Co hossa Holandii mówi nam o Europie

Holandia (EWN, AEX) jest najlepiej prosperującym rynkiem głównym w tym roku (patrz wykres), o 10 punktów procentowych więcej niż nr 2. Dominująca lokalna giełda ASML wzrosła o 75%. Ale lepsze wyniki dotyczą szerszych tematów popierających nasz optymistyczny pogląd na Europę (EZU): 1) przeoczona europejska technologia, 2) Holandia jako centrum notowań nowych technologii, 3) wysokie globalne przychody, 4) ożywienie banków.

SKUPIENIE NA TECHNOLOGII

Europejska technologia jest w tym roku niedocenianym liderem i jest notowana na poziomie jednych z najwyższych wycen na świecie. Odzwierciedla to zarówno względną premię za niedobór, jak i brak przeszkód prawnych. Start Up nation Holland przekształciło się również w centrum notowań technologicznych, zarówno lokalnych, jak i zagranicznych, w tym płatności Adyen (ADYEN.NV), inwestor Prosus (PRX.NV), Just Eat (TKWY.NV), polski InPost i hiszpański Allfunds. Inne holenderskie jednorożce wybrały USA, takie jak firma zajmująca się systemami wyszukiwania Elastic (ESTC) i w zeszłym tygodniu DevOps GitLab.

MNIEJ MODNIE

Holandia skorzystała również na silnym globalnym PKB i ożywieniu handlu. 80% holenderskich przychodów korporacyjnych pochodzi z zagranicy, trzeci najwyższy z głównych rynków i dwukrotnie wyższy od średniej. Nic dziwnego, w końcu ma niską populację i bogate dziedzictwo. Pomogła też hossa banków. Największy bank ING (INGA.NV) zyskał 70%, konkurując z ASML, do czego przyczyniły się zarówno wyższe zyski z obligacji, jak i ostatnio złagodzone zasady dystrybucji kapitału.

hossa w holandii

Ben Laidler, stratega ds. rynków globalnych w eToro

COP 26 – nadal nie wiadomo, jaki kurs obierze Polska

W trwający właśnie COP 26 wkroczyliśmy z wyjątkowo złej pozycji. Statystyki produkcji polskiej energetyki są dość porażające – udział paliw kopalnych (węgiel, gaz) wcale nie spada i osiąga dalej niebotyczne poziomy 85%. OZE wcale nie rośnie – nie tylko nie osiągnęliśmy własnych planów 19% udziału w 2020 roku, ale właściwie zanotowaliśmy regres. W porównaniu z naszym ledwo niskim kilkunastoprocentowym udziałem energetyki zeroemisyjnej, wszyscy nasi bezpośredni sąsiedzi z UE odpowiadają się już miksem, w którym ponad połowę stanowią OZE i atom. Absolutna większość krajów UE już podjęła szybką decyzję całkowitego odejścia od węgla. Mówi już nie o odejściu od węgla (to przesądzone), ale także i szybkim zastępowaniu gazu wodorem. Oczywiście ostatnie miesiące to też perturbacje rynku energii, wysokie ceny, problemy w dostawach i rekompensaty dla najuboższych, jednak można się spodziewać, że temat ten z pewnością nie będzie motywem przewodnim COP 26.

Nadal właściwie nie wiadomo, jaka jest polska strategia na COP 26. Nie ma żadnych dokumentów, stanowisk, wstępnych prezentacji – tak jakby Polska była zaskoczona datą światowego szczytu klimatycznego. Na dodatek na tydzień przed jego rozpoczęciem doszło do fundamentalnej zmiany na stanowisku Ministra Klimatu i Środowiska. Odchodzi Michał Kurtyka, który mimo wszystko brawurowo poradził sobie z prowadzeniem COP 24 w Katowicach w 2018. Co powie Polska w sytuacji, gdy jest liderem „produkcji” śladu węglowego w energetyce europejskiej? Dziś wydaje się, że najlepszą strategią byłoby to, co wcześniej wydawało się złym kursem – polski greenwashing, czyli spokojne potwierdzenie udziału w transformacji światowej, zwrócenie uwagi na konieczność transformacji, pokazanie trudnego punktu startu, ale i wielkich wysiłków oraz kluczowych programów, w których Polska plasuję się jako europejski lider.

Patrząc z perspektywy tego, jak wyglądają COP i jakie są oczekiwania wszystkich uczestników, takie rozwiązanie wydaje się znacznie lepsze niż „całkowite zderzenie ze ścianą” i rodzaj „wejścia rzeźnika na kongres wegetarian” jeśli na przykład chcielibyśmy przytoczyć ostatnie protesty górników w Luksemburgu i prezentacje o konieczności utrzymania stabilizującej roli taniej energii z węgla w nowych czasach, w których OZE nie zapewnia bezpieczeństwa energetycznego. Nadal nie wiadomo, jaki kurs obierze Polska.

Autor: prof. Konrad Świrski

Nieprzerwanie od 1995 Prezes Zarządu Transition Technologies S.A., od wielu lat związany z energetyką, optymalizacją produkcji energii i technologiami informatycznymi dla energetyki, gazownictwa i przemysłu. Jest profesorem zwyczajnym Politechniki Warszawskiej. Od lat wykłada na Wydziale Mechanicznym Energetyki i Lotnictwa.

Połączenie działań naukowych oraz wieloletnia obecność w biznesie pozwoliły mu na komercjalizację wielu prac badawczych, ma na swoim koncie kilkadziesiąt wdrożeń w elektrowniach w Polsce, USA i Azji, szereg polskich i światowych patentów, nagrody naukowe oraz komercyjne. Jest autorem wielu artykułów oraz prac naukowych, laureatem szeregu nagród zarówno tych, które odnoszą się do jego pracy naukowo-dydaktycznej, jak również do działalności komercyjnej jako prezesa zarządu. Od 9 lat prowadzi eksperckiego bloga, w którym stara się przybliżać czytelnikom świat energetyki i nie tylko.

Ceny mieszkań rosną lawinowo. Winne rosnące koszty robocizny i ceny materiałów budowlanych?

W 2021 r. ceny niektórych materiałów budowlanych wystrzeliły w górę. Analitycy portalu GetHome.pl zbadali, jak wpłynęło to na koszt budowy, a w konsekwencji – ceny mieszkań.

Od kilku miesięcy słyszymy, że rosnące ceny materiałów budowlanych spędzają inwestorom sen z powiek. Sprawdziliśmy więc, czy i jak bardzo podrożyło to budowanie mieszkań – mówi ekspert portalu GetHome.pl Marek Wielgo.

Ekspert sięgnął po dane serwisu Intercenbud, który analizuje ceny zawarte w kosztorysach sporządzanych przez inwestorów i wykonawców robót budowlanych. Okazuje się, że tylko w trzecim kwartale ceny wyrobów stalowych poszły w górę średnio o 42%, drewna – o 33%, a materiałów ociepleniowych – o 32%.

Oczywiście w skali całego roku podwyżki są jeszcze wyższe. Przykładowo ceny drewna poszły w górę aż o blisko 75%!

–  Jest to średni wzrost, co oznacza, że w niektórych rejonach kraju podwyżki były niższe, ale nierzadko przekraczały i 100% – wyjaśnia Grzegorz Lusa z Intercenbudu.

Dodajmy, że w razie nieprzewidzianych podwyżek tego typu dane służą wykonawcom do renegocjowania zawartych wcześniej kontraktów. Wprawdzie wyceny wykonawców zawierają pewien margines na ewentualny wzrost kosztów, ale tak dużych podwyżek raczej nikt się nie spodziewał.Wykres 1

Jeszcze trzy lata temu, zwłaszcza w przypadku dużych zamówień, producenci zapewniali odbiorcy niezmienność ceny. W tym roku nie można już na nią liczyć. A co gorsza, na niektóre materiały trzeba czasem czekać miesiącami, bo nie ma ich w bieżącej sprzedaży. Np. popyt na drewno jest tak duży, że inwestorzy szukają go w całym kraju – opowiada Grzegorz Lusa.

Marek Wielgo dodaje, że tego typu problemy dotyczą przede wszystkim tych materiałów, na które jest globalny popyt, czyli m.in. stali, drewna czy styropianu. Problemy z zaopatrzeniem występują też i w innych krajach.Wykres 2

Na szczęście gliny, wody, piasku, wapna i cementu mamy pod dostatkiem, więc przynajmniej ceny cegieł nie wariują. Oczywiście materiały drożeją z powodu wzrostu kosztów produkcji. Rosną przecież ceny energii, płace pracowników czy koszty transportu. Naszym krajowym producentom cementu sen z powiek spędzają drożejące uprawnienia do emisji dwutlenku węgla oraz lawinowo rosnący import, głównie z Białorusi – mówi ekspert portalu GetHome.pl.Wykres 3

I dodaje, że podwyżki cen materiałów budowlanych wpłynęły na koszty budowy mieszkań. Pytanie, jak bardzo? Trudno jest precyzyjnie odpowiedzieć na to pytanie, bo koszty realizacji danej inwestycji zależą od wielu czynników, m.in. technologii wybranej do budowy domów czy standardu ich wykończenia.

 

Grzegorz Lusa przyznaje, że w budownictwie wielorodzinnym mniej więcej połowa kosztów deklarowanych w kosztorysach inwestorskich i wykonawczych przypada na robociznę, a ta podrożała średnio o 1%. Materiały budowlane odpowiadają za ok. 46% łącznych kosztów budowy. Pozostałe 4% to koszty sprzętu.

Intercenbud przedstawił wyliczenia dotyczące czterokondygnacyjnego budynku wielorodzinnego. Jego konstrukcja składa się z elementów żelbetowych, ściany murowane są z bloczków z betonu komórkowego, zaś dach częściowo kryty jest dachówką ceramiczną, a częściowo papą.

Z zestawienia cen w kosztorysach w trzecim kwartale 2020 i 2021 r. wynika, że koszty prac ogólnobudowlanych wzrosły średnio o 5,7%, czyli o tyle, ile w tym okresie wyniosła inflacja. Oczywiście w poszczególnych miastach podwyżki są zróżnicowane. Problem w tym, że mieszkania na sprzedaż drożały w dużo szybszym tempie. Według portalu RynekPierwotny.pl w III kw. 2021 r. ich średnie były nawet i kilkanaście procent wyższe niż rok wcześniej.Wykres 4

Pamiętajmy jednak, że rosły nie tylko ceny materiałów budowlanych, ale także koszty zakupu i zagospodarowania działki. Ponadto ceny mieszkań uwzględniają też tzw. koszty inwestycyjne, czyli koszt projektu, wszelkiego rodzaju badań i analiz, nadzoru, koszty finansowe (obsługa kredytu) oraz… marżę deweloperską. – Do tej pory deweloperom udawało się przerzucać na klientów rosnące koszty budowy. Czy tak będzie nadal? Wiele wskazuje na to, że ceny mieszkań osiągnęły poziom, który coraz mniej kupujących będzie w stanie zaakceptować. Jeśli trend wzrostowy na rynku materiałów budowlanych się utrzyma, deweloperzy mogą być zmuszeni do obniżenia swoich marż – komentuje ekspert GetHome.pl.

Przeniesienie własności nieruchomości w zamian za zaległości podatkowe a odpłatna dostawa towarów w podatku VAT

Podatnicy posiadający zaległości podatkowe zastanawiają się, jak je uregulować, przy czym nie zawsze mają wystarczające środki finansowe, aby to zrobić. Jedną z form wygaśnięcia zobowiązania podatkowego przewidzianą w art. 66 Ordynacji podatkowej jest przeniesienie własności rzeczy oraz praw majątkowych na rzecz Skarbu Państwa oraz jednostek samorządu terytorialnego. Prosty przepis budzi jednak liczne problemy interpretacyjne i jest przedmiotem sporów podatników z fiskusem.

Wyrok TSUE

Na wstępie rozważań warto odnieść się do wyroku TSUE z dnia 11 maja 2017 r. w sprawie Ministra Finansów przeciwko Posnania Investment SA – C-36/16. W wyroku tym TSUE wskazuje, że przeniesienie własności nieruchomości przez podatnika podatku VAT na rzecz Skarbu Państwa lub jednostki samorządu terytorialnego (gminy, powiatu, województwa) nie stanowi odpłatnej dostawy towarów podlegającej podatkowi od wartości dodanej.

W wyroku TSUE odniósł się do definicji podatku jako pieniężnej daniny pobieranej przez władzę publiczną. Co do zasady podatek powinien być w ocenie TSUE przeznaczony na usługi użyteczności publicznej, przy czym świadczenie to nie rodzi po stronie Skarbu Państwa żadnych zobowiązań. Sama zapłata podatku (zobowiązania podatkowego) powoduje wygaśnięcie tej zaległości. Innymi słowy, TSUE podsumował, że płatność za zobowiązania podatkowe nie może stanowić dostawy towarów ani świadczenia usług w rozumieniu ustawy o VAT.

Wyrok ten jest bardzo istotny i stanowi wytyczne, szczególnie dla sądów administracyjnych, jak rozstrzygać podobne spory.

Dostawa towarów a przeniesienie prawa własności nieruchomości

W powyższym wyroku TSUE przeanalizował także kwestię dostawy towarów w rozumieniu ustawy o VAT w kontekście przeniesienia własności nieruchomości. Zwrócił uwagę, że w pierwszej kolejności musi wystąpić przeniesienie własności, do czego w niniejszej sprawie doszło. Drugi warunek to posiadanie przez sprzedawcę statusu podatnika VAT czynnego i bez wątpienia w niniejszej sprawie spółka posiadała taki status. Podsumowując, spełnienie dwóch powyższych przesłanek nie budziło w sprawie żadnych wątpliwości.

Kolejna przesłanka to miejsce dostawy towarów, którym co do zasady powinna być Polska. W niniejszej sprawie nieruchomość znajdowała się na terytorium Polski. Zatem przesłankę miejsca opodatkowania transakcji należało uznać za spełnioną.

Ostatnia kwestia dotyczyła odpłatnego charakteru transakcji przeniesienia własności nieruchomości na podmiot publiczny. TSUE wskazał, że istnieje stosunek prawny będący podstawą transakcji, łączący wierzyciela i dłużnika. Pomimo to w ocenie TSUE nie można tu wskazać na odpłatny charakter transakcji. Zatem ostatni warunek dostawy towarów nie został spełniony.

Sposób zapłaty

Przepisy art. 66 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. – Ordynacja podatkowa wskazują, że możliwe jest wygaśnięcie zobowiązania podatkowego nie tylko przez zapłatę podatku w formie pieniężnej, ale także poprzez przeniesienie własności posiadanych rzeczy oraz praw majątkowych. Innymi słowy, podatnik może w inny sposób niż w formie pieniężnej uregulować zaległość podatkową. Ustawodawca dopuścił taką możliwość i zasadniczo w przypadku zaległości przypadających na rzecz Skarbu Państwa jej nie kwestionuje. Największy problem pojawia się w przypadku jednostek samorządu terytorialnego, które w zakresie niektórych czynności są także podatnikiem VAT.

Wyroki sądów administracyjnych

WSA w Gdańsku w wyroku z dnia 7 września 2021 r., sygn. I SA/Gd 849/21, stwierdził, że przekazanie przez podatnika sieci kanalizacji deszczowej na rzecz gminy nie stanowi odpłatnej dostawy towarów w rozumieniu ustawy o VAT, lecz jest jednostronną czynnością polegającą na wywiązaniu się ze zobowiązań podatkowych. Warto wskazać, że w wyroku tym WSA odniósł się nie tylko do pozytywnego dla podatnika orzeczenia TSUE, lecz także do wyroku Sądu Najwyższego z dnia 14 listopada 2018 r., sygn. I CSK 285/18, gdzie SN wyraził podobny pogląd do prezentowanego przez TSUE.

Ostatecznie WSA w Gdańsku uznał za błędną klasyfikację dokonaną przez organ podatkowy, w myśl której instytucja uregulowania zobowiązań podatkowych poprzez przeniesienie prawa własności instalacji może być zaliczona do „wszelkich innych darowizn” i w konsekwencji opodatkowana VAT zgodnie z art. 7 ust. 2 pkt 2 ustawy o VAT. WSA wskazał ponadto, że czynności podejmowane w ramach art. 66 Ordynacji podatkowej wiążą się z umową cywilnoprawną, gdzie brak jest ekwiwalentności świadczeń (odpłatności).

W konsekwencji można przyjąć, że wykształtowała się już pozytywna dla podatników linia orzecznicza umożliwiająca wygaśnięcie zobowiązania podatkowego nie tylko poprzez zapłatę w formie pieniężnej, lecz także w inny sposób, np. poprzez przeniesienie praw własności instalacji, praw wieczystego użytkowania czy własności nieruchomości.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Komentarz ZPP ws. ulg planowanych w ramach „Polskiego Ładu”

W październiku organizacja Tax Foundation opublikowała najnowszy raport dotyczący przyjazności systemów podatkowych w państwach OECD. W rankingu International tax competitiveness Index 2021 Polska zajęła 36 na 37 miejsc[1]. Warto podkreślić, że nie po raz pierwszy uplasowaliśmy się na drugim od końca miejscu, podobny wynik osiągnęliśmy w ubiegłym roku, zaś dwa lata temu uplasowaliśmy się na 33 miejscu. Obecnie mniej przyjazny system podatkowy posiadają jedynie Włochy. Nie ulega zatem wątpliwości, że postulat pilnych zmian w prawie podatkowym jest słuszny, a jednym z najważniejszych celów tych zmian powinno być uproszczenie systemu podatkowego, sprawienie by był przyjazny obywatelom i przedsiębiorcom chcącym działać na naszym rynku. Nie jest bowiem tajemnicą, że ramy prawne oraz stabilność i przejrzystość systemu prawnego są jednym z głównych czynników wpływających na rozwój gospodarczy, sytuację rodzimych przedsiębiorców i na strategiczne decyzje dotyczące Bezpośrednich Inwestycji Zagranicznych. Postanowiliśmy zatem prześledzić jak wygląda upraszczanie systemu podatkowego w Polsce.

Podstawowym programem rządowym w ostatnich miesiącach, którego jednym z głównych elementów jest wprowadzenie szeregu zmian dotyczących prawa podatkowego jest „Polski Ład”. Proponowane w jego podatkowej części zmiany w niektórych punktach są bardzo pożądane i postulowane od wielu lat, jak na przykład podwyżka kwoty wolnej od podatku oraz zmiana jej charakteru z degresywnej na stałą, czy też podniesienie drugiego progu podatku dochodowego od osób fizycznych. Z drugiej strony projekty ustaw zawierają cały szereg przepisów, które uderzą w polskie przedsiębiorstwa i przyniosą więcej szkody niż pożytku, jak np. zmiany dotyczące składki zdrowotnej opłacanej przez przedsiębiorców. Negatywnie postrzegamy także wprowadzenie szeregu niezrozumiałych odstępstw od generalnych reguł opodatkowania w postaci ulg podatkowych. W naszym przekonaniu zasady dotyczące opodatkowania poszczególnych podmiotów powinny być przejrzyste, jasne i skonstruowane w taki sposób, by godzić interes Skarbu Państwa i podatnika bez konieczności tworzenia bardzo długiej listy ulg, których zasady nie są do końca zrozumiałe, szczególnie dla przeciętnego obywatela nieposiadającego szerokiej wiedzy z zakresu prawa podatkowego. Na oficjalnej stronie Ministerstwa Finansów możemy spotkać się z hasłem wprowadzania pakietów uproszczeń dla przedsiębiorców, a poniżej przeczytać wyliczenie katalogu ulg i odstępstw od podstawowych zasad, na których opierać się ma system podatkowy. Katalog ten (wraz z krótkim uzasadnieniem) prezentuje się następująco:

  • Ulga B+R wspierająca prace koncepcyjne nad nowym produktem.
  • Ulga na prototyp, wspomagająca przeniesienie pomysłu na język praktyki i produkcji.
  • Ulga na wsparcie innowacyjnych pracowników, ułatwiająca konkurowanie o specjalistów o kluczowych umiejętnościach i kompetencjach.
  • Ulga na robotyzację, która ułatwi otwarcie dedykowanej produktowi linii produkcyjnej.
  • Ulga IP Box, która zmniejszy obciążenie na etapie jego sprzedaży.
  • Ulga na IPO wraz z ulgą na inwestycje w giełdowych debiutantów, która ułatwi polskim firmom wejście na giełdę i znalezienie potrzebnych im inwestorów.
  • Ulga konsolidacyjna kierowana do firm, które poprzez połączenie się z innym podmiotem zdecydują się na uratowanie np. swojego kontrahenta, dostawcy lub innego biznesu potrzebującego wsparcia.
  • Ulga na ekspansje, dzięki której wydatki na poszukiwanie nowych rynków dla polskich produktów będą mogły zostać odliczone 2 razy.
  • Atrakcyjne podatkowo zasady inwestowania za pośrednictwem Venture Capital, które będą zachętą do lokowania kapitału w innowacyjne polskie przedsiębiorstwa i start-upy.
  • Zmodyfikowany i uatrakcyjniony Estoński CIT. To nowoczesny sposób opodatkowania, który promuje inwestycje i minimalizuje formalności przy rozliczeniu podatków.
  • Ulga na powrót pracowników i małego biznesu, czyli podatkowa zachęta do powrotu ze zdobytym za granicą doświadczeniem i kapitałem.
  • Ryczałt dla nowych inwestorów, czyli zachęta dla przedsiębiorców, którzy osiągnęli sukces za granicą do przeniesienia centrum zarządzania swoim biznesem do Polski.
  • Korzystne podatkowo warunki działalności sponsoringowej, które będą ułatwiały społecznie odpowiedzialną działalność firm oraz gwiazd biznesu, kultury czy sportu.
  • Program powrotu kapitału, czyli propozycja dla tych, którzy w przeszłości podjęli ryzykowne decyzje podatkowe i chcą prowadzić biznes w Polsce z „czystą kartą”[2].

W naszej ocenie proponowane zmiany doprowadzą nie tylko do większego skomplikowania przepisów podatkowych, ale także do stworzenia dodatkowego ryzyka prawnego. Każda indywidualna sprawa, w której zastosowano konkretną ulgę będzie bowiem wiązała się z zagrożeniem zakwestionowania takiej możliwości przez organy skarbowe. Konieczne może okazać się uzyskiwanie indywidualnych interpretacji podatkowych, a często wielomiesięczne spory prawne generujące dodatkowe koszty po stronie przedsiębiorców, ale też niepotrzebne obciążenie samych organów podatkowych. Tworzenie zachęt dla rozwoju przedsiębiorczości w postaci katalogu ulg podatkowych w warunkach dynamicznie rozwijającej się gospodarki, która zajmuje istotne miejsce na mapie Europy mija się z celem. Wiele dużych podmiotów funkcjonujących na naszym rynku płaci jedynie symboliczne podatki, często korzystając z optymalizacji podatkowej. Małe i średnie przedsiębiorstwa potrzebują natomiast stabilnych i jasnych zasad podatkowych bardziej niż szerokiego katalogu ulg. Tymczasem proponuje się z jednej strony bardzo znaczące zwiększanie efektywnych obciążeń publicznoprawnych przez np. zmiany w zasadach opłacania składek ubezpieczenia zdrowotnego, a z drugiej tworzenie skomplikowanego systemu ulg podatkowych, z których przedsiębiorcy najprawdopodobniej nie będą w stanie skorzystać bez fachowej pomocy specjalistów, co wiąże się z dodatkowymi kosztami działalności.

Obawiamy się, że proponowane zmiany doprowadzą do tego, że system podatkowy, który i tak jest obecnie jednym z najbardziej skomplikowanych na świecie stanie się jeszcze mniej przejrzysty. Jeśli proponowane ulgi mają wpłynąć na rozwój przedsiębiorstw, to z całą pewnością taki skutek odniosą w zakresie usług doradztwa podatkowego. W innych sektorach gospodarki obawiamy się odwrotnego skutku.

***

[1] Tax Foundation, International tax competitiveness Index 2021.
[2] https://www.gov.pl/web/finanse/projekt-przepiso… (dostęp na dzień 2 listopada 2021 r.)

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – październik 2021 r.

  • Spadek wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 16,3% rdr do 31,6 mld zł
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu instrumentami pochodnymi o 15,6% rdr do poziomu 821,4 tys.
  • Wzrost łącznego obrotu obligacjami na TBSP o 92,9% rdr do 36,4 mld zł
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu energią elektryczną o 3,4% do poziomu 24,2 TWh
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu gazem ziemnym o 11,3% rdr do 15,1 TWh
  • Wzrost obrotu Gwarancjami Pochodzenia dla energii elektrycznej wytworzonej w OZE o 312,5% rdr do 3,0 TWh

W październiku 2021 r. łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 32,1 mld zł, czyli o 31,4% mniej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń spadła o 16,3% rdr do poziomu 31,6 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wyniosła 1 502,8 mln zł, o 12,3% mniej niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec października wyniosła 73 586,32 pkt i była o 66,9% wyższa niż przed rokiem.

Na rynku NewConnect w październiku odnotowano spadek łącznej wartości obrotu akcjami o 82,6% rdr do poziomu 468,2 mln zł. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect spadła o 86,0% rdr i wyniosła 373,8 mln zł.

Łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi w październiku wyniósł 821,4 tys. szt., czyli o 15,6% mniej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami na indeksy spadł o 29,5% rdr do poziomu 387,3 tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na akcje spadł o 5,3% rdr do 191,9 tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na waluty wzrósł o 22,2% rdr do 219,7 tys. szt., a wolumen obrotu opcjami spadł o 45,8% rdr do 22,5 tys. szt.

W październiku zanotowano wzrost wartości obrotu produktami strukturyzowanymi o 50,4% rdr do poziomu 293,8 mln zł oraz spadek obrotów ETF-ami o 14,4% rdr do 36,0 mln zł.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła na koniec października 98,0 mld zł, wobec 96,7 mld zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wartość obrotu obligacjami nieskarbowymi na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń spadła o 4,7% rdr do poziomu 234,0 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP wyniosła 36,4 mld zł wobec 18,8 mld zł rok wcześniej, co oznacza wzrost o 92,9% rdr.

Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym wyniósł w październiku br. 24,2 TWh, co oznacza wzrost o 3,4% rdr. Wolumen obrotu energią elektryczną na rynku spot spadł o 11,2% rdr do poziomu 2,8 TWh. Na rynku forward wolumen wzrósł o 5,6% rdr do poziomu 21,4 TWh.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym wzrósł o 11,3% rdr do 15,1 TWh. Na rynku spot wolumen obrotu spadł o 24,8% do poziomu 2,1 TWh. Na rynku terminowym odnotowano wzrost o 20,5% rdr do poziomu 13,1 TWh.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia, z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[2], na rynku spot wyniósł 2,0 TWh, co oznacza wzrost o 27,5% rdr.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) spadł o 29,0% rdr do poziomu 8,5 ktoe[3].

Obrót Gwarancjami Pochodzenia dla energii elektrycznej wytworzonej w OZE wzrósł o 312,5% rdr, do wolumenu 3,0 TWh.

Kapitalizacja 378 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku w październiku 2021 r. wyniosła 729,1 mld zł (157,8 mld EUR).

Łączna kapitalizacja 425 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku sięgnęła 1 345,4 mld zł (291,2 mld EUR).

Na rynku NewConnect w październiku br. zadebiutowały akcje spółek: CREOTECH INSTRUMENTS S.A. (wartość oferty: 11,3 mln zł) oraz URTESTE S.A. (wartość oferty: 9,5 mln zł).

We październiku 2021 r. na GPW odbyło się 21 sesji giełdowych, w porównaniu do 22 sesji rok wcześniej.

