku wyjątkowo dobitnie ujawnił, jak wiele podmiotów ma w szufladzie faktury, które miały być opłacone „już za chwilę”, a ostatecznie, choć zmienił się rok nadal czekają. W efekcie już ponad 88 proc. przedsiębiorców wskazuje, że ich klienci płacą faktury po terminie – wynika z cyklicznego badania wykonanego wśród przedstawicieli mikro, małych i średnich przedsiębiorstw dla BIG InfoMonitor. To rekordowy wynik. We wcześniejszych pomiarach na niesolidność płatniczą zleceniodawców skarżyło się od 73 proc. do 83 proc. sektora MŚP.

Rekordowy wzrost opóźnień o ponad 60 dni w relacjach B2B

Poprawa sytuacji dla faktur z dwumiesięcznym opóźnieniem, którą zanotowaliśmy jeszcze z końcem ubiegłego roku, była chwilowa. Pierwszy kwartał pokazuje, że już niemal połowa badanych firm (47 proc.) nie mogła doczekać się płatności i to aż o dwa miesiące po terminie. To wzrost w porównaniu z ostatnim kwartałem 2022 roku o 12 pkt. proc. Dwumiesięczne opóźnienia zgłaszają zwłaszcza małe (10-49) i średnie przedsiębiorstwa (50-249) oraz przedstawiciele branży handlowej – aż 63 proc.

– Przedłużające się oczekiwanie na płatność może skutecznie zachwiać płynnością finansową przedsiębiorcy-wierzyciela. Brak środków na koncie najczęściej prowadzi do problemów z terminowym regulowaniem własnych zobowiązań wobec kontrahentów, pracowników, instytucji finansowych i podatkowych, a w ekstremalnych sytuacjach może doprowadzić nawet do bankructwa. Jeśli zdarzy się współpracować z kontrahentami, którzy nie płacą w terminie, nie można biernie czekać aż problem sam się rozwiąże. Zwłaszcza dziś, gdy czasy są pełne wyzwań, troska o płynność finansową własnego biznesu powinna być priorytetem dla każdego przedsiębiorcy niezależnie od wielkości firmy i branży – zaznacza Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

wzrost zatorów płatniczych w firmach
Źródło: badanie Skaner MSP dla BIG InfoMonitor (1Q2023)

Problem zatorów dotyczy również faktur opóźnianych o ponad 30 dni, na które skarży się już powyżej 62 proc. przedsiębiorców z sektora MŚP (wzrost w porównaniu z IV kw. 2022 roku o 19,3 pkt. proc.). Istotnie częściej ryzyko takich opóźnień jest w firmach mających na etacie 10 osób lub więcej (68 proc.) i również są to głównie przedstawiciele handlu (78 proc.).

Handel i transport szczególnie narażeni na brak płatności

W I kwartale br. wzrósł odsetek firm skarżących się na problemy z uzyskaniem płatności od kontrahentów o ponad 60 dni w czterech analizowanych cyklicznie sektorach. Szczególnie w handlu – o 28 pkt. proc. do 63 proc. oraz transporcie – o 18 pkt proc. do 44 proc. Spory skok widoczny jest też w usługach (o 10 pkt. proc.), gdzie już 38 proc. firm mówi o dwumiesięcznym oczekiwaniu na płatności od kontrahentów. Nieznacznie, ale jednak przybyło też opóźnień w płatnościach firmom z branży przemysłowej (o 3 pkt. proc. ) do 46 proc. Wyjątek stanowi w tym pomiarze jedynie budownictwo, które to odnotowało spadek problemów z zatorami o 11 pkt. proc. i obecnie prawie co czwarty (28 proc.) przedstawiciel tego sektora mówi o tym zjawisku. Co ciekawe, jeszcze pomiar temu to właśnie w budownictwie notowaliśmy najwyższy przyrost opóźnień o ponad 60 dni. – To pokazuje jak zmienna jest sytuacja. W przypadku firm handlowych występuje duża konkurencja. Firmy te działają zazwyczaj na niskich marżach. Jednym ze sposobów zwiększenia konkurencyjności swojej oferty jest udzielanie odroczonych terminów płatności. Niestety w obecnych czasach część kontrahentów firm handlowych z uwagi na pogorszenie nastrojów konsumenckich ma trudności z upłynnieniem swoich towarów. Opóźniają więc płatność dla firmy handlowej szczególnie handlu hurtowego. W przypadku firm transportowych z uwagi na wzrost ceny ich usług, część usługobiorców nie ma możliwości terminowego regulowania swoich zobowiązań wobec firm transportowych. Zjawisko to dotyczy również przewozów pasażerskich – podkreśla prof. Waldemar Rogowski, główny analityk BIG InfoMonitor (Grupa BIK).

Handel i transport szczególnie narażeni na brak płatności
Źródło: badanie Skaner MSP dla BIG InfoMonitor (1Q2023)

Według danych zgromadzonych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie informacji kredytowych BIK, zaległe zobowiązania przedsiębiorstw względem banków i kontrahentów wyniosły na koniec stycznia br. już prawie 40,2 mld zł. W ciągu roku wzrosły o ponad 2,5 mld zł. Ponad 313 tys. firm ma problemy z terminowym regulowaniem płatności.

Badanie „Skaner MSP” realizowane wśród mikro, małych i średnich firm, przeprowadzone przez Instytut Badań i Rozwiązań B2B Keralla Research, na próbie 500 firm sprzedających z odroczonym terminem płatności, techniką wywiadów telefonicznych (luty 2023 r.).

Za brak współpracy z radą nadzorczą – odpowiedzialność karna

Znowelizowane przepisy Kodeksu spółek handlowych (KSH), dotyczące dodatkowych uprawnień kontrolnych organów nadzorczych, zaczynają obecnie generować zagrożenia i problemy, nie tylko dla zarządów spółek, ale również dla osób fizycznych współpracujących z tymi podmiotami, w których ustanowiono rady nadzorcze. „Pracownicy oraz kontraktorzy współpracujący na podstawie umów B2B ze spółkami, w których funkcjonują rady nadzorcze, często nie wiedzą, że za brak dostarczenia w terminie wyjaśnień lub dokumentów, wymaganych przez ten organ, może grozić dotkliwa grzywna albo ograniczenie wolności. Pojawia się w tym przypadku też wiele zagrożeń związanych z ochroną tajemnicy czy danych osobowych, z którymi osoby zatrudnione lub świadczące usługi na rzecz spółek zmierzą się w najbliższym czasie” – mówi Cezary Miąskiewicz, Partner odpowiadający za praktykę transakcyjną w kancelarii Lawsome.

W październiku 2022 r. weszła w życie ustawa z dnia 9 lutego 2022 r. o zmianie ustawy – Kodeks spółek handlowych oraz niektórych innych ustaw (Dz. U. 2022 poz. 807) tzw. prawo holdingowe. W ramach nowelizacji wyposażono rady nadzorcze w nowe narzędzia kontroli nad działalnością spółek. Choć przepisy obowiązują już od kilku miesięcy, to z rynku zaczynają płynąć niepokojące sygnały, dotyczące wielu wątpliwości, jakie pojawiły się w związku z ich stosowaniem w praktyce.

„Zmiany wprowadzone w KSH, jak przedstawiano w uzasadnieniu do projektu ustawy, wynikały z braku skutecznych mechanizmów umożliwiających radzie nadzorczej pozyskiwanie informacji oraz dokumentów, od podmiotów obowiązanych do ich przedstawienia. Wydaje się jednak, że w toku nowelizacji ustalono bardzo szeroki krąg osób, co w połączeniu z rozszerzeniem dopuszczalnego zakresu żądania, oraz odpowiedzialnością karną związaną z brakiem przekazania informacji w odpowiednim terminie, naraża pracowników oraz współpracowników spółek na ryzyka, których większość z nich prawdopodobnie nie jest świadoma” – podkreśla Cezary Miąskiewicz.

Zgodnie ze znowelizowanym art. 219 par. 4 KSH, „rada nadzorcza może (…) żądać od zarządu, prokurentów i osób zatrudnionych w spółce na podstawie umowy o pracę lub wykonujących na rzecz spółki w sposób regularny określone czynności na podstawie umowy o dzieło, umowy zlecenia albo innej umowy o podobnym charakterze, sporządzenia lub przekazania wszelkich informacji, dokumentów, sprawozdań lub wyjaśnień dotyczących spółki, w szczególności jej działalności lub majątku.” Obowiązek ten powinien być zrealizowany niezwłocznie, nie później niż w terminie dwóch tygodni, chyba że ustalono dłuższy termin. Zbliżone przepisy obowiązują również w spółkach akcyjnych (art. 382 par. 4 KSH).

Każdy pracownik, ale również osoba zatrudniona w spółce na podstawie tzw. umowy B2B, jest zobowiązana do przekazania radzie nadzorczej wnioskowanych informacji lub dokumentów. O ile w spółkach akcyjnych, czy też większych podmiotach o rozbudowanym compliance w zakresie raportowania, nowe przepisy nie powinny stanowić problemu, o tyle dla osób współpracujących z mniejszymi spółkami, sytuacja nie jest już tak komfortowa. Przykładowo, w start-up’ach, które zazwyczaj przyjmują formę sp. z o.o., standardowym rozwiązaniem jest utworzenie rady nadzorczej, której członkowie są powoływani przez inwestorów na podstawie uprawnień osobistych, a takie powołanie, co do zasady, jest skuteczne z chwilą złożenia odpowiedniego oświadczenia. Wpis do KRS następuje z opóźnieniem i ma w zdecydowanej większości przypadków charakter deklaratoryjny, tj. jedynie potwierdzający. Pracownik lub kontrahent spółki, nie do końca może być więc pewien, czy osoba, która żąda od niego informacji jest faktycznie członkiem rady nadzorczej uprawnionym do zgłoszenia takiego żądania i najczęściej nie ma narzędzi, by to zweryfikować samodzielnie, tj. nie zna postanowień umowy spółki i może nie mieć wiedzy o inwestorach. Stwarza to pole do manipulacji i generuje ryzyka związane z ujawnieniem informacji poufnych, czy tajemnic przedsiębiorstwa, w szczególności, gdy w spółkach pojawiają się konflikty pomiędzy wspólnikami lub organami” – dodaje Damian Bednarczyk,  Associate z działu transakcyjnego Lawsome.

Jak wskazują specjaliści, oprócz problemów związanych z weryfikacją osób kierujących żądanie, na gruncie znowelizowanych przepisów rodzi się też wiele wątpliwości, jak osoby obowiązane do udzielenia informacji radzie nadzorczej mają się zachować, gdy uznają, że nie są uprawnione do udzielenia odpowiedzi, lub nie rozumieją treści żądania.

„Nie wiemy dziś, jak osoba, która ma udzielić informacji, powinna się zachować, w obliczu rygoru tajemnicy zawodowej, informacji poufnej i przepisów dotyczących ochrony danych osobowych. Często też nie jest jasne, z kim taka osoba może się komunikować w ramach organizacji, w zakresie żądania rady nadzorczej. Wątpliwości mogą również wynikać z treści żądania, gdyż rada nadzorcza może zwrócić się również o sporządzenie dodatkowych opracowań. Powstaje w takim przypadku pytanie, jak traktować takie polecenie i czy spółka wynagrodzi współpracownika, który poza umówionym zleceniem, zrealizował dodatkowe opracowania na żądanie rady, poświęcając swój czas. Właściwym wydaje się, by w oczekiwaniu na wykładnię lub doprecyzowanie przepisów, firmy uzupełniły swoje regulaminy, polityki compliance i stosowane wzory umów” – podsumowuje Cezary Miąskiewicz.

Sankcje za niewykonanie żądania rady nadzorczej reguluje art.  5871 par. 1 KSH. Zakłada on, że za nieprzekazanie informacji, dokumentów, sprawozdań lub wyjaśnień w terminie, lub przekazanie ich niezgodne ze stanem faktycznym, lub zatajenie, grozi odpowiedzialność karna, w tym grzywna w wysokości od 20 tys. do 50 tys. zł. Osoba, która nie spełniła żądania rady nadzorczej, w zakresie precyzowanym przez ustawę, może także podlegać karze ograniczenia wolności – potencjalne konsekwencje są więc bardzo dotkliwe. W Polsce obecnie jest prawie 8,4 tysiąca aktywnych spółek akcyjnych, które zobligowane są do posiadania rady nadzorczej oraz ponad 448 tys. spółek z ograniczoną odpowiedzialnością, z których część ustanowiła ten organ, przez co problem może dotykać znacznej części rynku.

Mocny wzrost rentowności amerykańskiego długu

Wczoraj powrócił optymizm na rynki. Rentowność amerykańskich obligacji wzrosła na skutek osłabienia obaw o „zarażenie” sektora finansowego. Akcje amerykańskich banków regionalnych zyskały po doniesieniach o tym, że upadły bank SVB został zakupiony przez inny podmiot. To spowodowało, że 2-latki USA ponownie znalazły się powyżej 4 proc. Cena złota osunęła się poniżej 1950 USD i na wykresie kształtuje się potencjalna formacja podwójnego szczytu.

Inwestorów pocieszył też weekendowy raport Bloomberga o tym, że władze USA rozważają rozszerzenie awaryjnego instrumentu kredytowego, który oferowałby bankom większe wsparcie. Indeks sektora finansowego S&P wzrósł o 1,4 proc.. Tymczasem akcje spółek technologicznych spadły po dwudniowym rajdzie co jest konsekwencją wzrostu rentowności amerykańskich obligacji.

Najwyższe amerykańskie organy nadzoru bankowego powiedziały w poniedziałek, że planują poinformować Kongres, że cały system finansowy pozostaje na solidnych podstawach po ostatnich upadkach banków. Jednocześnie instytucje te będą kompleksowo przeglądać swoją politykę w celu zapobiegania przyszłym upadkom.

Obawy jednak nie zniknęły całkowicie, gdyż członek Rady Gubernatorów Rezerwy Federalnej Rezerwy – Philip Jefferson – powiedział w poniedziałek, że stres wśród małych banków może najbardziej uderzyć w małe firmy.

W tym tygodniu kluczową informacją będzie piątkowy deflator PCE. Przypomnijmy, ze jest to preferowana przez Fed miara inflacyjna i z pewnością odczyt ten będzie miał wpływ na kształtowanie się przyszłej ścieżki stóp procentowych w USA.

Na rynku walutowym obserwowaliśmy wczoraj lekkie osłabienie USD co skutkowały wyższymi poziomami EUR/USD. Para „wyszła” nad poziom 1,08. Więcej działo się na rynku surowców. Złoto ze względu na wzrost rentowności amerykańskiego długu straciło i na wykresie utworzyła się potencjalna formacja podwójnego szczytu z przebiegającą w okolicach 1935 USD linią szyi. Dopiero przekroczenie tego poziomu da nam negatywny sygnał. Jak na razie próba wyjścia powyżej 2000 USD skończyła się dwukrotnie kapitulacją kupujących.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Rolnicy z mniejszymi długami. Sytuacja pogorszy się w połowie roku

W Krajowym Rejestrze Długów na koniec ub.r. było o 12,4% mniej zadłużonych rolników niż rok wcześniej. Jeszcze mocniej spadło zadłużenie – o 19,3% rdr. Do tego średnia kwota zaległości zmniejszyła się o 7,9% rdr. Z kolei według Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK, o 5,7% rdr. przybyło dłużników z kategorii uprawy rolne, chów i hodowla zwierząt, łowiectwo, włączając działalność usługową. Nieco mniejszy był wzrost długu, bo o 5% rdr. Natomiast zmalało średnie zadłużenie – o 0,6% rdr. Ponadto z danych KRD wynika, że statystyczny dłużnik na koniec ub.r. zalegał ze spłatą zobowiązań krócej niż rok wcześniej. Komentujący te dane eksperci nie mają złudzeń, że nie oddają one realnej sytuacji. I przewidują, że najgorsze jest dopiero przed rolnikami.

Mało znaczący spadek

Na koniec 2022 roku w Krajowym Rejestrze Długów (KRD) widniało 3,8 tys. zadłużonych rolników. To o 12,4% mniej niż rok wcześniej, gdy było ich 4,4 tys. Natomiast według Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK, o 5,7% rdr. wzrósł odsetek dłużników z kategorii uprawy rolne, chów i hodowla zwierząt, łowiectwo, włączając działalność usługową. Na koniec ub.r. było ich ponad 1,5 tys. (dokładnie 1533). Z kolei rok wcześniej odnotowano niespełna 1,5 tys. (1451) takich zadłużonych. Jak zauważa Łukasz Goszczyński, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny, specjalizujący się w obsłudze sektora rolnego, spadek jest dość niewielki. Prawnik dodaje, że powyższe dane raczej nie oddają obecnych realiów. Kolejne miesiące tego roku mocniej pogłębią problemy finansowe ww. grupy, co pewnie będzie można zauważyć w odczycie kolejnych danych. Podobnego zdania są też inni eksperci.

– Bardziej jestem skłonny przyznać, że sytuacja rolników pogorszyła się na przestrzeni roku. Ceny energii, paliwa oraz środków produkcji, w tym m.in. nawozów i preparatów do ochrony roślin, horrendalnie poszły w górę. A rosnące koszty produkcji wpływają na to, że wielu rolników nie jest w stanie spłacić zaciągniętych kredytów – mówi prof. Marian Podstawka ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie. Ekspert dodaje również, że niestety, ale żadnego typu działalność rolnicza nie jest już opłacalna. Zarówno uprawy polowe, jak i produkcja zwierzęca przynoszą straty. Szansę na funkcjonowanie gospodarstwom i ich rodzinom daje tylko i wyłącznie wsparcie Unii Europejskiej.

Unijne środki oczywiście są ważne, co potwierdza Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny, specjalizujący się m.in. w obsłudze sektora rolnego. Jednak, w opinii eksperta, nie zastąpią one bieżącego obrotu, który musi wygenerować sam rolnik. Owszem, wspomagają go biznesowo, ale mimo wszystko to tylko dodatek do szerszej działalności.

– Środki pomocowe z Unii Europejskiej oznaczały dofinansowanie przy zakupie maszyn i technologii. Im droższe kupowało się wyposażenie, tym dopłaty były większe. Jednak często zdarzało się, że wsparcie przekraczało rzeczywiste potrzeby danego gospodarstwa, co skutkowało m.in. brakiem realizacji założonych dochodów. Tak było zwłaszcza na południu naszego kraju, gdzie rolnicy i tak dzielnie sobie poradzili, ale to raczej dzięki działalności pozarolniczej – komentuje prof. Czesław Nowak z Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie.

Łączne i średnie zadłużenie

Według KRD, na koniec 2022 roku łączne zadłużenie rolników wyniosło 254,6 mln zł. To o 19,3% mniej niż rok wcześniej, kiedy było na poziomie 315,3 mln zł. Z kolei z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK wynika, że rdr. o 5% wzrosła kwota zaległości dłużników z kategorii uprawy rolne, chów i hodowla zwierząt, łowiectwo, włączając działalność usługową. Ostatnio była na poziomie 502,6 mln zł, a 12 miesięcy wcześniej – 478,5 mln zł.

– Rolnicy przeznaczali wcześniej wypracowane zyski na spłatę i obsługę bieżących oraz starszych zobowiązań. Do tego wiele osób zrezygnowało z działalności rolniczej i uciekło w inne sektory, by się ratować. Dlatego właśnie w statystykach sytuacja nie jest rażąca, a nawet w jednym rejestrze nastąpił spadek o prawie jedną piątą. Natomiast w tym sezonie koszty produkcji będą naprawdę bardzo wysokie. I przez to rolnicy zdecydowanie mniej zarobią, o czym już od dawna głośno mówią. Jeśli to nastąpi, trudniej im będzie wyjść z długów. Kolejne osoby mogą też stanąć na granicy zadłużenia. Dlatego absolutnie uważam, że jeszcze w tym roku mocno wzrośnie łączny dług w branży rolniczej – podkreśla Adrian Parol.

W KRD średnie zadłużenie rolników na koniec 2022 roku spadło o 7,9% w porównaniu z końcem 2021 roku. Ostatnio wyniosło 66,5 tys. zł, a rok wcześniej – 72,2 tys. zł. Natomiast z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK wynika, że średnia kwota zaległości spadła rdr. o 0,6% w kategorii uprawy rolne, chów i hodowla zwierząt, łowiectwo, włączając działalność usługową. Na koniec 2022 roku wyniosła 327,8 tys. zł, a 12 miesięcy wcześniej – 329,8 tys. zł.

– Średnie zadłużenie jest dla mnie jak najbardziej niepokojące. Nie widzę żadnych przesłanek do tego, aby szybko się zmniejszyło. Ceny środków produkcji przecież z dnia na dzień nie potanieją. Generalnie w kryzysie najsłabszym ogniwem jest producent rolny, bo nie jest w stanie przechować towaru na lepszą koniunkturę. Mięso, warzywa czy owoce są poddane silnej presji czasu – przekonuje prof. Podstawka.

Z kolei prof. Nowak wyjaśnia, że nastąpił wprawdzie wyraźny wzrost wydatków w sklepach detalicznych na żywność, ale to kompletnie nie przełożyło się na poprawę dochodów rolników. Udział ich w cenie detalicznej żywności szacuje się w Polsce na ok. 15%. Dodatkowo sytuację wytwórców pogarsza zmiana modelu żywienia Polaków. Z uwagi na brak czasu, coraz mniej osób gotuje w domach, a to bezpośrednio powoduje spadek relatywnych dochodów rolników. Kiedy bowiem rośnie udział wydatków na żywność spożywaną poza domem, maleje ww. udział producenta w cenie. Ponadto, gdy w czasach wysokiej inflacji ludzie zaczynają zaciskać pasa, to rezygnują z wielu mniej koniecznych produktów, np. pochodzących z gospodarstw ekologicznych.

Idą czarne chmury?

– Rolnicy niestety będą funkcjonować z coraz większymi długami. Ostrożnie szacuję, że średni dług zadłużonego rolnika urośnie jeszcze w tym roku w granicach 5-10% rdr. A najgorszy będzie przełom II i III kwartału br. Wówczas skumuluje się szereg czynników, które wystąpiły pod koniec ub.r. i przez dłuższy czas gromadziły się w sektorze rolnym, aby w końcu się ujawnić. Sytuacja gospodarcza, wywołana najpierw pandemią, a potem – wysoką inflacją i wybuchem wojny w Ukrainie, jest już bardzo trudna do udźwignięcia dla wielu gospodarstw – zapewnia mec. Łukasz Goszczyński.

Z danych KRD wynika również, że statystyczny zadłużony rolnik na koniec 2022 roku zalegał ze spłatą zobowiązań średnio 861 dni. To oznacza niewielki spadek, bo rok wcześniej odnotowano 879 dni. Jak zaznacza Adrian Parol, w zasadzie to mało pocieszająca różnica. W tym roku, zdaniem eksperta, sytuacja na pewno się pogorszy już na wiosnę. Wówczas rolnicy będą musieli ponosić znaczące koszty, celem uruchomienia bieżącej produkcji. Przy wysokiej inflacji i wzroście opłat za prąd czy gaz będzie się to wiązało z dalszym zadłużaniem się. Do tego ekspert przypomina też, że rolnik musi czekać na zapłatę za swoje produkty nawet do 180 dni. A dodatkowo w ostatnich czasach kontrahenci często zalegają z nią. Czasem płacą długo po terminie, co tylko pogarsza już i tak nienajlepszą sytuację.

– W tym roku, jak zawsze i tak najwięcej będzie zależało od pogody oraz czynników plonotwórczych. Gdyby do tych wszystkich ww. problemów, z jakimi obecnie mierzą się rolnicy, doszła jeszcze susza bądź pojawiłyby się inne, nieoczekiwane, złe zjawiska pogodowe, które wpłynęłyby na zbiory, to sytuacja automatycznie uległaby dramatycznemu pogorszeniu – ostrzega prof. Podstawka.

Podobnego zdania jest Łukasz Goszczyński, który do powyższego dodaje, że w rozmowach z nim rolnicy sami wskazują, iż bardzo boją się zatorów płatniczych, ale też anomalii pogodowych. I twierdzą, że gdyby do tego wszystkiego dołączyła susza, wówczas sytuacja mocno by się skomplikowała. Byłoby to na tyle poważne zdarzenie, że ich problemy finansowe mogłyby być już nie do udźwignięcia.

– W przestrzeni publicznej rzadko o tym się mówi, ale jest też inne zagrożenie, które może wpłynąć na pogorszenie się sytuacji finansowej rolników w tym roku. Twierdzą oni, że poważnie borykają się ze zjawiskiem wzmożonego napływu produktów rolnych z Europy Wschodniej. To oczywiście nie tylko problem naszych rolników, ale również Węgrów, Słowaków, Czechów i Rumunów. Natomiast to nie zmienia faktu, że on istnieje i trzeba go rozwiązać – szczególnie we Wschodniej Polsce. Póki co zagrożenie jest realne i rolnicy słusznie upatrują w tym kolejny gwóźdź do swojej finansowej trumny – stwierdza mec. Adrian Parol.

