Cyberprzestępcy znów wykorzystują QR kody

Na parkomatach w Krakowie pojawiły się naklejki z fałszywymi kodami QR. Miasto informuje, że to oszustwo i inicjatywa cyberprzestępców. Eksperci ds. cyberbezpieczeństwa przestrzegają, że w okresie wakacyjnym mogą pojawiać się także inne mutacje tego typu ataków.

Cyberprzestępcy obrali sobie za cel turystów odwiedzających w sezonie wakacyjnym Kraków. Nalepki, jakie pojawiły się na parkomatach, sugerowały, że może być to prosty i szybki sposób na opłacenie miejsca parkingowego. Były jednak fałszywe, a znajdujące się na nich kody QR kierowały na strony wyłudzające dane kart płatniczych. Miasto szybko zareagowało, ale specjaliści ds. cyberbezpieczeństwa przestrzegają, że sytuacja może się powtarzać. Oszustwa na fałszywe kody QR to niestety znana, ale sprawdzona metoda.

– To znaczące, że w okresie wakacyjnym oszuści po raz kolejny sięgają po sprawdzony sposób, jakim są fałszywe kody QR. Cyberprzestępcy są niestety wytrawnymi obserwatorami i doskonale wiedzą, że w miejscach turystycznych przewija się teraz wiele ludzi, którzy chcą szybko i sprawnie zaparkować. Część z nich to turyści np. z zagranicy, którzy nie mają świadomości, jak w nowym miejscu wygląda system parkingowy. Na tym m.in. żerują oszuści. Preparowane przez nich QR kody mogą wyglądać bardzo wiarygodnie, zawierać logotypy najpopularniejszych systemów płatności czy hasła zachęcające do szybkiego uiszczania opłat. Celem było wyłudzenie danych pozwalających na nadużycia finansowe.

Pamiętajmy, aby każdorazowo sprawdzać w nowym miejscu informacje o sposobach uiszczania opłat parkingowych np. na oficjalnej stronie miasta. Korzystajmy z oficjalnych i znanych aplikacji do płatności za parkowanie. Zainstalowanie na telefonie oprogramowania zabezpieczającego, popularnie zwanego antywirusem, umożliwi zablokowanie stron phishingowych, które wyłudzają dane kart płatniczych w celu rzekomej opłaty za parkowanie. Dobrym sposobem ochrony jest też korzystanie z aplikacji skanujących kody, które umożliwiają podgląd całego adresu URL przed przejściem na stronę internetową. Jeśli adres wyda nam się podejrzany – w żadnym przypadku nie klikajmy w niego.

Kod QR może wydawać się przyjaznym rozwiązaniem, ale powinien wzbudzić podejrzenia m.in. jeśli nie jest integralnym elementem urządzania takiego jak parkomat, ale pojawił się na nim w postaci naklejki, tzw. wlepki czy ulotki. Można sobie wyobrazić inne mutacje tego oszustwa i kody umieszczane np. na plakatach informujących o wydarzeniach kulturalnych, koncertach, ogłoszeniach np. o sprzedaży mieszkań, a nawet bilbordach reklamujących usługi i aplikacje bankowe. Tuż po agresji Rosji na Ukrainę w niektórych polskich miastach pojawiały się także plakaty z fałszywymi kodami QR i informacją o rzekomym zbieraniu danych o obywatelach Ukrainy zamieszkałych w Polsce. Każdorazowo należy bardzo uważnie przyglądać się takim komunikatom i nie działać mechanicznie. – komentuje Kamil Sadkowski, starszy specjalista ds. cyberbezpieczeństwa ESET.

Wynajem długoterminowy aut nieprzerwanie rośnie od 2 lat – wyniki PZWLP po I kw. 2023 r.

Rynek motoryzacyjny i flotowy w Polsce powoli powracają do normalności po kryzysie spowodowanym pandemią COVID-19 oraz wywołaną w jej wyniku ograniczoną dostępnością nowych samochodów. W pierwszym kwartale bieżącego roku poziom sprzedaży nowych aut do firm w Polsce osiągnął bardzo dobre wartości, notowane przed rokiem 2020. Jeszcze w zeszłym roku rynek motoryzacyjny, zarówno w naszym kraju, jak i całej Europie znajdował się pod silnym wpływem kłopotów z produkcją i podażą nowych aut. Pierwsze trzy miesiące roku 2023 wskazują jednak na wyraźne odbicie i odrabianie strat. Duże wzrosty sprzedaży, osiągnięte w części przypadków dzięki efektowi tzw. niskiej bazy, odnotowane zostały w każdej formie finansowania. Zgodnie z danymi PZWLP, branża wynajmu długoterminowego aut w Polsce urosła o 10,8% r/r pod względem łącznej liczby aut, co oznacza, że tempo jej rozwoju nieprzerwanie zwiększa się już od 2 lat. Wzrost został odnotowany również w przypadku branży Rent a Car (wypożyczalnie samochodów) i na koniec pierwszego kwartału wyniósł 6,9% r/r.         

W pierwszym kwartale bieżącego roku pojawiły się pierwsze sygnały ożywienia na rynku motoryzacyjnym w Polsce po okresie zmniejszonej podaży nowych samochodów, a w konsekwencji znaczące wzrosty sprzedaży aut w salonach. Wiele wskazuje na fakt, że rynek powoli zaczyna powracać do normalności, jednak z ostatecznymi ocenami warto wstrzymać się przynajmniej do zakończenia pierwszego półrocza.

Ze względu na bardzo słabe wyniki sprzedaży nowych aut w zeszłym roku, w pierwszym kwartale bieżącego roku zanotowane zostały duże wzrosty sprzedaży, przekraczające nawet 20%, w porównaniu rok do roku, będące efektem tzw. niskiej bazy z roku 2022. W związku z tym, najwyższe wzrosty zostały odnotowane w tych formach finansowania samochodów, które w zeszłym roku najmocniej ucierpiały i zanotowały najwyższe spadki z powodu kryzysu podażowego, a także wysokiej inflacji i stóp procentowych. Łącznie z polskich salonów wyjechało w pierwszym kwartale ponad 123 tys. samochodów, z czego blisko 87 tys. nabyły firmy i przedsiębiorcy, co stanowiło 70,6% łącznej sprzedaży.

Rynek motoryzacyjny odbija po problemach związanych z podażą nowych aut

Firmy i przedsiębiorcy nabyli w pierwszym kwartale o 22,6% więcej nowych aut osobowych niż w analogicznym okresie rok temu. Jeszcze większy wzrost został odnotowany w przypadku zakupu ze środków własnych, kredytu i klasycznego leasingu liczonych razem – w tym przypadku, przede wszystkim ze względu na niską bazę porównawczą (względem I kwartału 2022), osiągnął on poziom 28,4% r/r. Inaczej sytuacja wyglądała natomiast, jeśli chodzi o wynajem długoterminowy, gdzie również odnotowany został wzrost, ale o relatywnie niższej wartości 7,2% r/r.

Zdaniem ekspertów PZWLP, głównym powodem dużych różnic w dynamice wzrostu sprzedaży pomiędzy poszczególnymi rodzajami finansowania samochodów jest przede wszystkim niska baza porównawcza z I kwartału 2022 r. w części przypadków.

W przypadku wynajmu długoterminowego aut od wielu lat obserwowana jest duża odporność na zewnętrzne czynniki i zawirowania na rynku, przez co sprzedaż nie różni się znacząco w poszczególnych okresach, niezależnie od sytuacji na rynku – mówi Robert Antczak, Prezes Zarządu PZWLP. – W czasie kiedy cały rynek motoryzacyjny zmagał się z takimi negatywnie wpływającymi na rozwój czynnikami jak pandemia koronawirusa, ograniczona dostępność samochodów, czy wysoka inflacja, poziom sprzedaży w wynajmie długoterminowym pozostawał mimo wszystko na zbliżonym poziomie do lat z lepszą koniunkturą i w przeciwieństwie do konkurencyjnych form finansowania samochodów, nie podlegał dużym wahaniom.

W pierwszym kwartale 2023 roku branża wynajmu długoterminowego samochodów w Polsce nabyła na potrzeby oferowanych usług 20,8 tys. nowych aut osobowych, co stanowiło 24% łącznej sprzedaży samochodów do firm w naszym kraju w tym czasie.

Wynajem długoterminowy aut rozwija się coraz szybciej

Pod względem najważniejszego ze wskaźników, którym mierzona jest dynamika rozwoju wynajmu długoterminowego samochodów w Polsce, a więc łącznej liczby aut w usłudze Full Serwis Leasing na krajowym rynku, branża wynajmu długoterminowego urosła w pierwszym kwartale 2023 roku o 10,8% r/r. Oznacza to, że tempo wzrostu wynajmu długoterminowego aut w Polsce nieprzerwanie przyśpiesza od 2 lat.

Tempo wzrostu wynajmu długoterminowego w Polsce rośnie nieprzerwanie od dokładnie 2 lat i w pierwszym kwartale roku znajdowało się już na poziomie znanym nam z czasów przed pandemią, czyli początkiem perturbacji w całej gospodarce – mówi Robert Antczak, Prezes Zarządu PZWLP. – Spodziewamy się, że dynamika będzie się jeszcze zwiększać, przynajmniej w najbliższym czasie, powoli znika bowiem jeden z bardziej hamujących rozwój naszej branży czynników, a więc kwestia ograniczonej dostępności nowych samochodów. Równolegle coraz silniejsze stają się argumenty, które zachęcają przedsiębiorców do korzystania z wynajmu długoterminowego, jak na przykład stałe koszty związane z finansowaniem i pełnym zakresem obsługi auta przez cały okres umowy, co w obecnych czasach jest coraz większą wartością. W efekcie, z wynajmu długoterminowego coraz częściej korzystają mali, a nawet mikro przedsiębiorcy, często zastępując nim wcześniej wykorzystywany do finansowania samochodu kredyt czy klasyczny leasing finansowy.  

Udział Diesla w wynajmie długoterminowym topnieje w oczach – na koniec marca to już niewiele ponad 1/3 wszystkich pojazdów

Dane PZWLP po pierwszym kwartale roku potwierdzają, że aut z silnikami Diesla ubywa w wynajmie długoterminowym bardzo szybko. Na koniec marca b.r. samochody napędzane wysokoprężnymi jednostkami stanowiły już niewiele ponad 1/3 ogółu. W ciągu zaledwie roku udział Diesla zmniejszył się o aż 8,4 p.p. Samochody z silnikami dieslowskimi tracą swoją pozycję przede wszystkim na rzecz aut z napędami benzynowymi, które na koniec pierwszego kwartału stanowiły 53,5% łącznej floty, a ich udział urósł o 7,7 p.p. w ciągu roku. Przybywa także aut napędzanych ekologicznymi jednostkami, a więc wszelkiego rodzaju hybryd i samochodów w pełni elektrycznych, które na koniec marca stanowiły już 8,9% ze wzrostem udziału w łącznej flocie w wynajmie długoterminowym w ciągu roku o 0,7 p.p. Udział aut w pełni elektrycznych wynosił na koniec pierwszego kwartału 1,4% i urósł o 0,8 p.p. w ciągu roku.

Średnia emisja dwutlenku węgla nowych samochodów osobowych zakupionych przez branżę wynajmu długoterminowego w pierwszym kwartale 2023 roku była o 1,2% i 1,6 g/km niższa niż rok wcześniej i wyniosła 129,3 g/km. Jeśli zaś chodzi o auta dostawcze, to średnia emisja w ich przypadku wyniosła 149 g/km i była wyższa o 17,8% i 22,5 g/km w stosunku do stanu w porównywalnym czasie roku 2022.

Tempo wzrostu branży Rent a Car w Polsce ponownie przyśpiesza

Dane PZWLP po pierwszym kwartale 2023 roku wskazują, że branża Rent a Car (wypożyczalnie samochodów) odnotowała wzrost na poziomie 6,9% r/r. Oznacza to odwrócenie trwającego przez trzy poprzednie kwartały trendu spadkowego w tym zakresie. Dla przypomnienia – po pierwszym kwartale 2022 r. branża Rent a Car rozwijała się w tempie ponad 20% r/r, a na koniec roku było to już jedynie 3,5% r/r.

Branża Rent a Car najszybciej i najmocniej spośród całego sektora wynajmu samochodów reaguje na wszelkie zawirowania i negatywne dla rozwoju zjawiska w gospodarce – mówi Maciej Tórz, Członek Zarządu PZWLP. – Dobitny przykład tego mieliśmy w trakcie pandemii i lockdownów w 2020 roku. Nieznaczne zwiększenie tempa wzrostu, po kilku miesiącach tendencji spadkowej możemy bardzo ostrożnie traktować jako prawdopodobny powrót na ścieżkę szybszego wzrostu. Zmniejszająca się w zeszłym roku dynamika rozwoju wynikała z problemów z dostępnością nowych samochodów, a także z wysokiej inflacji. W 2023 roku czynniki te są już znacząco słabsze, więc jest szansa, że faktycznie mamy do czynienia z początkową fazą rynkowego odbicia w kierunku większych wzrostów. Z ostatecznymi ocenami sytuacji musimy jednak poczekać przynajmniej do momentu, w którym poznamy dane po pierwszym półroczu.   

Branża Rent a Car jest obecnie reprezentowana w PZWLP przez 7 dużych, sieciowych, polskich i międzynarodowych wypożyczalni samochodów, których łączna flota* w usługach wynajmu krótkoterminowego (1-30 dni) oraz średnioterminowego (1 miesiąc – 2 lata) wynosiła na koniec marca 2023 roku 13,8 tys. aut.        Dynamika rozwoju Rent a Car w Polsce

 * – bez floty firmy Avis Budget / Jupol – Car

Sixt Rent a Car Polska / Eurorent Sp. z o.o.

Maszyny rolnicze w pierwszym półroczu 2023: spadek rejestracji nowych, wzrost – używanych

O 12,5 procent – w stosunku do analogicznego okresu 2022 – spadła w pierwszym półroczu tego roku liczba rejestracji (czyli de facto sprzedaży) nowych ciągników rolniczych. Zarejestrowano ich teraz 4900. To o 698 szt. mniej niż w pierwszych sześciu miesiącach 2022 – wynika ze sporządzonego przez Polską Izbę Gospodarczą Maszyn i Urządzeń Rolniczych na podstawie danych CEPiK raportu. Tendencję spadkową widać też w innej podstawowej kategorii nowych maszyn rolniczych czyli przyczep. W ciągu całego pierwszego półrocza zarejestrowano ich 3252, a więc o 1168 szt. mniej niż w tym samym okresie w 2022 roku. Oznacza to spadek rok do roku o 26,4%. Inną tendencję zaobserwować zaś można na rynku maszyn używanych. Tu na koniec czerwca 2023 roku PIGMiUR odnotowuje 12 114 szt. zarejestrowanych ciągników „z drugiej ręki”. To o 1322 szt. więcej niż w tym samym okresie rok wcześniej. Wzrost wynosi 12,2%. Tak samo jest z używanymi przyczepami, bowiem  zarejestrowano ich 3341 szt. czyli o 321 szt. więcej niż przed rokiem. To wzrost o 10,6 %.

Dane dotyczące rejestracji nowych maszyn rolniczych za sam czerwiec zdają się potwierdzać spadkowy trend: 768 szt. nowych ciągników. To 10 szt. mniej niż przed miesiącem, a zarazem drugi najgorszy wynik w tym roku – tylko w styczniu zarejestrowano mniej ciągników. W stosunku do czerwca 2022 jest to o 160 rejestracji mniej, a do czerwca 2021 roku – aż o 469 szt. mniej. W segmencie innej podstawowej kategorii maszyn rolniczych – przyczep – szósty miesiąc przynosi pod względem rejestracji najlepszy – co prawda – wynik w tym roku: 647 szt., jednak porównując go do zeszłych lat widać spadek. W stosunku bowiem do czerwca 2022 to o 166 szt. mniej, a do czerwca 2021 – o 360 szt. mniej. Dane za całe pierwsze półrocze prezentują się zaś tak: o 12,5 procent – w stosunku do analogicznego okresu 2022 – spadła liczba rejestracji (czyli de facto sprzedaży) nowych ciągników rolniczych. Zarejestrowano ich teraz 4900. To o 698 szt. mniej niż w pierwszych sześciu miesiącach 2022. Tendencję spadkową widać też w nowych przyczepach. W ciągu całego pierwszego półrocza zarejestrowano ich 3252, a więc o 1168 szt. mniej niż w tym samych okresie w 2022 roku. Oznacza to spadek rok do roku o 26,4%.

– Nabywcy nowych maszyn rolniczych z coraz większym dystansem planują swoje inwestycje w sprzęt, biorąc pod uwagę głównie to, co dziś miejsce ma w branży rolno spożywczej, a także ogólną sytuację ekonomiczną – mówi Michał Spaczyński, wiceprezes Polskiej Izby Gospodarczej Maszyn i Urządzeń Rolniczych. Dodaje, że na podejście potencjalnych użytkowników nowych maszyn wpływ może mieć np. ostatni kryzys zbożowy i wynikająca z niego niepewność na rynku. – Trudno dziś o gwarancję powodzenia działań wśród przedsiębiorców rolnych, tym bardziej, że brak jest dla nich ewidentnie długofalowej wizji wsparcia ze strony państwa. Mamy bowiem do czynienia jedynie z działaniami doraźnymi, bez wystarczającej dbałości o tych, na których barkach spoczywa rozwój gospodarki rolno spożywczej w Polsce – zauważa Michał Spaczyński.

Wśród najpopularniejszych nowych ciągników są: John Deere (854 czyli o 96 szt. więcej niż przed rokiem. Udziały tej marki na koniec czerwca to 17,4 % – o 3,9 punktu procentowego więcej niż rok wcześniej), New Holland (775, o 176 szt. mniej niż w 2022 roku. Udziały tej marki to 15,8%.) czy Kubota (553, o 21 szt. więcej niż przed rokiem, z udziałami 11,3%.). Na dalszych miejscach plasują się m.in.: Deutz Fahr, Case IH czy Massey Ferguson. Najpopularniejszą marką nowych przyczep rolniczych jest zaś Pronar (1120 szt., o 585 szt. mniej niż przed rokiem), a następnie MetalFach (365, z udziałami 11,2%) i Metaltech, (8,4% udziałów rynkowych i 273 szt.). Zarówno w segmencie nowych przyczep, jak i ciągników na pierwszych miejscach plasują się Mazowsze i Wielkopolska.

– Pomimo obiektywnych trudności, polski producent rolny pozostaje aktywny i ma na uwadze swój rozwój, dlatego pozwala sobie na takie zakupy sprzętu, na jakie go w obecnej sytuacji stać – w ten sposób Michał Spaczyński tłumaczy większe zainteresowanie rejestracjami maszyn używanych.

Na tym rynku, na koniec czerwca 2023 roku, PIGMiUR notuje 12 114 szt. zarejestrowanych ciągników. To o 1322 szt. więcej niż w tym samym okresie 2022 roku. Wzrost wynosi tu 12,2%. Z przyczepami sytuacja jest w podobna. W okresie styczeń-czerwiec zarejestrowano ich 3341 szt. To o 321 szt. więcej niż przed rokiem. Oznacza to, że obecnie Izba notuje tu wzrost o 10,6 %.

Dlaczego indeksy odczują ostatnie wezwania?

O tym, że na danej giełdzie jest tanio, świadczyć może przykładowo brak nowych emitentów chcących trafić na dany parkiet czy pojawiające się wezwania na akcje spółek już istniejących. Mało jaka spółka może bowiem chcieć wyemitować nowe akcje po niskiej cenie, natomiast inwestorów branżowych czy finansowych, chcących skupić w takiej sytuacji większy pakiet akcji, może być wielu.

Gdyby iść tym tokiem rozumowania, na GPW w Warszawie może być rzeczywiście tanio. O ile nowych emitentów właściwie nie ma lub czekają na bardziej dogodny moment pod względem rynkowych wycen, o tyle o kolejnych wezwaniach możemy usłyszeć coraz częściej. A większość z nich, jeżeli nie wszystkie, dotyczy wezwań na 100% akcji danej spółki, z chęcią delistingu w kolejnym kroku.

Takie wezwania dokonują się z różnym skutkiem. Są te nieudane z punktu widzenia wzywającego (Ciech), kontrowersyjnie przeprowadzone (Kernel Holding) czy zakończone powodzeniem (Alumetal). A w kolejce czekają już kolejne ogłoszone wezwania, m.in. na akcje TIM i STS Holding.

Co warte odnotowania, rezultaty wezwań będą miały swój wpływ na indeksy giełdowe. Zgodnie z metodyką polskich indeksów administrowanych przez GPW Benchmark w indeksach z rodziny WIG mogą uczestniczyć tylko te spółki, których akcje w wolnym obrocie (tzw. free float) wynoszą minimum 10%. Po udanym (dla wzywającego) zakończeniu wezwania dana spółka tego podstawowego kryterium nie będzie już spełniała. W konsekwencji, po opublikowaniu odpowiedniego raportu bieżącego, w indeksach nastąpi zmiana nadzwyczajna polegająca na wykluczeniu spółki, której dotyczyło wezwanie, i jednoczesnym zastąpieniu jej odpowiednią spółką z listy rezerwowej (w przypadku indeksu o stałej liczbie składników) – uważa Dawid Bąbol, zarządzający BETA ETF.

Pierwsza taka nadzwyczajna zmiana została dopiero co ogłoszona w sWIG80, w którym Alumetal zostaje zastąpiony przez Mangata Holding. A kolejne już są na horyzoncie. Być może już w lipcu poznamy decyzję KNF ws. delistingu Kernel Holding, która może poskutkować zmianami w mWIG40 w sierpniu lub wrześniu, w zależności od tego, na kiedy przypadnie ostatni dzień notowań tej spółki (o ile taki delisting w ogóle zostanie dopuszczony do przeprowadzenia). Jeśli kolejne wezwania się powiodą, to – zapewne również na przełomie sierpnia i września – główne indeksy z rodziny WIG mogą opuścić wspomniane już STS Holding (mWIG40) czy TIM (sWIG80). A po drodze być może usłyszymy o następnych wezwaniach.

Choć wydawać się to może nieintuicyjne, wezwania na akcje jednych spółek będą miały w horyzoncie kilku dni wpływ na notowania również innych spółek – właśnie w związku ze zmianami w indeksach i w konsekwencji ze zmianami w portfelach funduszy naśladujących te indeksy. Co prawda ten wpływ nie powinien być znaczny, ponieważ na ten moment polski rynek funduszy pasywnych nie jest jeszcze zbyt duży, jednak śladowe ruchy będą zauważalne – dodaje Dawid Bąbol.

Dawid Bąbol, Zarządzający BETA ETF

Movens Capital zainwestuje ponad 60 mln euro w rozwój startupów technologicznych

  • Movens ogłasza plany drugiego funduszu o wartości 60 mln EUR na pierwszym zamknięciu, docelowo z limitem do 100 mln Movens Fund 2 zainwestuje w ponad 30 spółek technologicznych z regionu Europy Środkowo-Wschodniej.
  • Nowy fundusz ruszy w pierwszej połowie 2024 r. gromadząc polskich i europejskich inwestorów prywatnych oraz instytucjonalnych. Będzie koncentrować się na startupach z międzynarodowym potencjałem m.in. w sektorach enterprise software, health care, climate tech. Podobnie jak w Movens Fund 1 preferowane będą spółki wykorzystujące AI i machine learning. 
  • Zespół Movens ma dobrą rękę do inwestycji w spółki technologiczne. Dotychczasowe inwestycje zespołu to ponad 30 spółek, z których 5 zakończyło się już udanymi exitami z ponad 10-krotnym ważonym zwrotem z kapitału. Tylko w 2023 r. spółki portfelowe Woltair i Vue Storefront z Movens Fund 1 pozyskały w kolejnych rundach 40 mln euro. W sumie inwestycje Movens VC zebrały już 85 mln euro.

Movens zapowiada drugi fundusz o docelowej maksymalnej wielkości 100 mln euro, gotowy sfinansować nawet 34 innowacyjnych firm z regionu CEE, przy pojedynczej inwestycji od 250 tysięcy do 2,5 mln euro dla spółek pre-seed i seed oraz do 5 mln euro dla spółek w późniejszych etapach rozwoju. Na dziś, wszyscy zagraniczni inwestorzy z pierwszego funduszu potwierdzili już gotowość inwestowania w nowy projekt. Movens Fund 2 zostanie uruchomiony już w pierwszej połowie 2024 r., z pierwszym planowanym zamknięciem szacowanym na poziomie 60 mln euro.

  • Rynek startupów w CEE najlepsze ma wciąż przed sobą w końcu technologia to DNA globalnej gospodarki. W Movens Fund 2 celujemy nie tylko w diamenty technologiczne na etapach rund pre-seed i seed. Nowy fundusz będzie inwestował także nieco później na etapie rund A+. W najciekawsze projekty będziemy inwestować do 5 mln EUR. Jesteśmy funduszem generalistycznym, ale koncentrujemy się na wspieraniu firm wybranych obszarach: oprogramowanie dla przedsiębiorstw, technologie klimatyczne, opieka zdrowotna, fintech, e-commerce enablers, edtech oraz future of work. Od lat inwestujemy aktywnie w AI/ML i mamy dobrze zmapowane najciekawsze projekty w tym obszarze. Jesteśmy fanami efektów sieciowych i open source, ale unikalne IP może być również źródłem solidnej przewagi konkurencyjnej – podkreśla Artur Banach, partner i współtwórca Movens Capital.

Filarem nowej strategii inwestycyjnej jest region CEE: połączenie potencjału 1 mln wysoce wykwalifikowanych programistów z rosnącą liczbą doświadczonych założycieli potrafiących budować skalowalne firmy międzynarodowe oraz z kapitałem ze strony VC zaowocowało ponad 40 jednorożcami z tego regionu[1]. Jednocześnie obecna sytuacja rynkowa powoduje dziś, że wyceny młodych spółek znacznie obniżyły się tworząc doskonałe otoczenie dla doświadczonych zespołów inwestycyjnych.