[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych

[2] świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane, notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg)

[3] ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

Grupa CCC zamyka Q3 2021 najwyższą w historii sprzedażą i dwucyfrową rentownością EBITDA

Grupa CCC zamyka trzeci kwartał roku obrotowego 2021 (sierpień-październik) najwyższą w historii sprzedażą kwartalną, tj. 2,1 mld PLN (+28% rdr). Osiągnięty wynik to efekt wysokiej sprzedaży kolekcji jesienno-zimowej wszystkich szyldów Spółki, w tym udanej akcji Back-to-School. Grupa z sukcesem kontynuowała rozwój sieci HalfPrice w Polsce i zagranicą. Koncept ten odnotował ponad dwukrotnie większe przychody niż kwartał wcześniej. Ponownie wzrósł udział kanału e-commerce w przychodach Spółki, który dziś stanowi już 45% sprzedaży.

– Modne produkty, będące odpowiedzią na światowe trendy, bardzo dobre przygotowanie operacji sprzedażowych w całej Grupie, dobre zatowarowanie oraz nowoczesna, realizowana w modelu 360 stopni komunikacja z klientem, zaprocentowały. Nie zatrzymujemy się – pracujemy nad rozszerzeniem oferty produktowej oraz rozwojem modelu omnichannelowej sprzedaży. Naszą ambicją jest zapewnienie najlepszej oferty wszystkim klientom, niezależnie od miejsca, w którym dokonują zakupu – mówi Marcin Czyczerski, Prezes Zarządu Grupy CCC.

W trzecim kwartale roku obrotowego 2021 (sierpień-październik) sprzedaż Grupy CCC wyniosła 2,1 mld PLN – co stanowi wzrost o 28% rdr, a także poprawę w stosunku do Q3’19 (+41%). Wysoki przychód osiągnęły wszystkie szyldy Spółki, w tym najnowszy koncept – HalfPrice. W minionym kwartale zanotował sprzedaż na poziomie 82 mln PLN, czyli ponad dwa razy wyższą niż w okresie maj-lipiec br. Sieć sklepów stacjonarnych w kategorii off-price obecna jest dziś w Polsce, Austrii, Czechach i na Węgrzech. Pod koniec roku marka pojawi się także w Chorwacji, a w listopadzie zadebiutuje w kanale online.

Wysoka dostępność towaru oraz odpowiedzialna polityka cenowa i rabatowa Grupy przełożyły się na poprawę marży brutto (5,3 p.p. rdr). Spółka utrzymała także wysoką dyscyplinę kosztową – kontrolowany wzrost w tym obszarze wynikał głównie z dynamicznej ekspansji e-commerce (wzrost przychodów online o 49% rdr) oraz szybkiego rozwoju sieci HalfPrice (otwarcie 13 salonów w Q3, zaawansowane prace dotyczące startu e-commerce), które mają charakter inwestycji w jeszcze lesze wyniki w przyszłości. W związku z tym, kolejny kwartał z rzędu, Grupa CCC osiągnęła dwucyfrową rentowność EBITDA, tj. 11%. Od sierpnia do października br. Spółka wypracowała zysk EBITDA na poziomie 226 mln PLN (+55% rdr).

– Wysokie dynamiki sprzedaży w sieci detalicznej i e-commerce oraz dwucyfrowa rentowność EBITDA to rezultat, z którego jesteśmy zadowoleni. Utrzymujemy dyscyplinę kosztową w kanale tradycyjnym, a w obszarze e-commerce oraz off-price inwestujemy zgodnie ze strategią – mówi Kryspin Derejczyk, Wiceprezes Zarządu Grupy CCC ds. Finansowo-Księgowych.

Dalsze umacnianie segmentu e-commerce

W trzecim kwartale 2021 Grupa CCC utrzymała wysoką dynamikę sprzedaży e-commerce. Udział tego kanału w przychodach wzrósł o 6,6 p.p. do poziomu 45%.

Grupa eobuwie.pl trwale wzmacnia swoją pozycję na rynku e-commerce w branży fashion. Przychody Spółki we wspomnianym okresie były wyższe o 44% rdr, przy czym samo eobuwie.pl wypracowało sprzedaż w wysokości 699 mln PLN (+37% rdr), a MODIVO 123 mln PLN (+113% rdr – dynamika jeszcze wyższa niż w ubiegłym kwartale). Udział sprzedaży tej platformy w Grupie eobuwie.pl wyniósł już 15% (+3 p.p. kdk).

Marża brutto Grupy eobuwie.pl istotnie wzrosła, osiągając poziom 45,3% (+1,6 p.p. rdr). Dynamika kosztów w trzecim kwartale była zbliżona do tempa wzrostu przychodów. Rentowność EBITDA Grupy eobuwie.pl osiągnęła 8,5% – zgodnie z celami strategii GO.22 (narastająco marża EBITDA powyżej 8,5%).

– Grupa eobuwie.pl rośnie w siłę zarówno w Polsce, jak i na kluczowych dla jej działalności rynkach europejskich. To efekt koncentracji na kliencie i jego potrzebach. Znamy oczekiwania konsumentów i wdrażamy rozwiązania dostosowane do ich stylu zakupów oraz przyzwyczajeń. Dzięki temu liczba naszych klientów przekroczyła 8 mln i rośnie w dwucyfrowym tempie. W trzecim kwartale wprowadziliśmy dla naszych klientów między innymi takie udogodnienia jak 100 dni na darmowy zwrot w 12 krajach oraz dostęp do esize.me w aplikacji mobilnej na 4 kolejnych rynkach – mówi Damian Zapłata, Prezes Zarządu eobuwie.pl. – Konsekwentnie kontynuujemy rozwój w obranym kierunku.

Dobre wyniki sprzedażowe w okresie od sierpnia do października br. osiągnęły także pozostałe platformy online Grupy. CCC.eu rosło w tempie 54% rdr i stanowiło już 13% udziałów w segmencie CCC (+2,9 p.p. rdr). Przychody DeeZee wzrosły o 3 mln PLN rdr (+17%) – ich dynamika była pod wpływem m.in. realizowanych inwestycji w zmianę procesów logistycznych, w tym uruchomienia nowego systemu ERP.

Omnichannelowy ekosystem i aktualizacja strategii

Mocny segment e-commerce stanowi fundament wielokanałowego modelu sprzedaży. W jego ramach Grupa CCC cyfryzuje sieć stacjonarną i wprowadza innowacyjne rozwiązania łączące kanały online i offline. Po testowym wdrożeniu w około 200 sklepach, Spółka rozszerzyła dostępność e-kiosków, na blisko 750 punktów w Europie Środkowej. Dzięki nim klienci salonów otrzymali dostęp do bogatej oferty online. Co więcej, CCC jako pierwsza sieć handlowa w Polsce i jedna z pierwszych w Europie wprowadziła płatności odroczone w sklepach stacjonarnych. Dzięki usłudze PayPo, klienci mogą zabrać buty do domu i zapłacić za nie po 30 dniach. W nadchodzących kwartałach Spółka planuje wprowadzić również kolejne rozwiązania polepszające doświadczenia zakupowe. Będzie to m.in. system OMS, który pozwoli na zintegrowanie zapasu sklepowego z zapasem w centralnym magazynie e-commerce. Zwiększy to dostępność produktów oraz usprawni wysyłki zakupów online bezpośrednio ze sklepów.

Jednocześnie, Grupa CCC finalizuje proces rewizji strategii GO.22, której szczegóły zostaną zaprezentowane w listopadzie. To odpowiedź na dynamiczny rozwój Grupy w szybko ewoluującym otoczeniu rynkowym.

Kurs franka zbliża się do 4,40

Dzień wolny na rynku wzrosty kursu euro. Zmiany na rynkach światowych powodują jednak, że tej samej stabilizacji nie odczuwają frankowicze, którzy będą cierpieć.

Piątkowa korekta dolara

Po tym, jak w czwartek działania EBC (a raczej ich brak) spowodowały gwałtowny wzrost euro względem dolara, przyszedł czas na korektę. Piątek przyniósł niemal 1,5 centa umocnienia amerykańskiej waluty. Działo się to przy przyzwoitych, aczkolwiek wcale nie wybitnych danych makroekonomicznych. Rosły wydatki Amerykanów, ale spadały dochody, co może znowu przypominać o ciążących na nich kredytach. Lepiej od oczekiwań wypadły też indeksy koniunktury. Ważniejszym wydarzeniem jest jednak zmiana oczekiwań inwestorów względem stóp procentowych. Nowa prognoza Goldman Sachs mówi obecnie o wzroście w lipcu 2022 roku zaraz po końcu zmniejszania programu skupu aktywów.

Stabilizacja złotego

1 listopada to dzień wolny nie tylko w Polsce. Fakt, że to święto obchodzone jest jeszcze na Węgrzech i na Słowacji nie wstrzymuje notowań. Był to jednak dość dobry dzień dla polskiej waluty, której udaje się wybić z trendu spadkowego względem euro. Stabilizacja w okolicach 4,62 zł jest czymś, co zdecydowanie bardziej sprzyja eksporterom niż osobom zainteresowanym kupnem walut. Należy jednak spojrzeć na pewien problem, który tworzy umacnianie się franka względem euro. W ciągu dwóch tygodni umocnił się on o niemal dwa centymy. Oznacza to, że nawet gdyby euro nie drożało w tym czasie frank i tak podrożałby o około 8 groszy. To właśnie ten ruch odpowiada za to, że nowy miesiąc kredytobiorcy frankowi rozpoczęli od niemiłej niespodzianki w postaci franka za 4,38 zł.

Zmiana czasu

W weekend mieliśmy zmianę czasu z letniego na zimowy. Niby rzecz oczywista, ale trzeba pamiętać, że nie cały świat zmienia godzinę w ten sam weekend. Polska zmienia ją razem z Unią Europejską, więc tutaj problemu nie ma. Amerykanie zmieniają jednak tydzień po nas. Oznacza to, że wszystkie dane makroekonomiczne publikowane będą w tym tygodniu godzinę wcześniej niż zwykle. Jest to i tak mała różnica względem pomysłu niezmieniania czasu z letniego na zimowy, gdyby zmiana miała nie dotyczyć wszystkich.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Diagnoza zdrowia polskich miast

Postępująca urbanizacja i „rozlewanie się miast” zdecydowanie przyczyniają się do zatruwania powietrza, którym oddychamy. Jak wynika z danych Europejskiej Agencji Środowiska, każdego roku w Polsce przedwcześnie z powodu zanieczyszczonego powietrza umiera ponad 45 tys. osób, a niektóre źródła podają, że faktyczna liczba jest dwukrotnie wyższa. Walczące od lat z problemem emisyjności szkodliwych substancji miasta stoją przed wyzwaniami, które pomogą ograniczyć negatywne skutki rozwoju cywilizacyjnego, a jednocześnie nie zahamują działalności gospodarczej. W obliczu toczących się lokalnie i międzynarodowo dyskusji, Knight Frank przeprowadził globalne badanie, obejmujące 286 największych miast na świecie, którego wyniki zaprezentowano w raporcie Active Capital. Efektem tej publikacji jest też ranking największych miast atrakcyjnych dla inwestorów, wiodących pod względem zrównoważonego rozwoju.

Raport Active Capital przedstawia analizę oraz ocenę czynników, na które składało się ponad 150.000 danych i 500 zmiennych. Na podstawie ich wyników można było ocenić poziom zrównoważenia poszczególnych miast według ilości terenów zielonych, zielonej certyfikacji budynków, inicjatyw ograniczających zmiany klimatyczne i samo ryzyko klimatyczne oraz presję urbanizacyjną.

„Biorąc pod uwagę wyniki badania, zdecydowaliśmy się skupić na wybranych miastach europejskich, bazując na kilku kryteriach. Co za tym idzie, bliższej analizie poddanych zostało 118 miast w Europie, które zebraliśmy w raporcie „Dobra Forma Miasta. Trendy, które zmieniają miasta”. Badane ośrodki miejskie w Polsce charakteryzowały się zbliżoną do innych miast europejskich wartością czynnika określającego odporność na ryzyka zmian klimatycznych, dlatego przeprowadzona przez Knight Frank w Polsce analiza uwzględnia wyniki osiągnięte przez wybrane ośrodki w dwóch kategoriach: poziomu redukcji emisyjności i ekologiczności. W ramach diagnozy przeanalizowane zostały między innymi takie aspekty jak: rozwój infrastruktury komunikacji publicznej, udział terenów zielonych w powierzchni miasta, jakość powietrza w miastach, liczba certyfikowanych zielonych budynków, zmiany temperatury, tempo urbanizacji i działania ukierunkowane na redukcję emisji CO2,” – wyjaśnia Elżbieta Czerpak, Dyrektor działu Badania Rynku w Knight Frank.wykres 1_Dobra Forma Miasta wykres 2_Dobra Forma Miasta

Emisyjność zanieczyszczeń i ekologiczność miast

W badaniu tych aspektów, przeprowadzonym w oparciu o duży zbiór danych dotyczących największych ośrodków miejskich na świecie, pod lupę wzięto 118 europejskich miast. Wiodącą pozycję w rankingu osiągnęły Londyn i Paryż, które zarówno pod kątem ekologiczności, jak i ograniczania emisji zanieczyszczeń osiągnęły najlepsze wyniki. Spośród polskich miast najwyższą ocenę uzyskała Warszawa, która zajęła 20. miejsce w zestawieniu. Kolejne polskie miasta już tak dobrymi wynikami nie mogą się pochwalić – Kraków uplasował się na 65. pozycji, natomiast Wrocław, Łódź, Poznań i Gdańsk zajęły odpowiednio 89., 97., 98. i 105. miejsce. „Wpływ na lokaty polskich miast miała przede wszystkich niska jakość powietrza, ale dodatkowo zespoły miejskie muszą ograniczyć negatywne skutki urbanizacji i polepszyć jakość życia mieszkańców,” – wyjaśnia Lidia Zawiła, Konsultant w dziale Badania Rynku Knight Frank.

Jednym z kluczowych problemów współczesnych miast jest zanieczyszczenie powietrza, które bada się pod kątem obecności dwóch rodzajów pyłów zawieszonych w powietrzu: PM2,5 oraz PM10. Ich źródłem, poza naturalnym pochodzeniem, jest przede wszystkim działalność człowieka – procesy produkcyjne i spalanie paliw.

Szkodliwość smogu podkreśla fakt, że według Światowej Organizacji Zdrowia jest on przyczyną przedwczesnej śmierci 7 milionów ludzi rocznie, a zanieczyszczenie powietrza stanowi obok zmian klimatycznych jedno z największych zagrożeń dla życia ludzkości. Co więcej, już w 2013 roku Międzynarodowa Agencja Badań nad Rakiem Światowej Organizacji Zdrowia (IARC) zakwalifikowała zanieczyszczenie powietrza oraz pył zawieszony jako substancje rakotwórcze. Warto jednocześnie podkreślić, że według WHO w 2019 roku ponad 90% populacji zamieszkiwało obszary, na których stężenie PM2,5 przekraczało dopuszczalne poziomy ustalone przez Światową Organizację Zdrowia.

Polskie ośrodki miejskie w czołówce niechlubnego rankingu

Według danych opublikowanych w raporcie Global Carbon Atlas w 2019 roku Polska zajmowała wysokie, czwarte miejsce wśród 27 krajów Unii Europejskiej pod względem emisji dwutlenku węgla. Wyprzedziły ją jedynie Francja, Włochy i Niemcy.

W opublikowanych przez WHO raporcie na temat jakości powietrza w Europie w 2018 roku na 50 najbardziej zanieczyszczonych miast aż 36 znajdowało się w Polsce.

Wyludnianie się polskich miast

Niska jakość powietrza w miastach, migracje wewnętrzne oraz ujemny przyrost naturalny są przyczyną przestrzennego rozlewania się największych ośrodków na przedmieścia, a co za tym idzie – malejącej od lat liczby ich mieszkańców. W latach 1990-2015 wszystkie z badanych przez Knight Frank polskich miast, tj. Warszawa, Kraków, Wrocław, Łódź, Poznań i Gdańsk, odnotowały spadek populacji (średnio o 9%), podczas gdy wiele z europejskich ośrodków miejskich zarejestrowało przyrosty w liczbie ludności. Ten trend jest szczególnie widoczny w miastach skandynawskich, a jest to rezultat podejmowanych od lat działań zapobiegających rozlewaniu się miast, rozwoju ośrodków miejskich do wewnątrz i dogęszczania zabudowy w centrum miasta.

Postępująca urbanizacja, czyli gwałtowny wzrost ilości powierzchni zabudowanych

„Urbanizacja, która jest nieodłącznym elementem procesu rozwoju miast, w ostatnich dziesięcioleciach nabrała dynamicznego tempa. Wraz z nią zwiększył się poziom hałasu, często przekraczający przyjęte normy oraz zmniejszył się udział terenów zielonych, a oba skutki niestety mają negatywny wpływ na komfort życia w mieście,” – wyjaśnia Magdalena Czempińska, Dyrektor w dziale Badania Rynku Knight Frank.

Jak pokazują wyniki w przeprowadzonym przez Knight Frank badaniu, na tle europejskich miast wyróżnia się Kraków, który pomimo wysokiego wzrostu powierzchni zabudowanej (65%) zdołał zanotować jeden z najwyższych przyrostów wskaźnika zieleni w obszarach zabudowanych spośród uwzględnionych w analizie miast. Dla porównania taki sam wynik odnotowała Lizbona, a wyższym wskaźnikiem mogą pochwalić się tylko trzy europejskie miasta: Rennes, Lyon i Genewa. Jednocześnie Warszawa zarejestrowała w latach 1975-2015 aż 70% wzrost powierzchni zabudowanej, co plasuje stolicę Polski na 3. pozycji na tle analizowanych europejskich miast. Pod tym względem Warszawę wyprzedzają tylko Madryt (wzrost o 83%) oraz Kijów (86%). Do grona miast, które zanotowały najmniejsze przyrosty obszarów zabudowanych w analizowanym okresie należały Londyn (10%), Zurych i Barcelona (po 12%), Mediolan (13%), Monachium i Manchester (po 14%) oraz Berlin (15%).

„Dokładniejsza analiza wzrostu powierzchni zurbanizowanej o wysokiej gęstości zaludnienia i powierzchni zabudowanej w wybranych miastach w latach 1975-2015 wyraźnie wskazuje, że w tym okresie miasta Europy Środkowo-Wschodniej (m.in. Praga, Kijów, a także analizowane polskie miasta) doświadczyły procesu rozlewania się miast, podczas gdy wiele europejskich ośrodków, zwłaszcza miasta skandynawskie, dogęszczało swoje centra zgodnie z założeniami nowego urbanizmu i ideą zrównoważonego rozwoju, co widać na przykładzie takich miast jak Helsinki, Monachium, Oslo, Zurych, Kopenhaga i Sztokholm,” – komentuje Lidia Zawiła.

Gra w zielone polskich miast

Wspomniany komfort życia uzależniony jest w znacznym stopniu od obecności zieleni w mieście. Według HUGSI 2020 Index oceniającego poziom zazielenienia obszarów zurbanizowanych, który objął 155 ośrodków miejskich z całego świata, Kraków zajął 3. miejsce wśród europejskich miast oraz 5. pozycję na świecie. Analiza została przeprowadzona za pomocą obrazów satelitarnych i skupiała się wokół faktycznego procentowego udziału przestrzeni zielonych w metropoliach. Stolica Małopolski w klasyfikacji obejmującej miasta europejskie wyprzedziła pod tym względem Stuttgart, Zurych, Hamburg czy Pragę, ustępując jedynie Dortmundowi i Wilnu. Inne polskie miasta podlegające analizie – Wrocław i Warszawa – zajęły w rankingu odpowiednio 16. i 17. miejsce w Europie i 22. oraz 23. na świecie. Tereny zielone zajmują 54% powierzchni stolicy Dolnego Śląska, natomiast w Warszawie i Krakowie – odpowiednio 51% i 57% powierzchni miasta. Ranking został zdominowany przez miasta niemieckie – w pierwszej setce znalazło się ich aż 20.

Ekomobilność w trosce o środowisko

Zanieczyszczenie powietrza jest również ściśle związane ze stale rosnącą liczbą samochodów. W 2019 roku w Krakowie przypadało 685 samochodów na 1.000 mieszkańców, podczas gdy w Wiedniu i Berlinie – odpowiednio 372 i 324. Pozostałe polskie miasta odnotowały liczby nawet wyższe niż Kraków. W 2020 roku w Warszawie były 833 samochody/1.000 osób, w Katowicach – 854, w Poznaniu – 850, a we Wrocławiu – 690. Warto dodać, że liczba samochodów w miastach Europy Zachodniej systematycznie maleje, a kolejne ośrodki wprowadzają ograniczenia dotyczące wjazdu do centrum dla transportu samochodowego.

„Rozbudowana sieć transportu szynowego stanowi ważny aspekt komunikacji miast europejskich. Oczywiście mówimy tutaj zarówno o metrze, jak i kolei podmiejskiej. Biorąc pod uwagę obie formy w Europie wyróżniają się takie miasta jak Londyn, Moskwa, Paryż i Madryt, ale jedną z najdłuższych sieci kolei podmiejskich posiada Warszawa,” – dodaje Magdalena Czempińska.

Sektor pożyczkowy ze stratą 279 mln zł za 2020 rok

Branża pożyczkowa zamknęła 2020 rok ze stratą 279 mln złotych – wynika z analizy sprawozdań finansowych instytucji pożyczkowych dokonanej przez Fundację Rozwoju Rynku Finansowego. W stosunku do 2019 r. branża pogłębiła w poprzednim roku stratę o 56 procent. Przychody ze sprzedaży stopniały ponad 1 mld złotych. Ujemne wyniki to efekt pandemii COVID-19, w tym przede wszystkim towarzyszących jej regulacji obniżających limit kosztów pozaodsetkowych.

Rynek instytucji pożyczkowych już od dłuższego czasu znajduje się pod kreską i przestał być rentowny. Słabą kondycję sektora potwierdzają jego zeszłoroczne wyniki. Z danych ze sprawozdań finansowych za 2020 rok wynika, że przychody ze sprzedaży przeanalizowanych spółek zmniejszyły się z 3,88 mld zł do 2,83 mld zł, co oznacza spadek o 27 proc. w stosunku do danych sprzed dwóch lat. Zamrożona akcja kredytowa w trakcie pandemii odbiła się nie tylko na spadku przychodów, ale też na poziomie aktywów branży, które na koniec 2020 r. wyniosły 5,9 mld zł wobec 7,5 mld zł w 2019 roku. I choć aktywa instytucji pożyczkowych wyraźnie się skurczyły, to wynik finansowy pozostał ujemny, wynosząc -279 mln złotych.

Obniżona podaż jako reakcja branży na zawirowania prawne i gospodarcze

„Dane za poprzedni rok dobitnie odzwierciedlają problemy sektora, z jakimi ten mierzył się w czasie pandemii COVID-19. Obniżony popyt na produkty kredytowe, konieczność wdrożenia wakacji kredytowych, obniżka stóp procentowych czy wreszcie ograniczenie maksymalnej wysokości kosztów pozaodsetkowych o ponad 60 proc. – to tylko niektóre z nich” – wylicza Agnieszka Wachnicka, prezes Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego. Jako czynnik najbardziej dotkliwy w skutkach branża wskazuje nagłe obniżenie limitu pozaodsetkowych kosztów pożyczek: do 21 proc. dla kredytów udzielanych na okres powyżej 30 dni i 5 proc. dla produktów z krótszym niż 30-dniowy terminem zapadalności. W nowych warunkach rynkowych, przy jednoczesnym wzroście ryzyka kredytowego oraz negatywnym sentymencie inwestorów do branży, a co za tym idzie trudnościach sektora z pozyskaniem finansowania, instytucje pożyczkowe miały problem ze skonstruowaniem rentownej oferty. A to z kolei spowodowało wycofanie się z rynku przez około 25 proc. podmiotów i mocne ograniczenie rozmiaru akcji kredytowej przez pozostałe. Przypomnijmy, że według danych CRIF wolumen udzielonych pożyczek spadł w poprzednim roku o 34 procent.

Ujemna rentowność to kolejny obraz rynku, jaki wyłania się z analizy zeszłorocznych danych. Zarówno wskaźnik ROA, jak i ROE przyjęły w 2020 r. ujemne wartości. Pierwszy z nich wyniósł -4,7 proc., zaś wskaźnik rentowności kapitału spadł do -18,2 proc., podczas gdy w przedpandemicznym 2019 roku dla tej samej grupy przeanalizowanych podmiotów wynosiły odpowiednio: -2,4 proc. oraz -10,5 procent.

Covidowe restrykcje najmocniej uderzyły w największe firmy

Z analizy sprawozdań finansowych wynika również, że nie wszystkie firmy pożyczkowe w takim samym stopniu odczuły covidowe restrykcje. Bo choć ci najwięksi gracze – z kilkoma wyjątkami – odnotowali stratę, to jednak niektórzy pożyczkodawcy odnieśli nawet kilkuset procentowe wzrosty zysku netto.

Jak tłumaczy Agnieszka Wachnicka, prezes FRRF: „Sektor instytucji pożyczkowych jest mocno zróżnicowany. W rejestrze prowadzonym przez KNF oficjalnie widnieje 532 podmioty, z czego tylko nieco więcej niż połowa spółek prowadziła pozabankową działalność kredytową oraz złożyła do tej pory sprawozdania finansowe za ostatnie dwa lata. Łącznie takich firm jest 274, przy czym to 25 instytucji pożyczkowych odpowiada za 87 proc. udziałów w rynku mierzonych wartością aktywów. Jak dodaje: „Koncentrując się wyłącznie na tej grupie, można zauważyć, że to właśnie najwięksi pożyczkodawcy, dostosowując się do nowych reguł, odnotowali najwyższą stratę – powyżej 230 mln złotych. Mniejsi gracze poradzili sobie w trudnych warunkach, co jest o tyle zaskakujące, że z reguły to właśnie najmniejsi przedsiębiorcy są najbardziej narażeni na utratę zysku i płynności ”.

***
Pełna metodologia badania dostępna na stronie:
https://frrf.pl/branza-pozyczkowa-ze-strata-blisko-280-mln-za-2020-rok/

KUKE/PZPB: Stabilna sytuacja budowlanki pomimo rosnących kosztów

W III kwartale br. sądy ogłosiły sześć upadłości firm z branży budowlanej w porównaniu z dziewięcioma rok wcześniej – wynika z danych zawartych w Monitorze Sądowym i Gospodarczym. Spadła również liczba restrukturyzacji – z 19 do 13. W efekcie w III kw. tego roku doszło do 19 przypadków niewypłacalności podmiotów z sektora budowlanych wobec 30 kwartał wcześniej i 28 przed rokiem, gdy właśnie zaczęły obowiązywać przepisy wprowadzające procedurę uproszczonego postępowania o zatwierdzenie układu znacznie zwiększające liczbę restrukturyzacji. W ciągu ostatnich 12 miesięcy sądy ogłosiły 31 upadłości likwidacyjnych, co stanowi 8 proc. wszystkich bankructw spółek prawa handlowego w tym czasie.

Sporządzany przez KUKE i PFR indeks upadłości w budownictwie wyniósł na koniec września 0,67 proc. w porównaniu z 0,73 proc. w czerwcu i 1,05 proc. przed rokiem. Wskaźnik rozpoczętych restrukturyzacji przyniósł spadek do 1,61 z 1,74 proc. w czerwcu (0,94 proc. rok wcześniej).

