Podwyżki w transporcie zawsze odbijają się na końcowej cenie produktu – to prawda niezmienna i wybrzmiewająca dziś szczególnie mocno. W ubiegłym roku i pierwszych miesiącach bieżącego frachty osiągały astronomiczne ceny, jednak w ostatnim czasie, szczególnie w październiku, odnotowano ich spadki, które wiązały się również ze spadkiem popytu. Kryzys pogłębia się i wszystko zaczyna obierać niebezpieczny kierunek. Dlaczego jednak konsekwencje przeszłości mają tak duży wpływ na obecną sytuację? Nad tą kwestią zastanawia się Katarzyna Syta, Prezes Zarządu KAES Logistics.
Ceny rosną nieubłaganie, tak samo, jak inflacja – z kolei wcześniej pnące się w górę ceny frachtów obecnie odnotowały znaczący spadek i to w sezonie wysokim. Październik co roku należał do miesięcy o dużym popycie na transport, co było bezpośrednio związane ze zbliżającym się okresem świątecznym, wyprzedażowym, a także z przewozem płodów rolnych. Dla wielu firm dopiero teraz zaczęły się zlecenia po cichym sezonie wakacyjnym, jednak jak widać, szanse na finansowe odbicie się nie są tak duże, jakby wszyscy tego oczekiwali. Zatem dlaczego, pomimo ostatnich spadków cen i znaczącego spadku popytu ceny frachtów nadal napędzają inflację?
Konsekwencje przeszłości
W pierwszej kolejności musimy przyjrzeć się transportowi morskiemu, a w szczególności temu, jak bardzo istotne są jego ceny dla obecnej sytuacji gospodarczej. Wygórowane ceny kontenerów z ostatniego kwartału 2021 roku oraz początku bieżącego, najprawdopodobniej zaobserwujemy w cenach na półkach sklepowych… dopiero zimą 2023 roku! Efekty takich wzrostów cen są trwałe i odczuwalne nawet do 18 miesięcy po fakcie. Ta kwestia ma wpływ na gospodarkę i branżę TSL na całym świecie – cały sektor TSL poniósł konsekwencje drastycznego wzrostu kosztów przewozu kontenerów, a także niespotykanych wcześniej obniżek jakości usług przewozowych świadczonych przez operatorów kontenerowych. Dlatego, chociaż na rynku przewozów morskich ceny od września gwałtownie maleją, to wcześniejsze wzrosty nadal wywierają negatywny wpływ na obecną inflację, a kulminację tych wydarzeń najbardziej zaobserwujemy na początku 2023 roku.
Okryty złą sławą Pakiet Mobilności
Wzrosty cen frachtów w transporcie drogowym również nie odbywały się bez przyczyny – za tymi decyzjami stał szereg czynników. Pierwszym z nich jest okryty złą ławą Pakiet Mobilności, którego przyjęcie będzie odbijać się latami na całej branży TSL. Ta nic nie zyskała w związku z jego wprowadzeniem, poza kolejnymi obowiązkowymi opłatami, które przecież trzeba jakoś pokryć. Ostatecznie Pakiet przyniósł jakieś pozytywy jedynie bogatym, zachodnim państwom, które w ten sposób pozbyły się konkurencji ze wschodu. Chociaż to jedynie pozorne zwycięstwo, bowiem zwiększenie cen usług transportowych, dotyczy wszystkich bez wyjątku. Kolejną kwestią wpływającą na ceny frachtów są ceny paliw. O ile obecnie obserwujemy spadki, o tyle musimy pamiętać, że niebawem możemy wrócić do wyższego VAT. Oczywiście wzrosty cen biorą się również z braków – wystarczy wspomnieć o sytuacji z AdBlue, którego znaczący deficyt miał miejsce u naszego Niemieckiego sąsiada. Jest to dodatek niezbędny dla działania silników napędzających samochody ciężarowe i ciągniki samochodowe, a ewentualny jego brak na polskim rynku oznaczać będzie stopniowe unieruchamianie wszystkich samochodów ciężarowych i w konsekwencji wstrzymanie wymiany towarowej, a także problemy w dostawach podstawowego zaopatrzenia. Co gorsza, od 5 grudnia wejdzie w życie embargo na rosyjską ropę, co jeszcze mocniej podniesie wzrost kosztów transportu i spiralę zadłużenia branży transportowej.
Prawdziwy koszt pracownika
W związku z brakiem kierowców zawodowych firmy transportowe zaczęły prześcigać się między sobą kwotami wypłacanych pensji, aby tylko pozyskać pracownika. Konsekwencją tego podejścia był brak inwestycji w rozwój firmy, co w niedalekiej przyszłości może stanowić o być albo nie być. Niestety zbliżamy się do niebezpiecznego pułapu cen, których nie można podnosić w nieskończoność. Branża traci, a zwiększacie pensji, po to by utrzymać pracownika stało się niebezpieczną grą, w której na szali stawiany jest los firmy. Wcześniej transport starał się w jakiś sposób rekompensować ponoszone koszty właśnie wzrostem cen frachtów, korzystając z sytuacji na rynku – w przypadku niedoboru środków transportu, to przewoźnicy dyktowali ceny. Była to sytuacja odwrotna niż ta obserwowana przez wcześniejsze lata, co skutkowało drastycznymi podwyżkami. Niedoszacowanie cen frachtów wiązało się często z niedoborem jakiegoś produktu na półkach sklepowych, a ten, gdy się pojawiał, był w uderzający sposób droższy. Wzrosty szczególnie można zaobserwować w przypadku tanich produktów gdzie, chociażby zwiększenie ceny o 2 proc., staje się bardzo wyraźne. Przy tak małych liczbach wzrost kosztu frachtu do poziomu 2 tys. zł powoduje wzrost cen transportu brutto do wysokości ponad 10 groszy, co ostatecznie daje prawie 3 proc. wartości towaru leżącego na półce.
Realny, czarny scenariusz
Patrząc na sytuację branży transportowej, jedno jest pewne – czas możliwości maksymalizacji zysków dobiegł końca. Kryzys dotarł do takiego momentu, w którym zapotrzebowanie na transport towarów wyraźnie spada. Dodajmy do tego braki kadrowe, inflację i zadłużenie sektora TSL, a wzrosty cen nie powinny być już dla nikogo zaskoczeniem. Już teraz mniejsze firmy transportowe ograniczyły swoje inwestycje w tabor w obawie przed pogłębiającym się spowolnieniem gospodarczym. Sytuacja zmusza firmy do krótkookresowych planów i prób ułożenia scenariuszy pozwalających przetrwać kryzys, który w przypadku branży transportowej będzie szczególnie mocno odczuwany w związku z faktem, iż stanowią one najwyższy udział firm z przeterminowanymi długami w kraju. Zatem wzrost cen towarów przy ich jednoczesnym niedoborze to realna wizja. Będziemy obserwować nałożenie się konsekwencji dwóch czynników – wcześniejszej podwyżki cen frachtów, przy jednoczesnym braku osób mających rozwozić towary.
Jedno jest pewne, branżę TSL czeka trudny 2023 rok, w którym odnotujemy jeszcze większe spadki liczby zleceń.
W obliczu zwiększonej niepewności i gwałtownych zmian, prezesi firm stawiają na ich dalszy rozwój: 64% CEO planuje zwiększyć inwestycje kapitałowe, a ponad połowa ankietowanych (52%) planuje inwestycje M&A. Te ostatnie obok możliwości przyspieszenia wzrostu i wejścia w nowe obszary, niosą również ryzyko – 96% CEO doświadczyło nieudanej transakcji.
W dzisiejszych czasach jedyną stałą jest zmienna, a wyzwania mnożą się przed organizacjami i ich prezesami.
– W ostatnich miesiącach mamy do czynienia z nagromadzeniem przełomowych zjawisk w skali niespotykanej od dziesięcioleci – od pandemii koronawirusa po wybuch wojny w Ukrainie, z nakładającą się na to transformacją technologiczną i kryzysem klimatycznym. To tworzy bezprecedensową presję na CEO firm, którzy są zmuszeni do zarządzenia szeregiem jednocześnie pojawiających się ryzyk na podstawie niejednoznacznych danych, które mogą być wzajemnie sprzeczne, w zależności od branży i obszaru biznesowego z jakiego pochodzą – mówi Paweł Bukowiński, Partner zarządzający EY Polska w obszarze Strategia i Transakcje, Lider zespołu Transaction Diligence oraz Doradztwa Dezinwestycyjnego w regionie Europy Środkowej, Wschodniej i Południowo-Wschodniej oraz Azji Środkowej (CESA).
Prawdziwi liderzy widzą w dzisiejszym świecie pełnym wyzwań szanse bardziej niż zagrożenia. Dlatego zdecydowana większość z nich (64%) planuje zwiększyć inwestycje kapitałowe; jedynie 14% badanych CEO planuje je zmniejszyć – wynika z badania EY CEO Outlook Pulse Survey. Ponad połowa ankietowanych (52%) planuje przeprowadzić akwizycję w ciągu najbliższego roku, podczas gdy prawie połowa (40%) respondentów planuje wszechstronną aktywność na polu kapitałowym, rozważając zarówno akwizycje, sprzedaż aktywów i strategiczne alianse.
– Poważne zmiany na poziomie makroekonomicznym, gospodarczym, geopolitycznym i regulacyjnym zwiększyły niepewność otoczenia, w jakim działają dziś firmy. Szereg firm jest wciąż zasobna w kapitał, a fuzje i przejęcia są przez nie postrzegane jako najszybszy sposób na wzrost – mówi Paweł Bukowiński.
Kluczowym czynnikiem inspirującym CEO do transakcji M&A jest chęć inwestycji w firmy we wczesnej fazie wzrostu, by uzupełnić dotychczasowe portfolio produktów lub usług i pozyskać utalentowanych pracowników – taką odpowiedź wskazało 21% respondentów; 15% z kolei jest zainteresowana inwestycją w firmę w sąsiednim sektorze, co powinno otworzyć nowe perspektywy wzrostu.
96% CEO doświadczyło nieudanej transakcji
Fuzje i przejęcia to szybki sposób na rozwój biznesu i jego dywersyfikację, jednak równolegle niesie on ze sobą spore ryzyka. Zdecydowana większość (96%) badanych CEO doświadczyła nieudanej transakcji w ciągu ostatnich 12 miesięcy.
– Zarządzanie w czasach zwiększonej niepewności obarczone jest dodatkowym ryzykiem i liderzy powinni bardzo rozważnie planować kolejne działania, nie rezygnując jednak z planów rozwoju. To może być nowe spojrzenie na dotychczasową strategię, rewizja portfela na poziomie lokalnym i międzynarodowym oraz nowe podejście do ekosystemu w którym funkcjonują. Dzięki temu firmy z dobrze sformułowaną i zrealizowaną strategią mogą w dzisiejszych, trudnych czasach, zyskać dodatkową przewagę nad konkurencją. Rewizja strategii w zmieniającym się otoczeniu może pozwolić stworzyć solidne fundamenty dla długoterminowego rozwoju i dalszego zwiększania wartości w kolejnych latach, zamiast skupiać się na obronie status quo. – mówi Arkadiusz Gęsicki, Partner odpowiedzialny za działalność EY-Parthenon w Polsce i krajach bałtyckich oraz Lider EY-Parthenon w Regionie CESA.
O badaniu
Badanie EY 2022 CEO Outlook Survey ma na celu dostarczenie wartościowych analiz dotyczących głównych trendów i kierunków rozwoju największych firm na świecie oraz opinii ich prezesów dotyczących kierunków rozwoju i sposobów na tworzenie długoterminowej wartości. To regularne badanie CEO największych firm na świecie, prowadzone przez Longitude Research Limited z grupy Financial Times. W sierpniu 2022 r., Longitude przeprowadziło badanie na rzecz EY wśród 760 CEO w 10 krajach w sześciu branżach. Więcej informacji na ey.com/en_gl/ceo
Wartość głównych indeksów rynku akcji w USA, które w trakcie wczorajszej sesji osiągnęły najwyższe poziomy od prawie 2 miesięcy, spadła wczoraj (S&P 500 -0,83 proc., DJIA -0,12 proc., Nasdaq Composite –1,54 proc.). Dziś rano kontrakty na te indeksy odrabiały część strat (S&P 500 +0,33 proc. ok. godz. 9:40).
Na rynkach akcji w Azji i Oceanii przeważały dziś niewielkie spadki. Najsilniej zniżkował Hang Seng (-1,15 proc.), który pod koniec października znalazł się na najniższym poziomie od 2009 roku, ale w okresie minionych 2 tygodni był najsilniej zwyżkującym głównym indeksem na świecie. Największy wzrost notował indonezyjski JCI (+0,44 proc.).
W Europie niemiecki DAX (+0,62 proc. ok. godz. 9:45) i francuski CAC40 (+0,1 proc.) utrzymywały się w okolicach swoich ostatnich 5-6 miesięcznych szczytów.
Na europejskim tle dosyć słaby był dziś rano WIG-20 (-0,79 proc. ok. godz. 9:45). Wśród składników sWIG-u 80 swój najwyższy poziom w historii osiągnęły dziś rano ceny akcji Unimotu, natomiast najniżej w swej rozpoczętej w ubiegłym roku giełdowej historii był kurs akcji spółki Shoper.
Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych polskiego rządu ponownie spadła dziś rano poniżej poziomu 7 proc. Rentowność amerykańskich 10-latek lekko rosła dziś rano, ale utrzymywała się nieco poniżej poziomu 3,7 proc.
Lekko taniały dziś kontrakty na ropę naftową (WTI -0,36 proc., Brent -0,14 proc.), a ich ceny utrzymywały się w okolicach 3-tygodniowych minimów. Lekko taniały dziś rano kontrakty na metale szlachetne (złoto -0,22 proc., srebro -0,96 proc., platyna –0,01 proc., pallad –0,82 proc. ok. godz. 9:30).
Japoński jen lekko dziś rano umacniał się względem amerykańskiego dolara (USD/JPY -0,31 proc. ok. godz. 9:25). Kurs EUR/USD był stabilny (-0,02 proc.) i przebywał lekko poniżej poziom 1,04.
Polski złoty odrobił straty poniesione we wtorkowe popołudnie i środowy poranek w wyniku krótkiej paniki wywołanej przez informację o spadku na terytorium polski rakiety wystrzelonej zza wschodniej granicy, który skutkował śmiercią dwóch polskich obywateli. Dziś rano złoty nadal się lekko umacniał (EUR/PLN -0,14 proc., USD/PLN -0,11 proc. ok. godz. 9:25).
Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara, który w ostatnich dniach trzykrotnie spadał na chwilę poniżej poziomu 16000 USD osiągając tym samym najniższy poziom od 2 lat, dziś ok. godz. 9:20 tracił 0,55 proc. znajdując się poniżej poziomu 17000 USD.
Przy okazji analizowania statystyk wypadkowości z II kw. 2022 r., eksperci porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl wskazywali, że skutki wprowadzenia bardziej surowych mandatów nie były wówczas dobrze widoczne. Do takiego wniosku prowadziła analiza kwartalnych informacji zaprezentowanych przez Główny Urząd Statystyczny. Nowe dane GUS na temat bezpieczeństwa drogowego w III kw. 2022 r. wydają się szczególnie ważne, gdyż wakacyjny wzrost liczby wypadków i kolizji od lat jest normą. Warto dowiedzieć się, czy dzięki działaniom ustawodawcy (m.in. podwyżce mandatów) tym razem w czasie wakacji było dużo bezpieczniej na drogach.
Nie każde zdarzenie drogowe jest wypadkiem dla GUS
Eksperci porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl postanowili porównać najnowsze dane o wypadkowości z III kw. 2022 r. oraz wcześniejsze kwartalne informacje dotyczące całego kraju (za okres od I kw. 2020 r. do II kw. 2022 r.). Poniższa tabela informuje, jak od początku 2020 r. zmieniała się liczba wypadków drogowych, stłuczek, ofiar wypadków oraz rannych i zabitych na drodze. „Kwartalne dane na ten temat pozwalają wyciągnąć ciekawsze wnioski niż roczne statystyki częściej podawane przez media” – mówi Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.
Warto pamiętać, że zgodnie z definicją przyjętą przez GUS, wypadek drogowy to „zdarzenie mające związek z ruchem pojazdów na drogach publicznych, w wyniku którego nastąpiła śmierć lub uszkodzenie ciała osób”. Śmiertelna ofiara wypadku to osoba zmarła na miejscu lub w ciągu kolejnych 30 dni. Natomiast jako rannych zalicza się wszystkich, którzy po wypadku otrzymali pomoc medyczną z powodu obrażeń ciała. „Kolizja według definicji GUS to zdarzenie drogowe niebędące wypadkiem, a więc takie, które nie powoduje szkód osobowych” – wyjaśnia Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.
Wypadkowość była znacznie mniejsza niż przed rokiem
Informacje z poniższej tabeli przygotowanej przez Ubea.pl wskazują, że sezonowość pod względem bezpieczeństwa ruchu drogowego nadal jest widoczna. Względem II kw. 2022 r. odnotowano w III kw. br. następujące zmiany:
Wypadki drogowe – wzrost o 5%
Ofiary wypadków, ogółem – wzrost o 5%
Ofiary wypadków, zabici – wzrost o 13%
Ofiary wypadków, ranni – wzrost o 5%
Kolizje (stłuczki) – spadek o 4%
Powyższe informacje potwierdzają, że nie udało się uniknąć sezonowego trendu związanego z pogorszeniem letniego bezpieczeństwa na drogach. Statystyka wygląda jednak o wiele lepiej jeśli porównamy III kw. 2022 r. oraz III kw. 2021 r. W takim rocznym ujęciu są widoczne zmiany wynoszące:
Wypadki drogowe – spadek o 10%
Ofiary wypadków, ogółem – spadek 11%
Ofiary wypadków, zabici – spadek o 21%
Ofiary wypadków, ranni – spadek o 11%
Kolizje (stłuczki) – spadek o 17%
Poprawę bezpieczeństwa drogowego w ujęciu rocznym na pewno można uznać za znaczącą. Co ważne, najbardziej medialny wynik dotyczący liczby ofiar śmiertelnych spadł w ujęciu rocznym (aż o 20%) już kwartał wcześniej. „Prawdopodobnie miało to związek z zaostrzeniem sankcji za najbardziej niebezpieczne wykroczenia drogowe, w tym przekroczenie prędkości” – przypuszcza Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.
Ocena nowych przepisów wymaga jeszcze więcej czasu
Eksperci porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl zwracają jednocześnie uwagę, że III kw. był pierwszym trzymiesięcznym okresem 2022 r., w którym można było dostrzec wyraźną, roczną poprawę bezpieczeństwa drogowego we wszystkich badanych kategoriach. Przykładowo, I kw. 2022 r. przyniósł znacznie gorsze wyniki (poza liczbą stłuczek) względem I kw. 2021 roku, co mogło być związane również z pandemią COVID-19 i wcześniejszymi obostrzeniami. Natomiast od kwietnia do czerwca 2022 r. odnotowano praktycznie zerową zmianę dotyczącą liczby rannych (względem II kw. 2021 r.). „Dlatego na pełną ocenę skutków podwyższenia mandatów trzeba jeszcze poczekać” – twierdzi Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.
Wydaje się, że pewien wpływ na zachowania kierowców z III kw. 2022 r. mogły mieć informacje o przyznaniu ubezpieczycielom wglądu w historię mandatów i punktów karnych. „Takie rozwiązanie od lat działa już na rynku USA, Wielkiej Brytanii czy Irlandii. Teraz przyszła kolej na Polskę. Analizując dane i tworząc taryfy ubezpieczeniowe ubezpieczyciele będą zwracać uwagę m.in. na kierowców prowadzących pod wpływem alkoholu czy znacznie przekraczających prędkość, ale także kierować się będą aktualną liczbą punktów karnych” – dodaje Maciej Łoboz, ekspert Unilink, największej multiagencji ubezpieczeniowej w Polsce.
Zakłady ubezpieczeniowe jeszcze wprowadzają algorytmy uzależniające składkę OC od wykroczeń drogowych. Tym niemniej, wymierny efekt psychologiczny mógł zostać osiągnięty. W kontekście wyników z IV kw. znaczenie mogą mieć kolejne zmiany taryfikatora mandatów obowiązujące od 17 września b.r. „Warto przypomnieć, że ustawodawca podniósł limit możliwych do otrzymania punktów karnych za jedno poważne wykroczenie (z 10 do 15 punktów), zlikwidował szkolenia pozwalające co pół roku zredukować liczbę punktów karnych o sześć, a także wprowadził podwójne mandaty za niebezpieczne wykroczenia popełnione co najmniej dwukrotnie w ciągu dwóch lat” – wymienia Paweł Kuczyński, prezes porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.
To zresztą niejedyne działania ubezpieczycieli promujące bezpieczne postawy na drodze. „Ubezpieczyciele od lat premiują bezszkodowych kierowców posługując się systemem zniżek bonus malus. To taki mechanizm „nagród i kar”, w ramach którego bezszkodowi kierowcy zyskują zniżkę za każdy rok polisowy, a maksymalny poziom zniżek jaki można osiągnąć zależnie od towarzystwa wynosi od 60 do 70 proc. Z kolei kierowcy, którym w danym roku polisowym przytrafi się szkoda, tracą zniżki – tłumaczy Maciej Łoboz, ekspert Unilink, największej multiagencji ubezpieczeniowej w Polsce.
Warto sprawdzić, gdzie latem było najmniej bezpiecznie
Ciekawym uzupełnieniem dla wcześniejszej analizy wydają się informacje o powiatach i miastach na prawach powiatów, gdzie w III kw. 2022 r. odnotowano najlepsze i najgorsze wyniki pod względem bezpieczeństwa drogowego. Wskazanie takich najbardziej i najmniej bezpiecznych drogowo części kraju jest już możliwe, gdyż Główny Urząd Statystyczny podał odpowiednie dane. Informują one, że najgorszą relację liczby wypadków z III kw. 2022 r. i liczby mieszkańców odnotowano w następujących częściach Polski:
powiat kozienicki – 3,8 wypadku na 10 000 osób w III kw. 2022 r.
Nowy Sącz – 3,8
Łódź – 3,9
powiat sierpecki – 3,9
powiat giżycki – 4,0
powiat tomaszowski (woj. łódzkie) – 4,1
powiat radomski – 4,2
powiat człuchowski – 4,3
powiat tatrzański – 4,8
powiat lipski – 6,2
Wysoki wynik dotyczący powiatu tatrzańskiego na pewno można wiązać z wakacyjnym zatłoczeniem okolic Zakopanego. W czasie wakacji najbezpieczniejsze były natomiast następujące części kraju:
powiat białogardzki – 0,2 wypadku na 10 000 osób w III kw. 2022 r.
powiat otwocki – 0,2
powiat radziejowski – 0,3
Jelenia Góra – 0,3
powiat żuromiński – 0,3
powiat międzychodzki – 0,3
Chorzów – 0,3
powiat grodziski (woj. mazowieckie) – 0,3
powiat ostródzki – 0,3
powiat śremski – 0,3
Podobnie jak w poprzednich kwartałach (nie tylko letnich) zróżnicowanie częstości wypadków między poszczególnymi częściami kraju było bardzo duże. „Regionalne różnice wypadkowości wpływają między innymi na poziom składek OC” – podsumowuje Andrzej Prajsnar, ekspert porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.
Konsekwencje wynikające z gwałtownej inflacji, kryzys zadłużeniowy oraz rosnące koszty utrzymania będą stanowić największe zagrożenia dla działalności firm z listy państw G20 w perspektywie dwóch najbliższych lat – wynika z najnowszych danych Światowego Forum Ekonomicznego.
Publikacja wyników tegorocznego badania Executive Opinion Survey, w ramach którego zebrano opinie ponad 12 000 liderów biznesu ze 122 krajów w okresie od kwietnia do sierpnia 2022 r., zbiega się w czasie z odbywającym się w tym miesiącu szczytem klimatycznym COP27 w Egipcie oraz szczytem G20 w Indonezji.
Według raportu, wzajemnie powiązane zagrożenia gospodarcze, geopolityczne i społeczne dominują w krajobrazie ryzyka wśród liderów biznesu G20, ponieważ w dalszym ciągu koncentrują się oni na obawach związanych z zawirowaniami na rynku i nasilającymi się konfliktami politycznymi.
Gwałtowna i/lub utrzymująca się inflacja jest najczęściej wymienianym zagrożeniem w krajach G20 objętych badaniem, przy czym ponad jedna trzecia (37%)[1] z nich określiła ją jako główny powód do niepokoju. Na kolejnych miejscach znalazł się kryzys zadłużeniowy i rosnące koszty utrzymania (21%). Konflikty o podłożu geoekonomicznym zostały uznane za poważne ryzyko przez dwa kraje G20. Pozostali respondenci wskazywali również możliwość upadku państwa oraz brak dostępu do powszechnych usług cyfrowych i nierówności cyfrowe jako istotne zagrożenia.
Tegoroczne rezultaty badania wyraźnie kontrastują z wynikami z 2021 roku, szczególnie w kluczowych obszarach, takich jak ryzyka technologiczne i środowiskowe. Pomimo rosnącej presji i coraz to nowych regulacji w zakresie ochrony środowiska, które pojawiły się na przestrzeni ostatnich 12 miesięcy; kwestie środowiskowe uplasowały się w tym roku znacznie niżej w pierwszej piątce największych ryzyk dla krajów G20, w porównaniu z poprzednim raportem. Ponadto, pomimo rosnącego zagrożenia atakami cybernetycznymi na infrastrukturę krytyczną, to i inne rodzaje ryzyka technologicznego znalazły się w pierwszej piątce najrzadziej wymienianych rodzajów ryzyka.
W szerszym ujęciu, wyniki badań wskazują również na znaczne różnice regionalne między gospodarkami rozwiniętymi a rynkami wschodzącymi. Podczas gdy ryzyko gospodarcze związane z gwałtownie rosnącą i utrzymującą się inflacją zostało uznane za główne zagrożenie przez respondentów z Europy, Ameryki Łacińskiej i Karaibów oraz z Azji Wschodniej i regionu Pacyfiku; obawy społeczne związane z kryzysem kosztów utrzymania dominowały na Bliskim Wschodzie, w Afryce oraz w Afryce Subsaharyjskiej. W Azji Środkowej i Południowej na pierwszym miejscu znalazły się odpowiednio konflikty międzypaństwowe i kryzys zadłużeniowy.
„Liderzy biznesu z państw G20 słusznie skupiają się na palących zagrożeniach gospodarczych i geopolitycznych, z którymi muszą się obecnie zmagać. Jeśli jednak nie będą tyle samo poświęcać uwagi ryzykom technologicznym, może to prowadzić do powstania pewnych luk, pozostawiając ich organizacje narażone na poważne zagrożenia cybernetyczne, które mogą wpłynąć na ich długoterminowy sukces.” – podsumowuje wyniki raportu Carolina Klint, Risk Management Leader, Continental Europe w Marsh.
„Po skoku o 2 mld ton w 2021 r., wzrost globalnej emisji dwutlenku węgla w tym roku jest znacznie niższy – jest bliski 300 mln ton. Jest to zasługa rosnącej skali wykorzystania energii odnawialnej i pojazdów elektrycznych. Pomimo tych pozytywnych zmian, nadal nie jesteśmy bliżej osiągnięcia celu, jakim jest ograniczenie wzrostu globalnego ocieplenia do 1,5°C. Przejście na zerową emisję netto spadło na dalekie pozycje w programach krótkoterminowych wielu liderów biznesowych. Tymczasem skutki zmian klimatu są zarówno krótkoterminowe, jak i długoterminowe. Nawet w obecnej sytuacji geopolitycznej i gospodarczej powinniśmy skupiać się na budowaniu czystszego, bardziej przystępnego cenowo i bezpieczniejszego systemu energetycznego, jeśli chcemy, aby zerowa emisja netto była możliwa do uzyskania w niedalekiej przyszłości” – dodaje Peter Giger, Group Chief Risk Officer, Zurich Insurance Group.
Badanie Executive Opinion Survey jest realizowane przez Centrum Nowej Gospodarki i Społeczeństwa należącego do Światowego Forum Ekonomicznego. Marsh McLennan i Zurich Insurance Group są partnerami Centrum oraz serii raportów Global Risks Report.
Obejmuje Francję, Niemcy, Włochy oraz Hiszpanię. Z wykluczeniem pozostałych krajów UE oraz Rosji.
[1] Obejmuje Francję, Niemcy, Włochy oraz Hiszpanię. Z wykluczeniem pozostałych krajów UE oraz Rosji.
Polskie firmy IT, aby w pełni rozwijać się i zasypać różnicę do innych krajów Unii Europejskiej, „na dziś” potrzebują 150 tys. pracowników. Tak wynika z raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego. Tyle też osób może dołączyć do grona ludzi dobrze zarabiających, w firmach oferujących stabilną i często ciekawą pracę. Jednak aż 42 proc. wakatów wynika z braku odpowiednich kandydatów. W sektorze IT pracuje zaledwie 15 proc. kobiet. Jednak na branżowych kursach jest ich coraz więcej i w niektórych zawodach z sektora IT stanowią nawet 75 proc. nowych pracowników.
Branża IT od lat cierpi na niedobór pracowników. Media prześcigały się w kolejnych liczbach, ale raport Polskiego Instytutu Ekonomicznego rozwiewa wiele wątpliwości. Tak, polska branża cyfryzacyjna ma problem z zatrudnieniem. Według PIE braki są spore i sięgają nawet 150 tys. specjalistów. Tylu zdaniem analityków brakuje w Polsce programistów, ale też innych ekspertów z branży IT, aby udział wszystkich pracowników w Polsce był taki sam jaki jest udział specjalistów IT w liczbie pracujących w tym sektorze w całej Unii Europejskiej. Jak podkreślają autorzy badania, jest to tzw. luka aspiracyjna.
PIE rozpatrzył ten problem jeszcze z innej perspektywy – potencjału polskiej gospodarki. Wzięto pod uwagę m.in. wartość PKB, wielkość i potencjał eksportu usług IT oraz cyfryzację polskich przedsiębiorstw. Biorąc pod uwagę te czynniki, w Polsce brakuje ok. 25 tys. pracowników.
