Składka zdrowotna 4,9% zamiast 9%. Przedsiębiorcy: nie chcemy licytacji i pozornych kompromisów

4,9% składki zdrowotnej to pozorny kompromis. Zobowiązania przedsiębiorców gigantycznie wzrosną.

– Proponowane obniżenie składki zdrowotnej z zawrotnych 9% do 4,9% to tylko pozorny kompromis. Politycy próbują stworzyć wrażenie ustępstwa, a tak naprawdę nadal mówimy o drastycznym wzroście zobowiązań finansowych dla przedsiębiorców. Ceną kompromisu próbuje się przemycić kolejne daniny.  Propozycję procentowych składek zdrowotnych jako przedsiębiorcy oceniamy jednoznacznie negatywnie – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Prezes Mojsiuk: „Nie chcemy licytacji, nie chcemy pozornych kompromisów, a rzeczowej rozmowy”

    Składka zdrowotna dla prowadzących działalność gospodarczą ma wynieść 4,9 proc. zamiast pierwotnie planowanych 9 proc. Dla ryczałtowców będą natomiast trzy stawki – 300, 500 lub 900 złotych. Oczywiście nowe rozwiązanie o którym donoszą media należy potraktować jako „krok w dobrą stronę”, ale przedsiębiorcy odnoszą wrażenie, że zaporowa kwota 9% została zaproponowana po to, by potem obniżyć stawkę, co można byłoby uznać za kompromis. Jak mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej, przedsiębiorcy źle odbierają takie fortele.

  – Polski Ład to ważny projekt dla gospodarki. Przedsiębiorców niestety nikt nie zaprosił do rozmów. Musimy więc dyskutować o medialnych wrzutkach, które trudno ocenić pozytywnie. Mamy wrażenie, że w temacie składki zdrowotnej jesteśmy świadkami chaotycznych licytacji. Raz 9%, potem 6%, następnie 3%, a teraz 4,9%. Rozmawiamy o poważnych sprawach. Dla wielu firm będzie to oznaczało gigantyczny wzrost zobowiązań. Nie chcemy licytacji, nie chcemy pozornych kompromisów, a rzeczowej rozmowy podpartej analizą realnych kosztów, które dodatkowo będą ponosić przedsiębiorcy – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.  – Co prawda były konsultacje społeczne ale trwały zbyt krótko i powinny odbywać się w szerokim gronie specjalistów, którzy w sposób merytoryczny przedstawiliby poważne skutki wprowadzenia tych zmian, które wcale nie są korzystne dla rozwoju gospodarki – mówi Prezes Izby.

   Rząd uzasadnia zmiany w składce chęcią wyrównania dysproporcji w obciążeniu osób pracujących na etatach, a prowadzących działalność gospodarczą. Jak mówi Hanna Mojsiuk, narzucanie zobowiązań przedsiębiorcom nie będzie powodowało zacierania różnic. Nie zapominajmy: przedsiębiorcy mają pracę, ponoszą odpowiedzialność za siebie i za cały zespół, ryzykują w 100% swoim majątkiem.

   – Przedsiębiorcy czują się osaczeni. Presja płacowa, presja podatkowa, widmo czwartej fali pandemii. To fatalny czas na takie zmiany – mówi Hanna Mojsiuk.

 

4,9% to wzrost o 25% nominalnego poziomu opodatkowania

   Jak mówi Michał Wojtas, ekspert podatkowy i członek prezydium Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie, przedsiębiorcy o swojej przyszłej sytuacji podatkowej dowiadują się z weekendowych przecieków w prasie. Tak być nie może.

– Coraz mniej czasu do końca roku, a przedsiębiorcy coraz bardziej zdenerwowani, zamiast wychodzić na prostą, zabezpieczyć etaty i pracowników na potencjalne ograniczenia związane z ryzykiem kolejnej fali pandemii, odnaleźć się w nowej rzeczywistości z oficjalnie 5% a faktycznie znacznie większą inflacją – muszą śledzić co i jak może się od nowego roku zmienić z podatkami. A raczej ze składką zdrowotną. Nawet ustalenie składki na poziomie 4,8% oznacza wzrost o ponad 25% nominalnego poziomu opodatkowania – bo mechanizm liczenia podstawy oskładkowania będzie bardziej rygorystyczny od podatkowego. Odpuszczenie składki opartej o przychów dla przedsiębiorców rozliczających się ryczałtem oznacza dużą promocję tego typu opodatkowania – mówi Michał Wojtas. – Żądamy żeby Rząd czytelnie komunikował się z przedsiębiorcami – dodaje Michał Wojtas.

Polski rynek pracy interesujący dla cudzoziemców

Kryzys zdrowotny i ekonomiczny tylko chwilowo przyczynił się do spadku migracji w Polsce. Pandemia zmniejszyła co prawda liczbę imigrantów, jednak coraz więcej osób napływa na polski rynek pracy – eksperci są zdania, że do poziomu sprzed kryzysu wrócimy za kilka lat. Gdy mówimy o cudzoziemcach pracujących w naszym kraju, od razu myślimy o obywatelach Ukrainy. Nie jest to skojarzenie, które bierze się tylko z osobistych doświadczeń – wiele z tych osób spotykamy w punktach usługowych czy gastronomicznych. Co więcej, osoby te dominują w statystykach jeżeli chodzi o napływ imigrantów na polski rynek pracy. Mowa tu o danych o przekroczeniu granicy, osobach, które odprowadzają składki do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych oraz o różnych tytułach pracy w Polsce. W tych przypadkach obywatele Ukrainy wyraźnie dominują, a ich liczba stale wzrasta.

 

– Z danych wynika, że obywatele Ukrainy stanowią niemal 3/4 wszystkich imigrantów. Natomiast ostatnio widzimy wzmożony napływ obywateli Białorusi. Jest to w pewnym stopniu związane z kryzysem politycznym w tym kraju. Myślę, że po stronie białoruskich władz jest jakaś forma przyzwolenia, żeby część obywateli Białorusi opuściła kraj – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Kubisiak, zastępca dyrektora Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – Są to często młodzi, dobrze wykształceni ludzie. Pamiętajmy, że Białoruś ma bardzo silnie rozwinięty sektor nowych technologii IT i wielu informatyków napływa do Polski. Jest to bardzo korzystne dla polskiej gospodarki w momencie, gdy brakuje pracowników w tej branży. Należy jednak zaznaczyć, że jest to w większości napływ krótkoterminowy bądź średnioterminowy. To, co obserwujemy w ostatnich miesiącach to też wzrost legalnego zatrudnienia. Bardzo wyraźnie rośnie pula osób, która jest rejestrowana w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych – a więc odprowadzane są składki z tytułu pracy cudzoziemców. Na przestrzeni kryzysu pandemicznego widzieliśmy odpływ części pracowników, szczególnie z Ukrainy. Jednak później w okresie wakacji coraz bardziej rosła liczba imigrantów ze Wschodu. Z danych wynika, że ponad 100 tyś. osób napłynęło do Polski w czasie kryzysu pandemicznego i te osoby legalnie odprowadzają składki w naszym kraju – dodaje Kubisiak.

Fed w trudnej sytuacji po słabym raporcie o zatrudnieniu

Ostatnie dane z amerykańskiego rynku pracy rozczarowały, co dołożyło się do wcześniejszych wątpliwości odnośnie do tempa normalizacji polityki pieniężnej w USA. W przeciwieństwie do wyjątkowo słabego dolara polska waluta ma ze sobą bardzo udany tydzień. Obecny zaczyna jednak oddając część zysków, a jej dalsze ruchy zależą w dużej mierze od kolejnych sygnałów z RPP. Najbliższe posiedzenie odbędzie się 8 września.

Rezerwa Federalna nie może być zadowolona z sierpniowego raportu o zatrudnieniu (non-farm payrolls, NFP) w USA. Niższy niż oczekiwano przyrost zatrudnienia i silny wzrost płac sugerują, że presja inflacyjna nie będzie tak przejściowa jak oczekiwano. Dolar amerykański radził sobie w minionym tygodniu wyjątkowo źle – osłabił się względem niemal wszystkich głównych walut. Doświadczył gwałtownej wyprzedaży, która kontrastowała ze wzrostem rentowności obligacji skarbowych USA. Zachowanie aktywów ryzykownych było w zeszłym tygodniu mieszane. Dla akcji nie był on specjalnie dobry, waluty rynków wschodzących jednak istotnie się umacniały. Wspierał je m.in. wzrost cen surowców do najwyższych poziomów od pięciu lat. To kolejny sygnał, że presja inflacyjna nie słabnie.

Wraz z końcem wakacji uwaga inwestorów przesuwa się na wrześniowe posiedzenia banków centralnych, z których najważniejsze będą zebrania Europejskiego Banku Centralnego w czwartek, 9 sierpnia, i Fedu za kilka tygodni. Nietypowy, stagflacyjny ton większości najnowszych danych makroekonomicznych (szczególnie z USA) sprawia, że szczególnie trudno jest przewidzieć reakcje decydentów. Spodziewamy się choć trochę ożywionej dyskusji w radzie EBC. Nie jest jednak pewne, czy ograniczenie miesięcznych zakupów obligacji w ramach programu PEPP zdobędzie wystarczające poparcie decydentów.

PLN

Ubiegły tydzień przyniósł wyraźne umocnienie polskiego złotego, który w parze z euro zszedł do najniższego poziomu od blisko dwóch miesięcy. Walucie sprzyjały słabość dolara, spadek oczekiwań dotyczących zacieśniania polityki pieniężnej w USA oraz siła euro, a w kontekście krajowym – najwyższy od 20 lat odczyt inflacji CPI. Wzrost cen rozbudził oczekiwania dotyczące podwyżek stóp procentowych – rynek szacuje, że rozpoczną się one jesienią, a w perspektywie najbliższego półrocza wzrosną łącznie o ok. 50 pb. W tym kontekście na znaczeniu zyskuje posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej w środę, 8 sierpnia. Ani rynek, ani my nie zakładamy, że przyniesie ono zmiany stóp. Istotne zmiany oficjalnej retoryki również stały się mniej prawdopodobne po opublikowanym 6 sierpnia wywiadzie z przewodniczącym RPP. Adam Glapiński wyraźnie tonuje oczekiwania, co waży negatywnie na złotym na początku tego tygodnia.

EUR

Wstępny raport o inflacji w strefie euro z zeszłego wtorku zaskoczył konsensus. Zarówno główna, jak i bazowa stopa inflacji mocno wzrosły (odpowiednio do 3% i 1,6%) i tylko częściowo można to przypisać czynnikom jednorazowym. Wydaje się jasne, że EBC musi stawić czoła temu samemu problemowi co Fed: jak radzić sobie z utrzymującą się presją inflacyjną, mimo że sytuacja na rynku pracy nie wróciła jeszcze do poziomu sprzed pandemii. Biorąc pod uwagę, że są solidne argumenty zarówno za szybszą normalizacją, jak i za wstrzymywaniem się z gwałtownymi ruchami w polityce monetarnej, posiedzenie 9 września zapowiada się na wyważone. Spodziewamy się dostrzec jednak przynajmniej początek poważnych rozdźwięków pośród członków Rady Prezesów, co może być korzystne dla euro.

USD

Przez raport NFP przebijają stagflacyjne sygnały: widzimy rozczarowująco niski przyrost miejsc pracy przy jednoczesnym silnym wzroście płac. Choć ten wzrost w innych warunkach byłby dobrą wiadomością, należy zauważyć, że nie nadąża za cenami, a więc realnie mamy do czynienia ze spadkiem płac. Podobnie jak w przypadku EBC oczekujemy zwiększenia intensywności debaty w Fedzie, ponieważ coraz trudniej określić, czy w tych warunkach dodatkowe wsparcie monetarne przynosi więcej pożytku czy szkody. Niezależnie od tego osłabienie dolara pomimo rosnących rentowności (podczas gdy zwyczajowo podążają w tym samym kierunku) łatwiej wyjaśnić w kontekście stagflacyjnym.

GBP

Dane z Wielkiej Brytanii sugerują, że trwa tam ożywienie gospodarcze, a rynki spodziewają się mocnego odczytu PKB z lipca w tym tygodniu. Niemniej Bank Anglii również będzie musiał zmierzyć się z globalnym dylematem spowodowanym silną presją inflacyjną mimo pewnego zastoju na rynku pracy. Uważamy, że obecne oczekiwania rynkowe dotyczące redukcji zakupów obligacji skarbowych i przyszłych podwyżek stóp w Wielkiej Brytanii są zbyt gołębie. Czekamy na wrześniowe posiedzenie banku, które może dać przyczynek do umocnienie funta.

CHF

Frank szwajcarski kontynuował trend spadkowy i był w zeszłym tygodniu najgorzej radzącą sobie walutą G10. Poprawa sentymentu do ryzyka po sympozjum w Jackson Hole była kontynuowana w poprzednim tygodniu. Aprecjację walut rynków wschodzących i tych najbardziej zmiennych, reagujących na zmiany nastrojów, wsparły dodatkowo rozczarowujące dane ekonomiczne z USA. Sprawiły one, że inwestorzy preferowali bardziej ryzykowne inwestycje zamiast walut safe haven.

Zeszłotygodniowe dane ze Szwajcarii były mieszane. Nieco rozczarował wzrost PKB w drugim kwartale o 1,8% w stosunku do poprzednich trzech miesięcy. Inflacja w sierpniu zaskoczyła z kolei na plus, osiągając poziom 0,9%, najwyższy od końcówki 2018 r. Nie jest to kwestia wyłącznie efektu bazy. W ujęciu miesięcznym wzrost cen w 2021 r. był dodatni nie tylko w sierpniu, lecz we wszystkich miesiącach z wyjątkiem jednego. Jest jednak mało prawdopodobne, by spowodowało to zmianę tonu Szwajcarskiego Banku Narodowego, szczególnie biorąc pod uwagę, że frank pozostaje stosunkowo silny, co przeciwdziała większemu wzrostowi cen.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

O 39,4% wzrosła wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe

Wartość BIK Indeksu Popytu na Kredyty Mieszkaniowe (BIK Indeks – PKM) informuje o rocznej dynamice wartości wnioskowanych kredytów mieszkaniowych. Kolejny dodatni odczyt Indeksu jest nadal dość wysoki i wynosi 39,4%. Wartość Indeksu oznacza, że w sierpniu 2021 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę wyższą o 39,4% w porównaniu z sierpniem 2020 r.

W sierpniu 2021 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało łącznie 41,88 tys. potencjalnych kredytobiorców, w porównaniu do 32,65 tys. rok wcześniej – jest to wzrost o +28,3%. Jednak w porównaniu do lipca br. było ich mniej o 2,8%. Średnia wartość wnioskowanego kredytu w sierpniu br. wyniosła 330,2 tys. zł i była wyższa o 13,9% w relacji do wartości z sierpnia 2020 r.

– Na wartość Indeksu pozytywnie wpłynął przede wszystkim wzrost średniej kwoty wnioskowanego kredytu mieszkaniowego, która po raz kolejny odnotowała historyczny rekord. W sierpniu 2021 r. średnia kwota wnioskowanego kredytu była o 40,26 tys. zł wyższa niż rok temu. Na wartość Indeksu pozytywnie wpłynął również wzrost liczby wnioskodawców. W porównaniu do sierpnia 2020 r. o kredyt mieszkaniowy  wnioskowało o 9,23 tys. więcej osób niż w sierpniu zeszłego roku. Trzeba jednak zaznaczyć, że w sierpniu 2021 r. był jeden dzień roboczy więcej.

Analizując obecną wartość Indeksu należy zaznaczyć, że w sierpniu ub.r. mieliśmy nadal ujemny (-3,2%) pandemiczny odczyt Indeksu. Liczba osób wnioskujących wówczas o kredyt była o 6,9% niższa niż w sierpniu 2019 r. – mówi prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

– W stosunku do grudnia 2020 r. , średnia kwota wnioskowanego kredytu wzrosła o 22,7 tys. zł (7,4%). Wzrost średniej kwoty wnioskowanego kredytu wynika z coraz wyższych cen nieruchomości. Rośnie zarówno cena m2 PUM-u, jak i kupowane są większe nieruchomości i w lepszych lokalizacjach, czyli droższe. Pomimo dużego optymizmu, należy zwrócić uwagę, że od marca mamy stopniowy spadek liczby wnioskodawców w ujęciu m/m. Popyt w ujęciu liczbowym traci więc impet. Tym, co nadal utrzymuje wysoki odczyt Indeksu, jest przede wszystkim średnia kwota wnioskowanego kredytu, która w ujęciu m/m nieprzerwanie rośnie już od 15 miesięcy, czyli od czerwca 2020 r. Jest to wynikiem sytuacji na rynku nieruchomości, na którym ceny systematycznie rosną.

Dla dalszego wzrostu cen nieruchomości ważne będzie zachowanie się wskaźnika pokazującego relację pomiędzy przeciętnym wynagrodzeniem netto a ceną metra kwadratowego nowej powierzchni mieszkaniowej. Od 2018 r. relacja ta spada. Jest to jeden z czynników, który może ograniczyć popyt. Drugim z czynników może być zmiana podejścia do liczenia zdolności kredytowej dla kredytów powyżej 25 lat. Pomimo możliwego dłuższego okresu na jaki kredyt może zostać udzielony (np. na 30 lat), to  zdolność kredytowa będzie liczona tak, jakby był on udzielony na maksimum 25 lat. W konsekwencji spowoduje to wzrost wartości raty kapitałowej a tym samym ograniczy możliwość udzielenia wyższego kredytu przy tych samych dochodach. Negatywny wpływ obu tych czynników, przy utrzymywaniu nadal tak niskich stóp procentowych, będzie neutralizowany. Bowiem w większości jest on realizowany gotówkowo (obecnie nawet 70%), czyli bez wsparcia kredytem hipotecznym. Wynika to z faktu, że coraz częściej kupują mieszkania inwestorzy instytucjonalni i indywidualni za posiadane nadwyżki pieniężne. Brak bowiem alternatyw inwestycyjnych dla osób, które nie chcą inwestować na rynku finansowym, przy ujemnych realnych stopach zwrotu na depozytach i obligacjach skarbowych nieindeksowanych do inflacji, rodzi ich zainteresowanie rynkiem nieruchomości. W konsekwencji może to doprowadzić do zmniejszenia i tak już obecnie ograniczonej dostępności do własnego mieszkania, szczególnie młodym osobom – dodaje prof. Rogowski.

W sierpniu br. popyt na kredyty mieszkaniowe w ujęciu wartościowym nadal był w silnym trendzie wzrostowym zapoczątkowanym w grudniu 2020 r.kredyty mieszkaniowe bij indeks

Metodyka indeksu:

Wskaźnik BIK Indeks – PKM obliczany jest w przeliczeniu na dzień roboczy po wyłączeniu zapytań o kredyty mieszkaniowe na kwoty przekraczające 1 mln zł oraz zapytań o tego samego klienta w kolejnych 90 dniach. Metodyka indeksu została opracowana przez Biuro Informacji Kredytowej we współpracy z Instytutem Rozwoju Gospodarczego SGH. Indeks publikowany jest co miesiąc.

Motywowanie pracowników, by chcieli pozostać w Twojej firmie jak najdłużej

Za sukcesem firmy stoją ludzie. Jednak znalezienie odpowiedniej osoby do pracy nie wystarcza. Należy także zadbać o motywację pracownika, aby efektywnie wspierał firmę w jej rozwoju.

Dlaczego warto motywować pracowników?

Współcześnie firmy zmagają się z wysoką rotacją zatrudnionych osób, która przekłada się na koszty dla organizacji oraz pochłania mnóstwo czasu na rekrutację i wdrożenie nowego personelu.

Często na decyzję o zmianie pracodawcy wpływa wysokość wynagrodzenia. Jednak przesądzić mogą także brak perspektyw rozwoju, przeciążenie obowiązkami czy zła atmosfera w firmie.

Niestety nie istnieje idealna recepta na zatrzymanie pracowników w organizacji. Jednym ze sposób może być zatroszczenie się o motywację pracowników.

Sposoby na motywowanie pracowników

1. Potrzeba odpoczynku a poziom motywacji pracownika

Równowaga między życiem prywatnym a zawodowym jest korzystna dla obu stron – pracodawcy i osoby zatrudnionej. Wypoczęty pracownik wykazuje się większą kreatywnością i zaangażowaniem, jest też bardziej zadowolony z pracy.

2. Potrzeba bezpieczeństwa jako narzędzie motywowania pracowników

Zadbaj o poczucie bezpieczeństwa Twoich pracowników. Uwzględnij zarówno bezpieczeństwo fizyczne w miejscu pracy, jak i bezpieczeństwo finansowe. Bardzo ważny jest także komfort psychiczny, na który wpływa m.in. atmosfera w biurze i komunikacja z przełożonym.

3. Czy potrzeba bycia częścią zespołu może być elementem motywowania pracowników?

Pozytywne relacje w firmie mogą lepiej działać od podwyżki. Dlatego regularnie dawaj zatrudnionym w Twojej firmie osobom możliwość integrowania się. Wyjście całym zespołem na lunch lub wspólne rozmowy przy kawie mogą być okazją do wymiany doświadczeń i lepszego poznania się.

4. Potrzeba uznania a motywacja do pracy

Nie musisz dawać mu premii lub podwyżki, aby Twój podwładny poczuł się doceniony. Pieniądze są ważne, jednak duże znaczenie dla pracowników ma także przekonanie, że ich praca jest ważna, a oni są doceniani i zauważani przez szefa.

5. Jak na motywację wpływa potrzeba samorealizacji?

Dla wielu pracowników ważne jest, aby czuli, że rozwijają się zawodowo poprzez naukę, zdobywanie nowych doświadczeń, poszerzanie zakresu odpowiedzialności lub awans. W miarę możliwości zadbaj o szkolenia w Twojej firmie, korzystając z zewnętrznych ekspertów lub inicjując wymianę wiedzy między pracownikami. Określ także wymagania w stosunku do osoby, która chce awansować.

Pozwól też pracownikom na urządzenie przestrzeni biurowej według własnego uznania. Taka prosta rzecz uprzyjemni godziny spędzone w pracy i tym samym sprawi, że Twój podwładny poczuje się jak u siebie.

Umiejętne motywowanie pracownika wpływa na jego zadowolenie z pracy. Warto więc słuchać potrzeb pracownika i w przemyślany sposób reagować na nie.

Szersze podejście do tematu motywowania pracowników i dużo praktycznych wskazówek znajdziesz w serwisie Pracuj.pl dla Firm: poradydlafirm.pracuj.pl/motywowanie-pracownikow-sprawdzone-sposoby-by-pracownik-lubil-prace-w-twojej-firmie/

Katastrofalne zmiany klimatyczne – na co musimy się przygotować?

Obecnie naukowcy dostrzegają zmiany klimatu Ziemi we wszystkich regionach naszej planety i w obrębie całego systemu klimatycznego. Zmiana klimatu i migracje ludności to jedne z najważniejszych tematów i największych wyzwań, przed którymi stoi ludzkość w XXI wieku. To przekonanie potwierdzają również Cele Zrównoważonego Rozwoju przyjęte przez ONZ w 2015 roku na kolejne 15 lat. Wśród siedemnastu celów możemy znaleźć m.in. dwa bezpośrednio odnoszące się do tego tematu. Cel 10. mówi o wdrażaniu „bezpiecznej, regularnej i odpowiedzialnej migracji” oraz „dobrze zarządzanych polityk migracyjnych”, a Cel 13. wspomina z kolei o wywiązaniu się krajów globalnej Północy z zobowiązania wobec krajów globalnego Południa – czyli o znalezieniu środków na wsparcie finansowe działań związanych z przeciwdziałaniem skutkom zmiany klimatu. Skutkom, z którymi kraje globalnego Południa mierzą się jako pierwsze. Jeden z największych dramatów dotyczy dzisiaj archipelagu Wyspy Republiki Kiribati. Stopniowo kraj ten będzie zalewany przez słone wody oceaniczne. Tym samym podmyte zostaną źródła wody słodkiej, a sam ląd stanie się niezdatny do zamieszkania. Ze względu na brak możliwości produkowania żywności, tamtejsza ludność będzie musiała zostać przesiedlona. Po raz pierwszy taka sytuacja dotknie całego narodu.