Jak informuje Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych, do Polski przywieziono tak wiele zboża z Ukrainy, że nasze magazyny są przepełnione. Jeżeli nie będzie możliwości wyeksportowania tego towaru, zwłaszcza przed żniwami, to może nastąpić olbrzymi krach. Wówczas nasi rolnicy nie będą mieli komu sprzedać swoich produktów i wpadną w poważne kłopoty finansowe. W ocenie eksperta z KRIR, jest to całkiem realnym zagrożeniem, ponieważ część sąsiednich krajów też zmaga się z taką nadwyżką zboża. Do tego prezes Szmulewicz alarmuje, że polski rynek jest bardzo niestabilny. I jeżeli w dalszym ciągu ceny surowców rolnych będą tak szły na dół, jak obserwujemy to od końca zeszłego roku, to sytuacja wielu gospodarstw będzie naprawdę trudna.

Deloitte: Dla połowy polskich CFO zwiększenie efektywności działania to kluczowa korzyść z inwestycji w chmurę

Chmura staje się nieodłącznym elementem funkcjonowania nowoczesnych firm na polskim rynku – dwie trzecie z nich już wykorzystuje lub planuje wdrożyć to rozwiązanie. Zdaniem blisko połowy dyrektorów finansowych główną zaletą chmury jest możliwość poprawy efektywności działania przedsiębiorstwa i uzyskania optymalizacji kosztowych. Jednak pełne wykorzystanie potencjału tej technologii może stać się katalizatorem innowacyjności w biznesie – wynika z raportu “CFO Survey 2023. Gdzie leży wartość z chmury? Perspektywa polskich CFO”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte.

W ramach najnowszej edycji badania CFO Survey przedstawiciele firmy Deloitte przepytali 559 dyrektorów finansowych (CFO) z Europy Środkowej, spośród których 100 pochodziło z Polski. Ankietowani podzielili się spostrzeżeniami w obszarze kluczowych wyzwań dla swoich organizacji oraz roli rozwiązań chmurowych w procesie przyspieszania transformacji biznesowej.

Jak wynika z badania Deloitte, blisko dwie trzecie ankietowanych CFO reprezentujących największe organizacje na polskim rynku już rozpoczęło lub w ciągu najbliższych miesięcy przystąpi do wdrożenia rozwiązań chmurowych, a kolejne 10 proc. polskich firm jest na etapie analizy lub planowania migracji. Co ważne, jedna trzecia badanych jest już na bardziej zaawansowanym etapie tego procesu, czyli przeniosła lub jest w trakcie migracji przynajmniej około połowy swoich zasobów. Jedynie co czwarta z ankietowanych organizacji nie ma obecnie takich planów.

Zarządzający polskimi firmami coraz lepiej rozumieją rolę rozwiązań chmurowych w budowaniu elastyczności i zwinności biznesu, do czego w dużej mierze przyczyniła się pandemia. Migracje do chmury często prowadzone były wówczas pod presją czasu i w odpowiedzi na bieżące potrzeby związane np. z tworzeniem środowiska do pracy zdalnej. Obecnie warto zastanowić się, jakie inne wartości można uzyskać z przeprowadzonych wcześniej inwestycji chmurowych. Ostatnio impulsem do wdrożenia rozwiązań chmurowych staje się coraz częściej dostrzegana przez polskie przedsiębiorstwa potrzeba zachowania ciągłości biznesu, w tym disaster recovery, co ma związek wystąpieniem dodatkowych ryzyk geopolitycznych związanych z wojną w Ukrainie – mówi Sławomir Lubak, partner, lider zespołu transformacji chmurowych, Deloitte.

Chmura katalizatorem innowacyjności w organizacji

Obecnie polscy przedsiębiorcy postrzegają rozwiązania typu cloud przede wszystkim jako sposób na poprawę efektywności i zwinności, no co wskazał co drugi pochodzący z Polski dyrektor finansowy. Równie istotna okazuje się wskazywana przez 46 proc. CFO możliwość uzyskania optymalizacji kosztowej m.in. poprzez oszczędności wynikające ze skuteczniejszego zarządzania infrastrukturą IT. Co czwarty badany przyznał z kolei, że przenoszenie zasobów do chmury stało się dla jego organizacji okazją do usprawnienia istniejących bądź stworzenia nowych procesów. Co istotne, obecnie w sumie jedynie jedna trzecia wskazań dyrektorów finansowych dotyczy korzyści związanych ze wzrostem innowacyjności, w tym tworzenia nowych metodyk i sposobów działania (18 proc.), uzyskiwania przychodów z rozwoju nowych (6 proc.) oraz istniejących produktów i usług (5 proc.).

Organizacjom rozpoczynającym inwestycje chmurowe najłatwiej jest dostrzec korzyści związane z efektywnością operacyjną czy kosztową niż wykorzystać możliwości w obszarze innowacyjności. Nie jest to domena tylko Polski czy Europy. Przykład rynku amerykańskiego pokazuje, że przedsiębiorstwa mniej zaawansowane pod względem stosowania rozwiązań chmurowych skupiają się przede wszystkim na zwiększaniu skuteczności i elastyczności działania, podczas gdy rozwój innowacji znajduje się niżej na ich liście priorytetów. Wydaje się, że element budowy nowoczesnych rozwiązań poprzez chmurę wciąż jest za mało doceniany. Technologia ta powinna być katalizatorem zmian i transformacji biznesowej, a także nośnikiem innowacyjności w organizacji – mówi Sławomir Lubak.

Wyzwania w drodze do chmury

Blisko 20 proc. odpowiedzi polskich CFO wskazuje, że w firmach nie dostrzega się znaczących przeszkód dla implementacji rozwiązań chmurowych. Jednocześnie zdaniem respondentów trzema największymi wyzwaniami w migracji do chmury pozostają określenie rzeczywistych korzyści finansowych (33 proc.), kwestie natury prawnej i regulacyjnej (32 proc.), oraz koszt projektu (31 proc.).

Rola CFO w transformacji cyfrowej jest kluczowa ze względu na umiejętność połączenia perspektywy biznesowej z technologiczną, a tym samym możliwość biznesowego uzasadnienia dla transformacji chmurowej oraz wydobycia rzeczywistych korzyści finansowych z inwestycji. Z naszego badania wynika, że większość ankietowanych wskazała, że rozliczenie projektów chmurowych obciążyło w całości wynik finansowy firmy, podczas gdy tylko w co dziesiątym przypadku wydatki na zakup i wdrożenie chmury zostały skapitalizowane. Warto pamiętać, że biorąc pod uwagę cel i sposób realizacji projektów chmurowych, przedsiębiorcy mają możliwość kapitalizowania zakupu chmury, rozwiązań chmurowych i kosztów ich wdrożenia – mówi Monika Warmbier, partner w zespole finansów i rachunkowości, Deloitte.

W odróżnieniu od większości rynków naszego regionu, aspekty technologiczne migracji znacznie rzadziej okazują się barierą dla polskich CFO – znalazły się na czwartym miejscu na liście wyzwań, w porównaniu do pierwszej pozycji w krajach Europy Środkowej. Z jednej strony taka ocena sytuacji może mieć związek z wyższą pozycją ryzyk prawnych, które zajmują drugie miejsce na liście wyzwań polskich CFO. Z drugiej strony może to być efekt relatywnie dobrej, w porównaniu do innych rynków regionu, oferty edukacyjnej polskich uczelni i dostępu do specjalistów na rynku pracy, a także posiadanych kompetencji w zakresie technologii chmurowych w polskich przedsiębiorstwach. Nadal jednak konieczność rozwoju nowych kompetencji w firmie pozostaje jedną z głównych barier w drodze do chmury dla co piątej polskiej firmy.

Gdzie szukać wartości z rozwiązań chmurowych?

Sygnalizowana przez ankietowanych CFO trudność w określeniu korzyści biznesowych z rozwiązań chmurowych w odniesieniu do spodziewanych nakładów na wdrożenie, nakazuje bardziej dokładnie poszukiwać uzasadnienia biznesowego dla migracji.

Przeprowadzone wśród przedsiębiorstw funkcjonujących na rynku amerykańskim badanie Deloitte wykazało, że dziewięć na dziesięć firm postrzega wykorzystanie chmury w połączeniu ze sztuczną inteligencją czy technologią machine learning jako katalizator dla rozwoju biznesu. Co więcej, chmurowi liderzy byli w stanie uzyskać blisko dwukrotnie większą wartość z prowadzonych inwestycji w porównaniu do firm mniej zaawansowanych w tym obszarze.

Analityka i sztuczna inteligencja już od kilku lat pojawiają się na liście priorytetów inwestycyjnych CFO w Polsce. Rozwój tych technologii nie jest jednak jednorodny. Polskie przedsiębiorstwa np. z sektora gamingowego znajdują się w innowacyjnej czołówce, podczas gdy inne branże dopiero przyglądają się korzyściom płynącym z wykorzystania AI. Rosnąca świadomość możliwości, jakie daje sztuczna inteligencja sprawia, że w nieodległej przyszłości możemy się spodziewać dynamicznego wzrostu zainteresowania sztuczną inteligencją – mówi dr Marcin Kruczyk, dyrektor w Zespole Artificial Intelligence & Data, Deloitte.

Inwestycje szansą na rozwój

Tegoroczna edycja badania Deloitte była prowadzona w okresie spowolnienia gospodarczego oraz toczącej się wojny, co zdaniem autorów raportu znajduje odzwierciedlenie w wynikach ankiety. Ponad trzy czwarte polskich dyrektorów finansowych liczy się ze wzrostem inflacji CPI oraz jej wpływem na popyt krajowy. W konsekwencji siedmiu na dziesięciu ankietowanych przewiduje wzrost niepewności finansowej i biznesowej w ich organizacjach w trakcie najbliższych 12 miesięcy, co z kolei znajduje odzwierciedlenie w planach inwestycyjnych firm. Ponad połowa polskich respondentów ankiety wskazała, że planowany budżet na inwestycje IT w ich firmach wynosi mniej niż 3 proc przychodów przedsiębiorstwa. Co czwarty uczestnik badania zakłada, że będzie to od 3 do 5 proc., natomiast jedynie 16 proc. badanych przewiduje inwestycje o wartości równej lub większej niż 10 proc. przychodów.

  W tej sytuacji strategiczne podejście do wdrażania nowych rozwiązań skoncentrowanych na uzyskaniu jak najszerszych korzyści biznesowych i oczekiwanych zwrotów z inwestycji nabiera jeszcze większego znaczenia. Dwa najpopularniejsze obszary inwestycyjne wskazane w tegorocznej edycji badania związane są z optymalizacją kosztów oraz bezpieczeństwem infrastruktury. Jednocześnie jednak coraz więcej respondentów zastanawia się nad modernizacją systemów IT. Może to oznaczać, że firmy – choć skoncentrowane na bieżącej działalności i wyzwaniach kosztowych – przygotowują się na lepsze czasy, kiedy to znów będziemy obserwować dużą dynamikę rozwoju usług opartych o technologie i cyfrowe kanały sprzedaży – podkreśla Maciej Żwirski, partner associate, Deloitte.

3 na 10 firm obszaru przemysłu i surowców będzie powiększać zespoły, ale niemal połowa nie chce zmieniać poziomu zatrudnienia

W drugim kwartale tego roku 29% pracodawców z branży przemysłu i surowców chce zatrudniać nowych pracowników, zmniejszenie liczby etatów przewiduje 23% organizacji, a 2% nie zna planów rekrutacyjnych na najbliższy czas. Blisko połowa firm (46%) planuje pozostawienie liczby pracowników na niezmienionym poziomie. To dane raportu „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”, w ramach którego firmy zdradzają swoje plany zatrudnienia na czas od kwietnia do końca czerwca.

Raport „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia” pokazuje, że w drugim kwartale 2023 roku plany rekrutacyjne pracodawców z obszaru przemysłu i surowców są optymistyczne – prognoza netto zatrudnienia dla tej branży, będąca barometrem rynku pracy i pokazująca plany firm związane z pozyskiwaniem nowych kadr wynosi +8%. W praktyce oznacza to, że firmy chcą rekrutować nowe talenty. W ujęciu kwartalnym wskaźnik ten wzrósł o 8 punktów procentowych, a w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku jest wyższy o 22 punkty procentowe.

– Wzrost prognozy zatrudnienia dla tej branży w ujęciu rocznym i kwartalnym wskazuje na pozytywną zmianę sytuacji gospodarczej w tym sektorze. Z jednej strony wynika to z corocznego ożywienia gospodarki po okresie zimowym, ale może być też kwestią nowych inwestycji – mówi Przemysław Sienkiewicz, ekspert rynku pracy i lider zespołu sprzedaży w Manpower. – Obserwujemy pozytywny trend poprawy sytuacji gospodarczej w sektorze przemysłowym w całej Polsce, w szczególności w regionach północno-zachodnim oraz wschodnim, co oznacza więcej ofert pracy oraz większą konkurencję między pracodawcami o najlepszych pracowników. Dla kandydatów jest to większa szansa na znalezienie nowej pracy, a także możliwość negocjacji wynagrodzenia, czy warunków zatrudnienia. Dla pracodawców natomiast oznacza konieczność oferowania coraz to bardziej atrakcyjnych warunków zatrudnienia, tak aby przyciągnąć do organizacji najlepszych pracowników – dodaje ekspert.

Według danych Job Market Insights, od początku stycznia do połowy marca tego roku w polskiej sieci ukazało się niemal 49 tysięcy ogłoszeń pracy kierowanych do kandydatów produkcji i rzemiosła. Najwięcej pracowników poszukiwały firmy z okolic Warszawy, Wrocławia, Poznań i Krakowa. Jak mówi Przemysław Sienkiewicz, poprawa nastrojów rekrutacyjnych jest widoczna wśród wszystkich badanych sektorów, także w obszarze przemysłu. – To potwierdza również udział inwestycji choćby w sektorze energetycznym. Choć Polska wciąż korzysta z węgla jako głównego źródła energii, to branża ta przeszła już duże zmiany w kierunku bardziej zrównoważonej produkcji. Inwestycje w sektorze energetycznym skupiają się na modernizacji istniejącej infrastruktury oraz rozwoju energii odnawialnej, w tym farm wiatrowych czy instalacji fotowoltaicznych. Pomimo rosnącej inflacji, produkcja w Polsce nie zatrzymuje się, a nabiera tempa – mówi ekspert Manpower.

Plany organizacji branży przemysłu i surowców w regionie Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (EMEA) na drugi kwartał tego roku są jeszcze bardziej optymistyczne, niż te deklarowane przez polskich pracodawców. Prognoza netto zatrudnienia w tym sektorze dla regionu EMEA na czas od kwietnia do końca czerwca tego roku to +15%. 35% firm tej branży planuje zatrudnić nowych pracowników, 18 % wskazuje na konieczność redukcji etatów, a 4% organizacji nie zna planów rekrutacyjnych na nadchodzące miesiące. 43% pracodawców chce pozostawić zatrudnienie na niezmienionym poziomie.

– W najbliższym czasie możemy spodziewać się więcej miejsc pracy w sektorze zielonej energii. W szczególności obszar źródeł energii odnawialnej będzie potrzebował nowych rąk do pracy ze względu na globalną sytuację klimatyczną i jej niewątpliwe zmiany. Na znaczeniu zyskają także umiejętności kandydatów związane z efektywnością energetyczną i recyklingiem, jak również w sprzedaży w tym sektorze. Ponadto, wraz z postępem technologicznym oraz automatyzacją produkcji, mogą zwiększyć się potrzeby związane z programowaniem oraz zarządzaniem systemami do tego niezbędnymi, jak również analizą danych, czy sztuczną inteligencją – podsumowuje ekspert Manpower.

Komu opłaca się pracować w Polsce? Porównanie koszyków zakupowych w 2023 roku

Wysoka inflacja daje się we znaki mieszkańcom niemal całej Europy. W obliczu rosnących cen Polska wciąż stanowi atrakcyjny kierunek emigracji zarobkowej dla pracowników ze wschodu. Dla obywateli Ukrainy, Mołdawii, Białorusi czy Gruzji miesięczna płaca minimalna w Polsce jest nawet cztery razy większa, podczas gdy ceny produktów spożywczych są niższe lub pozostają na zbliżonym poziomie.

[PL] koszyk zakupowy 2023

Do momentu wybuchu wojny, obywatele Ukrainy stanowili główne wsparcie dla polskiego rynku pracy. Względy ekonomiczne sprawiały, że chętnie podejmowali oni zatrudnienie w Polsce, gdzie płaca minimalna jest nawet cztery razy większa niż w Ukrainie. Wojna ograniczyła napływ do Polski mężczyzn z Ukrainy, którzy nie mogli opuścić ojczyzny, co wygenerowało luki kadrowe na polskim rynku pracy. Pracodawcy musieli otworzyć się na obywateli innych państw wschodnich oraz Azji. Część luk kadrowych z powodzeniem wypełnili pracownicy z Białorusi, Gruzji i Mołdawii, dla których warunki pracy i płacy w Polsce są zdecydowanie lepsze niż w ich rodzimych krajach. Według danych ZUS na koniec stycznia 2023 do ubezpieczenia zgłoszonych zostało 1,057 mln cudzoziemców. Najwięcej obcokrajowców pochodziło z Ukrainy – 737,7 tys., Białorusi – 110,3 tys., Gruzji – 26,5 tys.

Ile trzeba pracować na koszyk zakupowy w 2023 roku?

Rosnąca inflacja i niewspółmiernie rosnące zarobki sprawiają, że obywatelom Ukrainy, Białorusi, Gruzji i Mołdawii łatwiej utrzymać się w Polsce niż w ojczyźnie. Obecnie płaca minimalna w Ukrainie wynosi około 647 zł netto, w Mołdawii 799 zł, w Białorusi 981 zł, a w Gruzji 1360 zł, podczas gdy w Polsce minimum jakie musi otrzymać pracownik to 2709 zł netto, czyli nawet cztery razy więcej. Z kolei zestawienie koszyków zakupowych, opracowane przez OTTO Work Force Central Europe, pokazuje, że ceny zakupów spożywczych są najniższe na Białorusi i w Polsce (odpowiednio 73 i 77 zł), a najwyższe w Ukrainie (97zł), Gruzji (102 zł) i Mołdawii (107 zł). W porównywanych koszykach zakupowych znalazły się podstawowe artykuły spożywcze w takich samych ilościach, według uśrednionych cen największych supermarketów w danym kraju: chleb biały, mleko w kartonie, masło, jajka, ser żółty, schab, cukier, mąka pszenna biała, ryż biały, makaron, ziemniaki, jabłka.

Ile zatem dni trzeba pracować na podstawowy koszyk zakupowy? W Polsce na wymienione produkty spożywcze zarobimy w ciągu 0,6 dnia, na Białorusi i w Gruzji w ciągu 1,5 dnia, w Mołdawi zajmie nam to 2,7 dnia, a w Ukrainie aż 3 dni. Największą dysproporcję między kosztami życia a poziomem wynagrodzenia widać zatem w Mołdawii i Ukrainie.

Porównanie kosztów życia względem 2021 roku

„Kiedy porównany aktualne koszty życia i poziom wynagrodzeń minimalnych względem 2021 roku widać, że inflacja jeszcze bardziej pogłębiła istniejące dysproporcje. Dla przykładu w Ukrainie, jeszcze dwa lata temu na podstawowe zakupy spożywcze trzeba było pracować 1,8 dnia, a dziś już 3 dni. Podobnie w Mołdawii, gdzie wartość ta wzrosła z 2 dni do 2,7 dnia. Wartość koszyka zakupowego wzrosła oczywiście także w Polsce, jednak podniesienie płacy minimalnej zniwelowało wartości w zestawieniu. W 2021 roku na koszyk zakupowy trzeba było pracować pół dnia, a obecnie 0,6 dnia. Pamiętać jednak należy, że w zestawieniu porównujemy płacę minimalną, która wzrosła w ciągu ostatnich dwóch lat o 31%. W przypadku średniego wynagrodzenia obserwowaliśmy niższy wzrost płac i nadal pozostał on niewspółmierny do poziomu inflacji” – mówi Tomasz Dudek, Dyrektor Zarządzający OTTO Work Force Central Europe.

Faktoring a ryzyko kredytowe: jak zminimalizować ryzyko w prowadzeniu biznesu?

Prowadzenie własnej firmy wiąże się nie tylko z uzyskiwaniem przychodów, ale także z kosztami oraz ryzykiem. Zdarza się, że przedsiębiorstwo zagrożone jest utratą płynności finansowej, która prowadzić może do ograniczenia rozwoju, powstania zatorów płatniczych, a w ostateczności – do bankructwa. Co więc zrobić, aby zmniejszyć ryzyko w prowadzeniu biznesu?

Prowadzenie własnej firmy wiąże się nie tylko z uzyskiwaniem przychodów, ale także z kosztami oraz ryzykiem. Zdarza się, że przedsiębiorstwo zagrożone jest utratą płynności finansowej, która prowadzić może do ograniczenia rozwoju, powstania zatorów płatniczych, a w ostateczności – do bankructwa. Co więc zrobić, aby zmniejszyć ryzyko w prowadzeniu biznesu?

Minimalizacja ryzyka biznesowego

Aby zmniejszyć ryzyko pojawienia się strat warto skupić się na trzech działaniach:

  • odnalezienie potencjalnych zagrożeń – określenie charakteru i rodzaju prawdopodobnych zagrożeń, które mogą pojawić się m.in. w obszarze finansowym i handlowym. Dzięki temu możliwe jest podjęcie akcji prewencyjnych,
  • analiza oraz ocena ryzyka – ważne, aby zadanie to było powierzone specjalistom wewnętrznym lub zewnętrznym,
  • monitorowanie działań w firmie – kluczem do podejmowania odpowiednich decyzji biznesowych jest analiza danych, która pomaga w ocenie kondycji przedsiębiorstwa.

Analiza płynności finansowej przedsiębiorstwa oraz ocena jego zadłużenia

Minimalizacja ryzyka niepowodzenia w biznesie polega m.in. na stałej kontroli płynności finansowej przedsiębiorstwa, czyli zdolności do terminowego regulowania zobowiązań bieżących. Wyniki tej analizy istotne są zarówno dla osób zarządzających firmą, jak również dla instytucji finansowych, które decydują o przyznaniu lub odmowie udzielenia kredytów na ich podstawie.

Doskonałym uzupełnieniem analizy płynności finansowej przedsiębiorstwa jest ocena zadłużenia. Jej wynik ułatwia podejmowanie trafnych decyzji biznesowych. Wskaźnik ogólnego zadłużenia, jeden z głównych wskaźników oceny zadłużenia, to zestawienie sumy zobowiązań wraz z majątkiem firmy, wskazujący stopień finansowania przedsiębiorstwa kapitałem obcym. Informuje, czy firma jest w stanie pozwolić sobie na kolejne zobowiązania oraz umożliwia oszacowanie ryzyka kredytowego.

Faktoring – zewnętrzne źródło finansowania przedsiębiorstw

Jednym ze sposobów na utrzymanie płynności finansowej jest skorzystanie z pomocy zewnętrznego źródła finansowania, np. firmy faktoringowej, która oferuje m.in. usługi faktoringu z przejęciem ryzyka. Faktoring polega na wykupie od Klienta nieprzeterminowanych należności, związanych ze sprzedażą towarów lub usług. Do głównych korzyści, płynących z faktoringu należą:

  • możliwość elastycznego finansowania działalności bieżącej,
  • oferowanie dogodnych terminów płatności dla kontrahentów,
  • uzyskanie pozytywnego efektu bilansowego.

W przypadku faktoringu pełnego dodatkową korzyścią jest przejęcie przez faktora ryzyka niewypłacalności partnera biznesowego. Oznacza to, że klient otrzyma zapłatę za zrealizowaną usługę lub dostarczenie towaru nawet w momencie, gdy kontrahent jest niewypłacalny.

Warto również wspomnieć, że usługa faktoringu księgowana jest jako koszt działalności i nie wpływa na zdolność kredytową przedsiębiorstw. Nie będzie to więc dla banku przeszkoda w udzieleniu pozytywnej decyzji kredytowej.

Bezpieczny Kredyt na 2% pozwoli kupić mieszkanie większe nawet o 50%?

Zdolność kredytowa to obecnie największy problem dla nabywców mieszkań. Wg wyliczeń ekspertów portalu RynekPierwotny.pl program Bezpieczny Kredyt 2% powiększy tę zdolność np. o 50%, co będzie miało duże znaczenie.