– Luka aspiracyjna jest ogromna i dodatkowo szkodliwa dla całej polskiej gospodarki. Z danych wskazanych przez PIE wynika bowiem, że aż ok. 150 tys. osób może zarabiać znacznie więcej niż dotychczas, pracować w stabilnych warunkach i w firmach, które żeby przyciągnąć kandydatów, odznaczają się – co do zasady – wysoką kulturą organizacji, którą nieco trywialnie nazywamy „atmosferą w pracy”. Gdyby zasypać tę lukę, to nie ma wątpliwości, że cała polska gospodarka zyskałaby kolejny bodziec do rozwoju – podkreśla Radosław Pawlak z Symetrii UX, która organizuje m.in. bootcampy, które mają pomóc w przebranżowieniu się w kierunku UX designera.
Wakaty są, dobrych kandydatów nie ma, projekty uciekają
Rozwój firm IT utrudniają też inne czynniki, takie jak zależność naszego rynku IT od koniunktury zagranicznej i silna konkurencja w postaci międzynarodowych korporacji, które drenują rynek pracowniczy.
Konsekwencje dla polskich firm mogą być opłakane. Co piąta musiała odmówić realizacji projektu ze względu na małe zatrudnienie. Aż 60 proc. przekracza terminy, a w połowie z nich pracownicy muszą pracować po godzinach. Co najważniejsze, w Polsce występuje też luka jakościowa, którą zbadano na podstawie ankiet przeprowadzanych w 100 polskich firmach IT. Wniosek? Ok. 42 proc. wakatów bierze się z niewystarczających kompetencji kandydatów, a aż 85 proc. firm zgłasza braki kadrowe.
Przedsiębiorstwa specjalizujące się w IT zaznaczają jednak, że borykają się z wciąż za małą zgłoszeń. Problemem są też zbyt wysokie oczekiwania finansowe.
– Firmy IT potrzebują przede wszystkim specjalistów. Liderów, którzy swoim doświadczeniem poprowadzą zespół, ale też przekażą wiedzę. Co ciekawe w raporcie PIE wskazano, że kierunki studiów wprost związane z cyfryzacją cieszą się mniejszą popularnością niż kilka lat temu. Wbrew pozorom jest to po prostu urealnienie sytuacji, w której kiedyś każdy uniwersytet chciał mieć kierunek IT, bo miał z tego tytułu finansowanie z UE. Z drugiej strony jest to odpowiedź na zapotrzebowanie rynku. Firmy IT nie szukają pracowników z ogólną wiedzą cyfrową, która serwowana jest na uczelniach, ale specjalistów z wąskich dziedzin, którzy bardzo często na własną rękę zdobywają umiejętności – podkreśla Radosław Pawlak z Symetrii UX.
Emigrantki uratują branżę?
W raporcie PIE zaznaczono też, że aż 65 proc. firm zatrudnia cudzoziemców, głównie ze Wschodu, a od stycznia do lipca 2022 r. blisko 23 proc. z nich zgłosiło nowych pracowników z Białorusi lub Ukrainy. Przedsiębiorstwa z sektora IT przekonują, że mają oni podobne kwalifikacje oraz niższe wymagania finansowe.
– Pracownicy ze Wschodu to ważna część polskiego sektora IT; dobrze, że ich mamy, ale oni w niewielkim stopniu niwelują braki. Skala migracji nadal jest niewielka, a pracownikami IT z tych krajów są głównie mężczyźni. Jak wiemy, szczególnie z Ukrainy tylko nieliczni mężczyźni mogą dziś wyjechać. Dodatkowo rynek jest silnie zinternacjonalizowany, więc nawet jeśli ktoś przyjedzie ze Wschodu, to może, mieszkając w Polsce, pracować dla firmy z innego kraju. Trzymając się tej zasady, można jednak starać się o pracowników spoza Polski, którzy niekoniecznie muszą mieszkać w naszym kraju – przekonuje Radosław Pawlak z Symetrii UX, której kursy UX/PM ukończyło już ponad 10 tys. osób.
Z raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego wynika, że w Polsce zatrudnionych jest 586 tys. specjalistów IT, ale tylko 15 proc. są to kobiety.
– Wciąż żywy jest fatalny mit, że praca informatyka to zadanie dla mężczyzn. Nic bardziej mylnego. Na poziomie szkoły podstawowej czy wczesnych lat licealnych widzimy przecież podobne zainteresowanie zarówno dziewczyn, jak i chłopców naukami ścisłymi czy aspektami związanymi z cyfryzacją. Polski system nie potrafi jednak tego zainteresowania odpowiednio skanalizować i wykorzystać – mówi Radosław Pawlak z Symetrii UX i dodaje: – Warto podkreślać, że firmy IT są otwarte na kobiety. Również na emigrantki, które w ostatnich miesiącach coraz chętniej zgłaszają się na szkolenia, które mogłyby pomóc im w przebranżowieniu i znalezieniu stabilnego zatrudnienia w Polsce – konkluduje Pawlak.
Co więcej, z siódmej edycji raportu „UX i Product Design w Polsce”, w którym autorzy przepytali blisko 700 osób (co, jak sami podali, stanowi „znaczną część” branży UX w Polsce), wynika, że najchętniej na zmianę branży decydują się kobiety. Świadczy o tym fakt, że blisko 75 pro. osób, które mają staż krótszy niż dwa lata w zawodzie UX designera, stanowią właśnie kobiety.
Rynki finansowe dość spokojnie zareagowały na upadek pocisku na terytorium Polski. Jednak to zdarzenie przypomina on o tym, że wojna cały czas może mieć znaczący wpływ na sytuację na światowych rynkach. Obecnie powinniśmy zwracać dużą uwagę na sytuację na rynku ropy, ponieważ wzrost jej ceny powyżej 100 dolarów za baryłkę może utrudnić walkę z inflacją. W scenariuszu wzrostu cen ropy, inflacja w Polsce może na początku roku sięgnąć nawet 25 proc.
Upadek pocisku na terytorium Polski został spokojnie przejęty przez globalne rynki. Wieczorem, osłabieniu uległ złoty, jednak zdążył już odrobić część strat. Zwiększeniu uległa także zmienność w parze euro/dolar, jednak euro wciąż umacnia się wobec dolara. To zdarzenie przypomina nam, że wojna w dalszym ciągu ma znaczący wpływ na sytuację na światowych rynkach. I po raz kolejny może utrudnić walkę z inflacją, jeśli ropa będzie kosztować powyżej 100 dolarów za baryłkę. Inflacja w Polsce może w takim scenariuszu może na początku przyszłego roku zbliżyć się do 25 proc.
Wojna cały czas ma duży bezpośredni i pośredni wpływ na sytuację rynkową. Obecna poprawa nastrojów na giełdach to efekt spadku inflacji w USA do poziomu 7,7 proc., czyli znacznie poniżej wcześniejszych prognoz. Na poziom inflacji zarówno w USA jak i w Polsce istotny wpływ mają ceny ropy. W USA ceny energii stanowią 8,2 proc. w koszyku inflacyjnym, w Polsce transport odpowiada za około 9,5 proc. w ramach odczytu CPI. Istnieje zatem ryzyko, że ponowny wzrost ceny ropy naftowej powyżej 100 dolarów za baryłkę może częściowo ostudzić obecny optymizm.
Ropa może drożeć, ponieważ, mamy do czynienia z napiętą sytuacją zarówno po stronie produkcji, jak i popytu na ropę. Już 5 grudnia wejdą w życie podwójne ograniczenia dla handlu rosyjską ropą. Będzie to wprowadzony przez UE zakaz zakupu ropy z Rosji drogą morską oraz zapowiedziana przez kraje G7 stała maksymalna cena na taki surowiec. Będzie w praktyce oznaczało, że ropa z Rosji zniknie z rynków dostępnych dla największych gospodarek świata. A to będzie oznaczać spadek podaży ropy o 2-3 miliony baryłek na dzień (co stanowi to 2-3 proc. światowego popytu). Dla porównania przeciętna recesja w okresie ostatnich 50 lat (nie uwzględniając kryzysu związanego z pandemią koronawirusa) ograniczała światowy popyt na ropę o około 1,6 proc. To pokazuje, że kolejne stadium eliminacji Rosji z międzynarodowego rynku ropy, może przynieść wzrost ceny surowca na światowych rynkach.
Tym bardziej będzie to możliwe, ponieważ na grudzień OPEC zapowiedziało zwiększone cięcia produkcji, podczas gdy sprzedaż specjalnych rezerw ropy naftowej (SPR) w USA spada. Globalna aktywność wiertnicza jest nadal blisko połowy poprzednich szczytów. Chiny natomiast znoszą ograniczenia covidowe oraz rozpoczynają pomoc dla sektora nieruchomości, co może ograniczyć spadek popytu. Podobnie jak chłodniejsza zima. Warto też pamiętać, że wskazane zakazy od 5 lutego 2023 obejmą także wszystkie produkty rafinowane pochodzące z Rosji.
Wczoraj pojawiły się informacje o wybuchu pocisku rakietowego na terytorium Polski. Tragedii, jaką jest śmierć dwóch naszych rodaków, nie można umniejszać. Można natomiast spojrzeć spokojniej na rynki, bo wczorajszy wyskok i powrót kursów walut pokazuje, że na czyimś strachu i niewiedzy ktoś dobrze zarobił.
Uderzenie rakiety w Polsce
W wiadomościach mamy obecnie jeden temat główny. Uderzenie pocisku rakietowego na terytorium Polski i śmierć dwóch obywateli naszego kraju. Pisząc te słowa nie znamy jeszcze wszystkich szczegółów wydarzenia, dlatego powstrzymamy się od insynuacji. To, co jednak wiemy na pewno, to fakt że na rynek wrócił strach. Doskonałym dowodem jest wystrzał w górę kursów walut obcych względem złotego. Analitycy przypisują to możliwemu zaostrzeniu kursu z Rosją. Od momentu potwierdzenia informacji o wybuchu w mediach kurs euro wyskoczył w górę o imponujące 9 groszy. O tym, jak zdrowy rozsądek czasem jednak wygrywa z paniką, świadczy fakt, że od tego momentu, mimo że był to środek nocy, kurs wrócił o prawie 8 groszy w dół. Pokazuje to, że panika nie jest dobrym doradcą. Już teraz widać wzmożoną aktywność łowców sensacji, osób szukających atencji, czy po prostu szkodliwych tzw. trolli. Im mniej damy sobie wejść takim osobom i poglądom na głowę, tym spokojniej będziemy podchodzić do kolejnych dni. Nie można oczywiście wykluczyć eskalacji wydarzeń, aczkolwiek pośpiech i silne emocje nie zawsze są najlepszymi doradcami.
Surowce idą w górę
Wczoraj reakcję widać było nie tylko na walutach naszego regionu, ale również na surowcach. W górę szła zarówno ropa naftowa, jak i gaz ziemny. Jest to typowa reakcja rynków, kiedy rosną ryzyka. Z drugiej strony były one relatywnie tanie w ostatnich dniach, w związku z czym odbicie w górę nie powinno być dla rynków dużym zaskoczeniem. Co ciekawe, w górę z wyjątkiem pierwszych doniesień nie szedł dolar względem euro. Oznacza to, że inwestorzy raczej wskazują na niepewność, ale nie chcą uciekać z kapitałem z Europy. Pokazuje to, że przynajmniej na razie teorie spiskowe nie powodują szerszej paniki.
Uspokajające dane z Polski
Wczoraj rano poznaliśmy odczyty PKB i inflacji. W standardowym dniu byłyby to prawdopodobnie bardzo ważne wiadomości następnego dnia. Dzisiaj jednak utonęły przytłoczone spekulacjami o wybuchu rakiety. Inflacja utrzymała się poniżej poziomu 18%, osiągając wynik równy wstępnemu odczytowi na 17,9%. Z kolei PKB rośnie szybciej od oczekiwań, bo w ujęciu rocznym mamy wciąż 4,4%. Nie zmienia to oczywiście faktu, że w listopadowej projekcji NBP zapowiadany jest jeden kwartał ze spadkowym odczytem.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat
Umowy najmu w galeriach handlowych są niezwykle obszerne i skomplikowane. Stanowią połączenie wielu instytucji prawnych, które w odpowiedniej konfiguracji stwarzają ogromną przewagę centrum handlowego nad najemcą. Galerie, jako ogromne spółki z międzynarodowym doświadczeniem, mają w swoim portfolio tyle zdarzeń prawnych, że chronią się przed nimi wszystkimi w proponowanych umowach najmu. Ta przewaga może być w pewnym stopniu zniwelowana na korzyść najemcy przez znajomość realiów biznesowych, jakie panują w centrach handlowych. Uczciwe, równe i partnerskie relacje w biznesie zobowiązują, by niższe koszty przełożyć na swojego partnera biznesowego. Tymczasem właściciele i zarządcy galerii handlowych przekładają na najemców jedynie wzrosty i ryzyka.
– Umowy najmu, jakie negocjujemy bardzo często z dużymi galeriami handlowymi, zawierają rzeszę postanowień – które w stosunku do kodeksu cywilnego znacznie pogarszają sytuację najemców – powiedział serwisowi eNewsroom dr Tomasz Henclewski, adwokat i partner w Kancelarii Henclewski & Wyjatek – Adwokaci. – Oznacza to, że negocjując umowę i godząc się na pewne zapisy, najemca pogarsza swoją pozycję, ogranicza swoje prawa i swoją sytuację prawną wobec założeń ustawodawcy. Dzieje się tak dlatego, że zasada swobody umów i autonomii stron uwzględniona przez ustawodawcę pozwala dowolnie się umówić, dowolnie ukształtować umowę najmu. Zgodnie z zasadą “chcącemu nie dzieje się krzywda” – tak naprawdę bardzo często krzywdzimy siebie. Czasem niezwykle precyzyjnie, akceptując pewne szczegóły w umowie, szykujemy sobie dotkliwe konsekwencje w przyszłości – analizuje Henclewski.
Polskie Stowarzyszenie Najemców Powierzchni Handlowych (PSNPH) wskazuje, że umowy najmu w galeriach handlowych powinny być wyrażone w złotówkach, a nie w euro. Obecnie większość najemców jest zobligowanych do podpisywania umów z czynszem wyrażonym w euro. Takie rozwiązanie jest nieuzasadnione i niesprawiedliwe dla sklepów czy punktów usługowych, które działając w Polsce otrzymują płatności od klientów w złotówkach.
„Określanie czynszu w galerii handlowej w walucie euro jest całkowicie nieuzasadnione. Jako najemcy niemal wszystkie transakcje sprzedażowe realizujemy w złotówkach. Jesteśmy przecież polskimi firmami i działamy w Polsce. Dopóki Polska nie wejdzie do strefy euro czynsz powinien być regulowany w złotówkach. To zresztą w praktyce tak właśnie wygląda – na fakturze czynsz, pierwotnie określony w euro, jest przeliczany na złotówki. W ten sposób ponosimy koszty osłabiającego się złotego i nieustannie prowadzimy działalność w niepewnych warunkach. Nie wiemy przecież jak w perspektywie długoterminowej będą kształtowały się kursy walut. Nie rozumiemy, dlaczego właściciele galerii przerzucają na swoich partnerów handlowych, czyli najemców, własne ryzyka walutowe. Jako argument wskazują fakt zaciągniętych kredytów w euro, co budzi ogromne wątpliwości. Owszem kredyt zaciągany w euro przez właścicieli galerii handlowych jest typowym ryzykiem biznesowym, natomiast to stricte ryzyko powinno być ponoszone przez podmiot, który go świadomie wybiera. Innymi słowy, absolutnie nie widzimy uzasadnienia przenoszenia ryzyka wynikającego z wahań kursu walut na najemców. Wielokrotnie wypowiadano się w kontekście kredytów, że zawsze należy zaciągać zobowiązania w walucie, w jakiej są generowane przychody. Nieakceptowalną jest też wskazówka PRCH, aby najemcy sami prowadzili transakcje zabezpieczające na wypadek zmian kursów walut. Powstaje więc pytanie: dlaczego nasi partnerzy w biznesie oczekują od nas transakcji finansowych, które niosą za sobą ogromne ryzyko? Uważamy, że takie postępowanie powinno być zabronione. Tym bardziej, że większość właścicieli galerii – jako duże, zagraniczne fundusze – prowadzi transakcje zabezpieczające ryzyko kursowe. Oznacza to nic innego jak to, że wynajmujący osiągają dodatkowe korzyści wynikające z umów najmu” – mówi Katarzyna Marczuk, rzecznik Polskiego Stowarzyszenia Najemców Powierzchni Handlowych (PSNPH).
PSNPH zaapelowało także, aby najemcy otrzymywali od właścicieli lub zarządców centrów handlowych systematycznie dane o odwiedzalności obiektu, w którym działają. Obecnie podawane są tylko zagregowane dane o ruchu w centrach handlowych dla całej Polski. Nikt nie zna jednak liczby klientów odwiedzających konkretną galerię handlową. Takie dane są niezbędne sklepom i punktom usługowym dla prawidłowego planowania sprzedaży i rozwoju w danej lokalizacji.
W ostatnim czasie właściciele centrów handlowych forsują nowe umowy dla najemców, które zwiększają czynsz w oparciu o obroty w internecie. To bardzo niebezpieczny i niesprawiedliwy proceder, który nie może zostać zaakceptowany w standardzie prawnym. Sprzedaż w internecie jest całkowicie odrębna od sprzedaży w placówce stacjonarnej – wymaga odrębnych nakładów finansowych i oddzielnego zarządzania. Żądanie opłat za obroty w internecie nie może być akceptowane przez najemców.
PSNPH podkreśla, że to najemcy budują wartość centrów handlowych, kreują miejsca pracy dla ponad 400 tysięcy osób, zapewniają wpływy podatkowe do budżetu państwa oraz kas samorządów. To najemcy w centrach handlowych stymulują polską gospodarkę, pokrywając koszty obsługi galerii przez firmy z wielu branż – jak ochrona, sprzątanie, utrzymanie techniczne, marketing. Takie koszty szacuje się na 3,4 mld zł rocznie[1].
Dodatkowo najemcy w centrach handlowych pokrywają wszystkie podatki odprowadzane przez centra handlowe do budżetu państwa i samorządów:
Podatek CIT – ponad 500 mln zł rocznie
Podatek od nieruchomości w wysokości ponad 600 mln zł rocznie
Opłaty z tytułu użytkowania wieczystego w wysokości ponad 200 mln zł rocznie
Podatek VAT generowany przez najemców centrów handlowych sięga 4 mld zł rocznie
Ponadto jak wskazuje Marcin Ochnik z ZPPHiU, w ciągu ostatnich lat systematycznie rosną koszty najemców w centrach handlowych. Dotyczy to bieżącego prowadzenia i utrzymania biznesu – co sprawia, że rentowność działalności firm handlowo-usługowych korzystających z przestrzeni w galeriach handlowych spada i nie widać perspektyw na zmianę trendu. Aż o 80% wzrosły ceny energii, zwiększyły się czynsze, kursy walut (rozliczenia są realizowane jako przelicznik – euro), wynagrodzenia, koszty transportu oraz usług dodatkowych.[2]
Związek Polskich Pracodawców Handlu i Usług (ZPPHiU) i Polskie Stowarzyszenie Najemców Powierzchni Handlowych (PSNPH) podczas Pierwszego Kongresu ZPPHiU oraz PSNPH przedyskutowały najistotniejsze kwestie poruszane przez Kodeks Najlepszych Praktyk w umowach najmu według najemców. Przygotowany przez PSNPH Kodeks, uaktualniający dokument powstały w 2011 roku, wskazuje na oczekiwane przez najemców standardy współpracy i komunikacji z właścicielami oraz zarządcami centrów handlowych. Zasady proponowane przez Kodeks mają właściwie rozłożyć ryzyka biznesowe obu stron umowy.
Na razie nie jest publicznie wiadomo, czy rakieta, która wczoraj spadła na terenie powiatu hrubieszowskiego zabijając dwie osoby została celowo wymierzona w terytorium Polski przez Rosję, uderzenie było wynikiem braku celności rosyjskiej rakiety wystrzelonej w terytorium Ukrainy w ramach wczorajszego zmasowanego ataku, czy też powodem tragedii był upadek ukraińskiej rakiety wystrzelonej w rosyjski pocisk. Wypada czekać na oficjalną informację ze strony polskiego rządu.
Wczorajsza sesja na rynku akcji w USA zakończyła się lekkimi wzrostami wartości głównych indeksów (S&P 500 +0,87 proc., DJIA +0,17 proc., Nasdaq Composite +1,45 proc.). Nasdaq zamknął się najwyżej od 2 miesięcy. Dziś rano kontrakty na główne amerykańskie indeksy nadal lekko rosły (S&P 500 +0,33 proc. ok. godz. 9:30).
Na rynkach akcji Azji i Oceanii przeważały dziś niewielkie spadki (najwięcej – 0,52 proc – tracił Shanghai B- Share Index). Największy wzrost – o 1,01 proc. – notował filipiński PSEi. Najwyżej w swej historii był indyjskie SENSEX 30 Index.
W środowy poranek brak było na giełdach w Europie dominującej tendencji (DAX -0,21 proc., CAC 40 +0,09 proc. ok. godz. 9:30). Najwyżej w swej historii był dziś rano turecki XU100.
Największy w Europie spadek notował dziś rano polski WIG-20 (-1 proc. ok. godz. 9:35). Wśród składników tego indeksu największy spadek kursu notowały dziś rano akcje PGE (-2,03 proc.). Największy wzrost – o 1,61 proc. – notował dziś kurs akcji CD Projekt, który osiągnął najwyższy poziom od kwietnia br.
Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych rządu Stanów Zjednoczonych spadła wczoraj poniżej poziomu 4 proc. i dziś rano pomimo lekkiego wzrostu nada poniżej niego pozostawała. Rentowność 10-latek polskiego rządu lekko rosła przebywając minimalnie powyżej poziomu 7 proc.
Niewielkie były dziś rano zmiany cen kontraktów na ropę naftową (WTI -0,16 proc., Brent +0,09 proc. ok. godz. 9:20). Wczoraj drugi dzień z rzędu korygowały w górę wcześniejszy spadek ceny kontraktów na gaz ziemny na rynkach europejskich. Wczoraj najniżej od lipca 2021 była cena kontraktów na kawę na ICE.
Kurs euro względem amerykańskiego dolara rósł dziś ok. godz. 9:15 o 0,57 proc. i przekraczał poziom 1,04, ale znajdował się poniżej poziomu wczorajszego maksimum znajdującego się na najwyższym poziomie od początku lipca. USD lekko umacniał się dziś rano w stosunku do japońskiego jena (+0,15 proc.), ale pozostawał poniżej poziomu 140 JPY.
Kurs amerykańskiego dolara względem polskiego złotego, który otworzył się dziś rano na najwyższym poziomie od 10 listopada, spadał później tracąc ok. godz. 9:15 0,77 proc. Kurs EUR/PLN spadał o 0,28 proc.
Kurs Bitcoina względem amerykańskiego, który w trakcie 7 poprzednich dni trzykrotnie spadał na chwilę poniżej poziomu 16000 USD osiągający tym samym najniższy poziom od 2 lat, dziś ok. godz. 9:10 tracił 0,45 proc. znajdują się poniżej poziomu 17000 USD.
W związku z tym, że Partia Republikańska kontroluje obecnie Izbę Reprezentantów (wyniki wyborów do Senatu zostaną wkrótce ogłoszone), w ciągu najbliższych dwóch lat nie zostaną przeforsowane żadne istotne ustawy gospodarcze i podatkowe. Ponieważ Partia Republikańska (GOP) prowadziła kampanię na rzecz ograniczenia wydatków socjalnych, co jest sprzeczne z programem prezydenta Bidena, szanse na uchwalenie zwiększenia dotacji dla rodzin i wyższego opodatkowania osób zamożnych są obecnie niemal zerowe. Prezydent Biden będzie prawdopodobnie wetował każdą ustawę zainicjowaną przez republikanów.
Stany Zjednoczone stoją w obliczu pogarszających się perspektyw fiskalnych, na które nakłada się osłabienie gospodarki. Dyscyplina fiskalna będzie analizowana pod kątem wpływu na powstrzymanie inflacji. Duży wpływ na poprawę w zakresie deficytu budżetowego mają czynniki tymczasowe, które wkrótce ulegną odwróceniu. Allianz Trade uważa, że na przełomie roku Stany Zjednoczone wejdą w recesję, co powinno spowodować wzrost deficytu do poziomu -6,6% PKB w 2023 (sektor instytucji rządowych i samorządowych) z poziomu -4,3% w 2022 roku. Z powodu pandemii, polityka fiskalna miała znacznie większy wpływ na wzrost inflacji niż polityka pieniężna (3,5 pkt. proc. wobec 1 pkt. proc. w 2021 roku). Zacieśnienie polityki fiskalnej pomoże obniżyć inflację na początku 2023 roku (o około -1 pkt. proc.), ale w celu ograniczenia inflacji Bank Rezerw Federalnych (Fed) będzie musiał utrzymać stopy procentowe na poziomie 4,75% co najmniej do lata przyszłego roku.
Impas w sprawie pułapu zadłużenia może wywołać zawirowania na rynku w pierwszej połowie 2023 roku. Allianz Trade uważa, że wsparciem dla gospodarki będzie kompromis fiskalny. Zgodnie z naszymi prognozami, z powodu pogarszających się perspektyw fiskalnych, pułap zadłużenia zostanie przekroczony już w II kwartale 2023 roku. Polityczna walka z republikanami, którzy grożą, że nie podniosą pułapu, będzie dodatkowym utrudnieniem dla już słabnącej gospodarki. Dwustronne podniesienie pułapu zadłużenia o 0,2 pkt. proc. PKB w 2023 roku jest więc prawdopodobne; brak takiego podniesienia byłby dla republikanów kosztowny politycznie przed wyborami prezydenckimi w 2024 roku. Zwiększone zostaną wydatki na obronę i politykę przemysłową. Możliwe jest również przeforsowanie niewielkich obniżek podatków dla gospodarstw domowych.
Dzięki republikańskiej większości w Izbie, prawdopodobne jest przyspieszenie wprowadzania środków restrykcyjnych wobec Chin. Stosunki z Europą zostaną nadszarpnięte przez zaostrzenie polityki przemysłowej. W okresie przygotowań do wyborów prezydenckich w 2024 roku zarówno Partia Demokratyczna, jak i Republikańska będą prawdopodobnie kontynuować postawę „twardego stanowiska wobec Chin”, co będzie stanowiło podstawę do dalszego wzmacniania konkurencyjności USA i zwiększania ograniczeń w dostępie Chin do kluczowych technologii. Po drugiej stronie Atlantyku, Unia Europejska podkreśla obawy dotyczące zakłócenia konkurencji transatlantyckiej przez Ustawę o obniżeniu inflacji (IRA).
Co dla perspektyw fiskalnych oznacza Izba Reprezentantów zdominowana przez Partię Republikańską?
Allianz Trade oczekuje, że na przełomie roku gospodarka USA wejdzie w recesję i w 2023 roku przewidujemy spadek PKB o -0,7%, do czego przyczyni się połączenie gwałtownie rosnących kosztów pożyczek, zaostrzonych warunków udzielania kredytów i negatywnych skutków bogactwa. Słabnąca gospodarka oraz osłabienie czynników tymczasowych, które wzmocniły finanse publiczne, doprowadzą do pogorszenia perspektyw fiskalnych. Uważamy, że pogarszające się wyniki gospodarcze zmuszą w końcu Kongres i Biały Dom do porozumienia w sprawie zniesienia pułapu zadłużenia i nieznacznego złagodzenia polityki fiskalnej.
Trudna sytuacja na rynku pracy i środki wprowadzane w związku z pandemią sprawiły, że deficyt USA osiągnął rekordowo niski poziom. W szczytowym momencie pandemii, tj. w II kwartale 2020 roku, deficyt sektora instytucji rządowych i samorządowych w USA (rząd federalny + władze lokalne) wyniósł ponad 26% PKB (5100 mld USD w ujęciu rocznym), ponieważ rząd uruchomił masowe wsparcie, a gospodarka uległa załamaniu (zob. Wykres 1). W całym roku kalendarzowym 2020, deficyt sektora rządowego był bliski -15% PKB, co oznacza zwiększenie z poziomu -6.7% odnotowanego w 2019 roku.
Wykres 1: Deficyt publiczny rządu federalnego i samorządów lokalnych (% PKB, suma krocząca z czterech kwartałów)
Źródła: Refinitiv, Dział Analiz Allianz
Jednak począwszy od drugiej połowy 2021 roku, deficyt budżetowy amerykańskiego sektora instytucji rządowych i samorządowych zmniejsza się w imponująco szybkim tempie. W II kwartale 2022 roku osiągnął historycznie niski poziom -3,6% PKB – znacznie niższy niż w większości krajów europejskich i Japonii. Po stronie wydatków, nakłady rządowe zostały mocno ograniczone (około 8800 mld USD w ujęciu rocznym w II kwartale 2022 roku). W rzeczywistości, po uwzględnieniu inflacji, wydatki rządowe powróciły do poziomu sprzed pandemii, a wręcz spadły poniżej tendencji sprzed pandemii (zob. Wykres 2, strona prawa). Ograniczenie wydatków wynika z i) zakończenia działań pomocowych z okresu pandemii oraz ii) niższych wydatków na świadczenia społeczne przy rekordowo niskim bezrobociu.
Po stronie przychodów, chociaż gwałtowny wzrost inflacji od początku 2021 roku spowodował zwiększenie wpływów podatkowych (zob. Wykres 2, strona lewa), to jednak wpływy z podatków w ujęciu skorygowanym o inflację również były wysokie (zob. Wykres 2, strona prawa). Wynika to z dużego poboru podatku dochodowego od osób fizycznych, który osiągnął rekordowo wysoki poziom ponad 12% PKB (zob. Wykres 3, strona prawa). Efektywna stawka podatku od osób fizycznych wzrosła do blisko 15% (zob. Wykres 3, strona lewa). Tymczasem wpływy z podatku od osób prawnych pozostają na niskim poziomie.