– Rok do roku rośnie emisja CO2 do atmosfery. Już dawno przekroczyliśmy Rubikon – a obecnie musimy zmagać się z konsekwencjami takiego stanu rzeczy. Oczywiście możemy się do tych negatywnych skutków dostosować – ale tu pojawia się pytanie, czy wszyscy mamy taką możliwość? – powiedział serwisowi eNewsroom Kamil Wyszkowski, Dyrektor Wykonawczy UN Global Compact w Polsce. – Jest to duże wyzwanie naszych czasów. Bardzo dobrze opisał to raport prof. Philipa Alstona przygotowany na prośbę sekretarza generalnego ONZ. W raporcie mowa o tym, że kraje Południa przyjmą na siebie 70% negatywnych konsekwencji zmiany klimatu. Natomiast kraje Północy zaledwie 30% – a i tak liczba ta jest w zasadzie katastrofalna. Więc w perspektywie przyszłości będzie więcej wojen o wodę, zasoby oraz terytorium – w szczególności w pasie zwrotnikowym i podzwrotnikowym. Będziemy mieli coraz większą liczbę krajów wyspiarskich – które będą musiały szukać nowego lądu dla siebie. Jednym z lepszych przykładów jest wyspa Kiribati czy wyspy Salomona. Tamtejsza ludność będzie musiała się gdzieś przenieść. W naszej ocenie jest to przerażające, że tego rodzaju wybory muszą być podejmowane już teraz i że lista krajów z tego typu wyzwaniami będzie coraz większa. Poza tym wszystkie miasta portowe będą miały potężne problemy – a przypomnę, że ludzkość od początku cywilizacyjnego istnienia lokowała się nad morzami i oceanami. ONZ szacuje, że 2 miliardy ludzi będzie zmuszona do migracji w roku 2100. Oczywiście liczba ta będzie się zwiększać do tego poziomu. Więc w ciągu najbliższych lat będziemy obserwować wielką wędrówkę ludów, z jaką człowiek nigdy wcześniej się nie spotkał – podkreśla Wyszkowski.

Chiny ciągną w dół akcje spółek z branży dóbr luksusowych

Akcje spółek z branży dóbr luksusowych jak LVMH, Hermes czy Prada są równie popularne jak ich produkty. Ostatnie dwa tygodnie przyniosły im istotne spadki w związku z obawami o sytuację w Chinach, które odpowiadają za 35 proc. globalnych obrotów branży.

17 sierpnia prezydent Chin Xi Jinping wezwał podczas spotkania jednego z gremiów Chińskiej Partii Komunistycznej do regulacji „nadmiernie wysokich dochodów” oraz do budowania bardziej sprawiedliwego dobrobytu. Na razie żadne nowe regulacje nie zostały wprowadzone, jednak spekuluje się, że może dojść do zwiększenia opodatkowania oraz ściślejszej kontroli celnej produktów luksusowych. Zmiany mogą także dotyczyć reklamy w internecie i bardzo popularnych chińskich influencerów, którzy wspierają luksusowe marki. To wydarzenie natychmiast wywołało spadki kursów akcji największych firm z branży dóbr luksusowych, jako że praktycznie wszystkie są obecne i aktywne na tym rynku. Chiny są obecnie największym rynkiem takich dóbr – w roku 2019 udział Chin w globalnym rynku dóbr luksusowych wyniósł 35 proc. (dla porównania udział USA to 22 proc., a Europy

– 17 proc.). Ocenia się, że do 2025 roku udział Chin może się zwiększyć do prawie 50 proc., przy jednoczesnym spadku udziału USA i Europy.

Zapowiedzi wywołały prawie 12 proc. spadek cen akcji LVMH Moët Hennessy Louis Vuitton, francuskiego giganta dóbr luksusowych. Obecnie LVMH odrobiło już część spadku z 17 sierpnia, jednak nadal pozostaje poniżej poziomu z połowy sierpnia. Jednak w dłuższym horyzoncie akcje spółki radzą sobie bardzo dobrze, od początku roku wzrosły one o 25,58 proc., a w ciągu ostatnich 12 miesięcy o 58,18 proc.

Spółka pod koniec lipca przedstawiła bardzo dobre wyniki za I półrocze 2021 r., osiągając rekordowe przychody 28,7 mld euro. Jest to o 56 proc. więcej niż w pandemicznym 2020, ale przede wszystkim 11 proc. więcej niż w 2019 roku. Zysk operacyjny wzrósł o 44 proc. w stosunku do 2019 roku i wyniósł 7,6 mld euro. Dobre wyniki osiągnięto pomimo wciąż występujących lockdown’ów oraz faktu, że wiele sklepów stacjonarnych LVMH pozostawało zamkniętych. Największy wzrost o 74 proc. w stosunku do 2019 roku odnotowano w dziale Mody i produktów skórzanych, o 20 proc. wzrosła kategoria Win i alkoholi. Na podobnym poziomie pozostały zyski w dziale Perfumy i kosmetyki. Dobrze radziła sobie też spółka Tiffany & Co. (przejęta przez LVMH w styczniu 2021 roku za 15,8 mld dolarów).

O 13 proc. w wyniku zapowiedzi z 17 sierpnia spadły ceny akcji francuskiego holdingu Kering, właściciela m.in. marek Gucci, Yves Saint Laurent i Balenciaga. Także i one powoli odrabiają już straty.

Akcje Kering od początku roku zdrożały o 19,73 proc., a w ciągu ostatnich 12 miesięcy o 25,21 proc. Przychody spółki za I półrocze 2021 r. były o 8,4 proc. wyższe niż w 2019. W pełni straty z ostatnich dwóch tygodni zdążył już nadrobić notowany w USA Capri Holding, właściciel marki Michael Kors i Versace. Jego akcje wzrosły od początku roku o 40,18 proc., a w ciągu ostatnich 12 miesięcy o spektakularne 249,72 proc.

Jeśli zmiany te wejdą w życie, może to skutkować ograniczeniem sprzedaży dóbr luksusowych w Chinach. Może to mieć negatywny wpływ na ceny akcji firm z tego sektora w kolejnych miesiącach. Jednak perspektywy dla całej branży wydają się korzystne. Większość dużych firm już odrobiła straty pandemiczne i dalej rośnie na fali konsumpcji wywołanej wstrzymanym przez czas lockdown’ów popytem. Trendem, który obserwujemy, jest postępująca konsolidacja – pandemia wzmocniła największych graczy, osłabiając jednocześnie niektóre średnie i mniejsze marki. W najbliższych miesiącach przekonamy się, co w praktyce oznaczają zapowiedzi z 17 sierpnia. Jednak wydaje się, że wzrost branży luksusowej będzie postępował.

Paweł Majtkowski, analityk rynków eToro w Polsce

Tydzień banków centralnych

Amerykanie świętują, co może przełożyć się na niższą zmienność na rynkach. Tydzień pod znakiem posiedzeń banków centralnych. RPP w środę podejmie decyzje odnośnie stóp procentowych w Polsce, czy możemy liczyć na zaskoczenie?

Bez Amerykanów

Początek nowego tygodnia nie powinien zwiastować większych ruchów na rynku FX. Dzisiaj w Stanach Zjednoczonych obchodzone jest Święto Pracy, co oznacza brak inwestorów z tego zakątka i tym samym niższą płynność. Warto również wspomnieć, że ten tydzień nie będzie przebiegał pod znakiem danych makro z USA. Tym samym jeśli chodzi o USD, to nadal możemy być świadkami dyskontowania piątkowych publikacji z rynku pracy, które okazały się dużym rozczarowaniem i były po prostu słabe. Tym samym rynek nadal wierzy w utrzymanie przez Fed luźnej polityki monetarnej, co może być “kulą u nogi” dla dolara.

EBC posiedzi, pogada, ale nic nie zmieni

Uwaga rynków w tym tygodniu powinna skupiać się na posiedzeniu EBC w sprawie stóp procentowych. Co rusz w mediach pojawiają się wypowiedzi poszczególnych członków banku centralnego o tym, że powinno się rozpocząć ograniczanie stymulacji monetarnej, rozpocząć redukcję QE. Tyle tylko, że to nadal zdecydowana mniejszość i nie wydaje się, by EBC miał zmienić swój przekaz, a raczej podtrzymać gołębie nastawienie. Całkiem niedawno wspomniany Europejski Bank Centralny dopiero zmienił cel inflacyjny, co może wskazywać na to, że jeszcze długo w strefie euro będzie prowadzona luźna polityka monetarna. Przede wszystkim scenariusz bazowy to taki, że EBC znacznie później zacznie normalizować politykę pieniężną aniżeli Fed, który dopiero co o tym myśli.

RPP również “wait & see”

Jeszcze przed posiedzeniem EBC odbędzie się takowe spotkanie również w Polsce. RPP podejmie decyzję w sprawie stóp procentowych w naszym kraju. Oczekiwania rynków (biorąc pod uwagę ostatnie umocnienie złotego) mogą być takie, że Rada zdecyduje się na podwyżkę stóp w Polsce, a powodem będzie wysoka powyżej 5% inflacja w sierpniu. Tyle tylko, że to oczekiwania, a realnie podchodząc do sprawy trudno liczyć na jakieś zmiany w polityce monetarnej.

Złoty może być pod presją

Owszem ktoś powie: “rosną jastrzębie w RPP”, ale nadal dużo brakuje do większości, która mogłaby zdecydować się na taki dość odważny krok i podnieść stopy w Polsce. Byłoby to oczywiście uzasadnione jak najbardziej, bo presja inflacyjna jest niebywale silna i absolutnie nie widać, by miała słabnąć, niemniej jednak NBP podobnie jak EBC nie wyjdzie przed szereg i nie rozpocznie procesu normalizacji szybciej niż Fed. Na plus takiego oczekiwania jest to, że złoty powinien pozostać na nadal wysokich poziomach i wspierać eksport, który sporo dorzuci do i tak wysokiego PKB w Polsce. Można więc założyć, że jeśli RPP zabrzmi znów gołębio, to krajowa waluta nieco straci.

Krzysztof Pawlak, analityk walutowy InternetowyKantor.pl

Polski Ład wprowadza grupy VAT

Projekt przepisów wprowadzających tzw. Polski Ład zawiera propozycję dotyczącą możliwości wspólnego rozliczania się przez kilku podatników w ramach tzw. grupy VAT. Jest to kolejne podejście fiskusa do tematyki podatkowych grup VAT. Jednak tym razem ustawodawca zrezygnował z uzależnienia utworzenia grupy VAT od posiadania statusu Podatkowej Grupy Kapitałowej dla celów CIT.

Zaproponowane rozwiązanie jest ciekawą alternatywą dla podatników oraz stanowi narzędzie do planowania podatkowego w ramach grup kapitałowych. Niemniej jednak należy zwrócić szczególną uwagę na warunki utworzenia i funkcjonowania podatkowych grup VAT, które – podobnie jak w przypadku PGK – są nadal dość rygorystyczne i nie każdy podmiot będzie mógł z nich skorzystać. W przypadku podatkowych grup kapitałowych (PGK) liczba funkcjonujących grup z uwagi na warunki formalne jest bardzo niewielka. W 2019 r. było to zaledwie 65 PGK. Czy nowa forma to zmieni?

Cel instytucji

Celem wprowadzenia grupy VAT jest umożliwienie przedsiębiorcom powiązanym finansowo, organizacyjnie i ekonomicznie wspólnego rozliczania na potrzeby podatku VAT. Jest to rozwiązanie o charakterze dobrowolnym, czyli podatnik będzie mógł sam zdecydować, czy chce skorzystać z tego rozwiązania. Co do zasady powinno ono uprościć rozliczanie pomiędzy członkami grupy, zwiększyć efektywność finansową współpracy oraz poprawić płynność finansową w ramach grupy.

Istota instytucji

Zgodnie z projektowanym art. 8c ustawy o VAT transakcje dostawy towarów i świadczenia usług pomiędzy podmiotami z grupy VAT nie będą opodatkowane podatkiem od towarów i usług. W transakcjach z podmiotami spoza grupy VAT grupa VAT będzie uznawana jako jeden podatnik, bez podziału na tworzące ją spółki. Zatem zakup usług bądź towarów przez podmiot z grupy będzie zakupem tych usług bądź towarów przez grupę VAT. Taka sama zasada będzie obowiązywała w przypadku sprzedaży.

Pierwsza deklaracja składana przez grupę VAT uwzględniać ma kwoty do przeniesienia z ostatniego okresu, kiedy deklaracja była składana przez członków grupy VAT jako odrębnych podatników. Ostatnia deklaracja grupy VAT składana jest za okres rozliczeniowy, kiedy grupa VAT utraciła status podatnika.

Z projektu ustawy wynika, że następcą prawnym grupy VAT w zakresie np. korekt deklaracji, rozliczenia nadwyżki podatku naliczonego nad należnym jest przedstawiciel grupy VAT.

Kolejnym bardzo istotnym założeniem jest solidarna odpowiedzialność członków grupy za jej zobowiązania.

Podmioty tworzące grupę

Zgodnie z projektowanym art. 15a ust. 2 ustawy o VAT grupę VAT mogą utworzyć podatnicy posiadający siedzibę na terytorium kraju lub prowadzący działalność za pośrednictwem oddziału położonego w Polsce, jeżeli występują między nimi powiązania finansowe, ekonomiczne i organizacyjne.

Podatnicy muszą być powiązani finansowo, przez co rozumie się posiadanie przez jednego z nich bezpośrednio ponad 50% udziałów w kapitale zakładowym pozostałych podatników będących członkami grupy.

Powiązania ekonomiczne występują, jeżeli zostanie spełniony przynajmniej jeden z niżej wymienionych warunków:

  • przedmiot głównej działalności ma taki sam charakter lub
  • rodzaje działalności uzupełniają się i są współzależne lub
  • członek grupy prowadzi działalność, z której w całości lub dużej części korzystają inne podmioty.

Powiązania organizacyjne występują, jeżeli przynajmniej jeden z niżej wymienionych warunków jest spełniony:

  • wspólne kierownictwo – pośrednie lub bezpośrednie, prawne lub faktyczne lub
  • organizowanie działań w porozumieniu.

Warto zaznaczyć, że warunki w zakresie powiązań finansowych, ekonomicznych i organizacyjnych pomiędzy podmiotami muszą być spełnione przez cały okres, w jakim grupa posiada status grupy VAT.

Podmiot może być członkiem tylko jednej grupy VAT, a grupa VAT nie może być członkiem innej grupy VAT.

Umowa

Grupa VAT funkcjonuje w oparciu o sporządzoną na piśmie umowę o utworzeniu grupy VAT. Po utworzeniu grupa VAT nie może być rozszerzana o innych członków ani zmniejszana o którykolwiek podmiot. Projekt przepisów definiuje także minimalny zakres umowy pomiędzy podmiotami tworzącymi grupę VAT. Okres ważności umowy to minimum trzy lata, co oznacza, że od czasu utworzenia grupa musi funkcjonować nieprzerwanie w tym samym składzie przez okres minimum trzech lat. Grupa VAT nabywa status podatnika z dniem wskazanym w umowie, nie wcześniej jednak niż data dokonania rejestracji na VAT.

Przedłużyć funkcjonowanie grupy można poprzez złożenie zawiadomienia do właściwego naczelnika urzędu skarbowego w terminie 30 dni przed wygaśnięciem dotychczasowej umowy, przedstawiając jednocześnie nową umowę zawartą między wszystkimi podmiotami tworzącymi dotychczasową grupę VAT.

Warto dodać, że grupa VAT traci swój status z dniem poprzedzającym zmiany w stanie faktycznym lub prawnym, skutkujące naruszeniem warunków uznania grupy oraz z upływem terminu, na jaki została utworzona.

Przedstawiciel grupy

Najistotniejszą rolę w grupie VAT pełni przedstawiciel grupy, który reprezentuje grupę w zakresie jej obowiązków wynikających z Ordynacji podatkowej, ustawy o KAS, ustawy o zasadach ewidencji i identyfikacji podatków, ustawy o VAT. Ponadto po utracie statusu grupy VAT przedstawiciel jest uprawniony do rozliczenia nadwyżki podatku naliczonego nad należnym.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Tydzień z deltą

Wariant delta z pewnością wpłynął na piątkowe dane z rynku pracy. Główna liczba (NFP) na poziomie 235 tys. nowych miejsc pracy rozczarowała. Dolar w pierwszej reakcji osłabił się, w późniejszych godzinach uległ lekkiej aprecjacji. Zmienność była niewielka, co dla Trederów instrumentów finansowych było z pewnością największym zawodem. Fed prawdopodobnie będzie chciał poczekać na więcej informacji o wpływie nowej fali zakażeń zanim zacznie zmniejszać skalę skupu aktywów.

Dane, które na pierwszy rzut oka były negatywne, nie spowodowały spadku wartości dolara i nie wpłynęły na wzrosty na Wall Street. Spadek głównej liczby (NFP) do 235 tys. nie wystarczył. W całym raporcie można znaleźć elementy pozytywne. Lipcowy odczyt został zrewidowany w górę do 1 mln i 53 tys. (z 943 tys.), z kolei stopa bezrobocia spadła do zakładanego przez rynek poziomu 5,2 proc. Żadnych zmian nie otrzymaliśmy we wskaźniku aktywności zawodowej (61,7 proc.). Widać natomiast presję wynagrodzeń, które urosły w porównaniu do lipca o 0,6 proc. a w relacji rok do roku o 4,3 proc.

Nowa fala COVID-19 uderzyła głównie w usługi bliskiego kontaktu. Po tym jak w lipcy branża hotelarsko-gastronomiczna utworzyła 415 tys. wakatów, w sierpniu widać wyraźną stagnację zatrudnienia. Dane o wysokiej częstotliwości dotyczące liczby osób korzystających z restauracji i pasażerów linii lotniczych wskazały na słabszą koniunkturę w ostatnich tygodniach. Rynek pracy USA nadal boryka się z problemami, mimo zaszczepienia dużej części populacji. Uważamy jednak, że wariant delta jedynie spowolni ożywienie a nie spowoduje wykolejenia gospodarki USA.

Co zrobi w tej sytuacji Fed? Z pewnością poczeka na kolejne dane i racje nie będzie wyciągał pochopnych wniosków z jednego, teoretycznie gorszego raportu. Wrześniowe posiedzenie to moim zdaniem za wczesny termin na jakiekolwiek decyzje. Na listopadowym spotkaniu FOMC urzędnicy będą bogatsi tylko o jeszcze jeden raport (za wrzesień). Dopiero w grudniu będą mieli nieco szerszy obraz. Nadal podtrzymują swoją opinię, że to właśnie w ostatnim miesiącu tego roku możemy oczekiwać na więcej konkretów ze strony banku Prezesa Powella. Decyzja o tapering-u w grudniu jest możliwy, ale jedynie wówczas, gdy trzy kolejne publikacje będą dawały ewidentne oznaki ożywienia.

Na EUR/USD w pierwszej reakcji widzieliśmy osłabienie dolara, które w kolejnych godzinach zostało zredukowane. Krótkoterminowy trend deprecjacyjny USD nie został zanegowany. Poziom 1,19 nadal się broni, ale moim zdaniem przełamanie go to tylko kwestia czasu. W tym tygodniu wsłuchujmy się w wystąpienia Williamsa (środa) oraz pozostałych członków FOMC (czwartek: Evans, Daly, Kaplan Rosengren, Kashkari, ponownie Williams, piątek: Mester). Z pewnością usłyszymy bezpośrednie odniesienie do raportu NFP.

Lokalnie wydarzeniem tygodnia będzie decyzja RPP ws. poziomu stóp procentowych (środa). W piątek tradycyjnie będziemy mieli konferencje prezesa Glapińskiego. W minionym tygodniu złoty się wyraźnie umacniał. Katalizatorem zmiany nastrojów na rynku złotego stał się wysoki odczyt inflacji CPI za sierpień. W sierpniu, wg. szacunków GUS, inflacja CPI wyniosła w Polsce 5,4 proc. r/r i była najwyższa od około 20 lat. Presja inflacyjna w Polsce jest wyjątkowo silna i choć wzrostowi cen towarzyszy również solidne odbicie gospodarcze (dynamika PKB +11,1 proc. r/r), to wciąż inflacja pozostaje głównym czynnikiem, który będzie wpływać na kształt polityki pieniężnej. EUR/PLN zbliżył się w ostatnim czasie do 4,50. Dziś o poranku widać odreagowanie do 4,52.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Czy platforma BPM przyspiesza cyfrową transformację biznesu?

Pandemia i jej następstwa diametralnie zmieniły warunki funkcjonowania polskich firm. Kluczowe dla przetrwania okazały się przede wszystkim elastyczność i umiejętność szybkiego dostosowania się do sytuacji. Te biznesy, które płynnie przełączyły się na działalność w kanałach cyfrowych, uchroniły się przed całkowitym zawieszeniem funkcjonowania, a w jego następstwie koniecznością zamknięcia firmy. Taka zmiana wymaga jednak przygotowania zaplecza technologicznego, które będzie realnym wsparciem dla procesów biznesowych. Na szczęście wcale nie muszą być to systemy IT projektowane od podstaw. Na rynku funkcjonują dojrzałe platformy, zapewniające ogrom możliwości w zakresie zarządzania i automatyzacji procesów. Jedną z bardziej obiecujących w tym temacie jest Camunda BPM

To, w jaki sposób wyglądać będzie biznes po pandemii, jest kwestią dyskusyjną, ale jedno jest pewne: dwa lata funkcjonowania głównie w świecie online zmieniło nawyki konsumenckie. Z tego powodu przedsiębiorcy powinni być świadomi, że ich oferta wciąż będzie musiała wpisywać się w standardy zdigitalizowanego świata, a tym samym podlegać dalszej transformacji cyfrowej. Właśnie w tym miejscu z pomocą powinny przyjść firmowe systemy IT, tak aby cały proces przemiany, a następnie uruchamiania kolejnych produktów cyfrowych przebiegał szybko i sprawnie.

Bo jeżeli systemy nie wspierają biznesu i stają się czynnikiem utrudniającym zmiany, to w jaki sposób firma ma funkcjonować na tak konkurencyjnym i niepewnym rynku?

Czym jest standard BPMN i dlaczego warto z niego korzystać?

Każda aktywność podejmowana przez klientów lub pracowników firmy to jakiś proces biznesowy – ma swój początek i koniec, a więc wymaga zarządzania oraz monitoringu, a także mierzenia jego efektywność. W ten sposób zyskujemy pewność, że nasze działania są właściwe lub szybko zauważamy, że gdzieś powstają tzw. wąskie gardła i możemy na nie zareagować.

Zarządzanie skomplikowanymi procesami cyfrowymi najsprawniej odbywa się przy wykorzystaniu standardu zapisu procesów, czyli Business Process Model and Notation (BPMN). Umożliwia on najbardziej doceniane przez biznes, a więc graficzne zaprezentowanie przebiegu procesu i aktywności dla wszystkich jego użytkowników. Jednak aby skutecznie zaprojektować taki proces i przeprowadzić jego symulację, potrzebne jest odpowiednie narzędzie w postaci platformy BPM. Utworzony z jej pomocą diagram procesu pozwala stworzyć w pełni skuteczny proces cyfrowy oraz dostarcza wiedzy w zakresie niezbędnych zasobów do jego realizacji.

Camunda. Platforma BPM do zarządzania procesami

Każdy, kto przenosi, a następnie rozwija swój biznes online, prędzej czy później stanie przed wyborem platformy BPM, chcąc zyskać (lub odzyskać) kontrolę nad procesami biznesowymi. Sklepy internetowe, banki, towarzystwa ubezpieczeniowe, urzędy, centra logistyczne czy firmy leasingowe – wszystkie te przedsiębiorstwa podejmują wiele aktywności jednocześnie (sprzedaż, dystrybucja, obsługa klienta, obsługa reklamacji, obsługa wniosków, onboarding nowych pracowników itp.), dlatego w pewnym momencie zarządzanie zasobami – w tym zasobami ludzkimi – staje się niewydajne bez odpowiedniego wsparcia.