Nie ulega wątpliwości, że w obecnych warunkach to właśnie zdolność kredytowa jest największym problemem dla potencjalnych nabywców mieszkań. Znaczenie programu Bezpieczny Kredyt 2% będzie polegało na tym, że przynajmniej częściowo skompensuje on skutki szybkich wzrostów głównej stopy procentowej NBP oraz WIBOR-u. Większa zdolność kredytowa względem obecnej, trudnej dla kredytobiorców sytuacji oznacza po prostu wzrost powierzchni mieszkania, które będzie mogło kupić gospodarstwo domowe o danym dochodzie. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili sprawdzić, z jaką korzyścią wyrażoną w metrach kwadratowych może się wiązać skorzystanie z nowego programu kredytowych dopłat.

Wyliczenia dotyczące powierzchni nowego mieszkania, które można kupić za określoną kwotę, często pomijają koszty wykończenia takiego lokum. Tymczasem zakup „M” w stanie deweloperskim nadal jest bardzo popularnym rozwiązaniem. Właśnie dlatego eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili uwzględnić w kalkulacjach koszt związany z wykończeniem na poziomie 1200 zł/mkw. Doliczenie kredytowanych kosztów wykończenia oczywiście pomniejsza metraż możliwy do zakupu w ramach określonej zdolności kredytowej. Takie założenie czyni jednak wyniki obliczeń bardziej realistycznymi.

Kawalerka dla singla jedynie z dopłatą do raty?

Eksperci portalu RynekPierwotny.pl w ramach swojej analizy najpierw postanowili sprawdzić przypadek singla z dochodem 5000 zł netto, który w ramach aktualnej oferty banków miałby zdolność kredytową na poziomie zaledwie 210 000 zł (oprocentowanie zmienne: 8,90%, 25 lat spłaty). Program Bezpieczny Kredyt 2% może powiększyć taką zdolność o około 50%, co potwierdzają informacje przedstawione przez rząd. Obliczenia analityków RynekPierwotny.pl wskazują natomiast, że rządowy program podniesie zdolność kredytową przykładowego singla do 320 000 zł.

Taka podwyżka zdolności kredytowej oznacza, że średnia powierzchnia nowego mieszkania z wykończeniem możliwa do zakupienia w dziesięciu największych miastach wzrośnie z 20 mkw. do 31 mkw. W tym kontekście warto przypomnieć, że na rynku pierwotnym nie znajdziemy lokali mieszkalnych mniejszych niż 25 mkw. To ograniczenie wynikające z przepisów. Mniejsze mogą być tylko mikrokawalerki zakwalifikowane jako lokale użytkowe. Wyk. 1 - Metraż mieszkania za zwykły kredyt i BK2% - singiel

Rodzina zakupi mieszkanie większe o duży pokój

Obliczenia ekspertów RynekPierwotny.pl uwzględniają również sytuację rodziny „2+1”, która dysponuje dochodem wynoszącym 9000 zł netto. W obecnych warunkach taki poziom dochodów pozwoli nabyć w największych miastach nowe mieszkanie z wykończeniem o powierzchni 27 mkw. (Warszawa) – 39 mkw. (Bydgoszcz/Łódź). Średni wynik z dziesięciu analizowanych miast na poziomie 34 mkw. na pewno nie wygląda zachęcająco względem potrzeb trzyosobowej rodziny. Jednak w ramach Bezpiecznego Kredytu 2% to samo gospodarstwo domowe mogłoby kupić wykończony nowy lokal o powierzchni 50 mkw. To już metraż niewiele mniejszy od średniej rynkowej.

Analitycy portalu RynekPierwotny.pl zwracają uwagę, że wszystkie prezentowane wyniki dotyczą mieszkań deweloperskich o przeciętnej cenie 1 mkw. oraz lokalizacji. Wybór lokalu położonego w bezpośrednim sąsiedztwie jednego z największych miast na pewno pozwoliłby poprawić metrażowe wyniki. Dane z systemu BIG DATA RynekPierwotny.pl wskazują, że przykładowo w sąsiedztwie Warszawy czeka na nabywców około 2500 lokali o średniej cenie ofertowej 8800 zł/mkw.Wyk. 2 - Metraż mieszkania za zwykły kredyt i BK2% - rodzina 2+1

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Informacja JR HOLDING ASI S.A. w sprawie komunikatu KNF

Zarząd JR HOLDING ASI S.A. z siedzibą w Krakowie (dalej „Emitent”) informuje o powzięciu wiadomości o opublikowaniu w dniu 27 marca 2023 r., w godzinach popołudniowych, na stronie internetowej Komisji Nadzoru Finansowego (dalej „KNF”) komunikatu w sprawie wszczęcia postępowania wyjaśniającego dotyczącego obrotu akcjami niektórych spółek, których akcjonariuszem jest Emitent. W nawiązaniu do przedmiotowego komunikatu Zarząd Emitenta informuje, że do czasu publikacji niniejszego raportu nie otrzymał w przedmiotowej sprawie żadnej korespondencji z Urzędu Komisji Nadzoru Finansowego (dalej „UKNF”).

Emitent w dniu 14 maja 2022 r. złożył do KNF wniosek o zatwierdzenie prospektu, sporządzonego w związku z ubieganiem się o dopuszczenie i wprowadzenie do obrotu na rynku regulowanym prowadzonym przez GPW akcji zwykłych, na okaziciela, serii A, B, C, D i F. W związku z toczącym się postępowaniem o zatwierdzenie prospektu Emitent jest w stałym kontakcie z UKNF oraz odpowiada na wszystkie stawiane przez UKNF pytania.

Zarząd Emitenta nie posiada informacji ani podejrzeń odnośnie jakichkolwiek naruszeń regulacji Rozporządzenia MAR w kontekście Emitenta ani akcji jego spółek portfelowych.

Zarząd Emitenta deklaruje dalszą, pełną współpracę z UKNF i wyraża nadzieję na szybkie przeprowadzenie postępowania przez UKNF oraz zatwierdzenie złożonego prospektu Emitenta.

Złoto znów ociera się o 2 000 USD

Złoto rozpoczęło ubiegły tydzień od skutecznego ataku na 2 000 USD za uncję, przebijając ten poziom pierwszy raz od marca 2022 roku. Przed środowym posiedzeniem FED-u dolar przez chwilę umacniał się, a rynki żyły w dużej niepewności.

W miniony wtorek kruszec zszedł do poziomu 1 940 USD, na którym przebywał do momentu wygłoszenia przemówienia przez przewodniczącego FED-u Jerome’a Powella. Od tego momentu złoto ponownie wróciło do trendu wzrostowego, osiągając na moment pułap 2 000 USD/oz w czwartek po południu. Nowy tydzień królewski metal zaczął w okolicach 1 970 dolarów za uncję.

W polskim złotym wykres wygląda podobnie z tą różnicą, że od ogłoszenia FED-u na znaczeniu rosła także relacja złoty-dolar. Dolar osłabiał się względem złota, ale też złotego, więc odbicie w czwartek nie było aż tak spektakularne.

FED przed coraz trudniejszym zadaniem

Zadanie FED-u było trudne – zwalczyć inflację nie wywołując przy tym kryzysu. Wszystko wskazuje na to, że na razie sytuacja inflacyjna daleka jest od ideału, a brak kryzysu też nie jest pewny. W związku z tym zadanie FED-u staje się jeszcze trudniejsze, bo gzyms, po którym lawiruje, robi się coraz cieńszy.

Dlatego w środę rynki wstrzymały oddech, mnożyły się scenariusze na temat tego, jakie decyzje podejmie Federalny Komitet do spraw Operacji Otwartego Rynku (FOMC, odpowiednik Rady Polityki Pieniężnej) zarówno w kwestii bieżących działań, jak i przyszłości.

FED podniósł stopy o 25 punktów bazowych, jednak to, co wydarzy się w przyszłości pozostaje wielką zagadką. Sugestia przedstawicieli komitetu wskazuje na możliwość dokonania jeszcze jednej podwyżki, ale na dobrą sprawę będzie to uzależnione od najbliższych wydarzeń. Warto wspomnieć, że gdy FED jedną ręką zacieśnia politykę pieniężną, drugą wypuszcza na rynek 300 mld dolarów, by ratować płynność w sektorze bankowym. Nie brzmi to jak przepis na sukces.

Wiadomo, że wysokie stopy procentowe mogą pomóc stłumić inflację. Jednocześnie są one problemem np. dla sektora bankowego i dla rynku długu. I to problemem, który narasta – niezależnie od tego, czy stopy wynosiły 4,50-4,75 czy 4,75-5 proc., kapitał się kurczy.

Zbankrutowały Silicon Valley Bank i Signature Bank, które okazały się najmniej odporne. Credit Suisse zmagał się z problemami, których natura nie jest do końca poznana i jeszcze przez długi czas na jaw wychodzić będą nowe fakty. Nie pomogła pożyczka z banku centralnego i ostatecznie dojdzie do przejęcia przez UBS.

Przy okazji wyszło na jaw, że zarówno Credit Suisse, jak i UBS są przedmiotem śledztwa prokuratury federalnej USA w sprawie pomaganiu rosyjskim oligarchom w omijaniu sankcji. Obrazuje to, że problemy banków mają zróżnicowaną naturę i na dobrą sprawę nie wiemy, co jeszcze wydarzy się w najbliższych dniach, tygodniach, miesiącach.

Oszczędności Polaków topnieją

W odniesieniu do światowej zawieruchy, sytuacja w Polsce wydaje się względnie spokojna. Choć to tylko pozory. Kluczową informacją okazać się może to, czy w lutym mieliśmy szczyt inflacyjny, czy nie. Jeśli inflacja w marcu okaże się niższa, będziemy mogli mieć nadzieję, że wszystko idzie zgodnie z planem. Jeśli będzie wyższa niż w lutym (18,4 proc.), będzie to oznaczało, że albo prognozy są mylne, albo dynamika aktualnych zdarzeń ma na nas większy wpływ niż sądzimy.

Tym, co budzi niepokój, są topniejące oszczędności Polaków. Według raportu „Oszczędzanie Polaków w inflacji” Krajowego Rejestru Długów, aż 70 proc. Polaków uważa, że obecnie odkładanie jakichkolwiek pieniędzy jest trudne, a aż 40 proc. musiała ze swoich oszczędności skorzystać w ostatnim czasie.

Warto mieć na uwadze, że gdy nawet inflacja zacznie spadać, nie będzie to oznaczało spadku cen, a jedynie spadek tempa ich wzrostu. Taniej już było.

Michał Tekliński, dyrektor ds. rynków międzynarodowych w Grupie Goldenmark

Uzyskanie pożyczki stanie się trudniejsze, ale niekoniecznie bezpieczniejsze

  • Nowelizacja tzw. ustawy antylichwiarskiej zakłada m.in. wprowadzenie maksymalnych kosztów pozaodsetkowych kredytów. Kredyty staną się coraz mniej opłacalne do udzielania dla instytucji pożyczkowych.
  • W konsekwencji pożyczki będą trudno dostępne. Wielu konsumentów już zostało, albo zostanie pozbawionych możliwości pozyskania zewnętrznego finansowania.
  • To może zwiększyć ryzyko rozwoju szarej strefy, przez którą wielu konsumentów może wpaść w spiralę zadłużenia.

Rynek pożyczkowy w Polsce rósł do pewnego momentu. W badaniu Związku Przedsiębiorstw Finansowych 13 pożyczkodawców przekazało, że tylko w I połowie 2022 roku udzielili pożyczek na cele konsumpcyjne o łącznej wartości 2,41 mld zł – o blisko 30% więcej niż w analogicznym okresie roku 2021.

Wkrótce sytuacja ta jednak ulegnie zmianie. Wszystko za sprawą nowelizacji ustawy antylichwiarskiej, która weszła w życie w grudniu 2022 r. Według założeń prawodawcy nowe przepisy mają chronić konsumentów m.in. przed wysokimi kosztami kredytów czy pożyczek. Zdaniem branży – ustawa tylko z pozoru brzmi prokliencko.

Udzielanie pożyczek stanie się nierentowne

Wątpliwości budzą przede wszystkim te zapisy ustawy, które dotyczą limitów kosztów pozaodsetkowych kredytów. Ustawa antylichwiarska w brzmieniu przyjętym przez Sejm obniża je do poziomu 20% (w ujęciu rocznym), a w całym okresie kredytowania nie mogą one wynieść więcej niż 45% wartości pożyczki. Według szacunków Ministerstwa Finansów sprzed kilku lat koszty te ponoszone przez kredytodawców – w tym instytucje pożyczkowe – mieściły się w przedziale 49,5-76% kwoty  pożyczki.

Tylko na podstawie tych danych ewidentnie widzimy, że ustawodawca uznaje, że instytucje pożyczkowe mają działać w warunkach nierentownych. Taka zmiana będzie powodować obniżenie podaży na rynku pożyczkowym. Produkty pożyczkowe będą coraz mniej dostępne lub pozyskają je tylko nieliczni – mówi Marcin Czugan, prezes Związku Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce.

Konsumenci znajdą finansowanie w tzw. szarej strefie

Najmniej dostępne staną się pożyczki na większe kwoty, udzielane na dłuższy czas spłaty. Wynika to z ustalenia limitu 45% wartości pożyczki w całym okresie finansowania. Wprowadzenie maksymalnych kosztów sprawia, że staną się one dla pożyczkodawców nieopłacalne. Zmniejszenie liczby rat, a co za tym idzie zwiększenie ich wysokości, jest natomiast nieosiągalne dla większości wnioskujących ze względu na ich zdolność kredytową. Instytucje pożyczkowe nie będą ryzykowały udzielania finansowania w wielu przypadkach aplikujących klientów.

W badaniu ZPF „Sytuacja na rynku consumer finance” w III kw. 2022 r. ponad połowa badanych zadeklarowała chęć sięgnięcia w części lub w całości po kredyt przy zakupie dóbr trwałych, w tym aż 78% przy zakupie samochodu.

Należałoby więc zadać pytanie, co zrobią osoby, które otrzymają odmowę finansowania od ograniczonych limitami pożyczkodawców. Część z pewnością zrezygnuje z zakupu, reszta poszuka pieniędzy gdzie indziej. To stwarza okazję do rozkwitu działalności firm z tzw. szarej strefy. Ustawa nie wzmocni więc ochrony konsumentów, bo to nie było celem tych przepisów. Konsumenci już dziś są wystarczająco chronieni na podstawie ustawy o kredycie konsumenckim, a promilowa liczba reklamacji i skarg konsumentów na pożyczki udowadnia, że klienci doceniają ten produkt i chcą, aby był on dla nich dostępny. Będzie natomiast sprzyjała tym instytucjom lub nawet osobom fizycznym, które często działają na granicy prawa, nie licząc się w ogóle z klientem – wyjaśnia Marcin Czugan z ZPF.

Jak wynika z danych KNF w ostatnich latach jakość obsługi kredytów konsumpcyjnych w sektorze bankowym poprawia się. Odsetek kredytów z utratą wartości (udział kredytów zagrożonych, faza 3) wyniósł na koniec 2021 roku 9,4%, wobec 11% na koniec 2020 roku. Jest to najlepszy poziom od kilkunastu lat. Można zatem wysnuć wniosek, że konsumenci są coraz bardziej świadomi tego, z jakimi produktami mają do czynienia i konsekwencji związanych z ich niespłacaniem. Zdaniem branży utrudnienie klientom dostępu do finansowania nie pomoże więc wyeliminować zjawiska, jakim jest spirala zadłużenia. Szukanie pożyczek w szarej strefie, może wręcz zwiększyć jego skalę.

Witold Orłowski: Polski Ład skompromitował państwo

Polski Ład wprowadzony w 2022 roku miał być planem rozwoju państwa na całą dekadę. Według założeń miał przynieść Polakom szereg korzyści. Jego efektem miała być lepsza i bardziej dofinansowana służba zdrowia, niższe podatki, wyższa płaca i zamożniejsze polskie rodziny. Rządowy plan rozwoju miał pomóc wyjść z kryzysu wywołanego pandemią COVID-19 i zrobić epokowy skok cywilizacyjny.

– Ja myślę, że warto przede wszystkim zapytać o Polski Ład Pana Premiera. Rządzący już zdążyli zapomnieć o tym, co wprowadzili – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Witold Orłowski, ekonomista, Rektor Akademii Finansów i Biznesu Vistula. – Polski Ład był wprowadzany szumnie jako wielka zmiana systemu podatkowego, która miała zwiększyć jego agresywność, spowodować, żeby za cenę pewnego większego skomplikowania stanie się bardziej sprawiedliwy. Miał promować równość w większym stopniu. Ale niestety nie promuje. Znaczy to, co obiecano, że dostarczy, nie dostarczył. Natomiast komplikacja, niejasność oczywiście się zwiększyła i do tego ten kompromitujący sposób wprowadzania. Przez nieudolność wprowadzający skompromitowali nie tylko siebie, ale też państwo. To bardzo źle świadczy o jakości naszego aparatu urzędniczego. A więc poza skomplikowaniem spraw i oczywiście lekkimi zmianami, Polski Ład wiele nie zmienił – ocenia Orłowski.

W 2022 r. ceny nieruchomości w Dubaju wzrosły o 44,2%. Miasto stało się hubem dla multimilionerów

Według The Wealth Report, sztandarowego, globalnego raportu Knight Frank, ceny luksusowych nireuchomości w Dubaju zdrożały w 2022 r. o 44,2%, utrzymując pozycję numer jeden w indeksie prowadzonym przez Knight Frank Prime International Residential Index (PIRI 100) i jednocześnie cementując swój status hubu dla grupy osób o bardzo wysokich dochodach, których majątek przekracza 30 milionów USD (Ultra-High Net Worth Individuals, UHNWI). Mają na to wpływ ułatwienia wizowe. PIRI 100 to indeks śledzący ceny nieruchomości luksusowych w 100 lokalizacjach na świecie – miastach oraz kurortach nadmorskich i narciarskich.

Spośród 100 rynków śledzonych przez indeks PIRI 100, który analizuje ceny nieruchomości mieszkaniowych premium w 100 lokalizacjach na całym świecie, 85 odnotowało dodatni lub stały wzrost cen w 2022 r. Obie Ameryki odnotowały wzrost cen na poziomie 7% nieznacznie prześciagając region EMEA (6,5%) oraz Azji i Pacyfiku, w którym ceny wzrosły nieznacznie, bo o 0,4%.

Resorty wypoczynkowe odnotowały wyższe wzrosty cen. Lokalizacje nadmorskie i podmiejskie w odnotowały średni wzrost cen o 8,4%, nieznacznie wyprzedzając ośrodki narciarskie, w których ceny wzrosły średnio o 8,3%. Słabszy wzrost cen odnotowano w miastach, gdzie ceny rosły średnio o połowę mniej niż w kurortach nadmorskich i podmiejskich (4,2%).

„Rok 2021 nazwaliśmy „anomalią”, dlatego, ze był to rok charakteryzujący się niespotykanym wzrostem cen, po tym jak kraje ponownie otworzyły się po pandemii. Po takim boomie trudno było oczekiwać, że w 2022 r. nastąpi powrót do normalnego rynku. Pomijając rok 2021, rok 2022 zanotował najwyższy poziom wzrostu cen nieruchomości premium w ujęciu rocznym (5,2%) od czasu światowego kryzysu finansowego. Ucieczka kapitału do bezpiecznych przystani i ograniczenia w podaży odegrały swoją rolę w napędzaniu wzrostu cen najlepszych nieruchomości, ale to gwałtowny wzrost sprzedaży po pandemii powodował wzrost cen,”powiedziała Kate Everett-Allen, partner, residential research w Knight Frank.

„Boom na światowych rynkach mieszkaniowych po pandemii dał impuls do jeszcze większego wzrostu cen w ciągu ostatnich 12 miesięcy, ale nawet rynki dóbr luksusowych nie są odporne na wahania stóp procentowych, które obecnie obserwujemy. Wzrost cen spowolni w 2023 r., ale rynki raczej ulegną deflacji niż załamaniu – to nie jest rok 2008,” – dodała Liam Bailey, global head of research w Knight Frank.

Analitycy Knight Frank ujawniają, że wolniejszy wzrost cen nie jest wszędzie na takim samym poziomie. Niektóre kraje bardziej od innych odczuwają wahania w światowej gospodarce. W 2022 r. 15 państw z indelksu PIRI 100 odnotowało spadek cen. W 2021 r. było to tylko 7. Prawie połowa  tych, które odnotowały spadki jest w regionie Azji i Pacyfiku. Rynki, które odnotowały najwyższy wzrost cen w czasie pandemii, obecnie należą do tych notujących najwyższe spadki: Wellington (-24%); Auckland (-19%); Sztokholm (-8%); Vancouver (-7%) i Seul (-5%). Miasta odczuwają spadki cen bardziej niż kurorty zimowe czy letnie.

Indeks Knight Frank Prime International Residential Index (PIRI 100)

% zmiana cen nieruchomości luksusowych w 2022 w ujęciu r/r: Top 5 miast

No. Miasto Zmiana % w ujęciu r/r  
1 Dubaj 44.2  
2 Aspen 27.6  
3 Riyadh 25.0  
4 Tokio 22.8%  
5 Miami 21.6%  

 

Średnia roczna zmiana wg. typu rynku: Top 5 lokalizacji

Miasto +4.2% Resort letni +8.4% Resort narciarski  + 8.3%
Dubaj Dubaj Aspen
Riyadh Miami St Moritz
Tokio Algarve Verbier
Miami Bahamy Gstaad
Praga Ateny Val d’Isere

Średnia roczna zmiana wg. regionu: Top 5 lokalizacji

Ameryki +7.0% EMEA +6.5% Azja i Pacyfik +0.4%
Aspen Dubaj Tokio
Miami Riyadh Mombaj
Bahamy Praga Mombaj
Hamptons Algarve Bangkok
Mustique Ateny Gold Coast

Niespodzianka w indeksach koniunktury

Potencjalne problemy gospodarcze skutkują wyraźnym pesymizmem w przemyśle. Usługi wciąż jednak trzymają się mocno. W tle spadek zamówień w USA oraz stabilny rating polski w Moody’s.

Indeksy PMI zaskoczyły

Piątkowe odczyty indeksów PMI wyraźnie rozminęły się z oczekiwaniami. Wyraźnie lepsze perspektywy widać obecnie w strefie euro przed usługami niż przemysłem. Indeks PMI to badanie ankietowe wśród menedżerów odpowiedzialnych za zamówienia. W przypadku usług, wzrost do 55,6 pkt oznacza wyraźną przewagę odpowiedzi pozytywnych nad negatywnymi. Z kolei wynik przemysłu – 47,1 pkt znajduje się poniżej magicznej granicy 50 pkt rozdzielającej przewagę pozytywnych od negatywnych odpowiedzi. Warto również zwrócić uwagę, że oczekiwania względem usług były niższe a przemysłu wyższe, co dodatkowo wzmacnia siłę tej rozbieżności. W Wielkiej Brytanii również usługi wypadły lepiej niż przemysł, nie było jednak aż takiej rozbieżności jak w strefie euro.

Słabsze dane z zamówień

W USA analitycy zasadniczo nie docenili optymizmu menedżerów w przypadku indeksów PMI. Zarówno indeks dla przemysłu, jak i dla usług zostały wyraźnie niedocenione. Ci sami analitycy jednak zbyt optymistycznie szacowali zamówienia na dobra. Ponownie słabiej z tej dwójki wypadają zamówienia na dobra trwałego użytku niż te bez środków transportu. Pokazuje to, że od początku pracy zdalnej branża samochodowa wyraźnie traci. W latach 2015-2019 po odrobieniu strat z kryzysu w 2008 roku sprzedawano ich około 17 mln rocznie. Od początku pandemii nie udało się ani razu sprzedać więcej niż 15 mln sztuk samochodów osobowych.

Agencja Moody’s potwierdziła rating Polski

Przeglądy zdolności do spłaty zadłużenia dokonywane przez agencje ratingowe przestały być jak jeszcze kilka lat temu wiadomościami dnia. Nie mniej cieszy, że mimo tego jak nasz rząd testuje odporność budżetu na nowe wydatki, a pieniądze z UE kapią coraz wolniej, nasz rating jest stabilny. Wciąż otrzymujemy przyzwoitą notę A2. Jest to zdecydowanie lepszy wynik od naszych przyjaciół z Budapesztu. Z drugiej strony kolejne państwo, z którym nas się często porównuje, czyli Czechy ma już znacznie lepszy wynik niż Polska.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

12:00 – Wielka Brytania – sprzedaż detaliczna wg. CBI,
16:30 – USA – indeks Dallas FED

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Jak oszczędzać i inwestować w niepewnych czasach – rozmowa z Robertem Sochackim

Kilka słów o oszczędzaniu, inwestowaniu, dbaniu o przyszłość swoją i swoich najbliższych – rozmowa z Robertem Sochackim, Prezesem Zarządu BETA Securities Poland SA.