Mocny team i uznanie globalnych inwestorów

Mocnym filarem drugiego funduszu Movensa pozostaje zespół zarządzający. Pierwszą wspólną inwestycję przeprowadził on w 2014 r. Zanim w 2020 r. uruchomił pierwszy fundusz – łącznie zainwestował w 9 spółek, z których 5 zakończyło się bardzo udanymi exitami. Obecnie mają już na koncie łącznie blisko 30 inwestycji. Duży wpływ na DNA funduszu mają wieloletnie doświadczenia przedsiębiorcze liderów funduszu, wyniesione z takich spółek jak Netsprint, Skycash czy Datarino.

Trzonem zespołu Movens Fund 2 będą zatem Artur Banach, Michał Olszewski, Radosław Rejman, Łukasz Pawłowski, Maciej Kraus, Przemysław Jurgiel-Żyła oraz Yaroslav Krempovych. Specjalizują się oni m.in. w fundraisingu, strategii, ekspansji międzynarodowej, pricingu, czy wspieraniu spółek w procesach M&A.

  • Naszą siłą są także m.in. relacje w ekosystemie na całym świecie. Na bazie pierwszego funduszu, Movens VC wypracował skuteczny proces inwestowania i zbudował ponad 300 relacji z zachodnimi funduszami VC i późniejszego etapu, umożliwiając wsparcie dla międzynarodowych koinwestycji. Współinwestujemy więc z dużymi graczami VC z samego topu, takimi jak Creandum (pierwszy inwestor Spotify), The Westly Group (pierwszy inwestor Tesli) czy z Earlybird (pierwszy inwestor UIPath) – zaznacza dr Maciej Kraus, ekspert ds. pricingu i partner w Movens Capital.

Movens Capital przez ostatnie lata dał się poznać jako świetny partner dla firm technologicznych wyznaczających nową jakość w sektorach climate tech, fintech, martech, wsparcia dla e-commerce, logistyki, medtech, industry 4.0 i deeptech czy sport & wellness. To Movens  stoi za finansowaniem takich spółek jak Vue Storefront, Packhelp, StethoMe, Woltair, Doctor.one, The Village Network, SKY ENGINE AI or Talkie.ai. Tylko w tym roku spółki portfelowe Movens zebrały w kolejnych rundach 40 mln euro, a a łącznie zebrały już ponad 85 mln euro od inwestorów.

Portfel pełen perełek

Kilka dni temu czeski Woltair, spółka portfelowa Movens Capital, ogłosiła nową rundę inwestycyjną, w której pozyskała dodatkowe 20,5 mln euro, oprócz 16,3 miliona euro zebranych we wrześniu 2022 roku. Jest to platforma cyfrowa łączącą konsumentów, którzy chcą zainstalować rozwiązania cleantech, takie jak pompy ciepła czy panele słoneczne z instalatorami. Firma rośnie w tempie ponad 300% rocznie, jest liderem rynku w Czechach, dynamicznie rośnie w Polsce i ogłosiła plany ekspansji w Niemczech.

To Movens Capital wspiera również od rundy pre-seed rozwój Vue Storefront, który zebrał w ostatniej rundzie aż 20 mln USD, co okazało się największą rundą finansowania w pierwszym kwartale 2023 r. w ekosystemie w Polsce. Runda została przeprowadzona przez Felix Capital z Wielkiej Brytanii, z udziałem Creandum, Earlybird i SquareOne. Vue Storefront to globalny lider szybko rosnącej kategorii FEaaS (Frontend as a Service), który dostarcza nowoczesna platformę do budowy frontendu w ponad 2.000 dużych i średnich sklepach na całym świecie.

W zeszłym roku Movens Capital uplasował się wśród 5 topowych funduszy venture capital w Polsce wg Dealroom Prominence Rank, a także został finalistą konkursu Anioł Biznesu Roku 2022 Venture Awards. Movens VC postrzegany jest jako przyjazny i pomocny founderom – w popularnym serwisie Landscape, w którym to założyciele oceniają fundusze, Movens Capital uzyskał rating na poziomie 4,8 /5. Dobra reputacja buduje potencjał funduszu do pozyskiwania przyszłych jednorożców z regionu – rocznie zgłasza się do niego ponad 1.000 spółek z naszego regionu.

[1] https://dealroom.co/reports/central-and-eastern-european-startups-2022

Spadł WIBOR, a dolar traci na wartości

Zaczął się długo wyczekiwany przez kredytobiorców złotowych spadek stopy WIBOR. To ona nadal jest bazą dla większości kredytów złotowych w tym kraju. Nie są to jeszcze zmiany, które odmienią nasze życie, ale z pewnością ulga.

Dolar w odwrocie

Ostatnie dane z USA napędzają słabość dolara. Co ciekawe, nie przerwały tego nawet wczorajsze solidne dane z tamtejszego rynku pracy. Mniejsza liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych to oczywiście ważna kwestia. Okazuje się jednak, że znacznie ważniejszy był spadek inflacji producenckiej. Podobnie jak w przypadku konsumenckiej, spadek wskaźnika bazowego jest niższy. Potwierdza to, że ogólny wynik jest zniekształcony przez znaczny spadek cen surowców energetycznych. Nie zmienia to faktu, że tendencja jest bardzo wyraźna i rynki już zaczynają kalkulować, że stopy procentowe mogą nie rosnąć tak bardzo, jak dotychczas sądzono. A nawet jeżeli będą to mogą być szybciej obniżane, niż dotychczas przewidywano. To właśnie między innymi dlatego dolar ostatnio wyraźnie traci na wartości.

Spadek WIBOR

Rynki przygotowują się już na spadki cen. Od kilku dni trwają spadki stawki rynkowej WIBOR. Co więcej, wreszcie oczekiwania zaczynają wyglądać racjonalnie. Piszemy racjonalnie, gdyż jeszcze dwa tygodnie temu roczny WIBOR był wyższy niż 6 czy 3-miesięczny, co jest typowym sygnałem oczekiwania wzrostu stóp procentowych. Obecnie im dłuższy horyzont, tym niższa stop WIBOR. Pokazuje to wyraźnie oczekiwania spadku stóp procentowych w nadchodzących kwartałach. Patrząc na stawkę 3-miesięczną, może to się odbyć nawet na wrześniowym posiedzeniu RPP. Będzie to z pewnością ulga dla kredytobiorców, którzy pozostali na zmiennej stopie procentowej.

Ropa naftowa wciąż zyskuje

Ostatnie posiedzenie kartelu kontrolującego pokaźną część światowego wydobycia ropy naftowej skończyło się jego sukcesem. Ropa naftowa jest najdroższa od końca kwietnia. Jako jeden z głównych powodów analitycy wskazują zwiększone zapotrzebowanie na surowiec w przyszłym roku. Nawet w scenariuszu spowolnienia gospodarczego zapotrzebowanie ma wzrosnąć o 2%. Jak widać, uniezależnianie się od ropy naftowej, o którym szczególnie dużo się mówiło w kontekście rosyjskiej agresji na Ukrainę, nie jest skuteczne. Warto też pamiętać, że obecny spadek tempa wzrostu cen wynika między innymi z wyraźnego spadku cen surowców energetycznych. Obecne wzrosty powinny jednak negatywnie wpłynąć na ten proces.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – ceny importu i eksportu,
16:00 – USA – raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Inflacja w czerwcu wg GUS – eksperci komentują

Jak podał właśnie Główny Urząd Statystyczny, ceny towarów i usług konsumpcyjnych w czerwcu 2023 r. wzrosły rdr o 11,5 proc., a w porównaniu z poprzednim miesiącem ceny nie zmieniły się. Dzisiejszy odczyt zgodny jest z wcześniej opublikowanym szacunkiem.

Dzisiejsze dane GUS dot. poziomu inflacji w czerwcu komentują Maciej Pawłowicz z ASM Group oraz Sebastian Błaszkiewicz z Unity Group.

Maciej Pawłowicz – Dyrektor sprzedaży i rozwoju w ASM Group:

Tempo wzrostu cen towarów i usług konsumpcyjnych w Polsce spowalnia – przypomnijmy, z rekordowych 18,4 proc. w lutym do 11,5 proc. na koniec czerwca. W najnowszym raporcie o inflacji, NBP przewiduje, że w ostatnim kwartale tego roku spadnie ona do ok. 8 proc., pod koniec przyszłego roku do niecałych 5 proc., i dopiero na koniec 2025 r. do ok. 3,5 proc. Ważne w ocenie krajobrazu rynku handlowego będą kolejne kwartały, m.in. dlatego, że konsumenci zaczynają wykorzystywać wyższe płace wynegocjowane w ostatnich miesiącach – zimą nadwyżki przeznaczali bowiem na pokrycie wysokich cen energii. Polepszenie nastrojów konsumentów i wzrost wydatków konsumpcyjnych prognozowany na drugą połowę roku powinien znaleźć odzwierciedlenie w sektorze detalicznym, ale również w usługach czy innych segmentach z obszaru dóbr konsumpcyjnych, jak np. AGD, RTV i meble, bo powoli otwieramy się na aktywności i obszary, które dotychczas nie były priorytetowe, jak choćby remonty czy wyposażenie domu. Najnowszy sondaż IBRIS dla „Rzeczpospolitej” wskazuje jednocześnie, że dla Polaków wciąż najistotniejszym tematem debaty pozostaje inflacja i drożyzna. Jesteśmy ostrożni wobec zakupów ponad normę. Niezmiennie szukamy okazji i promocyjnych cen, te nawyki pozostaną z nami na długo. Konsumenci kupują mniej, przy czym niekoniecznie mniej wydają, i to nie tylko w Polsce, bo dane Eurostatu pokazują, że wolumen sprzedaży detalicznej w 20 krajach będących w strefie euro, nie zmienił się od kwietnia br. i był niższy o blisko 3 proc. rok do roku. W Polsce dyskusję wokół inflacji wzmacniają dodatkowo zapowiedzi rządu, m.in. w sprawie podwyżki płacy minimalnej o ok. 20 proc. Bo argumentem za tym jest przecież wysokie tempo wzrostu kosztów życia. Ale analitycy zwracają uwagę, że jeśli płace będą drastycznie rosły, utrudnią tłumienie inflacji. Dlatego eksperci przewidują, że wbrew optymistycznym prognozom NBP okres szybkiego wzrostu cen towarów i usług może się wydłużyć, tym bardziej wobec sygnałów, że obniżka stóp procentowych jest coraz bliżej.

Sebastian Błaszkiewicz – Head of Sales Excellence w Unity Group:

Inflacja nie bierze urlopu. Towarzyszy Polakom w kraju i za granicą

Rozpoczęte pod koniec czerwca wakacje to dla niektórych czas długo wyczekiwanego urlopu. W ostatnich miesiącach wielu z Polaków ograniczyło krótkie urlopy, wypady majówkowe i przedłużane weekendy m.in. właśnie w celu odłożenia odpowiednich środków z przeznaczeniem na wypoczynek w trakcie wakacji. To ich sposób na dostosowanie się do aktualnej sytuacji gospodarczej, w której przyrost wartości wynagrodzeń nie nadąża za tempem wzrostu cen towarów i usług. Pamiętajmy jednak, że dobra pogoda, brak w gospodarce innych niespodziewanych i istotnych wydarzeń budzących niepokój raczej pozwalają na stabilizację nastrojów a nawet skromny optymizm. Ale ma to swoje konsekwencje dla kondycji handlu, w tym e-commerce, który wyraźnie wyhamował w czasie okresu wakacyjnego. Tak powinno być do jesieni i kolejnego przedświątecznego okresu,  przypuszczalnie z lekkim wzrostem sprzedaży w międzyczasie – pod koniec wakacji handel doświadcza bowiem ożywienia w odpowiedzi na konkretne potrzeby zakupowe, takie jak  rozpoczęcie roku szkolnego i wchodzenie w nową porę roku.

Ale inflacja daje się nam we znaki również poza granicami naszego kraju, w trakcie wakacyjnych wyjazdów zagranicznych – czasami bardziej np. w uwielbianym przez Polaków Egipcie, gdzie roczna dynamika inflacji w czerwcu wyniosła 36,8 proc., a czasami mniej np. w równie popularnej Chorwacji, w której po wejściu do strefy euro inflacja spadła do 12,5 proc. w styczniu i 11,7 proc. w lutym 2023 r., podczas gdy średnia inflacja w strefie euro jest od kilku miesięcy o blisko połowę mniejsza niż w Polsce (5,5 proc. vs 11,5 proc.).

Najnowsza projekcja inflacji NBP jest optymistyczna i budująca – po ponad roku przerwy mamy bowiem wreszcie obserwować wzrost realnego przeciętnego wynagrodzenia. To jednak tylko modele ekonometryczne. Rzeczywisty odbiór cen przez polskich konsumentów i przedsiębiorców jest zupełnie inny i to ich postrzeganie obecnej inflacji i oczekiwania inflacyjne mogą być decydujące dla kształtu realiów gospodarczych w kolejnych miesiącach.

Auchan Retail Polska publikuje wyniki finansowe za 2022 r.

W 2022 roku wielokrotnie udowodniliśmy, że również w trudnych czasach galopującej inflacji znajdujemy rozwiązania, które pozwalają nam nieprzerwanie zapewniać naszym klientom zarówno bogatą ofertę, jak i niskie ceny – mówi Alexandre Saussard, dyrektor Generalny Auchan Polska. Równocześnie konsekwentnie budowaliśmy przewagę konkurencyjną stawiając na dalszy rozwój naszego opartego na wielokanałowości modelu sprzedaży. Wprowadzaliśmy nowe koncepty sprzedaży, innowacyjne ścieżki zakupowe i usługi, zarówno offline jak i online, cały czas dbając o to, by w ramach tego zintegrowanego ekosystemu nasi klienci mieli pełną swobodę wyboru dogodnej dla nich formy zakupów. Ten kierunek rozwoju kontynuujemy także w tym roku. Najlepszym tego przykładem jest uruchomiony niedawno pierwszy bezobsługowy sklep formatu Auchan GO, w którym wykorzystane zostały zaawansowane rozwiązania oparte na technologii sztucznej inteligencji. Czynny 24 godziny przez 7 dni w tygodniu umożliwia klientom robienie zakupów w sposób wyjątkowo szybki i komfortowy.

W 2022 r. w Auchan zapoczątkowany został proces modernizacji hipermarketów sieci według innowacyjnego konceptu firmy, uwzględniającego zmieniające się potrzeby klientów i nowe trendy rynkowe. Jako pierwszy zmodernizowany został flagowy hipermarket Auchan w Piasecznie. Obecnie podobne zmiany i nowe rozwiązania wprowadzane są w sklepach sieci w całej Polsce, także innych formatów. Firma kontynuowała rozwój usługi Auchan Drive uruchamiając drugi taki punkt dla swoich klientów. Miniony rok był także okresem dalszej digitalizacji przedsiębiorstwa i rozwoju usług e-commerce, w tym wprowadzenia możliwości zamówień przez stronę zakupy.auchan.pl z dostawą do domu w kolejnych 8 miastach. Obecnie usługa ta jest już dostępna w 14 największych miastach Polski wraz z okolicznymi miejscowościami. W przypadku produktów przemysłowych usługa dostawy do domu oferowana jest na terenie całej Polski. W 2022 r. pilotażowo wdrożone zostały w pierwszych sklepach sieci elektroniczne etykiety cenowe (ESL). Obecnie system ten funkcjonuje już w blisko 30% sklepów własnych Auchan, umożliwiając zdalną, systemową aktualizację cen na sklepowych półkach w czasie rzeczywistym.

W 2023 roku firma zarządza siecią 104 sklepów w Polsce: 70 hipermarketów i 33 supermarketów, oraz sklep autonomiczny Auchan GO, zatrudniając 17 000 osób. Ponadto sieć współpracuje z 29 sklepami franczyzowymi. Auchan Retail Polska jest częścią obecnej w 12 krajach sieci Auchan Retail.

Velvet CARE rozbudowuje zakład papierniczy w Kluczach. Wartość inwestycji to 363,5 mln zł

Firma Velvet CARE, lider w Polsce oraz regionie Europy Środkowej w branży celulozowych produktów higienicznych, o obrotach szacowanych w roku 2023 na 1,5 mld pln, poinformowała o planowanej znaczącej rozbudowie i dalszej automatyzacji zakładu papierniczego w Kluczach. Do końca marca 2026 roku moce wytwórcze fabryki wzrosną o ponad 30 proc., czyli o 60 tys. ton rocznie do poziomu 210 tys. ton, a powierzchnia budynków zwiększy się do poziomu około 115 tys. m2.

Wartość inwestycji to 363,5 mln pln. Zarząd firmy podpisał kolejną umowę z Krakowskim Parkiem Technologicznym obejmującą strategiczne inwestycje w dalszy rozwój fabryki w Kluczach. Już dziś jest ona jednym z najbardziej nowoczesnych zakładów branży papierniczej w Europie.

Plany inwestycyjne obejmują przede wszystkim budowę kolejnej nowoczesnej maszyny papierniczej MP9. Jest to spektakularne wydarzenie – to już trzecia tego typu inwestycja, którą Velvet CARE realizuje w ciągu ostatnich 6 lat! Aby zapewnić odpowiednią powierzchnię magazynową dla znacząco zwiększającej się mocy wytwórczej, projekt inwestycyjny zakłada także budowę nowoczesnego automatycznego magazynu wyrobów gotowych na minimum 40 tys. miejsc paletowych. Poza tym planowana jest także rozbudowa systemu automatycznego podawania palet i wyposażenie hal przetwórczych w instalację klimatyzacji. Powstaną także dwa nowe biurowce. Inwestycje będą zintegrowane z istniejącą infrastrukturą zakładu obejmującą obecnie 3 maszyny papiernicze, 4 magazyny i 17 linii przetwórczych, na których produkowane są papiery toaletowe, ręczniki papierowe oraz chusteczki. Moce wytwórcze zakładu wynoszą obecnie około 150 tys. ton bibułki rocznie.

Dzięki inwestycjom w nowe maszyny i urządzenia, automatyzację i rozwój procesów magazynowych, nie tylko wzrośnie skala, ale również po raz kolejny poprawi się efektywność produkcji zakładu. Nowe inwestycje to już 3. wspólny projekt prowadzony wraz z Krakowskim Parkiem Technologicznym w ramach Krakowskiej Specjalnej Strefy Inwestycyjnej. Warto podkreślić, że planowane inwestycje zostały opracowane z troską o środowisko, co jest zgodne z ogłoszoną Eco Agendą firmy, jak również z jej strategią w zakresie ESG. Uwzględniają one nowoczesne, energooszczędne technologie ograniczające wpływ działalności zakładu na środowisko. Zarówno urządzenia, jak i rozwiązania
techniczne efektywnie wykorzystują energię, zapewniają minimalne zużycie wody, materiałów i gazu w trosce o racjonalne korzystanie z surowców i dążąc do realizacji założeń modelu gospodarki obiegu zamkniętego.

Warto wspomnieć, że inwestycje w zakład papierniczy w Kluczach staną się również impulsem do rozwoju i aktywizacji gospodarczej okolicznych firm w regionie. Dalsza rozbudowa możliwości produkcyjnych, logistycznych oraz oferty firmy Velvet CARE to gwarancja kontynuacji współpracy z lokalnymi kooperantami, którzy także u siebie będą tworzyć w związku tym nowe miejsca pracy. Planowane inwestycje wpisują się w realizację długoterminowej strategii rozwoju spółki Velvet CARE 2028 i planu wzmocnienia pozycji firmy jako lidera w branży celulozowych artykułów higienicznych w całej Europie Środkowej.

Wzrost EUR/USD to obraz tego, jak rynek postrzega przyszłe działania Fed-u oraz EBC

Kurs EUR/USD od ponad tygodnia nieprzestanie rośnie. Notowania znajdują się powyżej 1,12, to poziom nie widziany od lutego 2022 roku. Zmiany na wykresie obrazują w jaki sposób rynek postrzega przyszłe działania Fed-u oraz EBC. Podczas gdy coraz mocniej do głosu dochodzą spekulacje o możliwym zakończeniu cyklu przez Fed na lipcowym posiedzeniu, EBC wciąż jest odbierany jako bank bardziej restrykcyjny. Potwierdził to wczorajszy protokół z ostatniego posiedzenia.

Wczorajsze dane na temat dynamiki cen producentów w USA jedynie wpisały się w dezinflacyjny trend i dołożyły swoją cegiełkę w procesie deprecjacyjnym dolara. Wskaźnik PPI wzrósł mniej niż oczekiwano, co jedynie wsparło głosy opowiadające się za zakończeniem procesu podwyżek stóp w USA. Eurodolar urósł powyżej 1,12 co oznacza, że passa wzrostowa trwa nieprzerwanie od ponad tygodnia. Dzisiejszy poranek przynosi kosmetyczna korektę.

Podczas gdy dane o inflacji w USA podsyciły debatę wśród uczestników rynku na temat rychłego końca podwyżek, protokół z czerwcowego posiedzenia EBC przypomniał, ze sytuacja w strefie euro nie jest jeszcze tak komfortowa jak w Stanach Zjednoczonych. Uporczywa inflacja nadal budzi poważne obawy EBC. Na ostatnim posiedzeniu pojawiła się nawet pewna preferencja dla większego skoku stóp o 50 pb.

Jak już wiemy, inflacja w strefie euro okazała się dość uparta również w czerwcu. To efekty specjalne zapobiegły spadkowi wskaźnika bazowego. Rozwój sytuacji inflacyjnej w USA jest bardziej przekonujący, podczas gdy nie ma powodu, aby EBC wykazywał mniejsze zaniepokojenie.

W rezultacie rynek nadal zakłada jeszcze kilka podwyżek stóp przez EBC. Pierwsze obniżki kosztu pieniądza przez europejski bank są wyceniane bardzo ostrożnie, inaczej jest w przypadku Fed-u, gdzie szansa na pierwszy ruch w dół jeszcze w tym roku w ostatnim czasie ponownie wzrosła.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

OKAM wyemitował obligacje o wartości 27 mln zł

12 lipca 2023 roku OKAM Incity Sp. z o. o, spółka należąca do Grupy OKAM – wiodącego dewelopera na rynku budownictwa mieszkaniowego w Polsce, wyemitowała 2-letnie, zabezpieczone obligacje o wartości 27 mln złotych. Emitent planuje wprowadzenie obligacji do obrotu na rynku ASO Catalyst.

Popyt zgłoszony przez inwestorów zdecydowanie przewyższył planowaną kwotę emisji, w związku z czym konieczna była 23-procentowa redukcja zapisów. Warto podkreślić, że wśród zainteresowanych, którzy złożyli zapisy, znaleźli się zarówno inwestorzy indywidualni, jak i duże podmioty z rynku kapitałowego.

Jest to kolejny bardzo ważny moment w rozwoju firmy. Od blisko 20 lat udowadniamy, że jesteśmy rzetelnym partnerem biznesowym i cieszymy się zaufaniem klientów, wychodząc naprzeciw ich potrzebom, dostarczając produkt o najwyższej jakości. Jesteśmy dumni, iż w ramach tej emisji również inwestorzy finansowi dostrzegli potencjał Grupy OKAM i tak licznie przystąpili do zapisów – zaznacza Joanna Ławniczak, CFO Grupy OKAM.

Środki z emisji mają być przeznaczone na dalszy rozwój banku ziemi oraz finansowanie kapitału obrotowego. Poza gruntami, na których planowana jest realizacja kolejnych etapów dużych projektów, jak np. Bohema-Strefa Praga oraz Cityflow w Warszawie, Grupa OKAM planuje jeszcze w 2023 r. przyspieszyć prace nad swoim największym planowanym przedsięwzięciem.

Zdajemy sobie sprawę, że nie bez znaczenia dla oceny przyszłości OKAM pozostaje fakt, że jesteśmy właścicielami 62 ha na terenach dawnej Fabryki Samochodów Osobowych na Żeraniu. To będzie niezwykle ciekawy, ale i kapitałochłonny projekt, zatem niesieni sukcesem obecnej emisji – na rynek obligacji na pewno jeszcze wrócimy – dodaje Joanna Ławniczak.

Domem maklerskim, obsługującym Grupę OKAM jest Michael / Ström Dom Maklerski, specjalizujący się w prowadzeniu emisji obligacji korporacyjnych.

Jesteśmy bardzo zadowoleni, że do licznego grona emitentów z branży nieruchomości obsługiwanych przez nasz dom maklerski dołączył tak solidny partner jak Grupa OKAM. Rynek obligacji korporacyjnych wciąż jest wymagający dla emitentów, ale sukces emisji OKAM Incity pokazuje, że dla podmiotów będących w bardzo dobrej sytuacji finansowej środki są dostępne. Liczymy na to, że wkrótce wraz z Grupą OKAM będziemy mogli wrócić do inwestorów z kolejną emisją – komentuje Paweł Gosz, Partner w domu maklerskim Michael / Ström.

Obiekty noclegowe i branża turystyczna liczą na sezon wakacyjny, żeby spłacić długi

Hotelarze i biura podróży liczą na dobrą koniunkturę w tegoroczne wakacje. Część z nich ma bowiem do spłacenia pokaźne kwoty. Według danych Krajowego Rejestru Długów obiekty noclegowe mają 54,3 mln zł przeterminowanych zaległości finansowych, a branża turystyczna zalega na 22 mln zł. Hotele muszą też uważać na klientów, którzy będą chcieli odpoczywać na ich koszt. Nieuczciwi goście są im winni 12,6 mln zł.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, w 2022 roku z turystycznych obiektów noclegowych skorzystało 34,2 mln gości. To o ponad połowę więcej niż w 2021 r., ale nadal o 4 proc. mniej niż w przedpandemicznym 2019 r. Sytuacja finansowa tego sektora wciąż nie jest najlepsza, co pokazują chociażby dane KRD. Zadłużenie obiektów noclegowych wynosi 54,3 mln zł. Przeciętnie na jednego zadłużonego przedstawiciela branży noclegowej przypada 31,5 tys. zł niezapłaconych faktur i rachunków.