Camunda jest jedną z platform BPM, opartą na popularnym języku programowania Java, którą w prosty sposób można wprowadzić do firmy i zbudować na niej swoje procesy biznesowe. Stworzona została z zamysłem szybkiej i łatwej integracji z dowolnymi systemami przedsiębiorstwa. W ten sposób nie jest wyłącznie źródłem informacji o zachodzących w firmie procesach, a narzędziem do zarządzania, analizowania i wyciągania wniosków.

Camunda a systemy legacy. Sztuka łączenia starego z nowym

Duże, rozbudowane systemy, które ciężko się obsługuje oraz trudno wprowadza jakiekolwiek zmiany i które nie dają pola do łatwego rozbudowania o nowe funkcjonalności, to tzw. systemy legacy. Bardzo często opóźniają one rozwój przedsiębiorstwa, a nawet całkowicie go hamują, co negatywnie przekłada się na sprzedaż i w skrajnych wypadkach może prowadzić do bankructwa firmy. Przestaje ona nadążać za oczekiwaniami klientów i zostaje znacznie wyprzedzona przez konkurencję.

Płynie z tego prosty wniosek – system IT, który opóźnia wdrażanie zmian w przedsiębiorstwie, jest systemem do wymiany. Łatwiej to jednak powiedzieć niż faktycznie wprowadzić w życie, bo zmiana kluczowego systemu firmy (np. klasy CRM, ERP, DMS) wiąże się z ogromnymi nakładami finansowymi i czasowymi. Taki system to kopalnia wiedzy oraz informacji na temat funkcjonowania firmy, ale często zaprojektowany został lata temu, przez co nie odpowiada współczesnym normom oraz nie spełnia wymagań biznesowych.

Dzięki łatwości integrowania Camundy z innymi systemami jest ona w stanie uratować każdą firmę, która czuje zahamowanie w związku z pracą na systemie legacy. Platforma po kolei przejmuje obsługę procesów, jednocześnie pobierając informacje z głównego systemu (lub wielu systemów) i przekazując do niego zwrotne dane. W ten sposób można uniknąć drogiej i czasochłonnej wymiany systemu legacy, a jednocześnie zacząć czerpać korzyści z nowych możliwości.

Sprawdź, co Camunda może zrobić dla Twojej firmy

Wprowadzenie platformy BPM (https://altkomsoftware.pl/camunda-bpm/) w struktury przedsiębiorstwa ma za zadanie przynieść biznesowi wymierne korzyści. Camunda ma pod tym względem wiele do zaoferowania. Szczególnie w czasach niestabilności gospodarczej i konieczności szybkiego reagowania na zmiany.

Przyspieszy wdrażanie zmian

Jeżeli Twój obecny system nie wspiera procesowego podejścia i w efekcie każda zmiana w działaniu firmy wdrażana jest przez długie tygodnie — lub nawet miesiące — to Camunda pozwoli obejść stary system i szybko wprowadzać nowe rozwiązania.

Wspomoże proces cyfryzacji

Potrzebujesz szybko uruchamiać sprzedaż nowych produktów cyfrowych? Zaprojektuj i skonfiguruj proces, a następnie z pomocą Camundy zintegruj go z pozostałymi systemami firmy. Unikniesz dzięki temu opóźnień związanych m.in. z koniecznością przebudowy części infrastruktury IT.

Wprowadzi do firmy automatyzację

Z jej pomocą zwiększysz wydajność pracowników i wyeliminujesz wiele błędów. Kolejne kroki procesu będą następować automatycznie, a Camunda przejmie zadania, które są monotonne i powtarzalne, a tym samym idealne dla automatów, ale niekoniecznie dla ludzi.

Pozwoli na optymalizację działań

Wiele starszych systemów posiada elementy umożliwiające sterowaniem przepływem zadań (workflow), ale nie są to możliwości, jakie daje odrębna platforma BPM. Camunda zapewnia niezbędną kontrolę i monitoring zaimplementowanych procesów, tak aby móc je stale dostosowywać do potrzeb biznesowych przedsiębiorstwa.

Jak wprowadzić Camundę do swojego biznesu?

Camunda BPM dostępna jest w dwóch wersjach: Enterprise, która wymaga posiadania płatnej licencji oraz Community, czyli projektu open source. Otwarty kod Camundy Community oznacza, że każda firma może skorzystać z jej możliwości. W rękach doświadczonego zespołu otwarta wersja Camundy może stać się naprawdę potężnym narzędziem do projektowania, modelowania i zarządzania procesami cyfrowymi w przedsiębiorstwie.

W Altkom Software & Consulting od ponad 5 lat budujemy zespół, który specjalizuje się właśnie we wdrożeniach, utrzymaniu i usprawnianiu Camundy Community Edition. Ponad 30 osób stale pracuje nad nowymi modułami, dzięki czemu opracowaliśmy już wiele dodatkowych rozwiązań, w tym naszą autorską platformę procesową Digital Product Center. W ten sposób wspieramy naszych klientów w ich procesach sprzedażowych oraz w ramach obsługi klientów, dbając o najwyższą wagę jakości i bezpieczeństwa oprogramowania – współpracujemy głównie z dużymi instytucjami z branży finansowej.

Skontaktuj się z nami, jeżeli chcesz zacząć korzystać z możliwości Camundy lub przekazać ją do dalszego utrzymania i rozwoju w doświadczone ręce. Z naszą pomocą każda cyfrowa zmiana przebiega szybko i sprawnie.

Rodowita z Roztocza przechodzi na elektroniczną wymianę dokumentów

Rodowita z Roztocza to marka wody mineralnej, która od chwili pojawienia się w 2019 roku na polskim rynku systematycznie zdobywa coraz większą popularność nie tylko wśród zwolenników zdrowego trybu życia, ale także miłośników wysoko gatunkowej wody. Klienci cenią ją nie tylko za smak, ale także orzeźwiający charakter. W badaniu przeprowadzonym w lipcu 2020 roku przez Publicis woda ta zebrała najwyższe noty spośród 10 konkurencyjnych produktów. 81% ankietowanych pozytywnie wyraziło się o smaku wody, a 47% oceniło ją najwyżej.

Renesans wody mineralnej

Wydaje się, że po chwilowym okresie zauroczenia słodkimi napojami gazowanymi, Polacy wracają na ścieżkę zdrowia i coraz częściej sięgają po wodę mineralną. W 2020 roku Polacy kupili ok. 4150 mln litrów wody butelkowanej (w tym gazowanej i smakowej), czyli 2,5 razy więcej niż napojów gazowanych. Ogółem rocznie Polak spożywa średnio 90 litrów wody, 90 proc. badanych deklaruje spożywanie wody, co najmniej kilka razy w miesiącu, a 60 proc. pije ją każdego dnia. Coraz większa popularność wody mineralnej jest efektem wzrostu świadomości zdrowotnej konsumentów. Ludzie zdają sobie sprawę, że picie wody mineralnej sprzyja dobrej kondycji psychofizycznej i ma zbawienny wpływ na nasz ogólny wygląd, zwłaszcza stan skóry. Producent Rodowitej z Roztocza obserwuje ten trend, dlatego stara się nieustannie zarówno podnosić jakość swoich produktów, jak i inwestować w rozwój firmy. Aktualnym wyzwaniem dla przedsiębiorców jest digitalizacja biznesu. Dzięki informatyzacji jak największej ilości obszarów i procesów firma może się stabilnie rozwijać i skutecznie zwiększać sprzedaż. Rodowita z Roztocza w ostatnim czasie postanowiła zrobić kolejny krok na drodze do digitalizacji firmy i postawiła na elektroniczną wymianę dokumentów obsługiwaną przez system Comarch DMS.

Ta inwestycja podyktowana była nie tylko chęcią podniesienia efektywności zarządzania, ale została poniekąd wymuszona przez rozproszoną strukturę firmy. Główna siedziba znajduje się w Krasnobrodzie, prezes zarządu przebywa w USA, a dział handlowy urzęduje w biurze w Warszawie. Dodatkowo biuro rachunkowe obsługujące firmę ma siedzibę w Łodzi. – Taka organizacja pracy sprawdza się biznesowo. Jednak zawsze są elementy, które wymagają udoskonalenia. I naszą piętą achillesową był obieg dokumentów wewnątrz firmy. Często ginęły albo docierały do biura rachunkowego ze znacznym opóźnieniem. Potrzebowaliśmy systemu informatycznego, który uporządkowałby ten proces, a dodatkowo był dostępny w wersji dwujęzycznej, ponieważ pracownicy używają języka polskiego lub angielskiego. Po analizie rozwiązań obecnych na polskim rynku zdecydowaliśmy się na Comarch DMS – mówi Agnieszka Kosiorek, dyrektor finansowy w firmie Rodowita.

Elektroniczny obieg dokumentów

Dzięki digitalizacji obiegu dokumentów i automatyzacji wielu procesów biznesowych można usprawnić pracę w firmie. System Comarch DMS pozwala zapomnieć o papierze i niejasnych procedurach. Aplikacja pozwala na dopasowanie systemu w prosty sposób do potrzeb każdej firmy, a możliwość pracy z urządzeń mobilnych sprawia, że w dokumentach w końcu może zapanować porządek. Ponadto wszystkie dokumenty i zadania dostępne są o każdej porze dnia oraz z dowolnego miejsca na świecie. Udana implementacja systemu w Rodowitej z Roztocza pozwoliła usystematyzować wiele procesów i zautomatyzować szereg czynności do niedawna wykonywanych codziennie ręcznie przez pracowników. Przedstawiciele producenta wody wskazują, że Comarch DMS głównie wykorzystywany jest przy akceptacji zapotrzebowań na materiały i koszty oraz faktur zakupowych. Cała operacja rozpoczyna się od zainicjowania przez pracowników w systemie celu oraz wartości zakupu. Tak przygotowany dokument trafia do weryfikacji do przełożonego, który może zaakceptować koszty, wystąpić z prośbą o wyjaśnienie lub też go odrzucić. Elektroniczny obieg dokumentów dotyczy także faktur zakupowych. Aplikacja automatycznie wychwytuje, czy taki dokument jest już w systemie. Dzięki temu można uniknąć ponownego wprowadzenia tej samej faktury. Kolejną czynnością obsługiwaną przez system jest klasyfikacja faktur (faktury i faktury pro forma). Następnie dokument przesyłany jest do osoby, odpowiedzialnej za opisanie bądź akceptację.

Dzięki digitalizacji dokumentów można nie tylko utrzymać porządek w dokumentach, ale także zapanować nad aktualnymi zadaniami. Za sprawą powiadomień e-mailem, które przychodzą nawet przy wyłączonej aplikacji, pracownicy są zawsze na bieżąco ze zleceniami. Pracodawca może także ustalać i kontrolować czas poszczególnych operacji. Wszyscy wiedzą, za co mają się zabrać i kiedy, a sama praca dzięki temu przebiega sprawniej. System umożliwia także określenie osób, które mają mieć dostęp do dokumentów. W tym przypadku jednym z takich podmiotów jest Biuro Rachunkowe z Łodzi obsługujące Rodowitą z Roztocza. Ponadto osoby odpowiedzialne za porządek w dokumentach mają ułatwioną pracę, ponieważ wszystkie przechowywane są w elektronicznym archiwum systemu Comarch DMS. W nim można jeszcze szybciej odnaleźć konkretny dokument (po numerze, dacie płatności lub danych kontrahenta) niż w tradycyjnym archiwum.

Wiedzieć, co w trawie piszczy…

Łatwy i szybki wgląd w aktualną sytuację firmy to możliwość podejmowania trafniejszych decyzji biznesowych. Celem producenta wody mineralnej z Roztocza była chęć raportowania i analizowania jak najszerszego zakresu danych, tak, aby żadna ważna informacja nie umknęła zarządzającym. Wbudowany w system Comarch DMS moduł BI (Business Intelligence) to zaawansowana analityka biznesowa. Program dostarcza przekrojowej, zagregowanej oraz wielowymiarowej analizy pochodzącej z wielu źródeł. Pracownicy z Roztocza mogą teraz w prosty i przejrzysty sposób analizować dane przy wykorzystaniu raportów, jak również przekształcić skomplikowane dane w użyteczną i usystematyzowaną wiedzę w postaci wykresów, map, tabel czy wskaźników dzięki zastosowaniu interaktywnych oraz intuicyjnych pulpitów menadżerskich, czyli dashboardów.

A. Kosiorek podsumowuje: – Comarch DMS spełnił nasze oczekiwania i już teraz widzimy szereg korzyści z informatyzacji przedsiębiorstwa. Usystematyzowany został proces zamawiania i akceptacji kosztów, komunikacja między pracownikami w Polsce i USA przebiega sprawnie, a wysoka jakość danych analitycznych i księgowych pozwala nam na podejmowanie trafniejszych decyzji biznesowych, dzięki czemu firma dynamicznie się rozwija.

Za implementację systemu Comarch DMS w firmie Rodowita z Roztocza odpowiadała firma Prospeo z Radomia, należąca do sieci partnerskiej Comarch.

iTaxi przekształca się w spółkę akcyjną. Do zarządu dołącza Gaweł Boguta

iTaxi na rynku działa od ponad 9 lat. Do tej pory firma prowadziła działalność w ramach spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. W związku z dynamicznym rozwojem platformy oraz dalszymi planami w zakresie rozwijania technologii i konsolidacji rynku, iTaxi zmienia formę prawną i w ciągu najbliższych tygodni, zaraz po zmianie w KRS, rozpocznie działalność jako spółka akcyjna. Zmianie uległ również skład zarządu, do którego dołączył dotychczasowy dyrektor IT – Gaweł Boguta.

iTaxi, polska platforma technologiczna, łącząca taksówkarzy i pasażerów poprzez nowoczesną aplikację mobilną, na rynku działa od ponad 9 lat. Na czele firmy stoją Jarosław Grabowski – CEO oraz Renata Bardecka, Wiceprezes zarządu, Chief Financial Officer (CFO) i Andrzej Padziński, członek zarządu, dyrektor ds. floty i rozwoju biznesu. Dotychczas formą prawną prowadzonej działalności była spółka z ograniczoną odpowiedzialnością. W sierpniu br. firma przekształciła się w spółkę akcyjną, a do zarządu dołączył Gaweł Boguta, dyrektor IT.

Ostatnie lata w iTaxi to nieustający rozwój – zmianie uległa nie tylko sama platforma technologiczna, ale i struktura firmy, do której pod koniec 2019 dołączyła krakowska firma Radio Taxi Barbakan, a w czerwcu br. wrocławski Wicar Taxi. W październiku w ramach iTaxi pojawi się kolejna, tym razem warszawska korporacja – MPT. Konsolidacja polskiego rynku przewozów taxi jest wpisana w naszą długofalową strategię działania – naszym klientom biznesowym i indywidualnym chcemy oferować dostęp największej floty pojazdów taxi, z licencjonowanymi kierowcami, oraz z wykorzystaniem nowoczesnych narzędzi do zamawiania i raportowania przejazdów. Mamy również poczynione inwestycje w obszarze floty, która już wkrótce zostanie zasilona w nowoczesne pojazdy elektryczne. Rynek taksówkarski rośnie, a my razem z nim. Popyt na nasze usługi jest ogromny – komentuje Jarosław Grabowski, Prezes Zarządu iTaxi.

W czerwcu br. wzrost liczby wszystkich przejazdów vs czerwiec 2020 wyniósł 23%. Najszybciej rośnie liczba przejazdów biznesowych. Polacy wrócili do biur, co może potwierdzić liczba umów na usługi taxi, które iTaxi podpisało w przeciągu ostatnich 12 miesięcy. Do grona klientów spółki dołączyło blisko 1 000 nowych firm. Obecnie z usług iTaxi korzysta blisko 50 000 użytkowników biznesowych.

– Decyzja o przekształceniu iTaxi w spółkę akcyjną była naturalną konsekwencją naszego intensywnego rozwoju, a także wszystkich innych strategicznych zmian, które w ostatnim czasie miały miejsce w naszej organizacji. Zmiana ta ułatwi nam również realizację kolejnych zaplanowanych inicjatyw – komentuje Jarosław Grabowski, Prezes Zarządu iTaxi.

Wraz z przekształceniem spółki, Rada Nadzorcza powołała do zarządu Gawła Bogutę, dyrektora IT, któremu powierzono rolę członka. Gaweł Boguta ma ponad 20-letnie doświadczenie w obszarze IT, które zdobywał pracując na kierowniczych stanowiskach w jednych z najszybciej rozwijających się spółek w Polsce. Do iTaxi, w roli dyrektora IT, dołączył na początku 2016. Obecnie jest odpowiedzialny m.in. za budowanie przewagi technologicznej iTaxi oraz bliską współpracą z managementem firmy. Bezpośrednio przed dołączeniem do spółki przez prawie 3 lata pełnił rolę Kierownika Działu Projektów Biznesowych w LUX MED, zarządzając ponad 50-osobowym zespołem.

Cieszę się, że iTaxi coraz prężniej się rozwija, nie tylko pod względem liczby realizowanych kursów, ale również technologii, która pozwala budować nam przewagę konkurencyjną na rynku – powiedział Gaweł Boguta, nowy członek zarządu iTaxi, dyrektor IT.

W ostatnim czasie iTaxi dopracowywało algorytm dotyczący zleceń przydzielanych kierowcom. Obecnie firma skupia się na rozwoju aplikacji dla pasażerów.

Usługi Mobility-as-a-Service (MaaS) jakich jesteśmy częścią, w dużej mierze opierają się na rozwoju technologicznym. To ogromne pole do wykorzystania nowoczesnych rozwiązań, począwszy od aplikacji mobilnych, a na autonomicznych samochodach kończąc. Cieszę się, że pracuję w środowisku, które obszar IT od początku wpisuje w strategię rozwoju firmy. Przed nami intensywne prace nad niezawodnością oraz skalowalnością naszych systemów, co przy rosnącej skali biznesu, będzie miało kluczowe znaczenie. Dziękuję Radzie Nadzorczej za zaufanie. Nowa rola to dla mnie powód do satysfakcji, ale i ogromne wyzwanie, które podejmuję z przyjemnością – dodaje Gaweł Boguta.

Grupa INELO finalizuje akwizycje CVS Mobile

Lider w zakresie dostarczania innowacyjnych technologii dla sektora TSL w Polsce, Grupa INELO, kontrolowana przez fundusz private equity Innova/6 z Grupy Innova Capital, nabyła 73,5 proc. udziałów słoweńskiej spółki telematycznej CVS Mobile. Tym samym staje się liderem w obszarze zintegrowanych rozwiązań technologicznych dla transportu ciężkiego w regionie CEE/SEE, z łączną liczbą blisko 70 000 urządzeń i dostępem do 10 rynków europejskich. To już kolejna transakcja przeprowadzona przez INELO. Ostatnia zrealizowana w 2020 r. obejmowała zakup większościowych udziałów Marcos BIS – wiodącego producenta oprogramowania do zarządzania transportem – TMS Navigator. CVS Mobile pozwoli zwiększyć obszar geograficzny dystrybucji zaawansowanych produktów Grupy INELO, w szczególności w obszarze zarządzania czasem pracy, a także uzupełni gamę rozwiązań telematycznych przeznaczonych dla flot ciężkich. Obecnie z oferty INELO korzysta ponad 10 000 firm transportowych i 42 instytucje kontrolne z całej Europy. Magdalena Magnuszewska, Prezes INELO zapowiada dalszy rozwój strategiczny Grupy.

Naszym celem jest stworzenie znaczącego europejskiego gracza specjalizującego się w dostarczaniu usług typu one-stop-shop dla branży transportowej. Dlatego podjęliśmy decyzję o dalszym powiększeniu Grupy INELO i przejęciu udziałów w słoweńskiej spółce telematycznej CVS Mobile. To dla nas ciekawa transakcja pod względem geograficznym i okazja do zbudowania przewagi konkurencyjnej na rynkach SEE/CEE.To również doskonała okazja do wymiany know how i najlepszych praktyk, ponieważ założyciele CVS Mobile będą nadal kierować spółką. Ogromna wiedza i doświadczenie founderów pozwolą nam wspólnie doskonalić rozwiązania dla branży TSL, a także zwiększać swoją obecność i dystrybuować produkty Grupy INELO na kluczowych rynkach – mówi Magdalena Magnuszewska, Prezes Grupy INELO.

INELO to Grupa z dużym potencjałem, działająca w bardzo perspektywicznej branży usług telematycznych. Akwizycja CVS Mobile jest kolejnym krokiem w realizacji jej strategii, która zakłada dynamiczny wzrost. Cieszymy się, że nasze doświadczenie oraz zaangażowanie kapitałowe przyczyniły się do dalszego rozwoju INELO – mówi Krzysztof Kulig, Senior Partner w Innova Capital.

Międzynarodowy Partner telematyczny

CVS Mobile to wiodąca firma specjalizująca się w rozwiązaniach telematycznych głównie dla transportu ciężkiego (udział floty ciężkiej stanowi ponad 80 proc.), powstała w 2003 roku w Lublanie na Słowenii. Spółka jest zarządzana przez Cirila Mlakara, Alesa Likara i Valtera Grilanca, posiada ponad 2 300 aktywnych klientów oraz ponad 30 tysięcy zainstalowanych urządzeń telematycznych na 10 rynkach – głównie Bałkany, a także Europa Zachodnia. W roku 2020 CVS Mobile wygenerowało 8,6 mln euro przychodów.

W portfolio spółki znajdują się systemy do monitorowania i zarządzania flotą. Głównym produktem CVS jest platforma telematyczna Mobile WEB oparta na chmurze uzupełniona o zestaw urządzeń instalowanych w pojeździe od najprostszych typu MG30, do bardziej zaawansowanych: Delta Lite i Pro, czyli rozwiązania telematyczne do monitorowania pojazdów w czasie rzeczywistym – odpowiednik urządzeń GBox oferowanych przez Inelo. Z kolei tablet OBC740 od CVS Mobile, którego odpowiednikiem jest GBox Assist, umożliwia nieograniczoną komunikację pomiędzy pojazdami a „bazą”. Produkty dostępne w portfolio słoweńskiej spółki stanowią doskonałe rozszerzenie szerokiej oferty zintegrowanych rozwiązań technologicznych dla branży transportowej INELO.

– CVS Mobile intensywnie działa w obszarze systemów telematycznych, natomiast INELO stawia na zintegrowane rozwiązania dla branży TSL. Widzimy, że na rynku technologii dla transportu jeden dobry produkt już nie wystarczy, dlatego razem z INELO chcemy budować ofertę kompleksowych i zaawansowanych rozwiązań typu one stop shop. To warunkuje dalsze sukcesy CVS na europejskim rynku. Większość dużych graczy telematycznych dołączyła do innych firm, by zwiększyć swoje możliwości biznesowe. Wierzymy, że wkraczając na ścieżkę fuzji i konsolidacji z Grupą INELO otwierają się przed nami nowe możliwości w rozwijaniu i dostarczaniu do naszych klientów rozwiązań telematycznych dodaje Ciril Mlakar, współzałożyciel CVS.

INELO z nowymi produktami na rynkach zagranicznych

W portfolio marek Grupy INELO znajdują się takie rozwiązania, jak Tachoscan Control i 4Trans, czyli programy do analizy i rozliczania czasu pracy kierowców, kompleksowa usługa outsourcinsgu dla przewoźników pod znakiem OCRK, a także zaawansowany system lokalizacji i monitorowania pojazdów – GBox. Oprócz produktów dedykowanych na polski rynek, zespół INELO stworzył także najnowsze rozwiązanie umożliwiające analizę czasu pracy kierowców kierowane dla zagranicznych klientów.

Najnowszym produktem Grupy INELO kierowanym na zagraniczne rynki jest TachoScan Web – rozwiązanie w modelu SaaSowym, służące do analizy czasu pracy kierowców. System pozwala na archiwizację i zarządzanie danymi, a także tworzenie prostej dokumentacji wymaganej podczas kontroli. Połączenie sił z CVS Mobile, który funkcjonuje na tak wielu rynkach zagranicznych daje nam większe możliwości biznesowe i pozwoli wyjść z naszym rozwiązaniem na szersze rynki– mówi Magdalena Magnuszewska.