Jak to jest Panie Robercie z tym oszczędzaniem w naszym społeczeństwie? Czy my Polacy chętnie oszczędzamy myśląc o swojej przyszłości?

Mówi się że czas to pieniądz i jest w tym wiele prawdy. Myśląc o oszczędzaniu, to właśnie czas gra kluczową rolę. Odkładając systematycznie nawet niewielkie kwoty, po latach możemy zgromadzić spory kapitał. Już sam Albert Einstein wiele lat temu mówił, że „największym wynalazkiem ludzkości jest procent składany” a więc swojego rodzaju magiczne zjawisko, które możemy porównać do kuli śnieżnej, która staczając się z góry, powoli nabiera rozpędu, a jednocześnie zwiększa swoją objętość i coraz szybciej rośnie, aż do ogromnych rozmiarów. Tak może być właśnie z naszymi oszczędnościami, które choć na początku mogą być niewielkie, to wraz z ich inwestowaniem i sukcesywnymi wpłatami mogą urosnąć do naprawdę przyzwoitych wartości. Warto więc pomyśleć o tym już dziś.

A czy Polacy oszczędzają?

Zgodnie z wynikami badania przeprowadzonego przez IPSOS „Oszczędzanie na emeryturę w kryzysie ekonomicznym”, tylko co trzecia badana osoba wskazała, że posiada oszczędności na przyszłą emeryturę. Raptem niewiele jak ponad połowa badanych uważa, że oszczędzanie na przyszłą emeryturę w dobie kryzysu ekonomicznego jest ważne i zdecydowana większość tych osób to kobiety. Mężczyźni natomiast częściej deklarują, że w czasach narastającego kryzysu liczy się dzień dzisiejszy a więc oszczędzanie na poczet przyszłej emerytury schodzi na drugi plan. Świadomość społeczna rośnie wraz z wiekiem. O swojej przyszłości zaczynamy myśleć w momencie wkraczania na rynek pracy, jednak prawdziwie przekonujemy się do tego w późniejszym okresie swojego życia. Nie napawa to optymizmem, zwłaszcza z uwagi na starzejące się polskie społeczeństwo.

Zgadza się, aczkolwiek rynek dostarcza nam dziś wielu form i narzędzi służących długoterminowemu oszczędzaniu. Krótko mówiąc mamy z czego wybierać.

Istnieje wiele form długoterminowego oszczędzania, a inwestowanie na giełdzie jest jedną z nich. Wielu z nas Giełdę Papierów Wartościowych kojarzy z licznymi, niezrozumiałymi wykresami, monitorami oraz ciągłymi prognozami co i kiedy wzrośnie a co spadnie. To niewątpliwie prawda, która jest obecna w krótkoterminowym inwestowaniu bądź spekulacji. W inwestowaniu długoterminowym moment inwestycji schodzi na dalszy plan i ustępuje miejsca odpowiedniej alokacji aktywów i dywersyfikacji. Inwestor powinien odstąpić od elementu przypadkowości, jakim jest próba kontroli najlepszego momentu na inwestycję (legendarne trafienie w dołek), na rzecz regularnego wpłacania i inwestowania w zależności od dostępności środków pieniężnych oraz obranej strategii. Jednym z tanich, i dostępnych naprawdę dla każdego, narzędzi inwestycyjnych oferowanych dziś przez polski rynek są fundusze inwestycyjne o pasywnej, indeksowej, polityce inwestycyjnej, a szczególnie ich giełdowa odmiana – fundusze ETF (Exchange Traded Funds). Ich ponadprzeciętne wyniki biorą się przede wszystkim z tego, że „chronią” Inwestorów przed terrorem wysokich kosztów jakie są charakterystyczne dla większości tradycyjnych produktów inwestycyjnych w Polsce.

Tak, podobno na świecie fundusze ETF biją rekordy popularności. Z czego to wynika?

Fundusze ETF zostały stworzone właśnie jako narzędzia długoterminowego oszczędzania. Są to fundusze inwestycyjne, które mają za zadanie dostarczać stopę zwrotu taką samą jak odwzorowywany indeks giełdowy, bez względu na to czy jest on w trendzie wzrostowym czy spadkowym. To powoduje ich wysoką transparentność. Indeks giełdowy należy natomiast rozumieć jako portfel wybranych spółek, np.: indeks S&P500 to portfel 500 amerykańskich największych przedsiębiorstw. Im dłuższy jest horyzont inwestycyjny, tym więcej tradycyjnych funduszy inwestycyjnych zarządzanych aktywnie, osiąga gorsze rezultaty niż odpowiednie dla nich indeksy giełdowe. Dowodzą tego liczne badania statystyczne oraz stale rosnące już od lat zainteresowanie inwestorów funduszami ETF. W ciągu ostatnich 20 lat, jest to niewątpliwie jeden z najlepiej rozwijających się segmentów rynków finansowych z aktywami przekraczającymi 10 bln $. ETF’y są świetnie znane inwestorom na całym świecie dzięki swojej przejrzystości, niskiemu poziomowi kosztów oraz atrakcyjnym wynikom inwestycyjnym z inwestycji. Fundusze te pozwalają również na długoterminowe oszczędzanie w ramach III filaru na poczet przyszłej emerytury za pośrednictwem IKE i IKZE.  Dziś to właśnie BETA ETF jest największym dostawcą funduszy ETF na polskim rynku.

I to ETF-y są narzędziami inwestycyjnymi wykorzystywanymi do budowy portfeli w ramach usługi robodoradztwa – bardzo popularnej na zachodzie formy inwestowania dla osób o mniejszej wiedzy inwestycyjnej lub chcących poświęcać jak najmniej czasu na inwestowanie. I to właśnie ETF-y są najczęściej wybieranym instrumentem finansowym na rachunkach IKE i IKZE prowadzonych w formie rachunków maklerskich. Fundusze te są atrakcyjnym i efektywnym narzędziem dla osób zabezpieczających swoją przyszłość, gdyż bardzo dobrze korespondują z trzema filarami, na jakich oparte powinno być inwestowanie emerytalne tj.: dywersyfikacja, procent składany oraz płynność. Za pomocą jednej transakcji w ETF możemy mieć zdywersyfikowaną ekspozycję na ponad kilkaset akcji, np. na indeks S&P 500. Dodatkowo ETF-y charakteryzują się niskimi opłatami za zarządzanie oraz atrakcyjnymi wynikami inwestycyjnymi w grupie porównawczej. Zatem wszelkie oszczędności na kosztach oraz wypracowane wyniki wzięte do potęgi horyzontu emerytalnego mogą mieć ogromny wpływ na końcowy wynik inwestycji. ETF-y, z racji notowania na giełdzie, są instrumentami bardzo płynnymi, dzięki czemu możemy szybko w nie zainwestować jak i je sprzedać w sytuacji, w której potrzebujemy środków pieniężnych.

 

Robert Sochacki, Prezes Zarządu BETA Securities Poland SA oraz Członek Rady Nadzorczej AgioFunds TFI SA. Dyplomowany analityk finansowy CFA (Chartered Financial Analyst). Na rynku finansowym od ponad 25 lat.

BETA ETF jest marką funduszy inwestycyjnych, które powstały przy współpracy BETA Securities Poland SA i AgioFunds TFI SA. Dziś jest wiodącym na polskim rynku dostawcą funduszy ETF. Pierwszy fundusz BETA ETF zadebiutował na GPW w styczniu 2019r. Obecnie, BETA ETF oferuje już 9 funduszy ETF notowanych na GPW i obejmujących wszystkie główne indeksy lokalne. Fundamentem BETA ETF jest pasywna (inaczej indeksowa) polityka inwestycyjna, mająca za zadanie odzwierciedlać stopy zwrotu indeksów giełdowych (bez względu na to czy są one w trendzie wzrostowym czy też spadkowym), dzięki czemu fundusze BETA ETF charakteryzują się wysoką transparentnością. Jest to jeden z najlepiej rozwijających się segmentów rynków finansowych w ciągu ostatnich 20 lat, z łącznymi aktywami wynoszącymi 10,2 bln $. ETF-y są dobrze znane ze swojej przejrzystości, stosunkowo niskiego poziomu kosztów i atrakcyjnego zwrotu z inwestycji w porównaniu z funduszami aktywnie zarządzanymi. Fundusze BETA ETF cieszą się coraz większą popularnością wśród inwestorów, sprawdzając się zwłaszcza w warunkach powszechnego załamania na rynkach. Od momentu uruchomienia do dziś, fundusze BETA ETF zgromadziły łącznie ponad 460 mln zł aktywów pod zarządzaniem, przy czym napływy przez GPW w 2022r.sięgnęły 176 mln.

Chorzy na myśl o pracy

72 proc. pracujących Polaków deklaruje, że wykonuje obowiązki wyłącznie w siedzibie firmy – wynika z badania Pracuj.pl. Jednocześnie według OECD Polacy przepracowują rocznie średnio 1 830 godzin – w przeliczeniu to łącznie ponad 76 dni wysiłku. Miejsce pracy stanowi więc kluczowy element wpływający na jakość naszego życia, w tym zdrowie. Tymczasem w okresie wzmożonej aktywności wirusa grypy właśnie tam szczególnie boimy się zakazić. Jak zatem, zwłaszcza w czasie przesilenia wiosennego, odpowiednio zaprojektowane przestrzenie biurowe mogą wspierać zdrowie i przyczyniać się do stymulowania dobrego samopoczucia?

W 1982 roku Światowa Organizacja Zdrowia uznała „syndrom chorego budynku” [czyt. zespół dolegliwości wynikających z przebywania w określonym miejscu] za problem zagrażający ludzkiemu zdrowiu. Ponad 40 lat później kwestie dobrostanu psychicznego, fizycznego oraz społecznego stanowią jeden z najsilniejszych impulsów do rozwoju technologii budynkowych, a co drugi badany Polak wyraża gotowość do rezygnacji z pracy, jeśli obecne miejsce zatrudnienia miałoby negatywny wpływ na jego zdrowie fizyczne (Nowe oblicza pracy).

Spektrum czynników oddziałujących na samopoczucie w przestrzeniach biurowych jest bardzo szerokie – od atmosfery i relacji międzyludzkich po warunki mikroklimatyczne oraz estetykę pomieszczeń. Do tego dochodzi kwestia troski o zdrowie swoje i najbliższych. A chorujemy często. Według danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych tylko z powodu infekcji układu oddechowego w 2022 roku zarejestrowano zaświadczenia lekarskie o czasowej niezdolności do pracy na łączną liczbę 34 mln dni. Istnieje też duża luka w wiedzy na temat profilaktyki chorób zakaźnych, budowania odporności i zdrowego stylu życia. Dotyczy to również ochrony przed bakteriami oraz wirusami w miejscu pracy.

Zacznijmy od podstaw – choroby brudnych rąk

Przenoszenie wirusów odbywa się między innymi drogą kropelkową. Rozprzestrzenianiu infekcji sprzyjają także nieprawidłowe nawyki higieniczne. Dla przykładu, dla większości Polaków mycie rąk stało się rutyną dopiero na skutek pandemii koronawirusa. Wcześniej regularną dbałość o czystość dłoni, będących nośnikiem ogromnej ilości patogenów, deklarowało zaledwie 30-40 proc. Tymczasem, jak podaje UNICEF, odpowiednia higiena rąk zmniejsza występowanie ostrych infekcji górnych dróg oddechowych do 20 proc.

W przestrzeniach szpitalnych od dawna kluczowym czynnikiem w rozprzestrzenianiu się infekcji są ręce personelu. Podobnie w biurze, uczelni, urzędzie brak higieny rąk jest jednym z głównych czynników rozprzestrzeniania się infekcji. Badania ujawniły, że aż 70 proc. ludzi nie myje rąk po skorzystaniu z toalety, a 95 proc. nie myje ich prawidłowo. Według wytycznych WHO ta czynność powinna trwać około minuty. Podkreśla się, że 30 sekund to absolutne minimum, które powinniśmy poświęcić na higienę dłoni.
-Tomasz Karauda, specjalista chorób wewnętrznych, lekarz Kliniki Pulmonologii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego nr 1 w Łodzi

Dojrzałe podejście do kwestii zdrowia ma swoje odzwierciedlenie w sposobie projektowania i użytkowania powierzchni biurowych.

Coraz częściej słyszymy o odpowiedzialnym i świadomym korzystaniu z przestrzeni biurowych. Prawie trzy lata po wybuchu pandemii koronawirusa mamy też dość społecznego dystansu – chcemy pracować jak dawniej, na co jasno wskazuje popularność modelu hybrydowego, w którym przeważają dni spędzone w biurze. Widać to także po kondycji rynku najmu w stolicy i miastach regionalnych. Zmieniły się jednak preferencje co do jakości poszukiwanej powierzchni – nigdy wcześniej higiena pracy oraz zdrowie nie grały tak kluczowej roli. Koncentracja na tych aspektach będzie postępować – odzwierciedleniem tego trendu będą coraz przyjaźniejsze i bezpieczniejsze biurowce.
-Henryk Bilski, Leasing Director w spółce deweloperskiej STRABAG Real Estate

Aby maksymalnie hamować transmisję drobnoustrojów, w warszawskim budynku biurowym Upper One zostaną zainstalowane samoczyszczące klamki w zespołach sanitarnych szatni rowerowych i toalet w częściach wspólnych, a droga od wjazdu do garażu do przestrzeni najemcy będzie w pełni „touchless” (bezdotykowa).

Oddychaj spokojnie

Sytuacja nie wygląda lepiej w kontekście tego, co wdychamy. Z najnowszego raportu Honeywell Survey wynika, że obecnie 74 proc. respondentów wyraża pewien stopień zaniepokojenia jakością powietrza w miejscu pracy, a ponad dwóch na pięciu (43 proc.) ankietowanych pracowników biurowych bardzo się tym martwi. To, czym oddychamy wpływa bezpośrednio na nasze zdrowie, a powietrze w pomieszczeniach standardowego budynku jest kilkukrotnie bardziej zanieczyszczone od tego na zewnątrz i wymaga między innymi redukcji wirusów, zarodników pleśni oraz bakterii. Stąd coraz ważniejsze dla najemców stają się rozwiązania zapewniające automatyczne oczyszczanie powierzchni biurowych.

Gdy przebywamy w zamkniętych, słabo wentylowanych pomieszczeniach, to ryzyko zarażenia infekcją wirusową jest znacznie wyższe. Wystarczy jedna przeziębiona osoba, w pobliżu której przebywamy przez dłużej niż 15 minut w odległości mniejszej niż dwa metry, by znaleźć się w grupie dużego ryzyka zakażenia. Zanieczyszczenie powietrza zwiększa ryzyko zachorowania, działając jak „wytrych” otwierający wrota dla infekcji wirusowych. -Tomasz Karauda, specjalista chorób wewnętrznych, lekarz Kliniki Pulmonologii Uniwersyteckiego Szpitala Klinicznego nr 1 w Łodzi.

Myśląc o jakości powietrza w biurze, do głowy automatycznie przychodzą takie rozwiązania, jak wentylacja i klimatyzacja, a w ich przypadku szczególnie istotna jest prawidłowa konserwacja. Niesprawne systemy filtrujące to gwarancja między innymi rozwoju zanieczyszczeń mikrobiologicznych, a w konsekwencji bólów głowy i zwiększonego zmęczenia. Zanieczyszczone powietrze postrzegane jest także jako jeden z czynników rozwoju depresji (Harvard University).

Dlatego na świecie coraz częściej wdrażane są technologie podwyższające komfort przebywania w zamkniętych pomieszczeniach. Tego typu zaawansowane rozwiązanie zostanie zaimplementowane do, zaplanowanego do oddania w 2026 roku, warszawskiego kompleksu Upper One. Dwubiegunowy system igłowej jonizacji będzie wprowadzać jony do strumienia powietrza wykorzystując przepływ w wentylacji. W konsekwencji umożliwi to zwalczanie patogenów oraz neutralizację zapachów i alergenów, bez wytwarzania ozonu. Proces czyszczenia pozostanie więc w pełni bezpieczny dla ludzi. Oprócz tego, dla lepszej jakości mikroklimatu zostaną zainstalowane nawilżacze adiabatyczne, wykorzystujące naturalny mechanizm chłodzenia. Ich zadaniem będzie zapewnienie odpowiedniego poziomu wilgotności we wnętrzu, przy jednoczesnym ograniczeniu zużycia energii elektrycznej i wody.

Technologie sprzyjające zdrowiu i dobrostanowi psychicznemu idą w parze z dbałością o środowisko naturalne. Dziś każdy krok deweloperów i najemców przeliczany jest na ślad węglowy, jaki za sobą niesie – to się nie zmieni. Dlatego nowoczesne rozwiązania budynkowe muszą być skuteczne na wielu poziomach i w długim okresie eksploatacji. Rynek biurowy stoi przed wyzwaniem ponownej redefinicji środowiska pracy i zapewnienia warunków, w których komfort oraz bezpieczeństwo pracowników będą faktycznym standardem. -Henryk Bilski, Leasing Director w spółce deweloperskiej STRABAG Real Estate

Nieujawnione dochody jako darowizna

Udokumentowanie przed organem nieujawnionych dotąd środków jako darowizny może zrodzić obowiązek zapłaty 20 proc. podatku.

W przypadku ujawnienia majątku niemającego pokrycia w wiarygodnych źródłach przychodu, organ skarbowy może wymierzyć sankcyjną stawkę opodatkowania w wysokości 75% wartości tego majątku. W celu ograniczenia stosowanej przez podatników praktyki uwiarygodniania pochodzenia posiadanego mienia zawarciem umowy darowizny lub pożyczki, wprowadzono 20% stawkę opodatkowania dla nieopodatkowanej dotąd umowy.

Przepisów tych nie znał jeden z obcokrajowców, który próbował wykazać przed skarbówką legalność środków, z których sfinansował zakup nieruchomości w Polsce. Jego darowizna podlegała opodatkowaniu na terytorium RP, bo miesiąc przed jej otrzymaniem uzyskał w Polsce zezwolenie na pobyt stały.

Ujawnienie nieujawnionych przychodów

Zgodnie z art. 15 ust. 4 ustawy o podatku od spadków i darowizn (dalej u.p.s.d.) nabycie własności rzeczy lub praw majątkowych w drodze darowizny lub polecenia darczyńcy podlega opodatkowaniu stawką 20%, jeżeli obowiązek podatkowy powstał wskutek powołania się podatnika przed organem podatkowym w toku czynności sprawdzających, postępowania podatkowego, kontroli podatkowej lub kontroli celno-skarbowej na okoliczność dokonania tej darowizny, a należny podatek od tego nabycia nie został zapłacony. W takiej sytuacji, w oparciu o art. 68 § 2 pkt 2 Ordynacji podatkowej, organ ma 5 lat na dochodzenie podatku, liczonych od końca roku, w którym podatnik powołał się przed organem na darowiznę.

Czyli jeśli podatnik nie zgłosił wcześniej do opodatkowania faktu nabycia majątku, a później sam powoła się na ten fakt, to z tą chwilą powstanie po jego stronie obowiązek uregulowania podatku należnego z tytułu tego nabycia, ale już po wyższej, sankcyjnej stawce 20%. Przed ustanowieniem ww. regulacji, taki podatnik, który celem uniknięcia 75% karnej stawki opodatkowania deklarował wcześniejsze zawarcie umowy darowizny, obarczany był wówczas jedynie odpowiednią stawką opodatkowania podatkiem od spadków i darowizn, albo korzystał ze zwolnienia z daniny, np. podnosząc, że darowizna została dokonana między osobami z najbliższej rodziny. Przepis wprowadzono, by ukrócić takie działania, czy też karać za niezgłaszanie takich nabyć, również w drodze pożyczki.

Skutki powołania się przed organem na nieopodatkowaną czynność

Obywatel Ukrainy w maju 2017 r. uzyskał polskie obywatelstwo. Kilka miesięcy później nabył na terytorium RP trzy nieruchomości. Skarbówka zapytała podatnika skąd wziął środki na tak znaczny wydatek. Pytanie to obarczone było ciężarem 75% stawki opodatkowania przeznaczonej dla majątku pochodzącego z nieujawnionych źródeł. Podatnik wskazał na darowiznę, jaką otrzymał do swoich rodziców na Ukrainie w grudniu 2015 r. Tyle, że urząd skarbowy ustalił, iż miesiąc wcześniej, w listopadzie 2015 r., decyzją wojewody podatnik otrzymał zezwolenie na pobyt stały na terytorium RP. A zgodnie z art. 2 u.p.s.d. nabycie własności rzeczy znajdujących się za granicą lub wykonywanych tam praw majątkowych podlega opodatkowaniu w Polsce, jeżeli w chwili otwarcia spadku lub zawarcia umowy darowizny nabywca był obywatelem polskim lub miał miejsce stałego pobytu na terytorium RP. Na tej podstawie naczelnik urzędu skarbowego w lipcu 2020 r. wszczął postępowanie w sprawie podatku od spadków i darowizn w związku z powołaniem się przez podatnika w toku czynności sprawdzających na ww. darowiznę.

Obdarowany złożył wyjaśnienie, że do umowy darowizny wkradł się błąd pisarski co do daty jej zawarcia. Do aktu darowizny miało dojść bowiem w grudniu 2013 roku, a nie 2015 r. jak omyłkowo wskazano w dokumencie. W 2021 r. potwierdzili to jego rodzice. Udowodnienie przed skarbówką, że do zawarcia umowy darowizny doszło przed listopadem 2015 r., czyli przed datą uzyskania przez podatnika zezwolenia na stały pobyt w Polsce, pozwoliłoby mu uniknąć jej opodatkowania.

Całokształt dowodów na korzyść podatnika

Urząd skarbowy nie dał wiary takim wyjaśnieniom podatnika, a jego ustalenia poparł organ odwoławczy. Podatnik wniósł jednak skargę do sądu i wygrał. Sąd dał bowiem wiarę całokształtowi dostarczonych przez podatnika dowodów na otrzymanie darowizny przed listopadem 2015 r., takie jak: protokół przekazania środków pieniężnych z kwietnia 2014 r. na okoliczność potwierdzenia otrzymania darowizny z okazji 18 urodzin, daty wjazdu z Ukrainy do Polski, potwierdzone przez Straż Graniczną, które wskazywały, że podatnik mógł wraz z rodziną wwozić pieniądze do Polski, a następnie przeznaczyć je na nabycie trzech nieruchomości. Sąd przekonały również wcześniejsze związki podatnika z Polską, bowiem już od sierpnia 2013 r. podjął on studia w Akademii Morskiej w Szczecinie, a w styczniu 2014 uzyskał Kartę Polaka.

Podsumowanie

Podatnicy muszą pamiętać, że w ramach uszczelniania systemu podatkowego, zasadniczo każdej furtce otwierającej drogę do uzyskania ulgi, czy zwolnienia z opodatkowania towarzyszy kłódka, która tę furtkę zamyka. Ujawnienie nieujawnionej darowizny czy pożyczki, celem uchronienia się do karnej stawki opodatkowania w wysokości 75% wartości majątku bez pokrycia, będzie wiązać się nie z odpowiadającą tym czynnościom prawnym stawkom – np. 2% PCC, albo 7% podatku od darowizn – a sankcyjnej stawce 20%. No, chyba że tak jak w opisanym przypadku, podatnik zdoła wykazać przed organami lub sądem, że nie zostały spełnione przesłanki do objęcia go opodatkowaniem, bądź przed powołaniem się na pożyczkę bądź darowiznę przed organem podatkowym te czynności zostaną opłacone tradycyjną stawką.

Autor: Robert Nogacki, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Ponad 75% mikro i małych firm w Polsce odczuwa skutki wojny w Ukrainie

Wojna w Ukrainie i inflacja miały znaczący wpływ na działalność mikro i małych przedsiębiorstw w 2022 roku. Z kolei przepisy Polskiego Ładu, które miały obniżyć podatki, zdaniem 80% właścicieli firm okazały się niesprawiedliwe – wynika z Badania Polskiej Przedsiębiorczości, zleconego przez inFakt agencji Smartscope.

Aż 3 na 4 mikro i małe firmy zadeklarowały, że wojna w Ukrainie wpłynęła na ich działalność w co najmniej minimalnym stopniu. Skutki konfliktu odczuły szczególnie przedsiębiorstwa zajmujące się handlem i naprawą samochodów, transportem oraz logistyką. Konsekwencje wojny najmniej odczuły branże związane z działalnością profesjonalną, naukową i techniczną.