We wrześniu wskaźnik klimatu koniunktury GUS w sektorze budowlanym ukształtował się na poziomie -7,9 wobec -7,0 w sierpniu i – 5,5 w czerwcu oraz – 15,0 rok wcześniej. Składowa prognostyczna wskaźnika obniżyła się jeszcze bardziej – z – 2,1 w czerwcu do – 6,3 w sierpniu i – 10,0 we wrześniu. Niezmiennie prawie 70 proc. badanych podmiotów jest przekonana, że w obecnych warunkach jest w stanie przetrwać na rynku co najmniej trzy miesiące. Nie zmienia się „ranking” negatywnych skutków epidemii koronawirusa dla sektora: wzrost kosztów, zakłócenia w łańcuchach dostaw, spadek sprzedaży skutkujący niższymi przychodami oraz brak pracowników. Kolejny kwartał, tym razem o prawie 5 pkt, spadł za to odsetek (do 12,1 proc.) wskazań na problemy z bieżącym finansowaniem. I spośród wszystkich sektorów gospodarki najwięcej jest odpowiedzi (21,9 proc.), że pandemia nie wywołała żadnych negatywnych skutków dla branży. Z drugiej strony, firmy budowlane zakładają jednak spadek (-3,4) zamówień ze strony klientów.

Janusz Władyczak, prezes zarządu KUKE:

Nastroje w branży budowlanej stopniowo się pogarszają, podobnie zresztą jak w innych sektorach gospodarki, wraz z pogłębiającym się szokami cenowym i przedłużającymi się trudnościami w dostępie do materiałów i komponentów. Spadek odczuwanej koniunktury był we wrześniu jednak mniejszy niż w przemyśle czy gastronomii i hotelarstwie. W porównaniu z innymi krajami zaledwie 10 proc. polskich firm budowlanych zgłasza niedobory materiałów, a – jak podaje Polski Instytut Ekonomiczny – w Niemczech, Austrii i na Węgrzech ten odsetek wynosi ponad 30 proc., a we Francji i w Czechach ok. 20 proc. Analitycy oczekują dalszego wzrostu skali niedoborów, co będzie przekładać się na wyższe ceny materiałów, a tym samym na wyższe koszty realizowanych inwestycji. W efekcie inwestycje osłabną w najbliższych kwartałach, nie tylko w budowie mieszkań, ale też w innych segmentach rynku budowlanego, ponieważ część przetargów może nie być rozstrzygana, biorąc pod uwagę zaplanowane budżety i niepewność co do zmian cen rynkowych.

Do tego dochodzi rozpoczęcie – jak się należy spodziewać – cyklu podwyżek stóp procentowych w Polsce. Sądząc po skali działań banków centralnych Czech i Węgier przed nami seria podwyżek kosztu pieniądza, co zweryfikuje założenia inwestycyjne wielu podmiotów oraz zdejmie część presji z rynku budownictwa mieszkaniowego, przekierowując część środków na oszczędności. Osobną kwestią pozostaje oczekiwanie na napływ różnych środków z Unii Europejskiej, które również miały trafić na inwestycje, przede wszystkim samorządowe, a w konsekwencji do sektora budowlanego. Należy przy tym pamiętać również m.in. o jego ograniczeniach związanych z rosnącymi kosztami zatrudnienia i problemami z pozyskiwaniem pracowników.

Skutkiem takiej sytuacji może być urealnienie oczekiwań oraz coraz częstsze spoglądanie polskich firm budowlanych na zamówienia z rynków międzynarodowych. Oczywiście krajowe instytucje finansowe będą bacznie obserwować kondycję klientów z tego sektora, w szczególności działających w sektorze kolejowym i to, jak wygląda realizacja projektów zakontraktowanych przez rynek jeszcze przed pandemią. W ostatnim czasie wskaźniki niewypłacalności są na generalnie bezpiecznych poziomach.

Dr Damian Kaźmierczak, główny ekonomista Polskiego Związku Pracodawców Budownictwa:

Spadek liczby niewypłacalności firm budowlanych wskazuje na stabilną kondycję finansową sektora budownictwa który przez cały rok 2021 mierzy się bezprecedensowym wzrostem cen surowców i materiałów. Rosnące koszty powinny być jednak widoczne w sprawozdaniach finansowych przedsiębiorstw dopiero w kolejnych miesiącach. Będzie to zależało m.in. od wielkości spółki, struktury portfela zleceń, daty podpisania nowych kontraktów i momentu zakupu materiałów.

W gorszej sytuacji wydają się być generalni wykonawcy, którzy pozyskali kontrakty w II poł. 2020 r., ale nie zdążyli nabyć materiałów przed rekordowym wystrzałem cen, który nie był możliwy do przewidzenia na podstawie zdarzeń historycznych. Większe straty na kontraktach prawdopodobnie odnotują firmy działające w segmencie publicznym, w którym obowiązuje wynagrodzenie ryczałtowe lub quasi-ryczałtowe. Nowe klauzule waloryzacyjne w segmencie drogowym i kolejowym rekompensują wykonawcom niekontrolowany wzrost kosztów tylko częściowo. Z tego powodu należałoby poważnie rozważyć ich modyfikację, aby zdjąć z firm budowlanych nadmierną ekspozycję na wahania cen materiałów, którymi nie są w stanie aktywnie zarządzać. Mechanizmy waloryzacyjne nie rozpowszechniły się jeszcze w energetyce i bardzo brakuje ich w segmencie samorządowym. W przeciwieństwie do zamawiających publicznych, prywatni inwestorzy są zdecydowanie bardziej skłonni renegocjować z wykonawcami warunki wynagrodzenia, ale nie jest to regułą i nie można przyjmować tego za pewnik.

Najbardziej dotknięte problemem drożejących materiałów mogą być mniejsze firmy podwykonawcze, które z jednej strony mierzą się ze znacznym wzrostem kosztów, a z drugiej strony mają ograniczone pole do zwiększania przychodów w warunkach umiarkowanego pogorszenia klimatu inwestycyjnego w branży budowlanej. Jego przyczyn nie należy jednak upatrywać w niesłabnącej epidemii COVID-19, tylko w naturalnym cyklu koniunkturalnym w budownictwie, które jest silnie uzależnione od napływu środków UE. To między innymi z tego powodu nie może obecnie wystartować duża część inwestycji samorządowych, dołek inwestycyjny na kolei jest głębszy od tego z pamiętnych lat 2014-2016, a także opóźnia się proces modernizacji i przebudowy krajowego sektora energetyki. W konsekwencji wśród firm nasila się konkurencja o pozyskanie nowych zleceń w innych segmentach budownictwa. Jest to chyba najbardziej widoczne w segmencie drogowym. Wprawdzie inwestycje na drogach są realizowane w relatywnie dobrym tempie, ale branża drogowa dysponuje jeszcze wolnymi mocami przerobowymi, które pozwalają stronie publicznej na zwiększenie nakładów inwestycyjnych w obszarze drogownictwa w kolejnych latach. Świetna koniunktura panuje na rozgrzanym segmencie mieszkaniowym, w którym deweloperzy mogliby znacząco zwiększyć liczbę nowych inwestycji, gdyby nie mnożące się ograniczenia podażowe, które zaczynają destabilizować funkcjonowanie całego sektora budownictwa. Coraz więcej firm odczuwa niedobór podstawowych materiałów, który wydłuża realizację wielu projektów inwestycyjnych. Ponadto, już prawie połowa firm ankietowanych przez GUS uznaje brak wykwalifikowanych pracowników jako poważną barierę rozwojową. Na rynku budowlanym bardzo szybko rośnie więc liczba pracowników z zagranicy, ale ich pozyskanie wciąż wiąże się dla przedsiębiorstw z nadmiernie skomplikowanymi procedurami prawnymi, które nie ułatwiają sprawnego uzupełniania luki pracowniczej.

Ograniczony potencjał krajowej branży budowlanej budzi uzasadnione obawy przed nadchodzącą kumulacją inwestycji we wszystkich segmentach budownictwa. Według wszelkiego prawdopodobieństwa może ona wystąpić z całą mocą i ze wszystkimi negatywnymi konsekwencjami już w latach 2022-2025. Przyspieszenie projektów publicznych w segmencie drogowym, kolejowym, energetycznym, hydrotechnicznym i samorządowym może zbiec się z dalszą poprawą koniunktury lub odbudową klimatu inwestycyjnego w niektórych obszarach segmentu prywatnego, tj. mieszkaniowym, biurowym, logistycznym i przemysłowym. Każde spiętrzenie robót budowlanych zazwyczaj wiąże się z niekontrolowanym wzrostem cen surowców, materiałów i usług, a także poważnym deficytem rąk do pracy, wzrostem cen robocizny i przyspieszeniem dynamiki wynagrodzeń w sektorze budownictwa. Wprawdzie najwięksi generalni wykonawcy dysponują odpowiednimi zasobami do przyciągania nowych talentów i ograniczania fluktuacji własnej kadry, ale tego samego nie można powiedzieć o mniejszych firmach wykonawczych i podwykonawczych, które zazwyczaj najbardziej cierpią na deficyt wykwalifikowanych specjalistów. To dlatego w takiej sytuacji niezwykle ważne jest umiejętne i rozważne rozplanowanie wszystkich inwestycji publicznych, aby uniknąć doprowadzenia branży budowlanej na skraj załamania. Jednym z najczęściej rozważanych pomysłów na zwiększenie mocy wykonawczej krajowego budownictwa, aby sprostać wyjątkowo ambitnym wyzwaniom inwestycyjnym w kolejnych latach, jest szersze uchylenie drzwi do polskiego rynku budowlanego dla nowych podmiotów z zagranicy. Taka strategia wydaje się jednak bardzo krótkowzroczna, a przede wszystkim pozbawiona większego sensu, ponieważ na rynku zabraknie polskich firm podwykonawczych gotowych do podjęcia współpracy z zagranicznymi wykonawcami. W efekcie nie można wykluczyć scenariusza, w którym firmy spoza naszego kraju pozyskają wiele kontraktów publicznych, ale nie będą w stanie ich zrealizować, bo nie dysponują w Polsce żadnym potencjałem wykonawczym.

W tych dzielnicach Warszawy najlepiej kupować nieruchomości

Białołęka, Wawer, Wilanów, Bemowo i Targówek to najbardziej perspektywiczne dzielnice warszawskiego rynku mieszkaniowego, wynika z raportu REDNET Consulting. W analizie jako jeden z najważniejszych czynników wzięto pod uwagę rozwój infrastruktury transportowej w najbliższych latach.
Rosnące ceny mieszkań zmuszają warszawiaków do poszukiwania własnych czterech kątów poza historycznymi częściami stolicy jak Mokotów, Żoliborz czy Powiśle. Jednocześnie dobra i sprawna komunikacja, szczególnie z centrum miasta, wciąż jest najważniejsza dla większości kupujących. Według analityków w najbliższym czasie to skrajne dzielnice Warszawy będą się najszybciej rozwijały, jednocześnie wciąż oferując najtańsze mieszkania, które mogą szybko zyskiwać na wartości.

– Dzielnice, na które zwróciliśmy uwagę w naszym raporcie, wciąż są jednymi z najtańszych w Warszawie. Wielu mieszkańców nadal postrzega je jako źle skomunikowane z centrum miasta – niesłusznie. Powstające obwodnice Warszawy, kolejne stacje metra oraz rozwijana sieć tramwajowa powinny zdecydowanie rozładować ruch samochodowy, co dla mieszkańców tych dzielnic będzie oznaczało wyeliminowanie problemu stania w porannych korkach. Wpłynie to diametralnie na zainteresowanie wspomnianymi rejonami miasta – wyjaśnia Wojciech Marzec, Starszy Analityk działu REDNET Consulting..

Jedną z najszybciej rozwijających się dzielnic miasta pozostaje Białołęka. Od początku 2019 r. (poza I kwartałem 2021 r.) to właśnie tu sprzedaje się najwięcej mieszkań. Na terenie Białołęki w II kwartale 2021 roku sprzedano w sumie aż 1 127 mieszkań. Jest to dzielnica rozwijająca się już od wielu lat i nic nie wskazuje na to, aby w najbliższym czasie miało się coś zmienić. Na Białołęce wciąż pozostaje wiele terenów do zabudowy a nowi mieszkańcy mogą korzystać z wielu szkół, które powstały tutaj na przestrzeni ostatnich lat. Dodatkowym impulsem do dalszego rozwoju dzielnicy będzie rozbudowa II linii metra, budowa Wschodniej Obwodnicy Warszawy oraz dokończenie Warszawskiej Obwodnicy Miejskiej, szczególnie na odcinku Trasa Mostu Marii Skłodowskiej-Curie.

Duży wzrost zainteresowania nabywców notuje również Wawer. W pierwszym półroczu 2021 r. sprzedano 447 mieszkań, co stanowiło 68% całkowitej sprzedaży lokali w tej dzielnicy w roku poprzednim. Największa warszawska dzielnica pod względem powierzchni wciąż nie jest jeszcze zagospodarowana, co stwarza duże możliwości inwestycyjne dla nowych deweloperów. W pierwszym półroczu 2021 r. liczba mieszkań wprowadzonych na rynek wyniosła aż 75% liczby lokali sprzedanych w całym 2020 r. Podobnie jak w przypadku Białołęki do rozwoju dzielnicy przyczynią się powstające obwodnice – Południowa i Wschodnia, a także Warszawska Obwodnica Miejska, która usprawni ruch na odcinku Trasy Olszynki Grochowskiej. Dodatkowo do Wawra ma też sięgać nowa, III linia metra.

Swoisty renesans zaczyna przeżywać Wilanów – dzielnica, w której od 2017 r. spadała zarówno sprzedaż mieszkań, jak i ilość powstających inwestycji. Według ekspertów REDNET spadki te były spowodowane głównie zmniejszeniem dostępności gruntów pod zabudowę i zakończeniem budowy miasteczka Wilanów na północ od powstającej Południowej Obwodnicy Warszawy. Analitycy przewidują jednak wzrost zainteresowania nabywców – a co za tym idzie dalszą rozbudowę Wilanowa na południe od obwodnicy – po oddaniu kluczowej nitki komunikacyjnej dla tej części miasta. Rozwój dzielnicy zależy też od realizacji planowanej trasy tramwajowej wzdłuż ulicy Puławskiej.

Rozwijająca się II linia metra poprawi też skomunikowanie ostatnio mniej popularnych dzielnic, czyli Bemowa i Targówka. W przypadku tego pierwszego rozbudowa kolei podziemnej powinna przyspieszyć zagospodarowanie terenów na osiedlu Chrzanów na zachód od ulicy Lazurowej. Swoje zrobi też ukończenie Obwodnicy Miejskiej na odcinku Trasa Mostu Marii Skłodowskiej-Curie–Trasa N-S oraz budowa północnej wylotówki z Warszawy, drogi S-7 w kierunku Gdańska. Z kolei Targówek dużo zyska na budowanej Wschodniej Obwodnicy Warszawy oraz na Obwodnicy Śródmiejskiej na odcinku od Ronda Żaba do Ronda Wiatraczna, w wyniku czego ceny nieruchomości w tej dzielnicy powinny zdecydowanie wrosnąć.

RTB House inwestuje w NapoleonCat

Spółka RTB House zainwestowała w NapoleonCat, polską firmę specjalizującą się w narzędziach wspierających zaangażowanie marek w mediach społecznościowych. Inwestycja to dla NapoleonCat nie tylko szansa na wzrost i dalszy rozwój narzędzi oferowanych przyszłym i obecnym klientom, ale też plan na przekształcenie się w wiodącą globalną platformę zarządzania social mediami.

Dla RTB House to już druga taka inwestycja w 2021 roku po nabyciu 100 proc. udziałów w platformie content marketingowej WhitePress. Transakcji dokonano z funduszami KnowledgeHub, INventures oraz aniołami biznesu. Zarząd NapoleonCat nie zmienia się.

NapoleonCat to platforma oparta na modelu SaaS, z której korzystają social media marketerzy i działy obsługi klienta z ponad sześćdziesięciu państw na całym świecie. Dzięki usprawnieniu i automatyzacji wielokanałowej komunikacji z klientami na platformach takich jak Facebook, Instagram, Twitter, YouTube, LinkedIn czy Google MyBusiness NapoleonCat pozwala markom na znaczną poprawę ich customer experience, zapewniając jednocześnie łatwy rozwój w tak złożonym ekosystemie. Obecnie firma koncentruje się na amerykańskim sektorze MŚP, szczególny nacisk stawiając na sektory e-commerce oraz agencje marketingowe.

Jesteśmy podekscytowani rozpoczęciem kolejnego etapu na drodze do stania się globalnie rozpoznawalnym dostawcą technologii marketingowych. Partnerstwo z RTB House to dla nas nie tylko dodatkowy kapitał, ale co ważniejsze – dostęp do sieci branżowych ekspertów z całego świata. Wierzymy, że połączenie tych dwóch składników pozwoli nam przyspieszyć dalszy rozwój naszych produktów w obszarze kontaktu z klientem w social mediach, a także jeszcze skuteczniej docierać na nowe rynki. Grupa RTB House jest jedną z najszybciej rozwijających się spółek technologicznych i od długiego czasu była dla nas benchmarkiem. To wszystko sprawia, że jesteśmy pewni obopólnego sukcesu tego partnerstwa. – mówi Grzegorz Berezowski, CEO i założyciel NapoleonCat.

Rozszerzenie naszego portfolio o usługi oferowane przez NapoleonCat to dla RTB House świetna szansa na rozbudowanie oferty z zakresu komunikacji w mediach społecznościowych. To, w jaki sposób ich zespół już dziś podbija rynek zarządzania kanałami social media, zrobiło na nas ogromne wrażenie. Jesteśmy przekonani, że wspólnymi siłami uda nam się uczynić NapoleonCat narzędziem numer jeden dla marek na całym świecie – dodaje Robert Dyczkowski, CEO w RTB House.

Doradcy

Doradcami RTB House w transakcji byli: Clifford Chance, Paweł Dunalewicz, Tomasz Pelczar.
NapoleonCat i udziałowcy wspierani byli przez kancelarię Rymarz Zdort i kancelarię Blumski.

Zmiany w zarządzie ManpowerGroup

Iwona Janas, która zarządzała firmą ManpowerGroup w Polsce oraz w Rosji awansowała z początkiem listopada, obejmując nową funkcję w strukturach europejskich firmy. Została Vice Presidentem i szefem Manpower na Europę. Tym samym przestała pełnić swoje wcześniejsze stanowiska. Nowym dyrektorem ManpowerGroup w Polsce został Tomasz Walenczak, dotychczasowy dyrektor Manpower.

Iwona Janas jako Vice President i szef Manpower na Europę będzie odpowiedzialna za rozwój i wzmacnianie marki Manpower na rynkach europejskich. To nowe stanowisko w strukturach firmy, którego celem jest spójny rozwój brandu w całej Europie. Iwona Janas przez ostatnie 18 lat jako dyrektor generalna firmy w Polsce, a od 5 lat również w Rosji, zarządzała trzema markami należącymi do ManpowerGroup. W trakcie swojej pracy w polskich strukturach firmy przyczyniła się do rozwoju organizacji – z 1 do 70 oddziałów, z 5 do blisko 700 zatrudnionych – oraz osiągnięcia pozycji jednego z liderów rozwiązań HR na polskim rynku.

Tomasz Walenczak na nowym stanowisku jako dyrektor generalny ManpowerGroup w Polsce rozszerza swoje kompetencje o zarządzanie pełnym wachlarzem marek firmy: Manpower, Talent Solutions oraz Experis, a także pozostałych struktur organizacji nad Wisłą. Do jego zadań będzie należało między innymi tworzenie i wdrażanie strategii rozwoju przedsiębiorstwa oraz zapewnienie jego dalszego wzrostu. Tomasz Walenczak jest związany z firmą od blisko 12 lat. Swoją karierę w ManpowerGroup rozpoczął jako dyrektor regionalny w 2009 roku, by po niespełna 4 latach awansować na dyrektora jednej z linii biznesowych w firmie, a w 2016 roku objął rolę dyrektora marki Manpower, którą pełnił do końca października 2021 roku.

Tydzień banków centralnych

Coraz większa liczba banków centralnych zaostrza swoją politykę monetarną. W ubiegłym tygodniu Bank Kanady zaprzestał skupu aktywów a RBA zakończył kontrolę krzywej dochodowości. W tym tygodniu z dużym prawdopodobieństwem podniesie swoją główną stopę procentową a Fed ogłosi ograniczenie QE. Od piątku urosły również oczekiwania co do dalszych podwyżek kosztu pieniądza przez RPP.

Jeszcze jakiś czas temu przedstawiciele banków centralnych prognozowali gwałtowny spadek inflacji po ustaniu niedoborów podaży. Rynek zakładał nieco mniej optymistyczny scenariusz. W tym momencie większość instytucji państwowych reaguje szybko i zacieśnia politykę pieniężną. Wydaje się zatem, że waluty tych krajów, które zaczęły iść ścieżką normalizacji polityki monetarnej mogą w najbliższym czasie nadal zyskiwać w relacji do walut krajów, których banki centralne wciąż stosują mocno akomodacyjne podejście. Mowa tu o Banku Japonii, Europejskim Banku Centralnym, Szwajcarskim Banku Narodowym czy Riksbank-u (choć ostatnio wzrosło prawdopodobieństwo, że bilans banku zostanie zredukowany w stosunku do bilansu EBC). Z kolei z wymienionych instytucji BoJ będzie najmniej skory do normalizacji. SNB oraz Riksbank cały czas jednak będą mocno spoglądać na działania EBC.

Dziś nad ranem RBA rozpoczął pracowity tydzień banków centralnych. Zgodnie z oczekiwaniami ogłosił, że zamierza zrezygnować z docelowego poziomu rentowności 0,1 proc. dla obligacji o terminie zapadalności w kwietniu 2024 roku. Po tym jak w zeszłym tygodniu instytucja pozwoliła rentownościom tych obligacji wzrosnąć do prawie 0,8 proc., decyzja ta raczej nie powinna być dla nikogo zaskoczeniem. Program skupu aktywów będzie kontynuowany co najmniej do lutego 2022 r. a cotygodniowe zakupy aktywów wyniosą 4 mld AUD. Na tym polu nie doszło do żadnych zmian. Kluczowa stopa procentowa nie została również zmieniona. Prezes Philip Lowe podkreślił, że presja płacowa nadal jest niska i dopiero jej wzrost mógłby spowodować zmianę kosztu pieniądza. Oświadczenie i konferencja okazały się gołębie. Po decyzji dolar australijski traci na wartości. AUD/USD jest w okolicach 0,7465.

Aktualnie jesteśmy w krótkim okresie po decyzji EBC a jednocześnie przed posiedzeniem FOMC. Wracając na chwilę do wydarzeń ubiegłotygodniowych przypomnijmy, że prezes Lagarde powtórzyła starą mantrę, że wysoka inflacja jest przejściowym zjawiskiem, co wskazuje na to, że EBC nie będzie się spieszył z podnoszeniem stóp procentowych. Z kolei na pytanie o to, czy oczekiwania co do stóp wyceniane przez rynek były zbyt wygórowane, odpowiedź Lagarde była raczej wymijająca. Uwaga przenosi się zatem na środowy Fed i decyzję Powella. Ogólnie mówiąc oczekuje się redukcji QE i nie należy spodziewać się większych niespodzianek. Z pewnością najważniejsze dla rynku jest to, czy i w jaki sposób Fed da sygnał w sprawie pierwszej podwyżki. Inwestorzy z pewnością liczą na większą jednoznaczność.

W Polsce inflacja poszybowała w górę. W piątek poznaliśmy wstępny szacunek CPI za październik. Dynamika wzrostu wyniosła 6,8 proc. r/r
podczas gdy rynkowy konsensus oscylował wokół 6,4 proc. r/r. To pierwszy odczyt w regionie CEE, który daje wskazówkę jak może wyglądać inflacja w sąsiednich krajach. W Polsce wskaźnik główny i bazowy przyspieszają w podobnym tempie. Podwyżki stóp procentowych jutro są raczej pewne. Przechodząc do polityki, w kuluarach mówi się, że Prezes Glapiński będzie oceniany w przyszłym roku, w jaki sposób Polska radzi sobie z rosnącymi cenami. Zatem podwyżki mogą przyspieszyć. Zakładamy, że w tym roku dojdzie do dwóch ruchów o 25 pb. w listopadzie i grudniu.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Akcje Enefit Green zadebiutowały na Nasdaq Baltic w Tallinie

Enefit Green, największy producent energii wiatrowej w krajach bałtyckich, z sukcesem zakończył swoją pierwszą ofertę publiczną akcji (IPO), w ramach której sprzedano akcje o łącznej wartości 175 mln euro. Akcje spółki zadebiutowały na rynku głównym giełdy papierów wartościowych Nasdaq Tallin.

Enefit Green zaoferował swoje akcje estońskim, łotewskim i litewskim inwestorom detalicznym oraz inwestorom instytucjonalnym w wybranych krajach. Ponad 60 000 inwestorów złożyło zapisy na akcje Enefit Green, co jest absolutnym rekordem liczby uczestników IPO w historii zarówno estońskiej, jak i innych giełd z krajów bałtyckich, a popyt na nie 4-krotnie przewyższył podaż. W ramach IPO Enefit Green pozyskał 100 mln euro, a dodatkowo Eesti Energia sprzedała istniejące akcje o wartości 75 mln EUR. 55% oferowanych akcji trafiło do inwestorów detalicznych, a pozostałe 45% do inwestorów instytucjonalnych. Przed IPO jedynym właścicielem Enefit Green była spółka Eesti Energia.

Od prawie 20 lat Enefit Green jest pionierem w dziedzinie energii odnawialnej pod wieloma względami. Firma stała się jednym z wiodących i wszechstronnych producentów zielonej energii w regionie Morza Bałtyckiego. Dzięki środkom pozyskanym w ramach oferty nasz zespół będzie realizował strategię rozwoju spółki i planuje zwiększenie 2,3-krotnie swoich zdolności produkcyjnych w zakresie energii odnawialnej do 2025 roku w porównaniu z dniem dzisiejszymAavo Kärmas, Prezes Zarządu Enefit Green.

W pierwszej połowie roku Enefit Green wyprodukował łącznie 557 GWh energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych, co stanowi równowartość średniego rocznego zużycia energii elektrycznej w niemal 169 000 gospodarstwach domowych. Większość energii elektrycznej – 450 GWh – została wyprodukowana przez należące do Enefit Green parki wiatrowe w Estonii i na Litwie. Oprócz produkcji energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych Enefit Green wytworzył w pierwszej połowie roku 321 GWh ciepła. Produkcja pochodziła z elektrociepłowni Iru i Paide w Estonii oraz Valka i Broceni na Łotwie.

Na terenie Polski Enefit Green posiada 19 elektrowni słonecznych o łącznej mocy zainstalowanej 18 MW oraz aktywnie rozwija kolejne projekty. Z jednym z projektów o mocy 8,4 MW spółka w czerwcu 2021 wzięła udział w aukcjach OZE i wygrała je. Enefit Green stale monitoruje możliwości inwestowania w OZE na wszystkich rynkach, na których jest obecny, ale to w Polsce spodziewany jest największy rozwój w kontekście energetyki słonecznej.

Polska z 9. miejscem w globalnym rankingu zadowolenia z państowych systemów IT

Zaledwie 40% wszystkich dorosłych Polaków korzysta z profilu zaufanego, który pozwala uniknąć osobistej wizyty w urzędzie. To o tyle dziwne, że blisko 70% użytkowników chwali sobie korzystanie z rządowych aplikacji. Polska nie jest jeszcze nawet w połowie drogi do wyznaczającej europejskie trendy w cyfryzacji Estonii, ale krok po kroku – choć nie zawsze w odpowiednio szybkim tempie – idziemy do przodu.

