Od 2023 roku w Polsce będzie obowiązywał Krajowy System e-Faktur (KSeF)

Wczoraj zatwierdzony został projekt zmian do ustawy o VAT, a tym samym oznacza to, że od 2023 roku w Polsce będzie obowiązywał Krajowy System e-Faktur (KSeF). Wchodzimy w erę dokumentów elektronicznych, co zmieni życie przedsiębiorców. Ze swojej strony bardzo pozytywnie oceniam zmiany, które pomogą firmom w obszarze płynności finansowej. Nowy system przyspieszy zwrot VAT o 20 dni, z 60 na 40. Niestety korzyść ta dotyczy tylko niewielkiej grupy firm. Natomiast wszyscy skorzystają z uproszczenia w zakresie obiegu dokumentów, ponieważ faktura wgrana do bazy danych MF nigdy nie ulegnie zniszczeniu czy zaginięciu, nie będzie konieczności wydawania duplikatów, skończy się też przymus płacenia przez 6 lat za archiwum dokumentacji papierowej. Zniknie konieczność wysyłania plików JPK FA. Ten punkt oceniam jako mało znaczący, ponieważ wymóg ten nie był obligatoryjny i nie wszyscy byli do tego zobowiązani. Ważną zaletą jest fakt, że korzystający z e-faktur będą mieli pewność, że dokument trafi do kontrahenta, dzięki czemu łatwiej będzie dochodzić terminowych płatności. Bardzo ważnym ułatwieniem będzie uproszczony obieg dokumentów i możliwość automatycznego ich pobierania z bazy ministerstwa. Ta informacja jest szczególnie ważna dla księgowych, ponieważ zakończy się era ręcznego wprowadzania dokumentów. Utrudnieniem, jakie widzę, jest konieczność korekty dokumentów wystawionych przez pomyłkę człowieka, natomiast jest to również zaleta, ponieważ faktury będą wystawiane z większą uważnością i starannością. Podsumowując za i przeciw najważniejszy jest fakt, że wszystkie nasze dochody będą widziane w czasie rzeczywistym, więc transparentność obrotu gospodarczego znacznie wzrośnie.

Autorem komentarza jest Anita Gołębiewska, Chief Operating Officer CashDirector

Jeśli organ wstrzymuje całość zwrotu VAT, a nie tylko jego część, to powinien wyjaśnić dlaczego

Fiskus od półtora roku przedłużał spółce zwrot ponad 186 tys. zł VAT, na który czeka już dwa lata. Oczywiście organ podatkowy tłumaczył się koniecznością weryfikacji zasadności zwrotu. Spółka zaskarżyła postanowienie organu. Podniosła, że do dnia wniesienia skargi (czyli przez półtora roku) organ podatkowy miał możliwość ustalenia stanu faktycznego sprawy i ewentualnego wykazania nieprawidłowości, a tymczasem przedsiębiorca wciąż nie zna ostatecznego stanowiska organu w tej sprawie. Firmie zależy na tym, aby organ ostatecznie po tak długiej weryfikacji wypowiedział się wreszcie, czy według niego przysługuje spółce zwrot, czy nie. A jeśli tak, to w jakiej kwocie.

Wstrzymanie zwrotu VAT

Postanowieniami z maja, lipca i grudnia 2019 r. oraz z czerwca 2020 r. naczelnik urzędu skarbowego przedłużył termin zwrotu nadwyżki VAT spółce za miesiące: marzec, kwiecień i maj 2019 r. w łącznej kwocie 186 566 zł. W czerwcu 2020 r. przedsiębiorca wniósł zażalenie, ale we wrześniu nie uwzględnił go organ odwoławczy – dyrektor izby administracji skarbowej.

Potrzeba dalszej weryfikacji przeprowadzonych przez spółkę transakcji

Zdaniem naczelnika US przeprowadzona w spółce kontrola podatkowa wykazała szereg nieprawidłowości w zakresie dokonywanych przez nią zakupów. Przede wszystkim organ zakwestionował prawdziwość zdarzeń gospodarczych dokumentowanych fakturami VAT wystawianymi przez głównego dostawcę spółki. Również faktury sprzedaży wystawione przez samą spółkę polskiemu nabywcy jej produktu, z uwagi na niespełnienie przez ten produkt określonych norm, nie mogą być rzetelne, bowiem nabywca ten zapewne nie przyjął towaru ani faktur.

Po analizie dokumentacji, w tym przekazanej od niemieckiej administracji podatkowej, organ stwierdził również, że w badanym okresie wystąpiły niezgodności pomiędzy wartością dokonanych przez spółkę dostaw na rzecz niemieckiego kontrahent czyli spółki GmbH&Co, a wartością wykazaną przez tego kontrahenta. Naczelnik urzędu skarbowego wskazał, że objęta kontrolą polska spółka nie przedstawiła części dowodów zapłaty za dostawy do niemieckiego kontrahenta. Organ uznał więc, że wystąpiła konieczność dalszej weryfikacji wewnątrzwspólnotowych dostaw dokonanych przez spółkę do niemieckiego odbiorcy w okresie od lutego do maja 2019 r. Podobną potrzebę weryfikacji wykazują nabycia towarów i usług od jednego z polskich kontrahentów.

Potrzeba zbadania dostaw na rzecz niemieckiego kontrahenta i nabycia usług transportowych

Mając na uwadze powyższe ustalenia, naczelnik urzędu skarbowego w październiku 2020 r. przedłużył termin zwrotu nadwyżki VAT spółce za miesiące: marzec, kwiecień i maj 2019 r. w łącznej kwocie 186 566 zł, z przewidywanym terminem zakończenia kontroli w styczniu 2021 r. Spółka od razu zaskarżyła to postanowienie, wnosząc zażalenie do dyrektora izby administracji skarbowej. Ale organ II instancji nie przychylił się do niego, podtrzymując w mocy wydane przez naczelnika postanowienie. Stwierdził, że organ I instancji prawidłowo przedłużał termin zwrotu VAT na potrzeby dokonania wnikliwej weryfikacji tego zwrotu, a w okresie tego przedłużania nie był bezczynny, kierując wnioski o udzielenie niezbędnych do tej weryfikacji informacji do niemieckich organów podatkowych, jak i do zakontraktowanej przez spółkę firmy transportowej.

Co przez półtora roku robił organ podatkowy?

Spółka zdecydowała się zaskarżyć rozstrzygnięcie organu II instancji. Przedsiębiorca podkreślił, że naczelnik urzędu skarbowego na dzień wniesienia skargi miał półtora roku na ustalenie stanu faktycznego sprawy i wykazanie nieprawidłowości, jednakże tego nie zrobił. Spółce zależy, by po tak długim czasie prowadzenia kontroli organ wreszcie wypowiedział się, czy należy się jej zwrot podatku, a jeśli tak, to w jakiej kwocie. Przedsiębiorca podniósł m.in., że naczelnik już od 23 września 2019 r. dysponuje dokumentacją przekazaną przez niemieckie organy podatkowe, w oparciu o którą mógł wyjaśnić niezgodności wartości dostaw wykazanych przez przedsiębiorcę z wykazanymi przez niemieckiego kontrahenta. Organ miał też możliwość zweryfikowania zakwestionowanych usług wykonanych na rzecz spółki przez firmę transportową od samego początku kontroli.

Fiskus powinien wstrzymywać tylko tę część zwrotu VAT, która wymaga weryfikacji

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gorzowie Wlkp., analizując treść przepisu art. 87 ust. 2 ustawy o podatku od towarów i usług, stwierdził, że dopuszcza przedłużanie terminu nie tylko całości zwrotu VAT, ale i jego części. Przepisy tej ustawy wyznaczają ostateczne terminy, w których zwrot ma nastąpić, ale nie nakazują, aby musiał on nastąpić jednorazowo. Takie rozumienie przepisów może mieć racjonalne uzasadnienie jedynie w sytuacji, gdy organ poweźmie wątpliwości wyłącznie co do zasadności części zwrotu. Wówczas tę zakwestionowaną część powinien objąć dodatkową weryfikacją do czasu rozwiania tych wątpliwości. Pozostałą zaś część, która tych wątpliwości nie budzi, organ powinien przedsiębiorcy zwrócić, skoro takiej weryfikacji nie wymaga.

Taka praktyka niesie ze sobą korzyść dla obu stron. Przedsiębiorca uzyskuje część wnioskowanych do zwrotu środków. Organy podatkowe natomiast, im szybciej wypłacą przedsiębiorcy kwotę należnego mu zwrotu, tym mniejsze odsetki z tego tytułu będą zmuszone mu wypłacić. Przedłużanie zwrotu jedynie co do zakwestionowanej części uzasadnia również unijna reguła proporcjonalności.

Działania organów muszą być jasne i uzasadnione

Sąd uchylił więc zaskarżone postanowienie dyrektora izby administracji skarbowej, podzielając zarzuty przedsiębiorcy, że organy dysponowały wymaganą do określenia wartości zwrotu dokumentacją. Jednocześnie zauważył, że organy nie wyjaśniły m.in. przesłanek konieczności dalszej weryfikacji całości dostaw dokonywanych na rzecz niemieckiej firmy, co z kolei poddaje w wątpliwość zasadność prowadzenia dalszej kontroli nabyć usług transportowych zakwestionowanych przez fiskusa. Również przyczyny potrzeby dalszej weryfikacji transakcji z innymi polskimi kontrahentami skarżącej zostały wyrażone w sposób lakoniczny, nie wskazując, czy organy chcą weryfikować całość, czy tylko ich część.

„…uzasadnienie postanowienia o przedłużeniu terminu dokonania zwrotu (…) powinno zawierać nie tylko konkretne przyczyny dokonania dodatkowej weryfikacji zasadności tego zwrotu i je uzasadniać, ale także wskazywać przynajmniej przybliżoną wartość transakcji wymagających dodatkowej weryfikacji. Brak tych elementów uniemożliwia dokonanie oceny czy przedłużenie terminu zwrotu całości nadwyżki jest uzasadnione oraz narusza zasadę prowadzenia postępowania w sposób budzący zaufanie do organów podatkowych” (wyrok WSA w Gorzowie Wlkp. z 10 czerwca 2021 r., sygn. akt I SA/Go 167/21).

Podsumowanie

To bardzo dobry, broniący przedsiębiorców wyrok gorzowskiego sądu. Podkreśla szereg zarzutów wobec organów, które bez wyjaśnień, bezzasadnie wstrzymują firmie przez dwa lata zwrot blisko 190 tys. zł. Bo organy mają w zwyczaju wskazywać, że zasadność zwrotu wymaga dodatkowej weryfikacji, powołując się jedynie na to, że np. wobec jednego z jej kontrahentów powzięły wątpliwości co do jego rzetelności, co wymusza konieczność weryfikacji szerszych rozliczeń firmy. Natomiast w omawianym wyroku sąd mówi jasno: skoro nie podoba się wam X, to weryfikujcie część zwrotu skorelowaną z dostawami od X, resztę żądanego zwrotu zwróćcie, nie narażając na straty podatnika ani Skarbu Państwa.

„Jeżeli art. 87 ust. 2 ustawy o VAT nie sprzeciwia się przedłużeniu terminu zwrotu jedynie części różnicy podatku, to postanowienie przedłużające zwrot całości powinno zawierać wskazanie przyczyn, dla których przedłużeniem objęto całość kwoty. Odmienne stanowisko mogłoby prowadzić do nieuzasadnionego przedłużania terminu zwrotu całości różnicy podatku w sytuacji, gdy konieczność dodatkowej weryfikacji zwrotu dotyczyłaby jedynie niewielkiej kwoty” (sygn. akt I SA/Go 167/21).

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

ZPP: W Polsce od lat nadużywa się tymczasowego aresztowania

Nadużywanie tymczasowego aresztowania jest poważnym problemem w wielu krajach, włączając Polskę. Pod względem liczby tymczasowo aresztowanych Polska jest w niechlubnej czołówce, a średni czas tymczasowego aresztowania należy do najdłuższych w UE. Związek Przedsiębiorców i Pracodawców przygotował raport, w którym analizuje porządki prawne europejskich krajów i proponuje szereg rekomendacji, które ukrócą nadużywanie tymczasowego aresztowania w Polsce. Apel o nienadużywanie tymczasowego aresztowania popierają organizacje społeczne zabiegające o prawa osób aresztowanych.

  • W 92% przypadkach spraw decydowanych przez sąd okręgowy w latach 2016-2018, tymczasowe aresztowanie stosowano aż do uzyskania prawomocnego wyroku.
  • W ostatnich latach znacząco wzrosła liczba aresztów orzekanych przez sądy na wniosek prokuratury. W lipcu 2021 r. w areszcie tymczasowym przebywało 8564 osoby, w porównaniu z lipcem 2015 (4669 osób) daje to wzrost o ponad 83%.
  • Sądy w przytłaczającej większości przychylają się do prokuratorskich wniosków o tymczasowe aresztowanie. Od lat odsetek ten utrzymuje się na poziomie ponad 90%.

Nadużywanie tymczasowego aresztowania jest poważnym problemem w wielu krajach. Na całym świecie w aresztach tymczasowych przebywa ponad 3 miliony osób w każdym momencie, a łączna liczba osób poddanych tymczasowemu aresztowaniu w skali roku to ponad 15 milionów osób.

Problem narasta również w Polsce. Do 2015 r. roku liczba osób osadzonych w aresztach śledczych malała. Jednak porównując lipiec 2015 z lipcem 2021 liczba zatrzymanych w polskich aresztach śledczych wzrosła o 3895. To oznacza, że w 2021 roku liczba osób aresztowanych tymczasowo jest wyższa o 83,4 proc. w porównaniu z rokiem 2015. Jednocześnie liczba osób skazanych na karę pozbawienia wolności co roku systematycznie spada. Co za tym idzie, wzrasta liczba osób bezpodstawnie pozbawionych wolności.

Uzasadnienia tej tendencji można upatrywać w fakcie, że sądy w przytłaczającej większości przychylają się do prokuratorskich wniosków o tymczasowe aresztowanie. Od lat odsetek ten utrzymuje się na poziomie ponad 90%.

Zdaniem Cezarego Kaźmierczaka, Prezesa ZPP: Tymczasowe aresztowanie powinno zostać ograniczone tylko i wyłącznie do poważnych przestępstw z użyciem przemocy. Takie rozwiązanie przyniesie ogromne korzyści dla społeczeństwa, a w miarę zaostrzania się walki politycznej powinno leżeć również w interesie wszystkich polityków.

Analiza porównawcza przepisów regulujących procedurę karną w Anglii, Francji, Finlandii, Niemczech, Szwecji oraz Polsce pokazuje, że przyczyn problemów z tymczasowym aresztowaniem należy upatrywać nie tylko w przepisach prawnych, ale w rozwiązaniach z zakresu polityki karnej oraz w szerszych uwarunkowaniach związanych ze stosowaniem prawa. ZPP w swoim raporcie rekomenduje wprowadzenie szeregu reform, zarówno o charakterze legislacyjnym, jak i nielegislacyjnym. Do najważniejszych można zaliczyć ograniczenie tymczasowego aresztowania do przestępstw wysokiego ryzyka z użyciem przemocy oraz wprowadzenie ustawowego ograniczenia maksymalnego czasu tymczasowego aresztowania z uwzględnieniem różnych maksymalnych okresów dla czynów zabronionych mniejszej i większej wagi.

Apelujemy o wprowadzenie, funkcjonującego w Wielkiej Brytanii, domniemania na rzecz zwolnienia za poręczeniem, oraz ustawowego ograniczenia maksymalnego czasu tymczasowego aresztowania na wzór Francji i Holandii – dodaje Kamila Sotomska, Z-ca Dyrektora Dep. Prawa i Legislacji ZPP.

Nadużywanie tymczasowego aresztowania godzi w prawa podstawowe i przynosi ogromne szkody dla niesłusznie zatrzymanego jak i całego społeczeństwa. Proponowane rozwiązania pomogą ukrócić ten problem.

Polsko-amerykański startup AI Clearing rozpoczął współpracę z producentem dronów napędzanych wodorem

Polsko-amerykański startup AI Clearing oferujący oparte na sztucznej inteligencji oprogramowanie do monitorowania prac budowlanych został partnerem strategicznym wiodącego producenta dronów zasilanych ogniwami wodorowymi – Doosan Mobility Innovation Inc. (DMI).

Nawiązanie współpracy ze spółką DMI należącą do koreańskiego holdingu budowlano-energetycznego Doosan Group to kolejny etap w dynamicznym rozwoju AI Clearing. AI Clearing, które na przełomie roku pozyskało ponad 2 mln dolarów finansowania od środkowoeuropejskich funduszy venture capital Tera Ventures, Inovo Venture Partners oraz Innovation Nest, rozwija w Warszawie centrum badawczo-rozwojowe w oparciu o rozwiązania sztucznej inteligencji.

Z oprogramowania AI Clearing korzystają już największe na świecie firmy budowlane. Wśród nich jest PCL Construction, jeden z dziesięciu największych wykonawców budowlanych w USA, oraz grupa budowlana Vinci. DMI to pierwszy wytwórca dronów napędzanych ogniwami wodorowymi o zastosowaniu komercyjnym. Cieszące się uznaniem ekspertów i nagradzane urządzenia DMI mogą pozostawać w powietrzu ponad dwie godziny, czyli ponad trzykrotnie dłużej niż drony zasilane tradycyjnymi akumulatorami.

– Przy monitorowaniu rozległych placów budowlanych z wykorzystaniem dronów dużą niedogodnością była konieczność częstej wymiany akumulatorów. To znacznie wydłużało cały proces zbierania danych. Teraz dzięki połączeniu innowacyjnego hardware’u firmy DMI z oprogramowaniem AI Clearing znacznie skraca się czas nadzoru nad rozległymi terenami budowy – powiedział Michał Mazur, współtwórca i prezes AI Clearing.

W ramach współpracy, oparte o sztuczną inteligencję oprogramowanie AI Clearing będzie analizować dane pozyskane z dronów DMI – czyli zdjęcia i materiały wideo – pod kątem zgodności z dokumentacją projektową (np. z programów CAD i BIM). Olbrzymie ilości danych pozyskane podczas jednego lotu drona będą w przeciągu kilkunastu minut przetwarzane przez system AI Clearing. Dzięki temu menedżerowie zarządzający dużymi projektami infrastrukturalnymi, takimi jak budowa farm fotowoltaicznych, dróg czy gazociągów będą mieli na bieżąco wgląd w przebieg prac i będą mogli ocenić ich zgodność z projektem i założonym harmonogramem.

– Coraz więcej firm, które odkryły korzyści płynące ze zbierania danych przez drony, potrzebuje urządzeń, które mogą dłużej przebywać w powietrzu. Jest to niezwykle istotne zwłaszcza w sytuacjach, kiedy monitorujemy duże obszary i trudno jest dotrzeć do odległych miejsc podczas jednego lotu drona. Ale także wtedy, gdy konieczne jest wykonanie wielu zadań podczas jednego lotu – powiedział Doo Soon Lee, prezes DMI.

–  Połączenie długodystansowych dronów DMI z rozwiązaniami analitycznymi AI Clearing jest odpowiedzią na potrzeby klientów i otwiera pole do dalszego zastosowania dronów w przemyśle – dodał Doo Soon Lee.

Obie firmy zamierzają też wspólnie inwestować w badania i rozwój nad wykorzystaniem edge computing do monitoringu prac budowalnych. Do tej pory było to niemożliwe ze względu na ograniczenie zarówno w mocy przeliczeniowej jak i w zasięgu dronów.

GK GPW opublikowała wstępne szacunkowe skonsolidowane dane finansowe za II kwartał 2021 r.

Grupa Kapitałowa Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GK GPW) publikuje informację o wstępnych szacunkowych skonsolidowanych danych finansowych za II kwartał 2021 r.

Zarząd Giełdy zdecydował o publikacji wstępnych szacunkowych skonsolidowanych danych finansowych za II kwartał 2021 r., co wynika i jest zgodne z poniższymi zasadami zawartymi w „Dobrych Praktykach Spółek Notowanych na GPW 2021” („DPSN 2021”), które Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) wypełnia jako spółka notowana:

  • Zasada 1.2 „Dobrych Praktyk Spółek Notowanych na GPW 2021” („DPSN 2021”): „Spółka umożliwia zapoznanie się z osiągniętymi przez nią wynikami finansowymi zawartymi w raporcie okresowym w możliwie najkrótszym czasie po zakończeniu okresu sprawozdawczego, a jeżeli z uzasadnionych powodów nie jest to możliwe, jak najszybciej publikuje co najmniej wstępne szacunkowe wyniki finansowe”;
  • Zasada 1.1 „Dobrych Praktyk Spółek Notowanych na GPW 2021” („DPSN 2021”): „Spółka prowadzi sprawną komunikację z uczestnikami rynku kapitałowego, rzetelnie informując o sprawach jej dotyczących. W tym celu spółka wykorzystuje różnorodne narzędzia i formy porozumiewania się, w tym przede wszystkim korporacyjną stronę internetową, na której zamieszcza wszelkie informacje istotne dla inwestorów”, których stosowanie Spółka zadeklarowała w raporcie bieżącym EBI nr 1/2021 z dnia 29 lipca 2021 r. „Informacja na temat stanu stosowania przez Spółkę zasad zawartych w Zbiorze Dobre Praktyki Spółek Notowanych na GPW 2021”.

Wstępne szacunkowe skonsolidowane dane finansowe za II kwartał 2021 r. kształtują się następująco w stosunku do I kwartału 2021 r.:

  • Przychody ze sprzedaży: 98,8 mln zł, spadek o 12%;
  • Koszty działalności operacyjnej: 51,1 mln zł, spadek o 24%;
  • Zysk z działalności operacyjnej: 49,8 mln zł, wzrost o 11%;
  • EBITDA: 58,4 mln zł, wzrost o 9%;
  • Zysk netto okresu: 45,7 mln zł, wzrost o 18%.

Na poziom przychodów wpływ miała zmiana wolumenu obrotu na rynkach w II kw. 2021 r. w stosunku do I kw. 2021 r:

  • spadek łącznej wartości obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW o 20,1%;
  • spadek łącznego wolumenu obrotu instrumentami pochodnymi o 11,2%;
  • wzrost wolumenu łącznego obrotu energią elektryczną o 11,8%,
  • wzrost wolumenu obrotu gazem o 1,0%,
  • spadek wolumenu obrotu prawami majakowymi OZE o 0,5% i wzrost obrotu prawami majątkowymi dla efektywności energetycznej o 57,5%.
  • Niższe koszty operacyjne wynikają głównie z faktu, że w styczniu 2021 roku zawiązano rezerwy na szacowaną opłatę dla KNF z tytułu nadzoru za 2021 rok w kwocie 14,2 mln zł.

Jednocześnie Spółka zastrzega, że podana wartość jest szacunkowa i może jeszcze ulec zmianie.

Skonsolidowane sprawozdanie finansowe Grupy Kapitałowej Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. i sprawozdanie finansowe Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. za I półrocze 2021 r. podlegać będzie przeglądowi przez biegłego rewidenta, co może spowodować korektę osiągniętych wyników finansowych. Ostateczne wartości wyników finansowych za I pół. 2021 r. zostaną przekazane przez Spółkę w raporcie okresowym za I półrocze 2021 r., który zostanie opublikowany w dniu 16 września 2021 r.

Luka funkcji filtru obrazów WhatsApp zagrażała prywatności użytkowników

Luka bezpieczeństwa w funkcji filtrów obrazów w komunikatorze WhatsApp mogła pozwolić na włamanie się do komunikatora WhatsApp – informuje Check Point Research. Hakerzy wykorzystując określone filtry do specjalnie spreparowanej i przesłanej do ofiary grafiki mogli przejąć poufne informacje z najpopularniejszego na świecie komunikatora, wykorzystywanego przez przeszło 2 mld użytkowników.

Check Point Research wykrył kolejną, wymagającą natychmiastowego załatania, podatność w komunikatorze WhatsApp, który w zeszłym roku miał ponad 2 miliardy użytkowników na całym świecie. Przez należący do Facebooka komunikator codziennie wysyłanych jest ponad 55 miliardów wiadomości, w tym około 4,5 miliarda zdjęć oraz miliard plików wideo! To również drugi (po Messengerze) najpopularniejszy komunikator w Polsce, z którego korzysta około 8 milionów użytkowników.

Wykryta przez ekspertów z Check Point Research luka była zakorzeniona w funkcji filtrowania obrazów. Filtrowanie obrazu to proces, w którym piksele oryginalnego obrazu są modyfikowane w celu uzyskania pewnych efektów wizualnych, takich jak rozmycie lub wyostrzenie. Podczas swoich badań analitycy bezpieczeństwa z Check Point zauważyli, że przełączanie się między różnymi filtrami w spreparowanych plikach GIF powodowało awarię WhatsApp, zidentyfikowaną jako uszkodzenie pamięci. Check Point Research niezwłocznie zgłosiło problem do WhatsAppa, który oznaczył lukę jako CVE-2020-1910, opisując ją jako poza zakresowy błąd odczytu i zapisu. Pomyślne wykorzystanie tej luki wymagałoby od atakującego zastosowania określonych filtrów obrazu do specjalnie spreparowanego obrazu i przesłania go ofierze.

Swoje ustalenia eksperci przekazali WhatsAppowi 10 listopada 2020 r. Firma zweryfikowała je i potwierdziła problem z bezpieczeństwem. Luka CVE-2020-1910 została ostatecznie załatana w wersji 2.21.2.13, będącej lutową aktualizacją „Security Advisory”. Ze względów bezpieczeństwa o podatności poinformowano dopiero kilka miesięcy później.

 – Z ponad dwoma miliardami aktywnych użytkowników WhatsApp może być atrakcyjnym celem dla atakujących. Po wykryciu luki w zabezpieczeniach szybko zgłosiliśmy nasze ustalenia do WhatsAppa, który współpracował z nami przy wydawaniu poprawki. Rezultatem naszych wspólnych wysiłków jest bezpieczniejszy WhatsApp dla użytkowników na całym świecie. – wyjaśnił Oded Vananu, szef działu badań podatności produktów w Check Point Software.