Odsetek badanych firm, które działały w Ukrainie i Rosji przed początkiem konfliktu wyniósł odpowiednio 5% i 3%. Większość ankietowanych, którzy prowadzili przedsiębiorstwa w Ukrainie, zdecydowała się kontynuować działalność po wybuchu wojny, co czwarty wycofał biznes. Wszyscy respondenci, których firmy działały w Rosji, wycofali się z niej po wybuchu wojny.

Jak przedsiębiorcy radzą sobie z drożyzną?

Jak wynika z Badania Polskiej Przedsiębiorczości, blisko 90% polskich mikro i małych firm odczuło skutki inflacji. Spośród nich ponad 65% zadeklarowało, że wzrost cen zdecydowanie wpłynął na prowadzoną działalność. Ponadto co czwarty badany stwierdził, że skutki drożyzny dla jego biznesu są poważne.

–. Wzrosty cen przekładają się na kolejne wzrosty cen i powstaje swoista spirala. Przedsiębiorcy chcąc przetrwać ten trudny również radykalnie ucinają koszty i wstrzymują wiele inwestycji. Spowolnienie gospodarcze jest już zauważalne: odczyt PKB w IV kwartale był najniższy od dłuższego czasu– wskazuje Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w inFakcie.

W obliczu inflacji, która według oficjalnych danych w grudniu 2022 roku wyniosła 16,6%, właściciele firm zmuszeni byli podjąć działania naprawcze. 63% podniosło ceny swoich produktów, a 40% obcięło koszty prowadzenia działalności. Co piąty przedsiębiorca przyjął więcej zleceń, aby zbalansować wydatki związane ze wzrostem cen. Inne sposoby radzenia sobie z drożyzną to m.in.: redukcja etatów (18% respondentów), zamrożenie płac (14% badanych), a także zawieszenie działalności, na które zdecydowało się blisko 10% ankietowanych. Ponadto, aby zapewnić ciągłość działania firmy, prawie 45% przedsiębiorców poszukiwało nowych rynków zbytu, a 42% oszczędności w zużywanej energii elektrycznej.

Ocena Polskiego Ładu

Aż 4 na 5 przedsiębiorców uważa, że przepisy Polskiego Ładu nie są sprawiedliwe. Przeciwnego zdania jest mniej niż co dziesiąty badany. Ponad połowa polskich firm nie podjęła żadnych dodatkowych działań naprawczych, mających zniwelować negatywne skutki Polskiego Ładu. Ci, którzy wprowadzili zmiany, najczęściej podnosili ceny (18%) lub opłacili składkę zdrowotną wcześniej (17%). Co istotne, blisko 60% respondentów zadeklarowało, że nowy sposób wyliczania składki zdrowotnej wpłynął na ceny sprzedawanych przez nich produktów.

– Zmiany, jakie nastąpiły w 2022 r. w składce zdrowotnej spowodowały, że przedsiębiorcy muszą odprowadzać więcej danin publicznoprawnych. Przykładowo, w 2021 r. składka zdrowotna przedsiębiorcę na ryczałcie kosztowała nieco ponad 600 zł. Pozostałą wartość odliczał on od podatku. Obecnie „ryczałtowiec” w ciągu roku zapłaci składkę zdrowotną pomiędzy 4513,92 zł a 13541,76 zł. Różnica jest kolosalna. Nie chcąc ponosić strat przedsiębiorcy podnieśli więc ceny świadczonych usług. Składka zdrowotna stała się znaczącym obciążeniem, które również należy brać pod uwagę prowadząc własny biznes – wyjaśnia ekspert inFaktu.

Przedsiębiorcy szacują, że stawki ich towarów i usług wzrosły średnio o 17,9% w związku z przepisami Polskiego Ładu. Regulacje wprowadzone w 2022 roku są oceniane negatywnie przez respondentów Badania Polskiej Przedsiębiorczości. Z kolei obniżenie stawek VAT przedsiębiorcy uważają za dobre działanie ze strony rządu.

Informacja o badaniu

Badanie Polskiej Przedsiębiorczości zostało zrealizowane na zlecenie inFaktu przez agencję badawczą Smartscope metodą mix-mode na grupie 301 osób (przedstawiciele mikro i małych firm) w styczniu i lutym 2023 roku.

Francja – poważny kryzys polityczny i społeczny może popchnąć gospodarkę w recesję

Prezydent Francji Macron stoi w obliczu poważnego kryzysu politycznego i społecznego po przeforsowaniu kontrowersyjnej reformy emerytalnej. Obawiając się, że nie uzyska większości w Zgromadzeniu Narodowym, rząd zdecydował się na uruchomienie art. 49 ust. 3 konstytucji, który pozwala na uchwalanie ustaw bez głosowania. Partie opozycyjne złożyły następnie dwa wnioski o wotum nieufności, z których jeden został odrzucony zaledwie dziewięcioma głosami. W odpowiedzi na to w całym kraju wybuchają protesty i gwałtowne zamieszki.

Napięcia i gniew wykraczają daleko poza odrzucenie reformy emerytalnej. Odzwierciedlają one rosnące niezadowolenie – spotęgowane przez obecny kryzys kosztów utrzymania – z klasy politycznej, źle funkcjonującego państwa opiekuńczego i wysokich podatków. Nieufność do przedstawicieli politycznych stale rośnie od czasu referendum w 2005 r., kiedy to rząd (za prezydentury Nicolasa Sarkozy’ego) dwa lata później przepchnął przez parlament projekt europejskiej ustawy konstytucyjnej (przemianowany na „traktat lizboński”), mimo że został on odrzucony w powszechnym głosowaniu. Od tego czasu nie przeprowadzono ani jednego referendum. Ostatnio powtórzenie impasu między Marine Le Pen a Emmanuelem Macronem w wyborach prezydenckich w 2022 r. rozgniewało część elektoratu. Wielu było również sfrustrowanych postrzeganym brakiem debaty politycznej zarówno podczas kampanii prezydenckiej w 2017, jak i 2022 roku (w 2017 roku z powodu skandalu polityczno-finansowego ogarniającego prawicowego pretendenta François Fillona, a w 2022 roku z powodu wojny na Ukrainie).

W opinii Allianz Trade czynniki ekonomiczne w znacznym stopniu przyczyniły się również do wzrostu napięć społecznych i politycznych we Francji. Mimo że Francja jest jednym z największych krajów wydających pieniądze w rozwiniętych gospodarkach (wydatki publiczne stanowią około 56% PKB), wśród obywateli panuje powszechne przekonanie, że państwo francuskie wydaje coraz więcej w sposób nieefektywny, nawet jeśli obciążenia podatkowe pozostają na wysokim poziomie. Jakość podstawowych usług publicznych (szpitale, szkoły, system sądowniczy itp.) szybko się pogarsza.

Aby sfinansować duże wydatki, państwo francuskie nakłada wysokie podatki na gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa (co wciąż pozostawia znaczne deficyty publiczne, które mają pokryć pozostałe braki). Francuscy pracownicy mają do czynienia z jednym z najwyższych klinów podatkowych (tj. różnicą między wynagrodzeniem brutto przed opodatkowaniem a wynagrodzeniem na rękę, Wykres 1) w krajach OECD. Podsyca to sprzeciw wobec dłuższej pracy (cel reformy emerytalnej). Protesty „żółtych kamizelek” w 2018 r. zostały początkowo wywołane przez rządowy plan podniesienia podatków od paliw, co zwiększyło presję na dochody gospodarstw domowych.

Wykres 1: Klin podatkowy w wybranych krajach OECDKlin podatkowy w wybranych krajach OECD

Źródła: OECD, Allianz Research. Uwaga: klin podatkowy to stosunek kwoty podatków płaconych przez przeciętnego pracownika samotnego (samotny pracownik zarabiający 100% średnich zarobków) bez dzieci do odpowiadającego mu całkowitego kosztu pracy dla pracodawcy.

Druga kadencja Macrona zamienia się w prezydenturę nieudacznika: W opinii Allianz Trade główne reformy strukturalne prawdopodobnie nie zostaną przeforsowane do 2027 r. i oczekujemy, że rząd skupi się na zmniejszeniu deficytu publicznego poprzez cięcia wydatków uznaniowych i podwyżki podatków. Od czasu nowelizacji konstytucji w 2008 roku, stosowanie art. 49.3 jest ograniczone do jednego projektu ustawy na sesję parlamentarną[1]. Prawicowa partia Les Républicains (LR) będzie mniej skłonna poprzeć niektóre reformy, biorąc pod uwagę niepopularność rządu: kilku deputowanych LR głosowało za wnioskiem o wotum nieufności, występując przeciwko kierownictwu LR. Gdyby prezydent Macron zdecydował się na rozpisanie nowych wyborów parlamentarnych, parlament stałby się prawdopodobnie jeszcze bardziej podzielony. W tym kontekście politycznego impasu duże reformy strukturalne są mało prawdopodobne. Zamiast tego rząd będzie dążył do zmniejszenia dużych deficytów publicznych, aby dostosować się do unijnych reguł fiskalnych i uspokoić rynki finansowe. Prezydent Macron zapowiedział wprowadzenie nowego podatku od „super zysków”, a minister finansów Bruno Le Maire zapowiedział znaczne cięcia wydatków na 2024 rok. Allianz Trade oczekuje, że deficyt publiczny zmniejszy się do -4,9% PKB w przyszłym roku z -5,5% w tym roku.

W scenariuszu eskalacji napięć społecznych, uderzenie w gospodarkę może sięgnąć 0,5 pp rocznego PKB w latach 2023-24 i spowodować recesję. Allianz Trade oczekujemy, że francuski PKB będzie flirtował z recesją, rosnąc o słabe +0,4% w tym roku i +0,8% w 2024. Przeniesienie wysokich cen spot gazu i energii elektrycznej na rachunki detaliczne przedsiębiorstw, podwyższona inflacja i zaostrzenie warunków finansowych przez EBC coraz bardziej obciążają gospodarkę. Jeśli w najbliższych tygodniach dojdzie do eskalacji napięć społecznych (prawdopodobieństwo 40%), zdaniem Allianz Trade wpływ na gospodarkę będzie odczuwalny przede wszystkim poprzez obniżenie zaufania konsumentów i zmniejszenie ich wydatków (Wykres 2). Korzystając z prostego modelu statystycznego, szacujemy, że spadek zaufania konsumentów w II-IV kw. 2023 r. o wielkości mniej więcej takiej, jaką zaobserwowano podczas protestów „żółtych kamizelek” w 2018 r., spowodowałby spadek konsumpcji o maksymalnie 0,5 pp w ujęciu rocznym na początku 2024 r. (uwzględniając efekty opóźnione), czyli 0,3 pp PKB. Jednak spodziewamy się również zakłóceń w produkcji przemysłowej i niedoborów produktów naftowych (oraz dalszego spadku zaufania konsumentów), co naszym zdaniem prawdopodobnie zwiększyłoby uderzenie w PKB do co najmniej 0,5 pp W efekcie w drugiej połowie 2023 r. możemy zobaczyć kilka kolejnych kwartałów ujemnego wzrostu.

Rysunek 2: Zaufanie konsumentów i wydatki gospodarstw domowych

Zaufanie konsumentów i wydatki gospodarstw domowych

[Consumer confidence = Zaufanie konsumentów; Consumer spending (y/y% – rhs) = Wydatki konsumentów (r/r% – prawa skala)]

Źródła: Refinitiv, Allianz Research

[1] Choć rząd nadal może go uruchomić nieograniczoną liczbę razy w przypadku projektów ustaw dotyczących finansów (PLF) i ubezpieczeń społecznych (PLFSS).

Jak napisać ogłoszenie o pracę? Skuteczne porady krok po kroku

Dobrze sformułowane ogłoszenie nie tylko wpływa na skuteczność rekrutacji, ale też poprawia wizerunek firmy. Dokładne przedstawione stanowisko pracy, wymagania oraz korzyści dla przyszłego pracownika to jego kluczowe elementy. Podpowiadamy, jak napisać ogłoszenie o pracę, aby zainteresować odpowiednich kandydatów.

Jak napisać ogłoszenie o pracę, które trafi do kandydatów?

W teorii skonstruowanie ogłoszenia nie jest skomplikowane. Wystarczy podać dane firmy, opis stanowiska, wymagania i to, co firma oferuje. Jednak kiedy zależy nam nie na liczbie CV, a na odpowiednich kandydatach, należy dokładnie przemyśleć każdą sekcję.

Nazwa stanowiska

Nazwa stanowiska to niejako tytuł ogłoszenia. Jest to główne kryterium wyszukiwania ofert, dlatego powinno odpowiadać zakresowi obowiązków. Im będzie ona bardziej precyzyjna, tym większa szansa na to, że zauważą ją właściwi specjaliści. Co więcej, zwykle nie warto tworzyć nowych nazw, ponieważ mogą być one dla wielu osób niezrozumiałe.

Informacje o firmie

Coraz więcej osób starannie wybiera firmy, do których aplikuje. Kryteria wyboru są inne w zależności od priorytetów kandydata. Jednak warto w kilku zdaniach przedstawić firmę. Opis powinien zawierać m.in. informacje o tym, jak długo firma istnieje na rynku, w jakiej branży działa i co jest przedmiotem jej działalności. W tej sekcji można też podkreślić, czym przedsiębiorstwo wyróżnia się na tle innych pracodawców np. jakie ma osiągnięcia. Przy czym należy unikać określeń ogólnych, które nic nie mówią, np. wyznaczamy nowe standardy.

Należy też podać lokalizację firmy. Kandydaci często decyzję o odpowiedzi na ogłoszenie podejmują, analizując czas dojazdu do pracy. W tej części warto podkreślić zalety lokalizacji, np. bliskość przystanków komunikacji publicznej albo duży parking.

Szczegółowy opis stanowiska

Zakres pracy na danym stanowisku może wyglądać zupełnie inaczej w każdej firmie. Więc niezbędne jest precyzyjne przedstawienie, jakie obowiązki będzie musiał podjąć przyszły pracownik. Opis powinien być szczegółowy, jednak napisany zwięźle i prostym językiem. Oczywiście, jeśli szukamy specjalisty, warto użyć języka specyficznego dla danej branży. Wtedy od razu wykluczamy osoby, które nie mają odpowiednich kwalifikacji. W przypadku stanowisk samodzielnych dobrze jest określić poziom swobody i obszar odpowiedzialności.

Wymagania

Oczekiwania wobec nowego pracownika muszą być sformowane prosto i konkretnie. Na początku należy podać te, które są konieczne na danym stanowisku pracy. Przy czym trzeba pamiętać, że zbyt długa lista wymagań zniechęca kandydatów. Dla większej przejrzystości oczekiwania można podzielić na konieczne oraz mile widziane.

Co oferuje firma

Dla kandydatów najbardziej interesującą jest informacja o wysokości wynagrodzenia. Podając konkretną kwotę lub widełki, jeśli wynagrodzenie jest zależne od doświadczenia, od razu eliminujemy osoby o znacznie wyższych wymaganiach finansowych. Jednocześnie zachęcamy do złożenia aplikacji tych, co wahają się, czy zmienić pracodawcę.

Trzeba pamiętać, że ludzie nie pracują tylko dla pieniędzy – ważne są też benefity. Obecnie standardem jest dodatkowe ubezpieczenie, prywatna opieka medyczna albo karta do klubów fitness. Jeśli firma oferuje bogaty program świadczeń pozapłacowych, warto wymienić wszystkie opcje. Wiele osób jest skłonnych zmienić pracodawcę, o ile ten oferuje rozwój zawodowy, czy to wewnątrz firmy, czy też poprzez finansowanie kursów i szkoleń zewnętrznych.

Język ogłoszenia

W przypadku, kiedy oferta pracy jest skierowana do konkretnej grupy wiekowej albo zawodowej, warto do niej dostosować słownictwo i styl. Inny język ogłoszenia np. dla informatyków, pokolenia millenialsów albo emerytów chcących sobie dorobić również sprawi, że oferta dotrze do wybranej grupy. Efektem będzie mniej CV niespełniających wymagań.

Dodatkowe wskazówki, jak napisać ogłoszenie o pracę

Większość portali z ogłoszeniami ma szablony, które z jednej strony ułatwiają napisanie anonsu, z drugiej sprawiają, że każdy wygląda podobnie. Z tego powodu trzeba zadbać o to, aby nasze ogłoszenie wyróżniało się na tle innych. Co można zrobić?

Ciekawa grafika

Ogłoszenie powinno przede wszystkim być spójne z kolorystyką firmy. Poza tym warto w nim wykorzystać elementy graficzne podkreślające korzyści płynące z zatrudnienia w naszej firmie. Może to być np. opcja pracy zdalnej albo elastyczne godziny pracy.

Aby przekaz był czytelny, obrazki powinny być wyraźne i dobrze dobrane do informacji, jaką przedstawiają.

Zaznaczenie najważniejszych informacji

Jeśli nie mamy możliwości wykorzystania grafiki, to należy postawić na wytłuszczenie najważniejszych informacji, np. kluczowego wymagania (np. doświadczenia lub znajomości konkretnego programu), głównego zadania albo benefitu lub atrakcyjnego wynagrodzenia. Takie rozwiązanie sprawi, że kandydat, przeglądając ofertę, od razu zwróci uwagę na podkreślone informacje.

Przebieg procesu rekrutacji

W przypadku wieloetapowych rekrutacji dobrze jest od razu umieścić taką informację w ogłoszeniu, opisując krótko każdy z nich. Wtedy kandydaci będą świadomi, co ich czeka.

Firmowy adres email

Należy unikać podawania w ogłoszeniu adresu email założonego w popularnych serwisach. Brak adresu firmowego wzbudza nieufność i wygląda nieprofesjonalnie. Z pewnością, żaden ceniący się specjalista nie wyśle swojego CV do anonimowej firmy.

Poprawność językowa

Ostatnią radą, jak napisać ogłoszenie o pracę, jest weryfikacja informacji zawartych w ogłoszeniu oraz poprawności językowej. Kandydaci negatywnie odbierają wszelkie błędy ortograficzne, interpunkcyjne, stylistyczne i literówki. Co więcej, będą one psuły wizerunek firmy. Więcej o tym, jak dbać o dobre imię firmy, można znaleźć na Zawodowo.OLX, gdzie są porady w zakresie m.in. życia zawodowego, zagadnień HR, rynku i prawa pracy.

Czy warto zainwestować w program do obsługi BDO? Oczywiście. Zobacz dlaczego!

Sprawozdanie o odpadach to obowiązek wielu działalności gospodarczych. Niestety, ale wypełnienie takiego wniosku może nastręczać sporych problemów. Na szczęście właściciele firm mogą skorzystać z dedykowanego oprogramowania do obsługi BDO. Co powinien oferować ten soft? 

Najważniejsze dane o Bazie Danych Odpadowych

Aktem prawnym w randze ustawy, który powołał do życia BDO, była ustawa o odpadach w zakresie ewidencji i sprawozdań. Weszła ona w życie 31 stycznia 2020 roku, chociaż ustawodawca, chcąc przygotować firmy do nadchodzących zmian, umożliwił dobrowolne dopisanie się do rejestru już od 16 grudnia 2019 roku.

Mimo tego, że ten zbiór danych towarzyszy nam od niedawna, to już zdołał on sobie wyrobić opinię rejestru, który jest niezbyt przyjazny w obsłudze dla firm. Jak prawidłowo wypisać sprawozdanie o odpadach? Bez odpowiedniego narzędzia może być to bardzo trudne – właśnie dlatego warto zainteresować się programem do obsługi BDO od GS Software

 Z pomocą takiej dedykowanej aplikacji, wszystkie dylematy związane z tym, jak wypełnić wniosek BDO, można rozwiązać bardzo szybko. W oprogramowaniu znajdziemy m.in. aktualny katalog odpadów, a także szybko uzupełnimy informacje o metodach odzysku i unieszkodliwiania nieczystości.

Po stronie atutów można wskazać też na szybki dostęp do kart ewidencji i przekazania odpadów oraz na pełne raporty KPO. Najlepsze narzędzia dostępne na rynku współpracują też z innymi usługami, dzięki czemu każda firma, która z nich korzysta, może z powodzeniem oszczędzać czas oraz lepiej zarządzać pracownikami, co może przełożyć się na zwiększenie przychodów przedsiębiorstwa. 

Kto musi korzystać z BDO?

Lista podmiotów objętych tym obowiązkiem jest już dość długa. Znajdziemy na niej m.in.:

  • importerów opakowań,
  • producentów opakowań,
  • podmioty gospodarcze, które na terytorium Polski wprowadzają do obiegu opony, pojazdy, baterie oraz sprzęt elektroniczny i akumulatory.

Praktyka pokazuje jednak, że – zgodnie z obowiązującymi przepisami – do bazy BDO można przypisać praktycznie wszystkie podmioty, które wytwarzają odpady inne, aniżeli odpady komunalne, które z kolei generują pracownicy. W mocy prawnej wciąż jest też lista firm, które są zwolnione z tej formy ewidencji – jest ona aktualizowana cyklicznie, od 2020 roku. 

Do kiedy złożyć sprawozdanie o odpadach?

Jeśli nasza firma działała w 2022 roku i w tym czasie była już dopisana do BDO, to marzec jest przysłowiowym „ostatnim dzwonkiem” do kiedy musimy złożyć rozliczenie roczne. Ustawowo narzucony termin upływa już 15 marca 2023 roku! 

Dane, jakie musimy zawrzeć w zgłoszeniu, to m.in.: 

  • Numer Identyfikacji Podatkowej (NIP),
  • informacje rejestrowe,
  • dane kontaktowe właściciela firmy. 

Co się stanie, jeśli przekroczymy termin 15 marca? Można tu wskazać na dwa scenariusze: jeśli szybko uzupełnimy wszystkie niezbędne informacje, organ nadzorujący może odstąpić od wymierzenia kary. Jeśli jednak będziemy czekać zbyt długo lub nie podejmiemy żadnych działań, by uzupełnić roczny raport BDO, może zostać zasądzona kara w wysokości do 5 tys. złotych! 

O wiele prościej będzie nam rozliczyć się z BDO, gdy będziemy korzystać z intuicyjnego, prostego w obsłudze, a jednocześnie kompleksowego oprogramowania – na przykład takiego, jakie dostarcza polska firma, GS Software. To także świetny sposób, by zminimalizować ryzyko popełnienia błędu na dowolnym etapie składania wniosku.

Meble pod ścianą – długi w branży znów zaczęły rosnąć

Problemy z pozyskaniem surowców, rosnące koszty energii, utrzymująca się wysoka inflacja i spadek popytu – z tym wszystkim zmaga się obecnie branża meblarska. Ma to odzwierciedlenie w bazie danych Krajowego Rejestru Długów. Od siedmiu miesięcy zadłużenie tego segmentu rośnie i obecnie wynosi 101,1 mln zł. W najbliższym czasie branża prognozuje dalszy spadek wartości produkcji sprzedanej.

Ostatnie 10 lat było dla firm meblarskich bardzo udane. Dużo produkowały, sprzedawały towary w kraju i eksportowały za granicę. Według najnowszego raportu „Polskie meble Outlook 2023”, opracowanego przez Ogólnopolską Izbę Gospodarczą Producentów Mebli, wartość produkcji sprzedanej spadnie jednak w tym roku o około 8 proc. w stosunku do 2022 r., a liczba wytworzonych mebli nawet o 1/4. Niekorzystny wpływ na wyniki będą mieć rosnące szybko koszty energii, materiałów i wynagrodzeń, a także ograniczony dostęp do drewna. Na to nakłada się wyraźnie mniejszy popyt na meble, wynikający z trudności w uzyskaniu kredytów przez Polaków. Miniony rok przyniósł spadki zamówień sięgające 20 proc. Eksperci prognozują, że w tym roku należy się spodziewać redukcji o kolejne kilkanaście procent. Przewidywana rentowność spadnie do 4,6 proc. Dodatkowo przedsiębiorcy w ub.r. byli zmuszeni redukować zatrudnienie, ratując w ten sposób płynność finansową swoich firm. Szacunki rynkowe mówią o zwolnieniu 50-60 tys. pracowników z ok. 200 tys. pracujących w 2021 r. Objęły one przede wszystkim osoby zatrudnione na umowach czasowych, ale ominęły specjalistów. Do tego dużym wyzwaniem staje się utrzymanie konkurencyjności na rynkach eksportowych. Segment czeka więc trudny rok.