Wykres 2: Wydatki i dochody sektora instytucji rządowych i samorządowych: po lewej: aktualne w mld USD, kwartalne (nominalne), po prawej: 2021 w mld USD, kwartalne (rzeczywiste)
Źródła: Refinitiv, Dział Analiz Allianz
Wykres 3: Podatki dochodowe od osób fizycznych i firm: po lewej: stopy efektywne, po prawej: pobór przychodów jako % PKB
Źródła: Refinitiv, Dział Analiz Allianz
Wysokie wpływy z podatku dochodowego można przypisać tymczasowemu wzrostowi dochodów rozporządzalnych gospodarstw domowych w latach 2020-21. W czasie pandemii w latach 2020-21 zagregowany wzrost płac znacznie przewyższał inflację. Ponieważ osoby fizyczne płacą podatki dochodowe z rocznym opóźnieniem, amerykański skarb państwa dostrzega wzrost wpływów podatkowych w 2022 roku. Ponadto nie podniesiono znacznie progów podatkowych, ponieważ inflacja w 2021 roku była niska[1], co oznacza, że wiele osób pracujących zostało przesuniętych do wyższych progów podatkowych.
W latach 2020-21 dochody rozporządzalne wzrosły również z powodu dopłat pandemicznych i dodatkowych zasiłków dla bezrobotnych. Gospodarstwa domowe płacą dziś dodatkowe podatki od zawyżonych dochodów, które obejmują również dopłaty rządowe. Innymi słowy, rząd federalny odbiera część pieniędzy, które wysłał gospodarstwom domowym w czasie pandemii.
Jednocześnie straty Banku Rezerw Federalnych (Fed) oznaczają, że skarb państwa zostanie pozbawiony 0,5% PKB fiskalnego dobrodziejstwa. Przy gwałtownym podwyższeniu stóp procentowych przez Fed, koszty jego oprocentowanych zobowiązań szybko rosną. W rzeczywistości koszty związane z odsetkami przewyższają obecnie dochody z odsetek od aktywów Fedu, a Fed ponosi straty (zob. Wykres 4: liczby ujemne oznaczają straty). W ciągu ostatniej dekady Fed odprowadzał zyski w wysokości około 0,5% PKB rocznie, co jest kwotą niebagatelną. Oznacza to, że przynajmniej przez kilka lat w źródłach dochodów rządu federalnego pozostanie luka.
Wykres 4: Tygodniowe wpłaty Banku Rezerw Federalnych do Skarbu Państwa (w mld USD, wartość ujemna = straty Fed)
Źródła: Refinitiv, Dział Analiz Allianz
Podczas gdy deficyt budżetowy rządu federalnego szybko się zmniejszył, poprawa finansów władz lokalnych (LC, czyli zasadniczo stanów) była spektakularna. Od połowy 2021 roku samorządy lokalne osiągają stałe nadwyżki publiczne (zob. ponownie Wykres 1).
Jedną z przyczyn są rosnące dochody rządowe w stanach górniczych, wynikające z wysokich cen energii i zwiększonych dostaw LNG do Europy. W Nowym Meksyku na przykład ropa naftowa i gaz ziemny stanowią ponad 40% dochodów rządu stanowego, a udział ten rośnie w związku z wojną w Ukrainie. Jednak na poziomie zagregowanym władz lokalnych poprawa finansów publicznych wynika głównie z dużego skoku dotacji federalnych (zob. Wykres 5) – drugiego co do wielkości źródła dochodów władz lokalnych. Po stronie wydatków władze lokalne nie wykazały się taką samą powściągliwością jak rząd federalny, a ich łączne wydatki od czasu pandemii rosną w szybkim tempie.
Wykres 5: Główne źródła przychodów władz lokalnych (w mld USD)
Źródła: Refinitiv, Dział Analiz Allianz
Podzielony rząd USA oznacza, że w ciągu najbliższych dwóch lat nie uda się przeforsować żadnego ważnego aktu prawnego. Deklaracje gospodarcze i podatkowe republikanów są dość niejasne. Lider Mniejszości w Izbie Reprezentantów, Kevin McCarthy, opublikował we wrześniu program „Zobowiązanie wobec Ameryki”, w którym obiecuje „ograniczyć rozrzutne wydatki rządowe” i „stworzyć dobrze płatne miejsca pracy”, wraz z obietnicą zatrudnienia 200 000 policjantów. Na początku tego roku Republikańska Komisja Badawcza (Republican Study Committee), konserwatywna grupa w Izbie, która skupia prawie 75% przedstawicieli GOP, opublikowała 122-stronicowy manifest, w którym zobowiązała się do obniżenia świadczeń z tytułu programu opieki zdrowotnej (Medicare) i ubezpieczeń społecznych poprzez podniesienie wieku uprawniającego do świadczeń, a także do zachęcania beneficjentów do zapisywania się do prywatnych programów opieki zdrowotnej i emerytalnych. Prezydent Biden obiecał, że zawetuje wszelkie cięcia w zakresie ubezpieczeń społecznych i opieki zdrowotnej. Z drugiej strony, Kongres zdominowany przez Partię Republikańską oznacza, że program Bidena (powszechnie dostępne przedszkola, wyższe dotacje dla rodzin, restrukturyzacja ubezpieczeń zdrowotnych oraz wyższe podatki od dochodów i zysków kapitałowych dla gospodarstw domowych o wysokich dochodach) ma obecnie prawie zerowe szanse na uchwalenie.
Impas w sprawie pułapu zadłużenia[1] może spowodować poważne utrudnienia dla gospodarki i rynków finansowych w pierwszej połowie 2023 roku. Limit zadłużenia został ostatnio podniesiony w grudniu ubiegłego roku o 2,5 bln USD do poziomu 31,381 bln USD. W październiku 2022 roku dług federalny wynosił 31,1 bln USD. Dokładny termin, czyli data „X”, kiedy pułap zostanie osiągnięty, nie jest znany ze względu na nieprzewidywalne przepływy pieniężne Skarbu Państwa, ale prawdopodobnie będzie to około II kwartału ze względu na spodziewaną recesję, która zwiększy deficyt (patrz poniżej). Od 1960 roku Kongres podnosił limit 78 razy, często nie wzbudzając tym większych emocji.
Jednak obawy dotyczące pierwszej połowy 2023 roku wynikają z tego, że negocjacje w sprawie limitu zadłużenia mogą stać się tak kontrowersyjne, że zaszkodzą gospodarce – w czasie, gdy prawdopodobnie będzie ona już w recesji. Historyczną analogią jest kryzys zadłużenia z 2011 roku, który pokazał, jak partia kontrolująca tylko jedną izbę Kongresu może zablokować zwiększenie limitu zadłużenia, uderzając w gospodarkę. Rok wcześniej Partia Republikańska ponownie przejęła władzę w Izbie i republikanie zażądali od prezydenta Obamy redukcji deficytu w zamian za podniesienie limitu zadłużenia. W końcu udało się dojść do porozumienia, lecz dopiero na dwa dni przed przekroczeniem limitu zadłużenia. W tym okresie światowe rynki finansowe ponosiły poważne straty, a agencja Standard & Poor’s podjęła niewyobrażalną wcześniej decyzję o obniżeniu ratingu kredytowego USA z AAA do AA+. Rządowy Urząd ds. Odpowiedzialności (GAO) oszacował, że samo opóźnienie w podniesieniu limitu zadłużenia zwiększyło w 2011 roku koszty pożyczek rządowych o 1,3 mld USD, a w kolejnych latach koszty te wzrosły jeszcze bardziej.
Jeżeli w 2023 roku debata na temat podniesienia limitu zadłużenia popchnie USA w kierunku niewypłacalności, może się to okazać jeszcze bardziej kosztowne. Stopy procentowe papierów skarbowych mogłyby gwałtownie wzrosnąć, a amerykańskie i światowe rynki finansowe – ponieść bardzo duże straty. W raporcie Moody’s Analytics z września 2021 roku oszacowano, że niewykonanie zobowiązania miałoby katastrofalne skutki: spadek PKB o -4%, utrata 6 milionów miejsc pracy i wzrost stopy bezrobocia do 9%. Niewypłacalność mogłaby również pozbawić gospodarstwa domowe majątku o wartości 15 bln USD, co sparaliżowałoby wydatki konsumpcyjne. Czas na to nie mógłby być gorszy: Stany Zjednoczone nadal będą prawdopodobnie w recesji, z już wysokimi stopami procentowymi, utratą miejsc pracy i zdziesiątkowanym rynkiem mieszkaniowym. Negatywne skutki dla reszty świata mogą być bardzo duże.
Wykres 6: Prognozowany stosunek długu federalnego netto do PKB według CBO
Źródła: CBO, Dział Analiz Allianz
To ryzyko i możliwe koszty choćby zbliżenia się do niewypłacalności rodzą pytanie, dlaczego USA posiadają limit zadłużenia. Tylko dwa inne kraje mają taki limit: Dania, która ma limit tak wysoki, że prawie na pewno nigdy nie zostanie przekroczony, i Polska, która ma limit zadłużenia ustalony na poziomie 60% PKB. Ustalenie limitu zadłużenia jako procentu PKB ma sens, ponieważ ogranicza wzrost zadłużenia do poziomu nie szybszego niż wzrost gospodarki.
Niestety, w USA to nie zadziała, ponieważ kraj ten cierpi z powodu starzenia się społeczeństwa, które rośnie szybciej niż planowano. Nadwyręża to zdolność systemu ubezpieczeń społecznych (Social Security) do utrzymania świadczeń, a także systemu opieki zdrowotnej (Medicare), ponieważ ludzie żyją dłużej i dłużej chorują. Ponadto Stany Zjednoczone posiadają rozbudowany program zabezpieczenia dochodów. W sumie programy „uprawniające” lub „obowiązkowe” stanowią prawie dwie trzecie budżetu, są politycznie nienaruszalne i powinny rosnąć. Z powodu tej tendencji demograficznej Biuro Budżetowe Kongresu przewiduje, że stosunek długu do PKB wzrośnie do 2050 roku do poziomu 180%. Z powodu nieuchronności trendu demograficznego wydaje się rozsądne, aby nie ponosić kosztów, które spowodowałoby wstrzymanie zwiększenia limitu zadłużenia w 2023 roku.
Przewidujemy, że republikanie i demokraci w końcu dojdą do porozumienia w sprawie podniesienia pułapu zadłużenia w obliczu słabnącej gospodarki i kosztów politycznych, jakie wiązałyby się z zaniechaniem tego działania. Prognozujemy, że deficyt budżetowy sektora rządowego i samorządowego zwiększy się z -4,3% w 2022 roku do -6,6% w 2023 roku (powyżej 1700 mld USD, wobec 1100 mld USD, zob. Wykres 7). Prognozujemy, że deficyt rządu federalnego zwiększy się do 1600 mld USD w roku fiskalnym 2022-23, podczas gdy w roku 2021-22 wynosił 1377 mld USD. Nasze prognozy zakładają niewielkie złagodzenie polityki fiskalnej – do poziomu 0,2% PKB – w warunkach słabnącej gospodarki.
W tej sytuacji najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest to, że podzielony rząd (demokratyczny Biały Dom, republikański Kongres) znajdzie kompromis, aby podnieść pułap zadłużenia i poluzować politykę fiskalną – w celu wsparcia słabnącej gospodarki – w tych nielicznych kwestiach, na które może się zgodzić. Jeżeli republikanie odmówią podniesienia limitu zadłużenia w czasie recesji (lub przynajmniej bardzo słabej gospodarki), wówczas mogą zostać oskarżeni o prowadzenie gier politycznych, co byłoby politycznie szkodliwe. Oznacza to zwiększenie wydatków na obronę i bezpieczeństwo cybernetyczne (w obliczu rywalizacji z Chinami) oraz zwiększenie pomocy dla sektora przemysłowego (poprzez dotacje lub ulgi podatkowe), co rozpoczęło się już w ciągu pierwszych dwóch lat urzędowania Bidena wraz z uchwaleniem ustawy o półprzewodnikach. Allianz Trade uważa, że Kongres zgodzi się na tymczasowe obniżenie podatku dochodowego od osób fizycznych, aby zwiększyć wydatki gospodarstw domowych w czasie recesji.
W każdym wypadku, wśród polityków amerykańskich po obu stronach spektrum zniknął apetyt na znaczne bodźce fiskalne, ze względu na powszechnie uznaną rolę liberalnej polityki fiskalnej w czasie pandemii w zwiększaniu inflacji. Co prawda administracja Bidena przeforsowała trzy ambitne ustawy dotyczące infrastruktury i polityki przemysłowej: ustawę infrastrukturalną o wartości 1,2 bln USD, ustawę o półprzewodnikach i nauce o wartości 208 mld USD oraz pakiet klimatyczny o wartości 390 mld USD (Ustawa o obniżeniu inflacji). Jednak ten szał wydatków o wartości 1,7 bln USD – około 6,5% PKB – rozkłada się na kilka lat. Co więcej, najnowsza ustawa podatkowa przewiduje około 740 mld USD dodatkowych przychodów (również rozłożonych na kilka lat). Główne postanowienia to wprowadzenie alternatywnej minimalnej stawki podatkowej w wysokości 15% dla dużych korporacji, 1% podatku od wykupu akcji oraz zwiększenie środków dla urzędów skarbowych (IRS) w celu poprawy ściągalności podatków.
Co dla Banku Rezerw Federalnych oraz perspektyw inflacyjnych oznacza Izba Reprezentantów zdominowana przez Partię Republikańską?
Stwierdzamy, że polityka fiskalna była głównym czynnikiem odpowiedzialnym za wzrost inflacji w następstwie pandemii (o 3,5 pkt. proc. wobec 1 pkt. proc. w przypadku polityki pieniężnej). Wykorzystując estymację ekonometryczną do wnioskowania na temat kwartalnych uznaniowych wstrząsów fiskalnych (zob. załącznik) stwierdzamy, że polityka fiskalna zwiększyła wzrost o prawie 8 pkt. proc. w okresie IV kw. 2020-IV kw. 2021 (zob. Wykres 8). To spowodowane polityką fiskalną zwiększenie wzrostu o 8 pkt. proc. w następstwie pandemii spowodowało wzrost inflacji o ponad 3,5 pkt. proc. zgodnie z szacunkową krzywą Phillipsa. Z kolei polityka pieniężna, która wpływa na gospodarkę poprzez warunki finansowe[1] – wiązała się ze wsparciem inflacji o mniej niż 1 pkt. proc. w tym samym okresie od IV kwartału 2020 do IV kwartału 2021 (przyczyniając się do zwiększenia wzrostu o mniej niż 2 pkt. proc.).
Trzeba przyznać, że bodźce fiskalne w czasie pandemii były częściowo wspierane przez duże zakupy papierów skarbowych przez Fed, co sprawia, że rozdzielanie roli polityki fiskalnej i pieniężnej jest działaniem nieco sztucznym. Tylko w 2020 roku Bank Rezerw Federalnych zakupił na rynku wtórnym papiery skarbowe o wartości ponad 3000 mld USD, co stanowi niemal równowartość 3400 mld USD deficytu budżetowego rządu USA w tym samym roku.
Wykres 8: Szacunkowy wpływ wstrząsów fiskalnych na PKB (wyrażony jako wkład % wzrostu PKB w ujęciu rocznym, wyrażony w pkt. proc.)
Źródła: Refinitiv, Dział Analiz Allianz
Utrzymanie zacieśnienia polityki fiskalnej pomoże Fed na przełomie 2022 i 2023 roku. Przejście do zacieśniania polityki fiskalnej od drugiej połowy 2021 roku pomoże wkrótce obniżyć inflację. Ze względu na opóźniony wpływ polityki fiskalnej spodziewamy się, że jej wpływ na inflację będzie widoczny na przełomie 2022 i 2023 roku, powodując spadek inflacji o około -1 pkt. proc. To przemawia za naszymi prognozami dotyczącymi inflacji: widzimy, że w ciągu najbliższych kilku miesięcy inflacja bazowa spadnie do +5,4% w ujęciu rocznym w marcu 2023 roku, z +6,7% we wrześniu.
Jednak nasze założenie dotyczące kursu polityki fiskalnej w przyszłym roku – 0,2% PKB luzowania – oznacza, że polityka fiskalna będzie nieznacznie wspierać inflację. Dlatego Fed będzie musiał sam wykonać zadanie polegające na zdecydowanym poskromieniu inflacji. To potwierdza nasz pogląd, że stopa oprocentowania funduszy federalnych będzie musiała pozostać na wysokim poziomie co najmniej do pierwszej połowy 2023 roku, czyli 4,75%, a warunki finansowe będą musiały być dalej zacieśniane (zob. Wykres 9).
Wykres 9: Wskaźnik oprocentowania funduszy federalnych i warunków finansowych
Źródła: Refinitiv, Dział Analiz Allianz
Co dla perspektyw geopolitycznych oznacza Izba Reprezentantów zdominowana przez Partię Republikańską?
Kwestie krajowe, takie jak inflacja, przestępczość i aborcja zdominowały kampanie wyborcze w połowie kadencji, jednak wynik wyborów prawdopodobnie będzie miał konsekwencje dla wielu palących problemów międzynarodowych. Chociaż należy zauważyć, że Kongres ma mniejszy wpływ na sprawy zagraniczne ze względu na szerokie uprawnienia prezydenta jako głównodowodzącego, podzielony Kongres może nadal komplikować i dalej upolityczniać stosunki międzynarodowe. Inwazja Rosji na Ukrainę pozostaje drugim co do ważności priorytetem w agendzie geopolitycznej USA, drugorzędnym wobec stosunków USA-Chiny. Przejęcie Izby przez republikanów ograniczy wsparcie administracji Bidena dla Ukrainy. Od początku wojny Kongres zatwierdził około 60 mld USD pomocy dla Ukrainy bez wyraźnych warunków. Lider Mniejszości w Izbie, Kevin McCarthy, który najprawdopodobniej zostanie następnym przewodniczącym Izby, oświadczył niedawno, że nie będzie więcej „czeków in blanco” dla Kijowa, gdy republikanie zdobędą większość w Kongresie. Wywołało to obawy, że republikanie mogą ograniczyć działania pomocowe na rzecz Ukrainy, zwłaszcza jeśli w najbliższych miesiącach gospodarka amerykańska dalej będzie pogrążać się w recesji, co wymusi skupienie się na sprawach wewnętrznych. Chociaż oświadczenia te wskazują na bardziej krytyczne stanowisko wobec bieżących działań pomocowych, nie oczekuje się, że kontrola republikanów nad jedną lub obiema izbami Kongresu wpłynie w istotny sposób na wsparcie dla Ukrainy, ponieważ dwustronne poparcie dla tych działań pozostaje silne.
Przewiduje się, że rosnące napięcia między USA a Chinami w takich kwestiach jak Tajwan, prawa człowieka, handel, technologia i niechęć Chin do potępienia działań wojennych Rosji w Ukrainie będą nadal powodować napięcia między tymi krajami po wyborach. Według ośrodka badawczego PEW, ponad 80% Amerykanów ma negatywną lub zdecydowanie negatywną opinię o Chinach – to niezwykle wysoka liczba w porównaniu z 40% w 2012 roku. W związku z tym, istnieje polityczny impuls do prowadzenia restrykcyjnej polityki wobec Chin. Podobnie chińskie nastroje społeczne w stosunku do USA wskazują na zwiększoną wrogość od czasu sierpniowej wizyty przewodniczącej Izby Reprezentantów USA Nancy Pelosi na Tajwanie. Te ogólnie negatywne nastroje między krajami, w połączeniu z brakiem zaufania między obiema administracjami, są głównym powodem do obaw o stosunki dwustronne w ciągu najbliższych dwóch lat.
Wojna handlowa z Chinami, rozpoczęta przez administrację Trumpa w 2018 roku, z pewnością spowodowała duże napięcie w stosunkach USA-Chiny poprzez wprowadzenie ogromnych ceł na import, jak również szeregu środków mających na celu powstrzymanie postępu technologicznego Chin. Administracja Bidena wykorzystuje niektóre z tych środków, aby wzmocnić konkurencję USA z Chinami, i dała do zrozumienia, że Chiny pozostają strategicznym priorytetem dla USA. Ten sentyment znalazł odzwierciedlenie w pierwszej strategii bezpieczeństwa narodowego Bidena, gdzie jasno przedstawiono wyzwania, jakie dla porządku międzynarodowego stanowią zarówno Chiny, jak i Rosja.
Ponadto, wprowadzony niedawno przez Bidena zakaz eksportu półprzewodników do Chin wydaje się być kamieniem milowym w strategii dotyczącej Chin i nie pozostanie bez wpływu dla technologii i geopolityki. W ciągu najbliższych dwóch lat Stany Zjednoczone będą prawdopodobnie nakładać dalsze ograniczenia na dostęp Chin do krytycznych technologii ze względu na bezpieczeństwo narodowe. Chociaż Chiny w większości przestrzegają reżimu sankcji nałożonych przez Zachód na Rosję, to jednak w miarę możliwości działają jako koło ratunkowe dla Moskwy. W związku z tym dopiero w najbliższych latach zobaczymy, jak rozwiną się stosunki rosyjsko-chińskie.
Po uzyskaniu republikańskiej większości w Izbie, działania restrykcyjne wobec Chin prawdopodobnie ulegną przyspieszeniu. W miarę jak uwaga będzie się kierować w stronę wyborów prezydenckich w 2024 roku, zarówno Partia Demokratyczna, jak i Republikańska będą prawdopodobnie kontynuować stanowisko „twardej postawy wobec Chin”, co utoruje drogę do dalszego wzmacniania konkurencyjności USA i zwiększenia ograniczeń w dostępie Chin do krytycznych technologii.
Nowy skład Kongresu może mieć również znaczenie dla stosunków USA-UE. Jeżeli republikanie zażądają bardziej rygorystycznego stanowiska w sprawie pomocy dla Ukrainy, może to spowodować obciążenie UE w zakresie zaspokojenia potrzeb finansowych Ukrainy. Stany Zjednoczone przekazały Kijowowi prawie 25 mld USD w ramach pomocy finansowej i humanitarnej oraz 27,5 mld USD w ramach dostaw wojskowych, co znacznie przekracza wydatki UE. Zmniejszenie wsparcia ze strony USA z pewnością zwiększyłoby presję na UE, aby zwiększyła swój wkład – co jest wyzwaniem w kontekście obecnego kryzysu energetycznego i fatalnych perspektyw gospodarczych.
Ponadto, ostatnie napięcia związane z konsekwencjami Ustawy o obniżeniu inflacji (IRA) dla UE zwróciły uwagę na możliwą dyskryminację firm europejskich przez tę Ustawę. UE wezwała USA do zmiany Ustawy IRA, ponieważ zawarte w niej zachęty finansowe „niesprawiedliwie przechylają szalę zwycięstwa na korzyść produkcji i inwestycji w Stanach Zjednoczonych kosztem Unii Europejskiej i innych partnerów handlowych”, co z kolei może grozić „powstaniem napięć, które mogą prowadzić do wzajemności lub działań odwetowych”. Nie wiadomo jeszcze, w jakim stopniu Kongres kontrolowany przez republikanów wpłynie na realizację tego nowo uchwalonego prawa. Chociaż jest bardzo prawdopodobne, że nastąpi odparcie realizacji polityki klimatycznej Bidena i pewien zastój w realizacji przepisów podatkowych przewidzianych w Ustawie, jest mało prawdopodobne, że Kongres uchyli ustawę IRA w ciągu najbliższych dwóch lat.
Jak dokonać oceny uznaniowej polityki fiskalnej i jej wpływu na inflację?
Rozdzielenie ruchów w wydatkach i podatkach spowodowanych wstrząsem strukturalnym (uznaniowa egzogeniczna polityka fiskalna) od ruchów spowodowanych zmianami w cyklu koniunkturalnym (automatyczne stabilizatory) stwarza problem identyfikacyjny. Wyodrębniamy (kwartalnie) uznaniowe wstrząsy fiskalne (wydatki i podatki), stosując strukturalną metodologię VAR (SVAR), przedstawioną po raz pierwszy w przełomowej pracy Blancharda i Perottiego[1] (B&P). Metodologia ta pozwala pominąć ruchy związane z wydatkami i podatkami, spowodowane automatycznymi stabilizatorami, i skupić się na czystym efekcie nowych środków fiskalnych. SVAR obejmuje trzy zmienne: realny PKB, realne pierwotne wydatki rządowe i realne wpływy rządowe. Wszystkie zmienne są skorygowane o wzrost liczby ludności. Nasza próba szacunkowa rozpoczyna się na początku lat 1990.
Blanchard i Perotti nakładają ograniczenia na niektóre parametry w swoich ramach SVAR (w przeciwnym razie istnieje zbyt wiele nieznanych parametrów i nie można zidentyfikować SVAR). Ograniczenia te muszą mieć sens instytucjonalny i ekonomiczny. B&P zakładają, że i) rząd nie zmienia wydatków w odpowiedzi na PKB w ciągu kwartału, ii) decyzje dotyczące wydatków są podejmowane przed decyzjami dotyczącymi opodatkowania lub odwrotnie oraz iii) elastyczność wpływów podatkowych w stosunku do PKB jest stała (zazwyczaj około 1-1,5). O ile te założenia są zasadniczo zadowalające, o tyle pierwsze założenie może stanowić pewne wyzwanie w czasach ostrego kryzysu gospodarczego. Zwłaszcza kryzys Covid-19 pokazał, jak szybko rządy działały w zakresie wprowadzania bodźców fiskalnych.
Z tego powodu obeszliśmy ten problem identyfikacji, dodając zmienną manekinową w II kwartale 2020 roku. Zmienne manekinowe (dummies) są przydatne w tym kontekście do identyfikacji dużych strukturalnych wstrząsów fiskalnych, które można łatwo wyróżnić – zazwyczaj są to bezprecedensowe skoki wydatków zaobserwowane w II kwartale 2020 roku. Impuls fiskalny oblicza się wtedy po prostu jako różnicę między obserwowanym wstrząsem fiskalnym a wartością zmiennej manekinowej (plus reszta). Ta strategia identyfikacji prowadzi do znacznie bardziej satysfakcjonującej identyfikacji strukturalnego wstrząsu fiskalnego w II kwartale 2020 roku w porównaniu z estymacją bez zmiennej dummy. Stwierdzamy, że w II kwartale 2020 roku około dwie trzecie całkowitego wzrostu wydatków rządowych wynikało z nowych środków, a jedna trzecia odzwierciedlała działanie automatycznych stabilizatorów.
Impuls fiskalny, który uzyskujemy dzięki tej metodologii, jest zbliżony do salda cyklicznego MFW, ale ma tę zaletę, że jest dostępny w ujęciu kwartalnym i pozwala na oddzielenie wstrząsów fiskalnych od wstrząsów wydatkowych. W naszych ramach SVAR wyprowadzamy również mnożniki fiskalne, czyli wpływ wstrząsów fiskalnych na wzrost PKB. Nasze mnożniki fiskalne – średnio około 0,7 dla wydatków i podatków – mieszczą się w zakresie ogólnie szacowanych wartości, chociaż w literaturze nie ma zgody co do ich wielkości. Wykres 8 przedstawia szacowany wpływ polityki fiskalnej na PKB w czasie, obliczony jako iloczyn wstrząsów fiskalnych i mnożnika fiskalnego.
Model dobrze oddaje wpływ na PKB obniżek podatków wprowadzonych przez administrację Busha na początku XXI wieku, jak również konsolidacji fiskalnej w latach 2013-15 pod auspicjami administracji Obamy. Okazuje się, że pakiety stymulacyjne w okresie od końca 2020 do końca 2021 roku wsparły wzrost o prawie 8 pkt. proc. w ujęciu rocznym.
Wpływ polityki fiskalnej na inflację szacujemy za pomocą podstawowej krzywej Phillipsa, która wiąże inflację zasadniczą z jej opóźnieniem, oczekiwaniami inflacyjnymi, cenami ropy naftowej i luką produktową (tj. wzrostem PKB w stosunku do potencjału). Nasza próba szacunkowa rozpoczyna się na początku lat 1990. Co ciekawe, nachylenie krzywej Phillipsa (tj. współczynnik luki produktowej) wzrasta, gdy włączymy do estymacji okres pandemii: inflacja stała się bardziej wrażliwa na cykl gospodarczy.
[1]Olivier Blanchard and Roberto Perotti, “An Empirical Characterization of the Dynamic Effects of Changes in Government Spending and Taxes on Output”, NBER Working Paper 7269, lipiec 1999.
[1] Więcej informacji na temat wskaźnika warunków finansowych i jego wpływu na PKB zawarto w raporcie US housing market: The first victim of the Fed (allianz.com). [Rynek mieszkaniowy USA: Pierwsza ofiara Banku Rezerw Federalnych (allianz.com)]
[1]Limit zadłużenia to maksymalna kwota, jaką Skarb Państwa może pożyczyć, aby spłacić już zaciągnięte zobowiązania, takie jak świadczenia z zakresu ubezpieczeń społecznych i opieki zdrowotnej, pensje dla wojskowych, odsetki od długu publicznego, zwroty podatków itp.
[1]Progi podatkowe aktualizowane są corocznie z uwzględnieniem inflacji.
Deweloperzy będą coraz częściej przechodzić na obrzeża miast i rozpoczynać mniejsze, bezpieczniejsze projekty. Kupujący powinni liczyć się z tym, że za 2-3 lata oferta na rynku pierwotnym będzie wąska, a wybór mocno ograniczony — to główne wnioski płynące z konferencji „Nastroje na rynku nieruchomości”.
68,7 proc. — jak wynika z danych BIK, o tyle r/r spadła wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe złożonych w październiku 2022 r. Właśnie zastój na rynku kredytowym i jego wpływ na branżę deweloperską były tematami konferencji „Nastroje na rynku nieruchomości”, którą zorganizował portal Nieruchomosci-online.pl.
