Sytuacja na polskim rynku pracy nadal się poprawia

W tym tygodniu spośród polskich danych makroekonomicznych najciekawsze były wyniki z polskiego rynku pracy, które potwierdziły, że jest on odporny na koronawirusa. Płace w kwietniu wzrosły r/r o 9,9%, zatrudnienie o 0,9%. Można się spodziewać, że sytuacja nadal się będzie poprawiać dla polskich pracowników. Obostrzenia pandemiczne zostały ograniczone, więc prawdopodobnie zmniejszy się negatywny efekt I kwartału. Można wnioskować, że kwietniowy wskaźnik bezrobocia, który zostanie opublikowany w następnym tygodniu, pokaże spadek w porównaniu z marcem.

Równocześnie ze wzrostem wynagrodzeń w Polsce rosną również ceny. Potwierdzają to wyniki inflacji bazowej – bez cen żywności i energii. Według danych z tego tygodnia inflacja bazowa w kwietniu osiągnęła poziom 3,9%. NBP znajduje się w trudnej sytuacji. Z jednej strony musi się zmierzyć z wysokim wzrostem cen, z drugiej strony chce pomóc gospodarce wychodzącej z pandemii. Spowolnienie inflacji może również przyczynić się do zwiększenia kursu w stosunku do euro. Prawdopodobieństwo, że NBP będzie interweniować poniżej poziomu 4,50 w ostatnich tygodniach się zmniejszyło, w maju potwierdził to również prezes NBP A. Glapiński.

W związku z tym sytuacja w odniesieniu do pary walutowej PLN/EUR, która w tym tygodniu osłabiła się do poziomu 4,50, jest nieprzewidywalna. Podobnie trudny do prognozowania jest rozwój dolara. Chociaż od początku roku dolar się osłabił, to jeżeli na horyzoncie pojawią się nowe zagrożenia lub dojdzie do znaczących przecen na giełdach, może ponownie się umacniać jako bezpieczna waluta. W tym momencie kurs dolara w stosunku do euro jest na poziomie 1,223 USD/EUR.

Malwina Krakus, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Polskie przepisy zakazujące spółce skorygowania VAT po wszczęciu kontroli podatkowej są niezgodne z prawem UE

W marcu Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł, że polskie przepisy, które po wszczęciu przez organy podatkowe kontroli podatkowej nie zezwalają podatnikowi działającemu w dobrej wierze na korektę faktur z nienależnie wykazanym VAT, mimo że odbiorca tych faktur miałby prawo do zwrotu tego podatku, gdyby transakcje wykazane na tych fakturach zostały należycie rozliczone, są sprzeczne z unijną dyrektywą VAT. Naruszają bowiem zasady proporcjonalności i neutralności podatku od towarów i usług (sprawa UAB „P.” przeciwko Dyrektorowi Izby Skarbowej w Białymstoku, sygn. akt C-48/20).

Firma sprzedawała polskie paliwo za pośrednictwem kart paliwowych

Spółka z siedzibą na Litwie udostępniała litewskim spółkom transportowym karty paliwowe pozwalające im zaopatrywać się w paliwo na stacjach paliw w Polsce. Uznając, że jej działalność handlowa polega na zakupie paliwa od polskich stacji paliw i jego dalszej odsprzedaży litewskim spółkom, firma wystawiła im faktury VAT za dostawy paliwa, jednocześnie samej odliczając VAT z tytułu nabytego celem odsprzedaży paliwa.

Odmowa odliczenia VAT z faktur zakupu z jednoczesnym żądaniem zapłaty VAT wykazanego na fakturach sprzedaży

Naczelnik Urzędu Skarbowego w Białymstoku w czerwcu 2014 r. uznał, że spółka nie mogła skorzystać z prawa do odliczenia VAT naliczonego wynikającego z faktur zakupowych paliwa, wystawionych jej przez stacje paliw. Dyrektor izby skarbowej jako organ odwoławczy potwierdził ustalenia Naczelnika, że spółka nie nabywała paliwa w Polsce, a więc nie dokonała udokumentowanych fakturami usług jego odsprzedaży. Stwierdził, że paliwo było bezpośrednio dostarczane przez polskie stacje paliw litewskim spółkom transportowym, które korzystały z pełnej swobody wyboru, w szczególności w odniesieniu do ilości i rodzaju paliwa.

Faktyczna działalność spółki polegała zatem na finansowaniu zakupu paliwa, a działalność ta stanowi usługę finansową zwolnioną z VAT w Polsce, stąd i spółce nie przysługiwało prawo do odliczenia VAT naliczonego od dokonanych zakupów paliwa. Faktury wystawione przez spółkę nie odzwierciedlały bowiem rzeczywistego przebiegu jej działalności. Z kolei w oparciu o przepisy polskiej ustawy o podatku od towarów i usług Dyrektor uznał, że spółka jest zobowiązana do zapłaty VAT wykazanego na wystawionych przez siebie fakturach, bo zgodnie z artykułem 108 ust. 1 tej ustawy: „W przypadku gdy osoba prawna, jednostka organizacyjna niemająca osobowości prawnej lub osoba fizyczna wystawi fakturę, w której wykaże kwotę podatku, jest obowiązana do jego zapłaty” (Dz.U. z 2004 r., nr 54, poz. 535, ze zm.).

 

Narażenie Skarbu Państwa na straty

Spółka zaskarżyła decyzję organu, którą Wojewódzki Sąd Administracyjny w Białymstoku w kwietniu 2015 r. uchylił. Organ wniósł od tego wyroku skargę kasacyjną do Naczelnego Sądu Administracyjnego, do której ten ostatni się przychylił. NSA zwrócił uwagę, że sąd I instancji nie dokonał rzetelnej oceny na podstawie zebranej przez organy dokumentacji, czy wystawienie faktur VAT przez skarżącą niosło ze sobą ryzyko utraty przez państwo wpływów podatkowych. W lipcu 2017 r. WSA w Białymstoku oddalił skargę spółki, stwierdzając, że swoim działaniem naraziła ona Skarb Państwa na straty.

Nikt nie wykazał złej wiary spółki i jej kontrahentów

Spółka także wniosła skargę kasacyjną do NSA. Biorąc za podstawę wyroki w sprawach: sygn. akt C‑185/01 z 6 lutego 2003 r., Auto Lease Holland oraz sygn. akt C‑235/18 z 15 maja 2019 r., Vega International Car Transport and Logistic, NSA skonstatował, że rzeczywista działalność spółki polegała na finansowaniu zakupu paliwa przez litewskie firmy na polskich stacjach paliw za pośrednictwem udostępnianych im kart paliwowych, stąd prawidłowe jest stanowisko organów, że świadczyła ona usługi finansowe, niepodlegające w Polsce opodatkowaniu VAT.

Ale NSA dodał, że nie zostało stwierdzone, aby zachowanie spółki, jak również jej litewskich kontrahentów, stanowiło oszustwo lub nadużycie. Dopiero bowiem w wyniku praktyki interpretacji prawa przez polskie organy podatkowe takie transakcje jak będące przedmiotem tej sprawy, zostały uznane za łańcuchowe, a więc takie, w których każdy z podmiotów uczestniczących w łańcuchu dostaw realizuje odpłatną dostawę towaru, mimo iż w rzeczywistości fizycznie wydanie towaru następuje tylko raz. Spółka skarżąca mogła więc bez złej wiary uznać, że jest uczestnikiem takiego łańcucha dostaw, jako nabywca paliwa na polskich stacjach paliw i odsprzedająca je dalej litewskim firmom.

Przedsiębiorca powinien mieć możliwość skorygowania VAT

NSA w podsumowaniu zwrócił uwagę, że zgodnie z orzecznictwem TSUE, celem zapewnienia neutralności VAT, wystawca faktury, który działał w dobrej wierze, powinien mieć szansę skorygowania VAT nienależnie wykazanego na fakturach, zgodnie z procedurą danego państwa UE. Polskie prawo nie przewiduje jednak takiej procedury w sytuacji, gdy przeciw przedsiębiorcy zostanie wszczęte postępowanie podatkowe. Takiej szansy nie miała więc i spółka skarżąca w tej sprawie. NSA dodał również, że gdyby faktury VAT litewskim nabywcom paliwa wystawiły polskie stacje paliw z pominięciem skarżącej spółki, wówczas kwota wykazanego na tych fakturach VAT byłaby zbliżona do tej wskazanej na wystawionych przez nią fakturach.

Organy doprowadziłyby do podwójnego opodatkowania tej samej transakcji

Prawidłowe rozliczenie tych dostaw uprawniałoby również litewskie firmy transportowe do ubiegania się o zwrot VAT z faktur wystawionych bezpośrednio przez stacje paliw. Oznacza to, że jednak wbrew ustaleniom organów i WSA w Białymstoku wystawienie przez skarżącą spółkę zakwestionowanych faktur nie wiązało się z ryzykiem uszczerbku wpływów podatkowych po stronie Skarbu Państwa. NSA nie zgodził się także ze stanowiskiem organów skarbowych co do konieczności obarczenia spółki sankcją z art. 108 ust. 1 polskiej ustawy o VAT, a mianowicie koniecznością zapłaty podatku wykazanego na wystawionych przez nią fakturach. Sprzedaż paliwa przez stacje paliw również podlegała opodatkowaniu VAT, dlatego stosując sankcję z art. 108 ust. 1, doszłoby do podwójnego obciążenia tym podatkiem tej samej dostawy.

Czy polskie przepisy są zgodne z unijną dyrektywą VAT?

Naczelny Sąd Administracyjny wystąpił do Trybunału Sprawiedliwości UE z pytaniem prejudycjalnym, czy zasada proporcjonalności i przepisy unijnej dyrektywy VAT stoją na przeszkodzie zastosowaniu takiej regulacji obowiązującej w państwie członkowskim, jak regulacja art. 108 ust. 1 polskiej ustawy o VAT, do faktur wystawionych przez przedsiębiorcę działającego w dobrej wierze, jeżeli:

  • jego działanie nie wiązało się z oszustwem podatkowym, ale wynikało z błędnej wykładni przepisów, dokonanej przez strony transakcji, a opartej o wykładnię przepisów prezentowaną przez same organy podatkowe i powszechną praktykę w tym zakresie w momencie dokonywania transakcji, przyjmującą wadliwie, że wystawca faktury dokonuje dostawy towarów, podczas gdy faktycznie świadczy usługę pośrednictwa finansowego zwolnioną od VAT oraz
  • odbiorca faktury z nienależnie wykazanym VAT miałby prawo do żądania jego zwrotu przy prawidłowym zafakturowaniu transakcji przez podatnika faktycznie dokonującego na jego rzecz dostawy towarów?

Brak możliwości skorygowania VAT po wszczęciu przeciw firmie kontroli jest niezgodny z prawem Unii

Trybunał Sprawiedliwości UE w wydanym 18 marca 2021 r. wyroku stwierdził, że o ile państwa członkowskie mogą ustanawiać przepisy zapobiegające oszustwom podatkowym i zabezpieczające pobór podatku, o tyle przepisy te nie powinny wykraczać poza to, co jest konieczne do osiągnięcia tych celów. Nie mogą więc być wykorzystywane w sposób naruszający fundamentalną dla wspólnotowego systemu VAT zasadę neutralności tego podatku. Ideą tej zasady jest całkowite uwolnienie przedsiębiorcy od ciężaru podatku od towarów i usług w zakresie prowadzonej przez niego działalności gospodarczej. TSUE wskazuje dalej, że w celu zapewnienia tej neutralności kraje członkowskie ustanawiają regulacje umożliwiające skorygowanie wszystkich nienależnie wykazanych na fakturze podatków, o ile jej wystawca wykazał się dobrą wiarą, zwłaszcza opartą na utrwalonej praktyce organów podatkowych. Trybunał stwierdził, że choć w Polsce takie przepisy ustanowiono, to jednak nie mają one zastosowania w sytuacji, gdy wobec przedsiębiorcy wszczęto kontrolę podatkową. Mając to na uwadze, orzekł:

„W tych okolicznościach na zadane pytanie należy odpowiedzieć, że art. 203 dyrektywy 2006/112 oraz zasady proporcjonalności i neutralności VAT należy interpretować w ten sposób, że sprzeciwiają się one przepisom krajowym, które w konsekwencji wszczęcia procedury kontroli podatkowej nie zezwalają podatnikowi działającemu w dobrej wierze na korektę faktur z nienależnie wykazanym VAT, mimo że odbiorca tych faktur miałby prawo do zwrotu tego podatku, gdyby transakcje wykazane na tych fakturach zostały należycie rozliczone” (sprawa UAB „P.” przeciwko Dyrektorowi Izby Skarbowej w Białymstoku, sygn. akt C-48/20).

Bardzo ważne dla przedsiębiorców rozstrzygnięcie

To bardzo dobre, korzystne dla przedsiębiorców rozstrzygnięcie, po raz kolejny przypominające, że polskie przepisy podatkowe wykraczają ponad to, co jest konieczne. Odebranie firmom możliwości skorygowania VAT tylko z uwagi na wszczęcie wobec nich kontroli podatkowej narusza fundamentalną dla wspólnego systemu podatku od wartości dodanej zasadę neutralności tego podatku. Wyrok otwiera przed firmami furtkę do korygowania w podobnych sytuacjach VAT w przyszłości, jak i do audytu prawnego toczących się już przeciw nim kontroli podatkowych, a nawet rewizji tych już zakończonych dla nich niekorzystnym wynikiem. Dodatkowo dochodzi jeszcze kwestia zapłaconego przez przedsiębiorców, na żądanie organów, podatku wykazanego przez nich na fakturach VAT – jak się okazuje – niesłusznie.

Bo jak stwierdziły oba sądy, zarówno polski NSA, jak i unijny TSUE, nie można w takich przypadkach, jak w opisanej sprawie, stosować wobec przedsiębiorców sankcji z art. 108 ust. 1 ustawy o VAT. Naczelny Sąd Administracyjny orzekł wprost, że prowadziłoby to do podwójnego opodatkowania, Trybunał również: „…odmowa przyznania możliwości korekty faktur za paliwa z nienależnie wykazanym VAT wystawionych spółkom transportowym, podczas gdy dostawy paliwa dokonane przez stacje paliw na rzecz tych spółek transportowych również podlegają opodatkowaniu VAT, sprowadzałaby się do nałożenia na skarżącą w postępowaniu głównym obciążenia podatkowego z naruszeniem zasady neutralności VAT” (sygn. akt C-48/20).

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Składka zdrowotna według Polskiego Ładu – co z ryczałtem i kartą podatkową?

Założenia Polskiego Ładu dotyczące uwolnienia składki zdrowotnej poprzez uzależnienie jej od wysokości dochodu nie uwzględniają takich form opodatkowania jak ryczałt i karta podatkowa. Można wysnuć dwie hipotezy: według pierwszej zmiany wejdą w życie także dla nich, co sprawi, że staną się nieopłacalne. Według drugiej dotkną tylko rozliczających się liniowo i na zasadach ogólnych. Wtedy przejście na ryczałt może być dla wielu przedsiębiorców korzystnym rozwiązaniem.

Podatek liniowy i skala podatkowa

Aby zobrazować skalę podwyżki dla przedsiębiorcy rozliczającego się liniowo według stawki 19%, możemy posłużyć się przykładem osoby prowadzącej jednoosobową działalność, która bazuje głównie na kapitale intelektualnym, a więc swojej wiedzy – np. programisty.

Załóżmy, że osiąga on 15 tys. złotych dochodu netto (bez VAT) i nie ponosi żadnych kosztów prowadzenia działalności. Płaci już tzw. duży ZUS wraz z dobrowolnym ubezpieczeniem chorobowym. Doliczając Fundusz Pracy w roku 2021, przekazuje więc 1 075,68 złotych składek do ZUS oraz płaci 381,81 złotych składki zdrowotnej miesięcznie, którą w części (328,78 złotych) odlicza od podatku dochodowego. W jego przypadku zaliczka na PIT wynosi 2 317 złotych, a „efektywne” obciążenie opłatami na rzecz budżetu państwa to łącznie 3 774,49 złotych. Oznacza to, że w uproszczeniu około 25% swoich zarobków oddaje państwu.

Jak sytuacja wyglądać będzie po zmianach? W przypadku naszego programisty składka zdrowotna wzrośnie do 1 253,19 złotych (9% dochodu), a podatek – do kwoty 2 646 złotych (z uwagi na brak odliczenia składki zdrowotnej). W rezultacie obciążenie wyniesie 4 974,87 złotych. Na rzecz budżetu państwa podatnik odda więc nie 25, a ok. 33% zarobku. Paradoksalnie przy tym poziomie dochodów nieznacznie korzystniejsza (przy braku innych źródeł opodatkowanych w ten sposób) okaże się dla podatników skala podatkowa – pod warunkiem, że kwota wolna zgodnie z zapowiedziami wyniesie 30 tys. złotych, a drugi próg podatkowy – 120 tys. złotych. Jednak nawet wtedy opodatkowanie sięgnie ok. 30%.

Próba oszacowania efektów zmian przy podatku liniowym i skali podatkowej okazała się możliwa, gdyż w obu przykładach podatek płacony jest od uzyskanego dochodu, a więc różnicy pomiędzy przychodami a kosztami.

Karta podatkowa i ryczałt

Problem z obliczeniami pojawi się wówczas, gdy podejmujemy się analizy skutków Polskiego Ładu oraz wysokości składki zdrowotnej w przypadku przedsiębiorców rozliczających się na karcie podatkowej lub na podstawie ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych. Rząd w trakcie konwencji zapowiadającej zmiany w płaceniu składki zdrowotnej przez przedsiębiorców powiązał podstawę jej naliczania z pojęciem dochodu.

Jak wyliczyć zatem składkę zdrowotną od dochodu, gdy przedsiębiorca wybrał kartę podatkową? Polega ona na opłacaniu stałej kwoty podatku, niezależnie od wysokości faktycznie uzyskiwanych przychodów. Przedsiębiorca nie ma więc w tym przypadku co do zasady obowiązku dokumentowania kosztów, niezbędnych do wyliczenia dochodu.

Podobnie jest w przypadku ryczałtu od przychodów ewidencjonowanych, który został w roku 2021 r. mocno zrewolucjonizowany – może go stosować niemal każdy przedsiębiorca, a część stawek została obniżona. Trudno wyobrazić sobie sytuację, w której podatnik rozliczający się ryczałtowo będzie płacił składkę zdrowotną od podstawy opodatkowania, czyli przychodu. Podobnie kłopotliwe byłoby założenie, że podstawa płacenia tej składki dla każdego „ryczałtowca” stanowi ten sam ułamek kwoty przychodu.

Jest to sprzeczne chociażby ze zróżnicowaniem stawek ryczałtu, które wynoszą w zależności od branży od 2% do 17%. Ich wysokość nie jest przypadkowa. Struktura wydatki/wpływy w zależności od branży może wskazywać na wysokomarżowy biznes (niskie koszty względem przychodów), jak i taki, w którym dla wygenerowania obrotu trzeba ponieść bardzo wysokie wydatki.

Weźmy dla przykładu przedsiębiorcę, który osiąga rocznie 1 mln złotych obrotu przy 800 tys. złotych wydatków i rozlicza ryczałt według stawki 3%. Jego faktyczny zysk to 200 tys. złotych, pomniejszony o 30 tys. podatku. Założenie, że w takim przypadku jego roczna składka zdrowotna wyniosłaby 90 tys. złotych (9% liczone od przychodów) albo nawet 45 tys. (przyjmując, że podstawa opłacania składki to np. połowa przychodu), wydaje się kuriozalne. Prowadzenie takiego biznesu stałoby się ekonomicznie nieopłacalne.

Nie mając przed sobą projektów ustaw, trudno jest prognozować, w którym kierunku podążą zmiany oraz w jaki sposób obliczana byłaby składka zdrowotna w przypadku karty podatkowej i ryczałtu. Gdyby przyjąć, że w przypadku tych dwóch form, z uwagi na ich specyfikę i trudności w ustaleniu odpowiedniego poziomu podstawy dla obliczenia składki zdrowotnej, nie zmieniłby się dotychczas stosowany sposób, paradoksalnie to właśnie ryczałt stałby się niejako wybawieniem i najczęściej wybieraną formą opodatkowania podatkiem PIT.

Marcin Kurpiewski, doradca podatkowy współpracujący z firmą inFakt

Dostępne uczelnie i wykwalifikowane kadry nieodłącznym elementem innowacyjnej gospodarki. Nowe konkursy NCBR dla szkół wyższych

Ruszają nabory do dwóch konkursów dla szkół wyższych, będące  szansą na dostosowanie uczelni do potrzeb osób z niepełnosprawnościami. Narodowe Centrum Badań i Rozwoju po raz kolejny dofinansuje projekty likwidujące bariery w dostępie do kształcenia na poziomie wyższym oraz podnoszące poziom kompetencji dydaktycznych kadr uczelni, tym razem w zakresie projektowania uniwersalnego. Budżet obu naborów to łącznie 80 mln zł dzięki środkom z Funduszy Europejskich.

20 maja br. ruszył nabór do konkursów NCBR dla uczelni (publicznych i prywatnych): Uczelnia dostępna oraz Kadra dydaktyczna dla projektowania uniwersalnego. Oba nabory są organizowane w ramach Programu Operacyjnego Wiedza Edukacja Rozwój (POWER) i potrwają do pierwszych dni lipca.

– Od kilku lat ministerstwo odpowiada na potrzeby studentów i uczelni w zakresie ułatwień dla osób z niepełnosprawnościami. Trzecia już edycja konkursu „Uczelnia dostępna” to dowód na efektywność udzielanego wsparcia i wielkie zapotrzebowanie na środki na ten cel ze strony uczelni. Możliwość dostosowania zarówno infrastruktury uczelni, jak i programów kształcenia do potrzeb studentów z niepełnosprawnościami, to wielki krok naprzód w odpowiadaniu przez uczelnie na stawiane im wyzwania – podkreślił minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek. – Za poprawą dostępności uczelni musi iść także umożliwianie rozwoju samym nauczycielom akademickim. Dzięki drugiemu z ogłaszanych dziś konkursów „Kadra dydaktyczna dla projektowania uniwersalnego” podniosą oni swoje kompetencje tak, aby mogli skutecznie kształcić studentów w zakresie projektowania specjalistycznych produktów, programów i usług – dodał minister.

– Potrzeby uczelni w zapewnieniu osobom z niepełnosprawnościami możliwości studiowania są nadal duże. Świadczy o tym spore zainteresowanie poprzednimi edycjami konkursu. Dlatego kontynuujemy nasze działania na rzecz dostępności i ogłaszamy trzecią odsłonę konkursu. Dofinansowanie ze środków europejskich pomoże kolejnym szkołom wyższym w tworzeniu rozwiązań gwarantujących pełną dostępność kształcenia – mówi Małgorzata Jarosińska-Jedynak, wiceminister funduszy i polityki regionalnej.

Od ponad dekady NCBR pomaga tworzyć rozwiązania odpowiadające na potrzeby zarówno gospodarcze, jak i społeczne. Wspieramy pokonywanie barier technologicznych oraz rozwój usług i produktów pomagających w pełni włączać osoby z niepełnosprawnościami w życie społeczne. W ramach dwóch edycji konkursu Uczelnia dostępna przekazaliśmy łącznie ponad 550 mln zł na realizację projektów na 151 Uczelniach. Teraz dajemy szansę kolejnym szkołom wyższym. Również ponownie przeznaczamy unijne fundusze na rozwój uczelnianych kadr. Tym razem jednak skupiamy się na obszarze projektowania uniwersalnego. Wiemy, że uczelnie dostosowane do potrzeb wszystkich studentów oraz wyższe kwalifikacje personelu to wyższy poziom nauczania, a więc także istotny element kształtowania innowacyjnej gospodarki – mówi dr inż. Wojciech Kamieniecki, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Likwidacja barier

NCBR uruchamia trzecią już edycję konkursu Uczelnia dostępna, w ramach którego szkoły wyższe otrzymują wsparcie na likwidację wszelkiego rodzaju barier w dostępie do studiów oraz na wprowadzenie do swoich programów nauczania działań zapewniających ich dostępność dla studentów z niepełnosprawnościami. Wnioskodawcą projektu może być wyłącznie uczelnia, której nie przyznano dofinansowania w ramach dwóch poprzednich edycji konkursu. Konkurs „Uczelnia dostępna” jest jednym z działań w ramach rządowego Programu „Dostępność Plus”, który stanowi pierwsze i kompleksowe ujęcie tematyki dostępności w Polsce.

Zgłaszane do konkursu projekty będą mogły dotyczyć zarówno działań prowadzących do zapewnienia przez uczelnie dostępności komunikacyjnej, administrowanych stron internetowych, narzędzi informatycznych, modyfikacji programów oraz procedur kształcenia, jak i działań z zakresu dostępności architektonicznej. Realizując te projekty uczelnie będą współpracowały z organizacjami pozarządowymi, podmiotami działającymi na rzecz likwidacji barier w dostępie do kształcenia na poziomie wyższym lub osobami z niepełnosprawnościami zajmującymi się aktywnie tematyką dostępności.

Dwie ścieżki dla uczelni

Konkurs „Uczelnia dostępna” przebiega w dwóch modelach – ścieżce mini i midi. Działania, jakie wnioskodawca może przewidzieć w projekcie, zależą od ścieżki, którą wybierze. Od wybranej opcji zależy też maksymalna kwota, o jaką może się starać. Ścieżka mini da uczelni szansę na rozpoczęcie podstawowych działań zmierzających do tworzenia uczelni dostępnej dla wszystkich. Przykładowe działania w ścieżce mini to m.in. zatrudnienie pełnomocnika rektora ds. osób z niepełnosprawnościami lub utworzenie stanowiska ds. dostępności uczelni, podnoszenie kompetencji kadr uczelni poprzez udział dedykowanych szkoleniach, jak i w krajowych konferencjach tematycznych związanych z dostępnością.

Z kolei ścieżka midi ma zapewnić uczelni osiągnięcie znacznego wzrostu dostępności dla osób z niepełnosprawnościami w stosunku do poziomu minimalnego, poprzez zwiększenie dostępności wewnętrznych procesów, w szczególności rekrutacji, kształcenia i działalności naukowej, a także upowszechnienie rozwiązań zapewniających dostępność w jednostkach organizacyjnych, w których nadal występują braki. Przykładowe działania w ramach tej ścieżki to: wdrażanie dostosowanych form zajęć sportowych wraz ze szkoleniem osób odpowiedzialnych za prowadzenie takich zajęć, zatrudnienie doradców edukacyjnych/konsultantów, dodatkowe wynagrodzenia dla lektorów języków obcych, autorów zajęć sportowych, psychologów zajmujących się wsparciem zdrowia psychicznego.

Budżet konkursu to 60 mln zł. Minimalna kwota kosztów kwalifikowanych to 100 tys. euro a maksymalna – 4 mln zł. Nabór potrwa od 20 maja do 5 lipca br.

Więcej informacji na stronie: https://www.gov.pl/web/ncbr/uczelnia-dostepna-iii

Projektowanie użyteczne dla wszystkich

Projektowanie uniwersalne to, zgodnie z Konwencją ONZ o prawach osób niepełnosprawnych, projektowanie produktów, środowiska, programów i usług w taki sposób, by były użyteczne dla wszystkich, w możliwie największym stopniu, bez potrzeby adaptacji lub specjalistycznego projektowania.

Kadra dydaktyczna dla projektowania uniwersalnego to nowy konkurs NCBR w ramach POWER. Środki w konkursie przeznaczone są na podnoszenie kompetencji kadry dydaktycznej w zakresie projektowania uniwersalnego: szkolenia, warsztaty, wizyty studyjne i inne tak, aby zapewnić wysoką jakość kształcenia studentów w tym obszarze.

Budżet konkursu to 20 mln zł. Minimalna kwota kosztów kwalifikowalnych to 100 tys. euro.  Nabór w konkursie trwa od 20 maja do 8 lipca br.

PAIH i PSPA razem na rzecz polskiej branży elektromobilności

Polska Agencja Inwestycji i Handlu (PAIH) oraz Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych (PSPA) podpisały porozumienie o współpracy. Jego celem jest stworzenie dogodnych warunków dla rozwoju i umocnienia polskiej branży elektromobilności zarówno w kraju, jak i za granicą.

PAIH i PSPA już wcześniej podejmowały wspólne inicjatywy na rzecz promowania polskiej branży zeroemisyjnego transportu. Wśród działań cieszących się największym zainteresowaniem były m.in. wspólne konferencje (m.in. kongres MOVE) oraz warsztaty. Obie instytucje wspierają się merytorycznie, czego efektem jest budowa i promocja rynku elektromobilnego i wodorowego oraz skuteczne wspieranie polskich firm z sektora nowej mobilności. Obie organizacje współpracują też w ramach grup eksperckich, w tym w trwających obecnie pracach nad opracowywaną strategią wodorową RP.

Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych jest bez wątpienia organizacją zorientowaną na przyszłość. Merytoryczną i skutecznie zarządzaną. To grupa ekspertów, która w ciągu kilku lat współpracy z Polską Agencją Inwestycji i Handlu udowodniła zdolność do podejmowania wielopłaszczyznowych oraz nowatorskich działań zmierzających do promowania wiedzy na temat nowej mobilności oraz inicjowania rozmów i działań zmierzających do rozwoju rynku elektromobilności oraz rynku wodorowego w Polsce. Jestem głęboko przekonany, że porozumienie pomiędzy PSPA i PAIH przyczyni się do zintensyfikowania prac w tych obszarach, jak również do zwiększenia dynamiki ekspansji naszych rodzimych firm z szybko rozwijającego się polskiego sektora nowej mobilności – mówi Krzysztof Drynda, Prezes PAIH.

Dynamiczny rozwój elektromobilności na świecie stanowi olbrzymią szansę na wzrost kompetencji i konkurencyjności polskich przedsiębiorstw. Już teraz Polska zajmuje szczególne miejsce na elektromobilnej mapie Europy w zakresie produkcji baterii trakcyjnych, stacji ładowania oraz autobusów elektrycznych. W ramach współpracy podjętej z PAIH zamierzamy podjąć przekrojowe działania na rzecz dalszego umocnienia pozycji polskich firm w międzynarodowym łańcuchu dostaw zeroemisyjnego transportu – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.

Nawiązana współpraca będzie opierała się głównie na podejmowaniu wspólnych inicjatyw, przyczyniających się do m.in. rozwoju eksportu produktów i usług polskich firm branży nowej mobilności, wzajemnego wsparcia w niwelowaniu barier rozwoju polskich przedsiębiorstw oraz tworzenia warunków sprzyjających rozwojowi polskich przedsiębiorstw z sektora elektromobilności, w szczególności poprzez promowanie tej branży potencjalnym kontrahentom zagranicznym, obecnym lub dopiero planującym współpracę gospodarczą z Polską.

ZPP: administracja publiczna jest przerośnięta, a odpowiedzialni za państwo urzędnicy zarabiają za mało

Dyskusja o nadmiernym zatrudnieniu w sektorze publicznym toczy się od wielu lat i – jak się wydaje – niemal każdy kolejny rząd stawia sobie za cel co najmniej częściowe „odchudzenie” państwa. Mimo to, liczba osób pracujących w sektorze administracji publicznej pozostaje od lat na podobnym poziomie. Jednocześnie, produktywność administracji konsekwentnie spada. Pandemia COVID-19 i analiza sposobu dopasowania się poszczególnych urzędów i organów administracji do modelu funkcjonowania przynajmniej częściowo zdalnego, wydaje się uwidaczniać, że w skali całego sektora mamy do czynienia z przerostem zatrudnienia
o ok. 10%.

– Jednym ze skutków pandemii, poza wszystkimi jej dramatycznymi konsekwencjami, będzie optymalizacja procesów – twierdzi Marcin Nowacki, wiceprezes ZPP – Tryb pracy zdalnej bardzo dobrze pokazuje efektywność zespołów i poszczególnych ich członków. Dobrze byłoby, gdyby również w administracji publicznej dokonano takiej analizy i zidentyfikowano obszary, w których mamy do czynienia z ewidentnym przerostem zatrudnienia. Według dostępnych analiz można szacować, że w skali całej administracji przerost ten sięga ok. 10%.

Zdaniem ekspertów ZPP, nadmierna liczba pracowników sektora publicznego prowadzi do zmniejszenia ich efektywności i pewnego rozmycia odpowiedzialności za realizowane zadania. Komplikujące się wewnętrzne struktury złożone z wielu osób utrudniają jasne przypisanie zakresów obowiązków i bieżące zarządzanie. Równolegle, w okresie postpandemicznym gospodarka będzie potrzebowała impulsu wspierającego produktywność. Jednym ze sposobów na to jest bardziej efektywna alokacja siły roboczej, tj. przepływ pracowników z sektorów gospodarki mniej produktywnych do sektorów bardziej produktywnych.

Redukcji etatyzacji w administracji publicznej powinna, zdaniem ZPP, towarzyszyć zmiana modelu ich wynagradzania. Jak wynika z przedstawionej analizy, wynagrodzenia w sektorze publicznym w bardzo dużym stopniu odbiegają (in minus) od wynagrodzeń w sektorze prywatnym, co rodzi szereg konsekwencji. Niektóre z nich mają charakter prestiżowy, związany np. z tym, że najważniejsi urzędnicy i politycy w państwie zarabiają znacznie mniej, niż ich odpowiednicy z innych krajów. Inne wiążą się wręcz z zagrożeniem dla bezpieczeństwa państwa, jak np. w przypadku wynagrodzeń służby zagranicznej.

– Nie jest to racjonalne, że obciążony gigantyczną odpowiedzialnością wiceminister zarabia na swoim stanowisku nawet kilkukrotnie mniej, niż mógłby zarobić na rynku. Nie wspominając już nawet o tym, że czasem wyżej niż on sam uposażeni są jego podwładni – podkreśla Jakub Bińkowski, dyrektor Departamentu Prawa i Legislacji ZPP – Uważamy, że trzeba jasno powiązać wynagrodzenia najważniejszych urzędników i polityków z przeciętnym wynagrodzeniem w gospodarce, tak by jakkolwiek odpowiadały one realiom rynkowym.

Eksperci ZPP sugerują zatem, by najważniejsze osoby w państwie (prezydent, premier i marszałek sejmu) zarabiali co najmniej dziesięciokrotność przeciętnego wynagrodzenia za pracę. Ministrowie mieliby zarabiać siedmiokrotność tego wskaźnika, a wiceministrowie – sześciokrotność. Na tym samym poziomie, co wiceministrowie, wynagradzana powinna być zdaniem ekspertów ZPP Pierwsza Dama.

Beztroskie wakacje z polisą turystyczną – co warto wiedzieć o ubezpieczeniu podróży?

Choć wakacyjny wyjazd jest zawsze ekscytujący, jego organizacja wymaga odrobiny czasu i poświęcenia. Planując dalekie podróże, łatwo zapomnieć o takich rzeczach, jak wykupienie ubezpieczenia. Wielu postrzega to jako niepotrzebny dodatkowy koszt. To duży błąd! Dobra polisa turystyczna zapewnia maksymalny komfort podróżowania. Dlaczego warto ją wykupić? Jakie są jej zalety i wady? Jak znaleźć odpowiednie ubezpieczenie? Sprawdź!

Dlaczego potrzebna Ci polisa turystyczna?

Ubezpieczenie podróżne przydaje się zwłaszcza wtedy, gdy zachorujesz lub ulegniesz wypadkowi za granicą. Myślisz, że nie dotyczą Cię takie sytuacje? Urazy, wymagające pomocy medycznej, mogą przydarzyć się nawet podczas spaceru po kamienistej plaży, jazdy skuterem czy stąpania na mokrej posadzce obok basenu. Często wystarczy chwila nieuwagi, bo pojawiła się konieczność wizyty u lekarza. Pamiętaj, że nawet jeśli jesteś w kraju, w którym opieka medyczna jest tania, ale musisz pozostać w szpitalu przez dłuższy czas, Twoje rachunki mogą wzrosnąć do bardzo dużych kwot.

Polisa turystyczna (www.ergo-ubezpieczeniapodrozy.pl) obejmuje nie tylko sytuacje związane z pomocą medyczną. Masz również prawo do odszkodowania za skradziony dobytek, a w przypadku, gdy linia lotnicza zgubi Twój bagaż, ubezpieczyciel podróży wyśle ​​Ci pieniądze za zakup nowej odzieży i innych niezbędnych rzeczy. Wiele firm oferuje swoim klientom także całodobową pomoc telefoniczną, która jest bardzo przydatna, jeśli potrzebujesz sprawdzić, gdzie znajduje się najbliższy szpital lub zorganizować transport do domu.

Jakie zalety i wady mają polisy turystyczne?

Do najczęściej wymienianych korzyści, związanych z ubezpieczeniem podróży, zaliczamy:

– pokrycie nie tylko kosztów leczenia, ale także transportu medycznego czy ratownictwa,
– zapewnioną ochronę w każdym kraju na świecie,
– pomoc centrum alarmowego w ramach Assistance,
– niską cenę w stosunku do ryzyka kosztów związanych np. z leczeniem w zagranicznym szpitalu,
– szeroki wybór dodatkowych opcji, takich jak pakiet SKI&SPORT.

Osoby, które nie wykupują polis turystycznych, często motywują swoją decyzję tym, że:

– muszą wypełnić dodatkowy dokument,
– ponoszą nieco wyższy koszt całego wyjazdu,
– nie chcą tracić czasu na porównywanie ofert ubezpieczycieli.

Gdzie wykupić dobre ubezpieczenie podróżne?

Dziś wszystko możesz załatwić przez internet. Dzięki temu również poszukiwania odpowiedniej polisy turystycznej są o wiele łatwiejsze, niż jeszcze kilka lat temu. Oferty poszczególnych firm znajdziesz w sieci i porównasz bez konieczności ruszania się z domu. Gdy już wybierzesz satysfakcjonujące ubezpieczenie, zakupu możesz dokonać online lub w stacjonarnym biurze podróży. Cały proces jest więc bardzo komfortowy i pozwala dobrać zakres ochrony do Twoich indywidualnych potrzeb.

Jak Rosja rozgrywa Europę

Relacje rosyjsko – europejskie od kilku lat przysparzają kłopotów Polsce i innym krajom Europy Środkowej i Wschodniej. Okazuje się, że państwa zachodnie mają gorszą od nas pamięć historyczną, dotyczącą strategii i zachowań Rosji w relacjach międzynarodowych. Rosja słabo znosi zaś odejście od statusu imperium i nie odnajduje się najlepiej we współczesnych standardach na globalnej arenie politycznej. Widać to w podejściu do mniejszości narodowych oraz do byłych części imperium. Mowa tutaj o zbrojnej agresji na Gruzję, dosyć świeżym konflikcie wojskowym w Donbasie na Ukrainie i wieloletnim psuciu relacji w regionie państw bałtyckich. Wszystkie te przykłady pokazują, że Rosja wciąż lubuje się w strategii długofalowego i powolnego przejmowania władzy oraz wpływów. To się dzieje także przez zorganizowaną korupcję – kiedy byli politycy niemieccy i austriaccy zajmują wysokie stanowiska w spółkach paliwowo-energetycznych w Federacji Rosyjskiej. To jest bardzo niedobry kierunek.

– Rosja, Federacja Rosyjska, a także jej poprzednie wcielenia, nawet Rosja carska, uwielbiały taką metodę zamrożonych konfliktów. Elementów, które długofalowo niszczą pewien układ lub budują nowy układ sił w subregionach. Nie wszystkie państwa w Europie rozumieją ten proces – długofalowych działań Rosji, która słabnąc jednak zachowuje się bardzo agresywnie i eksportuje swoje problemy na zewnątrz – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego. – Państwa europejskie mają dosyć krótką pamięć – mimo tego, że mamy podobne podręczniki do historii. Francja i Niemcy to dobry przykład państw, które słabo pamiętają o agresywnych działaniach Rosji. Prowadzą z nimi na bieżąco biznesy. W ostatniej chwili Francuzi wycofali się z kontraktu na dostawę okrętów wojennych, a Niemcy cały czas prowadzą z Rosją wymianę w sektorze energetycznym – budując drugą nitkę Nord Stream 2. Nie biorą w tym pod uwagę długofalowych konsekwencji – na przykład uzależnienia Europy od surowca gazowego na długie lata. Gaz jest mniej emisyjny niż węgiel kamienny czy brunatny, Rosja doskonale to rozumie. Wpisuje się tym samym w politykę europejską, w której ton nadają między innymi Niemcy. Widać więc, że niestety nasi partnerzy z Unii Europejskiej mają zbyt krótką pamięć, żeby łączyć wszystkie te kropki. Takie postępowanie burzy solidarność europejską i interesy europejskie. Podważa też zaufanie państw w regionie Europy Środkowej do procesu integracji. Nasi partnerzy w Unii i NATO ulegają temu czarowi Rosji. Tak, jakbyśmy mieli rzeczywiście nowe otwarcie – a nie kolejny element procesu, który w Rosji jest po prostu zaplanowany na lata – ostrzega Roszkowski.

Polska jednym z liderów światowego rynku produkcji urządzeń AGD

Nasz kraj jest czwartym największym eksporterem sprzętu AGD na świecie. Z eksportem o wartości 7 mld dolarów Polska zaspokaja około 2% światowego popytu. Jest to czterokrotnie większy udział w rynku AGD niż wynosi udział polskiego PKB w światowej gospodarce. Polskie firmy mają najsilniejszą pozycję jeśli chodzi o produkcję gotowych sprzętów oraz elementów plastikowych – wynika z raportu „Producenci i dostawcy AGD w obliczu nowych trendów i wyzwań”, przygotowanego przez SpotData i Santander Bank Polska.

Roczne światowe wydatki na sprzęt AGD wynoszą około 500 mld dolarów. Za ponad połowę tej kwoty odpowiadają kraje Azji i Pacyfiku, w tym szczególnie Chiny, gdzie szybko rośnie klasa średnia i przeciętny standard życia. Z punktu widzenia polskich firm ta część rynku nie jest bardzo istotna, ponieważ sprzedaż z krajowych fabryk jest bardzo mocno skoncentrowana w Europie. Rynek w naszym regionie jest wart blisko 72 mld dolarów, a polskie firmy są ważną jego częścią.

– Polscy producenci sprzętu AGD są czwartą eksportową siłą na świecie, wyprzedzają nas tylko Chiny, Niemcy i Meksyk. Przed pandemią eksport o wartości 7 mld dolarów plasował nas przed Włochami czy Turcją, które od lat mają silną pozycję na rynku produkcji sprzętu AGD. Polskie firmy specjalizują się w produkcji gotowych sprzętów takich jak pralki, suszarki do ubrań i zmywarki oraz elementów plastikowych, na przykład węży, rur i przewodów – wyjaśnia Kamil Mikołajczyk, dyrektor ds. sektora produkcji przemysłowej Santander Bank Polska.Polska jednym z liderów światowego rynku produkcji urządzeń AGD

Polskie specjalności AGD – wyroby z tworzyw sztucznych

W najważniejszych elementach łańcucha dostaw AGD Polska ma szczególne przewagi konkurencyjne w dwóch obszarach – produkcji dóbr gotowych oraz elementów plastikowych. Są to dziedziny, w których produkujemy i eksportujemy relatywnie więcej niż przeciętnie inne kraje.

Polskie firmy mają ponad 29% udział w światowym eksporcie suszarek do ubrań, prawie 20% udział w eksporcie zmywarek i 15% udział w sprzedaży pralek. W przypadku elementów z tworzyw sztucznych, Polska jest znaczącym dostawcą wszelkiego rodzaju rur, przewodów i węży z tworzyw sztucznych, które wykorzystywane są zarówno w branży AGD, jak i motoryzacyjnej. Rodzimi producenci rur, przewodów i węży z tworzy mają 17% udziału w światowym eksporcie, producenci pasów lub taśm z gumy – 14,2%, 10,2% światowego eksportu to polskie przewody, rury i węże z gumy – wyjaśnia Maciej Nałęcz, analityk sektorowy w Santander Bank Polska.

Aktywność firm z branży AGD w Polsce

Łączne przychody firm produkujących AGD w Polsce sięgają około 5,7 mld euro (dane za 2018 rok). Firmy te korzystają z dostaw komponentów z trzech głównych sektorów: elementów z tworzyw sztucznych, metalowych i elektrotechnicznych. Największym pod względem przychodów jest sektor produkcji wyrobów z tworzyw sztucznych, zaś największy pod względem liczby firm jest sektor produkcji wyrobów z metali. Sama branża producentów AGD wyróżnia się znacznie większą od przeciętnej wielkością firm, jest to segment zdominowany przez dużych producentów.

Z wykonanej przez nas analizy danych finansowych firm wynika, że polscy producenci komponentów plastikowych cechują się najwyższą zyskownością. To przeczy częstej tezie, że wytwarzają oni wyłącznie najprostsze elementy. W tych elementach często kryje się technologia i jakość, którą trudno dostarczyć producentom z krajów azjatyckich. Producenci wyrobów plastikowych osiągają około 10% marżę EBITDA, wysoką jak na warunki polskiego przemysłu – mówi Ignacy Morawski, dyrektor SpotData.

W segmencie produkcji wyrobów metalowych ta marża wynosi około 9%, a w wyrobach elektrotechnicznych 5%. Najmniejszą marże ma segment produkcji wyrobów gotowych około 2%. Niskie marże produkcji elektrotechnicznej i wyrobów gotowych mogą wynikać z faktu, że są to segmenty zdominowane przez duże, międzynarodowe koncerny, z którymi średnim i małym firmom trudno jest konkurować. W przypadku wyrobów plastikowych i metalowych rynek jest bardziej rozdrobniony i łatwiej jest znaleźć nisze, w której można osiągać zyskowność.Aktywność firm z branży AGD w Polsce

Najwięcej firm w łańcuchu dostaw AGD jest ulokowanych w okolicach Wrocławia oraz na Górnym Śląsku. Są to obszary wysoko uprzemysłowione i dobrze skomunikowane z Niemcami, które są głównym odbiorcą całej branży. Wiele firm znajduje się też w okolicach Łodzi oraz w obszarze byłego Centralnego Okręgu Przemysłowego na Podkarpaciu. Warto zauważyć, że firmy produkcyjne są ulokowane przy autostradach A1, A2 i A4. To pokazuje, jak ważną rolę w integracji polskiej branży ze światowymi odbiorcami odgrywa położenie i jak istotny dla rozwoju polskiego przemysłu jest rozwój infrastruktury transportowej.

Wall Street jeszcze nie dyskontuje podwyżek stóp

W szeregach Rezerwy Federalnej robi się ciekawie. Protokół z kwietniowego posiedzenia FOMC pokazał pierwsze pęknięcia. Niektórzy członkowie zaczynają dobitniej wskazywać, że debata na temat wcześniejszego zakończenia aktywów powinna była już się odbyć. Jednym z takich jastrzębi jest Rober Kaplan. Niestety aktualnie nie ma on prawa głosu na posiedzeniu.

Z protokołu środowego jasno wynika, że wielu członków FOMC wydaje się rozważać ograniczenia debaty na nadchodzących posiedzeniach dot. stóp procentowych pod warunkiem oczywiście realizacji dwóch celów: pełnego zatrudnienia oraz stabilności cen. Wczoraj poznaliśmy cotygodniowe dane. Przybyło 444 tys. nowych bezrobotnych. Powstaje zatem pytanie, czy w czerwcu, podczas kolejnego spotkania członków FOMC, taka dyskusja nie zacznie mieć miejsca. Rynek może zacząć to dyskontować, co spowoduje umocnienie dolara oraz spadki na giełdach. Po wczorajszej sesji widzimy jednak, że w protokole na ten moment jest jeszcze zbyt mało jastrzębich przesłanek, żeby scenariusz mocniejszego USD zaczął się realizować. Wall Street odnotowało dobrą czwartkową sesje. Szeroki indeks S&P500 zyskał 1,06 proc., a technologiczny indeks NASDAQ COMP 1,77 proc. Na pierwszym wymienionym indeksie kluczowy w tym momencie jest opór na 4178 pkt. Jeśli dziś rynek ponownie od niego odpadnie, wówczas scenariusz większej korekty na S&P500 jest nadal w grze. NASDAQ wygląd całkiem dobrze. Kontrakt CFD pokonał 13 400 pkt i zmierza w kierunku 13 713 pkt. EURUSD tak jak wczoraj pisaliśmy, podszedł ponownie pod 1,2240. Dziś z pewnością zobaczymy rozstrzygnięcie, a katalizatorem większej zmienności mogą być wstępne dane o indeksach PMI z Europy oraz USA. Oczekiwana jest poprawa sektora usług we Francji, Niemczech oraz Wielkiej Brytanii. Przede wszystkim indeks dla naszego zachodniego sąsiada powinien wypaść pierwszy raz od jakiegoś czasu powyżej 50 pkt. (oczekiwania 52 pkt). Dla Wielkiej Brytanii spodziewane są wysokie odczyty, powyżej 60 pkt.

Dziś również poznamy dane z Kanady na temat sprzedaży detalicznej, gdzie oczekiwany jest gorszy odczyt miesiąc do miesiąca. Dane będą nieco historyczne, bo będą dotyczyć marca. Jednak na uwagę zasługuje siła CAD-a. Z pewnością Bank Kanady będzie nadal obserwował własną walutę. W ostatnim czasie szef banku centralnego Tiff Macklem był zaniepokojony dalszą aprecjacją „kanadyjczyka”. USDCAD spadł w okolice 1,2012, czyli do poziomu nienotowanego od 2015 roku. BoC nie ma w zasadzie jeszcze powodu, dla którego powinien być zdenerwowany sytuacją na rynku FX. Wysokie ceny surowców, pozytywne ożywienie gospodarcze a także ruch banku w kierunku ograniczenia tygodniowych zakupów aktywów uzasadniają silniejszą walutę kanadyjską. Oczywiście mocniejszy CAD będzie wywierał presję na sektor eksportowy. Zwrot w polityce monetarnej jest mało prawdopodobny. Coraz częściej mówi się o obawach o nierównowagę na rynku mieszkaniowym ze względu na bardzo niskie oprocentowanie stawki długoterminowej. Możliwe są zatem jedynie interwencje słowne prezesa banku, które mogą wpłynąć na zmniejszenie tempa aprecjacji CAD-a. Nadal para walutowa USDCAD, ze względu na postępującą rozbieżność polityk monetarnych, może by interesującym rynkiem do tradingu.

Na rynku złotego nastroje są pozytywne. Kurs EUR/PLN jest poniżej 4,50, ale w piątek rano minimalnie odbija. Dziś o 10:00 poznamy ceny produkcji oraz wyniki produkcji budowlano-montażowej za okres kwietnia. Wyższy odczyt od prognoz pierwszych danych może wzmacniać dyskusję o dalszym wzroście cen dóbr i usług konsumpcyjnych. Rynek może budować oczekiwania na wcześniejsze podwyżki stóp procentowych. Pamiętajmy jednak o silnej determinacji prezesa NBP, który ma na celu utrzymanie stóp na niezmienionym poziomie do połowy 2022 roku.

Łukasz Zembik, Dom Maklerski TMS Brokers

Grupa ROBYG planuje skokowy wzrost biznesu i skali działania

100 mln zł od akcjonariusza – Bricks Acquisition Limited z Grupy Goldman Sachs, a także rozważa emisję obligacji do kwoty 150 mln zł w ramach programu emisji obligacji na okaziciela na kwotę do 500 mln zł. ROBYG ma doskonałą pozycję gotówkową, sięgającą 400 mln zł i planuje istotne inwestycje w bank ziemi.

W pierwszym kwartale 2021 roku Grupa ROBYG zawarła 1110 umów rezerwacyjnych netto oraz podpisała 888 umów deweloperskich w Warszawie, Gdańsku i Wrocławiu. Spółka przekazała 560 lokali.

„Sytuacja na rynku nieruchomości mieszkaniowych w Polsce jest bardzo obiecująca – zakładamy stały wzrost popytu przez kilka najbliższych lat. Dlatego ROBYG realizuje program akumulacji środków finansowych na potencjalne akwizycje i zakup gruntów. Spółka planuje skokowy wzrost biznesu i skali działania – już dziś jest w czołówce największych deweloperów na rynku. Grupa ROBYG ma ambitny plan, aby istotnie zwiększyć możliwości oraz ofertę mieszkań, a tym samym wyniki finansowe. Dotychczasowe działania pokazują, z jaką dbałością ROBYG podchodzi do bezpieczeństwa finansowego i stabilnej pozycji gotówkowej. Przez ostatnie dwa lata akcjonariusz z Grupy Goldman Sachs nie pobierał dywidendy, a środki zatrzymane z tego tytułu w spółce w wysokości około 400 mln zł są w całości przeznaczone na inwestycje. Co więcej, Bricks Acquisition Limited z Grupy Goldman Sachs zapewnił ROBYG dodatkowe finansowanie w wysokości 100 mln zł. Obecnie spółka rozważa program emisji obligacji do 150 mln zł w ramach programu emisji obligacji na okaziciela na kwotę do 500 mln zł. Te działania zapewnią ogromną przewagę finansową i pozwolą na wielkie inwestycje – zakupy gruntów oraz potencjalne akwizycje. W ten sposób Grupa ROBYG zapewni sobie płynność działania na wiele kolejnych lat” – powiedział Oscar Kazanelson, przewodniczący rady nadzorczej Grupy ROBYG.

ROBYG przykłada szczególną wagę do idei ESG, na którą składa się ekologia, społeczne zaangażowanie i ład korporacyjny. Już dzisiaj wiele ze stosowanych przez ROBYG rozwiązań w budownictwie oraz podejmowane inicjatywy społeczne i pracownicze wskazują na zaangażowanie firmy w filozofię zrównoważonego rozwoju. Dlatego ROBYG zawarł z jedną z wiodących firm na świecie – JLL – umowę o współpracy w zakresie opracowania kompleksowej strategii ESG. Współpraca obejmie wyznaczenie strategicznych kierunków zrównoważonej działalności, a także usystematyzowanie dotychczasowych działań. Jest to element działań na rzecz społeczeństwa oraz  środowiska realizowanych wspólnie z Goldman Sachs – właścicielem ROBYG. Współpraca z JLL ma zapewnić dalszy rozwój w tym obszarze.

W 2020 roku Grupa ROBYG zanotowała przychody ze sprzedaży przekraczające 1,11 mld zł, zysk netto przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej wyniósł 211 mln zł – czyli o 18,6% więcej niż w 2019 roku, a EBIT 269 mln zł – wzrost o 12,4% rok do roku. W 2020 roku Grupa ROBYG podpisała 2738 umów deweloperskich i przedwstępnych[1] oraz 2156 umów rezerwacyjnych netto w Warszawie, Gdańsku i Wrocławiu. Spółka przekazała 2715 lokali.

ESG – czyli misja troski, odpowiedzialności i wsparcia obejmuje tworzenie wspólnot mieszkańców, ochronę środowiska, stosowanie ekologicznych rozwiązań, oszczędność energii, funkcjonalność, bezpieczeństwo, zrównoważone budownictwo, szkolenia i programy antykorupcyjne, ład korporacyjny oraz obszerny program CSR – wsparcia potrzebujących. Założenia, które przyświecają koncepcji społecznej odpowiedzialności biznesu są trwale wpisane w strategię Grupy ROBYG. Budownictwo mieszkaniowe to wyjątkowy obszar działalności gospodarczej – a jego wpływ na społeczeństwo jest ogromny. Nowopowstałe budynki zmieniają oblicze całych dzielnic, dlatego ROBYG uważa, że realizacja inwestycji to coś więcej niż tylko wzniesienie budynku. Nowe osiedle to element większego organizmu, jakim jest miasto – dlatego projekt musi być idealnie wkomponowany w otaczającą go przestrzeń. Kompetentny deweloper – taki jak Grupa ROBYG – rozpoczyna planowanie nowej inwestycji właśnie od analizy jej wpływu na bezpośrednie otoczenie, dzielnicę i samo miasto.

Grupa ROBYG od lat angażuje się w lokalne inicjatywy, wspiera sztukę, kulturę, edukację czy sport. Firma podjęła także liczne działania związane z pomocą w obliczu epidemii koronawirusa – aktywnie wspierała potrzebujących, seniorów i Powstańców oraz instytucje medyczne. Łącznie w 2020 roku ROBYG przekazał ponad 250 tysięcy złotych na wsparcie i dofinansowania. Dodatkowo program CSR obejmuje realizację i nieodpłatne przekazanie projektów infrastruktury publicznej na rzecz dzielnic i miast.

Grupa ROBYG zapewnia mieszkańcom swoich osiedli liczne, innowacyjne rozwiązania technologiczne – które wspierają ekologię i pozwalają zmniejszać koszty eksploatacyjne mieszkań. Wszystkie osiedla ROBYG posiadają instalację fotowoltaiczną, która wytwarza energię elektryczną zużywaną na potrzeby stref wspólnych budynku – czyli oświetlenia między innymi korytarzy, klatek schodowych, lobby czy stref fitness i miejsc zabaw dla dzieci. Jest to rozwiązanie przyjazne środowisku – wykorzystuje naturalny sposób wytwarzania energii elektrycznej, ale nie pochłania zasobów, a dodatkowo zmniejsza koszty eksploatacji budynku, co mieszkańcy odczuwają w portfelu.

Wszystkie mieszkania ROBYG w standardzie wyposażone są w nowoczesną technologię Smart House firmy Keemple. Klienci nie muszą ponosić za to rozwiązanie żadnych dodatkowych opłat. Smart House umożliwia zdalne sterowane domową elektroniką, ogrzewaniem, a także systemem bezpieczeństwa. Technologia zapewnia komfort oraz pomaga oszczędzać – dzięki niej można obniżyć rachunki za prąd nawet do 30%. Grupa ROBYG szczególnie dba o środowisko, zrównoważone budownictwo i odpowiedzialność społeczną. Spółka wprowadziła na swoich osiedlach ładowarki do samochodów elektrycznych – infrastruktura przyłączy będzie dostępna w garażach w większości budynków. Ponadto wybrane inwestycje będą posiadały miejsca zewnętrzne do ładowania – ogólnodostępne dla mieszkańców. Ponadto wdrożyła farby pochłaniające zanieczyszczenia, które zaplanowane są na elewacje nowych inwestycji – jedna ze ścian przyjmie postać artystycznego murala.

Grupa ROBYG od wielu miesięcy pracuje zgodnie z wytycznymi GIS, stosuje środki ochronne dla pracowników i klientów, prowadzi też cykliczne dezynfekcje i ozonowanie wszystkich biur minimum dwa razy w tygodniu. Spółka wprowadziła także systematyczne testy pracowników na budowach i w biurach sprzedaży na obecność przeciwciał wirusa SARS-CoV-2. We wszystkich biurach sprzedaży ROBYG wdrożył innowacyjną technologię dezynfekcji przy pomocy nowoczesnych urządzeń Aura Air firmy Keemple. To najinteligentniejsza na świecie technologia dezynfekowania powietrza, która jednocześnie monitoruje jego jakość w czasie rzeczywistym i chroni przed koronawirusem.

ROBYG to 25.000 sprzedanych lokali i ponad 100.000 zadowolonych klientów.

Najważniejsze dane Grupy ROBYG:

  2017 2018 2019 2020
Umowy deweloperskie i przedwstępne   2500 2200 2738
Kontraktacja netto 3471 2520 2569 2156
Lokale uznane w przychodach 2100 2500 2845 2715
Przychody 738 mln zł ponad 1 mld zł ponad 1,12 mld zł ponad 1,11 mld zł

[1] Z uwzględnieniem sprzedaży Wrocławskiego Przedsiębiorstwa Budowlanego (WPB)

Ponad 9,5 mln zł EBITDA Grupy INC w I kw. 2021 r.

Grupa kapitałowa INC, specjalizująca się w finansowaniu innowacyjnych podmiotów, podsumowuje wyniki finansowe osiągnięte w I kw. 2021 r. Skonsolidowane przychody ze sprzedaży ogółem wyniosły 4,1 mln zł, EBITDA osiągnęła wartość ponad 9,5 mln zł, a zysk netto 7,7 mln zł, w tym przypisany akcjonariuszom spółki dominującej w wysokości 5,4 mln zł. W minionym kwartale INC SA, jako autoryzowany doradca wspierał 3 spółki w procesie debiutu na NewConnect. Z kolei do końca br. ta liczba ma się powiększyć o kolejne kilkanaście spółek.

Za nami udany I kw. 2021 r. Nie powinien być on zaskoczeniem. Tradycyjnie na bazie publikowanych przez nas szacunkowych danych dotyczących wartości gotówki i inwestycji można było wnioskować o wynikach za miniony kwartał. W tym czasie kontynuowaliśmy zrównoważony biznesowo wzrost. Warto podkreślić dynamikę usług, zysk na sprzedaży papierów wartościowych oraz zwiększenie wartości portfela inwestycyjnego. W rezultacie wynik finansowy Grupy INC był o 40 proc. lepszy w porównaniu do analogicznego kwartału 2020 roku. Rosnąca gotówka, która wzrosła w tym czasie blisko 2-krotnie, wyniosła na koniec minionego kwartału 9,7 mln zł. To oczywiście daje nam przestrzeń do nowych inwestycji. – komentuje Paweł Śliwiński, prezes zarządu INC SA.

Poprawa wyników i dynamiczny rozwój to efekt konsekwentnej realizacji strategii rozwoju Grupy oraz efektywnego wykorzystania sprzyjającego otoczenia rynkowego. Model biznesowy Grupy opiera się o działalność w trzech obszarach biznesowych: usługi doradcze, oferowanie instrumentów finansowych oraz inwestycje na rynku kapitałowym. Alternatywne spółki inwestycyjne z Grupy INC (INC Private Equity oraz Carpathia Capital) inwestują przede wszystkim w spółki z obszaru tzw. nowej ekonomii w tym m.in. spółki technologiczne, gamingowe, biotechnologiczne oraz OZE.

Mamy ambitne plany na cały 2021 r. W ciągu bieżącego roku chcemy wprowadzić na giełdę jeszcze kilkanaście spółek. Naszym celem jest także realizacja przez Dom Maklerski ofert publicznych o wartości ponad 100 mln zł. W I kwartale Dom Maklerski uczestniczył w 9 ofertach o łącznej wartości 12 mln zł. Warto dodać, że w tym czasie przygotowywaliśmy wiele dużych projektów. W samym II kwartale możliwe jest, że Dom Maklerski uczestniczył będzie w ofertach o wartości kilkudziesięciu mln zł. Jedną z nich jest Woodpecker.co, gdzie maksymalna wartość oferty to 11 mln zł,. – dodaje Paweł Śliwiński.

Bazą do tegorocznego portfolio spółek, które przy wsparciu INC zadebiutują na giełdzie, są podmioty, które wcześniej pozyskały finansowanie m.in. poprzez CrowdConnect lub oferty prywatne i publiczne. Jedną z trwających publicznych ofert jest Woodpecker.co. Proces budowy księgi popytu oraz zapisy inwestorów w transzy małych inwestorów prowadzone są przez Dom Maklerski INC do 1 czerwca br. Woodpecker.co planuje debiut na NewConnect na przełomie II i III kw. 2021 r.

Od początku 2021 r. obserwujemy spadek obrotów na rynku NewConnect względem rekordowego 2020 r., jednak i tak w porównaniu z wcześniejszymi latami zainteresowanie małą giełdą jest wciąż ogromne. Dla porównania najgorszy w tym roku pod względem obrotów kwiecień jest pięcio- i siedmiokrotnie lepszy niż kwiecień 2019 r. czy kwiecień 2018 r. Nie boję się powrotu stagnacji i marazmu na rynek NewConnect, który na przestrzeni ostatnich lat mocno się zmienił. Mam tu na myśli przede wszystkim zmiany jakościowe pod względem debiutujących spółek, ale i profesjonalizację doradców, czy też zmianę postrzegania NewConnect wśród inwestorów. – mówi Paweł Śliwiński.

Marcin Zaleński i Paweł Graniak z Image Power S.A. kupili akcje Spółki

Spółka Image Power poinformowała o nabyciu przez prezesa i przewodniczącego rady nadzorczej łącznie blisko 5 tys. akcji Spółki. Paweł Graniak zakupił 1100, natomiast Marcin Zaleński 3836 akcji. To pierwsza transakcja insiderów na udziałach Spółki.

Marcin Zaleński, będący współzałożycielem, przewodniczącym rady nadzorczej oraz dyrektorem kreatywnym, jest istotnym akcjonariuszem posiadającym po zakupie 596 353 akcji Image Power. Paweł Graniak, współzałożyciel, pełniący funkcję prezesa zarządu, po transakcji posiada 174 600 akcji.

Menadżerowie podkreślają, że decyzja podyktowana jest silną wiarą w Spółkę i jej duży potencjał do wzrostu wartości. Obaj zwracają uwagę na różnorodny plan wydawniczy na najbliższy rok. W związku z dobrymi perspektywami oraz planami dalszego rozwoju Marcin Zaleński oraz Paweł Graniak podjęli decyzję o nabyciu akcji Spółki.

Po udanym debiucie na giełdzie kurs akcji nieco się zmieniał, ale teraz ponownie rośnie. Biorąc pod uwagę nasz zróżnicowany plan wydawniczy i kilka ważnych premier na horyzoncie, wierzymy, że ta tendencja się utrzyma ocenia Paweł Graniak, prezes zarządu Image Power S.A.

13 maja na Steam zadebiutowała pełna wersja pierwszej autorskiej produkcji Dieselpunk Wars. Wcześniej, jesienią ubiegłego roku, odbyła się premiera early access. Tytuł zebrał wówczas głównie pozytywne oceny. Dzięki podpisanej umowie z firmą HeartBeat Interactive Entertainment Ltd., Dieselpunk Wars trafił do sprzedaży w Chinach.

W lutym br. Spółka przeprowadziła udaną kampanię na Kickstarterze na rozwój autorskiej gry Yacht Mechanic Simulator 2021. W efekcie przekroczono zakładany pułap ponad 10 tys. dolarów kanadyjskich. Spółka zakłada dystrybucję tytułu również na rynku chińskim. W maju podpisano umowę z Console Labs na portowanie na konsole Nintendo Switch, Xbox i PlayStation. W planach jest też wersja VR. Gra ma zostać wydana w połowie roku.

To tytuł z którym wiążemy duże nadzieje. Szczególny potencjał widzimy w tym, że na świecie rośnie grono fanów yachtingu, a pandemia COVID-19 jeszcze bardziej rozbudziła apetyty na nowoczesne modele. Kupców nie zniechęcają nawet wyśrubowane stawki. Odpowiadamy na tę potrzebę pierwszym tak kompleksowo przygotowanym symulatorem yachtingu. Jestem przekonany, że takie produkcje utwierdzą inwestorów w przekonaniu, że akcje Image Power to dobrze ulokowane środki mówi Marcin Zaleński, przewodniczący rady nadzorczej oraz dyrektor kreatywny Image Power S.A.

Polski producent gier wideo z Grupy PlayWay oficjalnie dołączył do grona spółek publicznych na NewConnect w kwietniu 2021 roku. Image Power zostało bardzo dobrze przyjęte przez inwestorów, akcje spółki w dniu debiutu mocno drożały. W szczytowym momencie walory wzrosły o 43 proc., a na zamknięciu sesji o 8 proc. Wartość obrotu była bliska 1 mln zł. Była to 377 spółka notowana na NewConnect oraz 7 debiut na tym rynku w 2021 roku.

Deloitte: Rady nadzorcze muszą zaangażować się w działania na rzecz klimatu

Stężenie gazów cieplarnianych w atmosferze osiągnęło poziom najwyższy od co najmniej 800 tys. lat. To już ostatni moment, żeby zatrzymać spowodowane głównie działalnością człowieka zmiany klimatyczne. Zdaniem ekspertów firmy doradczej Deloitte, w tym celu należy aktywnie zaangażować przedstawicieli biznesu. Tym samym, sprawy związane z ochroną środowiska powinny trafić na agendę rad nadzorczych i przedstawicieli zarządów. Deloitte wraz z Forum Odpowiedzialnego Biznesu zainicjowali właśnie polską odsłonę projektu Chapter Zero, którego celem jest zwiększenie świadomości środowiskowej i wpływu biznesu na klimat wśród członków rad nadzorczych.

Chapter Zero Poland to pierwsza na rynku Europy Środkowo-Wschodniej odsłona powołanej przez Światowe Forum Ekonomiczne globalnej inicjatywy Climate Governance Initiative, która skupia członków rad nadzorczych oraz prezesów spółek. W Polsce do CGI przystąpiło Forum Odpowiedzialnego Biznesu, stając się także organizatorem projektu Chapter Zero. Firma doradcza Deloitte jest natomiast jego globalnym partnerem merytorycznym.

– Debata o tym, co możemy zrobić, żeby nie doprowadzić do katastrofy klimatycznej towarzyszy nam codziennie. Jednak dobrze wiemy, że nie wystarczą dyskusje – potrzebujemy konkretnych i szybkich działań nie tylko ze strony rządu, ale również biznesu. To również nowe wyzwanie dla rad nadzorczych, które mogą wprowadzić zagadnienia dotyczące klimatu na forum zarządu i zadbać o to, żeby na stałe wpisać je w zarządzanie przedsiębiorstwem i decyzje strategiczne. W Deloitte obserwujemy i wspieramy najlepsze praktyki firm zakresie środowiska i pragniemy wesprzeć rady nadzorcze w budowaniu zaangażowania w transformację klimatyczną – mówi Irena Pichola, partner, lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i Europie Środkowej, Deloitte.

Klimatycznie zaangażowana rada nadzorcza

Do programu Chapter Zero Poland mogą zgłosić się członkowie polskich rad nadzorczych i zarządów, którzy chcą aktywnie angażować się w działania na rzecz klimatu, kształtować politykę firmy w tym zakresie oraz czerpać wiedzę z doświadczeń międzynarodowych. Zgłoszenia weryfikowane są przez komitet sterujący Chapter Zero Poland. To grono ekspertów w zakresie klimatu i przedstawicieli biznesu oraz członkowie rad nadzorczych kierujący pracami w ramach projektu.

– Dążenie do poprawy klimatu, aby było skuteczne, musi być obszarem zainteresowania wszystkich interesariuszy biznesu, w tym także rad nadzorczych. Tematyka związana z ryzykiem klimatycznym, raportowanie, konsekwencje finansowe wynikające z zaniechania energooszczędnych inwestycji, motywowanie menadżerów, muszą być omawiane na posiedzeniach rad nadzorczych. Osoby, które dołączą do Chapter Zero Poland chcielibyśmy wyposażyć w odpowiednie narzędzia i wiedzę w tym zakresie. Członkowie rad nadzorczych zobaczą, jakie rozwiązania można wykorzystać do sprostania wyzwaniom klimatycznym i do zaadresowania obecnych i przeszłych regulacji w tym obszarze. Będziemy prowadzić szkolenia, warsztaty, seminaria i spotkania z ekspertami z wiedzą sektorową. My, jako członkowie Rady Chapter Zero, podzielimy się również swoim doświadczeniem i wiedzą – mówi Lucyna Stańczak-Wuczyńska, Członkini Rady Nadzorczej BNP Paribas Bank Polska.

Biznes w obliczu zmian

Zagadnienia poruszane w czasie szkoleń i warsztatów obejmować będą również tematy związane z wymogami prawnymi w zakresie klimatu. To m.in. ustalenia Banku Światowego dotyczące opłat za emisję gazów cieplarnianych. Do dwóch najpopularniejszych form należą podatki od emisji dwutlenku węgla oraz systemy handlu emisjami. Do tej pory na całym świecie wdrożono lub zaplanowano 64 inicjatywy, dzięki którym możliwe jest zastosowanie mechanizmów rynkowych do nałożenia na wysokoemisyjne sektory limity emisji gazów cieplarnianych, a w konsekwencji – przeciwdziałanie zmianom klimatu.

Kolejnym narzędziem regulującym jest Europejski Zielony Ład, którego celem jest zrównoważona rewitalizacja gospodarek europejskich. Jego elementem są bardziej ambitne cele klimatyczne, które Unia Europejska wyznaczyła na lata 2030 i 2050. Pakiet działań obejmuje również zerowy poziom zanieczyszczeń, ochronę bioróżnorodności, dostarczanie czystej energii czy przejście na zrównoważoną mobilność.

– Zagadnienia klimatyczne to temat złożony, a zarazem niezwykle ważny, uniwersalny – dotyczy wszystkich branż i biznesów. Dlatego powinien być pilnie i powszechnie podejmowany przez członków rad nadzorczych. W Chapter Zero Poland wesprzemy ich w identyfikacji ryzyk i szans, jakie niesie zmieniający się klimat. Wskażemy również, jakie inwestycje w tym zakresie warte są uwagi. Uczestnicy dowiedzą się, jak tworzyć efektywne strategie biznesowe uwzględniające kwestie środowiskowe i sprawnie implementować je w swoich organizacjach – mówi Dominika Bettman, członkini Rady Nadzorczej Santander Bank Polska, Prezeska Siemens Polska.

Opóźniona wiosna i rewolucja w opłatach za odbiór śmieci odbiją się na kieszeniach Polaków

Tegoroczny kwiecień był najzimniejszy od 24 lat, maj natomiast najzimniejszy od niemal trzech dekad. Kapryśna wiosna wymusiła przedłużenie sezonu grzewczego. Nawet jeśli największe chłody już za nami, zimna wiosna nie da o sobie tak szybko zapomnieć. Jej skutki wszyscy odczujemy latem, kiedy przyjdzie czas opłat za ogrzewanie. Czy wyższe rachunki za ciepło w mieszkaniu to jedyne podwyżki jakich powinniśmy się spodziewać? Niestety nie.

Od kilku lat sezon grzewczy zamykaliśmy z początkiem kwietnia, szybko kończąca się zima i ciepła wiosna, która nierzadko zamieniała się we wczesne lato sprzyjała obniżaniu rachunków za ogrzewanie. W tym roku ze względu na zimną wiosnę będzie inaczej. Odczyty liczników robione są dwa razy w roku – w czerwcu i grudniu, zatem dopiero pod koniec czerwca mieszkańcy poznają o ile więcej zapłacą za zimną wiosnę. Ile wyniosą podwyżki trudno powiedzieć, ponieważ od dawna nie było sytuacji, w której sezon grzewczy trzeba było przedłużyć do początku maja. Oczywiście nie oznacza to, że dopłacimy jak za jeden dodatkowy miesiąc ogrzewania, bo w kwietniu i maju br. temperatury na zewnątrz nie były stricte zimowe. Zaliczki na poczet ogrzewania mieszczą się w przedziale 1-2 zł za mkw. miesięcznie. Dodatkowe miesiące stanowić będą pewien ułamek tej sumy. Właściciel 50 – metrowego mieszkania, za którego ogrzewanie miesięczna zaliczka wynosi 50 – 100 zł, za kwiecień zapłaci dodatkowe 25 – 50zł, plus opłaty za ogrzewanie w maju, jeśli nadal działało. Warto zauważyć, że na wyższe opłaty za ogrzewanie wpływa nie tylko dłuższy sezon grzewczy, ale również rosnące koszty dostaw ciepła, które są zróżnicowane regionalnie. W Warszawie rok temu dostawa 1 GJ kosztowała 47,02 zł brutto, obecnie jest to kwota 53,03 zł. Po zsumowaniu tych dwóch elementów, łączna kwota może być mocno odczuwalna w domowym budżecie.

Największy wpływ na rosnące koszty czynszów mają często zmieniające się opłaty za gospodarowanie odpadami. Opłaty za wywóz śmieci zmieniają się często, ale niestety te zmiany częściej przekładają się za podwyżki, a nie obniżki tych opłat. W ciągu 12 miesięcy koszty utrzymania mieszkania statystycznej trzyosobowej rodziny wzrosły o około 60 złotych miesięcznie, co w skali całego roku daje kwotę niemal 7000 zł. Na tak znaczny wzrost kosztów składa się kilka elementów. Po pierwsze wyższe opłaty za wywóz śmieci, w tym aspekcie rząd nie powiedział jeszcze ostatniego słowa i planuje nie tylko wprowadzenie nowych zasad segregacji, ale też wyższe opłaty lub nowe metody wyliczania stawek. Ceny wywozu śmieci w 2019 roku wzrosły o 31,3 proc., a w 2020 o aż 53,6 proc., a to wcale nie koniec. Poszczególne samorządy chcą wprowadzać lokalne zasady wyliczania opłat. Zwykle takie zmiany oznaczają kolejne podwyżki dla mieszkańców. Jeśli do wyższych opłat za ogrzewanie dodamy rosnące koszty zagospodarowania odpadami i dodatkowe koszt związane z czynszem, finalna kwota może mieć duże znaczenie w domowym budżecie.

Komentarz przygotował Mariusz Łubiński, prezes firmy Admus, zajmującej się zarządzaniem nieruchomościami.

Inflacja uderza z różnych stron, na giełdach znów będą bite rekordy

Rośnie niepokój z powodu podwyżek cen. Wyższa niż oczekiwano inflacji w USA wywołała spekulacje wokół terminu, tempa i skali przyszłych podwyżek stóp procentowych wprowadzanych przez Fed), a za tym przykładem mogą podążać inne banki centralne.

Inwestorzy zastanawiają się czy ostatni skok inflacji jest przejściowy, czy trwały. Prezes Fed Jerome Powell obstawia pierwszą wersję. Gorsze od oczekiwań dane z rynku pracy można potraktować jako potwierdzające trafność polityki amerykańskiego banku centralnego, jednak kolejne miesiące mogą przynieść duże zmiany.

Panuje natomiast consensus co do tego, że spiętrzony popyt wspierany przez nadzwyczajne bodźce fiskalne i luzowanie polityki pieniężnej w połączeniu z wąskimi gardłami w podaży spowodują wzrost inflacji w kolejnych miesiącach.

– Niepokój wśród inwestorów jest bardzo duży, najbardziej widocznym potwierdzeniem tego były zmiany indeksu Nasdaq – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB. – Potwierdzeniem obaw są także rosnące rentowności 5 i 10 letnich obligacji indeksowanych inflacją, które są najwyższe od poziomów z lat 2011-2013, gdy były na szczytach.

Inflacja i oczekiwania inflacyjne utrwalą się, inwestorzy będą mieli większe trudności ze znalezieniem „bezpiecznych zatok”. Rosnące stopy procentowe spowodowałyby spadek cen obligacji, zarówno rządowych, jak i korporacyjnych i wyższe oprocentowanie kredytów hipotecznych.

Jednak najbardziej realny scenariusz to duża zmienność inflacji w kolejnych miesiącach, a to ze względu na efekt bazy czyli odniesienia do wyników o rok wcześniejszych, które były bardzo zmienne, ze względu na zamrażanie i odmrażanie gospodarek, wywołane pandemią.

Luźna polityka monetarna banków centralnych prawdopodobnie nadal przed nami, z wpływem na notowania na światowych giełdach.

– Jeżeli banki centralne nadal będą stawiać na odbudowę gospodarki, potwierdzając, że nie podwyższą stóp procentowych, to inflacja pozostanie problemem inwestorów, których zachowania doprowadzą do dalszych wzrostów giełdowych indeksów – ocenia ekspert XTB. – Natomiast to, że w Polsce inflacja przekroczy 5 proc. staje się coraz bardziej oczywiste.

Spedycja – jak ją założyć?

Prowadzenie własnej firmy to niełatwe zadanie, szczególnie jeśli chce się rozpocząć działalność w sektorze logistyki. Spedycja może być dochodowym biznesem, pod warunkiem, że zakładający ją przedsiębiorca dobrze przygotuje się do jej prowadzenia.

  1. Spedycja a formalności
  2. Spedycja drogowa czy morska? Zakres działań

Prowadzenie spedycji wymaga posiadania stosownych uprawnień, licencji i ubezpieczeń. Ich brak może prowadzić do nałożenia na przedsiębiorcę wysokich kar za działanie niezgodne z przepisami.

Spedycja a formalności

Zanim spedycja zacznie funkcjonować, trzeba zadbać o wszystkie formalności. Prowadzenie działalności spedycyjnej obwarowane jest licznymi przepisami prawnymi, które regulują kto i pod jakimi warunkami może się zajmować organizacją transportu. Przed założeniem firmy trzeba więc zdecydować, czy działalność ma się opierać jedynie na spedycji, czy również na transporcie – według prawa są to dwie oddzielne branże. Obie wymagają uzyskania stosownej licencji, wydawanej przez Starostwo lub Urząd Miasta. Licencja może być udzielona jedynie osobom, które posiadają certyfikat kompetencji zawodowych – można go otrzymać po odbyciu kursu i zdaniu egzaminu. Przedsiębiorca może też zatrudnić w swojej firmie osobę, która posiada taki certyfikat – jest to wystarczające do uzyskania licencji na prowadzenie działalności spedycyjnej. Konieczne będzie również zarejestrowanie się w urzędzie skarbowym jako czynny podatnik VAT oraz wykupienie ubezpieczenia odpowiedzialności cywilnej spedytora. Od właścicieli firm spedycyjnych wymaga się także posiadania zaświadczenia o niekaralności oraz zabezpieczenia finansowego w postaci 50 tys. €, przy czym zabezpieczenie to może mieć zarówno formę gotówkową, jak i być wyrażone w majątku lub przez poręczenie bankowe.

Spedycja drogowa czy morska? Zakres działań

Czynności spedycyjne są uzależnione od rodzaju transportu, jaki leży w zakresie zainteresowań danego przedsiębiorcy. Jeśli będzie to spedycja drogowa połączona z własnym transportem, oprócz właściwej dokumentacji trzeba zadbać o odpowiednie samochody, kierowców oraz utrzymanie pojazdów w nienagannym stanie technicznym. Spedycja może funkcjonować nie tylko w formie gałęziowej, a więc zajmować się organizacją jednego rodzaju transportu, ale również w formie intermodalnej, łączącej w sobie kilka gałęzi transportu. Tego rodzaju spedycje działają wszechstronnie, organizując transport ładunków wraz z ich przeładunkiem na poszczególnych etapach realizacji zlecenia transportowego.

Odporność na ryzyko coraz częściej związana jest z rentownością firmy, jej potencjałem i poziomem konkurencyjności

Jak wynika z niedawno opublikowanego raportu Marsh Risk Resilience Report, duże i średnie przedsiębiorstwa coraz częściej zdają sobie sprawę ze znaczenia pojawiających się zagrożeń, jednocześnie zdecydowana większość firm wciąż nie jest świadoma potencjalnego wpływu tych ryzyk na ich działalność.

Na potrzeby badania przeprowadzono ankietę, do udziału w której zaproszono blisko 1.000 organizacji z całego świata. Jak podkreśla raport opracowany na podstawie uzyskanych odpowiedzi, istnieją istotne dysproporcje w postrzeganiu i reagowaniu na zagrożenia stwarzane przez pandemię, ataki cybernetyczne, nowe technologie, zmiany klimatu /kwestie ESG (środowisko, społeczeństwo i ład korporacyjny), zmiany regulacyjne i ryzyka geopolityczne.

Podczas gdy 75% badanych firm uważa, że procesy zarządzania ryzykiem i zakupu ubezpieczeń są dostosowane do długoterminowych strategii rozwoju ich organizacji, okazuje się, że tylko 25% firm posiada kompleksową i formalną procedurę modelowania i oceny wpływu nowych zagrożeń na ich działalność. Dzieje się tak pomimo tego, że zdecydowana większość respondentów wskazała te sześć ryzyk jako krytyczne i długoterminowe zagrożenia dla sukcesu ich organizacji.

Wyniki badania wskazują też na istotne luki w postrzeganiu ryzyk przez firmy, które to skupiają się głównie na zagrożeniach krótkoterminowych aniżeli na tych bardziej dotkliwych, ale rzadziej występujących. To sprawia, że organizacje są narażone na bieżące i długofalowe zakłócenia w zakresie operacji biznesowych, aktywów czy przychodów.

W obliczu pojawiających się nowych i coraz bardziej złożonych zagrożeń, raport podkreśla przewagę konkurencyjną, jaką mogą uzyskać firmy odporne na ryzyko. Odporne organizacje są w stanie przewidywać zagrożenia, zminimalizować potencjalne straty i szybko wznowić działalność po wystąpieniu zakłóceń, zwiększając dzięki temu swoją przewagę konkurencyjną nad gorzej przygotowanymi partnerami, poprzez wykorzystanie swoich możliwości w momencie znalezienia się w trudnej sytuacji biznesowej i finansowej.

„Kryzys związany z pandemią COVID-19, tymczasowe zamknięcie Kanału Sueskiego, poważne ataki cybernetyczne i inne niedawne wydarzenia, ujawniły kruchość globalnych systemów i istotne luki w przygotowaniu organizacji do zarządzania tego rodzaju kryzysami” – komentuje John Doyle, President and CEO w Marsh„Jak pokazuje nasz raport, skuteczne strategie budowania odporności firm pozwalają na szybszą odbudowę, ale także w coraz większym stopniu będą stanowić o przewadze konkurencyjnej danej organizacji”.

„Rezultaty naszych badań wskazują, że należy podejmować dodatkowe wysiłki na rzecz przewidywania zagrożeń i tworzenia modeli nowych ryzyk” – dodaje Doyle. „Budowanie odporności to proces, który organizacje powinny traktować jako priorytet w ich działalności”.

Według Marsh Risk Resilience Diagnostic, proces budowania odporności na ryzyko składa się z 4 kluczowych etapów: przewidywanie konsekwencji zagrożeń, dostosowywanie strategii biznesowej do pojawiających się ryzyk, unikanie luk w postrzeganiu gotowości organizacji na zagrożenia oraz przeprowadzanie istotnych pomiarów. Wszystkie te działania wspierają proces zarządzania ryzykiem i pomagają organizacjom zwiększyć swoją odporność.

Michał Talarski – Dyrektor Pionu Klientów Strategicznych w Marsh Polska dodaje: „Przeprowadzona analiza pokazuje różnice pomiędzy tym, jak organizacje postrzegają ryzyko a rzeczywistymi działaniami podejmowanymi przez nie w tym zakresie. Wyniki badania wskazują, że organizacje kładą zbyt duży nacisk na określone zagrożenia – przede wszystkim te, które dotykają ich bezpośrednio, podczas gdy inne zagrożenia, postrzegane jako wolniej ewoluujące, choć o podobnym stopniu oddziaływania, są w dużej mierze pomijane. Dlatego, tak istotne staje się przewidywanie nowych zagrożeń oraz dostosowywanie istniejących strategii organizacji do zmieniającego się krajobrazu ryzyk. Warto przy tej okazji dzielić się doświadczeniami, czerpać scenariusze zagrożeń od innych, gdyż tylko takie podejście umożliwia nam pełniejszą identyfikację ryzyk”.

„Odpowiedzią na powyższe wyzwania może być  budowa bardziej odpornej organizacji.  Organizacji posiadającej wysoką zdolność do adaptacji, cechującej się zdolnością do  reagowania, monitorowania swojego otoczenia wewnętrznego i zewnętrznego, wykazującej się umiejętnością do szybkiego uczenia się oraz antycypowania przyszłości (tzw resilience potentials)*. Ta perspektywa wydaje się być dużo bardziej  adekwatna w kontekście obecnych wyzwań.” – podsumowuje Krzysztof Wrzesień – Senior Manager, Marsh Advisory w Marsh Polska.

Więcej informacji o badaniu Marsh Risk Resilience Diagnostic można znaleźć na stronie: https://www.marsh.com/pl/pl/insights/research-briefings/risk-resilience-report.html

*Erik  Hollnagel „Safety II in Practice. Developing the resilience potentials” 2018

O badaniu:

Marsh Risk Resilience Report został opracowany w oparciu o wyniki badania przeprowadzonego na początku 2021 roku wśród blisko 1.000 Klientów Marsh prowadzących działalność w dziewięciu regionach na świecie i reprezentujących ponad 36 różnych branż, w tym przemysł wytwórczy, energetykę, nieruchomości, handel, budownictwo, ochronę zdrowia, bankowość oraz usługi finansowe i profesjonalne. Celem badania była ocena odporności organizacji na poniższe zagrożenia: pandemia, ryzyka klimatyczne / ESG (środowisko, społeczeństwo i ład korporacyjny), cybernetyczne/nowe technologie, geopolityczne,
i regulacyjne.

43% Polaków zamierza wydać w 2021 r. na zakupy online więcej niż w poprzednim roku

Pomiędzy 2019 i 2020 r. sprzedaż dóbr online w Polsce zwiększyła się o 35%. W 2020 r. kanał online osiągnął 14% udział w wartości sprzedaży detalicznej, a średnioroczny wzrost e-handlu w kolejnych latach będzie na poziomie 12% – wynika z raportu PwC i Digital Experts Club „Strategie, które wygrywają. Liderzy e-commerce o rozwoju handlu internetowego”. Badanie przeprowadzone w I kwartale br. na potrzeby raportu pokazuje, że niemal 85% Polaków po zakończeniu pandemii nie zamierza zmniejszyć częstotliwości e-zakupów, a 82% wyda w tym roku w internecie tyle samo lub więcej w porównaniu do 2020 r. Dla firm nowa rzeczywistość oznacza konieczność jeszcze większej elastyczności i skupieniu się na budowania doświadczeń klienta.

Pandemia i przyspieszona digitalizacja zupełnie zmieniły obraz konsumenta oraz handlu. Ostatnie miesiące to przede wszystkim tysiące testów i innowacji firm walczących o klientów. Liderzy rynku przedefiniowali zarówno działania komercyjne, jak i przebieg kluczowych procesów, w efekcie zdobywając cenną wiedzę o tym, jak na nowo planować biznes. Przed nami nowa era e-handlu, gdzie liczą się zupełnie inne niż dotychczas wartości. Firmy, aby utrzymać bądź zdobyć przewagę konkurencyjną, będą musiały wykazać się dużą elastycznością i redefinicją starych przyzwyczajeń. – Maciej Kroenke, partner PwC, lider zespołu Revenue Management w regionie Europy Środkowo-Wschodniej

Z danych i analiz zebranych w raporcie wynika, że pomiędzy 2019 i 2020 r. sprzedaż dóbr online w Polsce zwiększyła się o 35%, co wskazuje na istotny wzrost grupy konsumentów korzystających z internetowej formy zakupów. W 2020 r. kanał online osiągnął 14% udział w wartości sprzedaży detalicznej w Polsce. W najbliższych latach wartość rynku e-handlu będzie systematycznie rosła dzięki trwałemu wzrostowi liczby użytkowników oraz rosnącej wartości wydatków. Eksperci PwC spodziewają się średniorocznego wzrostu rynku e-commerce na poziomie 12%.

Kim jest konsument nowych czasów

Badanie zrealizowane w pierwszym kwartale 2021 r. pokazuje, że niemal 85% nawet po zakończeniu pandemii nie zamierza zmniejszyć częstotliwości e-zakupów. Ponad 74% respondentów po zakończeniu pandemii utrzyma je na podobnym poziomie, a 10% zamierza dalej zwiększać. Poza wzrostem częstotliwości e-zakupów konsumenci deklarują również zwiększenie wydatków online. Niemal 82% Polaków twierdzi, że wyda tyle samo lub więcej na e-zakupy w 2021 r. w porównaniu do 2020 r. Co ważne, ponad 23% zamierza nieznacznie podnieść te wydatki, a 20% zamierza je zwiększyć o ponad 1/5 w porównaniu do poprzedniego roku.

Z badania wynika także, że wielkość miejscowości nie wpływa na częstotliwość zakupów w internecie – Polacy najczęściej kupują online dwa lub trzy razy w miesiącu (36%), niezależnie od miejsca zamieszkania.

Przy wyborze sprzedawcy internetowego kluczowym czynnikiem niezmiennie pozostaje cena (68%). Rysują się jednakże istotne różnice pomiędzy grupami wiekowymi konsumentów. Dla klientów w wieku 18-24 lata, gwarantowana szybkość dostawy oraz liczba oferowanych opcji dostawy jest zdecydowanie ważniejsza niż dla pozostałej części populacji. Dla grupy klientów 55+ ten czynnik nie jest już tak istotny. Młodzi znacznie częściej kierują się też ocenami sprzedawcy przez innych kupujących – to ważne dla 49% badanych w wieku 18-24 lata i dla 32% badanych w grupie 55+.

Na przestrzeni ostatniego roku przyzwyczailiśmy się do kwestionowania statusu quo. Wiele branż musiało przebudować swoją strategię i dostosować ją do nowych warunków. Cały rynek wszedł w fazę zwinnego uczenia się, w fazę testowania i szybkiej ewaluacji. Jesteśmy świadkami przyspieszonych decyzji chociażby o strategicznych inwestycjach w technologie, o wejściu w model D2C, o testowaniu nowych modeli biznesowych. Wbrew pozorom, wyzwania są bodźcem do poszukiwania nowych rozwiązań, a to przyczynia się do rozwoju. –  Tomasz Lis, współzałożyciel Digital Experts Club

Czynniki sukcesu dla firm w dobie rozwoju e-handlu

1. Doświadczenie klienta

Pandemia COVID-19 przyspieszyła proces cyfryzacji konsumentów oraz zmieniła ich dotychczasowe nawyki. Zakupy w internecie zaczęły robić osoby, które do tej pory sporadycznie lub w ogóle nie korzystały z e-commerce. W związku z tym firmy skoncentrowały się na udoskonaleniu Customer Experience oraz rozwoju procesów omnichannel. Zmieniły sposób komunikacji z konsumentami czy kluczowe kanały dotarcia (m.in. obecne kanały zyskały nowe role, rozwinięto nowe sposoby dotarcia oraz poprawiono procesy międzykanałowe). To przełożyło się na stworzenie holistycznego i spójnego doświadczenia, niezależnego od wybranego kanału sprzedaży.

2. Długoterminowe relacje z klientami

Ograniczony dostęp do stacjonarnego kanału sprzedaży, znikome doświadczenia zakupowe, przeciążona obsługa klienta lub tymczasowe braki produktów – to tylko niektóre powody, które mogły pogorszyć relacje pomiędzy firmami i konsumentami. W odpowiedzi firmy przedefiniowały podejście do akcji lojalnościowych, które z dotychczasowej, często podstawowej roli, stały się „centrami aktywacji” i zaangażowania klientów wspierającymi budowę ruchu. Zmiany wiązały się przede wszystkim z zapewnieniem doświadczeń, inspiracją oraz próbą zaspokojenia potrzeb i motywacji konsumentów.

To przełożyło się na emocjonalne zaangażowanie klientów poza zwykłym programem lojalnościowym opartym na zbieraniu punktów. Dodatkowo byliśmy świadkami procesu priorytetyzacji lojalnych klientów poprzez rozwój dedykowanych usług oraz poprawy Customer Experience.

3. Elastyczność i testowanie

Elastyczność i zwinność organizacji okazały się kluczowe w czasie pandemii. Dla wielu firm pandemia okazała się katalizatorem rozwiązań cyfrowych oraz przyczyniła się do rozwoju organizacji. Praca zdalna oraz liczba nowych wyzwań wymusiła bardziej elastyczne podejście także w przedsiębiorstwach, które nie miały wdrożonych zwinnych modeli pracy. Wśród liderów rozwinęła się kultura testowania i prototypowania nowych rozwiązań, co przełożyło się na rozluźnienie marginesu błędów podejmowanych decyzji. Model zarządzania często odchodził od wymagania perfekcji, skupiając się raczej na wyciąganiu właściwych wniosków z prototypowych inicjatyw. Udoskonalono również procesy logistyczne oraz skrócono ścieżki decyzyjne. Dodatkowo, zwiększyła się świadomość wartości oraz roli kanału online w strukturach organizacyjnych.

O raporcie i badaniu

Raport został przygotowany przez zespół Strategy & Operations PwC Polska we współpracy z ekspertami z Digital Experts Club. Zostało przeprowadzonych 26 wywiadów z liderami e-commerce z czterech sektorów: handel detaliczny, produkcja towarów konsumpcyjnych, bankowość oraz usługi.

Raport uwzględnia również trzy badania realizowane przez PwC:

  • „Nowy obraz polskiego konsumenta. Postawy i zachowania Polaków w obliczu pandemii koronawirusa” – badanie opinii publicznej przeprowadzone przez firmę badawczą IPSOS Polska na zlecenie PwC Polska. Badanie miało formę ankiety online (CAWI) i przeprowadzone zostało na reprezentatywnej grupie 1000 Polaków w terminie od 19 do 24 sierpnia 2020 r.
  • „Polski e-konsument w dobie pandemii” – badanie opinii publicznej przeprowadzone przez firmę badawczą Difference Market Research na zlecenie PwC Polska. Badanie miało formę ankiety online (CAWI) i przeprowadzone zostało na reprezentatywnej grupie 947 Polaków w terminie od 21 do 27 stycznia 2021 r.
  • Badanie przeprowadzone dla PwC Polska na panelu Ariadna w terminie od 19 do 22 marca 2021 r. Próba ogólnopolska losowo-kwotowa N=1085 osób od 18 lat wzwyż. Kwoty dobrane wg reprezentacji w populacji dla płci, wieku i wielkości miejscowości zamieszkania. Metoda: CAWI.

Rynek usług HR powraca do normalności

Początek 2021 roku przyniósł nam znaczną poprawę na rynku usług HR. Trend ten był już mocno widoczny od połowy 2020 roku, pierwsze miesiące tego roku tylko go utrwaliły. Eksperci są zgodni: to będzie dobry rok dla rynku usług HR.

Polska może poszczycić się obecnie najniższym bezrobociem w Europie. Mimo, iż pandemia miała ogromny wpływ na funkcjonowanie wielu firm, to jednak ogólny bilans nie jest tak negatywny jak początkowo przewidywano. Należy pamiętać, iż charakter kryzysu związanego z COVID-19, w odróżnieniu od tego z 2008 roku, był bardzo punktowy. Według szacunków Polskiego Funduszu Rozwoju, branże, które bezpośrednio odczuwają jej skutki stanowią 5% zatrudnienia i 6% wkładu do polskiego PKB.

Rekrutacje stałe jak przed pandemią

Już od trzeciego kwartału 2020 roku stopniowo poprawia się sytuacja na rynku rekrutacji stałych. W pierwszym kwartale tego rok (1Q2021) firmy Polskiego Forum HR, członka Konfederacji Lewiatan, odnotowały w tym obszarze obroty na tym samym poziomie co na początku 2020 roku, czyli 39 mln PLN. W stosunku do poprzedniego kwartału mamy wzrost na poziomie 6%.Rynek usług HR powraca do normalności

Należy pamiętać, iż po pierwszym wstrząsie zamknięcia gospodarki w marcu ubiegłego roku, duża część firm cały czas zatrudniała, w szczególności branże: e-commerce, IT, logistyka, wiele gałęzi przemysłu. Po olbrzymim spadku liczby ofert pracy w ubiegłym roku, rok 2021 przyniósł znaczną poprawę. Według raportu Element i Grant Thorton, w kwietniu 2021 roku opublikowano blisko dwa razy więcej ofert pracy niż w tym samym miesiącu poprzedniego roku.

Rośnie zapotrzebowanie na pracę tymczasową

Liczba pracowników tymczasowych w 1Q2021 wzrosła o 22%. Firmy członkowskie PFHR zatrudniały w tej formie 86 tys. osób. Szybciej, bo o 28% wzrósł współczynnik FTE, czyli liczba przepracowanych godzin w przeliczeniu na pełne etaty, co wskazuje na wzrost średniej liczby godzin przepracowanych przez jednego pracownika. Blisko 89% wszystkich pracowników w firmach członkowskich PFHR zatrudnionych było w na podstawie umów o pracę.Rośnie zapotrzebowanie na pracę tymczasową

Jeszcze szybciej, bo o 35% rok do roku wzrosły obroty w zakresie pracy tymczasowej, wśród firm członkowskich PFHR osiągnęły one poziom 881 mln PLN. Wartość całego polskiego rynku w tym zakresie szacujemy na ok. 1,6 mld PLN.

Pozostałe usługi firm członkowskich
Reasumując, całkowite obroty firm członkowskich w 1Q2021 roku wyniosły 1,3 mld PLN. Podział na poszczególne usługi wyglądał następująco:
• 881 mln PLN – praca tymczasowa
• 286 mln PLN – outsourcing
• 39 mln PLN – rekrutacje stałe na rzecz polskich pracodawców
• 6 mln PLN – rekrutacje stałe na rzecz zagranicznych pracodawców
• 43 mln PLN – delegowanie pracowników w ramach świadczenia usług
• 13 mln PLN – RPO (Recruitment Process Outsourcing)
• 5 mln PLN – career management
• 23 mln PLN – pozostałe obroty

TOP 20 – największe firmy członkowskie (obroty całkowite)
1 Randstad                           11 Devire
2 Grupa Adecco                    12 Grafton
3 ManpowerGroup                13 Grupa Aterima
4 Trenkwalder                       14 Michael Page
5 Exact Systems                   15 People
6 OTTO Work Force               16 Kelly Service
7 Hays                                  17 Dekra
8 Contrain                            18 Jobhouse
9 Job Impulse                       19 Havier
10 Gi Group                          20 Talentplace

W kolejnych miesiącach możemy się spodziewać wzrostu oczekiwań płacowych

W kwietniu 2021 roku liczba pracujących w firmach zatrudniających powyżej 9 osób wyniosła 6316,9 tys. osób, co oznacza wzrost w ciągu roku o 58,1 tys., czyli o 0,9%. Przeciętna płaca wyniosła zaś 5805,72 zł (brutto), co oznacza wzrost w skali roku o 9,9%.

Należy zwrócić uwagę, że w kwietniu 2020 roku przedsiębiorstwa odczuwały skutki lockdownu i ogólnoświatowej pandemii. W minionym roku pomiędzy marcem a kwietniem liczba zatrudnionych spadła o 2,4%. Obecny poziom zatrudnienia nie osiągnął jeszcze stanu sprzed pandemii. Mimo rosnącego eksportu polskich towarów i większej konsumpcji oczekiwanej po zniesieniu ograniczeń m.in. w handlu, nadal pracodawcy nie zdecydowali się zwiększyć zatrudnienia do wcześniejszego poziomu, co może mieć związek z obawami o dalszą przyszłość firm w niepewnym okresie pocovidowym. Wydaje się, że większa będzie skłonność do dociążania pracowników nowymi obowiązkami czy zwiększania godzin nadliczbowych niż podjęcia decyzji o nowych rekrutacjach.

Jednocześnie obserwujemy ciągle rosnącą przeciętną płacę w przedsiębiorstwach, która w kwietniu tego roku wyniosła 5805,72 zł i była wyższa od tej wypłaconej rok temu o 9,9%. W okresie teoretycznie kryzysowym mamy więc do czynienia ze wzrostem płac szybszym niż w przed pandemią. Oczywiście, można to tłumaczyć wzrostem płacy minimalnej, ale należy również zwrócić uwagę na duże dofinansowania do wynagrodzeń pracowników jakie zostały zrealizowane ze środków publicznych, a także wzrost inflacji, który zmniejsza siłę nabywczą zarobków. Ponadto w niektórych sektorach nadal trwa zabieganie o pracowników, a firmy konkurują wyższymi wynagrodzeniami.

Obok sektora ICT, budownictwa czy logistyki, wzrost wynagrodzeń może być w najbliższym czasie udziałem również takich branż jak turystyka czy hotelarstwo. Pracownicy z tych branż, z uwagi na istniejące obostrzenia, często znaleźli już sobie nowe miejsce pracy, niepodlegające takim wahaniom sezonowym i nieograniczone w działaniu przez przepisy administracyjne. Wielu z nich nie będzie chciało wrócić do wcześniejszej pracy, mniej jest też studentów skłonnych się zatrudnić. Hotele, restauracje, kawiarnie, chcąc zachęcić do podjęcia sezonowej pracy, będą więc musiały zaoferować wyższe niż rok temu stawki.

W kolejnych miesiącach możemy się spodziewać wzrostu zatrudnienia, z uwagi na wygasanie trzeciej fali pandemii Covid – 19 i związany z tym obserwowany powrót Polaków do większej konsumpcji. Czeka nas też wzrost oczekiwań płacowych w związku z dużym zapotrzebowaniem na pracę w branżach sezonowych i utrzymujący się wysoki popyt na prace specjalistów oraz wysoką inflację.

Monika Fedorczuk, Konfederacja Lewiatan

Spółka ATAL wygenerowała ponad 48 mln zł zysku netto w Q1 2021 r.

ATAL, ogólnopolski deweloper, po przekazaniu w pierwszym kwartale 2021 roku 794 lokali wygenerował skonsolidowane przychody na poziomie aż 287,37 mln zł. To wynik o 55% wyższy niż przed rokiem. W tym okresie sprawozdawczym wynik netto przypisany akcjonariuszom jednostki dominującej wyniósł 48,50 mln zł – wzrost o 117% rdr. Marża brutto ze sprzedaży od stycznia do marca wyniosła 22,8%. Marża netto wyniosła zaś 16,9%. Potencjał przekazań na ten rok wynosi nawet do 4 tys. mieszkań. Tegoroczny poziom sprzedaży też może wynieść ok. 4 tys. lokali.

Bardzo dobre wyniki za pierwszy kwartał 2021 roku potwierdzają, że spółka kontynuuje dotychczasowy dynamiczny rozwój. Spółka korzysta z efektu skali, który wypracowała przez wzrost organiczny w siedmiu największych aglomeracjach w Polsce. Warto odnotować, że zwiększamy marżowość projektów. Odnotowana do tej pory sprzedaż, jak i wydania są zgodne z naszymi wcześniejszymi planami. Wysoki popyt oraz zdolności operacyjne spółki stwarzają możliwość osiągnięcia w tym roku rekordowego poziomu kontraktacji. Co więcej, nasz tegoroczny potencjał wydań wskazuje, że pobijemy kolejny rekord, przekazując więcej mieszkań niż w 2020 roku. – mówi Zbigniew Juroszek, Prezes ATAL S.A.

W pierwszym kwartale 2021 roku ATAL przekazał 794 lokale, co oznacza wzrost o 67,9% rok do roku (473). Najwięcej lokali zostało wydanych w Warszawie (281), Łodzi (167) i aglomeracji śląskiej (140). Kontraktacja lokali w pierwszym kwartale roku była bardzo wysoka – ATAL znalazł klientów dla 848 lokali, a ponadto tylko w kwietniu br. podpisano 415 umów deweloperskich – co stanowi rekordowy miesięczny wynik w historii spółki. Sprzedaż od stycznia do marca była o 14,29% wyższa niż przed rokiem, kiedy to w analogicznym okresie plasowała się na poziomie 742 lokali. Spółka zakłada, że przy dobrym popycie kontraktacja w 2021 roku może wynieść nawet 4 tys. lokali.

Od początku 2021 roku ATAL wprowadził do sprzedaży w sumie 5 projektów z 1174 lokalami – Francuska Park etapy VI i VII w Katowicach, warszawskie Osiedle Poematu, Zacisze Marcelin w Poznaniu oraz Bursztynową Zatokę w Gdańsku. Na koniec marca br. oferta dewelopera obejmowała 4 271 lokali.

W I kw. 2021 roku ATAL pozyskał 2 nowe grunty inwestycyjne w Katowicach i Poznaniu. Łączny koszt zakup nowych działek to ok. 52 mln zł, w przeliczeniu na 1 mkw. PUM to 648 złotych, co jest potwierdzeniem realizacji racjonalnej polityki zakupu działek pod inwestycje. Zakupione tereny pozwolą na realizację 80 tys. mkw. PUM. Obecny bank ziemi w posiadaniu spółki obejmuje ponad milion mkw. PUM, co w pełni zabezpiecza plany inwestycyjne spółki na najbliższe lata.

ATAL jest spółką dywidendową. Zarząd w marcu br. zarekomendował Walnemu Zgromadzeniu wypłatę dywidendy w wysokości 80% zeszłorocznego zysku netto jednostki dominującej. Oznacza to, że do akcjonariuszy trafi 117,3 mln złotych, czyli 3,03 zł na akcję. Pozostałą część wypracowanego zysku – 28,4 mln zł – Zarząd rekomenduje przeznaczyć na kapitał zapasowy. Od początku obecności ATAL na GPW łączna kwota wypłaconej (i planowanej) dywidendy to 524 mln zł.

Polski Ład… mieszkaniowy, czyli dla każdego coś miłego

Wygląda na to, że każdy, kto marzy o samodzielnym domu lub mieszkaniu, będzie mógł w przyszłości skorzystać ze wsparcia państwa lub gminy w osiągnięciu tego celu. Rząd zaprezentował program Polski Ład, a w nim nowe rozwiązania dotyczące rynku mieszkaniowego. Analitycy portali RynekPierwotny.pl i GetHome.pl wzięli je pod lupę.

Od kilku dni Polski Ład jest szeroko komentowany w mediach. Jedni nie pozostawiają suchej nitki na rządowych propozycjach, inni je chwalą.

– Tak skrajne oceny nie powinny dziwić. Kiedy niemal sześć lat temu rząd Zjednoczonej Prawicy ogłaszał opinii publicznej Narodowy Program Mieszkaniowy, bezterminowo i definitywnie wykluczył  jakiekolwiek formy dotowania przez państwo własności mieszkaniowej na wzór Mieszkanie dla Młodych czy Rodzina na Swoim. Podstawową alternatywą miało być promowanie rynku dostępnego wynajmu w ramach programu Mieszkanie Plus, prowadzące do maksymalnego ograniczenia zadłużania się Polaków na cele mieszkaniowe. Obecnie widzimy ostateczne uznanie porażki tej koncepcji i powrót do wspierania zakupów mieszkaniowych – mówi ekspert portalu RynekPierwotny.pl Jarosław Jędrzyński.

Kredyt bez wkładu własnego

Ekspert portalu GetHome.pl Marek Wielgo zwraca uwagę, że wśród rozwiązań dotyczących rynku mieszkaniowego najwięcej kontrowersji wzbudza pomysł, by młodzi Polacy (w wieku od 20 do 40 lat) mogli zaciągnąć kredyt na zakup mieszkania nowego lub z drugiej ręki bez konieczności posiadania co najmniej 20% jego wartości. Wymagany przez banki wkład własny lub część tego wkładu, poręczałoby bowiem państwo. Przy czym kwota poręczenia nie przekraczałaby 100 tys. zł.

– Pozornie strzał w dziesiątkę. Tylko czy takie rozwiązanie nie przyniesie więcej szkód niż pożytku? – zastanawia się Marek Wielgo.

Jarosław Jędrzyński przyznaje, że przynajmniej kilkaset tysięcy młodych, wykształconych, pracujących, i coraz lepiej zarabiających Polek i Polaków najmuje mieszkanie lub gnieździ się przy rodzinie. Bo choć byłoby ich stać na spłatę rat hipoteki, to nie mają wkładu własnego, gdyż np. co miesiąc regulują czynsz najmu i nie maja z czego nań odłożyć.Młodzi z rodzicami

– Proponowane przez rząd rozwiązanie oznacza więc konkretną i wymierną pomoc państwa dla tej grupy rodaków, z której ci będą zapewne chcieli skorzystać jak najszybciej, i co najbardziej problematyczne – najpewniej od razu. Pośpiech będzie powodowany obawą o przyspieszony wzrost cen mieszkań, czego raczej uniknąć się nie da – komentuje Jarosław Jędrzyński.

Choć równocześnie przyznaje, że być może rząd widząc takie zagrożenie, zdecyduje się na działania propodażowe na rynku mieszkaniowym.

–  Chodzi m.in. o oczekiwane przez deweloperów uproszczenie/skrócenie procedur administracyjnych oraz ułatwienie dostępu do gruntów inwestycyjnych, np. poprzez pełne uwolnienie ziemi rolnej pod budownictwo mieszkaniowe w granicach administracyjnych miast – wyjaśnia Jarosław Jedrzyński. – Zdecydowane stymulowanie przez państwo popytu mieszkaniowego bez jakichkolwiek działań stymulujących podaż, to kierowanie rynkowej koniunktury w ślepą uliczkę – dodaje.Grunty w miastach

Tymczasem rynek mieszkaniowy już teraz rozgrzany jest do czerwoności. Ponieważ kredyty mieszkaniowe są rekordowo tanie, a banki nie stosują nadmiernych ograniczeń, kolejka po taki kredyt jest coraz dłuższa.Kredyty mieszkaniowe

Nie brakuje więc chętnych na zakup mieszkań, i to zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym. W największych miastach deweloperzy z trudem nadążają z podażą, a w przypadku Warszawy oferta wręcz dramatycznie się kurczy.

Eksperci są zgodni, że już sama zapowiedź uruchomienia programu „mieszkanie za kredyt bez wkładu własnego” może zadziałać dopingująco na tych, którzy jeszcze się wahają ze względu na wysokie ceny mieszkań.Ceny mieszkań

–  Młodzi, którzy załapią się na kredyt bez wkładu własnego, nie dość, że prawdopodobnie trafią na górkę cenową, to jeszcze zaciągną wyższy i droższy kredyt. Gwarancja kredytowa z założenia jest bowiem czymś innym niż dofinansowanie wkładu własnego przez państwo. Rodzi to obawy o obciążenie kredytowe osób korzystających z państwowego systemu gwarancji. Konieczność spłaty 100% ceny nieruchomości zwiększa ryzyko, że kredyty z państwową gwarancją będą miały wysokie raty. W dodatku należy się liczyć z tym, że kredytobiorców bez wkładu własnego banki potraktują jako bardziej ryzykownych. Wtedy zastosowałyby wyższą marżę, która jest niezmiennym składnikiem oprocentowania – zauważa ekspert portalu RynekPierwotny.pl Andrzej Prajsnar.

 

W czarnym scenariuszu można wyobrazić sobie powtórkę z 2008 r. Z tą różnicą, że wówczas ofiarą kryzysu byli kredytobiorcy frankowi, a w przyszłości skutki pogorszenia koniunktury i wzrostu stóp procentowych boleśnie odczuje wielu baneficjentów rządowych gwarancji kredytowych.

Umorzenie części kredytu

W prezentacji Polskiego Ładu znalazła się też zapowiedź pomocy państwa dla tych kredytobiorców, którzy zdecydują się na potomstwo. Jeśli przyjdzie na świat drugie dziecko państwo zmniejszy dług o 20 tys. zł Prezentem z okazji urodzin trzeciego dziecka będzie spłata przez państwo 60 tys. zł. Na każde kolejne, ale tylko do szóstego dziecka, państwo miałoby wyłożyć po 20 tys. zł. Wicepremier Jarosław Kaczyński podkreślał, że „to nie tylko pomoc, ale też kwestia polityki propopulacyjnej”.

– Takiemu rozwiązaniu można tylko przyklasnąć, choć nie wierzę, że skłoni młode rodziny do ich powiększania. Przypomnę, że Mieszkanie dla Młodych, czyli sztandarowy program mieszkaniowy rządu PO-PSL, też miał być jednym z filarów rządowej polityki prorodzinnej. Rodziny z dziećmi mogły liczyć na większą dopłatę do kredytu na mieszkanie. W praktyce z dopłaty skorzystały głównie osoby samotne i bezdzietne pary – komentuje Marek Wielgo. – W Internecie krąży nawet taki sarkastyczny dowcip: Jaki jest najskuteczniejszy środek antykoncepcyjny? Wysokie raty kredytu mieszkaniowego. Niestety, w tej sytuacji nieliczne pary decydują się na więcej niż dwoje dzieci – dodaje ekspert GetHome.pl.

Rodzinny bon mieszkaniowy

Na szczęście w Polskim Ładzie pomyślano także i o tych, którzy nie mogą sobie pozwolić na zakup mieszkania za kredyt. Alternatywą może być wówczas mieszkanie najęte od spółdzielni lub od Społecznej Inicjatywy Mieszkaniowej (SIM) albo towarzystwa budownictwa społecznego (TBS). W pierwszym przypadku najemca musi wpłacić wkład mieszkaniowy, a w drugim i trzecim – tzw. partycypację. Przynajmniej część tego wydatku miałoby sfinansować państwo w formie bonu mieszkaniowego. Jednoosobowe gospodarstwa domowe otrzymałyby pomoc w wysokości 5 tys. zł, małżeństwo bez dzieci – 10 tys. zł, małżeństwo z jednym dzieckiem – 25 tys. zł, z dwojgiem – 40 tys. zł.

Gospodarstwa domowe z większą liczbą potomstwa oraz osoby z niepełnosprawnością mają otrzymywać rodzinny bon mieszkaniowy. Ten rodzaj bonu mógłby być wykorzystany nie tylko na zapłacenie wkładu w spółdzielni lub partycypację w SIM/TBS, ale także na zakup lub budowę mieszkania/domu. Przykładowo, jeżeli rodzina przed przyznaniem bonu nie posiadała własnego mieszkania lub domu, albo jeżeli powierzchnia lokum nie przekraczała 65 m kw., wysokość rodzinnego bonu mieszkaniowego dla rodziny z trojgiem dzieci wyniesie 100 tys. zł. Kwota ta będzie dodatkowo podwyższana o 15 tys. zł za każde kolejne dziecko.

– Dobrze, że rząd pomyślał o takim rozwiązaniu. Być może uchroni ono część rodzin przed nadmiernym zadłużeniem kredytowym. Wprawdzie społeczne budownictwo czynszowego jest niszą na rynku, ale bony mogą przyspieszyć jego rozwój – mówi Andrzej Prajsnar.

– Tym bardziej, że rząd umożliwia lokatorom wykup lokali w ramach najmu z dojściem do własności – dodaje Marek Wielgo.

Ponadto SIM/TBS-om i spółdzielniom zostały stworzone możliwości, o których deweloperzy mogą tylko pomarzyć. Np. SIM-y mogą liczyć nie tylko na państwowe grunty przekazane na ten cel od Krajowego Zasobu Nieruchomości, ale i spory zastrzyk gotówki. Państwo pokryje 35-45% kosztów budowy w formie dotacji z Rządowego Funduszu Rozwoju Mieszkalnictwa oraz z Funduszu Dopłat przy Banku Gospodarstwa Krajowego. Jeśli lokatorzy dostaną teraz bon na tzw. partycypację, to SIM/TBS-om wystarczyłby nieduży kredyt na realizację inwestycji. Co ważne, dzięki budżetowej dopłacie 30-letni kredyt kosztuje obecnie tylko 0,21% w skali roku.

Andrzej Prajsnar przypuszcza, że rząd wzorował się na węgierskim programie CSOK, który został wprowadzony w 2015 r. przez rząd Orbana. Od tamtej pory program doczekał się już kilku modyfikacji. Obecnie na Węgrzech rodzina posiadająca trójkę dzieci może otrzymać dopłatę na poziomie 10 mln forintów (ok. 130 tys. zł) do zakupu lub budowy nowego domu. W przypadku transakcji na rynku wtórnym oraz rozbudowy obecnego domu, analogiczna wysokość wsparcia dla rodziny „2+3” wynosi 2,2 mln HUF (ok. 29 tys. zł).

– Co ciekawe, dopłatę do kosztów zakupu lub budowy lokum mogą otrzymać osoby deklarujące, że w ich rodzinie dopiero pojawią się dzieci. Program CSOK oprócz bezzwrotnych dopłat zakłada też możliwość zaciągnięcia preferencyjnego kredytu mieszkaniowego na zakup, budowę albo remont nieruchomości mieszkaniowej – opowiada ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Budowa domu bez pozwolenia

– Najtrudniejsza do skomentowania jest zapowiedź zmian prawnych, które miałyby umożliwić budowę domu jednorodzinnego o powierzchni do 70 m kw. Prawdopodobnie chodzi o powierzchnię zabudowy, bo wicepremier Kaczyński wspomniał też, że „powierzchnia mieszkalna” miałaby wynosić ok. 90 m kw. Przydałoby się jednak więcej szczegółów, bo – póki co – nie wiadomo, na czym miałyby polegać ułatwienia oraz jaki może być ich wpływ na rynek – mówi Marek Wielgo.

I wyjaśnia, że budowa domów jednorodzinnych bez pozwolenia nie jest pomysłem nowym. Zaproponowała go już w 2011 r. sejmowa Komisja Nadzwyczajna Przyjazne Państwo. Przeforsowała ona wówczas zmianę w Prawie budowlanym, dzięki której wystarczyło zgłosić inwestycję w starostwie powiatowym i poczekać 30 dni. Brak reakcji urzędników oznaczał ich milczącą zgodę.

– Paradoksalnie, to na wniosek byłego prezydenta Lecha Kaczyńskiego Trybunał Konstytucyjny zakwestionował zniesienie pozwoleń na budowę. Uznał, że ustawa uniemożliwia części właścicieli nieruchomości „strzeżenie prawa własności oraz odbiera im prawo do sądu”. Chodziło o to, że sąsiedzi inwestora byliby w praktyce postawieni przed faktem dokonanym. Nie musiałby on bowiem nikogo powiadamiać o planowanej budowie – przypomina Marek Wielgo.

W 2015 r. rząd PO-PSL przywrócił możliwość budowy domów jednorodzinnych bez pozwolenia, i to domów o dowolnej wielkości. Wystarczy, że obszar oddziaływania takiego domu mieści się w całości na działce lub działkach, na których został zaprojektowany. W praktyce chodzi głównie o to, żeby dom nie stanął zbyt blisko granicy sąsiedniej działki. Jeśli ten warunek jest spełniony, inwestor może jedynie zgłosić budowę organowi administracji architektoniczno-budowlanej (w starostwie powiatowym). Brak reakcji urzędników przez 21 dni oznacza zgodę na rozpoczęcie budowy.

 

– Jednak w praktyce rozwiązanie okazało się niewypałem, co pokazują statystyki Głównego Urzędu Nadzoru Budowlanego (GUNB) dotyczące pozwoleń na budowę. Np. w 2020 r. inwestorzy uzyskali pozwolenia na budowę 121,4 tys. domów jednorodzinnych, a zaledwie 1,9 tys. będzie budowanych na podstawie zgłoszenia – mówi ekspert GetHome.pl.Budownictwo jednorodzinne

I dodaje, że czasochłonne są głównie procedury poprzedzające złożenie wniosku o pozwolenie na budowę, np. uzyskanie decyzji o warunkach zabudowy w przypadku braku planu zagospodarowania przestrzennego. Natomiast, szczególnie w małych starostwach, na pozwolenie na budowę czeka się nie dłużej niż dwa tygodnie. Po drugie, nie warto z niego rezygnować chociażby ze względu na trwałość takiej decyzji. Chodzi o  to, że po pięciu latach od doręczenia pozwolenia na budowę nie można go unieważnić.

I po trzecie, wybór procedury zgłoszenia nie gwarantuje wcześniejszego rozpoczęcia i zakończenia budowy. Rzecz w tym, że wielu inwestorów kupuje gotowy projekt, który na ogół modyfikują w trakcie budowy. Każde istotne odstąpienie od projektu (np. powiększenie domu lub jego usytuowanie w innym miejscu) oznacza zaś powrót do punktu wyjścia, czyli konieczność uzyskania pozwolenia na budowę lub dokonania ponownego zgłoszenia.

Taki inwestor, zanim wprowadzi zmiany (te kwalifikowane jako istotne) musi wstrzymać realizację budowy w zakresie planowanych istotnych zmian i przygotować nowy projekt budowlany na aktualnej mapie do celów projektowych. Natomiast mając w ręku pozwolenie na budowę, inwestor występuje o decyzję zezwalającą na jego zmianę. Przedkłada wówczas jedynie tę część projektu budowlanego, w której te zmiany mają nastąpić. Co ważne, inwestor nie musi przerywać prac.

Nie płacę alimentów… bo koronawirus. Dłużnicy alimentacyjni coraz częściej usprawiedliwiają swoje długi pandemią

Statystyki są nieubłagane – w Polsce w dynamicznym trybie rośnie liczba alimenciarzy. To kwestia konfliktów rodzicielskich, ale i problemów finansowych, które dotykają sporą liczbę Polaków. Pandemia koronawirusa wpłynęła na pogorszenie się finansów w wielu gospodarstwach domowych. Zdarza się jednak, że koronawirus staje się także wygodnym alibi, by unikać regulowania zobowiązań wobec dzieci. – Pandemia, mniej zarabiamy, naturalnym alibi więc staje się obecna sytuacja gospodarcza. Nie możemy jednak tym tłumaczyć braku wpłat: przypomnę, alimenty to pieniądze dla dzieci. Dzieci mają nie jeść, nie ubierać się i nie uczestniczyć np. w zajęciach edukacyjnych, bo jest pandemia? Prowadzimy obecnie kilkadziesiąt takich spraw – mówi Prezes Grupy AVERTO, windykator Małgorzata Marczulewska.

Długi alimentacyjne to już ponad 13 miliardów złotych. Koronawirus tylko je podwyższy. Dlaczego?

Według statystyk pracownik BIG Info Monitor obecnie długi alimentacyjne Polaków przekraczają 13 miliardów złotych. Średnie zadłużenie przekracza 40 tysięcy złotych. W ostatnim roku wzrosło o ponad 2 tysiące złotych „na głowę”. W grudniu 2020 roku największa kwota do oddania należała do mieszkańca woj. śląskiego, który miał do uregulowania ponad 439 tys. zł. Patrząc na poszczególne województwa, najbardziej zadłużone były osoby z mazowieckiego – przeszło 1,7 mld zł.

Jak mówi Prezes Grupy AVERTO Małgorzata Marczulewska pandemia koronawirusa pod żadnym pozorem nie jest usprawiedliwieniem przy niepłaceniu alimentów, a coraz częściej zdarza się, że dłużnicy w trwającej pandemii znajdują alibi dlaczego zalegają z opłatami wobec swoich dzieci.

– Prowadzimy obecnie kilkadziesiąt takich spraw. Środki działania naszej kancelarii windykacyjnej dobierane są zwykle pod kwotę zadłużenia i sytuację dłużnika. Inaczej bowiem prowadzi się sprawę, gdzie zadłużenie urosło na bieżąco, a inaczej gdy mamy do czynienia z dużymi zaległościami sprzed pandemii. Koronawirus nie jest wytłumaczeniem dla braku wpłat, ale musimy też realnie oceniać sytuacje, gdy na przykład ktoś stracił pracę – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska.

– Zdarzają się sytuacje, że jeden dłużnik ma kilkanaście nieskutecznych windykacji. Jemu już nie robi różnicy czy będzie mieć jeszcze jedną więcej. Wtedy do akcji wkraczają detektywi, którzy szukają ukrytego majątku. Dodajmy, że w takich sytuacjach usprawiedliwienie: „nie płacę, bo koronawirus” nie ma racji bytu – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska.

Prawnicy wprost: „Jest trudniej o egzekucję alimentów, a jako argument podawana jest pandemia”

Coraz większą ilość sytuacji, gdy alimenciarze używają pandemii koronawiusa jako alibi, by płacić jak najmniej lub nie płacić wcale potwierdzają prawnicy. Jak mówi mec. Marek Jarosiewicz z Kancelarii Wódkiewicz & Sosnowski takich spraw jest wiele. Dłużników mówi zwykle, że stracił pracę lub jest „niepewny przyszłości”:   – Jest dużo trudniej o egzekucje alimentów, co wynika z pogorszenia sytuacji majątkowej w wielu rodzinach. Za tym idzie zjawisko, które nazwałbym „wzmożoną kreatywnością dłużników alimentacyjnych”, którzy wykorzystują luki prawne żeby od obowiązku płacenia alimentów się uchylać. To powoduje dodatkowe spory między rodzinami dzieci uprawionych do uzyskiwania alimentów – mówi mec. Marek Jarosiewicz z Kancelarii Wódkiewicz & Sosnowski.