Meble znów z zadyszką

Niełatwa sytuacja branży znajduje odbicie w danych KRD. Pokazują one, że zadłużenie tego segmentu od siedmiu miesięcy rośnie. We wrześniu 2022 r. wynosiło 86 mln zł – od tego czasu zwiększyło się do 101,1 mln zł. Pół roku temu w KRD figurowało blisko 3 tys. niepłacących firm, a dziś to 3109. Średnia wartość nieuregulowanych zobowiązań sięgała 28,8 tys. zł, obecnie to już 32,5 tys. zł.

Analizując dane dotyczące zadłużenia w dłuższym horyzoncie czasowym, widać, że najtrudniejszy w ostatnich latach był dla meblarzy rok 2020. Zadłużenie sięgało wtedy 120 milionów złotych. Wpływ na to miała w dużej mierze pandemia, która negatywnie odbiła się na całej gospodarce. W czerwcu 2021 roku nastąpiło dodatkowe tąpnięcie i zaległości sektora meblarskiego urosły do 125 milionów złotych. Na początku minionego roku suma nieuregulowanych zobowiązań zaczęła maleć, ale narastająca inflacja i wojna za wschodnią granicą znów pogorszyły kondycję segmentu meblarskiego – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Niemal 3/4 zadłużenia należy do producentów mebli. Zalegają oni ze spłatą 73,5 mln zł. Zobowiązań finansowych nie uregulowało 2298 firm. Pozostała część, tj. 27,6 mln zł, obciąża konta sklepów i hurtowni sprzedających meble. W tej podkategorii długi ma 811 podmiotów.

Branża meblarska to nie tylko produkcja i handel. To także współpraca z branżą drzewną. A ta ma obecnie 72 mln zł długu, który rozkłada się na 2189 przedsiębiorstw. Każde z nich ma do oddania średnio 33 tys. zł. Największe wyzwania dla tego segmentu to trudności ze zdobyciem surowca i wysokie ceny energii.

Zawirowania w JDG-ach

Ponad połowa ze 101,1 mln zł długu firm meblarskich przypada na jednoosobowe działalności gospodarcze. 2120 firm jest winnych kontrahentom 58,4 mln zł. Ich średnia zaległość wynosi 20,8 tys. zł. Spółki z ograniczoną odpowiedzialnością powinny oddać 42,7 mln zł. W tej grupie problemy finansowe odczuwa 989 podmiotów, z których każdy przeciętnie ma do spłacenia 43,1 tys. zł.

Rekordzistą w zadłużeniu jest spółka z województwa łódzkiego. Zalega ona 3,3 mln zł wobec administracji państwowej i samorządowej.

Największe długi – 18,5 mln zł – obciążają przedsiębiorstwa z województwa wielkopolskiego. Drugie miejsce zajmują firmy z Mazowsza z 12,6 mln zł niezapłaconych rachunków, a trzecie – z województwa dolnośląskiego z kwotą 11,6 mln zł.

Najmniej do oddania mają przedsiębiorcy z regionu świętokrzyskiego 728 tys. zł, Podlasia – 1,2 mln zł oraz Opolszczyzny – 1,7 mln zł.

Niemal połowę zaległości branży meblarskiej stanowią nieuregulowane zobowiązania wobec banków, firm leasingowych i podmiotów z branży zarządzania wierzytelnościami (55 mln zł). Z kolei 8,9 mln zł to suma, która powinna trafić do biur rachunkowo-księgowych, doradztwa podatkowego, kancelarii prawnych i agencji reklamowych. Na 8 mln zł czekają wierzycie z firm handlowych.

Dobra koniunktura usypia czujność w biznesie. W okresie prosperity wielu przedsiębiorców nie sprawdza, czy ich kontrahenci płacą swoim parterom handlowym, wychodząc z założenia, że wszystkim świetnie się powodzi. Tymczasem, kiedy zaczynają się pojawiać symptomy kryzysu gospodarczego, na prześwietlanie klientów może być już za późno. Jeśli kontrahent od dłuższego czasu nie płaci swoim dostawcom, prawdopodobnie my będziemy następni. Dlatego weryfikowanie rzetelności płatniczej partnerów biznesowych powinno być normą w przedsiębiorstwach, niezależnie od warunków panujących na rynku. Wiedząc, że dana firma nie wywiązuje się ze zobowiązań finansowych, można zareagować i na przykład renegocjować warunki zawartej umowy – zauważa Katarzyna Starostka, ekspert programu Rzetelna Firma, działającego pod patronatem KRD.

Branża meblarska też czeka na zapłatę

Firmy meblarskie same także mają problemy z odzyskaniem należności od kontrahentów. Ci są im winni 8,9 mln zł. Gros tej kwoty powinny zwrócić meblarzom przedsiębiorstwa handlowe – 2,7 mln zł oraz zajmujące się przetwórstwem przemysłowym – 2,6 mln zł.

Jeszcze w 2022 r., mimo niekorzystnych warunków ekonomicznych – spadku zamówień, drogich surowców i energii – przedsiębiorcy z segmentu meblarskiego radzili sobie dobrze. Wstępne szacunki Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli wskazują, że miniony rok udało się branży zamknąć przychodami sięgającymi 65 mld zł. Prognozowany wynik za 2022 r. oznacza utrzymanie poziomu sprzedaży z 2021 r. Na rezultat ten miały jednak wpływ drożejące szybko wyroby, co z kolei było spowodowane inflacją. Dla branży, która od dekady mocno się rozwijała, ten rok będzie więc dużym wyzwaniem.

Warzywa zdrożały rdr. o 22,5 proc. I szybko nie zaczną tanieć – ostrzegają eksperci

Wzrosty cen warzyw coraz bardziej dają po kieszeniach Polakom. Przyczyną jest niekorzystny splot wielu okoliczności – od pogodowych i ekonomicznych po czysto polityczne. Rekordy bije np. cebula, której ceny rdr. poszły w górę o ponad 55%. Na dużym plusie jest też marchew ze wzrostem o przeszło 47% rdr. Jak podają eksperci, ceny cebuli najmocniej zależą od sytuacji w Ukrainie. Papryka i pomidory potanieją, gdy zaczną się dostawy z polskich szklarni. Natomiast marchew zacznie mniej kosztować, jeśli będą dobre plony z upraw na polach. Ceny ziemniaków i kapusty wywindowała z kolei inflacja. I w ocenie ekspertów, pozostaną one na obecnych poziomach. Jednak niczego nie można przewidzieć na 100%. Ceny mogą spadać, ale dopiero latem. Jednak możliwe jest też, że pójdą jeszcze bardziej w górę. Jedno jest niemal pewne, że przed Wielkanocą warzywa raczej nie potanieją.

Warzywa w sklepach coraz droższe

Polscy konsumenci muszą coraz więcej płacić za warzywa. Drożeją wyraźniej niż reszta żywności. Z najnowszego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, zawierającego analizę ponad 72 tys. cen, wynika, że w lutym 2023 r. zakupy kosztowały średnio o 20,8% więcej niż rok wcześniej (w styczniu – 20%). Natomiast same warzywa w tym czasie zdrożały o 22,5% rdr. Przy tym np. w przypadku cebuli, marchwi czy papryki wzrosty były jeszcze wyższe.

Eksperci widzą długą listę przyczyn, które doprowadziły do takiej sytuacji w sklepach. – Mamy do czynienia z kumulacją wyjątkowo negatywnych czynników. Wśród nich są wyższe koszty produkcji, wynikające z ogromnego wzrostu cen nawozów, gazu, paliwa i prądu. Tu jednak mieliśmy kumulację w II połowie 2022 r. i teraz ten czynnik ustępuje. Ale na to nałożyły się jeszcze niekorzystne warunki pogodowe, zmniejszające produkcję warzyw w krajach będących ich istotnymi producentami i dostawcami do Europy. Można też zakładać, że szokowy wzrost cen nawozów zmniejszył ich wykorzystanie, co również negatywnie wpłynęło na wydajność produkcji – wylicza Piotr Bielski z Santander Bank Polska.

Na skutki wzrostu cen energii wskazuje też dr Robert Orpych z Wyższej Szkoły Bankowej w Chorzowie. – Do produkcji warzyw szklarniowych wykorzystuje się duże ilości prądu, gazu bądź węgla. Z uwagi na wysokie ceny energii, europejscy rolnicy, w szczególności Holendrzy, czyli czołowi producenci warzyw szklarniowych, ograniczyli uprawy, a w niektórych przypadkach jeszcze z nimi nie ruszyli – mówi ekspert. Przede wszystkim jednak zwraca uwagę na fakt, że niesprzyjające warunki pogodowe w krajach, z których są importowane dostępne teraz warzywa nie wpłynęły na ich wysokie ceny na naszym rynku. Ponadto okres zimowy, a zwłaszcza ten po Nowym Roku, charakteryzuje się obniżoną podażą krajowych warzyw. Do tego doszły rosnące koszty pracy i transportu.

Wzrost cen warzyw pośrednio jest też skutkiem problemów z ich dostępnością w niektórych państwach Europy, np. w Wielkiej Brytanii, gdzie są one sprzedawane w ograniczonych ilościach lub ich brakuje. Uzupełnia listę przyczyn dr Justyna Rybacka z Wyższej Szkoły Bankowej w Gdyni.

Szacunki zmienne jak pogoda

Tak wiele czynników kształtujących ceny detaliczne warzyw sprawia, że sytuacja na rynku jest bardzo zmienna. Zdaniem ekspertów, trudno przewidzieć, jak będzie się ona kształtowała w kolejnych miesiącach. Ceny mogą spadać, ale dopiero latem. Jednak mogą też pójść jeszcze mocno w górę.

– Istotne będą z jednej strony zjawiska pogodowe, a z drugiej – zachowania rynków energii. Na razie duże zagrożenie suszą w Europie nie zapowiada zmiany na lepsze, ale wystarczy kilka tygodni ulewnych deszczy, żeby ta sytuacja się zmieniła. Ceny surowców i energii zeszły ze szczytów. Ale jeśli światowa gospodarka zacznie przyspieszać, to ta tendencja też może się odwrócić – uważa ekspert z Santander Bank Polska.

Zazwyczaj w okresie zimowym i wczesnowiosennym ceny większości produktów z tej kategorii są wyższe. – Niebawem na polskim rynku pojawi się część krajowych warzyw i owoców. Jeśli pogoda będzie dopisywała ich wzrostowi, to możemy liczyć na unormowanie się cen. Sezon na warzywa i owoce oznacza, że będziemy mieć po pierwsze dostęp do zdrowych i smacznych produktów, a po drugie będą one tańsze – dodaje dr Rybacka.

– W krótkiej perspektywie na unormowanie cen, a nawet ich spadek, pewnie będzie trzeba poczekać do momentu pojawienia się na rynku w odpowiedniej ilości polskich i europejskich upraw szklarniowych oraz nowych upraw z południa Europy i północy Afryki. W dłuższej perspektywie, wysokie ceny, będące efektem sezonowości warzyw, ulegną prawdopodobnie obniżeniu dopiero w trzecim kwartale 2023 r. – uważa dr Robert Orpych.

Ceny przed Wielkanocą nie spadną

Eksperci nie pozostawiają złudzeń jednak co do najbliższej przyszłości i radzą konsumentom przygotować się na jeszcze wyższe ceny warzyw przed kwietniowymi świętami.

–  Do świąt pozostało już niewiele czasu, zatem trudno oczekiwać znaczącego ruchu cen. Na ich obniżenie, z uwagi na sezonowość upraw czy ze względu na wzrost podaży upraw szklarniowych oraz pojawienie się nowych upraw z południa Europy i Afryki, jest jeszcze za wcześnie. Jednocześnie wydaje się, że sklepy nie zdecydują się na znaczące podwyżki tuż przed świętami, w obawie przed reakcją klientów, którzy w ostatnim czasie zmagają się z problemami wynikającym ze wzrostu kosztów życia – ocenia ekspert z WSB w Chorzowie.

– Przed Wielkanocą możemy zakładać wzrost cen papryki i pomidorów, co jest wynikiem ograniczonej podaży m.in. z Hiszpanii. Cebula również jest dobrem, które podrożało znacząco. I jego cena nie spadnie w najbliższych miesiącach – prognozuje dr Rybacka.

Rekordy cenowe w pierwszej kolejności należą do cebuli, która w lutym podrożała rdr. aż o 55,4 proc. i w sklepach kosztuje średnio 3,5 zł/kg. Jest to też produkt, który zaliczył w tym okresie największy wzrost ceny w całym koszyku 100 najczęściej kupowanych przez konsumentów towarów, należących łącznie do 17 kategorii produktowych.

Główną przyczynę rekordowego wzrostu cen cebuli Grzegorz Rykaczewski z Banku Pekao upatruje w zmniejszeniu produkcji tego warzywa. – Wprawdzie w Polsce zbiory były wysokie, ale w innych krajach regionu wystąpiły straty produkcyjne. W Hiszpanii i Holandii zebrano mniej cebuli przez deficyt opadów. Z kolei z powodu toczących się działań wojennych nastąpił duży ubytek produkcyjny na południu Ukrainy – uważa ekspert.

Natomiast Julita Pryzmont z agencji badawczo-analitycznej Hiper-Com Poland stwierdza, że wzrost cen cebuli w Polsce wynika ze zwiększonego eksportu tego warzywa do Ukrainy. – Jest on spowodowany mniejszymi zbiorami w tym kraju. Eksport cebuli z Polski do Ukrainy wzrósł 24 razy w ciągu ostatnich pięciu miesięcy – mówi ekspertka. Zauważa ponadto fakt, iż ceny cebuli w Polsce wywindowało zmniejszenie jej podaży z innych krajów UE, takich jak Hiszpania.

Rekordowa marchew, duże wzrosty papryki

Druga na liście cenowych rekordów wśród warzyw w lutym była marchew – podwyżka rdr. o 47,3% (5. miejsce pod względem najwyższego wzrostu cen we wspomnianym już całym koszyku).

– Wysoka cena marchwi może być zjawiskiem przejściowym. Za kilka miesięcy w Polsce będziemy mogli cieszyć się naszymi sezonowymi plonami. O ile pogoda będzie sprzyjała uprawie tego warzywa, sytuacja cenowa na pewno się zmieni – ocenia dr Justyna Rybacka.

Konsumenci widzą też wyższe od przeciętnych wzrosty cen pomidorów, co potwierdzają wyniki badania. W lutym były one droższe aż o 25,1% rdr.

– Na polskim rynku dostępne są obecnie przede wszystkim importowane pomidory z południa Europy, przy czym ich wolumen jest już praktycznie na wyczerpaniu. Jak wiemy, warunki pogodowe na południu Europy i północy Afryki spowodowały znaczący wzrost cen, z uwagi na straty w uprawach i tym samym zmniejszoną podaż – komentuje dr Orpych. Ekspert z Wyższej Szkoły Bankowej w Chorzowie zaznacza też, że na polskie pomidory szklarniowe trzeba jeszcze poczekać mniej więcej do kwietnia. Wtedy też można się spodziewać obniżki. Oczywiście następnie na rynku pojawią się pomidory z upraw gruntowych, co również pozytywnie wpłynie na poziom cen.

Bardzo spektakularne wzrosty cen odczuwają również amatorzy papryki. Zdrożała ona rdr. o 20,8%, osiągając w lutym w sklepach średnią cenę ok. 11,5 zł/kg. Z kolei papryka dostępna w sklepach zimą pochodzi głównie z importu. Sprowadzamy ją z Hiszpanii i Turcji. – Wysoka cena tego produktu wynika z anomalii pogodowych w Europie oraz na północy Afryki. Mniejsza dostępność papryki wpływa na jej cenę. Dodatkowo dalej wpływ mają koszty transportu oraz utrzymujący się niekorzystny kurs polskiego złotego – tłumaczy dr Rybacka. Ekspertka z WSB w Gdyni dodaje też, że przy dobrych warunkach pogodowych ceny papryki, podobnie jak pomidorów, spadną w okresie wzrostu i zbiorów tych warzyw w Polsce. Będziemy to obserwowali od końca lipca aż do zakończenia sezonu zbiorów.

Droższe dodatki do schabowego

Dwucyfrowe wzrosty cen notują nawet tak powszechne w menu Polaków warzywa, jak ziemniaki czy kapusta. Te towary podrożały rdr. odpowiednio o 16,1% i 15,8%. Eksperci uważają, że przy globalnie rosnących cenach wielu dóbr i produktów wzrosty cen także tych warzyw nie powinny nikogo dziwić.

– Warto wskazać, że ze wzrostami cen ziemniaków czy kapusty nie musimy pozostać długo, o ile pogoda w sezonie będzie sprzyjała uprawom. Są to nasze krajowe warzywa, więc przy owocnych plonach odczujemy spadki cen. Inaczej może być, jeśli pogoda nam nie dopisze. Wówczas mogą stać się jeszcze droższe niż teraz. W obliczu zmian klimatycznych trudno jest przewidzieć trendy cenowe w tych kategoriach – mówi dr Rybacka.

– Nie można wykluczyć, że ceny warzyw w końcu się unormują, ale też nie da się tego zagwarantować. Wszystko zależy od wielu czynników, które mogą się zmieniać w czasie. Możliwe jest również to, że ceny warzyw spadną, jeśli poprawi się sytuacja gospodarcza lub polityczna w Polsce i na świecie, a warunki atmosferyczne będą sprzyjające. Możliwe jest też, że ceny warzyw wzrosną jeszcze bardziej, jeśli te czynniki się pogorszą – podsumowuje Julita Pryzmont z Hiper-Com Poland.

Czy tworzenie contentu z ChatGPT jest zgodne z prawem? Opinia prawnika

Moment pojawienia się ChatuGPT jest przełomowy. Wiele osób uważa, że AI zastąpi niebawem specjalistów m.in. copywriterów i twórców contentu. Jednak czy wykorzystanie treści z ChatuGPT w e-commerce jest zgodne z prawem? – Należy pamiętać, że jest to narzędzie, którego algorytmy bazują również na web scrapingu, a co za tym idzie – efekty jego pracy mogą być plagiatem – wyjaśnia Rafał Malujda, radca prawny IdoSell.

ChatGPT od kilku miesięcy rozpala wyobraźnię. Jest też coraz popularniejszy wśród internautów. I o ile wykorzystywanie narzędzi, które automatyzują rozmaite procesy albo generują różnego rodzaju content (np. translatory) jest już normą, o tyle ich wykorzystanie zawsze budziło wątpliwości. Nie inaczej jest z ChatemGPT.

– Przed jego komercyjnym użyciem, należy zadać kilka pytań – i to niekoniecznie w samym narzędziu ChatGPT: na ile możemy z niego korzystać, czy możemy tam wprowadzać konkretne treści, kto może dysponować wynikiem pracy i jaki jest status prawny efektów pracy tego chatbota? ChatGPT dotyka również bardzo istotnego zagadnienia, czyli web scrapingu – w tym przypadku, na masową skalę – wyjaśnia Rafał Malujda.

Zgodne z prawem?

W tym momencie nie ma jeszcze konkretnych regulacji, które pozwoliłyby usystematyzować kwestię AI, w tym m.in. ChatuGPT. Prace nad rozporządzeniem UE w tym zakresie – Aktem o sztucznej inteligencji – jeszcze trwają i już podnosi się, że wprowadzenie na rynek Chatu GPT przedłuży prace nad tymi przepisami, które nie uwzględniały tego rodzaju fenomenu. Ustawodawcy mają świadomość, że istnieje już pilna potrzeba uregulowania kwestii związanych z AI – stąd przyjęcie na poziomie UE chociażby Aktu o usługach cyfrowych (DSA), którego jednym z celów jest zapewnienie dostępności wysokiej jakości zbiorów danych.

Trzeba zaznaczyć, że firma OpenAI (która udostępnia ChatGPT) czerpie dane dla inteligentnych algorytmów bezpośrednio z sieci i od użytkowników. To zaś może sprawić, że osoby, które wykorzystają treści „wyplute” przez ChatGPT do tworzenia contentu np. w sklepie internetowym, w pewnym momencie mogą zostać oskarżone o naruszenie praw autorskich.

– To jest bardzo istotne zagadnienie. Jeśli sprzedawca wprowadza w ChatGPT frazę, wyznaczając warunki brzegowe zapytania np.: „napisz mi ogłoszenie marketingowe dla mojego sklepu do konkretnego produktu” i uzyskuje gotowy tekst, to pytanie – w jakim stopniu możemy lub powinniśmy zweryfikować kwestię legalności takich treści? Czy ten tekst nie bazuje w zbyt dużym stopniu na jakichś innych gotowych komponentach? Nie wiemy, skąd ChatGPT pobiera dane. Czy więc to on będzie ponosił odpowiedzialność za ewentualne naruszenie praw autorskich? Jeśli ktoś zdiagnozuje naruszenie przepisów, czy to my będziemy tę odpowiedzialność ponosili? Czy treść przygotowana przez ChatGPT jest poprawna merytorycznie? Według mnie wykorzystanie ChatuGPT w biznesie jest w tym momencie pełne niewiadomych i bardzo ryzykowne – mówi Rafał Malujda.

Wątpliwości związane z ChatemGPT pojawiają się dlatego, że w większości prawodawstw tylko człowiek może być twórcą utworu, w rozumieniu prawa autorskiego. Czym jest więc to, co wypluwa ChatGPT?

– Regulamin ChatuGPT jest tak skonstruowany, że umożliwia użytkownikom korzystanie z odpowiedzi i to użytkownikom przysługują prawa do wyników działania chatbota, jednocześnie potwierdzając, żeto, co użytkownicy wprowadzą od siebie do chatu, będzie materiałem do dalszej nauki algorytmów w bazie ChatuGPT. To oznacza, że jeśli ktoś niefrasobliwie wpisze tam wewnętrzne, firmowe dane, plany, strategie, może ujawnić w ten sposób tajemnice firmy lub dane osobowe – w mniej lub bardziej okrojonej formie – zaznacza Rafał Malujda.

Kiedy można, kiedy nie?

Są już co najmniej dwa konkretne obszary, w których właściciele sklepów internetowych myślą o wykorzystaniu ChatuGPT. Pierwszy z nich to oczywiście dostarczanie contentu (np. treści do social mediów, opisy produktów i usług).

– Czy to robić? Na to pytanie ciężko jest jednoznacznie odpowiedzieć. Raczej nie jest to rekomendowane. Szczególnie, że mówimy o kreatywnym podejściu do wykonywania obowiązków. Pojawiają się pomysły, żeby ChatGPT generował content na social media. Tu znowu pojawia się wątpliwość. Firma, która się na to zdecyduje, musi zweryfikować treści i wyważyć ryzyka. Nie wiemy też, czy chat nie wytworzy przypadkiem podobnych treści dla konkurencji, która również postanowi z niego skorzystać – wylicza Rafał Malujda. – Oczywiście należy monitorować pojawiające się interpretacje i nowo tworzone przepisy, gdyż sytuacja w tym zakresie będzie na pewno dynamiczna – to co dzisiaj niemożliwe, może “jutro” być już legalne.
Drugim, zdecydowanie bardziej użytkowym sposobem, może być zaimplementowanie ChatuGPT jako typowego chatbota. Jeśli mechanizm faktycznie uczy się na bazie coraz większej ilości danych i interakcji, może z powodzeniem zastępować konsultantów w kontakcie z klientami, czy towarzyszyć klientowi w jego “customer journey” na stronie sklepu i w ten sposób dostarczać danych statystycznych niezbędnych do optymalizacji sprzedaży.

Co grozi?

Jedną z najpoważniejszych konsekwencji korzystania w sklepie internetowym z contentu przygotowanego przez ChatGPT może być żądanie skasowania lub szybkiej wymiany istniejących na stronie treści.

– Jeśli naruszamyczyjeś prawa autorskie, grożą nam również roszczenia cywilno-prawne, czyli np. obowiązek zapłaty wynagrodzenia (licencja), które musielibyśmy uiścić za stworzenie treści, które chcielibyśmy wykorzystać. Czy to jest egzekwowalne? Jest to zależne m.in. od tego, gdzie będzie toczył się spór. . Istotne jest również to, jak dużo treści naruszyliśmy i na ile one były faktycznie autorskie. Zaangażuje nas to jednak na pewno procesowo w spór i koszty związane z obsługą tego procesu – wymienia Rafał Malujda.

Zakończonych prawomocnie procesów związanych z wykorzystaniem ChatuGPT w biznesie jeszcze nie było. Jednak jak przewidują prawnicy – można się ich spodziewać już niebawem. To dlatego, że część światowych gigantów regularnie skanuje internet i sprawdza kwestię wykorzystania ich treści czy też kodu. ChatGPT bazuje na tym co zna i na tym, co cieszy się popularnością wśród internautów. To zaś generuje coraz więcej zagrożeń.

Laptopy Apple – jak wybrać sprzęt dla siebie?