WhatsApp przedstawił swoje oświadczenie w tej sprawie:

Regularnie współpracujemy z badaczami bezpieczeństwa, aby poprawić liczne sposoby, jakimi WhatsApp chroni wiadomości użytkowników. Doceniamy pracę, jaką wykonuje Check Point, aby zbadać każdy zakątek naszej aplikacji. Ludzie nie powinni mieć wątpliwości, że szyfrowanie typu end-to-end działa nadal zgodnie z przeznaczeniem, a wiadomości ludzi pozostają bezpieczne. Raport ten obejmuje wiele kroków, które użytkownik musiałby wykonać, i nie mamy powodu sądzić, że błąd ten miał jakikolwiek wpływ na użytkowników. Nawet najbardziej złożone scenariusze zidentyfikowane przez badaczy mogą pomóc w zwiększeniu bezpieczeństwa użytkowników. Podobnie jak w przypadku każdego produktu technologicznego, zalecamy użytkownikom aktualizowanie swoich aplikacji oraz systemów operacyjnych, pobieranie update’u od razu, gdy jest on dostępny, a także zgłaszanie podejrzanych wiadomości i kontaktowanie się z nami w przypadku problemów z korzystaniem z WhatsApp.

Europę zalewa fala podwyżek cen energii. Rośnie opłacalność inwestycji w fotowoltaikę

Czekająca nas 15% podwyżka opłat za prąd oraz najwyższa w historii cena energii elektrycznej i gazu ziemnego na Warszawskiej Giełdzie Towarowej nie pozostawiają wątpliwości: konsumenci energii muszą przygotować się na regularnie rosnące rachunki. Europę już zalewa fala podwyżek, co wpływa na coraz większą popularność fotowoltaiki.

Najpierw pandemia, a teraz inflacja i gigantyczny wzrost cen energii. Przedsiębiorcy i konsumenci w całej Europie dostają po kieszeni. W Niemczech ceny energii wzrosły od początku tego roku już o 60%. Rekordowe ceny w Hiszpanii zmusiły rząd do obniżenia podatków od energii, a Wielka Brytania podniosła ceny po raz drugi w tym roku, co oznacza podwyżki dla 15 milionów osób. Nie inaczej jest w Polsce. Już w lipcu tego roku ceny gazu wzrosły o 12%. Według danych Towarowej Giełdy Energii, koszt energii elektrycznej w lipcu był najwyższy od 20 lat, a w stosunku do zeszłego roku prąd jest obecnie sprzedawany o 70% drożej. To jednak nie koniec negatywnych dla konsumentów zmian. Czekająca nas w przyszłym roku zapowiadana 15% podwyżka opłat za prąd nie pozostawiają wątpliwości, że muszą się oni przygotować się na regularnie rosnące rachunki.

Historyczne ceny prądu

Zwiększające się koszty kupna energii elektrycznej i gazu ziemnego są pokłosiem zarówno zmian w gospodarce światowej, jak i przemian zachodzących na naszym rodzimym rynku.

Gwałtowny wzrost światowych cen węgla i ropy, przeszło dwukrotnie droższe niż w ubiegłym roku europejskie uprawnienia do emisji dwutlenku węgla oraz spadek złotówki do euro na poziomie ok. 18 groszy rok do roku nie mogły przejść bez echa wobec cen prądu. Swój udział w ich wzrośnie miało również wyższe o 8,5% zapotrzebowanie na energię elektryczną względem 2020. Równocześnie zapasy węgla i gazu ziemnego w Polsce maleją – przeciwnie do inflacji. Wszystkie te czynniki wywołują długofalowy efekt wzrostu cen i nic nie wskazuje na odwrócenie tendencji. Tym bardziej, że w Polsce ceny energii rosły do tej pory wolniej niż w UE mówi Agnieszka Kozłowska-Korbicz, Dyrektor ds. Projektów Strategicznych w firmie Soltec. 

Jeśli spojrzymy na statystyki, to w drugiej połowie 2020 r. średnia cena energii w Polsce wynosiła 0,151 EUR za kWh i była znacznie niższa w porównaniu do unijnej średniej wynoszącej 0,2134 EUR za kWh. Najwyższe ceny prądu obowiązywały w Niemczech (0,3006 EUR za kWh) i w Danii (0,2819 EUR za kWh), najniższe odnotowano w Bułgarii – (0,0982 EUR za kWh). Aby uzyskać bardziej całościowy obraz tego, co dzieje się na rynku, warto spojrzeć za zmiany cen energii w perspektywie dekady. W tym czasie wzrosły one w Polsce o 9%. Dla porównania, w tym samym czasie we Francji, w Wielkiej Brytanii czy Grecji podwyżki przekroczyły 30%.

Boom na fotowoltaikę

Z powodu bardzo szybkiego wzrostu cen energii, konsumenci w coraz większym stopniu stawiają na fotowoltaikę.

Według AlliedMarketResearch, światowy rynek fotowoltaiki wyceniany w 2018 r. na 53,9 mln dolarów, ma osiągnąć wartość 333,7 mln dolarów w 2026 r. To oznacza wzrost rok do roku na poziomie 25,1%. Duży udział będzie miała w rynkowym torcie Polska. Na przestrzeni ostatnich pięciu lat, na koniec 2020 roku, nasz kraj znalazł się na pierwszym miejscu w Unii Europejskiej pod względem dynamiki wzrostu mocy fotowoltaicznej, liczonej na podstawie skumulowanego rocznego wskaźnika wzrostu. Dla Polski w latach 2016-2020 wyniósł on 114%, przy średniej unijnej 10,3%. W perspektywie średnioterminowej jesteśmy więc europejskim liderem pod względem dynamiki wzrostu rynku PV, a w 2020 roku zbliżyliśmy się do pierwszej dziesiątki krajów świata pod względem przyrostu mocy (13. miejsce).

– Rosnąca popularność fotowoltaiki wynika z dużych oszczędności. Oczywiście, instalacja PV na start wymaga nakładów finansowych, jednak okres zwrotu kosztów wynosi średnio 4-6 lat. Czas ten uzależniony jest od wysokości dofinansowań, z jakich mogą skorzystać prosumenci w wybranym okresie. Jednak nawet w sytuacji, gdyby państwo w ogóle nie dofinansowywało instalacji, to i tak fotowoltaika będzie opłacalna. Z roku na rok coraz bardziej – ze względu na rosnące ceny energii mówi Agnieszka Kozłowska-Korbicz, Dyrektor ds. Projektów Strategicznych w firmie Soltec.

Obecnie obowiązujące przepisy pozwalają na oddanie nadmiaru energii wyprodukowanej przez instalacje do sieci, by w przypadku zapotrzebowania energetycznego odebrać 80% tej energii (dla instalacji do 10kW) lub 70% (dla instalacji większych niż 10kW). Aby w pełni pokryć zapotrzebowanie domu na energię elektryczną, konieczne jest więc wyprodukowanie ok. 20% energii więcej. Eksperci jednak zwracają uwagę, że ten aspekt brany jest pod uwagę na poziomie projektowania instalacji. Dodatkowo, jeśli prosument chciałby zwiększyć autokonsumpcję i niezależność energetyczną, może wybrać instalację hybrydową z magazynem energii.

Fotowoltaika opłacalna nawet w świetle nowych przepisów

Według planowanej nowelizacji przepisów dotyczących zmiany systemu opustów dla producentów, właściciel instalacji sprzedawałby nadwyżki wyprodukowanej energii za około 25 gr/1 kWh, równocześnie płacąc około 70 gr za każdą 1 kWh pobraną z sieci elektroenergetycznej.

– Jeśli nowe przepisy wejdą w życie, z pewnością pojawi się potrzeba dopłaty, której wysokość będzie uzależniona od mocy instalacji i zużycia energii. Instalacja PV stwarza więc możliwość ochrony domowego budżetu przed drastycznym wzrostem cen za energię i gaz, szczególnie dla właścicieli domów jednorodzinnych – podkreśla ekspertka Soltec.

Fotowoltaika nie jest jednak zarezerwowana wyłącznie dla mieszkańców domów jednorodzinnych. Również mieszkańcy bloków mogą wykorzystać mikroinstalację PV, aby obniżyć rachunki za prąd. O ile fotowoltaika na balkonach może być problematyczna ze względu na jego metraż czy umiejscowienie, o tyle doskonałym rozwiązaniem jest umieszczenie instalacji PV na dachu i obniżenie kosztów utrzymania części wspólnych budynku. Takie instalacje wspierane są za pomocą premii termomodernizacyjnej z Funduszu Termomodernizacji i Remontów, która może pokryć nawet 21% kosztów.

Instytut Energii Odnawialnej szacuje, że moc fotowoltaiki w 2025 r. w Polsce może osiągnąć 15 GW. To aż 3 razy więcej niż obecnie.

Gamedust założył spółkę celową – BlueKey sp. z o.o.

Spółka Gamedust, specjalizująca się w produkcji gier dedykowanych na platformy wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości, poinformowała o założeniu spółki celowej – BlueKey sp. z o.o. Jej celem jest stworzenie unikalnej wartości, dzięki łączeniu ze sobą świata materialnego i wirtualnej rzeczywistości, przez wykorzystanie wzajemnych interakcji pomiędzy nimi oraz tworzenie na tej podstawie nowych produktów na płaszczyźnie działalności związanej z wirtualnymi Escape Roomami. Twórca gier na platformy VR opublikował również Plan Połączenia, dzięki któremu stanie się spółką notowaną na NewConnect.

Spółka Gamedust S.A. poinformowała o założeniu spółki celowej – BlueKey sp. z o.o. – której celem jest stworzenie unikalnej wartości, dzięki łączeniu ze sobą świata materialnego i wirtualnej rzeczywistości, przez wykorzystanie wzajemnych interakcji pomiędzy nimi oraz tworzenie na tej podstawie nowych produktów na płaszczyźnie działalności związanej z wirtualnymi Escape Roomami. Założenie spółki jest przejawem realizacji strategii biznesowej, umożliwiającym dalsze rozwinięcie kompetencji w obszarze jednej z trzech linii biznesowych – Connected Realities.

– Jesteśmy świadomi własnych możliwości, zasobów i know-how, dlatego odważnie realizujemy założone cele. Stworzenie spółki celowej i współpraca z naszymi partnerami pozwoli nam nie tylko na wykorzystanie posiadanych już kompetencji i doświadczenia, ale umożliwi nam realizację naszej strategii i dalszy rozwój w obszarze linii biznesowej Connected Realities – mówi Paweł Flieger, Prezes Gamedust S.A.

Gamedust, w ramach stworzonej spółki celowej, pozyskał kompetentnych partnerów, których doświadczenie pozwoli na: wykorzystanie pełnego potencjału technologii; sprawną realizację planów spółki, a także umożliwi przeniesienie Escape Roomów do mainstreamu przemysłu rozrywkowego.

Na obecną chwilę struktura udziałowa BlueKey sp. z o.o. wygląda następująco:

  • Gamedust S.A. objął 54 udziały, reprezentujące 54 proc. kapitału zakładowego tej spółki;
  • Michał Wróblewski, który jest jednym z najlepszych ekspertów od wirtualnej rzeczywistości w Polsce, objął 27 udziałów BlueKey, czyli 27 proc. kapitału zakładowego;
  • Tomasz Głodkowski, manager, którego pasją jest świat pokojów zagadek, objął 11 udziałów odpowiadających 11% proc. kapitału zakładowego;
  • Spotlight Agency Sp. z o.o., specjalizująca się w influencer marketingu, objęła 8 udziałów odpowiadających 8% proc. kapitału zakładowego BlueKey. Firma posiada w swoim portfolio projekty topowych polskich influencerów z milionowymi zasięgami, a wśród nich projekt Team X, generujący co miesiąc ponad 30 milionów wyświetleń.

W ramach działań, mających doprowadzić do finalizacji procesu połączenia Gamedust S.A. ze spółką zależną i rozpoczęcia wspólnej działalności biznesowej polegającej na tworzeniu gier opartych na technologii wirtualnej rzeczywistości (VR) opublikowany został Plan Połączenia. Jest to kolejny krok prowadzący Gamedust na rynek NewConnect.

– Opublikowany Plan Połączenia to kolejny krok, przybliżający nas do osiągnięcia celu, którym jest rozpoczęcie wspólnej działalności biznesowej jako spółka Gamedust S.A. Jestem przekonany, że obecność na NewConnect pozwoli na szybszą realizację naszych założeń strategicznych, pozwalając na pełne wykorzystanie potencjału i posiadanego doświadczenie zarówno w tworzeniu, jak i wydawaniu gier opartych na technologii VR. Perspektywy rozwoju rynku wirtualnej rzeczywistości są ogromne, a my jesteśmy jego częścią i właśnie dlatego wejście na parkiet to dla nas kolejny, a przede wszystkim naturalny etap rozwoju firmy – mówi Paweł Flieger, Prezes Zarządu Gamedust S.A.

Działalność Gamedust od początku istnienia firmy koncentruje się na produkcji gier opartych na technologii wirtualnej rzeczywistości (VR). Model biznesowy spółki opiera się na tworzeniu i wydawaniu własnych produkcji z segmentu indie premium. Do tej pory w portfolio studia ukazały się cztery tytuły: Neverout na platformy VR oraz tradycyjne, a także Overflight, Spuds Unearthed i Yupitergrad na platformy VR. Każdą z tych pozycji spółka wydała samodzielnie, co pozwoliło jej na zdobycie doświadczenia w segmencie wydawniczym. W ciągu 4 lat Gamedust dostarczyło swoje gry na 15 różnych platform, w tym praktycznie wszystkie VRowe. Aktualnie działalność wydawnicza jest dywersyfikowana o usługi dla projektów zewnętrznych.

Firma jest partnerem kluczowych producentów sprzętu VR, takich jak: Oculus, HTC, czy Xiaomi. Dodatkowo spółka prowadzi również działalność portingową, wykonując porty produkcji własnych na rynki azjatyckie, a także współpracuje z platformami przeznaczonymi dla konsumentów z rynku chińskiego – Pico, Xiaomi czy Huawei, dostarczając na nie swoje tytuły.

Gamedust angażuje się też w przedsięwzięcia z innych segmentów – obecnie prowadzi prace badawczo-rozwojowe w zakresie sztucznej inteligencji. Pod koniec 2019 roku firma zdobyła dofinansowanie w wysokości niemal 3 mln zł. na stworzenie zaawansowanych narzędzi pozwalających wdrożyć wiarygodnie postrzeganą przez odbiorcę sztuczną inteligencję w projektach z zakresu wirtualnej rzeczywistości. Projekt jest obecnie w fazie realizacji.

Celem Gamedust jest stworzenie grupy kapitałowej dostarczającej pełne immersji doświadczenia dla globalnych odbiorców cyfrowej rozrywki, co planuje zrealizować poprzez rozwój trzech sektorów: produkcje własne; usługi produkcyjne i wydawnicze VR, a także wspomniany wyżej – connected realities.

Nowa sieć salonów Toyota Pewne Auto już działa

Toyota Polska uruchomiła nową sieć salonów samochodów używanych Toyota Pewne Auto. Obecnie działają cztery takie stacje: w Warszawie, Józefowie, Krakowie i Nowym Targu, zaś w nadchodzącym czasie sieć będzie systematycznie rozbudowywana. Program Pewne Auto jest dostępny także we wszystkich salonach Toyoty. Sprzedaż sprawdzonych aut używanych w jego ramach wzrosła w tym roku o 40 procent w porównaniu do pierwszych ośmiu miesięcy roku 2020.

Sprawdzone samochody używane

Program Toyota Pewne Auto działa w zarówno w nowej sieci salonów aut używanych, jak i we wszystkich salonach Toyoty oraz na stacjach Toyota Professional, skoncentrowanych na sprzedaży samochodów użytkowych. Jest zatem dostępny w 74 punktach sieci dealerskiej Toyoty w całym kraju.

W programie można kupić zarówno samochody Toyoty, jak i innych marek. Objęte są nim m.in. samochody poleasingowe, pojazdy ekspozycyjne dealerów oraz auta pozostawiane w rozliczeniu, z udokumentowaną historią. Przy ich zakupie można skorzystać z szerokiej oferty finansowania, która obejmuje wynajem długoterminowy oraz inne formy leasingu, kredyt, a także program finansowania usług serwisowych i ubezpieczenia Comfort Pay.

Standard obsługi jak przy zakupie nowego auta

W stacjach Toyota Pewne Auto klienci spotykają się z takim samym poziomem obsługi jak w standardowych salonach Toyoty. Sieć dealerska marki należy do najlepszych w Polsce, zaś sieć serwisowa już po raz piąty zdobyła w ubiegłym roku pierwsze miejsce w rankingu jakości obsługi serwisowej Marka #1 portalu Wybór Kierowców. Pewne Auto gwarantuje sprawdzoną historię pojazdu i udokumentowany przebieg oraz rzetelną informację o stanie samochodu, na podstawie 140-punktowego protokołu kontroli jakości. Obejmuje on m.in. zgodność numeru VIN, działanie wszystkich elementów wyposażenia wnętrza, multimediów i systemów bezpieczeństwa, stan tapicerki i materiałów wykończeniowych, działanie świateł, pomiar grubości lakieru oraz kontrolę stanu nadwozia pod kątem zarysowań, wgnieceń i rdzy czy pasowania zderzaków i drzwi. Podwozie, koła i układ napędowy są sprawdzane zarówno na podnośniku, jak i podczas jazdy testowej. Auta Toyoty i pozostałych marek poddawane są tym samym procedurom kontrolnym.

Rozwój programu Toyota Pewne Auto

Toyota z roku na rok umacnia się na rynku aut używanych, który jest w Polsce 6 razy większy od rynku nowych samochodów. W pierwszych 8 miesiącach 2021 roku salony marki sprzedały o 40 procent więcej aut w porównaniu do tego samego okresu poprzedniego roku. Spośród wszystkich transakcji samochody marki Toyota stanowiły 80 procent całkowitej sprzedaży, zaś hybrydy 26 procent.

Najczęściej w 2021 roku stacje dealerskie marki opuszczały używane Corolle (3700 aut), Yarisy (3000 aut), Aurisy (2200 aut) i Toyoty C-HR (1700 aut). Średnia miesięczna sprzedaż samochodów w programie Toyota Pewne Auto wynosi około 3000 pojazdów. Używane auta Toyoty cieszą się dużym zainteresowaniem ze względu na niezawodność, wysoką jakość wnętrza i trwałe materiały oraz niskie koszty użytkowania. Pod tym względem wyróżniają się w szczególności hybrydy, których napędy są trwałe i oszczędne nawet po wielu latach użytkowania.

InPost ma już 14000 Paczkomatów

InPost uruchomił Paczkomat® nr 14.000 w liczących ponad 5 tysięcy mieszkańców Sejnach, w województwie podlaskim. Coraz więcej urządzeń InPostu znajduje się w mniejszych miastach i na wsi. Tym samym infrastruktura Paczkomatów® InPost jest największą i najlepiej dostępną siecią odbioru i nadawania przesyłek w Polsce.INPOST PACZKOMAT 14000

– Nowe Paczkomaty® nie tylko instalujemy w ekspresowym tempie, ale do tego w ramach programu Green City lokujemy urządzenia przy współpracy z władzami samorządowymi i lokalnymi społecznościami – tak, aby nasze urządzenia w sposób harmonijny wtapiały się w tkankę miejską. Dodatkowo, by jeszcze bardziej niwelować ślad węglowy obiegu paczki w ostatniej mili – do miast partnerskich trafiają zeroemisyjne samochody elektryczne. Przy nowo stawianych urządzeniach kładziemy także innowacyjną kostkę brukową oczyszczającą powietrze i wprowadzamy Paczkomaty® autonomiczne – zasilane energią słoneczną” – podkreśla Rafał Brzoska, prezes InPost.

Brzoska podkreśla, że firma stawia na równomierny rozwój sieci Paczkomatów®, bo ma nadal setki zgłoszeń i zapytań z całej Polski.

– Wciąż wielu klientów pisze do nas, bo chce mieć bliżej do naszych maszyn. Dlatego stawiamy tak mocny nacisk na rozwój naszej sieci w mniejszych miastach i na wsi. Paczkomaty® są witane z entuzjazmem, gdyż rozwiązują wiele problemów lokalnych społeczności – gdzie mieszkańcy muszą często jechać kilka czy kilkanaście kilometrów do najbliższego punktu pocztowego. Dzięki nam mogą łatwo nadawać swoje paczki i zamawiać towary z odległych sklepów. Paczkomaty® stały się nieodłącznym elementem infrastruktury publicznej – zarówno w dużych miastach, jak i w małych miejscowościach zaznacza założyciel InPost.

Paczkomaty® InPost są najbardziej ekologiczną formą zakupów internetowych. Z analiz InPostu wynika, że zamówienie przesyłki do paczkomatu zmniejsza emisję CO2 nawet o 75% w porównaniu do dostawy bezpośrednio do domu klienta. Tylko w 2020 roku dostawy do Paczkomatów® InPost ograniczyły emisję CO2 o ponad 180.000 ton. Dalszy rozwój i optymalizacja sieci Paczkomatów® InPost przyczyni się to do ograniczenia ruchu samochodowego w miastach, co przełoży się na poprawę jakości powietrza i ochronę klimatu.

RPP może schłodzić apetyty inwestorów

Wyhamowanie trendów spadkowych na głównych parach złotowych. Posiedzenie RPP 8 września w centrum uwagi. Już dziś rozprawa Izby Cywilnej Sądu Najwyższego w kwestii kredytów frankowych. Jak długo Fed będzie czekał z ogłoszeniem decyzji o rozpoczęciu procesu normalizacji polityki monetarnej?

W końcu wybicie

Po dłuższym czasie, gdzie notowania głównych walut w relacji do PLN ugrzęzły w miejscu, mamy w końcu większe wybicie. Kurs EUR/PLN wyszedł z wąskiego przedziału wahań, a więc poziomów 4,55-4,60 i w dynamicznym wystrzale dotarł aż do “magicznej” granicy 4,50. Jeszcze większe umocnienie PLN zaliczył w relacji do USD i CHF, gdzie notuje prawie 10-groszowe “zyski”. Niemniej jednak widzimy dziś lekką zadyszkę złotego i przynajmniej na razie wyhamowanie tych wspomnianych trendów spadkowych.

Czy będzie kubeł zimnej wody?

Być może inwestorzy doszli do wniosku, że posiedzenie RPP już niebawem (8 września) i po raz kolejny może się okazać, że prezes Glapiński sprowadzi inwestorów kupujących PLN mocno na ziemię. Całość umocnienia złotego z ostatnich dni odbywa się na przekonaniu, że nasza władza monetarna w obliczu kolejnego wysokiego odczytu inflacji CPI podniesie koszt pieniądza w Polsce. Oczywiście można powiedzieć, że zwolennicy podwyżek stóp mają swoje silne argumenty, tyle tylko, że aby decyzja o podwyżkach stóp miała miejsce, musi być większość w RPP, a takiej na ten moment brakuje. Tym bardziej że Rada ma teraz świetny argument za tym, by na razie czekać z decyzjami i zobaczyć, jak rozwinie się sytuacja epidemiczna w naszym kraju, a więc nieco skopiować Fed.

Nieco ignorancji

Dzisiaj odbywa się posiedzenie jednej z Izb Sądu Najwyższego w sprawie kredytów frankowych, której rozstrzygnięcie może być czynnikiem ryzyka dla złotego. Niemniej jednak inwestorzy nieco ten temat zepchnęli na bok w ostatnim czasie po fiasku rozpraw w tej sprawie, zarówno po stronie UE, jak i niedawno również instytucji sądowych w naszym kraju. Przypomnijmy, że 11 maja tego roku sędziowie zwrócili się do kilku instytucji po opinie, co znacznie wydłuża czas rozwiązania tego drażliwego sporu. Dzisiejsza rozprawa więc nie podgrzewa atmosfery wśród inwestorów jak wcześniej, a niemal nikt nie wierzy już w rychłe rozstrzygnięcie tej kwestii, co może odsuwać nieco w czasie czynnik ryzyka dla PLN.

Dane z rynku pracy w centrum uwagi

Inwestorzy od momentu zakończenia spotkania w Jackson Hole bankierów centralnych zastanawiają się, jak długo jeszcze Fed będzie zwlekał z normalizacją polityki monetarnej. W tym kontekście warto spoglądać na dane makro z USA szczególnie te z rynku pracy, które mogą okazać się kluczowe. Wczorajszy raport ADP prywatnej firmy o nowych miejscach pracy mocno rozczarował (o połowę mniejsza liczba od prognoz) i stał się pretekstem do wyprzedaży dolara amerykańskiego na szerokim rynku. Jeśli jutro podobnie wypadną oficjalne dane rządowe, to bez wątpienia inwestorzy dojdą do wniosku, że rynek pracy jeszcze się na tyle nie odbudował, by Fed rozpoczął już proces wychodzenia z luźnej polityki monetarnej, co przełoży się na dalsze osłabienie USD. Jest jednak jedno “ale”, a mianowicie częste rozbieżności między danymi ADP a oficjalnymi, więc z ostatecznymi wnioskami trzeba poczekać do jutra do godziny 14.30.

Krzysztof Pawlak, analityk walutowy Internetowykantor.pl

Właściciel udziałów w Onico Energia: niepokój o klimat dla zagranicznych inwestycji w Polsce

Reprezentant zagranicznego inwestora w kupionej blisko 2 lata temu firmie Onico Energia niepokoi się o klimat, jaki panuje dziś dla zagranicznych inwestycji w Polsce – Opierając się na ostatnich doświadczeniach, nabieram ogromnych wątpliwości, czy Państwo Polskie na prawdę zainteresowane jest wspieraniem zagranicznych przedsiębiorstw, które zdecydowały się ponieść spory wysiłek, inwestując swoje środki w rozwój polskich firm – takimi słowami Faisal Rachid Patel – Dyrektor Naczelny i Uprzywilejowany Właściciel GECX Group – komentuje sytuację, w jakiej znalazła się należąca do kierowanego przez niego funduszu firma Onico Energia. Należący do Saudyjczyków GECX Group zdecydował wiosną o wstrzymaniu przez Onico Energia dostaw gazu klientom po otrzymaniu od zarządcy restrukturyzacyjnego Onico S.A. żądania zwrotu udziałów w Onico Energia. Teraz rozważa m.in. pozwy o odszkodowanie za poniesione przez to straty.