Polski Ład obciąży wynajmujących mieszkania i lokale – co z rentownością inwestycji?

W drugim kwartale br. sprzedaż nowych mieszkań w największych miastach w Polsce utrzymała się na rekordowym poziomie 19,5 tys., co w podsumowaniu pierwszego półrocza potwierdziło najwyższy wynik w historii. Polacy na niespotykaną dotąd skalę inwestują w nieruchomości, chcąc ochronić swoje oszczędności przed inflacją, która w sierpniu br. osiągnęła poziom 5,4 proc. w skali roku. Czy jednak Polski Ład nie pokrzyżuje inwestycji tysięcy Polaków?

Raport JLL „Rynek mieszkaniowy w Polsce – II kwartał 2021”* wskazuje, że deweloperzy działający w Warszawie, Krakowie, Łodzi, Poznaniu, Wrocławiu i Trójmieście, tylko w ciągu pierwszych sześciu miesięcy sprzedali łącznie 39 tys. mieszkań, czyli o 7,2 proc. więcej niż w najlepszym do tej pory pierwszym półroczu 2017 r. Co ważne – w kontekście wysokiej inflacji oraz mizernego oprocentowania lokat bankowych, Polacy zaczęli traktować zakup nieruchomości nie tylko jako bezpieczną lokatę kapitału, ale również potencjale źródło stabilnego zysku z najmu. Ich zapęd mogą jednak ostudzić zapisy Polskiego Ładu.

Jak wynika z zapisów projektu, właściciele mieszkań i lokali zarabiających na wynajmie nie będą beneficjentami największych korzyści Polskiego Ładu, ponieważ w przyszłym roku będą musieli rozliczać się ryczałtem. Jak wyjaśnia Aleksandra Kalinowska, doradca podatkowy, Partner kancelarii Andersen Tax & Legal – Zapisy przedstawione w projekcie Polskiego Ładu wskazują, że od przyszłego roku rozliczenie wynajmu i dzierżawy będzie możliwe tylko poprzez ryczałt od przychodów ewidencjonowanych, co w konsekwencji uniemożliwi skorzystanie z kwoty wolnej od podatku. Przeniesienie wynajmujących na ryczałt oznacza również, że nie skorzystają z podniesienia progów podatkowych, ponieważ nie mają zastosowania przy ryczałcie. Co ważne, Polacy którzy właśnie zainwestowali w mieszkania czy lokale, bądź którzy planują to zrobić w najbliższym czasie – nie będą mogli rozliczyć już żadnych kosztów – np. remontu czy zakupu wyposażenia. Kosztem nie będą również wydatki poniesione w związku z zakupem lokalu, które aktualnie są rozliczane poprzez odpisy amortyzacyjne. W konsekwencji właścicieli czeka zryczałtowany podatek w wysokości 8,5 proc. dla przychodów do kwoty 100 tys. zł oraz 12,5 proc. od nadwyżki.

To kolejny czynnik, który może obniżyć opłacalność inwestycji w lokal na wynajem. A właściciele mieszkań mocno już odczuli konsekwencje pandemii – przejście na zdalny tryby pracy i studiowania przełożyły się na odpływ najemców. – Mimo dodatkowych obciążeń, a nawet ryzyk, nieruchomości w percepcji Polaków długo jeszcze będą postrzegane jako najbezpieczniejsza inwestycja długoterminowa. Natomiast kluczowy może okazać się model lokowania środków – czy rzeczywiście musimy kupować, często zadłużając się przy tym dodatkowo i narażając na ryzyko wzrostu stóp procentowych? Czy jednak prostsze i bezpieczniejsze okaże się chociażby inwestowanie społecznościowe – czyli bycie jednym z inwestorów np. szkoły czy przedszkola budowanego we współpracy z samorządem. Inwestujemy jedynie środki, które posiadamy, zdejmujemy z siebie obowiązki związane z remontami, poszukiwaniem najemców, czy rozliczaniem, a otrzymujemy w zamian 6-7 proc. stopę zwrotu w skali roku oraz zabezpieczenie zainwestowanych środków w postaci nieruchomości. Oczywiście nie jest to może najwyższy zysk spośród opcji dostępnych na rynku, ale z pewnością stabilny i odporny na zawirowania koniunkturalne, jak np. te będące konsekwencją pandemii COVID-19 czy nagłego załamania na rynku nieruchomości – dodaje Mateusz Krajewski, Prezes Ogólnopolskiego Operatora Oświaty.

Cyfrowa Grupa Wyszehradzka łączy siły na rzecz cyberbezpieczeństwa

Branża cyfrowa państw Grupy Wyszehradzkiej będzie współpracować na polu bezpieczeństwa cyfrowego – zapowiedziano podczas dyskusji przedstawicieli tego sektora z Polski, Czech, Słowacji i Węgier podczas CyberSec Forum 2021 w Krynicy-Zdrój. – Chcemy zbudować w regionie pomost łączący administracją publiczną i biznes, by rozwijać tu własne produkty oraz usługi sektora cybersec – mówił Michał Kanownik, Prezes Związku Cyfrowa Polska.

W spotkaniu, które odbyło się w ramach największej konferencji w Polsce dotyczącej bezpieczeństwa cyfrowego, udział wzięli przedstawiciele czeskiej organizacji SPCR, węgierskiego Związku ICT – IVSZ oraz słowackiego stowarzyszenia IT – ITAS. Polską stronę reprezentował Związek Cyfrowa Polska. W rozmowie udział wzięli także Robert Kośla, Dyrektor Departamentu Cyberbezpieczeństwa w KPRM oraz Agnieszka Sygietowicz, wiceprezes Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.

Cyfrowy problem, realne braki

Jak przekonywali podczas dyskusji przedstawiciele wyszehradzkiej branży cyfrowej, z powodu rosnących w ostatnim czasie cyfrowych zagrożeń, wspólne działania na rzecz cyberbezpieczeństwa w regionie stają się niezbędne. Szacuje się, że liczba cyberataków w regionie względem okresu sprzed pandemii wzrosła średnio o ponad 60 proc. – Nasze gospodarki mierzą się z podobnymi wyzwaniami, a jednym z nich jest bez wątpienia niski poziom cyberbezpieczeństwa. Nie wypadamy w tej kwestii dobrze na tle partnerów, choćby z Azji czy Ameryki.  Musimy wzmocnić naszą cyfrową ochronę – mówił Gabor Matrai, Członek Zarządu ICT Association of Hungary (IVSZ).

Dlatego, by zmienić tę sytuację, branża cyfrowa z krajów Grupy Wyszehradzkiej chce realizować wspólne projekty na rzecz bezpieczeństwa cyfrowego w regionie. Platformą dla tych działań jest utworzona w 2019 r. z inicjatywy Związku Cyfrowa Polska Grupa Digital V4.  – Jestem pewien, że ze względu na powszechny charakter cyfryzacji, ścisła współpraca nad rozwojem branży cybersecurity, będzie miała istotny wkład w kształtowanie silnego, bezpiecznego i konkurencyjnego regionu – stwierdził w Krynicy-Zdrój Michał Kanownik, Prezes Związku Cyfrowa Polska.

Na czym zamierza się skupić Grupa Digital V4? Przede wszystkim edukacji. Uczestnicy spotkania byli zgodni, że w obliczu nowoczesnych zagrożeń konieczne jest zbudowanie regionalnych programów edukacyjnych, które zwiększą kompetencje cyfrowe w obszarze  cyberbezpieczeństwa. Skierowane miałby być one do przedstawicieli biznesu, konsumentów, ale i urzędników. – Stopień wiedzy i świadomości przedsiębiorców, obywateli i administracji publicznej w państwach Grupy Wyszehradzkiej na temat cyberzagrożeń oraz zwalczania ich jest wciaż niezadowalający – przyznawał Ondřej Ferdus z działu gospodarki cyfrowej i nowych technologii w Confederation of Industry of the Czech Republic (SPCR). – Rozwój cyfrowej, bezpiecznej gospodarki nie będzie możliwy bez upowszechnienia niezbędnych kompetencji i zdolności. Wykorzystajmy zatem środki finansowe, choćby z Krajowych Planów Odbudowy, aby poprawić tę sytuację – apelował Mário Lelovský, pierwszy wiceprezes IT Association of Slovakia (ITAS).

Na ekonomiczne znaczenie tego zjawiska zwracał z kolei uwagę Gábor Mátrai z IVSZ.  – Cyfryzacja to zjawisko horyzontalne, przenika wszystkie sektory. Oznacza to, że braki w rozumieniu cyberbezpieczeństwa i kompetencjach również odbiją się na kondycji całej gospodarki – przestrzegał.

Remedium we współpracy gospodarczej

Grupa Digital V4 zamierza również działać na rzecz wzmocnienia rozwoju innowacyjnych firm z sektora cyberbezpieczeństwa w regionie. – Firmy z rynku cybersec działające w krajach V4 powinny ściślej współpracować ze sobą. Powracający pomysł zbudowania regionalnej platformy dla przedsiębiorstw z Europy Środkowo-Wschodniej, może sprawdzić się również w kontekście zbliżania do siebie tego sektora w Grupie Wyszehradzkiej – mówił Michał Kanownik ze Związku Cyfrowa Polska. Wsparcie w tym zakresie oferowała wiceprezes Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej. – Chcemy włączyć się w budowę regionalnej współpracy na rzecz rozwoju branży cybersecurity i zapewnić korzystne środowisko do działalności tutejszych firm – zapowiedziała Agnieszka Sygitowicz. – Wśród beneficjentów naszych programów widzimy wzrost zapotrzebowania na usługi cybersec. Przemysł coraz częściej myśli o cyfrowych zagrożeniach, projektując procesy produkcyjne – dodała.

W ramach Grupy Wyszehradzkiej wykorzystajmy wspólnie nasze mocne strony. W regionie V4 dostrzegam potencjał na zbudowanie, np. silnej branży skupionej wokół algorytmów kryptograficznych – mówił Robert Kośla, Dyrektor Departamentu Cyberbezpieczeństwa w KPRM. Zwracał również uwagę na to, że ponadkrajowe projekty są mile widziane w europejskich programach grantowych i warto, aby regionalna branża cybersec wykorzystała to przychylne spojrzenie i postarała się o dodatkowe środki na rozwój sektora.

Digital V4 to projekt organizacji z branży cyfrowej i zaawansowanych technologii w Polsce, Czechach, Słowacji i na Węgrzech, którego celem jest wspólne tworzenie polityki wspierającej rozwój innowacyjność i digitalizację w Europie Środkowej i Wschodniej. Inicjatywa dotyczy współpracy politycznej i gospodarczej w ramach Grupy Wyszehradzkiej. Przedsięwzięcie zostało powołane w 2019 r. podczas Kongresu 590 w Rzeszowie z inicjatywy Związku Cyfrowa Polska.

Biznes biznesowi wilkiem – 11,5 mld zł są winne polskie firmy innym firmom w kraju

Na koniec lipca br. łączna kwota zadłużenia polskiego biznesu odnotowana w Krajowym Rejestrze Długów sięgała 11,5 mld zł. Największą część tej kwoty, prawie 63 proc., stanowią zobowiązania wobec firm z sektora finansowego (banków, firm windykacyjnych, leasingowych, faktoringowych i ubezpieczeniowych). Łączna suma tych zaległości to ponad 7,3 mld zł. Poza firmami z sektora finansowego polskie przedsiębiorstwa z innych branż czekają na odzyskanie 4,2 mld zł od ponad 178 tys. dłużników. Średnio jedna zadłużona wobec nich firma ma do oddania kontrahentom blisko 24 tys. zł.

Komu jeszcze najczęściej nie płaci biznes?

Poza sektorem finansowym, najbardziej poszkodowaną branżą jest handel. Ma do odzyskania łącznie 1,1 mld zł od nierzetelnych kontrahentów. Blisko pół miliarda zł przedsiębiorcy są winni firmom przemysłowym. Na zwrot 387 mln zł czekają firmy telekomunikacyjne, dalej budowlane (341 mln zł) i wynajmujące maszyny oraz pojazdy (305 mln zł). Po ponad 200 mln zł mają do odzyskania firmy energetyczne i transportowe.

W pandemii cały sektor handlowy musiał mierzyć się z ograniczeniami działalności lub całkowitym zamknięciem. Dodatkowym obciążeniem dla handlowców są przeterminowane należności ze strony kontrahentów, którzy opóźniają płatności lub nie płacą w ogóle. Jak wynika z naszej analizy, najbardziej poszkodowane są tu hurtownie. Te najczęściej mają stałych klientów i stosują wobec nich odroczone terminy płatności. To nadmierne zaufanie często kończy się tym, że kredytują swoim kosztem działalność nierzetelnych kontrahentów, którzy później stają się ich dłużnikami. To wszystko powoduje, że sektor handlowy plasuje się na czele listy branż, którym inne firmy najczęściej nie płacą – komentuje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów.

Największy problem z uregulowaniem płatności B2B występuje w województwie mazowieckim. To tu najwięcej firm zalega swoim kontrahentom (na ponad 1 mld zł) i najwięcej też czeka na odzyskanie należnych im pieniędzy – ponad 1,6 mld zł. Drugie miejsce zajmuje pod tym względem śląskie. Tu również zaległości dłużników z tego regionu sięgają ponad 534 mln zł. Lokalni przedsiębiorcy mają też niewiele mniej do odzyskania, bo blisko 495 mln zł. Na trzecim miejscu plasuje się Wielkopolska z firmami zadłużonymi na przeszło 417 mln zł. Z kolei biznes z tego województwa od nierzetelnych kontrahentów dochodzi zapłaty 306 mln zł.

Nie tylko mali nie płacą

Co ciekawe, największe zaległości wobec firm spoza sektora finansowego mają nie jednoosobowe działalności gospodarcze, a spółki i duże przedsiębiorstwa. Najmniejsze podmioty, czyli JDG-i nie zapłaciły im 41 proc. łącznych zaległości. A do większych organizacji należy blisko 59 proc. długu wobec niefinansowych branż. Jak zauważa Adam Łącki, takie proporcje są dość wyjątkowe, bo zwykle to najmniejsze, jednoosobowe firmy są największymi dłużnikami. W całkowitej kwocie zadłużenia biznesu wobec wszystkich branż ich zaległości stanowią już 55 proc, a przedsiębiorstw 45 proc.

W naszej praktyce rynkowej wielokrotnie spotykamy się z sytuacją, kiedy to właśnie większe przedsiębiorstwa nadużywają swojej pozycji w stosunku do mikro i małych firm, wydłużając terminy płatności lub wstrzymując zapłatę za towar lub usługę. Pandemia dodatkowo potęguje nieetyczne zachowania wśród firm, które za wszelką cenę próbują przetrwać, nie zważając na trudną sytuację swoich partnerów biznesowych. To powoduje zatory płatnicze i rodzi ryzyko bankructwa, zwłaszcza w mikro i małych przedsiębiorstwach – uważa Dariusz Szkaradek, prezes Zarządu NFG oraz dodaje: – Na szczęście dziś już nawet najmniejsze przedsiębiorstwa mogą w porę zabezpieczyć się przed nierzetelnością kontrahentów. Takim rozwiązaniem jest faktoring, który niemal natychmiast pozwala uwolnić środki zamrożone w fakturach bez konieczności czekania na płatność ze strony kontrahenta i w ten sposób utrzymać płynność finansową przedsiębiorstwa.

Długi zmieniają właściciela

Niestety, jak podkreśla Krajowy Rejestr Długów, dokładny szacunek zadłużenia polskiego biznesu wobec konkretnych branż jest utrudniony, ponieważ spora część długów zmienia swojego właściciela. Przejmują je wtórni wierzyciele, czyli fundusze sekurytyzacyjne i firmy windykacyjne. Zwykle są to już mocno przeterminowane płatności, których wierzyciele nie mogą odzyskać samodzielnie i decydują się na scedowanie tego procesu. Obecnie funduszom sekurytyzacyjnym przedsiębiorcy mają do oddania prawie 3 mld zł, a windykatorom ponad 612,3 mln zł. Żeby zapłacić za faktury dla różnych branż firmy również się zapożyczają, np. w bankach czy firmach pożyczkowych. Te pierwsze czekają na uregulowanie przeszło 2,8 mld zł. W niespłaconych pożyczkach firm zamrożonych jest z kolei 31,4 mln zł.

Przegląd wydarzeń tygodnia 6.09 – 10.09.2021

Nadchodzący tydzień będzie szalenie pracowity dla bankierów centralnych. Po serii odczytów inflacji przyszedł czas na dostosowanie głównych parametrów polityki pieniężnej do nowego otoczenia makroekonomicznego. Z racji krótszego tygodnia pracy w USA (Święto Pracy w poniedziałek) tamtejszy rynek nie dostarczy istotnych wydarzeń z punktu widzenia globalnego apetytu na ryzyko. Piątkowy raport NFP zdecydowanie rozczarował, a rynek wierzy, że Fed utrzyma luźną politykę pieniężną. O parametrach polityki zdecyduje m.in. EBC. Instytucja jest bardziej gołębia od amerykańskiego odpowiednika, w związku z czym jej nastawienie może mitygować łagodne tony z Fed i utrzymywać notowania eurodolara w okolicy poziomów odniesienia. Decyzje banku centralnego będą szeroko komentowane również w Polsce. Wysoka inflacja (5,4 proc. r/r w sierpniu) wystraszyła jastrzębią frakcję w RPP, ale naszym zdaniem szanse na zmianę nastawienia w polityce są zbliżone do „0”. Dyskusja może być jednak ożywiona, a fakt, że inflacja oddala się od celu podnosi rangę listopadowych prognoz DA NBP.

Najważniejsze wydarzenia: decyzja ws. poziomu stóp procentowych w strefie euro, Kanadzie, Australii i Polsce

Uwaga inwestorów, wobec braku ważnych wydarzeń w USA skupi się na decyzji Europejskiego Banku Centralnego ws. poziomu stóp procentowych. Po jastrzębich komentarzach poszczególnych członków EBC, rynek może szukać sygnałów, że być może większa liczba przedstawicieli banku opowie się za ograniczeniem stymulacji monetarnej. Do tej pory ruchy na EUR/USD były napędzane głównie przez USD. W przyszłym tygodniu EUR również może mieć swój udział. W mojej opinii zmiana celu inflacyjnego EBC miała jednak pokazać rynkowi, że instytucja jest nastawiona gołębio, w związku z czym nawet techniczne zmiany w programie PEPP (bo do niego właśnie odwołują się jastrzębie komentarze), nie zmieniają ogólnego obrazu sytuacji w strefie euro, gdzie EBC gotowy jest znacznie dłużej wspierać gospodarkę aniżeli odpowiednik z USA.

Bank Australii również podejmie we wtorek decyzję ws. poziomu stóp procentowych. Nie oczekuję, aby zmienna sytuacja epidemiczna wpływała drastycznie na poczynania RBA. Najbardziej prawdopodobny scenariusz to utrzymanie stopy procentowej na niezmienionym poziomie. Najwięcej niepewności budzi redukcja skali skupy aktywów, która może zostać odłożona w czasie z uwagi na jednak nienajlepszą sytuację epidemiczną. AUD nie reaguje na nią negatywnie (wręcz umocnił się na fali wzrostu apetytu na ryzyko) i chęć stymulowania gospodarki może wygrać.
Kolejnym kraje, w którym w nadchodzącym tygodniu zapadnie decyzja ws. poziomu stóp procentowych jest Kanada. W środę BoC spotka się na posiedzeniu decyzyjnym i może rozważyć opóźnienie taperingu do następnego posiedzenia. Sytuacja gospodarcza kraju jest niejasna. Z jednej strony wskaźniki koniunktury wypadają nieco lepiej niż w poprzednich okresach, jednak wskaźnik stopy bezrobocia wzrósł minimalnie, co z kolei może skłaniać do dalszej stymulacji monetarnej.

Lokalnie wydarzeniem tygodnia będzie decyzja RPP ws. poziomu stóp procentowych. W minionym tygodniu złoty się wyraźnie umacniał. Katalizatorem zmiany nastrojów na rynku złotego stał się wysoki odczyt inflacji CPI za sierpień. W sierpniu, wg. szacunków GUS, inflacja CPI wyniosła w Polsce 5,4 proc. r/r i była najwyższa od około 20 lat. Presja inflacyjna w Polsce jest wyjątkowo silna i choć wzrostowi cen towarzyszy również solidne odbicie gospodarcze (dynamika PKB +11,1 proc. r/r), to wciąż inflacja pozostaje głównym czynnikiem, który będzie wpływać na kształt polityki pieniężnej. W mojej opinii wielu członkom Rady Polityki Pieniężnej odczyty będące tak daleko poza celem NBP, a nawet zbliżające się do granicy pasma odchyleń w prognozach DA NBP zaczynają doskwierać i jastrzębia frakcja zdaje się coraz bardziej otwarcie o tym mówić. Protokół z ostatniego posiedzenia decyzyjnego pokazuje jednak, że znalezienie większości dla podwyżki stóp procentowych może być trudne, co z kolei sprawia, że na zmiany w polityce monetarnej przyjdzie jeszcze poczekać.

Maciej Madej – analityk
DM TMS Brokers

Wyłoniono laureatów konkursu „Promotor Przedsiębiorczości Rodzinnej”

Prof. Andrzej Jacek Blikle oraz firma Z Chaty Łaniaków to zwycięzcy pierwszej edycji konkursu „Promotor Przedsiębiorczości Rodzinnej”, organizowanego przez Wyższą Szkołę Bankową we Wrocławiu wspólnie ze środowiskiem biznesu rodzinnego w Polsce.

Choć w Polsce funkcjonuje około 2 mln firm rodzinnych i generują one około 2/3 PKB, to relatywnie rzadko podkreślają one swój rodzinny charakter. Często obawiają się, że konsumenci będą postrzegali je jako mniej nowoczesne, mniej zaawansowane technologicznie czy mniej doświadczone. Przedsiębiorcy zwykle nie zdają sobie sprawy, że jest dokładnie odwrotnie. Badania Fundacji Firmy Rodzinne pokazują, że konsumenci darzą biznesy rodzinne ogromną sympatią i są wręcz skłonni więcej zapłacić za ich produkt czy usługę niż za produkty czy usługi korporacji.

Na szczęście, świadomość przedsiębiorców się zmienia i coraz częściej podkreślają oni rodzinny charakter przedsiębiorstwa. Coraz częściej informują o tym na opakowaniach swoich produktów, na stronach internetowych czy materiałach informacyjnych. Coraz częściej też aktywnie działają w organizacjach zrzeszających firmy rodzinne i angażują się w integrowanie tego środowiska oraz wspólną walkę o jego interesy.

Żeby doceniać tego typu postawy Centrum Biznesu Rodzinnego przy Wyższej Szkole Bankowej we Wrocławiu powołało nagrodę „Promotor Przedsiębiorczości Rodzinnej”. Jest to pierwsze tego typu wyróżnienie w Polsce – nagradzające przedsiębiorców rodzinnych nie za ich sukcesy rozwojowe, ale za dumne reprezentowanie środowiska firm rodzinnych. Rozstrzygnięcie pierwszej edycji konkursu odbyło się w ramach Kongresu Firm Rodzinnych w dniach 2-3 września 2021 roku we Wrocławiu. Tytuły „Promotora Przedsiębiorczości Rodzinnej” oraz statuetki otrzymali:

  • Jacek Andrzej Blikle, przedsiębiorca, twórca i pierwszy prezes Stowarzyszenia Inicjatywa Firmy Rodzinne, doradca wielu przedsiębiorców rodzinnych – za niestrudzoną pracę na rzecz rozwoju, poprawy zarządzania i integracji firm rodzinnych w Polsce, a także promowanie dobrego wizerunku przedsiębiorstw rodzinnych w społeczeństwie,
  • firma Z Chaty Łaniaków, producent zdrowej żywności, m.in. soków, syropów i innych przetworów owocowych, pochodzący z Wierzchowic w Dolinie Baryczy na Dolnym Śląsku – za odważne, niestrudzone i oryginalne podkreślanie dumy z rodzinnego charakteru przedsiębiorstwa.