Wybierając tablety, laptopy czy komputery dla siebie warto kierować się tym, na czym nam zależy, tym, do czego chcemy dany sprzęt wykorzystać. Na rynku jest wiele różnorodnych modeli laptopów – nawet w ofercie Apple, zaledwie w asortymencie tej jednej firmy!, istnieje wiele możliwości do wyboru. Trzeba więc wiedzieć czego się od komputera chce i w jaki sposób chce się go wykorzystać. Jak więc ułatwić sobie wybieranie odpowiedniego sprzętu dla siebie? I gdzie znaleźć interesujące cię modele laptopów Apple i nie tylko?

1. Dlaczego warto mieć dobry laptop do pracy i na co dzień?

2. Macbook – czy laptop Apple wart jest swojej ceny?

3. Jakie laptopy Apple warto wybrać – Macbook Pro, Macbook Air czy coś innego?

4. Na co zwrócić uwagę wybierając odpowiedni sprzęt dla siebie?

5. Gdzie znajdziesz komputery oraz inne przedmioty od Apple w dobrej cenie?

Dlaczego warto mieć dobry laptop do pracy i na co dzień?

Dlaczego warto mieć dobry sprzęt do pracy i na co dzień? Dlaczego warto zwracać uwagę na takie aspekty jak karty graficzne (np. nvidia geforce), dysk hdd i jego pojemność, wielkość ekranu czy też jego przekątna? Przede wszystkim dlatego, że w ten sposób jesteś w stanie określić minimalne parametry, które będą dla ciebie wystarczające. A co za tym idzie, będziesz w stanie swobodnie korzystać z laptopa nie tylko dla rozrywki ale również w swojej pracy.

Macbook – czy laptop Apple wart jest swojej ceny?

Czy laptop Apple Macbook wart jest swojej ceny? Na rynku można znaleźć najróżniejsze modele laptopów od Apple – różni je nie tylko przekątna ekranu czy kolor obudowy, ale również wiele innych parametrów. Różni je cena – jedne modele są tańsze inne droższe, niemniej jednak średnia cena tych laptopów często jest wyższa niż laptopów innych marek, czy jednak słusznie? Jedni powiedzą, że tak – laptopy tej marki są szybsze, sprawniejsze i lepiej skonfigurowane z innymi urządzeniami Apple. Drudzy powiedzą, że nie – że płaci się wyłącznie za logo nadgryzionego jabłka.

Jakie laptopy Apple warto wybrać – Macbook Pro, Macbook Air czy coś innego?

Jeżeli chcesz zabierać wszędzie ze sobą swój laptop to zdecyduj się bardziej na model Macbook Air, który jest lżejszy od innych modeli. Z kolei jeżeli chcesz pisać, tworzyć bądź po prostu pracować na swoim sprzęcie, wtedy będziesz potrzebował czegoś bardziej profesjonalnego takiego, jak Macbook Pro. Różne inne modele będziesz w stanie znaleźć na stronie: https://www.mediaexpert.pl/komputery-i-tablety/laptopy-i-ultrabooki/laptopy/przekatna-ekranu-cal_14-cali/seria_apple-pro.

Na co zwrócić uwagę wybierając odpowiedni sprzęt dla siebie?

Będąc w trakcie wyboru laptopów (nie tylko tych marki Apple) warto jest zwrócić wagę na parametry, które są dla ciebie istotne. Być może to będzie przekątna ekranu (laptopy Apple z 13 calowymi ekranami można znaleźć tutaj: https://www.mediaexpert.pl/komputery-i-tablety/laptopy-i-ultrabooki/laptopy/przekatna-ekranu-cal_13-cali/seria_apple-pro), może to być ilość pamięci RAM i pamięci na dysku. A może bardziej będzie cię interesować karta graficzna, dzięki której wszystko co zauważysz na ekranie będzie idealnie odwzorowane kolorystycznie.

Gdzie znajdziesz komputery oraz inne przedmioty od Apple w dobrej cenie?

Jeżeli szukasz dla siebie odpowiednich laptopów to komputery Macbook na pewno znajdziesz w takich miejscach, jak sklepy Media Expert. I to wcale nie musisz odwiedzać salonów stacjonarnych, bo wszystko czego ci trzeba dostępne jest również w sklepie internetowym – https://www.mediaexpert.pl/komputery-i-tablety/laptopy-i-ultrabooki/laptopy/seria_apple-pro.

PIT-37 w 2023 roku

Początek roku to nie tylko czas smutnych konstatacji, że coraz szybciej porzucamy swoje noworoczne postanowienia. To również czas jeszcze smutniejszych refleksji nad naszą kondycją finansową. Tak, to czas na składanie PIT.

Pocztą tradycyjną albo elektroniczną dostaliście być może jakiś druk od swojego pracodawcy (o ile sami dla siebie nie jesteście pracodawcami) i teraz zastanawiacie się – co dalej?

Jeśli jesteście początkujący, łatwo zauważycie, że na stronach internetowych najczęściej przewijają się wątki dwóch rodzajów PIT-ów. No właśnie, powstaje pytanie – PIT 36 czy PIT 37?Rozlicz PIT-37 w intuicyjnej aplikacji PITax.pl

PIT 36 a PIT 37

Jeśli należysz do tych szczęśliwców, którzy mają umowę o pracę, a pracodawca płaci za ciebie należne składki ZUS (emerytalne, rentowe, wypadkowe, na Fundusz Pracy oraz na Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych) i odprowadza zaliczki na poczet podatku, to twój PIT to PIT 37. Ale nie tylko w takim przypadku. Jeśli masz umowę zlecenie lub umowę o dzieło, to również rozliczasz PIT 37. Dla kogo w takim razie PIT 36? Dla tych, którzy prowadzą działalność gospodarczą według skali podatkowej, co najczęściej oznacza drobnych przedsiębiorców, oraz dla osób pracujących za granicą czy mających zyski z działów specjalnych produkcji rolnej (np. uprawa w szklarniach i uprawa grzybów). Nie martwcie się tymi niuansami: jeśli w ciągu roku nie korzystaliście z usług wykwalifikowanej księgowej, to najprawdopodobniej rozliczacie PIT-37.

Jak rozliczyć PIT 2022? Instrukcja

No cóż, jest wiele sposobów. Możecie nie robić nic. Tak, jeśli rozliczacie się sami (a nie razem ze współmałżonkiem), nie macie żadnych ulg do odliczenia i nie chcecie wybrać organizacji pożytku publicznego, której przekażecie 1,5%, to 2 maja wasze rozliczenie zostanie po prostu automatycznie zaakceptowane w usłudze „Twój e-PIT” Ministerstwa Finansów. Nie polecamy tego rozwiązania. Jeśli zdarza się wam narzekać na to, jak dysponowane są pieniądze z waszych podatków, przejmijcie przynajmniej kontrolę nad tym 1,5%! Od 15 lutego na tymże portalu znajdziecie swój PIT-37 wypełniony na podstawie PIT 11, przygotowanego przez pracodawcę – możecie wejść, sprawdzić, i zadysponować 1,5%.

Możecie też w tradycyjny sposób pójść do swojego Urzędu Skarbowego, wziąć odpowiedni druk PIT 37 za 2022 rok (dostępne zazwyczaj w holu Urzędu) i pracowicie wypełnić formularz. Tego rozwiązania też nie polecamy. Jest bardzo czasochłonne, w  porównaniu z innymi dostępnymi opcjami, i łatwo popełnić błąd. Co prawda, jeśli macie szczęście, jakaś miła urzędniczka udzieli wam wskazówek, ale znacznie łatwiejsze i szybsze jest zrobienie tego za pośrednictwem Internetu.

Jak rozliczyć PIT-37 online

Jest wiele możliwości rozliczenia PIT37 przez Internet. Jedną z nich jest wspominany powyżej portal Ministerstwa Finansów, i jeśli nie spodziewacie się, że będzie musieli wprowadzać korekty, to jest on dobrym wyborem. Jeśli jednak rozliczacie się z mężem lub żoną, chcecie coś odliczyć lub macie dochody z kilku źródeł, od kilku pracodawców, warto wybrać jakiś program internetowy, który bezboleśnie będzie was pilotował przez cały proces. Kryterium powinna być jak  najprostsza instrukcja rozliczania i najprostsza nawigacja. Polecamy PITax.pl, który poprowadzi przez wszystkie koleje kroki i poprzez który poślecie swój PIT 37 za 2022 do odpowiedniego Urzędu.

PIT 0, PIT 38, PIT 40a, i inne

Na tym samym portalu, PITax.pl, znajdziecie wiele innych możliwych PIT-ów do rozliczenia. Jeśli uzyskaliście dochody kapitałowe, na przykład sprzedając akcje czy obligacje, albo wymieniając kryptowaluty na tradycyjne pieniądze – uzyskaliście dochód kapitałowy. Musicie wówczas wypełnić i złożyć PIT 38. Nie martwcie się, jeśli chodzi o dochody z lokat bankowych albo otwartych funduszy inwestycyjnych – to nie wy, ale te instytucje odprowadzają podatki. Jeśli jesteście emerytami lub rencistami – dostaniecie z kolei PIT 40a. Załącznik PIT d należy uwzględnić, jeśli chce się rozliczyć ulgi budowlane, i złożyć go razem z PIT 37 2022 (lub PIT 36, czy inny, który akurat was dotyczy). Szczególnym przypadkiem jest PIT 0, tak zwany PIT „zerowy”. Zgodnie z nazwą, dotyczy on tych, którzy nie uzyskali przychodu bądź uzyskiwali tylko przychody niepodlegające opodatkowaniu (np. alimenty na dzieci). W wielu przypadkach takiego PIT-u w ogóle nie trzeba składać. Student na utrzymaniu rodziny nie ma takiego obowiązku (choć niektórzy nawet w takiej sytuacji wolą to zrobić, by żaden urząd nie miał wątpliwości). Natomiast jeśli macie zarejestrowaną działalność gospodarczą, to nawet jeśli nie uzyskaliście przychodu – druk musicie wypełnić i złożyć. Może macie nawet ujemną deklarację – jeśli koszt uzyskania przychodu przewyższyć przychód! Taka deklaracja może okazać się przydatna w kolejnych latach, bo tę stratę będzie można później (częściowo) odliczyć.

Choć w przypadku PIT 37 oraz większości pozostałych PIT-ów macie termin do 2 maja na ich złożenie, to nie warto czekać do ostatniej chwili. Szczególnie gdy spodziewacie się zwrotu nadpłaty podatku – jeśli rozliczacie podatek elektronicznie, Urząd ma 45 dni na zwrot, licząc od dnia złożenia (3 miesiące w przypadku złożenia w formie papierowej). Jak widać, kolejny powód, by rozliczać się przez Internet!

Grupa Würth ogłosi wezwanie na akcje TIM-u. Główni akcjonariusze TIM-u zobowiązali się już do sprzedaży swoich akcji w odpowiedzi na wezwanie

Grupa Würth, światowy lider w rozwoju, produkcji i sprzedaży materiałów mocujących i montażowych, a wraz ze swoją jednostką zajmującą się hurtową sprzedażą artykułów elektrycznych, jeden z wiodących hurtowników w Europie Środkowo-Wschodniej, zamierza przejąć TIM S.A. („Spółka”), największego dystrybutora artykułów elektrotechnicznych w Polsce. Grupa Würth zamierza ogłosić wezwanie na wszystkie akcje TIM S.A. („Wezwanie”).

Główni akcjonariusze, w tym prezes zarządu Spółki Krzysztof Folta, podpisali już umowy inwestycyjne, na mocy których zobowiązują się do sprzedaży swoich akcji w ramach Wezwania. Po udanym Wezwaniu, Grupa Würth zamierza wspierać TIM S.A. w jego dalszym rozwoju. Spółka stanie się integralną częścią jednostki biznesowej Electrical Wholesale Grupy Würth i będzie nadal działała samodzielnie pod obecnym zespołem zarządzającym.

Cena akcji w Wezwaniu wyniesie 50,69 zł, co stanowi premię w wysokości odpowiednio 34,1%, 51,7% i 67,0% w stosunku do ostatniej ceny zamknięcia akcji Spółki poprzedzającej dzień ogłoszenia intencji Wezwania, 3-miesięcznej średniej ceny ważonej wolumenem oraz 6-miesięcznej średniej ceny ważonej wolumenem akcji Spółki poprzedzającej ten dzień. Cena akcji w Wezwaniu stanowi również premię w wysokości 93,8% do ostatniego kursu zamknięcia przed ogłoszeniem przez Spółkę przeglądu opcji strategicznych w dniu 22 sierpnia 2022 r.

Transakcja rozpoczyna nowy etap w 35-letniej historii TIM S.A., lidera na wciąż rozdrobnionym polskim rynku dystrybucji produktów elektrotechnicznych, prowadzącego największy w Polsce serwis e-commerce B2B TIM.pl. Spółka jest notowana na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie od 1998 roku.

Planowane Wezwanie to efekt przeglądu opcji strategicznych dokonanego przez TIM S.A., który został przeprowadzony zgodnie z najlepszymi praktykami rynkowymi oraz przy wsparciu renomowanych doradców finansowych i doradcy prawnego. Po przeanalizowaniu możliwych kierunków działania,  Spółka doszła do wniosku, że partnerstwo z Grupą Würth jest najkorzystniejszą opcją w celu maksymalizacji wartości dla interesariuszy TIM S.A.

– Ta transakcja to kolejny kamień milowy w ścieżce rozwoju Grupy TIM, a zarazem potwierdzenie dużej wartości, jaką zarządy oraz wszyscy pracownicy obu spółek zbudowały na przestrzeni lat. Dołączenie do Grupy Würth wzmocni TIM S.A. strategicznie i utoruje drogę do ekspansji w nowych obszarach. Ogromne znaczenie miało dla nas to, że ustalone warunki transakcji są bardzo korzystne dla dotychczasowych akcjonariuszy, a także to, że Grupa Würth będzie wspierać dalszy dynamiczny rozwój działalności obu spółek Grupy TIM – komentuje Krzysztof Folta, prezes Zarządu TIM S.A.

– Jesteśmy pod wrażeniem rozwoju Grupy TIM, szczególnie w obszarach e-commerce i efektywności operacyjnej. Połączenie sił na rynku dystrybutorów elektrotechnicznych w Polsce pomoże nam w realizacji naszych celów strategicznych, a także zapewni jeszcze większą ekspozycję i know-how w obszarze e-commerce. Dostrzegamy wartość TIM-u, dlatego zdecydowaliśmy się zaoferować bardzo znaczącą premię w stosunku do średniej ceny transakcyjnej z ostatnich miesięcy. O atrakcyjności naszej propozycji świadczy zobowiązanie zarządu oraz największych akcjonariuszy Spółki do sprzedaży swoich akcji. Doceniając silną kulturę korporacyjną TIM-u, zbliżoną do naszej, oraz zaangażowanie pracowników firmy w rozwój i innowacje, chcemy zadbać o to, aby TIM-u kontynuował swój wzrost, dlatego zamierzamy mocno wspierać obecne kierownictwo w realizacji wspólnej strategii – dodaje Ulrich Liedtke, wiceprezes odpowiedzialny za międzynarodową sprzedaż hurtową materiałów elektrotechnicznych w Grupie Würth.

Najwięksi akcjonariusze i kluczowi menedżerowie Spółki, reprezentujący łącznie ok. 42% ogólnej liczby akcji w kapitale zakładowym i ogólnej liczby głosów w TIM S.A., podpisali umowy ze spółką FEGA & Schmitt Elektrogroßhandel GmbH, należącą do Grupy Würth, która bezpośrednio ogłosi Wezwanie („Wzywający”). Zgodnie z umowami Krzysztof Folta (prezes zarządu i założyciel TIM S.A.), Krzysztof Wieczorkowski (przewodniczący rady nadzorczej TIM S.A.), Piotr Tokarczuk (CFO TIM S.A.), Piotr Nosal (CCO TIM S.A.), Maciej Posadzy (prezes zarządu 3LP S.A.), Ewa Folta oraz Jan Walulik zobowiązani są do złożenia zapisów na planowane Wezwanie po uzgodnionej cenie 50,69 zł za akcję. Jednocześnie postanowiono, że składy zarządów TIM S.A. i 3LP S.A. pozostaną bez zmian, kontynuując realizację swoich dotychczasowych strategii, ale w ramach i przy wsparciu Grupy Würth.

Jeżeli w wyniku Wezwania zostanie osiągnięty próg co najmniej 95% ogólnej liczby głosów na Walnym Zgromadzeniu Akcjonariuszy, Wzywający zamierza ogłosić przymusowy wykup akcji posiadanych przez akcjonariuszy mniejszościowych TIM S.A. Następnie, zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa, Wzywający zamierza wycofać Spółkę z Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

mBank S.A. i mInvestment Banking S.A. pełnią role doradców M&A i finansowych dla TIM S.A., natomiast DLA Piper doradcy prawnego.

BNP Paribas pełni rolę wyłącznego doradcy M&A i finansowego, Domański Zakrzewski Palinka sp.k. pełni rolę doradcy prawnego, EY odpowiedzialny był za finansowe i podatkowe due diligence, a Santander Bank Polska S.A. – Santander Biuro Maklerskie pełni rolę brokera pośredniczącego oraz doradcy transakcyjnego w wezwaniu dla Grupy Würth.

Bank Millennium otrzymał zgodę UOKiK na sprzedaż udziałów w Millennium Financial Services spółkom Europy Ubezpieczenia

23 marca Prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów wyraził zgodę na dokonanie koncentracji polegającej na utworzeniu wspólnego przedsiębiorcy Millennium Financial Services przez Bank Millennium, Towarzystwo Ubezpieczeń Europa oraz Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie Europa.  

Uzyskanie zgody właściwego organu antymonopolowego umożliwi w najbliższej przyszłości sfinalizowanie transakcji polegającej na nabyciu przez Europa Ubezpieczenia 80% udziałów w spółce Millennium Financial Services, działającej obecnie w Grupie Banku Millennium. Spółka będzie nas wspierać w tworzeniu nowych rozwiązań dla klientów i obsłudze zawartych już polis ubezpieczeniowych. Planowana sprzedaż będzie miała pozytywny wpływ na wskaźniki kapitałowe Banku – powiedział Joao Bras Jorge, Prezes Zarządu Banku Millnnium.

W wyniku transakcji Bank zaoferuje swoim klientom wybrane ubezpieczenia towarzystw Europa na zasadach wyłączności. Bancassurance jest dla Millennium obszarem strategicznym – nowe partnerstwo pomoże Bankowi w realizacji celów biznesowych, wzmocnieniu pozycji kapitałowej i przyśpieszy rozwój oferty ubezpieczeniowej dla klientów. Zgodnie z planem dziesięcioletnia współpraca w zakresie ubezpieczeń zostanie uruchomiona w 3 kwartale 2023 r.

Zawarte porozumienia nie wymagają od klientów Banku Millennium żadnych działań.

Bank Millennium od wielu lat oferuje klientom różnego typu ubezpieczenia w wygodnych dla nich kanałach sprzedaży. Są to zarówno ubezpieczenia zapewniające ochronę spłaty produktów kredytowych, rozwiązania assistance wspierające w sytuacjach życia codziennego, produkty turystyczne towarzyszące im podczas podróży, jak również ubezpieczenia samochodu czy skutera.

Haktywizm zmienia oblicze ataków cybernetycznych

Haktywizm tradycyjnie kojarzony jest z luźno zarządzanymi podmiotami, takimi jak Anonymous. Zdecentralizowane i nieustrukturyzowane grupy składają się zazwyczaj z osób współpracujących w celu wspierania różnych programów, a wiele z nich prowadzi politykę otwartych drzwi w zakresie rekrutacji. Jednak w ciągu ostatniego roku ekosystem haktywistyczny zmienił formę i dojrzał pod względem motywacji i celów. Granice między haktywizmem, a państwowymi operacjami cybernetycznymi zaczęły się zacierać – pisze Sergey Shykevich, ekspert bezpieczeństwa cybernetycznego z Check Point Software.

Grupy haktywistów sprofesjonalizowały organizację i kontrolę oraz prowadzą operacje przypominające kampanie wojskowe: rekrutują i szkolą, udostępniają między sobą narzędzia, dane wywiadowcze i przydzielają cele. Po rosyjskich atakach na ukraińską infrastrukturę informatyczną na początku wojny, Ukraina stworzyła bezprecedensowy ruch o nazwie „Ukraine IT Army”. Poprzez dedykowany kanał Telegram, jego operatorzy zarządzają grupą ponad 350 tys. międzynarodowych wolontariuszy w kampaniach skierowanym przeciwko rosyjskim celom. Po drugiej stronie pola bitwy utworzono Killnet, powiązaną z Rosją grupę o strukturze organizacyjnej przypominającej wojsko i jasnej odgórnej hierarchii. Killnet składa się z wielu wyspecjalizowanych oddziałów, które wykonują ataki i odpowiadają przed głównymi dowódcami.

Większość nowych grup haktywistycznych ma jasną i spójną ideologię polityczną, która jest powiązana z narracjami rządowymi. Inne są mniej motywowane politycznie, ale mimo to uczyniły swoje operacje bardziej profesjonalnymi i zorganizowanymi dzięki specjalnie ukierunkowanym kampaniom motywowanym raczej celami społecznymi niż ekonomicznymi.

Kto jest odpowiedzialny i czy wiemy to na pewno?

Ten rodzaj cyberwojny polega nie tylko na wyrządzaniu szkód. Wszystkie aktywne grupy są świadome znaczenia relacji w mediach i wykorzystują swoje kanały komunikacji do ogłaszania udanych ataków i chwalenia się nimi w celu zmaksymalizowania efektu i zwiększenia strachu przed atakami. Przykładowo Killnet ma ponad 91 000 subskrybentów na swoim kanale Telegram, na którym publikuje ataki, rekrutuje członków zespołu i udostępnia narzędzia do ataków. Grupa pojawia się często w głównych rosyjskich mediach, aby promować swoje osiągnięcia w cyberprzestrzeni i potwierdzać wpływ udanych ataków na „wrogów” lub podmioty antyrosyjskie.

Coraz częściej obserwuje się trend, w którym grupy cyberprzestępcze przyznają się do ataków, w których w rzeczywistości miały nikły udział lub nie miały go wcale. Flagowa niemiecka linia lotnicza, Lufthansa, doświadczyła poważnego problemu informatycznego na początku 2023 r., w wyniku którego tysiące pasażerów utknęło na kilku lotniskach w całym kraju. Uważano, że jest to wynik prac budowlanych powodujących uszkodzenie okablowania zewnętrznego.

Niemniej, prorosyjska grupa haktywistów Killnet przyznała się do ataku i powiedziała, że był to odwet za wsparcie Niemiec dla Ukrainy. Grupa opublikowała oświadczenie za pośrednictwem swoich mediów społecznościowych: „Zniszczyliśmy sieć korpusu pracowniczego Lufthansy trzema milionami żądań grubych pakietów danych na sekundę. Były to eksperymenty na szczurach, które zakończyły się sukcesem. Teraz wiemy, jak zatrzymać wszelkie urządzenia nawigacyjne i techniczne dowolnego lotniska na świecie. Kto jeszcze chce dostarczać broń Ukrainie?”

Oprócz tego komunikatu, praktycznie nie ma dowodów sugerujących, że Killnet był w jakikolwiek sposób zaangażowany w atak. Nie zawsze jest łatwo ustalić, kto jest odpowiedzialny za atak, a jeszcze trudniej to zrobić, gdy incydent jest potencjalnie sponsorowany przez państwo.

Kim jest osoba (lub rząd) za cyber-maską?

Analizy University of Notre Dame dowodzą, że haktywizm sponsorowany przez państwo to „broń i ataki w domenie cybernetycznej mające na celu wywołanie skutków politycznych podobnych do tych, do których zwykle dąży się jako cel lub cel konwencjonalnego użycia siły przez państwa przeciwko sobie”.

Podejście to oznacza, że państwa mogą działać anonimowo w cyberświecie, a co najważniejsze, bez strachu przed odwetem i bez brania odpowiedzialności za ataki. Celem ataków są również komponenty infrastruktury krytycznej, takie jak instytucje finansowe lub służby zdrowia, budynki rządowe, dostawcy energii lub służby ratunkowe. Przy tak znaczącym wsparciu, następstwa takiego ataku mogą być równe tym, w których użyto wojsk.

Przed rosyjską inwazją na Ukrainę haktywizm był terminem rzadko używanym w poważnym kontekście i raczej zanikał. Jednak wojna wywołała gwałtowny wzrost aktywności znanych i nieznanych grup. Te nieznane są tymi, które tworzą najwięcej intryg, ponieważ organizacje rządowe najprawdopodobniej pomagają im w przeprowadzaniu ataków w celu osiągnięcia korzyści politycznych.