Faisal Rachid Patel – Dyrektor Naczelny i Uprzywilejowany Właściciel GECX Group, które blisko 2 lata temu kupiło firmę Onico Energia od notowanej na rynku publicznym spółki Onico S.A., zabiera dziś głos w sprawie sytuacji należącej do GECX Group w Polsce firmy:

– Jako reprezentant zagranicznego inwestora, wyrażam ogromny niepokój z powodu klimatu dla zagranicznych inwestycji w Polsce. Opierając się na ostatnich doświadczeniach, nabieram ogromnych wątpliwości, czy Państwo Polskie na prawdę zainteresowane jest wspieraniem zagranicznych przedsiębiorstw, które zdecydowały się ponieść spory wysiłek, inwestując swoje środki w rozwój polskich firm – mówi Faisal Rachid Patel i wyjaśnia, że zagraniczne inwestycje obarczone są zawsze ryzykiem, np. z powodu lokalnych zwyczajów czy odmiennych systemów prawnych i instytucjonalnych. – W przypadku posiadanej przez nas w Polsce firmy, ryzyko to okazuje się być jak najbardziej prawdziwe, a do tego – wysokie – uważa.

Przypomina, że GECX Group to międzynarodowy podmiot z siedzibą w Szwajcarii. Blisko 2 lata temu, zdecydował się zainwestować w jedną z polskich firm zajmujących się dostarczaniem klientom paliw płynnych i gazu. Nabył prawa korporacyjne i objął operacyjną kontrolę w Onico Energia, co umożliwiło implementację unikalnego know how, jakie inwestor posiada w branży gazowej, w tej firmie, jak również zainwestowanie w nią znacznych środków. Firma ta należała wówczas do notowanej na giełdzie spółki Onico S.A. i znajdowała się w krytycznej sytuacji spowodowanej problemami, jakie miał sam właściciel, czyli Onico S.A. Transakcja sprzedaży Onico Energia była starannie przygotowana przez prawne zespoły obu stron: zarówno kupującej – GECX Group, jak i sprzedającej czyli Onico S.A. Każdy z nich zlecił wcześniej sporządzenie wyceny Onico Energia przez uprawnione, a przy tym renomowane, firmy audytorskie, takie jak KPMG.

Onico Energia nie rokowała wówczas specjalnych zysków. – Tylko dzięki naszemu zaangażowaniu i poniesionym inwestycjom, sytuacja firmy zaczęła się poprawiać. Wtedy właśnie rozpoczął się dynamiczny rozwój Onico Energia – wskazuje Dyrektor Naczelny i Uprzywilejowany Właściciel GECX Group. Relacjonuje, co stało się w ostatnich dniach kwietnia tego roku: – Po prawie 2 latach od transakcji, przedstawiciel dawnego właściciela firmy czyli zarządca restrukturyzacyjny Onico S.A., zażądał od nas zwrotu udziałów w Onico Energia, twierdząc, że ich cena była za niska. Swoje żądanie uzasadniał przedstawioną przez siebie wyceną. Na jego zlecenie, wykonał ją pewien księgowy o mało renomowanym doświadczeniu w branży audytorskiej – opisuje zaistniałą sytuację Onico Energia Faisal Rachid Patel i dodaje, że żądanie zarządcy restrukturyzacyjnego podtrzymane zostało przez sąd, który całkowicie odrzucił argumentację zagranicznego inwestora. – Spowodowało to kompletny paraliż należącej do nas firmy Onico Energia, przyczyniając się do wstrzymania przez nią dostaw gazu jej klientom. Dziś zwracają się oni do nas, podnosząc roszczenia odszkodowań i wypłaty kary umownej – tłumaczy.

W swoim stanowisku odnosi się też do postawy reprezentujących Państwo organów.

– Wyrażam dziś również głębokie rozczarowanie decyzjami polskiego sądu. Powodują one, że odczuwamy dziś całkowity brak bezpieczeństwa prawnego, a to właśnie ono stanowić powinno podstawowy warunek dla każdej inwestycji zagranicznej na całym świecie – twierdzi Faisal Rachid Patel. Głęboko wątpi też, by można było liczyć w tej sprawie na zainteresowanie czy działanie uprawnionych reprezentantów polskiego Państwa, choć to ich obowiązkiem powinno być zapewnienie zagranicznym inwestorom bezpieczeństwa czy przejrzystych, a do tego sprawiedliwych warunków funkcjonowania. – Zamiast tego, przychodzi nam mierzyć się tu z całkowitym brakiem kompetencji czy znajomości podstawowych zasad biznesu po stronie uprawnionego reprezentanta Państwa, jakim jest zarządca restrukturyzacyjny Onico S.A. – tłumaczy, dodając:

 

 

– Mam wrażenie, że polskie instytucje, w tym wyznaczony przez niezawisły sąd zarządca restrukturyzacyjny Onico S.A., są jedynie w stanie mnożyć coraz to nowe przeszkody i kłopoty zagranicznym inwestorom, mimo że – tak jak my – zapraszani są oni do Polski zachętami i zapewnieniami o “bezpieczeństwie i stabilności systemu prawnego i ekonomicznego” – dzieli się swoimi spostrzeżeniami przedstawiciel zagranicznego inwestora Onico Energia. Przy okazji, przypomina jednocześnie, że:

  • Wkład inwestycyjny GECX Group, a także UFI i ZR (partnerzy GECX Group) w Onico Energia wynosi 1.962.000,00 EUR
  • GECX dokonując zakupu akcji Onico Energia, GECX zobowiązał się spłacić do Onico SA pożyczkę zaciągniętą przez Onico Energia w wysokości 837 643,72 PLN
  • GECX kupiło akcje spółki, która miała zadłużenie wobec banków na kwotę 3 014 555,17 PLN, w tym wobec Alior Bank: 3 013 689,88 PLN. To zadłużenie do końca 2019 r. zostało spłacone
  • Ponadto należy podkreślić, że w okresie od października 2019 r. spółka Onico Energia zapłaciła do urzędu skarbowego i zus zobowiązania w wysokości 16 710 936,18 PLN

 

– Dzięki tym m.in. wydatkom, Onico Energia zwiększyło liczbę klientów i rozwinęło całą swoją infrastrukturę niezbędną do codziennego dostarczania gazu klientom. Jako jedyna prywatna firma w Polsce mamy możliwość zabezpieczania zapasów gazu i magazynowania go w PMG Ukrtransgaz – tak jak robi to np. PGNiG – komentuje Faisal Rachid Patel i podkreśla, że do dystrybucji i dostarczania gazu potrzebne są na bieżąco znaczne środki finansowe, przede wszystkim na depozyty, gwarancje i inne codzienne płatności, konieczne do utrzymania własnej infrastruktury.

– Pomimo naszych próśb, wciąż czekamy na niezbędne wyjaśnienie, czy zarządca restrukturyzacyjny Onico S.A. ma zamiar pokryć wszystkie poniesione przez Onico Energia koszty na utrzymanie i rozwój należącej do nas od października 2019 tej firmy – zwraca uwagę Dyrektor Naczelny i Uprzywilejowany Właściciel GECX Group.

Deklaruje przy tym: – Poważnie rozważamy także wniesienie pozwu przeciwko zarządcy restrukturyzacyjnemu Onico S.A. do polskiego sądu, jak również do międzynarodowego arbitrażu, za wszystkie straty, jakie jako inwestor w firmę Onico Energia ponieśliśmy w wyniku wstrzymania przez nią działalności. Chcemy także zainteresować stosowne instytucje Unii Europejskiej problemem, jakim w należącej do Unii Polsce jest traktowanie zagranicznych inwestorów – ujawnia Faisal Rachid Patel.

Chce też uzyskać niezbędne informacje od dawnego właściciela Onico Energia, a więc spółki, która w październiku 2019 sprzedała funduszowi tę firmę:

 

– Jako że zarządca restrukturyzacyjny Onico S.A. domaga się od nas zwrotu udziałów w Onico Energia, wyjaśnienia wymaga, czy cała ta sprawa stanowi także problem dla samej spółki Onico S.A., a w szczególności:

+ czy spółka Onico S.A. podjęła jakiekolwiek działania w związku z tą sprawą?

+ jak moglibyśmy wesprzeć w tych działaniach Onico S.A.?

+ co Onico S.A. zrobiła w obronie swojego dobrego imienia, jako że jej zarządca restrukturyzacyjny przedstawia żądania w imieniu Onico S.A.?

+ czy Onico S.A. uważa dokonaną przez siebie sprzedaż Onico Energia za bezskuteczną?

+ kto jest jedynym, pełnoprawnym posiadaczem udziałów w Onico Energia?

+ kto dysponuje wystarczającymi środkami finansowymi, aby zwrócić GECX Group koszty zakupu Onico Energia, a także wszystkie kwoty zainwestowane w rozwój tej firmy po październiku 2019?

+ jak można zrekompensować kwoty wynikające ze strat spowodowanych działaniem zarządcy restrukturyzacyjnego Onico S.A.?

+ kto powinien je zrekompensować, wypłacając inwestorowi stosowne odszkodowanie?

Faisal Rachid Patel podkreśla, że w wyniku działań zarządcy restrukturyzacyjnego Onico S.A., płynność finansowa Onico Energia uległa poważnemu zaburzeniu, co spowodowało wstrzymanie dostaw gazu wszystkim klientom Onico Energia.

– Staramy się cały czas zrozumieć, jaki cel przyświecał działaniom zarządcy restrukturyzacyjnemu Onico S.A., gdyż – jak dotąd – cała jego aktywność dotycząca Onico Energia paraliżuje działalność tej firmy, w którą zainwestowaliśmy znaczące środki finansowe i w której funkcjonowanie pozostajemy zaangażowani – podsumowuje Dyrektor Naczelny i Uprzywilejowany Właściciel GECX Group.

__________________________________________________________________________________

Tytułem przypomnienia:

W kwietniu 2020 roku sąd powołał zarządcę restrukturyzacyjnego do upadłościowej i restrukturyzacyjnej obsługi spółki ONICO S.A., do której do jesieni 2019 roku należała firma ONICO Energia.

Teraz żąda on zwrotu wszystkich zakupionych półtora roku temu akcji ONICO Energia od obecnego ich właściciela czyli GECX Group, uzasadniając to przedstawianą przez zarządcę wyceną akcji. Zlecił on ją prywatnemu podmiotowi. GECX Group wyraża wątpliwości co do jego rzetelności i prawidłowości sporządzonej przez niego wyceny.

Tymczasem przed dokonaniem w 2019 roku transakcji kupna – sprzedaży ONICO Energia, obie jej strony zleciły dokonanie wyceny ONICO Energia m.in. dwóm renomowanym firmom audytorskim. GECX Group zleciło też dodatkową wycenę biegłemu rewidentowi. Ich wyniki są znane zarządcy restrukturyzacyjnemu ONICO S.A., lecz mimo to długo nie wyrażał on zainteresowania, aby jego ekspert spotkał się z ekspertami GECX Group – celem pilnego wyjaśnienia rozbieżności w wycenach.

Cała sprawa zaczęła się od tego, że list z żądaniem wydania udziałów i akcji Onico Energia, wyłącznie w języku polskim, zarządca restrukturyzacyjny ONICO S.A. przysłał do szwajcarskiej siedziby GECX Group pod koniec kwietnia. Stało się to półtora roku po kupieniu przez GECX Group firmy ONICO Energia od ONICO S.A.

Jak dotąd, zarządca restrukturyzacyjny ONICO S.A. nie potwierdził nawet, czy zamierza i czy będzie w stanie zwrócić należności, jakie za akcje ONICO Energia zapłacił GECX Group, a także środki, i to znaczne, jakie GECX Group zainwestował w ciągu ostatniego półtora roku w ONICO Energia.

Mając na uwadze ostatnie wydarzenia w tej sprawie, GECX Group może uznać to za faktyczne wywłaszczenie nabytego przez niego legalnie i w dobrej wierze majątku bez odszkodowania, co z kolei stać się może powodem do wniesienia przez tego inwestora sprawy przed sądem międzynarodowym.

Hybrydowe miejsca pracy przyczyniają się do rozwoju aplikacji software’owych

Koronawirus zmienił sposób, w jaki pracujemy w trakcie pandemii i w jaki będziemy pracować w niedalekiej przyszłości. Procent personelu, który pracuje wyłącznie z domu, wzrósł szybko do szacowanej średniej 34 proc. w Europie i 35 proc. w USA, przyczyniając się do wyzwań dla wielu organizacji.

Przed pandemią Covid-19, wiele organizacji niechętnie pozwalało swoim pracownikom na regularną pracę z domu, ponieważ obawiały się one o wpływ takiej pracy na produktywność.

Jednakże badanie pokazało, że pracownicy pracujący z domu, spędzali mniej czasu na unikaniu pracy (różnica 15 proc.) oraz spędzali w sumie 1,4 dnia więcej na pracy co miesiąc, robiąc sobie jednocześnie więcej przerw. Pracownicy w środowisku domowym meldują, że są oni mniej rozpraszani przez współpracowników. Spędzają oni o 30 minut mniej na rozmowach na tematy niezwiązane z pracą oraz o 7 proc. mniej czasu rozmawiając z kierownictwem. Brak konieczności dojazdu był jednym z najważniejszych czynników przyczyniających się do zaoszczędzenia czasu. Pracownik oszczędza średnio 8,5 godziny tygodniowo dzięki temu, że nie dojeżdża do pracy. Rocznie daje to aż 408 godzin.

Nie jest zatem zaskoczeniem, że wiele firm rozważa hybrydowe środowisko pracy, pozwalające na 2-3 dni pracy zdalnej, a resztę w biurze. Jak pokazuje ankieta 400 liderów w branży IT, hybrydowe miejsce pracy jest priorytetem i większość liderów IT optymistycznie patrzy na jego przyszłość — 57 proc. mówi, że są podekscytowani, a 44 proc. wskazało, że jest to krok w dobrym kierunku.

Model ten jest mimo to źródłem nowych wyzwań, takich jak płynna integracja tych pracujących z domu z zespołami w biurze, aby uniknąć rozbieżności, izolacji lub utraty wiedzy. W poszukiwaniu rozwiązań w tej kwestii kierownictwo zwraca się do technologii.

Menedżerowie IT określili Microsoft 365 (MSFT), Google Workspace (GOOG) i Zoom (ZM) jako najbardziej wpływowe aplikacje, z jakich korzystają ich organizacje. Konferencje wideo zostały uznane za najważniejsze narzędzie, na którym polegały organizacje w minionym roku (32 proc.), potwierdzając wpływ Zooma na nowe środowisko pracy.

W poniedziałkowy wieczór Zoom Video Technologies (ZM) ogłosiło zyski wynoszące 1,36 dolara na akcję oraz przychody o wysokości 1,03 miliarda dolarów, przewyższające oczekiwania analityków. Ten raport pokazał wytrwałość zysków — był to pierwszy miliardowy kwartał — ale informacja od zarządu ostrzegająca przed słabszym wzrostem w przyszłości spowodowała spadek ceny akcji w trakcie po godzinach. Zyski wzrosły o 54 proc. rok do roku, ale odnotowany wzrost rok do roku był najniższy, od kiedy firma stała się spółką publiczną. Fundamenty Zooma pozostają silne, z wysoką zyskownością i nadal rosnącą bazą klientów. Liczba klientów generujących ponad 100 tys. dolarów w końcowych 12-miesięcznych przychodach urosła do 2 278, co oznacza wzrost o 131 proc. rok do roku. Po kosmicznym wzroście w 2020 r. zaczynamy widzieć wolniejsze tempo wzrostu rok do roku, ale podstawowa baza klientów Zooma nadal rośnie.

Do innych narzędzi, z których korzystały organizacje, należy infrastruktura w Chmurze (23 proc.), jak Microsoft Azure, Amazon Web Services (AMZ), Google Cloud itd., aplikacje pakietu biurowego (11 proc.), jak Office365, G Suite, Dropbox Paper (DBX) itd., i oprogramowanie specjalistyczne (11 proc.), jak Salesforce (CRM), Adobe (ADBE) itd., co pokazuje, że technologie Chmury, konferencji wideo i pozwalające na zarządzanie zespołem zapewne odnotują dalszy wzrost. 73 proc. liderów w branży IT wskazało, że wykorzystanie aplikacji SaaS (ang. software as a service, oprogramowanie jako usługa) wzrosło w trakcie minionych 12 miesięcy. Większość organizacji korzysta z między 100 a 1000 aplikacji SaaS w ich sieci. Ponad 83 proc. liderów w branży IT przewiduje dodatkowe koszty w przyszłości związane z wdrożeniem i utrzymywaniem nowych sposobów pracy.

W świetle szybkiego wzrostu przypadków wariantu Delta na świecie, praca hybrydowa zostanie z nami zapewne na dłużej, pozwalając na przejście z pracy z domu do pracy z biura, i z powrotem. Korporacje dostrzegają zmniejszone wydatki na nieruchomości, a pracownicy widzą wyższą jakość życia, unikając podróży między domem, pracą, a domem.

Bogdan Maioreanu, analityk eToro w Rumunii

Osiedla zamknięte odchodzą do lamusa

Koniec zamkniętych osiedli. Relacje sąsiedzkie lepiej budują poczucie bezpieczeństwa.

Osiedla grodzone, kiedyś utożsamiane z bezpieczeństwem, dziś powoli odchodzą w zapomnienie. Przyczyną odwrócenia trendu są z jednej strony sami mieszkańcy, dla których bezpieczeństwo jest obecnie synonimem dobrych relacji sąsiedzkich, jak i dostępność miejsc, w których te kontakty można nawiązywać. Z drugiej strony kierunek ten jest również wspierany przez rady miejskie, które wprowadzają uchwały zabraniające grodzenia osiedli – takie przepisy obowiązują od zeszłego roku np. w Krakowie. Czy otwarte osiedla wracają do łask? Jakie preferencje mają obecnie w tej kwestii kupujący? O to portal RynekPierwotny.pl zapytał przedstawicieli największych firm deweloperskich w Polsce.

Anna Wojciechowska, dyrektor sprzedaży i marketingu Robyg w Gdańsku i Poznaniu

Trend budowy osiedli zamkniętych powoli zanika. Od kilku lat architektura nieodmiennie stawia w centrum człowieka i jego potrzeby, a to zmienia wcześniejszą optykę. Na znaczeniu zyskują projekty uwzględniające przestrzenie wspólne, które zachęcają mieszkańców osiedli do spotkań i nawiązywania kontaktów oraz umożliwiają budowanie relacji sąsiedzkich. Dobrym przykładem będą tu osiedla wpisujące się w ideę miast 15-minutowych (jak np. gdańskie osiedle Lawendowe Wzgórza), których mieszkańcy mogą zaspokoić najważniejsze potrzeby w nie więcej niż w kwadrans od wyjścia z domu pieszo lub rowerem. Jedną z tych potrzeb jest właśnie potrzeba społeczna. Dlatego w Robyg, duży nacisk kładziemy na projektowanie przestrzeni wspólnych służących do integracji.

– Atrakcyjne przestrzenie wspólne z elementami małej architektury, place zabaw, patia, zieleńce i osiedlowe parki mają zachęcić mieszkańców do opuszczenia czterech ścian. Rozbudowana infrastruktura usługowa zapewnia im dostęp do przedszkoli, szkół, sklepów czy restauracji, które są naturalną przestrzenią do nawiązywania relacji międzyludzkich. Ponieważ ułatwiają codzienne życie, wielofunkcyjne osiedla otwarte przypominające małe miasteczka są obecnie niezwykle popularnym wyborem wśród klientów.

Karolina Bronszewska – Dyrektor Marketingu i Innowacji RONSON Development

Otwarte osiedla wracają do łask. Najlepszym tego przykładem są nasze trzy flagowe projekty – Miasto moje, Ursus Centralny czy Nova Królikarnia, które są otwartymi kompleksami zapewniającymi mieszkańcom pełną samowystarczalność i sprzyjają nawiązywaniu sąsiedzkich relacji. Przy projektowaniu osiedli zawsze przyświeca nam cel, aby wpisywały się one w otaczającą przestrzeń i stały się atrakcyjnym punktem na mapie. Wszystkie nasze projekty są wynikiem pewnych założeń architektonicznych wkomponowujących osiedle w otoczenie. W centrum uwagi stawiamy klienta i jego potrzeby oraz środowisko naturalne i wpływ realizowanej inwestycji na planetę. Za modelowy przykład tego typu rozwiązania może posłużyć Miasto moje, które jest sukcesywnie powiększane o kolejne etapy od 2016 roku. W pełni otwarta przestrzeń z wkomponowaną zabudową mieszkaniową, dużymi przestrzeniami między budynkami, skwerami rekreacyjnymi, zielenią, licznymi placami zabaw czy placem miejskim z usługami na parterze. Całość tworzy niepowtarzalny klimat i może być wzorem estetyki architektonicznej. Argumentami przemawiającymi za odchodzeniem od grodzenia osiedli jest ryzyko gettoizacji miast, szerzenie podziałów społecznych, sztuczne dzielenie wspólnej przestrzeni życiowej. Natomiast urbaniści podnoszą argument zaburzania estetyki przestrzennej i zakłócania komunikacji zarówno pieszej jak i kołowej. Ronson w swoich osiedlach projektuje szerokie chodniki, ścieżki rowerowe, ogólnodostępne tereny rekreacyjne z zielenią parkową zachęcając w ten sposób mieszkańców do aktywnego spędzania wolnego czasu na łonie natury oraz zapewniając pełną integrację sąsiedzką. Montujemy udogodnienia zarówno dla pieszych jak i rowerzystów w tym stojaki rowerowe, czy rowerownie. W ten sposób wspieramy strategię eko mobilności, która jest spójna ze strategią zrównoważonego rozwoju firmy RONSON.

Angelika Kliś, Członek Zarządu ATAL S.A.

Architektura osiedli mieszkaniowych jest dziś zupełnie inna niż jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu, kiedy to grodzona i zamknięta przestrzeń były synonimem bezpieczeństwa i prestiżu. Zmieniły się trendy, ale przede wszystkim zmieniły się nasze potrzeby i sposób, w jaki żyjemy i relaksujemy się, a także postrzegamy przestrzeń. Dziś bezpieczne i komfortowe osiedla wyobrażamy sobie w zupełnie inny sposób. Nowoczesne budownictwo wielorodzinne ma być przestrzenią interakcji społecznych, usuwać bariery i tworzyć miejsce sprzyjające sąsiedzkiej integracji. Zresztą dobrosąsiedztwo jest jednym z kluczowych trendów w budownictwie mieszkaniowym, który pandemia jeszcze zintensyfikowała.

ATAL projektuje głównie otwarte osiedla. Odchodzimy od grodzonych i zamkniętych inwestycji. Przywiązujemy dużą uwagę do tego, aby każdy z naszych projektów stwarzał przestrzeń pozytywnie wpływającą na jakość i komfort życia użytkowników. Liczy się nie tylko otwarta przestrzeń, ale także funkcjonalność i dobrze zaprojektowane części wspólne. Niezwykle istotnym elementem inwestycji wielorodzinnych są miejsca rekreacji i przestrzenie wspólne wspierające nawiązywanie relacji. Nabywcy dużą wagę przywiązują do znajdujących się na terenie osiedla zieleni, elementów małej architektury, placów zabaw czy ogólnodostępnych tarasów.

Tomasz Kaleta, dyrektor Departamentu Sprzedaży, Develia S.A.

Po latach mody na zamknięte osiedla nabywcy mieszkań zaczynają preferować inwestycje o charakterze otwartym, dobrze wkomponowane w istniejącą tkankę miejską. Zabudowa miejska z roku na rok staje się coraz bardziej zwarta i mieszkańcy częściej doceniają np. drzewa i dodatkowe tereny zielone wokół inwestycji, które można urządzić zamiast płotów i innych barier architektonicznych. Ta zmiana preferencji idzie z resztą w parze z zabraniającymi grodzenia przepisami, które są wprowadzane przez rady miejskie w ramach tzw. uchwał krajobrazowych. Dla przykładu, od pierwszego lipca ubiegłego roku zakaz wygradzania inwestycji mieszkaniowych obowiązuje w Krakowie. Często takie zapisy pojawiają się również w nowo uchwalanych miejscowych planach zagospodarowania przestrzennego.

Anna Wojdyga, P. O. Lidera Działu Marketingu i PR firmy Profbud

Przeglądając nowe inwestycje mieszkaniowe dostępne na rynku można pokusić się o stwierdzenie, że otwarte osiedla wracają do łask. Niegdyś Klienci oczekiwali projektów o zamkniętym charakterze z całodobową ochroną i monitoringiem, tworząc tym samym osiedlową enklawę. Dzisiaj z kolei, wiele projektowanych inwestycji z założenia powstaje jako przestrzenie nieogrodzone – nie wpływa to jednak na bezpieczeństwo i komfort mieszkańców. Tego typu nieruchomościami w naszym portfolio są m.in. Zakątek Cybisa oraz Osiedle Złota Oksza. Otwarte, nieogrodzone i przemyślane projekty architektoniczne integrują przyszłych mieszkańców, z kolei poczucie bezpieczeństwa i komfortu zapewnia monitoring czy całodobowa ochrona. Takie rozwiązania przyciągają coraz większą rzeszę fanów, o czym świadczy np. sprzedaż mieszkań w inwestycji Osiedle Złota Oksza. Pomimo, że komunikacja i sprzedaż Osiedla rozpoczęła się w lipcu br. nieruchomość została już sprzedana w 21%.

Michał Witkowski, dyrektor ds. sprzedaży Lokum Deweloper S.A.