– Jedna z najczęściej podkreślanych różnic między zachowaniem polskich i zachodnich przedsiębiorstw rodzinnych dotyczy odmiennego sposobu eksponowania ich rodzinnego charakteru. Jak podkreślają zagraniczni obserwatorzy, gdyby oceniać skalę biznesu rodzinnego w Europie przez pryzmat ich nazw i reklam, to Polska byłaby na końcu rankingu. Polscy przedsiębiorcy ciągle rzadko podkreślają swój rodzinny charakter, niektórzy w ogóle nad tym się nie zastanawiają – mówi dr hab. Krzysztof Safin, prof. WSB, dyrektor Centrum Biznesu Rodzinnego w Wyższej Szkole Bankowej we Wrocławiu, przewodniczący kapituły konkursu. – Ten lęk, związany z traktowaniem „rodzinności” jako przejawem braku profesjonalizmu, powoli się jednak zmienia. Nie tylko dzięki ogólnym trendom rynkowym i konsumenckim, akcentującym lokalność, nie anonimowość, ale głównie dzięki determinacji ludzi i firm, które postrzegają firmy rodzinne jako sól gospodarki rynkowej. Eksponują rodzinny charakter firm – podkreślają niezawodność, odpowiedzialność, przyjazność dla środowiska, a więc wartości bliskie współczesnym konsumentom – dodaje prof. Safin.

Warto podkreślić, że zwycięzców nagrody wyłoniła kapituła, którą tworzyli nie tylko cenieni akademicy i eksperci związani z rozwojem biznesu rodzinnego, ale również przedstawiciele większości największych organizacji zrzeszających przedsiębiorstwa rodzinne w Polsce. W skład kapituły weszli bowiem: dr hab. Krzysztof Safin, prof. WSB, dyrektor Centrum Biznesu Rodzinnego w Wyższej Szkole Bankowej we Wrocławiu, Dariusz Bednarski, partner zarządzający w Grant Thornton, Małgorzata Czerwińska, dyrektor regionalny PKO BP, Katarzyna Gierczak-Grupińska, prezes Fundacji Firmy Rodzinne, Cezary Kaźmierczak, prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, prof. dr hab. Jan Klimek, wiceprezes Związku Rzemiosła Polskiego, Agnieszka Krysik, przewodnicząca Komisji „BCC dla Rodzinnych”, Michał Łuczak, prezes Dolnośląskiej Izby Gospodarczej, Andrzej Malinowski, prezydent Pracodawców RP, Adam Rozwadowski, prezes Family Business Network Polska, Ewa Sobkiewicz, prezes Stowarzyszenia Inicjatywa Firm Rodzinnych oraz Beata Staszków, prezes zarządu Związku Pracodawców Polska Miedź.

Oficjalnym audytorem konkursu była firma audytorsko-doradcza Grant Thornton.

Faktury ustrukturyzowane od 1 października 2021 r. (KSeF)

Ministerstwo Finansów pracuje nad wprowadzeniem możliwości wystawiania przez podatników faktur w formie ustrukturyzowanej (tzw. e-faktur) oraz wdrożeniem Krajowego Systemu e-Faktur (w skrócie KSeF). Nowe rozwiązanie jest bardzo innowacyjne, co może okazać się zarówno jego atutem, jak i wadą. Integracja systemów księgowych z centralnym systemem może nastręczać licznych problemów technicznych i procesowych, a co najistotniejsze, zwiększy stopień inwigilacji podatników przez organy podatkowe, które automatycznie będą dostawać informacje o realizowanych transakcjach.

Zgodnie z planami Ministerstwa e-faktury mają być wystawiane w formacie xml (podobnie jak w JPK). System będzie służył także do pobierania e-faktur dokumentujących zakup. Elektroniczne dokumenty mają zostać wprowadzone na zasadach dobrowolności od 1 stycznia 2022 r., a obowiązkowo dla wszystkich faktur krajowych i podatników od 1 stycznia 2023 r. System testowy ma zostać uruchomiony 1 października 2021 r.

Korzenie tego rozwiązania sięgają Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady 2014/55/UE z 16 kwietnia 2014 r. w sprawie fakturowania elektronicznego w zamówieniach publicznych. Przepisy tej Dyrektywy zostały zaimplementowane w Polsce ustawą z 9 listopada 2018 r. o elektronicznym fakturowaniu w zamówieniach publicznych, koncesjach na roboty budowlane lub usługi oraz partnerstwie publiczno-prywatnym i pomimo, że dotyczą tylko zamówień publicznych, to definiują istotę faktur ustrukturyzowanych.

Problemy techniczne i procesowe. Dodatkowe koszty

Faktura ustrukturyzowana będzie dostępna wyłącznie poprzez oprogramowanie interfejsowe Ministerstwa w postaci elektronicznego dokumentu zgodnego ze wzorem. Zatem podatnik, chcąc wystawić fakturę, będzie musiał mieć dostęp (uprawnienia) do narzędzia. To samo w zakresie otrzymywania faktur. System co do zasady będzie także archiwizował faktury (przez 10 lat), weryfikował ich zgodność, wysyłał powiadomienia o wystawieniu faktury ustrukturyzowanej oraz o braku uprawnień do wystawienia faktury. Nowe narzędzie przygotowane przez Ministerstwo Finansów będzie wymagało integracji systemów księgowych i fakturowych z Krajowym Systemem e-faktur. Integracja będzie musiała odbywać się na gruncie wystawiania faktur sprzedaży, ich korekt, ale także odbioru faktur zakupu. W zależności od systemu księgowego czy systemu do fakturowania taka integracja może być bardzo czasochłonna, a także wymagać uzyskania zgód korporacyjnych oraz zainwestowania dodatkowych środków finansowych na zmiany systemu i dostosowanie go pod kątem technicznym. Należy więc odpowiednio rozplanować nie tylko proces wdrożenia, ale także budżet projektu.

E-faktury wymagają od podatników także dostosowania procesów wystawiania faktur sprzedaży, korekt, księgowania faktur zakupowych oraz posługiwania się takimi fakturami do celów wewnętrznych. Zmiany dotkną nie tylko procesów księgowych, ale także logistycznych czy produkcji. Jest to ogrom pracy administracyjnej, która spadnie na podatników obowiązkowo przed 2023 r.

Należy także zwrócić uwagę, że tak istotne systemy fakturowania będą od strony technicznej obsługiwane przez zespół informatyków Ministerstwa. Oznacza to, że korporacyjne działy IT mogą mieć ograniczony wpływ na funkcjonowanie systemu, co w praktyce jest szczególnie istotne w przypadku ewentualnych awarii. Pracowników wewnętrznych działów IT łatwiej jest w kryzysowych sytuacjach zmobilizować do pracy, niż pracowników Ministerstwa, którzy do obsługi mają bardzo wielu podatników. Należy pamiętać, że jeżeli system stanie się obowiązkowy, to będzie przetwarzał ogromne ilości faktur i nie ma pewności, że wszystko będzie funkcjonowało bez zarzutu, a awaria centralnego systemu albo jego przeciążenie może powodować straty finansowe w przedsiębiorstwach. Możliwość wystąpienia braku stabilności systemu oraz błędów niezależnych od podatnika jest dużą wadą tego rozwiązania i może prowadzić do licznych opóźnień i innych nieprawidłowości związanych z procesem wystawiania faktur.

Ponadto przedsiębiorcy będą musieli odpowiednio dostosować systemy, aby umożliwić automatyczny odbiór e-faktur i ich księgowanie, co wiąże się z dodatkową pracą i wydatkami. W początkowej fazie będzie wymagana zgoda odbiorcy faktury na jej otrzymanie. Warto zaznaczyć, że system będzie przyjmował datę otrzymania taką samą jak data faktury. Pytanie, co się stanie, gdy system się popsuje i przestanie wysyłać faktury zakupowe do kontrahenta?

Dodatkowo faktury wystawiane przez przedsiębiorców będą miały z góry określony wygląd (wzór faktury ustrukturyzowanej), nie będą się rozróżniały pomiędzy przedsiębiorcami, co wpłynie negatywnie na marketingowe aspekty.

Kolejnym minusem tego projektu są terminy. Wdrażanie nowych rozwiązań w zakresie e-faktur w przedsiębiorstwach wiąże się z koniecznością przeprowadzenia testów, dostosowania systemów, analiz itp. Obowiązkowe rozwiązanie ma zostać wprowadzone w ciągu jednego roku, co może być trudne szczególnie w dużych spółkach, gdzie obowiązuje wiele systemów do fakturowania, z których część zarządzana jest przez zagraniczne podmioty.

Inwigilacja podatkowa

W zakresie obszaru podatkowego podatnik będzie musiał przeanalizować kilka kwestii. Po pierwsze wystawianie faktur i korekt przez system Ministerstwa pozwoli fiskusowi na dużo wcześniejsze otrzymywanie informacji o transakcji. Ponadto system będzie automatycznie analizował, weryfikował i kontrolował prawidłowość danych wskazanych na fakturze ustrukturyzowanej. Nie będzie już można stosować uproszczeń w fakturowaniu i rozliczaniu VAT, wszystkie błędy na fakturze będą natychmiast wyłapywane i identyfikowane przez organy podatkowe. Obecnie część podatników poprawia wystawione faktury, zanim zostaną wprowadzone do obrotu. Zdarza się także, że pewne zmiany dokonywane są w porozumieniu z kontrahentem już po otrzymaniu faktury. Nowy system e-faktur skończy z taką praktyką i w zasadzie anulowanie faktury będzie już niemożliwe. Należy się spodziewać także zwiększenia liczby czynności sprawdzających i kontroli.

Ponadto fakturowanie za pomocą narzędzia przygotowanego przez MF wymagać będzie od podatnika podania znacznie szerszego zakresu danych niż przy standardowym procesie.

W zamian Ministerstwo przewidziało przyspieszony, 40-dniowy termin zwrotu VAT, zamiast obecnych 60 dni, brak konieczności archiwizacji faktur oraz dostęp do faktur 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu.

Odpowiedzialność za błędy

Na koniec warto zwrócić uwagę, że w ustawie powinno zostać precyzyjnie określone, kto odpowiada za błędy systemowe przy wystawianiu faktur w sytuacji, gdy powstaną one przy wystawianiu i księgowaniu faktur. Brak uregulowania odpowiedzialności przerzuci ją na przedsiębiorców, powodując, że to oni poniosą konsekwencje wadliwie działającego narzędzia.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Wzrost cen w strefie euro coraz szybszy

W tym tygodniu na zmiany kursu wspólnej waluty miały wpływ wyniki inflacji w strefie euro. Według zharmonizowanego wskaźnika cen konsumpcyjnych roczna dynamika cen przyspieszyła z 2,2% w lipcu do 3% w sierpniu. Poziom cen wzrósł o 0,4% w ujęciu miesięcznym. Największy udział w tym wzroście mają Niemcy, gdzie ceny są o 3,4% wyższe niż rok temu. Sytuacja ta może również wpłynąć na decyzje EBC. Według szacunków, ceny wzrosną w tym roku tylko o 1,9%. Szanse, że ​​EBC zacznie zacieśniać politykę pieniężną już w przyszłym tygodniu są niskie. Jednak nawet zmiana retoryki może mieć wpływ na kurs euro czy złotego. Ponadto, jeśli EBC długofalowo utrzyma stopy procentowe na poziomie zerowym i złagodzi je ilościowo, możliwości zacieśniania polityki pieniężnej przez NBP są ograniczone, gdyż istnieje ryzyko znacznego umocnienia złotego i obniżenia konkurencyjności polskiej gospodarki w UE.

Warto również wspomnieć o ostatecznych wynikach PKB w zestawieniu rocznym za II kwartał. Zostały one zrewidowane w górę o 0,2% do 11,1%. W połączeniu z dobrymi wskaźnikami wyprzedzającymi, takimi jak PMI, pomogły one poprawić fundamenty polskiej waluty.

W tym tygodniu złoty się umocnił i w piątek rano wynosił 4,52 PLN/EUR. Kurs eurodolara wzrósł do 1,188 USD/EUR. Umocnienie euro było prawdopodobnie spowodowane skutkami inflacji w strefie euro, która może skłonić EBC do zacieśnienia polityki pieniężnej. Na kurs mogły mieć wpływ również gorsze wyniki amerykańskiego rynku pracy. To z kolei może zniechęcić Fed do zacieśnienia polityki pieniężnej.

Marta Pavlik, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Możliwości w państwach startupowych

Najmniejsze państwa świata są źródłem części najbardziej innowacyjnych firm i najlepszych zwrotów z inwestycji, ale są często pomijane. Spośród 195 państw, zaledwie 5 stanowi 75 proc. wartości globalnych rynków kapitałowych. Małe i otwarte gospodarki zmuszone są często do innowacyjności i elastyczności. Skorzystały z tego, że nowa ekonomia skupia się coraz mniej na surowcach naturalnych, a coraz bardziej na wiedzy. Nasz indeks Państw Startupowych zestawia pięć krajów najlepszych pod kątem przyjazności dla startupów, konkurencyjności ekonomicznej oraz łatwości prowadzenia działalności biznesowej. Ich wzrost PKB jest 70 proc. powyżej średniej światowej minionych 20 lat. Ich rynki kapitałowe przekraczały oczekiwania, mimo że nawet ten wynik jest zaniżony, jako że większość ich innowacyjnych firm jest często notowana tylko na zagranicznych giełdach.

INDEX PAŃSTW STARTUPOWYCH

Analizujemy państwa pod kątem 1) firmowych startup’ów, 2) konkurencyjności ekonomicznej i 3) łatwości prowadzenia działalności biznesowej, by stworzyć indeks konsekwentnie najwyżej ocenianych małych państw o liczbie mieszkańców nie poniżej 10 milionów: Szwecja, Izrael, Dania, Estonia i Singapur to nasza „Startupowa Piątka”. Mogliśmy również dodać Irlandię, Szwajcarię, Hongkong lub Nową Zelandię. Porównujemy prosto-ważony indeks wyników ich lokalnych rynków kapitałowych z globalnymi akcjami. Nieustannie przewyższają średnią.

NIEDOCENIONY WPŁYW

Wyniki rynkowe tych państw są często jeszcze lepsze, niż mogłoby się wydawać. Jako że ich rynki kapitałowe są z reguły dość niewielkie, najnowsze i najbardziej innowacyjne firmy często są notowane na giełdach w USA albo w Wielkiej Brytanii, tak jak na przykład szwedzkie Spotify (SPOT) i Oatly (OTLY), singapurskie Sea (SE) i Flex (FLEX), izraelskie Monday.com (MNDY) i SentinelOne (S.US), duńskie Just Eat (TKWY.NV) i Zendesk (ZEN), oraz estońskie Playtech (PTEC.L) i Wise (WISE.L).

Ben Laidler, strateg ds. rynków globalnych w eToro

Czekając na zielone światło dla Fed

Kluczowe dane z rynku pracy w USA. EUR/USD blisko poziomu 1,19 przed publikacją ze Stanów. Fed dostanie argument za normalizacją polityki monetarnej, czy jednak przeciwko? Złoty “zakładnikiem” sytuacji na rynkach zewnętrznych.

Nie ma nic dziś ważniejszego

Od pewnego czasu było wiadomo, że dzisiejsze dane z USA z rynku pracy będą niezwykle ważne w kontekście decyzji Fed o rozpoczęciu procesu normalizacji polityki monetarnej począwszy od taperingu. Amerykańskie władze pieniężne od kilku miesięcy właśnie ten sektor gospodarki i jego odbudowę wskazywali jako najważniejszy, by podjąć decyzję o wyjściu z ultra luźnej polityki monetarnej. Dzisiaj poznamy oficjalne rządowe dane, natomiast warto wspomnieć, że raport prywatnej firmy ADP o ilości utworzonych miejsc pracy wypadł, co by nie mówić, fatalnie i wyniósł raptem połowę tego, czego oczekiwali analitycy. Czy więc piątek przyniesie podobne rozczarowanie? Trudno powiedzieć, gdyż często te oba raporty nie są ze sobą spójne.

Czy covid wpłynie na publikacje?

By rynek pracy w USA odbudował stan sprzed pandemii potrzeba odtworzenia około 6 mln miejsc pracy. Dzisiejsze dane mają pokazać wzrost na poziomie 750 tys., więc gdyby tak się stało, będziemy już blisko poziomu, który powinien zadowolić Fed. Średnia z ostatniego roku wynosi około 600 tys. i mniej więcej taki wynik będzie uznany za przyzwoity. Sygnałem ostrzegawczym, by uzyskać dobre wyniki, mogą być wcześniejsze PMI, które pokazały spadek indeksu zatrudnienia poniżej 50 pkt. Do tego w USA mamy czwartą falę pandemii i statystyki dziennych zakażeń w okolicach 180 tys. co może się przekładać na to, że firmy wstrzymują się z zatrudnieniem nowych osób. Raport z rynku pracy może więc pokazać, że gospodarka Stanów Zjednoczonych szykuje się na nowe restrykcje związane z covid, czy tak będzie okaże się o 14.30.

Rozpatrywanie danych pod kątem decyzji FOMC

Warto też spojrzeć na te dane przez pryzmat decyzji, którą już niebawem na posiedzeniu podejmie amerykański Fed. Jeśli dzisiejsze publikacje okażą się słabe to z pewnością FOMC zyska argument za tym, by jeszcze wstrzymać się z decyzją o ogłoszeniu redukcji QE. Jeśli chodzi o rynek FX to widzimy marsz w górę EUR/USD, co może wskazywać na to, że inwestorzy liczą na słaby raport i tym samym kontynuację luźnej polityki monetarnej przez Fed. Dla rynków giełdowych dzisiejsze dane tak naprawdę mogą mieć tylko pozytywny wpływ. Z jednej strony gorsze odczyty to kontynuacja luźnej polityki pieniężnej, a więc napływ taniego pieniądza, z drugiej dobre dane to potwierdzenie siły gospodarki, a więc dobre perspektywy rozwoju dla przedsiębiorstw i tym samym szansa na wyższe zyski.

Stabilizacja na złotym

Krajowa waluta nieco wyhamowała ostatnie spadki w relacji do głównych walut. Dzisiaj złoty będzie zakładnikiem tego, co wydarzy się po południu, a więc prezentacji danych z USA wspomnianych powyżej. Jeśli USD się umocni to nasz orzeł może być pod presją i nieco się osłabić, w odwrotnej sytuacji powinniśmy zobaczyć próbę kontynuacji trendów spadkowych, a więc ruchu EUR/PLN w okolice 4,50.

Krzysztof Pawlak, analityk walutowy Internetowykantor.pl

Fala skarg na konieczność pracy w niedzielę. Główny problem: za mało ludzi do pracy

Od najbliższej niedzieli czynne będzie 35 obiektów Kaufland w całej Polsce. Otwiera się także Lidl oraz Carrefour. Oficjalnie można stwierdzić, że handel w niedzielę na ten moment stał się fikcją. Wraz z otwieranymi sklepami rośnie ilość skarg od pracowników, którzy dotychczas cieszyli się dniem wolnym, a teraz kierowani są do pracy. Problemów zgłaszanych przez pracowników jest jednak więcej. – Nie jestem zwolenniczką zakazu handlu w niedzielę, a odpowiednich regulacji, które zapewnią pracującym w niedzielę wyższe wynagrodzenia i dobry standard pracy. Jestem również zwolenniczką pewnej dobrowolności, pracodawca powinien dać pracownikom wybór czy chcą pracować w niedzielę bez konsekwencji dla stosunku pracy. Obecnie nie ma mowy o dialogu: pracownik po prostu kierowany jest do pracy – mówi Prezes stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom Małgorzata Marczulewska.

„Pracownicy skarżą się, buntują, ale i tak muszą wrócić do pracy”

Jak mówi Prezes stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom Małgorzata Marczulewska temat zakazu handlu w niedzielę pojawił się w agendzie stowarzyszenia dość niespodziewanie. Przez ponad rok nie odnotowano żadnych skarg w tym temacie. Zaczęły się one, gdy decyzje o handlu w niedzielę podjęła Biedronka. Za nią poszła siec Dino, a teraz Lidl, Kaufland oraz Carrefour. Sytuacja wygląda tak, ze właściwie wszyscy pracownicy dyskontów powinni się spodziewać, że będą musieli wrócić do pracy w niedzielę.

– Z zasady pracownicy dyskontów nie chcą wracać do pracy. Wolne niedziele to dla nich dobre rozwiązanie, przyzwyczaili się do komfortu dnia wolnego od pracy. Osoby z którymi rozmawiałam wskazują, że dzięki wolnym niedzielom, siódmy dzień tygodnia stał się realnie czasem dla rodziny. W obecnej sytuacji to zostanie zweryfikowane, bo należy spodziewać się, że wszystkie dyskonty niebawem będą otwarte w niedzielę. Oczywiście Rząd RP zapowiada zaostrzenie przepisów, ale trudno sprecyzować kiedy to nastąpi. Pracownicy więc skarżą się, narzekają, często buntują, ale ostatecznie i tak wracają do pracy – mówi Małgorzata Marczulewska, Prezes stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom.

Dowiadywanie się w ostatniej chwili, przenoszenie ze sklepu do sklepu. Pracownicy skarżą się na handel w niedzielę

Jakie problemy w tym temacie zgłaszają pracownicy? – Jesteśmy pytani przede wszystkim o to, czy pracownik może zostać zmuszony do pracy w niedzielę jeżeli tego nie chcę. Odpowiedź jest prosta: tak. Umowy z dyskontami zwykle są tak formułowane, że niedziela jest po prostu kolejnym dniem pracy i pracownikowi przysługują standardowe przywileje za pracę w ten dzień, czyli np. dzień wolny w tygodniu. – Pracownicy skarżą się na to, że o pracy w niedzielę dowiadują się z dnia na dzień. Dużo skarg dotyczy także przenoszenia „ze sklepu do sklepu”. Jedna Pani napisała nam, że była na gościnnych występach już w trzech sklepach, bo braki kadrowe są tak duże, że kierownicy siatkę organizacyjną opierają na zbyt małej liczbie pracowników – dodaje Marczulewska. – Bardzo często pojawiają się wiadomości z miejscowości turystycznych, że na jeden sklep przypada zbyt mało pracowników, co odczuwalne jest szczególnie w niedzielę. To niedopuszczalne, by pieczę nad całym dyskontem sprawowały 2 lub 3 osoby, a docierały do nas takie wiadomości – mówi prezes stowarzyszenia.

Handel w niedzielę może być cywilizowany i satysfakcjonujący dla pracowników: – Tu potrzeba odważnych regulacji i rekompensat zachęcających do pracy w niedzielę. Przykład? Pracujesz w niedzielę to masz dwa dni wolnego w tygodniu albo stawka za pracę w niedzielę to 200% stawki standardowej. Dyskonty to firmy, które stać na odważniejsze wynagradzanie swoich pracowników. Brakuje mi tutaj kreatywności w podejściu do wynagradzania pracowników – dodaje Marczulewska.

Rynkowy game-changer?

Dzisiaj poznamy raport z amerykańskiego rynku pracy. Inne publikacje będą stanowiły jedynie tło i prawdopodobnie będą ignorowane przez rynek. Skoro Fed mocno przygląda się temu raportowi, tak samo uważnie będzie na niego patrzyła cała reszta uczestników rynku. Gwarancją jest jedynie wysoka zmienność na parach z dolarem amerykańskim.

Pamiętajmy, że raport to nie tylko NFP i dlatego rynek będzie potrzebował chwili, żeby zinterpretować w jakiej kondycji znajdował się rynek pracy w sierpniu.

Do oceny całościowej będą brane pod uwagę nie tylko dane na temat zmiany miejsc pracy w sektorze pozarolniczym (NFP). Tu oczekiwania są na poziomie 725 tys. Ważne będzie czy i o ile spadnie stopa bezrobocia. Konsensus Bloomberga zakłada 5,2 proc. To aż o 0,2 proc. mniej niż wartość lipcowa. Pewne jest, że będzie ciężko przełamać poziom NFP z poprzedniego miesiąca (943 tys.), kiedy to działały efekty specjalne. Prognozy pokazują jednak, że stopa aktywności zawodowej w USA ma wzrosnąć do 61,8 proc. z 61,7 proc. w poprzednim miesiącu. Więc jeśli NFP będzie gorsze od oczekiwań (ale niewiele) ale reszta składowych raportu pokaże poprawę, wówczas dane mogą zostać zinterpretowane jako bardzo dobre. W takim scenariuszu dolar może wrócić na wzrostową ścieżkę ale istnieje wówczas ryzyko, że na giełdach zobaczymy korektę. Już teraz widać dużą niepewność i brak zdecydowania w notowaniach kontraktu CFD opartego o indeks NASDAQ. Jeśli natomiast (tak jak pokazał środowy ADP) dane NFP będą zdecydowanie gorsze (okolice 350 – 450 tys.), wówczas przełamanie na EUR/USD poziomu 1.19 jest bardzo realne. Jeśli do tego dojdą rozczarowujące inne składowe raportu, wówczas 1,1970 to poziom, który można uznać za dość prawdopodobny na głównej parze walutowej. Bylibyśmy wówczas świadkami również bardzo prawdopodobnych nowych historycznych poziomów na Wall Street. Dane niestety to nie tylko jedna liczba, zatem na wyklarowanie się kierunku na rynkach będziemy musieli chwilę poczekać.

Lepsze dane mogą skłonić Fed do szybszego rozpoczęcia „tapering-u”, słabszy raport może sprawić, że urzędnicy amerykańscy poczekają nieco dłużej (IV kwartał). W najbliższym czasie z pewnością liczyć się będą poszczególne komentarze członków FOMC, a każde wypowiadane zdanie przez któregokolwiek przedstawiciela Rezerwy Federalnej będzie rozkładane na czynniki pierwsze.

Nie zapominajmy, że w przyszłym tygodniu czeka nas również posiedzenie EBC. Po kilku jastrzębich komentarzach poszczególnych przedstawicieli banku, rynek może szukać sygnałów wcześniejszej normalizacji polityki monetarnej. Do tej pory ruchy na eurodolarze były napędzane głównie przez dolara. Niebawem może się to zmienić.

Z polskiej gospodarki wczoraj i dziś nie zostały podane żadne istotne dane makroekonomiczne. Wycena złotego jest zatem w dużej mierze zależna od globalnego sentymentu. Tu scenariusz jest dość prosty. Dalsza aprecjacja PLN jest możliwa, jeśli dolar po 14:30 ponowie się osłabi. Jeśli NFP rozczaruje, wówczas na EUR/PLN ponownie zbliżymy się do 4,50 a może nawet do 4,49.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Mikrofirmy mniej cierpliwe w czekaniu na zapłatę

Wzrost wartości faktur przekazywanych do finansowania o 34% oraz krótszy czas finansowania o 5 dni – to efekt pandemii zauważalny w sektorze faktoringu online dla mikrofirm. Po letargu spowodowanym pandemią przedsiębiorcy już teraz coraz chętniej sięgają po faktoring, ponieważ zapewnia on błyskawiczne finansowanie faktur, a firmy potrzebują gotówki jak nigdy dotąd.

Po rekordowo udanym IV kwartale 2019 r. wydawało się, że 2020 rok przyniesie kontynuację dobrej passy firm faktoringowych. Niestety pandemia pokrzyżowała plany wielu z nich. W efekcie, jak podaje GUS, wartość wykupionych wierzytelności w 2020 roku zmalała w porównaniu z poprzednim rokiem o 1,9%. Wzrosła natomiast o 4,7% liczba wykupionych faktur przez faktorów oraz liczba klientów korzystających z ich usług (+12%).

Finansowa sinusoida

Jak się jednak okazuje, mimo że ubiegły, pandemiczny rok był trudny dla większości firm faktoringowych, to nie każda w równym stopniu odczuła jego negatywne skutki.

W NFG odnotowaliśmy w 2020 roku spadek liczby nowych klientów faktoringowych o 4,4%, spadek liczby faktur o 13% oraz wzrost łącznego finansowania o 0,8%. Najistotniejszą miarą naszego biznesu jest wartość finansowania, dlatego też na tym przede wszystkim się koncentrujemy. Stratę z drugiego kwartału 2020 r. udało nam się prawie w całości odrobić do końca 2020 r., a pierwsza połowa bieżącego roku upłynęła już pod znakiem szybkiej odbudowy portfela klienckiego i jeszcze szybszego wzrostu wartości sfinansowanych faktur, który w naszym przypadku okazał się wręcz najwyższy w historii – wskazuje Dariusz Szkaradek, prezes Zarządu firmy faktoringowej NFG.Mikrofirmy mniej cierpliwe w czekaniu na zapłatę

Efekt odbicia

Istotnie w kolejnych kwartałach łączne finansowanie faktur dla mikrofirm zaczęło widocznie rosnąć. Na koniec 2019 r. wynosiło ono 145 mln zł, rok później 146 mln zł. W efekcie, na koniec pierwszego półrocza 2021 r. w NFG sfinansowano 13 tys. faktur dla mikroprzedsiębiorców na łączną kwotę 88 mln zł.

Koronakryzys zatrzymał przedsiębiorców, którzy nagle stanęli przed wielką niewiadomą: nie wiedzieli co ich czeka, ile to potrwa i jakie środki zaradcze muszą wdrożyć. Sięganie po finansowanie zewnętrzne na inwestycje i rozwój spadło na dalszy plan, ponieważ tematem numer jeden stało się przetrwanie, czyli utrzymanie bieżącej działalności. Tym samym mniej firm wnioskowało wówczas o eFaktoring, a te, które wnioskowały, nie zawsze spełniały warunki finansowania – tłumaczy Dariusz Szkaradek i dodaje: – Drugą przyczyną niższego zainteresowania faktoringiem w pandemii mogła być nadpłynność spowodowana pomocą finansową z tarcz antykryzysowych. Beneficjentem tego projektu były przede wszystkim małe przedsiębiorstwa, stąd, jeśli już otrzymały rządowe wsparcie, nie musiały sięgać po dodatkowe instrumenty finansowe – dodaje.

Gotówka potrzebna od zaraz

Z danych firmy faktoringowej NFG wynika, że w pandemii spadła wśród mikrofirm średnia liczba finansowań. O ile przed pandemią, jeden mikroprzedsiębiorca dokonywał w ciągu miesiąca średnio 4-5 finansowań, o tyle teraz robi to rzadziej, bo 3-4 razy na miesiąc. Skrócił się również o 5 dni średni okres finansowania faktury. Przed pandemią było to 43 dni, obecnie 38 dni.

Wzrosła natomiast o jedną trzecią (34%) wartość jednej faktury oddawanej do finansowania: z 5094 zł na koniec 2019 r. do 6824 zł obecnie. Podobnie jest ze średnim finansowaniem przypadającym na jednego klienta. O ile przed pandemią finansował on w miesiącu faktury na 21 tys. zł, o tyle na koniec I półrocza było to już 23,3 tys. zł miesięcznie.

Eksperci nie mają złudzeń: przedsiębiorcy zaczęli szukać sposobów na pozyskanie szybkiej gotówki oraz bardziej motywować kontrahentów do terminowej spłaty zobowiązań. W obu tych kwestiach faktoring okazał się skutecznym rozwiązaniem.

– Widać, że w pandemii mikrofirmy ostrożniej pochodzą do kwestii odroczonych płatności. Godzą się na nie wyłącznie w przypadku stałych, zaufanych klientów. Nie akceptują wydłużania terminów zapłaty, jeśli nie jest to absolutnie konieczne. Zachowanie płynności finansowej ma dla nich znaczenie priorytetowe. I choć oddają do finansowania mniej faktur niż przed pandemią, to zdecydowanie na wyższe kwoty. To oznacza, że pieniądze są im teraz potrzebne jak nigdy dotąd – komentuje Dariusz Szkaradek.

Dr Faliński: Majstrowanie przy zakazie handlu doprowadzi do ograniczenia kapitału zagranicznego w Polsce

Niedawny wyrok Trybunału Konstytucyjnego nie przerwie walki o możliwość handlu w niedziele i święta. Nie ma ekonomicznych przesłanek, żeby utrzymywać obowiązujący zakaz. Blokuje się rynek, żeby wesprzeć małe sklepy, których jest niewiele. Ich sytuacja początkowo uległa poprawie, ale ostatnio znacznie się pogorszyła. Realne jest uszczelnienie ustawy. Jednak w przyszłości nie zabraknie prób obejścia przepisów. Dopłaty z budżetu czy ulgi były faktycznym wsparciem dla sklepikarzy, którzy stracą klientów na rzecz Orlenu. Obecna polityka może też doprowadzić do wychodzenia kapitału zagranicznego z naszego rynku, przed czym ostrzega dr Andrzej Maria Faliński.

Nie milkną komentarze po wyroku Trybunału Konstytucyjnego ws. zakazu handlu w niedziele i święta. Według części ekspertów, nie jest to zamknięcie tematu. Należy spodziewać się dalszej walki o zniesienie lub ograniczenie obowiązujących przepisów.

– Wyrok to potwierdzenie polityki nieprzyjaznej sieciom i centrom handlowym. Zwolennicy tego rozwiązania dużo mówią o panoszeniu się obcych, pomocy swoim czy patriotyzmie. Natomiast nie ma ekonomicznych przesłanek, żeby utrzymywać zakaz handlu. Małych sklepów, szczególnie tych niezintegrowanych, jest około 5%. I żeby im ulżyć, blokuje się 90% rynku z punktu widzenia obrotu pieniężnego czy towarowego. Z kolei sieci handlowe mogłyby do sporu dorzucić argument o lepszym wynagrodzeniu za niedzielę, wzorem choćby Francji – komentuje dr Andrzej Maria Faliński, wiceprezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego, były wieloletni dyrektor generalny Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji (POHiD).

Ustawa zmieniająca zasady handlu w niedziele miała wesprzeć małe sklepy. Jednak nie brakuje opinii, że tak się stało. Było to widoczne zwłaszcza po wprowadzeniu nowych regulacji. Ale pojawiły się próby obchodzenia ograniczeń. Potwierdzeniem tego jest uruchamianie na masową już skalę tzw. placówek pocztowych.

– Sytuacja małych sklepów na chwilę poprawiła się, ale już zdążyła się pogorszyć. To nie był efekt dodatkowego dnia pracy, a pandemii. W marcu i kwietniu ub.r. wszystkie większe placówki zostały zamknięte albo ograniczono ich działalność. W ciągu miesiąca niewielkim sklepom wzrosły obroty w okolicach 60%. Ale stopniowo zaczęły oddawać pole, głównie sieciom convenience, dyskontom oraz proximity markets – dodaje dr Faliński.

Eksperci rynkowi przekonują, że w okresie obowiązywania ustawy nieźle poradziły sobie wybrane sieci. I wskazują przede wszystkim na mniejsze i średnie formaty. One postawiły na promocję i niskie ceny, żeby przyciągnąć klienta w tygodniu, głównie przed weekendem. Natomiast w mniejszym stopniu udały się próby poszukiwania luk i obejść zakazu. To nie przełożyło się znacząco na obroty.

– Gdyby nie ustawa, nie byłoby takiego wysypu dyskontów. Ten i inne formaty zarobiły na konkurowaniu w warunkach ograniczeń. Jednak to nie są zyski na wieki wieków, a idą ciężkie czasy. Oczywiście, niewielkim firmom dzieje się źle. Ale nie tylko z tego powodu, że dyskonty czy markety pracują w niedziele. Po prostu małe sklepy nie są w stanie konkurować z sieciówkami, głównie z placówkami podobnej wielkości, które są wiązane systemami franczyzowymi czy grupami zakupowymi – podkreśla były dyrektor generalny POHiD-u.

Coraz częściej mówi się o pracach nad uszczelnianiem zakazu, aby ukrócić takie działania jak otwieranie placówek pocztowych. Ale eksperci z rynku przekonują, że nawet jeśli zmiana regulacji zwiększy szanse małych podmiotów, to zaszkodzi polskim franczyzobiorcom i krajowym sieciom.

– Uszczelnienie jest jak najbardziej realne. To kontynuacja nieprzyjaznej sieciom linii politycznej, podobno w obronie mniejszych sklepów i pracowników. Zmiana przepisów skrzywdzi konkretnych ludzi i firmy, ale w generalnym wyniku całego sektora handlu to marginalna sprawa. A prędzej czy później i tak znajdzie się obejście – stwierdza wiceprezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego.

W przestrzeni publicznej mówi się, że lepszym kierunkiem byłaby realna pomoc właścicielom małych sklepów. Można byłoby wprowadzić m.in. dopłaty z budżetu czy bardzo precyzyjnie zdefiniowane ulgi (np. podatkowe, zusowskie czy związane z zakupami). Wsparcie zależałoby od przychodów oraz wielkości placówki handlowej. Przekroczenie określonych wskaźników, związanych z rozwojem biznesu, oznaczałoby zakończenie pomocy dla przedsiębiorcy.

– Gdyby Skarb Państwa przejął np. koszty ubezpieczenia zdrowotnego, to małe sklepy zyskałyby konkretne wsparcie. Zamiast tego mamy demontaż pod sztandarami narodowej walki o jakieś socjalia. To jest działanie w stylu komuny późnych lat 50. i samorządu robotniczego – mocno podkreśla dr Faliński.

Znawcy tematu zaznaczają też, że uszczelnianiu przepisów towarzyszy rozwijanie systemów handlowych Orlenu. Koncern tworzy potężną sieć sklepów przy stacjach paliw. Po cichu mówi się, że w ten sposób stwarza konkurencję dla tych, którzy ustawowo mogą pracować w niedziele.

– System handlowy umożliwia Orlenowi robienie w niedziele najlepszych pieniędzy poza core biznesem. Tu mówimy o 2 tysiącach placówek, z których mniej więcej 2/3 będzie na poziomie dużego sklepu convenience. To potężny konkurent. Mnóstwo niewielkich sklepików straci klientów, ponieważ przy dystrybutorze działa supermarkecik – dodaje były dyrektor generalny POHiD-u.

Eksperci na rynku przedstawiają różne scenariusze. Mówi się, że zmniejszy się mnogość uczestników rynku, głównie wśród wielkich graczy. Konkurencja o półki uderzy w dostawców, a na klienta czekać będą wyższe ceny, bo ograniczenia zmuszą firmy do nadrobienia strat. Nie można też wykluczyć, że kapitał zagraniczny zacznie rozważania nt. wychodzenia z Polski, zwłaszcza ze względu na praktyki administracyjne, wydłużanie się podstępowań sądowych czy zamykanie dróg odwoławczych, np. do UE. To w dalszej perspektywie może oznaczać zwalnianie pracowników, nieprzedłużanie umów z dostawcami czy nawet wyprzedawanie majątku.

– Ciekaw jestem, gdzie wtedy zwolennicy uszczelniania przepisów znajdą winnych. Na razie jest dobrze, ale będzie gorzej, jeżeli taka polityka pozostanie. Teraz sprzyja koniunktura, jest eksport, bo w wielu krajach widzimy popyt na żywność czy wyroby przemysłowe z Polski. Ale jeżeli staniemy się partnerem niewiarygodnym, niedotrzymującym reguł prawnych, to powolutku zaczniemy tracić te rynki – podsumowuje dr Faliński.

Ile powinna wynosić składka zdrowotna w Polsce?

We wszystkich krajach Unii Europejskiej działają publiczne zakłady opieki zdrowotnej i są one finansowane albo wyodrębnioną składką zdrowotną, albo bezpośrednio z budżetu państwa. Powszechniejszym rozwiązaniem jest ta pierwsza opcja, gdyż obowiązuje ona w 22 z 27 państwach unijnych. System opieki zdrowotnej w Polsce działa tak, że głównym źródłem finansowania systemu jest ubezpieczenie zdrowotne w NFZ. Obywatele obciążeni są obowiązkową składką ubezpieczeniową stanowiącą 9% dochodów osobistych, która odprowadzana jest do instytucji ubezpieczenia zdrowotnego. Z kolei finansowanie opieki medycznej ze środków prywatnych pochodzi w największym stopniu bezpośrednio ze środków gospodarstw domowych. Rola pracodawców oraz towarzystw ubezpieczeniowych – choć relatywnie niska – wciąż rośnie. Eksperci przekonują, że składka zdrowotna w Polsce jest dość niska – co przekłada się negatywnie na jakość opieki publicznej służby zdrowia.

– Tylko 5 krajów finansuje swoją opiekę medyczną z własnego budżetu. Z 22 pozostałych państw aż w 19 składka zdrowotna naliczana jest proporcjonalnie do przychodu lub dochodu. Oznacza to, że składka ta wynosi na przykład 10% przychodu. Z kolei tylko 3 kraje oferują system mieszany – jest to Grecja, Polska i Węgry – co znaczy, że tzw. etatowcy płacą tę składkę proporcjonalnie, a samozatrudnieni czy działalności gospodarcze mogą ją płacić w formie ryczałtu – powiedział serwisowi eNewsroom Łukasz Błoński, starszy doradca Polskiego Instytutu Ekonomicznego. – Na Węgrzech ryczałt wnosi około 100 zł, a w Polsce w 2021 roku suma ta sięgnęła 381 złotych. W Polsce składkę można dodatkowo odliczyć od podatku i ze wcześniejszej sumy spada ona do 53 złotych. Składka zdrowotna w Polsce jest więc po prostu niska. Wiele głosów w tej sprawie mówi, że im większa składka – tym państwa mogą przeznaczać więcej pieniędzy na systemy zdrowotne, a ich jakość wzrasta. Wynika to z prostej zależności, że większe nakłady są równoważne z wyższą jakością systemu zdrowiaBardzo trudno jest ocenić jakość systemu zdrowia. Natomiast można stwierdzić, jak wyglądają nakłady na służbę zdrowia w relacji do PKB i w tym kontekście Polska jest daleko z tyłu w porównaniu do reszty państw Unii Europejskiej – wyjaśnia Błoński.

PragmaGO rośnie niemal trzykrotnie szybciej niż rynek i obsługuje aż 15% wszystkich klientów faktoringowych w Polsce

Według danych opublikowanych przez Polski Związek Faktorów w pierwszej połowie 2021 firmy faktoringowe sfinansowały aż o 24% więcej faktur klientów niż rok wcześniej. Liderem wzrostu w tym zakresie jest PragmaGO, która odnotowała obroty o 59% wyższe niż w I H 2020.

„Tak duży wzrost obrotów to na pewno powód do zadowolenia, szczególnie, że został on osiągnięty dzięki rosnącej dywersyfikacji biznesu, a nie poprzez duży ticket” – mówi Tomasz Boduszek, CEO PragmaGO. „To nie przypadek: rosnąca skala biznesu, jak również liczby klientów, to efekt silnego modelu biznesowego PragmaGO, digitalizacji naszych produktów, przeniesieniu procesów do sfery online oraz bardzo dużych (już ponad 10 mln zł) inwestycji w technologię.”

Obok imponującego wzrostu obrotów branży bardzo ważna dla rynku finansowego w Polsce jest także postępująca w szybkim tempie popularyzacja usługi faktoringu wśród firm. W 2021 r. z produktu tego skorzystało aż 20,5 tys. przedsiębiorców, 29% więcej niż rok wcześniej. Kluczową rolę w upowszechnieniu faktoringu wśród małych firm odegrała PragmaGO, która obsłużyła aż 3,1 tys. spośród w/w 20,5 tys. klientów.    

„Obsługujemy już 15% klientów faktoringowych w Polsce, popularyzujemy ten produkt, co będzie pozytywnie oddziaływać na całą branżę. Skupiamy się na małym kliencie, który jest najczęściej nierozumiany i pomijany przez sektor finansowy. Polskie banki są silnie rozwinięte, ale koncentrują się z jednej strony na konsumentach, a z drugiej  na dużych firmach. My skupiamy swoją uwagę na małych przedsiębiorcach, bo rozumiemy ich codzienność oraz potrzeby, i po prostu na nie odpowiadamy. To działa – w tym roku skorzystało z naszych usług już o 1800 klientów więcej niż w 2020.” – podsumowuje Tomasz Boduszek.   

Nowy Partner Zarządzający w Vision Group

Vision Group otwiera właśnie nowy rozdział swojej działalności – z początkiem września 2021 do grona akcjonariuszy firmy dołącza Natalia Miller, która obejmuje również funkcję Partnera Zarządzającego oraz stanowisko Head of Corporate Affairs.

Natalia Miller jest związana z Vision Group od 2008 r. tj. od początku istnienia firmy, a we wrześniu dołącza do grona współwłaścicieli. Zajmie się nadzorem nad projektami z zakresu corporate affairs oraz koordynacją prac zespołu Vision Group. Tak jak dotąd będzie również koordynowała działania w zakresie public relations i public affairs oraz tworzenia i realizacji strategii komunikacyjnych dla Klientów. Specjalizuje się w doradztwie strategicznym dla sektora farmaceutycznego i ochrony zdrowia. Jest autorką wielu kampanii medialnych i akcji edukacyjnych poświęconych zdrowiu oraz publikacji naukowych.

W Vision Group stawiamy na długofalowy rozwój. Otwieramy przed wszystkimi pracownikami możliwość dołączenia do grona akcjonariuszy naszej firmy. To zależy tylko od ambicji pracowników, jak również stanowi kluczowy element przy budowie zaangażowanego i stabilnego zespołu – mówi Jarosław Nyk, CEO i Partner w Vision Group.

W strukturze firmy pozostaje jako Partner oraz Head of Public Affairs dotychczasowa Partner Zarządzająca – Małgorzata Bogusz, która skupi się na rozwoju projektów public affairs na rynkach międzynarodowych.

Czysta3.VC inwestuje milion złotych w Content Expert

Content Expert to platforma umożliwiająca użytkownikom weryfikację treści pod kątem jej jakości oraz atrakcyjności na podstawie bazy tysięcy porównywalnych tekstów. Narzędzie ma służyć m.in. pracownikom agencji reklamowych i PR-owych, domów mediowych czy niezależnym twórcom w zwiększaniu efektywności publikacji oraz tworzeniu materiałów spójnych z celami marki. Fundusz Czysta3.VC zainwestował w nie milion złotych.

Rewolucja w content marketingu

Innowacyjność narzędzia opiera się na analizie znaczeniowej tekstu, ocenie (punktowej lub procentowej) jego atrakcyjności oraz segmentacji w ramach dokładnie określonych kategorii. Zostały stworzone na podstawie wniosków z badań przeprowadzonych na kanwie dostępu do bazy ponad 20 000 publikacji eksperckich z dziedziny marketingu.

Korzyścią dla użytkowników Content Expert ma być także możliwość zautomatyzowanej weryfikacji tekstów na podstawie najwyższych standardów oraz cech charakterystycznych dla tekstów eksperckich.

Model biznesowy narzędzia opiera się na trzech rodzajach usług: miesięcznych abonamentach za korzystanie z monitoringu w modelu SaaS, tworzeniu treści eksperckich na zlecenie klienta (na bazie wiedzy, którą dostarczy narzędzie) oraz przeprowadzaniu analiz i opracowywaniu raportów na zlecenie klienta.

Dzięki swoim funkcjonalnościom platforma ma pomóc w spójnym i konsekwentnym opowiadaniu przez marki historii, jaki również tworzeniu jakościowego contentu, silnie zintegrowanego zarówno z firmą, jak i jej celami biznesowymi.

Kto stoi za Content Expert?

Za realizację projektu odpowiedzialna jest nowa spółka Media Maker, tworzona przez zespół specjalistów, którzy od ponad 15 lat zajmują się realizacją projektów i kampanii reklamowych zarówno na rynku polskim, jak i na rynkach zagranicznych. Dzięki wieloletniemu rynkowemu doświadczeniu zyskali szerokie kompetencje z zakresu marketingu oraz nowoczesnych technologii.

Na czele projektu wdrożenia narzędzia stanął Tomasz Kowalczyk – założyciel oraz dyrektor zarządzający spółką Media Maker. Wcześniejsze doświadczenia zdobywał jako partner zarządzający PIMEDIA oraz Head of Client Service w Agencji Reklamowej CzART – realizował strategie i działania marketingowe między innymi takich marek jak: Ceneo.pl, Amazon, BP Polska, Inchcape Motor Polska, Tauron, Maspex, Pepsico, Kanlux, GlobalLogic, ALDI Polska.