Wirtualny kraj – jeszcze do niedawna takie słowa mogłyby zabrzmieć prześmiewczo. I dziś na wyrazy uznania dla działań podejmowanych przez rodzime organy państwowe, jest jeszcze stanowczo za wcześnie. Przeniesienie w pełni do świata cyfrowego skostniałych procedur urzędowych jeszcze trochę zajmie. Wydział Promocji Polityki Cyfrowej Kancelarii Prezesa Rady Ministrów podał, że na koniec sierpnia blisko 12 mln Polaków korzysta z profilu zaufanego. Za pomocą tego profilu narzędzia potwierdzać swoją tożsamość w sieci, dzięki temu możemy wysłać wirtualnie rozliczenie podatkowe lub skorzystać z Internetowego Konta Pacjenta poprzez aplikację NFZ.

Polak w Matrixie, czyli cyfrowy obywatel

Jak wynika z analizy ekspertów Boston Consulting Group, o wiele łatwiej jest znaleźć w Polsce osobę, która jest zadowolona z rodzimych rządowych systemów IT, niż taką, która na nie narzeka. Aż 68 proc. respondentów docenia dostępne rozwiązania. Na 36 sklasyfikowane w rankingu państwa, zajęliśmy dziewiąte miejsce.

Niektórych może dziwić wysokie miejsce Polski w rankingu satysfakcji obywateli korzystających z cyfrowych usług publicznych – zauważa Szeran Millo, Managing Director w Symetrii. – Jakkolwiek mamy problemy ze spójnością serwisów i aplikacji poszczególnych instytucji między sobą, to spora część usług jest całkiem przyjazna dla użytkowników. W Symetrii mieliśmy okazję współpracować z wieloma osobami zatrudnionymi w sektorze usług publicznych. Byłem zawsze mile zaskoczony wysoką świadomością klientocentryczną oraz praktyczną umiejętnością stosowania metod UX w procesach tworzenia usług cyfrowych. Jakość aplikacji jest już dobra i skupiona na użytkownikach. Nadal jednak za mało usług jest udostępnianych w wirtualnym świecie – dodaje Millo.

Jak prezentujemy się na tle innych Państw? Z wynikiem 78 proc. liderem zestawienia zostały Chiny, tuż za nimi uplasowały się Indie i Estonia, odpowiednio 77 i 76 proc. Nasi zachodni sąsiedzi Niemcy, podchodzą do rządowych rozwiązań IT o wiele bardziej krytycznie. Mają one tam tyleż samo zwolenników, co i przeciwników.

– Niemcy mają bardzo wysoką świadomość swoich potrzeb i na co dzień korzystają, a co za tym idzie są przyzwyczajeni do bardzo wysokich standardów UX usług komercyjnych. Dodatkowo świadczone w sposób tradycyjnych usługi publiczne są na wysokim poziomie, więc także ich cyfrowe odpowiedniki spotykają się z ponad standardowymi oczekiwaniami zaznacza Millo.

Postęp w szponach poślizgu

Lada moment miał mieć swoją premierę kolejne rozwiązania, mające dodatkowo poprawić komfort korzystania z cyfrowych urzędów. Jednak system SZPoN (System Zdalnej Pracy oraz Nauki), która ma połączyć, wiele aplikacji rządowych w jednym miejscu, złapała aż roczny poślizg. System będzie gotowy najwcześniej w drugiej połowie 2022 roku.

Warto wspomnieć, że ze względów bezpieczeństwa komercyjne rozwiązania chmurowe zostały zignorowane, a przy produkcji systemu nie pracują żadne firmy zewnętrzne. Piecze nad projektem sprawuje KPRM, a programiści i administratorzy systemu są zatrudnieni bezpośrednio przez Kancelarię, a ewentualne braki kadrowe uzupełniane są na zasadzie body leasing – tłumaczy Radosław Pawlak, Senior Business Analyst w Symetrii i następnie dodaje: – Oprócz prostych i intuicyjnych rozwiązań UX, kluczowe jest przede wszystkim budowanie zaufania i bezpieczeństwa przetwarzania danych osobowych obywateli. Nie każdy kraj kładzie nacisk na te aspekty.

Zakres możliwości platformy ma być jednak szeroki, że wspierać będzie jednocześnie administrację i edukację. Jakby tego było mało, pojawi się nawet funkcja rządowego odpowiednika Microsoft Teams, przez który komunikować między sobą będą mogli pracujący w urzędach publicznych. Co więcej, urzędnicy będą mogli w prosty, ale też uwierzytelniony sposób porozmawiać zarówno z obywatelami w sprawach ich codziennych biurokratycznych problemów, jak i poruszać szersze kwestie np. z przedstawicielami biznesu.

Odmrożona branża MICE z niepewnością patrzy w przyszłość

Choć targi, kongresy i konferencje ruszyły pełną parą, przedsiębiorstwa zajmujące się eventami wciąż z niepokojem patrzą w przyszłość. Jak wynika z bazy danych Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej, w czasie pandemii zadłużenie firm branży MICE wzrosło o ponad 10 mln zł i sięga obecnie prawie 27 mln zł. Firmy te odrabiają straty i po cichu liczą na szybkie unormowanie rynku.Odmrożona branża MICE_1

W marcu zeszłego roku sektor branży spotkań zatrzymał się w miejscu, a spora część firm tkwiła w zamrożeniu przez kilkanaście miesięcy. Jak wynika z analizy Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie, pierwsze półrocze 2021 roku było dla całego sektora MICE bardzo trudne. Organizacja wydarzeń online nie była w stanie nawet w ułamku procenta zrekompensować branży poniesionych strat. Sytuacja poprawiła się latem i jesienią, ale całe funkcjonowanie sektora rozrywkowo-eventowego jest mocno podszyte niepewnością.

Pandemia pogłębiła problemy firm

Zadłużenie firm działających w branży MICE, od początku pandemii zwiększyło się o prawie 65%. Wynosi obecnie blisko 27 mln zł, z czego najwięcej, bo prawie 21 mln, do oddania mają spółki prawa handlowego. Najwięcej dłużników, choć z nie tak dużym zadłużeniem, jest wśród najmniejszych firm. Jednoosobowe działalności gospodarcze z tej branży mają ponad 5 mln zł zaległości. Powodem takiego wzrostu zadłużenia jest głównie pandemia.

Wybawieniem dla przedsiębiorców dotkniętych obostrzeniami miały być tarcze branżowe, bezzwrotne pożyczki rządowe oraz tarcze finansowe. Z tej pomocy skorzystali również przedsiębiorcy działający w branży spotkań. Jednak nie wszystkie firmy otrzymały pozytywną decyzję o przyznaniu środków.

– Rządowej pomocy nie mogły otrzymać podmioty, które już wcześniej wykorzystały limit pomocowy lub miały niewłaściwe PKD, czyli takie, które nie było objęte wsparciem. I nie chodzi tu tylko o branżę MICE, ale każdą firmę starającą się o wsparcie. Innym powodem odmowy udzielenia wsparcia było zadłużenie wobec ZUS-u czy Urzędu Skarbowego. Widać tutaj jak negatywne skutki niosą za sobą zatory płatnicze. Firmy, które mają problemy finansowe, przez pandemię jeszcze bardziej je pogłębiły – mówi Andrzej Kulik, ekspert Rzetelnej Firmy.

Potwierdzeniem tej tezy są dane KRD. Dług firm działających w tej branży urósł o prawie 10 mln zł. Jednak liczba dłużników wzrosła zaledwie o 54 podmioty. Szybko rosnące zadłużenie i niewiele wzrastająca przy nim liczba dłużników pokazują, że w tych firmach, które już wcześniej sygnalizowały problemy finansowe, pandemia dodatkowo pogorszyła sytuację.

Odmrożona branża MICE_2Odmrożone perspektywy

Wraz z odmrożeniem gospodarki ruszyły imprezy masowe takie jak koncerty, targi, wystawy czy kongresy, a co za tym idzie, szanse na odbicie dla firm z branży wydarzeń i spotkań. Branża z niecierpliwością czeka na święta Bożego Narodzenia i sylwestra. Jednak prognozy dla całej gospodarki uzależnione są obecnie od czwartej fali pandemii koronawirusa.

– Widzimy, że im większe tempo rozprzestrzenienia się zarazy, tym mniejsze zainteresowanie Polaków np. wizytami w kinach czy na koncertach. Należy spodziewać się kolejnych komplikacji, jeżeli w życie wejdą regionalne obostrzenia bądź najczarniejszy scenariusz, czyli lockdown. Firmy sektora MICE zdają się być gotowe na trudniejszy sezon jesienny, bo wiele planów jest warunkowanych tym, co może przynosić pandemia. Sektor mocno liczy na sezon świąteczno-noworoczny. Jeżeli przed nami znowu nastanie grudzień bez spotkań integracyjnych, spotkań świątecznych czy imprez sylwestrowych w formie zorganizowanej, to na pewno ta generacja strat będzie bardzo wysoka. Przedsiębiorcy, z którymi rozmawiałam, bardzo liczą szczególnie na sylwestra. Będzie zapewne drożej niż w 2019 roku, ale niestety, to jest już cecha charakterystyczna chyba wszystkich usług, jakie są nam oferowane – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej.

Zobowiązania finansowe działających firm rosną. Aktualnie przedsiębiorstwa z branży MICE mają do oddania łącznie prawie 27 mln zł. Najwięcej firmom finansowym (bankom, ubezpieczycielom, firmom leasingowym etc.) – ponad 14,5 mln zł. Wobec tej branży największy dług ma również rekordzista – śląska spółka ma do spłacenia leasing w wysokości ponad 9 mln zł. Drugie w kolejce po pieniądze są firmy z branży budowlanej, które czekają na ponad 5,5 mln zł. Na trzecim miejscu są firmy informacyjne i telekomunikacyjne (2 mln zł.)

Niepewność zatrudnienia

Największe problemy ze spłatą zobowiązań mają firmy zarejestrowane na Mazowszu (11 mln zł), Śląsku (9,5 mln zł) i w Wielkopolsce (2,3 mln zł). Najlepiej pandemię zniosły firmy eventowe z województw: opolskiego (3 tys. zł), kujawsko-pomorskiego (16 tys. zł) i lubelskiego (18 tys. zł). Wyzwaniem dla firm zajmujących się organizacją spotkań i wydarzeń jest oczywiście odbicie się od dna, dzięki nowym kontraktom. Jednak istnieje obawa ich realizacji, ponieważ problem z zatrudnieniem w tym sektorze jest równie palący jak jego zadłużenie.

– Charakterystycznym dla branży event marketingowej jest fakt, że nie jest ona ujednolicona i usystematyzowana. Dodatkowo firmom aktualnie brakuje stabilizacji rynku i konkretnej mapy drogowej. Niepewność i brak możliwości skutecznego planowania biznesu jedynie pogłębia już fatalną sytuację. Skutkiem wielomiesięcznego lockdownu jest także brak rąk do pracy. Z powodu postoju, a co za tym idzie, redukcji etatów, wielu pracowników przebranżowiło się i nie chce wracać do eventów, ponieważ nie wiedzą, czy będą mieli stabilne zatrudnienie – przyznaje Paweł Lewicki, prezes Zarządu agencji Kierunkowy22 i doradca agencji GonnaBee.

7% inflacji. Przedsiębiorcy: rok 2022 budzi w nas lęk

Rekordowa inflacja, wracająca pandemia i ekspresowy Polski Ład. Przedsiębiorcy: „Rok 2022 w wielu firmach budzi lęk”.

Inflacja na poziomie 7% nie zaskakuje przedsiębiorców, ale sprawia, że w rok 2022 wchodzą z gigantyczną niepewnością. – Podstawą każdej działalności musi być stabilność. Obecnie jesteśmy narażeni na ogromną ilość zmiennych, które powodują, ze jakiekolwiek przewidywanie planów na przyszły rok jest niemożliwe. Przy obecnej inflacji ceny paliw, gazu, prądu, ale i surowców metalowych czy węgla już teraz są na tak wysokim poziomie, że żaden sektor gospodarki nie będzie w stanie uniknąć podwyżek od nowego roku. Przedsiębiorcy robią, co mogą, by nie przerzucać kosztów na klientów, ale tak się dłużej nie da. Najbardziej widoczne jest to w takich sektorach jak transport, budownictwo czy produkcja. Inflacja wywróciła do góry nogami wszelkie szacunki finansowe zakładane na początku 2021 roku, a przypomnę, że były to szacunki bardzo ostrożne ze względu na pandemię koronawirusa – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Inflacja o krok od 7 procent. To najwięcej od 20 lat  „Z tej rozpędzonej karuzeli łatwo można wypaść”

Ostatni odczyt Głównego Urzędu Statystycznego pokazuje szacunki inflacyjne na poziomie 6,8%. Formalnością więc wydaje się wzrost do 7%, a nawet 7,5%. To oznaczać będzie tylko jedno – w listopadzie i w grudniu ceny wzrosną jeszcze bardziej, a przedsiębiorcy robiąc szacunki kosztów na rok 2022 będą musieli uwzględnić kolejne wzrosty kosztów działania. Prognozy nie są optymistyczne, bo wzrost cen paliw, prądu i gazu generuje konieczność ponoszenia kosztów usług i produktów w każdej dziedzinie gospodarki. Nieuchronne są również wzrosty kosztów pracowniczych, bo kilkunastoprocentowe podwyżki wynagrodzeń są w obecnych realiach wręcz koniecznością.

– Przedsiębiorcy i konsumenci znajdują się w bardzo trudnej sytuacji. Z tej rozpędzonej karuzeli łatwo można wypaść. Wielu przedsiębiorców już teraz ma problemy z pozyskiwaniem surowców oraz z regulowaniem swoich zobowiązań wobec dostawców, którzy windują ceny do góry. Rosną koszty pozyskiwania materiałów budowlanych, metalu, aluminium, papieru czy drewna. Zdecydowanie wyższe są również koszty żywności. Nie da się ukryć, że to wszystko jest dodatkowo wzmocnione efektem rekordowych wzrostów cen paliwa, które obecnie w naszym kraju są najwyższe w całej Unii Europejskiej. Prawie 30% rok do roku oraz 3% miesiąc do miesiąca. Inflacja generuje gigantyczną presję na przedsiębiorców, którzy mówią wprost, że prowadzenie ich biznesów jest coraz trudniejsze do zbilansowania – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

– W środę spodziewana jest podwyższenie stóp procentowych. Trudno powiedzieć czy zatrzyma to wzrost inflacji. Na pewno spowoduje, że wzrosną raty kredytów, a to będzie generowało kolejne wzrosty presji płacowych ze strony pracowników. W tym gospodarczym kręgu jest obecnie wiele zależności, które w statecznym rozrachunku przekładają się na pogorszenie sytuacji pracowników i pracodawców – mówi Hanna Mojsiuk.

Podwyżki cen albo bankructwo? To może być dylemat wielu firm

Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie podkreśla, że przedsiębiorcy obecnie szykują plany inwestycyjne na rok 2022. Muszą w nich uwzględnić rosnące ceny i koszty. To może spowodować, że początek nowego roku przyniesie nam kolejny, odczuwalny wzrost cen.

– Przedsiębiorcy rok temu funkcjonowali już w trudnym czasie pandemii i dostosowywali wycenę swoich produktów pod koronawirusa i wiążące się z nim zagrożenia. Nie spodziewali się jednak takiej inflacji. Wiele firm wpadło w poważne tarapaty finansowe, bo wyceny materiałów budowlanych, paliwa czy innych surowców używanych w ich firmach na co dzień wzrosły na tyle mocno, że okazało się, że niemożliwe jest prowadzenie inwestycji bez ponownej wyceny. Niektórzy nawet rezygnowali z prowadzenia prac. Mowa o formach logistycznych, transportowych czy budowlanych. Nie jest dobrze, jeżeli przedsiębiorca nie może oszacować dla klienta, ile kosztować będzie budowa domu. Podobne problemy mają firmy transportowe, które nie chcą podpisywać rocznych umów, bo koszty paliwa i części samochodowych poszły tak mocno w górę, że szacunkowa wycena usług w listopadzie 2021 może okazać się niemożliwa do realizacji już po kilku miesiącach – mówi Hanna Mojsiuk.

Inflacja jest jednym z czynników generujących niepewność przedsiębiorców odnośnie przyszłości, ale.. nie ostatnim: – Polski Ład skrywa wiele pułapek dla przedsiębiorców, a Rząd RP nie zgodził się na przedłużenie wprowadzenia tych zmian w roku 2023. Mamy więc taką sytuację, że poważne rewolucje podatkowe wprowadzone są właściwie z miesiąca na miesiąc. Do tego dochodzi trudna sytuacja na rynku pracy, powracająca pandemia i inflacja. Nie jest łatwo przedsiębiorcom. Jako Północna Izba Gospodarcza czujemy się w obowiązku mówić o tym głośno – mówi Hanna Mojsiuk.

Zalety pracy w fabryce

Branża produkcyjna charakteryzuje się dużą różnorodnością, dzięki czemu oferuje wiele możliwości. To idealny przykład środowiska pracy, w którym miejsce dla siebie znaleźć mogą zarówno osoby, stawiające swoje pierwsze kroki zawodowe, jak i ci, którzy mają na swoim koncie bagaż wieloletnich doświadczeń. Jednak należy podkreślić, że zalet zatrudnienia w obszarze produkcji jest tak naprawdę dużo więcej. Warto się im przyjrzeć!

Szansa na rozwój

Sektor produkcyjny daje szansę nie tylko na podjęcie pierwszego zatrudnienia, ale także na rozwój kariery zawodowej. Pracę w fabryce mogą znaleźć osoby z różnym poziomem wykształcenia. Branża ta potrzebuje bowiem zarówno pracowników z wykształceniem inżynieryjnym i technicznym, jak i tych, którzy nie posiadają takich kompetencji. Dodatkowo w firmie produkcyjnej miejsce dla siebie znajdą też specjaliści z wysokim wykształceniem i ścisłą specjalizacją w danej branży. To wszystko sprawia, że fabryka jest miejscem pracy dla każdego, kto ma motywację i chęć do rozwijania swojej ścieżki zawodowej. Ze względu na ściśle określone standardy pracownicy każdego szczebla mają szansę poszerzania swoich kompetencji i umiejętności, co przekłada się także na możliwość obejmowania wyższych stanowisk. To wszystko sprawia, że praca w fabryce pozwala pracownikom na realizację nie tylko podstawowych zadań, ale i rozwój w szerokim tego słowa znaczeniu.

Nie tylko atrakcyjna wypłata

Wiele osób decyduje się na pracę w obszarze produkcyjnym ze względu na atrakcyjne wynagrodzenie i liczne dodatki. Podstawowe wynagrodzenie w tej branży zazwyczaj nie jest finalną wypłatą. Często pracownicy dodatkowo otrzymują premie uzależnione od wyników. Do wynagrodzenia miesięcznego doliczane są także różnego rodzaju bonusy finansowe, np. za pracę na zmianach nocnych czy w weekendy. Ponadto, pracownicy dużych fabryk mogą liczyć także na dofinansowanie dojazdów do pracy. Dzięki temu ich miesięczny budżet jest wzmocniony o dodatkowe środki, które można przeznaczyć na paliwo czy bilet na komunikację miejską. Pracownicy produkcyjni mogą liczyć także na różnego rodzaju benefity pozapłacowe. Duże fabryki, takie jak na przykład Bridgestone Poznań, oferują swoim pracownikom prywatną opiekę medyczną, dofinansowanie do karnetu sportowego, ubezpieczenie na życie opłacane przez pracodawcę oraz pracowniczy program emerytalny, który jest w całości finansowany przez zakład.

Gwarancja stabilizacji

Dużym atutem pracy na produkcji jest regularność i powtarzalność, które sprawiają, że nawet nowo zatrudnieni szybko przystosowują się do swojego stanowiska, a czynników stresujących jest stosunkowo niewiele. Na etapie zatrudniania nowej osoby, pracodawcy z tego sektora gwarantują liczne szkolenia wewnętrzne, które sprawiają, że pracownicy są odpowiednio przygotowani do wykonywania powierzonych im zadań i obowiązków. Dodatkowo obciążenie psychiczne związane z pracą obniżają także liczne procedury. Funkcjonowanie zakładów produkcyjnych podlega ścisłej standaryzacji, dzięki czemu łatwiej unikać błędów czy wypadków, a osoby pracujące w tego rodzaju firmach otrzymują od swoich przełożonych konkretne instrukcje wykonywania poszczególnych zadań.

Elastyczny system zmianowy

Praca w fabryce często wiąże się z zatrudnieniem w systemie zmianowym. I chociaż taka organizacja funkcjonowania zakładu wymaga od pracowników pewnego przystosowania się do tego trybu, zyskuje ona coraz więcej zwolenników. A to wszystko dlatego, że system zmianowy gwarantuje wolne godziny o różnych porach dnia, dzięki czemu pracownicy mają większą elastyczność w zakresie planowania aktywności w życiu prywatnym. Ponadto, sektor produkcyjny coraz częściej daje pracownikom możliwość wyboru długości zmian. Osoby preferujące zmiany 12-godzinne mogą więc cieszyć się minimum trzema dniami wolnymi w tygodniu. W przypadku tego rodzaju pracy godziny wykonywania obowiązków służbowych są ściśle określone, co dodatkowo ułatwia zachowanie równowagi między życiem prywatnym a zawodowym.

Wysoki poziom automatyzacji

W dzisiejszych czasach fabryki w znacznym stopniu opierają swoją działalność na nowoczesnych technologiach. To sprawia, że coraz częściej praca w tej branży wiąże się z obsługą nowoczesnych maszyn wykonujących dużą część obowiązków, które wcześniej należały do pracowników. Wysoki poziom automatyzacji procesów produkcyjnych przekłada się na to, że osoby obsługujące różnorodne maszyny mają nie tylko znacznie lżejszą pracę, ale i bardziej efektywną. Dzięki takiej organizacji z roku na rok fabryki mogą osiągać coraz lepsze wyniki, co skutkuje tym, że oferują pracownikom coraz lepsze warunki zatrudnienia.

Nie ulega wątpliwości, że praca w sektorze produkcyjnym bywa wymagająca i obciążająca fizycznie. Jednak warto podkreślić, że obecny poziom automatyzacji procesów technologicznych, a także świadomość pracodawców i ich dbałość o pracowników sprawiają, że fabryki oferują coraz lepsze warunki zatrudnienia oraz stabilizację, której często poszukujemy na rynku pracy.

Operatorzy logistyczni dziś i jutro

Sektor logistyczny jest jednym z największych beneficjentów rzeczywistości powstałej na skutek pandemii koronawirusa. Od wiosny 2020 roku w znacznym stopniu zmieniły się struktury zakupowe Polaków, zarówno w relacjach B2B, B2C, jak i C2C. Największym wygranym jest e-commerce. Według raportu JLL dotyczącego rynku magazynowego, w I półroczu 2021 r. popyt brutto na powierzchnie magazynowe osiągnął poziom 3,15 mln m², co stanowi wzrost r/r o 43%. W ramach tego popytu 38% wygenerowali logistycy i kurierzy, a 33% sieci handlowe obsługiwane przez operatorów.

Bezpieczeństwo łańcucha dostaw

Jedną z najważniejszych „prawd” w kontekście łańcucha dostaw, jaką ujawniła pandemia, jest niemal całkowita zależność światowej gospodarki od towarów z Chin. W celu zminimalizowania ryzyka wynikającego z tej zależności i zwiększenia tym samym elastyczności po stronie podaży dóbr, największym obecnie wyzwaniem (i koniecznością) jest przemodelowanie globalnego łańcucha dostaw. Jednak ze względu na koszty, czas i powiązania poddostawców produkcja będzie relokowana do innych krajów Azji i Afryki. Takie działania podjęły już same Chiny. Europa również planuje budowę nowych wysokospecjalistycznych zakładów produkcyjnych u siebie. Nearshoring może stać się głównym motorem rozwoju rynku nieruchomości logistycznych także w Polsce. Widocznym trendem jest zmiana strategii modelu dostaw z „just in time” na „just in case” na wypadek pojawienia się kolejnego „czarnego łabędzia”.

W poszukiwaniu idealnej lokalizacji i formatu

Najbardziej atrakcyjnymi lokalizacjami logistycznymi w Polsce są rynki Wielkiej Piątki, tj. regiony Warszawy, Polski Centralnej, Górnego Śląska, Poznania i Wrocławia. Ze względu na bliskość i powiązanie z europejską siecią dróg, szczególnie atrakcyjna jest zachodnia ściana kraju. Jeśli chodzi o format oferowanych magazynów, deweloperzy dostarczają powierzchnie o wysokości składowania 11,7 m i wyższe. Z drugiej strony najwięksi gracze e-commerce zajmują obiekty wielopoziomowe lub instalują antresole, które pozwalają na optymalizację czy automatyzację zajmowanej powierzchni.

Co przyniesie przyszłość?

Przewidujemy dalszy dynamiczny rozwój rynku magazynowego w Polsce. Przy obecnych wzrostach r/r możemy prognozować, że do 2030 roku podaż powierzchni magazynowej w Polsce zwiększy się z  obecnych 22 mln m2 do 30 mln m2. Zmiany jakie nadejdą będą determinowane przez trendy dotyczące lokalizacji i procesów. Pierwszy z nich obejmuje powstawanie obiektów magazynowych w pobliżu nowych odcinków autostrad i dróg ekspresowych oraz inwestycji produkcyjnych. Drugi zapowiada dalszą digitalizację i automatyzację procesów logistycznych.

Podwyższenie kapitału zakładowego spółki przy użyciu kryptowalut

Czy istnieje możliwość podwyższenia kapitału zakładowego przy użyciu kryptowalut? Zawiłości prawne i możliwe scenariusze przedstawia Adam Ziębicki, adwokat w kancelarii Chałas i Wspólnicy.

Kapitałem zakładowym spółki jest wkład (majątek) wnoszony przez wspólników do przyszłej spółki. Poprzez wniesienie wkładu do spółki, wspólnicy nabywają określoną ilość udziałów o równej lub nierównej wartości nominalnej. Kodeks spółek handlowych wyróżnia dwa rodzaje wkładów: pieniężny i niepieniężny.

W zakresie wkładu pieniężnego sprawa wygląda następująco – w zamian za określoną ilość środków pieniężnych wpłaconych przez wspólnika na konto spółki, nabywa on określoną ilość udziałów lub akcji w spółce. Choć z pozoru jest to sytuacja oczywista, to jednak ulega ona pewnym komplikacjom gdy zainteresowany zamierza dokonać wpłaty na podwyższenie kapitału zakładowego w walucie obcej. W celu przeliczenia wartości wpłaconych w obcej walucie pieniędzy należy zastosować art. 30 ust. 2 pkt 2 ustawy o rachunkowości tj. zastosować średni kurs ogłoszony dla danej waluty przez NBP z dnia poprzedzającego podjęcie uchwały o podwyższeniu kapitału zakładowego. Istnieją jednak waluty, których kurs nie jest ogłaszany przez NBP. W takim wypadku, zgodnie z art. 30 ust. 3 ustawy o rachunkowości, kurs takiej waluty określa się w relacji do wskazanej przez jednostkę waluty odniesienia, której kurs jest ogłaszany przez NBP – wyjaśnia mec. Adam Ziębicki, adwokat w kancelarii Chałas i Wspólnicy.

Jeżeli chodzi zaś o wkład niepieniężny (tzw. aport), to wspólnik przenosi prawo własności danego przedmiotu innego niż pieniądze w zamian za udziały lub akcje w przyszłej spółce. Aby dane prawo lub przedmiot mógł być aportem, musi posiadać zdolność aportową. Przesłanki zdolność aportowej nie są ściśle określone, jednak wśród najczęstszych wymienia się m.in. następujące:

  • możliwość określenia wartości majątkowej prawa;
  • możliwość wyceny i umieszczenia go w bilansie (zdolność bilansowa);
  • możliwość ich zbycia;
  • przydatność i faktyczna dostępność wkładu dla spółki;
  • możliwość wejścia wkładu do masy upadłościowej lub likwidacyjnej.

Powszechnie uznaje się, że aportem mogą być nieruchomości, rzeczy ruchome, papiery wartościowe, prawa zbywalne itp., zaś za przedmiot aportu nie mogą stanowić prawa niezbywalne bądź świadczenie pracy lub usług.

Jak już wskazano, kodeks spółek handlowych wyróżnia dwa rodzaje wkładów – pieniężny i niepieniężny. W ocenie eksperta, podwyższenie kapitału zakładowego spółki kryptowalutami jest możliwe w odniesieniu do obu rodzajów wkładów.

Zwróćmy uwagę, że 7 września 2021 r. w Salwadorze oficjalną walutą, drugą oprócz dolara amerykańskiego, stał się Bitcoin (BTC). Od tego dnia mieszkańcy tego państwa mogą, oprócz tradycyjnej waluty USD, posługiwać się (w tym płacić za jej pośrednictwem) cyfrową walutą BTC.

Tym samym, skoro istnieje możliwość podwyższenia kapitału zakładowego spółki wkładem pieniężnym wyrażonym w walucie zagranicznej, np. w dolarze amerykańskim, to ze względu na oficjalne przyjęcie BTC w Salwadorze, należy uznać, że również ta waluta (a raczej kryptowaluta) mogłaby stanowić wkład pieniężny na podwyższenie kapitału zakładowego spółki – wskazuje mec. Ziębicki.

Lista walut obcych, których kurs jest ustalany przez NBP wynika z uchwały nr 51/2002 zarządu NBP z dnia 23 września 2002 r. w sprawie sposobu wyliczania i ogłaszania bieżących kursów walut obcych. Naturalnie, w liście tej nie uwzględniono jakiejkolwiek kryptowaluty, w tym BTC. Tym samym, aby móc pokryć kapitał zakładowy spółki wkładem pieniężnym w postaci BTC należy na podstawie art. 30 ust. 3 ustawy o rachunkowości posłużyć się kursem BTC w odniesieniu do np. dolara amerykańskiego, jako waluty notowanej przez NBP zgodnie z uchwałą zarządu NBP nr 51/2002 r.

W tym miejscu należy podkreślić, że nie istnieje jeden właściwy organ, który oficjalnie notowałby i stwierdzał kurs kryptowalut na dany moment. Każda z giełd samodzielnie ustala kurs cyfrowych walut, obserwując obecną sytuację na rynkach, zachowania graczy jak i panujące tendencje. I choć jak wskazałem, każda z giełd samodzielnie dokonuje wyceny kryptowalut, to ceny te wśród różnych giełd, plasują się co do zasady na tym samym poziomie. – zaznacza mec. Ziębicki.

Na chwilę obecną, aktualizacja ww. listy NBP o BTC wydaję się mało prawdopodobna. Może to jednak ulec zmianie z uwagi na fakt, iż coraz więcej krajów zagranicznych zamierza wprowadzić kryptowaluty (w szczególności BTC) jako oficjalne środki płatnicze – dotyczy to w szczególności innych krajów Ameryki Południowej i Środkowej, ale również Ukrainy jako pierwszego kraju w Europie.

Bitcoin jest jedyną kryptowalutą, która została uznana jako oficjalna waluta innego kraju i tym samym w odniesieniu do innych istniejących kryptowalut podwyższenie kapitału zakładowego wkładem pieniężnym za jej pomocą jest niemożliwe.

W mojej ocenie możliwe jest to, aby za pomocą innych kryptowalut niż BTC, pokryć kapitał zakładowy spółki aportem, ponieważ istnieją konkretne warunki, które dany środek musi spełnić, aby mógł zostać uznany za aport. Moim zdaniem w odniesieniu do kryptowalut najlepiej intepretować je analogicznie do papierów wartościowych. – dodaje mec. Ziębicki.

Pierwsza z przesłanek zdolności aportowej dotyczy możliwości określenia wartości majątkowej prawa.

Aby dane prawo mogło stanowić przedmiotu aportu, musi istnieć możliwość określenia wartości takiego prawa. W odniesieniu do kryptowalut, tę przesłankę należy uznać za spełnioną. Kryptowaluty, które są notowane na giełdach, posiadają swoją wycenę ustaloną przez giełdę na daną chwilę. Istnieje zatem możliwość uzyskania informacji o cenie jednej „monety” kryptowaluty. – mówi mec. Ziębicki.

Aby nabyć kryptowalutę, należy uiścić za nią odpowiednią cenę, która może zostać wyrażona w pieniądzu fiducjarnym (walucie FIAT) lub w innej kryptowalucie. Nabycie następuję zazwyczaj na giełdach lub od innych posiadaczy kryptowalut. Istnieje również możliwość wydobywania niektórych kryptowalut (np. w tym BTC), jednak kwestia ta nie wpływa na fakt, iż tak uzyskana cyfrowa waluta nie różni się niczym od walut kupionych na giełdzie lub od innych posiadaczy.

Skoro istnieje możliwość kupna niektórych kryptowalut na giełdach, to oznacza, to że istnieje możliwość wyceny takich kryptowalut. Jak wskazano powyżej, giełdy notują kurs takich cyfrowych walut, a zatem wyceniają je na daną chwilę. Takie aktywa można również umieścić w bilansie, analogicznie jak w przypadku papierów wartościowych, poprzez wskazanie, że spółka dysponuje określoną liczbą danej kryptowaluty. Drugą z przesłanek zdolności aportowej należy uznać zatem również za spełnioną. Przesłanka w postaci możliwości zbycia danego przedmiotu w odniesieniu do kryptowalut wydaje się również spełniona. Skoro bowiem istnieje możliwość kupna takich środków to jednocześnie istnieje możliwość ich zbycia. Nadto, przydatność i faktyczna dostępność wkładu dla spółki nie powinna być kwestionowana, albowiem kryptowaluty ze swojego założenia odpowiadają jakiejś wartości wyrażonej w pieniądzu fiducjarnym, a spółka posiadając takie składniki na „swoim portfelu” może faktycznie nimi władać i finansować swoją działalność. – wskazuje mec. Ziębicki.

Co do wejścia takiego wkładu do masy upadłościowej lub likwidacyjnej należy wskazać, iż co do zasady nie powinno być wątpliwości, że takie środki mogą wchodzić w skład wyżej wymienionych. W tym miejscu należy zauważyć jednak, iż ze względu na sposób w jakim przechowywane są kryptowaluty, ta przesłanka może okazać się trudna do wyegzekwowania na etapie postępowań naprawczych. Kryptowaluty, w odróżnieniu do tradycyjnych pieniędzy, nie są przechowywane na rachunkach bankowych lub w gotówce, a mogą być przechowywane na tzw. „kluczu” należącym do blockchaina danej krypowaluty. Podgląd i ich codzienna weryfikacja możliwa jest na podstawie cyfrowych portfeli, które ukazują środki znajdujące się na danym kluczu. Są one jednak chronione co najmniej dwunastosłownym hasłem, które jest znane jedynie osobie, która utworzyła dany klucz oraz osobom, które uzyskały wiedzę o słowach wchodzących w skład hasła. Tym samym, taki wkład niepieniężny w postaci kryptowalut może wchodzić w skład masy upadłościowej lub likwidacyjnej, jednak bez znajomości hasła, dostęp do środków (kryptowalut) znajdujących się konkretnym kluczu (w tym przypadku kluczu spółki) może okazać się znacząco utrudniony, a wręcz niemożliwy. Wobec spełnienia przesłanek zdolności aportowej przez kryptowaluty, należy uznać, iż istnieje teoretyczna możliwość podwyższenia kapitału zakładowego aportem w postaci kryptowalut. – konkluduje mec. Ziębicki

Niniejsze opracowanie ma charakter czysto teoretyczny i w praktyce jego urzeczywistnienie może być znacząco utrudnione wobec prawdopodobnych konserwatywnych poglądów sądów rejestrowych. Niemniej wobec znaczącej popularyzacji kryptowalut wydaje się, że w pewnym momencie nastąpi próba podwyższenia kapitałów spółek za pomocą kryptowalut.

O innowacjach i wyzwaniach dla zdrowia i jakości życia. Life Science Open Space – The Open Innovation Forum 2021

W dniach 22 listopada – 3 grudnia 2021 odbędzie się w Krakowie jedenasta edycja imprezy, która na stałe wpisała się już w kalendarz najważniejszych i najbardziej prestiżowych wydarzeń branży life science. LSOS

Impreza adresowana jest do osób, które działają na rzecz poprawy zdrowia i jakości życia, reprezentujących wszystkie dziedziny nauki, biznesu i administracji, zainteresowanych technologiami, innowacjami, otwartych na współpracę lub szukających partnerów.  Life Science Open Space organizowane jest przez Klaster LifeScience Kraków – Krajowy Klaster Kluczowy. Partnerem Generalnym wydarzenia jest Miasto Kraków.

Głównym celem imprezy jest promocja i wsparcie nawiązywania współpracy w rozwijaniu i realizacji innowacyjnych przedsięwzięć w pięciu obszarach tematycznych: HEALTH TECHNOLOGIES, DIGITAL HEALTH, BIOECONOMY, HEALTHY FOOD, BEAUTY&LIFESTYLE.  Zaprezentowanych będzie około 50 ofert współpracy w trzech kategoriach: Open Innovation, Demo i Challenge.

W programie LSOS znajdą się także trzy sesje biznesowe. Zaproszeni przedstawiciele instytucji otoczenia biznesu, w tym przemysłu, funduszy inwestycyjnych i urzędów regulacyjnych będą dyskutować o trendach, wyzwaniach i barierach rozwoju w obszarach: CAREER IN LIFE SCIENCES, BUSINESS DEVELOPMENT, STARTUP SCENE. Ponadto zaprezentują się i poddadzą ocenie wybrane krajowe StartUp’y z sektora biotechnologii, technologii medycznych, środowiskowych i żywienia.

Ze względu na pandemię, sesje tematyczne i biznesowe transmitowane będą ze studia zlokalizowanego w Parku Lifescience na platformę    internetową . Zarejestrowani uczestnicy mają do dyspozycji narzędzia pozwalające na indywidualne spotkania b2b (Partnering), a także na prezentację oferty produktów i usług (Marketplace).

Tradycyjnie już, podsumowanie imprezy będzie miało miejsce na sesji INSPIRATIONS, którą zaplanowano, jako networkingowe spotkanie na żywo. Gośćmi będą Iwona Ługowska (Instytut Onkologii) i Paweł Przewięźlikowski (Selvita, Ryvu).

Informacje o LSOS: www.lsos.info

Platforma wydarzenia: https://ceo.com.pl/medycyna

Kontakt bezpośredni: Renata Fryc tel; 789 191 963

Relacja z konferencji Top Industry Summit 2021

27 października 2021 roku odbyła się, jubileuszowa X edycja konferencji „Top Industry Summit”. Podczas trzech paneli dyskusyjnych oraz trzech prezentacji, eksperci omówili zagadnienia związane z czwartą rewolucją przemysłową, logistyką oraz sektorem energetycznym. Zwieńczeniem wydarzenia była wieczorna gala rozdania nagród „Diamentów Top Industry” dla najbardziej wyróżniających się podmiotów z sektora przemysłu, transportu i logistyki.

Podczas pierwszego wystąpienia, na scenę został zaproszony Pan Artur Kulczyński, lider zespołu ds. Systemów Magazynowych Rossman oraz Pan Marcin Malicki Logistics Consultant z firmy Metroplan Polska. Omówili oni Case Study pt. Cyfrowy Bliźniak – Rossmann. Projekt ten pomaga zoptymalizować automatyczne instalacje magazynowe w centrum dystrybucyjnym sieci sklepów Rossmann. Jest to jedna z największych tego typu realizacji w Europie. Podczas swojej wypowiedzi, Panowie zaprezentowali zgromadzonym skalę zaawansowania projektu oraz przedstawili jak wiele korzyści daje ta instalacja.

Po wystąpieniach rozpoczął się pierwszy panel dyskusyjny pt. „Inteligentne fabryki w dobie przemysłu 4.0”. Moderatorem był Pan Maciej Iwaniuk – Associate Partner, EY. Rozmawiał on z Panem Ireneuszem Borowskim – Country Manager, Dessault Systemes, Panem Ryszardem Horodyńskim – Dyrektorem ds. strategii i komunikacji, Huawei Polska, Panem Andrzejem Korpakiem – Prezesem Zarządu Opel i PSA Manufacturing Poland, Grupa Stellantis, Panem Jędrzejem Kowalczykiem – Prezesem Zarządu Fanuc Polska, Panem Pawłem Stefańskim – Regional Vice President Central Eastern Europe, Balluff oraz z Panem Wojciechem Znojek – Wiceprezesem Zarządu, Dyrektor Generalny SABUR. Wspomniano o tym, że niedawno branża zachłysnęła się nowymi technologiami związanymi z przemysłem 4.0. Dopiero po latach jest czas na przemyślenia, które rozwiązania się sprawdziły, a które nie do końca. Prelegenci zwrócili uwagę dodatkowo na to, że nie wszystkie rozwiązania są w stanie zostać zrealizowane ze względu na wysokie koszty, jednakże ich realizacja jest kwestią czasu, bo są niezbędne w dalszym rozwoju firmy. Eksperci byli zgodni, że nie należy zapominać o ludziach, którzy powinni być edukowani na ten temat, żeby mogli bez strachu o stanowiska implementować nowoczesne rozwiązania.

Po krótkiej przerwie nadszedł czas na prezentację Pana Romualda Jaworskiego, managera Rohlig Suus Logistics. W swojej prezentacji zaznaczył on bardzo negatywny wpływ pandemii Covid-19 na funkcjonowanie łańcucha dostaw. Jednocześnie zauważył, że mimo obecnych problemów Klienci nie są gotowi na obniżenie standardów. Ta sytuacja pokazuje ,że łańcuchy dostaw należy w obecnym czasie optymalizować i dostosowywać do zachodzących zmian. Na koniec swojej prezentacji Pan Romuald Jaworski zauważył, że każdy kryzys może być szansą. Firmy, które są zdolne do adaptacji mogą obecną sytuację wykorzystać na swoją korzyść.

Po tej prezentacji nadszedł czas na dyskusje panelowe, których moderatorem był profesor Wojciech Paprocki ze Szkoły Głównej Handlowej. Tematami przewodnimi tego panelu były „Transport i Logistyka 4.0”. W dyskusji udział wzięli: Michał Brzozowski – Metroplan Polska, Michał Chodecki – Panattoni Development, Zsolt Fekete – Algotech Polska, Romuald Jaworski – Rohling Suus Logistics, Artur Martyniuk – Polregio, Beata Stelmach – ABC Czepczyński. Prelegenci zgodnie stwierdzili ,że w sektorze logistycznym proces automatyzacji jest nieunikniony i nie powinniśmy z nim walczyć. Zwrócono uwagę, że stosowanie coraz to śmielszych i nowocześniejszych technologii staje się normą również w budynkach magazynowych – na przykład w obiektach firmy Amazon. Według obecnych standardów budynek nie może być rozdzielony z technologią. Wszystko musi ze sobą współgrać i być zoptymalizowane. Rozmówcy dyskutowali również o potrzebie elastyczności firm w czasie pandemii, która była wielkim sprawdzianem dla przedsiębiorców. Przedsiębiorstwa, które nie są w stanie dostosować się do nowej strategii ucierpią dużo mocniej niż firmy, które potrafią być elastyczne.

Po przerwie Pan Tomasz Jajeśnica, Kierownik Zakładu Produkcyjnego Akumulatorów Chłodu ICE-ON z firmy MAR-BUD przedstawił prezentacje produktu Ice-On. Jest to niezwykle innowacyjne urządzenie umożliwiające gromadzenie energii elektrycznej i przechowanie jej w postaci lodu. Pan Tomasz Jajeśnica w swoim wystąpieniu przedstawił również bardzo szczegółowo szereg korzyści wynikających z zastosowania Akumulatora Chłodu.

Po prezentacji rozpoczął się ostatni już panel dyskusyjny o nazwie „Energetyka dla przemysłu”. Moderatorem był Pan dr inż. Paweł Urbański – Szkoła Biznesu Politechniki Warszawskiej. Udział w dyskusji wzięli: Pan Dariusz Bliźniak, Respect Energy, Pan prof. Jacek Kijeński, Politechnika Warszawska, Pan Mariusz Samordak, Bank Ochrony Środowiska S. A., Pan Michał Skorupa, FOTON Technik oraz Pan Grzegorz Słomkowski, Polska Agencja Inwestycji i Handlu S. A. Prelegenci zwrócili uwagę na to, że zaszło wiele zmian i w tym momencie każdy sektor powinien być elastyczny względem zmian klimatycznych. W tym momencie żadna firma nie powinna bagatelizować tej kwestii i powinna pomyśleć o inwestycji we własne źródła energii. Czeka nas zmiana całego systemu i powinniśmy się w większym stopniu na nią przygotować.

Po zakończeniu Konferencji miała miejsce uroczysta Gala rozdania Diamentów Top Industry. Zostały nagrodzone wyróżniające się spółki oraz osobowości branży za najważniejsze osiągnięcia, projekty i inwestycje. Wśród laureatów konkursu znaleźli się:

  1. Lider Automatyki Przemysłowej: Balluff

Wyróżnienie: Fanuc S.A.

  1. Lider Budownictwa Przemysłowego: Kajima Poland
  2. Lider Produkcji Przemysłowej: Zakłady Farmaceutyczne Polpharma S.A
  3. Przemysłowy Deweloper Roku: Segro Poland
  4. Przemysłowy Eksporter Roku: Fakro

Wyróżnienie: Nowy Styl

  1. Operator Logistyczny Roku: Rohling Suus Logistics S.A.

Wyróżnienie: Raben Group Polska

  1. Lider Zrównoważonego Transportu: Polregio
  2. Lider Finansowania dla Przemysłu: Bank Pekao S. A.
  3. CEO Roku: Andrzej Korpak, Prezes Zarządu Opel Manufacturing Poland, Grupa Stellantis

Przegląd wydarzeń tygodnia 1 – 5.11.2021

Nadchodzący tydzień będzie szczególnie pracowity dla bankierów centralnych. Decyzje ws. poziomów stóp procentowych zapadną w USA, Polsce, Wielkiej Brytanii, Australii, Norwegii oraz Czechach. Przyszły kształt polityki pieniężnej w wielu krajach rysuje się coraz bardziej jastrzębio. Nawet jeśli banki nie podnoszą stóp procentowych, to retoryka ulega znaczącej zmianie. W Stanach Zjednoczonych dodatkowo poznamy dane o zmianie zatrudnienia w sektorze pozarolniczym. Oczekuje się poprawy sytuacji na amerykańskim rynku pracy, choć ostatnie odczyty mocno rozczarowywały. Przypominam, że choć w Polsce poniedziałek będzie dniem wolnym od pracy, to światowe rynki będą pracować. Płynność na rynku złotego może być jednak niższa, co może sprzyjać większym wahaniom, szczególnie w tygodniu posiedzenia RPP.

Najważniejsze wydarzenia: PMI z Chin i Polski, Decyzje ws. poziomu stóp procentowych, NFP, ISM

W kolejnym tygodniu największą uwagę przykują wydarzenia w USA. W środę odbędzie się posiedzenie decyzyjne FOMC. Naturalnie nie dojdzie do podwyżek stóp procentowych, ale ostatnie komentarze przedstawicieli Fed skłaniają ku tezie, że program skupu aktywów zostanie ograniczony. Możliwe jest ogłoszenie redukcji o około 15 mld USD, z czego 10 mld przypadnie na obligacje skarbowe, a 5 mld na papiery hipoteczne. Sądzę, że tapering został już dawno wyceniony i nawet jeśli Fed ogłosi taki ruch, to nie powinien wpływać istotnie na wycenę aktywów. Zmienność może być nieco większa podczas konferencji szefa Fed Powella tuż po posiedzeniu. W przyszły piątek poznamy dane o zmianie zatrudnienia w sektorze pozarolniczym w USA (NFP). Po popularnych payrollach oczekuje się przyrostu zatrudnionych, jednak w ostatnich miesiącach odczyty negatywnie rozczarowywały. Gospodarka USA nieco wyhamowała w ostatnim czasie, co pozostaje czynnikiem ryzyka dla rynku pracy.

W przyszłym tygodniu decyzje ws. poziomu stóp procentowych podejmą jeszcze m.in. Australia (wtorek), Norwegia oraz Czechy (czwartek). Po RBA rynek nie spodziewa się podnoszenia kosztu pieniądza, choć ostatnie działania (bierność na rynku długu) mogą sugerować, że deklarowana przez instytucję chęć ciągłego wspierania gospodarki nieco słabnie. W dalszym ciągu jednak w oficjalnej komunikacji bank pozostaje gołębi. Stopy procentowe z pewnością podwyższy CNB. Czeski bank jest najbardziej jastrzębią instytucją w regionie i w ostatnim czasie zaskakiwał mocnymi ruchami w górę. Rynek zakłada, że w czwartek CNB podniesie główną stopę procentową o 50pb do poziomu 2 proc.
Stopy procentowe w Wielkiej Brytanii powinny pozostać niezmienione, choć niemal pewne jest, że z ważnych banków centralnych BOE jako pierwszy podwyższy koszt pieniądza. Jastrzębie komentarze ze strony szefa BOE Bailey’ego sugerują, że może się to stać wcześniej niż dotychczas oczekiwano.

W przyszłym tygodniu do dobrej praktyki organizowania konferencji prasowej po posiedzeniu powróci RPP. Chwalę ten ruch, bo może oznaczać dostrzeżenie pewnych problemów komunikacyjnych i chęć poprawy. Po najwyższym od 20 lat odczycie inflacji (6,8 proc. r/r) rynek podbija zakłady na podwyżkę stopy procentowej w trakcie przyszłotygodniowego posiedzenia. Sądzę, że większość członków opowie się za kontynuowaniem cyklu, natomiast zagadką pozostaje skala ruchu. Naszym prognozom bliżej do stopniowego podwyższania kosztu pieniądza i w listopadzie oczekujemy podwyżki o 25pb. Decyzja zapadnie w środę, a do tego czasu zmienność na złotym może być podwyższona. Przypominam jednocześnie o tym, że poniedziałek jest dniem wolnym w Polsce, ale pozostałe rynki pracują. Z perspektywy złotego może to oznaczać niższą płynność i większą wrażliwość na zmiany nastrojów.

Maciej Madej, analityk DM TMS Brokers

Co dalej z inflacją?

Inflacja w październiku wzrosła do 6,8 proc. Po raz kolejny w tym roku była wyższa niż konsensus analityków. To najwyższy poziom od maja 2001 r. I będzie gorzej.

W ujęciu miesięcznym ceny wzrosły o 1 proc. Drożeje energia (paliwa, nośniki energii) oraz żywność. Rośnie także inflacja bazowa. Inflacja CPI szybko dobije do 8 proc.?

– To wprawdzie nie jest mój podstawowy scenariusz, ale traktuję, że jest to scenariusz możliwy – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Przed nami przecież podwyżki cen regulowanych, a więc energii elektrycznej.

Jeszcze przed kilkoma miesiącami można było mieć nadzieję, że wzrost cen nie będzie tak duży, ze względu na efekt bazy z pierwszych miesięcy 2021 r., gdy wzrosły opłaty związane z utrzymaniem gospodarstw domowych, przede wszystkim za wywóz śmieci.

Prezes NBP przekonywał przez wiele miesięcy, że wysoka inflacja jest przejściowa i podwyżki stóp procentowych nie są potrzebne, inaczej sytuację oceniało wielu analityków rynkowych. Nie schładzano oczekiwań inflacyjnych, aż RPP zaskoczyła inwestorów podnosząc stopy procentowe. Sposób komunikowania się z rynkiem nie osłabił skłonności do podwyższania cen. Kłopot z inflacją staje się coraz bardziej dotkliwy, ale rząd ma większe dochody z podatków.

Najważniejszy będzie wzrost cen energii, a w drugiej kolejności wzrost cen ropy naftowej. Ropa już kosztuje w granicach 85 USD za baryłkę, a więc jest droższa niż tuż przed pandemią. Na dodatek złoty jest słaby, a dolar jest mocny.

– Wiele zależeć będzie od tego czy zima okaże się mroźna, podbijając koszty energii elektrycznej, a popyt na ropę może wzrosnąć o 1 mln baryłek dziennie i jej ceny przekroczą 100 USD, co odczujemy też na naszych stacjach paliw – dodaje ekspert XTB.

Podobne kłopoty mają inne kraje UE, w których inflacja jest jednak niemal dwukrotnie niższa niż w Polsce. Na Zachodzie inflacja jest strukturalnie niższa, bo niższa jest presja cenowe, a jest to charakterystyczne dla gospodarek najbardziej rozwiniętych. W Europie Zachodniej nie było tak silnej stymulacji finansowej, jak w wykonaniu banku centralnego w Polsce i w USA podczas pandemii.

Inflacja w Polsce będzie więc wysoka, a najważniejsze jest na jak długo stan ten utrwali się.

– Inflacja urwała się nam ze smyczy – dodaje P.Kwiecień. – Przespano czas na wcześniejsze podwyżki stóp procentowych.

Teraz przed nami ryzyko spirali płacowej, a więc wzrostu cen gonionego przez wzrost wynagrodzeń, z czym nie mieliśmy do czynienia od wielu lat.

Zmiany w Zarządzie Banku Pekao S.A.

Z dniem 4 listopada 2021 r. Tomasz Kubiak, wiceprezes Zarządu Banku Pekao S.A. złożył rezygnację z zajmowanego stanowiska. Przyjmując rezygnację przedstawiciele Rady Nadzorczej, a także Zarządu Banku docenili jego profesjonalizm, zaangażowanie i wieloletni wkład w budowanie silnej pozycji Banku.

Planowane jest powierzenie nadzoru nad Pionem Finansowym wiceprezesowi Pawłowi Strączyńskiemu, pod warunkiem przeprowadzenia i otrzymania pozytywnej oceny odpowiedniości w odniesieniu do tej funkcji oraz zatwierdzenia tej decyzji przez Radę Nadzorczą Banku.

5 listopada br. do Zarządu Banku dołączy Piotr Zborowski, który 29 października br. został  powołany przez Radę Nadzorczą Banku Pekao S.A. na funkcję wiceprezesa.

Paweł Strączyński

Paweł Strączyński jest absolwentem Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu, Wydziału Gospodarki Narodowej, kierunku finanse i bankowość oraz Master of Business Administration – Executive MBA o specjalności zarządzanie przedsiębiorstwem.

Posiada bogate doświadczenie menedżerskie.

Od 5 sierpnia br. jest wiceprezesem Zarządu Banku Pekao S.A. odpowiedzialnym za Pion Strategii.

Wcześniej pełnił funkcję prezesa Zarządu Tauron Polska Energia S.A., był członkiem Rady Zarządzającej Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej oraz wiceprezesem Zarządu ds. Finansowych w PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.

Pracował także w zarządach m. in.: Zespołu Elektrociepłowni Wrocławskich KOGENERACJA S.A., ZOWER Sp. z o.o., PGNiG Termika Energetyka Przemysłowa S.A., Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej S.A. w Jastrzębiu-Zdroju i Polskiej Grupy Biogazowej S.A.

Piotr Zborowski

Piotr Zborowski jest absolwentem Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie,  Wydziału Prawa i Administracji, kierunku prawo. Ukończył aplikację radcowską w Okręgowej Izbie Radców Prawnych w Warszawie.

W Banku Pekao S.A. pełnił funkcję dyrektora odpowiedzialnego za obszar obsługi organów korporacyjnych oraz nadzór właścicielski i wsparcie prac Zarządu i Rady Nadzorczej. Był zaangażowany w proces budowania i wdrażania strategii Banku, a także realizację szeregu projektów strategicznych oraz współpracę z ramienia Banku z grupą PZU S.A.

Wcześniej pracował m. in. w organach administracji rządowej: Kancelarii Prezesa Rady Ministrów oraz Ministerstwie Aktywów Państwowych, na stanowisku zastępcy Dyrektora Biura Ministra.

Pełnił funkcje doradcze w Agencji Mienia Wojskowego oraz odpowiadał za nadzór organizacyjno–prawny w Wojskowym Przedsiębiorstwie Handlowym.

Wpływ Pandemii Covid-19 na rynek pracy

Pandemia Covid-19 wywołała jeden z największych kryzysów w historii. Globalne PKB w 2020 r. spadło o 4,3%[1], zaś PKB per capita o blisko 3,6%[2]. Kryzys nie oszczędził również Polski. W naszej gospodarce zgodnie ze wstępnym szacunkiem GUS produkt krajowy brutto w 2020 roku był realnie niższy o 2,8% w porównaniu do 2019 r. Również inflacja w 2020 r. była wyższa niż dotychczas i wyniosła 3,4% w stosunku do roku poprzedniego[3]. Kryzys pandemiczny miał znaczący wpływ nie tylko na życie społeczne, ale także na życie gospodarcze. Po upływie półtora roku od czasu, gdy pierwsze przypadki koronawirusa zaczęły pojawiać się w Europie można przedstawić pierwsze wnioski dotyczące zmian na rynku pracy jakie zostały wywołane tą nadzwyczajną sytuacją.

Najbardziej widocznym wpływem pandemii Covid-19 na rynek pracy było upowszechnienie się pracy zdalnej. Zagrożenie spowodowane koronawirusem i wprowadzenie lockdownu zmusiło rynek do przeniesienia części aktywności zawodowej pracowników do ich własnych domów. Zgodnie z danymi GUS w IV kwartale 2020 r. liczba osób zwykle wykonujących swoją pracę w domu wyniosła 1609 tysięcy (co stanowiło 9,7% wszystkich pracujących), co oznacza znaczący wzrost (aż o 902 tysiąca osób) w stosunku do końca 2019 r., czyli okresu sprzed pandemii[4]. Trend ten się nasilał i w czasie „III fali” w marcu 2021 r. pracę zdalną wykonywało aż 14,2% zatrudnionych[5]. Co istotne praca zdalna, szczególnie w formie hybrydowej, może zagościć na stałe w praktyce polskich przedsiębiorców. Jak wskazują badania tylko 7% ankietowanych firm nie planuje korzystać z żadnej formy pracy spoza biura, pozostali deklarują wprowadzenie tej formy wykonywania pracy przynajmniej częściowo[6].

Uwagę zwraca również dążenie do automatyzacji. Zastępowanie pracowników nowoczesnymi rozwiązaniami technologicznymi staje się coraz powszechniejsze, czego przykładem jest choćby znaczący wzrost popularności „paczkomatów”[7]. Również w handlu upowszechniają się nie tylko automatyczne kasy, ale otwierane są pierwsze w pełni zautomatyzowane sklepy[8]. Duże znaczenie zyskała także elektroniczna rozrywka, która zastępuje nam wyjście do kina, czy na koncert.

Kolejnym widocznym efektem pandemii jest zmiana oczekiwań dotyczących kompetencji jakimi powinni cechować się pracownicy. Pracodawcy zaczęli większą uwagę przykładać do kompetencji związanych z obsługą nowych technologii, a także do umiejętności zarządzania czasem i odporności na stres, co z całą pewnością powiązane jest z upowszechnieniem pracy zdalnej[9].

Trendy i nowe wyzwania

Jeszcze w do niedawna, gdy rozchorowało się nam dziecko bądź gdy poczuliśmy się gorzej sami, niektórzy z nas mogli liczyć na to, że pracodawca umożliwi nam wykonywanie pracy zdalnie. Czasem był to benefit, jaki oferowały niektóre firmy aby zachęcić potencjalnych pracowników do dołączenia do ich zespołu zamiast do konkurencji. Jednak wielu pracowników i pracodawców nigdy nie spotkało się z tym zjawiskiem. Kryzys epidemiologiczny zmienił całkowicie obraz sytuacji, w wielu branżach praca zdalna stała się wymogiem i jedyną możliwością. Było to wielkie wyzwanie organizacyjne, szczególnie dla tych firm, które nigdy wcześniej nie miały doświadczeń z tą formą organizacji pracy. Jak pokazują doświadczenia ostatnich miesięcy wyzwaniu temu sprostaliśmy, a rynek pracy wszedł w nową epokę, w której technologia odgrywa znacznie większą rolę niż jeszcze dwa lata temu.

Zgodnie z powoływanymi powyżej raportami GUS sytuacja epidemiologiczna doprowadziła do znacznego upowszechnienia modelu pracy zdalnej. Na koniec marca 2020 r. pracę zdalną wykonywało 11,0% pracujących, zaś w analogicznym okresie 2021 r. było to już 14,2%. Jeszcze pod koniec 2019 r. zdalnie pracowało zaledwie 707 tysięcy osób, podczas gdy już w końcówce 2020 r. było to ponad 1,6 mln osób[10]. Pandemia Covid-19 i wywołany przez nią lockdown doprowadził do znaczących zmian w postrzeganiu wykonywania pracy. Zarówno pracodawcy jak i pracownicy musieli w bardzo szybkim czasie dostosować się do nowych warunków. Początkowo lockdown wywołał panikę i całkowity paraliż większości branż na rynku, jednak gdy społeczeństwo uświadomiło sobie, że zamknięcie gospodarki potrwa dłużej niż kilkanaście dni koniecznym stało się wypracowanie nowych rozwiązań, które umożliwią ciągłość pracy poszczególnych podmiotów. W konsekwencji nastąpiło przeniesienie znacznej części naszej aktywności zawodowej do warunków domowych. Był to z pewnością krok milowy w zakresie warunków wykonywania pracy, gdyż w normalnych okolicznościach stosowanie pracy zdalnej na taką skalę z pewnością nie nastąpiłoby szybciej niż za kilka bądź kilkanaście lat.

Przykładem branży, w której pandemia wprowadziła rewolucję w organizacji pracy jest bankowość. Dla przykładu w Santander Banku Polska pracę zdalną w 2020 r. wykonywało 80% pracowników centrali. W BNP Paribas Banku Polska przed pandemią pracownicy mieli możliwość pracy zdalnej przez 8 dni w miesiącu, a więc był to jeden z pracodawców dość powszechnie stosujących tą formę wykonywania pracy. W okresie pandemii praca zdalna została wprowadzona dla większości załogi i wykonywało ją w centrali banku aż 84% pracowników[11]. Również w PKO Banku Polskim w szczytowym momencie 2020 r. pracę zdalną wykonywało aż 11 tysięcy pracowników. Co ważne bank ten przeprowadził badania wśród zatrudnionych, które wykazywały, że aż 82% z nich jest zadowolonych z tej formy wykonywania obowiązków. Zgodnie z deklaracjami dyrekcji praca zdalna w pewnej formie na stałe zagości w tej instytucji i nie będzie już traktowana jako zwykły benefit pracowniczy[12]. Warto wskazać, że podobnie wygląda sytuacja w bankowości w innych krajach. Praca zdalna, przede wszystkim w postaci hybrydowej wykonywana była w szczytowych okresach nawet przez 90% pracowników centrali i jest nadal dość powszechna.

Upowszechnienie pracy zdalnej

Jak pokazują badania nawet 83% pracowników, którzy wykonywali pracę zdalną chce, aby stała się ona powszechną praktyką, natomiast aż 37% badanych chciałoby uprawnienia do pracy zdalnej przynajmniej jeden dzień w tygodniu[13]. Warto zauważyć, że ustawodawca w projekcie nowelizacji Kodeksu pracy[14] przewidział przypadki, w których pracodawca będzie zobligowany umożliwić pracownikowi wykonywanie pracy zdalnej na jego żądanie np. w przypadku wychowywania dziecka do 4 roku życia lub dziecka z niepełnosprawnością.

W przypadku pracodawców źródła przedstawiają niejednoznaczne informacje dotyczące ich stosunku do pracy zdalnej. Według części z dostępnych informacji również pracodawcy dostrzegają zalety tego rozwiązania i aż 75% firm deklaruje, że praca zdalna powinna być łączona z pracą biurową i nawet po zakończeniu pandemii nie zamierzają oni rezygnować z tego rozwiązania[15]. Inne natomiast wskazują na pilną potrzebę powrotu do tradycyjnej formy wykonywania pracy[16]. Zauważyć należy jednak, że rozbieżności te mogą wynikać przede wszystkim z grup badawczych. Nie ulega wątpliwości bowiem, że w niektórych przypadkach praca zdalna okazała się doskonałym rozwiązaniem. Pracownicy nie tracą czasu na dojazdy i mają większą swobodę w dostosowaniu wykonywanych czynności do własnego trybu funkcjonowania w ciągu dnia (work-life balance). Pracodawcy natomiast mogą pozyskiwać pracowników z różnych części kraju, a także świata. Ponadto w wielu przypadkach model ten generuje oszczędności, gdyż daje możliwość przynajmniej częściowej rezygnacji z zapewnienia pracownikom przestrzeni biurowej. Przekłada się to np. na niższe koszty najmu tych powierzchni, co szczególnie w przypadku dużych miast może oznaczać znaczące zmniejszenie kosztów. Z drugiej strony wielu pracodawców ma problemy z egzekwowaniem i kontrolowaniem należytego wykonywania powierzonych pracownikom obowiązków w trakcie pracy zdalnej. W wielu natomiast przypadkach praca zdalna nie sprawdza się bądź jest niemożliwa z uwagi na sam charakter pracy. Część z tych problemów z pewnością może zostać rozwiązana przez odpowiednie regulacje prawne, które powinny pojawić się w nowelizacji Kodeksu pracy.

Praca zdalna w 2020 r. została wprowadzona dla znacznej części pracowników biurowych nie tylko w bankach. Sposoby świadczenia pracy zdalnej w różnych branżach były przedmiotem badań EY na początku 2021 r. Zgodnie z opublikowanymi w raporcie danymi spośród firm, które wprowadziły w okresie pandemii pracę zdalną 1/3 stosuje wyłącznie to rozwiązanie, zaś 2/3 stosuje tak zwaną pracę hybrydową, czyli połączenie pracy zdalnej i biurowej w siedzibie pracodawcy. Najczęściej decyzja o świadczeniu pracy zdalnie zapada na skutek porozumienia pracodawcy i pracownika (w około 42% przypadków), zaś wśród 29% badanych, praca zdalna odbywa się na polecenie pracodawcy. Wśród badanych firm 17% zdecydowało się na taki model na poziomie całej firmy lub poszczególnych jednostek organizacyjnych. Respondenci zdają sobie sprawę z zalet unormowania pracy zdalnej, dlatego sami wprowadzają regulaminy tego sposobu wykonywania obowiązków przez pracowników. 54% badanych firm ma już oficjalny regulamin, 33% planuje jego wdrożenie, a jedynie 13% nie zamierza stosować takiego rozwiązania Po zakończeniu pandemii spośród firm, które planują wprowadzenie pracy zdalnej na stałe zdecydowana większość preferuje pracę hybrydową, w której praca zdalna wykonywana będzie 1-2 dni w tygodniu. Zaledwie 7% spośród respondentów nie wyraziła chęci wprowadzania pracy zdalnej w jakiejkolwiek formie[17].

Warto zwrócić uwagę na istotną kwestię w odniesieniu do pracy zdalnej, a mianowicie na jej efektywność. Zgodnie z raportem EY 27% badanych przedsiębiorców nie zauważyło różnicy w efektywności między pracownikami pracującymi w biurze i tymi, którzy swoje obowiązki wykonują zdalnie, 4% informuje o efektywności niższej, a 2% o wyższej. Najwięcej respondentów uważa natomiast, że zależy to od działu bądź indywidualnych predyspozycji. Zgodnie z danymi EY należy zauważyć, że tylko około 1/4 respondentów opiera powyższe oceny o rzeczywiste mierniki efektywności, monitorując KPI i porównując je do wyników sprzed pandemii. Większość firm opiera swoje oceny na opinii pozyskanej od managerów (40%) lub pracowników (36%). Natomiast aż 35% firm nie monitoruje aktualnie efektywności pracowników w żaden sposób[18].

Projekt nowelizacji Kodeksu Pracy

Nowe czasy wymagają nowych rozwiązań. Niestety prawo nie zawsze nadąża za realiami gospodarczymi. Pandemia wymusiła jednak podjęcie natychmiastowych działań, aby uelastycznić skostniałe ramy prawne prawa pracy. Zmiany legislacyjne okazały się przydatne i trwają nadal dając nadzieję na stworzenie lepszego prawa, które bardziej odpowiada potrzebom współczesnych realiów.

Przed pandemią praca zdalna, rozumiana jako „home office” nie była uregulowana przez prawodawcę. Ponieważ brak było postanowień dotyczących realizacji obowiązków służbowych w ten sposób, część pracodawców, tworzyła tak zwane regulaminy pracy zdalnej. Choć w Kodeksie pracy[19] znajdują się przepisy dotyczące „telepracy”, to nie jest ona pojęciem tożsamym z „pracą zdalną”. Telepracą uregulowaną w myśl przepisów rozdziału IIb k. p. jest świadczenie pracy wykonywanej regularnie poza zakładem pracy, z wykorzystaniem środków komunikacji elektronicznej, w której pracownik przekazuje pracodawcy wyniki pracy, w szczególności za pośrednictwem środków komunikacji elektronicznej. Pracą zdalną jest natomiast sytuacja, w której pracownik wykonuje swoje obowiązku poza miejscem zatrudnienia doraźnie, nie w sposób stały.

Pierwsze próby uregulowania pracy zdalnej na poziomie ustawowym pojawiły się dopiero w wyniku pandemii Covid-19 i znalazły się w ustawie z dnia 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych (Dz. U. z 2020 r., poz. 1842 ze zm.). Artykuł 3 ust. 1 powołanej ustawy w pierwotnym brzmieniu stanowił, że „W celu przeciwdziałania COVID-19 pracodawca może polecić pracownikowi wykonywanie, przez czas oznaczony, pracy określonej w umowie o pracę, poza miejscem jej stałego wykonywania (praca zdalna).”. Praca zdalna w rozumieniu powołanych przepisów ma zatem charakter incydentalny i dotyczy wyłącznie przeciwdziałania rozprzestrzenianiu się pandemii COVID-19. Warto zauważyć, że w myśl obowiązujących przepisów pracownik może zostać jednostronnie zobligowany do wykonywania pracy zdalnej w drodze polecenia pracodawcy. Przepisy dotyczące pracy zdalnej zawarte w ustawie były pierwotnie lakoniczne i mało precyzyjne. Również obecnie mimo licznych nowelizacji materia ta nie jest pełną regulacją instytucji pracy zdalnej. Ustawodawca dostrzegł potrzebę doprecyzowania oraz wprowadzenia na stałe tej instytucji i obecnie trwają prace nad nowelizacja Kodeksu pracy[20].

Zmiany przepisów prawa pracy proponowane przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii mają pojawić się w nowododanym „Rozdziale IIc Praca zdalna”. Nowe przepisy zakładają szereg zmian, między innymi, że „praca zdalna będzie mogła być wykonywana całkowicie lub częściowo w miejscu wskazanym przez pracownika i uzgodnionym z pracodawcą, w tym w miejscu zamieszkania pracownika, w szczególności z wykorzystaniem środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość. Zatem możliwa będzie zarówno całkowita, jak i hybrydowa praca zdalna – stosownie do potrzeb i uzgodnień pracownika i pracodawcy.” (nowy art. 6718 k. p.). Wszelkie uzgodnienie między stronami dotyczące wykonywania pracy zdalnej będą dopuszczalne zarówno przy zawieraniu umowy o pracę, jak również w trakcie zatrudnienia. Zasady wykonywania pracy zdalnej będą mogły być określane w porozumieniu lub w regulaminie w zależności od tego, czy u pracodawcy działają związki zawodowe.

Zmiany zakładają także, że praca zdalna będzie mogła być wykonywana na polecenie pracodawcy w szczególnych przypadkach, takich jak obowiązywania stanu nadzwyczajnego, stanu zagrożenia epidemicznego albo stanu epidemii oraz w okresie 3 miesięcy po ich odwołaniu, a także gdy będzie to niezbędne ze względu na obowiązek pracodawcy zapewnienia pracownikowi bezpiecznych i higienicznych warunków pracy, o ile z przyczyn niezależnych od pracodawcy zapewnienie tych warunków w dotychczasowym miejscu pracy pracownika nie jest czasowo możliwe.

Proponowane zmiany w przepisach nie wyczerpują wszystkich potrzeb pracowników i pracodawców. Istnieje potencjale pole do wprowadzania dalej idących korzystnych zmian w tym zakresie. Między innymi wskazać należy, że obecnie umowę o pracę zgodnie z przepisem art. 29 § 2 Kodeksu pracy zawiera się na piśmie. Również wypowiedzenie umowy o pracę lub jej rozwiązanie bez wypowiedzenia może nastąpić wyłącznie na piśmie zgodnie z normą art. 30 § 3 Kodeksu pracy. Od tej zasady istnieje odstępstwo w postaci zachowania formy elektronicznej dokumentów zgodnie z art. 781 Kodeksu cywilnego, która zrównana jest z tradycyjną formą pisemną. Występuje jednak szereg trudności praktycznych w stosowaniu tego rozwiązania. Po pierwsze zawarcie umowy o pracę jest co prawda możliwe w formie elektronicznej, jednak dla skuteczności takiej umowy obie strony muszą podpisać ją ważnym kwalifikowanym podpisem elektronicznym. Kwalifikowane podpisy elektroniczne nie są natomiast powszechnie stosowane, są natomiast kosztowne. O ile osoby reprezentujące dużych pracodawców często posiadają takie podpisy, to potencjalni pracownicy posiadają je bardzo rzadko. Wydawać by się mogło, że podobny problem nie występuje w przypadku złożenia oświadczenia o wypowiedzeniu umowy o pracę przez pracodawcę, gdyż jest to czynność jednostronna i do jej ważności wystarczy kwalifikowany podpis elektroniczny wyłącznie pracodawcy. Niestety problemem w tym zakresie jest fakt, że takie oświadczenie musi zostać przekazane pracownikowi, a to już nie jest takie oczywiste. W praktyce takie doręczenie może nastąpić np. na służbową skrzynkę mailową pracownika, gdyż pracodawca może w takim wypadku udowodnić, że pracownik je otrzymał, otworzył i zapoznał się z nim oraz kiedy to nastąpiło.

Brak prostych rozwiązań dotyczących nawiązywania i rozwiązywania stosunku pracy w sposób zdalny często wymusza na stronach stosunku pracy korzystanie z usług pocztowych i kurierskich. Niestety takie rozwiązania również są zawodne, gdyż zarówno poczta, jak i kurierzy bywają zawodni, szczególnie w dobie kryzysu pandemicznego. Zdarzają się też sytuacje, w których pracownik spodziewając się wypowiedzenia unika odbierania pism od pracodawcy starając się opóźnić rozwiązanie stosunku pracy.

Rozwiązaniem tej sytuacji może być popularyzacja kwalifikowanych podpisów elektronicznych, a być może również zrównanie ze sobą skutków stosowania kwalifikowanego podpisu elektronicznego i podpisu osobistego, który możemy uzyskać wraz z nowym „e-dowodem osobistym” oraz podpisu złożonego na dokumencie za pośrednictwem platformy ePUAP. Być może warto rozważyć również uprzednie pisemne wyrażenie zgody na komunikację za pośrednictwem poczty elektronicznej, na które strony stosunku pracy wyrażałyby zgodę w samej umowie.

Z całą pewnością jednym z efektów pandemii Covid-19 jest znacząca zmiana potrzeb rynku pracy. Praca zdalna jeszcze przed pandemią pojawiała się w praktyce, jednak dopiero warunki wymuszone lockdownem sprawiły, że forma ta stała się powszechna i jak się okazało w wielu przypadkach bardzo korzystna i pożądana zarówno przez pracowników, jak i pracodawców. Odpowiednią na te potrzeby mają być propozycje zmian w Kodeksie pracy zaprezentowane powyżej.

Automatyzacja i nowe technologie

Od wielu lat w przestrzeni publicznej mówi się o zagrożeniu wystąpieniem tak zwanego bezrobocia technologicznego, czyli sytuacji, w której postępująca automatyzacja spowoduje wypieranie niektórych zawodów, a osoby tracące w ten sposób zatrudnienie z uwagi na nieodpowiednie kwalifikacje nie będą mogły znaleźć zatrudnienia w innych zawodach.

Pandemia Covid-19 sprzyja przenoszeniu wielu aktywności gospodarczych do Internetu i realizacji pewnych usług w sposób zdalny. Jednym z głównych trendów jaki możemy w tym zakresie zaobserwować to bardzo szybko rosnący sektor sprzedaży online z dostawą do domu. Za przykład może posłużyć e-commerce, e-grocery, czy dostawa jedzenia do domu. W sytuacji, gdy społeczeństwo musiało ograniczyć kontakty międzyludzkie, a wiele sklepów i galerii handlowych zostało zamkniętych potrzeby konsumentów nadal istniały i wiele przedsiębiorstw było w stanie szybko się do nich dostosować. Jak pokazują dane podczas, gdy wiele miejsc pracy w Polsce w czasie pandemii było likwidowanych, to zatrudnienie w tych branżach rosło bardzo szybko[21]. Jak wskazuje PARP w samej tylko branży e-commerce na przełomie lipca i sierpnia 2020 r. pandemii ilość ofert pracy wzrosła aż o 40%[22], zaś w grudniu 2020 r. ilość ofert wzrosła rok do roku o 22% w stosunku do grudnia 2019 r[23].

Kolejnym trendem, który przyspieszył w czasie pandemii i który nadal będzie się utrzymywać to postępująca automatyzacja, także w takich branżach, w których dotychczas nie była ona powszechna. Przykładem może być handel, w którym coraz częściej wprowadzane są nie tylko kasy samoobsługowe[24], ale także całkowicie samoobsługowe sklepy, które nie posiadają pracowników obsługi klienta. Innym podejściem do automatyzacji w handlu jest rozwój aplikacji sklepów, które umożliwiają samodzielne skanowanie produktów. Automatyzacja pozwoli pracodawcom zmniejszyć zapotrzebowanie na pracowników w niektórych sektorach. W okresie pandemicznym oznacza to minimalizację ryzyka, jednak należy mieć na uwadze, że miejsca pracy utracone na rzecz rozwiązań technologicznych prawdopodobnie nie wrócą w takiej samej postaci na rynek po pandemii. Spodziewać się można natomiast wzrostu zapotrzebowania na specjalistów, którzy są w stanie konstruować, programować i serwisować urządzenia i oprogramowanie konieczne przy automatyzacji.

Należy przyjąć, że proces automatyzacji i wprowadzania nowych technologii będzie postępował. Oznacza to, że w najbliższych latach można spodziewać się rosnącego popytu na pracowników posiadających kompetencje cyfrowe i techniczne. Miejsca pracy przyszłości to te związane z nowymi technologiami. Proces automatyzacji doprowadzić może w dłuższej perspektywie do stopniowego zanikania zapotrzebowania na pracowników niskowykwalifikowanych, których praca będzie mogła być zastąpiona przez urządzenia technologiczne.

Poszukiwane kompetencje

Pandemia Covid-19 w znaczący sposób wpłynęła na postrzeganie wykonywania pracy zarówno przez pracowników, jak i pracodawców. Bez wątpienia zmieniły się oczekiwania obu tych grup. Pracodawcy zaczęli większą uwagę przykładać do kompetencji związanych z obsługą nowych technologii, a także do umiejętności zarządzania czasem i odporność na stres, co z całą pewnością powiązane jest z upowszechnieniem pracy zdalnej[25]. Z całą pewnością nowa rzeczywistość, z jaką musimy mierzyć się od wielu miesięcy wymusiła na nas konieczność zapoznania się z platformami komunikacji na odległość. Wiele zadań wymagało korzystania z „chmury”, jednoczesnej edycji dokumentów przez wiele osób, czy też korzystania z aplikacji stosowanych wewnątrz danej organizacji. Umiejętności cyfrowe dla pracowników wykonujących prace poza biurem okazały się być niezbędne. Ponadto wskazać należy, że na znaczeniu zyskała umiejętność samodzielnej organizacji czasu pracy oraz współpracy z zespołem w środowisku cyfrowym[26]. Poza kompetencjami cyfrowymi wskazuje się na wagę umiejętności miękkich. Jak wskazuje Hays Poland pandemia uwidoczniła, jak ważna jest między innymi umiejętność szybkiej adaptacji do zmian, kompetencje w zakresie komunikacji – również tej prowadzonej online – oraz inteligencja emocjonalna[27].

Również oczekiwania pracowników nieco się zmieniły. Pracownicy poza docenieniem możliwości pracy zdalnej dużą wagę przywiązują do stabilności zatrudnienia. Nie są tak chętni do zmiany miejsca pracy, a na samych rozmowach kwalifikacyjnych częściej pytają o stabilność przedsiębiorcy i jego podejście do zatrudnienia na wypadek dalszego przedłużenia pandemii. Warto zaznaczyć także, że sami pracownicy po doświadczeniach pracy zdalnej oczekują coraz większej elastyczności zatrudnienia, która pozwoli im lepiej godzić życie prywatne i zawodowe[28]. Oczekiwania pracowników bezpośrednio przekładają się na oczekiwania względem liderów zespołów, którzy według samych pracowników powinni posiadać umiejętność wzbudzania zaufania i poczucia bezpieczeństwa w swoim zespole[29]. Co również ważne pracownicy zdają sobie sprawę z konieczności nabywania nowych umiejętności, co zaowocowało wzrostem zainteresowania szkoleniami oraz webinariami i wysoko cenią sobie pracodawców umożliwiających im ten sposób rozwoju[30].

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców

***

[1] https://www.ican.pl/b/globalne-pkb-na-rok-2021-…—nowe-prognozy-banku-swiatowego/P1GpmRYiR (dostęp na dzień 27.07.2021 r.).
[2] https://data.worldbank.org/indicator/NY.GDP.MKT… (dostęp na dzień 27.07.2021 r.).
[3] https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/ceny-han… (dostęp na dzień 27.07.2021 r.).
[4] Główny Urząd Statystyczny, Aktywność ekonomiczna ludności Polski – IV kwartał 2020 r., Warszawa 2020 r., s. 10.
[5] https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/rynek-pr… (dostęp na dzień 27.07.2021 r.).
[6] Raport EY, Organizacja pracy w czasie pandemii. Wyzwania dla HR w 2021 roku. Praca hybrydowa – mierzenie efektywności – nowa polityka wynagrodzeń i świadczeń pozapłacowych. Raport z badania rynku pracy, Warszawa, styczeń 2021 r.
[7] https://forsal.pl/artykuly/1459717,koronawirus-… (dostęp na dzień 27.07.2021 r.).
[8] https://biznes.radiozet.pl/News/Samoobslugowa-Z… (dostęp na dzień 27.07.2021 r.).
[9] OLX Praca, Prognozy na przyszłość, Know how 2021 perspektywa pracowników, https://olx.fra1.digitaloceanspaces.com/post-fi… (dostęp na dzień 27.07.2021 r.).
[10] Główny Urząd Statystyczny, Aktywność ekonomiczna ludności Polski – IV kwartał 2020 r., Warszawa 2020 r., s. 10.
[11] https://www.parkiet.com/Banki/307069986-Praca-z… (dostęp na dzień 27.07.2021 r.). [12] https://prnews.pl/pko-bp-praca-zdalna-zostanie-… (dostęp na dzień 27.07.2021 r.).
[13] https://www.money.pl/gielda/personnel-service-8… (dostęp na dzień 27.07.2021 r.).
[14] Ustawa z dnia 26 czerwca 1974 r. Kodeks pracy (Dz. U. z 2020 r., poz. 1320 ze zm.) – zwana dalej również „k. p.”
[15] https://www.bankier.pl/wiadomosc/Chodkowski-Pra… (dostęp na dzień 27.07.2021 r.). [16] https://serwisy.gazetaprawna.pl/praca-i-kariera… (dostęp na dzień 27.07.2021 r.).
[17] Raport EY, Organizacja pracy w czasie pandemii. Wyzwania dla HR w 2021 roku. Praca hybrydowa – mierzenie efektywności – nowa polityka wynagrodzeń i świadczeń pozapłacowych. Raport z badania rynku pracy, Warszawa, styczeń 2021 r.
[18] Raport EY, Organizacja pracy w czasie pandemii…
[20] https://www.gov.pl/web/rozwoj-praca-technologia… (dostęp na dzień 27.07.2021 r.)
[21] https://startup.pfr.pl/pl/aktualnosci/koronawir… (dostęp na dzień 27.07.2021 r.).
[22] PARP, Rynek pracy, edukacja, kompetencje, Sierpień 2020.
[23] PARP, Rynek pracy, edukacja, kompetencje, Grudzień 2020.
[24] https://biznes.wprost.pl/handel/10410259/automa… (dostęp na dzień 27.07.2021 r.).
[25] OLX Praca, Prognozy na przyszłość, Know how 2021 perspektywa pracowników, https://olx.fra1.digitaloceanspaces.com/post-fi… (dostęp na dzień 12.07.2021 r.)
[26] Por. Rynek pracy, edukacja, kompetencje, Grudzień 2020.
[27] https://www.hays.pl/blog/insights/rozwoj-w-domo… (dostęp na dzień 27.07.2021 r.).
[28] https://biznes.newseria.pl/biuro-prasowe/praca/… (dostęp na dzień 27.07.2021 r.)
[29] Por. Rynek pracy, edukacja, kompetencje, Grudzień 2020.
[30] Por. Pracuj.pl, Preferowany pracodawca, czyli kto? Raport z badania „Percepcja wizerunku pracodawców w oczach kandydatów.

Tylko 16% właścicieli fotowoltaiki magazynuje nadwyżki energii

W Polsce magazynowanie nadwyżek wyprodukowanej energii nie jest często stosowanym rozwiązaniem – wynika z badania Oferteo.pl. Tymczasem dzięki niemu można zaoszczędzić w szczególności na zasilaniu domowych urządzeń. Jest to korzystne zwłaszcza w okresie mniejszego nasłonecznienia, czyli jesienią i zimą.

Większość instalacji fotowoltaicznych bez magazynowania energii

Oferteo.pl, największy polski serwis łączący poszukujących usług związanych z fotowoltaiką z ich dostawcami, przeprowadził badanie wśród właścicieli instalacji. Według zebranych danych, zdecydowana większość z nich (84%) nie wykorzystuje w pełni możliwości tej technologii, ponieważ nie magazynuje nadwyżek energii. Natomiast efektywność produkcji prądu ze światła słonecznego zależy od pory roku, dnia i stopnia zachmurzenia w danym momencie – dlatego wydajność fotowoltaiki jest zmienna. Magazynowanie energii pozwala uzyskać oszczędności, które przydadzą się, gdy zapotrzebowanie na nią przewyższy możliwości produkcyjne instalacji.

Nadwyżki wyprodukowanej energii zasilają domowe urządzeniaWykres_1

Właściciele instalacji fotowoltaicznych wykorzystują nadwyżki energii przede wszystkim do zasilania domowych urządzeń (61% wskazań). Kolejne miejsca zajęły rozwiązania służące do zarządzania temperaturą w domowych instalacjach: podgrzewania wody (32%) oraz do klimatyzacji (25%). Poza tym ankietowani zużywają magazynowany prąd do pomp ciepła i stacji ładowania samochodów elektrycznych. Należy podkreślić, że fotowoltaika przynosi oszczędności według 70% badanych, bez względu na to, czy magazynują oni energię.

Jesień najczęściej wybieraną porą na montaż instalacji fotowoltaicznychWykres_2

Magazynowane nadwyżki produkowanej energii mogą się przydać w miesiącach jesiennych, kiedy najwięcej osób decyduje się na instalację paneli fotowoltaicznych. Według danych z badania Oferteo okres najbardziej wzmożonej pracy dla monterów trwa od września do listopada. W tym czasie przeprowadzono 45% wszystkich realizacji u ankietowanych. Najczęściej wskazywanym przez nich miesiącem prac jest październik (19%). Z kolei najmniej zleceń realizowanych jest w lutym, ponieważ tylko 3%.

Jeśli planuje się montaż fotowoltaiki na jesień, należy wziąć pod uwagę, że jest to najbardziej oblegany termin w roku, dlatego dobrze jest zacząć szukać specjalistów z odpowiednim wyprzedzeniem. Najlepszy będzie czas, kiedy nie ma jeszcze dużego zapotrzebowania na rynku – komentuje Karol Grygiel z zarządu Oferteo.pl.

Montaż instalacji przeważnie trwa nie dłużej niż miesiąc. Dotyczy to aż 87% przypadków. Większość ankietowanych ocenia, że realizacja zlecenia odbyła się bezproblemowo (52%). Co więcej, 68% respondentów przyznaje, że nie było żadnych utrudnień, które wpłynęły na wzrost ostatecznych kosztów instalacji. Zadowolenie z wyboru wykonawcy deklaruje nawet 88% badanych.

Metodologia badania

Dane przedstawione w „Raporcie o fotowoltaice w Polsce” pochodzą z badania ankietowego przeprowadzonego w sierpniu 2021 roku metodą CAWI na próbie 499 osób.

Inflacja w Polsce wymyka się spod kontroli

Piątek przynosi ważne informacje. Po relatywnie nudnym posiedzeniu EBC można było oczekiwać spokojnego końca tygodnia. Kolejny wystrzał inflacji powoduje jednak, że nie powinno być nudy.

Inflacja w górę

To, że ceny rosną, wiedzieli wszyscy. Dotychczasowa prognoza wzrostu z września na październik o 0,5% wydawała się brutalna. Realizacja na poziomie 6,8% jest jednak sporym szokiem. Oznacza to, że dotarcie pod poziom 7% do końca roku wydaje się już niepesymistyczną wizją przyszłości. Jest to raczej pobożne życzenie na przyszłość. Co ciekawe, na razie rynki przyjmują tę zmianę dość spokojnie. Złoty umacnia się, ale nie tak mocno, jak mogłoby wynikać z siły tej publikacji. Zobaczymy, jak będzie wyglądała decyzja RPP w przyszłym tygodniu. Ten odczyt powinien mieć na nią wpływ.

EBC bez niespodzianek

Jedyne co mogło zaskoczyć we wczorajszym posiedzeniu Europejskiego Banku Centralnego, to fakt, jak mało się wydarzyło. Analitycy byli zgodni, że do podwyżek stóp procentowych nie dojdzie i nie doszło. Nie pojawiła się jednak żadna konkretna informacja na temat redukcji programu skupu aktywów. Tego z kolei część inwestorów oczekiwała. Co ciekawe, z konferencji prasowej inwestorzy wyciągnęli wniosek, że jednak będziemy redukować program skupu od grudnia. Konferencja prasowa była dość specyficznym spektaklem, gdzie wielu dziennikarzy podważało w pytaniach fragmenty wypowiedzi prezes EBC. Ciężko się w sumie dziwić, skoro opowiadała ona o misji banku i dbaniu o stabilność cen w sytuacji, gdy inflacja notuje rekordy. Euro reagowało co prawda wzrostami, ale to prawdopodobnie również zasługa drugiej strony oceanu.

Rynek pracy, czy wzrost PKB

W USA publikowane są cotygodniowe dane o liczbie wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Wczorajszy wynik wynoszący 281 tysięcy był kolejnym najlepszym od początku pandemii. W ramach ciekawostki zeszłotygodniowy wynik wyjątkowo w ostatecznych danych skorygowano w dół, ale do 290 tysięcy. Dotychczas przeważająca większość korekt była w górę. Pokazuje to dobrą kondycję tamtejszego rynku pracy. Nie idzie ona niestety w parze ze wzrostem PKB, który okazał się niższy od oczekiwań wg wstępnych obliczeń. To właśnie te dane zdaniem inwestorów okazały się ważniejsze i dolar był wczoraj w wyraźnym odwrocie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – dochody i wydatki Amerykanów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

EBC pomimo wzrostu inflacji nie zamierza podnosić stóp procentowych

W tym tygodniu głównym wydarzeniem na rynkach walutowych było posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego. Zgodnie z oczekiwaniami stopy procentowe nie zostały zmienione, pomimo wzrostu inflacji. Ta według prognoz powinna wzrosnąć do 3,7%, co oznacza najwyższy jej poziom od 2008 roku. Z drugiej strony, EBC liczy na spowolnienie wzrostu cen w 2022 r. Między innymi z tego powodu EBC nie planuje wzrostu stóp procentowych w przyszłym roku. Jedynym ograniczeniem polityki pieniężnej będzie kolejne ograniczenie programu QE lub innych programów zasilających sektor finansowy. W związku z tym zachowanie EBC jest sprzeczne z zachowaniem innych europejskich banków centralnych, które już zaczęły podnosić stopy procentowe. Należy jednak zauważyć, że w przypadku strefy euro jest to zrozumiałe. Nawet jeśli EBC sam tego nie przyzna, to ze względu na zadłużenie i niestabilną gospodarkę (przede wszystkim krajów południowej strefy euro), wzrost stóp procentowych mógłby nie przynieść zamierzonych efektów i spowodować niestabilność w całej strefie euro.

Złoty w tym tygodniu ze względu na kontynuację niepewności rozwoju gospodarczego i politycznego ponownie się osłabił i na koniec tygodnia w stosunku do euro był na poziomie 4,62 PLN/EUR. Euro umocniło się również w stosunku do dolara i w piątek rano eurodolar był na poziomie 1,167 USD/EUR. Na dolara wpływ miały również słabe wyniki amerykańskiego PKB, który w trzecim kwartale zwiększył się o 2 punkty procentowe.

AKCENTA CZ a.s.

Polski Ład zwiększy presję inflacyjną

Wzrost cen nie odpuszcza – piąty miesiąc z rzędu inflacja przebija kolejne maksima. GUS wstępnie szacuje, że ceny w październiku wzrosły o 6,8% w relacji do poprzedniego roku.

To więcej niż oczekiwania rynkowe i mniej niż nasze przewidywania (7%). Zmienność cen na globalnym rynku może jednak przynieść, jak w poprzednim miesiącu, rewizję danych i niewykluczone, że ostatecznie październik zakończymy właśnie na poziomie 7%.

Kolejne wzrosty inflacji są nadal podyktowane dynamiką zmian cen na rynkach światowych. Ceny ropy ustabilizowały się na swoich siedmioletnich maksimach, co mocno winduje ceny benzyny. Ceny gazu lekko spadły, choć nadal pozostają wysokie. Kurs węgla na giełdach po mocnych spekulacyjnych spadkach ponownie odbił. To wszystko rzutuje na ceny w Polsce, gdzie w ciągu roku wzrost cen paliw wyniósł wg GUS 33%, a w ciągu jednego miesiąca osiągamy zwyżki przekraczające 3%.

Część wzrostu cen jest niezależna od prowadzonej w kraju polityki pieniężnej, a dyskurs dotyczy tego, co dzieje się dziś i teraz i jakie działania może podjąć rząd i NBP. Zapominamy jednak o tym, że lada moment zostaną wprowadzone rozwiązania Polskiego Ładu, które krótkoterminowo zwiększą presję inflacyjną, poprzez zwiększoną konsumpcję obywateli, a jednocześnie przybliżają nas do spierali płacowo-cenowej. Możemy zatem oczekiwać, że średnio w przyszłym roku wzrost cen tak jak go widzi Ministerstwo Finansów w ustawie budżetowej na 2022 r,, na poziomie 2,8% stanie się wyłącznie pobożnym życzeniem.

Już teraz bardzo niepokojące sygnały docierają do nas o inflacji bazowej. NBP w połowie października podał, że wyniosła ona we wrześniu 4,2%. Dzisiejszy odczyt GUS sugeruje kolejne wzrosty do poziomu 4,5%.

Tempo wzrostu jakie obecnie odnotowujemy może skłonić Radę Polityki Pieniężnej do kolejnej podwyżki stóp procentowych już w środę. Choć nie ukrywamy, że prawdopodobnie nie jest to na rękę NBP, ani Ministerstwu Finansów.

Mariusz Zielonka, Konfederacja Lewiatan

Polacy zamieniają mieszkania na domy

Boom na rynku nieruchomości nie omija także domów jednorodzinnych. W wyniku zmian, które nastąpiły po wielomiesięcznych obostrzeniach, domy rodzinne stały się łakomym kąskiem dla nabywców. Wskaźnik wyprzedania stale rośnie, a Polacy ani myślą, by zrezygnować z zakupu nowych domów. Według danych RedNet Consulting  w 2020 r. w Warszawie sprzedało się o 51,7% więcej domów niż w 2019 r. Jak prezentują się ceny domów jednorodzinnych w porównaniu do mieszkań na sześciu największych rynkach nieruchomości w Polsce?

Jeszcze kilka lat temu małe miejscowości skupione wokół dużych miast potocznie nazywane były „sypialniami”. Dziś określenie to jest nie tylko mocno przestarzałe, ale i niezgodne w prawdą. W okresie lockdownów domy zmieniły się w szkoły, miejsca pracy, ośrodki kultury, a niekiedy nawet i przychodnie. Polacy zaczęli doceniać swoje „cztery kąty”, a także coraz aktywniej poszukiwać nieruchomości dostosowanych do nowego trybu życia. Zwykle kierowali się przy tym możliwością zorganizowania w domu odpowiedniej przestrzeni do pracy i nauki.

Jak podaje serwis tabelaofert.pl, w Warszawie w czasie pandemii na popularności najbardziej zyskały mieszkania 4-pokojowe i większe. W przypadku mieszkań 4-pokojowych stopień wyprzedania zwiększył się o 27,8 p.p. w okresie od września 2020 r. do lipca 2021 r. W tym samym czasie zainteresowanie mieszkaniami 5-pokojowymi oraz większymi wzrosło o 31,3 p.p. Dzięki temu zwiększył się również popyt na domy jednorodzinne, w których dużo łatwiej o większą liczbę pokoi. W samym 2020 r. w Warszawie wyprzedało się o 51,7% więcej domów niż w 2019 r. Utrzymanie tego trendu możemy też zaobserwować w pierwszym półroczu 2021 r., kiedy sprzedaż osiągnęła już 83,8% względem zbytu odnotowanego w całym 2019 r.

Sytuacja epidemiczna na świecie wymusiła popularyzację pracy zdalnej, co umożliwiło wykonywanie obowiązków zawodowych z dowolnego miejsca. System pracy oraz nauki zdalnej, w którym wiele rodzin funkcjonowało tak długi czas, wpłynął na zmianę preferencji nabywców. Konsumenci zaczęli intensywniej poszukiwać lokali, w których na mniejszej powierzchni będzie zaprojektowanych więcej pokoi lub będzie istniała możliwość wydzielenia dodatkowego pomieszczenia do komfortowej nauki lub pracy. Spowodowało to wzrost zainteresowania większymi lokalami i domamiwyjaśnia Katarzyna Tworska, dyrektor zarządzająca redNet24, firmy specjalizującej się w sprzedaży mieszkań dla deweloperów.

Gdzie opłaci się zamieszkać?

Kluczowym aspektem każdej inwestycji jest jej cena. W dobie niesłabnącego popytu na nieruchomości, a co za tym idzie rosnących cen, porównanie kosztów nieruchomości dostępnych na rynku wydaje się być rozsądne. Różnice w cenach za metr między mieszkaniami w bloku a domami jednorodzinnymi działają na korzyść tych drugich, a w niektórych miastach zamieszkanie w domu stanowi dużo większą oszczędność.

Jak wynika z raportu o cenach mieszkań Bankier.pl, „Pulsu Biznesu” i Cenatorium, najwyższe średnie ceny transakcyjne domów jednorodzinnych w II kw. 2021 r. mogliśmy znaleźć w Warszawie i Gdańsku, gdzie ceny wynosiły kolejno – 8385 zł/mkw. i 7145 zł/mkw. Na trzecim miejscu znajduje się Wrocław z kwotą 6893 zł/mkw. domu rodzinnego, a zaraz za nim Kraków (6502 zł/mkw.) i Poznań (6471 zł/mkw.).

Według raportu serwisu tabelaofert.pl ranking miast pod względem cen mieszkań deweloperskich kształtuje się podobnie, z drobnymi różnicami. Na pierwszym miejscu znajduje się Warszawa z rekordową ceną 12184 zł/mkw. Zaraz za nią plasuje się Trójmiasto z wynikiem 11123 zł/mkw. Następne w kolejności są Kraków (10807 zł/mkw.) i Wrocław (10081 zł/mkw.). Najtaniej jest w Poznaniu i Łodzi, gdzie ceny wynoszą kolejno 8378 zł/mkw. i 7426 zł/mkw.

Na podstawie obu raportów portal tabelaofert.pl przygotował porównanie cen domów wolnostojących oraz mieszkań. Największa różnica między cenami widoczna jest w Krakowie, gdzie cena 100-metrowego domu stanowi niewiele ponad 60% ceny mieszkania o takim samym metrażu. Następne są Łódź oraz Gdańsk, gdzie stosunek ten wynosi kolejno 61% i 64,2%. W Warszawie i we Wrocławiu sytuacja jest niemalże identyczna, a cena domu o powierzchni 100 mkw. stanowi ok. 68% ceny mieszkania o tym samym metrażu. Najmniejszą różnicę w stosunku cen zanotowano w Poznaniu i wynosi ona dla domów wolnostojących 77% ceny mieszkania.

Popularnością cieszą się także domy w powiatach ościennych. Jak podaje serwis tabelaofert.pl, najniższe średnie ceny w II kw. 2021 r. za metr kwadratowy były w powiacie legionowskim (6356 zł/mkw.), mińskim (6457 zł/mkw.) i otwockim (6473 zł/mkw.). Najdroższe nieruchomości znajdowały się w powiecie wołomińskim i warszawskim zachodnim, gdzie ceny wynosiły kolejno 7421zł/mkw. i 6836 zł/mkw. Na podstawie tych danych można zauważyć, że różnice w cenach między domem o powierzchni 100 mkw. w Warszawie a takim samym domem w najdroższym powiecie ościennym wynosi ok. 96400 zł.

– Przesunięcie popytu z mieszkań w Warszawie na domy wynika nie tylko ze zmiany stylu życia spowodowanego pandemią, ale również ze stale rosnących cen mieszkań. Na koniec II kwartału 2021 r. średnia cena mieszkań pozostających w ofercie w Warszawie przekroczyła barierę 12000 zł/mkw. Alternatywę dla drogich mieszkań w blokach stanowią nieduże domy (szczególnie szeregowe) w dzielnicach ościennych. Szczególnym zainteresowaniem cieszą się domy w dzielnicach Wawer, Białołęka i Wilanów, których komunikacja zarówno z centrum Warszawy, jak i z innymi dzielnicami, z roku na rok jest coraz lepsza. Spośród wymienionych wyróżnia się Wawer – największa warszawska dzielnica pod względem powierzchni, która w dużej części nie jest jeszcze zagospodarowana. Stwarza to deweloperom duże możliwości do inwestycjiwyjaśnia Maciej Dymkowski, prezes zarządzający tabelaofert.pl.

Kij czy wędka? Jak mądrze motywować zespół do działania

Każdemu czasem brak motywacji do pracy. Może to być spowodowane przeróżnymi czynnikami wewnętrznymi oraz zewnętrznymi. We wszystkich zespołach można spotkać również różne typy osobowości. Nie da się w ten sam sposób zmotywować do działania każdego z pracowników. Na szczęście da się działać tak, by troszczyć się o efektywną pracę w zespole. Benefity pozapłacowe zdają się być dobrym pomysłem dla wielu firm.

Stabilne warunki pracy to podstawa

Budując zespół i zapraszając różne osoby do współpracy, należy pamiętać, że – jak wszyscy – również osoby zatrudnione przez nas pracują głównie z powodów finansowych. Każdy ma swoje potrzeby bytowe, które może realizować przez comiesięczną pensję. Jednak kiedy ta pensja jest zbyt niska, może wywoływać frustrację oraz demotywować. Dlatego pamiętajmy, aby jasno przedstawiać warunki zatrudnienia, możliwości awansu i podwyżki – jeszcze na etapie rekrutacji. Ukrywanie tak ważnych informacji może w przyszłości powodować problemy we współpracy z daną osobą.

Ważny jest również rodzaj proponowanej umowy. Powinien być on dostosowany do zatrudnianej osoby lub jednakowy dla wszystkich tak aby było to transparentne i dopasowane do organizacji lub pełnionej przez pracownika roli w organizacji. 

Budowanie lojalności. Dobra atmosfera w miejscu pracy

Bardzo ważnym aspektem jest budowanie dobrej i pozytywnej atmosfery. W pracy spędzamy większą część naszego życia, dlatego dobrze, jeśli pracownicy przychodzą do niej z przyjemnością. W jaki sposób ją budować? Najlepiej zacząć od siebie. Jeśli my będziemy pozytywnie podchodzić do swoich obowiązków, doceniać pracowników, rozmawiać z nimi oraz chwalić – wtedy oni również będą lubili miejsce pracy. Bardzo dobrymi narzędziami do budowania lojalności są benefity pozapłacowe.

Benefity, które warto stosować

Wśród najpopularniejszych benefitów są z pewnością te związane z żywieniem. Każdy przecież lubi smaczne i pożywne posiłki. Niestety często przygotowanie ich samodzielnie, w natłoku codziennych obowiązków bywa trudne. Osoby czynne zawodowo mogą nie mieć tyle czasu lub siły. Dlatego warto zapewnić posiłek w trakcie pracy. Świetnie sprawdzi się do tego przedpłacona Karta Lunch Pass. o nie tylko świetna optymalizacja kosztów, ale także umożliwienie  podwładnym zamawiania jedzenia w dowolnych punktach stacjonarnych oraz online. Zdecydowanie takie rozwiązania związane z motywacją i docenieniem pracowników są wygodniejsze i nowocześniejsze niż inwestowanie np. w stołówkę. Przerwa na lunch to chwila spokoju i odpoczynku, którą dzięki odpowiednim rozwiązaniom możemy uprzyjemnić zespołowi.

Jak znaleźć odpowiedniego pracownika do swojej firmy?

Pracodawca wystawia ogłoszenie o pracę na jednym z popularnych portali, po chwili na jego skrzynkę mailową trafiają pierwsze CV. Połowa ofert nie spełnia wymaganych kryteriów, tylko kilku kandydatów daje nadzieję na znalezienie odpowiedniej osoby. To jeden z możliwych scenariuszy, z którym mierzy się pracodawca poszukujący pracownika do swojej firmy. Jak znaleźć odpowiedniego kandydata? O co zapytać na rozmowie rekrutacyjnej, aby potwierdzić doświadczenie i predyspozycje przyszłego członka zespołu?

Oferta o pracę – sprecyzuj swoje wymagania

Kluczową kwestią dla właściciela firmy, który szuka pracownika jest powiadomienie o tym potencjalnych zainteresowanych. Punktem wyjścia powinno być zamieszczenie ogłoszenia o pracę na stronie firmowej oraz w dedykowanych temu portalach. Istotną sprawą, którą warto przemyśleć przed dodaniem oferty są wymagania i obowiązki, jakim będzie musiał sprostać kandydat.

Dobrze napisane ogłoszenie

Czas spędzony na sumiennym stworzeniu oferty zatrudnienia szybko się zwróci. Podanie dobrze sprecyzowanych wymagań i oczekiwań wobec przyszłego kandydata pozwoli już na wstępie odrzucić tych, którzy nie spełniają naszych kryteriów. Jakie informacje warto zamieścić w ogłoszeniu? Jak najwięcej konkretów. Godziny pracy, zakres obowiązków czy wynagrodzenie. Powinno to zmniejszyć ilość aplikacji wysyłanych przez przypadkowych kandydatów. Należy wspomnieć również o korzyściach dodatkowych, jakie pracownik uzyska po zatrudnieniu w naszej firmie, np. dodatkowy bonus w postaci prywatnego ubezpieczenia zdrowotnego. Odwiedź stronę praca w Warszawie na GoWork i sprawdź przykładowe ogłoszenia.

Wstępna weryfikacja kandydatów

Po otrzymaniu odpowiedzi zwrotnych pracodawca musi zdecydować, z którym z aplikujących spotka się na rozmowie o pracę. Na tym etapie pomocne będą wcześniej sprecyzowane wymagania. To właśnie w oparciu o nie powinno się wyłonić najbardziej rokujących kandydatów. Co zrobić w sytuacji, kiedy kandydat nie spełnia wszystkich wymagań, a jesteśmy nim zainteresowani? Należy zastanowić się, czy braki możemy jakoś nadrobić, np. poprzez udział pracownika w szkoleniach.

Współpraca z agencją pracy

Zamieszczenie ogłoszenia i selekcja przesłanych ofert mogą być czasochłonne i nie dla każdego opłacalne. Jeśli budżet na to pozwala dobrą opcją może być skorzystanie z pomocy agencji pracy. Jej pracownicy pomogą w przeprowadzeniu wstępnego procesu rekrutacyjnego, a my spotkamy się tylko z kandydatami, którzy pozytywnie przeszli pierwszy etap rekrutacji.

Gdzie jeszcze szukać pracownika?

Dobrym pomysłem będzie rekrutacja wewnętrzna. Jeśli mamy zaufanych pracowników, którzy pracują w firmie od kilkunastu lat, to warto zainwestować w ich doszkolenie, a następnie awansować. Innym ciekawym sposobem jest system poleceń. Poinformujmy współpracowników o naszych poszukiwaniach i przedstawmy im szczegółową sylwetkę idealnego kandydata. Jeśli z ich polecenia zatrudnimy osobę, która się sprawdzi należy im się bonus w postaci dodatkowego wynagrodzenia.

Poszukując osób do swojego zespołu dobrze jest zadbać o obecność na serwisach branżowych, takich jak GoldenLine czy LinkedIn. O chęci zatrudnienia nowego pracownika nie zapomnijmy poinformować w naszych mediach społecznościowych. Większe zainteresowanie przyciągnie kreatywny post lub krótki filmik.

Rozmowa rekrutacyjna – jak sprawdzić wiarygodność pracownika

Zrozumiałe jest, że pracodawca zatrudniający nowego członka zespołu chce, żeby jak najrzetelniej wykonywał on swoje obowiązki i był w porzadku wobec firmy. Znane praktyki, polegające na sprawdzaniu kandydata w mediach społecznościowych czy dopytywanie o niego w poprzednich miejscach zatrudnienia, w świetle RODO stały się nielegalne.

