PepsiCo poleciło w tym tygodniu pracownikom swoich głównych biur w Ameryce Północnej przejście na pracę zdalną. Decyzja jest postrzegana jako sygnał przygotowań do planowanych zwolnień.
W wewnętrznej wiadomości do załogi dyrektor ds. personalnych na region Ameryki Północnej, Jennifer Wells, zapowiedziała zmiany organizacyjne, które obejmą część stanowisk. Tego typu działania są często stosowane przez duże korporacje tuż przed ogłoszeniem redukcji etatów.
Kroki te wpisują się w szeroką restrukturyzację ogłoszoną w poniedziałek. PepsiCo porozumiało się z funduszem Elliott Investment Management, który od września posiada akcje spółki warte około 4 mld dolarów. W ramach ustaleń firma planuje ograniczyć amerykańskie portfolio produktów o 20 proc. oraz wdrożyć program oszczędnościowy, obejmujący m.in. zamykanie zakładów i redukcję zatrudnienia.
Fundusz Elliott od dłuższego czasu naciskał na uproszczenie struktury marek i obniżenie kosztów, wskazując na spadek udziałów PepsiCo na rynku napojów. Zarząd spółki podkreśla, że celem zmian jest przyspieszenie wzrostu przychodów, poprawa rentowności oraz osiągnięcie wysokich oszczędności od 2026 roku. Firma prognozuje organiczny wzrost przychodów w 2026 r. na poziomie 2–4 proc.
Nie są to pierwsze cięcia w tym roku. W listopadzie PepsiCo zlikwidowało ponad 500 miejsc pracy po zamknięciu zakładów produkcyjnych, a wcześniej w 2025 roku doszło do kolejnych zamknięć fabryk, które dotknęły setki pracowników.
Restrukturyzacja PepsiCo wpisuje się w szerszy trend w sektorze dóbr konsumpcyjnych. W 2025 roku duże redukcje zatrudnienia ogłosiły także inne globalne koncerny, a liczba zapowiedzianych zwolnień w USA przekroczyła 1,1 mln — najwięcej od 2020 roku.