– W Media Maker koncentrujemy się na wsparciu naszych klientów działaniami marketingowymi w zakresie 360 stopni – począwszy od koncepcji, po jej efektywną realizację w obszarze planowania i zakupu mediów. Kładziemy bardzo duży nacisk na wyniki biznesowe Partnerów oraz oferowanie im dopasowanych narzędzi mediowych, pozwalających osiągać założone cele poprzez dotarcie do jakościowej widowni w kanałach offline i online. Wierzymy, że nasza innowacyjna platforma pozwoli realizować te cele jeszcze efektywniej – mówi Tomasz Kowalczyk, Founder, Lider wdrożenia pomysłu narzędzia Content Expert, dyrektor zarządzający Media Maker.

Milionowa inwestycja

W platformę zdecydował się zainwestować Fundusz Venture Capital Czysta3.VC, inwestując milion złotych w jej rozwój.

Do tej pory, by ocenić treść, trzeba było wysłać ją odbiorcom i czekać na informacje zwrotne. Rewolucyjne narzędzie na podstawie tysięcy tekstów pomoże autorowi ocenić artykuł, zanim zobaczy go ktokolwiek – mówi Szymon Janiak, partner zarządzający i współzałożyciel funduszu Czysta3.VC. – Content marketing jest obecnie kluczowy w procesie zakupowym, ma wpływ na realizację celów biznesowych przedsiębiorstw. Za sprawą nowej platformy będzie on jeszcze większy.

Psychometria w rekrutacji wg Staffly – aplikacja oficjalnie rozpoczyna działalność

Innowacyjny na polskim rynku startup HR Tech wystartował. Staffly ma dostarczyć odpowiednich ludzi na odpowiednie stanowiska. Wraz z początkiem września pracownicy i pracodawcy mogą korzystać z platformy rekrutacyjnej, na której za pomocą testów psychometrycznych i algorytmów uczenia maszynowego następuje dopasowanie profilu kandydata do stanowiska pracy.

Współczesny rynek pracy zmaga się z wysokim poziomem rotacji pracowników oraz niedopasowaniem kandydatów do stanowisk pracy. Staffly stanowi odpowiedź na ten problem. To cyfrowe narzędzie, które ma pomóc w selekcji i zatrudnianiu najlepszych kandydatów w branżach, m.in. takich jak: produkcja, handel, logistyka, hotelarstwo czy administracja. A wszystko opiera się na sztucznej inteligencji oraz narzędziu psychologicznym w zakresie osobowości i kompetencji miękkich.

Psychometria w HR

Przewagą konkurencyjną Staffly jest precyzyjne dopasowanie pracy do osobowości kandydata. Użytkownik platformy wypełnia krótki, kilkuminutowy test, który bada jego stopień dopasowania do stanowiska, na które aplikuje (np. kierowca, kelner, magazynier czy sprzedawca).

W pewnym momencie liczba zapytań o start Staffly była tak duża, że postanowiliśmy stworzyć specjalną kolejkę. Na listę oczekujących, czyli potencjalnych użytkowników, do tej pory zapisało się ponad 2 000 osób. Nadszedł moment, w którym możemy powiedzieć z dumą, że zaczynamy! – mówi Filip Sobel, pomysłodawca i CEO Staffly.

Nasz algorytm opiera się na najbardziej rzetelnej i sprawdzonej teorii psychologicznej, czyli tzw. modelu Wielkiej Piątki. Badamy zestawy cech, które składają się na otwartość, ugodowość, neurotyzm, ekstrawersję i otwartość. Dzięki temu każdy może sprawdzić, czy przez wzgląd na swoją osobowość lepiej poradzi sobie podczas powtarzalnej pracy na produkcji czy też w dynamicznej pracy kelnera – dodaje Sobel.

Pracodawcy mogą udostępniać oferty pracy bezpłatnie i bez żadnych limitów. Pozwoli to stworzyć rozbudowaną bazę, która będzie mogła konkurować z gigantami na rynku. Kluczem do sukcesu ma być psychometria i profil zawodowy pracownika. Wgląd pracodawcy do wyników kandydatów znacznie redukuje problem niepewności przed zatrudnieniem, który trapi rekruterów korzystających z popularnych portali społecznościowych i ogłoszeniowych. Aktualnie trudno jest na początkowym etapie rozmów stwierdzić, czy dana osoba jest dość otwarta, kreatywna i niekonfliktowa, aby sprawdzić się na proponowanym stanowisku. Testy psychometryczne rozwiązują ten problem, dostarczając informacji na temat temperamentu, usposobienia, zdolności komunikacyjnych i społecznych każdego kandydata.

Model biznesowy opieramy o tzw. „handshake”, czyli procesie wymiany informacji pomiędzy stronami. Po wysłaniu aplikacji przez kandydata pracodawca może ją ocenić i zaprosić potencjalnego pracownika do pracy. Następnie użytkownik ma 24h na to, aby potwierdzić chęć zatrudnienia i w tym momencie następuje „match”. Takie rozwiązanie pozwala uniknąć sytuacji, w której kandydat nie pojawi się na rozmowie rekrutacyjnej – zaznacza Damian Wójcikiewicz, COO Staffly.

Efektywność dopasowania pracownika

W ramach okresu testowego pracodawca ma możliwość bezpłatnego zaproszenia do współpracy 3 dopasowanych pracowników. Twórcy produktu w ten sposób chcą zbudować zaufanie do platformy i algorytmu.

Rozwiązanie zostało zwalidowane w fazie testów wewnętrznych, a jego potencjał potwierdzony został w testach realizowanych z globalnym partnerem – Toyotą. Testowano dopasowanie skonstruowanych profili zawodowych Staffly do konkretnych stanowisk wśród pracowników zakładu Toyota. Wyniki wskazują, że testy stosowane w ramach profili stanowisk mogą efektywnie uzupełnić proces rekrutacji i bieżącego zarządzania ścieżkami kariery pracowników firmy.

Platforma Staffly to świeże spojrzenie na rynek rekrutacyjny w Polsce i zwieńczenie 10 miesięcy pracy zespołu założycielskiego i partnerów. Jest dowodem na tezę, że psychologia w branży HR. To pierwszy kamień milowy rozwoju tego innowacyjnego produktu w karierze tego startupu. Staffly już planuje rozwój kolejnych funkcjonalności, w których psychologia zaprzęgnięta została do automatyzacji procesów rekrutacyjnych z pomocą uczenia maszynowego i sztucznej inteligencji. Startup planuje pozyskanie kolejnego finansowania, by móc zrealizować te plany.

Produkt Staffly to efekt inwestycji funduszu Czysta3.vc i grantu UE.

– Jesteśmy pod wrażeniem tego, jak Staffly szybko się rozwija. Z pewnością launch rynkowy pokaże, że ten projekt ma potencjał by zdominować rynek. Mocno wierzymy w zespół, w którym od początku zauważyliśmy spory potencjał– zaznacza Szymon Janiak, Partner Zarządzający Czysta3.vc

W najbliższej przyszłości ma wystartować również program dla ambasadorów marki, którzy wskoczą na pokład najgorętszej rekrutacyjnej innowacji tego roku. Staffly ma na celu dotrzeć do jak najszerszej grupy odbiorców i są to założenia ogromne, bo blisko 10 000 użytkowników w zaledwie kilka miesięcy.

Każdego zainteresowanego produktem Staffly zapraszamy na Wawa Wake w Konstancinie pod Warszawą, gdzie 4 września będziemy świętować release produktu w prawdziwie letnich okolicznościach – podsumowuje Filip Sobel, CEO Staffly.

Od 2023 roku w Polsce będzie obowiązywał Krajowy System e-Faktur (KSeF)

Wczoraj zatwierdzony został projekt zmian do ustawy o VAT, a tym samym oznacza to, że od 2023 roku w Polsce będzie obowiązywał Krajowy System e-Faktur (KSeF). Wchodzimy w erę dokumentów elektronicznych, co zmieni życie przedsiębiorców. Ze swojej strony bardzo pozytywnie oceniam zmiany, które pomogą firmom w obszarze płynności finansowej. Nowy system przyspieszy zwrot VAT o 20 dni, z 60 na 40. Niestety korzyść ta dotyczy tylko niewielkiej grupy firm. Natomiast wszyscy skorzystają z uproszczenia w zakresie obiegu dokumentów, ponieważ faktura wgrana do bazy danych MF nigdy nie ulegnie zniszczeniu czy zaginięciu, nie będzie konieczności wydawania duplikatów, skończy się też przymus płacenia przez 6 lat za archiwum dokumentacji papierowej. Zniknie konieczność wysyłania plików JPK FA. Ten punkt oceniam jako mało znaczący, ponieważ wymóg ten nie był obligatoryjny i nie wszyscy byli do tego zobowiązani. Ważną zaletą jest fakt, że korzystający z e-faktur będą mieli pewność, że dokument trafi do kontrahenta, dzięki czemu łatwiej będzie dochodzić terminowych płatności. Bardzo ważnym ułatwieniem będzie uproszczony obieg dokumentów i możliwość automatycznego ich pobierania z bazy ministerstwa. Ta informacja jest szczególnie ważna dla księgowych, ponieważ zakończy się era ręcznego wprowadzania dokumentów. Utrudnieniem, jakie widzę, jest konieczność korekty dokumentów wystawionych przez pomyłkę człowieka, natomiast jest to również zaleta, ponieważ faktury będą wystawiane z większą uważnością i starannością. Podsumowując za i przeciw najważniejszy jest fakt, że wszystkie nasze dochody będą widziane w czasie rzeczywistym, więc transparentność obrotu gospodarczego znacznie wzrośnie.

Autorem komentarza jest Anita Gołębiewska, Chief Operating Officer CashDirector

Jeśli organ wstrzymuje całość zwrotu VAT, a nie tylko jego część, to powinien wyjaśnić dlaczego

Fiskus od półtora roku przedłużał spółce zwrot ponad 186 tys. zł VAT, na który czeka już dwa lata. Oczywiście organ podatkowy tłumaczył się koniecznością weryfikacji zasadności zwrotu. Spółka zaskarżyła postanowienie organu. Podniosła, że do dnia wniesienia skargi (czyli przez półtora roku) organ podatkowy miał możliwość ustalenia stanu faktycznego sprawy i ewentualnego wykazania nieprawidłowości, a tymczasem przedsiębiorca wciąż nie zna ostatecznego stanowiska organu w tej sprawie. Firmie zależy na tym, aby organ ostatecznie po tak długiej weryfikacji wypowiedział się wreszcie, czy według niego przysługuje spółce zwrot, czy nie. A jeśli tak, to w jakiej kwocie.

Wstrzymanie zwrotu VAT

Postanowieniami z maja, lipca i grudnia 2019 r. oraz z czerwca 2020 r. naczelnik urzędu skarbowego przedłużył termin zwrotu nadwyżki VAT spółce za miesiące: marzec, kwiecień i maj 2019 r. w łącznej kwocie 186 566 zł. W czerwcu 2020 r. przedsiębiorca wniósł zażalenie, ale we wrześniu nie uwzględnił go organ odwoławczy – dyrektor izby administracji skarbowej.

Potrzeba dalszej weryfikacji przeprowadzonych przez spółkę transakcji

Zdaniem naczelnika US przeprowadzona w spółce kontrola podatkowa wykazała szereg nieprawidłowości w zakresie dokonywanych przez nią zakupów. Przede wszystkim organ zakwestionował prawdziwość zdarzeń gospodarczych dokumentowanych fakturami VAT wystawianymi przez głównego dostawcę spółki. Również faktury sprzedaży wystawione przez samą spółkę polskiemu nabywcy jej produktu, z uwagi na niespełnienie przez ten produkt określonych norm, nie mogą być rzetelne, bowiem nabywca ten zapewne nie przyjął towaru ani faktur.

Po analizie dokumentacji, w tym przekazanej od niemieckiej administracji podatkowej, organ stwierdził również, że w badanym okresie wystąpiły niezgodności pomiędzy wartością dokonanych przez spółkę dostaw na rzecz niemieckiego kontrahent czyli spółki GmbH&Co, a wartością wykazaną przez tego kontrahenta. Naczelnik urzędu skarbowego wskazał, że objęta kontrolą polska spółka nie przedstawiła części dowodów zapłaty za dostawy do niemieckiego kontrahenta. Organ uznał więc, że wystąpiła konieczność dalszej weryfikacji wewnątrzwspólnotowych dostaw dokonanych przez spółkę do niemieckiego odbiorcy w okresie od lutego do maja 2019 r. Podobną potrzebę weryfikacji wykazują nabycia towarów i usług od jednego z polskich kontrahentów.

Potrzeba zbadania dostaw na rzecz niemieckiego kontrahenta i nabycia usług transportowych

Mając na uwadze powyższe ustalenia, naczelnik urzędu skarbowego w październiku 2020 r. przedłużył termin zwrotu nadwyżki VAT spółce za miesiące: marzec, kwiecień i maj 2019 r. w łącznej kwocie 186 566 zł, z przewidywanym terminem zakończenia kontroli w styczniu 2021 r. Spółka od razu zaskarżyła to postanowienie, wnosząc zażalenie do dyrektora izby administracji skarbowej. Ale organ II instancji nie przychylił się do niego, podtrzymując w mocy wydane przez naczelnika postanowienie. Stwierdził, że organ I instancji prawidłowo przedłużał termin zwrotu VAT na potrzeby dokonania wnikliwej weryfikacji tego zwrotu, a w okresie tego przedłużania nie był bezczynny, kierując wnioski o udzielenie niezbędnych do tej weryfikacji informacji do niemieckich organów podatkowych, jak i do zakontraktowanej przez spółkę firmy transportowej.

Co przez półtora roku robił organ podatkowy?

Spółka zdecydowała się zaskarżyć rozstrzygnięcie organu II instancji. Przedsiębiorca podkreślił, że naczelnik urzędu skarbowego na dzień wniesienia skargi miał półtora roku na ustalenie stanu faktycznego sprawy i wykazanie nieprawidłowości, jednakże tego nie zrobił. Spółce zależy, by po tak długim czasie prowadzenia kontroli organ wreszcie wypowiedział się, czy należy się jej zwrot podatku, a jeśli tak, to w jakiej kwocie. Przedsiębiorca podniósł m.in., że naczelnik już od 23 września 2019 r. dysponuje dokumentacją przekazaną przez niemieckie organy podatkowe, w oparciu o którą mógł wyjaśnić niezgodności wartości dostaw wykazanych przez przedsiębiorcę z wykazanymi przez niemieckiego kontrahenta. Organ miał też możliwość zweryfikowania zakwestionowanych usług wykonanych na rzecz spółki przez firmę transportową od samego początku kontroli.

Fiskus powinien wstrzymywać tylko tę część zwrotu VAT, która wymaga weryfikacji

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gorzowie Wlkp., analizując treść przepisu art. 87 ust. 2 ustawy o podatku od towarów i usług, stwierdził, że dopuszcza przedłużanie terminu nie tylko całości zwrotu VAT, ale i jego części. Przepisy tej ustawy wyznaczają ostateczne terminy, w których zwrot ma nastąpić, ale nie nakazują, aby musiał on nastąpić jednorazowo. Takie rozumienie przepisów może mieć racjonalne uzasadnienie jedynie w sytuacji, gdy organ poweźmie wątpliwości wyłącznie co do zasadności części zwrotu. Wówczas tę zakwestionowaną część powinien objąć dodatkową weryfikacją do czasu rozwiania tych wątpliwości. Pozostałą zaś część, która tych wątpliwości nie budzi, organ powinien przedsiębiorcy zwrócić, skoro takiej weryfikacji nie wymaga.

Taka praktyka niesie ze sobą korzyść dla obu stron. Przedsiębiorca uzyskuje część wnioskowanych do zwrotu środków. Organy podatkowe natomiast, im szybciej wypłacą przedsiębiorcy kwotę należnego mu zwrotu, tym mniejsze odsetki z tego tytułu będą zmuszone mu wypłacić. Przedłużanie zwrotu jedynie co do zakwestionowanej części uzasadnia również unijna reguła proporcjonalności.

Działania organów muszą być jasne i uzasadnione

Sąd uchylił więc zaskarżone postanowienie dyrektora izby administracji skarbowej, podzielając zarzuty przedsiębiorcy, że organy dysponowały wymaganą do określenia wartości zwrotu dokumentacją. Jednocześnie zauważył, że organy nie wyjaśniły m.in. przesłanek konieczności dalszej weryfikacji całości dostaw dokonywanych na rzecz niemieckiej firmy, co z kolei poddaje w wątpliwość zasadność prowadzenia dalszej kontroli nabyć usług transportowych zakwestionowanych przez fiskusa. Również przyczyny potrzeby dalszej weryfikacji transakcji z innymi polskimi kontrahentami skarżącej zostały wyrażone w sposób lakoniczny, nie wskazując, czy organy chcą weryfikować całość, czy tylko ich część.

„…uzasadnienie postanowienia o przedłużeniu terminu dokonania zwrotu (…) powinno zawierać nie tylko konkretne przyczyny dokonania dodatkowej weryfikacji zasadności tego zwrotu i je uzasadniać, ale także wskazywać przynajmniej przybliżoną wartość transakcji wymagających dodatkowej weryfikacji. Brak tych elementów uniemożliwia dokonanie oceny czy przedłużenie terminu zwrotu całości nadwyżki jest uzasadnione oraz narusza zasadę prowadzenia postępowania w sposób budzący zaufanie do organów podatkowych” (wyrok WSA w Gorzowie Wlkp. z 10 czerwca 2021 r., sygn. akt I SA/Go 167/21).

Podsumowanie

To bardzo dobry, broniący przedsiębiorców wyrok gorzowskiego sądu. Podkreśla szereg zarzutów wobec organów, które bez wyjaśnień, bezzasadnie wstrzymują firmie przez dwa lata zwrot blisko 190 tys. zł. Bo organy mają w zwyczaju wskazywać, że zasadność zwrotu wymaga dodatkowej weryfikacji, powołując się jedynie na to, że np. wobec jednego z jej kontrahentów powzięły wątpliwości co do jego rzetelności, co wymusza konieczność weryfikacji szerszych rozliczeń firmy. Natomiast w omawianym wyroku sąd mówi jasno: skoro nie podoba się wam X, to weryfikujcie część zwrotu skorelowaną z dostawami od X, resztę żądanego zwrotu zwróćcie, nie narażając na straty podatnika ani Skarbu Państwa.

„Jeżeli art. 87 ust. 2 ustawy o VAT nie sprzeciwia się przedłużeniu terminu zwrotu jedynie części różnicy podatku, to postanowienie przedłużające zwrot całości powinno zawierać wskazanie przyczyn, dla których przedłużeniem objęto całość kwoty. Odmienne stanowisko mogłoby prowadzić do nieuzasadnionego przedłużania terminu zwrotu całości różnicy podatku w sytuacji, gdy konieczność dodatkowej weryfikacji zwrotu dotyczyłaby jedynie niewielkiej kwoty” (sygn. akt I SA/Go 167/21).

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

ZPP: W Polsce od lat nadużywa się tymczasowego aresztowania

Nadużywanie tymczasowego aresztowania jest poważnym problemem w wielu krajach, włączając Polskę. Pod względem liczby tymczasowo aresztowanych Polska jest w niechlubnej czołówce, a średni czas tymczasowego aresztowania należy do najdłuższych w UE. Związek Przedsiębiorców i Pracodawców przygotował raport, w którym analizuje porządki prawne europejskich krajów i proponuje szereg rekomendacji, które ukrócą nadużywanie tymczasowego aresztowania w Polsce. Apel o nienadużywanie tymczasowego aresztowania popierają organizacje społeczne zabiegające o prawa osób aresztowanych.

  • W 92% przypadkach spraw decydowanych przez sąd okręgowy w latach 2016-2018, tymczasowe aresztowanie stosowano aż do uzyskania prawomocnego wyroku.
  • W ostatnich latach znacząco wzrosła liczba aresztów orzekanych przez sądy na wniosek prokuratury. W lipcu 2021 r. w areszcie tymczasowym przebywało 8564 osoby, w porównaniu z lipcem 2015 (4669 osób) daje to wzrost o ponad 83%.
  • Sądy w przytłaczającej większości przychylają się do prokuratorskich wniosków o tymczasowe aresztowanie. Od lat odsetek ten utrzymuje się na poziomie ponad 90%.

Nadużywanie tymczasowego aresztowania jest poważnym problemem w wielu krajach. Na całym świecie w aresztach tymczasowych przebywa ponad 3 miliony osób w każdym momencie, a łączna liczba osób poddanych tymczasowemu aresztowaniu w skali roku to ponad 15 milionów osób.

Problem narasta również w Polsce. Do 2015 r. roku liczba osób osadzonych w aresztach śledczych malała. Jednak porównując lipiec 2015 z lipcem 2021 liczba zatrzymanych w polskich aresztach śledczych wzrosła o 3895. To oznacza, że w 2021 roku liczba osób aresztowanych tymczasowo jest wyższa o 83,4 proc. w porównaniu z rokiem 2015. Jednocześnie liczba osób skazanych na karę pozbawienia wolności co roku systematycznie spada. Co za tym idzie, wzrasta liczba osób bezpodstawnie pozbawionych wolności.

Uzasadnienia tej tendencji można upatrywać w fakcie, że sądy w przytłaczającej większości przychylają się do prokuratorskich wniosków o tymczasowe aresztowanie. Od lat odsetek ten utrzymuje się na poziomie ponad 90%.

Zdaniem Cezarego Kaźmierczaka, Prezesa ZPP: Tymczasowe aresztowanie powinno zostać ograniczone tylko i wyłącznie do poważnych przestępstw z użyciem przemocy. Takie rozwiązanie przyniesie ogromne korzyści dla społeczeństwa, a w miarę zaostrzania się walki politycznej powinno leżeć również w interesie wszystkich polityków.

Analiza porównawcza przepisów regulujących procedurę karną w Anglii, Francji, Finlandii, Niemczech, Szwecji oraz Polsce pokazuje, że przyczyn problemów z tymczasowym aresztowaniem należy upatrywać nie tylko w przepisach prawnych, ale w rozwiązaniach z zakresu polityki karnej oraz w szerszych uwarunkowaniach związanych ze stosowaniem prawa. ZPP w swoim raporcie rekomenduje wprowadzenie szeregu reform, zarówno o charakterze legislacyjnym, jak i nielegislacyjnym. Do najważniejszych można zaliczyć ograniczenie tymczasowego aresztowania do przestępstw wysokiego ryzyka z użyciem przemocy oraz wprowadzenie ustawowego ograniczenia maksymalnego czasu tymczasowego aresztowania z uwzględnieniem różnych maksymalnych okresów dla czynów zabronionych mniejszej i większej wagi.

Apelujemy o wprowadzenie, funkcjonującego w Wielkiej Brytanii, domniemania na rzecz zwolnienia za poręczeniem, oraz ustawowego ograniczenia maksymalnego czasu tymczasowego aresztowania na wzór Francji i Holandii – dodaje Kamila Sotomska, Z-ca Dyrektora Dep. Prawa i Legislacji ZPP.

Nadużywanie tymczasowego aresztowania godzi w prawa podstawowe i przynosi ogromne szkody dla niesłusznie zatrzymanego jak i całego społeczeństwa. Proponowane rozwiązania pomogą ukrócić ten problem.

Polsko-amerykański startup AI Clearing rozpoczął współpracę z producentem dronów napędzanych wodorem

Polsko-amerykański startup AI Clearing oferujący oparte na sztucznej inteligencji oprogramowanie do monitorowania prac budowlanych został partnerem strategicznym wiodącego producenta dronów zasilanych ogniwami wodorowymi – Doosan Mobility Innovation Inc. (DMI).

Nawiązanie współpracy ze spółką DMI należącą do koreańskiego holdingu budowlano-energetycznego Doosan Group to kolejny etap w dynamicznym rozwoju AI Clearing. AI Clearing, które na przełomie roku pozyskało ponad 2 mln dolarów finansowania od środkowoeuropejskich funduszy venture capital Tera Ventures, Inovo Venture Partners oraz Innovation Nest, rozwija w Warszawie centrum badawczo-rozwojowe w oparciu o rozwiązania sztucznej inteligencji.