Analizując nasze budownictwo mieszkaniowe w szerokiej perspektywie, na przestrzeni kilkudziesięciu lat, można dostrzec, że osiedla otwarte dominują ilościowo nad zamkniętymi, których koncepcja pojawiła się później. W tym sensie, nie muszą one wracać do łask, choć faktycznie przez pewien czas inwestycje ogrodzone z dostępem tylko dla mieszkańców stanowiły większość z nowobudowanych. Możemy jednak zauważyć, że otwarte osiedla zaczynają coraz wyraźniej zaznaczać się w aktualnie realizowanych projektach. Nie chodzi jednak tylko o przewagę otwarte-zamknięte, ale też o szerszy kontekst i nowoczesne podejście do kreowania przestrzeni miejskich. Ważna jest chociażby obecność usług na konkretnym osiedlu, która jest coraz bardziej naturalna i oczekiwana przez mieszkańców. Inwestycja, na terenie której znajdują się sklepy, restauracje, czy usługi z branży beauty, fitness są naturalnie otwarte, przynajmniej w części, gdzie są zlokalizowane lokale usługowe. Zdarzają się także sytuacje, w których miejskie uchwały krajobrazowe ograniczają bądź wykluczają grodzenie osiedli, tak jest np. w Krakowie.

Grzegorz Smoliński, Dyrektor Działu Sprzedaży w Dom Development

Współtworzymy przestrzeń miejską w największych aglomeracjach i dbamy o to, by poprawiać jej estetykę i funkcjonalność oraz zapewnić poczucie bezpieczeństwa mieszkańcom. Projektując osiedla, tworzymy miejsca do życia łączące te cechy i zachęcające do integracji sąsiedzkiej. Nasze inwestycje posiadają więc zarówno części wspólne przeznaczone wyłączone dla mieszkańców, takie jak strefy rekreacji, place zabaw, czy zielone dziedzińce, ale także otwarte przestrzenie, dostępne dla wszystkich, zawierające lokale usługowe pod kawiarnie czy sklepiki osiedlowe. We współpracy z samorządami często jesteśmy twórcami ogólnodostępnych placów, skwerów czy uliczek, które urozmaicamy poprzez ciekawie zaaranżowaną zieleń oraz murale lub rzeźby, jak np. na warszawskim Żoliborzu Artystycznym. Staramy się, by nasze projekty były ponadczasowe pod względem architektonicznym i wizualnym, przy jednoczesnym uwzględnianiu aktualnych trendów społecznych. Wsłuchujemy się więc w potrzeby klientów, którzy oczekują przede wszystkim atrakcyjnych przestrzeni miejskich.

Łukasz Tekieli, dyrektor ds. sprzedaży Murapol SA

W ostatnim czasie na znaczeniu zyskały otwarte przestrzenie zewnętrzne na osiedlach. Coraz częściej stają się one miejscami spotkań, spacerów czy nawiązywania relacji między mieszkańcami, a dla deweloperów stanowią przewagę konkurencyjną. Dobrym przykładem mogą być ogrody deszczowe, powstające w ramach naszej gdańskiej inwestycji Murapol Osiedle Zdrovo, które łączą ideę budownictwa ekologicznego z otwartą przestrzenią wewnątrz osiedla. W mojej ocenie pandemia, a szczególnie lockdowny dodatkowo wzmocniły te trendy. Coraz częściej spotykamy się w przestrzeniach wspólnych czy na tarasach, a zawiązane relacje sąsiedzkie budują poczucie bezpieczeństwa lepiej niż ogrodzenia.

Michał Melaniuk, Dyrektor Zarządzający Inwestycjami Mieszkaniowymi w Cordia Polska i Prezes Zarządu Polnord SA

W portfolio Cordia Polska znajdują się zarówno osiedla w pełni ogrodzone, jak i te otwarte. Te pierwsze posiadają atut istotny z punktu widzenia klientów, którzy postrzegają je jako bezpieczniejsze. Istnieją jednak rozwiązania, które pozytywnie wpływają na komfort mieszkańców, a jednocześnie nie wymagają umieszczania pełnego ogrodzenia osiedla – np. estetyczne żywopłoty, które zapewniają nie tylko prywatność, ale i dodatkową zieleń w okolicy. Od pewnego czasu kwestię tę regulują także uchwały krajobrazowe. Dla przykładu, w Krakowie od 1 lipca 2020 r. dla nowych budynków mieszkalnych wielorodzinnych obowiązuje zakaz umieszczania ogrodzenia.

Cezary Grabowski, dyrektor sprzedaży i marketingu Bouygues Immobilier Polska

Zarówno ogrodzone, jak i otwarte osiedla mają swoich zwolenników – wszystko zależy od indywidualnych preferencji mieszańców. Dla części klientów istotne są zalety osiedli zamkniętych, takie jak zwiększone poczucie bezpieczeństwa, prywatność czy lepsza dostępność miejsc parkingowych. Natomiast dla preferujących otwarte inwestycje najważniejsza będzie ułatwiona i nieograniczona komunikacja – zarówno piesza, jak i samochodowa. Równie istotna jest integracja z otoczeniem inwestycji, bez sztucznych podziałów, a także całościowa estetyka okolicy. Zarówno w nowych projektach, jak i osiedlach z rynku wtórnego zauważalna jest zależność między ograniczaniem przestrzeni, a lokalizacją: zazwyczaj otwarte osiedla znajdują się w centrach miast. W takich właśnie miejscach budujemy znaczną część naszych inwestycji i są to osiedla otwarte. Wśród przykładów możemy wymienić projekty Stalowa 39 i Wileńska Express w Warszawie oraz Centreville we Wrocławiu.

Edyta Kołodziej, dyrektor sprzedaży i marketingu w Nickel Development

Z naszego punktu widzenia takie osiedla funkcjonują cały czas – mamy je w portfelu od 20 lat. Nieustanny popyt na mieszkania na Osiedlu Księżnej Dąbrówki, które rozbudowujemy sukcesywnie w podpoznańskiej Dabrówce, czy popularność Osiedla Botaniczna, na którym mieszkania znalazły swoich nabywców w rekordowym tempie, przekonuje nas, że pewne grupy klientów cały czas doceniają otwarte osiedla. To ludzie otwarci na relacje społeczne, często dobrze wykształceni, często podróżujący.

Wiedząc to, już teraz cieszymy się na premierę naszego nowego osiedla, które chcemy pokazać jesienią tego roku. Będzie to otwarte osiedle, otoczone zielenią, adresowane głównie do rodzin, zachęcające swoim układem do nawiązywania i rozwijania relacji sąsiedzkich. Wiedząc, jak rozwijały się one w Dabrówce, jestem pewna, że tam również powstanie charakterystyczna mikrospołeczność. Taka społeczność daje poczucie przynależności i bezpieczeństwa wynikającego z wzajemnej troski sąsiadów.

Joanna Janowicz, dyrektor zarządzająca w firmie Constructa Plus

Powolne wychodzenie z pandemii, którego — mam taką nadzieję — nie zaburzą kolejne fale zachorowań, będzie sprzyjało nawiązywaniu relacji sąsiedzkich, które zostały mocno ograniczone przez konieczność utrzymywania dystansu społecznego w czasie najsroższego lockdownu. Coraz częściej w nowych projektach widać więc to, co my praktykujemy już od kilku lat, czyli tworzenie przestrzeni wspólnych nieruchomości, które będą zachęcały do spędzania tam czasu, czego przykładem jest teren naszej inwestycji przy ul. Jakuba Wujka w Poznaniu z alejkami i ławkami przed budynkiem. Następnym krokiem odbudowywania więzi społecznych powinny być powszechne otwarte osiedla. Czy tak się stanie? W mojej opinii byłoby tak już dawno, gdyby nie problem z parkowaniem. Nawet gdy deweloperzy budują osiedle bez szlabanów i płotów, prędko ustawiają je wspólnoty, broniąc się w ten sposób przed zajmowaniem miejsc postojowych przez osoby z zewnątrz. Jeśli więc zwiększymy jako społeczeństwo kulturę parkowania lub samochody zaczną znikać z ulic, bo nie będą już w mieście potrzebne, wówczas — moim zdaniem — znikną też szlabany i ogrodzenia osiedli.

Autor: RynekPierwotny.pl

800 zł za metr – tyle trzeba średnio wydać na remont mieszkania o powierzchni 50 mkw.

W zaokrągleniu 10 000 zł za łazienkę, 20 000 zł za kuchnię, 9000 zł za pokój
i sypialnię oraz 3500 zł za przedpokój to standardowe wydatki na remont 50-metrowego mieszkania. I raczej minimalne, bo bez wymiany okien, parapetów
i mebli.

Eksperci rankomat.pl przeanalizowali wydatki na remont mieszkania 50 m2 (kuchnia 8 m2, łazienka 6 m2, dwa pokoje o 10 i 20 m2 i 6 m2 przedpokoju), jakie lokator poniesie w 2021 roku. Wszystkie ceny, zarówno materiałów, jak i robocizny, są uśrednione, ale mogą się różnić w zależności od regionu czy wartości nieruchomości. Dane pochodzą z wyliczeń portalu rynekpierwotny.pl i z porównywarki Rankomat.

Prawie połowę wydatków pochłonie kuchnia

Remont 8 m2 kuchni to ponad 46 proc. wszystkich wydatków na remont mieszkania. Na sam sprzęt, w tym meble na wymiar i AGD, trzeba wydać ok. 13 000 zł. Reszta to koszty robocizny od skucia i położenia płytek, przez wymianę instalacji, po montaż drzwi i sprzętów – wynika z obliczeń portalu rynekpierwotny.pl.

Druga na liście wydatków jest łazienka. Remont 6 m2 pomieszczenia pochłonie ok. 10 000 zł. To ponad 23 proc. wszystkich wydatków. Połowa tej kwoty kosztuje sama robocizna, m.in. skucie i wywóz płytek, demontaż WC, montaż kaloryfera oraz wanny lub prysznica, instalacja hydrauliczna i elektryczna. Urządzenia sanitarne oraz drzwi
z montażem to ponad 3000 zł.

Remont pokoju 20 m2 i sypialni 10 m2 zamyka się w kwocie 8 900 zł i stanowi nieco ponad jedną piątą wydatków. Najdroższa jest wymiana podłogi za prawie 4000 zł, reszta to koszt nowego oświetlenia, kaloryferów i drzwi. Rachunek uzupełniają  malowanie ścian i instalacja elektryczna (po 1000 zł).

Najtańszym remontowanym pomieszczeniem jest przedpokój 6 m2. Ok. 3550 zł (8,40 proc. wydatków) wyniesie zerwanie starych paneli, wylewka podłogowa, montaż drzwi z ościeżnicą, malowanie ścian i sufitu oraz lampa sufitowa z montażem – wylicza rynekpierwotny.pl.Koszty remontu

Ubezpieczenie mieszkania po remoncie może się opłacić

Koszty polisy mieszkaniowej to najmniejszy wydatek w remontowanym mieszkaniu. Ubezpieczenie za 350 zł stanowi zaledwie 0,83 proc. wszystkich wydatków remontowych. Polisa w tej cenie dla mieszkania 50 m2 po remoncie wartego 390 000 zł zawiera ochronę ścian, stałych elementów, wyposażenia i piwnicy na wypadek zdarzeń losowych w formule All Risk, a dodatkowo kradzież z włamaniem, przepięcia, stłuczenie szklanych przedmiotów, dewastację i wandalizm, pakiet home i medical assistance oraz NNW dla zwierząt domowych.

Inwestycja w mieszkanie 40 000 zł to dla większości lokatorów bardzo duża kwota. W razie pożaru, zalania czy kradzieży może to być dopiero początek wydatków. Dlatego warto dołożyć kilkaset złotych więcej i zyskać ochronę finansową przez cały rok. Mimo że środki wydane na remont podniosą wartość mieszkania, nie wypłynie to zauważalnie na cenę polisy mieszkaniowej – wyjaśnia Michał Ratajczak, ekspert ubezpieczeń nieruchomości rankomat.pl.

Inwestycje EIT InnoEnergy w zieloną energię

  • Fundusz EIT InnoEnergy, poprzez swoje inwestycje, chce do 2030 r. doprowadzić do obniżenia emisji gazów cieplarnianych o 1,1Gt CO2 rocznie, co odpowiada jednej trzeciej europejskiego celu redukcji emisji dwutlenku węgla do 2030 r. lub wyłączeniu z użytkowania 250 mln samochodów osobowych.
  • Inwestycje InnoEnergy przełożą się także na oszczędności energetyczne szacowane na 9,1 mld EUR rocznie.
  • Spółki portfelowe EIT InnoEnergy od 2010 r. stworzyły 25 000 bezpośrednich i pośrednich miejsc pracy.
  • Informacje o inwestycjach funduszu, obejmujących także start-upy o polskim rodowodzie, oraz ich pozytywnym wpływie na środowisko, ekonomię i społeczeństwo, opisane zostały w raporcie “EIT InnoEnergy Impact Report 2020”.

EIT InnoEnergy, wiodący na świecie fundusz i akcelerator inwestujący w rozwiązania z obszaru zielonej transformacji energetycznej, opublikował raport “EIT InnoEnergy Impact Report 2020” zawierający informacje o 250 innowacyjnych start-upach i scale-upach z portfela funduszu, w tym o firmach o polskim rodowodzie. Autorzy opracowania podkreślają, że prowadzone przez podmiot inwestycje mają na celu obniżenie jeszcze w obecnej dekadzie emisji gazów cieplarnianych o 1,1 Gt ekwiwalentu CO2 rocznie, co odpowiada jednej trzeciej europejskiego celu redukcji emisji dwutlenku węgla do 2030 r. Inwestycje przełożą się także na oszczędności energetyczne szacowane na 9,1 mld EUR rocznie, otwierając Europie drogę do pełnej dekarbonizacji.

Pomimo trwającej pandemii, portfel aktywów EIT InnoEnergy stale rośnie, poszerzając się o starannie dobrane, szybko rozwijające się firmy działające w sektorze zielonej energii. Presję na rozwiązania, które pozwolą sprostać narastającym wyzwaniom klimatycznym, potęgują rosnące oczekiwania społeczne związane z transformacją energetyczną oraz ambitne unijne regulacje, takie jak zaprezentowany przez Komisję Europejską pakiet ‘Fit for 55’.

„Potencjał zgromadzony w naszym portfelu inwestycyjnym jest ogromny. Skalę możliwej redukcji emisji COmożna porównać do usunięcia z dróg prawie 250 milionów samochodów. Wywarcie tak pozytywnego wpływu na proces transformacji energetycznej nie byłoby możliwe bez przyjęcia przez EIT InnoEnergy globalnej perspektywy walki ze zmianami klimatu. Firmy, w które zainwestowaliśmy, wciąż są na wczesnym etapie rozwoju, a już udało im się stworzyć 25 000 bezpośrednich i pośrednich miejsc pracy. Wyobraźmy sobie, jak wielki wpływ będą mieć na swoje otoczenie i rynek pracy, kiedy dojrzeją i zwiększą skalę działania.” – mówi Elena Bou, współzałożycielka i dyrektorka innowacji w EIT InnoEnergy.

Od momentu powstania, fundusz EIT InnoEnergy przeanalizował koncepcje i modele biznesowe ponad 5000 start-upów i wsparł wprowadzenie na rynek ponad 300 innowacyjnych produktów i usług. 85 proc. spółek portfelowych funduszu prowadzi globalną ekspansję, wykorzystując rozwijane w Europie innowacje, żeby przyspieszać transformację energetyczną na całym świecie i hamować postępujące zmiany klimatu. Obecnie EIT InnoEnergy dysponuje największym na świecie portfelem technologii zrównoważonej energii spośród wszystkich tego typu inwestorów na świecie. Zgodnie z obecnymi założeniami, innowacje wspierane przez fundusz, związane z OZE i wpisujące się w globalne trendy e-mobilności i smart city, do 2030 r. wygenerują ponad 600 TWh energii z czystych źródeł. To ok. 4-krotność produkcja energii elektrycznej w Polsce w 2020 r.

Elena Bou przypomina, że wnioski z najnowszego raportu Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu (IPCC) to bardzo poważne ostrzeżenie dla ludzkości. Jej zdaniem, jeśli nie podejmiemy natychmiastowych działań prowadzących do głębokich, globalnych cięć emisji gazów cieplarnianych, nie uda nam się zatrzymać globalnego wzrostu średnich temperatur, co zagrozi miliardom ludzi na Ziemi. Współzałożycielka EIT InnoEnergy przywołuje także wyliczenia Międzynarodowej Agencji Energetycznej (MAE), która szacuje, że globalna emisja CO2 w sektorach energetyki i przemysłu wzrosła od 1992 r. o 60 proc.

„Zebrane w naszym raporcie dane dowodzą, że młode, innowacyjne firmy zajmujące się zrównoważoną energią mogą, przy odpowiednim wsparciu, zakwestionować obowiązujący status quo i wywrzeć realny wpływ na tempo transformacji energetycznej na świecie, zwiększając dostępność bezpiecznej i czystej energii.” – mówi Elena Bou. „Ogromnie cieszy nas to, że w grupie wspieranych przez nasz fundusz innowatorów są reprezentanci aż 80 narodowości, wśród nich rosnąca liczba kobiet. Elementem poprzedzającym każdą decyzję inwestycyjną EIT InnoEnergy jest szczegółowa analiza due diligence, obejmująca także ocenę potencjalnego wpływu, jakie przedsiębiorstwo i rozwijana przez nie technologia wywrze na swoje otoczenie. Gdy spółka trafia już do naszego portfela, wspólnie z jej twórcami przygotowujemy plan na to, jak ten pozytywny wpływ firmy dodatkowo zwiększyć. Naszym celem nie jest jedynie wybór najlepiej rokujących start-upów, ale także realne wspieranie ich późniejszego rozwoju, osiągania kolejnych celów i kamieni milowych.”

Obecnie w portfelu EIT InnoEnergy znajdują się innowacyjne start-upy, takie jak Alpinov X, BetterSpace, Cascade Drives, CorPower, Duckt, Hymeth, Llewo, Naoden, Nawa Technologies, NabraWind, SciBreak, Wattsun, Vilisto, czy polsko-szwedzki SunRoof, który tworzy najbardziej wydajne dachy solarne na rynku. W portfelu inwestycyjnym EIT InnoEnergy znajduje się także m.in. polski Ecobean, wytwarzający bioprodukty ze zużytej kawy oraz BIN-E, który rozwija inteligentny system zarządzania odpadami. Wielowymiarowy ekosystem budowany przez EIT InnoEnergy skupia ponad 500 globalnych partnerów, którzy przyczyniają się do budowy bardziej zrównoważonego świata i wspierają globalną transformację energetyczną.

O raporcie

Raport „EIT InnoEnergy Impact 2020” klasyfikuje inwestycje EIT InnoEnergy pod kątem ich pozytywnego wpływu na środowisko, ekonomię i społeczeństwo oraz ich wkładu w realizację Celów Zrównoważonego Rozwoju. W ocenie wpływu środowiskowego przyjęto horyzont czasowy analizy do 2030 r. Wartości wskaźników wpływu w zakresie ekonomii i społeczeństwa wyliczono w oparciu o dotychczasową działalność spółek portfelowych. Liczby przedstawione w raporcie oparte są na danych dostarczonych przez spółki z portfela EIT InnoEnergy.

Insurtech Netrisk (z portfolio MCI Capital Tomasza Czechowicza) wchodzi na Litwę

Grupa Netrisk ogłosiła dziś zakup 100 proc. udziałów w spółkach prowadzących Edrauda.lt. Edrauda została założona w 2009 roku, aby pomóc w szybkim, łatwym i tanim zakupie polisy online, a dziś ma prawie 150 tys. klientów i współpracuje z ubezpieczycielami jako broker.

Edrauda stanie się teraz – obok Netrisk.hu, Biztositas.hu, Klikpojisteni.cz, Porovnej24.cz i Netfinancie.sk – częścią Grupy Netrisk, rozszerzając tym samym jej działalność o czwarty kraj – Litwę (po Węgrzech, Czechach i Słowacji). Grupa jest w własnością funduszy TA Associates (większościowy udziałowiec) oraz MCI EuroVentures (grupa MCI Capital, kierowana przez Tomasza Czechowicza).

– Widzimy wielką szansę w dołączeniu do Grupy Netrisk – powiedziała Rima Kazlauskaitė, dyrektor zarządzająca i współzałożycielka Edraudy. – Będziemy teraz mogli zaoferować naszym klientom najwyższą jakość obsługi poprzez wykorzystanie międzynarodowego doświadczenia Netrisk. Ta transakcja zapewnia nam niezbędne zasoby i wsparcie, aby wprowadzać innowacje i szybciej rozwijać się w zmieniającym się otoczeniu rynkowym – dodał Dainius Alkinas, członek zarządu i współzałożyciel Edraudy.

Dyrektor ds. rozwoju korporacyjnego Grupy Netrisk, Dávid Kárpáti, powiedział: – Naszą strategią jest połączenie wiodących graczy w zakresie pośrednictwa ubezpieczeniowego i porównywarek ubezpieczeń online w Europie Środkowo-Wschodniej. Jesteśmy pod ogromnym wrażeniem tego, co Edrauda osiągnęła na rynku litewskim dzięki innowacjom produktowym i skupieniu wokół siebie doskonałego zespołu. Z niecierpliwością czekamy na podzielenie się doświadczeniem przez Edraudę, aby wspierać nasz dalszy organiczny wzrost w nadchodzących latach.

Przed realizacją transakcji jednym z głównych udziałowców Edrauda.lt była prywatna spółka ME Investicija (w jej portfolio znajduje się Girteka Logistics, operator największej floty samochodów ciężarowych w Europie, a także deweloper nieruchomości komercyjnych SIRIN Development).

Przejęcie zbiega się w czasie z zatrudnieniem nowego dyrektora generalnego Grupy Netrisk. Został nim Robert Sokołowski, który wcześniej pracował w Zurich Insurance, gdzie przez trzy lata pełnił funkcję globalnego szefa sprzedaży ubezpieczeń bezpośrednich i ma dwudziestoletnie doświadczenie zdobyte w różnych firmach branży ubezpieczeniowej.

László Sebestyén, przewodniczący Grupy Netrisk, powiedział o nowym CEO : „Bardzo się cieszymy, że Robert dołącza do nas. Jest doświadczonym liderem na arenie międzynarodowej, który wprowadzi nas na wyższy poziom na ścieżce ciągłego rozwoju. Jego doświadczenie i profesjonalizm będą dla nasz bardzo przydatne”.

– Przez ponad 25 lat Netrisk.hu stał się punktem odniesienia wśród internetowych porównywarek, a dzięki trafionym przejęciom takich graczy, jak Klikpojisteni, Porovnej24, Netfinancie czy teraz Edraudy ​​mamy świetną okazję do zbudowania marki regionalnego czempiona. Cieszę się, że mogę dołączyć do grupy, którą tworzą bardzo utalentowani innowacyjni ludzie służący naszym klientom – powiedział Robert Sokołowski.

Polska gospodarka potrzebuje przyspieszenia. Czy firmy postawią na digitalizację?

  • Gospodarki unijne czeka w najbliższej dekadzie przyspieszenie technologiczne związane z dążeniem do zeroemisyjności
  • Aby sprostać wyzwaniom polityki klimatycznej, przemysł będzie inwestować
    w unowocześnienie produkcji i innowacyjne rozwiązania. Odkładanie decyzji o digitalizacji oznacza pozostanie w tyle rywalizacji o utrzymanie pozycji na rynku
  • W polskich firmach produkcyjnych, zwłaszcza małych i średnich przedsiębiorstwach, proces transformacji cyfrowej przebiega zdecydowanie za wolno. Opracowany przez Siemens Polska raport Digi Index wskazuje na potrzebę pilnych działań, zwłaszcza w obszarze zdobywania finansowania digitalizacji i dostępu do know-how

Digitalizacja, zwłaszcza dla firm z sektora produkcyjnego oraz tych, które myślą o większej ekspansji i zdobywaniu zagranicznych rynków, stała się koniecznością. Trend ten będzie się nasilał – gospodarki unijne czeka wkrótce duże przyspieszenie technologiczne, związane z dążeniem do zeroemisyjności w ramach trwającej transformacji energetycznej. Tymczasem stan digitalizacji polskiej gospodarki nie nadąża za europejskim trendem, co w szczegółach przedstawia raport z badania Digi Index przeprowadzonego na zlecenie Siemensa. Ogólny wskaźnik digitalizacji wyniósł 1,8 pkt. na czterostopniowej skali. Wynik poniżej 2 pkt. świadczy o potrzebie pilnych zmian w zakresie digitalizacji przedsiębiorstw. Badanie zostało przeprowadzone na firmach z czterech sektorów: chemia i farmacja, motoryzacja, produkcja maszyn, przemysł spożywczy.

Sporo firm nadal nie inwestuje wystarczająco szybko w digitalizację. Dzieje się tak nawet pomimo kryzysu spowodowanego pandemią, który zaburzył regularność sprzedaży i – zwłaszcza w początkowym okresie – zerwał łańcuchy dostaw. Badanie Digi Index ujawniło znaczące różnice między branżami. Podczas gdy w branży automotive tylko 3,3 proc. firm nie przeznacza środków na digitalizację, a w branży spożywczej 6,7 proc., to w branży chemicznej i farmaceutycznej jest to już 10 proc., a produkcji maszyn – aż 20 proc. Rośnie za to skłonność do przeznaczania coraz większych środków na digitalizację wśród tych firm, które już wcześniej wydzieliły specjalne budżety na inwestycje w cyfrowe rozwiązania.

Ogłoszony w lipcu 2021 r. unijny pakiet legislacyjny „Fit for 55” wymusi na gospodarkach przyspieszenie industrializacyjne. W najbliższych latach wszystkie europejskie przedsiębiorstwa będą musiały przejść transformację w kierunku ograniczenia emisji CO2, by sprostać restrykcyjnym normom wspólnotowej polityki klimatycznej.

Przepisy „Fit for 55” wskazują ogólny kierunek zmian. Sposób ich realizacji zależy w dużej mierze od sektora produkcyjnego i jego możliwości technicznych oraz finansowych, by proponować rozwiązania spójne z polityką klimatyczną. Kluczowe dla tej transformacji będzie zaangażowanie i inwencja biznesu, naukowców, inżynierów oraz decydentów. Bez ich udziału pożądane zmiany – w ogromnej części oparte na innowacyjnych rozwiązaniach cyfrowych oraz automatyzacji – nie będą przebiegać wystarczająco szybko, by spełnić wymagania pakietu klimatycznego UE.

Jak z tym wyzwaniem poradzą sobie polskie firmy przemysłowe? Według danych
z raportu Digi Index, w ponad 40 proc. z nich nie wyznaczono budżetu i nie opracowano konkretnego planu działań, a brak wsparcia finansowego to największa trudność w procesie cyfryzacji dla aż 34 proc. firm.
Kolejne ok. 40 procent firm przygotowało już lub właśnie opracowuje kompleksową strategię rozwoju w kierunku cyfrowej transformacji. Jeśli ten stan utrzyma się w kolejnych latach, można zakładać, że firmy nie inwestujące w digitalizację będą radzić sobie na rynku coraz gorzej, a część z nich zniknie z niego lub zostanie przejęta przez podmioty nastawione na cyfrową transformację.

Pytane o plany na przyszłość, polskie firmy wydają się dość wstrzemięźliwe. Zaledwie 13,3 proc. z nich jest zdecydowane zwiększyć wydatki na digitalizację w najbliższym roku. Najbardziej optymistyczne podejście prezentuje branża chemiczno-farmaceutyczna – tu aż 30 proc. firm chce zwiększać inwestycje w rozwiązania cyfrowe. Dominuje jednak tendencja utrzymania kosztów
na wcześniejszym poziomie –
zachowawczość w inwestycjach deklaruje aż 60 proc. badanych podmiotów. Co szczególnie alarmujące, 6,7 proc. firm z sektora machinery rozważa wręcz redukcję tych wydatków. W pozostałych badanych sektorach takie odpowiedzi praktycznie nie padają.

Digitalizacja to długi proces, oparty na stworzeniu strategicznej mapy rozwoju, dostosowanej do indywidualnych potrzeb i możliwości firmy – mówi Sebastian Lemieszek, digital transformation advisor w Siemens Polska. – Obserwujemy duży wzrost zainteresowania współpracą z nami w formie ko-kreacyjnych warsztatów Digital Enterprise Workshop. W ich trakcie wspólnie z naszym partnerem tworzymy mapę drogową do cyfryzacji, w tym podwaliny pod budżety inwestycyjne. Jednocześnie dobieramy rozwiązania i narzędzia, które przyniosą firmie największe korzyści. Zdajemy sobie sprawę, że finanse to często kluczowa bariera. Dlatego oferujemy przygotowanie projektów cyfryzacji produkcji w nowym modelu biznesowym wraz ze współfinansowaniem tego procesu przez Siemens. Z drugiej strony widzimy, że firmy liczą też na fundusze publiczne.

Chodzi m.in. o Fundusz Modernizacyjny dla 10 państw UE, w tym Polski, który ma wesprzeć modernizację systemów energetycznych i poprawę efektywności energetycznej. Pomoże on
w finansowaniu drogi państw UE do neutralności klimatycznej. W perspektywie finansowej na lata 2021-2027 aż 30 proc. środków zostanie przeznaczone na cele związane z ochroną klimatu
i transportem niskoemisyjnym, a 25 proc. – na wdrażanie innowacyjności, badania i rozwój. Część pieniędzy zostanie przeznaczona na inwestycje strategiczne dla rządu i samorządów. Pod koniec roku powinny ruszyć pierwsze nabory wniosków w ramach regionalnych programów operacyjnych.

W marcu br. produkcja przemysłowa wzrosła o 18,9 proc. w ujęciu rocznym. To jeden z największych wzrostów w historii pomiarów. Mimo imponujących wyników przemysłu, bez digitalizacji nie sposób w pełni skonsumować tego sukcesu – wskazuje Maciej Witucki, Prezydent Konfederacji Lewiatan.

Firmy są świadome korzyści płynących z digitalizacji. Najczęściej wskazują na wzrost wydajności (35,3 proc.) i niższe koszty (34 proc.). Jako główną barierę postrzegają finansowanie (34 proc.) oraz brak wiedzy na temat opracowywania strategii i planu działania (16 proc.). Zatem korzystanie z różnych możliwości zarówno wsparcia finansowego, jak i w obszarze wymiany know-how, to dla firm szansa
i konieczność. Z jednej bowiem strony przemysł musi funkcjonować zgodnie z normami unijnej polityki klimatycznej; z drugiej – polskie firmy uczestniczą we wspólnym rynku, na którym konkurencja będzie się nasilać. Odkładanie decyzji o digitalizacji oznacza pozostanie w tyle rywalizacji o utrzymanie pozycji na rynku i rozwój.

Dlaczego marki tracą nabywców? GfK uruchamia narzędzie, które pozwala to sprawdzić

Firma GfK wprowadza na polski rynek nowe narzędzie dla marketerów i działów sprzedaży – Consumer Insights Engine. Rozwiązanie pozwala markom lepiej niż dotychczas poznawać i rozumieć decyzje zakupowe konsumentów oraz m.in. odpowiada na pytanie, dlaczego i w jakich sytuacjach tracą one potencjalnych nabywców.

Consumer Insights Engine (CIE) to jedyne na świecie tak zaawansowane, cyfrowe narzędzie umożliwiające badanie ścieżki zakupowej konsumentów. Zostało ono skalibrowane w oparciu o twarde dane POS (point of sales – pochodzące z punktów sprzedaży) i pozwala porównywać ze sobą dane sprzedażowe poszczególnych brandów oraz wybranych produktów – zarówno w skali krajowej, jak i w odniesieniu do rynków na całym świecie.

Zrozumienie nabywcy receptą na wzrosty sprzedaży

CIE działa w oparciu o intuicyjną platformę online, dzięki której klienci samodzielnie wyszukują interesujące ich informacje związane z procesem decyzyjnym konsumentów. W dowolnej chwili mogą wygenerować kluczowe dane, w tym np. kto rozważał zakup produktu konkretnej marki, którzy nabywcy w ogóle nie brali jej pod uwagę oraz jakie kryteria zaważyły o finalnym wyborze oferty konkurencji.

To wszystko można zmierzyć na bardzo wysokim poziomie szczegółowości, wyodrębniając wśród konsumentów konkretne grupy nabywców z podziałem np. na płeć lub wiek. Użytkownicy mogą również zweryfikować, jak różnice w decyzjach zakupowych kształtowały się w poszczególnych kanałach sprzedaży – online lub offline – a także sprawdzić wyniki konwersji dla konkretnych sieci detalicznych. Widzą bowiem, w których sieciach ich działania są bardziej efektywne niż średnia rynkowa, a w których zupełnie przeciwnie. W konsekwencji mogą błyskawicznie dostosować swoją strategię sprzedażową i marketingową, zmieniając priorytety i kładąc większy nacisk np. na client service, aktywność reklamową czy zmianę polityki cenowej – tłumaczy Maciej Piekarski, Client Business Partner w GfK.

Dane w CIE przedstawiane są w formie czytelnych wykresów uzupełnionych opisami i pozwalają na szybkie wygenerowanie raportów w formacie .xls lub .csv. Aktualnie w polskiej wersji Consumer Insights Engine można analizować dane dla 7 kategorii produktowych: laptopów, tabletów, drukarek, telefonów, telewizorów, pralek oraz lodówek.

Gdzie sprzedawać, aby zarabiać?

Z danych CIE wynika, że w I kwartale br. dla powyższych kategorii ponad 60% zakupów nadal odbywało się w sklepach stacjonarnych, ale już za blisko 40% odpowiadały kanały zdalne („czyste” zakupy online stanowiły 25%, a click&collect 6%, podobnie jak zakupy przez telefon). Największe znaczenie kanał online (czysty online + c&c) miał dla tabletów, gdzie odpowiadał on za 50% wszystkich zakupów. Telezakupy i telesprzedaż były z kolei domeną rynku smartfonów – 9% całkowitej sprzedaży realizowane było poprzez ten kanał. Z kolei zakupy w sklepach stacjonarnych najwięcej znaczyły dla kategorii telewizorów oraz dużego AGD (pralki i lodówki), ale nawet w tych segmentach stanowiły one niespełna 70% całości.

Na bazie powyższych danych firmy mogą łatwo porównywać swoją skuteczność w poszczególnych kanałach, zarówno na tle konkurencji jak i całości rynku. Wkrótce będą mogły to robić także w innych kategoriach, ponieważ docelowo planujemy poszerzyć nasz katalog o kolejne segmenty. To pozwoli markom w jeszcze bardziej kompleksowy sposób analizować efektywność swojej sprzedaży – podsumowuje Barbara Lewicka, Senior Director w GfK.

Cisco Talos: Cyberprzestępcy mogą sprzedawać przepustowość sieci bez wiedzy ofiary

Cyberprzestępcy znajdują nowe sposoby, aby zarabiać na atakach. Jak podaje Cisco Talos, coraz częściej robią to w oparciu o platformy umożliwiające dzielenie się ruchem sieciowym zwane „proxyware”, takie jak Honeygain, IPRoyal Pawns, Nanowire, Peer2Profit czy PacketStream. W niepowołanych rękach umożliwiają one wykorzystanie przepustowości sieci użytkowników bez ich wiedzy, działając w tle na zainfekowanym urządzeniu. W niektórych przypadkach cyberprzestępcy wyłączają alerty bezpieczeństwa, które mogłyby ostrzec zaatakowanego użytkownika.

Platformy „proxyware” umożliwiają udostępnienie części przepustowości sieci innym użytkownikom. Oczywiście za opłatą. Z tego rozwiązania korzystają m.in. firmy marketingowe testujące kampanie online w różnych regionach geograficznych. Z kolei użytkownicy prywatni mogą w ten sposób obejść ograniczenia wynikające z braku dostępu np. do serwisów streamingowych czy platform gamingowych w określonym kraju. Wykorzystują oni sieć z miejsca, gdzie usługa działa, nie ruszając się z fotela. Wraz ze wzrostem popularności tego rozwiązania, zainteresowali się nim również cyberprzestępcy, którzy zaczęli wykorzystywać je w kampaniach malware. Najbardziej oczywistym rodzajem ataku jest przejęcie przepustowości bez wiedzy użytkownika np. na potrzeby kopania kryptowalut.

Skala zjawiska jakim jest nielegalne wykorzystanie „proxyware” staje się coraz większa. Ma to związek ze wzrostem popularności samego narzędzia. Potwierdzają to niedawno opublikowano dane dotyczące Honeygain, jednej z najpopularniejszych platform proxyware, pochodzące z „2021 User Experience and Awareness Survey”. W tegorocznej edycji badania wzięło udział, aż 250 tys. użytkowników narzędzia. To ponad 16 razy więcej niż w 2020 r.

Nowy rodzaj ataków to nowe wyzwania dla zespołów IT

Wykorzystanie „proxyware” to nowy trend, ale jak podkreślają specjaliści Cisco Talos, o ogromnym potencjale rozwoju. Uzyskany nielegalnie dostęp do sieci pozwala cyberprzestępcom zatrzeć ślady prowadzące do źródeł ataków. Wszelkie działania prowadzone z wykorzystaniem skradzionej przepustowości są ukryte pod adresem IP ofiary. Dzięki temu wydaje się, że pochodzą one z sieci godnych zaufania, co usypia czujność specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa i utrudnia dostosowanie konwencjonalnych systemów bezpieczeństwa, które analizują m.in. listę zablokowanych adresów IP.

Nowe formy ataków wiążą się z nowymi wyzwaniami dla specjalistów ds. bezpieczeństwa, w szczególności w tych organizacjach gdzie dostęp do Internetu jest ograniczony lub sieć jest oznaczona jako „domowa”. Eksperci Cisco podkreślają, że istnieją także platformy, które umożliwiają dzielenie się ruchem sieciowym wprost z centrum danych. Dlatego warto, aby organizacje rozważyły wprowadzenie zakazu korzystania z platform typu „proxyware” w pracy. Punkty końcowe nie powinny nawiązywać połączenia z sieciami za ich pośrednictwem. Specjaliści Cisco Talos rekomendują wdrożenie kompleksowych mechanizmów zapewniających bezpieczne logowanie i dystrybuujących alerty, aby zapewnić efektywne lokalizowanie i odpowiadanie na przypadki prób połączenia z „proxyware”, gdyż może to świadczyć o tym, że doszło do ataku.

Pandemia COVID-19 na dobre zmieni konserwatywną branżę motoryzacyjną. Polska może na tym zyskać

Powrotu do sytuacji w automotive sprzed pandemii już nie ma – mówią eksperci Exact Systems, jednej z największych firm kontrolujących części samochodowe w Europie. W ciągu najbliższych kilku lat motobranżę czeka więcej zmian niż w ostatnich kilkudziesięciu. Przedstawiciele spółki wskazują długotrwałe skutki obecnego kryzysu, które odmienią dotąd bardzo konserwatywną i oporną na zmiany branżę motoryzacyjną. Są to robienie zapasów, samowystarczalność, konsolidacja oraz neutralność węglowa 360 stopni. I podkreślają, że Polska na tej transformacji może wiele ugrać.

– Od początków seryjnej produkcji samochodów, czyli od ponad 100 lat, branża motoryzacyjna doświadczyła wielu poważnych kryzysów gospodarczych. Większość z nich najczęściej skutkowała mniejszą produkcją i sprzedażą aut oraz części do nich. Kryzys wywołany koronawirusem również odbija się negatywnie na tych obszarach, jednak to nie wszystko. Pandemia przyspiesza koniec tradycyjnego automotive, jaki znamy od kilkudziesięciu lat, i wprowadza do naszej branży procesy, na które do tej pory większość graczy była bardzo oporna. Żyjemy w świecie VUCA, czyli zmiennym, niepewnym, złożonym i niejednoznacznym, i tylko ci, którzy dostosują się do zmian i będą gotowi na nowe rozwiązania, przetrwają – powiedział Paweł Gos, prezes zarządu Exact Systems.

Po pierwsze, potrzebne zapasy

Automotive na całym świecie prowadzi produkcję i gospodarkę magazynową zgodnie z zasadą „just-in-time”. W takim systemie dostaw, części czy podzespoły motoryzacyjne są dostarczane tylko wtedy, kiedy są potrzebne, i tam, gdzie są potrzebne. Czyli trafiają na linię produkcyjną dokładnie wtedy, kiedy mają być użyte do produkcji samochodu. Składowanie zapasów do tej pory było traktowane jako marnotrawstwo. Ostatnie doświadczenia mocno zmieniły takie myślenie. Braki półprzewodników czy innych komponentów, nawet tak drobnych jak poszycie na gałki zmiany biegów czy spinki mocujące przewody, na niespotykaną dotąd skalę, powodowały przerwanie łańcucha dostaw i postoje w zakładach, a w konsekwencji znaczne zmniejszenie produkcji motoryzacyjnej. Stąd branża robi ukłon w kierunku magazynów. – OEM-y w Europie coraz częściej stawiają wymóg wobec dostawców, w szczególności z odległych lokalizacji jak z Chin, aby składowały produkowane przez nich części i podzespoły blisko ich zakładów, skracając w ten sposób czas reakcji. Posiadanie magazynu to niejednokrotnie warunek dalszej współpracy. W Exact Systems już od dłuższego czasu wynajmujemy magazyny pod konkretne projekty, aby być bliżej klienta i szybciej reagować na jego potrzeby. Ten trend będzie się umacniać – dodaje Paweł Gos.

Po drugie, większa niezależność

Problem z brakiem półprzewodników był spowodowany przede wszystkim trzema czynnikami. Po pierwsze, przemysł motoryzacyjny przeszacował negatywny wpływ pandemii na poziom przyszłej sprzedaży samochodów, ograniczając zamówienia na komponenty do produkcji. Po drugie, przeoczył również szybkie ożywienie w innych gałęziach przemysłu, które notowały ogromny wzrost zapotrzebowania na chipy, takich jak produkcja elektroniki użytkowej czy sprzętu AGD. Po trzecie, mieliśmy do czynienia ze zwiększoną zależnością od TSMC – tajwańskiego producenta półprzewodników, z ponad 50% udziałem w globalnym rynku. Motobranża już wyciąga z tych lekcji wnioski i dąży do mniejszej zależności od dostawców lub do samowystarczalności. Najbardziej prawdopodobny scenariusz to budowanie fabryk w aliansie z poddostawcami, żeby mieć do dyspozycji części i podzespoły na miejscu lub w bliskiej odległości.

Po trzecie, nieunikniona konsolidacja

Niezależność producentów motoryzacyjnych prowadzi do kolejnego procesu, który ma miejsce już od kilku lat, a który pandemia przyspieszyła – do konsolidacji branży. Ostatnie najbardziej znane fuzje to powstanie koncernu motoryzacyjnego Stellantis z połączenia włosko-amerykańskiego Fiata Chryslera z francuskim Peugeot-Citroen czy utworzenie spółki joint venture w lipcu tego roku pomiędzy LG Electronics a Magna International (będzie produkować m.in. silniki elektryczne, systemy napędu elektrycznego). W najbliższych latach fuzji lub wspólnych przedsięwzięć będzie coraz więcej. W efekcie rynek motoryzacyjny będzie zdecydowanie mniej rozdrobniony, a dzięki efektom skali koszty tworzenia nowych, innowacyjnych produktów – głównie w obszarze elektromobilności – będą niższe.

Finalnym efektem konsolidacji będzie powstawanie ekosystemów motoryzacyjnych, w ramach których wszystkie elementy potrzebne do produkcji i sprzedaży samochodu elektrycznego (napędzanego elektrycznością z baterii czy zyskującym na popularności wodorem), będą zapewnione. Od części i podzespołów, przez technologię, po finansowanie – mówi Paweł Gos.

Po czwarte, pełna neutralność

Branża motoryzacyjna będzie dążyć do neutralności węglowej nie tylko w kontekście produkowanych pojazdów – przejście z produkcji aut spalinowych na elektryczne, ale przez cały cykl życia produktu. Ważny będzie każdy najdrobniejszy element, m.in. w jaki sposób i z czego wytwarza się poszczególne części i komponenty, co dzieje się z akumulatorem pojazdu po jego zużyciu, skąd pochodzi energia w fabrykach dostawców. Takiego podejścia oczekują sami konsumenci, których ekoświadomość rośnie z każdym dniem. Nissan jako jeden z pierwszych koncernów zaprezentował EV36zero – zeroemisyjną fabrykę samochodów elektrycznych. Projekt obejmuje trzy inicjatywy – produkcję samochodów elektrycznych, wykorzystanie odnawialnych źródeł energii oraz produkcję akumulatorów. Takie standardy wkrótce będą kształtować przyszłość całej branży motoryzacyjnej.

– Każda zmiana niesie dla Polski zarówno szanse jak i zagrożenia. Na ograniczeniu dystansu pomiędzy klientem a dostawcą możemy sporo zyskać na rynku europejskim. Producenci, którzy mają swoje fabryki samochodów w Niemczech, Wielkiej Brytanii czy Czechach, będą częściej szukać partnerów w bliższych lokalizacjach, rezygnując z dostawców z Azji. Już najpewniej za rok-dwa przekonamy się, czy nasz eksport do tych państw istotnie wzrósł. Jednak ta sama zasada zadziała zapewne w drugą stronę, czyli oddalone od Polsk fabryki mogą chętniej nawiązywać współpracę z lokalnymi firmami. Podążając za ekotrendami, zyskamy także w kontekście zeroemisyjnej motoryzacji. Już dziś jesteśmy jednym z największych producentów baterii do aut elektrycznych – podkreśla Paweł Gos, prezes zarządu Exact Systems.

Słaby dolar

Dolar nie umocnił się po silnych odczytach ISM oraz PMI dla przemysłu. Zareagował jednak deprecjacją na publikację ADP, która mocno rozczarowała. Narastają spekulacje co do jutrzejszych, rządowych danych na temat kondycji amerykańskiego rynku pracy. Eurodolar kroczy w kierunku 1,19. Z kolei ropa cały czas utrzymuje się wysoko po wczorajszym spotkaniu OPEC+.

Firma ADP standardowo na dwa dni przed NFP podała swoje wyliczenia dotyczące nowych miejsc pracy w USA. Wg jej wyliczeń przybyło jedynie 374 tys. podczas gdy oczekiwania były uplasowane zdecydowanie wyżej, bo na poziomie 615 tys. Wiemy oczywiście, że ADP często mija się z piątkowym odczytem i nie zawsze jest wiarygodnym prognostą danych publikowanych przez Departament pracy USA. Mówiąc w skrócie, korelacja jest bardzo niska. Widać jednak, że rynek w pewien sposób się wszystkimi danymi z rynku pracy w jakiś sposób emocjonuje. Widać również jak wrażliwa jest wycena w tym momencie USD na tego rodzaju dane. Jeśli wczoraj widzieliśmy prawie 50 pkt. ruch w górę na głównej parze walutowej, to jutro zmienność powinna być co najmniej dwukrotnie większa.

Dzieje się tak z jednego powodu. W tym momencie rynek pracy jest kluczowy dla Fed. Wysoka inflacja została przez bank centralny zauważona. Jeden z celów został już zrealizowany. W ostatnim czasie Powell dał jasny sygnał, że urzędnicy spoglądają głównie na comiesięczne raporty i to one w dużym stopniu będą determinować przyszłe decyzje banku. Potwierdzają to wypowiedzi poszczególnych przedstawicieli FOMC. Jutrzejsze dane mogą rozczarować. Ciężko będzie przebić bardzo dobre lipcowe odczyty. Konsensus jest zawieszony w okolicach 720 tys. Wszystko poniżej powinno osłabiać dolara i powodować wzrosty na Wall Street. Oczywiście nie należy patrzeć na dane jedynie przez pryzmat zmiany zatrudnienia w sektorze pozarolniczy. Ważna jest stopa bezrobocia, czy działały jakieś efekty specjalne, jaki jest wskaźnik aktywności zawodowej i ogólnie na jakim poziomie jest zatrudnienie w USA (ile brakuje do poziomów sprzed pandemii). Pamiętajmy, że pomoc rządowa pomału wygasa (dopłaty), zatem ten czynnik powinien nadal przyczyniać się do poprawy liczb.

Wczoraj miało miejsce spotkanie ministrów ropy z OPEC+. Rynek nie otrzymał żadnych zaskoczeń. Uzgodniony w połowie lipca harmonogram comiesięcznego zwiększenia produkcji o 400 tys. baryłek dziennie został potwierdzony. Wtorkowa prognoza Wspólnego Komitetu Technicznego (JTC) pokazała mimo to, że w najbliższych miesiącach będziemy mieli deficyt dostaw na poziomie 900 tys. baryłek dziennie. JTC podtrzymał również swoją wcześniejszą prognozę dotyczącą wzrostu światowego popytu na ropę w tym roku o niecałe 6 mln baryłek dziennie. Cenę ropy może również wspierać informacja, że zapasy w krajach OECD do maja 2022 mają pozostać poniżej średniego poziomu z lat 2015-2019. JTC nie wyklucza jednak scenariusza nadpodaży w przyszłym roku na poziomie 1,6 mln baryłek dziennie. Stanie się tak, jeśli OPEC+ będzie nadal podnosił poziom produkcji surowca. W ostatnim miesiącu produkcja ropy przez OPEC po raz kolejny pozostała poniżej celu uzgodnionego wcześniej. Reuters donosi, że produkcja ropy w krajach kartelu wzrosła o 210 tys. do 26,93 mln baryłek dziennie. Kraje, które uczestniczą w cięciu zwiększyły wydobycie o 280 tys. do 22,78 mln baryłek. To jest jednak nadal (o ok. 500 tys. baryłek) poziom poniżej dozwolonej produkcji w ramach porozumienia OPEC+. Rozbieżność tę można w dużej mierze tłumaczyć niskim wydobyciem ropy w Angoli i Nigerii (znacznie poniżej poziomu docelowego). To wynik oczywiście problemów strukturalnych w sektorze naftowym w tych Państwach.

Ropa brent na wczorajszej sesji spadła w okolice 70,4 USD. W godzinach popołudniowych nastąpiło jednak odreagowanie w kierunku 71,50. Z technicznego punktu widzenia notowania znajdują się w potencjalnej formacji flagi, która w teorii zapowiada dalsze wzrosty. Przełamanie górnego ograniczenia otworzy drogę cenie w kierunku 77 USD. W pewnym stopniu notowania zostały wsparte tąpnięciem zapasów w USA. To głównie efekt wcześniejszego wyłączenia platform wydobywczych, podczas gdy część rafinerii nadal funkcjonowała i była zmuszona korzystać z rezerw.

Złoty umocnił się w bardzo dynamiczny sposób. EUR/PLN zszedł do poziomu 4,50. To wynik niskiej awersji do ryzyka, wzrostów głównej pary walutowej oraz pokłosie wysokiego, poniedziałkowego odczytu na temat inflacji w Polsce (5,4 proc.). W przyszłym tygodniu w środę mamy decyzję w sprawie stóp procentowych. Do zmian nie dojdzie, jednak rynek będzie uważnie wczytywał się w komunikat po posiedzeniu RPP.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Miinto – duński gigant e-commerce o polskich korzeniach ugruntowuje swoją pozycję nad Wisłą

W ubiegłym roku globalna wartość handlu online w branży modowej została oszacowana na 752,5 mld USD, a w perspektywie najbliższych czterech lat rynek ma rosnąć o 9,1% rokrocznie[1]. Moda to obecnie największy segment konsumenckiego e-commerce – w większości krajów europejskich to numer jeden wśród zakupów online[2]. To oznacza, że gracze działający w tym sektorze mają przed sobą gros możliwości intensywnego rozwoju – pod warunkiem, że dostosują się do zmieniających się potrzeb klientów. Jedną z firm z rosnącą obecnością nad Wisłą jest Miinto, duński gigant e-commerce, który w naszym kraju jest obecny od 3 lat. Firma z polskimi korzeniami urosła w Europie o 54% w ciągu ostatniego roku, stając się jedną z największych europejskich platform modowych. W celu dalszego rozwoju zapowiada inwestycje m.in. w Polsce, takie jak stworzenie 300 nowych miejsc pracy w ramach rozwijającego się centrum IT.