Hotele mają najwięcej do oddania

Wśród 1725 zadłużonych obiektów noclegowych z największymi nieopłaconymi zaległościami borykają się hotele. Zalegają swoim wierzycielom na niemal 33,5 mln zł. Niecałe 18,7 mln zł, winne są przedsiębiorstwa zajmujące się krótkotrwałym zakwaterowaniem, miejsca noclegowe niemające statusu i infrastruktury hoteli. Swój udział w długu mają także pola kempingowe, które nie zapłaciły 339,4 tys. zł. W podobnym stopniu problemy z uregulowaniem swoich zobowiązań mają spółki i jednoosobowe działalności gospodarcze. Zaległości tych pierwszych są nieznacznie większe i odpowiadają za prawie 30 mln zł zadłużenia sektora.

Rekordowe zaległości w postaci 2,7 mln zł długu ma obiekt hotelowy z województwa mazowieckiego. Gros tej kwoty jest winny holdingowi z sektora nieruchomości z tytułu najmu, ale zadłużył się także w firmie z branży energetycznej oraz spożywczej.

Hotele i inne miejsca noclegowe na najwyższe kwoty zalegają wierzycielom z sektora finansowego i ubezpieczeniowego – 31 mln zł. Na zwrot 3,5 mln zł czeka energetyka, dalej 3,3, mln zł firmy budowlane, a 2,4 mln zł firmy telekomunikacyjne.

W skali kraju najbardziej zadłużone jest województwo mazowieckie. Obiekty noclegowe z Mazowsza nie zapłaciły 12,2 mln zł swoim wierzycielom. Na drugim miejscu znajduje się Dolny Śląsk, gdzie do zwrotu mają ponad 7 mln zł, a na trzecim Małopolska, gdzie zadłużenie sektora sięga 6,4 mln zł.

Kosztowni nieuczciwi klienci

Sektor hotelowo-noclegowy po trzech trudnych latach wyczekuje normalności i powrotu na ścieżkę wzrostu. Według raportu analityków Emmerson Evaluation „Rynek hoteli i condohoteli w Polsce” w 2023 roku branża wciąż jeszcze nie osiągnie pełnej stabilności. Problemem sektora jest chociażby mniejsza frekwencja gości z zagranicy. Wg danych GUS, w 2022 roku w hotelach było ich o prawie 1/5 mniej niż w 2019 r. Rzeczywistą skalę odpływu zagranicznych turystów trudno jednak oszacować. Wojna na Ukrainie odstraszyła wielu potencjalnych odwiedzających spoza Polski, ale spowodowała także napływ uchodźców, którzy wypełnili hotele i inne obiekty noclegowe w jej pierwszych miesiącach, co zaburzyło zeszłoroczne wyniki. Sąsiedztwo działań wojennych sprawia, że rejony w pobliżu granicy z Ukrainą może cechować mniejszy ruch turystyczny.

Innym wyzwaniem jest inflacja. Utrudnia ona prowadzenie biznesu hotelarzom w dwóch wymiarach. Powoduje, że Polacy bardziej uważają na wydatki, rezygnują lub skracają swoje wyjazdy czy szukają tańszych alternatyw do spędzenia urlopu. Inflacja odbija się także na rentowności hoteli i obiektów noclegowych. Ceny pobytów rosną, ale podwyżki idą na pokrycie wyższych kosztów prowadzenia działalności – utrzymania budynku, płac pracowników, zaopatrzenia. Hotelarze muszą balansować pomiędzy zachowaniem atrakcyjności na rynku a utrzymaniem rentowności. Nie mogą bowiem podnosić kosztów pobytu w nieskończoność, bo stracą klientów i tym samym źródło dochodu.

Hotele, ale i mniejsze ośrodki noclegowe, jak pensjonaty czy gospodarstwa agroturystyczne, operują dzisiaj na niezwykle konkurencyjnym rynku. Oferty są niemal na wyciągniecie ręki w Internecie, dlatego właściciele takich biznesów muszą inwestować w reklamę i dbać o opinię. Dodatkowym poświadczeniem jakości usług i wiarygodności finansowej dla takich obiektów mogą być certyfikaty rzetelności. Są one potwierdzeniem dobrej kondycji finansowej, czyli tego, że dany hotel czy pensjonat nie ma problemów z płynnością finansową. Dla potencjalnych klientów to sygnał, że ten ośrodek jest dobrze zarządzany, jest uczciwy i można powierzyć mu swoje pieniądze w formie zaliczki na poczet rezerwacji dłuższego pobytu – dodaje Katarzyna Starostka, ekspertka Rzetelnej Firmy.

Jak zwraca uwagę prezes KRD, niezmiennym problemem obiektów noclegowych jest niestety brak płatności ze strony… ich własnych gości oraz innych firm. Łącznie klienci i kontrahenci są im winni 16,7 mln zł. 2/3 kwoty (12,6 mln zł), którą ma do odzyskania sektor, to długi konsumentów. Najbardziej kosztowny gość ma do uregulowania niemal 180,8 tys. zł za usługi hotelarskie. Pozostałe 4,1 mln zł to zaległości w płatnościach od innych firm.

Turystyka odetchnęła

W lepszej kondycji finansowej niż hotele i obiekty zakwaterowania są biura podróży, touroperatorzy i pośrednicy turystyczni. Ich zaległości są ponad dwukrotnie niższe. W blisko rok branża turystyczna spłaciła około 1 mln zł długu i obecnie ma do zwrotu ponad 22 mln zł. Zadłużenie nadal pozostaje jednak wyższe niż przed pandemią o prawie 5 mln złzaznacza Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

W całej branży turystycznej najsłabiej radzą sobie jednoosobowe działalności gospodarcze, które mają do spłaty prawie 2/3 całego zadłużenia sektora. JDG-i winne są prawie 13,9 mln zł, spółki prawa handlowego ponad 8 mln zł. Najwięcej firmy turystyczne zalegają instytucjom z branży finansowej i ubezpieczeniowej: 18,3 mln zł. Kancelarie prawne, firmy doradcze, zajmujące się badaniem rynku lub reklamą oczekują na 1,6 mln zł. Ponad 1,1 mln zł to długi touroperatorów wobec firm telekomunikacyjnych.

Jeśli chodzi o regiony, to najwięcej do spłaty, podobnie jak w przypadku hoteli, ma Mazowsze, w którym firmy z branży turystycznej muszą oddać swoim wierzycielom ponad 6 mln zł. Na drugim miejscu znajduje się już bardzo lubiana przez turystów Małopolska, gdzie podmioty z sektora winne są ponad 4,3 mln zł, a na trzecim województwo śląskie, w którym zadłużenie opiewa na niemal 2,4 mln zł. Rekordzistką jest firma z Opolskiego, która jest winna ponad 787,7 tys. zł za leasing.

Według Economic Impact Report opracowanego przez World Travel and Tourism Council (WTTC), w ciągu dekady w polskiej branży turystycznej ma powstać 70 tys. nowych miejsc pracy. Do 2033 r. kwoty wydawane na usługi turystyczne przez turystów krajowych wzrosną niemal o połowę w stosunku do 2019 r. O 1/3 zwiększą się też wydatki zagranicznych gości.

Poprawę sytuacji w najbliższych latach stawia jednak pod znakiem zapytania wojna na Ukrainie, która podobnie, jak w przypadku hoteli osłabia ruch turystyczny w pobliżu wschodniej granicy.

MCI zwiększyło zewnętrzne finansowanie do 200 mln zł – umowa z ING

MCI Capital oraz ING Bank Śląski podpisały umowę dotyczącą zwiększenia finansowania kredytowego do 200 mln złotych.

–  Jest to odnawialna linia kredytowa służąca finansowaniu szeroko rozumianej działalności inwestycyjnej oraz operacyjnej spółki MCI. W ramach tej umowy udało nam się zwiększyć finansowanie o 26,75 mln zł, czyli do pełnej kwoty 200 mln zł – mówi Ewa Ogryczak, wiceprezes zarządu MCI. – Jednocześnie wydłużyliśmy całe finansowanie o 1 rok dzięki czemu posiadamy aktywną linię kredytową na 200 mln zł do wykorzystania w okresie 3 lat – dodaje.

O kilku lat MCI buduje z bankiem ING rozwiązania coraz lepiej odzwierciedlające specyfikę działania podmiotów z Grupy MCI, które ze względu na swój unikalny funduszowy charakter potrzebują specjalnych rozwiązań. Obecna linia kredytowa swoją elastycznością, commitmentowym charakterem oraz atrakcyjnymi warunkami finansowymi (marża vs commitment fee) idealnie wpasowuje się potrzeby MCI jako inwestora w fundusze PE.

– Cieszymy się, że polskim rynku kapitałowym pojawiają się partnerzy, z którymi jesteśmy w stanie podejmować świadomą rozmowę na temat finansowania potrzeb podmiotów takich jak MCI, a nawet więcej, wspólnego budowania rozwiązań, które na polskim rynku funkcjonują jeszcze w bardzo ograniczonym zakresie – mówi wiceprezes MCI.

– W następnym kroku będziemy chcieli podjąć pracę nad NAV finance dla funduszu MCI.EV – czyli typowym finansowaniem działalności inwestycyjnej funduszu funkcjonującym na zachodnich rynkach, na razie właściwie nieaktywnym jako produkt w polskich instytucjach finansowych. Chociaż będzie to na pewno trudniejszy projekt, to jesteśmy przekonani, że uda nam się zamknąć również i to finansowanie – podsumowuje Ewa Ogryczak.

„Bezpieczny Kredyt 2%” wpływa na rynek. Drożeją najmniejsze mieszkania

Coraz bardziej widoczny jest wpływ programów rządowych na rynek nieruchomości. Oprócz wzrostu popytu rosną też ceny mieszkań. W II kwartale 2023 r. podwyżki cen ofertowych najbardziej widoczne były w segmencie kawalerek. Średnia stawka za metr na rynku wtórnym poszła w górę w 14 z 18 miast wojewódzkich – wynika z cokwartalnej analizy cen, którą przygotował portal Nieruchomosci-online.pl.

– Chociaż „Bezpieczny Kredyt 2%” wystartował dopiero w lipcu, to jego efekt był już widoczny w II kwartale 2023 r. Na rynku wtórnym wzrost średniej ceny ofertowej najbardziej rzucał się w oczy w przypadku mniejszych metraży, co można tłumaczyć tym, że najczęściej takie mieszkania będą mogli nabyć beneficjenci programu. Ostatnie miesiące przyniosły więc zmianę sytuacji w segmencie kawalerek, ponieważ w I kwartale br. podwyżki były widoczne tylko w kilku miastach wojewódzkich – mówi Alicja Palińska z działu analiz Nieruchomosci-online.pl.Mieszkania według pokoi Mieszkania według standardu

Kawalerka w Warszawie kosztuje już prawie 16 tys. zł/mkw.

W II kwartale 2023 r. mieszkania 1-pokojowe podrożały w 14 z 18 miast wojewódzkich. Skala podwyżek w tym segmencie w większości analizowanych miast wynosiła 3-5% kw/kw., chociaż były wyjątki: średnia cena mkw. najbardziej wzrosła w Katowicach (o ponad 9%) i Gorzowie Wlkp. (o 7%). Warto zauważyć, że w Warszawie (wzrost o 5%) przeciętna stawka za kawalerkę mocno zbliżyła się już do 16 tys. zł/mkw., a w Gdańsku (wzrost o 4%) przekroczona została granica 14 tys. zł/mkw.

Delikatny spadek średniej ceny ofertowej kawalerek zaobserwowano tylko w Toruniu (o 1,8%) i Bydgoszczy (o 1,5%), a w Rzeszowie i Zielonej Górze stawki pozostały praktycznie na takim samym poziomie co w I kwartale.

Ceny mieszkań 2- i 3-pokojowych także wzrosły w wielu miastach (zwykle o 1-5%), jednak w tych segmentach nieco częściej pojawiały się już przypadki stabilizacji czy lekkich obniżek. W przypadku „dwójek” średnie ceny ofertowe praktycznie nie drgnęły w Łodzi, Poznaniu i Szczecinie, a spadły w Białymstoku, Lublinie, Opolu i Zielonej Górze (o około 2%). Stawka za metr mieszkania 3-pokojowego utrzymała się natomiast w relacji kwartał do kwartału w Bydgoszczy, Gorzowie Wlkp., Szczecinie i Toruniu, a spadła nieco w Katowicach (o 1,8%) i Opolu (o 1%).

Z perspektywy kupujących sytuacja najbardziej optymistycznie kształtowała się w segmencie mieszkań 4-pokojowych. Tam spadek średniej ceny ofertowej (o 1-4%) zanotowano w Gdańsku, Łodzi, Opolu, Rzeszowie, Szczecinie, Wrocławiu i Zielonej Górze.

– Należy więc zauważyć, że „Bezpieczny Kredyt 2%” wpłynął z jednej strony na wzrost cen małych mieszkań, a z drugiej na obniżki w przypadku tych największych, których zakup ze względu na limity nie będzie możliwy w największych miastach w Polsce. W przypadku mieszkań 3- i 4-pokojowych spadki średnich cen ofertowych przynajmniej o 1% odnotowano w 8 z 18 miast wojewódzkich – dodaje Alicja Palińska.

Stan bardzo dobry droższy nawet o ponad 2 tys. zł

– Analiza cen pokazuje też, jak wiele zależy jednak od standardu sprzedawanego mieszkania. Widać to chociażby na przykładzie różnicy pomiędzy deklarowanym stanem bardzo dobrym a stanem do remontu. W II kwartale 2023 r. wynosiła ona zazwyczaj 1300-2000 zł na metrze kwadratowym. A czasami nawet więcej. Jak w Gdańsku, gdzie średnia cena ofertowa mieszkania w stanie bardzo dobrym wynosiła 13,5 tys. zł/mkw., a do remontu 10,8 tys. zł/mkw. – wylicza Alicja Palińska z Nieruchomosci-online.pl.

Jeśli chodzi o procentowy udział mieszkań w określonym standardzie w ofercie dla danego miasta, największy odsetek mieszkań w stanie do odświeżenia był w Kielcach (15% oferty), a do remontu w Łodzi (22%). Największy udział mieszkań w stanie dobrym zanotowano w Warszawie (29%), w stanie bardzo dobrym w Gdańsku (45%), a w wysokim standardzie w Gorzowie Wlkp. (58%).

Zainteresowanych więcej niż przed rokiem

W okresie kwiecień-czerwiec zainteresowanie mieszkaniami z rynku wtórnego na Nieruchomosci-online.pl było zauważalnie wyższe niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Kiedy porównamy II kwartał 2023 r. do II kwartału 2022 r., liczba kontaktów z ogłoszeniodawcami na portalu była większa o blisko 13%.

Kiedy zestawimy natomiast I i II kwartał br., liczba zapytań ze strony osób poszukujących mieszkań była już zbliżona. Tym samym utrzymało się widoczne od początku roku wzmożone zainteresowanie mieszkaniami z drugiej ręki, które nastąpiło po słabym drugim półroczu 2022 r.

Jarosław Wikaliński w Radzie Nadzorczej All in! Games

Dla grupy kapitałowej All in! Games S.A. lipiec to kolejny ważny miesiąc w budowaniu nowej strategii. Jej działania postanowił wesprzeć Jarosław Wikaliński, Prezes Zarządu IPOPEMA TFI S.A wchodząc w skład Rady Nadzorczej spółki.

All in! Games, krakowski game developer oraz kreatywny HUB wspierający wewnętrzne studia developerskie odnotował kolejny sukces po strategicznej zmianie ogłoszonej w maju tego roku. Jeszcze niedawno firma zwróciła uwagę polskiego inwestora Rafała Kalisza. Prezes klubu piłkarskiego Stal Rzeszów nabył w kwietniu akcje firmy. Kolejnym krokiem w drodze do realizacji nowej strategii jest pozyskanie Jarosława Wikalińskiego jako członka Rady Nadzorczej.

Jarosław Wikaliński jest absolwentem Szkoły Głównej Handlowej (Wydział Handlu Wewnętrznego). Karierę zawodową rozpoczął w 1994 r. w IDM PBI S.A., następnie kontynuował pracę w BRE Banku S.A., PZU Życie S.A. i PZU Asset Management S.A. (2002-2006), gdzie odpowiadał za jeden z największych na polskim rynku kapitałowym portfel spółek publicznych oraz największy na polskim rynku portfel instrumentów dłużnych. W latach 2011 – 2015 był Prezesem Zarządu IPOPEMA Asset Management S.A, a od 2007 r. pełni funkcję Prezesa Zarządu IPOPEMA TFI S.A. specjalizującej się w FIZ-ach, w ramach której zgromadził kilkadziesiąt miliardów złotych pod zarządzaniem.

Marcin Kawa, CEO All in! Games
Marcin Kawa, CEO All in! Games

Rada Nadzorcza aktywnie uczestniczy w pracach nad rozwojem nowej strategii All in! Games jako kreatywnego HUB’u, skoncentrowanego na wydawaniu własnych gier i ich monetyzacji. Dołączenie do składu Rady Jarosława Wikalińskiego to dla nas ważna decyzja i nieocenione wsparcie. Jesteśmy przekonani, że jego praktyczne doświadczenie, wiedza oraz inicjatywa pomogą nam w dalszym rozwoju. Wiemy jak ważne jest łączenie różnorodnych perspektyw oraz audyt decyzji podejmowanych przez zarząd. Miejsce w radzie nadzorczej to nie tylko prestiż, ale przede wszystkim szereg wymogów i obowiązków. Jesteśmy dumni, że Jarosław Wikaliński postanowił nam zaufać i wziąć na siebie tę odpowiedzialnośćmówi Marcin Kawa, CEO All in! Games.

W nowym modelu biznesowym All in! Games stawia na produkcję gier, czerpanie wraz z wydawcami zysków ze sprzedaży oraz reinwestowanie w kolejne tytuły. Celem spółki jest konsekwentny rozwój grupy kapitałowej. Jarosław Wikaliński przyznaje, że to właśnie zmiana strategii i proaktywne reakcje na dynamiczny rynek gamingowy przyciągnęły go do krakowskiego developera.

Rada nadzorcza to organ, którego nadrzędnym zadaniem jest sprawowanie stałego nadzoru nad działalnością spółki. Kontrola nad zarządem czy team-leaderami jest często konieczna, by ich wizja łączyła się bezpośrednio z obraną przez firmę strategią. Rada nadzorcza złożona z zewnętrznych specjalistów z bogatym doświadczeniem to dobry sposób na ocenę problemów i zagrożeń z dystansu. Będąc w niej możemy wypracowywać model pozwalający sprawnie realizować cele biznesowe spółkitłumaczy Jarosław Wikaliński.

Dla krakowskiego developera ostatnie miesiące to bardzo ważny czas. Pozyskanie Jarosława Wikalińskiego do Rady Nadzorczej oraz zaufanie Rafała Kalisza, który zainwestował w krakowski HUB doskonale wpisują się w nowy model biznesowy oparty na budowaniu relacji i wykorzystywaniu potencjału dynamicznie zmieniającej się rzeczywistości.

Jedną z najważniejszych rzeczy w dotarciu do celu są długofalowe działania i odpowiedni dobór ludzi. Trzeba mieć otwartą głowę na nowe pomysły i strategie. Samodzielnie nie odnosimy sukcesów. Rozwój biznesu wymaga cierpliwości, etycznego działania oraz wyciągania wniosków – tłumaczy Rafał Kalisz.

Ceny w sklepach wolniej rosną, ale wciąż jest drogo

W czerwcu br. zakupy w sklepach były droższe średnio o ponad 18% rdr. Tak wynika z analizy przeszło 78 tys. cen detalicznych. Z kolei same art. spożywcze i napoje bezalkoholowe poszły w górę o niecałe 17% rdr. Największy wzrost odnotowały warzywa – o ponad 38% rdr. Wśród nich marchew i cebula podrożały najbardziej z przeszło stu różnych produktów codziennego użytku. Dalej w rankingu widać chemię gospodarczą i karmę dla zwierząt z podwyżkami odpowiednio o blisko 35% i 27%. Spośród 17 kategorii, potaniały tylko art. tłuszczowe – o ponad 8% rdr. Stało się to głównie za sprawą dwucyfrowych spadków cen masła i olejów. Eksperci prognozują, że ogólny trend zmniejszania dynamiki wzrostu cen powinien się dalej utrzymać, ale nie ma co liczyć na to, że w sklepach będzie taniej. Ceny będą tylko wolniej rosły.

Zauważalny spadek dynamiki wzrostu cen

Według comiesięcznego raportu „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Uczelni WSB Merito, w czerwcu br. zakupy były droższe średnio o 18,1% w porównaniu z analogicznym okresem ub.r. Według tej samej metodologii, w maju odnotowano wzrost rdr. o 19,9%, w kwietniu – o 20,4%, a w marcu – o 23,7%. Najnowsza analiza uwzględnia 17 kategorii i ponad 100 najczęściej wybieranych przez konsumentów produktów codziennego użytku. Do obliczeń posłużyło przeszło 78 tys. cen detalicznych z ponad 35,5 tys. sklepów należących do 63 sieci handlowych.

– Ceny nadal rosną, ale tempo ich wzrostu jest nieco mniejsze niż w poprzednich miesiącach. Zjawisko takie określane jest jako dezinflacja. Do spadku cen w sklepach potrzebna byłaby jednak deflacja, ale o niej nikt dzisiaj nawet nie marzy. Powrót do cen z poziomu przedpandemicznego jest nierealny. Myśli się tylko o zahamowaniu galopującej inflacji i osiągnięciu celu inflacyjnego na poziomie 2,5 proc. z dopuszczalnym wahaniem w przedziale 1 pkt. procentowego na plusie lub minusie – wyjaśnia dr Grzegorz Górniewicz z Uniwersytetu WSB Merito Toruń. Ekspert dodaje też, że jeśli nie pojawią się nieprzewidywalne zjawiska, to stopa inflacji będzie się zmniejszać. Pewne obawy mogą jednak tworzyć kolejne programy społeczne zwiększające popyt, czyli 800+ i Pierwsze Mieszkanie.

– Spadek dynamiki cen towarów i usług nie jest równoznaczny ze zmniejszeniem ich. Po prostu świadczy o tym, że produkty wolniej drożeją. W interpretacji ekonomicznej wzrost cen, czyli inflacja, rozpatrywana z perspektywy gospodarstwa domowego, oznacza obniżenie siły nabywczej pieniądza. Zatem przy niezmienionym dochodzie konsument jest w stanie kupić mniej towarów lub usług. Dlatego podczas zakupów wciąż odczuwamy wysokie ceny – komentuje dr Joanna Wieprow z Uniwersytetu WSB Merito Wrocław.

Biorąc pod uwagę tylko żywność i napoje bezalkoholowe (łącznie 13 kategorii), ceny w czerwcu poszły w górę średnio o 16,8% rdr. Z kolei w maju tego typu produkty podrożały o 18,4%, w kwietniu – o 19,1%, a w marcu – o 23,2% rdr. Jak zaznacza Grzegorz Rykaczewski z Banku Pekao, od wielu miesięcy spadają ceny surowców rolnych na rynku światowym i europejskim, co ma swoje skutki również w Polsce. Globalne notowania zbóż, roślin oleistych i produktów mleczarskich osiągnęły szczyty w drugim i trzecim kwartale 2022 roku, po czym zaczęły spadać.

Jak informuje Grzegorz Kozieja, dyrektor Biura Analiz Sektora Food & Agri w Banku BNP Paribas, FAO Food Price Index, tj. główny światowy indeks obrazujący sytuację na rynkach surowców rolnych, spadł w czerwcu br. względem swojego szczytu w marcu 2022 r. o 23,4%. – Ze strony rynków światowych stopniowo zmniejsza się presja na podnoszenie cen przez przetwórców żywności i sprzedawców detalicznych. O ile sytuacja na świecie znów nie dozna jakiegoś rodzaju szoku, można spodziewać się, że produkty będą drożały coraz wolniej. Do jednocyfrowej dynamiki wzrostów wrócimy być może na przełomie III i IV kwartału tego roku – uważa Kozieja.

Warzywa i chemia gospodarcza wciąż „liderami”

Ponadto jak wykazał raport, w czerwcu najbardziej wzrosły rdr. ceny warzyw, bo aż o 38,2%. W obrębie tej kategorii widzimy, że marchew podrożała o 86,8%, a cebula – o 84,8% rdr. To najwyższe wyniki spośród wszystkich produktów objętych analizą. Dr Wieprow podkreśla, że na ten stan wpływa przede wszystkim mniejsza podaż, która wciąż wynika z pogarszającej się sytuacji hydrologicznej. Czynniki pogodowe są szczególnie istotne w produkcji warzyw potrzebujących dużej ilości wody, takich jak cebula, ogórki czy sałata. W przypadku warzyw szklarniowych doszły jeszcze podwyższone opłaty za ogrzewanie. Istotny jest też wzrost kosztów związanych z przechowywaniem.

– W Polsce mamy obecnie do czynienia z suszą rolniczą, która prawdopodobnie wpłynie na zmniejszenie zbiorów. To z kolei będzie wywierało presję na wzrost cen warzyw, ale też owoców. Niedobór wody jest notowany w całym kraju, a susza rolnicza występuje w piętnastu województwach. W siedmiu z nich susza jest obecna w ponad 95% gmin. Dotyczy ona wszystkich głównych upraw, tj. zbóż, krzewów i drzew owocowych, kukurydzy, roślin strączkowych, truskawek, warzyw gruntowych oraz ziemniaków – analizuje Marcin Luziński z Santander Bank Polska.

Drugie miejsce w zestawieniu najbardziej drożejących kategorii zajmuje chemia gospodarcza ze średnim wzrostem rdr. – 34,6%. Wpływ na ten wynik miały głównie wzrosty cen proszku do prania – 62,7%, papieru toaletowego – 49,7%, środka do czyszczenia szyb – 48,3%, a także płynu do płukania tkanin – 45,2% rdr. Ale inne produkty w tej kategorii też zanotowały wysokie wzrosty. Z kolei na trzecim miejscu w rankingu są karmy dla zwierząt – 26,6%, a na czwartym – artykuły dla dzieci – 26,2% rdr. Czołową piątkę zestawienia zamykają dodatki spożywcze – 24% rdr. A tuż za nią są napoje bezalkoholowe – 18,3% rdr. Widać też, że średnie podwyżki cen produktów sypkich i pieczywa wyniosły tyle samo, bo 17,6% rdr. Dalej w rankingu są m.in. słodycze i desery – 15,8% rdr.

– W 2021 roku i na początku 2022 roku ceny chemii gospodarczej znacząco nie wzrastały, ponieważ producenci mieli sporo surowców i komponentów do produkcji, jeszcze ze starych zapasów. Natomiast zaczęły się one mocno kurczyć, a nowe niestety były już dużo droższe. Ponadto wpływ na cenę produktów chemicznych ma wartość energii elektrycznej. Większość producentów wskazuje także na wzrost cen surowców i opakowań, będących istotnym czynnikiem kosztotwórczym dla producentów papierów higienicznych – dodaje dr Joanna Wieprow.

Będzie lepiej. Trend spadkowy powinien się utrzymać

Z raportu wynika też, że ceny szesnastu z siedemnastu analizowanych kategorii rdr. poszły w górę. Wyjątkiem są produkty tłuszczowe, które w tym okresie potaniały średnio o 8,1%. Dla porównania, w maju był to spadek na poziomie 3,9% rdr. Ale w kwietniu odnotowano wzrost rdr. o 8,5%, a w listopadzie ub.r. – aż o 48,8%. Ostatnio w obrębie tej kategorii cena oleju spadła o 18,6%, a masła – o 10,2% rdr.

– W ub.r. ceny produktów tłuszczowych rosły ze względu na spadek zbiorów w Ukrainie, będącej przed wojną dużym producentem roślin oleistych w skali światowej. Obecnie rzepak wyraźnie tanieje ze względu na wysokie zapasy, spodziewaną wysoką produkcję, duży import z Kanady i Australii, a także niepewną sytuację w Niemczech dotyczącą ograniczenia wykorzystania biopaliw pochodzenia roślinnego. Podobna sytuacja była w przypadku masła. W ubiegłym roku jego cena mocno wzrosła, co ograniczyło popyt. To z kolei wymusiło reakcję sklepów, które ze względu na dość krótki okres ważności tego produktu, musiały obniżyć ceny – analizuje ekspertka z Uniwersytetu WSB Merito Wrocław.

Uwzględniając tylko kategorie które zdrożały rok do roku, widać, że najniższy wynik miały używki – 7,8%. Nieco bardziej podrożały środki higieny osobistej – o 8,6%, a także ryby – o 8,8% rdr. W pozostałych przypadkach wyniki są już dwucyfrowe. Jak podkreśla dr Górniewicz, kiedy rosną ceny w zasadzie wszystkich dóbr, to najłatwiej jest zrezygnować z używek. A mniejszy popyt oznacza słabnące możliwości do podnoszenia cen przez producentów.

– Brak jednego dominującego czynnika oddziaływującego na całą gospodarkę, jakim był np. sam wybuch wojny w Ukrainie, powoduje, że poszczególne grupy produktów mogą wyraźniej różnić się od siebie co do dynamiki zmian cen. Większą rolę odgrywają czynniki charakterystyczne dla poszczególnych fragmentów rynku, a one zazwyczaj są ze sobą skorelowane w mniejszy sposób – wyjaśnia ekspert z Banku BNP Paribas.

Z kolei według Grzegorza Rykaczewskiego, w kierunku zmniejszenia dynamiki rocznej cen żywności w drugiej połowie roku będzie m.in. działała wysoka baza z roku poprzedniego. W tym kontekście, oprócz powyższego badania, ważny jest też sygnał płynący ze wstępnego szacunku GUS-u. W czerwcu odnotowano spadek cen żywności w relacji miesięcznej. To wzmacnia oczekiwania dezinflacyjne na kolejne miesiące. Zresztą taką samą tendencję pokazuje wspomniany wyżej indeks cen.

– Szczyt drożyzny raczej jest już za nami. Moim zdaniem, przez najbliższy czas dynamika cen będzie spadać, co jednak niekoniecznie znaczy, że same ceny będą malały. Natomiast nie widać na horyzoncie czynników, które mogłyby wywołać taki wzrost cen jak na przełomie ubiegłego i obecnego roku. Obniżki są możliwe w przypadku pojedynczych grup produktów. Ale jeśli mówimy o całym koszyku wydatków konsumpcyjnych, to raczej nie spodziewałbym się widocznego spadku, a jedynie wolniejszego wzrostu – podsumowuje Marcin Luziński.

W Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej kryzys energetyczny mało prawdopodobny

Podczas gdy wielkość całkowitego importu ropy naftowej i produktów ropopochodnych w gospodarkach Europy Środkowo-Wschodniej (Bułgaria, Czechy, Węgry, Polska, Rumunia, Słowacja) wzrosła do rekordowego poziomu 86 mln ton w 2022 r., pomimo rosnących cen światowych, udział Rosji w tym imporcie spadł do 40% z 47% w 2021 r. i średnio 53% w latach 2017-2021 (wykres 1). Udział ten spadł jeszcze bardziej, do 21% w pierwszym kwartale 2023 r., po wprowadzeniu przez UE embarga na import rosyjskiej ropy naftowej drogą morską od początku grudnia 2022 r., a także na import rosyjskich produktów naftowych od początku lutego 2023 r. Z analiz Allianz Trade wynika, że niektóre kraje są lepiej przygotowane do odwrócenia się od rosyjskiej ropy: Polska, Rumunia i Bułgaria – te kraje z dostępem do morza (i transportu drogą morską) dostosowały się najlepiej,[1] w dużej mierze eliminując ich zależność od rosyjskiej ropy naftowej (która osiągnęła 11% ich zużycia lub mniej w I kwartale 2023 r.).

Wykres 1: Europa Śr.-Wschodnia (6 krajów) – Import ropy naftowej i produktów ropopochodnych z Rosji i spoza niej

Import ropy naftowej i produktów ropopochodnych z Rosji i spoza niejŹródła: Eurostat, ITC Trade Map, Allianz Research

Jednak pozbawione dostępu do morza Czechy, Słowacja i Węgry nie zdołały jeszcze dostosować się do nowych warunków. Udział importu ropy naftowej z Rosji faktycznie wzrósł w Czechach do około 40% w latach 2022-2023 i utrzymał się na wysokim poziomie 40% na Węgrzech (w I kwartale 2023 r.) i 67% na Słowacji (wykres 2). Aby chronić te kraje przed kryzysem energetycznym, UE nie rozszerzyła embarga na import rosyjskiej ropy naftowej rurociągami.

Wykres 2: Europa Śr.-Wschodnia (6 krajów) – Udział Rosji w imporcie ropy i produktów ropopochodnychEuropa Śr.-Wschodnia (6 krajów) – Udział Rosji w imporcie ropy i produktów ropopochodnych

Źródła: Eurostat, ITC Trade Map, Allianz Research

Zależność Europy Środkowo-Wschodniej od rosyjskiego gazu również spadła, a stan napełnienia magazynów gazu w regionie był lepszy w połowie 2023 r. niż w tym samym czasie w poprzednich latach. Całkowity import gazu ziemnego w grupie omawianych 6 krajów Europy Środkowo – Wschodniej spadł o
-32% do 31 mld m³ w 2022 r. ze średnio 45 mld m³ w latach 2017-2021. Co więcej, udział importu gazu z Rosji w całkowitym imporcie gazu spadł o -67% do 12 mld m³ w 2022 r. z 36 mld m³ w latach 2017-2021. W związku z tym udział Rosji w imporcie gazu w regionie zmniejszył się o połowę do 39% w 2022 r. ze średnio 79% w latach 2017-2021 (wykres 3).

Wykres 3: Europa Śr.-Wschodnia (6 krajów) – import rosyjskiego i nierosyjskiego gazu ziemnegoimport rosyjskiego i nierosyjskiego gazu ziemnegoŹródła: Eurostat, ITC Trade Map, Allianz Research

W rezultacie, jak wynika z analiz Allianz Trade import gazu ziemnego z Rosji stanowił jedynie 1% całkowitego zużycia energii pierwotnej w Polsce, Czechach i Rumunii oraz 7% w Bułgarii w 2022 r. (Wykres 4). W rzeczywistości udziały te spadły do zera w Polsce i Bułgarii po tym, jak Rosja wstrzymała dostawy gazu do tych dwóch krajów w kwietniu 2022 roku. Polska w dużej mierze zastąpiła gaz lokalnie wydobywanym węglem, podczas gdy Bułgaria zapewniła sobie nowe dostawy gazu gazociągiem z Grecji. Jednak udział importu gazu z Rosji w całkowitym zużyciu energii pierwotnej był nadal znaczący na Węgrzech (20%) i Słowacji (13%), co naraża te kraje na nieco większe ryzyko niedoborów energii w przypadku wyschnięcia dostaw z Rosji . W pierwszej połowie 2023 r. magazyny gazu w regionie CEE-6 były jednak znacznie lepiej wypełnione niż w poprzednich latach. W połowie roku ich zapełnienie wynosiło 74% w 2023 r., w porównaniu do 59% w 2022 r. i średnio 58% w latach 2017-2021 (wykres 5 ). Patrząc na zapasy gazu w magazynach na koniec czerwca w odniesieniu do zużycia gazu w poprzednim roku, widzimy, że kraje Europy Środkowo-Wschodniej, z wyjątkiem Polski, są w tym roku w lepszej sytuacji niż w poprzednich latach. Udział ten był najwyższy na Słowacji (58%), Węgrzech (42%) i w Czechach (41%), łagodząc nieco zależność tych śródlądowych krajów od rosyjskiej energii.

Wykres 4: Europa Śr.-Wschodnia-(6 krajów) – Udział importu gazu ziemnego z Rosji w całkowitym zużyciu energii pierwotnejWykres 3: Europa Śr.-Wschodnia (6 krajów) – import rosyjskiego i nierosyjskiego gazu ziemnego

Źródła: Eurostat, ITC Trade Map, Allianz Research

Ogólnie rzecz biorąc, Allianz Trade spodziewa się, że gospodarki omawianych 6 krajów Europy Środkowo-Wschodniej przetrwają zimę 2023/2024, nawet jeśli okaże się ona ostrzejsza niż poprzednia. Istnieje ryzyko niedoborów energii na Węgrzech, Słowacji i w mniejszym stopniu w Czechach w przypadku, gdyby nadchodząca zima była bardzo mroźna i wprowadzono pełne embargo na eksport rosyjskiej ropy i gazu do regionu. Jeśli tak się stanie, spodziewamy się, że społeczność UE będzie gotowa do udzielenia wsparcia. Niemniej jednak, ten scenariusz ryzyka powinien być zachętą dla rządów w Europie Środkowo-Wschodniej do kontynuowania energicznych planów transformacji energetycznej.

Wykres 5: Europa Śr.-Wschodnia-(6 krajów) – wykorzystanie pojemności magazynów gazu (po lewej); zapasy gazu w magazynach na koniec czerwca jako pokrycie % zużycia z poprzedniego roku (po prawej)

Źródła: GIE – AGSI, Allianz Research

[1] Od lutego 2022 r. UE zaczęła korzystać z różnych źródeł ropy naftowej, w szczególności z Bliskiego Wschodu, Afryki Zachodniej, USA i Norwegii. Dwa ostatnie kraje stały się największymi dostawcami ropy naftowej do UE do końca 2022 roku.

Polska staje się jednym z najważniejszych centrów danych w Europie

Znaczenie rynku data center, jak i całej branży, jest fundamentalne dla gospodarek rozwijających się i ma to związek z tym, co robimy na co dzień.

Każdy z nas korzysta z usług data center, jeżeli w domu ma podłączoną do internetu lodówkę lub szczoteczkę do zębów.

– Generujemy bardzo dużą ilość danych, które odkładane są na serwerach znajdujących się w data center – mówi w rozmowie z MarketNews24 Adam Ponichtera, dyrektor generalny Data4 Poland. – To nie tylko biznes, to także nasze życie codzienne, dlatego uważam, że rynek data center oraz cała branża są kręgosłupem i platformą wzrostu digitalizacji i cyfryzacji gospodarek.

W Europie Środkowej trend cyfryzacji i digitalizacji bardzo mocno przyspieszył w ostatnich latach. Z tegorocznych badań PMR (Raport „Rynek centrów danych w Polsce 2023”) wynika, że 2/3 przedsiębiorstw zwiększyło wydatki na usługi data center w 2022 r. w porównaniu do 2021 r., a w 2023 r. odsetek ten jeszcze wzrośnie.

Przewidywany jest znaczny wzrost zapotrzebowania na usługi centrów danych i rozwoju infrastruktury, a rozwój doprowadzi do wyraźniejszego podziału rynku na część detaliczną i hurtową. Największy wzrost przewidywany jest w 2025 roku (o niemal 28 proc. powierzchni brutto centrów). Zwiększy się także wolumen mocy: w 2027 roku ma to być 215 MW (w 2022 roku było to 120 MW), a ich docelowa wartość może sięgnąć 300, a w najbardziej optymistycznym założeniu nawet 500 MW (do 2030 roku).

Polska znajduje się w pierwszej trójce krajów, poza regionem FLAPD – Frankfurt, Londyn, Amsterdam, Paryż i Dublin, czyli największych rynków centrów danych w Europie, pod względem potencjału na naszym kontynencie. We wspomnianej pierwszej trójce Polska zajmuje trzecie miejsce po Berlinie i Madrycie.

Perspektywa wzrostu na rynkach innych niż FLAPD jest wysoka i optymistyczna. Związane jest to z popytem, czyli tempem digitalizacji społeczeństwa i gospodarki. Lokalizacja u zbiegu tras telekomunikacyjnych prowadzących z Czech i Niemiec zapewnia Warszawie doskonałe połączenie zachodniej części Europy z jej środkowo-wschodnią częścią, a także krajami skandynawskimi.

Warszawa będzie przeżywać dynamiczny rozwój w obszarze centrów danych, stawiając ją w pierwszej trójce stolic o największym wzroście.

Ukraińcy są ważni dla polskiej gospodarki

Konsumenci z Ukrainy uratowali polski handel, a o tym, że wielu z nich chce pozostać w Polsce świadczy liczba nowych firm z kapitałem ukraińskim.

W Rzeszowie i okolicach prawie 50% mieszkańców to Ukraińcy, a we Wrocławiu mieszka ponad 200 tys. konsumentów zza wschodniej granicy.

– W 2022 r. to Ukraińcy uratowali polski handel i zapełnili wakaty pracownicze – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Małecki, Head of Retail Leasing Cream Property Advisors.

Jak podał GUS, w I kw. 2023 r. PKB zwiększył się o 3,8% w porównaniu z poprzednim kwartałem. Wystąpił natomiast spadek PKB w skali roku o 0,3%. Według prognozy Komisji Europejskiej na taki rezultat jak w 2022 r. – wzrost o 4,9% – nie mamy jednak szans. Odnotujemy 0,7% wzrost PKB, a więc nieco poniżej wyniku dla całej UE (1%).

W 2023 r. musimy zadbać o to, żeby nie nastąpił odpływ mieszkańców za wschodnią granicę. To mogłoby doprowadzić do zapaści w handlu i w produkcji.

– Nadzieję przynosi nam to, że powstało 20 tys. firm z kapitałem ukraińskim – komentuje Michał Małecki z Cream Prosperity Advisors. – To oznacza, że ich współwłaściciele chcą na dłużej zostać w Polsce.

Nowe pomysły na walkę z fotowoltaiką

Walka o obronę elektrowni węglowych nie ustaje. Rząd przygotował przepisy umożliwiające ograniczanie produkcji energii z farm fotowoltaicznych bez odszkodowania.

To jest związane z pojawiającą się coraz częściej nadprodukcją energii odnawialnej.

W Polsce dziś brakuje zdolności magazynowania tej energii, ale też przepisy nie ułatwiają powstawania magazynów energii.

– Oczywiste powinno być, że w jednym punkcie przyłączenia do sieci elektroenergetycznej inwestor może zbudować farmę fotowoltaiczną, farmę wiatrową i magazyn energii, aby dostarczać do sieci taką samą ilość energii „pod sznurek”, albo zmieniać tę ilość energii zależnie od potrzeb odbiorców – mówi w rozmowie z MarketNews24 Bartłomiej Derski, ekspert WysokieNapiecie.pl.

Polskie przepisy i operatorzy sieci dystrybucyjnych to uniemożliwiają. Jeżeli ktoś chciałby zbudować taką instalację, to musiałby zbudować trzy odrębne linie energetyczne, by w trzech odrębnych miejscach je przyłączać i płacić za nie osobno.

– To jest absurdalne, jednak powtarzane od kilku lat apele sektora elektroenergetycznego i ekspertów nie robią wrażenia na politykach i Ministerstwie Klimatu – komentuje B.Derski z WysokieNapiecie.pl. – Coraz częściej będziemy musieli ograniczać generację zielonej energii, ponieważ nie jesteśmy w stanie ograniczać produkcji elektrowni węglowych, które konkurują z odnawialnymi źródłami energii.

Przywrócić praworządność – Business Centre Club dla gospodarki

Business Centre Club w raporcie „BCC dla polskiej gospodarki: diagnoza i rekomendacje” wskazuje, że priorytetem dla nowego rządu, utworzonego po wyborach, powinno być przywrócenie w Polsce praworządności oraz dialogu społecznego. Lipcowe posiedzenie plenarne Rady Dialogu Społecznego pod przewodnictwem BCC pokazuje, że dyskusje pomiędzy stroną rządową, związkami zawodowymi oraz organizacjami pracodawców do łatwych nie należą.

BCC od dawna podkreśla, że należy usprawnić system stanowienia prawa, a także jak najszybciej powrócić do dobrych praktyk opartych na poszanowaniu wszystkich stron dyskusji oraz przywrócić rolę Rady Dialogu Społecznego.

Nowy rząd będzie miał przed sobą poważne zadanie naprawy wyrządzonych szkód oraz zapewnienia właściwego funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości. Nie tylko prawodawstwo, ale również istota wdrażania przepisów w życie wymagają daleko idących reform. Usprawnienie procesów stanowienia i egzekwowania prawa będzie mieć pozytywny wpływ na wszelkie pozostałe gałęzie gospodarki, powodując ich wzrost i rozwój. Odbudowanie naszej pozycji musi zacząć się od restytucji pozycji sędziów w wymiarze sprawiedliwości oraz uzdrowienia najważniejszych instytucji, jak Trybunał Konstytucyjny czy Sąd Najwyższy. Kolejnym krokiem musi być odpolitycznienie prokuratury i pozbawienie Ministra Sprawiedliwości kontroli nad nią podkreśla – Ryszard Kalisz, minister ds. prawa Gospodarczego Gabinetu Cieni BCC.

Aby zatrzymać dalszą degradację systemu wymiaru sprawiedliwości oraz sposobu stanowienia prawa, należy przywrócić podstawowe zasady praworządności tj. restytucję pozycji sędziego w wymiarze sprawiedliwości, uzdrowić główne instytucje systemu prawnego, Trybunał Konstytucyjny, Sąd Najwyższy oraz zacząć respektować wysokie standardy prowadzenia dialogu społecznego i konsultacji społecznych w procesie stanowienia prawa gospodarczego, twierdzą eksperci BCC.

Przedsiębiorcy i pracodawcy tworzą 12,8 milionów miejsc pracy i mają determinujący wpływ na poziom PKB. Są też bardzo istotną siłą wyborczą. 2,5 mln aktywnych przedsiębiorców stanowi ok. 14 proc. wyborców. Ich głos jest dziś bardzo ważny. Mimo tego nadal pozostają na marginesie zainteresowań partii politycznych.

Należy jak najszybciej powrócić do prawdziwego dialogu społecznego i przywrócić rolę Rady Dialogu Społecznego jako miejsca dyskusji o przepisach mających wpływ na życie społeczno-gospodarcze kraju. Wreszcie, niezbędne jest wsłuchanie się w głos biznesu i traktowanie go poważnie – apeluje Łukasz Bernatowicz, prezes Związku Pracodawców Business Centre Club, przewodniczący Rady Dialogu Społecznego.

Podczas ostatniego posiedzenia plenarnego Rady Dialogu Społecznego w dniu 10 lipca br. dyskutowany był między innymi temat proponowanych przez rząd, kolejnych podwyżek waloryzacji minimalnego wynagrodzenia w 2024 oraz wysokości wynagrodzeń w strefie budżetowej. Nie wypracowano spójnego stanowiska.

Raport „BCC dla polskiej gospodarki: diagnoza i rekomendacje”, zawiera rekomendacje programowe istotne z punktu widzenia poprawy sytuacji przedsiębiorców oraz krajowej gospodarki.

Obok rekomendacji dotyczących racjonalizacji prawodawstwa znajdują się tu także propozycje kierunków polityki makroekonomicznej, czy usprawnienia systemu podatkowego, BCC wskazuje też kierunki oczekiwanych zmian związane z rynkiem pracy i rynkiem kapitałowym, poprawą sytuacji energetycznej, zarządzaniem zagadnieniami klimatu i środowiska, współpracą Polski z Unią Europejską, a także poprawą konkurencyjności polskich przedsiębiorców.

Sytuacja na rynku IT w Polsce i wpływ sztucznej inteligencji na biznes – rozmowa z Arturem Wyszyńskim

  1. Na początek, korzystając z Pańskiego ponad 20-letniego doświadczenia w branży IT, chciałem zapytać, w jakiej kondycji jest obecnie rynek specjalistów w Polsce? Na świecie dużo mówiło się o masowych zwolnieniach przez największe amerykańskie firmy technologiczne. Jak wygląda sytuacja w naszym kraju?

W ostatnich latach Polska stała się ważnym dostawcą wykwalifikowanych specjalistów z branży IT dla firm wywodzących się z najwyżej rozwiniętych gospodarek świata, zarówno USA, jak również Europy Zachodniej i Północnej. Dostęp do specjalistów IT z nadal konkurencyjnym poziomem wynagrodzeń, w połączeniu z ciągle rosnącym zapotrzebowaniem na rozwój branży, sprawiły, że kolejne firmy decydowały się i nadal decydują na otwieranie w Polsce swoich oddziałów technologicznych.

Oczywiście, na skutek pandemii, a następnie destabilizacji gospodarki światowej wywołanej wojną w Ukrainie, wiele firm zmuszonych było szukać oszczędności. Masowe zwolnienia dotknęły również rynek polski. Jest to jednak pewną formą wyhamowania lub bardziej przeszeregowania. Brak dostępu do części rynków wschodnich, m.in. Ukrainy i Białorusi, powoduje ściąganie kolejnych firm zagranicznych właśnie do Polski. Zapotrzebowanie na specjalistów IT, w szczególności z doświadczeniem, jest jednak nadal bardzo duże. To przekłada się na dalszy wzrost wynagrodzeń.

Polski Instytut Ekonomiczny szacuje, że w Polsce brakuje ok. 150 tysięcy pracowników IT.
Mimo tego, że wg danych Eurostatu liczba specjalistów w tym obszarze w Polsce wzrosła w ciągu ostatnich 10 lat o prawie 200 tysięcy, nadal popyt zdecydowanie przewyższa podaż. Odsetek zatrudnionych w IT w Polsce to jedna z niższych wartości w UE i wynosi zaledwie 3,5%, przy 4,5% dla średniej w UE. Dla porównania odsetek specjalistów IT w Szwecji to ok. 8%.

  1. Wydaje się, że duży wpływ na rynek pracy, również w sektorze IT, może mieć szybki rozwój sztucznej inteligencji. Czytając niektóre analizy trendów w tym zakresie można zadać pytanie – czy analitycy biznesowi stracą pracę?

Faktycznie, mimo tego, że pojęcie sztucznej inteligencji pojawiło się w latach 50-tych ubiegłego wieku, dopiero osiągnięcia ostatniej dekady przyniosły przełomowy rozwój modeli sztucznej inteligencji – AI. Według wielu ekspertów, m.in. Billa Gatesa, rozpoczęła się nowa era, otwierająca nowe możliwości, a tym samym oczywiście nowe zadania stawiane pracownikom do wykonania. Tak jak ogromna liczba zbieranych i przetwarzanych danych wymusiła na rynku pracy IT wzrost zatrudnienia w obszarze Big Data, tak rozwój sztucznej inteligencji pociągnie za sobą zapotrzebowanie na nowe umiejętności również w tym obszarze.

Dzięki modelom sztucznej inteligencji praca analityków już przynosi wiele efektów, które bez AI nie byłyby osiągalne. Nowe możliwości z pewnością wymuszą na specjalistach potrzebę nauki nowych umiejętności. Na obecnym etapie rozwoju sztucznej inteligencji ostateczna interpretacja i weryfikacja wyników, a następnie ostateczne podejmowanie decyzji nadal pozostaje po stronie doświadczonych analityków. Zdecydowanie jednak dla zachowania efektywności i konkurencyjności swojej pracy muszą oni uczyć się na bieżąco wykorzystywania najnowszych rozwiązań i narzędzi.

  1. Patrząc szerzej, jak ewolucja sztucznej inteligencji zmienia rzeczywistość biznesową?

Uruchomienie asystentów głosowych, chatbotów oraz ostatnie udostępnienie ChatGPT pokazało wyraźnie, że żyjemy w nowej rzeczywistości, od której już nie ma odwrotu.

Zastosowanie AI w obszarach automatyzacji, obsługi żmudnych i powtarzalnych operacji pozwala skupić się pracownikom na bardziej kreatywnych zadaniach. Wspomniane chatboty pozwalają poprawić i usprawnić kwestie obsługi klienta przez całą dobę, bez konieczności przerw. W połączeniu ze sztuczną inteligencją analiza Big data to z jednej strony predykcja zachowań, hiperpersonalizacja oferty produktowej, dostosowanej do indywidualnych potrzeb klientów, a z drugiej strony podejmowanie trafniejszych decyzji strategicznych po stronie managerów. Optymalizacja łańcuchów dostaw, zwiększenie efektywności kampanii marketingowych, prognozowanie popytu i zachowań klienckich, optymalizacja produkcji, autonomiczne roboty i pojazdy, wykrywanie nadużyć, rozpoznawanie mowy i obrazów to tylko przykłady kolejnych zastosowań sztucznej inteligencji.