Na przykład w ciągu 48 godzin od inwazji Rosji na Ukrainę nastąpił 800% wzrost liczby podejrzanych cyberataków pochodzących z Rosji. Według Check Point Research w drugiej połowie 2022 roku, Killnet oraz inne grupy haktywistyczne powiązane z Rosją atakowały ponad 650 organizacji lub osób, z których co ciekawe, tylko 5% stanowili Ukraińcy. Uważa się, że nie tylko Rosja wykorzystuje zasoby rządowe do pomocy w cyberatakach, ale również cybergangi w Iranie, Izraelu i Chinach mogą mieć powiązania z państwem.

Jak będzie wyglądał haktywizm w 2023 roku?

Częstotliwość i wyrafinowanie ataków w nowej erze haktywizmu rodzi pytania o ich pochodzenie. Kto lub jaka organizacja kryje się za maską i czy ich działania są motywowane korzyściami politycznymi czy terrorem? W nadchodzącym roku coraz trudniej będzie zidentyfikować, czy za atakiem stoi rząd, haktywista czy typowa grupa cyberprzestępcza.

Być może jest zbyt wcześnie, aby mówić o haktywizmie jako o terroryzmie sponsorowanym przez państwo, ale nie ma wątpliwości, że coraz trudniej jest oddzielić jedno od drugiego. Napięcia geopolityczne nadal dominują w światowej agendzie, a nowa era cyberwojny będzie stawać się coraz bardziej destrukcyjna.

Spółka nie ma obowiązku pobierania podatku przy wypłacie komplementariuszowi zaliczki na poczet zysku

W wyroku z 2 lutego 2023 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu orzekł, że do obliczenia podatku od zysku wypłaconego komplementariuszowi konieczne jest poznanie wysokości podatku należnego od spółki. Skoro PIT od zysku komplementariusza pomniejszany jest o proporcjonalną część CIT zapłaconego przez spółkę komandytową, to pierwszy z wymienionych podatków będzie mógł zostać wyliczony i pobrany dopiero po złożeniu przez spółkę rocznego zeznania i podjęciu przez wspólników uchwały o zatwierdzeniu sprawozdania finansowego i podziale zysku. Spółka, jako płatnik, nie ma więc obowiązku pobierania zryczałtowanego podatku dochodowego przy wypłacie komplementariuszowi zaliczki na poczet zysku (sygn. akt I SA/Wr 394/22).

CIT zapłacony przez spółkę zmniejsza PIT obciążający dywidendy wspólników

Wspólnicy spółki cywilnej zdecydowali o przekształceniu jej w spółkę komandytową. W trakcie roku, w zależności od wypracowanego zysku, spółka komandytowa wypłaca wspólnikom na jego poczet zaliczki. Wspólnicy wystąpili do organu podatkowego o potwierdzenie, że spółka, jako płatnik, nie będzie zobowiązana przy ich wypłacie do poboru zaliczek na podatek dochodowy od osób fizycznych. Jak uzasadnili wspólnicy powołując się na treść przepisów ustawy o PIT, zwłaszcza art. 30a ust. 6a, jak i orzecznictwo sądów, podatek dochodowy od osób fizycznych obciążający dywidendę wypłacaną komplementariuszowi spółki komandytowej pomniejsza się o kwotę odpowiadającą iloczynowi procentowego udziału komplementariusza w zysku tej spółki i podatku należnego od dochodu tej spółki, za rok podatkowy, z którego przychód z tytułu udziału w zysku został uzyskany. Z brzmienia tego przepisu jasno wynika, że PIT od dywidendy komplementariusza uiszcza się z uwzględnieniem zapłaconego przez spółkę CIT – a ten znany jest dopiero po zakończeniu roku obrotowego, z chwilą podjęcia uchwały o podziale zysku i złożeniu deklaracji o wysokości osiągniętego dochodu (poniesionej straty), czyli zeznania CIT-8.

Zgoła odmienna interpretacja organu

Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej poinformował wspólników, że zgodnie z art. 17 ust. 1 pkt 4 ustawy o PIT, za podlegające opodatkowaniu przychodu z kapitałów pieniężnych uznaje się dywidendy i inne przychody z tytułu udziału w zyskach osób prawnych faktycznie uzyskane z tego udziału. A ponieważ w momencie faktycznej wypłaty zaliczek nie będzie znana kwota CIT należnego od dochodu spółki, zatem nie będzie podstaw do pomniejszenia tych zaliczek. Spółka zobowiązana więc będzie do poboru PIT według 19% stawki opodatkowania, bez dokonywania pomniejszeń.

Obowiązek podatkowy to nie to samo co zobowiązanie podatkowe

Wspólnicy wnieśli skargę. WSA we Wrocławiu zgodził się z Dyrektorem KIS, że wypłata zaliczki komplementariuszowi powoduje powstanie po jego stronie przychodu i to już w momencie faktycznej jej wypłaty, a to rodzi obowiązek podatkowy. Jednak samo powstanie tego obowiązku nie jest równoznaczne z obowiązkiem zapłaty podatku, bo ten zrodzi się dopiero po przekształceniu obowiązku podatkowego w zobowiązanie podatkowe. A żeby do tego doszło, musi być znana wysokość zobowiązania. Zgodnie bowiem z art. 5 Ordynacji podatkowej, zobowiązaniem podatkowym jest wynikające z obowiązku podatkowego zobowiązanie podatnika do zapłacenia na rzecz Skarbu Państwa, województwa, powiatu albo gminy podatku w wysokości, w terminie oraz w miejscu określonych w przepisach prawa podatkowego.

Zakaz podwójnego opodatkowania komplementariusza spółki komandytowej

Przenosząc to na grunt przywołanej sprawy, jeśli spółka komandytowa ma obowiązek pobrania podatku, by to zrobić powinna posiadać dane niezbędne do jego wyliczenia. Podatek ten wylicza się z uwzględnieniem pomniejszenia o proporcjonalną część podatku dochodowego od osób prawnych zapłaconego przez spółkę. Sąd zgodził się zatem ze wspólnikami, że wysokość CIT zapłaconego przez spółkę będzie znana dopiero z chwilą złożenia zeznania CIT-8, i dopiero znając tę wartość można odpowiednio pomniejszyć i obliczyć PIT należny od zysku wypłaconego komplementariuszowi. Jak zawarł w uzasadnieniu swojego wyroku sąd, takie rozumienie przepisów odpowiada zakazowi podwójnego opodatkowania zysku komplementariusza spółki komandytowej.

Podsumowanie

Fiskus objął spółkę komandytową opodatkowaniem podatkiem dochodowym od osób prawnych niedawno, bo dopiero od 1 stycznia 2021 r. Wcześniej sp.k. była transparentna na gruncie podatków dochodowych. Nie była zatem podatnikiem CIT, a opodatkowaniu PIT, tak jak w spółce jawnej, podlegali bezpośrednio jej wspólnicy. Objęcie ciężarem podatkowym przedsiębiorstwa na poziomie spółki nie dało jednak legitymacji organom podatkowym do podwójnego opodatkowywania prowadzących działalność w tej formie przedsiębiorców. A do takiej sytuacji by doszło, gdyby utrzymała się zaprezentowana przez Dyrektora KIS interpretacja dopuszczająca pobór podatku od zaliczek zysku wypłacanych wspólnikom bez możliwości obnażenia jego wysokości o podatek zapłacony wcześniej przez spółkę z tytułu tego samego zysku.

Autor: Robert Nogacki, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

PMI za marzec – przemysł słabnie, usługi trzymają się mocno

Przemysł słabnie, usługi trzymają się mocno. To można odczytać ze wstępnych wskaźników PMI za marzec dla strefy euro. PMI dla przemysłu spadł do 47,1 wobec konsensusu 49,0. Wskaźnik spadł względem lutego. Oczekiwane jest dalsze spowolnienie aktywności w sektorze.

PMI dla usług z kolei zaskoczyło pozytywnie. Wskaźnik wyniósł 55,6 wobec oczekiwanych 52,5. Jest to kolejny miesiąc, gdzie PMI utrzymuje się ponad 50 pkt, tym razem bardzo wyraźnie. Koniunktura w usługach mocno się poprawia. Odczyty są ważne w kontekście inflacji, która w ostatnim czasie trzymana jest głównie przez usługi. Wzrost aktywności w sektorze z pewnością nie jest dobrym prognostykiem co do spadku presji inflacyjnej w sektorze.

Tym samym pomimo tendencji dezinflacyjnych w sektorze dóbr oraz cen energii, inflacja może być podwyższona właśnie ze względu na ceny usług.

Bartosz Wałecki, analityk Michael / Ström Dom Maklerski

Rynek pożyczek pozabankowych hamuje

Początek 2023 roku przyniósł spadki sprzedaży w sektorze instytucji pożyczkowych. W styczniu wartość finansowania w segmencie tradycyjnych pożyczek wyniosła 1,07 mld złotych, co w ujęciu miesięcznym oznacza spadek o 17,8 procent. Ujemną dynamikę sprzedaży odnotował też rynek płatności odroczonych. Wartość transakcji BNPL obniżyła się w styczniu do 214,7 mln złotych, notując spadek o 10,2 proc. w relacji do grudnia.

Dwucyfrowy spadek wolumenu sprzedanych pożyczek w styczniu to w dużej mierze efekt zmian legislacyjnych. Nowa ustawa antylichwiarska, która weszła w życie pod koniec zeszłego roku, wymusiła na instytucjach pożyczkowych przebudowę oferty produktowej, w efekcie czego branża udziela finansowania na znacznie mniejsze kwoty. W kolejnych miesiącach aktywność sektora może nadal słabnąć” – komentuje Agnieszka Wachnicka, prezes Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego.

Rynek pożyczkowy w lutym

Według danych CRIF w lutym 2023 r. instytucje pożyczkowe udzieliły 285 tys. pożyczek o łącznej wartości 978 mln PLN, co oznacza spadek o 6,9 proc. w ujęciu liczbowym i spadek o 8,9 proc. w ujęciu wartościowym w porównaniu do stycznia 2023 roku. W stosunku do zeszłego roku zaraportowane wyniki są wyższe odpowiednio o 14,7 proc. oraz 10,8 procent.

Średnia kwota pojedynczej pożyczki udzielonej w lutym wyniosła 3427 zł w stosunku do 3501 zł w poprzednim miesiącu (-2,1% m/m) i wobec 3547 zł w lutym 2022 r. (-3,4% r/r). Wskaźnik ten jest obecnie na najniższym poziomie w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy.

Dane sektora BNPL za styczeń

Rynek płatności odroczonych rozpoczął nowy rok z wyraźnymi spadkami sprzedaży w porównaniu do końcówki 2022 roku. W styczniu firmy oferujące usługi BNPL udzieliły finansowania na poziomie 214,7 mln złotych, co oznacza spadek o 10,2 proc. w stosunku do grudnia 2022 roku. Liczba transakcji zmniejszyła się natomiast o 11,8 proc. w relacji miesiąc do miesiąca. Ujemną dynamikę sektor BNPL odnotował także w zakresie liczby unikalnych klientów, których w styczniu było około 340 tysięcy, czyli o 9,9 proc. mniej niż w ostatnim miesiącu minionego roku.

„Mimo ujemnej dynamiki sprzedaży w styczniu, nastroje w sektorze BNPL nie powinny znacząco spaść. Niższa aktywność branży może wynikać ze zwyczajowo zmniejszonych potrzeb i możliwości konsumpcyjnych w styczniu. W ujęciu rocznym sektor nadal notuje wysokie, trzycyfrowe wzrosty. W ciągu ostatnich dwunastu miesięcy wartość udzielonego finansowania wzrosła o 117 procent, z kolei liczba udzielonych pożyczek jest dwukrotnie wyższa niż jeszcze rok temu. Dane te świadczą o tym, że rynek ten jest wciąż w fazie wzrostu – mówi Piotr Badura, wiceprezes CRIF.

Kontynuacja decyzji banków centralnych. Wzrost ryzyk na rynku kryptowalut

Ledwo ucichły echa decyzji Amerykanów odnośnie stóp procentowych, a już kolejne banki postanowiły je podnieść. Dla Polaków decyzja Szwajcarów, z racji kredytów, jest szczególnie istotna.

0,5% w górę w Szwajcarii

Szwajcarski Narodowy Bank podniósł dzisiaj rano główną stopę procentową o 0,5%. Jej docelowy poziom wzrósł do zaledwie 1,5%. Jest to wyjątkowo niski poziom w porównaniu do tego, co widzimy obecnie na świecie. Aktualnie, podobne wartości oglądamy tylko w Azji. Z drugiej strony tak niska inflacja, jak 3,4% w Szwajcarii obserwowana jest również niemal tylko w Azji. Rynki przyjęły tą decyzję dość neutralnie, ponieważ takiej właśnie się spodziewały. Pomimo tego, że frank po samej decyzji podrożał względem złotego tylko nieznacznie, nie jest to dobra wiadomość dla kredytobiorców. Wzrost o 0,5% stóp procentowych powoduje, że ich rata znacząco wzrasta. Kredyty frankowe są już w sporej części spłacone, dlatego ten wpływ nie jest tak duży jak w nowych kredytach, ale to nadal problem. Dla kredytu w którym pozostało do spłaty 15 lat, o ile LIBOR CHF wzrośnie proporcjonalnie, wiąże się ze zmianą wysokości raty o 3,5% w górę. To tak, jakby nagle frank podrożał o 16 groszy.

Reszta Banków centralnych

W przypadku pozostałych banków centralnych również nie było niespodzianek. Najwięcej mówi się o Wielkiej Brytanii gdzie Bank Anglii był bardziej zgodny niż oczekiwali analitycy. Spodziewano się, że decyzje odmienną przedstawi trzech członków, a zrobiło to tylko dwóch. Biorąc pod uwagę wzrost inflacji na Wyspach, ma to sens. Na uwagę zasługuje również Turcja, która chociaż trochę się opamiętała i przy przeszło 55% inflacji nie obniżyła po raz kolejny stóp procentowych. Turcja to jednak temat na zupełnie osobną historię.

Nadzór w USA znów uderza w krypto

Trwa batalia pomiędzy uznawaną za drugą największą giełdę kryptowalut a amerykańskim nadzorcą. Obecne formy poddania się nadzorowi zostały przez ten organ odrzucone. W rezultacie mamy znów wzrost ryzyk związanych z potencjalnymi negatywnymi konsekwencjami. Rynek ten bardzo boi się pójścia w stronę regulacji, które obowiązują w innych częściach branży finansowej. Na razie problemy giełdy nie przekładają się znacząco na wycenę głównej kryptowaluty, ale widać oddalanie się od poziomu 29 000 dolarów, który był atakowany na bitcoinie. Wyraźny był natomiast spadek cen akcji samej giełdy, którą wiadomość o nieporozumieniu z nadzorcą kosztowała niemal 15% wartości.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych dzień odczytów indeksów PMI, oprócz tego warto zwrócić uwagę na:

13:30 – USA – zamówienia na dobra.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Ukraina ma szanse na szybkie dostosowanie do krajów Europy Zachodniej

Ukraina już się odbudowuje. Ten kraj jest zniszczony przez Rosjan w wielu fragmentach bardzo boleśnie – zwłaszcza infrastruktura energetyczna. Całkiem nieźle natomiast przetrwały linie kolejowe. Trzeba będzie odbudować też wiele mostów. Nakłady na infrastrukturę w przyszłości mocno wesprą rozwój gospodarczy. Jednak wojna także pokazuje, jak silne są procesy transformacji technologicznej na Ukrainie. Niektóre sposoby funkcjonowania społeczeństwa w sferze internetowej są na wyższym poziomie niż w wielu krajach Europy Zachodniej. Dlatego główna fala rekonstrukcji będzie dotyczyć nie tyle zmiany struktury gospodarczej, ile przede wszystkim odbudowy infrastruktury po to, by ludzie mieli gdzie mieszkać, po czym jeździć, skąd brać prąd, ciepłą wodę. Te wszystkie elementy będą również podlegać gwałtownej modernizacji – czyli będą zmieniane technologie budownictwa, technologie zaopatrzenia w media. Ten obszar będzie chętnie finansowany przez przedsiębiorstwa, fundusze inwestycyjne i rządy krajów alianckich. Wspólnota państw demokratycznych na pewno pozostanie aktywna – świadcząc pomoc nie tylko w postaci dostaw broni i amunicji, ale także w zakresie niezbędnym dla odbudowy gospodarki.

– Na pewno wyzwaniem dla Ukrainy jest dostosowanie struktury gospodarczej do współczesnego świata Europy Zachodniej. Mam na myśli zwłaszcza obszary związane z ciężkim przemysłem – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Grzegorz Cydejko, publicysta ekonomiczny. – Obecnie ukraiński przemysł wojskowy ma nieprawdopodobnie ciekawe rozwiązania, bardzo atrakcyjne dla wielu krajów – więc może być silnym sektorem eksportowym. Do tej siły dołączy dynamiczny sektor internetowy i IT. To będą motory wzrostu dla Ukrainy – nowoczesne sektory gospodarki, oczywiście przy odpowiednich regulacjach i wyeliminowaniu podstawowych problemów transformacji gospodarczej, czyli korupcji czy marnotrawienia środków. Mam nadzieję, że takie ważne bariery rozwoju zostaną zlikwidowane bardzo szybko – a to będzie podstawa do szybkiego rozwoju tego kraju. Ja wierzę w szybki rozwój choć uważam, że bezpieczeństwo ze strony Rosji nigdy nie będzie pełne. Jednak nawet w warunkach frontowych Ukraińcy są w stanie szybko zmienić swoją gospodarkę, dostosować się strukturą do państw zachodnich i szybko przystąpić do Unii Europejskiej. To będzie najlepszą gwarancją jeszcze szybszego wzrostu i jeszcze szybszego rozwoju społecznego – podsumowuje Cydejko.

Spadkowy początek piątkowej sesji na europejskich rynkach akcji

Czwartkowa sesja na rynku akcji w USA zakończyła się zwyżką głównych indeksów (S&P 500 +0,3 proc., DJIA +0,23 proc., Nasdaq Composite +1,01 proc.). Dziś rano na giełdach Azji i Oceanii brak było dominującej tendencji, a zmiany wartości indeksów były niewielkie (największy – 0,97 proc. – wzrost notował indonezyjski JCI, najsilniej – o 0,64 proc. – spadał Shanghai Composite Index).

Na początku piątkowej sesji na europejskich giełdach przeważały spadki (DAX -0,62 proc., CAC 40 –0,73 proc.).

Na GPW WIG-20 rozpoczął piątkową sesję od spadku (-1,08 proc. ok. godz. 9:15). WIG-Nieruchomości osiągnął dziś najwyższy poziom od roku. Wśród składników mWIG-u 40 swe nowe cykliczne maksima osiągnęły w piątek kursy akcji Benefit Systems i Dom Development, natomiast nowe cykliczne minima osiągnęły ceny akcji Comarchu oraz Mabionu. Wśród składników sWIG-u 80 o prawie 12 proc. drożały osiągając najwyższy od roku poziom kursy akcji Sanok Rubber Company. Nowe cykliczne maksima ustanowiły również kursy Mirbudu, PCC Rokita oraz Cognor Holding. O ponad 24 proc. do poziomu 225 zł spadał w piątek rano kurs spółki Scope Fluidics. Kilka dni temu akcjonariusze tej spółki zadecydowali o wypłacie 85,57 zł dywidendy na akcję.

Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych Stanów Zjednoczonych spadła dziś rano minimalnie poniżej poziomu 3,4 proc. Rentowność polskich 10-latek przebywała poniżej poziomu 6 proc.

Ceny kontraktów na ropę naftową na NYMEX-ie i ICE lekko rosły dziś ok. godz. 9:33 (WTI +0,5 proc., Brent +0,41 proc.). O 8-9 proc. odbiły wczoraj w górę ceny kontraktów na gaz ziemny notowanych w Wielkiej Brytanii i Holandii. Amerykański gaz (Henry Hub) drożał dziś rano na NYMEX-ie o 1,02 proc. ok. godz. 8:35). Niewielkie były zmiany cen kontraktów na metale szlachetne (złoto -0,28 proc., srebro +0,11 proc., platyna +0,12 proc., pallad -0,47 proc.). Miedź drożała na COMEX-ie o 0,47 proc. Najdroższe od 3 lat były wczoraj kontrakty na kakao na ICE.

Amerykański dolar lekko się dziś rano umacniał względem japońskiego jena (-0,4 proc. ok. godz. 9:35). Kurs EUR/USD niewiele się zmieniał (-0,03 proc.). Kurs polskiego złotego względem euro i amerykańskiego dolara był dziś rano stabilny (EUR/PLN -0,08 proc., USD/PLN -0,05 proc.).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara, który ostatnio osiągnął najwyższy poziom od 9 miesięcy utrzymywał się dziś rano powyżej poziomu 28000 USD notując minimalną zmianę (-0,02 proc. ok. godz. 9:30).

Autor Wojciech Białek, OANDA TMS Brokers

Ceny materiałów budowlanych rosną coraz wolniej

W lutym dynamika cen materiałów budowlanych zniżkowała o kolejne 2 pp. do poziomu 15 proc., co oznacza, że znalazła się już bardzo wyraźnie poniżej inflacji CPI. Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl tym sposobem trend słabnięcia parametrów uciążliwej dla budowlanki materiałowej hossy po raz kolejny potwierdził swoją siłę.

Wkrótce minie rok od rekordu tempa materiałowej drożyzny z kwietnia ub. roku na poziomie 34 proc. Wynik z lutego rzędu 15 proc. daje nadzieję na powrót do względnej normalności, za którą w obecnych czasach należy uznać powrót parametrów wzrostu cen do wartości jednocyfrowych, jeszcze przed końcem bieżącego roku, co zresztą niedawno prognozowali eksperci Grupy PSB.

Najnowszy odczyt dynamiki cen materiałów budowlanych umacnia przekonanie o nieodwracalności tendencji z ostatnich miesięcy. Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl w dalszym ciągu pozycją najmocniej zwyżkującą jest cement – wapno. Jednak tempo wzrostu cen tego spoiwa z lutego jest mdm słabsze aż o 17 pp., co jest głównym czynnikiem hamowania trendu wzrostowego. Podobnie choć w znacznie skromniejszym stopniu dzieje się prawie we wszystkich pozostałych przypadkach grup towarowych. Na drugim biegunie klasyfikację zamykają płyty OSB i drewno z dynamiką rzędu zaledwie 2 proc.Wyk. 1 - Średnia dynamika wzrostu cen materiałów budowlanych

W dalszym ciągu notowania giełd surowcowych, które często wytyczają kierunek cenom materiałów budowlanych, coraz wyraźniej sugerują zakończenie hossy najważniejszych pozycji dla realizacji inwestycji budowlanych. Główny wskaźnik globalnych trendów surowcowych – CRB Index w marcu zanotował kolejny 5 proc. spadek do poziomu 280 pkt., głównie za sprawą postępującego regresu notowań surowców energetycznych z ich głównymi reprezentantami – węglem,  ropą naftową i gazem ziemnym. Z kolei wciąż kilkumiesięczne odreagowania wzrostowe dominują w przypadku stali i miedzi.Wyk. 2 Średnia dynamika cen m budowlanychWyk. 3 Średnia dynamika cen m budowlanych

Nieprzerwanie zdecydowanie patowa sytuacja dominuje na rodzimym pierwotnym rynku mieszkaniowym. Choć widać już kosmetyczną poprawę w statystykach sprzedaży nowych mieszkań, to jednak w najmniejszym stopniu nie przekłada się to na trwające ograniczenie aktywności inwestycyjnej firm deweloperskich. W statystykach GUS budownictwa mieszkaniowego za dwa pierwsze miesiące br. w dalszym ciągu panuje zastój, który zapowiada dalszy wyraźny spadek popytu na materiały budowlane oraz presję na ograniczanie wzrostu ich cen. Zapowiadane przez rząd uruchomienie w połowie br. programu mieszkaniowych kredytów preferencyjnych, daje jedynie iluzoryczne nadzieje na choćby okresowe ożywienie koniunktury inwestycyjno-sprzedażowej rynku pierwotnego.

W efekcie poza dynamiką cen maleje dynamika sprzedaży większości grup towarowych komunikowanych przez Grupę PSB. W lutym nad kreską liczonej w relacji rdr dynamiki sprzedaży pozostawały jedynie cement wapno (+39%), motoryzacja (+26%), farby i lakiery (+26%) oraz sucha zabudowa (+1%). Z kolei w przypadku aż 16 pozycji zanotowano regres, a rekordowo ujemny wynik rzędu blisko 80 proc. spadku popytu zanotowały płyty OSB i drewno, jeszcze niedawno najbardziej pożądany asortyment na krajowych placach budowy.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl