Nastroje na rynku zmieniły się o 180 stopni, a fala wyprzedaży rozlewa się na różne części świata. Czy dane z rynku pracy w USA są szansą na uspokojenie sytuacji? Decyzja odnośnie wzrostu stóp procentowych w Wielkiej Brytanii nie zaskoczyła, ale rozkład głosów – już tak.
Co dalej?
Ostatnie dni handlu na parkietach giełdowych wyglądają jak przejażdżka kolejką górską. W 24 godziny zdążyliśmy przejść od euforii do paniki. Jeszcze w środę po nocy wyborczej indeks Dow Jones rósł o 3%, by w kolejnym dniu stracić prawie 3,5%. Najgorzej jednak sytuacja wyglądała w przypadku technologicznego indeksu Nasdaq, gdzie zanotowano ponad 6% spadku. Patrząc na ostatni miesiąc notowań, ten spadek robi jeszcze większe wrażenie, bo jest to już 12%. Zapalnikiem tak dużej przeceny była polityka – kwestia nastawienia Demokratów do rozbudowy centrów danych, a konkretnie chęć ograniczenia tych inwestycji w obawie przed nadmiernym zużyciem prądu i wody. Trzeba jednak przyznać, że głównym zmartwieniem inwestorów pozostaje to, jak te ogromne nakłady inwestycyjne zwrócą się w przyszłości, przy otoczeniu wysokich stóp procentowych i rosnących kosztach zadłużania się. Fala przeceny dociera dzisiaj w inne zakątki świata, koreański KOSPI tracił dzisiaj już 9%, słabo zaczyna dzień też niemiecki DAX, który na otwarciu traci 1,5%.
Raport NFP
Końcówka tygodnia zapowiada się niezwykle ciekawie na rynkach. Po fali wyprzedaży z wczoraj część inwestorów może szukać okazji do zakupów, tyle tylko, że dzisiaj pojawi się kolejna zmienna, która może zmienić wszystko i sprawić, że zmienność znów będzie wysoka. Mowa o raporcie z rynku pracy w USA, który może dołożyć cegiełkę do panującej nerwowości, ale też w pozytywnym scenariuszu nieco uspokoić nastroje. Trzeba przyznać, że oczekiwania analityków są na dość niskich poziomach. Prognoza zakłada wzrost miejsc pracy poza rolnictwem o 65 tys., ale pamiętajmy, że we wrześniu było to raptem 29 tys. Bez zmian ma pozostać stopa bezrobocia i utrzymać się na poziomie 4,2%. Oczekuje się wzrostu przeciętnego wynagrodzenia o 0,3% w relacji m/m. Obserwatorzy zwracają uwagę na ten fakt, gdyż – patrząc na odczyt inflacji wynoszący we wrześniu 3,7% i dynamikę płac 2,9% r/r – widzimy scenariusz zubożenia gospodarstw domowych z USA. Jeśli chodzi o wpływ danych na Fed, to trzeba się cofnąć do tego, co powiedział po ostatnim posiedzeniu Warsh, który stwierdził, że priorytetem pozostaje zejście inflacji do 2%, a szanse na podwyżkę stop w grudniu wynoszą blisko 80%. Jeśli dane okażą się zgodne z konsensusem, to nie powinny wywołać większej reakcji, natomiast słabsze dane poddadzą w wątpliwość kondycję gospodarki i, w połączeniu z wczorajszym dniem na giełdach, mogą wywołać kolejną falę paniki.
Podwyżka stóp konieczna
Wczoraj swoje posiedzenie miał Bank Anglii, który zgodnie z oczekiwaniami (przed posiedzeniem było to 99%) zdecydował podwyższyć koszt pieniądza o 25 pkt bazowych do poziomu 4%. Jest to pierwszy ruch od prawie 3 lat, niemniej jednak sama decyzja była przesądzona. Zgoła odmienna sytuacja dotyczyła rozkładu głosów w gremium decyzyjnym. Rynek oczekiwał wyniku 7-2, a więc dwóch członków miało głosować za utrzymaniem stóp. Tymczasem, aż 8 członków głosowało za podwyżką 25 pkt bazowych, a był też wniosek o podwyżkę 50 pkt bazowych. Nie dziwi więc fakt, że rynek ocenił tę decyzję jako zaskakująco jastrzębią i zwiększyło się prawdopodobieństwo, że kolejny ruch odbędzie się już w grudniu. Dla GBP sytuacja ta nie miała pozytywnego wydźwięku, gdyż nastroje tonował na konferencji prasowej prezes BoE, który mówił, że seria podwyżek nie jest przesądzona. I taki scenariusz (niepewność, co do przyszłości) słychać też w wypowiedziach członków Banku Anglii. Według prognoz BoE inflacja może wynieść w przyszłym roku aż 4,9%, podczas gdy we wrześniu tego roku oscylowała na poziomie 3,5%. Głównym katalizatorem zmian dynamiki cen pozostaje konflikt na Bliskim Wschodzie i ceny ropy naftowej. Warto też zwrócić uwagę na delikatną poprawę na rynku pracy, która daje BoE przestrzeń do podwyższania stóp procentowych, by inflacja wróciła do zakładanego celu na poziomie 2%.