  1. W których sektorach i działach biznesu sztuczna inteligencja zyskuje zastosowanie?

Praktycznie w każdej branży możemy już znaleźć zastosowanie tej technologii, od rolnictwa, przemysłu, produkcji, motoryzacji, medycyny, handlu, po transport.

Sztuczna inteligencja użyta w biznesie we właściwy sposób znacząco zwiększa szanse i przewagi konkurencyjne przede wszystkim dzięki optymalizacji, automatyzacji i poprawie customer experience. W handlu detalicznym analiza terabajtów danych, dotyczących zachowań klienta na każdym etapie customer journey, pozwala lepiej adresować ich potrzeby już od reklamy i marketingu, poprzez przygotowywanie oferty produktowej i dalszą obsługę.

Sztuczna inteligencja pomaga również w ratowaniu życia. Już dzisiaj modele AI to ogromne wsparcie w profilaktyce, diagnozowaniu, monitorowaniu i wykrywaniu chorób. Dzięki analizie obrazów na poziomie pojedynczego piksela już teraz diagnozy algorytmów są często trafniejsze niż te stawiane przez ekspertów.

  1. Jest Pan dyrektorem działu Tech&Data firmy Payback, która szerzej kojarzy się głównie z programem lojalnościowym. Jakiego rodzaju projekty są przez Państwa realizowane?

PAYBACK jest dostawcą zarówno znanej w 11 krajach multipartnerskiej platformy lojalnościowej, jak również rozwiązań dedykowanych dla poszczególnych partnerów, decydujących się na tworzenie programu monopartnerskiego.

W obszarze multipartnerskim, oprócz samej platformy, zapewniamy również jej obsługę biznesową w połączeniu z zaawansowaną analityką Big data. W Polsce z Programu PAYBACK korzystają klienci m.in. takich partnerów jak bp, Al.Capone, CUK, Multikino, PSB Mrówka oraz ponad 350 sklepów internetowych, w tym najwięksi gracze e-commerce jak np. Allegro.

Natomiast w ramach wdrożeń „pod klucz” dla poszczególnych partnerów, oferujemy pełne wsparcie od etapu budowania koncepcji biznesowej i technologicznej programu lojalnościowego, poprzez wdrożenie systemu, jego integrację oraz utrzymanie. Najwięksi partnerzy, którzy w tym obszarze nam zaufali to Lufthansa, Deutsche Bahn, United Airlines, China Southern Airlines.

Wychodząc naprzeciw potrzebom rynku w zakresie skracania time-to-market, obsługi coraz większej ilości danych oraz zapewnienia najwyższych standardów bezpieczeństwa, PAYBACK procesuje także modularyzację i migrację platformy do chmury.

Kolejnym obszarem rozwoju jest hiperpersonalizacja i analiza dużych zbiorów danych (ang. Big data), pozwalająca optymalizować i personalizować oferty i promocje kierowane do naszych klientów, prognozować oraz identyfikować nadużycia itp. W szczególności warto wspomnieć o pracach w obszarze data science, gdzie staramy się łączyć wiedzę z zakresu matematyki, statystyki, sztucznej inteligencji oraz programowania.

  1. Na świecie generowane i przetwarzane są coraz większe ilości danych. Jak firmy mogą wykorzystać ten trend na swoją korzyść?

Dzięki zastosowaniu rozwiązań chmurowych systemy informatyczne, wykorzystywane obecnie przez największe firmy na świecie, pozwalają na praktycznie nieograniczone przechowywanie oraz przetwarzanie danych. Największe ilości danych zbierają w szczególności ogólnodostępne platformy społecznościowe, komunikatory, sklepy e-commerce, wyszukiwarki, nawigacje itd. Zbieranie ogromnych ilości danych, dotyczących zachowań konsumenckich, preferencji, zainteresowań, odwiedzanych fizycznie miejsc pozwalają przede wszystkim na ciągłe ulepszanie customer experience oraz personalizację usług i produktów. Dzięki temu klient dużo szybciej otrzymuje to, czego potrzebuje z uwzględnieniem jego preferencji i przyzwyczajeń.

W przypadku PAYBACK wykorzystujemy analizę danych m.in. do pogłębiania wiedzy o klientach naszych partnerów, do tworzenia segmentów charakterystycznych uczestników i tworzenia dedykowanych ofert dla poszczególnych grup, aby zwiększać ich zaangażowanie. Rozwiązania te pozwalają przewidzieć efekty prowadzonych działań i dostosować plan biznesowy do potrzeb rynkowych. To w końcu przekłada się na zwiększenie sprzedaży i rozwój całego przedsięwzięcia.

  1. Czy analiza danych jest narzędziem dostępnym tylko dla największych przedsiębiorstw, czy może jest to coś, co powinien wdrożyć każdy biznes?

Obecne możliwości technologiczne oraz oferowane usługi i rozwiązania informatyczne pozwalają właściwie firmie każdej wielkości na analizowanie danych. Podejmowanie decyzji wyłącznie w oparciu o własne doświadczenie lub intuicję to duże ryzyko, które wiąże się z utratą przewagi konkurencyjnej.

Oczywiście analizy Big data, Data science to zdecydowanie domena większych firm, jednak również te najmniejsze mogą korzystać z dostępnych usług i wyników analiz.

Większość firm komunikuje się ze swoimi klientami poprzez profile społecznościowe, stronę internetową lub e-sklep. Obecnie wiele usług internetowych oferuje możliwość analizowania podstawowych danych dotyczących sprzedaży, konwersji, liczby odwiedzin firmowych profili lub strony internetowej oraz zbieranie podstawowych informacji o klientach i transakcjach.

  1. W państwa dziale realizowanych jest wiele projektów w technologiach chmurowych. Popularyzacja tego typu rozwiązań prowadzi do pytania o to, na ile technologie chmurowe są na obecnym etapie rozwoju bezpieczne?

PAYBACK w swoich decyzjach oraz planach strategicznych zawsze kieruje się dobrem klienta. Bardzo ważnym argumentem dla decyzji o migracji do chmury było oczywiście wielopoziomowe zabezpieczenie danych naszych partnerów oraz klientów. Obecnie najlepsi eksperci, specjalizujący się w wybranych dziedzinach, wspierają publiczne platformy chmurowe. Dotyczy to również zastosowanych w nich najnowszych usług klasy ochrony adaptacyjnej wykorzystującej modele uczenia maszynowego i pozostałych rozwiązań zabezpieczających projekty przed atakami DDos, XSS oraz SQLi.

Oczywiście bezpieczeństwo systemów nie zależy wyłącznie od użytych rozwiązań technicznych. Kluczowa jest strategia i polityka bezpieczeństwa przyjęta w organizacji np. „zero trust”. Dalej jest zestaw elementów składowych wykorzystanych przez właściciela systemu, gwarantujących jego wysoki poziom bezpieczeństwa, m.in. listy kontroli dostępu (ACL), zapory sieciowe, systemy wykrywania i zapobiegania włamaniom IDS/IPS, szyfrowanie danych w trakcie składowania i przesyłu itd.

Należy także podkreślić, że bezpieczeństwo to oprócz wspomnianych mechanizmów i założeń polityki, ciągłe edukowanie i uświadamianie najsłabszego ogniwa bezpieczeństwa, jakim jest zazwyczaj jego użytkownik.

Nie można też zapominać, że bardzo ważną zaletą platformy chmurowej jest możliwość fizycznego przechowywania danych i ich kopii bezpieczeństwa praktycznie w dowolnym miejscu na świecie. Dzięki temu unikamy również ryzyka utraty danych w wyniku lokalnych zagrożeń, jak pożary, trzęsienia ziemi czy też wybuchy wulkanu, z zachowaniem ciągłości dostępu do nich.

  1. Jakie obserwuje Pan najważniejsze trendy technologiczne, które powinni brać pod uwagę przedsiębiorcy, zarówno Ci prowadzący firmy na dużą skalę, jak i Ci mniejsi?

Uważam, że obecnie niewątpliwym numerem jeden wśród dyskutowanych aspektów technologicznych jest zastosowanie ostatnich osiągnięć z obszaru sztucznej inteligencji. Świat stoi obecnie przed szansą wykonania ogromnego skoku technologicznego, porównywalnego z wynalezieniem Internetu. Oczywiście ogromne spektrum możliwości sztucznej inteligencji łączy się z wieloma zagrożeniami, wynikającymi z ich niewłaściwego wykorzystania do celów militarnych oraz społecznej manipulacji. Przed negatywnymi skutkami ostrzegają znane osobistości świata IT, m.in. Bill Gates i Geoffrey Hinton.

Kolejnym bardzo ważnym tematem technologicznym jest cyberbezpieczeństwo, które
w szczególności przy rosnącej liczbie gromadzonych danych i obecnej sytuacji geopolitycznej już jest wykorzystywane jako element strategii militarnej.

Oczywiście dalsza cloudyzacja systemów informatycznych połączona z poprzednimi punktami jest nadal ważnym i aktualnym trendem na rynku.

  1. W których branżach widać największy trend inwestycji w technologię?

Z uwagi na najwyższy poziom konkurencji w pierwszej kolejności wymieniłbym branżę retail, która stawia na inwestowanie w nowoczesne technologie, m.in. sklepy autonomiczne, chatboty, rozszerzoną rzeczywistość.

Rozpoczęty już kilka lat temu proces budowania i doskonalenia samochodów autonomicznych w branży automotive będzie z pewnością kontynuowany, w szczególności w połączeniu ze sztuczną inteligencją.

Opieka zdrowotna to kolejny sektor z dużymi inwestycjami w technologie. Należy podkreślić, że wykorzystanie osiągnięć z obszaru sztucznej inteligencji może przyczynić się do uratowania wielu istnień ludzkich.

  1. Zaczyna się sezon wakacyjny. Wiem, że prywatnie jest Pan miłośnikiem żeglarstwa. Czy dostrzega Pan jakieś podobieństwa pomiędzy tą dyscypliną a biznesem?  

Żeglarstwo jest moją życiową pasją i formą spędzania wolnego czasu, która pozwala na pełne oderwanie się od codziennych problemów i koncentrację na współpracy z siłami natury, do których mam duży respekt. W szczególności w żeglarstwie morskim, które praktykuję, bardzo ważna jest współpraca załogi, dobre planowanie, ciągła obserwacja, analiza oraz gotowość do reagowania na zmiany pogodowe. Trzeba wówczas działać w bardzo szybko zmieniającym się środowisku i dostosowywać do okoliczności, na które nie ma się wpływu. Dokładnie tak samo jest w biznesie, gdzie kluczem do sukcesu jest według mnie umiejętność ciągłej obserwacji i dostosowywania się do dynamicznie zmieniającego się otoczenia. Dlatego też zarówno w żeglarstwie, jak i biznesie kluczowa jest odporność psychiczna i pozytywne nastawienie do rzeczywistości, dzięki którym łatwiej mierzyć się z nowymi wyzwaniami.

Artur Wyszyński

Tech Sourcing and Delivery Manager, PAYBACK Polska

Z branżą IT związany od dwudziestu lat. Posiada wieloletnie doświadczenie i kompetencje informatyczne oraz managerskie w budowie międzynarodowych zespołów IT, sprzedaży i consultingu. Tworzył autorskie rozwiązania dla liderów w takich branżach, jak bankowość, FMCG, motoryzacja i telekomunikacja. Ekspert w zakresie implementacji rozwiązań chmurowych oraz innych narzędzi cyfrowych służących optymalizacji pracy przedsiębiorstw.

W PAYBACK Polska odpowiedzialny za organizację i rozwój zespołów TECH&DATA, w szczególności IT Delivery, w tym Loyalty Systems, E-invoicing, ECM oraz Digital transformation. W ramach kampanii Future Platform i Cloud Migration koordynuje również współpracę z parterami biznesowymi, produktowymi i technicznymi spółki. Zarządza migracją do chmury, kampaniami lojalnościowymi

i doskonaleniem procesów biznesowych.

Jego pasją jest żeglarstwo, dlatego urlopy najczęściej spędza na morzu.

PAYBACK Polska

PAYBACK Polska, należący do grupy American Express, od ponad 14 lat wspiera rozwój polskiego biznesu poprzez świadczenie profesjonalnych usług w zakresie consultingu biznesowego i zwiększania sprzedaży za pomocą budowania lojalności konsumenckiej. Spółka zarządza również największym multipartnerskim programem lojalnościowym w Polsce dla sieci handlowych, firm usługowych
i platform e-commerce.

Marka zrzesza najlepszych ekspertów w obszarze optymalizacji procesów sprzedażowych
i biznesowych oraz działań marketingowych. Zespół PAYBACK Polska tworzy i wykorzystuje autorskie metody analityczne w celu dostarczenia partnerom pogłębionych danych o zwyczajach zakupowych klientów i zaplanowania spersonalizowanej oferty zwiększającej ich zaangażowanie. W portfolio usług marki znajdują się również takie elementy, jak weryfikacja skuteczności programów marketingowych i wsparcie merytoryczne w zakresie gromadzenia oraz interpretacji danych, wykorzystywanych do precyzyjnej segmentacji grup docelowych, pozyskiwania nowych klientów i budowania lojalności wśród aktualnych konsumentów.

Giełdowe wahadło jest znów w ruchu

Euforia na rynku akcji napędzana technologią AI i perspektywa zbliżającego się końca podwyżek stóp procentowych w USA sprawiła, że kapitał inwestorów zaczął w rekordowym tempie napływać do technologicznych funduszy.

Rynkowe byki spoglądały przede wszystkim w stronę mocno wyprzedanego w zeszłym roku indeksu Nasdaq 100. Pierwsze półrocze 2023 r. należało do rekordowych pod względem pozytywnej zmiany na tym indeksie. Kapitalizacja siedmiu największych, technologicznych firm w USA wzrosła od początku roku o rekordowe niemal 3,8 bln USD. Do grona wycenianych na ponad 1 bln USD firm w maju dołączyła Nvidia, która przewodzi szalonemu wzrostowi akcji producentów półprzewodników.

– Pierwsze półrocze ogólnie na giełdach było bardzo dobre, a prym wiodły indeksy technologiczne, z których najważniejszy jest Nasdaq 100 – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Należy jednak pamiętać, że jest to indeks, który historycznie charakteryzuje się bardzo dużą zmiennością.

Giełdowe wahadło jest znów w ruchu – od paniki i straszeniem powtórki wyprzedaży z bańki ‘dot-com’ przeszliśmy płynnie do ekstremalnej euforii. W jej trakcie akcje Apple czy Microsoft znalazły się już na nowych, historycznych szczytach, a technologiczne fundusze ETF dawno nie notowały tak olbrzymich napływów.

Olbrzymi napływ kapitału spowodowany jest bezpośrednio euforią rynku wynikającą ze sztucznej inteligencji. Ta bez wątpienia może wpływać na marże i wyniki wielu firm. Wciąż jednak trudno wycenić przyszły wpływ AI na przychody i marże tysięcy spółek.

To pobudza wyobraźnię i skłania inwestorów do płacenia coraz wyższych cen za akcje. Szczególnie tych spółek, które mają prawdziwą szansę skalować biznes dzięki nowej technologicznej rewolucji jak Nvidia czy Microsoft posiadający udziały w OpenAI. Akcje największego w Stanach producenta ropy, Exxon Mobil spadły o 4% od początku roku. W tym samym czasie Apple zaliczyło 47% rajd, a kapitalizacja spółki zbliża się do zawrotnych 3 bln USD.

– Rynkom bardzo trudno jest wycenić wartość spółek technologicznych – komentuje ekspert XTB. – Dlatego warto przypomnieć skutki pęknięcia bańki internetowej, pokazujące jak bardzo rynkami rządzi chciwość i strach, ale jednocześnie nie należy oceniać, że w zachowaniu inwestorów dominuje bezmyślność.

Wpływy netto do technologicznych ETF-ów znacznie przyspieszyły w ostatnim czasie, co zbiega się jednocześnie z kompletnym wyciąganiem funduszy ze strony ETF-ów energetycznych. Ponad 400 największych funduszy technologicznych funduszy ETF na świecie (głównie amerykańskich i azjatyckich) przyciągnęło netto ponad 12 mld USD w przeciągu ostatniego roku, natomiast z ponad 300 funduszy energetycznych wyciągnięto netto ponad 17 mld USD. Dla porównania widać, że inne sektory takie jak rynek nieruchomości, sektor materiałowy, czy sektor ochrony zdrowia nie cieszył się popularnością. Jedynie sektor finansowy zaliczał dosyć spore napływy, choć mniejsze niż w przypadku spółek technologicznych.

Napływ kapitału do bezpieczniejszych funduszy jest spowodowany tym, że inwestorzy obawiają się rosnącego wpływu spółek technologicznych, których udział w indeksie S&P czy Nasdaq 100 jest przeważający. W przypadku recesji lub dalszego wzrostu stóp procentowych można oczekiwać, że kapitał zacznie migrować do sektorów, w których obecnie zaangażowanie inwestorów pasywnych jest mniejsze.

Podwyżki stóp procentowych w USA mogą skłonić inwestorów do szukania bezpiecznego sposobu na alokację kapitału i ograniczyć zaciąganie kredytów na inwestycje na rynku akcyjnym (czyli tzw. margin). Na ta chwilę bazowym scenariuszem w USA jest ‘miękkie lądowanie’, czyli brak recesji lub bardzo płytka recesja. Jest to scenariusz bardzo pozytywny dla rynku akcji, ale niekoniecznie najbardziej prawdopodobny.

– Mamy bardzo rozpędzony rynek i trudno oceniać czy są jeszcze perspektywy do wzrostów, można natomiast przypomnieć, że w 1999 r. indeks Nasdaq 100 wzrósł o prawie 100%, a w kolejnym roku zaczął się krach i przez trzy lata trwała bessa – przypomina P.Kwiecień z XTB. – Ocenę sytuacji komplikuje to, że walczące z inflacją banki centralne kontynuują najbardziej agresywny od wielu dekad cykl zacieśniania polityki pieniężnej, a skutki w gospodarce poznamy dopiero za kilka miesięcy.

Nowe autostrady, drogi ekspresowe i obwodnice miast w 2023 r.

W 2023 roku GDDKiA obiecała oddać do użytkowania 260 kilometrów dróg najlepszych kategorii – czyli autostrad, dróg ekspresowych, a także obwodnic miejskich. To jest trochę mniej niż w roku ubiegłym, kiedy oddano ponad 330 kilometrów takich dróg. A zatem zostanie osiągnięty cel, jakim jest przekroczenie 5 tysięcy kilometrów dróg o najwyższej kategorii w Polsce. Docelowo zaplanowano w naszym kraju około 8 tysięcy kilometrów takich dróg, w tym 2100 kilometrów autostrad. Obecnie funkcjonuje już 1,8 tys. kilometrów autostrad – udało się zamknąć projekt od morza do granicy autostradą A1 – więc to jest druga duża, pełna autostrada po A4, która przez cały kraj łączy granice.

– Co czeka nas przed wakacjami? Wydłuża się ważny odcinek, a więc fragment S7 między Warszawą a Radomiem. To sprawia, że z Warszawy do granicy województwa małopolskiego i świętokrzyskiego dojedziemy piękną ekspresówką. Planowany do oddania jest za to węzeł Łomża Zator na trasie Via Baltica – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Adrian Furgalski, prezes ZDG TOR. – I trzeci duży odcinek, gdzie w kontrakcie zapisano lipiec, ale wszystko wskazuje na to, że uda się ten fragment oddać w czerwcu – to jest 15 kilometrów drogi S14, czyli obwodnica Łodzi. To jest ostatni fragment, który trzeba oddać do użytkowania pomiędzy Aleksandrowem Łódzkim, a węzłem Emilia. To jest o tyle ważne, że domyka całą S14 – w ten sposób Łódź będzie pierwszym dużym miastem z zamkniętą obwodnicą. I dla Łodzi na pewno to jest duży sukces – podkreśla Furgalski.

Inflacja PPI w USA spada

Inflacja producencka (PPI) w USA spadła po raz kolejny i wyniosła w czerwcu 0,1% r/r. PPI jest teraz o 2,9 p.p. poniżej CPI. Wskaźnik PPI może być traktowany jako wyprzedzający względem CPI, z tego względu w kolejnych miesiącach możemy również obserwować dalszy spadek inflacji CPI.

Zarówno odczyty inflacji CPI, jak i PPI kontynuowały w czerwcu trend spadkowy. Były również nieznacznie lepsze niż prognozowali ekonomiści. Wydaje się jednak, że to nie powstrzyma Fedu przed kolejną podwyżką stóp procentowych. Przybliża za to do zakończenia cyklu po tym ruchu.

Bartosz Wałecki, analityk Michael / Ström Dom Maklerski

Rynek reklamy w Polsce – czerwiec 2023 r.

W internecie i radiu najaktywniejsze reklamowo były marki z branży „Trade”, natomiast w telewizji – „Pharmaceuticals” – wynika z danych gemiusAdReal za czerwiec 2023.

Prezentowane dane pochodzą z gemiusAdReal – cross-mediowego badania rynku reklamowego. Analizie poddano kreacje reklamowe emitowane w czerwcu 2023 w internecie, telewizji oraz radiu.

Rynek reklamy internetowej

W czerwcu 2023 odnotowaliśmy 70,9 mld emisji kreacji reklamowych display i wideo, a średnia częstotliwość kontaktu z reklamą na użytkownika wyniosła 2 495 kontaktów. Działania reklamowe online dotarły łącznie do 86,51% populacji Polaków w wieku od 7 do 75 lat.

Średni czas trwania kontaktu z kreacją wyniósł 9,75 sekundy (10 sekundy dla kreacji typu display i 7,8 sekundy dla kreacji wideo).

Średnia widoczność kreacji digital w czerwcu (wskaźnik Viewability Rate liczony zgodnie z definicją IAB) wyniosła 49,32%. Wyższy wskaźnik widoczności osiągnęły kreacje wideo, dla których 59,29% kontaktów reklamowych znalazło się w polu widzenia użytkownika. W przypadku kreacji display było to 47,94%.

Najbardziej aktywna pod względem liczby kontaktów reklamowych online była branża „Trade” (27,5 mld), dla której Share of Voice we wszystkich kontaktach reklamowych online w czerwcu wyniósł 38,8%. Średni czas kontaktu dla tej branży wyniósł 10,17 sekundy, a wskaźnik widoczności kreacji –  52,21%.

Na kolejnych miejscach podium znalazły się branże „Media, books, CD&DVD (5,8 mld kontaktów reklamowych i SoV na poziomie 7,6%) oraz Leisure Time (4,6 mld kontaktów reklamowych i SoV – 6,5%).RYNEK REKLAMY INTERNETOWEJ

Top reklamodawcy online

Najbardziej aktywnym reklamodawcą digital w czerwcu 2023 była marka Media Expert, która wygenerowała 2,2 mld kontaktów reklamowych online, docierając do 78,64% Polaków w wieku od 7 do 75 lat. Na drugim miejscu znalazło się Allegro.pl z 2,1 mld kontaktów i 78,31% zasięgu. Trzecie miejsce na podium należało do Ceneo.pl (1,9 mld kontaktów i zasięg na poziomie 76%).

Ranking TOP 10 marek zamyka Apart, który odnotował 0,66 mld kontaktów reklamowych.

Top reklamodawcy online

Wydatki na reklamę online

Analiza wydatków reklamowych na kampanie display online potwierdza aktywność marki Media Expert, która znalazła się na pierwszym miejscu zestawienia – jej udział w wydatkach wśród wszystkich marek wyniósł 3,75%. Na drugim miejscu uplasowało się Ceneo.pl z 3,36% udziału, natomiast podium zamyka Allegro.pl (3,29% udziału).Wydatki na reklamę online

Należy pamiętać, że dane na temat wydatków w internecie stanowią wartości estymowane na podstawie cenników wydawców, gdzie wszystkie aktywności liczone były po stawce CPM (Cost per mile). Wyliczane są dla aktywności display, na platformach PC i Mobile, z wykluczeniem wideo i mediów społecznościowych/wyszukiwarek.

Rynek reklamy telewizyjnej

W czerwcu w telewizji najbardziej aktywna reklamowo była branża „Pharmaceuticals”, która wyprzedziła branżę „Trade”. Wygenerowała ona ponad 11,2 mld kontaktów reklamowych, docierając do 94,43% populacji w wieku od 7 do 75 lat. Share of Voice we wszystkich kontaktach reklamowych w czerwcu wyniósł dla tej branży 19,08%, natomiast średni czas kontaktu z reklamą w tradycyjnym odbiorniku – 18,10 sekundy. Na drugim miejscu znalazła się branża „Trade” (9,7 mld kontaktów reklamowych, SoV na poziomie 16,52% oraz 94,27% zasięgu), podium zamyka natomiast branża Food (8 mld kontaktów reklamowych, SoV – 13,63% i zasięg – 93,85%).RYNEK REKLAMY TELEWIZYJNEJ

Top reklamodawcy TV

Najbardziej aktywnym reklamodawcą w telewizji w czerwcu – podobnie jak w kwietniu oraz maju – była marka Lidl. Wygenerowała ona 1,18 mld kontaktów reklamowych, docierając do 87,5% Polaków w wieku od 7 do 75 lat. Na drugim miejscu znalazł się Rossmann (1 mld kontaktów reklamowych i 86,53% zasięgu), natomiast na trzecim – Kinder (694 mln kontaktów i 82,36% zasięgu). Na 10. miejscu prezentowanego rankingu znalazła się Żabka z 595,8 mln kontaktów reklamowych i 83,79% zasięgu w populacji 7-75.Top reklamodawcy TV

Wydatki na reklamę TV

Pod względem estymowanych wydatków reklamowych w telewizji na pierwszym miejscu znalazła się marka Lidl – jej udział w wydatkach wyniósł 2,32% – a na drugim Rossmann, z udziałem na poziomie 1,94%. Trzecie miejsce należało do Kinder, z udziałem 1,45%.

Wydatki na reklamę TV

Rynek reklamy radiowej

W radiu branżą o największej liczbie kontaktów reklamowych w czerwcu była branża „Trade” (6,5 mld kontaktów reklamowych). Na drugim i trzecim miejscu znalazły się branże „Pharmaceuticals” (2,7 mld kontaktów) oraz „Automotive” (1,01 mld kontaktów).RYNEK REKLAMY RADIOWEJ

Najbardziej aktywnym reklamodawcą w radiu w czerwcu była marka Media Expert – wygenerowała ona 1,66 mld kontaktów reklamowych, docierając do 86,04% Polaków w wieku od 7 do 75 lat. Na drugim miejscu znalazł się Euro RTV AGD (642 mld kontaktów reklamowych, 77,28% zasięgu), na trzecim – Lidl (339,9 mln kontaktów, 72,71% zasięgu). Zestawienie TOP 10 zamyka Agata Meble (172,75 mln kontaktów i 64,89% zasięgu).RYNEK REKLAMY RADIOWEJ 2

Wydatki na reklamę radiową

Najwyższy udział w wydatkach reklamowych w radiu miała w czerwcu marka Media Expert (11,99%). Kolejne miejsca należą do Euro RTV AGD (3,82%) oraz Lidl (1,60%).

Wydatki na reklamę radiową

Uwaga na fałszywe aktualizacje systemu Windows – to może być atak ransomware

Analitycy z FortiGuard Labs, podmiotu firmy Fortinet zajmującego się badaniem i analizą zagrożeń, zidentyfikowali nowy wariant ransomware o nazwie Big Head, który pojawił się w maju 2023 roku i zaatakował systemy Windows. Chociaż istnieją co najmniej trzy jego rodzaje, to wszystkie mają na celu wyłudzenie pieniędzy poprzez szyfrowanie plików na komputerach ofiar.

Większość próbek ransomware Big Head, które analizował zespół FortiGuard Labs, została przesłana ze Stanów Zjednoczonych. Inne oprogramowanie ransomware używane przez tego samego atakującego było przesłane również z USA oraz krajów europejskich.

Inżynierowie z FortiGuard Labs poddali analizie dwa warianty ransomware Big Head, nazwane A i B.

Wariant A szyfruje pliki

Po uruchomieniu wariantu A ransomware Big Head wyświetla fałszywy ekran aktualizacji systemu Windows, aby oszukać użytkowników, że na ich urządzeniu trwają „legalne” procesy, podczas gdy w tle działa złośliwe oprogramowanie.

Fałszywa aktualizacja trwa około 30 sekund i jest automatycznie zamykana. Zanim jednak proces zostanie zakończony, oprogramowanie ransomware zdąży zaszyfrować pliki na zainfekowanych komputerach i losowo zmienić ich nazwy.

Następnie ransomware otwiera notatkę z żądaniem okupu (tzw. ransom note) o nazwie „README_[losowa siedmiocyfrowa liczba].txt”, która żąda od ofiar skontaktowania się z atakującym za pośrednictwem poczty e-mail lub aplikacji Telegram w celu odszyfrowania plików.

Windows – to może być atak ransomware
Ilustracja 1. Notatka z żądaniem okupu umieszczona na urządzeniu ofiary przez wariant A ransomware Big Head

Zaobserwowano też, że wariant A pozostawia również inną wersję notatki, zawierającą adres Bitcoin atakującego w celu „natychmiastowej zapłaty okupu”.

Wariant B – 1 bitcoin za odzyskanie danych

Analizy FortiGuard Labs wykazały, że wariant B oprogramowania Big Head nie zaszyfrował żadnych plików w środowisku testowym, chociaż został do tego zaprojektowany. Jak wynika z badań, w celu uruchomienia szyfrowania plików wykorzystywany jest plik PowerShell o nazwie „cry.ps1”. Jednak w niektórych przypadkach nie trafia on na komputer ofiary i nie dochodzi do zaszyfrowania danych.

Nie powstrzymuje to jednak wariantu B przed zastąpieniem tapety pulpitu własną, zawierającą notatkę o konieczności zapłacenia okupu. Podobnie jak w wariancie A, notatka informuje o potrzebie kontaktu ofiary z atakującym przy użyciu tego samego adresu e-mail lub kanału na Telegramie. Jednak w notatce w wariancie B zawarta jest informacja o wysokości opłaty okupu, która wynosi jednego Bitcoina, czyli ponad 120 tys. zł.

Wariant B osobno umieszcza na urządzeniu ofiary notatkę oznaczoną jako „Read Me First!.txt” z taką samą wiadomością o okupie jak tapeta.

Wariant B próbuje również otworzyć stronę atakującego na platformie Github w domyślnej przeglądarce internetowej. Strona jest jednak niedostępna, ponieważ została usunięta lub zamknięta.

Wariant C?

Zespół FortiGuard Labs zidentyfikował również inny wariant oprogramowania ransomware. Na podstawie portfela Bitcoin i adresu e-mail stwierdzono, że był prawdopodobnie używany przez tego samego atakującego. To oprogramowanie ransomware zostało również przesłane do publicznie dostępnej usługi skanowania plików w maju 2023 r., czyli w tym samym miesiącu, w którym udostępniono wersje A i B ransomware Big Head. Trzeci analizowany przez FortiGuard Labs wariant ransomware szyfruje pliki i dołącza kontaktowy adres e-mail atakującego „poop69new@[usunięto]” do nazw plików. Zastępuje również tapetę pulpitu własną, która zawiera notatkę o konieczności zapłacenia okupu.

Ten typ złośliwego oprogramowania pozostawia również na komputerze ofiary alternatywną notatkę dotyczącą okupu, pod nazwą „read_it.txt”.

Jak reagować na ransomware?

Takie instytucje jak CISA (Cybersecurity & Infrastracture Security Agency) czy FBI ostrzegają ofiary ataków ransomware przed płaceniem okupu, ponieważ płatność nie gwarantuje odzyskania plików. Zdaniem reprezentujących organy ścigania autorów porad, opłacanie okupów może również ośmielić przestępców do atakowania większej liczby podmiotów, zachęcić inne instytucje przestępcze do dystrybucji oprogramowania ransomware lub sfinansować potencjalnie nielegalne działania.

Chcąc zminimalizować ryzyko zainfekowania komputera oprogramowaniem ransomware trzeba pamiętać o podstawowych zasadach cyberhigieny, jak nieklikanie w linki w wiadomościach phishingowych czy pobieranie aplikacji tylko z oficjalnych stron producentów. Eksperci przypominają też, że incydenty związane z naruszeniem cyberbezpieczeństwa można zgłaszać na stronie CERT.

Cyberprzestępcy fałszują sygnatury czasowe w sterownikach Windows z użyciem oprogramowania open-source

  • Cisco Talos wykrył grupy cyberprzestępców wykorzystujące lukę, która pozwala na podpisywanie i uruchamianie podpisanych krzyżowo sterowników jądra systemu operacyjnego
  • Przestępcy wykorzystują narzędzia open-source, które zmieniają datę podpisania sterowników w celu załadowania złośliwych i niezweryfikowanych sterowników podpisanych wygasłymi certyfikatami.
  • Zespół Cisco Talos wykrył na GitHub kilkanaście certyfikatów z kluczami i hasłami zawartymi w pliku PFX, używanych w połączeniu z narzędziami open-source.
  • Większość zidentyfikowanych sterowników, które zawierały kod języka w swoich metadanych, była napisana po chińsku.
  • Cisco Talos zidentyfikowało również przypadek wykorzystania jednego z tych narzędzi open-source do ponownego podpisania scrackowanych sterowników w celu ominięcia cyfrowego zarządzania prawami (DRM).
  • Microsoft w odpowiedzi na zgłoszenie zespołu Talos zablokował wszystkie niebezpieczne certyfikaty.

Luka w Windows umożliwia fałszowanie znaczników czasowych sterowników, umożliwiając w ten sposób działanie szkodliwego oprogramowania. W wersji 1607, Microsoft zaktualizował swoje zasady tak, aby nie dopuszczać do jądra systemu sterowników, które nie zostały oficjalnie przesłane i zweryfikowane za pośrednictwem portalu dla programistów Microsoftu. Proces ten miał zapewnić, że sterowniki spełniają wymagania i standardy bezpieczeństwa firmy, jednak stworzył jednocześnie wyjątek dla starszego oprogramowania. Zespół Cisco Talos zaobserwował chińskojęzyczne grupy wykorzystujące tę lukę do ataków z użyciem tysięcy złośliwych sterowników.

Aby starsze sterowniki działały należycie, potrzebna jest odpowiednia konfiguracja systemu. Obecnie oznacza ona, że:

  • Komputer został zaktualizowany do systemu Windows 10 w wersji 1607.
  • Funkcja Secure Boot jest wyłączona w BIOS-ie.
  • Sterowniki zostały podpisane certyfikatem podmiotu końcowego wydanym przed 29 lipca 2015 r., który łączy się z obsługiwanym urzędem certyfikacji z podpisem krzyżowym.

Trzecia z zasad poskutkowała luką, która pozwala na podpisywanie nowych sterowników za pomocą nieodwołanych certyfikatów wydanych lub wygasłych przed 29 lipca 2015 r. Jedynym warunkiem jest powiązanie certyfikatu z obsługiwanym potwierdzeniem certyfikacji z podpisem krzyżowym. Jeśli sterownik zostanie pomyślnie podpisany w ten sposób, nie będzie można zapobiec jego instalacji i uruchomieniu jako usługi. Technika ta stanowi poważne zagrożenie dla systemów Windows i jest stosunkowo łatwa do wykonania, częściowo ze względu na publicznie dostępne narzędzia.

Cyberprzestępcy wykorzystują narzędzia open-source do instalowania tysięcy złośliwych sterowników

Cisco Talos zaobserwował wiele grup wykorzystujących wspomnianą lukę do instalowania tysięcy złośliwych, fałszywie podpisanych sterowników bez przesyłania ich do Microsoftu w celu weryfikacji. Podczas badań zespół Talos zidentyfikował podmioty wykorzystujące narzędzia takie jak HookSignTool, służące do fałszowania znaczników czasowych, w celu wdrożenia złośliwych sterowników. Chociaż zyskały one pewną popularność w społeczności twórców cheatów w grach, Talos wykrył również użycie tego typu narzędzi w innych przypadkach.

Narzędzia cyberprzestępców i skutki fałszywych certyfikatów

Narzędzia takie jak HookSignTool stanowią poważne zagrożenie, ponieważ instalacja złośliwych sterowników może zapewnić atakującemu dostęp do jądra systemu operacyjnego. Narzędzia te mogą być również wykorzystane do ponownego podpisania scrackowanego sterownika w celu ominięcia DRM, co może prowadzić do strat finansowych związanych z piractwem oprogramowania. Oprócz tych zagrożeń, uruchamianie niezweryfikowanych sterowników może uszkodzić system, jeśli sterownik nie jest prawidłowo napisany.

Eksperci z Cisco Talos zalecają blokowanie wymienionych certyfikatów, ponieważ złośliwe sterowniki są trudne do wykrycia i są najskuteczniej blokowane na podstawie skrótów plików lub certyfikatów użytych do ich podpisania. Porównanie znacznika czasu podpisu z datą kompilacji sterownika może czasami być skutecznym sposobem wykrywania przypadków fałszowania. Należy jednak pamiętać, że daty kompilacji mogą zostać zmienione, aby dopasować znaczniki czasu podpisu.

Zespół Talos monitoruje problematyczne podpisy sterowników i będzie nadal przyglądać się aktywności cyberprzestępców, aby informować o przyszłych zagrożeniach. Ponadto Cisco na bieżąco zgłasza Microsoft wszelkie ustalenia dotyczące nowych form ataków.

Inflacja w Czechach spada

Inflacja CPI w Czechach spadła po raz pierwszy od stycznia 2022 r. poniżej poziomu 10%. W ujęciu rocznym ceny wzrosły o 9,7% wobec 11,1% w maju. Czerwcowy odczyt jest nieco niższy niż konsensus rynkowy (9,8%). Dezinflacja postępuje. Narodowy Bank Czech utrzymuje główną stopę procentową na poziomie 7% od czerwca 2022 r. W Polsce stopa referencyjna jest niewiele niższa, ale utrzymywana jest od września. W Polsce czerwcowy odczyt wyniósł 11,5%. Wydaje się, że jesteśmy więc na dobrej drodze, żeby do końca roku również i u nas inflacja spadła do wartości jednocyfrowych.

Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski

Jak uzyskać należność po wykreśleniu spółki z rejestru?

Wykreślenie spółki z rejestru powoduje, że nie można już tej spółki pozwać, zaś wszczęte postępowanie sądowe przeciwko wykreślonej spółce powinno zostać umorzone. Bez wątpienia sytuacja wierzycieli pogarsza się w sytuacji, gdy przestaje istnieć ich dłużnik. Jest to naturalna konsekwencja ustania bytu osoby prawnej.

Nie oznacza to jednak, że wierzyciel wykreślonego podmiotu nie będzie miał możliwości dochodzenia swoich praw. Wykreślenie spółki z rejestru przedsiębiorców nie powoduje również wygaśnięcia jej długów, gdyż prowadziłoby to do nieuzasadnionego pokrzywdzenia wierzycieli.
Krąg podmiotów do których wierzyciel może skierować swoje kroki celem zaspokojenia swoich wierzytelności w stosunku do wykreślonej spółki jest zróżnicowany mając na uwadze formę prawną danego podmiotu.

Jeśli chodzi o spółki kapitałowe to samo wykreślenie spółki nie oznacza, że członkowie zarządu i likwidatorzy „mogą spać spokojnie”. Zobowiązania nieistniejącego podmiotu nie wygasają. Zauważyć należy, iż zgodnie z art. 299 kodeksu spółek handlowych Członkowie Zarządu oraz Likwidator ponoszą solidarną odpowiedzialność całym swoim majątkiem za zobowiązania spółki w sytuacji, gdy egzekucja z jej majątku stała się bezskuteczna. Bezskuteczność egzekucji wobec spółki wynika bowiem z faktu oddalenia wniosku o ogłoszenie upadłości, gdyż majątek spółki nie wystarczał na pokrycie kosztów postępowania upadłościowego.

Co więcej zgodnie z wyrokiem Sądu Najwyższego z dnia 13.12.2006 r. sygn. akt II CSK 300/06 wytoczenie powództwa przeciwko członkowi zarządu spółki z o.o. możliwe jest bez uzyskania uprzedniego tytułu egzekucyjnego na spółkę. Sąd Najwyższy wskazał, że w szczególnie uzasadnionych wypadkach dopuszczalne jest odstępstwo od zasady, według której wierzyciel powołujący się na bezskuteczność egzekucji przeciwko spółce z o.o. nie może pozwać członka jej zarządu na podstawie art. 299 § 1 KSH (art. 298 § 1 KH) bez uprzedniego uzyskania tytułu egzekucyjnego przeciwko spółce.

Aby zwolnić się z odpowiedzialności o której mowa powyżej Członek Zarządu lub Likwidator spółki kapitałowej będzie musiał wykazać, iż niezgłoszenie wniosku o ogłoszenie upadłości oraz niewszczęcie postępowania układowego nastąpiło nie z jego winny, albo że wierzyciel nie poniósł szkody.

Likwidator odpowiada za zobowiązania spółki istniejące w czasie gdy pełni funkcję. Likwidator chcąc uwolnić się od odpowiedzialności musi złożyć wniosek o upadłość nawet wtedy gdy obejmie funkcję w spółce która była niewypłacalna a zgłoszony przez niego wniosek o ogłoszenie upadłości spółki zostanie oddalony na tej podstawie, że majątek spółki nie wystarczyłby na zaspokojenie kosztów postępowania upadłościowego lub wystarczyłby jedynie na zaspokojenie tych kosztów.

Ponadto jeśli chodzi o spółkę akcyjną Sąd Najwyższy w swojej uchwale z 11.9.2013 r., III CZP 47/13 wskazał, że 3ykreślenie z rejestru przedsiębiorców Krajowego Rejestru Sądowego spółki akcyjnej będącej dłużnikiem nie wyłącza ochrony jej wierzycieli na podstawie art. 527 i n. KC.

W swoim uzasadnieniu Sąd Najwyższy wskazał, że postępowanie upadłościowe lub likwidacyjne nie daje gwarancji, że wszyscy wierzyciele spółki zostaną ujawnieni, zaś nawet brak zaspokojenia wszystkich wierzycieli nie wyklucza wykreślenia spółki. Pod tymi względami skarga pauliańska bardziej przypomina odpowiedzialność członków zarządu spółki z ograniczoną odpowiedzialnością (art. 299 KSH). W orzecznictwie i piśmiennictwie nie wskazuje się zaś wykreślenia takiej spółki z rejestru jako okoliczności wyłączającej odpowiedzialność .

Z powyższego wynika, że wierzyciel może kierować pozew przeciw kontrahentom dłużnika, jeżeli wiedzieli oni lub przy zachowaniu należytej staranności mogli się dowiedzieć, że dłużnik działał ze świadomością pokrzywdzenia wierzyciela.

Utrata bytu prawnego spółki osobowej nie wpływa de iure na odpowiedzialność, jaką za jej zobowiązania ponoszoną wspólnicy, to jednak de facto może to być istotne W tym przypadku wierzyciel może dochodzić realizacji zobowiązania od wszystkich wspólników łącznie, od każdego z nich z osobna lub od wybranej grupy osób. Wierzyciel decyzję w tym zakresie podejmuje samodzielnie.

Co do zasady zgodnie z art. 83 kodeksu spółek handlowych jeżeli majątek spółki nie wystarcza na spłatę długów, niedobór dzieli się między wspólników stosownie do postanowień umowy spółki. Jeżeli jednak umowa spółki milczy w tym temacie wspólnicy ponoszą odpowiedzialność za długi spółki w taki sposób w jaki – zgodnie z umową spółki – odpowiedzialni byli za jej straty.

Zauważyć należy, że wspólnicy spółki jawnej, którzy podjęli uchwałę o jej rozwiązaniu, są następcami prawnymi tej spółki do czasu zaspokojenia jej wierzycieli tak wskazał Sąd Najwyższy w swoim wyroku z dnia 24 lipca 2009 r., II CSK 134/90.
W spółce komandytowej za zobowiązania spółki bez ograniczeń za spłatę zobowiązań spółki odpowiada komplementariusz natomiast komandytariusz odpowiada w zakresie niepokrytej sumy komandytowej. Niezależnie od powyższego wskazać należy, że sami wspólnicy mogą uzgodnić, który z nich przejmie cały majątek spółki z obowiązkiem spłaty wierzycieli. Spółka komandytowa nie jest osobą prawną, więc można przyjąć, że z chwilą jej wykreślenia z rejestru, gdy zakończono jej byt bez postępowania likwidacyjnego, wszyscy wspólnicy są jej następcami prawnymi.

Nie sposób nie wyobrazić sobie, że po unicestwieniu bytu prawnego spółki ujawni się jej majątek. Zgodnie z art. 25 e ustawy o KRS. w sytuacji, gdy okaże się, że po wykreśleniu spółki ujawni się jej majątek Skarb Państwa nabywa nieodpłatnie z mocy prawa mienie pozostałe po wykreślonym z Rejestru podmiocie, bez względu na przyczynę wykreślenia, którym nie rozporządził przed wykreśleniem właściwy organ, z chwilą wykreślenia z Rejestru. Regulacja ta dotyczy podmiotów wykreślonych zarówno po przeprowadzeniu likwidacji, jak i na skutek innych zdarzeń. Warto jednak pamiętać, że uwzględniając powództwo przeciwko Skarbowi Państwa na podstawie ustawy o Krajowym Rejestrze Sądowym sąd zastrzega pozwanemu prawo powoływania się w toku postępowania egzekucyjnego na ograniczenie odpowiedzialności z nabytego mienia tak stanowi niedawna uchwała Izby Cywilnej SN z 20 kwietnia 2023 r.

Jak zostało wskazane powyżej wykreślenie spółki z rejestru nie powoduje z automatu zamknięcia drogi wierzycielowi do zaspokojenia swoich wierzytelności. Polski system prawny posiada wiele instytucji pozwalających na zaspokojenie swoich wierzytelności w zależności od formy prawnej podmioty wykreślonego kręg osób i podmiotów jest inny.
Autor: r. pr. Szymon Szabat, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

Organ odwoławczy nie może wydać decyzji na niekorzyść podatnika

Naczelnik urzędu skarbowego wydał decyzję, w której uzasadnieniu określił kwotę zobowiązania podatnika. Jednak w sentencji decyzji zobowiązał go do zapłaty kwoty niższej. Organ II instancji uznał, że to oczywisty błąd naczelnika, który można naprawić w decyzji odwoławczej podwyższając kwotę zobowiązania do właściwej wysokości. Takie działanie jest niedopuszczalne, orzekł 8 maja 2023 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie (sygn. akt I SA/Kr 20/23).

Zakaz reformationis in peius

W postępowaniu podatkowym obowiązuje zakaz reformationis in peius, czyli gwarancja procesowa, zgodnie z którą organ odwoławczy nie może wydać decyzji na niekorzyść strony odwołującej się, chyba że zaskarżona decyzja rażąco narusza prawo lub interes publiczny. Celem tej zasady jest niedopuszczanie do sytuacji, w których pomimo poczucia pokrzywdzenia, czy niesłuszności rozstrzygnięcia organu, podatnik powstrzymałby się od wniesienia środka zaskarżenia w obawie, że jego położenie ulegnie pogorszeniu. W wyroku z 8 maja 2023 r. WSA w Krakowie orzekł, że nawet jeśli organ I instancji popełnił błąd w sentencji swojego rozstrzygnięcia poprzez zaniżenie zobowiązania podatnika, organ odwoławczy nie może tego błędu naprawiać podnosząc jego wysokość.

Niewykazane w PIT odsetki od odszkodowania

W 2020 r., po przeprowadzeniu czynności sprawdzających naczelnik urzędu skarbowego wezwał podatnika do udokumentowania źródeł pochodzenia środków w kwocie ponad 1 mln zł, które przekazał synowi w drodze darowizny w 2016 r. Podatnik przedstawił wyroki sądów, na podstawie których uzyskał ponad 2 mln zł odszkodowania od Skarbu Państwa za wywłaszczoną nieruchomość, należącą do jego poprzedniczki prawnej. Naczelnik stwierdził, że podatnik nie wykazał w zeznaniu podatkowym za 2016 r. odsetek od tego odszkodowania, które otrzymał w kwocie 177 tys. zł. Organ wszczął więc postępowanie podatkowe, w wyniku którego określił podatnikowi zobowiązanie w podatku dochodowym od osób fizycznych za 2016 r. w wysokości ponad 36 tys. zł.

Zobowiązanie do zapłaty niższe niż to wynikało z uzasadnienia

W wyniku wniesionego odwołania dyrektor izby administracji skarbowej uchylił decyzję naczelnika, ale tylko po to, by ustalić wysokość spornego zobowiązania w wyższej kwocie, przekraczającej 37 tys. zł. Zdaniem dyrektora, zebrane dowody nie budziły wątpliwości, co do wysokości otrzymanego przez podatnika odszkodowania oraz odsetek. Organ odwoławczy stwierdził jednak, że naczelnik prawidłowo w swojej decyzji obliczył podatek w wysokości 37 393 zł, ale w sentencji swojej decyzji wskazał omyłkowo kwotę do zapłaty – 36 014 zł. Zdaniem dyrektora, organ I instancji dopuścił się tym naruszenia przepisów ustawy o PIT, a zatem wystąpiły przesłanki wyłączające zakaz reforamtionis in peius (decyzja rażąco narusza prawo lub interes publiczny).

Co oznacza „na niekorzyść strony”?

Rozpoznający skargę podatnika Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie wskazał, że przepisy podatkowe nie wyjaśniają pojęcia zakazu wydawania decyzji „na niekorzyść strony”. Jednak wyjaśnia je jednolita linia orzecznicza sądów administracyjnych, stwierdzając, że należy je rozumieć jako zakaz zwiększania przez organ odwoławczy obciążenia podatnika w porównaniu do obciążenia, jakie wynikało z decyzji organu I instancji. Przenosząc to na grunt przedmiotowej sprawy, mimo że wysokość zobowiązania została w decyzji naczelnika urzędu skarbowego określona prawidłowo w kwocie 37 393 zł, to jednak jako kwota do zapłaty zostało wskazane 36 014 zł. Nie ma wątpliwości, że decyzja organu II instancji, zwiększająca obowiązek zapłaty o 1 379 zł jest mniej korzystniejsza dla podatnika od poprzedniej, i pogorsza jego sytuację prawną.

Interes publiczny nie może być utożsamiany z interesem fiskalnym

WSA odniósł się również do drugiej z przesłanek uprawniających do odstępstwa od zakazu reformationis in peius – istnienia zagrożenia dla interesu publicznego. W tej kwestii przywołał wyrok Sądu Najwyższego z 24 czerwca 1993 r., w którym SN orzekł, że pojęcie interesu społecznego nie może być w szczególności identyfikowane z interesem ekonomicznym lub fiskalnym.

Organy nie mogą naprawiać swoich błędów kosztem podatnika

Krakowski sąd uznał, że nawet jeśli organ I instancji dopuścił się naruszenia prawa, które nie było rażące (błąd w ostatecznej wysokości zobowiązania podatkowego), jak również rażące nie było naruszenie interesu publicznego, to organ II instancji nie może naprawiać takich błędów rozstrzygając na niekorzyść odwołującego się podatnika, jeśli jedynym skarżącym tę błędną decyzję jest ten sam podatnik, którego decyzja dotyczy. WSA przywołał stanowisko NSA wyrażone w wyroku z 18 listopada 2014 r., sygn. akt II FSK 2850/12, zgodnie z którym rozbieżność pomiędzy sentencją rozstrzygnięcia a jego uzasadnieniem nie stanowi rażącego naruszenia prawa. Stąd nie jest to przesłanką odstąpienia od zakazu reformationis in peius.

Podsumowanie

Zakaz wydawania przez organ odwoławczy decyzji na niekorzyść odwołującego się stanowi jedną z fundamentalnych zasad procesowych w demokratycznym państwie prawa. Jej celem jest uniknięcie sytuacji, gdy podatnik czując się pokrzywdzony rozstrzygnięciem organu nie zaskarża go z obawy o możliwość pogorszenia swojej sytuacji niekorzystnym rozstrzygnięciem organu, co prawda odwoławczego, ale jednak organu tej samej administracji.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, partner zarządzający Kancelarią Prawną Skarbiec specjalizującą się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Administracja państwowa, usługi dla biznesu oraz transport i logistyka – w tych branżach klienci płacą najpóźniej

Jak wynika z badań przeprowadzonych przez Intrum[1], luka płatnicza w naszym kraju ponownie wzrosła i polscy przedsiębiorcy nie mają powodów do zadowolenia. Klienci płacący po terminie są codziennością dla 8 na 10 biznesów z naszym kraju (79%). Pierwsze miejsce wśród najbardziej nierzetelnych płatników zajmują klienci z sektora publicznego – płacą średnio aż po 69 dniach! Drugie miejsce należy do klientów z sektora usług dla biznesu i wydobywczego (64 dni), a trzecie do płatników z branży TSL, energetyki i usług komunalnych (62 dni). Opóźnione płatności oznaczają dla firm brak płynności finansowej i wymuszają podjęcie konkretnych działań, a odzyskiwanie należności to proces, który jest dla nich kosztowny. Przedsiębiorstwa w Polsce spędzają na nim aż 82 dni w ciągu roku! Co więcej, 6 na 10 ankietowanych firm (62%) jest przekonanych o tym, że w kolejnych miesiącach przybędzie klientów, którzy nie płacą na czas. Jak zatem firmy mogą bronić się przed opóźnionymi płatnościami?

Luka płatnicza 2023: jest lepiej, ale nadal jest źle

Luka płatnicza to różnica między terminami płatności oferowanymi przez firmy, a czasem, w którym ich klienci realnie dokonują zapłaty. Jak pokazuje raport Intrum ”European Payment Report 2023”, w stosunku od zeszłego roku luka płatnicza zmniejszyła się w sektorze publicznym z 22 do 17 dni, ale klienci płacą średnio o 69 dniach! W sektorze B2B wynosi 15 dni i wzrosła z 11 dni odnotowanych w 2022. Najbardziej rzetelnymi płatnikami są klienci z sektora B2C – w tym przypadku luka płatnicza wynosi „tylko” 10 dni i w stosunku do 2022 r. wzrosła o 1 dzień.

Mogłoby się wydawać, że w większej perspektywie 10 dni opóźnienia czy nawet dwa tygodnie to nie jest problem. To jednak nieprawda. Problemem dla polskich przedsiębiorców jest to, że luka płatnicza w ogóle istnieje. Kilka niezapłaconych faktur czy klienci spóźniający się za zapłatą o kilka dni dla większej firmy może nie przynosić żadnych trudności, ale dla biznesów z sektora MŚP już tak. Chodzi o bardzo dużą grupę mniejszych firm funkcjonujących „od zlecenia do zlecenia” lub po prostu nieposiadających wolnego kapitału. Dla nich każdy klient płacący po terminie jest krokiem przybliżającym je do utraty płynności finansowej. Do tego nie zapominajmy o tym, że przedsiębiorstwa także dotknęła inflacja. Wzrosły koszty prowadzenia biznesu i zatrudnienia pracowników. Dlatego firmy nie mogą pozwolić sobie na dodatkowy cios w postaci opóźnionych płatności – komentuje Tomasz Bala, ekspert Intrum.

Jak wygląda problem luki płatniczej i opóźnionych płatności w branży TSL, która znalazła się w niechlubnej trójce tych sektorów, w których klienci płacą najpóźniej?

– Niestety opóźnienia w dokonywaniu płatności w branży transportowej są obecne od wielu lat. Czasami sytuacje te kończą się niepowodzeniami, bez szans na odzyskanie swoich należności. Warto zaznaczyć, że choć terminy płatności w branży TSL są długie (często 45-60 dni), to i tak niekiedy nie wystarczają i niejednokrotnie są one dodatkowo wydłużane przez kontrahentów. Ma to szczególnie miejsce przy spotowych przewozach pochodzących z giełdy, gdy przedsiębiorcy transportowi wchodzą we współpracę z firmą po raz pierwszy. Podsumowując, codziennym wyzwaniem dla przewoźników ze średnią lub słabą płynnością finansową jest maksymalne przesuwanie terminów płatności swoich zobowiązań do momentu, gdy otrzymają oni zastrzyk gotówki na konto za wykonane zlecenia, czasami nawet kosztem dodatkowych odsetek – komentuje Tomasz Czyż, Inelo, Grupa Eurowag.  

A jak zaznacza Szymon Hyrnik, Inelo, Grupa Eurowag, opóźnienia płatności w branży transportowej można porównać do efektu domina. – Firmy transportowe, otrzymujące swoje wynagrodzenie z dużym opóźnieniem, same wstrzymują się z płaceniem bieżących zobowiązań, a w konsekwencji zwracają się o pomoc o dofinansowanie do zewnętrznych podmiotów.

Kosztowe konsekwencje opóźnionych płatności

Problem z klientami niepłacącymi na czas, na który skarży się 8 na 10 firm w Polsce (79%) – a 66% przyznaje, że obecnie bardziej niż kiedykolwiek wcześniej jest zaniepokojonych zdolnością swoich klientów do płacenia w terminie – wiąże się dla przedsiębiorstw z zachwianiem czy wręcz brakiem płynności finansowej. Ale co to właściwie oznacza w praktyce?

Hasło „brak płynności finansowej” brzmi ogólnie, a nawet nieco enigmatycznie, a tu chodzi w praktyce o bardzo konkretne kwestie. Problem z płynnością finansową oznacza, że firmie brakuje środków na bieżącą działalność. Nie tylko ma zablokowaną możliwość rozwoju, zatrudniania nowych pracowników, ale sama staje się dłużnikiem, bo brakuje jej środków na płacenie swoim dostawcom. Już teraz 36% przedsiębiorców przyznaje, że obecnie zdecydowanie częściej niż to miało miejsce w ubiegłych latach prosi dostawców o wydłużenie terminów płatności – wyjaśnia Tomasz Bala, ekspert Intrum.

Tę uwagę potwierdzają dane Intrum. Zdaniem ankietowanych firm najpoważniejsze konsekwencje opóźnionych płatności to: zahamowanie wzrostu przedsiębiorstwa (34%), ponoszenie dodatkowych kosztów związanych z prowa-dzeniem przedsiębiorstwa (30%), utrata stałych dochodów, konieczność zwalniania pracowników i niezatrudnianie nowych (25% i 24%). Lista tych problemów jest znacznie dłuższa i zazwyczaj jest tak, że przedsiębiorstwo, które ma problem z niewypłacalnymi klientami, rzadko cierpi tylko na jeden czy dwa problemy wymienione na liście.

Przedsiębiorcy zostali również zapytani o to, w jaki sposób zmieniłaby się sytuacja ich biznesów, gdyby mogli liczyć na szybsze płatności od klientów. 7 na 10 (69%) odpowiedziało, że dzięki temu mogliby szybciej płacić swoim dostaw-com. 66% zdeklarowało, że terminowe płatności pozwoliłyby na rozszerzenie gamy oferowanych produktów i usług oraz na większe skupienie się na zrównoważonym rozwój. Na liście nalazło się również zatrudnienie nowej grupy pracowników i inwestycje w nowe technologie.

Jak ograniczyć ryzyko zatorów płatniczych?

Jak zatem chronić się przed opóźnionymi płatnościami? Jak zaznacza Tomasz Bala, ekspert Intrum: – Najlepszym rozwiązaniem byłoby wdrożenie podejścia „lepiej zapobiegać niż leczyć”. Oczywiście, nie zawsze jest to możliwe, ale jednak są narzędzia, które mogą wdrożyć firmy, nawet te mniejsze, by zminimalizować wpływ zaległych płatności od klientów na swoją działalność.

Wśród firm pytanych przez Intrum na pierwszym miejscu jest wymaganie od klientów przedpłaty (46%), na drugim: sprawdzanie ich wiarygodności kredytowej (32%), a na kolejnych: korzystanie z ubezpieczeń i gwarancji bankowych (25% i 18%). 42% przedsiębiorstw w naszym kraju korzysta również z możliwości, jakie daje unijna dyrektywa dot. opóźnionych płatności – z prawa do naliczania odsetek i kosztów dot. odzyskiwania należności.

Jak przyznaje Tomasz Czyż, Inelo, Grupa Eurowag, są różne sposoby na weryfikację kontrahentów w branży transportowej i tym samym na uniknięcie opóźnionych płatności. – Bardzo dużo zależy od doświadczenia danego przewoźnika czy spedytora. Jedną z najłatwiejszych metod jest sprawdzenia zleceniodawcy pod kątem otrzymanych ocen na giełdzie, gdzie od razu widać, jakim płatnikiem jest dana firma. Należy jednak do tego sposobu podejść z pewnym dystansem, ponieważ możemy trafić na moment, kiedy firma boryka się już z problemami finansowymi, a jej oceny jeszcze tego nie odzwierciedlają. Co więcej, istnieje wiele darmowych i płatnych rejestrów, za pomocą których możemy zweryfikować kontrahenta pod względem jego zadłużeń lub można zerknąć na opinie o danym zlecenio-dawcy w wyszukiwarce internetowej lub w innych ogólnodostępnych portalach. Ogromnym wsparciem dla przewo-źnika będą również systemy do zarządzania transportem klasy TMS, która pozwalają na sprawdzenie przyszłego kontrahenta jako płatnika VAT np. w bazie VIES, czyli systemie wymiany informacji o VAT na terenie UE lub nałożyć limit kredytowy na konkretnych zleceniodawców lub zablokować tych, którzy zalegają z płatnościami.

Poprawa zarządzania opóźnionymi płatnościami jest również w TOP 3 strategicznych inicjatyw firm na rok 2023 (73%). W ramach tej deklaracji przedsiębiorcy zamierzają podejmować szereg konkretnych działań. Najważniejsze z nich to koncentracja na wczesnych zaległościach (74%) i współpraca z firmami windykacyjnymi (30%)

Raport  ”European Payment Report 2023” dostępny na stronie Intrum: https://www.intrum.pl/partner-biznesowy/raporty-i-analizy/raporty/european-payment-report-2023/

[1] Intrum, European Payment Report 2023, maj 2023. Wszystkie dane w materiale pochodzą z tego opracowania.

Bioceltix SA bliski sukcesu w badaniu klinicznym produktu na zmiany zwyrodnieniowe stawów u psów

Bioceltix to wrocławska spółka biotechnologiczna o profilu weterynaryjnym notowana na GPW, rozwijająca trzy flagowe produkty lecznicze – na zmiany zwyrodnieniowe stawów i atopowe zapalenie skóry (AZS) u psów oraz jeden przeznaczony dla koni cierpiących na zapalenie stawów. Spółka poinformowała właśnie o wstępnych wynikach badania klinicznego produktu przeznaczonego do leczenia zmian zwyrodnieniowych stawów u psów.

Otrzymaliśmy bardzo dobre wyniki wstępne z badania klinicznego na zwyrodnienie stawów u psów. Przewyższają one nasze oczekiwania zbudowane przy projektowaniu tego badania klinicznego, są również lepsze niż referencyjne dane literaturowe, którymi się wówczas posługiwaliśmy. Bardzo dobrze wypada także ich porównanie z wynikami badań klinicznych dla innych weterynaryjnych produktów leczniczych, które są już dopuszczone do obrotu – mówi dr inż. Paweł Wielgus, członek zarządu Bioceltix.

W badaniu klinicznym wzięło udział łącznie 110 psów, z czego 73 psy otrzymały badany weterynaryjny produkt leczniczy (grupa badana), a 37 psów otrzymało sól fizjologiczną jako placebo (grupa kontrolna). Na podstawie otrzymanych wyników wstępnych stwierdzono, że około 63% psów w grupie badanej osiągnęło podstawowe kryterium skuteczności przyjęte w protokole badania klinicznego (tzw. primary endpoint). W grupie, która otrzymała placebo, ten sam wskaźnik sukcesu osiągnęło około 30% pacjentów. Skuteczność weryfikowana była w 28. dniu po podaniu badanego produktu lub placebo.

Uzyskane wyniki będziemy mogli szczegółowo omówić dopiero po weryfikacji danych, jednak już teraz można zwrócić uwagę na kilka istotnych szczegółów. Po pierwsze i najważniejsze, wartość 63% wcale nie oznacza, że u blisko dwóch trzecich pacjentów lek zadziałał, a u pozostałych nie. Liczba ta oznacza tylko i aż tyle, że blisko dwie trzecie pacjentów osiągnęło tak zwany primary endpoint, czyli zakładany, ściśle zdefiniowany efekt terapeutyczny w konkretnym punkcie czasowym. Absolutnie nie oznacza to, że u pozostałych pacjentów lek w ogóle nie zadziałał, mogło dochodzić bowiem do przesunięcia efektu terapeutycznego w czasie lub efekt ten był po prostu nieco słabszy. Druga kwestia, na którą warto zwrócić uwagę jest natomiast taka, że wskaźnik skuteczności w grupie placebo na poziomie 30%, choć może się wydawać wysoki, nie jest dla nas żadnym zaskoczeniem. Spodziewaliśmy się takiej wartości. Wysoka skuteczność placebo w weterynaryjnych badaniach klinicznych jest znanym zjawiskiem i ma swoje uzasadnienie – wyjaśnia Paweł Wielgus.

Spółka podkreśla, że wyniki te mają charakter wstępny – obliczenia przeprowadzone zostały na podstawie danych niezweryfikowanych. Ich weryfikacja, która jest aktualnie prowadzona, polega na wyeliminowaniu ewentualnych błędów ludzkich przy gromadzeniu danych surowych oraz ich późniejszym wprowadzaniu do bazy danych. Spółka podaje, że proces weryfikacji danych zajmie jeszcze około 3 tygodni, a sam raport końcowy z badania klinicznego powinien być gotowy już we wrześniu.

Fakt, że pracujemy na danych niezweryfikowanych, co do zasady nie pozwala nam niestety stwierdzić, że to badanie zakończyło się sukcesem. Uważam jednak, i jest to opinia poparta konkretnymi argumentami, że jest niezwykle mało prawdopodobne, aby jakość tych wyników miała się pogorszyć po weryfikacji danych. Owszem, mogą nastąpić jakieś przesunięcia, ale ogólne wnioski płynące z tego badania pozostaną w mojej ocenie takie same – wyjaśnia Paweł Wielgus.

Spółka przypomina przy tym, że dobre wyniki z badań klinicznych nie przekładają się automatycznie na rejestrację leku. Dopuszczenie leku do obrotu zależy od wielu czynników, m.in. od relacji korzyści ze stosowania do ewentualnych ryzyk związanych głównie z bezpieczeństwem leku.

Co do zasady same wyniki z badania klinicznego nie przesądzają o rejestracji leku, nawet jeśli są bardzo dobre. Regulator rynku analizuje bilans korzyści i ewentualnych ryzyk. W naszym przypadku na podstawie wstępnych wyników badania klinicznego sytuacja wygląda korzystnie, bo mamy bardzo dobre wyniki związane ze skutecznością leku przy wysokim profilu bezpieczeństwa, który wykazaliśmy już we wcześniejszych badaniach – wyjaśnia Paweł Wielgus.

Jakie kroki Bioceltix zamierza podjąć w najbliższym czasie?

­– Czekamy na weryfikację danych i obliczeń, a następnie na raport końcowy z badania klinicznego. Równolegle przygotowujemy pozostałe elementy dossier rejestracyjnego. Pracujemy w dobrym tempie, wszystko jest na swoim miejscu. Mamy pełną kontrolę nad procesem. Jestem bardzo zadowolony. Również z tego, że będą to kolejne ciekawe i ważne dane obok wyników pilotażu klinicznego w atopowym zapaleniu skóry, które będziemy mogli pokazać naszym potencjalnym partnerom. Planujemy również kolejny webinar naukowy dla naszych akcjonariuszy, gdyż poprzedni cieszył się dużym zainteresowaniem, a więc widać, że takie spotkania są potrzebne – podsumowuje Paweł Wielgus.

Dzienne tempo sprzedaży mieszkań wyższe niż w 2021 r.

Dzienna sprzedaż jak w czasach najlepszej koniunktury, zainteresowanie kupujących, o jakim deweloperzy nie marzyli jeszcze pół roku temu, kurcząca się oferta i szansa dla rynku wtórnego. Pierwsze efekty wejścia w życie programu Pierwsze Mieszkanie ocenia ekspertka Otodom, Katarzyna Kuniewicz.

Informacja, że banki, które przystąpiły do rządowego programu Pierwsze Mieszkanie przeżywają oblężenie uświadomiła obserwatorom rynku mieszkaniowego moc jaką ma program finansowo wspierający popyt na rynku mieszkaniowym. Czy jest to tylko impuls, jak duża jest grupa nabywców spełniającego warunki uzyskania BK2%, a w efekcie jak długo na rynku pierwotnym będzie trwała ta „gorączka” – czas pokaże.

Możemy śmiało powiedzieć, że siła „pierwszego uderzenia” programu w rynek mieszkaniowy jest imponująca. Już dziś – w połowie miesiąca – liczba mieszkań deweloperskich sprzedanych w 7 największych miastach zbliża się do poziomu jaki jeszcze w końcówce roku wypracowywano w ciągu całego miesiąca. Bieżący monitoring rynku mieszkaniowego, który prowadzimy na potrzeby Otodom Analytics wskazuje, że „przeciętna dzienna sprzeda”’ w lipcu sięga poziomów jakich nie widzieliśmy nawet w wyjątkowym pod wieloma względami 2021 roku – komentuje Katarzyna Kuniewicz, ekspertka Otodom Analytics.

Rekordowe tempo sprzedaży idzie w parze z równie spektakularną – w przeliczeniu na dni pracy biur sprzedaży – skalą rezerwacji mieszkań. To może wskazywać, że dobry wynik sprzedaży odnotujemy nie tylko w lipcu, ale również w sierpniu.

sprzedaż mieszkań

Czy nowy PCC namiesza?

Pierwszym poważnym testem dla sprzedaży na rynku pierwotnym będzie zapewne zniesienie PCC (podatek od czynności cywilnoprawnych) od transakcji zakupu pierwszego mieszkania. To kolejne – już symboliczne –  2%. Tyle musieli do tej pory do wartości transakcji doliczyć i tyle mniej będą mogli w budżecie na zakup mieszkania lub domu uwzględnić nabywcy na rynku wtórnym. W tym kontekście nie tylko ci, którzy zamierzają finansować zakup kredytem ze wsparciem rządowym, ale też ci, którzy do programu się nie kwalifikują, mogą  być bardziej skłonni do zakupów mieszkań z drugiej ręki – komentuje Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka działu badań Otodom Analytics.

Ponieważ – jak wskazują dane Otodom – ceny porównywalnych mieszkań oferowanych na rynku pierwotnym i wtórnym nie różnią się istotnie, a do nabycia tych pierwszych należy doliczyć jeszcze wykończenie mieszkania (2-3 tys. zł/m2), wejście w życie zmian w zakresie PCC może przekierować zainteresowanie nabywców na mieszkania od z rynku wtórnego.ceny mieszkan

Ustawa znosząca ten podatek czeka na podpis Prezydenta RP. Ale zwolnienie z podatku kupujących po raz pierwszy nie będzie jedynym jej skutkiem. Ten sam akt prawny nakłada 6% PCC  na osoby fizyczne lub podmioty gospodarcze, które kupią w jednej inwestycji (a dokładniej “na jednej nieruchomości gruntowej”[1]) ponad pięć lokali. Podatek trzeba będzie zapłacić od szóstego i każdego kolejnego lokalu, nawet jeśli ich nabycie będzie obejmowało kilka transakcji.

W założeniu zapis ten ma wyeliminować spekulacyjne zakupy mieszkań. W praktyce oznacza dla inwestorów grających na zwyżkę cen więcej małych transakcji – komentuje Katarzyna Kuniewicz, ekspertka Otodom Analytics.

Można zatem powiedzieć, że przed firmami deweloperskimi bardzo pracowite wakacje.

[1] Projekt  USTAWY z dnia 26 maja 2023 r. o zmianie ustawy o samorządzie gminnym, ustawy o społecznych formach rozwoju mieszkalnictwa, ustawy o gospodarce nieruchomościami, ustawy o podatku od czynności cywilnoprawnych oraz niektórych innych ustaw, Dział VIA, Art 4, pkt 3.

Kto na posła? Sejm pełen profesji i starszych pokoleń

Prawnik, ekonomista, parlamentarzysta, nauczyciel, wykładowca akademicki, politolog to profesje najczęściej wpisywane przez posłów obecnej kadencji sejmu w rubryce zawód, wynika z analizy Grupy Progres. Lista jest długa i obejmuje ponad 60 różnych stanowisk. W sejmie można spotkać też lekarzy, dziennikarzy, aktorów czy trenera sportowego.

  • Chętnych do startu w wyborach parlamentarnych nie brakuje – ostatnio o 1 miejsce w sejmie walczyło 11 osób.
  • Dla wielu wybranych posłów to zajęcie, w którym do tej pory nie mieli żadnego doświadczenia lub mieli niewielkie – 31 proc. zasiadających obecnie w sejmie nie robiło tego wcześniej, tyle samo (31 proc.) ma na swoim koncie jedną kadencję.
  • Wcześniej debiutantów również nie brakowało – w 2015-2018 stanowili oni aż 44 proc. wszystkich zasiadających w sejmowych ławach, a w kadencji 2011 – 2015 – 30 proc. nie miało żadnego doświadczenia w byciu posłem. Obecnie jedynie 6 proc. spędziło na Wiejskiej od 5 do nawet 8 kadencji.
  • Analizy sejmowych statystyk przeprowadzone przez Grupę Progres pokazują też, że do sejmu wybierane są starsze pokolenia – aż 171 obecnych posłów (37 proc.) jest w wieku 60+. Żaden poseł nie ma mniej niż 30 lat. To jeden z gorszych wyników w ciągu ostatnich 12 lat.
  • Nie brakuje też przedstawicieli różnych profesji – jest ich ponad 60.

Chętnych do startu w wyborach parlamentarnych nie brakuje – ostatnio o 1 miejsce w sejmie walczyło 11 osób. Jak podaje PKW, w wyborach – przeprowadzonych 13 października 2019 r. – Polacy głosowali na listy obejmujące 5 111 kandydatów zgłoszonych przez 18 komitetów wyborczych (o miejsca w senacie ubiegało się wtedy 278 osób zgłoszonych przez 61 komitetów wyborczych). Na liście kandydatów do sejmu VIII kadencji (2015 r.) znalazło się 7 858 osób, a w wyborach przeprowadzonych 9 października 2011 (VII kadencja) było ich 7 035 – o jedno miejsce w sejmie walczyło 15 Polaków.

Szczęśliwcy, którzy otrzymali najwięcej głosów, trafili na Wiejską. Dla wielu z nich to zajęcie, w którym do tej pory nie mieli żadnego doświadczenia lub mieli niewielkie – 31 proc. posłów zasiadających obecnie w sejmie nie robiło tego wcześniej, tyle samo (31 proc.) ma na swoim koncie jedną kadencję. Wcześniej debiutantów również nie brakowało – w 2015-2018 stanowili oni aż 44 proc. wszystkich zasiadających w sejmowych ławach, a w kadencji 2011 – 2015 – 30 proc. nie miało żadnego doświadczenia w byciu posłem. Obecnie, co piąty poseł pełni tę funkcję przez 8-12 lat (2-3 kadencje), 4 sejmowe kadencje ma na swoim koncie 12 proc. polityków, a jedynie 6 proc. spędziło na Wiejskiej od 5 do nawet 8 kadencji.

Bycie posłem z HR-owego punktu widzenia może być atrakcyjne dla osób, które nie mają doświadczenia w tego typu zajęciach, jednak dla wielu nie jest to profesja na całe lata. Wystarczy przegrać wybory i nasza polityczna kariera bardzo szybko dobiegnie końca. Statystyki sejmowe nie zostawiają złudzeń – przez ostatnich 12 lat średnio 13 proc. zasiadających w sejmie miało doświadczenie 4 lub większej liczby kadencji. Było ich 3 razy mniej niż osób dopiero rozpoczynających swoją przygodę w tej roli. To oznacza, że jeśli myślimy o długofalowym uprawianiu polityki, to sejm nie dla wszystkich może okazać się wieloletnim miejscem pracy – mówi Magda Dąbrowska, wiceprezes Grupy Progres.

Analizy sejmowych statystyk przeprowadzone przez Grupę Progres pokazują też, że do sejmu wybierane są starsze pokolenia – aż 171 obecnych posłów (37 proc.) jest w wieku 60+. Wzrost tej grupy jest widoczny – w latach 2011-2015 w sejmie stanowiła ona jedynie 14 proc. (66 posłów), a między 2015 a 2019 – 21 proc. (97 posłów). Magda Dąbrowska zauważa, że parlament jest odwrotnością sytuacji na rynku pracy, gdzie osoby w wieku emerytalnym lub przedemerytalnym myślą raczej o odpoczynku niż aktywności zawodowej. I dodaje, że niestety brakuje tu różnorodności pokoleniowej, mimo że rozpiętość wiekowa jest spora. Najmłodszy poseł ma 30 lat, a najstarsza posłanka 82 lata. Niestety ludzi młodych w sejmie brakuje szczególnie, bo obecnie tylko żaden poseł nie ma mniej niż 30 lat. To jeden z gorszych wyników w ciągu ostatnich 12 lat – w czasie VIII kadencji w sejmie było 17 posłów poniżej 30 r. ż. a między 2011 a 2015 (VII kadencja) – 10.