Rekrutacja zgodna z prawem

Przed przystąpieniem do procesu rekrutacji warto, aby pracodawca zapoznał się z kodeksem pracy oraz ustawą o ochronie danych osobowych. Od potencjalnego kandydata możemy żądać jedynie danych, które są niezbędne do przeprowadzenia procesu rekrutacji. Są to: imiona i nazwisko, data urodzenia, dane kontaktowe, wykształcenie, kwalifikacje zawodowe, przebieg dotychczasowego zatrudnienia. Więcej szczegółów znajdziemy także w poradniku “ABC rekrutacji” opublikowanym przez UODO. Pozyskiwanie informacji o kandydacie z portali, takich jak Facebook jest zatem nielegalne i narusza prawa kandydata. Jak zatem sprawdzić czy pracownik jest wiarygodny?

Rozmowa kwalifikacyjna

To zdecydowanie najważniejszy etap rekrutacji i warto podzielić ją na etapy. Dobrze jest sprawdzić, jak przyszły pracownik radzi sobie w zmiennych warunkach, a jak reaguje w sytuacjach stresowych. Zadając pytania rekrutacyjne bacznie przysłuchujmy się odpowiedzią. W jaki sposób kandydat wypowiada się o poprzednich pracodawcach? Czy podczas rozmowy nie zdradza poufnych informacji? Jeśli tak, to prawdopodobnie przy nadarzającej się okazji podzieli się informacjami, których nie chcielibyśmy upubliczniać.

Zadania pozwalające sprawdzić umiejętności i predyspozycja

Kandydat twierdzi, że jest komunikatywny, dobrze radzi sobie ze stresem, a wykonywanie powierzonych obowiązków nie będzie mu sprawiać trudności? Sprawdźmy to! Dobrą praktyką są różnego rodzaju ćwiczenia polegające np. na wykonaniu jednej z codziennych czynności na danym stanowisku pracy.

Jak podjąć decyzję i zdobyć pracownika na stałe?

Podczas rozmowy rekrutacyjnej róbmy notatki, będzie się można nimi posiłkować przy podejmowaniu ostatecznej decyzji. Sprawdzi się to zwłaszcza, jeśli nasze doświadczenie w tego typu rozmowach nie jest dość duże. Dokonując wyboru powinniśmy mieć na uwadze dobro firmy i korzyści, jakie uzyska ona zatrudniając odpowiednią osobę. Pamiętajmy również o tym, co my jako pracodawca możemy zrobić, żeby pracownik został z nami na dłużej. Zadbajmy o bogaty pakiet socjalny oraz dajmy członkom naszego zespołu możliwość rozwoju. Udział w szkoleniach i kursach może skutecznie podnieść wydajność pracownika oraz zwiększyć zyski, jakie będzie przynosił firmie. Zadbajmy także o atmosferę i dobrą komunikację w miejscu pracy.

Jak zatem znaleźć odpowiedniego pracownika? Do sprawy podejdźmy całościowo, kierując się przede wszystkim dobrem firmy. W przypadku braku pewności, czy kandydat sprosta powierzonym mu obowiązkom możemy zaoferować mu umowę na okres próbny.

Inflacja mocno przyspiesza. W październiku wyniosła 6,8% rok do roku

Ceny towarów i usług konsumpcyjnych według szybkiego szacunku w październiku 2021 r. w porównaniu z analogicznym miesiącem ub. roku wzrosły o 6,8% (wskaźnik cen 106,8), a w stosunku do poprzedniego miesiąca wzrosły o 1,0% (wskaźnik cen 101,0).

Zmiany cen towarów i usług konsumpcyjnych
* Dane ostateczne z wyjątkiem informacji opracowanej według szybkiego szacunku w październiku 2021 r.
Źródło danych GUS

Branża pogrzebowa pozytywnie o projekcie ustawy o cmentarzach

Polska Izba Branży Pogrzebowej od samego początku popierała działania zmierzające do nowelizacji ustawy o cmentarzach i chowaniu zmarłych, której korzenie sięgają lat 30 poprzedniego stulecia. Branża ma nadzieję, że nowa ustawa wejdzie w życie nie później niż 1 stycznia 2022 roku. Nowa ustawa wprowadza bardzo wiele zasadnych rozwiązań, które pozwolą na uporządkowanie branży funeralnej i wyeliminowanie patologii oraz szarej strefy. Ważne jest także, aby pochówek realizowały rzetelne firmy, posiadające odpowiednie zaplecze i zatrudniające pracowników na etatach. Dobre i potrzebne zmiany to m.in. elektroniczna karta zgonu, ponoszenie przez cmentarze pełnej odpowiedzialności za szkody powstałe na cmentarzach, określenie sposobu działania domów pogrzebowych czy zasad funkcjonowania krematoriów. Powstanie specjalnych rejestrów także wzmocni kontrolę oraz bezpieczeństwo w branży, eliminując szarą strefę.

„Dziwi nas fakt, iż niektóre organizacje branżowe tak nieobiektywnie oceniają ustawę, która jest dobra i potrzebna jak najszybciej. Wygląda to tak, jakby chciały utrzymać patologiczne zjawiska w branży. Wprowadzenie w życie nowej ustawy będzie miało na celu poprawienie funkcjonowania firm pogrzebowych oraz sposobu postrzegania ich przez społeczeństwo. Zmierzamy w kierunku, aby zawód przedsiębiorcy pogrzebowego był zawodem zaufania publicznego – tak, aby wykonywane przez nas czynności związane z pochówkiem nie budziły niepotrzebnych emocji, a rodziny miały poczucie spokoju i bezpieczeństwa ze strony przedsiębiorcy pogrzebowego, któremu powierzają w opiekę ciało swojej bliskiej osoby. Bardzo ważną kwestią jest m.in. zapis mówiący o lokalizacji przedsiębiorstwa pogrzebowego czy też krematorium – tak, aby uniknąć sytuacji, z jakimi mamy dziś do czynienia – a mianowicie pozwolenie na działalność zakładów pogrzebowych w samym środku osiedli mieszkaniowych” – mówi Robert Czyżak, prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej.

Zasadnym jest również wprowadzenie w życie centralnych rejestrów osób zmarłych. Projekt zakłada m.in. system dodatkowego zabezpieczenia i znakowania materiałem odpornym na spalanie prochów ludzkich powstałych w wyniku kremacji. Pojawi się również jednolity druk certyfikatów kremacji obowiązujący w całym kraju. Kremacja zwłok to nieodwracalny proces i szalenie ważnym jest to, aby rodziny osób zmarłych nie miały wątpliwości co do autentyczności prochów, jakie otrzymują .

Ważnym jest również to, aby w centralnych rejestrach znajdowała się informacja dotycząca miejsca oraz czasu dokonania kremacji oraz miejsca złożenia urny z prochami.

„Mamy zupełnie odmienne zdanie niż Pani profesor Anna Kubiak – proponowane przez Panią profesor rozwiązania wprowadzić mogłyby niepotrzebne komplikacje. Co na przykład w przypadku, kiedy będziemy musieli z różnych przyczyn przenieść prochy osoby zmarłej powiedzmy z Warszawy do Poznania lub Nowego Jorku. Rodzi się pytanie, gdzie mamy szukać na łączce pamięci tych prochów. Pamiętajmy, że rodziny często po latach chcą zmienić miejsce złożenia zwłok lub prochów – proponowane przez panią profesor zmiany wg nas są zbyt daleko idące”podkreśla Robert Czyżak.

Niebagatelne znaczenie ma również zapis dotyczący przewozu osób zmarłych zza granicy. Dotychczas firmy transportujące trumny ze zwłokami są zobligowane do dokonywania odpraw konsularnych w polskich placówkach dyplomatycznych oddalonych niejednokrotnie o kilkaset kilometrów od miejsca zgonu. Tego typu działanie generuje niepotrzebne koszty, które w konsekwencji ponosi rodzina osoby zmarłej. Projekt ustawy zakłada, że do sprowadzenia trumny ze zwłokami lub urny z prochami wymagane będzie ze strony polskiej jedynie zezwolenie z właściwego starostwa lub urzędu miejskiego.

PIBP stoi na stanowisku, aby miejscem pochówku był cmentarz – tak, aby uniknąć sytuacji takich, jak np. w Czechach – gdzie urny z prochami często znajdują się po kilku latach na wysypiskach śmieci. W Polsce wypłacany jest zasiłek pogrzebowy na podstawie wniosku i potwierdzenia o miejscu pochówku. Rozumieć należy to wprost, że rodzinom osób, które nie zostały pochowane na cmentarzu, nie jest wypłacany ów zasiłek.

„Powołanie instytucji koronera w naszej ocenie także poprawi sytuację, takie instytucje funkcjonują już w kilku krajach europejskich – m.in. w Wielkiej Brytanii”dodaje Robert Czyżak.

Rynek SEO/SEM w pandemii

Rynek sprzedaży internetowej rośnie, a wraz z nim konkurencja walcząca o klienta i najlepszą pozycję w wyszukiwarce. O trendach i zmianach na rynku SEO/SEM rozmawiamy z Dorotą Kiką i Łukaszem Suchym z DevaGroup.

E-commerce, jak pandemia wpłynęła na działania SEO i SEM związane z rozwojem biznesu w trudnych i niepewnych czasach?

Dorota Kika
Dorota Kika – Senior SEM Specialist, DevaGroup

DK: W branży SEM skutki pandemii odczuwane są dwojako. Z jednej strony firmy z branż najbardziej dotkniętych skutkami lockdownów – przykładowo restauracje, zakłady kosmetyczne czy gabinety stomatologiczne musiały zmniejszyć nakłady na działania promocyjne. Z drugiej strony, zdaniem analityków rynkowych, pandemia przyspieszyła rozwój e-commerce o kilka lat. Przedsiębiorcy, którzy mogli przenieść swoją działalność do Internetu, szybko upatrzyli w tym szansę na przetrwanie na rynku, a nawet rozwój. Takie firmy często zwiększały wydatki na reklamę, aby przyciągnąć klientów. Marketing w Internecie oznaczał dla wielu z nich „być albo nie być” na rynku.

Łukasz Suchy
Łukasz Suchy – Senior SEO Specialist, DevaGroup

ŁS: W przypadku branży SEO trudno wyciągnąć jednoznaczne wnioski. Z jednej strony zaobserwowaliśmy wzrost zapotrzebowania na tego typu usługi. Przyśpieszyły procesy informatyzacji i digitalizacja kraju. Wiele firm zostało zmuszonych do kontaktu z klientami za pośrednictwem stron www, czatów czy telefonu. Pojawiły się też nowe sklepy i serwisy, które zaczęły aktywnie wykorzystywać SEO. Z drugiej strony, wiele firm musiało ograniczyć budżet na tego typu działania, ze względu na dużo mniejszy dochód z kanałów offline. Bardzo dużo zależało od branży oraz portfolio klientów. Jako przedstawiciel agencji SEO i SEM, mogę powiedzieć, że zaobserwowaliśmy wzrost zainteresowania i zwiększanie budżetów na nasze usługi.

Jaki obraz rynku e-commerce obserwują analitycy? Czy nowo powstałe sklepy online mają ułatwione czy utrudnione zadanie? Mnogość e-commerców może wpływać na mniejszą widoczność sklepów. Co mogą zrobić biznesy, aby wzmocnić swoją widoczność? Budowanie marki z perspektywy SEO/SEM. 

DK: Nowe sklepy zawsze mają trudniejsze zadanie niż te już istniejące. Pierwszym wyzwaniem jest sam pomysł – co sprzedawać, czego ludzie obecnie poszukują. Następnie trzeba zdecydować, jak będzie działała i wyglądała platforma e-commerce. Warto zwrócić przy tym uwagę czy sklep łatwo się konfiguruje, czy jest przyjazny dla SEO i, co najważniejsze – czy ma integracje ułatwiające przygotowanie kampanii reklamowych, które są kluczem do sukcesu. Brak przemyślanej i ustalonej z wyprzedzeniem strategii promocji jest częstym błędem popełnianym przez nowe sklepy. I to on, a nie duża konkurencja, stanowi barierę w dotarciu do klienta. Aby reklama w Internecie była skuteczna, przedsiębiorcy powinni wziąć pod uwagę SEM i SEO.

W przypadku SEM pierwszą myślą właścicieli nowych e-sklepów powinny być Google Ads. Kampanie reklamowe w Google to najszybsza metoda promocji produktów i usług. Dzięki nim można szybko dowiedzieć się, czy nasza oferta jest poszukiwana i czy jest na nią popyt, a jeśli tak, to jaki procent użytkowników poszukujących jest skłonnych dokonać transakcji. Niewielka inwestycja (rzędu nawet 1000 zł) pozwoli zorientować się, jakie mamy możliwości. Warto pamiętać, aby przed rozpoczęciem działań promocyjnych skonsultować się z odpowiednim specjalistą lub profesjonalną agencją. Google Ads pozwala korzystać z kilku rodzajów kampanii. Nie każdy z nich jest odpowiedni na start i nie każdy przyniesie natychmiastowy efekt w postaci zwiększonego przychodu. E-sklepy powinny zainwestować przede wszystkim w kampanię produktową, czyli reklamy w wyszukiwarce Google, które zawierają zdjęcie, nazwę oraz cenę produktu i które pojawiają się nad wynikami wyszukiwania. Oczywiście działania firm konkurencyjnych będą miały wpływ na naszą kampanię. Nie jest jednak możliwe, aby jeden sklep wyświetlał się w odpowiedzi na wszystkie zapytania użytkowników. Tysiące wyszukań dziennie pozwalają pokazać naszą reklamę niemal każdemu. Jej skuteczność zależy m.in. od odpowiednich treści, które przekazujemy użytkownikowi. Nie należy przy tym zawężać grupy odbiorców do osób, które uważamy za najlepszych klientów, ponieważ konkurencja może podążać tą samą ścieżką – wówczas znacznie trudniej będzie nam przyciągnąć konsumentów.

ŁS: Kampanię produktową możemy zrealizować z dnia na dzień i dość szybko zobaczymy jej rezultaty. W przypadku SEO na efekty trzeba poczekać trochę dłużej. Od dawna obserwujemy rozwój rynku e-commerce. W czasie pandemii jego wzrost dodatkowo przyśpieszył. Coraz więcej firm konkuruje więc o interesujące je słowa kluczowe. Kampania SEO wymaga więc gruntownego przemyślenia i zaplanowania. Należy też zastanowić się, czy zakładany budżet będzie wystarczający dla działań SEO, tzn. czy będziemy w stanie rywalizować z konkurentami na wybrane przez nas słowa.

Perspektywy na następny rok. Na co wskazuje Google Trends? 

DK: Google Trends to narzędzie, dzięki któremu można przeanalizować daną branżę i dowiedzieć się, czy Google widzi potencjał w danym obszarze tematycznym. Trudno powiedzieć, jakie są trendy bez głębszej analizy konkretnej branży lub tematyki. Google Trends pokazuje, co jest najchętniej wyszukiwane „teraz”. To „teraz” każdego dnia jest inne. Przykładowo dzisiaj dużym zainteresowaniem cieszy się fraza „ptaszyniec kurzy”. Nie jest ono jednak na tyle duże, aby Google uznało to za trend. Natomiast hasło „koronawirus” już pokazuje trendy – aktualnie spadkowe. Jeśli chcielibyśmy przyjrzeć się np. branży e-commerce, aby dowiedzieć się, w co warto zainwestować, musielibyśmy przeanalizować wiele różnych haseł specyficznych dla tej kategorii. Nie ma tutaj prostej odpowiedzi i przepisu na zostanie milionerem.

Jakie hasła związane z handlem wyszukują konsumenci i jakie trendy zaobserwowali analitycy w post-pandemicznej rzeczywistości?  

DK: Konsumenci wyszukują wszystkie możliwe hasła – taka jest rzeczywistość. Codziennie w wyszukiwarkę Google wpisywane są tysiące zapytań, które jeszcze nigdy nie były zadawane. To nie jest tak, że hasła „e-commerce”, „sklep internetowy” czy „zakupy online” dominują. Użytkownik szuka dokładnie produktu lub usługi, które chce kupić. Z tego względu trendy można obserwować w znacznie bardziej precyzyjnych zapytaniach, np. „Samsung Galaxy s21” czy „iPhone 13”. W post-pandemicznej rzeczywistości, w sferze zachowań konsumentów online nic się nie ustabilizowało – tutaj widzimy ciągłe zmiany, na które trzeba umieć odpowiednio reagować.

Czy rynek jest przygotowany do rozwoju i powstawania nowych
e-commerców? Jakie wyzwania stoją przed przedsiębiorcami? W jaki sposób działania SEM lub SEO mogą pomóc już na starcie nowym biznesom?

DK: Na rozwój i powstawanie nowych biznesów rynek jest gotowy zawsze. Ludzie kupowali i nadal będą kupować, dlatego wszystkie nowe e-sklepy mają dużą szansę na sukces. Jak już wspomniałam, konieczne są do tego odpowiednie działania reklamowe, a także SEM i SEO. Otwierając nowy sklep warto zacząć od kampanii w Google Ads. Dzięki temu szybko poznamy konkurencję i dowiemy się, na ile skutecznie jesteśmy w stanie z nią walczyć i czy nasz biznes ma szansę być rentowny.

ŁS: Myślę, że w chwili obecnej rynek nadal jest na tyle chłonny, że może przyjąć kolejne e-sklepy i dostarczyć im nowych klientów. Mam wrażenie, że w sieci nadal pojawia się ogromna liczba ludzi, który dopiero rozpoczynają swoją przygodę z zakupami online. Z całą pewnością jednym z największych wyzwań dla przedsiębiorców wkraczających w wirtualny świat jest dogłębne poznanie specyfiki marketingu internetowego, wybór odpowiedniej platformy sklepowej, zrozumienie zasad działania oraz wszystkich procesów SEO i SEM, a także zaplanowanie serwisu tak, aby przynosił jak największe korzyści już na początku działań promocyjnych. Bez względu na to, czy budujemy mały czy też ogromny e-commerce, warto na etapie jego projektowania nawiązać współpracę z ekspertami w zakresie SEO i SEM. Zaplanowanie odpowiednich funkcji, struktury i elementów wpływających na SEO i SEM już na etapie tworzenia sklepu pozwoli ustrzec się błędów i jego przebudowy w przyszłości.

  1. Która z branż najbardziej zintensyfikowała działania w Internecie?

ŁS: Nie dysponuję szczegółowymi danymi w tym zakresie, ale myślę, że największy procent serwisów, które chcą się obecnie pozycjonować, stanowią właśnie sklepy internetowe. Bardzo często należą one do firm, które wcześniej działały offline, ale obecnie bardzo prężnie rozwijają się również online. Obserwujemy też wzrost liczby agregatorów ofert czy usług, takich jak znanylekarz.pl czy OLX.pl. Nie przybywa ich jednak aż tyle co sklepów internetowych.

Jak zmienił się rynek w ostatnich latach (działania/strategie)?

ŁS: Mamy do czynienia z coraz większą liczbą aktualizacji algorytmu Google, które wprowadzają coraz to nowsze sygnały rankingowe i zmieniają wyniki wyszukiwania. Pierwszym punktem styku z naszą witryną w większości przypadków jest obecnie urządzenie mobilne, a nie komputer. Dodatkowo na rynku online pojawia się coraz więcej dużych serwisów, takich jak Booksy czy Amazon, które stają się swoistymi wyszukiwarkami i do których użytkownicy się kierują w celu znalezienia konkretnych usług czy produktów. To wszystko wymaga od nas ciągłego analizowania branży oraz dopasowywania strategii.

Polski Ład to największa w historii podwyżka podatków dla przedsiębiorców

  • Dzisiaj sejmowa Komisja Finansów Publicznych zarekomendowała odrzucenie prawie wszystkich poprawek do ustaw podatkowych tworzących Polski Ład, które zaproponował Senat, m.in. dotyczących wydłużenia vacatio legis czy ograniczenia stosowania podatku minimalnego.
  • Senat zakończył prace nad poprawkami wczoraj wieczorem, a już dziś rano, bez żadnej możliwości odniesienia się do nich przez stronę społeczną, zajął się nimi Sejm.
  • Po południu Polski Ład, pełen błędów, skomplikowanych i niezrozumiałych przepisów, ma być przegłosowany przez Sejm.
  • Zmiany, które wejdą w życie 1 stycznia 2022 roku, pogorszą warunki funkcjonowania firm, istotnie zwiększą koszty prowadzenia działalności gospodarczej i są największą w historii podwyżką podatków dla przedsiębiorców – ostrzega Konfederacja Lewiatan.

– Uchwalenie zmian podatkowych, bez poprawek senackich, oznacza że przepisy wprowadzające największą w historii podwyżkę podatków dla przedsiębiorców, zwiększające koszty prowadzenia działalności gospodarczej oraz budzące niezliczone wątpliwości legislacyjne, zaczną obowiązywać już za dwa miesiące.

Polski Ład, w kształcie w jakim został uchwalony, wprowadzi niezliczone problemy związane z prawidłowym wypełnieniem obowiązków podatkowych. Nowe przepisy przez kolejne miesiące albo lata, będą przedmiotem objaśnień wydawanych przez Ministra Finansów i sporów podatników z organami podatkowymi i sądami administracyjnymi. Jestem przekonany, że już niebawem do Sejmu trafi kolejna nowelizacja ustaw podatkowych, poprawiająca wadliwe przepisy Polskiego Ładu. Stanie się tak dlatego, że jest to największa zmiana prawa podatkowego od 30 lat, która została uchwalona w ekspresowym tempie, bez szacunku i uwagi dla zastrzeżeń i postulatów przedsiębiorców – mówi Przemysław Pruszyński, doradca podatkowy, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Brakuje słów, aby wyrazić oburzenie dla przyjętego vacatio legis, które wyniesie w zależności od tego, kiedy ustawę podpisze Prezydent, ok 5-6 tygodni. Ustawa wymusi tak daleko idące zmiany w systemach rozliczeniowych firm, w Krajowej Administracji Skarbowej i Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych, że ten ostatni, wylobbował dla siebie zwolnienie ze stosowania prawa zamówień publicznych dla potrzeb realizacji zmian wprowadzonych tą ustawą. Niestety, firmy, na zwolnienia czy taryfy ulgowe liczyć nie mogą i zostały zmuszone ponieść bardzo wysokie koszty przygotowania się do nowych zasad rozliczeń, przy jednoczesnym ryzyku, że nawet dokładając wszelkich starań, nie zawsze będzie to wykonalne.

Konfederacja Lewiatan proponowała m.in. wprowadzenie rocznego vacatio legis w stosunku do wszystkich zmian zawartych w ustawie, które oznaczają zwiększenie obciążeń podatkowych, składkowych, administracyjnych i sprawozdawczych, tak aby zapewnić przedsiębiorcom odpowiedni czas na zapoznanie, wdrożenie i rozpoczęcie stosowania skomplikowanych przepisów.

Co trzeci konsument nie kupi elektryka w obawie o ładowanie

Trzy na pięć najczęstszych powodów rezygnacji z zakupu elektrycznego samochodu związanych jest z ładowaniem. Pojazdy z napędem elektrycznym wymuszą bowiem zmianę podejścia do tankowania: powinny być ładowane w miejscach, gdzie są parkowane. Rozwój dostępności sieci ładowarek oraz zwiększanie świadomości użytkowników wychodzą na czoło listy wyzwań w upowszechnianiu elektromobilności.

Sieć ładowania ważniejsza niż zasięg

Według przewidywań IHS Markit, do 2024 roku samochody elektryczne będą stanowiły 20% sprzedawanych w UE pojazdów. Branża ta znacznie się rozwija, jednak wciąż daleko jej do produkcji na masową skalę. W ubiegłych latach wyzwania były związane m.in. z zapewnieniem odpowiedniej mocy i niezawodności zasilania e-samochodów. Urządzenia i oprogramowanie rozwinięto, pozostały jednak bariery wśród użytkowników. Czas potrzebny na ładowanie e-samochodu zniechęca do zakupu aż 37% konsumentów, 32% – brak dostępności stacji, 31% wskazuje ograniczony zasięg.

Rozwijanie sieci i dostępności ładowarek będzie równie ważne jak szybkość ładowania, zasięg zapewniany przez akumulatory czy całkowity koszt posiadania auta z napędem elektrycznym. Aby e-samochody mogły się upowszechniać, poza rozwijaniem infrastruktury branża musi też edukować potencjalnych klientów, zarówno prywatnych, jak i firmy, o różnicy między tankowaniem a ładowaniem. Codzienne użytkowanie pojazdów elektrycznych nie powinno polegać na podróżowaniu od jednej stacji ładowania do drugiej. Elektryki powinny być ładowane w miejscu parkowania, czyli w domach, biurach czy centrach handlowych – tłumaczy Bartłomiej Jaworski, Senior Product Manager w firmie Eaton.

Na całym świecie, również w Europie, powstają biurowce, kompleksy mieszkaniowe czy galerie udostepniające stacje ładowania aut elektrycznych. Aż 61% konsumentów byłoby bardziej skłonnych do zakupu elektryka, gdyby w miejscu pracy mieli łatwy dostęp do ładowarki. Zapotrzebowanie na takie publiczne stacje będzie rosło szczególnie w miastach, gdzie mieszkańcy mogą nie mieć możliwości zainstalowania ich w garażu i „tankowania” samochodu w nocy.

Co wie konsument?

Według prognoz, do 2030 roku w Europie liczba publicznych i półpublicznych stacji zwiększy się ośmiokrotnie w stosunku do 2020 roku. Ich rozwijanie to jednak tylko część rozwiązania. Ważne jest również zwiększanie świadomości konsumentów dotyczące faktycznej dostępności sieci ładowarek. W Europie większość z nich znajduje się w prywatnych domach. Osoby nieposiadające elektryka nie znają też lokalizacji publicznych ładowarek, mają więc wątpliwości dotyczące dostępności. Mimo że dostępna obecnie infrastruktura jest wystarczająca, żeby zaspokoić zapotrzebowanie e-samochodów jeżdżących po drogach, właściciel samochodu spalinowego, który nie widzi w swojej okolicy stacji ładowania będzie, mniej skłonny do przestawienia się na samochód elektryczny.

Potrzebne plany i zachęty regulacyjne

Oprócz sceptycznego nastawienia konsumentów, barierą w rozbudowywaniu infrastruktury elektromobilności jest także brak koordynacji działań organów rządowych i sektora energetycznego.  Wiele trudności wynika z rozbudowanych procedur i strategii politycznych, które spowalniają rozwój stacji ładowania.

– Bez odpowiednio połączonej polityki energetycznej i infrastrukturalnej, programy rozwojowe utkną w martwym punkcie. Kluczowe są odpowiednie zachęty do budowy sieci stacji ładowania, jednolite przepisy budowlane oraz planowanie. Oczywiście, aby elektryki się upowszechniły, ich producenci muszą zapewnić ofertę, która mieści się w budżecie konsumentów. Głównym czynnikiem rozwoju elektromobilności jest jednak dostępność ładowania – dodaje Bartłomiej Jaworski.

Źródło:

Raport IHS Markit „Education & cooperation will deliver eMobility expansion”, przygotowany dla firmy Eaton w 2021 roku. Pełny dokument dostępny jest pod adresem: https://www.eaton.com/pl/pl-pl/company/news-insights/ev-report-stakeholder-coordination.html

Dane IHS Markit: https://ihsmarkit.com/research-analysis/ev-charging-infrastructure-report-and-forecast.html