Szybki rozwój handlu online w branży modowej sprawia, że rynek staje się niezwykle konkurencyjnym środowiskiem. To wyzwanie zwłaszcza dla małych, lokalnych projektantów czy manufaktur chcących dotrzeć ze swoimi produktami do jak największej grupy odbiorców, jednak nie dysponują wystarczającymi środkami czy wiedzą, aby prowadzić skuteczne działania promocyjne. W odpowiedzi na to zapotrzebowanie powstało Miinto, platforma e-commerce pośrednicząca w sprzedaży mody luksusowej i wspierająca sklepy z całego świata nowoczesnymi technologiami, m.in. szytymi na miarę rekomendacjami, które umożliwiają partnerom optymalizację decyzji zakupowych. Dzięki obecności na 13 europejskich rynkach, firma może zaoferować klientom produkty pochodzące od 5 000 lokalnych marek, w ten sposób umożliwiając fashionistom wspieranie designerów tworzących wyjątkowe ubrania czy akcesoria.

Mimo ekskluzywności sprzedawanych produktów, grono potencjalnych odbiorców jest spore – w samej Polsce w ciągu ostatnich 12 miesięcy zanotowano ponad 15 milionów wizyt na stronie Miinto, a niespełna 50 tysięcy klientów dokonało zakupu. Od początku 2021 roku przeciętny nabywca znad Wisły wydał na platformie około 200 euro. W innych krajach również nie brakuje zainteresowania produktami sprzedawanymi przez platformę – innowacyjny model rozwoju Miinto, bazujący na strategii blitzscalingu oraz wykorzystaniu nowych technologii, pozwolił osiągnąć ponad 200 mln euro przychodu, co plasuje duńską firmę w czołówce europejskich platform modowych.

W jednym miejscu skupiamy lokalnych projektantów i międzynarodowe marki, tworząc w ten sposób sklep z zupełnie unikatową ofertą. Pozwala nam to odpowiadać na potrzeby konsumentów oraz wspierać małe i średnie przedsiębiorstwa szyjące niepowtarzalne ubrania. Pandemia przyspieszyła pewne procesy w naszej firmie, ale też potwierdziła, że rynek potrzebuje naszej platformy i jej możliwości. Niektórzy z naszych partnerów mówili nawet, że bez dostępu do wielomilionowej bazy klientów i wsparcia naszych pracowników, byłoby im naprawdę trudno przetrwać ubiegły rok. Chcemy im jeszcze bardziej pomóc – z tego względu w naszych planach uwzględniamy m.in. inwestycję w polski hub IT, który wesprze rozwój naszej oferty na całym świecie – wyjaśnia Konrad Kierklo, CEO Miinto.

Miinto, które jeszcze rok temu było firmą działającą głównie w Skandynawii, obecnie ponad połowę swoich przychodów operacyjnych czerpie z rynków poza krajami nordyckimi. Od momentu założenia biznesu w Kopenhadze w 2009 roku, odnotowuje on silny i konsekwentny dwucyfrowy wzrost każdego roku – miejscami nawet trzycyfrowy. Nie zapowiada się na przełamanie tego trendu – w ubiegłym roku firma rozszerzyła działalność na takie kraje jak Niemcy, Francja i Hiszpania, a w sezonie 2020/2021 odnotowała rekordowy wzrost o 54% przy sprzedaży przekraczającej 185 mln EUR. Wzrost zatrudnienia w całej Europie, w tym w Polsce, ma na celu umocnienie pozycji Miinto jako technologicznego gracza na rynku fashion e-commerce.

W Polsce firma jest obecna od 3 lat, w tym czasie zdążyła nawiązać współpracę z ponad 300 partnerami z siedzibą w Polsce. Aktualnie platforma oferuje produkty zarówno największych marek (m.in. Gucci, Balenciaga, Louis Vuitton), jak i niezależnych butików lokalnych projektantów z całej Europy (m.in. Chylak, Allora czy włoski MSGM). Na rynek nad Wisłą Miinto weszło poprzez wykupienie najsilniejszego lokalnego konkurenta – showroom.pl, a teraz poszerza swoją obecność w kraju. Polski hub IT ma zapewnić ponad 300 miejsc pracy dla entuzjastów technologii i mody.

Dla Konrada Kierklo, CEO Miinto, inwestycja w Polsce i stworzenie lokalnego hubu IT to nie tylko sposób na utrzymanie szybkiego tempa rozwoju jego firmy. To także sprawa o osobistym charakterze, z uwagi na to, że jest on synem antykomunistycznego opozycjonisty, którego rodzina w latach 80. przeniosła się z Polski do Danii.

[1] https://www.statista.com/study/38340/ecommerce-report-fashion/

[2] https://www.postnord.com/siteassets/documents/media/publications/e-commerce-in-europe-2020.pdf

Konkurs w programie na rzecz bezpieczeństwa i obronności państwa – SZAFIR

To już czwarty konkurs programu . „Rozwój nowoczesnych, przełomowych technologii służących bezpieczeństwu i obronności państwa . SZAFIR”. Narodowe Centrum Badań i Rozwoju otwiera, kolejny w tym roku nabór, w ramach przedsięwzięcia,  mającego na celu budowę potencjału instytucji naukowych i przedsiębiorstw w dziedzinie bezpieczeństwa i obronności państwa. Program jest realizowany dzięki współpracy Centrum z Ministerstwem Obrony Narodowej i Ministerstwem Edukacji i Nauki.

– W porozumieniu z Ministrem Obrony Narodowej oraz Ministrem Spraw Wewnętrznych i Administracji w NCBR wdrażane są programy i projekty z zakresu obronności i bezpieczeństwa. Służą one budowie niezależności technologicznej naszego państwa. Konsekwentnie rozwijamy rodzimy know-how w zakresie tych technologii, które w obszarze bezpieczeństwa i obronności oceniane są jako kluczowe. Cieszę się, że współpraca z resortem obrony układa się tak dobrze. Przekłada się to na szybkość, z jaką możemy ogłaszać kolejne konkursy. Mam nadzieję, że to tempo będzie nadal utrzymane i pozwolą nam na to środki przekazane przez MEiN i MON – stwierdził dr inż. Wojciech Kamieniecki Dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Nowe zakresy tematyczne zostały opracowane wspólnie z resortem obrony narodowej. Od identyfikacji potrzeb w resorcie w zakresie przeprowadzenia prac badawczo-rozwojowych do ogłoszenia konkursu przez Komitet Sterujący do spraw badań naukowych i prac rozwojowych w obszarze bezpieczeństwa i obronności państwa minęło mniej niż 2 miesiące. Pokazuje to jak bardzo udało się usprawnić wzajemną współpracę. To czwarty konkurs ogłoszony w ramach programu pn. „Rozwój nowoczesnych, przełomowych technologii służących bezpieczeństwu i obronności państwa, pk. SZAFIR”  – podkreślił Rafał Sobolewski, dyrektor Działu Dział Zarządzania Programami i Projektami na Rzecz Bezpieczeństwa i Obronności Państwa NCBR.

Uczestnikiem konkursu może być uczelnia, instytut naukowy PAN, instytut badawczy, konsorcjum naukowe – grupa podmiotów, centrum naukowo-przemysłowe lub spełniający stosowne kryterium Przedsiębiorca.

Składanie wniosków, wyłącznie za pośrednictwem systemu elektronicznego, możliwe będzie w dniach 27.09.2021 r. od godz. 9.00 do 29.10.2021 r. do godz. 16.00, pod adresem https://osf.opi.org.pl.

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – sierpień 2021 r.

  • Wzrost wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 1,8% rdr do 17,7 mld zł
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu instrumentami pochodnymi o 14,8% rdr do poziomu 562,7 tys. szt.
  • Wzrost łącznego obrotu obligacjami na TBSP o 506,7% rdr do 50,1 mld zł
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu energią elektryczną o 0,4% do poziomu 15,2 TWh
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu gazem ziemnym o 140,7% rdr do 22,3 TWh
  • Wzrost obrotu Gwarancjami Pochodzenia dla energii elektrycznej wytworzonej w OZE o 112,9% rdr do 1,5 TWh

W sierpniu 2021 r. łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 18,3 mld zł, czyli o 4,4% więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wzrosła o 1,8% rdr do poziomu 17,7 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wyniosła 804,7 mln zł, o 2,8% mniej niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec sierpnia wyniosła 70 930,15 pkt i była o 37,4% wyższa niż przed rokiem.

Na rynku NewConnect w sierpniu odnotowano spadek łącznej wartości obrotu akcjami o 83,3% rdr do poziomu 293,1 mln zł. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect spadła o 83,3% rdr i wyniosła 289,2 mln zł.

Łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi w sierpniu wyniósł 562,7 tys. szt., czyli o 14,8% więcej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami na indeksy spadł o 4,3% rdr do poziomu 267,3 tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na akcje wzrósł o 9,0% rdr do 118,7 tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na waluty wzrósł o 97,4% rdr do 158,1 tys. szt., a wolumen obrotu opcjami spadł o 14,8% rdr do 18,6 tys. szt.

W sierpniu zanotowano spadek wartości obrotu produktami strukturyzowanymi o 0,9% rdr do poziomu 209,7 mln zł oraz wzrost obrotów ETF-ami o 37,7% rdr do 36,5 mln zł.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła na koniec sierpnia 101,2 mld zł, wobec 94,9 mld zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wartość obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń spadła o 16,1% rdr do poziomu 170,0 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP wyniosła 50,1 mld zł wobec 8,3 mld zł rok wcześniej, co oznacza wzrost o 506,7% rdr.

Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym wyniósł w sierpniu br. 15,2 TWh, co oznacza wzrost o 0,4% rdr. Wolumen obrotu energią elektryczną na rynku spot wzrósł o 10,9% rdr do poziomu 3,0 TWh. Na rynku forward wolumen spadł o 1,9% rdr do poziomu 12,2 TWh.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym wzrósł o 140,7% rdr do 22,3 TWh. Na rynku spot wolumen obrotu wzrósł o 24,0% do poziomu 1,2 TWh. Na rynku terminowym odnotowano wzrost o 154,9% rdr do poziomu 21,1 TWh.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia, z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[2], na rynku spot wyniósł 1,2 TWh, co oznacza spadek o 41,1% rdr.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) spadł o 33,8% rdr do poziomu 4,7 ktoe[3].

Obrót Gwarancjami Pochodzenia dla energii elektrycznej wytworzonej w OZE wzrósł o 112,9% rdr, do wolumenu 1,5 TWh.

Kapitalizacja 382 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku w sierpniu wyniosła 682,6 mld zł (150,4 mld EUR).

Łączna kapitalizacja 429 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku sięgnęła 1 292,8 mld zł (285,0 mld EUR).

Na rynku NewConnect w sierpniu br. zadebiutowały akcje spółki Punch Punk S.A. (wartość oferty: 1,5 mln zł).

Na rynku Catalyst w sierpniu br. zadebiutowały obligacje korporacyjne Infinity S.A. (wartość oferty: 9,4 mln zł).

W sierpniu 2021 r. na GPW odbyły się 22 sesje giełdowe, w porównaniu do 21 sesji rok wcześniej.

[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych

[2] świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane, notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg)

[3] ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

Oświata najczęstszym celem ataków ransomware

Prawie połowa instytucji edukacyjnych została w ostatnim roku zaatakowana przez ransomware – wynika z badania firmy Sophos. Placówki oświatowe ponoszą najwyższe ze wszystkich branży koszty zniwelowania skutków ataku, średnio to aż 2,73 mln dolarów. Aż 35% decyduje się na zapłacenie przestępcom okupu, jednak tylko co dziesiąta odzyskuje wszystkie dane. Największe problemy stanowi przestarzała infrastruktura IT oraz braki kadrowe.

Zdalne nauczanie okazją dla cyberprzestępców

Rok 2020 był trudny dla instytucji edukacyjnych – aż 44% z nich doświadczyło ataku ransomware, co stanowi największy odsetek spośród wszystkich branż. Szybkie przejście na zdalny tryb nauczania przyniosło zespołom IT z placówek oświatowych dodatkowe wyzwania: musiały zabezpieczyć nowe platformy i urządzenia, a także zapewnić szkolenia. Prawie trzy czwarte wskazuje, że w ubiegłym roku wzrosło obciążenie pracą związaną z cyberbezpieczeństwem. Prawie dwie trzecie (65%) stwierdziło zaś, że wydłużył się czas ich reakcji.

Branża edukacyjna od dawna jest atrakcyjnym celem dla przestępców. Należące do niej placówki dysponują wrażliwymi danymi, a jednocześnie często brakuje w nich odpowiedniej infrastruktury IT, specjalistów i budżetu komentuje Grzegorz Nocoń, inżynier systemowy w firmie Sophos. Zespoły IT muszą zabezpieczać przestarzałe systemy, dysponując przy tym ograniczonymi narzędziami i zasobami. Pandemia przyniosła dodatkowe wyzwania: brakowało czasu na zaplanowanie strategii bezpieczeństwa czy wybór nowych rozwiązań. Ryzyko ataków dodatkowo zwiększa niska świadomość zagrożeń wśród użytkowników szkolnych systemów.

Placówki oświatowe za ataki płacą najwięcej

Aby odzyskać zaszyfrowane dane, 35% instytucji zapłaciło okup – średnio 112 tys. dolarów. Większą skłonność do płacenia przestępcom wykazały jedynie branża energetyki i usług komunalnych oraz samorządy lokalne. Tylko co dziesiąta placówka edukacyjna po spełnieniu żądań atakujących odzyskała wszystkie informacje. Co trzecia odzyskała połowę lub mniej danych.

Jak wynika z badania Sophos, oświata ponosi największe straty z powodu ransomware’u. Średnio to 2,73 mln dolarów, o połowę więcej niż światowa średnia. Na tę kwotę składają się koszty zapłacenia okupu, ale też odzyskania danych, załatania luk w zabezpieczeniach i usuwania skutków ataku. Wysokie straty mogą wynikać w dużej mierze z przestarzałej i rozproszonej infrastruktury IT. Po ataku instytucje często muszą odbudowywać i zabezpieczać swoje systemy od podstaw.

Presja zapłacenia okupu wynika z konieczności zapewnienia ciągłości działalności. Cyberatak uniemożliwia dostęp do systemów i prowadzenie zajęć, dlatego w tej sytuacji kluczowy jest szybki powrót do normalnego funkcjonowania. Trzeba jednak pamiętać, że zapłacenie przestępcom nie gwarantuje odzyskania zaszyfrowanych informacji – ostrzega Grzegorz Nocoń.

Szkoły nieprzygotowane na ataki

33% placówek edukacyjnych nie doświadczyło ataku ransomware w ubiegłym roku, ale obawia się, że nastąpi to w przyszłości, zaś 22% uważa, że nie zostaną zaatakowane. Aż 6 na 10 respondentów, którzy nie spodziewają się ataku, polega przy tym na rozwiązaniach, które nie chronią przed ransomware.

Najlepszym sposobem na powstrzymanie cyberataku i uniknięcie związanych z tym kosztów jest przygotowanie się na niego. Dlatego każda placówka i instytucja powinna przyjąć, że stanie się celem przestępców. W minimalizowaniu skutków ransomware’u ważny jest plan reagowania na incydenty oraz posiadanie kopii zapasowych. Kluczowe znaczenie ma też utrzymanie przestępców z dala od środowiska IT. Instytucje, które nie mają odpowiedniej wiedzy czy specjalistów, mogą skorzystać z pomocy zewnętrznych ekspertów „polujących” na zagrożenia. Nie należy też zapominać o potrzebie zwiększania świadomości zagrożeń wśród kadry i uczniów – radzi Grzegorz Nocoń.

O badaniu

Badanie Sophos „State of Ransomware in Education 2021” przeprowadzono w styczniu i lutym 2021 roku, na próbie 5,4 tys. menedżerów z obszaru IT, w tym 499 z branży edukacyjnej. Respondentów wybrano z 30 krajów w Europie (w tym także w Polsce), Ameryce Północnej i Południowej, Azji-Pacyfiku i Azji Środkowej, na Bliskim Wschodzie i w Afryce.

Inflacja rozsadza biznesplany i założenia budżetowe przedsiębiorców. Eksperci Izby: będzie jeszcze drożej

Inflacja wymknęła się spod kontroli i idzie na rekord. „Obecna sytuacja to cichy zabójca naszych oszczędności”.

Ogłoszona przez Główny Urząd Statystyczny prognoza dotycząca inflacji to wiadomość fatalna. Oznacza, że ceny rosną najszybciej od 20 lat. Poziom inflacji w porównaniu rok do roku to obecnie 5,4%. Sierpień pobił więc rekord lipcowy, a ekonomiści obawiają się, że do końca 2021 roku czynnik inflacji może przekroczyć 6%. – Z jednej strony możemy powiedzieć, że wysoka inflacja to efekt dynamicznego odbicia po pandemii i wysokiego rozwoju gospodarczego. Z drugiej strony pozytywne wskaźniki makroekonomiczne nie znajdują odzwierciedlenia w naszych portfelach. Płacimy rekordowo dużo za żywność, paliwo, prąd i gaz. Konsumenci to czują, ale inflacja dotyka również przedsiębiorców. Im wyższe ceny, tym większa presja płacowa, której firmy nie zawsze są w stanie sprostać – komentuje Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk.

Inflacja to poważny problem dla przedsiębiorców. Rośnie presja płacowa

Jak mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk, rosnąca inflacja to kolejne poważne zmartwienie dla przedsiębiorców. – Rewolucja podatkowa, którą przyniesie Polski Ład. Czwarta fala pandemii koronawirusa i niepewność związana z lockdownami. No i galopująca inflacja, która sprawia, że ceny paliwa, żywności, surowców czy mediów rosną w dramatycznym tempie. Koszty prowadzenia firm są z miesiąca na miesiąc coraz wyższe, co powoduje, że jakiekolwiek, nawet szacunkowe oceny kosztów prowadzenia biznesu z początku roku, dzisiaj są już nieaktualne. Przedsiębiorcy nie chcą przerzucać rosnących kosztów prowadzenia biznesu na klientów, ale po prostu nie mają wyjścia. Sytuacja jest naprawdę skomplikowana – mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk.

Jak dodaje Hanna Mojsiuk przedsiębiorcy muszą bardzo poważnie analizować koszty prowadzenia działalności gospodarczej. Rosnąca inflacja to także wzrost presji płacowej. – To oczywiste, że jeżeli wszystko drożeje to pracownicy chcą zarabiać więcej. Pensje rosną wolniej niż koszty życia. Może to być niebawem źródło poważnych protestów społecznych – mówi Hanna Mojsiuk.

„Szybko rosnąca inflacja to zaraza, która rozsadza budżety domowe i biznesplany”

Odczyt Głównego Urzędu Statystycznego martwi ekonomistów. Inflacja bije rekordy nie tylko w Polsce, ale i np. w Niemczech. W naszym kraju jednak jest bardziej odczuwalna dla konsumentów niż w innych gospodarkach. –  Gonią nas gospodarka węgierska, estońska i litewska, jednak w tych krajach wskaźnik nie przekroczył 5%. W całej Unii inflacja również wzrasta, ale to nie powinno być dla nas żadnym pocieszeniem.  Skąd się bierze tak wysoka inflacja? Wpływ na spadek siły nabywczej pieniądza  to głównie skutek wzrostu cen paliw, energii, usług i żywności. O ile, w przypadku paliw trzeba mówić zjawisku globalnym, o tyle wzrost cen żywności czy usług to efekt zwiększającej się konsumpcji i wzrostu podaży pieniądza (popandemiczny dodruk). Ten ostatni wynika z ortodoksyjnej polityki Rady Polityki Pieniężnej, która miesiąc temu po raz kolejny odrzuciła wniosek o podwyżkę stopy procentowej. Sam Prezes Glapiński przekonuje, że inflacja ma charakter przejściowy i nie uszczupla portfela Polaków i nie widzi dzisiaj przesłanek do podwyższania stopy procentowej. To niezrozumiała postawa prezesa NBP i całej RPP – komentuje dla Północnej Izby Gospodarczej prof. Aneta Zelek, rektor Zachodniopomorskiej Szkoły Biznesu w Szczecinie.

– Niestety, dla większości biznesów, ale także dla większości gospodarstw domowych, inflacja to prawdziwa zmora. Dynamicznie rosnące koszty rozsadzają budżety domowe i biznes plany firm. Jak oceniają sami przedsiębiorcy, nie udaje im się w podwyżkach cen swoich wyrobów zrekompensować szybko rosnących kosztów. I szkoda, że odbudowująca się po pandemii gospodarka musi dzisiaj chorować na kolejną zarazę jaką jest szybko rosnąca inflacja – mówi prof. Aneta Zelek.

„Inflacja to cichy zabójca naszych oszczędności”

Również doradca gospodarczy Katarzyna Michalska przyznaje, że Polacy starają się uciekać przed inflacją. W jaki sposób? Inwestują. – Inflacja to cichy zabójca naszych oszczędności. Siła nabywcza gotówki zmniejsza się w sposób tak silny, że wielu przedsiębiorców i inwestorów mówi wprost, że posiadanie oszczędności przestaje być opłacalne. Najpopularniejszy kierunek inwestycyjny w Polsce to oczywiście nieruchomości. Tutaj również widzimy pewną akcję i reakcję. Rynek nieruchomości jest również rozgrzany do czerwoności, ceny galopują i osoby posiadające wolne środki stają przed dylematem: kupować drogie nieruchomości, trzymać gotówkę, która traci wartość, czy może szukać jeszcze innych sposobów na inwestycje – mówi Katarzyna Michalska.

– Inflacja będzie napędzać apetyt na zakup nieruchomości, złota, obligacji, czasem kryptowalut. Kiedy realnie odczujemy, że nasze oszczędności tracą na wartości to ruszymy do inwestowania. Myślę, że ten moment krytyczny nadchodzi – dodaje ekspert ekonomiczny.

Rekordowy wzrost przychodów ze sprzedaży r/r, drugi najlepszy miesiąc w historii – sierpień 2021 r. w TIM SA

2 września 2021 r. – Ze wstępnych szacunków wynika, że w sierpniu 2021 r. miesięczne przychody TIM SA ze sprzedaży netto towarów i usług związanych bezpośrednio ze sprzedażą towarów wyniosły ponad 108,7 mln zł. Były zatem wyższe o 53,8% od przychodów osiągniętych rok wcześniej. Tym samym po raz pierwszy w historii spółki wzrost miesięcznych przychodów ze sprzedaży r/r przekroczył 50%. Dynamicznie rozwija się także 3LP SA – spółka świadcząca usług dla e-commerce.

Sierpień 2021 r. to drugi najlepszy pod względem przychodów ze sprzedaży miesiąc od rozpoczęcia przez TIM działalności w 1987 r. Suma przychodów po ośmiu miesiącach 2021 r. zbliża się już do 800 mln zł (789,1 mln zł, +33,4% r/r). Przychody ze sprzedaży online realizowanej samodzielnie przez klientów od stycznia do sierpnia 2021 r. zdecydowanie przekroczyły 0,5 mld (558,7 mln zł) i są wyższe o 33,2% od osiągniętych w analogicznym okresie 2020 r.

Okres wakacyjny pokazał siłę naszego modelu biznesowego. W sierpniu zanotowaliśmy rekord wszech czasów pod względem liczby klientów – było ich ponad 14 tysięcy (+30% r/r). Przed nami jesień, która tradycyjnie jest najlepszym okresem sprzedażowym w roku. Wierzę, że tak będzie i teraz – mówi Krzysztof Folta, prezes Zarządu TIM SA.

Rośnie nie tylko TIM, ale i spółka 3LP, specjalizująca się w usługach logistycznych dla sektora
e-commerce. Trwają przygotowania do IPO, a 31 sierpnia 2021 r. nastąpiło przekazanie wykonawcy placu budowy na potrzeby kolejnej inwestycji w podwrocławskich Siechnicach.

W obecnie funkcjonujących obiektach 3LP SA zarządza powierzchnią około 80 tysięcy metrów kwadratowych. Od kwietnia 2022 roku, po oddaniu do użytku nowej, w pełni zautomatyzowanej hali o powierzchni 25 tysięcy metrów kwadratowych, będzie to już ponad 105 tysięcy metrów kwadratowych. To zwiększy potencjał operacyjny spółki w zakresie obsługi klientów spoza Grupy TIM – podkreśla Krzysztof Folta.

Cherrypick Games złożyło w fińskim sądzie wniosek o ogłoszenie upadłości Kuu Hubb Oy – oświadczenie prezesa Marcina Kwaśnicy

Cherrypick Games S.A., notowany na NewConnect developer gier mobilnych, 1 września 2021 roku złożył w fińskim sądzie powszechnym wniosek o upadłość fińskiego studia Kuu Hubb Oy w związku z brakiem zapłaty kwoty blisko 2 mln euro. Cherrypick Games w sierpniu 2020 roku wygrał postępowanie przed Sądem Arbitrażowym przy Fińskiej Izbie Gospodarczej (FAI) w Helsinkach, uzyskując potwierdzenie wszystkich swoich roszczeń. W październiku 2020 roku zawarł ugodę, zgodnie z którą miał otrzymać od fińskiej spółki ok. 2,6 mln euro zaległego wynagrodzenia za prawa do gry mobilnej „My Hospital”.

Oświadczenie prezesa Cherrypick Games, Marcina Kwaśnicy

Z przykrością informuję, że jesteśmy zmuszeni użyć ostatecznego środka w naszych kontaktach z fińskim kontrahentem – spółką Kuu Hubb Oy. Dziś fiński pełnomocnik naszej spółki złożył w sądzie w Helsinkach wniosek o upadłość Kuu Hubb Oy.

Jako założyciel oraz Prezes Zarządu Cherrypick Games S.A. w relacjach z kontrahentami kierowałem się dobrymi obyczajami, przepisami polskiego i fińskiego prawa oraz zawartą pomiędzy stronami umową. Wszystkie nasze działania były oparte na przepisach prawa, a podejmowane działania mieściły się w jego granicach. Niestety nie doprowadziły one do pełnego wywiązania się przez fińskiego kontrahenta z jego zobowiązań potwierdzonych wyrokiem Trybunału Arbitrażowego w Helsinkach oraz podpisaną umową rozliczeniową. Jako prezes spółki giełdowej, nie mogę zaakceptować sytuacji, w której największy dłużnik Cherrypick Games S.A. wywiązuje się tylko z części swoich zobowiązań. Stąd moja decyzja o złożeniu wniosku o upadłość dłużnika.

Gdy na koniec kwietnia 2019 roku nie odnotowaliśmy wpłaty pierwszej raty w wysokości 100 tys. euro, niezwłocznie rozpoczęliśmy działania mające na celu wyjaśnienie przyczyn braku płatności. Zgodnie z zawartą umową płatność ta zostawała uznana za przeterminowaną, jeśli opóźnienie przekraczało 60 dni. Dlatego w maju i czerwcu 2019 roku prowadziliśmy bardzo intensywne negocjacje z Kuu Hubb Oy, aby doprowadzić do wypłaty należnego nam wynagrodzenia. Co więcej, złożyliśmy kontrahentowi także kilka wariantowych ofert – korzystnych dla obu stron – w celu polubownego uregulowania kwestii płatności. Żadna z naszych ofert nie została przyjęta.

Dlatego, już na początku lipca 2019 roku, podjęliśmy kroki prawne w Finlandii. Po pierwsze, jeszcze przed rozpoczęciem sporu uzyskaliśmy w sądzie powszechnym w Helsinkach zabezpieczenie naszych roszczeń do maksymalnej kwoty 1,2 mln euro. Zgodnie z fińskim prawem, strona uzyskująca zabezpieczenie jest zobowiązana do złożenia kaucji u fińskiego komornika (Enforcement Officer), której wysokość ustala sam komornik wedle własnego uznania. Fiński wymiar sprawiedliwości potraktował nas wyjątkowo nieprzyjaźnie. Na nasz wniosek z lipca 2019 roku w sprawie ustalenia zabezpieczenia na kwotę 300 tys. euro, co odpowiadało trzem zaległym ratom płatności, komornik ustalił kaucję w wysokości 200 tys. euro. Była to dla nas niebagatelna kwota, ale złożyliśmy ją na rachunku komornika.

Z początkiem sierpnia 2019 roku złożyliśmy – zgodnie z umową – powództwo w Trybunale Arbitrażowym przy Fińskiej Izbie Handlowej w Helsinkach, które zostało przyjęte w tymże miesiącu. Wiązało się to z kolejnym – oprócz honorariów adwokackich – wydatkiem, a mianowicie zaliczką na koszty postępowania w wysokości blisko 50 tys. euro. Zgodnie z wytycznymi Trybunału sprawy o poziomie skomplikowania, takim jak nasza, powinny zostać rozpatrzone w ciągu 12 miesięcy od daty zawiśnięcia sporu.

W październiku 2019 roku fiński komornik zażądał podwyższenia kaucji o kolejne 200 tys. euro. W naszej ocenie było to dyskryminujące zachowanie fińskiego wymiaru sprawiedliwości w stosunku do zagranicznego podmiotu. Bowiem, abyśmy mogli utrzymać zabezpieczenie na majątku Kuu Hubb Oy w kwocie 300 tys. euro, musielibyśmy złożyć zabezpieczenie w wysokości 400 tys. euro, co stanowiło 133% kwoty zabezpieczenia. Nigdy nie spotkałem się z taką sytuacją, która wypacza samą instytucję zabezpieczenia. Dlatego podjęliśmy decyzję o nieuzupełnianiu kaucji, co spowodowało upadek naszego zabezpieczenia, tj. 300 tys. euro.

Proces przed fińskim Trybunałem Arbitrażowym – pomimo pandemii i związanym z tym zawieszeniem biegu wszelkich terminów sądowych i administracyjnych – udało nam się zakończyć w terminie 12 miesięcy. Niezaskarżalny wyrok otrzymaliśmy w sierpniu 2020 roku, w którym w całości uznane zostały nasze roszczenia, a kontrpowództwo Kuu Hubb Oy zostało w całości oddalone. Zgodnie z wyrokiem Kuu Hubb Oy winien nam zapłacić łącznie blisko 2 mln euro, co obejmowało zaległe szesnaście rat płatności, zwrot kosztów adwokackich, opłat administracyjnych na rzecz Trybunału Arbitrażowego oraz karnych odsetek.

Niezwłocznie po otrzymaniu wyroku pełnomocnicy Cherrypick Games S.A. skontaktowali się z dłużnikiem, wystosowali wezwania do zapłaty i przystąpili do negocjacji nad porozumieniem regulującym zapłatę także kwot niewymagalnych w sierpniu 2020 roku, a które w miesięcznych ratach do czerwca 2021 roku Kuu Hubb Oy powinien nam płacić.

Na początku października 2020 roku zawarliśmy porozumienie rozliczeniowego regulujące wszystkie relacje pomiędzy obiema spółkami. W momencie podpisania porozumienia Kuu Hubb Oy wpłacił na nasze konto kwotę 750 tys. euro (First Payment) i było to jedno z nielicznych zobowiązań, z których fiński dłużnik wywiązał się terminowo. Kolejne płatności w wysokości odpowiednio: 250 tys. euro (Second Payment), 1 059 707 euro (Third Payment) oraz 550 tys. euro (Remaining Purchase Price), Kuu Hubb Oy winien zapłacić w listopadzie 2020 roku, grudniu 2020 roku oraz maju 2021 roku. Ostatnia z płatności została w porozumieniu dodatkowo obwarowana karą umowną w wysokości 300 tys. euro, uruchamianą automatycznie w dniu 30 czerwca 2021 roku. Na 31 sierpnia 2021 roku została także ustalona graniczna data wywiązania się ze wszelkich zobowiązań wobec Cherrypick Games S.A.

Niestety fiński kontrahent wywiązał się do tej pory jeszcze tylko z drugiej płatności, tj. kwoty 250 tys. euro i to z ponad trzymiesięcznym opóźnieniem przelewając ww. kwotę na nasz rachunek bankowy w lutym 2021 roku. Podsumowując, łącznie z należnych 2,9 mln euro (bez odsetek za zwłokę w wysokości 7% p.a.) Kuu Hubb Oy uiścił na naszą rzecz 1 mln euro, czyli około jedną trzecią całej należności.

Spłata należności, zarówno wobec nas, jak i pozostałych wierzycieli Kuu Hubb Oy – zgodnie z informacjami ujawnionymi w sprawozdaniu zarządu spółki-matki, notowanej na giełdzie w Toronto, Kuuhubb, Inc. za rok obrotowy kończący się 30 czerwca 2020 roku – winna nastąpić w głównej mierze, ze środków z wystawionej na sprzedaż aplikacji Recolor.

Jako Prezes Cherrypick Games S.A. uznałem, że ponad rok na sfinalizowanie transakcji zbycia aplikacji Recolor i spłatę wszystkich zobowiązań jest więcej niż wystarczający. Przekazywane przez Kuuhubb, Inc. oficjalne informacje potwierdzały to, gdyż m.in. zostało zwołane nadzwyczajne zgromadzenie akcjonariuszy tej spółki na dzień 21 lipca 2021 roku. Niestety zostało ono odwołane, a sama transakcja nie została sfinalizowana do dnia 31 sierpnia 2021 roku.

W mojej ocenie, najlepszym rozwiązaniem dla akcjonariuszy Cherrypick Games S.A., umożliwiającym odzyskanie jakichkolwiek środków od fińskiego dłużnika, będzie złożenie wniosku o upadłość Kuu Hubb Oy i postępowanie, w ramach którego zarządzanie majątkiem tej spółki zostanie powierzone w ręce syndyka. Uznałem, że brak wywiązania się przez dłużnika z najważniejszego terminu zawartego w ugodzie, tj. 31 sierpnia 2021 r., połączone z brakiem wiarygodnej propozycji spłaty przynajmniej większej części zadłużenia, to wystarczające przesłanki do złożenia wniosku o upadłość.

Zgodnie z polityką rachunkowości całość należności od fińskiego studia zostanie w księgach rachunkowych Cherrypick Games spisana do zera, co zostanie wykazane w raporcie za III kwartał 2021 roku.

Oczywiście będziemy na bieżąco informować o rozwoju sytuacji. Chcę jednak podkreślić, że obecnie Cherrypick Games pracuje nad czterema projektami, a my jako Zarząd – nad Strategią na kolejne lata. Planujemy ją opublikować na przełomie października i listopada 2021 roku.

Marcin Kwaśnica, Prezes Zarządu Cherrypick Games S.A.

W czasie pandemii rzadziej zawieszano jednoosobowe firmy. Spadek rok do roku jest dwucyfrowy

Z danych Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej wynika, że w I półroczu br. wpłynęło do urzędów w całej Polsce 115,6 tys. wniosków dot. zawieszenia jednoosobowych firm. To o 19,2% mniej niż w analogicznym okresie 2020 roku, gdy było ich 143,1 tys. Z kolei w ciągu 2 lat nastąpił spadek o 12,3%. W I połowie 2019 roku 131,8 tys. samozatrudnionych dokonało zawieszenia działalności. Prognozy ekspertów komentujących ww. wyniki nie są jednoznaczne. Część przewiduje wzrost liczby ww. wniosków, m.in. w związku z rosnącymi kosztami prowadzenia działalności. Niektórzy jednak uważają, że zawieszanie firm byłoby wbrew makroekonomicznemu trendowi. I wskazują na ożywienie gospodarcze.

Od stycznia do czerwca br. do rejestru CEIDG wpłynęło 115,6 tys. wniosków dot. zawieszenia jednoosobowej działalności gospodarczej (JDG). W porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku nastąpił spadek o 19,2%. W I połowie ub.r. odnotowano 143,1 tys. takich przypadków. Jak podkreśla ekonomista Marek Zuber, w 2020 roku więcej osób zawieszało działalność w nadziei, że problemy związane z pandemią i obostrzeniami okażą się przejściowe. Natomiast po roku turbulencji samozatrudnieni częściej decydują się na całkowite przebranżowienie, nie czekając już na poprawę sytuacji w ich sektorze.

– W mojej ocenie, w tym roku liczba wniosków o zawieszenie działalności gospodarczej wcale nie jest niska. Wspomniany spadek wynika z dostosowania się przedsiębiorców do realiów gospodarczych czasów pandemii. To też efekt przyjęcia subwencji, przyznawanych w ramach antykryzysowych działań rządu – komentuje Łukasz Goszczyński, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny.

Jak wyjaśnia prof. Elżbieta Mączyńska, prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, w poprzednim roku działalność zawieszały głównie firmy, które z różnych względów nie mogły liczyć na pomoc publiczną. Przede wszystkim były to podmioty z grupy JDG, mikropodmioty z sektora usług gastronomicznych, fryzjerskich, artystycznych, eventowych i innych, w tym także podmioty z branży turystycznej, hotelarskiej i transportowej. Wielu samozatrudnionych decydowało się na działalność w zmienionej formie. Gdy jednak działania te ze względu np. na rozczarowującą, niedostateczną wielkość obrotów nie były opłacalne, podejmowano decyzje o przeczekaniu trudności i zawieszano działalność. Obecna sytuacja jest zupełnie inna niż w ubiegłym roku, co zaznacza ekspert. I dodaje, że nie mamy już recesji, tylko wzrost gospodarczy. Zawieszanie działalności byłoby więc wbrew makroekonomicznemu trendowi.

– Najczęściej zawiesza się działalność, licząc na możliwość jej przywrócenia po zmianie warunków. I to się nie zmieniło od zeszłego roku. Wielu przedsiębiorców nie ma już nadziei na poprawę ich sytuacji, woli ostatecznie zamykać firmy i szukać dla siebie nowych rozwiązań. Obecnie muszą oni już liczyć tylko na siebie, bo pomoc państwa się skończyła. Dlatego liczba analizowanych wniosków zmalała – mówi Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny.

W I półroczu br. liczba wniosków dot. zawieszenia działalności gospodarczej (115,6 tys.) była o 12,3% mniejsza niż od stycznia do czerwca 2019 roku (131,8 tys.). Słabszy spadek (z 143,1 tys. do 131,8 tys.)  w relacji rocznej zanotowano w I połowie 2020 roku, tj. o 8,6%. W trzech badanych okresach łącznie 390,5 tys. samozatrudnionych dokonało zawieszenia działalności.

– Dwa lata temu składanie wniosków o zawieszenie działalności wynikało z oceny rentowności firm, której dokonali przedsiębiorcy. Nie można zapomnieć o tym, że w 2019 roku wydatki związane z prowadzeniem działalności znacznie rosły. Zwiększyły się koszty pracy, ceny energii itd. – przypomina mec. Goszczyński.

Od kilku lat status danej osoby na rynku pracy wynika z indywidualnych oczekiwań pracodawcy, na co zwraca uwagę Andrzej Głowacki, prezes zarządu grupy kapitałowej DGA. Jeśli np. duża firma zaczyna oczekiwać samozatrudnienia, to powstaje kilkadziesiąt nowych podmiotów. A jeżeli przedsiębiorstwo zostaje przejęte przez inne, w którym obowiązuje kultura umów o pracę, wówczas rośnie liczba zawieszonych działalności. Do tego ekspert dodaje, że w Polsce – według danych GUS-u – jest obecnie ok. 2,8 mln JDG. Ponad 600 tys. stanowią zawieszone podmioty. To blisko 1/5.

– W II półroczu br. nie spodziewam się fali wniosków o zawieszenie działalności, z uwagi na pewne ożywienie gospodarcze, z jakim mamy do czynienia po okresie lockdownu. Ponadto nie można zapomnieć o bardzo popularnym uproszczonym postępowaniu o zatwierdzenie układu, z którego firmy masowo korzystają. Nowy model postępowania restrukturyzacyjnego w najbliższych miesiącach pozwoli przetrwać wielu przedsiębiorcom – przewiduje Łukasz Goszczyński.

Jednak, zdaniem Adriana Parola, należy spodziewać się wzrostu liczby wniosków dot. zawieszenia działalności. W ocenie eksperta, sytuacja gospodarcza jest gorsza, niż to jest przedstawiane publicznie. Znaczący wzrost inflacji przy planowanym zwiększeniu obciążeń dla przedsiębiorców sprawi, że firmy przestaną być rentowne. Nie bez znaczenia będzie również uszczelnianie systemu podatkowego. Natomiast IV fala pandemii nie będzie miała tak dużego wpływu wobec znacznie mniejszych ograniczeń niż poprzednio, z powodu rosnącej liczby zaszczepionych osób.

– Rozmiar prognozowanej na jesień IV fali pandemii wciąż jeszcze pozostaje wielką niewiadomą. Przedsiębiorcy będą podejmowali ostateczne decyzje co do ewentualnego otwarcia lub zamknięcia swoich działalności w zależności od tego, jak będzie wyglądała sytuacja po ewentualnym kolejnym lockdownie. Nie da się wykluczyć przedłużonego stanu niepewności, w którym preferowane jest zawieszenie działalności – podsumowuje prof. Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny PwC w Polsce.

Stripe: Największe europejskie witryny popełniają podstawowe błędy na stronie płatności

  • 94 proc. europejskich witryn e-commerce popełnia podstawowe błędy na stronie płatności.
  • Choć polskie sklepy internetowe często umożliwiają realizację transakcji jako gość, to co trzeci badany konsument z Polski w ciągu ostatniego roku zrezygnował z zakupu, ponieważ wymagano od niego założenia konta na stronie sklepu.
  • 28 proc. ankietowanych z Polski w ubiegłym roku nie kupiło wybranego towaru, ponieważ sklep nie akceptował ich preferowanej formy płatności.

Firma Stripe przeprowadziła szczegółowe badanie 800 czołowych stron internetowych z Polski, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji, Hiszpanii, Szwecji, Włoch i Holandii. Analiza ujawniła znaczące błędy na stronie płatności na wielu najchętniej odwiedzanych witrynach. Większość (94 proc.) ma pięć lub więcej błędów na swoich stronach płatności.

Europejscy konsumenci oczekują szybkiego i intuicyjnego procesu płatności – 21 proc. z nich twierdzi, że rezygnuje z zakupu, jeśli jego finalizacja trwa dłużej niż minutę. Sprzedawcy nie zdają tzw. testu minuty, ponieważ aż 44 proc. kupujących twierdzi, że transakcja zajmuje im średnio trzy minuty. W rezultacie, niemal co piąty konsument (17 proc.) w ciągu ostatniego roku zrezygnował z zakupu ze względu na długi proces płatności.

Jednym z najczęściej występujących błędów jest brak wsparcia dla cyfrowych portfeli takich jak Apple Pay czy Google Pay, brak klawiatury numerycznej umożliwiającej wpisanie numeru karty podczas korzystania z urządzenia mobilnego, a także realizacja transakcji mimo błędnych numerów kart lub ich daty ważności.

Z racji tego że 68 proc. koszyków zakupowych jest porzucanych, naprawienie podstawowych błędów na stronie płatności i usunięcie wszystkich możliwych przeszkód w procesie zakupowym może przynieść duży wzrost sprzedaży, zwłaszcza w czasach, gdy coraz więcej handlu przenosi się do Internetu.

Finalizacja płatności z przeszkodami

Jednymi z najczęściej popełnianych błędów są te, które stwarzają niepotrzebne przeszkody dla konsumentów.

  • 43 proc. firm zdarzają się co najmniej trzy przeoczenia w informacjach o płatnościach czy wyświetlaniu komunikatów o błędach – dotyczy to np. braku komunikatu dla klientów podających zły numer karty lub gdy utraciła ona ważność.
  • 61 proc. nie wspiera autouzupełniania adresu mailowego, a 9 proc. nie wspiera ani autouzupełniania adresu, ani autouzupełniania natywnego.
  • 10 proc. stron płatności nie ma funkcji domyślnego użycia adresu użytego do rachunku jako adresu dostawy.
  • 75 proc. nie umożliwia konsumentom zapisania ich danych o płatnościach na potrzeby przyszłych transakcji.

Niezbyt optymistyczne wyniki dla sprzedaży mobilnej

Ponad jedna trzecia (37 proc.) konsumentów deklaruje, że robi większość swoich zakupów na urządzeniach mobilnych, więc stworzenie wydajnej strony finalizacji płatności dla tzw. małych ekranów jest kluczowe. Niestety, wiele z 800 stron przeanalizowanych przez Stripe oferuje słabe doświadczenia związane z korzystaniem z kanału mobilnego.

  • 89 proc. z analizowanych stron płatności nie wspiera Apple Pay.
  • 85 proc. nie wspiera Google Pay.
  • 20 proc. nie wyświetla klawiatury numerycznej umożliwiającej wpisanie danych karty płatniczej.

Nie wykorzystujemy potencjału europejskiego rynku

Wiele europejskich, wiodących stron e-commerce, nie zapewnia użytkownikom z innych państw europejskich łatwego finalizowania transakcji, co skutkuje utratą przychodów. 17 proc. konsumentów deklaruje, że w ciągu ostatniego roku zrezygnowali z zakupu, ponieważ ich preferowana opcja płatności nie była dostępna. Firmy powinny dostosować formy płatności do lokalizacji swoich klientów.

„Najmniejsze usterki na stronie płatności mogą powodować znaczne straty w przychodach i nawet najpopularniejsze witryny e-commerce stale pracują nad poprawą procesu finalizacji transakcji. Połączenie prostego formularza płatności, znalezienie odpowiednich metod płatności dla każdego klienta, i uczynienie całego doświadczenia przyjaznym dla urządzeń mobilnych, wymaga wiele uwagi i ciągłej adaptacji do nowych warunków” –  Marcin Misztal, Head of Central and Eastern Europe w Stripe.

ROBYG wyda 600 mln zł na grunty

Grupa ROBYG zainwestowała w pierwszym półroczu 2021 roku ponad 365 mln zł w rozbudowę banku ziemi w Warszawie, Gdańsku i Gdyni. Łącznie daje to potencjał budowlany na około 190 tys. powierzchni użytkowej. Zakupy te uzupełniły grunty zakupione w 2020 roku za ponad 375 mln zł w Warszawie, Gdańsku, Gdyni i Wrocławiu (ponad 330 tys. powierzchni użytkowej). Łączne zasoby gruntów zapewniają Grupie ROBYG potencjał sprzedażowy około 22.000 lokali. Spółka planuje przeznaczyć na zakup gruntów łącznie ponad 600 mln zł i realizuje program skokowego wzrostu biznesu. Spółka regularnie akumuluje wypracowany zysk, który za lata 2019-2020 wyniósł około 400 mln zł. Ponadto otrzymała dodatkowy kapitał w wysokości 100 mln zł od akcjonariusza – Bricks Acquisition Limited z Grupy Goldman Sachs. ROBYG ma doskonałą pozycję gotówkową, sięgającą 400 mln zł. Dodatkowo w I półroczu 2021 roku ROBYG z sukcesem zakończył emisję obligacji o wartości 150 mln zł. Przydzielono wszystkie 150 tys. obligacji serii PD o wartości nominalnej 1 tys. zł każda.

– Jesteśmy zdeterminowani, by skokowo zwiększać skalę działalności Grupy ROBYG. W tym celu staramy się stale powiększać nasz bank ziemi. Intensywnie poszukujemy gruntów, prowadzimy wiele rozmów – powiedziała serwisowi eNewsroom Marta Hejak, dyrektor finansowy w ROBYG. – Mamy na ten cel zabezpieczone znaczące środki i wciąż rozbudowujemy nasz program finansowania. Dzięki temu jesteśmy w stanie szybko podejmować decyzje inwestycyjne, realizować duże projekty, a także zapewnić sprzedającym sprawną płatność za transakcję. Tylko w tym roku planujemy przeznaczyć ponad 600 mln złotych na rozbudowę naszego banku ziemi. W samym pierwszym półroczu zainwestowaliśmy ponad 365 mln złotych w nieruchomości w Warszawie, Gdańsku i Gdyni. Na dziś ROBYG ma zasoby gruntów dające potencjał sprzedażowy nawet na 22000 lokali. To wszystko to pokazuje, ze nasze plany inwestycyjne są ambitne – rozpisane nie na kilka, ale kilkanaście najbliższych lat – i jednocześnie dobrze zabezpieczone w zakresie możliwości ich sfinansowania. To istotna przewaga, dzięki której ROBYG jest atrakcyjnym partnerem na rynku nieruchomości – podkreśla Hejak.

Gdzie można znaleźć wzory dokumentów RODO dla firmy za darmo?

Wcielenie w życie regulacji zawartych w Rozporządzeniu o Ochronie Danych Osobowych to obowiązek każdej firmy w naszym kraju. W praktyce oznacza to między innymi włączanie do firmowego obiegu różnego rodzaju dokumentów związanych z przetwarzaniem danych osobowych przez firmę, w tym danych klientów, kontrahentów, użytkowników witryny i nie tylko.

Tworzenie tego typu dokumentów samodzielnie, od podstaw, mając za pomoc tylko zapisy RODO może jednak być trudne i czasochłonne – wręcz nawet wymagać pomocy prawnika, aby mieć pewność, że nie popełni się żadnego kosztownego błędu. Jest jednak jedna wygodna alternatywa, a mianowicie pobranie gotowych wzorów z sieci. W takim razie, gdzie można znaleźć darmowe wzory takich dokumentów? Odpowiadamy!

W jakie wzory dokumentów należy się zaopatrzyć?

Lista dokumentów powiązanych z RODO, które mogą być potrzebne w firmie, jest stosunkowo długa. Można podzielić je na kilka kategorii, takich jak na przykład ewidencje (m.in. ewidencja nośników zawierających dane osobowe oraz ewidencja osób uprawnionych do przetwarzania danych) czy procedury (polityka haseł, procedura postępowania w przypadku naruszenia i inne).

Torby Duet

Nie można też zapomnieć chociażby o upoważnieniu do przetwarzania danych osobowych oraz umowie powierzenia przetwarzania danych osobowych. To, które konkretnie z nich będzie faktycznie trzeba wykorzystać, zależy od takich czynników, jak branża, typ przetwarzanych danych, sposób ich pozyskiwania i to jak będą one przetwarzane.

Warto dobrze przeanalizować swoją sytuację i to, jakie na firmę spadły obowiązki i wymagania w związku z RODO. Coraz częściej bowiem nakładane są kary, niekiedy bardzo dotkliwe, za różnego rodzaju naruszenia związane z przetwarzaniem danych osobowych. Takie naruszenia mogą wynikać nie ze złej woli, a po prostu z pomyłki czy nieświadomości, ale trzeba pamiętać, że nieznajomość prawa nie zwalnia z jego przestrzegania.

Warto korzystać z zaufanych stron

Jeśli chodzi o to, gdzie szukać poprawnych, starannie przygotowanych wzorów, które można dowolnie modyfikować według swoich potrzeb, to istnieją użyteczne strony internetowe, na których dokumentacja RODO jest dostępna całkowicie za darmo. Znajdują się na nich między innymi dokumenty wymienione wcześniej, a także inne, każdy więc powinien być w stanie znaleźć to, czego potrzebuje.

Korzystanie z nich jest bardzo proste – wystarczy znaleźć na liście interesujący nas wzór i pobrać go, a następnie wydrukować i wypełnić odpowiednimi danymi (można również wpisać dane za pośrednictwem edytora tekstowego na komputerze). Dzięki temu można cieszyć się w pełni zgodną z RODO dokumentacją przy minimum wysiłku.

SYNNEX i Tech Data zakończyły fuzję, aby stać się TD SYNNEX

SYNNEX Corporation (NYSE: SNX) i Tech Data Corporation ogłosiły dzisiaj pomyślne zakończenie fuzji. Połączona firma to teraz TD SYNNEX pod kierownictwem Richa Hume’a jako dyrektora generalnego. Dennis Polk, dawniej dyrektor generalny SYNNEX, pełni funkcję prezesa zarządu TD SYNNEX.

„TD SYNNEX zajmuje wyjątkową pozycję w dzisiejszym nieustannie zmieniającym się ekosystemie technologicznym” — powiedział Rich Hume, dyrektor generalny TD SYNNEX. „Jako wszechstronny partner w zakresie dystrybucji i agregacji rozwiązań IT, wzmacniamy całe portfolio rozwiązań i podnosimy poprzeczkę w zakresie wartości, jaką dostarczamy klientom i dostawcom, oferując wyjątkowy zasięg, wydajność i wiedzę specjalistyczną. To zaszczyt przewodzić TD SYNNEX z utalentowanym zespołem 22 000 współpracowników na całym świecie”.