— Chciałbym użyć słowa „zamrożenie” i wierzyć, że później dojdzie do ocieplenia. Popatrzyłem jednak na to, co wydarzyło się we wrześniu i z danych wprost wynika czterokrotny spadek liczby udzielanych kredytów miesiąc do miesiąca. To już nie jest poziom organiczny, o którym rozmawialiśmy po kryzysie subprime, kiedy przez kilka lat rynek się uspokajał, ale co roku udawało się udzielać 160-170 tys. kredytów na poziomie około 45-50 mld zł. Dzisiaj nie mam wątpliwości: liczba kredytów do końca roku nie przekroczy 110 tys. sztuk. Czegoś takiego nie było mniej więcej od wejścia Polski do Unii Europejskiej. […] Kiedyś kredyt hipoteczny był filarem bankowości. Dzisiaj jest instrumentem wysokiego ryzyka dla banków — mówi dr Jacek Furga, ekonomista, prezes Centrum Prawa Bankowego i Informacji przy Związku Banków Polskich.
— Zaskoczył nas gwałtowny spadek liczby udzielanych kredytów. To, że popyt na mieszkania jest, nie ulega wątpliwości, czujemy to w biurach sprzedaży. Ten popyt się po prostu odsuwa, ponieważ klienci nie mogą uzyskać kredytu.[…] Deweloperzy mają w tej chwili przede wszystkim projekty rozpoczęte kilka lat temu. Tutaj sprzedaż jest bardzo dobra: to, co mamy oddać do końca roku, sprzedaliśmy w ponad 90 proc., to co do końca przyszłego roku, w 80 proc. Wyniki deweloperów przez najbliższe dwa lata są więc moim zdaniem bezpieczne. Pytanie, co będzie później — komentuje Grzegorz Kiełpsz, prezes Polskiego Związku Firm Deweloperskich i przewodniczący Rady Nadzorczej Dom Development.
— Obecnie na portalu Nieruchomosci-online.pl obserwujemy dwukrotnie mniejsze zainteresowanie nowymi inwestycjami niż w 2021 r. Analizujemy to badając wielkość ruchu, czyli odwiedziny poszukujących na ogłoszeniach i inicjowane przez nich kontakty z deweloperami. To pozwala nam stwierdzić, że popyt wśród Polaków wciąż jest, natomiast ostatecznie na decyzje zakupowe wpływa cena i poziom zdolności kredytowej — komentuje Alicja Palińska z działu analiz serwisu ogłoszeniowego Nieruchomosci-online.pl. — Natomiast z badania nastrojów rynkowych wynika, że w 2022 r. rynkiem rządzi gotówka. Około 70 proc. pytanych przez nas pośredników w obrocie nieruchomościami potwierdziło wzrost transakcji gotówkowych w segmencie kawalerek, podobnie jak w przypadku większych mieszkań w porównaniu do 2021 r. Ponad połowa badanych określiła też, że 80 proc. transakcji w tych segmentach była zrealizowana bez kredytu.
To, co zostało podkreślone w debacie, to wielkość wolumenu transakcji gotówkowych oraz przyszłe nastroje związane z podejmowaniem inwestycji ze środków własnych.
Co będzie do kupienia za 2-3 lata?
Jak mówią uczestnicy konferencji Nieruchomosci-online.pl, deweloperzy próbują teraz dopasować swoje projekty do tych osób, które mają ograniczone możliwości finansowania zakupu nieruchomości oraz do tych, które chcą uciec z gotówką przed inflacją.
— Znajdujemy w bankach ziemi projekty, które mogą być najtańsze. Odchodzimy od centrów, szukamy projektów na obrzeżach, chociaż staramy się, aby były one dobrze skomunikowane, otoczone dobrą infrastrukturą społeczną, kulturową, edukacyjną. Kiedy już mamy lokalizację, staramy się znaleźć takie rozwiązania projektowe i technologiczne, które będą minimalizowały koszty budowy, bo te nadal rosną. To duży problem dla deweloperów, ponieważ duża część z nich buduje w systemie generalnego wykonawstwa, a wykonawcy mówią: „Nie możemy zagwarantować wam ceny na cały projekt”. Z drugiej strony są natomiast deweloperzy, którzy gdy już podpisują umowę z klientem i sprzedają mieszkanie, nie mają możliwości zmiany ceny — mówi prezes PZFD.
— Myślę, że będą do kupienia mieszkania w małych projektach, ponieważ takie będą musiały być przygotowywane przy niewiadomej przyszłości, jeśli chodzi o popyt i możliwości nabycia. Pracujemy już nad tego typu rozwiązaniami lub nad większymi projektami, ale z możliwością etapowania. W związku z czym wąska oferta będzie dosyć długo. Coś będziemy sprzedawali, ale wybór wcale nie będzie duży za kilka lat — dodaje Grzegorz Kiełpsz.
Przedstawiciel środowiska deweloperskiego przyznał, że spadek sprzedaży już skłania niektóre firmy do promocji.
— Widać to chociażby po akcjach reklamowych deweloperów, których wcześniej nie było w mediach. Jeżeli rynek się odwraca, można liczyć na okazje i takie się pojawiają. Chociaż one są pewnie punktowe, akcyjne, na zasadzie 30-40 mieszkań w specjalnej cenie, ale tylko do końca miesiąca. Oczywiście nie zachęcam, aby kupować tylko według tego kryterium, bo mieszkanie kupuje się jednak na lata. Moim zdaniem, podstawowymi kryteriami przy zakupie mieszkania powinny być: lokalizacja, rozkład mieszkania oraz to, czy spełnia ono nasze potrzeby — mówi prezes PZFD.
Czy to dobry moment na zaciągnięcie kredytu?
Podwyżki stóp procentowych przynajmniej na pewien czas odcięły wielu Polaków od kredytów mieszkaniowych. Pozostaje jednak grupa osób, które mają zdolność, ale wahają się w tej atmosferze niepewności.
— Pytanie, jaką mamy alternatywę. Czy wynajmiemy w Warszawie mieszkanie za 3 tys. miesięcznie? Jeżeli mam potrzeby mieszkaniowe, to dlaczego mam płacić komuś 3 tys. zł, a nie płacić takiej raty i z miesiąca na miesiąc być coraz bardziej właścicielem kredytowanego mieszkania? Chociaż oczywiście zawsze jest to kwestia zdolności. Jestem urodzonym optymistą, więc zakładam, że obecny poziom oprocentowania nie jest na 25 lat, tylko na lat kilka. Zakładam, że w najgorszym wypadku inflacja zacznie spadać za 4-5 lat, a w optymistycznej wersji za 3 lata — komentuje dr Jacek Furga.
Prezes PZFD Grzegorz Kiełpsz zwraca też uwagę na spadek siły nabywczej pieniądza. — Utrzymuje się poziom kredytów zaciąganych na około 500 tys. zł, tylko że z każdym rokiem za te 500 tys. zł będziemy kupowali mniejsze mieszkanie — mówi.
Uczestnicy konferencji „Nastroje na rynku nieruchomości” poruszyli również temat wpływu spadku akcji kredytowej na ogólną sytuację gospodarczą.
— To nie jest kwestia tego, że bank nie zarobi. Były badania, że jedno miejsce w budownictwie to dodatkowe trzy miejsca pracy w sektorach, które to mieszkalnictwo wspierają. To chociażby artykuły gospodarstwa domowego czy cała infrastruktura, która tworzy się wokół mieszkań — przypomina dr Jacek Furga.
— Zmniejszenie akcji kredytowej powoduje zmniejszenie aktywności budowlanej. To reakcja łańcuchowa. Już w tej chwili dwóch czołowych producentów okien wprowadza 4-dniowy tydzień pracy. Niektórzy producenci płytek ceramicznych ograniczają zatrudnienie. To już się dzieje — zauważa Grzegorz Kiełpsz.
„Jeżeli chcemy być niezależni energetycznie od Rosji musimy zaprzyjaźnić się z wodorem”. Eksperci: To ostatni dzwonek, by przyspieszyć prace nad eksploatacją pierwiastka.
– Każda szansa na uniezależnienie się od Rosji w sferze energetyki, jest szansą, którą należy pilnie wykorzystać – mówi prof. Marzena Frankowska, współorganizatorka konferencji H2Szczecin, która już 30 listopada odbędzie się w Szczecinie. Podczas wydarzenia poruszony zostanie temat wodoru, jako energetycznej alternatywy dla standardowych surowców i źródeł ciepła. – Europa jest już daleko z przodu jeżeli chodzi o odkrycie potencjału wodoru. Musimy szybko dołączyć do peletonu, bo mamy w tym zakresie potencjał zarówno naukowy jak i gospodarczy – mówi prof. Frankowska.
„Wodorowa alternatywa” warta miliardy Euro. Eksperci: „Ostatni dzwonek, by przygotować się do działania”
Potencjał wodoru jest znany od lat, ale jego użycie w gospodarce póki co było mocno ograniczone. Eksplorację tego pierwiastka przyspieszył trend troski o zrównoważoną gospodarkę. Na zupełnie inny poziom dyskusji wodór wyniosła wojna w Ukrainie. Gospodarki narodowe chcąc uniezależnić się od rosyjskich surowców w wielu przypadkach postawiły właśnie na wodór.
– Wodór jest energetyczną szansą na uniezależnienie się od Rosji – mówi prof. Marzena Frankowska. – To opinia w całej Europie, stąd zintensyfikowane prace nad jego pełniejszym wykorzystaniem w energetyce, transporcie czy we wszelkich innych dziedzinach gospodarczych. – To być może ostatni dzwonek, nie mamy na co czekać, rok 2022 jest bardzo ważny, by przygotować się do sięgania po środki z Unii Europejskich do realizacji wodorowych inwestycji w regionie – mówi prof. Frankowska.
– Wodór jest potrzebny w przemyśle, w energetyce, w transporcie. Możemy mówić o jego walorach w kontekście horyzontalnym, ale i szczegółowym, bo wiele europejskich miast już wiele miesięcy temu rozpoczęło pilotażowe próby wykorzystania wodoru do ogrzewania osiedli czy zasilania sieci transportowych. Ten potencjał jest gigantyczny, transformacja wodorowa staje się więc faktem – mówi ekspertka.
Według zapowiedzi Komisji Europejskiej w najbliższych latach nawet 9,3 miliarda Euro może zostać przeznaczone na projekty związane z wodorem. W Polsce od 2018 roku rozwija się koncepcja Wielkopolskiej Doliny Wodorowej. Wiele innych regionów również aktywnie rozwija swoje projekty w tym zakresie m.in. Pomorze Zachodnie.
Informacja i inspiracja. Wodór to przyszłość gospodarki
Cztery sesje plenarne, merytoryczni goście, których wiedza w przedmiotowym temacie jest absolutnie bezcenna, wymiana doświadczeń i planów między samorządowcami, aktywistami, naukowcami. Już 30 listopada w Szczecinie odbędzie się pierwsza konferencja H2Szczecin – Wodór napędem regionu. Celem wydarzenia jest promocja wodoru jako alternatywy dla znanych dotychczas surowców energetycznych. Spotkanie podzielone będzie na panele dyskusyjne z zaproszonymi gośćmi.
– Chcemy inspirować i informować – mówi prof. Marzena Frankowska. – Po pierwsze będzie to platforma informacyjna: co już zostało zrobione w Polsce i w Europie, co jest w planach, jakie to ma znaczenie dla nauki i gospodarki. To będzie więc ważne wydarzenie dla naukowców. Przedsiębiorcy dowiedzą się jak może wyglądać tworzenie wodorowego „local content”, jak można optymalizować koszty działania i uniezależniać się energetycznie dzięki wodorowi. Będziemy także mówić o wodorowych łańcuchach dostaw, co jest nowością dla sektora TSL. Samorządowcy dowiedzą się czy to już dobry moment, by inwestować w komunikację miejską zasilaną wodorem. Powiemy także o powstających już w Polsce osiedlach wodorowych. Wiedza, inspiracja, wymiana doświadczeń. Takie przyświecają nam cele – mówi prof. Frankowska.
Organizatorem wydarzenia jest klaster Metalika dla Przemysłu. Współorganizatorem jest Urząd Marszałkowski województwa zachodniopomorskiego oraz Uniwersytet Szczeciński. Partnerzy strategiczni to ENEA oraz Bank Gospodarstwa Krajowego. Partner główny to Szczecińska Energetyka Cieplna, a partner technologiczny to Air Products.
Wszystkich zainteresowanych serdecznie zachęcamy do rejestracji na wydarzenie. Wstęp jest bezpłatny.
Tegoroczny odczyt Indexu MiU, który wskazuje w jakiej kondycji do konkurowania są firmy przemysłowe z sektora MŚP, wynosi 44,06 pkt (w skali od 0 do 100). W relacji do ubiegłorocznego pomiaru oznacza to spadek o 6,54 pkt. Największy wpływ na wartość indeksu miały zmiany w obszarze sprzedaży krajowej oraz poziomie odnowień parku maszyn i urządzeń. To wyniki najnowszego badania realizowanego rok rocznie przez Siemens Financial Services w Polsce.
Spadek kondycji do konkurowania można zaobserwować w każdej z trzech ankietowanych branż. Sub-indeks dla branży obróbki metalu wyniósł 46,40 pkt i jest niższy o 6,53 pkt względem poprzedniego roku. Słabszą kondycję do konkurowania mają również przedsiębiorcy przetwarzający tworzywa sztuczne (45,32 pkt w porównaniu do 54,72 pkt) oraz firmy spożywcze (40,48 pkt vs 41,07 pkt w 2021 roku).
Index MiU to realizowane na zlecenie Siemens Financial Services w Polsce cykliczne badanie zdolności do konkurowania firm przemysłowych z branży obróbki metali, przetwórstwa tworzyw sztucznych i spożywczej. Wskaźnik informuje o tym, w jakiej kondycji do konkurowania są wymienione branże. Pokazuje, jak kształtuje się i zmienia w czasie ich zdolność do zwiększania aktywności eksportowej i wzrostu możliwości sprzedaży krajowej, między innymi dzięki inwestycjom w maszyny i urządzenia (MiU).
Pod koniec 2022 roku Index MiU wyniósł 44,06 pkt i w porównaniu do ubiegłorocznego pomiaru obniżył się o 6,54 pkt. Wynik ten należy interpretować jako niższą zdolność badanych branż do konkurowania zarówno dziś, jak i w perspektywie kolejnego roku. Największy wpływ na spadek wartości indeksu miały zmiany w obszarze sprzedaży krajowej oraz poziomie nakładów na odnowienia parku maszyn i urządzeń.
Źródło: Badanie Instytutu Keralla Research na zlecenie Simens Financial Services w Polsce, wrzesień 2022 r. N = 300 firm produkcyjnych (MŚP z branży obróbki metali i przetwórstwa tworzyw sztucznych i spożywczej).
– Mimo niepewności makroekonomicznej i coraz bardziej wymagającego otoczenia firmy przemysłowe starają się nie rezygnować z inwestycji w budowanie własnej konkurencyjności. Jak wynika z naszego badania, część przedsiębiorców planuje zwiększać nakłady na inwestycje w park MiU i poziom automatyzacji produkcji lub przynajmniej utrzymać je na podobnym poziomie. Jedynie 7 proc. ankietowanych przyznaje, że w tym roku zmniejszyło nakłady na MiU, a „cięcia” w przyszłości planuje 8,3 proc. To pokazuje, że wielu zarządzających firmami ma świadomość, jak istotne dla dalszego rozwoju biznesu jest w aktualnych warunkach budowanie konkurencyjności poprzez technologię – mówi Katarzyna Kaczmarek, CEO Siemens Financial Services w Polsce.
Źródło: Badanie Instytutu Keralla Research na zlecenie Simens Financial Services w Polsce, wrzesień 2022 r. N = 100 firm produkcyjnych MŚP z branży obróbki metaliŹródło: Badanie Instytutu Keralla Research na zlecenie Simens Financial Services w Polsce, wrzesień 2022 r. N = 100 firm produkcyjnych MŚP z branży przetwórstwa tworzyw sztucznychŹródło: Badanie Instytutu Keralla Research na zlecenie Simens Financial Services w Polsce, wrzesień 2022 r. N = 100 firm produkcyjnych MŚP z branży spożywczej
– Odczyty sub-indeksów dla badanych branż potwierdziły, jak bardzo zdolność do konkurowania wrażliwa jest na wszelkie uwarunkowania makroekonomiczne. Jeszcze 12 miesięcy temu wyniki naszego badania wskazywały na „odradzanie się” ankietowanych branż po pandemii. Dziś jednak przedsiębiorcy identyfikują nowe wyzwania, które sprawiają, że obserwujemy umiarkowany optymizm w zakresie kondycji do konkurowania w nadchodzącym roku. Ta ostrożność to oczywiście efekt sytuacji geopolitycznej i gospodarczej, na którą wpływają m.in. galopująca inflacja, wzrost stóp procentowych, wyzwania kadrowe czy znaczny wzrost kosztów energii. To właśnie te czynniki tworzą coraz bardziej wymagające otoczenie biznesowe – podkreśla Katarzyna Kaczmarek z Siemens Financial Services w Polsce.
Coraz więcej czynników wpływających na przyszłość
Z badania Siemens Financial Services w Polsce wynika, że dziś firmy działają w dużo bardziej dynamicznych warunkach niż jeszcze 12 miesięcy temu. Wtedy wśród najważniejszych czynników, które w nadchodzącym roku miały wpływać na przyszłość badanych branż, ankietowani najczęściej wymieniali trzy główne. Dziś wskazują ich już aż sześć. Według ankietowanych w najbliższych miesiącach na przyszłość badanych branż będzie wpływać przede wszystkim coraz droższa energia elektryczna (53,3 proc.) oraz utrzymująca się wysoka inflacja (40 proc.). W dalszej kolejności wymieniane były braki kadrowe (31,3 proc.) oraz wzrost cen surowców (29 proc.). Przedsiębiorcy często wskazywali również odczuwalne skutki wojny (20 proc.), a także problemy z dostępnością komponentów do produkcji (18,7 proc.). Warto zwrócić uwagę, że w tym roku wśród wymienianych przez przedstawicieli badanych branż trendów, które w najbliższych miesiącach będą kształtować rynek, rzadziej pojawiała się ekologia.
– Dążenie do zrównoważonego rozwoju powinno być dziś istotne dla przedsiębiorców nie tylko z powodu presji związanej z ograniczeniami czy regulacjami prawnymi. Inwestycje w zielone technologie pozwalają obniżyć koszty energii i surowców, pozytywnie wpłynąć na zwiększenie wydajności operacyjnej poprzez redukcję ich zużycia i wesprzeć budowanie długotrwałej rentowności przedsiębiorstwa. Aby zmaksymalizować korzyści płynące z realizacji takich inwestycji warto posiłkować się finansowaniem zewnętrznym dostarczanym przez zaufanych partnerów biznesowych. W ten sposób można skutecznie zarządzać płynnością finansową przedsiębiorstwa, tak istotną w obecnym dynamicznym otoczeniu biznesowo-ekonomicznym – mówi Katarzyna Kaczmarek z Siemens Financial Services w Polsce.
Zdywersyfikowane źródła finansowania
Prawie dwie trzecie (62,5 proc.) badanych firm inwestując w rozwój parków MiU korzysta z finansowania zewnętrznego. Najchętniej po taką formę wsparcia sięgają przedsiębiorcy z branży obróbki metali. Względem roku ubiegłego przedsiębiorcy chętniej dywersyfikują źródła finansowania. W tegorocznym badaniu ponad połowa (51,3 proc.) badanych firm przyznała, że łączy środki własne z finansowaniem zewnętrznym – to o ponad 10 pkt proc. więcej niż w roku ubiegłym.
Warto podkreślić, że w obecnym otoczeniu biznesowym dywersyfikacja źródeł finansowania i wykorzystywanie środków pozyskanych od wyspecjalizowanych podmiotów wspiera inwestowanie w modernizację oraz rozwój parku maszyn, a tym samym budowanie zdolności firm do konkurowania.
Cały raport „Index MiU 2022” jest do pobrania na stronie: https://new.siemens.com/pl/pl/produkty/finansowanie/branze/przemysl/index-miu-2022.html
Nota metodologiczna:
Index MiU przyjmuje wartości w skali od 0 do 100 pkt. Im wyższy odczyt, tym wyższa ocena zdolności firm do konkurowania, bardziej skupiają się one na inwestycjach w rozwój parków maszyn i urządzeń, automatyzacji oraz m.in. zwiększają skalę sprzedaży krajowej i zagranicznej. Progi newralgiczne, które świadczą o dużym wzroście lub spadku konkurencyjności wynoszą odpowiednio 60 pkt i 40 pkt. Konstrukcja indeksu opiera się na ośmiu komponentach, które w różnym stopniu wpływają na końcową wartość informującą o zdolności do konkurowania producenta. Wśród nich są m.in. odnowienia parku maszyn i urządzeń oraz ich częstotliwość, automatyzacja procesów produkcji, sprzedaż krajowa i eksport czy udział oraz dostępność finansowania zewnętrznego.
Badanie z przedstawicielami 300 małych i średnich firm zrealizował Instytut Badań i Rozwiązań B2B Keralla Research we wrześniu 2022 r. Uczestnikami badania byli przedsiębiorcy z branży obróbki metali, przetwórstwa tworzyw sztucznych i spożywczej z całej z całej Polski, posiadający własny park maszyn i urządzań (MiU). Wykorzystano metodę ilościową, technikę standaryzowanych wywiadów telefonicznych (CATI).
Mimo, że łódzki rynek biurowy nie odnotował nowej podaży w III kwartale roku, rok 2023 zapowiada się dość aktywnie dla deweloperów. W budowie znajduje się ponad 56 000 m kw. powierzchni biurowej, z czego 80% planowana jest do oddania w kolejnym roku.
W pierwszych dwóch kwartałach roku rynek biurowy w Łodzi sukcesywnie powiększał się o kolejne projekty. W samym III kwartale 2022 roku nie odnotowano jednak żadnej nowej podaży. Całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej na koniec września kształtowały się na poziomie blisko
630 000 m kw.
„Aktywność deweloperów pod względem realizowanych projektów jest stosunkowo duża. Na koniec trzeciego kwartału w budowie znajdowało się ponad 56 000 m kw. powierzchni biurowej. Dla porównania z rynkiem warszawskim, którego zasoby biurowe są 10-krotnie większe, wolumen rozpoczętych budów w Łodzi stanowi 1/3 tego co w stolicy. Zakładając, że deweloperzy dotrzymają swoich terminów, 80% tego wolumenu zostanie ukończone 2023 roku,”– komentuje Katarzyna Bojar, Konsultant w dziale badań rynku Knight Frank.
Aktualnie inwestycjami pozostającymi w budowie są Monopolis M2 (8 000 m kw., Virako) oraz Widzewska Manufaktura (33 800 m kw., Cavatina Holding).
Ostrożnością wykazują się jednak najemcy, a wstrzymywane przez nich decyzje wpłynęły na spadek popytu odnotowany od lipca do września. Jego wartość w III kwartale wyniosła zaledwie 6 800 m kw. i stanowił nieco ponad 6% całkowitego wolumenu umów podpisanych w miastach regionalnych. Wynik ten był również niższy o 21% w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku. Co więcej od początku roku w Łodzi podpisano umowy na niespełna 40 000 m kw. (średnioroczny popyt z ostatnich 5-ciu lat wynosi w Łodzi 56 900 m kw.). Analizując strukturę transakcji, największy udział stanowiły nowe umowy – ponad 76%, w tym umowy pre-let 6%. Na drugim miejscu były renegocjacje, które odpowiadały za ponad 18% wolumenu umów, a podium zamykały ekspansje z wynikiem nieco ponad 6%.
„Istotną zmianą jest wartość współczynnika pustostanów, który wzrósł w ciągu minionego kwartału o 3,4 pp. i na koniec września osiągnął poziom 22%. Warto dodać, że od początku roku współczynnik odnotował wzrost o 5,2 pp. i osiągnął najwyższy wynik, nienotowany dotąd na tym rynku. Niski wolumen nowej podaży, której oddanie do użytku przewidywane jest na IV kw. 2022 roku (zaledwie 2 400 m kw.) może jednak przyczynić się do obniżenia współczynnika pustostanów na koniec roku,”–dodaje Filip Kowalski, Negocjator w Knight Frank.
Czynsze wywoławcze w Łodzi w III kw. 2022 roku wahały się od 9,00 EUR do 15,00 EUR za m kw./ miesięcznie. W najbliższym czasie w starszych budynkach należy oczekiwać presji ze strony najemców na renegocjacje stawek czynszów i pakietów zachęt ze względu na bardzo dużą dostępność powierzchni biurowej. Z kolei w nowych inwestycjach, rosnące koszty budowy (wzrost cen materiałów budowlanych i kosztów pracy), a także wzrost kosztów obsługi kredytów budowlanych może skutecznie zahamować możliwości negocjacyjne inwestorów. Zauważalny jest wzrost stawek opłat eksploatacyjnych, które na koniec września 2022 roku w Łodzi wahały się od 15 do 21 PLN/m kw./miesięcznie.
Kasy fiskalne przechodzą w ostatnich latach prawdziwą rewolucję, która zmierza do raportowania transakcji do urzędu skarbowego w czasie rzeczywistym. Jednocześnie rynek odchodzi już od kas w postaci dużego sprzętu, obsługiwanego przez kasjera. Coraz bardziej popularne są kasy samoobsługowe, w różnych postaciach i o różnych funkcjonalnościach. Ostatnio przedsiębiorcy coraz większą uwagę przykładają do kas wirtualnych, które mają postać oprogramowania instalowanego na dowolnym urządzeniu. Niestety nie wszystkie branże mogą korzystać z tego rozwiązania.
Kasy online
Kasy online to kasy fiskalne, które wysyłają dane o sprzedaży do Centralnego Repozytorium Kas, systemu prowadzonego przez Krajową Administrację Skarbową służącego do analizowania m.in. poprawności transakcji dokonywanych przez podatników. Dane wysyłane są w regularnych odstępach czasu. Do CRK trafiają raporty dobowe, paragony fiskalne, dokumenty niefiskalne, zmiany w zaprogramowanych stawkach VAT, informacje o dokonanych przeglądach okresowych. Kasy online stanowią zatem dopełnienie raportowania VAT w postaci plików JPK V7 w zakresie danych z kas fiskalnych. Dzięki temu urząd może w prosty sposób wychwycić odchylenia od standardowych warunków.
Onlinowy rodzaj kas jest nie do odróżnienia od zwykłych z punktu widzenia klienta. Jedyna różnica to konieczność ich połączenia z siecią. Kasy online staną się obligatoryjne od 2023 r., ale tylko w zakresie, w jakim stare kasy fiskalne będą potrzebowały wymiany. Jest natomiast grupa przedsiębiorców , która została zobowiązana do posiadania kas online. Są to przykładowo przedsiębiorcy świadczący usługi naprawy pojazdów silnikowych oraz motorowerów, sprzedający benzynę silnikową, olej napędowy, gaz przeznaczony do napędu silników spalinowych, świadczący usługi w zakresie krótkotrwałego zakwaterowania czy związane z wyżywieniem (stale lub sezonowo) w odniesieniu do stacjonarnych placówek gastronomicznych, a także usługi fryzjerskie, kosmetyczne i kosmetologiczne, usługi budowlane, usługi w zakresie opieki medycznej świadczone przez lekarzy i lekarzy dentystów, usługi prawnicze, usługi związane z działalnością obiektów służących poprawie kondycji fizycznej – wyłącznie w zakresie wstępu.
Warto zaznaczyć, że przedsiębiorcy, którzy są zobowiązani już do posiadania kas online, w przypadku ich braku podlegają przepisom karnym- skarbowym, ponieważ co do zasady w sposób nieprawidłowy prowadzą ewidencję.
E-paragony
Zgodnie z przepisami ustawy o VAT podatnicy prowadzący ewidencję sprzedaży przy zastosowaniu kas rejestrujących są obowiązani wystawić i wydać nabywcy paragon fiskalny lub fakturę z każdej sprzedaży w postaci papierowej lub, za zgodą nabywcy, w postaci elektronicznej, przesyłając ten dokument w uzgodniony z nim sposób. Druga opcja to tak zwane e-paragony, czyli nowoczesna forma otrzymywania i przechowywania paragonów na dokonane zakupy. Forma uzgodnienia sposobu dostarczenia e-paragonu klientowi zależy od wzajemnego porozumienia, które najczęściej będzie narzucone przez przedsiębiorcę w regulaminie.
W najbliższych miesiącach coraz większa liczba przedsiębiorców będzie miała możliwość przesyłania e-paragonów, ponieważ Główny Urząd Miar zaczął homologować kasy fiskalne. E-paragony mogą być wykorzystywane w ramach aplikacji – oznacza to, że klienci nie będą otrzymywali formalnie paragonu, a jedynie pojawi się on w ich aplikacji. E-paragony mogą być także dostarczane w postaci sms czy e-maila.
Kasy wirtualne
Kasy wirtualne są natomiast nowoczesnym rozwiązaniem, umożliwiającym odejście od tradycyjnej formy kasy fiskalnej na rzecz oprogramowania, które można zainstalować na dowolnym urządzeniu (tablet, telefon etc.). Kasy wirtualne mają postać oprogramowania, które powinno współdziałać z drukarką umożlwiającą wydruk.
Obecnie z kas wirtualnych może korzystać ograniczona („testowa”) grupa przedsiębiorców, wśród których znajdują się takie usługi jak m.in. transport kolejowy pasażerski, usługi hotelarskie, usługi restauracji i pozostałych placówek gastronomicznych, catering czy myjnia.
Na chwilę obecną kasy wirtualne podlegają tym samym przepisom co kasy tradycyjne, jeżeli chodzi o generowanie raportów fiskalnych dobowych czy okresowych. Powinny one móc drukować paragon, albo umożliwić jego przesłanie elektroniczne (e-paragony), jeżeli takie będzie uzgodnienie między stronami. Nie podlegają jednak przeglądom technicznym a ich zakup nie wiąże się z koniecznością nabycia drogiego urządzenia.