Z oprogramowania AI Clearing korzystają już największe na świecie firmy budowlane. Wśród nich jest PCL Construction, jeden z dziesięciu największych wykonawców budowlanych w USA, oraz grupa budowlana Vinci. DMI to pierwszy wytwórca dronów napędzanych ogniwami wodorowymi o zastosowaniu komercyjnym. Cieszące się uznaniem ekspertów i nagradzane urządzenia DMI mogą pozostawać w powietrzu ponad dwie godziny, czyli ponad trzykrotnie dłużej niż drony zasilane tradycyjnymi akumulatorami.

– Przy monitorowaniu rozległych placów budowlanych z wykorzystaniem dronów dużą niedogodnością była konieczność częstej wymiany akumulatorów. To znacznie wydłużało cały proces zbierania danych. Teraz dzięki połączeniu innowacyjnego hardware’u firmy DMI z oprogramowaniem AI Clearing znacznie skraca się czas nadzoru nad rozległymi terenami budowy – powiedział Michał Mazur, współtwórca i prezes AI Clearing.

W ramach współpracy, oparte o sztuczną inteligencję oprogramowanie AI Clearing będzie analizować dane pozyskane z dronów DMI – czyli zdjęcia i materiały wideo – pod kątem zgodności z dokumentacją projektową (np. z programów CAD i BIM). Olbrzymie ilości danych pozyskane podczas jednego lotu drona będą w przeciągu kilkunastu minut przetwarzane przez system AI Clearing. Dzięki temu menedżerowie zarządzający dużymi projektami infrastrukturalnymi, takimi jak budowa farm fotowoltaicznych, dróg czy gazociągów będą mieli na bieżąco wgląd w przebieg prac i będą mogli ocenić ich zgodność z projektem i założonym harmonogramem.

– Coraz więcej firm, które odkryły korzyści płynące ze zbierania danych przez drony, potrzebuje urządzeń, które mogą dłużej przebywać w powietrzu. Jest to niezwykle istotne zwłaszcza w sytuacjach, kiedy monitorujemy duże obszary i trudno jest dotrzeć do odległych miejsc podczas jednego lotu drona. Ale także wtedy, gdy konieczne jest wykonanie wielu zadań podczas jednego lotu – powiedział Doo Soon Lee, prezes DMI.

–  Połączenie długodystansowych dronów DMI z rozwiązaniami analitycznymi AI Clearing jest odpowiedzią na potrzeby klientów i otwiera pole do dalszego zastosowania dronów w przemyśle – dodał Doo Soon Lee.

Obie firmy zamierzają też wspólnie inwestować w badania i rozwój nad wykorzystaniem edge computing do monitoringu prac budowalnych. Do tej pory było to niemożliwe ze względu na ograniczenie zarówno w mocy przeliczeniowej jak i w zasięgu dronów.

GK GPW opublikowała wstępne szacunkowe skonsolidowane dane finansowe za II kwartał 2021 r.

Grupa Kapitałowa Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GK GPW) publikuje informację o wstępnych szacunkowych skonsolidowanych danych finansowych za II kwartał 2021 r.

Zarząd Giełdy zdecydował o publikacji wstępnych szacunkowych skonsolidowanych danych finansowych za II kwartał 2021 r., co wynika i jest zgodne z poniższymi zasadami zawartymi w „Dobrych Praktykach Spółek Notowanych na GPW 2021” („DPSN 2021”), które Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) wypełnia jako spółka notowana:

  • Zasada 1.2 „Dobrych Praktyk Spółek Notowanych na GPW 2021” („DPSN 2021”): „Spółka umożliwia zapoznanie się z osiągniętymi przez nią wynikami finansowymi zawartymi w raporcie okresowym w możliwie najkrótszym czasie po zakończeniu okresu sprawozdawczego, a jeżeli z uzasadnionych powodów nie jest to możliwe, jak najszybciej publikuje co najmniej wstępne szacunkowe wyniki finansowe”;
  • Zasada 1.1 „Dobrych Praktyk Spółek Notowanych na GPW 2021” („DPSN 2021”): „Spółka prowadzi sprawną komunikację z uczestnikami rynku kapitałowego, rzetelnie informując o sprawach jej dotyczących. W tym celu spółka wykorzystuje różnorodne narzędzia i formy porozumiewania się, w tym przede wszystkim korporacyjną stronę internetową, na której zamieszcza wszelkie informacje istotne dla inwestorów”, których stosowanie Spółka zadeklarowała w raporcie bieżącym EBI nr 1/2021 z dnia 29 lipca 2021 r. „Informacja na temat stanu stosowania przez Spółkę zasad zawartych w Zbiorze Dobre Praktyki Spółek Notowanych na GPW 2021”.

Wstępne szacunkowe skonsolidowane dane finansowe za II kwartał 2021 r. kształtują się następująco w stosunku do I kwartału 2021 r.:

  • Przychody ze sprzedaży: 98,8 mln zł, spadek o 12%;
  • Koszty działalności operacyjnej: 51,1 mln zł, spadek o 24%;
  • Zysk z działalności operacyjnej: 49,8 mln zł, wzrost o 11%;
  • EBITDA: 58,4 mln zł, wzrost o 9%;
  • Zysk netto okresu: 45,7 mln zł, wzrost o 18%.

Na poziom przychodów wpływ miała zmiana wolumenu obrotu na rynkach w II kw. 2021 r. w stosunku do I kw. 2021 r:

  • spadek łącznej wartości obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW o 20,1%;
  • spadek łącznego wolumenu obrotu instrumentami pochodnymi o 11,2%;
  • wzrost wolumenu łącznego obrotu energią elektryczną o 11,8%,
  • wzrost wolumenu obrotu gazem o 1,0%,
  • spadek wolumenu obrotu prawami majakowymi OZE o 0,5% i wzrost obrotu prawami majątkowymi dla efektywności energetycznej o 57,5%.
  • Niższe koszty operacyjne wynikają głównie z faktu, że w styczniu 2021 roku zawiązano rezerwy na szacowaną opłatę dla KNF z tytułu nadzoru za 2021 rok w kwocie 14,2 mln zł.

Jednocześnie Spółka zastrzega, że podana wartość jest szacunkowa i może jeszcze ulec zmianie.

Skonsolidowane sprawozdanie finansowe Grupy Kapitałowej Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. i sprawozdanie finansowe Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. za I półrocze 2021 r. podlegać będzie przeglądowi przez biegłego rewidenta, co może spowodować korektę osiągniętych wyników finansowych. Ostateczne wartości wyników finansowych za I pół. 2021 r. zostaną przekazane przez Spółkę w raporcie okresowym za I półrocze 2021 r., który zostanie opublikowany w dniu 16 września 2021 r.

Luka funkcji filtru obrazów WhatsApp zagrażała prywatności użytkowników

Luka bezpieczeństwa w funkcji filtrów obrazów w komunikatorze WhatsApp mogła pozwolić na włamanie się do komunikatora WhatsApp – informuje Check Point Research. Hakerzy wykorzystując określone filtry do specjalnie spreparowanej i przesłanej do ofiary grafiki mogli przejąć poufne informacje z najpopularniejszego na świecie komunikatora, wykorzystywanego przez przeszło 2 mld użytkowników.

Check Point Research wykrył kolejną, wymagającą natychmiastowego załatania, podatność w komunikatorze WhatsApp, który w zeszłym roku miał ponad 2 miliardy użytkowników na całym świecie. Przez należący do Facebooka komunikator codziennie wysyłanych jest ponad 55 miliardów wiadomości, w tym około 4,5 miliarda zdjęć oraz miliard plików wideo! To również drugi (po Messengerze) najpopularniejszy komunikator w Polsce, z którego korzysta około 8 milionów użytkowników.

Wykryta przez ekspertów z Check Point Research luka była zakorzeniona w funkcji filtrowania obrazów. Filtrowanie obrazu to proces, w którym piksele oryginalnego obrazu są modyfikowane w celu uzyskania pewnych efektów wizualnych, takich jak rozmycie lub wyostrzenie. Podczas swoich badań analitycy bezpieczeństwa z Check Point zauważyli, że przełączanie się między różnymi filtrami w spreparowanych plikach GIF powodowało awarię WhatsApp, zidentyfikowaną jako uszkodzenie pamięci. Check Point Research niezwłocznie zgłosiło problem do WhatsAppa, który oznaczył lukę jako CVE-2020-1910, opisując ją jako poza zakresowy błąd odczytu i zapisu. Pomyślne wykorzystanie tej luki wymagałoby od atakującego zastosowania określonych filtrów obrazu do specjalnie spreparowanego obrazu i przesłania go ofierze.

Swoje ustalenia eksperci przekazali WhatsAppowi 10 listopada 2020 r. Firma zweryfikowała je i potwierdziła problem z bezpieczeństwem. Luka CVE-2020-1910 została ostatecznie załatana w wersji 2.21.2.13, będącej lutową aktualizacją „Security Advisory”. Ze względów bezpieczeństwa o podatności poinformowano dopiero kilka miesięcy później.

 – Z ponad dwoma miliardami aktywnych użytkowników WhatsApp może być atrakcyjnym celem dla atakujących. Po wykryciu luki w zabezpieczeniach szybko zgłosiliśmy nasze ustalenia do WhatsAppa, który współpracował z nami przy wydawaniu poprawki. Rezultatem naszych wspólnych wysiłków jest bezpieczniejszy WhatsApp dla użytkowników na całym świecie. – wyjaśnił Oded Vananu, szef działu badań podatności produktów w Check Point Software.

WhatsApp przedstawił swoje oświadczenie w tej sprawie:

Regularnie współpracujemy z badaczami bezpieczeństwa, aby poprawić liczne sposoby, jakimi WhatsApp chroni wiadomości użytkowników. Doceniamy pracę, jaką wykonuje Check Point, aby zbadać każdy zakątek naszej aplikacji. Ludzie nie powinni mieć wątpliwości, że szyfrowanie typu end-to-end działa nadal zgodnie z przeznaczeniem, a wiadomości ludzi pozostają bezpieczne. Raport ten obejmuje wiele kroków, które użytkownik musiałby wykonać, i nie mamy powodu sądzić, że błąd ten miał jakikolwiek wpływ na użytkowników. Nawet najbardziej złożone scenariusze zidentyfikowane przez badaczy mogą pomóc w zwiększeniu bezpieczeństwa użytkowników. Podobnie jak w przypadku każdego produktu technologicznego, zalecamy użytkownikom aktualizowanie swoich aplikacji oraz systemów operacyjnych, pobieranie update’u od razu, gdy jest on dostępny, a także zgłaszanie podejrzanych wiadomości i kontaktowanie się z nami w przypadku problemów z korzystaniem z WhatsApp.

Europę zalewa fala podwyżek cen energii. Rośnie opłacalność inwestycji w fotowoltaikę

Czekająca nas 15% podwyżka opłat za prąd oraz najwyższa w historii cena energii elektrycznej i gazu ziemnego na Warszawskiej Giełdzie Towarowej nie pozostawiają wątpliwości: konsumenci energii muszą przygotować się na regularnie rosnące rachunki. Europę już zalewa fala podwyżek, co wpływa na coraz większą popularność fotowoltaiki.

Najpierw pandemia, a teraz inflacja i gigantyczny wzrost cen energii. Przedsiębiorcy i konsumenci w całej Europie dostają po kieszeni. W Niemczech ceny energii wzrosły od początku tego roku już o 60%. Rekordowe ceny w Hiszpanii zmusiły rząd do obniżenia podatków od energii, a Wielka Brytania podniosła ceny po raz drugi w tym roku, co oznacza podwyżki dla 15 milionów osób. Nie inaczej jest w Polsce. Już w lipcu tego roku ceny gazu wzrosły o 12%. Według danych Towarowej Giełdy Energii, koszt energii elektrycznej w lipcu był najwyższy od 20 lat, a w stosunku do zeszłego roku prąd jest obecnie sprzedawany o 70% drożej. To jednak nie koniec negatywnych dla konsumentów zmian. Czekająca nas w przyszłym roku zapowiadana 15% podwyżka opłat za prąd nie pozostawiają wątpliwości, że muszą się oni przygotować się na regularnie rosnące rachunki.

Historyczne ceny prądu

Zwiększające się koszty kupna energii elektrycznej i gazu ziemnego są pokłosiem zarówno zmian w gospodarce światowej, jak i przemian zachodzących na naszym rodzimym rynku.

Gwałtowny wzrost światowych cen węgla i ropy, przeszło dwukrotnie droższe niż w ubiegłym roku europejskie uprawnienia do emisji dwutlenku węgla oraz spadek złotówki do euro na poziomie ok. 18 groszy rok do roku nie mogły przejść bez echa wobec cen prądu. Swój udział w ich wzrośnie miało również wyższe o 8,5% zapotrzebowanie na energię elektryczną względem 2020. Równocześnie zapasy węgla i gazu ziemnego w Polsce maleją – przeciwnie do inflacji. Wszystkie te czynniki wywołują długofalowy efekt wzrostu cen i nic nie wskazuje na odwrócenie tendencji. Tym bardziej, że w Polsce ceny energii rosły do tej pory wolniej niż w UE mówi Agnieszka Kozłowska-Korbicz, Dyrektor ds. Projektów Strategicznych w firmie Soltec. 

Jeśli spojrzymy na statystyki, to w drugiej połowie 2020 r. średnia cena energii w Polsce wynosiła 0,151 EUR za kWh i była znacznie niższa w porównaniu do unijnej średniej wynoszącej 0,2134 EUR za kWh. Najwyższe ceny prądu obowiązywały w Niemczech (0,3006 EUR za kWh) i w Danii (0,2819 EUR za kWh), najniższe odnotowano w Bułgarii – (0,0982 EUR za kWh). Aby uzyskać bardziej całościowy obraz tego, co dzieje się na rynku, warto spojrzeć za zmiany cen energii w perspektywie dekady. W tym czasie wzrosły one w Polsce o 9%. Dla porównania, w tym samym czasie we Francji, w Wielkiej Brytanii czy Grecji podwyżki przekroczyły 30%.

Boom na fotowoltaikę

Z powodu bardzo szybkiego wzrostu cen energii, konsumenci w coraz większym stopniu stawiają na fotowoltaikę.

Według AlliedMarketResearch, światowy rynek fotowoltaiki wyceniany w 2018 r. na 53,9 mln dolarów, ma osiągnąć wartość 333,7 mln dolarów w 2026 r. To oznacza wzrost rok do roku na poziomie 25,1%. Duży udział będzie miała w rynkowym torcie Polska. Na przestrzeni ostatnich pięciu lat, na koniec 2020 roku, nasz kraj znalazł się na pierwszym miejscu w Unii Europejskiej pod względem dynamiki wzrostu mocy fotowoltaicznej, liczonej na podstawie skumulowanego rocznego wskaźnika wzrostu. Dla Polski w latach 2016-2020 wyniósł on 114%, przy średniej unijnej 10,3%. W perspektywie średnioterminowej jesteśmy więc europejskim liderem pod względem dynamiki wzrostu rynku PV, a w 2020 roku zbliżyliśmy się do pierwszej dziesiątki krajów świata pod względem przyrostu mocy (13. miejsce).

– Rosnąca popularność fotowoltaiki wynika z dużych oszczędności. Oczywiście, instalacja PV na start wymaga nakładów finansowych, jednak okres zwrotu kosztów wynosi średnio 4-6 lat. Czas ten uzależniony jest od wysokości dofinansowań, z jakich mogą skorzystać prosumenci w wybranym okresie. Jednak nawet w sytuacji, gdyby państwo w ogóle nie dofinansowywało instalacji, to i tak fotowoltaika będzie opłacalna. Z roku na rok coraz bardziej – ze względu na rosnące ceny energii mówi Agnieszka Kozłowska-Korbicz, Dyrektor ds. Projektów Strategicznych w firmie Soltec.

Obecnie obowiązujące przepisy pozwalają na oddanie nadmiaru energii wyprodukowanej przez instalacje do sieci, by w przypadku zapotrzebowania energetycznego odebrać 80% tej energii (dla instalacji do 10kW) lub 70% (dla instalacji większych niż 10kW). Aby w pełni pokryć zapotrzebowanie domu na energię elektryczną, konieczne jest więc wyprodukowanie ok. 20% energii więcej. Eksperci jednak zwracają uwagę, że ten aspekt brany jest pod uwagę na poziomie projektowania instalacji. Dodatkowo, jeśli prosument chciałby zwiększyć autokonsumpcję i niezależność energetyczną, może wybrać instalację hybrydową z magazynem energii.

Fotowoltaika opłacalna nawet w świetle nowych przepisów

Według planowanej nowelizacji przepisów dotyczących zmiany systemu opustów dla producentów, właściciel instalacji sprzedawałby nadwyżki wyprodukowanej energii za około 25 gr/1 kWh, równocześnie płacąc około 70 gr za każdą 1 kWh pobraną z sieci elektroenergetycznej.

– Jeśli nowe przepisy wejdą w życie, z pewnością pojawi się potrzeba dopłaty, której wysokość będzie uzależniona od mocy instalacji i zużycia energii. Instalacja PV stwarza więc możliwość ochrony domowego budżetu przed drastycznym wzrostem cen za energię i gaz, szczególnie dla właścicieli domów jednorodzinnych – podkreśla ekspertka Soltec.

Fotowoltaika nie jest jednak zarezerwowana wyłącznie dla mieszkańców domów jednorodzinnych. Również mieszkańcy bloków mogą wykorzystać mikroinstalację PV, aby obniżyć rachunki za prąd. O ile fotowoltaika na balkonach może być problematyczna ze względu na jego metraż czy umiejscowienie, o tyle doskonałym rozwiązaniem jest umieszczenie instalacji PV na dachu i obniżenie kosztów utrzymania części wspólnych budynku. Takie instalacje wspierane są za pomocą premii termomodernizacyjnej z Funduszu Termomodernizacji i Remontów, która może pokryć nawet 21% kosztów.

Instytut Energii Odnawialnej szacuje, że moc fotowoltaiki w 2025 r. w Polsce może osiągnąć 15 GW. To aż 3 razy więcej niż obecnie.

Gamedust założył spółkę celową – BlueKey sp. z o.o.

Spółka Gamedust, specjalizująca się w produkcji gier dedykowanych na platformy wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości, poinformowała o założeniu spółki celowej – BlueKey sp. z o.o. Jej celem jest stworzenie unikalnej wartości, dzięki łączeniu ze sobą świata materialnego i wirtualnej rzeczywistości, przez wykorzystanie wzajemnych interakcji pomiędzy nimi oraz tworzenie na tej podstawie nowych produktów na płaszczyźnie działalności związanej z wirtualnymi Escape Roomami. Twórca gier na platformy VR opublikował również Plan Połączenia, dzięki któremu stanie się spółką notowaną na NewConnect.

Spółka Gamedust S.A. poinformowała o założeniu spółki celowej – BlueKey sp. z o.o. – której celem jest stworzenie unikalnej wartości, dzięki łączeniu ze sobą świata materialnego i wirtualnej rzeczywistości, przez wykorzystanie wzajemnych interakcji pomiędzy nimi oraz tworzenie na tej podstawie nowych produktów na płaszczyźnie działalności związanej z wirtualnymi Escape Roomami. Założenie spółki jest przejawem realizacji strategii biznesowej, umożliwiającym dalsze rozwinięcie kompetencji w obszarze jednej z trzech linii biznesowych – Connected Realities.

– Jesteśmy świadomi własnych możliwości, zasobów i know-how, dlatego odważnie realizujemy założone cele. Stworzenie spółki celowej i współpraca z naszymi partnerami pozwoli nam nie tylko na wykorzystanie posiadanych już kompetencji i doświadczenia, ale umożliwi nam realizację naszej strategii i dalszy rozwój w obszarze linii biznesowej Connected Realities – mówi Paweł Flieger, Prezes Gamedust S.A.

Gamedust, w ramach stworzonej spółki celowej, pozyskał kompetentnych partnerów, których doświadczenie pozwoli na: wykorzystanie pełnego potencjału technologii; sprawną realizację planów spółki, a także umożliwi przeniesienie Escape Roomów do mainstreamu przemysłu rozrywkowego.

Na obecną chwilę struktura udziałowa BlueKey sp. z o.o. wygląda następująco:

  • Gamedust S.A. objął 54 udziały, reprezentujące 54 proc. kapitału zakładowego tej spółki;
  • Michał Wróblewski, który jest jednym z najlepszych ekspertów od wirtualnej rzeczywistości w Polsce, objął 27 udziałów BlueKey, czyli 27 proc. kapitału zakładowego;
  • Tomasz Głodkowski, manager, którego pasją jest świat pokojów zagadek, objął 11 udziałów odpowiadających 11% proc. kapitału zakładowego;
  • Spotlight Agency Sp. z o.o., specjalizująca się w influencer marketingu, objęła 8 udziałów odpowiadających 8% proc. kapitału zakładowego BlueKey. Firma posiada w swoim portfolio projekty topowych polskich influencerów z milionowymi zasięgami, a wśród nich projekt Team X, generujący co miesiąc ponad 30 milionów wyświetleń.

W ramach działań, mających doprowadzić do finalizacji procesu połączenia Gamedust S.A. ze spółką zależną i rozpoczęcia wspólnej działalności biznesowej polegającej na tworzeniu gier opartych na technologii wirtualnej rzeczywistości (VR) opublikowany został Plan Połączenia. Jest to kolejny krok prowadzący Gamedust na rynek NewConnect.

– Opublikowany Plan Połączenia to kolejny krok, przybliżający nas do osiągnięcia celu, którym jest rozpoczęcie wspólnej działalności biznesowej jako spółka Gamedust S.A. Jestem przekonany, że obecność na NewConnect pozwoli na szybszą realizację naszych założeń strategicznych, pozwalając na pełne wykorzystanie potencjału i posiadanego doświadczenie zarówno w tworzeniu, jak i wydawaniu gier opartych na technologii VR. Perspektywy rozwoju rynku wirtualnej rzeczywistości są ogromne, a my jesteśmy jego częścią i właśnie dlatego wejście na parkiet to dla nas kolejny, a przede wszystkim naturalny etap rozwoju firmy – mówi Paweł Flieger, Prezes Zarządu Gamedust S.A.

Działalność Gamedust od początku istnienia firmy koncentruje się na produkcji gier opartych na technologii wirtualnej rzeczywistości (VR). Model biznesowy spółki opiera się na tworzeniu i wydawaniu własnych produkcji z segmentu indie premium. Do tej pory w portfolio studia ukazały się cztery tytuły: Neverout na platformy VR oraz tradycyjne, a także Overflight, Spuds Unearthed i Yupitergrad na platformy VR. Każdą z tych pozycji spółka wydała samodzielnie, co pozwoliło jej na zdobycie doświadczenia w segmencie wydawniczym. W ciągu 4 lat Gamedust dostarczyło swoje gry na 15 różnych platform, w tym praktycznie wszystkie VRowe. Aktualnie działalność wydawnicza jest dywersyfikowana o usługi dla projektów zewnętrznych.

Firma jest partnerem kluczowych producentów sprzętu VR, takich jak: Oculus, HTC, czy Xiaomi. Dodatkowo spółka prowadzi również działalność portingową, wykonując porty produkcji własnych na rynki azjatyckie, a także współpracuje z platformami przeznaczonymi dla konsumentów z rynku chińskiego – Pico, Xiaomi czy Huawei, dostarczając na nie swoje tytuły.

Gamedust angażuje się też w przedsięwzięcia z innych segmentów – obecnie prowadzi prace badawczo-rozwojowe w zakresie sztucznej inteligencji. Pod koniec 2019 roku firma zdobyła dofinansowanie w wysokości niemal 3 mln zł. na stworzenie zaawansowanych narzędzi pozwalających wdrożyć wiarygodnie postrzeganą przez odbiorcę sztuczną inteligencję w projektach z zakresu wirtualnej rzeczywistości. Projekt jest obecnie w fazie realizacji.

Celem Gamedust jest stworzenie grupy kapitałowej dostarczającej pełne immersji doświadczenia dla globalnych odbiorców cyfrowej rozrywki, co planuje zrealizować poprzez rozwój trzech sektorów: produkcje własne; usługi produkcyjne i wydawnicze VR, a także wspomniany wyżej – connected realities.