–  Pandemia nie może być argumentem zaległości alimentacyjnych, może być argumentem, by obniżyć alimenty, należy jednak udokumentować sytuację i faktyczne pogorszenie. Wyobrażam sobie sytuację, że zaległości alimentacyjne ma przedsiębiorca objęty lockdownem. Wtedy powinien on jednak złożyć  odpowiedni pozew do sądu i dopiero wtedy sąd zdecyduje, czy obniżka jest zasadna. To musi się odbywać na drodze prawa, a nie być samowolą – tłumaczy mec. Marek Jarosiewicz.

Pandemia koronawirusa zwiększyła paletę kreatywnych działań alimenciarzy:  – Przed dłużników podejmowane są działania jak np. przenoszenie udziałów w spółkach na najbliższych czy generowanie dodatkowych kosztów przez zaciąganie pożyczek. Nie brakuje także przypadków obniżania wynagrodzenia po to, by fikcyjnie przedstawiać swoją gorszą sytuację materialną. Prawnicy muszą mieć oczy szeroko otwarte – przyznaje mec. Jarosiewicz.

Programiści błędnie konfigurują aplikacje. Dane ponad 100 milionów użytkowników „wystawione” na kradzież

Po dokładnym przebadaniu 23 aplikacji na Androida pobranych ze sklepu Google Play odkryto liczne podatności, pozwalające na ujawnienie danych osobowych ponad 100 milionów użytkowników – ostrzega Check Point Research. Głównym problemem deweloperów miały być błędne konfiguracje usług chmurowych firm trzecich, pozwalające na dostęp do wiadomości e-mail, wiadomości na czacie, lokalizacji, haseł czy zdjęć, które w rękach hakerów mogą prowadzić do oszustw, kradzieży tożsamości i wymuszeń usług.

Za poważnymi naruszeniami prywatności stały głównie błędne konfiguracje bazy danych czasu rzeczywistego, czyli takich, które działają na żywych i stale zmieniających się danych, a nie na trwałych danych przechowywanych na dysku. Twórcy aplikacji korzystają z nich do przechowywania danych w chmurze.

Check Point Research z powodzeniem uzyskał dostęp do poufnych danych 13 aplikacji na Androida, posiadających od 10 000 do 10 milionów pobrań. W przypadku, gdyby cyberprzestępca uzyskał dostęp do wrażliwych danych wyodrębnionych przez analityków, mógłby wykorzystać je do kradzieży tożsamości lub przejęcia dostępu do usług, wykorzystujących tę samą kombinację danych logowania.

Wśród aplikacji z błędnymi konfiguracjami była m.in. pobrana przeszło 10 milionów razy Astro Guru, oferująca m.in. horoskopy. Inna z aplikacji – pobrana ponad 50 tys. razy „T’Leva” obsługująca przewozy ludzi, pozwalała na uzyskanie dostępu do wiadomości czatu między kierowcami a pasażerami oraz na odzyskanie imion i nazwisk, numerów telefonów czy lokalizacji klientów (miejsce docelowe i miejsce odbioru).

Menedżer powiadomień do poprawy. Przechowywanie w chmurze również.

Menedżer powiadomień Push to jedna z najczęściej używanych usług w branży aplikacji mobilnych, a same powiadomienia są często używane do oznaczania nowych dostępnych treści, wyświetlania wiadomości na czacie, e-maili i innych komunikatów. Większość usług powiadomień Push wymaga klucza (czasami więcej niż jednego) do rozpoznania tożsamości osoby przesyłającej żądanie. W momencie, gdy klucze są po prostu osadzone w samym pliku aplikacji, hakerzy bardzo łatwo mogą przejąć kontrolę i uzyskać możliwość wysyłania powiadomień, które mogą zawierać złośliwe linki do wszystkich użytkowników w imieniu programisty.

Tego typu błędy zostały wychwycone w aplikacjach przebadanych przez analityków Check Point Research. Wyobraźmy sobie, że aplikacja wysyłałaby swoim użytkownikom powiadomienie o np. fałszywych wiadomościach, kierując ich na stronę phishingową.  Gdy powiadomienie pochodzi z oficjalnej aplikacji, użytkownicy zakładają, że jest ono bezpieczne i wysłane przez serwis informacyjny, a nie przez hakerów.

To jednak nie wszystko. Zawodzić może system przechowywania w chmurze, czyli praktyka, która zdobyła dużą popularność w ciągu ostatnich kilku lat. Umożliwia ona dostęp do plików udostępnionych przez programistę lub zainstalowaną aplikację.

Jedną z przebadanych aplikacji, był liczący ponad 10 milionów pobrań „Screen Recorder”, który służy do nagrywania ekranu urządzenia użytkownika i przechowywania nagrań w usłudze w chmurze. Chociaż dostęp do nagrań ekranu przez chmurę jest wygodną funkcją, może to mieć poważne konsekwencje, jeśli programiści będą chronić prywatne hasła użytkowników w tej samej chmurze, która przechowuje nagrania. Dzięki szybkiej analizie pliku aplikacji badacze CPR byli w stanie odzyskać wspomniane klucze, które zapewniają dostęp do każdego zapisanego nagrania.

Drugą aplikacją, na którą zwrócili uwagę eksperci jest „iFax”, która nie tylko miała wbudowane klucze do przechowywania w chmurze, ale także przechowywała tam wszystkie transmisje faksów. Cyberprzestępca z odpowiednią wiedzą, mógł tym samym uzyskać dostęp do wszystkich dokumentów wysłanych przez 500 000 użytkowników, którzy korzystali z usługi.

Większość aplikacji, którym się przyjrzeliśmy nadal udostępnia dane. Gromadzenie danych, zwłaszcza przez cyberprzestępców jest zawsze niebezpiecznym procederem. Ostatecznie ofiary stają się podatne na wiele różnych wektorów ataków, takich jak podszywanie się pod inne osoby, kradzież tożsamości, wyłudzanie informacji czy wymazywanie usług. – mówi Aviran Hazum, menedżer ds. Badań mobilnych w firmie Check Point Software:

Check Point Research z powyższymi ustaleniami zwrócił się do Google i wszystkich twórców aplikacji, aby podzielić się naszymi odkryciami. Jak do tej pory zaledwie kilku developerów zmieniło swoje konfiguracje.

Nasze najnowsze badania rzucają światło na niepokojącą rzeczywistość, w której programiści aplikacji narażają nie tylko swoje dane, ale także dane swoich użytkowników. Nie stosując się do najlepszych praktyk podczas konfigurowania i integrowania usług chmurowych innych firm z aplikacjami, ujawniono dziesiątki milionów prywatnych danych użytkowników. Mamy nadzieję, że nasze badanie wyśle ​​silny sygnał do społeczności programistów, by zachowywali szczególną ostrożność przy używaniu i konfigurowaniu usług chmurowych innych firm. Aby rozwiązać ten problem, programiści muszą skanować swoje aplikacje pod kątem luk w zabezpieczeniach, które opisaliśmy – dodaje Aviran Hazum.

Rynek e-zakupów zmieni się już po 1 lipca. To spora szansa dla polskich e-sprzedawców

Za sprawą wprowadzanego VAT-u na artykuły spoza EU, e-zakupy z Chin już wkrótce mogą stać się droższe, a tym samym – znacznie mniej opłacalne. Już od 1 lipca tzw. „małe przesyłki” o wartości do 22 euro zostaną objęte podatkiem VAT. Gdy zakończy się era tanich przesyłek z Chin, znane wschodnie marketplace’y powinny się więc spodziewać wyraźnych strat. Jak podatkowe zmiany mogą wykorzystać polscy e-przedsiębiorcy?

Podczas szczytu pandemii, Polacy zajęli trzecie miejsce w rankingu najczęściej kupujących na jednej z chińskich platform zakupowych online. W ubiegłym roku tanie towary z Chin sprowadziło ok. 5 milionów krajowych odbiorców, a więcej od nas zamawiali tylko Hiszpanie i Francuzi. Podczas gdy zamknięci w domu konsumenci kupowali z Azji tanie drobiazgi, wartość międzynarodowej platformy chińskiej grupy Alibaba wyceniona została na około 550 mld USD[1].

Rynek nie znosi pustki

Tymczasem tylko w I kwartale 2021 w Polsce powstało już 2 tys. nowych sklepów internetowych, co oznacza, że w sumie pod koniec marca było ich nad Wisłą aż 44,5 tysięcy[2]. I jest to liczba, która wciąż rośnie wraz z rozwojem lokalnego rynku – już 70 proc. badanych Polaków kupuje w sieci, a połowa z nich wydaje w ten sposób nawet ponad 300 zł miesięcznie[3].

Opodatkowanie zakupów z Dalekiego Wschodu może być ogromną szansą dla polskich sprzedawców, którzy próbują dotrzeć do klientów w sieci. Mimo że łatwiej będzie im konkurować ceną, nie warto zapominać o tym, że kupujący biorą pod uwagę również inne czynniki. Na rynku pojawiają się nowi konsumenci – Leniwi Zdobywcy – dla których zakupy nie ograniczają się jedynie do kliknięcia przycisku „kup”, a są całym procesem. Dla nich to doświadczenie rozciąga się na inne aspekty, jak np. atrakcyjne programy lojalnościowe czy wydłużona gwarancja – tłumaczy Dawid Rożek, CEO ZEN.COM, polskiego fintechu oferującego kartę płatniczą i aplikację.

A oczekiwania klientów są coraz wyższe. Przykładowo, polscy konsumenci są jednymi z najwybredniejszych w Europie, jeśli chodzi o szybki termin dostawy produktu – 1-2 dni to dla nich maksimum, a dla połowy sprawność doręczenia jest jednym z najważniejszych czynników[4]. Z drugiej strony, popularność wschodnioazjatyckich marketplace’ów z długimi terminami dostaw pokazuje, że Polacy są w stanie obniżyć swoje wymagania, jeśli w zamian dostaną coś „ekstra” – czy będzie to niska cena, czy możliwość odzyskania części zapłaconej kwoty w formie cashbacku.

Polscy e-sprzedawcy mogą konkurować zatem nie tylko ceną czy czasem dostawy nieporównywalnie szybszym niż ich azjatyccy odpowiednicy, ale również ciekawą ofertą związaną z zakupami w ich sklepie. To mogą być kluczowe elementy przepisu na przejęcie klientów od dalekowschodnich gigantów.

Taniej, ale lepiej

– Dzisiejszy e-konsument to świadoma, inteligentna osoba, która doskonale wie, jak porównywać ceny, nie ograniczając swoich potrzeb tylko do tej najkorzystniejszej cenowo oferty – mówi Dawid Rożek. – Klient zamawiający dotychczas z Chin, w polskim e-sklepie potrzebować będzie nie tylko tak samo atrakcyjnej propozycji, ale równie sprawnej obsługi. Z drugiej strony sprawia to, że dla podmiotów e-commerce’owych ważny staje się sprawny cashflow, umożliwiający utrzymanie płynności finansowej. Benefity dla kupujących są niezwykle ważne, ale czasami trudno je zbalansować w taki sposób, aby budżet dopinał się na ostatni guzik. Polski e-commerce może stać się równie atrakcyjny, jak jego azjatyckie odpowiedniki. W dużej mierze może to być zależne od otwartości na nowe rozwiązania płatnicze.

Wypełnienie niszy

– Podniesienie atrakcyjności oferty e-sklepu w czasie, gdy o zajęcie niszy po dalekowschodnich marketplace’ach walczyć będą inne polskie e-biznesy, jest przedsięwzięciem wartym inwestycji. Po złotej erze tanich zakupów z Chin, przyciągnięcie uwagi klienta będzie polegało na pokazaniu mu ogólnego poziomu opłacalności zakupu w danym e-sklepie na tle innych ofert. W warunkach konkurencji – przede wszystkim cenowej – kluczowe dla wielu okaże się maksymalne podniesienie lub przynajmniej utrzymanie na dobrym poziomie doświadczenia konsumenta – przewiduje Dawid Rożek.

[1] China Daily, China’s AliExpress to launch new delivery services in Poland, 2021

[2] Bisnode A Dun & Bradstreet Company, 2021

[3] ExpertSender, Zakupy online w Polsce, 2020

[4] PostNord, E-commerce in Europe, 2020

Rada nadzorcza Develii powołała zarząd na nową kadencję

Rada nadzorcza Develii powołała zarząd na nową, trzyletnią kadencję. W jego składzie zasiadać będą: Andrzej Oślizło, Paweł Ruszczak i Mariusz Poławski. Tomasz Wróbel, członek zarządu Develii nie ubiegał się o pełnioną dotychczas funkcję w kolejnej kadencji zarządu. Pozostanie na stanowisku do końca obecnej kadencji, czyli do dnia, w którym odbędzie się zwyczajne walne zgromadzenie Develii.

– Zarząd Develii będzie funkcjonował w trzyosobowym składzie: Andrzej Oślizło, Paweł Ruszczak i Mariusz Poławski. To doświadczeni menedżerowie i jestem przekonany, że razem z zespołem dają największą gwarancję realizacji nowej strategii spółki, która jest skoncentrowana na rozwoju segmentu mieszkaniowego – powiedział Jacek Osowski, przewodniczący rady nadzorczej Develii. – Chciałem jednocześnie podziękować Tomaszowi Wróblowi za jego wieloletnią pracę w spółce i przeprowadzenie licznych projektów z obszaru komercyjnego, w tym m.in. nadzór nad udanymi transakcjami sprzedaży kompleksów biurowych – Silesia Star w Katowicach, Retro Office House we Wrocławiu oraz Wola Center w Warszawie – dodał Jacek Osowski.

Tomasz Wróbel zasiada w zarządzie spółki od 2010 r., a od 2018 r. zarządza wszystkimi projektami z obszaru komercyjnego. Do końca obecnej kadencji jego obowiązki będą przekazane Andrzejowi Oślizło, prezesowi Develii, który będzie odpowiedzialny za tematy rozwojowe, w tym wprowadzenie spółki na rynek PRS oraz Pawłowi Ruszczakowi, wiceprezesowi zarządu Develii, który będzie odpowiedzialny za dezinwestycje nieruchomości komercyjnych będących w portfelu spółki.

– Dziękuję radzie nadzorczej za powołanie na nową kadencję, a Tomaszowi Wróblowi za dotychczasową współpracę. Ostatnie pół roku było dla spółki bardzo intensywnym okresem. Od kilku miesięcy systematycznie realizujemy założenia nowej strategii i skupiamy się na rozwoju segmentu mieszkaniowego, w tym wejściu na rynek PRS. W nowej kadencji czekają na nas także wyzwania w obszarze komercyjnym, m.in. sprzedaż biurowca Wola Retro czy pozyskanie partnera do projektu magazynowego w Malinie. Realizacja tych celów wymaga od nas jako menedżerów inicjatywy i determinacji. Jestem przekonany, że dzięki doświadczeniu i niezbędnym kompetencjom staniemy na wysokości zadania – skomentował Andrzej Oślizło, prezes Develii.

Kodeks zgodności z RODO dla dostawców chmury ratyfikowany przez UE

Europejska Rada Ochrony Danych (EDPB), w skład której wchodzą wszystkie europejskie organy ochrony danych (DPA), wydała dzisiaj pozytywną opinię, że kodeks postępowania CISPE (Europejskie Stowarzyszenie Dostawców Infrastruktury Chmurowej) w zakresie ochrony danych jest zgodny z ogólnym rozporządzeniem o ochronie danych RODO. Kodeks CISPE, przedstawiony przez francuski organ ochrony danych (DPA, CNIL), jest pierwszym ogólnoeuropejskim kodeksem dla dostawców usług infrastruktury chmurowej, który zyskał akceptację regulatorów.

Pionierski kodeks CISPE pomaga organizacjom w całej Europie przyspieszyć rozwój usług opartych na chmurze, zgodnych z wytycznymi RODO, dedykowanych konsumentom, firmom i instytucjom. Wybierając usługi zgodne z kodeksem CISPE, klienci decydujący się na zakup usług typu IaaS mają pewność, że wybierają rozwiązania w pełni zgodne z treścią Rozporządzenia o Ochronie Danych Osobowych.

„RODO było bardzo wyczekiwaną regulacją, zaś opracowany przez CISPE kodeks zapewnia całkowitą przejrzystość wymagań z zakresu ochrony danych dla dostawców infrastruktury chmurowej” – tłumaczy Alban Schmutz, prezes CISPE (Cloud Infrastructure Service Providers in Europe), stowarzyszenia branżowego odpowiedzialnego za powstanie dokumentu. „Kodeks postępowania w zakresie ochrony danych CISPE zapewnia dostawcom usług cloud computingu autoryzowane ramy do wykazania pełnej zgodności ich rozwiązań chmurowych z RODO, podając konkretne przykłady tego, co oni i ich klienci powinni robić, aby chronić dane zgodnie z tym rozporządzeniem” – dodaje Alban Schmutz.

„Zatwierdzenie Kodeksu CISPE to duże osiągnięcie, zarówno dla branży, jak i dla użytkowników końcowych, które zapewni przejrzyste zasady ochrony danych obywateli Europy w erze cyfrowej” – stwierdza Stefano Cecconi, wiceprezes CISPE i dyrektor generalny Aruba SpA .„Oczekujemy większego zaufania do usługodawców: dane będą przetwarzane i przechowywane w Europejskim Obszarze Gospodarczym, a dostawcy nie będą mieli dostępu do danych klientów w żadnym celu poza świadczeniem oraz zarządzaniem zamówionymi usługami” – uzupełnia Stefano Cecconi.

Kodeks postępowania CISPE jest wyjątkowy pod trzema ważnymi względami. Jest to pierwszy i obecnie jedyny spis reguł skupiający się wyłącznie na sektorze infrastruktury udostępnianej jako usługa (IaaS) i odnoszący się do konkretnych ról i obowiązków dostawców IaaS. Ponadto, kształtuje on pewność i zaufanie wśród klientów, że dostarczana usługa IaaS jest zgodna z RODO. Gwarantuje im także, że dostawcy usług infrastruktury chmurowej będą uzyskiwać dostęp do danych klientów lub wykorzystywać je wyłącznie w celu zarządzania lub świadczenia usługi, i nie będą wykorzystywać ich do celów marketingowych.

Chociaż stosowanie się do treści kodeksu nie jest to obligatoryjne do przestrzegania RODO, wiele europejskich przedsiębiorstw chce zachować suwerenność swoich danych, mając pewność, że będą one gromadzone i przetwarzane na terenie Unii Europejskiej. Kodeks Postępowania CISPE daje klientom IaaS wyraźne opcje wyboru usług, które umożliwiają przetwarzanie danych w całości na terenie Europejskiego Obszaru Gospodarczego. W związku z tym, kodeks postępowania CISPE promuje również najlepsze praktyki w zakresie ochrony danych, które wspierają unijną inicjatywę GAIA-X, mającą na celu wspieranie dostawców cloud computingu ze starego kontynentu.

Zgodność z Kodeksem postępowania CISPE jest weryfikowana przez niezależnych, zewnętrznych audytorów akredytowanych przez odpowiedni organ ochrony danych. Kodeks postępowania CISPE oferuje różnorodne portfolio niezależnych organów monitorujących, co jest ukłonem w stronę zróżnicowanego rynku dostawców usług chmurowych. Mogą oni decydować się na zakres audytu dostosowany do swoich możliwości finansowych. To również zwrot w stronę przedsiębiorstw MŚP oraz start-upów, w przypadku których uzyskanie zgodności oferowanych usług z RODO dotąd bywało dość kosztowne.

„CISPE jest pierwszą organizacją, która zaangażowała się we współpracę z organem regulacyjnym i instytucjami UE w celu zdefiniowania kodeksu, który wykracza poza wymogi RODO w celu ochrony interesów dostawców infrastruktury, ich klientów i użytkowników końcowych” – podkreśla Alban Schmutz.

„Korzystanie z infrastruktury chmurowej stało się kluczowe dla niemal każdej firmy lub jednostki administracji publicznej, która chce przejść cyfrową transformację. Bardzo ważne jest, aby ich dane były przetwarzane w bezpieczny sposób i zgodnie z RODO – komentuje eurodeputowana Eva Maydell. „Dlatego od pierwszego dnia popieram Kodeks postępowania CISPE i bardzo się cieszę, widząc dzisiaj, że ich konsekwentne wysiłki przynoszą efekty – dodaje Eva Maydell.

Dostawcy usług w chmurze (CSP), którzy przyjmują Kodeks postępowania CISPE, korzystają z praktycznych wskazówek, a także są zobowiązani do przestrzegania zestawu możliwych do wyegzekwowania przepisów, które zapewniają zgodność z RODO dla ich usług.

Ostateczne formalne zatwierdzenie kodu zostanie wydane przez właściwy organ (CNIL).

Kodeks postępowania w zakresie ochrony danych CISPE

Kodeks postępowania CISPE dotyczący ochrony danych wspiera egzekwowanie ogólnego rozporządzenia o ochronie danych (RODO) Unii Europejskiej. Dokument opisuje najlepsze praktyki i określa praktyczne wskazówki, dzięki którym dostawcy usług infrastruktury chmurowej mogą podnieść poprzeczkę w zakresie zabezpieczania danych swoich klientów i, co najważniejsze, jasno określić rolę, obowiązki i granice zarówno dostawców, jak i klientów. Dowiedz się więcej na https://cispe.cloud/code-of-conduct/

Czym są kodeksy postępowania?

Kodeksy postępowania to wytyczne opracowane przez stowarzyszenia branżowe lub organy przedstawicielskie, które uwzględniają specyfikę różnych sektorów i działań, a także szczególne potrzeby przedsiębiorstw różnej wielkości, w tym mikro oraz małych i średnich przedsiębiorstw. Przestrzeganie Kodeksu Postępowania zapewnia organizacjom w całej Europie lepszą operacjonalizację ochrony danych i wykazanie zgodności z RODO. Kodeksy postępowania są zatwierdzane przez jeden organ ochrony danych działający w imieniu 27 innych organów po formalnej opinii Europejskiej Rady Ochrony Danych.

ZPP: Próby likwidacji innych form zatrudnienia niż umowa o pracę są ugruntowane w mylnym przekonaniu o wysokości klina podatkowego wśród różnych grup społecznych

W ostatnim czasie posłowie Lewicy przedstawili projekt ustawy o zmianie ustawy o Państwowej Inspekcji Pracy oraz ustawy – Kodeks postępowania cywilnego. Jeśli projektowane przepisy wejdą w życie, inspektorzy PIP otrzymają prawo do ustanowienia stosunku pracy między stronami w drodze decyzji pod rygorem natychmiastowej wykonalności. Innymi słowy, inspektor pracy zmieni umowę cywilnoprawną lub umowę o świadczenie usług w etat wbrew woli stron.

W pierwszej kolejności należy zwrócić uwagę na prawne konsekwencje proponowanych zmian. Jak już wspomnieliśmy, wydana przez inspektora PIP decyzja, ustanawiająca wbrew woli stron stosunek pracy, będzie mieć rygor natychmiastowej wykonalności. Projektodawcy przewidują możliwość odwołania się od decyzji, jednak wniesienie odwołania nie będzie wstrzymywać wykonania postanowień decyzji.

Jest to ogromna zmiana w stosunku do obecnie obowiązujących przepisów, zgodnie z którymi inspektor pracy może, w przypadku stwierdzenia naruszenia przepisów, wnieść do sądu pracy powództwo o ustalenie istnienia stosunku pracy. Co istotne, w trakcie procesu przed sądem pracy strony mają możliwość odpowiedniego przedstawienia swojego stanowiska. Projekt Lewicy przenosi jednak ciężar dowodu z PIP na pracodawcę, który będzie musiał odpowiednio uzasadnić odwołanie od automatycznie wykonanej decyzji.

Takie przepisy stanowią zamach na podstawową zasadę swobody zawierania umów, prowadzą do zmniejszenia pewności prawnej i naruszają obecnie ustalone kompetencje sądów pracy, które jako niezawisły organ posiadają wyłączne prawo do orzekania w sprawach o ustalenie stosunku pracy.

Proponowane zmiany pociągną za sobą również bardzo poważne, praktyczne konsekwencje. Inspektor PIP może mylić się w swojej ocenie, jednak jego decyzja zostanie natychmiastowo wykonana, a na wyrok sądu strony będą oczekiwać minimum kilka lat. Nasuwa się zatem pytanie, kto poniesie koszty związane z pozorną konwalidacją umów cywilnoprawnych na umowy o pracę (takie jak np. uiszczenie zaległych składek, podatków) w sytuacji, gdy decyzja inspektora pracy orzeczeniem sądu zostanie w późniejszym czasie uchylona? Nowe przepisy otworzą również drogę do nadużyć. Nieuczciwa konkurencja może wykorzystać możliwość wydawania decyzji ustanawiających umowę o pracę w celu zwiększenia kosztów prowadzenia działalności przez daną firmę.

W drugiej kolejności należy zauważyć, że projekt ustawy wydaje się być oderwany od realiów rynkowych. Ograniczenie możliwości zawierania umów innych niż umowa o pracę doprowadzi do pogorszenia sytuacji rynkowej najsłabszych pracowników, a w szczególności osób młodych, które podejmują pracę sezonową czy w niepełnym wymiarze godzin. Dodatkowo, w wyniku nadmiernego usztywnienia rynku pracy możemy spodziewać się zwiększania szarej strefy, co, wbrew intencjom projektodawców, zmniejszy bezpieczeństwo socjalne części pracowników.

Co istotniejsze, w naszym przekonaniu takie inicjatywy są ugruntowane w mylnym przekonaniu o wysokości klina podatkowego wśród różnych grup społecznych i społecznej szkodliwości zawierania umów innych niż umowy o pracę. Ostatni raport PIE pokazuje, że 12 proc. pracowników w Polsce otrzymuje część wynagrodzenia „płacenia pod stołem”, nie odprowadzając od tego żadnych danin publicznoprawnych. W komentarzu ZPP, poświęconemu temu zjawisku, wskazujemy, że skoro 1,5 miliona Polaków otrzymuje część wynagrodzenia „pod stołem”, to efektywny klin podatkowy jest dla nich znacznie niższy, niż wynikałoby to z suchej litery prawa. System odbierania części wynagrodzenia w sposób nieewidencjonowany w praktyce pełni więc w praktyce tę samą rolę dla mniej zarabiających, co przechodzenie na samozatrudnienie dla lepiej uposażonych pracowników.

Problemem nie jest zatem niedostateczne obciążenie innych form zatrudnienia niż umowa o pracę, lecz generalnie zbyt wysoki (społecznie nieakceptowalny) klin podatkowy nałożony na wynagrodzenia z tytułu umowy o pracę. Tym samym, nowe inicjatywy legislacyjne powinny być ukierunkowane na obniżenie klina podatkowego, tak by zatrudnienie na podstawie umowy o pacę stało się opłacalne, raczej niż na likwidację innych form zatrudnienia.

Wielki rollercoaster kryptowalut. Czy cena bitcoina znów wzrośnie?

Nie było dotychczas takiej sytuacji, aby w dwa tygodnie kapitalizacja kryptowalut spadła z 2,5 bln USD do 1,5 bln USD. – Prawdopodobnie żaden z rynków tej skali nie odnotował tak potężnego tąpnięcia – komentuje Daniel Kostecki, główny analityk Conotoxia Ltd. Czy po tak dużych spadkach cena bitcoina znów wzrośnie?

Kurs BTC/USD w pewnym momencie załamał się wczoraj poniżej 30 tys. USD, a przecież ledwie miesiąc temu ustanawiał nowe rekordy przy poziomie 64 tys. USD, gdy zadebiutowała giełda Coinbase. Tym samym największa kryptowaluta straciła na wartości aż 53 proc. w kilka tygodni.

Skorzystali potężni gracze?

Ostatni spadek wartość BTC stanowi jedną z większych korekt, nawet z uwzględnieniem cykli wzrostowych z 2013 oraz z 2017 r. Niemniej jednak bitcoin zaczął bardzo szybko zawracać i w czwartkowe przedpołudnie notowany był już o 10 tys. dolarów powyżej wczorajszego dołka, czyli na poziomie ponad 40 tys. USD za sztukę.

– Zmienność pozostaje zatem ogromna. Pojawiły się też informacje, że duże fundusze inwestycyjne skorzystały na wczorajszej panice i zaczęły kupować BTC w rejonie 35 tys. USD. Dołek notowań może być już zatem za nami – wskazuje Daniel Kostecki, główny analityk spółki Conotoxia Ltd., która świadczy usługę Forex dla użytkowników portalu Cinkciarz.pl.

Tracił nie tylko bitcoin

Jeszcze większe zmiany niż w przypadku bitcoina dotyczyły dwóch innych kryptowalut: etherum i litecoina. Kurs ETH/USD osunął się do najniższego poziomu od końca marca, kończąc spadek na poziomie 1900 USD, a dwa tygodnie temu ETH wyznaczał nowy szczyt w rejonie 4400 USD. Kurs LTC/USD spadł natomiast od swojego wierzchołka o 65 proc., czyli z ok. 400 do 130 USD.

– Na pierwszy rzut oka skala spadków wydaje się szokująca, ale z drugiej strony, po kilkusetprocentowych wcześniejszych wzrostach warto spojrzeć na wykresy w skali logarytmicznej. Tam sytuacja wygląda zupełnie inaczej, a wczorajsze spadki prezentują się nawet jako niewielkie korekty w wielkich trendach. Im rynek znajduje się wyżej, tym skala i wielkość spadków robi coraz większe wrażenie. Otwarte pozostaje pytanie, czy wczorajsze wydarzenia będą w stanie zawrócić cały trend? – zastanawia się główny analityk Conotoxia Ltd.

Strach na rynkach. Szaleństwa na kryptowalutach ciąg dalszy

Zapowiedzi wzrostu stóp procentowych, mimo że wprost nie padły, powodują już teraz sporo zamieszania na rynku. Przypisuje im się podejrzanie dużo efektów. Ciekawe, kiedy połączone zostaną z gwałtowną przeceną kryptowalut.

Odbicie w Japonii

Poznaliśmy dzisiaj dane z japońskiej wymiany handlowej. Wzrost eksportu o 38% musi robić wrażenie, wzrost importu o 12,8% nie wygląda również źle. Biorąc pod uwagę te dane, należy pamiętać, że w przypadku Japonii maj zeszłego roku był miesiącem największego spadku eksportu, spadał on wówczas o 28,3%. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że 38% wzrost pozostawia jeszcze spory zapas, wartości te się jednak mnoży, a nie dodaje i mimo tak wysokiego wyniku łącznie przez te dwa lata eksport spadł. A to wszystko mimo tego, że wynik jest aż 8% lepszy od oczekiwań. Ze względu na tę różnicę jen od rana zyskuje.

Spadki cen ropy

Jeszcze dwa dni temu ropa naftowa notowana na giełdzie w Londynie przebijała poziom 70 dolarów za baryłkę. Wczoraj w najgorszym momencie spadków odbiła się niewiele powyżej 65 dolarów. Jakie są powody przeceny? Analitycy wskazują przede wszystkim strach przed wzrostem stóp procentowych w USA i ograniczeniem aktywności gospodarczej przez droższy kredyt. Biorąc pod uwagę spodziewany zakres potencjalnych podwyżek, brzmi to trochę jak temat zastępczy. Należy pamiętać, że trwają rozmowy z Iranem o zniesieniu amerykańskich sankcji eksportowych. Gdyby zakończyły się sukcesem, na rynek trafiłoby bardzo dużo surowca, a tak duża dodatkowa podaż uzasadnia nawet większe przeceny. Wraz z ropą w dół idzie zwyczajowo rosyjski rubel.

Szaleństwa na kryptowalutach ciąg dalszy

Wczorajsze dane z Chin rozpoczęły przecenę, jednakże nie wszyscy inwestorzy zdążyli się na nią od razu załapać. Najlepszym dowodem na to było zachowanie inwestorów w godzinach porannych w USA, kiedy to otwierały się tamtejsze rynki. W ciągu raptem godziny kurs najpopularniejszej waluty spadł z 38 tysięcy dolarów w okolice 30 tysięcy, po czym niemal natychmiast się odbił. Do końca dnia osiągnął nawet poziom 40 tysięcy, po czym w trakcie sesji azjatyckiej znów zanurkował do 35 tysięcy. Problemy bitcoina to nie tylko chiński zakaz wyceny w kryptowalutach. Nie można zapominać o nagłym odwróceniu się plecami ważnego lidera, właściciela Tesli, Elona Muska, czy po prostu spojrzeć na wykres i zobaczyć, że analiza techniczna dała w ostatnich dniach silny sygnał do sprzedaży.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

ReSpo.Vision – startup zajmujący się analityką danych sportowych 3D zebrał 4.5 mln PLN w rundzie finansowania przeprowadzonej przez fundusz ffVC Tech & Gaming

Technologia opracowana przez ReSpo.Vision zastosowana do analizy meczów piłkarskich, może wprowadzić niespotykany dotąd wymiar danych i analityki do piłki nożnej, a w przyszłości również do innych dyscyplin. ReSpo.Vision łączy kompetencje computer vision, data science, sztucznej inteligencji i machine learning w celu szczegółowego zrozumienia ruchów 20 części ciała zawodników w 3D. Runda inwestycyjna seed w wysokości 4,5 mln PLN została przeprowadzona przez fundusz ff VC Tech & Gaming przy udziale funduszu RKKVC. Środki z rundy pozwolą spółce rozszerzyć zastosowanie technologii z piłki nożnej na kolejne obszary biznesu sportowego. 

Zlokalizowany w Warszawie zespół ReSpo.Vision opracował unikatowy w skali światowej system automatycznego rozpoznawania graczy podczas rozgrywki piłkarskiej. Algorytm 60 razy na sekundę sczytuje trójwymiarowe współrzędne 20 części ciała każdego gracza oraz piłki. W dalszym kroku te dane używane są do analityki sportowej i oceny występów graczy oraz do wizualizacji i obliczania prawdopodobieństw poszczególnych zdarzeń i przebiegów gry w przyszłości – co może być szczególnie cenne dla branży bukmacherskiej.

Rozwiązanie proponowane przez ReSpo.Vision już teraz budzi ogromne zainteresowanie wśród największych w Europie klubów piłkarskich. Technologię przetestował m.in. Paris Saint-Germain F.C., który w najbliższej przyszłości planuje wykorzystać ją szerzej w swoich procesach treningowych i selekcjonerskich.

Tym, co wyróżnia spółkę spośród konkurencji jest złożoność i skuteczność jej technologii. Algorytmy ReSpo.Vision pozyskują dane z dowolnej kamery TV nagrywającej mecz. Opatrzone są one niespotykaną dotąd w świecie sportu szczegółowością. Technologia ReSpo.Vision nie potrzebuje wielokamerowych systemów instalowanych na stadionach, aby poprawnie obliczyć koordynaty 3D graczy i piłki. Osiąga dzięki temu pełną skalowalność i pokrycie wszystkich meczów, które zostały sfilmowane – nawet z mniej znaczących rozgrywek ligowych.

Prezes ReSpo.Vision Paweł Osterreicher podkreśla: Każdy klub, który dysponuje jedną kamerą, którą obejmie boisko może nagrać swój mecz i skorzystać z naszego rozwiązania. Dlatego uważam, że stworzenie naszego systemu automatycznej akwizycji sportowych danych 3D może być kamieniem milowym kamień milowy dla analiz w piłce nożnej, a w perspektywie również dla bukmacherskiej. Otwiera on nowe horyzonty dla analityki danych, ich wizualizacji i predykcji zdarzeń sportowych. Wyobraźmy sobie jak wiele informacji wniesie zupełnie nowa warstwa szczegółowych danych pozycyjnych 3D piłkarzy, która do tej pory – z racji na ograniczenia percepcji ludzkiej i technologii – w ogóle nie była wykorzystywana. Zamiast operować na prostych i wysokopoziomowych statystykach, jak podania czy strzały, możemy zejść do poziomu szczegółowej analizy ruchu zawodników i jego wpływu na przebieg gry.

Maciej Skarul, Partner w ffVC komentuje: Rynki analityki sportowej i danych bukmacherskich z ich przewidywanymi wzrostami ponad 20% rocznie sprawiają, że bardzo wierzymy w sukces ReSpo.Vision i stojącej za nim zaawansowanej technologii. Nasz fundusz kieruje się zasadą smart money, a Totalizator Sportowy, z którym stworzyliśmy ffVC Tech & Gaming może idealnie tę ideę realizować wspierając ReSpo.Vision otwierając spółce wiele dróg rozwoju, które bez jego udziału mogłyby być dla niej niedostępne. Mentoring i sieć kontaktów, które posiada Totalizator Sportowy w branży sportowej mogą wydatnie pomóc w rozwoju ReSpo.Vision.

Mateusz Bodio, Dyrektor zarządzający RKKVC komentuje: ReSpo.Vision obserwowaliśmy od ponad roku przed inwestycją. Zarówno Paweł Osterreicher, jak i Mateusz Szala zaskoczyli nas swoją responsywnością i merytoryką na naszych sesjach pytań, wyjątkowo etyką pracy oraz wyjątkowej wizji tego, czym spółka będzie w przyszłości. Doświadczenie technologiczne założycieli jak i wyjątkowa wiedza na temat budowania biznesu były swego rodzaju gwarancją naszej inwestycji. W związku z rosnącym rynkiem analityki sportowej i rozpoznawania obrazów za pomocą sztucznej inteligencji wierzymy, że ReSpo.Vision będzie spółką niosącą zmianę w tej branży.

Zespół założycielski ReSpo.Vision obejmuje także byłego managera Allegro, Talanx i BCG Mateusza Szalę, oraz wielokrotnych zdobywców globalnych nagród AI na platformie Kaggle: Wojciecha Rosińskiego i Łukasza Grada.

Bain&Co: Po rekordowym spadku znów rośnie popyt na towary luksusowe

Warszawa, 20 maja 2021 r. – Po wywołanym pandemią załamaniu sprzedaży osobistych dóbr luksusowych, w pierwszym kwartale tego roku klienci powrócili do zakupów przyczyniając się do znacznego ożywienia na rynku. Motorem wzrostów jest rosnący popyt w Chinach oraz poprawa sytuacji w USA, wynika z najnowszego raportu firmy doradczej Bain & Company. Jeśli obecna dynamika utrzyma się w kolejnych miesiącach, sprzedaż w tym roku ma szansę być wyższa niż w rekordowym 2019 roku.

Wartość sprzedanych dóbr wzrosła w pierwszych trzech miesiącach o około 1 proc. w porównaniu z tym samym okresem 2019, który uznawany jest przez branżę za ostatni porównywalny rok przed wywołanym pandemią załamaniem popytu. Wzrost sprzedaży dotyczył głównie takich grup towarów luksusowych jak obuwie, dodatki, biżuteria oraz kosmetyki do makijażu. Sprzedaż zegarków wzrosła na rynku chińskim i amerykańskim. Dalszy spadek natomiast notowała sprzedaż ubrań.

Siłą napędową rynku towarów luksusowych pozostają Chiny, gdzie prym wiedzie „wielka piątka” marek luksusowych – Chanel, Gucci, Hermès, Dior i Louis Vuitton. Sporym zaskoczeniem jest znaczne odbicie na rynku amerykańskim, do czego przyczyniła się poprawa nastrojów konsumenckich, wprowadzenie pakietu stymulacyjnego oraz szybkie tempo szczepień – powiedziała Katarzyna Wal, Starszy Menedżer, Bain & Company. W tyle pozostaje rynek europejski, zwłaszcza stolice światowego luksusu tj. Włochy i Francja, do których z powodu ograniczeń w podróżowaniu nie przyjeżdżają turyści. Spore odbicie natomiast zanotowaliśmy na rynku rosyjskim.

Zdaniem ekspertów Bain & Company, którzy wraz z mediolańską Fondazione Altagamma przeanalizowali trendy w branży, w optymistycznym scenariuszu rynek może w tym roku osiągnąć rekordową wartość 280-295 mld euro. Pesymistyczny scenariusz przewiduje, że  sprzedaż wzrośnie do 250-265 mld euro z 217 mld euro w 2020 roku, co oznacza powrót do poziomów sprzed pandemii dopiero w przyszłym roku. Tempo wzrostu sprzedaży zależeć będzie od dalszych restrykcji w podróżowaniu, akcji szczepień i rozwoju sytuacji gospodarczej.

Podobnie jak i w innych segmentach handlu, również w segmencie dóbr premium poprawie sytuacji rynkowej sprzyja silny rozwój internetowych kanałów sprzedaży. Eksperci Bain & Company szacują, że już ponad 85 proc. zakupów towarów luksusowych w pierwszym kwartale tego roku miało miejsce pod wpływem interakcji klienta poprzez kanały cyfrowe.

Marki luksusowe bardzo późno otworzyły się na kanał online. Teraz intensyfikują swoją obecność w sieci, inwestując na przykład w kampanie na Instagramie, co w rezultacie przekłada się na sprzedaż zarówno w sklepie stacjonarnym jak też internetowym. Choć należy pamiętać, że istotny dla budowania pozycji marki na rynku pozostaje kontakt ze sprzedawcą, bo jak wynika z naszych analiz odgrywa on kluczową rolę w utrzymaniu i wzmacnianiu lojalności klienta – powiedziała Katarzyna Wal.

Istotnym trendem na rynku dóbr luksusowych obserwowanym w ostatnich latach jest także stabilny rozwój rynku towarów używanych. Eksperci Bain & Company szacują, że ten segment wzrósł w ubiegłym roku do około 28 mld euro z 26 mld euro w 2019 roku. Luksusowe towary z drugiej ręki przyciągają uwagę nie tylko młodszych klientów dopiero wchodzących na rynek i aspirujących do posiadania produktów marek premium, ale również zamożnych klientów, którzy poszukują produktów z najwyższej półki lub mających wartość kolekcjonerską.

Gi Group International sprzedaje swoje polskie agencje pracy tymczasowej do Grupy Kapitałowej Work Service S.A.

Grupa Kapitałowa Work Service S.A., jedna z czołowych w Polsce firm branży HR, dokona akwizycji należących do jej akcjonariusza większościowego Gi Group International s.r.l. dwóch agencji działających w Polsce w obszarze zatrudnienia tymczasowego, stałego i outsourcingu – Gi Group sp. z o.o. oraz Generale Industrielle Polska sp. z o.o. Integracja spółek w ramach Grupy Kapitałowej Work Service S.A. umożliwi pełne wykorzystanie ich synergii, wzmocni konkurencyjność i pozycję rynkową Grupy.

– Polska jest dla nas ważnym, perspektywicznym rynkiem, z jednym z najniższych wskaźników bezrobocia w Europie. Integracja agencji pracy tymczasowej w ramach Work Service S.A., w której zwiększyliśmy właśnie udziały do 75 %, daje kolejne możliwości wzmocnienia naszej obecności na rynku usług HR i perspektywy intensywniejszego rozwoju. Zamierzamy je w pełni wykorzystaćpowiedział Stefano Colli-Lanzi, CEO Gi Group.

Zgodę na nabycie Gi Group sp. z o.o. oraz Generale Industrielle Polska sp. z o.o. wyraziła Rada Nadzorcza Work Service S.A. 18 maja 2021 roku. Ich włączenie do Grupy Kapitałowej Work Service S.A. nastąpi na przestrzeni najbliższych miesięcy i zakłada  współpracę spółek na poziomie operacyjnym oraz integrację funkcji wspierających back office. Rozważana jest także unifikacja marek pod marką Gi Group.

Celem integracji spółek specjalizujących się w obszarze zatrudnienia tymczasowego i stałego, outsourcingu, poszukiwania i selekcji pracowników „blue collar” oraz doradztwa w obszarze HR  jest pełne wykorzystanie komplementarności i synergii usług oraz efektywności kosztowej, tym samym zwiększenie skali działania i umocnienie pozycji rynkowej Grupy. Jednocześnie spółki Wyser (rekrutacje kadry kierowniczej średniego i wyższego szczebla) oraz Grafton (rekrutacje w obszarze IT, rekrutacje eksperckie) będą nadal działały w ramach Gi Group International s.r.l.

– Włączenie dwóch spółek należących do Gi Group International w struktury Grupy Kapitałowej Work Service S.A. przekłada się na zwiększenie skali naszych działań w obszarze usług HR i dalszy dynamiczny rozwój. Bardzo ważna jest dla nas możliwość wykorzystania wzajemnych synergii, dobrych praktyk i najlepszych rozwiązań, by jak najlepiej odpowiadać na oczekiwania klientów – komentuje Iwona Szmitkowska, Prezes Zarządu Work Service S.A.

W najbliższym czasie spółki w jeszcze większym stopniu skoncentrują się na wdrażaniu nowoczesnych rozwiązań technologicznych, automatyzacji i digitalizacji procesów, zapewniając innowacyjne rozwiązania w zakresie zasobów ludzkich.

Integracja spółek w ramach Grupy Kapitałowej Work Service S.A. jest konsekwencją umowy inwestycyjnej pomiędzy jedną z wiodących na świecie firm świadczących usługi na rzecz rozwoju rynku HR Gi Group International oraz Work Service S.A., zrealizowanej w sierpniu 2020 roku. Na mocy umowy Gi Group International nabyła większościowy pakiet akcji Work Service S.A. Od czasu podpisania umowy, zarówno Work Service, jak i Gi Group sp. z o.o. oraz Generale Industrielle Polska sp. z o.o. działały niezależnie.

Sprzedaż dwóch spółek do Grupy Kapitałowej Work Service S.A. to kolejny krok w procesie konsolidacji aktywności Gi Group w tej części Europy. Spółki należące do Work Service S.A., działające w Niemczech, Czechach i na Słowacji zostały zakupione przez Gi Group International, odpowiednio, w lipcu 2020 roku i  lutym br.

Humane Society International, największa organizacja prozwierzęca na świecie już w Polsce

W Polsce rozpoczął działalność oddział największej na świecie organizacji działającej na rzecz zwierząt – Humane Society International (HSI). Organizacja posiada biura w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Ameryce Środkowej, Wielkiej Brytanii i Europie, Korei Południowej, Australii, Afryce Południowej oraz prowadzi specjalne projekty ochrony przyrody w wielu innych krajach.

HSI współpracuje z decydentami politycznymi w zakresie międzynarodowych traktatów i umów o wolnym handlu, prowadząc briefingi i pomagając w tworzeniu ustawodawstwa i regulacji dotyczących dobrostanu zwierząt. Organizacja współpracuje z lokalnymi społecznościami i organizacjami pozarządowymi w wielu krajach, jest aktywnym i regularnym uczestnikiem spotkań międzynarodowych organów, których obszar działalności dotyczy zwierząt, oraz posiada status Generalnego Konsultanta przy Organizacji Narodów Zjednoczonych.

Dyrektorką polskiego oddziału jest Iga Głażewska.

HSI ma długie doświadczenie we współpracy z biznesem w zakresie poprawy dobrostanu zwierząt oraz zwiększania oferty produktów roślinnych. Organizacja podejmuje w swoich kampaniach następujące obszary:

  • Dobrostan zwierząt hodowlanych (np. kury i świnie)
  • Zdolności poznawcze zwierząt hodowlanych
  • Zmiany prawne i polityki firm w zakresie dobrostanu zwierząt (np. Wycofywanie się z hodowli używania jajek “trójek”, czyli jaj z hodowli klatkowej)
  • Rynek produktów roślinnych – alternatywy i trendy
  • Przemysł futrzarski – fermy hodowlane, dobrostan zwierząt, produkcja futer ekologicznych
  • Prawna ochrona zwierząt w Polsce, zagadnienia związane z Ustawą o Ochronie Zwierząt
  • Globalne kampanie HSI: farmy psiego mięsa w Korei, pomoc zwierzętom w przypadku klęsk żywiołowych, handel dzikimi zwierzętami, eksploatacja zwierząt a ryzyko epidemiczne
  • Polowanie na trofea

Iga Głażewska, dyrektorka polskiego oddziału Humane Society International chętnie udzieli komentarzy do artykułów mieszczących się w obszarze działalności organizacji.

ZPA PharmaNET pracuje nad Kodeksem Dobrych Praktyk branży aptecznej

Przedsiębiorcy apteczni zrzeszeni w Związku Pracodawców Aptecznych PharmaNET podjęli inicjatywę opracowania Kodeksu Dobrych Praktyk, realizującego zasady zawarte w Ustawie o zawodzie farmaceuty. Dokument ma wyznaczać zasady przyjaznej współpracy pomiędzy farmaceutą a właścicielem apteki, z poszanowaniem praw i obowiązków obu stron. Kodeks odnosi się m.in. do kwestii samodzielności farmaceuty, roli i zadań kierownika apteki czy tak istotnej dziś opieki farmaceutycznej, a także innych przepisów ustawy takich jak: regulacje usług farmaceutycznych czy norm dotyczących urlopów szkoleniowych. W ocenie przedsiębiorców aptecznych niezwykle ważne jest także, aby nowowprowadzone regulacje wykorzystać przede wszystkim do jak najsprawniejszego wdrożenia opieki farmaceutycznej. Stanowi ona realną szansę na umocnienie roli farmaceuty i na wykorzystanie potencjału aptek, jako miejsc świadczenia kompleksowych usług zdrowotnych.

Ważny dla firm wyrok Trybunału ws. odliczania VAT

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w wydanym 18 marca 2021 r. wyroku stwierdził kolejną sprzeczność polskich przepisów z unijną dyrektywą VAT. Chodzi o niekorzystne dla przedsiębiorców regulacje ws. odliczenia VAT przy wewnątrzwspólnotowym nabyciu towaru.

Dodatkowy warunek uzależniający możliwość odliczenia VAT w danym terminie

Spółka dokonuje wewnątrzwspólnotowych nabyć towarów (WNT) na terytorium Polski i tu też wykorzystuje je do czynności opodatkowanych. Zdarza się, że nie jest w stanie wykazać VAT należnego z tytułu dokonanej WNT w deklaracji podatkowej w 3-miesięcznym terminie, o którym mowa w art. 86 ust. 10b pkt 2 lit. a) i b) ustawy o podatku od towarów i usług. A zgodnie z tym przepisem podatnikowi przysługuje prawo do obniżenia kwoty podatku należnego o kwotę podatku naliczonego: a) gdy otrzyma fakturę dokumentującą nabycie w terminie trzech miesięcy od upływu miesiąca, w którym w odniesieniu do nabytych towarów powstał obowiązek podatkowy oraz b) w terminie tym uwzględni kwotę podatku należnego z tytułu WNT w deklaracji podatkowej. W takiej sytuacji, spowodowanej np. opóźnieniem w doręczeniu faktury, spółka wykazuje VAT po upływie wskazanego 3-miesięcznego terminu, składając korektę deklaracji podatkowej. Spółka wystąpiła do Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z pytaniem, czy mimo to może odliczyć VAT w tym samym okresie rozliczeniowym, w którym wykazała VAT należny.

W opinii przedsiębiorcy powinien on mieć do tego prawo, bowiem przepis art. 86 ust. 10b pkt 2 lit. b) ustawy o VAT ustanawia dodatkowy wymóg w stosunku do warunków, jakim podlega prawo do odliczenia ustanowione w dyrektywie VAT i jest sprzeczny z zasadami proporcjonalności i neutralności podatkowej.

Interpretacja organu sprzeczna ze stanowiskiem spółki

W wydanej w grudniu 2018 r. interpretacji indywidualnej Dyrektor KIS stwierdził, że 3-miesięczny termin, o którym mowa w spornym przepisie ustawy o VAT, nie ogranicza prawa do odliczenia podatku od towarów i usług. Stąd nie może być mowy o jego sprzeczności z unijną dyrektywą VAT, jak i zasadami, które powołuje spółka. W opinii organu przepis art. 178 unijnej dyrektywy dopuszcza możliwość ustanawiania przez kraje członkowskie określonych obwarowań warunkujących zachowanie prawa do odliczenia VAT i takim obwarowaniem może być właśnie sporny 3-miesięczny termin.

Fiskus wprowadza uregulowania, których ciężar ekonomiczny ponosi przedsiębiorca

Przedsiębiorca zaskarżył takie rozstrzygnięcie organu podatkowego, a Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach, powziąwszy wątpliwości co do zgodności art. 86 ust. 10b pkt 2 lit. b) ustawy o VAT z unijnym prawem, skierował do Trybunału Sprawiedliwości UE pytanie prejudycjalne w tym zakresie. Gliwicki sąd zwrócił uwagę, że „skarżony” przepis w brzmieniu od 1 stycznia 2017 r. ustanawia nowy warunek dla zachowania prawa do odliczenia VAT w postaci konieczności dochowania terminu, w którym podatnik zobligowany jest złożyć deklarację. A w przypadku jego przekroczenia zmuszony jest skorygować złożone zeznanie podatkowe i może wówczas, w oparciu o art. 86 ust. 10i ustawy o VAT, rozliczyć podatek należny w ramach WNT jedynie na bieżąco, co może oznaczać dla niego poniesienie ciężaru ekonomicznego w postaci zapłaty odsetek.

Zakaz nadmiernego formalizmu i obciążeń ekonomicznych podatnika

WSA zwrócił również uwagę, iż z analizy orzecznictwa TSUE wynika, że państwa członkowskie Unii Europejskiej mogą co prawda wprowadzać terminy, od których dochowania uzależniona będzie możliwość skorzystania z odliczenia VAT, jednak pod warunkiem, że nie będą one stać w sprzeczności z zasadami równoważności i skuteczności oraz neutralności podatkowej, jak i powinny być proporcjonalne w takim sensie, że nie ustanawiają nadmiernych formalności w stosunku do zamierzonych celów ani nie powodują obciążenia ekonomicznego podatnika. A przecież przyczyny niedochowania owego 3-miesięcznego terminu nie muszą leżeć po stronie podatnika, nie być przez niego zawinione.

Żadna zapłata VAT nie należy się organom

Na wstępie Trybunał zaznaczył, że w ramach transakcji wewnątrzwspólnotowego nabycia towaru w systemie odwrotnego obciążenia żadna kwota VAT nie jest należna organom podatkowym, bowiem zapłata tego podatku dokonywana jest pomiędzy sprzedającym a kupującym, a ten ostatni zobligowany jest do uiszczenia VAT naliczonego, który może następnie odliczyć. Z kolei prawo do takiego odliczenia, jakie przysługuje zobowiązanym do zapłaty podatku należnego, jest fundamentalną zasadą wspólnego systemu VAT Unii Europejskiej. Co do zasady nie powinno więc podlegać ograniczeniu.

Polskie przepisy niezgodne z unijną dyrektywą VAT

W opinii Trybunału w świetle art. 167 unijnej dyrektywy VAT prawo do odliczenia podatku podlega wykonaniu generalnie w tym samym okresie, w którym powstało, a więc z chwilą, gdy stał on się wymagalny. Zgodnie z art. 178 lit. c) warunkami realizacji prawa do odliczenia VAT przy WNT jest uwzględnienie przez podatnika w deklaracji VAT wszystkich danych niezbędnych do obliczenia podatku należnego z tytułu WNT oraz posiadanie faktury. A jak stanowi art. 179 akapit pierwszy tej dyrektywy, podatnik dokonuje odliczenia VAT poprzez potrącenie od całkowitej kwoty podatku należnego za dany okres rozliczeniowy kwoty VAT, dającej w tym samym okresie prawo do odliczenia stosowanego zgodnie z art. 178.

TSUE, zestawiając te oraz inne przepisy unijnej dyrektywy VAT z przepisami polskiej ustawy o podatku od towarów i usług, stwierdził, że te pierwsze stoją na przeszkodzie takim uregulowaniom krajowym, które uzależniają wykonanie prawa do odliczenia VAT związanego z wewnątrzwspólnotowym nabyciem towaru w tym samym okresie rozliczeniowym, w którym VAT jest należny, od wykazania VAT należnego w zeznaniu podatkowym złożonym w 3-miesięcznym terminie, liczonym od upływu miesiąca, w którym w zakresie do tego nabycia powstał obowiązek podatkowy.

Polski fiskus, wprowadzając własne obwarowania, wykracza poza to, co jest konieczne

Oczywiście nasz rodzimy fiskus idzie zawsze o krok dalej, wszystko tłumacząc uszczelnianiem systemu podatkowego. W uzasadnieniu wprowadzenia 3-miesięcznego okresu w art. 86 ust. 10b pkt 2 lit. b) ustawy o VAT, pozbawiającego przedsiębiorców w przypadku jego przekroczenia możliwości odliczenia VAT w tym samym okresie rozliczeniowym, w którym wykazała podatek należny, autor tego pomysłu – Minister Finansów, wskazał, że: „Wprowadzenie powyższego doprecyzowania jest uzasadnione występowaniem nieprawidłowości w deklarowaniu przez niektóre podmioty wewnątrzwspólnotowych nabyć towarów i innych transakcji, w których co do zasady podatek należny równy jest podatkowi naliczonemu. Proponowana zmiana pozwoli sprawniej kontrolować takie obszary jak handel wewnątrzwspólnotowy czy krajowe odwrócone obciążenie w VAT” (Uzasadnienie rządowego projektu ustawy o zmianie ustawy o podatku od towarów i usług oraz niektórych innych ustaw, druk sejmowy 965, Dz.U. 2016 poz. 2024).

W oparciu o wydane przez Trybunał, omawiane wyżej rozstrzygnięcie, przedsiębiorcy, którym odmawiano prawa do odliczenia VAT w ww. okresie, w którym wykazali VAT należny z tytułu WNT, jak również zostali obarczeni ciężarem ekonomicznym np. w postaci konieczności zapłaty odsetek, mogą teraz dochodzić swoich praw i ochrony przed takim nieuzasadnionym działaniem organów. Jak bowiem orzekł TSUE:

„…uregulowanie krajowe, które zakazuje w sposób systematyczny wykonywania prawa do odliczenia VAT związanego z nabyciem wewnątrzwspólnotowym w tym samym okresie, w którym ta sama kwota VAT powinna zostać rozliczona, nie przewidując uwzględnienia wszystkich istotnych okoliczności, a w szczególności dobrej wiary podatnika, wykracza poza to, co jest konieczne, po pierwsze, do zapewnienia prawidłowego poboru VAT (…) po drugie – do zapobiegania oszustwom podatkowym” (wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE z 18 marca 2021 r., sprawa C-895/19, A. przeciwko Dyrektorowi Krajowej Informacji Skarbowej, przy udziale Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców).

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Deloitte: W 2020 roku w stolicy wydano jedynie dwa pozwolenia na budowę projektów biurowych

Pandemia odcisnęła swoje piętno także na warszawskim rynku obiektów biurowych. Już wcześniej obserwowaliśmy spadek wydawanych nowych pozwoleń na budowę, a wpływ COVID-19 dodatkowo go pogłębił. Choć nie rzutuje to bezpośrednio na trwające prace budowlane, to jednak wiele planowanych inwestycji oraz umów najmu zostało wstrzymanych, rozważane są też zamiany funkcji niektórych obiektów. Analiza zasobów biurowych stolicy Warsaw Crane Survey 2021 przeprowadzona przez ekspertów z firmy doradczej Deloitte wskazuje na możliwe spowolnienie przyrostu podaży w kolejnych latach, związane z małą liczbą pozwoleń na budowę projektów biurowych w tym i zeszłym roku.

Warsaw Crane Survey to badanie, które analizuje dynamikę rozwoju powierzchni biurowej w stolicy z rozróżnieniem na poszczególne dzielnice. Uwzględnia analizę pozwoleń na budowę oraz decyzji o warunkach zabudowy. Dzięki współpracy z miastem stołecznym Warszawą, prezentuje ostatnie 11 lat aktywności w obszarze zasobów biurowych stolicy, co czyni je szczegółową analizą działalności deweloperskiej.

Spadająca liczba nowych projektów biurowych

W 2020 roku wydano jedynie dwa pozwolenia na budowę nowych obiektów o przeznaczeniu biurowym, podczas gdy w 2019 r. było ich siedem. Pierwsze z nich to pozwolenie dla projektu Skanska zlokalizowanego przy ulicy Łuckiej 5/7 (dawny Impexmetal), obok Fabryki Norblina. Drugie dotyczy wieży biurowej The Bridge – projektu Ghelamco. Obiekt powstaje u zbiegu ulicy Towarowej i Grzybowskiej, przy placu Europejskim.

Warto zaznaczyć, że w 2020 roku nie złożono nowych wniosków o pozwolenia na budowę dla projektów biurowych. Będzie to mieć wpływ na liczbę wydanych pozwoleń w kolejnych miesiącach.

Aby przewidzieć przyszłe trendy budowlane, eksperci Deloitte przeanalizowali także toczące się i wydane procedury w sprawie warunków zabudowy. Ponieważ tylko 40 proc. powierzchni Warszawy jest objęte planami miejscowymi, decyzje te dotyczą około 60 proc. powierzchni miasta. W ubiegłym roku złożono co najmniej siedem takich wniosków dla przyszłej zabudowy biurowej lub wielofunkcyjnej z częścią biurową. Obecnie przygotowywane są projekty, które rozpoczną się po zakończeniu zastoju na rynku.

Eksperci Deloitte zauważają również, że pandemia Covid-19 wpłynęła na decyzje niektórych najemców o odroczeniu lub całkowitym wstrzymaniu planowanej ekspansji. Popyt na powierzchnie biurowe maleje, co przekłada się na wzrost liczby pustostanów. To zaś może wpłynąć na rynek w nadchodzących latach.

 – O ile średni wskaźnik pustostanów w Warszawie wynosi około 10 proc., to dla wybranych budynków oddanych do użytku w ostatnich miesiącach 2020 r. lub na początku 2021 r. przekracza 40 proc. Jeśli poziom ten będzie dalej rósł, może to w efekcie wpłynąć na spowolnienie przyrostu nowej podaży lub na przekształcanie starszych projektów i poszukiwanie nowych funkcji dla tych nieruchomości. Dodatkową przesłanką spowolnienia przyrostu zasobów powierzchni biurowej w stolicy jest fakt, że w 2020 roku nie wpłynął żaden wniosek o pozwolenie na budowę budynku biurowego – mówi Dominik Stojek, Partner Associate, dział doradztwa ds. nieruchomości, Deloitte.

Już w poprzedniej edycji badania eksperci Deloitte wskazywali na możliwe przesycenie rynku, o którym świadczy malejąca z roku na rok liczba pozwoleń na budowę. Do tych okoliczności dołączyła jeszcze pandemia, a więc praca zdalna i automatyczne zmniejszenie zapotrzebowania na powierzchnie biurowe. I choć trudna sytuacja gospodarcza nie wpłynęła na zatrzymanie toczących się prac budowlanych, to wzmocniła pytanie odnośnie przyszłych tendencji na dotychczas rozpędzonym rynku.

Wola wciąż na prowadzeniu

W poprzedniej edycji badania – Warsaw Crane Survey 2020 – podkreślono dominujący trend lokowania inwestycji biurowych na Woli. Wnioski płynące z najnowszego raportu tylko to potwierdziły. Oba pozwolenia na budowę, których udzielono w 2020 roku dotyczą budynków właśnie w tej dzielnicy (The Bridge oraz Łucka 5/7).

W ubiegłym roku zakończono budowę 11 inwestycji, w tym roku prace mają zostać zakończone przy kolejnych 7 projektach. W rezultacie na terenie dzielnicy przybędzie ponad 150 tys. mkw. powierzchni biurowej, co łącznie daje wynik aż ok. 600 tys. mkw. nowej powierzchni biurowej w ciągu dwóch lat (2020 i 2021).

Mokotów wciąż przewyższa Wolę pod względem istniejących zasobów biurowych (ponad 1,5 mln mkw.), jednak wszystko wskazuje na to, że taki stan nie potrwa długo. Od kilku lat liczba nowych projektów w tej dzielnicy systematycznie maleje, inwestuje się raczej w tradycyjne obiekty mieszkaniowe, mieszkania na wynajem oraz hotele.

 – Jednocześnie planowane są przekształcenia budynków biurowych oraz całych kompleksów w projekty wielofunkcyjne, co zmniejszy powierzchnię biurową dzielnicy na rzecz powierzchni mieszkaniowych. Przykładem jest jeden z najstarszych parków biurowych w Warszawie, Empark. Dzięki możliwościom jakie daje specustawa mieszkaniowa kompleks ten ma szansę ponownie stać się jedną z ikon Warszawy jako projekt multifunkcyjny. Służewiec – negatywny symbol monokultury biurowej od kilku lat podlega dynamicznym przemianom. Deweloperzy szukają dziś równowagi pomiędzy liczbą powierzchni biurowej oraz mieszkalnej – mówi Magdalena Topolska-Ziemak, menadżer, dział doradztwa ds. nieruchomości, Deloitte.

Akcja rewitalizacja

Trendem, który na stałe zagościł w warszawskiej architekturze biurowej jest modernizacja i rewitalizacja obiektów i kompleksów zabytkowych. Obecnie aż ok 360 tys. mkw. powierzchni biurowej w Warszawie stanowią tego typu projekty. Najwięcej takich inwestycji powstawało do tej pory w centrum miasta, jednak zainteresowanie inwestorów kieruje się również do takich dzielnic jak Wola czy Praga Północ oraz Południe.

Większość powstających biur na Pradze zlokalizowana jest w historycznych kompleksach pofabrycznych. Dobrym przykładem są zrealizowane: Praga 306 oraz Centrum Praskie Koneser (wciąż trwają prace nad ostatnimi budynkami kompleksu). Warto dodać, że w ostatnich miesiącach wpłynął wniosek o ustalenie warunków zabudowy dla fabryki Drucianka, która znajduje się w bliskim sąsiedztwie Dworca Wschodniego.

Jednak to wciąż w centralnej części miasta zrealizowano najwięcej projektów rewitalizacyjnych, jak na przykład Plac Małachowskiego, Ufficio Primo, budynek Cedetu (Centralny Dom Towarowy), Hotel Europejski czy Elektrownia Powiśle. W 2020 roku otwarte zostały kolejne dwa budynki biurowe Browary Warszawskie, które zlokalizowane są na terenie dawnego browaru na Woli (między ulicą Grzybowską a Krochmalną). Obiekt stanowi nie tylko doskonały przykład dobrego zaadaptowania przestrzeni, lecz także użyteczności i jej wielofunkcyjnych zastosowań – jest kompleksem biurowo-mieszkalno-handlowym. Interesującym przykładem rewitalizacji, która miała miejsce w centrum Warszawy z pewnością jest Wola Retro, otwarta w 2019 roku. Inwestycja składa się z 3 budynków i bazuje na pochodzącym z lat 30. XX wieku budynku, do którego dobudowano dwa górujące nad nim budynki.

Obecnie do największych tego typu inwestycji w Warszawie należy Fabryka Norblina na Woli, której otwarcie zaplanowano na drugie półrocze 2021 roku. Fabryka Norblina oferować będzie około 40 tysięcy mkw. powierzchni biurowej klasy A w stylistyce architektonicznej, nawiązującej do przemysłowej historii tego miejsca.

TopLevelTennis.com S.A. przeprowadziła emisję akcji serii K i pozyskała 1 mln zł

TopLevelTennis.com S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od 2008 r., zakończyła z sukcesem emisję akcji serii K i pozyskała z niej 1 mln zł. Pozyskany kapitał został przeznaczony na rozwój platformy TopLevelTennis.com oraz na działania marketingowe.

Spółka poinformowała o zakończeniu z sukcesem emisji akcji serii K, z której pozyskała 1 mln zł. Inwestorzy objęli w ramach przeprowadzonej subskrypcji prywatnej wszystkie z 1.666.667 oferowanych akcji po cenie emisyjnej wynoszącej 0,60 zł za akcję. Pozyskane środki będą wykorzystane na finansowanie rozwoju platformy TopLevelTennis.com m.in. zrealizowanie nagrań z gwiazdami, rozbudowywanie funkcjonalności oraz prowadzenie działań marketingowych. Zarząd Spółki jest zadowolony z zakończonej emisji i liczy, że zdobyty kapitał umożliwi jej dalszy rozwój zgodnie z przyjętymi założeniami.

„Bardzo nas cieszy, że w ramach emisji akcji serii K udało nam się uplasować całą pulę i pozyskać środki w kwocie 1 mln zł. Warto również dodać, że w subskrypcji prywatnej wzięły udział osoby zarządzające Spółką, co potwierdza ich zaangażowanie w ten projekt. Mamy ściśle określone cele do osiągnięcia, a pozyskane środki z pewnością pomogą nam w ich realizacji. Obecnie na naszej platformie znajduje się sześć bardzo różnorodnych kursów z gwiazdami tenisa, dodajemy kolejne wersje językowe oraz pozyskujemy nowych dystrybutorów na poszczególne rynki. W tym tygodniu podpisaliśmy umowę z nowym partnerem z Chin, który będzie odpowiadał za rozwijanie naszej sprzedaży w tym kraju.” – podkreśla Artur Górski, V-ce Prezes Zarządu Spółki TopLevelTennis.com S.A.

TopLevelTennis.com S.A. zawarła z Beijing Road to Grand Slam Sports Co., Ltd. (RTGS) umowę, zgodnie z którą rozpoczęta zostanie dystrybucja materiałów szkoleniowych Spółki na terenie Chińskiej Republiki Ludowej. RTGS będzie reprezentował Emitenta w promocji i sprzedaży wybranych przez obie strony kursów szkoleniowych zrealizowanych przez TLT na terenie Chin, na co RTGS będzie miał wyłączność. Wybór platformy dystrybucyjnej będzie w gestii RTGS, które dobrze rozpoznaje chiński rynek, a dystrybucja będzie realizowana w oparciu o logotyp oraz nazwę topleveltennis.com. Spółka poniesie koszty tłumaczenia kursów, natomiast koszty utrzymania platform dystrybucyjnych będzie ponosić RTGS. TopLevelTennis.com S.A. będzie miała prawo do 60% przychodów uzyskanych z tytułu dystrybucji materiałów szkoleniowych, a sama umowa będzie obowiązywała do końca 2024 r. z możliwością jej wcześniejszego rozwiązania przez każdą ze stron.

TopLevelTennis.com S.A. (poprzednio Thunderbolt S.A. i Compress S.A.) zadebiutowała na rynku NewConnect w 2008 roku. Obecnie głównym przedmiotem działalności Spółki jest prowadzenie globalnej platformy edukacyjno-szkoleniowej TopLevelTennis.com, na której zamieszczane są materiały z udziałem gwiazd tenisa. W portfolio platformy można znaleźć m.in. Borisa Beckera – wielokrotnego zwycięzcę turniejów wielkoszlemowych i byłego lidera rankingu ATP, Wolfganga Thiema – ojca, trenera i managera jednego z najlepszych tenisistów na świecie Dominica Thiema, Marco Panichiego – trenera przygotowania motorycznego Novaka Djokovica, Dominikę Cibulkovą – mistrzynię turnieju Masters WTA 2016 i finalistkę wielkoszlemowego Australian Open, Ulę Radwańską – zwyciężczynię juniorskiego Wimbledonu oraz Alberto Castellaniego – jednego z najbardziej znanych trenerów tenisowych na świecie. Spółka pracuje także nad pozyskaniem kolejnych gwiazd, które uzupełnią swoimi kursami jej ofertę.

W lutym 2021 r. Emitent przystąpił do analizy możliwych kierunków związanych z jego rozwojem. Analiza będzie skupiała się na zweryfikowaniu opłacalności, kosztowności oraz popytu na nowe usługi i produkty, które mogłyby zostać wprowadzone do oferty w toku rozszerzenia przedmiotu działalności Spółki oraz w konsekwencji ustrukturyzowanie organizacyjne w oparciu o obszary prowadzonej działalności. Rozwój Spółki miałby skupiać się na kilku działaniach. Pierwszym z nich jest stworzenie struktury holdingowej, w ramach której powstanie Grupa Kapitałowa, gdzie Spółka będzie prowadzić działalność w zakresie zarządzania i kontrolowania działalności spółek zależnych, w ramach których prowadzona będzie działalność operacyjna w zakresie ściśle określonym dla tych spółek. Kolejnym obszarem jest wydzielenie obecnej działalności związanej z tenisem ziemnym, w której nadrzędnym narzędziem jest platforma szkoleniowa o charakterze sportowo-edukacyjnym pod nazwą „TopLevelTennis”, na której zamieszczane są filmy szkoleniowe o tenisie, do spółki w 100% zależnej od Spółki. Inny wariantem jest rozszerzenie przedmiotu działalności w drodze dołączenia do struktury Spółki podmiotów działających w branży sportowej/technologicznej (w pierwszej kolejności działalność miałaby zostać rozszerzona o kolejną dyscyplinę sportu, tj. piłkę nożną).

Początek debaty o początku końca

Wczorajsze minutki FOMC pokazały, że przedstawiciele Rezerwy Federalnej byli ostrożnie optymistyczni co do ożywienia gospodarczego w USA, podczas kwietniowego posiedzenia banku centralnego. Niektórzy członkowie Fed-u zasygnalizowali, że byliby otwarci na dyskusje o ograniczeniu skupu aktywów w „pewnym momencie”.

Uczestnicy Federalnego Komitetu do spraw Operacji Otwartego Rynku zasugerowali w protokole z ostatniego posiedzenia (27-28 kwietnia), że jeśli gospodarka nadal będzie robić postępy w realizacji celów Fed-u, to istnieje prawdopodobieństwo, że w którymś momencie nadchodzących kolejnych spotkań, może dojść do rozpoczęcia dyskusji nad planem dostosowania tempa skupu aktywów. Jednocześnie członkowie FOMC zauważyli, że prawdopodobnie minie trochę czasu, zanim gospodarka poczyni dalsze postępu w kierunku maksymalnego zatrudnienia i stabilności cen. Przypomnijmy, że ostatnie dane z amerykańskiego rynku pracy mocno rozczarowały.

Stopy procentowe pozostają na niezmienionym poziomie (bliskim zera) a miesięczny skup aktywów cały czas oscyluje wokół 80 mld USD (obligacje skarbowe) oraz 40 mld USD (papiery wartościowe zabezpieczone hipotekami).

Wall Street wczoraj świeciła się na czerwono. Indeksy traciły (S&P500 – 0,29 prc, Dow Jones -0,48 proc.). Dolar w okolicach godziny 20:00 umocnił się. EUR/USD spadł do poziomu 1,2160. Dziś jednak jesteśmy już 30 pkt. wyżej. Mimo lekko jastrzębiego wydźwięku protokołu, nadal jesteśmy daleko od startu normalizacji polityki pieniężnej w USA. W średnim terminie dolar powinien wciąż tracić na wartości.

Głównym jednak czynnikiem, który powodował spadki na wczorajszej sesji, były wydarzenia na rynku kryptowalut. Wczoraj wycena bitcoin-a spadła na moment poniżej 30 tys. dolarów. Rynek obawiał się, że zniżki wirtualnych walut pociągną za sobą rynek akcyjny. Spadki bitcoin-a i „spółki” był konsekwencją informacji, że Chiński Bank Ludowy zakazał płatności za ich pośrednictwem.  Inwestorzy powinni już się nauczyć, że krytpowaluty dynamicznie rosną ale jeszcze bardziej spektakularnie tracą na wartości. Sytuację zaczął ratować sam Elon Musk, który zaczął zapewniać, że Tesla nie sprzeda swoich Tokenów. Wydarzenia te pomogły złotu, które urosło do poziomu 1890 USD. Widać, że kapitał ponownie wraca na rynek królewskiego metalu. Świadczy o tym chociażby napływ kapitału do funduszy ETF, które w sposób fizyczny replikują metal. W pierwszych dwóch tygodniach maja rynek ten odnotował netto wzrost wartości aktywów.

Wycena polskiej waluty jest cały czas stabilna. Pomimo spadków na globalnych rynkach EURPLN cały czas znajduje się w okolicy poziomu 4,52. Dziś poznamy dane z polskiego rynku pracy (10:00). Nie oczekuje jednak większej reakcji PLN na tę publikację. Z kolei jutro ujrzy światło dzienne inflacja producencka (PPI). W tym momencie dane na temat wzrostu cen wyszły na pierwszy plan. Wyższy odczyt PPI od prognoz może wzmacniać dyskusję o dalszym wzroście cen dóbr i usług konsumpcyjnych. Rynek może budować oczekiwania na wcześniejsze podwyżki stóp procentowych i nawet jeśli uważamy te oczekiwania za błędne (bardziej wierzymy w determinację prezesa Glapińskiego do dotrwania z brakiem podwyżek do połowy 2022 r.), to nie wykluczamy, że może generować dodatkową siłę na umocnienie złotego i pchnąć EUR/PLN pod 4,50.

Łukasz Zembik, Dom Maklerski TMS Brokers