Kasy wirtualne stanowią więc przyszłość jeżeli chodzi o ewidencjonowanie na kasach fiskalnych. Zanim to się stanie, konieczne są jednak są zmiany w przepisach w tym zakresie. W szczególności należy rozszerzyć katalog podmiotów mogących korzystać z kas wirtualnych oraz wprowadzić przejrzyste przepisy dotyczące udostępniania e-paragonów klientom. Równolegle Ministerstwo Finansów powinno kontynuować prace nad rozwijaniem swojej aplikacji do przechowywania i raportowania paragonów. Konieczne jest jednak znaczne poszerzenie jej funkcjonalności.
Autor: Agnieszka Stachurska, Dyrektor biura księgowego Skarbiec Corporate Services, z grupy Kancelarii Prawnych Skarbiec, oferującego kompleksowe usługi księgowe i outsorsing kadrowo-płacowy
W ciągu pierwszych trzech kwartałów 2022 r. przychody ze sprzedaży wyniosły 320,3 mln zł, wobec 596,3 mln zł rok wcześniej.
Zysk netto grupy wyniósł 50,5 mln zł wobec 84,8 mln zł w analogicznym okresie poprzedniego roku.
W ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy 2022 r. Develia sprzedała 1225 lokali na podstawie umów deweloperskich i przedwstępnych wobec 1500 w analogicznym okresie 2021 r.
W ciągu trzech kwartałów deweloper przekazał626 lokali wobec 1279 rok wcześniej. Zgodnie z harmonogramem projektów, kumulacja przekazań nastąpi w IV kwartale br., co przełoży się na znaczną poprawę wyników Develii za 2022 r.
Na koniec września 2022 r. Develia posiadała 409 mln zł gotówki i krótkoterminowych aktywów finansowych.
– W trzecim kwartale 2022 r. obserwowaliśmy dalsze osłabienie sytuacji rynkowej w branży nieruchomości, w tym kontekście wyniki sprzedaży Develii postrzegamy jako dobre. Dzięki zdywersyfikowanej ofercie, dostosowanej do oczekiwań klientów szukających mieszkań dla siebie i inwestorów, osiągnięcie celu sprzedażowego na 2022 r. jest realne, spodziewamy się wyniku około 1600 mieszkań. Ze względu na harmonogram inwestycji jesteśmy w najbardziej aktywnym okresie w tym roku, jeśli chodzi o przekazania lokali, dlatego wyniki finansowe za IV kwartał tego roku powinny być bardzo dobre. Aktywnie działamy, aby sfinalizować pierwszą transakcję PRS. Jest to ważny kierunek rozwoju Develii, ale ze względu na niestabilne otoczenie prawne i wzrost kosztów finansowania potencjalnych partnerów, wymaga więcej czasu niż pierwotnie zakładaliśmy – mówi Andrzej Oślizło, prezes Develii. – W segmencie komercyjnym realizujemy założenia strategii. Kilka tygodni temu podpisaliśmy umowę joint venture z Hillwood, która jest elementem dezinwestycji gruntu w Malinie. Jesteśmy też na zaawansowanym etapie negocjacji sprzedaży pozostałych aktywów komercyjnych – dodaje Andrzej Oślizło.
Działalność deweloperska
W ciągu pierwszych trzech kwartałów 2022 r. Develia sprzedała 1225 lokali na podstawie umów deweloperskich i przedwstępnych wobec 1500 lokali w tym samym okresie roku ubiegłego, co oznacza spadek o 18%. W okresie styczeń – wrzesień 2022 r. deweloper przekazał 626 lokali wobec 1279 rok wcześniej. Mniejsza liczba przekazań wynika z harmonogramu realizowanych projektów – ich kumulacja nastąpi w ostatnim kwartale tego roku, co znacząco wpłynie na poprawę wyników spółki za 2022 r.
W samym III kwartale deweloper sprzedał 261 lokali. Najwięcej mieszkań znalazło nabywców w inwestycjach Aleje Praskie (Warszawa), Centralna Park (Kraków), Szmaragdowy Park (Gdańsk) i Kaskady Różanki (Wrocław). W okresie lipiec-wrzesień 2022 r. Develia przekazała 420 lokali wobec 521 w analogicznym okresie ubiegłego roku.
Działalność komercyjna
Develia kontynuuje strategię dezinwestycji obiektów komercyjnych. Spółka dąży do sprzedaży Arkad Wrocławskich oraz warszawskiego biurowca Wola Retro. Poziom komercjalizacji tych obiektów wynosi odpowiednio 94% i 86%.
W lipcu 2022 r. deweloper zawarł umowę współpracy joint venture z firmą The Heart, zajmującą się venture building. W jej ramach powstanie spółka, która stworzy platformę do zarządzania wynajmem mieszkań skierowaną do inwestorów instytucjonalnych i indywidualnych. Platforma będzie kompleksowym narzędziem do obsługi najmu, obejmującym cały proces zaczynając od marketingu lokali przeznaczonych na wynajem, poprzez przeprowadzenie procesu najmu mieszkania i rozliczenie czynszu, na dodatkowych usługach dla najemców – takich jak catering, sprzątanie czy naprawy – kończąc. Nakłady inwestycyjne na projekt wyniosą łącznie 8,5 mln zł w perspektywie 3 lat. Łączne docelowe zaangażowanie Develii wyniesie maksymalnie 7,5 mln zł. W zależności od etapu inwestycji i stopnia realizacji programu motywacyjnego deweloper będzie posiadał od 76,5% do 57,5% udziałów w kapitale zakładowym spółki. Operacyjne uruchomienie platformy planowane jest na 2023 r.
W październiku br. Develia podpisała umowę o współpracy joint venture z Hillwood, będącą finalizacją uzgodnień zawartych w liście intencyjnych. W ramach umowy powstanie spółka celowa, która na nieruchomości położonej w Malinie koło Wrocławia zrealizuje park logistyczny o powierzchni minimum 400 tys. GLA. Deweloper szacuje, że przychód z etapowej sprzedaży gruntu w Malinie do spółki celowej wyniesie około 34,7 mln euro, czyli powyżej obecnej wartości księgowej wynoszącej 70 mln zł. Dodatkowo Develia będzie posiadać udział w zyskach z tego projektu. Taki model współpracy pozwoli spółce na maksymalizację wartości w ramach dezinwestycji tego aktywa, które zostało kupione w 2007 r.
Wyniki finansowe
Dane finansowe (tys. zł)
1-3Q2022
1-3Q2021
Zmiana
Przychody
320 297
596 332
-46,29%
Zysk brutto ze sprzedaży
83 458
163 364
-48,91%
Marża brutto ze sprzedaży
26,06%
27,39%
-1,34pp
Zysk brutto ze sprzedaży segment deweloperski
62 789
131 271
-52,17%
Marża brutto ze sprzedaży segment deweloperski
22,62%
24,66%
-2,05pp
Zysk brutto ze sprzedaży segment komercyjny
20 531
32 056
-35,95%
Marża brutto ze sprzedaży segment komercyjny
48,28%
50,08%
-1,80pp
EBITDA
76 155
118 888
-35,94%
EBITDA bez przeszacowań nieruchomości
33 810
124 983
-72,95%
Zysk netto
50 511
84 772
-40,42%
Skorygowany zysk netto*
29 784
88 809
-66,46%
(*) – skorygowany zysk netto, liczony według wzoru: skorygowany zysk netto = zysk netto – zysk/(strata) z nieruchomości inwestycyjnych – przychody/koszty finansowe z tytułu wycen zobowiązań finansowych w EUR – podatek odroczony utworzony od korygowanych pozycji
Przychody grupy za trzy kwartały 2022 r. wyniosły 320,3 mln zł wobec 596,3 mln zł rok wcześniej. Develia wypracowała 50,5 mln zł zysku netto wobec 84,8 mln zł w analogicznym okresie roku ubiegłego.
Zysk brutto ze sprzedaży z działalności deweloperskiej za pierwsze trzy kwartały 2022 r. wyniósł 62,8 mln zł przy przychodach 277,6 mln zł. Zysk brutto ze sprzedaży z usług najmu wyniósł 20,5 mln zł przy przychodach 42,5 mln zł.
W październiku br. Komisja Nadzoru Finansowego zatwierdziła prospekt Develii dotyczący publicznego programu emisji obligacji, który umożliwi spółce emisję obligacji o wartości do 150 mln zł. Obligacje będą wprowadzane do obrotu na rynku regulowanym GPW Catalyst i będą mogły być emitowane jako obligacje niezabezpieczone. Warunki emisji kolejnych serii będą ustalane indywidualnie. Za organizację poszczególnych ofert, w tym tworzenie konsorcjów dystrybucyjnych będzie odpowiadał Michael/Ström Dom Maklerski.
– Planowana emisja obligacji do inwestorów detalicznych jest przede wszystkim formą dywersyfikacji źródeł finansowania. Dodatkowo pozwoli nam przygotować się na spowolnienie na rynku i wykorzystanie pojawiających się szans inwestycyjnych. Pierwszą emisję, w ramach publicznego programu, chcielibyśmy przeprowadzić jeszcze w tym roku. Nasza wieloletnia historia emisji i wykupu obligacji, pozycja czołowego dewelopera mieszkaniowego w Polsce i dobra sytuacja finansowa sprawiają, że emisja będzie ciekawą propozycją dla inwestorów detalicznych – mówi Paweł Ruszczak, wiceprezes Develii.
Na koniec września 2022 r. Develia posiadała 409 mln zł gotówki i krótkoterminowych aktywów finansowych. Na koniec III kwartału 2022 r. zobowiązania finansowe wyniosły 723,6 mln zł w porównaniu z 956,4 mln zł na koniec 2021 r.
We wrześniu odnotowano znaczący wzrost przypadków zawieszania działalności gospodarczej. Jednak czy na pewno oznacza to, że firmy zaczynają odczuwać kryzys? Eksperci z firmy inFakt przeanalizowali sytuację i okazuje się, że zjawisko jest spowodowane głównie sezonowością. Nie ma więc potrzeby wzbudzania obaw informacjami o rzekomych lawinowo rosnących przypadkach zawieszania lub zamykania działalności gospodarczych w Polsce.
Z analizy specjalistów firmy inFakt wynika, że najwięcej przypadków zawieszenia działalności odnotowano we wrześniu 2022 roku, w branży hotelarskiej i gastronomicznej. Eksperci sprawdzili również dane z Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej (CEiDG) za 2021 i 2020 rok. Okazało się, że wyniki są podobne. – W branży hotelarskiej i gastronomicznej co roku można zaobserwować skokowy wzrost liczby przedsiębiorców zawieszających działalność we wrześniu. Dlatego należy stwierdzić, że jest to efekt sezonowości. Tezę tę dodatkowo potwierdza geograficzne rozmieszczenie takich przypadków w obydwu branżach: są to głównie miejscowości nadmorskie – wskazuje Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt.
Oczywiście liczba zamykanych i zawieszanych działalności gospodarczych może niepokoić. Możliwe, że gdyby nie obecny kryzys, takich przypadków byłoby mniej. – Są to jednak przypuszczenia, gdyż we wrześniu co roku obserwujemy podobną sytuację. Dlatego z oceną tego, czy faktycznie zaczyna się masowe zawieszanie działalności przez sytuację gospodarczą, poczekałbym kilka miesięcy. Z pewnością będziemy przyglądać się, czy ta tendencja się utrzyma, ale już nie z racji sezonowości – mówi Piotr Juszczyk.
Co przyniesie zima?
Niewątpliwie zima będzie trudnym okresem dla przedsiębiorców. Wiele firm zaczyna już zmagać się z problemem wysokich podwyżek cen gazu czy prądu. Może to powodować, że przy stratach lub nawet niskiej rentowności firm, ich właściciele będą się decydowali na zamknięcie biznesu lub jego czasowe zawieszenie.
Z drugiej strony cały czas obserwujemy jednak, że liczba przypadków wznowienia działalności gospodarczej jest wyższa niż liczba zawieszanych biznesów. Dodatkowo, według Głównego Urzędu Statystycznego, w III kwartale 2022 roku odnotowano 93 970 zarejestrowanych przedsiębiorstw – to o 10,3% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Przypadków upadłości było 69, czyli o 12,7% mniej niż w III kwartale 2021 roku.
W związku z tym lepiej wstrzymać się z ostateczną oceną tego jak kryzys wpływa na liczbę firm działających w Polsce. Alarmujące informacje o lawinowym zamykaniu działalności gospodarczych na pewno nie pomagają, a wręcz wprowadzają niepotrzebny strach.
Raport Koalicji Bezpieczni w Pracy „Bezpieczeństwo Pracy w Polsce 2022. Osoby 50+ na rynku pracy: możliwości i ograniczenia”, pokazuje, że 39 proc. osób w wieku powyżej 50 lat chce pracować na emeryturze. Jednocześnie prawie tyle samo osób (38 proc.) wciąż nie podjęło decyzji w tej kwestii. Barierą jest m.in. negatywny wpływ pracy na stan zdrowia, o którym mówi co trzeci badany. Zapewnienie pracownikom 50+ zdrowych i bezpiecznych warunków pracy może być jednym z rozwiązań wobec zbliżającego się kryzysu demograficznego i związanego z nim problemu niedoboru pracowników.
Jak pokazują wyniki spisu powszechnego z 2021 roku, polskie społeczeństwo starzeje się, a liczba mieszkańców kraju maleje. W ciągu ostatniej dekady przybyło blisko 2 mln. osób w grupie wiekowej 60-65 i więcej, a tym samym już prawie co piąty mieszkaniec Polski ma ponad 60 lat. Jednocześnie – jak wskazują wyniki badania Koalicji Bezpieczni w Pracy – pracodawcy chętnie zatrudniają osoby 50+ i obecnie wiek nie jest przeszkodą do zatrudniania pracowników. Zdecydowanie ważniejsze są kompetencje, jakie posiada kandydat do pracy, oraz zadania, jakie musi wykonywać w ramach obowiązków.
– Pracownicy 50+ w oczach pracodawców są postrzegani jako osoby odznaczające się szacunkiem do pracy i miejsca zatrudnienia.Jak pokazuje badanie, jest to grupa, która często rozpoczynała pracę po zakończeniu edukacji i osoby z tej grupy nadal pracują w tym samym miejscu. Aż 67 proc. respondentów 50+ nadal chce pozostać w tej samej firmie. Coraz więcej pracodawców postrzega zatrudnianie osób z tak długim stażem w jednej firmie wraz z młodszym pokoleniem jako szansę na efektywne zróżnicowanie zespołu i wzajemną wymianę wiedzy – mówi Marta Wojewnik, dyrektor zarządzająca CWS Workwear, przewodnicząca Koalicji Bezpieczni w Pracy. – Co więcej, osoby, które po osiągnięciu wieku emerytalnego planują dalej pracować, w większości chcą kontynuować zatrudnienie w obecnym miejscu pracy na tym samym stanowisku.
33 proc. badanych skarży się na wpływ pracy na ich stan zdrowia
Zgodnie z wynikami badania „Bezpieczeństwo Pracy w Polsce 2022”, 23 proc. osób w wieku 50+ obecnie w ogóle nie planuje kontynuować zatrudnienia po osiągnięciu wieku emerytalnego. Przy pytaniu o czynniki, które mogłyby wpłynąć na zmianę zdania w tej kwestii, badani najczęściej wspominali odpowiednio wysokie wynagrodzenie (32 proc.) oraz możliwość pracy na część etatu (30 proc.). Dość często wskazywano także na zaoferowanie pracy na stanowisku mniej stresującym (18 proc.) lub pracy mniej obciążającej fizycznie (15 proc.).
– Decyzję o przejściu na emeryturę dokładnie w wieku emerytalnym podjęło 68,2 proc. osób, którym przyznano to świadczenie w 2021 r. , natomiast pozostałe emerytury przyznane w tym roku to świadczenia dla osób, które odłożyły w czasie moment przejścia na emeryturę – mówi Bartosz Gaca, wicedyrektor Departamentu Prewencji i Rehabilitacji Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. – Wyniki badania wskazują, że jednym z ograniczeń w kontynuowaniu zatrudnienia wśród osób 50+ jest ich stan zdrowia. Respondenci najczęściej skarżyli się na bóle kręgosłupa. Informacje te znajdują swoje odzwierciedlenie w danych statystycznych związanych z absencją chorobową.
Obok bólów pleców lub kręgosłupa (61 proc.) do najczęstszych schorzeń związanych z wykonywaną pracą badani zaliczyli bóle kończyn (38 proc.) oraz osłabienie wzroku (37 proc.). Na wpływ obecnej pracy na zdrowie wskazuje co trzeci pracownik. Jednocześnie zaledwie co czwarta osoba, która doświadczyła problemów zdrowotnych związanych z wykonywaną pracą, informację o tym zgłosiła przełożonemu lub działowi HR, jednak zazwyczaj spotykało się to z brakiem podjęcia jakiegokolwiek działania (35 proc.). W większości firm brakuje również zapewnienia pracownikom opieki medycznej – podczas gdy tego rodzaju benefit jest jednym z najważniejszych dla co drugiego badanego, a zaledwie 22 proc. może z niego korzystać.
– Musimy pamiętać, jak ważne jest zrozumienie potrzeb pracowników 50+ oraz eliminacja najczęstszych barier towarzyszących podejmowaniu i kontynuowaniu przez nich pracy już po osiągnięciu wieku emerytalnego, aby stworzyć im przyjazne i bezpieczne warunki pracy. W obliczu kryzysu demograficznego budowanie świadomości polskich firm, jak wiele zyskujemy zatrudniając osoby w tym wieku, jest szczególnie ważne – mówi Marta Wojewnik.
– Właściwa prewencja, a także edukacja związana z tematyką wydłużania aktywności zawodowej, są konieczne dla zapewnienia zdrowej i bezpiecznej pracy. Ważne jest także budowanie świadomości nt. korzyści z dłużej pracy i zatrudnia osób 50+, a są one naprawę duże, przekładają się bowiem nie tylko na zarządzanie sytuacją demograficzną, ale także – w z perspektywy indywidualnej pracowników – na wyższą emeryturę – dodaje Bartosz Gaca.
Badanie Koalicji Bezpieczni w Pracy „Bezpieczeństwo pracy w Polsce 2022. Osoby 50+: możliwości i ograniczenia” zostało przeprowadzone przez agencję Danae w lipcu i sierpniu 2022 r. Techniką wywiadów online CAWI zbadano opinię i doświadczenia 930 osób po 50. roku życia (679 pracujących i 251 niepracujących). Dodatkowo przeprowadzono 7 wywiadów telefonicznych TDI na pracodawcach zatrudniających osoby po 50. roku życia. Wyniki raportu zostały ogłoszone podczas konferencji prasowej. Członkiem w Komitecie Honorowym wydarzenia była Prezes Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, prof. dr hab. Gertruda Uścińska.
SoftBlue SA, wypracowała prawie 4,8 mln zł przychodów netto w III kwartale br., co stanowi 87 proc. wzrost w stosunku do tożsamego okresu ubiegłego roku. W okresie styczeń-wrzesień Spółka wypracowała przychody ze sprzedaży na poziomie 16,7 mln zł (+86% r/r), EBITDA 610 tys. zł, a zysk netto 449 tys. zł. Znacząca poprawa wyników finansowych jest konsekwencją realizacji bieżących projektów informatycznych.
– Wyniki jakie osiągnęliśmy w trzecim kwartale bieżącego roku pokazują, że zmierzamy z naszym rozwojem w odpowiednim kierunku. Zanotowaliśmy znacznie lepsze przychody, EBITDA oraz zysk netto niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Cieszę się, że obrana przez nas ścieżka rozwoju trzech kluczowych segmentów naszej działalności – software i hardware, rozwiązania IoT oraz telekomunikacja – przynosi oczekiwane rezultaty. – powiedział Michał Kierul, prezes zarządu SoftBlue SA.
Osiągnięte wyniki finansowe w okresie lipiec-wrzesień br. są efektem realizacji bieżących projektów informatycznych. SoftBlue podpisało wiele umów dotyczących projektów IT zarówno w Polsce jak i za granicą. Spółka skupiła się również na rozwoju rozwiązań telekomunikacyjnych oraz IoT. Wysoka sprzedaż w omawianym okresie (4,8 mln zł) przełożyła się na 308 tys. zł EBITDA oraz zysk netto na poziomie 245 tys. zł
– W ostatnich miesiącach bardzo mocno postawiliśmy na dywersyfikację geograficzną, aby w tak trudnych czasach chronić nasz biznes przed rynkowymi zawirowaniami. W dalszym ciągu rozwijamy rozpoznawalność i sprzedaż systemu AirDron. Widzimy jak duże zainteresowanie tym rozwiązaniem wykazują polskie miasta, szczególnie w obliczu problemów z dostępnością jakościowego opału. Chcielibyśmy, aby AirDron zyskiwał również większą rozpoznawalność wśród odbiorców zagranicznych. – dodaje Michał Kierul, prezes zarządu SoftBlue SA.
Spółka aktywnie uczestniczy w budowaniu wartości projektów technologicznych. SoftBlue posiada własne projekty takie jak AirDron, które komercjalizuje. Spółka oferuje również kompleksowe wsparcie merytoryczne wspomagające projektodawców naukowych w komercjalizacji ich przedsięwzięć. Strategią SoftBlue jest dalsze zwiększanie skali prowadzonego biznesu jak również ekspansja opracowywanych produktów oraz pomysłów na rynki zagraniczne. Spółka konsekwentnie realizuje politykę sprzedażową w zakresie umacniania pozycji na rynku telekomunikacyjnym.
Listopadowa projekcja inflacji nie jest w sumie dużym zaskoczeniem. Głównie dlatego, że pewne założenia z niej zostały już wcześniej przedstawione. W tle dołek cen gazu.
Poznaliśmy projekcję inflacji
Zgodnie z zapowiedziami inflacja w projekcji NBP nie dociera do 20%. Problem w tym, że to projekcja centralna ociera się o ten pułap, notując wartość 19,6% w pierwszym kwartale 2023 roku. Oznacza to, że odchylenia w górę pokrywają już pułap 20%. W rezultacie mamy zgodnie z projekcją prawdopodobnie około 30-40% na osiągnięcie tej wartości. Gdyby wartości kolejnych poziomów ufności były podawane nie tylko na wykresie, ale były dodawane do pliku. Z drugiej strony narzekać na dostęp do danych to powinni senaccy członkowie Rady Polityki Pieniężnej, a nie komentatorzy opisujący wydarzenia post factum.
Kolejny dołek cen gazu
Wczoraj byliśmy świadkami zejścia cen gazu na giełdzie w Holandii poniżej 110 euro za megawatogodzinę. Dzisiaj co prawda znów odbiliśmy powyżej 120 euro, stąd radość była zdecydowanie przedwczesna. Z drugiej strony trwający cykl spadkowy tego surowca powoduje, że perspektywa docelowych cen na nowy rok staje się coraz bardziej znośna. Nie można mówić, że to tani gaz, ale “najtańszy od czerwca” brzmi już znacznie przyjemniej. Powodem spadków jest wg analityków głównie niestandardowa dla naszego regionu w tym okresie fala ciepła. Nie można oczywiście wykluczyć mroźnej zimy, która szybko odwróci trend. Do momentu, kiedy jednak ona nie nadchodzi, Rosjanie nie mają swojej ulubionej broni.
EURUSD najsilniejsze od lipca
Po porannym wzroście euro jest najsilniejsze względem dolara od lipca tego roku. Ostatnie wzrosty zostały silnie wsparte przez niższy od oczekiwań odczyt inflacji konsumenckiej za oceanem. Wsparty został on również przez spadek inflacji bazowej, co uwiarygadnia stabilizację. W efekcie inwestorzy zaczęli spodziewać się niższego docelowego poziomu stóp procentowych. To z kolei jest powodem ucieczki kapitału w poszukiwaniu wyższych stóp zwrotu. Widać to chociażby po obligacjach, gdzie amerykańskie papiery dłużne zanotowały wyższy spadek rentowności niż chociażby niemieckie.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat
Według danych GUS-u w październiku inflacja wyniosła 17,9%[1] i wedle szacunków na początku przyszłego roku ma sięgnąć 20%. Ten fakt może być wykorzystany przez sprzedawców, by jeszcze bardziej zachęcać klientów do kupowania na promocjach i wyprzedażach. 25 listopada na całym świecie, także w Polsce obchodzimy Black Friday. Ci, którzy uważają, że to święto konsumpcjonizmu i wyciągania pieniędzy od konsumentów twierdzą, że obniżki cen są pozorne. To tani chwyt marketingowy i w rzeczywistości kupujemy produkty za tę samą cenę, co przed rabatami. Dociekliwi tropiciele, których w sieci nie brakuje, udowadniają nawet, że są sprzedawcy, którzy na krótko przed Black Friday podnoszą ceny, by potem je szumnie obniżyć – a sama promocja staje się fikcją. W 2021 r. średnie obniżki cen podczas Black Friday w Polsce wyniosły 3,6%, a blisko 60% sklepów internetowych nie zmieniło w tym czasie swoich cen[2]. Czy to oznacza, że nie ma nawet co próbować polować na okazje? Niekoniecznie! W gąszczu sklepów z etykietką „sales”, można natrafić na „prawdziwe” promocje i kupić wymarzoną rzecz nawet o 50% taniej. Warto jednak do Black Friday podejść
z rozsądkiem. Tym bardziej, że czeka nas kilka tygodni promocji. W ostatnich latach „Czarny Piątek” rozciągnął się na „Black Week”, a niektóre marki ogłosiły nawet „Black Month”. Niebawem czeka nas również „Cyber Monday”. Jak nie dać się nabrać na „sztuczne” obniżki cen? Podpowiadamy w kolejnej odsłonie cyklu Intrum, czyli „Ogarniam Finanse”.
Internet daje nam narzędzia pozwalające na sprawdzanie cen – korzystajmy z nich
Black Friday to także od wielu lat święto e-commerce. Dla klientów sklepów online marki przygotowują dedykowane promocje i wynagradzają swoich najbardziej lojalnych klientów specjalnymi rabatami. Zakupy w sieci są wygodne i pozwalają oszczędzić czas. Ale Internet jest naszym przyjacielem również wtedy, gdy planujemy zakupy w sklepach stacjonarnych. Dedykowane strony www czy aplikacje pozwolą przygotować się na okres wyprzedaży.
Przykładem są porównywarki cen, które pozwalają sprawdzić, czy dany produkt, który chcemy kupić to faktycznie okazja, czy tylko chwyt marketingowy. Taka strona pozwala śledzić cenę produktu, to ile kosztował rok, pół roku temu czy na krótko przed Black Friday. Może się okazać, że 2 tygodnie przed okresem wyprzedaży cena upatrzonego przez nas komputera była taka sama albo nawet niższa! To ostatnio częsty zabieg stosowany przez mniej rzetelnych sprzedawców – podwyższenie cen na krótko przed okresem promocji, a następnie obniżka, która sprawia, że tak naprawdę powracamy do ceny początkowej, więc w rzeczywistości na zakupie nie robimy żadnego dobrego interesu. W Internecie funkcjonuje kilka narzędzi, które pozwolą nam uniknąć takiej pułapki:
Porównywarka cen Ceneo.pl. Znajdziemy na tej stronie informacje o historii ceny interesującego nas produktu z ostatnich 6. miesięcy. Możemy prześledzić dokładnie, w które dni zmieniała się cena i zdecydować, czy warto jest kupować daną rzecz właśnie teraz.
Porównywarka cen Skapiec.pl. To narzędzie pozwala nam na porównanie cen z ostatnich 12. miesięcy.
Jeżeli kupujemy produkty na popularnych platformach zakupowych, takich jak np. AliExpress, możemy skorzystać z dedykowanych stron, a także zainstalować w naszych przeglądarkach specjalne wtyczki, które pozwalają na przejrzenie historii cen produktów. Przykładowo, na stronie AliPrice.com wystarczy, że wkleimy link do strony produktu i łatwo sprawdzimy historię jego cen.
– Internetowe porównywarki cen są bardzo pomocne w okresie Black Friday (i nie tylko), ponieważ pozwalają nam na analizę tego, jak w czasie zmieniają się ceny. Ułatwiają zauważenie pewnych tendencji i podjęcie decyzji o zakupach w odpowiednich okresach, wtedy, kiedy interesujące nas produkty będą najkorzystniejsze cenowo, bo niekoniecznie musi być to wcale okres sezonowych wyprzedaży. Możemy także dodać do obserwowania produkt, który planujemy kupić. W ten sposób będziemy wiedzieć, czy podczas Black Friday jest na to odpowiedni moment, czy może „prawdziwa” promocja będzie mieć miejsce w innym czasie. Analizy rynkowe[3] z ostatnich lat pokazują, że obniżki cen w „Czarny Piątek” są jedynie symboliczne, jeśli w ogóle mają miejsce. Warto jednak pamiętać o tym, że ceny w ostatnich miesiącach wzrastają nie tylko ze względu na decyzje sprzedawców. Żyjemy w czasach rekordowej inflacji, więc ceny dóbr i usług drożeją. Należy o tym pamiętać podczas analizy wykresów zmian cen. Na wyszukanie dobrej promocji – jak widać – potrzeba dużo czasu – tłumaczy Marcin Siemienowicz, ekspert Intrum.
„Reguła niedostępności”, czyli zachowajmy rozsądek
Uważajmy na hasła reklamowe i nie dajmy się im zawładnąć! Black Friday to czas, gdy na witrynach sklepowych, także tych online (!) widzimy napisy: „Produkt dostępny tylko teraz!”, „Tylko dziś!”, „Okazja tylko do końca tygodnia”, itp. W większości przypadków to slogany, mające nas zachęcić do zakupu właśnie w Black Friday.