Starsi mają liczniejszą reprezentację. Obecnie 57 zasiadających na Wiejskiej to ludzie między 30 a 39 r.ż. Pozostali mają od 40 do 49 lat (120 osób) i od 50 do 59 lat (112 posłów).

Politycznej kariery we władzach ustawodawczych nie robi też zbyt wiele kobiet, w sejmie jest ich jedynie 131 (28 proc.), mężczyzn jest 329. Chociaż w statystykach widać lekki wzrost – w kadencji, która rozpoczęła się w 2011 r. w ławach poselskich zasiadło 110 pań.

Nie brakuje też przedstawicieli różnych profesji – jest ich ponad 60, część z nich ma liczną reprezentację. W rubryce zawód najczęściej pojawia się słowo parlamentarzysta – 81 posłów, ponad 44 wpisało: prawnik, nieco mniej – 40 osób to ekonomiści, nauczyciele lub wykładowcy akademiccy to grono przeszło 30 posłów. Mamy też w sejmie niemal 30 politologów, ponad 30 urzędników różnych szczebli, niemal 20 przedsiębiorców, po kilkunastu lekarzy, historyków i dziennikarzy. Wśród posłów są także pojedyncze profesje tj. aktor, muzyk, reżyser, archeolog, chemik, farmaceuta, filozof, leśnik logik, notariusz, metalurg, producent filmowy, programista, reżyser, teolog, trener sportowy czy weterynarz.

– Jeśli chodzi o przekrój zawodowy, to lista jest naprawdę długa i dobrze, bo taka różnorodność daje szerszą perspektywę. Uważam jednak, że niektóre profesje powinny być reprezentowane w nieco większym zakresie. Z gospodarczego punktu widzenia dobrze byłoby, gdyby w sejmie było np. więcej przedsiębiorców, którzy na bieżąco pracowaliby nad rozwiązaniami wspierającymi rozwój biznesu i rynku pracy w naszym kraju. Być może dla tych niezdecydowanych zachętą byłby nie tylko wpływ na ustawodawstwo w naszym kraju i możliwość dostosowania prawa do aktualnych potrzeb, ale też dodatkowy zarobek, o który w biznesie nie zawsze jest łatwo – mówi Magda Dąbrowska.

Po ostatniej podwyżce posłowie otrzymują uposażenie w wysokości 12.826,64 zł i dietę – 4.008,33 zł, czyli w sumie 16,8 tys. zł. Te liczby mogą być wyższe, bo należy doliczyć do nich również różnego rodzaju dodatki do uposażenia, a te pozwalają zwiększyć dochody posłów o ok. 19 proc.

Kantar: Aż 94% kupujących online wybiera PaczkomatR InPost

Wg badań Kantar aż 94% kupujących online jako formę dostawy wybiera Paczkomat® InPost[1], a aż 82% sprzedających online wybiera Paczkomat® jako formę wysyłki. Ponadto aż 82% polskich internautów uważa, że Paczkomat® InPost to najbardziej ekologiczna forma dostaw. Badani uważają, że InPost wykorzystuje nowe technologie (81%), dostarcza przesyłki na czas (82%), na InPost można polegać (77%) oraz że lubią markę InPost (78%).

– Ocena użytkowników jest dla nas najważniejszym miernikiem sukcesu. Tak wysoki wynik pokazuje, że skutecznie odpowiadamy na potrzeby i oczekiwania klientów na stale zmieniającym się rynku. Szczególną uwagę przykładamy do ekologii i ochrony środowiska – co jak widać jest doceniane przez Polaków. Paczkomat® InPost to najbardziej ekologiczna opcja dostaw, która znacząco ogranicza emisję CO2 i buduje proekologiczne postawy. InPost bardzo dużo inwestuje także w nowoczesne, proekologiczne rozwiązania – jak elektryczna flota, zasilanie słoneczne czy antysmogowa kostka. Wyznaczamy nowe trendy na rynku, a konsumenci to dostrzegają i doceniają – powiedział Rafał Brzoska, założyciel i prezes zarządu InPost.

Badania konsumenckie potwierdzają także, że InPost jest najlepiej rozpoznawaną marką wśród internautów w Polsce. Znajomość wspomagana marki InPost wynosi aż 97%, a znajomość spontaniczna 83%[2].

[1] ŹRÓDŁO: Badanie Kantar, Maj 2023

[2] ŹRÓDŁO: Badanie Kantar, Maj 2023

62 proc. specjalistów regularnie wykorzystuje swoje dni urlopowe

Osoby, które nie mają takiego nawyku, najczęściej powołują się na zbyt duży nakład pracy.

Regularne urlopy, odpoczynek i możliwość pełnej koncentracji na bliskich lub swoich pasjach stanowią jeden z kluczowych elementów wspierających wysoką efektywność i satysfakcję zawodową pracowników. Jak wynika z najnowszego badania Hays Poland, 62 proc. specjalistów deklaruje, że regularnie wykorzystuje swoje dni urlopowe. Chociaż odsetek ten nie jest mały, to nadal odległy od ideału. Profesjonalistów przed korzystaniem z urlopów powstrzymują m.in. wysoki nakład pracy i trudności z wyznaczeniem zastępstwa w firmie.

Efektywność w pracy i satysfakcja z kariery w dużej mierze uzależnione są od możliwości osiągnięcia równowagi pomiędzy życiem zawodowym a prywatnym. Do tego niezbędny jest jednak jakościowy i regularny odpoczynek, idący w parze z możliwością odłączenia się od spraw zawodowych. Jeszcze do niedawna ta ostatnia kwestia była najtrudniejsza, ze względu na pandemię i powszechną pracę zdalną. Wielu profesjonalistów zatraciło się wówczas w obowiązkach służbowych i nierzadko pełniło je w nadgodzinach lub naprzemiennie z zobowiązaniami prywatnymi.

Najnowsze badanie Hays Poland, przeprowadzone na przełomie czerwca i lipca 2023 r. wśród ponad 1100 specjalistów i menedżerów pokazuje jednak, że po kilku latach praktykowania pracy elastycznej, zdecydowana większość z nich zdaje sobie sprawę z ogromnej roli work-life balance i wypoczynku. Regularne korzystanie z przysługujących dni urlopowych zadeklarowało 62 proc. respondentów i respondentek.

Zdrowa równowaga

Okres wakacyjny jest czasem, w którym najłatwiej jest zauważyć różne podejście pracowników do urlopów. Część z nich skrupulatnie korzysta z dni wolnych, podczas gdy pozostali podchodzą do tej kwestii bardziej powściągliwie. Dlaczego? Niektórzy z pewnością mają inne preferencje, planując wyjazd w innym sezonie lub oszczędzając dni urlopowe, aby zniknąć z firmy na kilka tygodni. Jest jednak również grupa osób, dla których odłączenie od spraw zawodowych wiąże się z obawami lub dyskomfortem.

Jak zauważa Aleksandra Tyszkiewicz, Executive Director CEE w Hays Poland, pomimo różnych sytuacji zawodowych, w jakich znajdują się pracownicy, nikt nie powinien mieć poczucia winy w związku z urlopem. Odpoczynek jest bowiem czymś, co niesie za sobą korzyści zarówno dla profesjonalistów, jak i zatrudniających ich firm.

– Równowaga pomiędzy życiem prywatnym a zawodowym jest kluczowym elementem pozwalającym zachować dobrostan psychiczny i satysfakcję zawodową. Korzystanie z dni urlopowych pozwala odzyskać energię i zwiększyć ogólną produktywność oraz koncentrację. Osoby wypoczęte, posiadające więcej przestrzeni na regenerację, podejmują lepsze decyzje biznesowe oraz wykazują się większą innowacyjnością. Stają się również bardziej zaangażowane – zarówno w indywidualne projekty, jak i pracę zespołową – zauważa Aleksandra Tyszkiewicz z Hays Poland.

Dni wolne na odpoczynek i czas spędzany z bliskimi

Zdecydowana większość respondentów i respondentek badania Hays wykorzystuje dni wolne na odpoczynek, a także spędzanie czasu z bliskimi czy realizację hobby. Co czwarta osoba jako motywator wskazała fakt, iż przerwy od pracy obniżają poziom stresu. Regularny wypoczynek zdaniem pracowników pozwala zatem na regenerację sił i ograniczenie odczuwanego napięcia, jednocześnie umożliwiając poświęcenie pełnej uwagi sprawom, na które w tygodniu pracy może zwyczajnie brakować czasu, np. rodzinie, bliskim i pasjom.

Dlaczego regularnie wykorzystujesz przysługujące Ci dni urlopowe?

Mogę odpocząć, zregenerować się 74%
Mogę spędzić więcej czasu z bliskimi 54%
Mam więcej czasu na realizację pasji 40%
Doświadczam wtedy mniej stresu 26%
Zachęca mnie do tego menedżer/ firma 9%

Źródło: badanie Hays Poland, czerwiec-lipiec 2023
Procenty nie sumują się do 100, ponieważ możliwe było zaznaczenie więcej niż jednej odpowiedzi

Choć odpowiedzi pracowników są pozytywną informacją, ponieważ wskazują na wewnętrzną motywację do brania urlopu, to pole do poprawy pokazuje niski odsetek osób, które są do tego zachęcane przez przełożonego/ przełożoną lub kulturę organizacyjną firmy. Menedżerowie powinni  aktywnie promować wśród swoich podwładnych zdrową równowagę pomiędzy życiem prywatnym i zawodowym – m.in. poprzez regularne korzystanie z urlopów. Taka postawa nie tylko buduje w zespole dobre nawyki, ale przede wszystkim zwiększa produktywność, satysfakcję z pracy oraz retencję pracowników. Długoterminowe korzyści z takiego podejścia są zatem nieocenione.

– Pełne wykorzystanie potencjału pracowników możliwe jest tylko wtedy, gdy zachowują work-life balance i mogą zminimalizować swój poziom stresu w dniach wolnych od pracy. Jednak aby taka przerwa przynosiła realne korzyści, niezbędne jest całkowite odcięcie się od obowiązków zawodowych i świadomość, że postawienie jasnej granicy pomiędzy czasem pracy a czasem wolnym jest słuszne i w pełni uzasadnione  – dodaje Aleksandra Tyszkiewicz.

Urlop? Okazjonalnie

O tym, jak dużą rolę w nawykach urlopowych pracowników mogą odgrywać postawa przełożonego/ przełożonej oraz kultura organizacyjna firmy świadczą również wyniki badania Hays. Respondentki i respondenci, którzy nie wykorzystują dostępnych dni urlopowych, najczęściej argumentują to zbyt dużym nakładem pracy (53 proc.). Wiele osób powołuje się również na trudności ze znalezieniem zastępstwa w firmie (31 proc.) oraz fakt, że nie są zachęcani przez firmę do brania urlopów (17 proc.). Oznacza to, że wiele specjalistek i specjalistów nie bierze urlopu nie dlatego, że takie są ich preferencje, lecz ze względu na funkcjonowanie w środowisku, które nie wspiera wypoczynku pracowników.

W grupie osób, które nie wykorzystują przysługującego urlopu, zaledwie 31 proc. jako powód takiej sytuacji podaje rzadko odczuwaną potrzebę wzięcia wolnego. Może to wynikać z kilku czynników np. większej elastyczności czasu lub miejsca pracy zagwarantowanej przez pracodawcę, która sama w sobie pozwala na zachowanie work-life balance.

Dlaczego nie wykorzystujesz przysługujących Ci dni urlopowych?

Mam za dużo pracy 53%
Rzadko odczuwam potrzebę wzięcia urlopu 31%
W firmie nie ma osoby na moje zastępstwo 31%
Nie zachęca mnie do tego menedżer/firma 17%
Boję się, że wpłynie to negatywnie na moje wyniki 16%

Źródło: badanie Hays Poland, czerwiec-lipiec 2023 r. Procenty nie sumują się do 100, ponieważ możliwe było zaznaczenie więcej niż jednej odpowiedzi

Wakacje w 2023 roku

Badanie Hays wykazało, że urlop w tym roku zaplanowało 71 proc. specjalistów i specjalistek, a 8 proc. wakacje ma już za sobą. Kolejne 8 proc. nie potrafiło udzielić jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Z kolei 12 proc. respondentów i respondentek w tym roku nie odbyło i nie zaplanowało żadnych wakacyjnych wyjazdów.

Znaczne rozbieżności w zakresie planowanych wyjazdów występują pomiędzy osobami, które deklarują regularne wykorzystywanie dni urlopowych oraz tymi, które tego nie robią. Ci, którzy cyklicznie korzystają z dni wolnych, w zdecydowanej większości mają już konkretne plany wakacyjne (47 proc.). Natomiast co trzecia osoba, która nie odpoczywa regularnie, w tym roku także nie zamierza wyjeżdżać. Na wakacje wybiera się zaledwie 27 proc. z nich.

Brak nawyku odpoczywania od pracy jest ryzykowny zarówno dla pracowników, jak i dla firmy. Każdy potrzebuje bowiem odrobiny wyciszenia i odseparowania od spraw zawodowych, aby nabrać do nich dystansu i zebrać siły na nadchodzące wyzwania. Urlop jest zatem doskonałą okazją do zadbania o siebie i swoje potrzeby.

Dolar amerykański w odwrocie

Słaba passa amerykańskiej waluty trwa. Z drugiej strony dla Amerykanów sytuacja nie wygląda źle. Ceny rosną coraz wolniej. Państwo może się taniej zadłużać, a słabszy dolar pozwoli odetchnąć eksporterom.

Niższa inflacja w USA

Wczoraj poznaliśmy wskaźnik wzrostu cen za oceanem. Ceny spadają szybciej, niż oczekiwali analitycy. Mamy zatem odwrotną sytuację niż ostatnio w Niemczech. W skali roku ceny rosną już zaledwie o 3%. Niżej od oczekiwań wypadła też inflacja bazowa, która wynosi już zaledwie 4,8%. Zaledwie z perspektywy ostatnich kwartałów, bo to obiektywnie wysoki wynik. Jaki ma to wpływ na rynki walutowe? Im szybciej spadają ceny, tym mniej inwestorzy wierzą w dalsze podwyżki stóp procentowych i wyprzedają dolara, widząc potencjalnie niższe stopy zwrotu. O ile na lipcowe posiedzenie FED nie ma to większego wpływu, o tyle w kolejnych widać, że horyzont podwyżek jest niżej niż przed publikacją. Widać to wyraźnie na notowaniach głównej pary walutowej świata. Dolar stracił wczoraj kolejny cent na wartości względem euro. Po tym, dość niespodziewanym, wybiciu dolar jest najsłabszy od pierwszej połowy 2022 roku.

Kanada nie zaskakuje

Wczoraj zgodnie z oczekiwaniami rynków główna stopa procentowa w Kanadzie wzrosła o 0,25 punktu procentowego do poziomu 5%. Po tej decyzji Banku Kanady stopy procentowe są na poziomie zaledwie 0,25 punktu procentowego niższym niż w USA. Przy inflacji na poziomie 3,4% i niewiele wyższej inflacji bazowej wygląda na to, że Kanadyjczycy mają sytuację pod kontrolą. Rynki zareagowały wyprzedażą dolara kanadyjskiego. Oczywiście względem waluty swojego jedynego sąsiada lądowego dolar kanadyjski zyskał, ale była to raczej zasługa słabości dolara amerykańskiego. Względem chociażby złotego kurs CAD wyraźnie spadł.

Szczęśliwy zbieg okoliczności?

Jeszcze w tym tygodniu wielu analityków zastanawiało się, czy jest miejsce, by jeszcze w te wakacje zobaczyć dolara poniżej 4 zł. Jak się okazało, długo nie musieliśmy czekać na takie wydarzenie. Spadająca inflacja za oceanem powoduje, że spadają szanse na to, by zarobić przyzwoite pieniądze na lokatach. Spadają też wyraźnie rentowności amerykańskich papierów dłużnych. Jeszcze w poniedziałek dziesięcioletnie obligacje płaciły niemal 4,1% w skali roku, dzisiaj atakują 3,8%. Tłumaczy to napływ kapitałów do Europy. Jest to powód, przez który nie tylko dolar jest tani, w dół idą również inne główne waluty, jak chociażby euro. Tańsze wakacje zagraniczne to w sumie miły prezent.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
13:30 – USA – protokół z posiedzenia EBC,
14:30 – USA – inflacja producencka.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Kredyt ekologiczny – nowa forma finansowania zielonych rozwiązań dla przedsiębiorców

Do 17 sierpnia Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK) przyjmuje wnioski o finansowanie zielonych projektów w ramach nowej formuły – kredytu ekologicznego. Program przewiduje wsparcie dla firm w postaci bezzwrotnej premii ekologicznej, pokrywającej nawet do 80% kosztów kwalifikowanych inwestycji. Bank Millennium jest jednym z banków kredytujących, wystawiających promesę kredytową, wymaganą do uzyskania dofinansowania. Poniżej komentarz ekspertki w tej sprawie.

Laura Kloch – ekspertka w Centrum Kompetencji Funduszy Europejskich Banku Millennium.

Postępujący rozwój technologiczny pozwala na tworzenie rozwiązań przeznaczonych na realizację inwestycji w obszarze szeroko rozumianej efektywności energetycznej, obejmujących m.in. zmianę źródeł wykorzystywanej energii na bardziej ekologiczne. Każda innowacja wymaga nakładów finansowych. Fundusze europejskie pomagają sfinansować rozwiązania, które pozwolą na wdrożenie innowacji do działalności przedsiębiorstwa.

Jednym z konkursów jest przeznaczony zielonym inwestycjom Kredyt ekologiczny finansowany w ramach Programu Operacyjnego Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki (FENG) na lata 2021-2027. Celem tego działania jest wspieranie rozwiązań w zakresie efektywności energetycznej i redukcji emisji gazów cieplarnianych. Poprzez modernizację infrastruktury, w tym również poprzez inwestycje w nowe lub ulepszone produkty lub procesy, program przyczynia się do transformacji zwiększającej efektywność energetyczną przedsiębiorstw.

O wsparcie w ramach konkursu mogą się ubiegać przedsiębiorcy z sektora mikroprzedsiębiorstw oraz małych i średnich przedsiębiorstw (zatrudniający do 250 pracowników) oraz przedsiębiorcy z kategorii małych spółek o średniej kapitalizacji (zatrudniających do 499 pracowników) i spółek o średniej kapitalizacji (zatrudniających do 3000 pracowników).

Dofinansowaniem mogą być objęte wydatki przeznaczone na realizację inwestycji ekologicznej:

  • nabycie środków trwałych,
  • nabycie robót i materiałów budowlanych,
  • nabycie wartości niematerialnych i prawnych, w formie patentów, licencji, know-how, a także innych praw własności intelektualnej,
  • raty z tytułu umowy leasingu,
  • studia, ekspertyzy, koncepcje i projekty techniczne wykonane przez doradców zewnętrznych, związanych z realizowanym projektem.

Wsparcie w formie dotacji stanowi premia ekologiczna, pozwalająca na refundację części kapitałowej kredytu ekologicznego przeznaczonego na pokrycie nawet od 25% do 80% kosztów kwalifikowanych, poniesionych przez przedsiębiorcę na realizację inwestycji.

Nie wskazano minimalnej wartości wydatków kwalifikowanych, natomiast maksymalna wartość wydatków kwalifikowanych na jeden projekt może wynieść 50 mln euro.

Kluczowym elementem aplikacji w konkursie jest przeprowadzenie audytu energetycznego i/lub audytu efektywności energetycznej, który wskaże zakres inwestycji, kwalifikujący się do objęcia wsparciem. Na jego podstawie określany jest zakres projektu. Jeżeli z dokumentu audytu wynika, że termomodernizacja budynku nie jest zasadna (np. budynek jest nowy lub niedawno wyremontowany i spełnia wszystkie normy/wymagania), to zakres proponowanych prac może nie obejmować termomodernizacji budynku. W takiej sytuacji projekt może obejmować inne elementy, np. wymiana maszyn/urządzeń na bardziej efektywne energetycznie lub zakup instalacji OZE wytwarzających energię wyłącznie na potrzeby wnioskodawcy. Niezależnie od zakresu prac obowiązkowe jest spełnienie wymogu min. 30% oszczędności energii pierwotnej w wyniku realizacji inwestycji. Należy pamiętać, że do tego konkursu kwalifikuje się wyłącznie remont lub adaptacja istniejącego budynku w celu zwiększenia jego efektywności energetycznej. Do programu nie zostanie zakwalifikowana budowa lub rozbudowa nieruchomości.

Atrakcyjnym dla przedsiębiorców rozwiązaniem jest zastosowanie odnawialnych źródeł energii. W przypadku inwestycji zakładających uwzględnienie instalacji fotowoltaicznych, to rekomendacja dla ich zastosowania musi wynikać z dokumentu audytu oraz uwzględniać moc instalacji w zakresie wytwarzania prądu wyłącznie na potrzeby własne wnioskodawcy w wymiarze odpowiadającym zapotrzebowaniu na realizację procesów danego przedsiębiorstwa.

Na etapie aplikacji należy pozyskać promesę kredytową z banków kredytujących w konkursie, do których należy Bank Millennium. Instytucją pośrednicząca w konkursie jest Bank Gospodarstwa Krajowego, do niego należy kierować wnioski.

W 2023 roku jest zaplanowany jeden konkurs w terminie 13 czerwca do 17 sierpnia. Uwzględnienie tylko jednego naboru w tegorocznej rundzie wynika ze zmienionych przepisów o pomocy publicznej, opublikowanych przez Komisję Europejską 30 czerwca br.. Przepisy te wymagają od instytucji pośredniczących zastosowanie półrocznego okresu przejściowego na wdrożenie nowych wytycznych. Kolejny nabór zaplanowany został w 2024 r. w terminie od 25 kwietnia do 25 lipca. Alokacja konkursu, która może zostać przeznaczona na dofinansowanie dla przedsiębiorców będzie wynosić podobnie jak w tym roku 660 mln zł.

Kredyt ekologiczny stanowi bardzo atrakcyjne działanie pod względem formy finansowania i zakresu kosztów kwalifikowanych, pierwsza tego typu oferta znalazła się w katalogu konkursów nowej perspektywy finansowej. Na efekty będziemy musieli jeszcze poczekać, ponieważ wyniki konkursu pojawią się najprawdopodobniej pod koniec roku.

Dolar poniżej 4 zł

Za sprawą niskiej inflacji w USA, kurs dolara spadł wczoraj poniżej 4 zł. Teraz wynosi już 3,97 zł i utrzymuje się na tym poziomie. Złoty jest w tym roku jedną z najbardziej umacniających się walut, wobec dolara zyskał 9,3 proc., a wobec euro – 5,7 proc. Umacniający się złoty może powodować, że więcej Polaków wybierze zagraniczne wakacje. A to uderzy w krajową turystykę.

Wczoraj dolar spadł poniżej 4 zł, a to za sprawą spadającej inflacji w USA. Amerykańska inflacja to obecnie najgorętsza liczba na rynkach finansowych. A to za sprawą oczekiwań co do dalszych podwyżek stóp procentowych. Wczoraj okazało się, że amerykańska inflacja spadła do 3 proc. (dla porównania, w Polsce jest to 11,5 proc.)  i było to jej dwunasty spadek z rzędu. Przebił on wcześniejsze prognozy, doszło też do istotnego spadku inflacji cen usług, która dotychczas bardzo niepokoiła ekonomistów. W związku z tym, prawdopodobnie czeka nas już tylko jedna podwyżka stóp procentowych w USA, pod koniec lipca. Taka perspektywa wywołała spadek ceny amerykańskich obligacji a także osłabienie dolara.

Jednak dolar nie kosztowałby poniżej 4 zł, gdyby w tym roku nie doszło do istotnego umocnienia złotego. Za dolara płacimy obecnie 3,97 zł, podczas gdy na początku roku było to 4,38 zł (umocnienie o 9,3 proc.). Euro kosztuje na ten moment 4,43 zł, a na początku roku było to 4,70 zł (umocnienie o 5,7 proc). W tym roku, złoty jest jedną z najbardziej umacniających się walut na świecie. W naszym regionie bardziej umocnił się tylko węgierski Forint, który wobec euro zyskuje od początku roku 6,5 proc.

Siła złotego wynika z kilku przyczyn. Jedną z nich jest jego wcześniejsza słabość w 2022 roku, ponieważ mocno stracił w wyniku wybuchu wojny w Ukrainie. Teraz, wraz ze spadkiem obaw dotyczących sytuacji politycznej, odrabia straty. Znaczenie mają tutaj także zapowiedzi dużych inwestycji zagranicznych w Polsce, takich jak np. Intela, a także zwiększenie obecności wojsk NATO na terytorium Polski. Złoty zyskuje także na zakończeniu cyklu podwyżek stóp w Polsce, podczas gdy cały czas stopy cały czas rosną w USA, strefie euro czy Wielkiej Brytanii. Jednak zakończenie cyklu podwyżek, a nawet możliwe obniżki stóp, mogą utrudnić szybkie obniżenie się inflacji w Polsce. A to może negatywnie wpłynąć w przyszłości na kurs złotego.

Umocnienie się złotego w czasie wakacji oznacza, że za zagraniczne wyjazdy oraz za wydatki podczas nich zapłacimy mniej. To może być kolejny problem krajowej branży turystycznej, która traci z powodu obaw Polaków dotyczących możliwej recesji w gospodarce. Według badania eToro Puls Inwestora Indywidualnego, obawy dotyczące stanu polskiej gospodarki wyraża aż 38 proc inwestorów (gwałtowny wzrost z 8 proc. w poprzednim kwartale). Jeśli osoby wybierające się na wczasy, mimo widma recesji, wybiorą tańszą ofertę zagranicznych wyjazdów np. do Turcji czy Egiptu, może to poważnie uderzyć w krajową turystykę.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Dane aktualne na dzień 13.07.2023 godz. 11:00 CET