„Cieszymy się, że udało nam się zakończyć fuzję i koncentrujemy się na integracji naszych firm” — powiedział Dennis Polk, prezes zarządu TD SYNNEX. „Jesteśmy zachwyceni rozszerzoną i pogłębioną ofertą oraz stojącymi przed nami możliwościami dostarczania naszym akcjonariuszom najwyższej wartości”.

Klienci i dostawcy będą mieli razem niezrównany dostęp do globalnej platformy dystrybucyjnej z najlepszą w swojej klasie ofertą rozwiązań w kilku z największych i najbardziej dochodowych segmentach produktów. TD SYNNEX zapewnia możliwość przyspieszenia wdrażania technologii, dywersyfikacji strumieni przychodów, tworzenia możliwości sprzedaży krzyżowej i wprowadzania na rynek kompleksowej oferty usług.

W ramach fuzji Hume podkreślił zaangażowanie TD SYNNEX na rzecz bycia odpowiedzialnym przedsiębiorstwem i preferowanym pracodawcą w globalnej branży IT. „Tak jak TD SYNNEX odgrywa istotną rolę w transformacji środowiska technologicznego, tak i my bierzemy na siebie równie ważną odpowiedzialność za wywieranie pozytywnego wpływu na świat. Nasza koncentracja na korporacyjnej odpowiedzialności społecznej uosabia nasze zaangażowanie w czynienie świata lepszym, zarówno dziś, jak i w przyszłości”.

Tech Data Corporation była wcześniej w całości własnością funduszy zarządzanych przez podmioty stowarzyszone Apollo Global Management, Inc. (NYSE: APO) („Fundusze Apollo”) i ich współinwestorów. Zgodnie z warunkami umowy fuzji spółka Apollo Funds otrzymała łącznie 44 miliony akcji zwykłych, 1,1 mld USD netto w gotówce po dokonaniu wkładu kapitałowego w wysokości 500 milionów dolarów przez Apollo oraz refinansowaniu zadłużenia netto Tech Data, a obecnie posiada około 45 procent udziałów TD SYNNEX.

Paweł Sztejter wchodzi do Zarządu JLL w Polsce

Z początkiem września Paweł Sztejter został powołany na stanowisko Wiceprezesa Zarządu firmy JLL w Polsce. Zastąpi w tej roli Kazimierza Kirejczyka.

Paweł Sztejter od 2018 roku kieruje pracami Działu Mieszkaniowego JLL, w którego skład wchodzą Zespoły: Badań Rynku Mieszkaniowego, Doradztwa Deweloperskiego oraz Doradztwa Transakcyjnego. Wcześniej wspólnie z Kazimierzem Kirejczykiem stworzył i przez ponad 25 lat rozwijał REAS, firmę doradczą świadczącą kompleksowe usługi związane z rynkiem mieszkaniowym. Po połączeniu firm w grudniu 2018 r. swoją aktywność koncentrował na wzmacnianiu usług z obszaru doradztwa transakcyjnego na rynku mieszkaniowym, którego JLL jest liderem na rynku polskim.

Zmiana w Zarządzie firmy jest naturalną kontynuacją procesu rozwoju usług związanych z doradztwem mieszkaniowym w Polsce i regionie Europy Środkowo – Wschodniej. Znaczenie tzw. sektora living na całym świecie rośnie, a pandemia tylko wzmocniła zainteresowanie kapitału inwestycyjnego tą klasą aktywów. W 2021 r. w regionie EMEA udział inwestycji w produkty mieszkaniowe w całkowitym wolumenie transakcyjnym przekroczył 35% i był najwyższy spośród wszystkich sektorów rynku nieruchomości.

Kazimierz Kirejczyk jako jeden najbardziej uznanych ekspertów rynku mieszkaniowego w Polsce będzie w dalszym ciągu wspierał prace Zespołu Mieszkaniowego w zakresie analiz strategicznych, długoterminowych prognoz i rozwijających się segmentów związanych z mieszkalnictwem, w tym budownictwa dla seniorów. Zwiększy jednocześnie swoje zaangażowanie w prace JLL Strategic Advisory Panel czyli działającego przy Zarządzie think-tanku, którym kieruje od początku tego roku.

Naszym celem jest zintegrowanie kompleksowej wiedzy JLL z wielu obszarów rynku nieruchomości oraz szersza analiza kierunków rozwoju rynku nieruchomości w Polsce. W czasie, gdy zarówno sektor real estate, jak i całe jego otoczenie makroekonomiczne przechodzi tak dynamiczne zmiany, nasza uwaga jeszcze mocniej skoncentruje się na wzmocnieniu relacji z naszymi klientami oraz wykorzystaniu synergii wynikających z szerokiego zakresu kompetencji i wiedzy, jakim dysponuje zespół JLL w Polsce i na świecie”, – komentuje Mateusz Bonca, Dyrektor Zarządzający JLL w Polsce.

Konrad Borowski nowym prezesem Dalkia Polska Energia S.A.

Konrad Borowski obejmuje stanowisko prezesa zarządu Dalkia Polska Energia, zastępując Jacka Chodkowskiego, który do tej pory łączył tę funkcję z rolą dyrektora generalnego grupy Dalkia w Polsce. Dalkia Polska Energia podobnie jak cała Grupa Dalkia w Polsce zamierza skierować swoją ofertę do klientów sektora przemysłowego. 

Konrad Borowski posiada kilkunastoletnie doświadczenie zawodowe w ciepłownictwie
i elektroenergetyce, do tej pory pełnił funkcję prezesa zarządu w spółkach należących do Grupy E.ON. Ponadto odpowiadał za rozwój projektu City Energy Solution w południowo-wschodniej części Polski. Jako prezes DPE stanie przed zupełnie nowymi wyzwaniami. Dalkia Polska Energia, podobnie jak Grupa Dalkia w Polsce, rozszerza swoją ofertę o sektor przemysłowy.

– Dalkia Polska Energia ma szansę odegrać kluczową rolę w procesie transformacji energetycznej. Nasza wiedza i doświadczenie w zakresie ciepłownictwa i energetyki pozwalają nam proponować rozwiązania, które pozytywnie wpłyną na poprawę efektywności energetycznej całego sektora. Cieszę się, że będę mógł poprowadzić DPE realizując strategiczne cele spółki – podkreśla Konrad Borowski, prezes zarządu Dalkia Polska Energia S.A.

Jak zaznacza Jacek Chodkowski, dyrektor generalny grupy Dalkia w Polsce:

– Dalkia Polska Energia jest obecnie głównym graczem na rynku usług energetycznych na terenie aglomeracji śląsko-dąbrowskiej, dzięki zaangażowaniu i wiedzy naszych specjalistów osiągnęliśmy naprawdę spektakularne sukcesy, chociażby w transformacji gazu kopalnianego w energię. Nadszedł czas, by poszerzyć naszą działalność i podzielić się doświadczeniem w zakresie transformacji energetycznej z partnerami z obszaru przemysłowego. To zadanie realizujemy dziś na szczeblu Grupy. Jestem przekonany, że Konrad Borowski, który staje na czele DPE poprowadzi spółkę w kierunku budowania partnerstwa w transformacji energetycznej i zrealizuje wszystkie zamierzone cele. Nie mam wątpliwości, że przekazuję DPE we właściwe ręce. 

Ostatnie miesiące umocniły pozycję Dalkii na polskim rynku. Warto podkreślić, że tylko w 2020 roku grupa Dalkia zapobiegła emisji 4,1 mln ton CO2, co odpowiada wyłączeniu z ruchu ponad dwóch milionów samochodów. Spółka zakłada, że do 2022 roku udział energii pochodzącej z odzysku i odnawialnych źródeł energii osiągnie poziom 50% w jej miksie energetycznym.

Konrad Borowski prezes zarządu Dalkia Polska Energia S.A. 

Konrad Borowski jest absolwentem Politechniki Warszawskiej, Szkoły Głównej Handlowej oraz programu szkoleniowego dla kluczowych pracowników Vattenfall (VCMP). Posiada kilkunastoletnie doświadczenie zawodowe w ciepłownictwie i elektroenergetyce, w tym ponad 7-letnie w Vattenfall Heat Poland/PGNiG TERMIKA na stanowisku dyrektora Departamentu Rynku Ciepła, dyrektora Pionu Rynku Ciepła i Rozwoju, dyrektora Pionu Rynku Energii i Rozwoju, następnie dyrektora Pionu Zarządzania Marżą Zmienną. Wcześniej przez 9 lat związany był z MVV Polska oraz EC Skarżysko-Kamienna. Przez 4 lata pełnił tam funkcję prezesa zarządu, a wcześniej członka zarządu ds. technicznych i kierownika projektu. W tym okresie pełnił również funkcję przewodniczącego Rady Nadzorczej w spółce PROMEC. W ostatnich 4 latach pełnił funkcję prezesa zarządu w spółkach należących do Grupy E.ON. Od 1 września 2021 r. prezes zarządu Dalkia Polska Energia S.A.

Sektor life sciences generuje popyt na biura

Z najnowszego raportu firmy doradczej Savills opracowanego z wykorzystaniem danych PitchBook wynika, że w latach 2014-2018 europejskie firmy z sektora life sciences (tzw. nauki o życiu, w tym farmacja, biotechnologia, biomedycyjna) pozyskały środki od funduszy venture capital w wysokości 13,2 mld euro, co pozwoliło im zawrzeć transakcje najmu obejmujące ponad 650 tys. m kw. powierzchni biurowej i laboratoryjnej w okresie od 2016 r. do 2020 r. Branże biotechnologii, nanotechnologii i pokrewne dynamicznie rozwijają się także w Polsce.

Według obliczeń Savills każdy 1 mld euro inwestycji funduszy venture capital generuje popyt na 46 tys. m kw. powierzchni biurowej i laboratoryjnej w sektorze life sciences. W latach 2019-2020 zainwestowano łącznie 10,2 mld euro, co oznacza, że do 2022 r. zapotrzebowanie na nową powierzchnię sięgnie ok. 474 tys. m kw.

W tym roku na 24 rynkach europejskich przybędzie w sumie 5,2 mln m kw. biur. Podobną ilość powierzchni biurowej (5,1 mln m kw.) zaplanowano do oddania w 2022 r. Savills prognozuje jednak, że z uwagi na fakt, iż mniej więcej połowa tej powierzchni (54% nowej podaży w 2021 r. i 39% wolumenu zaplanowanego na 2022 r.) już została zabezpieczona umowami przednajmu, firmy z sektora life sciences będą rywalizowały z innymi najemcami o najlepsze powierzchnie.

„Globalne koncerny farmaceutyczne coraz odważniej wchodzą do Europy, do czego skłaniają je atrakcyjne zachęty podatkowe i dostępność pracowników. Wydatki na badania i rozwój w 2019 roku przekroczyły 100 mld euro, z czego 33 mld euro zainwestowały firmy GSK i AstraZeneca w Wielkiej Brytanii, 30 mld euro to inwestycje w Szwajcarii takich firm jak Roche, Takeda i Nowartis, a 12 mld euro trafiło do Francji, między innymi od Abbvie, Sanofi i Servier. Oprócz dostępności pracowników, istotnym czynnikiem dla globalnych najemców są koszty pracy związane z prowadzoną działalnością. Średni koszt zatrudnienia naukowca w większości głównych krajów europejskich, w tym w Wielkiej Brytanii, jest niższy niż w wielu kluczowych miastach w USA” – komentuje Mike Barnes, Associate, dział badań rynków europejskich w Savills.

„Popytu w sektorze life sciences nie kreują tylko inwestycje funduszy venture capital – szereg dużych transakcji najmu jest efektem wysokobudżetowych inicjatyw rządowych, jak również aktywności na rynku private equity oraz fuzji i przejęć. Zapotrzebowanie najemców z tej branży jest zależne od sukcesów w sferze badań i rozwoju, co sprawia, że elastyczność i możliwości ekspansji mają dla nich kluczowe znaczenie” – mówi Christina Sigliano, dyrektorka działu rozwiązań dla najemców w regionie EMEA, Savills.

„Ostra konkurencja na otwartym rynku będzie zachęcała inwestorów do rozważenia możliwości zawarcia pozarynkowych transakcji sprzedaży i najmu zwrotnego, które umożliwiłyby im inwestycje w sektorze life sciences przy bardziej atrakcyjnych stopach zwrotu. Ze względu na specjalistyczny charakter nieruchomości i umów inwestorzy wcześniej niechętnie angażowali się w ten sektor, ale przewidujemy, że bariery te zmniejszą się wraz z coraz lepszym poznawaniem tej branży. Dodatkowo, transakcje sprzedaży i najmu zwrotnego oferują firmom związanym z life sciences możliwość pozyskania kapitału na realizację przedsięwzięć i zainwestowania środków w podstawową działalność operacyjną” – mówi George Coleman, Associate, dział doradztwa inwestycyjnego w regionie EMEA, Savills.

W Polsce, firmy farmaceutyczne zazwyczaj są właścicielami wykorzystywanych przez siebie zakładów produkcyjnych czy laboratoriów. Wyjątek stanowią ich siedziby czy zaplecza i centra usług finansowych, które ulokowane są w budynkach biurowych różnego typu. Zgodnie z danymi Savills, w ostatnich pięciu latach firmy z sektora farmaceutycznego i life sciences wynajmowały w Polsce średnio 76 300 m kw. powierzchni biurowych rocznie, przy czym największy roczny popyt na poziomie 91 600 m kw. odnotowano w 2016 r.

„Sektor farmaceutyczny w Polsce zajmuje szóste miejsce w Europie pod względem wielkości. Pandemia Covid-19 dodatkowo przyspieszyła jego rozwój. Biotechnologia i nanotechnologia to obecnie jedne z najbardziej dynamicznie rozwijających się dziedzin nauki, które generują popyt na rynku najmu powierzchni biurowych na terenie całego kraju” – mówi Wioleta Wojtczak, dyrektorka działu badań i analiz, Savills Polska.

Infobip wraz z Play z pierwszą w Polsce kampanią marketingową RCS

Infobip, globalny dostawca usług komunikacji w chmurze, uruchomił pierwszą kampanię marketingową RCS w Polsce wraz z operatorem Play. RCS, czyli Rich Communication Services, powszechnie uznawany jest za następcę SMS-a, znacznie rozszerzając jego możliwości o szereg funkcji multimedialnych atrakcyjnych dla marek. Format z powodzeniem działa już w 55 krajach za pośrednictwem 88 operatorów.

„RCS to obok 5G jeden z najsilniejszych trendów na rynku telekomunikacyjnym. Dlatego cieszymy się, że stoimy za przełomem, jakim niewątpliwie jest uruchomienie pierwszej kampanii RCS w Polsce, tym bardziej, że naszym partnerem jest Play. RCS to wygodny i angażujący kanał marketingowy zarówno dla firm, jak i konsumentów, i jesteśmy pewni, że wiele marek aktywnie weźmie udział w tworzeniu i napędzaniu nowego ekosystemu mobilnego w Polsce. Zwłaszcza, że daje on o wiele większe możliwości niż poprzedzający go SMS, będąc prawdziwym kombajnem multimedialnym. Nie bez powodu mówimy o nowym standardzie komunikacji mobilnej, gdyż zmiany są rewolucyjne”  – mówi Magdalena Dudek, Country Manager w Infobip.

„W Play wierzymy w innowacyjne rozwiązania, podnoszące jakość usług, które oferujemy naszym klientom. Partnerstwo z wiodącymi dostawcami produktów do komunikacji marketingowej, takimi jak Infobip, pozwala nam wykorzystać ich dotychczasowe doświadczenie i szybko wprowadzić kampanie RCS dla klientów biznesowych w Polsce. RCS pozwala naszym abonentom i partnerom komunikować się bardziej swobodnie i skutecznie, dzięki nowym możliwościom wynikających z ewolucji technologicznej. Dostarczanie bogatych i elastycznych narzędzi pomaga zapewnić naszym klientom najlepsze doświadczenia” – uważa Jerzy Klimaszewski, Kierownik Działu Partnerstw i Rozwoju Biznesu, dep. Hurtu Play.

RCS pozwala markom na interakcję z konsumentami za pośrednictwem obrazów, filmów i linków, zapewniając im doskonałe doświadczenia w wielu obszarach kluczowych z punktu widzenia biznesu – od obsługi klienta po handel elektroniczny i mobilny. Zweryfikowany nadawca wiadomości jest  oznaczony oficjalną nazwą firmy, logo i kolorami, aby wizualnie był znacznie bardziej rozpoznawalny i jednocześnie bezpieczny dla odbiorcy wiadomości.

Do obsługi klienta i ogólnych zapytań marki mogą korzystać z chatbotów RCS, automatyzując interakcję z klientami i zmniejszając obciążenie zasobów call center. RCS daje również możliwość sprawdzenia w czasie rzeczywistym dostępności usług lub produktów. Komunikacja w tym przypadku przebiega bez konieczności wymieniania się dodatkowymi numerami kontaktowymi i nie wymaga dodatkowych formalności. Funkcje multimedialne pozwalają również markom prezentować różne przedmioty bezpośrednio w aplikacji do przesyłania wiadomości.

Infobip do partnerstwa z Play wniósł swoje bogate doświadczenia w zakresie komunikacji biznesowej RCS, poparte szeregiem wdrożeń formatu w wielu krajach na całym świecie. To obecnie jeden ze światowych liderów we wdrażaniu komunikacji RCS dla globalnych marek. Wśród jego klientów znajduje się m.in. Uber, a wśród strategicznych partnerów Vodafone i Google.

STS Holding SA złożyła prospekt w KNF oraz rozważa pierwszą ofertę publiczną (IPO)

STS Holding SA w dniu 31 sierpnia 2021 roku złożyła prospekt w Komisji Nadzoru Finansowego. Grupa STS jest największym legalnym bukmacherem w Polsce[1], który działa również na skalę międzynarodową i w oparciu o autorską technologię. Klienci wybierają Grupę STS z uwagi na nowoczesne rozwiązania technologiczne oraz produktowe. Spółka oraz jej akcjonariusze rozważają pierwszą ofertę publiczną oraz rozpoczęcie notowań na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. STS Holding – w przypadku debiutu – byłby jedynym przedstawicielem branży zakładów bukmacherskich na GPW.

Spółka i jej akcjonariusze nie podjęli jeszcze ostatecznej decyzji w sprawie ewentualnego IPO oraz struktury oferty. STS Holding poinformuje o następnych krokach około daty zatwierdzenia prospektu przez KNF (w przypadku jego zatwierdzenia), oraz po rozważeniu sytuacji rynkowej i innych czynników. Obecnie 100% akcji spółki należy do rodziny Juroszków.

Grupa STS STS SA oraz jej spółki zależne jest największą pod względem obrotów, na podstawie szacunków opartych na danych Ministerstwa Finansów, licencjonowaną grupą bukmacherską w Polsce, która działa również na skalę międzynarodową. Posiada również licencję w Wielkiej Brytanii oraz Estonii, skąd oferuje usługi na kilku rynkach.

Grupa STS – za sprawą licznych inwestycji w rozwój oferty produktowej, nowoczesnych technologii oraz nowych funkcjonalności dla użytkowników – w ostatnich latach zwiększyła wartość zawartych zakładów ponad dziesięciokrotnie. Wartość zawartych zakładów w 2020 roku wyniosła 3, 319 mld zł. Zarząd STS Holding szacuje, że obecnie Grupa STS posiada blisko połowę udziałów w polskim rynku bukmacherskim. Ok. 85% wartości zawartych zakładów pochodzi z kanałów online Grupy STS – aplikacji dedykowanej systemowi Android i iOS, strony internetowej oraz jej mobilnej wersji. Grupa posiada również nowoczesne punkty przyjmowania zakładów, które znajdują się w każdym większym mieście w Polsce – łącznie na terenie kraju jest ich ponad 400. Grupa STS zatrudnia przeszło 1500 osób.

W 2020 roku Grupa STS ­– mimo pandemii koronawirusa i wstrzymania większości rozgrywek sportowych na niemal dwa miesiące ­– zwiększyła wartość zawartych zakładów o ok. 8% do 3, 319 mld zł, co zdaniem Grupy świadczy o jej solidnych fundamentach i wysokich zdolnościach przystosowania się do zmian w zachowaniach konsumentów.

STS SA z Grupy STS to największa legalna firma bukmacherska w Polsce. Zagospodarowaliśmy blisko połowę rodzimego rynku, a od kilku lat działamy oraz rozwijamy się również poza granicami kraju. STS SA funkcjonuje od niemal 25 lat i po latach dynamicznego wzrostu w tym zwiększania skali działalności, zmianie modelu działania z retail na online oraz zabezpieczeniu wiodących rozwiązań technologicznych czy budowie własnego systemu bukmacherskiego nadszedł czas, by rozważyć kolejny ważny krok. Zdecydowaliśmy się złożyć prospekt w KNF, bo wierzymy, że grupa taka jak STS, o doskonałej pozycji rynkowej, z dużą rozpoznawalnością oraz silnym zespołem menadżerskim będzie atrakcyjna dla inwestorów polskich oraz zagranicznych. Tym bardziej, że warszawski parkiet nie posiada w portfolio emitenta z sektora iGaming. Finalną decyzję o debiucie na GPW podejmiemy po zatwierdzeniu prospektu i analizie pozostałych czynników mówi Mateusz Juroszek, prezes zarządu STS Holding oraz STS SA.

Grupa STS od wielu lat nieprzerwanie wdraża strategię „mobile-first” w oparciu o autorski system bukmacherski. Stale rozwija własną platformę technologiczną, aby sprostać potrzebom klientów i wyznaczać rynkowe trendy. Inwestycje Grupy STS w portfolio produktowe i rozwiązania technologiczne wyniosły w latach 2018-2020 kilkadziesiąt milionów zł. Ponadto w 2020 roku STS SA przejęła kontrolę nad czeską spółką technologiczną Betsys, w której posiada 74% akcji. Betsys jest głównym dostawcą rozwiązań IT dla bukmachera w Polsce, zarówno na potrzeby kanałów online oraz retail. Łącznie w Betsys i bezpośrednio w STS ponad stu specjalistów od technologii dba o rozwój autorskiego systemu bukmacherskiego.

Grupa STS, dzięki umowom na prawa medialne, w STS TV udostępnia transmisje blisko 5 tysięcy wydarzeń sportowych każdego miesiąca. Ponadto bukmacher jako pierwszy w Polsce wprowadził ofertę na rozgrywki esportowe. Od 2017 roku działa również szybki system wypłat STSpay, współpracujący z największymi bankami w kraju – m.in. PKO BP, Pekao, mBank, ING, BZ WBK, Alior oraz Millennium.

Grupa STS w lutym 2019 roku rozpoczęła działalność na rynkach europejskich. Bukmacher posiada licencję w Wielkiej Brytanii oraz Estonii, skąd oferuje usługi na kilku rynkach. STS SA jest pierwszym polskim bukmacherem, który rozpoczął działalność zagraniczną.

Grupa STS aktywnie angażuje się we wspieranie polskiego sportu, będąc największym prywatnym podmiotem na rodzimym rynku sponsoringu. Grupa STS jest oficjalnym sponsorem reprezentacji Polski w piłce nożnej, z którą współpracuje nieprzerwanie od 2014 roku. STS SA jest także sponsorem strategicznym Lecha Poznań, sponsorem głównym Jagiellonii Białystok a także oficjalnym bukmacherem Cracovii, Pogoni Szczecin, Górnika Łęczna, Zagłębia Lubin, Polskiej Ligi Siatkówki czy innych klubów i związków sportowych. Grupa STS angażuje się także we wspieranie esportu.

[1] działającym na podstawie zezwolenia Ministra Finansów

Zmiany w Platige Image. Jan Blumczyński – Dyrektorem Zarządzającym Działu Animacji, Agata Bereś Dyrektorem Produkcji

Zmiany w Dziale Animacji Platige Image: z dniem 1 września funkcję Dyrektora Zarządzającego Działu Animacji (Managing Director of the Animation Department) objął Jan Blumczyński, a na stanowisko Dyrektora Produkcji (Head of Production) powołana została Agata Bereś. Oba stanowiska piastowała wcześniej Magdalena Machalica, która pozostanie w strukturach Platige Image w charakterze doradczyni.

Jan Blumczyński jest absolwentem szkoły filmowej w Vancouver (2008). Od ponad 14 lat pracuje jako artysta 3D, nadzorował zespoły tworzące efekty specjalne do dużych hollywoodzkich produkcji i seriali klasy A. Pracował w takich studiach jak ScanlineVFX, RodeoFX, czy Method Studios. Pośród jego najważniejszych projektów można wymienić seriale Seria niefortunnych zdarzeń (2017) i Nierealne (2021), jeden z odcinków (pt. Zapłon), który prowadził, został nominowany do nagrody Emmy w kategorii „Wybitne osiągnięcia w dziedzinie efektów specjalnych”. Zdobywał też cenne doświadczenie przy dwóch marvelowskich blockbusterach: Kapitanie Ameryce: Wojnie bohaterów (2016) i Strażnikach Galaktyki vol. 2 (2017).

– W przypadku tytułów Marvela liczył się zarówno know-how produkcyjny, jak i strona artystyczna wspomagana przez najnowsze rozwiązania technologiczne. Oba te obszary były na najwyższym poziomie. W Platige filozofia pracy jest podobna. W warszawskim studiu będę mógł wykorzystać dotychczasowe doświadczenia i dalej rozwijać technologię oraz wspierać zespół w tworzeniu najlepszej jakości projektów – podkreśla Blumczyński.

Agata Bereś, Platige Image
Agata Bereś, Platige Image

Agata Bereś studiowała produkcję filmową na PWSFiTV w Łodzi. Doświadczenie zawodowe zdobywała w agencjach reklamowych (m.in. Grey Group Poland i Testardo Gram), gdzie jako producentka pracowała przez ponad dekadę. Do tej pory w Platige pełniła funkcję Senior Producer w Dziale Animacji.