Warto wiedzieć, że sprzedawcy w okresach wyprzedaży sięgają po tzw. techniki wywierania wpływu. Jedną z nich jest „reguła niedostępności”[4]. Tłumaczy ona pewne zjawisko – ludzie zazwyczaj bardziej pragną tego, co jest niedostępne lub czego jest mało. Rzeczy, które są trudniejsze do zdobycia – bardziej się ceni. I właśnie z tej zasady korzystają sprzedawcy, chcący poprawić wyniki swoich sprzedaży przed końcem roku. Czasowe promocje, obniżki cen tylko do końca dnia lub zniżki dostępne tylko w przypadku wykonania jakiegoś działania (typu rejestracja w aplikacji sklepu) tworzą poczucie, że złapaliśmy wyjątkową okazję. Po czasie okazuje się jednak, że rabaty są tak naprawdę cykliczne i obniżki cen nie występują tylko w tym jednym, jedynym dniu. Zwracajmy na to uwagę nie tylko w sklepach stacjonarnych, ale także na stronach internetowych, na których czasem możemy spotkać nawet specjalne liczniki, odliczające czas do końca promocji. Ma to nas jeszcze bardziej zachęcić do zakupu produktu. Niektóre sklepy online wykorzystują również licznik pokazujący, ile osób obecnie ogląda daną rzecz. To także jeden z mechanizmów, mających „pomóc” nam w podjęciu decyzji, aby dokonać zakupów od razu.
– Kluczowe jest uświadomienie sobie, z jakich technik i mechanizmów, korzystają sprzedawcy, by zachęcić nas do zakupów. Nawet podczas promocji w trakcie trwania Black Friday warto skupiać się tylko na tym, czego naprawdę potrzebujemy. Co z tego, że promocja kończy się za 2 godz., skoro tak naprawdę w ogóle nie planowaliśmy kupić produktu? Łapanie atrakcyjnych promocji to jedno, ale nabieranie się na sztuczne obniżki cen i niepotrzebne wydawanie pieniędzy w obliczu kolejnej recesji – to drugie. Sprzedawcy często próbują nas przekonywać, że kupno produktów w czasie promocji pozwoli nam zaoszczędzić, a przecież najwięcej zaoszczędzimy, wcale nie wydając pieniędzy! – radzi Marcin Siemienowicz, ekspert Intrum.
Zauważmy, jak często w ofercie różnych sklepów, pojawiają się promocje, polegające na tym, że przy zakupie dwóch takich samych produktów w pakiecie ich jednostkowa cena będzie zdecydowanie niższa. Często decydujemy się na taki zakup, mimo że wcale nie potrzebujemy tej drugiej rzeczy – co więcej, w normalnych warunkach wcale nie kupilibyśmy tej pierwszej! Bądźmy czujni i nie dajmy się nabrać na techniki sprzedawców. Kupujmy tylko to, co jest nam potrzebne!
Planowanie zakupów kluczem do oszczędności!
Najczęściej w Black Friday planujemy dokonać jakiegoś większego zakupu, bo liczymy na największe obniżki. Mowa tu np. o sprzęcie AGD bądź RTV czy po prostu o różnych elektronicznych gadżetach. Przed wyruszeniem na zakupy sporządźmy dokładną listę rzeczy, które planujemy kupić (koniecznie uzupełnioną o wnioski z internetowych porównywarek cenowych!) i przede wszystkim – opracujmy budżet, jaki mamy do wydania. – Ten schemat działania powinien obowiązywać nie tylko w przypadku Black Friday. Jest kluczem do odpowiedniego zarządzania budżetem domowym i nie sprawi, że w kolejny rok wkroczymy z długami. Takie podejście w czasie szalejącej inflacji wyjdzie nam tylko na dobre – zaznacza Marcin Siemienowicz, ekspert Intrum.
W zależności od wielkości kwoty przeznaczonej na zakupy, będziemy wiedzieć, jak bardzo możemy „poszaleć” na listopadowych promocjach. Warto jednak trzymać się tego, co wcześniej zapisaliśmy na naszej liście zakupów. W gąszczu promocji, będąc w sklepie, może nam się wydawać, że np. kupno nowych głośników będzie świetnym pomysłem. Jednak, po powrocie do domu, może się okazać, że w zasadzie te stare były lepsze, a nie kupiliśmy nowej klawiatury, która tak bardzo jest nam potrzebna do pracy. Zgubna dla naszego portfela może się okazać także wizyta w sklepach odzieżowych, które od „Black Friday” najczęściej rozpoczynają sezon zimowych wyprzedaży. Przed wpadnięciem w zakupowy szał przejrzyjmy swoją szafę i upewnijmy się, że na pewno potrzebujemy nowych ubrań. Następnie wszystkie „braki” wpisujmy na listę, z którą nie rozstawajmy się podczas zakupów.
– Unikajmy także robienia zakupów pod wpływem impulsu. Przed zakupem zastanówmy się, czy w ogóle tego produktu potrzebujemy. Jeśli pojawia się wątpliwość, może lepiej będzie odłożyć decyzję na jakiś czas? Nie musimy przecież kupować danej rzeczy, tylko dlatego, że jest na promocji. Przed rozpoczęciem Black Friday najważniejsze jest opracowanie budżetu, tak by wiedzieć dokładnie, ile możemy przeznaczyć na ewentualne zachcianki. Stworzenie listy zakupów w obecnej sytuacji to już nie jest dobra rada, to obowiązek każdego konsumenta, który chce żyć oszczędnie. Budżet, lista, zakupy. Koniecznie w tej kolejności! – radzi Marcin Siemienowicz, ekspert Intrum.
Aktywność najemców na wrocławskim rynku biurowym zbiega się z równie wysoką aktywnością deweloperów. Wrocław jest jedynym miastem regionalnym, w którym w III kwartale 2022 roku ukończono nowe inwestycje biurowe. Na koniec września 2022 roku w budowie pozostawało najwięcej powierzchni biurowej w zestawieniu z rynkami regionalnymi i Warszawą.
Wrocław niezmiennie utrzymuje drugą pozycję pod względem wielkości wśród rynków regionalnych w Polsce. Na koniec III kwartału jego zasoby biurowe wyniosły ponad 1,32 mln m kw.
Od początku roku rynek biurowy powiększył się o blisko 58 400 m kw., co stanowiło 18% całkowitego wolumenu powierzchni oddanej do użytku w miastach regionalnych w pierwszych trzech kwartałach 2022 roku.
„Warto podkreślić dwa wyróżniające się aspekty wrocławskiego rynku. Po pierwsze, Wrocław był jedynym miastem regionalnym, które odnotowało ukończenie nowych projektów biurowych. W III kwartale roku oddano do użytku 2 inwestycje: rewitalizowany nad Odrą obiekt L’UNI (3 950 m kw., L’UNI) oraz Quorum Office Park D (16 200 m kw., Cavatina Holding). Po drugie, aktywność deweloperów nie słabnie i w budowie pozostaje prawie 154 500 m kw. To największa powierzchnia w realizacji wśród rynków regionalnych, jak i w porównaniu z Warszawą,”– dodaje Maciej Moralewicz, Dyrektor Regionalny w Knight Frank.
Zakładając dotrzymanie terminów realizacji przez deweloperów, planowo 43% powierzchni w budowie będzie dostarczone na rynek w 2023 roku. Inwestycjami pozostałymi w budowie są Infinity (22 000 m kw., Avestus) oraz Centrum Południe III (20 0000 m kw., Skanska Property Poland).
„Za aktywnością najemców przemawia uzyskany w III kwartale wynik. Między lipcem a wrześniem podpisano umowy najmu na blisko 23 300 m kw., co stanowiło 22% wszystkich transakcji zawartych w miastach regionalnych. Od początku 2022 roku najemcy wynajęli we Wrocławiu już ponad 84 200 m kw. powierzchni biurowej, co jest wynikiem o 13% wyższym w odniesieniu do analogicznego okresu w 2021 roku,”– komentuje Katarzyna Bojar, Konsultant w dziale badań rynku w Knight Frank.
W związku z relatywnie wysoką nową podażą dostarczoną na wrocławski rynek wskaźnik pustostanów wzrósł o 0,8 pp. w porównaniu do poprzedniego kwartału i na koniec września wyniósł 15,6%.
Czynsze wywoławcze we Wrocławiu na koniec III kwartału 2022 roku wahały się od 10,00 EUR do 16,00 EUR za m kw. miesięcznie. W najbliższym czasie w starszych budynkach należy oczekiwać presji ze strony najemców na renegocjacje stawek czynszów i pakietów zachęt ze względu na duża dostępność powierzchni biurowej. Z kolei w nowych inwestycjach, rosnące koszty budowy (wzrost cen materiałów budowlanych i kosztów pracy), a także wzrost kosztów obsługi kredytów budowlanych może skutecznie zahamować możliwości negocjacyjne inwestorów. Jednocześnie, ze względu na rosnące koszty mediów i usług, zauważalny jest również wzrost stawek opłat eksploatacyjnych, które na koniec września 2022 roku we Wrocławiu wahały się od 16 do 24 PLN/m kw./miesięcznie.
Już po raz siódmy Francusko-Polska Izba Gospodarcza zaprasza do udziału w badaniu „CSR w praktyce – Barometr CCIFP”. Jego celem jest poznanie skali zaangażowania firm w działania z zakresu Społecznej Odpowiedzialności Biznesu, ich motywów, a także tego kto i w jaki sposób zarządza polityką CSR w organizacji. Tegoroczna ankieta została poszerzona o kilka pytań dotyczących zaangażowania biznesu w pomoc Ukrainie, a także wyzwań, które stoją przed przedsiębiorcami w kontekście realizacji Celów Zrównoważonego Rozwoju. Udział w badaniu pozwala również firmom na sprawdzenie, jak w porównaniu z innymi wygląda ich poziom zaangażowania w kwestie społeczne i środowiskowe.
Jej wypełnienie zajmie nie więcej niż 10 minut, a odpowiedzi zbierane są do środy 23.11.2022 r.
Badanie prowadzone już od siedmiu lat przez CCIFP jest jedynym w Polsce cyklicznym barometrem, który analizuje działania firm w obszarze Społecznej Odpowiedzialności Biznesu. Pytania sprawdzają w jakich tematach firmy są najbardziej aktywne i dla których grup interesariuszy realizują najwięcej projektów. Ponadto raport z badania będzie pokazywał w jaki sposób obszar ESG jest zarządzany w organizacjach, kto opracowuje strategię, czy prowadzone jest raportowanie, w jakim zakresie, a także jakimi budżetami dysponują firmy na prowadzone działania.
Cykliczność tego narzędzia pozwala nam prześledzić trendy w obszarze CSR w Polsce, a także poznać kierunki i tematy, które z roku na rok stają się coraz ważniejsze dla przedsiębiorców. W tegorocznej ankiecie pytamy firmy również o działania, które prowadziły na rzecz uchodźców z Ukrainy, a także o ich spojrzenie na aktualne wyzwania dla Polski i świata w kontekście Celów Zrównoważonego Rozwoju. – mówi Mariusz Kielich, Kierownik ds. Komunikacji we Francusko-Polskiej Izbie Gospodarczej.
Raport z badania zostanie zaprezentowany 6 grudnia na konferencji organizowanej przez CCIFP i zostanie poszerzony o wyniki ankiety prowadzonej przez Havas Media Group wśród konsumentów.
Zestawienie działań prowadzonych przez firmy, z tym jak tematyka społeczna i ekologiczna jest postrzegana przez zwykłych obywateli, pozwoli zobaczyć, czy wysiłki i zaangażowanie firm idą w parze z oczekiwaniami konsumentów. – dodaje Mariusz Kielich.
Raport z poprzedniej edycji badania CSR w praktyce – barometr Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej jest do pobrania na stronie CCIFP >>>.
Partnerami badania są: Orange Polska, PwC, Havas Media Group, Havas PR Warsaw, Bureau Veritas, Centrum UNEP/GRID-Warszawa, Global Compact Network Poland, Forum Odpowiedzialnego Biznesu, Odpowiedzialnybiznes.pl, Forbes, Proto.pl, My Company Polska, CEO.com.pl, Teraz Środowisko, AS Biznesu, BRIEF.
Vivid Games wygenerowała w tym roku już 34 mln zł przychodów ze sprzedaży, w tym 2,4 mln zł w październiku. Zysk netto narastająco jest bliski 3 mln zł. Ebitda to 6,5 mln zł. Stan środków na rachunkach wynosił na koniec października 3,9 mln zł.
Na październikową stratę wynoszącą 900 tys. zł wpłynęły m.in. pogarszająca się globalna koniunktura i wysokie koszty UA. Zarząd Spółki widzi szansę na poprawę wyniku w nadchodzących tygodniach. Obok odbicia w Real Boxing 2 i Eroblast, które Spółka odnotowała z początkiem listopada, jeszcze w tym miesiącu nastąpi wznowienie dystrybucji Knight Fights 2.
“Październikowy wynik odzwierciedla pogorszenie się globalnej koniunktury. Podjęliśmy działania, które w kolejnych tygodniach powinny zminimalizować wpływ tej sytuacji na dochodowość Spółki. Stosujemy bardziej zachowawcze podejście do płatnego pozyskiwania użytkowników. Dodatkowo, dzięki implementacji własnego narzędzia machine learningowego, z każdym tygodniem coraz precyzyjniej przewidujemy efektywność poszczególnych kampanii UA i kontynuujemy jedynie te najbardziej dochodowe. Analizujemy też strukturę kosztów i wprowadzamy niezbędne zmiany. Pierwsze efekty już widać. Zarówno Eroblast, jak i Real Boxing odnotowały z początkiem listopada odbicie na poziomie marżowości. Ponadto do portfolio wraca po blisko roku nieobecności, Knight Fights 2, a Eroblast już niebawem wystartuje z pierwszym re-skinem tytułu, co powinno pozytywnie wpłynąć na wynik w nadchodzących miesiącach” – podkreśla CEO Vivid Games, Jarosław Wojczakowski. „Stan środków na rachunkach zmniejszył się wobec stanu z września, m.in. w związku z koniecznością odprowadzenia w październiku VAT od wartości całkowitej kwoty sprzedaży Bidlogic, mimo otrzymania dopiero pierwszej transzy zapłaty. Widząc jak kształtuje się globalna sytuacja, zdecydowaliśmy się zatrzymać większości środków ze sprzedaży Bidlogic w Spółce, co wzmocni jej stabilność finansową w najbliższych miesiącach” – dodaje Wojczakowski.
Pierwsza połowa października była dla Real Boxing 2 trudna. Trend zaczął się jednak odwracać, co daje nadzieję na poprawę wyników w listopadzie. “Październik był trudny dla całej branży. Kampanie UA często okazywały się nieopłacalne, mimo braku widocznego spadku po stronie zaangażowania użytkowników, czy innych czynników, związanych bezpośrednio z grą. Na szczęście, już pod koniec miesiąca sytuacja, zwłaszcza na rynku amerykańskim, zaczęła się zmieniać. Widzimy odbicie i liczymy na poprawę sytuacji przed okresem świątecznym, który historycznie przynosił zasadnicze wzrosty. Jesteśmy zadowoleni z efektów kampanii Halloweenowych, czekamy już na kolejne, związane z Black Friday, Super Bowl i Świętami. Równolegle startujemy też z nowym profilem gracza, rozbudowaną ścieżką kariery i nowymi kanałami marketingowymi. Liczymy na udaną końcówkę roku” – podkreśla Bartosz Biniecki, product owner Real Boxing 2.
Ponad 24,3 mln złotych przychodu ze sprzedaży i 9,5 mln złotych zysku netto wypracowała GK Bloober Team w trzecim kwartale 2022 roku. Jest to najlepszy wynik w historii spółki – zysk wzrósł aż o 156% w porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego. W ciągu pierwszych trzech kwartałów 2022 r. zysk netto wyniósł ponad 18 mln złotych. W nadchodzących miesiącach spółka chce umocnić swoją pozycję na rynku i skupić się na produkcji gier, które pozwolą jej wejść do mainstreamu.
Wysokie przychody generowane przez spółkę związane są przede wszystkim z realizacja umów z globalnymi wydawcami oraz utrzymywaniem się wysokiego poziomu sprzedaży poszczególnych tytułów firmy. Bloober Team konsekwentnie realizował strategię umacniania wizerunku marki firmy, m.in. poprzez uczestniczenie w licznych imprezach branżowych tj. Gamescom w Niemczech czy Tokio Game Show w Japonii.
Niezmiernie cieszy mnie nieustająca popularność naszych tytułów, w tym The Medium. Aktywnie działamy nad rozwojem tej marki – w październiku podpisaliśmy umowę o współpracy z Platige Image w zakresie przygotowania, rozwoju oraz koprodukcji serialu opartego na grze, nad którym będę sprawował nadzór kreatywny wraz z Tomaszem Bagińskim– komentuje Piotr Babieno, prezes Bloober Team.
Aktualnie spółka pracuje nad kilkoma projektami, w tym Layers of Fears, Silent Hill 2 oraz grą we współpracy z Private Division.
Ostatnie miesiące to okres dynamicznego rozwoju Bloober Team – m.in. ogłoszono dotychczasowy największy projekt w historii spółki, remake Silent Hill 2. Jest to kultowa i bardzo ważna, jak nie najważniejsza, produkcja dla całego gatunku horrorów, która do dziś posiada ogromne grono fanów. To nas, spośród wielu twórców, wybrało Konami do pracy nad swoim sztandarowym dziełem. Z tym tytułem zaczynamy nowy rozdział Bloober Team wchodząc w rynek mainstreamowy. Pokazuje to, jak silna jest pozycja naszej firmy na światowym rynku i jak ogromną pracę wykonaliśmy w ostatnich latach. Naszym celem jest tworzenie wartości fundamentalnych, a nie spekulacyjnych, w związku z tym od dłuższego czasu staramy się najpierw robić, a potem o tym informować. Tym bardziej dumny jestem z rezultatów, które osiągnęliśmy jako spółka w tym roku – kontynuuje Babieno.
Silent Hill 2 to psychologiczny horror z 2001 roku, którego twórcą jest Konami. Gra do dziś uznawana jest za jedną z najważniejszych w swoim gatunku. Prace nad tytułem ogłosiło Konami podczas specjalnej transmisji, gdzie pokazano również pierwszy zwiastun gry, która trafi na komputery oraz konsole PlayStation 5. Obok Silent Hill 2, w zaawansowanej fazie produkcji znajduje się Layers of Fears. Gra powstaje we współpracy z Anshar Studios na silniku Unreal Engine 5 i będzie nawiązywać do dwóch pierwszych odsłon serii, dając graczowi możliwość świeżego spojrzenia na opowiedzianą tam historię. Tytuł ukaże się na początku 2023 roku na PC, PS5 i Xbox Series X/S.
Na 2023 rok zaplanowane jest przeniesienie głównej siedziby Bloober Team do nowego biurowca w kompleksie Fabryczna Office Park. Powierzchnia ma być jedną z najnowocześniejszych w branży gier i powstaje w oparciu o unikalna koncepcje studia. Równocześnie, spółka jest w trakcie dostosowania innej powierzchni biurowej do potrzeb prowadzenia własnego studia motion-capture oraz realizacji dźwiękowych. Pozwolić ma to Bloober Team SA na umocnienie pozycji na rynku – zarówno wśród partnerów branżowych jak i na rynku pracy.
Prawie 1,2 mln zł zysku netto po trzech kwartałach br. odnotował notowany na NewConnect producent gier DRAGO entertainment. Niemal połowę wyniku wypracowano w samym III kwartale. Od stycznia do września przychody netto ze sprzedaży produktów wyniosły 8,7 mln zł. Znaczący wpływ na osiągnięte wyniki finansowe ma niesłabnąca popularność flagowego projektu Studia – Gas Station Simulator. Niedawno gra została wzbogacona o wersje konsolowe i dwa DLC. Jednocześnie w raportowanym okresie Studio wypuściło na rynek swój najnowszy autorski tytuł Food Truck Simulator. Nawiązano także kilka znaczących umów o współpracy, m.in. z Green Man Gaming – nowym dystrybutorem dla gier DRAGO entertainment.
Pierwsze trzy kwartały 2022 r. DRAGO entertainment zamyka dobrymi wynikami finansowymi, które odzwierciedlają efektywność operacyjną zespołu z Krakowa. Od stycznia do września spółka wypracowała przychody ze sprzedaży produktów na poziomie 8,7 mln zł w porównaniu do 7,7 mln zł z analogicznego okresu roku ub. Zysk netto wyniósł w tym czasie ok. 1,2 mln zł. Na wypracowane wyniki niezmiennie wpływa przede wszystkim popularność bestsellerowej produkcji Studia – Gas Station Simulator.
– Osiągnięty wynik netto jest dla nas satysfakcjonujący, biorąc pod uwagę spore nakłady na rozwój i marketing wydanych już projektów. Należy zwrócić uwagę, że raport za III kwartał jest specyficzny, ponieważ obejmuje jedynie dwa tygodnie sprzedaży Food Truck Simulatora, ale w kosztach zawiera całkowite koszty produkcji tego tytułu. – mówi Joanna Tynor, Prezes Zarządu DRAGO entertainment – Wyniki w III kwartale cieszą tym bardziej, że są bardzo dobrą prognozą przed IV kwartałem, który w branży growej obfituje w wyprzedaże, co zwykle dla popularnych tytułów oznacza większą sprzedaż. – dodaje.
By podtrzymać zainteresowanie społeczności wokół flagowego projektu Studia, produkt Gas Station Simulator jest na bieżąco rozwijany. W maju oraz we wrześniu na rynek trafiły dwa DLC. Mowa odpowiednio o Can Touch This oraz Party Time. Obecnie Studio pracuje nad najnowszym płatnym DLC w postaci Airstrip. Do tego w ubiegłym miesiącu symulator trafił na najpopularniejsze platformy konsolowe, tj.: Nintendo Switch, Xbox i PlayStation.
– Dążymy do tego by dywersyfikacja kanałów sprzedażowych i stale wzbogacana zawartość gry skutecznie zapewniały nam ciągłość monetyzacji i wpływały na wzrost wyników finansowych. – komentuje Joanna Tynor.
Zgodnie z ogłoszoną roadmapą Gas Station Simulator, twórcy gry szykują dla jej odbiorców również wersję VR. Spółka podpisała w tym temacie list intencyjny i negocjouje warunki z firmą Gamedust.
Docelowo uniwersum gry osadzone przy Route 66 zostanie wzbogacone także o dwa nowe tytuły: Road Diner Simulator oraz Motel Simulator.
Co więcej, krakowski zespół nie poprzestaje na rozwoju jednego IP i równolegle prowadzi prace nad odrębnym i mocno wyczekiwanym przez graczy tytułem – Winter Survival. Dokładna data premiery nie jest jeszcze znana.
Cloud Technologies, spółka koncentrująca się na sprzedaży cyfrowych danych, wciąż dynamicznie się rozwija i w III kwartale br. wypracowała rekordowe wyniki. Wskaźnik EBITDA osiągnął 5,5 mln zł i był najlepszym wynikiem na przestrzeni ostatnich 5 lat. Przychody w kluczowym dla spółki segmencie sprzedaży danych wzrosły o 49,8% r/r. i wyniosły 9,8 mln zł, co jest najlepszym wynikiem kwartalnym w historii Grupy. Zysk netto wyniósł 5,1 mln zł i wzrósł o blisko 80% r/r.
Cloud Technologies to dynamicznie rosnąca spółka działająca w segmencie DataTech. Stworzyła jedną z największych na świecie hurtowni danych o zainteresowaniach użytkowników Internetu oraz autorską technologię do integracji i zarządzania danymi, czyli Data Management Platform (DMP). Spółka dostarcza wysokiej jakości dane do targetowania reklam cyfrowych, których odbiorcami są globalne domy mediowe i agencje marketingu online. Dane gromadzone i przetwarzane przez Cloud Technologies pozwalają marketerom na personalizację kampanii reklamowych. Jak wynika z prognoz firmy badawczej eMarketer, w tym roku już 2/3 globalnych budżetów reklamowych trafi właśnie do kanałów cyfrowych, co generuje rosnący popyt na wysokiej jakości dane o Internautach.
– Zgodnie ze strategią rozwoju skupiliśmy się na wysokomarżowym segmencie sprzedaży danych, dzięki czemu ponownie wypracowaliśmy bardzo dobre wyniki. W III kwartale uzyskaliśmy rekordową sprzedaż w tym segmencie – blisko 10 mln zł. Udział sprzedaży danych w przychodach ogółem przekroczył 80%, a marża segmentu wynosi obecnie już 63,2%. Wypracowane wyniki potwierdzają słuszność kierunku rozwoju, a rosnący rynek reklamy cyfrowej zwiększa popyt na dostarczane przez nas dane. Konsekwentnie poprawiamy wyniki i rozwijamy biznes, by stać się jednym z wiodących graczy na globalnym rynku sprzedaży danych – komentuje Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies.
W III kwartale tego roku Cloud Technologies wypracowało przychody w wysokości 12,3 mln zł i zysk netto w wysokości 5,1 mln zł. Dzięki koncentracji na segmencie sprzedaży danych spółka po raz kolejny poprawiła wyniki, osiągając rekordowe wskaźniki. EBITDA w kluczowym dla spółki segmencie sprzedaży danych wyniosła 6,2 mln zł, co oznacza wzrost o 39,9% r/r. Marżowość EBITDA sprzedaży danych sięgnęła 63,2%. W ujęciu od początku roku, tj. od 1 stycznia do 30 września br., spółka wypracowała zysk netto w wysokości 11 mln zł, a EBITDA sięgnęła 15,1 mln zł. Przedstawione wartości uwzględniają korekty obejmujące program motywacyjny oraz umorzenie dotacji PFR. Rozpoznany koszt programu motywacyjnego wpłynął na zysk netto, EBITDA oraz EBITDA segmentów, obciążając w III kw. segment pozostałe kwotą 0,6 mln zł.
– Wypracowaliśmy najlepszy wynik kwartalny od 2017 roku, a EBITDA kluczowego dla nas segmentu sprzedaży danych wyniosła, po raz pierwszy w historii spółki, ponad 6 mln zł. Na uwagę w wynikach III kwartału zasługują wysoka marżowość EBITDA i zysku netto, wynoszące powyżej 40%, oraz wzrost przychodów zachowany już trzeci kwartał z rzędu. Jednocześnie utrzymujemy odpowiedni poziom gotówki, zabezpieczający realizację celów naszej strategii rozwoju, w tym między innymi skup akcji własnych – komentuje Piotr Soleniec, dyrektor finansowy i członek zarządu Cloud Technologies.
Cloud Technologies jest w trakcie przejścia z NewConnect na główny rynek Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. 10 listopada br. Komisja Nadzoru Finansowego zatwierdziła prospekt Cloud Technologies, który spółka złożyła 8 sierpnia br. To ważny etap w rozwoju spółki, który potwierdza jej dojrzałość, stabilną sytuację finansową oraz transparentność działań i komunikacji z rynkiem. W związku z przejściem na główny parkiet Cloud Technologies spodziewa się wzrostu płynności akcji oraz zainteresowania spółką ze strony inwestorów instytucjonalnych oraz inwestorów zagranicznych, którzy w przyszłości mogą stać się jej akcjonariuszami.
Notowana na NewConnect spółka Carbon Studio odnotowała za trzy kwartały 2022 przychody netto ze sprzedaży na poziomie 3,5 mln zł, a zysk netto wyniósł ponad 1,1 mln zł. Jednocześnie biorąc pod uwagę sam trzeci kwartał br., spółka odnotowała ponad 4-krotny wzrost zysku netto rr. Wartość jednostkowego wyniku netto od lipca do września wyniosła 0,25 mln zł. Zysk operacyjny EBIT liczył w tym czasie 0,09 mln zł, kiedy to w analogicznym okresie roku ub. odnotowano stratę. Na dobre wyniki finansowe spółki wpływ miała rosnąca popularność technologii VR/AR oraz stabilna sprzedaż autorskich tytułów studia.
– Za nami udany trzeci kwartał. Pomimo wciąż niepewnego i zmiennego otoczenia rynkowego, w raportowanym okresie udało nam się zwielokrotnić jednostkowy zysk netto, który wyniósł 0,25 mln zł vs 0,04 mln zł roku ubiegłego. Warto podkreślić, że z zyskiem zamykamy wszystkie trzy pierwsze kwartały. Od stycznia do września odnotowaliśmy ponad 1,1 mln zł zysku netto, przy przychodach ze sprzedaży na poziomie 3,5 mln zł. Wyniki finansowe po trzech kwartałach utrzymały się na dość zbliżonym poziomie względem analogicznego okresu roku 2021. To dowód na to, że znaczenie technologii VR/AR i tym samym świadomość rynku na temat gier VR konsekwentnie wzrasta. Do tego dochodzi sprzedaż naszych autorskich projektów – w postaci serii gier The Wizards i tytułu Warhammer Age of Sigmar: Tempestfall, które przyciągają coraz to nową grupę odbiorców. – informuje Błażej Szaflik, Prezes Zarządu Carbon Studio S.A.
Aktualnie Carbon Studio pracuje nad nowym tytułem o nazwie Crimen. Tytuł z portfolio produkcyjnego spółki docelowo trafi na najpopularniejszą na rynku platformę VR, Meta Quest 2. – Liczę, że na bieżąco rozwijane portfolio produktów VR pozwoli nam na dynamiczny wzrost przyszłych wyników finansowych w całej grupie Carbon Studio. – mówi Błażej Szaflik.
Carbon Studio to także ekspert od zaawansowanej technologii VR. Polski zespół od dłuższego czasu z powodzeniem tworzy narzędzia i środowiska w silniku Unreal Engine 4 oraz Unreal Engine 5, dbając o komfort użytkowników aplikacji VR, XR. Niedawno firma zakończyła kluczowy etap opracowywania jednej z autorskich technologii. System Aurelius, bo o nim mowa, ma na celu zautomatyzowanie stałych procesów produkcyjnych użytych w projektach growych Grupy Kapitałowej Carbon Studio.
Do tego spółka rozszerza swoją działalność o segment Quality Assurance pod nazwą brandu Quality Mine. W tym celu firma powołała specjalny dział, którego zadaniem jest realizacja specjalistycznych testów i oferowanie kompleksowej usługi testerskiej dla gier i aplikacji VR.
Szacuje się, że rynek AR/VR wzrośnie 5-krotnie do 2040 roku, a wraz z nim sprzedaż urządzeń.
Spółka Legimi w 3 kwartale odnotowała skonsolidowane przychody netto ze sprzedaży w wysokości 15,5 mln PLN, co oznaczało wzrost o 23 proc. w porównaniu z analogicznym okresem poprzedniego roku. Spółka stale rozwija platformę Legimi 4.0 w zakresie rozbudowy o kolejne funkcje oraz zakończyła i rozliczyła pierwszy etap prac badawczych, w ramach trwającego projektu dotyczącego możliwości wykorzystania technik sztucznej inteligencji.
W III kwartale 2022 r. na poziomie skonsolidowanym Legimi osiągnęło 15,5 mln PLN przychodów netto ze sprzedaży, co daje dynamikę wzrostu na poziomie 23 proc. rdr. EBITDA i zysk netto wyniosły 1,3 mln i 149 tys. PLN. Biorąc pod uwagę jednostkowe przychody ze sprzedaży spółki Legimi SA wyniosły one 15,3 mln PLN, natomiast EBITDA i zysk netto osiągnęły wartość 1,4 oraz 598 tys. PLN.
– W III kwartale 2022 r. Legimi stale powiększało bazę klientów oraz przychody. Pomimo trudnej sytuacji gospodarczej, tak jak i w poprzednim kwartale nie zaobserwowaliśmy znacznego pogorszenia się wskaźnika rezygnacji. Wysoka inflacja oddziaływała jednak negatywnie zarówno na wartość EBITDA, jak i zysk netto, które ze względu na wyższe koszty operacyjne oraz wyższe jednostkowe koszty zakupu treści osiągnęły mniejszą wartość, niż w analogicznym okresie ubiegłego roku – komentuje Mikołaj Małaczyński, prezes zarządu Legimi.
W minionym kwartale Legimi prowadziło szereg działań rozwojowych. Przede wszystkim należy wymienić stały rozwój platformy Legimi 4.0 w zakresie rozbudowy o kolejne funkcje czy zakończenie
i rozliczenie pierwszego etapu prac badawczych, w ramach trwającego projektu dotyczącego możliwości wykorzystania technik sztucznej inteligencji. Spółka równocześnie zaangażowała się w projekt międzybibliotecznego udostępniania tytułów w wersji cyfrowej, znajdujących się obecnie poza obiegiem rynkowym, co finalnie ma poskutkować szerszym dostępem do bazy materiałów bibliotecznych czytelników w Polsce.
– Stale powiększamy katalog treści, których liczba oferowana w abonamentowych pakietach przekroczyła już 160 tys. Ze względu na fakt, że obecnie w Polsce przebywa wielu uchodźców z Ukrainy, Legimi wdrożyło katalog książek ukraińskojęzycznych dla swoich użytkowników. Warto dodać, że w minionym kwartale stabilnie rozwijał się biznes w Niemczech, co umożliwiało realizację strategicznych założeń, np. konwersję ruchu pozyskiwanego z aplikacji Readfy. W celu lepszej skalowalności modelu biznesowego oraz poprawienia efektywnościprowadzenia działań biznesowych na rynkach zagranicznych nie wykluczamy wprowadzenia korekt organizacyjnych – dodaje Mikołaj Małaczyński.
Warto zaznaczyć również, że Spółka w III kwartale dokonała spłaty zapadalnych w lipcu obligacji, a następnie, już po zamknięciu okresu raportowania, wykupiła w październiku kolejną – ostatnią i 24 z kolei – serię papierów dłużnych, tym samym pozbywając się całkowicie długu obligacyjnego z bilansu. Zgodnie z komunikatami Zarządu, intencją było zmniejszenie ekspozycji na ryzyko w okresie podwyższonych stóp procentowych i kosztów kapitału dłużnego. Spółka nie planuje dalszych emisji obligacji w najbliższym czasie.
Ponad 3 mln 391 tys. zł przychodów netto ze sprzedaży przez 9 miesięcy br. wypracował notowany na rynku NewConnect producent gier komputerowych z Grupy PlayWay – Pyramid Games. Oznacza to wzrost o 62 proc. w porównaniu r/r, kiedy w 2021 r. przychody spółki wyniosły ponad 2 mln zł. Już 16 listopada lubelskie studio wypuści na rynek dodatek do paleontologicznej gry Dinosaur Fossil Hunter, a na pierwszy kwartał 2023 r. zapowiada premierę Occupy Mars:The Game.
W trzecim kwartale br. Pyramid Games odnotowało stratę netto na poziomie ponad 76 tys. zł. Od początku roku do końca września firma wypracowała przeszło 819 tys. zł zysku netto.
– Na nasz wynik finansowy po trzech kwartałach br. duży wpływ miała sprzedaż gry Dinosaur Fossil Hunter. Obecnie na platformie Steam zbliża się ona do poziomu 30 tys. egzemplarzy. W trzecim kwartale skupiliśmy się nad rozwojem tytułu poprzez pracę nad aktualizacjami i płatnymi dodatkami oraz pracami nad Occupy Mars: The Game, które wymagały od nas wkładu finansowego. Rozpoczęliśmy także realizowany we własnym zakresie port gry Dinosaur Fossil Hunter na konsole Xbox. Mamy nadzieję, że to wszystko wpłynie pozytywnie na nasze dalsze wyniki finansowe – komentuje Jacek Wyszyński, prezes zarządu Pyramid Games S.A.
W Dinosaur Fossil Hunter gracze wcielają się w rolę paleontologa. W trakcie rozgrywki odkrywają i kompletują szkielety dinozaurów, które następnie zaprezentują na wystawie we własnym muzeum. Już 16 listopada ukaże się pierwsze płatne DLC do gry, które pozwoli użytkownikom m.in. umieszczać w muzeach nie tylko odnalezione szkielety wymarłych gadów, ale też ich statuły, naturalnych rozmiarów, które gracz może pomalować w dowolny sposób, za pomocą pędzli, tekstur czy detali. Kolejnym dodatkiem do gry będzie Raptor DLC, wprowadzający szkielety drapieżnika znanego z serii filmów Jurassic Park.
W sierpniu br. swoją premierę miała gra Zookeper wyprodukowana przez Pyramid Games na zlecenie Gaming Factory. W minionym kwartale lubelski producent gier skupiał się także nad pracami związanymi z tytułem własnym Occupy Mars: The Game. Jest to jedna z najbardziej oczekiwanych gier powstających w naszym kraju. Wishlista produkcji wynosi obecnie ponad 263 tys. użytkowników.
– Przez ostatnie miesiące prowadziliśmy szereg działań promocyjnych związanych z Occupy Mars:The Game. W sierpniu zaprezentowaliśmy przedpremierową wersję gry na festiwalu Gamescom 2022 w Kolonii, a we wrześniu jako partner i sponsor wzięliśmy udział m.in. w międzynarodowych zawodach łazików European Rover Challenge w Kielcach. Obecnie skupiamy się na intensywnej promocji tytułu w internecie. Wierzymy, że to wszystko przełoży się na sukces naszej gry – mówi Jacek Wyszyński, prezes zarządu Pyramid Games. – W październiku ogłosiliśmy zapowiedź Kickstartera Occupy Mars:The Game. W naszej opinii pozwoli to nam dotrzeć do szerokiej grupy odbiorców, którzy jeszcze nie znają naszego tytułu, a tym samym spowoduje odświeżenie wishlisty w okresie zbliżającej się premiery – dodaje Jacek Wyszyński.
Głównym celem graczy w Occupy Mars: The Game jest przetrwanie w wymagającym środowisku i kolonizacja Czerwonej Planety. Premiera gry w trybie wczesnego dostępu planowana jest obecnie w styczniu lub lutym 2023 r., studio zastrzegło jednak, że może ona ulec zmianie i po więcej informacji odsyła do raportu kwartalnego.
W trzecim kwartale br. Pyramid Games kontynuowało również prace nad swoim innowacyjnym systemem OpenCoOp, który pozwoli na szybsze i bardziej opłacalne tworzenie gier wieloosobowych. Projekt został zrealizowany w ramach programu NCBiR GameINN i jest rozwijany przez Studio. W kolejnych miesiącach system ma być wdrażany w grach.
Po przejęciu 100 proc. akcji polskiego InteliWISE, notowana na fińskiej giełdzie spółka technologiczna Efecte wkracza nad Wisłę, umacniając pozycję europejskiego lidera na rynku zarządzania usługami IT. W Polsce chce zdobyć kolejnych klientów – zarówno duże firmy, jak i te z sektora MŚP.
Na bazie przejętego InteliWISE i w oparciu o rodzimych specjalistów AI, Efecte rozbuduje w Polsce centrum kompetencji R&D dla technologii AI całej firmy. Zaoferuje klientom zintegrowane rozwiązania z zakresu digitalizacji i automatyzacji procesów wewnętrznych, w myśl koncepcji „Europejskiej chmury na własnych warunkach”.
Dzięki wdrożonej technologii AI autorstwa InteliWISE, Efecte kompleksowo pomoże również polskim firmom w ich automatyzacji. Rozwiąże większość problemów działów IT (ITSM i ESM), wesprze zarządzanie zdalne tożsamościami (IAM) oraz urządzeniami wykorzystywanymi przez pracowników.
Konsekwencją przejęcia będzie wycofanie InteliWISE z warszawskiej giełdy i pełne zintegrowanie firmy z nowym właścicielem.
Efecte to notowana na fińskim NASDAQ firma informatyczna, zajmująca się oprogramowaniem klasy ITSM, HR i Asset Management. Spółka zatrudnia blisko 150 osób, a w ostatnim roku wypracowała 17,8 mln EUR przychodów. Teraz swoją technologię wzmocni rozwiązaniami AI autorstwa polskiego InteliWISE. Właśnie sfinalizowano proces przejęcia warszawskiej firmy, specjalizującej się w usługach opartych na konwersacyjnej sztucznej inteligencji. To spółka mająca na koncie ponad 200 zrealizowanych w ciągu kilkunastu lat wdrożeń i technologię opatentowaną w USA.
Technologiczny lider rośnie w Polsce
Fiński inwestor planuje pozyskać nad Wisłą kolejnych klientów – zarówno duże firmy, jak i te z sektora MŚP. Efecte chce zwiększyć innowacyjność i konkurencyjność w skali europejskiej, dlatego w Polsce rozbuduje centrum kompetencji R&D dla technologii AI całej firmy. W planach jest też poszerzenie tutejszego zespołu o konsultantów dostarczających usługi typu service desk oraz do automatyzacji i cyfryzacji procesów biznesowych, wspierających spółkę także na fińskim, szwedzkim, niemieckim i hiszpańskim rynku.
–Automatyzacja przy wykorzystaniu AI jest dziś fundamentem skutecznej cyfryzacji firm. Dlatego postawiliśmy na InteliWISE. Przekonały nas zaawansowane rozwiązania firmy, w tym technologia konwersacyjnej sztucznej inteligencji, bardzo mocny zespół R&D, a także potencjał polskiego rynku, na który zdecydowanie stawiamy. Wierzę, że nasz komplementarny produkt trafi w potrzeby tutejszych przedsiębiorców, chcących w innowacyjny sposób rozwijać biznes, zmniejszając koszty i zwiększając przychody. Rozbudowywane w Polsce kompetencje AI oraz tzw. uczenia maszynowego, pomogą realizować naszą europejską strategię. Chcemy przyczynić się do współtworzenia silnych europejskich firm, zdolnych do konkurowania na arenie międzynarodowej – mówi Niilo Fredrikson, CEO Efecte.
W Polsce, w ramach realizowanego projektu NCBR, rozwijane będzie m.in. narzędzie umożliwiające szybsze wdrożenie polsko-fińskich rozwiązań do rodzimych małych i średnich firm, którym często brak wyspecjalizowanych ekspertów czy wiedzy o przydatności botów w codziennej pracy. Rozwiązania InteliWISE, dopasowane do polskiego klienta, będą integralną częścią komplementarnego software’u Efecte.
– Korzyści płynące z tej transakcji idą w parze z naszymi aspiracjami i celami. InteliWISE, jako jedna z pierwszych firm w kraju rozwijała AI i chatboty. Innowacje napędzane sztuczną inteligencją przenikają coraz więcej obszarów, w tym tradycyjne usługi HR i wsparcie pracowników. Wykorzystanie m.in. botów jest dziś naturalnym wyborem, bo rozwiązuje codzienne problemy w konwersacyjnym trybie, przy możliwie najniższym koszcie obsługi. Wypracowane przez nas know-how będzie wykorzystywane na rynkach europejskich, a jednocześnie kompleksowa platforma Efecte z autorską technologią InteliWISE, trafi do polskich firm – mówi Marcin Strzałkowski, CEO warszawskiej spółki.
Polsko-fiński plan na sukces
Przedstawiciele Efecte podkreślają, że przejęcie InteliWISE wpisuje się w motto firmy: „Digitalize and Automate, made in Europe”.
– Ważnym elementem naszych działań jest wsparcie cyfryzacji w oparciu o koncept tzw. europejskiej chmury na własnych warunkach. Chcemy być europejską alternatywą numer jeden, stając w szranki z amerykańskimi i chińskimi gigantami. Budując platformę w Europie, gwarantujemy firmom, również polskim, pełne bezpieczeństwo danych, bo tworzymy i przetwarzamy je w sposób kontrolowany ‘na miejscu’. To niezwykle ważny element rozwoju naszego produktu, jak i naszych klientów – podkreśla Niilo Fredrikson.
Przy czym to właśnie automatyzacja usług z wykorzystaniem np. chatbotów czy voicebotów, ma zwiększyć wydajność organizacji i firm w Europie.
– Pracownik jest dziś dla firmy niczym klient. Już nie wystarczy tradycyjny portal pracowniczy lub helpdesk. Koszty obsługi i czas rozwiązywania problemów rosną wraz z coraz większą liczbą zapytań w dobie pracy zdalnej. Potrzebne są skuteczne, innowacyjne rozwiązania typu self-service. Razem z Efecte jesteśmy jeszcze lepsi w budowaniu narzędzi szytych na miarę obecnych, wymagających nieszablonowego myślenia czasów – podsumowuje Marcin Strzałkowski.
Sektor TSL (transport, spedycja, logistyka) jest jednym z najbardziej prężnych, ale i zadłużonych branż w polskiej gospodarce. Odpowiada za ok. 6% PKB, ale jednocześnie jego zaległości wobec innych firm sięgają 1,13 mld zł. Według danych Krajowego Rejestru Długów zadłużeni przedsiębiorcy zajmujący się transportem i gospodarką magazynową mają do oddania średnio 40 tys. zł. Spłaty nie ułatwiają zwyżkujące ceny paliw i energii, brak pracowników oraz długie terminy płatności.
Na koniec września br. w Krajowym Rejestrze Długów widniało 28 139 firm z branży TSL. W ciągu ostatniego roku ich liczba spadła o ok. 3%. Dług pozostał jednak na zbliżonym poziomie i sięga 1,13 mld zł. Sektorowi udało się co prawda spłacić ok. 5,5 mln zł w ciągu tych 12 miesięcy, ale jest to tylko kropla w morzu ponad miliardowych zaległości finansowych.
– Sektor TSL mocno odczuł koronakryzys. W ciągu całego 2020 roku jego zaległości wzrosły o 1/4. Przybywało ich również w 2021 roku. Wyraźną odwilż przyniósł dopiero czwarty kwartał ubiegłego roku. W kolejnych miesiącach poziom zadłużenia zaczął się stabilizować, by na koniec września tego roku wynieść 1,13 mld zł. Można więc powiedzieć, że sektor „odchorował” już Covid, ale wciąż nie wrócił do formy, bo zadłużenie cały czas utrzymuje się na wysokim poziomie – zawraca uwagę Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.
2022 rokiem wyzwań dla branży
W roku 2022 wraz z wybuchem wojny zbiegło się wiele zmian wprowadzających dodatkowe obciążenia finansowe dla sektora TSL.
– Branża transportu drogowego musiała się zmierzyć w 2022 roku z wieloma wyzwaniami, takimi jak nowe regulacje Pakietu Mobilności, krajowe zmiany zasad wynagradzania kierowców, nieudana reforma systemu szkolenia zawodowych kierowców i wreszcie Nowy Polski Ład. Ich konsekwencją był skokowy i znaczący wzrost kosztów. Nie wszyscy przewoźnicy byli w stanie podołać tym wyzwaniom, co spowodowało pogłębienie szarej strefy, szczególnie w obszarze wynagradzania kierowców. A to z kolei zaburzyło konkurencyjność i negatywnie wpłynęło na wyniki finansowe firm działających w pełni legalnie, zgodnie z krajowymi i unijnymi nowymi przepisami. Oprócz zwiększonych kosztów regulacyjnych branża musiała stawić czoła wzrostowi cen paliw. W sposób szczególny dotknęło to firm innowacyjnych, które zainwestowały w pojazdy napędzane LNG. Tu ceny gazu wzrosły 10-krotnie. Tym samym każdy z takich pojazdów zaczął przynosić co miesiąc po kilka tysięcy euro strat. Na dodatek w Polsce, w odróżnieniu od innych państw europejskich, nie wdrożone zostały jakichkolwiek instrumenty osłonowe dla poszkodowanych kryzysem energetycznym przewoźników – wskazuje Maciej Wroński, prezes związku pracodawców Transport i Logistyka Polska.
Drogi leasing i paliwo ciążą przewoźnikom
W dziale transportu i gospodarki magazynowej za największą sumę nieopłaconych faktur i rachunków odpowiadają przewoźnicy lądowi. Sięga ona niemal 1 mld zł (999 366 870 zł). Gros tych zaległości należy do transportu drogowego (880,1 mln zł).
Najgorzej z regulowaniem swoich zobowiązań radzą sobie przedsiębiorstwa TSL z Mazowsza, które mają do oddania 232,7 mln zł. Blisko co piąty dłużnik z tego sektora działa właśnie w tym województwie. W niechlubnej pierwszej trójce plasują się też śląskie (135,9 mln zł) i wielkopolskie (124,7 mln zł).
Struktura wierzycieli branży transportu i gospodarki magazynowej również pokazuje, że problemy z płatnościami w sektorze nie są przelotne. Na największą kwotę (321,7 mln zł) dłużnicy transportowi zalegają firmom windykacyjnym i funduszom sekurytyzacyjnym, które skupiły ich przeterminowane należności głownie od instytucji finansowych. Przedstawiciele TSL mają także duży problem z płatnościami za leasing (prawie 281,2 mln zł zaległości) oraz za paliwo (150,5 mln zł). Z kolei branżowy rekordzista – spółka magazynowa – ma ponad 11 mln zł zaległości, głównie za energię elektryczną.
Branża TSL jest nie tylko dłużnikiem, sama również próbuje odzyskać należności od nierzetelnych kontrahentów. Inne firmy są jej winne 158,5 mln zł i są to głównie spółki transportowe, handlowe oraz produkcyjne.
– Firmy nie powinny tracić czujności i na bieżąco sprawdzać kondycję finansową swoich kontrahentów. Tymczasem w trzecim kwartale bieżącego roku przewoźnicy pobrali zaledwie 89,5 tys. raportów na temat swoich obecnych i potencjalnych kontrahentów. To mało, zważywszy, że w Polsce działa 125 tysięcy firm transportowych i każda obsługuje kilku, kilkudziesięciu klientów – wskazuje Adam Łącki.
Mali z największymi problemami
Sektor transportu w Polsce jest bardziej rozdrobniony niż w krajach zachodnich. Mniejszym, rodzinnym przedsiębiorstwom z roku na rok coraz trudniej jest jednak utrzymać się na rynku ze względu na rosnące wymogi i obciążenia finansowe związane z wykonywaniem przewozów. Według danych KRD prawie 70 proc. zadłużonych firm TSL stanowią jednoosobowe działalności gospodarcze. Ich liczba zbliża się do 20 tys. (19 655). JDG-i powinny spłacić 2/3 całej kwoty zaległości całego sektora (704,6 mln zł). Jak wskazuje Jakub Kostecki, prezes firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso, jednym z największych problemów dla małych firm są długie terminy płatności w branży.
– Przedsiębiorcy zajmujący się transportem międzynarodowym odczuwają silny niepokój o uzyskanie wynagrodzenia za zrealizowane usługi. I nie chodzi tylko o słabszą kondycję finansową kontrahentów, lecz także o wpływ sytuacji geopolitycznej na biznes. Te czynniki zmniejszyły tolerancję na niezapłacone faktury. Do tego restrykcyjne zapisy Pakietu Mobilności uderzyły bezpośrednio w finanse przedsiębiorstw i determinują finalną cenę usługi transportowej. W efekcie modyfikacja pakietu wpłynęła na zwiększenie świadomości firm, jak ważne jest bieżące utrzymywanie płynności. Obserwujemy, że obecnie przewoźnicy szybciej zlecają przeterminowane faktury do windykacji. Bardzo zależy im na odzyskaniu należności za pracę, aby nie doprowadzić do zatorów płatniczych we własnej firmie – podkreśla Jakub Kostecki.
Zdaniem ekspertów branży TSL, najbliższą przyszłość w transporcie drogowym kształtować będzie przede wszystkim koniunktura gospodarcza w Europie i na świecie, a także wynikająca z niej relacja między popytem na usługi transportowe a ich podażą.
– Na drugim miejscu, jako czynnik kształtujący przyszłość, wymieniłbym rynek pracy oraz wynikającą z braku kierowców presję na wzrost wynagrodzeń. Warto też wspomnieć o regulatorze jakim jest polska administracja rządowa. Jeśli wciąż pozostanie ona bierna i obojętna na problemy oraz postulaty branży, nasza konkurencyjność na europejskim rynku będzie słabnąć – dodaje Maciej Wroński, prezes związku pracodawców Transport i Logistyka Polska.
Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) stanowczo sprzeciwia się propozycji, aby wprowadzić w Polsce dobrowolność podlegania ubezpieczeniu emerytalnemu przez przedsiębiorców. Takie rozwiązanie stanowiłoby zaprzeczenie fundamentalnej zasady ubezpieczeń społecznych, jaką jest powszechność. Jeśli ta zasada zostanie złamana, nastąpi masowe zjawisko tworzenia fikcyjnych działalności gospodarczych – założonych jedynie w celu uniknięcia płacenia składek. Nieuchronnie będzie dochodziło również do sytuacji, w której osoby niepłacące składek nie odłożą odpowiednich środków na przyszłą emeryturę, a w konsekwencji znajdą się na utrzymaniu pomocy społecznej – a więc wszystkich podatników.
Przedsiębiorcy, którzy wypiszą się z systemu emerytalnego, zawsze będą narażeni na ryzyko, że będą żyć na emeryturze dłużej niż pozwolą im na to zgromadzone przez siebie oszczędności. W takim przypadku staną się klientami pomocy społecznej – a na ich utrzymanie z płaconych przez siebie podatków będzie musiała łożyć reszta społeczeństwa, która zabezpieczyła swoje emerytury dzięki płaceniu składek przez całe życie zawodowe. Byłoby to głęboko niesprawiedliwe, a jedynym sposobem na uniknięcie tej sytuacji jest objęcie każdej grupy aktywnych zawodowo ubezpieczeniem społecznym.
„Stanowczo sprzeciwiamy się nieprzemyślanej propozycji tzw. ‘dobrowolnego ZUS’, który demontowałyby system emerytalny w Polsce, na dłuższą metę tworząc ogromne problemy społeczne. Zamiast tego proponujemy rzetelną dyskusję na temat reformy zasad ustalania podstawy wymiaru składek oraz systemowego wsparcia małych przedsiębiorców w okresie kryzysu energetycznego. Nie ulega wątpliwości, że w obecnym niestabilnym otoczeniu gospodarczym, naznaczonym wysokimi cenami energii, dużą presją kosztową oraz słabnącym popytem, sytuacja finansowa wielu drobnych przedsiębiorców istotnie się pogarsza – co zagraża ich dalszemu istnieniu na rynku. Jednak państwo dysponuje znacznie lepszymi narzędziami ich wspierania niż umożliwienie im wypisania się z systemu emerytalnego. Przede wszystkim w ramach prowadzonej polityki gospodarczej można wpływać na mechanizmy kształtowania cen energii również dla przedsiębiorców, a także wprowadzać instrumenty kompensujące zwiększone koszty z tego tytułu. Ponadto państwo zawsze może zmniejszyć obciążenia podatkowe. Takie rozwiązania przyniosłyby przedsiębiorcom znaczącą ulgę w trudnej obecnie sytuacji, ale zarazem nie pozbawiałyby ich prawa do emerytury w przyszłości. Nie można również abstrahować od obecnego kontekstu prawno-regulacyjnego, jaki został ukształtowany przez rozwiązania wprowadzone w ramach Polskiego Ładu. Oznacza to przede wszystkim składkę zdrowotną w nowej formie, która niezależnie od wyniku finansowego danego przedsiębiorcy obliczana jest co najmniej od kwoty płacy minimalnej. Wprowadzenie dobrowolnego ubezpieczenia emerytalnego doprowadziłoby w takich warunkach do absurdu – osoba prowadząca działalność gospodarczą nie odprowadzałaby jakiejkolwiek składki na swoją przyszłą emeryturę, a jednocześnie byłaby zobligowana do płacenia składki zdrowotnej (od 2023 r. wynoszącej minimum 314,10 zł, bez możliwości odliczenia od podatku) – która w obecnej formie jest quasi-podatkiem, a od jej wysokości w żadnej mierze nie zależy zakres otrzymywanych w zamian świadczeń” – podkreśla Łukasz Kozłowski, główny ekonomista Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP).
Właściwie jedynym argumentem, jakim posługują się zwolennicy pomysłu dobrowolnego ubezpieczenia jest fakt, iż analogiczne rozwiązania funkcjonują w Niemczech. Należy jednak dodać, że to rozwiązanie jest przedmiotem silnej krytyki w samych Niemczech – z uwagi na narastający problem drobnych przedsiębiorców pozbawionych zabezpieczenia na starość – i już od 2013 r. formułowane są plany, również w ramach porozumień koalicyjnych kolejnych rządów, aby stopniowo objąć wszystkie osoby prowadzące działalność gospodarczą obowiązkowym ubezpieczeniem emerytalnym.
Jeśli dobrowolność podlegania ubezpieczeniom budzi kontrowersje w Niemczech – mimo istniejącej w tym kraju bardzo dojrzałej kultury oszczędzania na przyszłość – trudno wyobrazić sobie właściwe funkcjonowanie takiego rozwiązania w Polsce, gdzie gospodarka rynkowa budowana jest od zaledwie trzech dekad. Na polskim rynku nie są nawet dostępne produkty finansowe, które zastępowałyby emeryturę wypłacaną z ZUS. Żadna inna instytucja nie oferuje bowiem tzw. renty dożywotniej, czyli świadczenia z gwarancją wypłaty do końca życia w zamian za odprowadzane składki.
Trzeba także pamiętać, że arbitraż w dalszym ciągu pozostaje zjawiskiem występującym na polskim rynku pracy, który po wprowadzeniu dobrowolności ubezpieczenia społecznego dla jednoosobowej działalności gospodarczej, nasiliłby się w ogromnym stopniu. W szczególności w branżach IT, budowlanej, transportowej, ochrony i utrzymania czystości, a także ochronie zdrowia – możemy spodziewać się, że spowodowałoby to gwałtowny wysyp nowych mikrofirm, założonych jedynie w celu maksymalnego zaniżenia kosztów pracy. W ten sposób Polska po raz kolejny doświadczyłaby problemu tzw. „umów śmieciowych”, przy czym w tym przypadku taką umową nie byłaby – jak dotąd – umowa zlecenia, lecz umowa o świadczenie usług w ramach działalności gospodarczej. Pojawienie się na rynku co najmniej setek tysięcy osób pozbawionych praw przysługujących pracownikom oraz nieposiadających w przyszłości prawa do emerytury stałoby się źródłem ogromnych problemów społecznych. Ponadto, nieuchronny w takim przypadku znaczący wzrost skali zjawiska fikcyjnego samozatrudnienia spowodowałby powrót szkodliwych pomysłów na dokręcenie przedsiębiorcom regulacyjnej śruby, np. w postaci „testu przedsiębiorcy” i wzmożonych kontroli w firmach.
Istnieje znacznie lepsze rozwiązanie problemów, na które chcieliby odpowiedzieć zwolennicy dobrowolności ubezpieczenia społecznego. Rozwiązanie to przedstawiła Federacja Przedsiębiorców Polskich już w 2018 r. Polega ono na powiązaniu wysokości składek na ubezpieczenia społeczne przedsiębiorców z wielkością uzyskanego przez nich dochodu. Dzięki temu mogłoby nastąpić dalece idące uproszczenie i harmonizacja rozliczeń podatkowo-składkowych. Przedsiębiorcy płaciliby składki tylko od tego, co zarobią, dzięki czemu obowiązek ubezpieczenia społecznego nigdy nie stanowiłby obciążenia zagrażającego dalszemu istnieniu firmy w razie wystąpienia poważniejszych problemów finansowych. Taki system działałby jako automatyczny stabilizator koniunktury gospodarczej, elastycznie dostosowując poziom płaconych składek do sytuacji firm. W ten sposób drobni przedsiębiorcy mieliby lepsze warunki dla rozwoju działalności, jednocześnie nie tracąc prawa do otrzymywania emerytury w przyszłości.
Rosja od czasu inwazji na Ukrainę zaprzestała publikowania statystyk dotyczących handlu zagranicznego. Tymczasem to właśnie wymiana dóbr i usług z innymi państwami jest kluczową informacją dla zrozumienia jej obecnej sytuacji gospodarczej – eksport stanowił bowiem około 10 proc. PKB tego kraju w 2021 roku. Analitycy CEIC oszacowali aktualną wartość rosyjskiego handlu zagranicznego na podstawie danych z 43 krajów, które prowadzą transakcje z Moskwą i publikują bieżące dane handlowe.
Rosja przed wybuchem wojny charakteryzowała się stabilnym wzrostem gospodarczym (w 2021 r. było to +4,8 proc.). Wszystko uległo zmianie po 24 lutego 2022 r. Jak wskazują analitycy CEIC (ISI Emerging Markets Group), Moskwa przeżywa obecnie, ze względu na wojnę i związane z nią sankcje, spadek dynamiki wzrostu, który czeka ją także i w najbliższym czasie. Ocena realnej sytuacji w Rosji staje się coraz trudniejsza, ponieważ Władimir Putin sukcesywnie ogranicza dostęp do kolejnych danych statystycznych.
Znaczenie importu i eksportu w gospodarce Rosji
Federacja Rosyjska w ogromnej mierze funkcjonuje dzięki sprzedaży surowców innym państwom. Jeszcze na początku 2022 r. eksport stanowił ok. 10 proc. PKB tego kraju. Ze szczątkowych danych Centralnego Banku Rosji wynika, że dochody z eksportu towarów i usług w II kwartale br. były o 20 proc. wyższe niż przed rokiem. Oznacza to jednak, że tempo wzrostu eksportu znacznie wyhamowało w stosunku do I kwartału, kiedy wynosiło prawie 60 proc. r/r. Najważniejszymi towarami eksportowymi Rosji pozostają produkty mineralne, które w 2020 r. stanowiły ponad połowę (51,3 proc.) sprzedaży za granicę. Analitycy EMIS (ISI Emerging Markets Group) w raporcie sektorowym „Russia-Ukraine War Impact on Global Oil and Gas Sector” wskazują, że w 2021 r. Rosja była największym na świecie eksporterem gazu ziemnego, sprzedając prawie ćwierć (23,6 proc.) globalnego wolumenu, a także drugim po Arabii Saudyjskiej eksporterem ropy naftowej (12,8 proc. globalnej sprzedaży). We wnioskach sporządzonych przez CEIC widać, że decyzja o agresji na Ukrainę wpłynęła jeszcze mocniej na import.
– Przed wojną prawie połowę towarów, które Rosja nabywała z zagranicy, stanowiły maszyny, środki transportu i części do nich, wykorzystywane w procesach produkcji, w tym także do wydobycia ropy i gazu. Są one obecnie mocno obłożone sankcjami, więc im dłużej będzie trwać wojna, tym dotkliwszy będzie ich brak. Już teraz można zaobserwować, że Kreml przestawia gospodarkę na starsze technologie, co w ekonomii nazywa się substytucją importu. Zamiast kupować z zagranicy nowszą technologię, kraj zaczyna wykorzystywać własną, ale mniej zaawansowaną. Wszystko wskazuje na to, że jeśli trend się utrzyma, w niedalekiej przyszłości Rosjanie będą mieli techniczny problem z utrzymaniem obecnego poziomu produkcji – komentuje Andrzej Żurawski, ekonomista CEIC (ISI Emerging Markets Group).
Chcąc ocenić, jak po 8 miesiącach wojny prezentuje się gospodarka Kremla, analitycy CEIC w raporcie „Estimating the Missing Data for Russia’s Foreign Trade” oszacowali obecną wartość rosyjskiego eksportu i importu na podstawie danych pochodzących od państw, z którymi Rosja utrzymuje relacje handlowe.
Szacunki analityków – import i eksport
Przeanalizowane przez analityków 43 kraje odpowiadały od 2021 r. za 64 proc. rosyjskiego eksportu i 71 proc. importu, dlatego mogą być wykorzystywane jako podstawa do oceny stosunków handlowych Moskwy z zagranicą.
Jeszcze w styczniu br. Rosjanie nie musieli szczególnie zamartwiać się o to, skąd pozyskać części zamienne do używanych przez siebie urządzeń. Import, który stanowił znaczną część gospodarki, zaczął rosnąć i według ostatnich – opublikowanych przez Rosję – oficjalnych wyników, osiągnął 38,6 proc. r/r. W kolejnych miesiącach Kreml wstrzymał dystrybucję powyższych danych, jednak analitycy CEIC wyciągnęli jednoznaczne wnioski. Już w marcu, pierwszym pełnym miesiącu po wprowadzeniu zachodnich sankcji, rosyjski import był o 41 proc. niższy niż w rok wcześniej. Największy problem z zakupami z zagranicy Rosja miała w kwietniu tego roku, gdy były one o ponad połowę (51 proc.) mniejsze niż analogicznym miesiącu 2021 r.
Do spowolnienia wzrostu doszło także w obszarze eksportu: ostatnie oficjalne dane ze stycznia wskazują, że wzrost wyniósł 69,9 proc. r/r. Z kolei według szacunków analityków CEIC wynika, że w sierpniu, choć wartość ta pozostaje na poziomie znacznie wyższym niż w ubiegłym roku, było to już tylko 20,7 proc. r/r. Wzrost ten jest jednak mniejszy niż równoległy wzrost cen energii, będącej głównym produktem eksportowym Rosji, co wskazuje na to, że wolumen eksportu spadł a wciąż wysoka wartość to zasługa wysokich cen.
Azja wciąż korzysta z zachodnich sankcji
Skutki sankcji okazały się bardzo zróżnicowane geograficznie. Podczas gdy eksport do krajów Unii Europejskiej gwałtownie zmalał, znacząco wzrósł do Azji. Eksport z Rosji do jej dziewięciu najważniejszych zachodnich krajów partnerskich (zwłaszcza do Niemiec, w następnej kolejności do Turcji, Włoch, USA, Holandii, Francji, Finlandii, Wielkiej Brytanii i Polski) w marcu tego roku wyniósł prawie 25 bln USD, już w lipcu spadł do ok. 14 bln USD (o 44 proc.). Tymczasem kraje azjatyckie (głównie Chiny oraz Indie, Kazachstan, Korea Południowa i Japonia) w lipcu zapłaciły Rosji za eksport o 45,8 proc. więcej niż w marcu (wartość wzrosła z ok. 12 bln USD do 17,5 bln USD).
Wynika to w dużej mierze z wyliczeń, ile rosyjskiej ropy oraz gazu zaczęły sprowadzać Indie i Chiny. Wschód wykorzystuje fakt, że zachodnie kraje ograniczają import paliw z Moskwy i wykupuje teraz węglowodory po preferencyjnych cenach. Nie jest tajemnicą, że Kreml przekierował część eksportu do Azji, ale największym zaskoczeniem w wynikach analiz CEIC okazała się skala tej działalności. Rosja od maja do lipca br. była największym dostawcą ropy do Chin, które tylko w lipcu zakupiły prawie 7,15 mln ton – czyli o 7,6 proc. więcej w porównaniu do tego samego miesiąca w 2021 roku. Wartość współpracy między Kremlem a Państwem Środka po trzech kwartałach 2022 r. wyniosła 136,089 mld USD. Jeszcze bardziej uderzający jest przypadek Indii, które między lutym a lipcem br. zakupiły od Rosji towary za prawie pięciokrotnie większą wartość niż rok wcześniej.
Próba ukrycia wojennej gospodarki
Z badań przeprowadzonych przez Komisję Europejską (KE) wynika, że nakładane sankcje przynoszą oczekiwane efekty. Moskwa zaczęła gospodarczo słabnąć, a oprócz tego Władimir Putin podjął decyzję o mobilizacji 300 tys. mężczyzn. Na front pojedzie jeden na stu aktywnych pracowników, co w połączeniu z ucieczką Rosjan, którzy chcą uniknąć wcielenia do wojska, oznacza rosnący deficyt osób do pracy. Patrząc szeroko, choć Rosja zarabia krocie na sprzedaży ropy i gazu do Azji, kwoty te mogą nie wystarczyć na uratowanie coraz bardziej pogrążonej w wojnie gospodarki.
Źródła: CEIC Insights “Estimating the Missing Data for Russia’s Foreign Trade”, EMIS Insights Thematic Report „Russia-Ukraine War Impact on Global Oil and Gas Sector”
W trzecim kwartale 2022 r. Columbus Energy zanotował niemal 60-procentowy wzrost przychodów wobec drugiego kwartału. Grupa znacząco poprawiła też wynik EBITDA.
Skonsolidowane przychody Grupy Columbus Energy w trzecim kwartale br. wyniosły 146 mln zł, wobec 92 mln zł w drugim kwartale. Wynik EBITDA Grupy, choć na niewielkim minusie (-0,82 mln zł), jest znacząco lepszy niż w drugim kwartale (-32 mln zł). Jak wynika z opublikowanego raportu kwartalnego, Columbus mocno poprawił marżowość, zredukował koszty stałe i zminimalizował zobowiązania finansowe. Zarząd Columbus zapewnia, że trudną sytuację z początku roku Grupa ma już za sobą, a po drugim kwartale 2022 r. organizacja zaczyna działać w sposób zrównoważony.
– Transformacja Columbusa w lekką organizację postępuje zgodnie z obranym przez nas kierunkiem. Właściciele domów w Polsce zauważyli, że fotowoltaika świetnie sprawdza się w połączeniu z magazynem energii i pompą ciepła. Te trzy technologie znakomicie ze sobą współpracują, a inwestycja staje się komplementarna. Po podwyżkach cen energii w taryfie G i notowanych coraz wyższych cenach innych nośników energii (gaz, węgiel), spodziewamy się dobrego roku 2023 w każdej z wymienionych trzech technologii – komentuje Dawid Zieliński, prezes Columbus Energy S.A. – Nasza pierwsza inwestycja zagraniczna, czyli biznes w Republice Czeskiej, w czwartym kwartale może dostarczyć konkretne przychody i marżę. Odnotowujemy również dynamiczny rozwój rynku B2B, zarówno w mikroinstalacjach, jak i wielkoskalowych instalacjach komercyjnych. Rozpoczęliśmy też kolejne inwestycje. Mamy ponad 350 MW farm fotowoltaicznych do wybudowania, 400 MW/1600MWh magazynów energii. To inwestycje liczone w miliardach złotych. Nadal też inwestujemy w nowe projekty, które mogą nam pomóc zwielokrotnić te liczby.
Zarząd Columbus podkreśla, że bardzo istotna dla przyszłości Grupy jest zmiana struktury finansowania biznesu.
– Jesteśmy zadowoleni, że zmiana struktury finansowania się powiodła, w szczególności dzięki zaufaniu i elastyczności naszego Akcjonariusza DC24. Koncepcja sprzedaży części aktywów, tj. 102 MW farm fotowoltaicznych, również jest ważna, aby wyczyścić zobowiązania z przeszłości i z tym doświadczeniem budować biznes własnych aktywów energetycznych w przyszłości, ale jako segment wydzielony, finansowany zewnętrznie, o miliardowym potencjale. Dzięki temu będziemy mogli interpretować niezależnie to, jak rozwija się Columbus w tych dwóch segmentach, przygotowując się również do uruchomienia kolejnego obszaru biznesowego, jakim jest serwis i utrzymanie – wyjaśnia Dawid Zieliński.
Szczegóły tego planu, jak również ścieżkę i system, którymi Columbus będzie się posługiwać w jego realizacji, Zarząd zaprezentuje w nowej strategii.
Pomimo zawirowań gospodarczych i geopolitycznych Europa Środkowo-Wschodnia pozostanie atrakcyjnym miejscem inwestycji dla funduszy private equity ze względu na potencjał wzrostu, możliwości konsolidacji sektorowej i rozwoju biznesu spółek portfelowych, wynika z raportu Bain & Company, PFR Ventures i Polskiego Stowarzyszenia Inwestorów Kapitałowych (PSIK). Eksperci spodziewają się dalszego wzrostu inwestycji funduszy PE w długim terminie.
Jak wynika z raportu przygotowanego m.in. na podstawie wywiadów z przedstawicielami funduszy inwestującymi w regionie, szybko rozwijające i unowocześniające się gospodarki 11 krajów Europy Środkowo-Wschodniej będą stwarzać coraz więcej atrakcyjnych możliwości inwestycyjnych. Dodatkowo, fundusze są obecnie w lepszej pozycji niż kiedykolwiek wcześniej, żeby z tych możliwości skorzystać. W ciągu ostatnich dwóch dekad środkowoeuropejskie fundusze bardzo się sprofesjonalizowały, na rynek weszli nowi gracze, a przedsiębiorcy przekonali się do tej grupy inwestorów i coraz chętniej podejmują z nimi współpracę.
– Gospodarki Europy Środkowo-Wschodniej mają szybsze tempo wzrostu gospodarczego niż gospodarki Europy Zachodniej. Motorem wzrostu jest wysoko wykwalifikowana kadra pracownicza, rosnące inwestycje w infrastrukturę, zieloną gospodarkę oraz przenoszenie produkcji do Europy, czyli nearshoring – mówi Jacek Poświata, partner zarządzający Bain & Company Poland/CEE. – Po dwóch dekadach budowania lokalnego ekosystemu fundusze private equity mają teraz wszystkie atuty, aby wykorzystać ten pozytywny trend do dalszego rozwoju. To samo dotyczy rynku venture capital, który w ostatnich latach przeżywał silny boom. Spodziewamy się, że w ciągu najbliższych czterech lat wartość inwestycji VC może zwiększyć się dwu lub nawet trzykrotnie.
Atrakcyjność regionu wspierają między innymi środki napływające z Unii Europejskiej. W latach 2007-2027 do Europy Środkowo-Wschodniej trafi 584 mld euro z funduszy spójności. Kolejnym elementem wpływającym na atrakcyjność inwestycyjną tej części Europy są zmiany zachodzące w globalnej gospodarce. Skłaniają one coraz większą liczbę międzynarodowych firm do skracania łańcuchów dostaw i przenoszenia produkcji do Europy, na czym już korzystają kraje regionu. Gospodarki regionu stają się coraz większe i bardziej złożone, co sprzyja procesom konsolidacyjnym w wielu branżach oraz ekspansji zagranicznej lokalnych firm. Według cytowanych w raporcie przedstawicieli sektora private equity, budowanie regionalnych graczy, którzy w przyszłości mogą być atrakcyjnym celem przejęć dla inwestorów branżowych, staje się preferowaną strategią funduszy. Porównania międzynarodowe dotyczące roli private equity w gospodarce również pokazują, że w Europie Środkowo-Wschodniej jest duża przestrzeń do wzrostu. Inwestycje PE stanowią w tej chwili zaledwie około 0,2% PKB regionu Europy Środkowo-Wschodniej, w porównaniu z 0,8% w Europie Zachodniej. Innym wskaźnikiem pokazującym możliwości rozwoju jest fakt, że pomimo korzystniejszego profilu ryzyka w regionie, inwestycje private equity w Europie Środkowo-Wschodniej są na podobnym poziomie, jak na przykład w wielu krajach Azji Południowo-Wschodniej.
Pomimo narastających obecnie napięć makroekonomicznych i geopolitycznych w wielu krajach regionu, autorzy raportu podkreślają, że te trudności zostaną pokonane.
– Bez wątpienia wojna w Ukrainie ma wpływ na branżę PE w regionie, zwłaszcza jeśli chodzi o pozyskiwanie finansowania i możliwości wyjścia z inwestycji – mówi Małgorzata Bobrowska, prezes Polskiego Stowarzyszenia Inwestorów Kapitałowych i partner zarządzający Resource Partners. – Niemniej jednak są powody, by sądzić, że ten wpływ będzie stosunkowo krótkotrwały. Jak pokazała nasza ankieta, 86 proc. respondentów spodziewa się, że w ciągu jednego do dwóch lat ten negatywny wpływ na branżę zniknie. A po zakończeniu wojny wielu ankietowanych spodziewa się możliwości obopólnie korzystnego zacieśnienia współpracy z Ukrainą, szczególnie w sektorze budownictwa, przemysłowym i usług dla biznesu.
Eksperci wskazują, że Europa Środkowo-Wschodnia odczuła skutki wcześniejszych kryzysów gospodarczych mniej dotkliwie niż Europa Zachodnia ze względu na szybszą trajektorię wzrostu, większą konkurencyjność kosztową lokalnych firm oraz ciągły napływ funduszy unijnych i bezpośrednich inwestycji zagranicznych.
Rynek venture capital w regionie także przeżywał bezprecedensowy boom w ostatnich latach, a wartość inwestycji w roku 2021 była dziewięciokrotnie wyższa niż w roku 2015, osiągając poziom 4,1 mld euro. Eksperci spodziewają się, że w najbliższych latach ten trend będzie kontynuowany.
– Zaczynamy dostrzegać efekt koła zamachowego w całym regionie – mówi Maciej Ćwikiewicz, prezes PFR Ventures. – Twórcy odnoszących sukcesy startupów sami zaczynają inwestować w fundusze venture capital lub bezpośrednio w spółki i stają się mentorami firm nowej generacji. Jest to rodzaj wsparcia, które może być trudne do zmierzenia, ale kluczowe dla sukcesu.
Raport Private Equity and Venture Capital in Central and Eastern Europe dostępny jest:
Nie wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że pracodawca może zaoszczędzić, oferując pracownikom dofinansowanie do posiłków. Od marca 2022 roku Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej podwyższyło kwotę zwolnioną z ZUS do 300 zł miesięcznie na pracownika. Zatem posiłki współfinansowane przez pracodawcę mogą zostać zwolnione ze składek – jednocześnie obniżając koszty pracodawcy. Przedsiębiorca może rozważyć sfinansowanie kart lunchowych ze środków obrotowych firmy lub z zakładowego funduszu świadczeń socjalnych. W praktyce pracodawcy jako dodatkowy benefit wręczają swoim pracownikom karty lunchowe uprawniające do nabywania posiłków w restauracjach, barach lub za pośrednictwem wybranych stron internetowych. Nie w każdym przypadku otrzymanie takiej karty jest przychodem pracownika.
– Karta obiadowa, zwana inaczej kartą lunchową, to rewelacyjny benefit, który otrzymał też dodatkowe wsparcie Ministerstwa Pracy. Ministerstwo Pracy od marca 2022 roku podwyższyło kwotę zwolnioną z ZUS-u ze 190 złotych do 300 złotych miesięcznie na pracownika – powiedziała serwisowi eNewsroom Sylwia Bilska, General Manager Edenred Polska. – Nadal jednak, jeżeli porównujemy kwotę zwolnioną z ZUS-u do takich samych zwolnień w innych krajach europejskich – jest to bardzo niska kwota. Polska reprezentuje około 67 euro, natomiast w Bułgarii jest to 103 euro, a w Rumunii 127 euro. Porównując te kwoty jako procent do minimalnej pensji w danym kraju, w Polsce jest to jedynie 10%, natomiast w Bułgarii 31%, a w Rumunii 25%. Mamy w związku z tym jeszcze dużo do zrobienia i pracę w dialogu społecznym – podkreśla Bilska.
Trwająca od lutego tego roku wojna w Ukrainie stała się motorem rozwoju europejskiego prawodawstwa w zakresie obronności, jak również zacieśniania współpracy karnej i karno-skarbowej w skali całej UE. Według opublikowanych pod koniec października informacji polska prokuratura prowadzi już ok. 40 śledztw dotyczących złamania sankcji nałożonych na Rosję i Białoruś. Postępowania dotyczą nie tylko firm, ale także osób fizycznych.
Rozmawiamy z Michałem Borowcem, aplikantem radcowskim z katowickiej kancelarii JKM i Partnerzy.
25 maja 2022 r. Komisja Europejska ogłosiła, że w ramach reakcji na rosyjską agresję złożyła w Radzie UE wniosek o rozszerzenie wykazu przestępstw Unii Europejskiej, o których mowa w art. 83 TFUE, o naruszanie lub omijanie nałożonych na dany kraj środków ograniczających (sankcji). Jak należy rozumieć te przepisy?
Obecnie chodzi oczywiście o sankcje gospodarcze nałożone na obywateli i podmioty gospodarcze Federacji Rosyjskiej, jednakże domyślnie mowa o sankcjach nałożonych przez Unię Europejską na jakikolwiek kraj. Oznacza to, że omijanie wprowadzonych w danym kraju restrykcji gospodarczych i finansowych, w tym tych polegających na zamrożeniu majątku, spotka się ze zdecydowaną reakcją karną na całym obszarze Wspólnoty Europejskiej. Zdaniem Komisji ma to w przyszłości zapewnić, by majątek osób i podmiotów naruszających sankcje mógł być skuteczniej konfiskowany. Równocześnie chodzi o zatarcie rozbieżności między definicjami oraz zakresami kar stosowanych w poszczególnych krajach UE, bo w praktyce niejednokrotnie prowadzi to do sytuacji, w której winni unikają odpowiedzialności poprzez przenoszenie swojej działalności na teren innego kraju Wspólnoty. Celem Komisji jest więc ujednolicenie praktyki organów wymiaru sprawiedliwości w skali całej Unii.
Bardzo ciekawe i mocne jak na standardy dyplomatyczne jest też uzasadnienie decyzji, jakie podjęła UE.
To prawda. Jak wyjaśniła unijna komisarz ds. wewnętrznych Ylva Johansson- „Propozycja Komisji Europejskiej ma na celu zwalczanie zbrodni poprzez podążanie tropem majątku oraz odnalezienie aktywów i zamrożenie ich, tak by sądy miały czas na pracę. Nasza propozycja bierze również na cel niewyjaśnione bogactwo. Ci, którzy znajdują się na szczycie grup przestępczych, nie będą już dłużej poza zasięgiem organów ścigania.” Wreszcie, kryminalizacja naruszeń sankcji oznacza, że czas reakcji na nieuczciwe działania będzie krótszy.
Wróćmy na nasze podwórko. Co z polskimi spółkami, które mają w Rosji swoje spółki zależne lub są partnerami we wspólnych z rosyjskimi firmami przedsięwzięciach? Jaki biznes jest dozwolony, a jaki powinien zostać zakończony?
Równolegle do sankcji unijnych Polska we własnym zakresie wprowadziła szereg sankcji dotyczących rosyjskiego kapitału. Chodzi zarówno o poszczególne osoby, jak i o spółki z rosyjskim kapitałem albo zależne od rosyjskich podmiotów. Pod lupą są przy tym przedsiębiorstwa o znaczeniu strategicznym, jak np. Grupa Azoty, w której 20% udziałów posiada oligarcha Wiaczesław Kantor. Obecnie nie ma systemowych rozwiązań mogących powodować zamrożenie polskiego kapitału w Rosji i odwrotnie – rosyjskiego w Polsce. Niewątpliwie takie rozwiązania powinny się pojawić i wydaje się, że tego oczekują także polscy przedsiębiorcy. Możemy zauważyć, że zasadniczo polskie spółki, spółki z polskim kapitałem oraz polscy konsorcjanci wykonujący przedsięwzięcia wspólnie z rosyjskimi partnerami wycofały się z tego rynku i upłynniły posiadane aktywa. Impulsem dla takiego kroku było odcięcie Rosji od międzynarodowego systemu płatności SWIFT oraz upadający kurs rubla, którego w normalnym obiegu nie można zakupić, a którego wartość jest sztucznie manipulowana. Zadziałał zatem czynnik rynkowy. Dla przykładu LPP S.A., gigant odzieżowy i właściciel takich marek jak Sinsay, Mohito czy House całkowicie wycofał z Rosji sprzedając swoją spółkę zależną Re Trading jednemu z chińskich konsorcjów. Nie oznacza to jednak, że nawet obecnie polski biznes nie jest obecny w Rosji. Według aktualizowanej na bieżąco listy prowadzonej przez Uniwersytet Yale w Rosji nadal otwarte są filie takich polskich przedsiębiorców jak np. producenta metalowych opakowań dla przemysłu spożywczego Canpack S.A., producenta klejów przemysłowych Makrochem S.A., czy producenta leków i środków farmaceutycznych Polpharma S.A.
Czy polska/unijna firma, która opuściła Rosję i której majątek został przez państwo rosyjskie przejęty/znacjonalizowany, może – a jeśli tak, to w jaki sposób – dochodzić odszkodowania? I najważniejsze – od kogo?
Jeśli polska firma na skutek wycofania się z rosyjskiego rynku poniosła stratę finansową, to może jedynie odliczyć straty od podatku CIT. Pamiętajmy też o Ustawie z dnia 12 marca 2022 r. o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym na terytorium tego państwa. Zgodnie z nią przedsiębiorcy mogą rozliczać w ramach PIT/CIT wydatki na nabycie środków dla ofiar kryzysu.
A co w sytuacji, kiedy nasi przedsiębiorcy nie otrzymali zapłaty od rosyjskich podmiotów? Czy mogą wystąpić do fiskusa z wnioskiem o umorzenie zaległości podatkowej lub rozłożenie zapłaty na raty?
Tak. Przedsiębiorcy mogą wystąpić o umorzenie zaległości podatkowych lub rozłożenie ich na raty na dotychczasowych zasadach. W niedawnej interpretacji podatkowej – z 3 czerwca 2022 r. – dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej wskazał, że spółka może zaliczyć umorzone wierzytelności należne jej od ukraińskiego kontrahenta do kosztów CIT. W sprawie chodziło właśnie o niemożność wyegzekwowania środków z powodu działań wojennych i stanu ukraińskiej gospodarki. W przypadku kontrahentów rosyjskich sposób postępowania powinien być analogiczny.
Polskie firmy nie tylko sprzedawały maszyny do Rosji i na Białoruś, ale także świadczyły usługi serwisowe przewidziane w kontrakcie. Czy – i jak – powinny się odnieść do ewentualnych wezwań serwisowych? Mają pojechać i wykonać usługę czy odmówić, powołując się na przepisy UE?
W teorii wyjazd serwisowy jest możliwy, ale w praktyce – niewykonalny. 10 października 2022 r. rosyjski ustawodawca wprowadził całkowity zakaz wjazdu na teren kraju ciężarówkom zarejestrowanym w Unii, Wielkiej Brytanii, Norwegii i Ukrainie. Zakaz dotyczy handlu dwustronnego, tranzytu lub wjazdu z państw trzecich. Co więcej, Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP oficjalnie odradza wszelkie podróże do Federacji Rosyjskiej w związku z wojną w Ukrainie oraz uznaniem Polski przez władze Rosyjskiej Federacji za państwo nieprzyjazne. W takiej atmosferze wykonywanie zawartych już kontraktów jest niezwykle utrudnione.
Jak rozumiem, to nie koniec sankcji i ich zakres może być nadal rozszerzany?
Tak. Społeczność międzynarodowa nie wyczerpała jeszcze wszelkich dostępnych możliwości. Zgodnie z art. 83 ust. 1 akapitem 1 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej „Parlament Europejski i Rada, stanowiąc w drodze dyrektyw zgodnie ze zwykłą procedurą ustawodawczą, mogą ustanowić normy minimalne odnoszące się do określania przestępstw oraz kar w dziedzinach szczególnie poważnej przestępczości o wymiarze transgranicznym, wynikające z rodzaju lub skutków tych przestępstw lub ze szczególnej potrzeby wspólnego ich zwalczania”. Akapit 3 tego artykułu stanowi z kolei, że „[w] zależności od rozwoju przestępczości Rada może przyjąć decyzję określającą inne dziedziny przestępczości spełniające kryteria, o których mowa w niniejszym ustępie. Rada stanowi jednomyślnie po uzyskaniu zgody Parlamentu Europejskiego”.
Jak czytamy w przygotowanym wniosku Komisji Europejskiej, naruszenie unijnych środków ograniczających jest szczególnie poważną dziedziną przestępczości, która pod względem wagi jest podobna do dziedzin przestępczości wymienionych już w art. 83 ust. 1 TFUE, ponieważ może utrwalać zagrożenia dla międzynarodowego pokoju i bezpieczeństwa, podważać umacnianie i wspieranie demokracji, praworządności i praw człowieka oraz powodować znaczne szkody w gospodarce, społeczeństwie i środowisku.
O tym właśnie mówiłem. Z powodu takich naruszeń osoby i podmioty, których mienie zabezpieczono lub których działalność ograniczono, mogą nadal uzyskiwać dostęp do swojego mienia i wspierać reżimy, przeciwko którym skierowane są środki ograniczające, lub korzystać z funduszy państwowych, które miały zostać sprzeniewierzone. Podobnie środki pieniężne pozyskane w wyniku wykorzystywania towarów i zasobów naturalnych będących przedmiotem wymiany handlowej z naruszeniem unijnych środków ograniczających mogą umożliwić reżimom, przeciwko którym skierowano te środki ograniczające, zakup broni i uzbrojenia do popełniania przestępstw. Naruszenie unijnych środków ograniczających związanych z wymianą handlową może ponadto przyczynić się do nielegalnego wykorzystywania zasobów naturalnych w jurysdykcji, której dotyczą te środki ograniczające.
Znowelizowana norma art. 83 TFUE odzwierciedlać ma zasadnicze cele wspólnej polityki zagranicznej i bezpieczeństwa, o której mowa w art. 21 TUE. Cele te obejmują w szczególności ochronę wartości Unii, umacnianie i wspieranie demokracji, praworządności i praw człowieka, jak również utrzymanie pokoju, zapobieganie konfliktom i umacnianie bezpieczeństwa międzynarodowego zgodnie z celami i zasadami Karty Narodów Zjednoczonych.
Podstawę prawną przyjmowania przez Radę niezbędnych środków w przypadku przyjęcia unijnych środków ograniczających stanowi art. 215 TFUE, który umożliwia Radzie przyjęcie środków ograniczających wobec osób fizycznych lub prawnych, grup bądź podmiotów innych niż państwa albo przyjęcie środków przewidujących zerwanie lub ograniczenie w całości bądź w części stosunków gospodarczych i finansowych z jednym państwem trzecim lub większą ich liczbą na podstawie decyzji wydanej zgodnie z art. 29 TUE. Państwa członkowskie powinny wprowadzić skuteczne, proporcjonalne i odstraszające sankcje za naruszenie rozporządzeń Rady w sprawie unijnych środków ograniczających.
I już na koniec: czy Pana zdaniem zamrożony rosyjski majątek może zostać przeznaczony na odbudowę Ukrainy? Jakie byłyby podstawy prawne takiego działania? Czy prawo międzynarodowe w ogóle przewiduje taką sankcję?
Pojawiły się już podobne sugestie na Zachodzie, w szczególności w kręgach unijnych dyplomatów czy ekonomistów. Mówimy tu przynajmniej o 250 mld dolarów zamrożonych dewiz. Jednak wciąż brak konkretnych rozwiązań.
Źródła:
TUE
TFUE
Wniosek Komisji Europejskiej nr 2022/0176 (NLE) z dnia 25.05.2022 r. w sprawie dodania naruszenia unijnych środków ograniczających do dziedzin przestępczości określonych w art. 83 ust. 1 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej.