Platformizacja zmienia oblicze prowadzenia biznesu w internecie. Polska jednym z najbardziej atrakcyjnych rynków do rozwoju platform marketplace

Eksperci zgodnie twierdzą, że rozwój platform marketplace jest największą zmianą od czasu pojawienia się handlu elektronicznego w latach 90. Już w 2025 r. sprzedaż za pośrednictwem platform może odpowiadać za połowę transakcji w handlu detalicznym i podróżach. Ponadto polski rynek, obok amerykańskiego i brytyjskiego, jest uznawany za jeden z najbardziej atrakcyjnych pod kątem rozwoju platform.  Ten model jest szczególnie korzystny dla małych i średnich firm, które aby oferować swoje produkty i usługi, nie potrzebują tworzyć własnych narzędzi i struktur sprzedażowych. Coraz częściej mniejsi przedsiębiorcy rezygnują z własnych stron internetowych, wykorzystując do prezentacji oferty właśnie wspomniane platformy marketplace.

Według raportu Digital 2022 Global Overview Report w ciągu ostatnich 10 lat liczba użytkowników korzystających z internetu wzrosła ponad dwukrotnie z 2,18 mld do 4,95 mld. Ta ogromna społeczność stanowi kluczowy rynek sprzedaży produktów i usług zarówno dla światowych gigantów, jak i dla lokalnych firm. O ile największe marki mogą sobie pozwolić na wydanie setek milionów na promocję, zaawansowane narzędzia marketingowe i rozbudowane struktury sprzedaży, o tyle mniejsze biznesy muszą radzić sobie w inny sposób.

Rozwiązaniem dla firm, które nie są gotowe, aby walczyć na równi z globalnymi graczami, są platformy agregujące w jednym miejscu produkty lub usługi. Wystarczy spojrzeć na światowych liderów w tym segmencie, jak Amazon, Airbnb, z których usług korzystają miliony internautów. Również w Polsce mamy do czynienia z platformami, które na stałe zadomowiły się w świadomości użytkowników. Liderem w kategorii e-commerce jest Allegro, który to serwis według danych Mediapanel w marcu 2022 odwiedziło ponad 22 mln użytkowników. Wiodącym internetowym marketplace dla szerokiego spektrum usług działającym w modelu na żądanie jest Oferteo, które w ostatnim roku obrotowym obsłużyło 1,35 mln zleceń.

Od blisko dekady jesteśmy zdecydowanym liderem w kraju pod względem liczby wizyt użytkowników. W porównaniu do konkurencji – mamy 68 proc. udział w segmencie marketplace’ów obsługujących rynek usług. Z roku na rok obserwujemy coraz większą rolę platform zarówno wśród użytkowników, jak też – w naszym przypadku, wykonawców i dostawców usług. Dzięki tak dużej bazie naszych partnerów możemy pochwalić się 10 milionami nawiązanych kontaktów pomiędzy zlecającymi a wykonawcami od początku naszej działalności – opisuje Karol Grygiel, członek zarządu Oferteo.

Zgodnie z raportem firmy OC&C do 2025 r. rozwój platform jeszcze przed nami, zwłaszcza w wyspecjalizowanych sektorach, w których nie ma jeszcze dostatecznej konsolidacji. Analitycy w swoim raporcie uwzględnili Polskę wśród najbardziej obiecujących rynków lokalnych do rozwoju platform marketplace. Wyszczególniono w zestawieniu takie atuty, jak wysoka popularność internetu, ugruntowana infrastruktura oraz zróżnicowana baza nabywców.

Kluczem sukcesu platform jest model biznesowy opierający się na umożliwieniu interakcji między stronami podaży i popytu dzięki wykorzystaniu efektu sieciowego, który znacząco obniża koszty prowadzenia biznesu. Ekspozycja produktu dla większej grupy klientów, zaawansowany interface czy wsparcie obsługi sprzedażowej to tylko niektóre korzyści, które zachęcają małe i średnie firmy do związania się z platformami. Coraz częściej ekosystem platform zastępuje podstawowe narzędzia, takie jak strona internetowa czy pozycjonowanie w wyszukiwarkach.

Przykładem jest między innymi platforma Oferteo, na której przedsiębiorca tworzy swoją dedykowaną wizytówkę z najważniejszymi informacjami, na kształt podstawowej strony internetowej.

– Możliwość kompleksowej prezentacji oferty firmy stanowi bardzo dużą wartość dla przedsiębiorców, którzy zakładają konto na Oferteo. Intuicyjny interfejs pozwala stworzyć dedykowany profil, który z powodzeniem może zastąpić stronę www firmy. Platforma stanowi również silne narzędzie reklamowe dla naszych klientów, pozwalające pozyskać wiele zleceń, bez potrzeby posiadania własnej strony www – ocenia Karol Grygiel. – Wraz z rozwojem mechanizmów dostępnych na platformach już niedługo możemy być świadkami zmiany podejścia do stron internetowych, zwłaszcza wśród małych i średnich firm, które całkowicie przeniosą swoje produkty lub usługi właśnie do środowiska marketplace – dodaje członek zarządu Oferteo.

Pewne jest to, że aktualnie platformy marketplace stanowią niezwykle ważną przestrzeń dla kupujących, ale stwarzają również możliwości rozwoju dostawcom produktów i usług, dla których niejednokrotnie jest to podstawowe narzędzie sprzedażowe. Rozwój tego rodzaju platform jest nieunikniony. Wraz z postępem technologicznym możemy spodziewać się kolejnych mechanizmów zwiększających doznania zakupowe. Znakomitym przykładem jest metaverse, którego możliwości już teraz są testowane w e-commerce, a to dopiero początek.

Nowe kryteria w Prawie Zamówień Publicznych – dodatkowe punkty za aktywność społeczną

Stopniowo, ale systematycznie – tak rośnie liczba postępowań o udzielenie zamówień publicznych, które uwzględniają aspekty społeczne, wynika z analizy Sprawozdań Prezesa UZP o funkcjonowaniu systemu zamówień publicznych z ostatnich lat. Z roku na rok rynek i jego uczestnicy oczekują jednak coraz większego zaangażowania od firm. Dlatego coraz częściej mówi się o nowych, społecznych kryteriach jakościowych, które jeszcze w tym roku mają zostać zgłoszone do Prawa Zamówień Publicznych.

Badania potwierdzają rosnące wymagania Polaków względem zaangażowania społecznego biznesu, jednocześnie wskazując na korzyści z tym związane. Zgodnie z raportem „Filantropia Korporacyjna w Europie Środkowo-Wschodniej”, który został stworzony przez Social Impact Alliance for Central & Eastern Europe, UN Global Compact Network Poland, Kantar Polska oraz kancelarię Dentons, aż 69% Polaków oczekuje od firm większego zaangażowania w działania odpowiedzialne społecznie, a ponad połowa z nas (56%) decyduje się nagradzać marki społecznie odpowiedzialne, kupując ich produkty i usługi. Potrzebę rozwoju społecznej odpowiedzialności firm zgłaszają zarówno konsumenci, jak i kluczowe organizacje, które kształtują rynek zaangażowania społecznego w Polsce. To między innymi przedstawiciele przedsiębiorstw, organizacji zrzeszających firmy rodzinne, fundacji korporacyjnych, świata akademickiego oraz krajowych i międzynarodowych organizacji animujących zaangażowanie społeczne w kraju i regionie.

Zwiększenie udziału działalności społecznej przedsiębiorstw w kryteriach wyboru partnerów i dostawców podczas przetargów publicznych to realna szansa na premiowanie firm, które swoim zaangażowaniem dają dobry przykład innym. Tak mogłoby się stać, gdyby do prawa zamówień publicznych został wprowadzony zapis umożliwiający przyznawanie dodatkowych punktów wykonawcom, którzy prowadzą i wykazują działania społecznie odpowiedzialne. Zeszłoroczne badania wskazują, że jest to wyraźny postulat środowiska – mówi Anna Korzeniewska, założycielka Social Impact Alliance for Central & Eastern Europe.

Na korzyści związane ze stosowaniem klauzul społecznych zwraca uwagę również Polityka Zakupowa Państwa. W dokumencie wskazuje się, że preferowanie w zamówieniach publicznych firm, które uwzględniają w swojej działalności aspekty społeczne, służy promocji społecznej odpowiedzialności wśród przedsiębiorstw.

Czy polskie firmy są społecznie odpowiedzialne?

Z danych publikowanych corocznie przez Prezesa UZP wynika, że udział społecznych zamówień publicznych z roku na rok rośnie, tak samo jak rośnie liczba zamawiających, którzy uwzględnią aspekty społeczne w postępowaniach przetargowych.

W 2020 roku zamawiający udzielili 135 048 zamówień publicznych, w tym  blisko 30 tysięcy, które uwzględniały aspekty społeczne. Dobrą wiadomością jest to, że wartość zamówień społecznych zwiększyła się o ok. 12 miliardów złotych netto w odniesieniu do roku poprzedniego. Nie zmienia to jednak faktu, że  zamówienia publiczne uwzględniające aspekty społeczne stanowiły mniej niż połowę łącznej wartości zamówień publicznych z 2020 roku, bo ok. 72 ze 183,5 miliardów złotych – mówi Agnieszka Gilowska, radca prawny w kancelarii Dentons.

O dążeniu do pozytywnych zmian może świadczyć jednak fakt, że zamawiający dostrzegają wpływ klauzul społecznych na zwiększanie zaangażowania wykonawców („Raport z badania jakościowego w zakresie zrównoważonych (społecznych i zielonych) zamówień publicznych udzielonych w Polsce w 2020 roku”, przygotowany przez Bluehill Sp. z o.o na zlecenie Urzędu Zamówień Publicznych w ramach realizacji projektu „Profesjonalizacja kadr w zamówieniach publicznych” współfinansowanego ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego w ramach Programu Operacyjnego Wiedza Edukacja Rozwój 2014-2020, Oś priorytetowa II: Efektywne polityki publiczne dla rynku pracy). Z badań wynika, że w wyniku udziału w postępowaniu co czwarty zamawiający uregulował kwestie społeczne i środowiskowe w dokumentacji wewnętrznej dotyczącej postępowań o udzielenie zamówienia publicznego. Jednocześnie czytamy, że podstawową barierą w rozszerzaniu tych instrumentów jest brak wiedzy na temat ich istoty i wprowadzania w praktyce oraz obawa przed popełnieniem błędów na etapie przygotowywania danego postępowania.

Czy obecne klauzule premiują firmy odpowiedzialne społecznie?

Obecnie w prawie zamówień publicznych funkcjonuje kilka klauzul społecznych, przy czym tylko jedna, pracownicza, jest dla określonego rodzaju zamówień (usługi i roboty budowlane) obligatoryjna. Zastosowanie pozostałych jest dobrowolne – decyzję, czy wymogi uwzględniające aspekty społeczne będą wymagane od uczestników postępowań lub premiowane czy nie, podejmuje każdorazowo zamawiający. To być może zmieni się na skutek postulowanych przez ekspertów zmian.

Jak mówi radca prawny Aldona Kowalczyk, kierująca w kancelarii Dentons Praktyką Prawa Zamówień Publicznych i Kontraktów Rządowych: – Prawo zamówień publicznych gwarantuje wykonawcom równe traktowanie, natomiast nic nie stoi na przeszkodzie, aby działania społecznie odpowiedzialne były dodatkowo premiowane przez zamawiających. Takie rozwiązania stosują zamawiający w innych państwach Unii Europejskiej, jak na przykład w Hiszpanii,  gdzie premiowane są działania mające na celu promowanie zatrudnienia kobiet czy ogólną poprawę warunków pracy zatrudnianego przez wykonawców personelu.

Co do zasady w Prawie zamówień publicznych znajdziemy następujące klauzule uwzględniające aspekty społeczne:

  1. Klauzula „pracownicza” obliguje wykonawców do zatrudnienia na podstawie stosunku pracy osób, które będą wykonywały określone czynności w trakcie realizacji zamówienia.
  2. Klauzula „zastrzeżona” umożliwia zamawiającemu ograniczenie udziału w postępowaniu do podmiotów, których głównym celem działalności jest społeczna i zawodowa integracja osób społecznie marginalizowanych , przy czym osoby te muszą stanowić minimum 30% osób zatrudnionych przez wykonawcę .
  3. Klauzula „zatrudnieniowa” także służy integracji zawodowej osób zagrożonych marginalizacją, przy czym w tym przypadku zamawiający sam określa jaki procent osób zatrudnionych do realizacji zlecenia będą stanowiły osoby z tych grup.
  4. Klauzula „usługowa” – stosowana w zamówieniach na usługi społeczne i inne szczególne usługi, która pozwala zamawiającemu ograniczyć listę wykonawców wyłącznie do podmiotów, których m.in. celem działalności jest realizacja zadań w zakresie użyteczności publicznej oraz które nie działają celem osiągnięcia zysku, ale celem uzyskiwania dochodów na realizację celów statutowych. Ideą tej klauzuli jest uspołecznienie świadczenia usług istotnych dla obywateli poprzez promowanie spółdzielni socjalnych i społecznych przedsiębiorstw.

Jakie zmiany społeczne postulują eksperci?

Pierwsze kroki do wprowadzenia bardziej obszernych wymagań dotyczących klauzul społecznych już zostały wykonane. W nowym Prawie zamówień publicznych, które weszło w życie 1 stycznia 2021 roku, znalazł się zapis obligujący każdego zamawiającego do przeprowadzenia analizy potrzeb i wymagań związanych z danym zamówieniem przed wszczęciem postępowania o udzielenie zamówienia publicznego w konkretnych trybach. Analiza obejmuje możliwości uwzględnienia również aspektów społecznych, niemniej nie jest to jednoznaczne z narzuceniem obowiązku zamawiającemu stosowania klauzul społecznych. Właśnie ta kwestia w naszej opinii wymaga doprecyzowania – dodaje Agnieszka Gilowska.

Warunki, jakie zamawiający mogą lub muszą stawiać wykonawcom ubiegającym się o zamówienie, przedstawia m.in. artykuł 94 Prawa zamówień społecznych. Z kolei postulatem, którzy eksperci planują zgłosić, jest dodatnie zapisu, dzięki któremu zamawiający będą mogli premiować wykonawców wykazujących zaangażowanie w działalność społeczną. Proces miałby być maksymalnie uproszony i ograniczony do darowizny pieniężnej, realizowanej na rzecz wybranego przez siebie celu wskazanego w art. 4 ustawy o działalności pożytku publicznego i wolontariacie.

Korzystanie z klauzul społecznych przynosi wymierne korzyści dla całego społeczeństwa. Zmiana, o którą postulujemy, ma szansę realnie zwiększyć przepływ środków z sektora prywatnego do sektora społecznego, a więc wesprzeć działalność organizacji pozarządowych, które zarówno na co dzień, ja i w trakcie kryzysów takich jak COVID-19 czy wojna na Ukrainie, rozwiązują palące problemy społeczne w Polsce – podsumowuje Anna Korzeniewska.

Gigantyczny spadek zapytań o kredyty mieszkaniowe w maju br.

O 51,6% spadła wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe – najnowszy, majowy odczyt BIK Indeksu Popytu na Kredyty Mieszkaniowe. Wartość BIK Indeksu Popytu na Kredyty Mieszkaniowe (BIK Indeks – PKM) informuje o rocznej dynamice wartości wnioskowanych kredytów mieszkaniowych. Wartość Indeksu oznacza, że w maju 2022 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę niższą o 51,6% w porównaniu do maja 2021 r.

W maju 2022 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało łącznie 23,82 tys. potencjalnych kredytobiorców, w porównaniu do 48,21 tys. rok wcześniej – jest to spadek o 50,6%. W porównaniu do kwietnia 2022 r. osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy było mniej o 16,2%.

Średnia wartość wnioskowanego kredytu mieszkaniowego w maju br. wyniosła 343,89 tys. zł i była wyższa o 2,9% w relacji do wartości z maja 2021 r. i niższa o 2,8% niż w kwietniu 2022 r.

– Przewidywania wobec majowego odczytu BIK Indeksu Popytu na kredyty mieszkaniowe niestety sprawdziły się. Popyt spada w przepaść. A wyjaśnienie marcowej anomalii – wzrostu wartości Indeksu o 4,3% – jako efektu nowych zaostrzonych wymagań KNF co do liczenia zdolności kredytowej, było właściwe. Obecny majowy odczyt Indeksu jest już kolejnym potwierdzeniem bardzo dużego schłodzenia na rynku kredytów mieszkaniowych w kolejnych kwartałach roku. Majowa wartość Indeksu jest najniższa w historii pomiaru od stycznia 2008 r., czyli od 14 lat. Na majową wartość Indeksu negatywnie wpłynęła mniejsza o połowę niż przed rokiem liczba wnioskujących. Jest ona najniższa od stycznia 2007 r. czyli od 15 lat, odkąd BIK analizuje liczbę wnioskujących. Trzeba pamiętać, że liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy regularnie spadała od kwietnia 2021 r. Niestety obawiam się, że w kolejnych miesiącach liczba wnioskujących jeszcze spadnie – mówi prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

– Na wartość popytu na kredyty mieszkaniowe w perspektywie kolejnych miesięcy wpływać będzie przede wszystkim polityka monetarna. Dalsze jej zaostrzanie i wzrost stóp procentowych jeszcze bardziej zmniejszy zdolność kredytową potencjalnych kredytobiorców, a tym samym bardzo osłabi popyt na kredyt mieszkaniowy – dodaje prof. Rogowski.
spadek zapytań o kredyty mieszkaniowe w maju

Metodyka indeksu:

Wskaźnik BIK Indeks – PKM obliczany jest w przeliczeniu na dzień roboczy po wyłączeniu zapytań o kredyty mieszkaniowe
na kwoty przekraczające 10 mln zł oraz zapytań o tego samego klienta w kolejnych 90 dniach. Metodyka indeksu została opracowana przez Biuro Informacji Kredytowej we współpracy z Instytutem Rozwoju Gospodarczego SGH. Indeks publikowany jest co miesiąc.

Cisco Kraków świętuje 10. rocznicę działalności

  • Krakowski zespół Cisco urósł w ciągu 10 lat z 80 osób do 2400.
  • Cisco wciąż jest jednym z najbardziej docenianych pracodawców w Polsce. Firma wdraża prawdziwie hybrydowy model pracy.
  • Usługi i innowacje w obszarach Customer Experience, cyberbezpieczeństwa i oprogramowania wciąż mają strategiczne znaczenie dla firmy.

Cisco Global Services Center działa w Krakowie już dziesięć lat. W 2012 r., gdy była to inwestycja typu „greenfield”, w stolicy małopolski pracowało 80 osób. Obecnie w Krakowie znajduje się nowoczesny kampus wyposażony w najnowocześniejszą technologię, w którym zatrudnionych jest 2400 pracowników. W ciągu 10 lat oddział urósł 30-krotnie.

Oddział świadczy usługi technologiczne i biznesowe klientom, partnerom i pracownikom Cisco w ramach różnych działów, włączając w to Customer Experience, finanse i operacje.

Oddział w Krakowie jest głównym hubem usług Customer Experience (CX) w regionie EMEA

Ponad 70% pracowników Cisco Kraków wchodzi w skład zespołu Customer Experience & Operations, co czyni oddział ze stolicy małopolski największym centrum CX w Europie Środkowo-Wschodniej.

Zespół Customer Experience pomaga klientom Cisco zmaksymalizować korzyści biznesowe, jakie daje wykorzystywana przez nich technologia, dzięki koncentracji na kilku kluczowych obszarach:

  • Wsparciu technicznemu zapewnianemu przez ekspertów światowej klasy, którzy bazują na wiedzy zdobytej podczas analizy milionów różnych przypadków każdego roku.
  • Proaktywnym zarządzaniu, monitoringu i optymalizacji środowiska IT, aby zapewnić szybki zwrot z inwestycji.
  • Zaangażowaniu ekspertów w rozwój technologii, od przygotowania strategii i projektowania, aż po wdrożenie.

Praca w modelu hybrydowym

Od ubiegłego roku Cisco wdraża hybrydowy model pracy dla każdego pracownika. Może oznaczać to pracę w domu przez pięć dni w tygodniu i spotykanie się z zespołem od czasu do czasu lub w przypadku konkretnych wydarzeń. Zespół ma też możliwość przebywania w biurze od poniedziałku do piątku i wykorzystania technologii do jak najlepszej współpracy z kolegami z całego świata. Firma proponuje też scenariusz mieszany – hybrydowy. Dotyczy to także 2400 osób pracujących w krakowskim oddziale firmy.

Tworząc prawdziwie hybrydowe środowisko pracy, Cisco Kraków zachowuje dynamiczną kulturę, pielęgnowaną przez inicjatywę Connected Poland, która pomaga zaangażować pracowników w szereg działań zgodnych z jednym z kluczowych celów Cisco, jakim jest tworzenie inkluzywnej przyszłości.

Krakowski oddział firmy jest bardzo zróżnicowany, pracują tam przedstawiciele ponad 70 narodowości, przy czym około 1/3 pracowników pochodzi spoza Polski. Dodatkowo, 40% zespołu Cisco w Krakowie to kobiety.

Wypowiedzi przedstawicieli Cisco Kraków:

„Zespół Customer Experience (CX) zapewnia klientom firmy doskonałe doświadczenia z wykorzystywania technologii Cisco. Firma oferuje najlepsze w swojej klasie usługi na każdym etapie cyklu życia produktów: sieci, centrów danych, bezpieczeństwa, chmury, współpracy i Internetu rzeczy. Nasi klienci kontaktują się z zespołem Customer Experience za pośrednictwem Centrów CX, takich jak to w Krakowie. Dzięki temu, że ponad 70% wszystkich krakowskich pracowników należy do zespołu CX, Cisco Kraków jest największym ośrodkiem inżynierów Cisco w Europie. Spodziewamy się, że stolica małopolski będzie nadal odgrywała strategiczną rolę dla naszej organizacji, ponieważ poszukujemy największych talentów do pracy w CX Kraków” – powiedział Thimaya Subaiya, SVP i Dyrektor Generalny, Global Customer Experience w Cisco.

„Z perspektywy biznesowej bezpieczeństwo, oprogramowanie i innowacje są w Krakowie obszarami priorytetowymi. Na krakowskim kampusie firmy znajduje się jedyne w regionie EMEAR Centrum Operacji Bezpieczeństwa (SOC) i Centrum Operacji Sieciowych (NOC) Cisco, a także zespół 350 specjalistów zajmujących różne stanowiska związane z cyberbezpieczeństwem. Ostatnio Kraków stał się także centrum dla przejęć Cisco, takich jak AppDynamics i ThousandEyes, dostarczając klientom firmy w regionie EMEA wsparcie w zakresie inżynierii oprogramowania, pomagając im działać w hybrydowym środowisku chmurowym, skoncentrowanym na aplikacjach. Ponadto dysponujemy 20 patentami opracowanymi przez inżynierów w Krakowie, które albo już są, albo wkrótce zostaną wdrożone w naszych produktach i usługach” – powiedziała Adele Trombetta, wiceprezes odpowiedzialna w Cisco za obszar Customer Experience na region EMEA.

Jacek Przybylski, Cisco Kraków Site Lead
Jacek Przybylski, Cisco Kraków Site Lead

„Priorytety, wokół których planujemy rozwój Cisco w Krakowie, skupiają się na trzech głównych obszarach: kontynuacji rozwoju oddziału, nie tylko pod względem zatrudnienia, ale przede wszystkim pod względem stażu pracy naszych zespołów i dojrzałości placówki; przesunięciu Cisco Kraków jeszcze wyżej w łańcuchu wartości firmy poprzez dodanie nowych kompetencji i wyspecjalizowanych funkcji strategicznych dla Cisco, także w obszarach zaawansowanej inżynierii; oraz pielęgnowaniu kultury pracy Cisco w Krakowie, polegającej na inkluzywności, różnorodności i działaniach na rzecz społeczności, ponieważ na tym ostatecznie opiera się nasz sukces, który od kilku lat zapewnia nam wysoką pozycję wśród najlepszych miejsc pracy w Polsce w rankingu Great Place to Work” – powiedział Jacek Przybylski, Senior Director, Cisco Customer Experience Centers EMEAR i Cisco Kraków Site Lead.

„To niesamowite doświadczenie móc obserwować, jak krakowski oddział Cisco rozrósł się z 80 osób, gdy zaczynaliśmy w 2012 roku, do 2400 obecnie. Cisco Kraków odegrało kluczową rolę we wspieraniu naszych klientów na ich drodze do cyfrowej transformacji. Jesteśmy bardzo dumni z tego, że placówka nadal się rozwija o nowe strategiczne funkcje, tworząc miejsca pracy o wysokiej wartości i przyczyniając się do rozwoju w Polsce gospodarki opartej na wiedzy” – podsumowuje Przemysław Kania, Dyrektor Generalny Cisco w Polsce.

Po co stosujemy uszlachetnianie druku?

Chcąc wyróżnić się na tle konkurencji i przyciągnąć uwagę potencjalnych klientów, stosuje się różne metody, np. reklamę, konkursy czy programy lojalnościowe. To wszystko sprawia, że marka zostaje dobrze odebrana i pozytywnie zapamiętana. Nie musisz jednak wydawać fortuny na nieszablonowe metody wzbudzenia zainteresowania. Prostą, a przy tym skuteczną, a do tego niedrogą i oryginalną metodą jest uszlachetnianie druku. W ten sposób ze zwykłej ulotki możesz zrobić niezwykły przekaz. W jaki sposób?

Co to jest uszlachetnianie druku? 

Uszlachetnianie druku to powszechnie wykorzystywany sposób na to, by rzeczom zwykłym nadać niezwykłego charakteru. Pod pojęciem uszlachetniania druku kryją się różne techniki poligraficzne, dzięki którym wydrukom można nadać różne cechy fizyczne. W ten sposób można: 

  • poprawić walory wizualne wydruku;
  • zwiększyć wytrzymałość papieru;
  • wzmocnić jego strukturę;
  • zwiększyć odporność wydruku na uszkodzenia mechaniczne (np. ścieranie);
  • zabezpieczyć powierzchnię przed skutkami działania wody czy światła;
  • nadać powierzchni dodatkowych cech (np. poprzez pokrycie jej klejem).

Uszlachetnianiu można poddać praktycznie każdy rodzaj wydruku – kalendarz, plakat, a także zwykłą ulotkę czy wizytówkę. Uszlachetnianie druku sprawia, że jest on trwalszy, bardziej odporny na uszkodzenia, a przy tym atrakcyjniejszy wizualnie. Prosty zabieg może wpłynąć na lepszy odbiór produktu!

Polecany artykuł: https://www.drukarniaonline.pl/page/jakie-uszlachetnianie-druku-sie-stosuje – tutaj szczególnie warto zwrócić uwagę na metody H-UV, które sprawiają, że wydruk „ożywa”, przez co produkty stają się dużo atrakcyjniejsze dla potencjalnego odbiorcy.

Jakimi metodami można uszlachetnić druk? 

Metod uszlachetniania druku jest wiele. Najpopularniejsze to foliowanie, lakierowanie UV, lakier UV 3-D wybiórczy, hotstamping i tłoczenie.

Foliowanie

Foliowanie to inaczej laminowanie – metoda powszechnie znana i bardzo często wybierana przez klientów. Laminowanie polega na powleczeniu wydruku specjalną folią, czyli laminatem. W ten sposób wydruk nie tylko zyskuje ładniejszy, bardziej profesjonalny wygląd, ale jest również zabezpieczony przed działaniem wody, słońca i czynników mechanicznych. Laminowanie można wykonać na gorąco lub na zimno. Można również wybrać różne efekty: błyszczący, matowy, a nawet holograficzny. Zalaminować można właściwie każdy rodzaj wydruku.

Lakierowanie UV i lakierowanie UV 3-D wybiórcze

Lakierowanie UV to metoda używana do uszlachetniania wydruków, którym chce się nadać połysku. Tym samym wydruk zyskuje zupełnie inny charakter. Warto jednak wiedzieć, że lakierowanie UV może zapewnić także inne efekty – nie tylko połysk. W ten sposób można uzyskać powierzchnię matową, strukturalną, perłową, a nawet brokatową. Tą samą metodą wykonuje się charakterystyczny nadruk do zdrapywania – jak w zdrapkach. 

Ciekawym rozwiązaniem jest lakierowanie UV 3-D wybiórcze. Polega ono na pokryciu wybranego miejsca wydruku warstwą lakieru. Dzięki temu ten fragment jest wypukły, co doskonale wyróżnia go spośród pozostałych elementów danej płaszczyzny.

Hotstamping

Hotstamping to jedna z ulubionych luksusowych metod zdobienia. Jest znana również pod nazwą termodruk. Do tej metody uszlachetniania druku wykorzystuje się specjalną folię, która przy użyciu matryc jest odwzorowywana na wydruku. Hotstamping często widuje się na luksusowych opakowaniach lub okładkach.

Polecany artykuł: https://www.drukarniaonline.pl/page/hot-stamping—co-to-takiego

Tłoczenie

Tłoczenie to prosta i niezwykle efektowna metoda uszlachetniania druku. Polega na odciśnięciu wybranego wzoru na zadrukowanej powierzchni. Można zrobić to na dwa sposoby – wyróżnia się tłoczenie uwypuklone (odbity element wznosi się ponad powierzchnię druku) oraz wklęsły (element jest głębiej niż powierzchnia druku). 

Co piąty Polak codziennie stresuje się w pracy

W trakcie pandemii na wielu pracowników spadła większa niż dotychczas odpowiedzialność zawodowa, co bezpośrednio przyczyniło się do wzrostu odczuwanego przez nich stresu. Jak wynika z badania „People at Work 2022: A Global Workforce” firmy ADP, co piąty Polak przyznaje, że codziennie doświadcza stresu w pracy (22,15 proc.).

Globalny lider usług kadrowo-płacowych, firma ADP, przeprowadziła wśród blisko 33 tys. pracowników z 17 krajów na całym świecie cykliczne badanie „People at Work 2022: A Global Workforce View”, w którym sprawdziła, jak często i z jakiego powodu, pracownicy doświadczają stresu w pracy.

Stresująca codzienność

Pandemia, obawa o zdrowie swoje i najbliższych czy niepewna sytuacja na rynku pracy, to codzienność, z którą przez dwa lata mierzyli się pracownicy na całym świecie. W 2020 r. stresu w pracy – przynajmniej raz w tygodniu – w skali globalnej doświadczało aż 62 proc. pracowników (Raport People at Work: Workforce View 2021). Według danych z raportu „People at Work 2022: A Global Workforce View” sporządzonego przez ADP, obecnie wskaźnik ten zwiększył się o 5 p.p. i wynosi 67 proc. Optymizmem nie napawa również fakt, że Polacy wciąż pozostają jednym z najbardziej zestresowanych narodów w Europie. Blisko co piąty ankietowany Polak (22,15 proc.) twierdzi, że codziennie w pracy doświadcza stresu, a 20 proc. twierdzi, że odczuwa go 1-3 razy w tygodniu. Bardziej od naszych rodaków stresują się tylko Niemcy, gdzie 25,14 proc. ankietowanych przyznaje, że stresuje się każdego dnia. Badanie wskazuje również, że codziennego stresu w pracy, częściej doświadczają Polki (24,45 proc.) niż Polacy (19,92 proc.).3xzdrowie

– Przygnębienie, smutek, rozdrażnienie czy trudności z koncentracją, to pierwsze objawy chronicznego stresu u pracowników, na które pracodawcy powinni zwracać szczególną uwagę. To często są pierwsze sygnały związane ze złym samopoczuciem zatrudnionych, spowodowanym nagromadzeniem się stresu w pracy i nie należy ich lekceważyć – twierdzi Anna Barbachowska, Dyrektor HR w ADP Polska. – Niezależnie od tego czy zespół pracuje
w domu, czy w siedzibie firmy, ważne jest, aby menedżerowie dostrzegali, kiedy któryś z nich nie radzi sobie ze stresem i bieżącymi obowiązkami –
twierdzi Anna Barbachowska, Dyrektor HR w ADP Polska.

– Odczuwanie codziennego stresu nie wiąże się tylko z wahaniem nastroju, ale ma także ogromny wpływ na zaburzenia w naszej fizyczności, co w konsekwencji może prowadzić do rozwoju poważnych schorzeń np. nadciśnienia tętniczego, otyłości czy zawału serca. Jak pokazują badania, częściej stresują się kobiety, a dzieje się tak, ponieważ to właśnie przed nimi społeczeństwo stawia wysokie oczekiwania. W mediach kreowany jest obraz businesswoman, kobiety odnoszącej sukcesy zawodowe, mającej pasje i zainteresowania, przy czym będącej równocześnie idealną matką, żoną i kochanką – komentuje Sylwia Wysocka-Sollich, psycholog z Mind Health Centrum Zdrowia Psychicznego. – Medycyna nie odkryła jeszcze jednego i idealnego sposobu na radzenie sobie ze stresem. Pracownicy, najczęściej praktykują uprawianie sportu, który daje im moment wytchnienia, medytację, ale także często stawiają po prostu na odpoczynek czy sen. Warto także, jeśli ze swoimi problemami udają się do specjalisty, który pomoże im w rozpoznaniu ich emocji, co również pomoże rozładować powstałe napięcie – dodaje ekspertka.

Co jest powodem stresu?

Zwiększona odpowiedzialność w wyniku pandemii oraz długość dnia pracy – te dwa czynniki stresują najbardziej pracowników na całym świecie. Z danych ADP wynika, że blisko co trzeci Polak (26,85) twierdzi, że to właśnie nadmierna odpowiedzialność zawodowa sprawia, że żyje w stresie, zaś 23,81 proc. polskich pracowników przyznaje również, że wpływ na odczuwany stres ma także długość jego dnia w pracy.

 Na niektórych pracowników stres działa mobilizująco i może przekładać się na jego zwiększoną efektywność, szybkość działania, a także koncentrację na danym celu. Należy jednak pamiętać, że długotrwały stres powoduje spadek produktywności zatrudnianych osób, a w konsekwencji tego pojawia się chroniczne zmęczenie, które może doprowadzić do wypalenia zawodowego czy depresji – podkreśla Barbachowska.

Polska utrzyma silną pozycję w europejskiej branży motoryzacyjnej, o ile postawi na e-mobilność

W ostatnich latach Polska stała się jednym z głównych producentów samochodów, części i komponentów motoryzacyjnych w Europie. W 2020 roku znalazła się na 5. miejscu, jeśli chodzi o liczbę aut osobowych w Unii Europejskiej. Duży rynek wewnętrzny, potencjał wytwórczy i integralność z globalnym łańcuchem dostaw sprawiają, że branża motoryzacyjna nad Wisłą bardzo się rozwinęła. Czekają ją jednak zmiany związane z unijnym planem zakazu sprzedaży nowych samochodów spalinowych od 2035 r. Według ekspertów EMIS z ISI Emerging Markets Group o pozycji Polski w regionie może zdecydować umiejętne dostosowanie zakładów wytwórczych do potrzeb produkcji elementów pojazdów elektrycznych.

Jak wynika z raportu EMIS „Poland Automotive Sector Report 2022–2023”, do września 2021 roku Polska sprzedała 4,2 miliarda samochodów osobowych, 3,2 miliarda samochodów dostawczych, miliard autobusów i ponad 20 miliardów części i komponentów. W 2020 r. wartość dodana brutto polskiego sektora motoryzacyjnego wraz ze współpracującymi z nim branżami wyniosła 3,4% PKB kraju, co oznacza, że była to druga co do wielkości gałąź produkcji. Według GUS motoryzacja stanowiła wtedy 10% przetwórstwa przemysłowego Polski i 12% jego eksportu.

Wielkość państwa, rozwinięte terminale portowe oraz dostęp do wykwalifikowanych pracowników to szczególne atuty Polski w regionie Europy Środkowej. Kraj nad Wisłą posiada jedną z największych w Unii liczbę osób w wieku produkcyjnym, które mają wykształcenie techniczne. Na państwowych uczelniach uczy się około 1,4 miliona studentów, z czego ponad 300 tysięcy na kierunkach inżynierskich. Polska posiada również duży rynek wewnętrzny, z największą liczbą zarejestrowanych samochodów w regionie. Wynika to z faktu, że wiele osób mieszka poza dużymi miastami, gdzie własny środek lokomocji jest często niezbędny. Inwestycje z ostatnich lat sprawiły, że Polska dysponuje rozbudowaną siecią drogową oraz solidną siatką autostrad i dróg ekspresowych, co plasuje ją na piątym miejscu w Europie pod względem długości sieci dróg najwyższej kategorii.

Rozwój motoryzacji nad Wisłą

Nad Wisłą znajdują się liczne zakłady produkcyjne takich marek jak Inter Cars, Toyota Motor Poland czy Mercedes-Benz. Volkswagen Poznań wyprodukował od stycznia 2022 roku już 40 881 samochodów. W 2016 roku Mercedes-Benz zdecydował się wybrać Jawor w województwie dolnośląskim na lokalizację zakładu produkcyjnego o wartości 500 milionów euro. Na Dolnym Śląsku, w Kobierzycach, znajduje się największa w Europie fabryka baterii litowo-jonowych, które są niezbędne do produkcji pojazdów elektrycznych. Rozwijane są tam samoobsługowe linie produkcyjne wykorzystujące sztuczną inteligencję. Ponadto, szwedzki producent baterii do e-pojazdów, Northvolt, poinformował w lutym 2021 o budowie fabryki w Gdańsku. Koniec pierwszego etapu inwestycji o łącznej wartości 200 milionów dolarów zaplanowano na przełom 2022 i 2023 roku.

Inwestorzy z branży motoryzacyjnej w Polsce mogą korzystać z preferencyjnych przepisów podatkowych i dotacji, które są różnymi formami pomocy publicznej. Wśród środków wspierających znajdują się zwolnienia z podatku dochodowego dla inwestycji oraz podatku od nieruchomości w Specjalnych Strefach Ekonomicznych, a także pomoc oferowana w ramach programów współfinansowanych ze środków Unii Europejskiej, które mają wspierać prace badawczo-rozwojowe.

Zdaniem ekspertów EMIS z ISI Emerging Markets Group inwestycje w produkcję elementów i części składowych samochodów elektrycznych to warunek konieczny, aby Polska utrzymała pozycję lidera w Europie Środkowo-Wschodniej oraz stała się atrakcyjna dla krajów z zachodniej części Starego Kontynentu. Nie ma wątpliwości, że w najbliższych latach e-mobilność będzie najważniejszym trendem w branży motoryzacyjnej. Komisja Europejska dąży do tego, aby do 2030 roku po drogach jeździło około 30 milionów niskoemisyjnych samochodów. Poza zniwelowaniem negatywnego wpływu na środowisko naturalne, przyczyni się to również do ograniczenia zależności energetycznej wobec Rosji, co ma szczególne znaczenie w obliczu wojny w Ukrainie.

Wyzwania na drodze do sukcesu

Pomimo stabilnej pozycji i dobrych perspektyw, w najbliższych latach polską branżę motoryzacyjną czekają liczne wyzwania. Główne z nich wiążą się z programem UE dotyczącym przejścia z pojazdów napędzanych silnikami spalinowymi na zeroemisyjne do 2035 roku. Planowana transformacja będzie wymagała ogromnych inwestycji w infrastrukturę, rozwój technologii i szkolenia pracowników. Aby sprostać tym oczekiwaniom niezbędna będzie restrukturyzacja linii produkcyjnych w polskich zakładach wytwórczych, które koncentrują się obecnie głównie na małych samochodach osobowych z tradycyjnymi silnikami.

Tylko w pierwszych dziewięciu miesiącach 2020 r. produkcja pojazdów silnikowych na europejskich rynkach wschodzących spadła o 23%. W 2021 r. Europa była najsłabszym rynkiem świata w sektorze automotive. W drugim półroczu ubiegłego roku spadła ilość rejestracji nowych pojazdów. Początek roku 2022 pokazał, że liczba ta była niższa niż w analogicznych miesiącach w trzech ostatnich latach. Ma to związek m.in. z zakłóceniami łańcuchów dostaw i problemami z dostępnością materiałów potrzebnych do produkcji aut.

Polska będzie musiała zmierzyć się z perspektywą utraty przewagi konkurencyjnej w kilku segmentach branży motoryzacyjnej, co ma związek z rosnącymi kosztami pracy w kraju. Analitycy EMIS z ISI Emerging Markets Group zwracają uwagę na lata 2013-2018, kiedy to średnia płaca brutto w przemyśle motoryzacyjnym w Polsce wzrosła o 28% – był to skutek aktywnych działań rządu mających na celu podniesienie poziomu życia ludności. W dłuższej perspektywie wyzwanie stanowi również mały przyrost naturalny, przez co na rynku brakuje pracowników. W związku z tym, Polska w coraz większym stopniu polega na sile roboczej spoza Unii (zwłaszcza z Ukrainy), chcąc zaspokoić niedobory pracowników.

Źródło: Poland Automotive Sector Report 2022-2023

Czy w Polsce zabraknie gazu LPG?

Logistyka dostaw jest kluczowa dla rynku gazu płynnego LPG po to, aby zapewnić bezpieczeństwo dostaw dla konsumentów w Polsce. W związku ze złożoną przez rząd deklaracją o odejściu od importu rosyjskiego LPG od końca bieżącego roku przedsiębiorstwa zrzeszone w Polskiej Izbie Gazu Płynnego (PIGP) rozpoczęły już przygotowania, które pozwolą na zmiany kierunków dostaw i zabezpieczenie potrzeb Polaków – zarówno gospodarstw domowych korzystających z butli, przedsiębiorców, a także kierowców używających LPG jako paliwa samochodowego.

Udział LPG z Rosji w całym rynku krajowym przekracza 60% (1.300.000 ton rocznie) i potrzeba co najmniej kilku miesięcy, aby zmienić kierunki dostaw. W szczególności należy rozbudować infrastrukturę: liczbę terminali kolejowych i morskich w Polsce, znacząco zwiększyć tabor cystern kolejowych oraz udostępnić Terminal w Porcie w Gdańsku dla wszystkich operatorów LPG. Branża LPG będzie rozwijać zakres dostaw gazu z portów ARA (Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia) – co jednak zdecydowanie zwiększy ceny gazu płynnego dla konsumentów.

– Prowadzimy rozmowy z nowymi dostawcami z innych kierunków geograficznych o wynajęciu odpowiedniej liczby w setkach cystern kolejowych, które będą mogły dostarczać gaz z kierunku zachodniego do Polski. Przygotowujemy na ile się da do końca roku naszą infrastrukturę do zmiany kierunku dostaw – powiedział serwisowi eNewsroom Paweł Bielski, prezes Polskiej Izby Gazu Płynnego (PIGP) – Wszystko to jest podyktowane koniecznością zabezpieczenia rynku, zabezpieczenia dostaw – tak, aby każdy z naszych odbiorców mógł liczyć na gaz również po grudniu bieżącego roku. Jest to możliwe, aby przestawić logistykę z kierunku wschodniego na zachodni w zakresie dostaw gazu LPG – ale jest to zadanie trudne, dlatego też potrzebujemy czasu, który zadeklarował rząd. Zgodnie z decyzją Sejmu będziemy gotowi z nową logistyką i infrastrukturą na całkowite odcięcie dostaw gazu LPG z Rosji na koniec 2022 roku. Już teraz bardzo intensywnie pracujemy nad nowymi kierunkami dostaw, nowymi umowami i cały czas rozmawiamy z potencjalnymi partnerami. Trzeba mieć na uwadze fakt, że w branży gazu LPG kontrakty są długoterminowe – nie jesteśmy w stanie w ciągu kilku tygodni pozyskać nowych dostawców czy infrastruktury – jak cysterny, pojemności magazynowe w europejskich terminalach, etc. Natychmiastowe odcięcie gazu LPG to problem przede wszystkim dla konsumentów, którzy nie będą mogli funkcjonować bez tych dostaw – gospodarstwa domowe korzystające z butli, rolnicy używający zbiorników czy kierowcy jeżdżący na autogazie, a także Ukraina – do której reeksportujemy gaz LPG – wyjaśnia Bielski.

Polskie rafinerie nie obniżają marż, nie chcą podzielić się bardzo wysokim zyskiem z konsumentami

Podczas wakacji będzie drogo. Ze względu na decyzje OPEC ropa może będzie tańsza, ale za 3-6 miesięcy.

W ciągu miesiąca ropa naftowa brent podrożała o ponad 9% i testuje poziom 120 USD za baryłkę.

Cenę podbiło wprowadzenie embarga na Rosje przez UE, dotyczącego rosyjskiej ropy transportowanej drogą morską. Tankowcami Rosja eksportuje 2/3 ropy do Europy.

– Pomimo wcześniejszych sankcji Rosja miała rekordowy rachunek bieżący za I kw. na poziomie 58 mld USD, a przychody ze sprzedaży ropy i gazu w kwietniu okazały się historycznie rekordowe i wyniosły niemal 2 bln rubli – mówi w rozmowie z MarkerNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB.

Ten wzrost korzyści z eksportu wynika ze wzrostu cen przy jednoczesnych próbach blokowania rosyjskiego eksportu. Coraz więcej rosyjskiej ropy trafia też do niezidentyfikowanych europejskich portów.

Sytuację zmienić mogą to dopiero decyzje OPEC, związane ze wcześniejszymi ograniczeniami wydobycia z powodu pandemii. Rosja wywiera w ramach OPEC+ presję, aby nie zwiększać produkcji.

– OPEC mógłby wyłączyć Rosje z rozszerzonego porozumienia OPEC+, doprowadzając do nowego porozumienia bądź do ustalenia nowych limitów produkcji – ocenia ekspert XTB. – Taki scenariusz jest prawdopodobny, ale dopiero w kolejnych miesiącach.

Ceny ropy są już bardzo wysoko i mogą szukać swych szczytów. Cofnięcie oczekiwań inflacyjnych w USA i Europie może oznaczać, że inwestorzy jednak oczkują na spadek cen ropy. W perspektywie 3-6 miesięcy cena ropy może spaść do 100-110 USD za baryłkę.

Na polskim rynku paliw ropa była tym bardziej droga, że złoty osłabiał się wobec dolara. Gdy złoty się wzmacniał akurat wzrastały światowe ceny ropy. Dla cen ropy na stacjach paliw najistotniejsze jest jednak obecnie to, że polskie rafinerie należące do państwa nie chcą podzielić się swymi bardzo wysokimi zyskami z konsumentami. Zmienić mogłyby to decyzje rządu występującego w roli najważniejszego akcjonariusza.

– Ceny na stacjach powinny być niższe biorąc pod uwagę obecną sytuacje rynkową, jednak rafinerie pozostają przy bardzo wysokich marżach, dlatego na stacjach paliw ceny Pb95 mogą nadal przekraczać 8 zł/l nawet wówczas, gdy ropa na światowych rynkach będzie tańsza stabilizując się na niższym poziomie, który jednak nie powinien być niższy od 100 USD za baryłkę – dodaje M.Stajniak. – Benzyna może potanieć, ale dopiero po wakacjach czyli za 3-6 miesięcy.

Możliwe wyhamowanie tempa wzrostu stóp

Według wstępnych danych GUS, w maju inflacja wyniosła rekordowe 13,9 proc. i prawdopodobnie to nie koniec wzrostowej tendencji. Jednocześnie w pierwszym kwartale polska gospodarka zanotowała jedną z najwyższych w historii dynamikę wzrostu. Są jednak wyraźne sygnały nadchodzącego spowolnienia, które mogą powstrzymać Radę Polityki Pieniężnej przed kontynuacją cyklu podnoszenia stóp procentowych.

Najwyższa od lutego 1998 r. inflacja, z jaką mieliśmy do czynienia w maju, powinna skłonić Radę Polityki Pieniężnej do kontynuacji cyklu podwyżek stóp procentowych. Prawdopodobnie decyzja w tej kwestii nastąpi w trakcie czerwcowego posiedzenia, choć raczej w mniejszej skali, niż miało to miejsce w poprzednich dwóch miesiącach. Można oczekiwać wzrostu stopy referencyjnej o 0,5 punktu procentowego. Rada Polityki Pieniężnej stanie przed dylematem, na ile intensywnie działać na rzecz ograniczenia inflacji, a na ile nie dopuścić do spowolnienia wzrostu gospodarczego.

W pierwszym kwartale PKB poszybował w górę aż o 8,5 proc., co wyłączając popandemiczne odbicie z drugiego kwartału ubiegłego roku, jest wynikiem najwyższym w historii. Niemal wszystkie prognozy – włącznie z tymi oficjalnymi, podawanymi między innymi przez ekonomistów Narodowego Banku Polskiego, ale także renomowanych międzynarodowych instytucji finansowych – zakładają szybkie hamowanie tempa wzrostu gospodarczego. W przyszłym roku może ono wynieść 3,5-4 proc., to i tak byłby bardzo dobry wynik, ale też oznaczałoby to nawet przejściowo ujemne tempo wzrostu, czyli tak zwaną techniczą recesję. Pierwsze sygnały takiego zjawiska płyną z majowego odczytu wskaźnika PMI, który z wyprzedzeniem pokazuje tendencje koniunktury gospodarczej. Po raz pierwszy od dwunastu miesięcy jego wartość spadła poniżej 50 punktów, co oznacza nadchodzenie spowolnienia gospodarczego. Nie jest to jeszcze poważny sygnał alarmowy, ale może skłonić Radę Polityki Pienięznej do nieznacznego złagodzenia kursu, czyli ogranicznia skali podwyżek stóp procentowych. Jest to tym bardziej prawdopodbne, że dynamika inflacji zbliża się do apogeum, które może zostać osiągnięte w ciągu dwóch-trzech najbliższych miesięcy.

Jednocześnie polityka rządu, który oferuje wysoko oprocentowane obligacje skarbowe, sprzyja częściowej przynajmniej ochronie oszczędności obywateli przed wysoką inflacją. Wymusza także podobne działania na bankach, które również podwyższają atrakcyjność swojej oferty w zakresie oprocentowania lokat. Inbank od początku swej działalności w Polsce podąża za rynkowymi tendencjami, niejednokrotnie nawet je wyprzdzając, nie wymagając jednocześnie od klientów spełniania żadnych dodatkowych warunków. W tej kategorii lokat Inbank wciąż utrzymuje się w czołówce banków, oferujących oszczędzającym najbardziej atrakcyjne oprocentowanie” – analizuje Tomasz Rzeski, Country Sales Manager Oddziału Inbank w Polsce.

Wszystkie oczy są zwrócone na RPP i EBC

W tym tygodniu decyzje podejmą Rada Polityki Pieniężnej i Rada Prezesów EBC. Po majowych danych o inflacji kolejny ruch stóp procentowych na posiedzeniu RPP jest w zasadzie przesądzony – ale nie jego skala. Podobne wątpliwości rodzi EBC, który stóp w czerwcu nie podniesie, ale przygotuje rynek do ruchu w kolejnym miesiącu.

W zeszłym tygodniu pozytywne dane z USA pomogły rozwiać obawy dotyczące wzrostu gospodarczego. Dodatkowo członkowie Rezerwy Federalnej utrzymują jastrzębi ton. Rentowności w USA gwałtownie wzrosły, co zapewniło wsparcie dolarowi i sprawiło, że większość głównych walut straciła względem niego. Najważniejszymi wyjątkami są waluty krajów eksportujących surowce, w tym część walut Ameryki Łacińskiej, które radzą sobie dobrze dzięki wysokim cenom surowców.

Zmienność na rynku walutowym w ubiegłym tygodniu była raczej niewielka – trwało oczekiwanie dwóch kluczowych zebrań banków centralnych, które odbędą się w tym i kolejnym tygodniu. Pierwszym z nich jest posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego w czwartek 09.06. Rynki oczekują wzmocnienia jego jastrzębiego tonu. Obecnie pytanie nie brzmi: czy i kiedy wzrosną stopy?, lecz: jak duże będą ruchy stóp, począwszy od lipca? W piątek (10.06) poznamy dane o inflacji w USA w maju – będzie to ostatni istotny odczyt przed posiedzeniem Rezerwy Federalnej w przyszłym tygodniu.

PLN

Miniony tydzień przyniósł wieści o akceptacji polskiego KPO przez Komisję Europejską oraz o najwyższej od 1997 r. inflacji odnotowanej w zeszłym miesiącu (13,9%). Obie kwestie nie wywołały jednak istotnego zamieszania na rynku – taki obrót spraw był w znacznej mierze oczekiwany. Ciekawsze były dane o strukturze PKB, które pokazały ekstremalny wzrost zapasów w I kwartale, wywołując niemałą konsternację wśród obserwatorów rynku. Kurs EUR/PLN charakteryzowała niewielka zmienność. Wzrósł nieznacznie, tydzień zakończył jednak poniżej psychologicznej granicy 4,60.

W tym tygodniu skupimy się na środowym (08.06) posiedzeniu Rady Polityki Pieniężnej. Nie mamy wątpliwości, że i tym razem stopy wzrosną – otwartym pytaniem jest jednak skala czerwcowej podwyżki. Zakładamy, że wyniesie ona 75 pb., niemniej w ostatnich miesiącach nie brakowało zaskoczeń ze strony RPP. Nie można więc wykluczyć ruchu o innej skali. Bardziej prawdopodobny od mocniejszego ruchu wydaje się słabszy – argumentem może być możliwe spowolnienie gospodarcze, sugerowane choćby przez ostatnie dane PMI. Oprócz samej decyzji istotna będzie komunikacja, szczególnie konferencja prasowa prezesa Glapińskiego dzień po posiedzeniu (09.06).

EUR

Oczekuje się, że EBC ogłosi w ten czwartek rychłe zakończenie luzowania ilościowego, co utoruje drogę do pierwszej od 2011 r. podwyżki stóp na kolejnym zebraniu. Najważniejszym pytaniem jest, czy będzie to podwyżka o 25 pb., czy o 50 pb. Spodziewamy się, że konferencja prasowa po posiedzeniu skupi się właśnie na tej kwestii.

EBC opublikuje także zrewidowane prognozy wzrostu i inflacji, lecz jego niezbyt imponujące osiągnięcia w tym zakresie oznaczają, że będą one prawdopodobnie niezbyt interesujące dla rynków. Spodziewamy się, że prezeska Christine Lagarde w kontekście lipcowego posiedzenia pozostawi wszystkie opcje na stole. Biorąc pod uwagę, że rynkowa wycena prawdopodobieństwa ruchu o 50 pb. to mniej więcej ⅓, powinno to wspomóc wspólną walutę, wspierając rosnące oczekiwania w zakresie wyższych stóp procentowych (nie tylko w najbliższym okresie).

USD

Silny raport z amerykańskiego rynku pracy (non-farm payrolls) zdaje się potwierdzać pozytywny pogląd na amerykańską gospodarkę spójny z opublikowaną kilka dni wcześniej Beżową Księgą Fedu. Miejsca pracy są nadal tworzone w dość szybkim tempie, rynek jest w stanie pełnego zatrudnienia lub je przekracza, a jednak wzrost płac nadal nie nadąża za inflacją. Stopy procentowe są nadal znacznie poniżej inflacji, a z Waszyngtonu nie płyną żadne sygnały dotyczące zacieśniania fiskalnego, dlatego naszym zdaniem prawdopodobieństwo recesji pozostaje w krótkim terminie bardzo niewielkie.

Mimo że uwagę skupi na sobie w tym tygodniu posiedzenie EBC, piątkowy raport dotyczący inflacji w USA będzie istotny. Pokaże, czy miara bazowa stabilizuje się na poziomie ok. 6%, co byłoby bardzo niepożądaną wiadomością dla Fedu.

CHF

Frank szwajcarski doświadczył w zeszłym tygodniu wyprzedaży względem większości podobnych walut. Uważamy, że słabość ta jest związana z rosnącymi rentownościami amerykańskich obligacji, co często działa na niekorzyść franka. Skala deprecjacji była jednak ograniczona – w szczególności względem euro. Frank nie tracił też istotnie w parze ze złotym. Rosnące oczekiwania dotyczące normalizacji polityki przez Szwajcarski Bank Narodowy (SNB) pomogły ograniczyć straty franka.

Wśród zeszłotygodniowych danych szczególnie przykuwał uwagę odczyt inflacji – 2,9% to najwyższy poziom od 2008 r. i znacznie powyżej oczekiwań. Dane o PKB w I kwartale również zaskoczyły w górę. Jednocześnie wyprzedzające wskaźniki aktywności zawiodły. Barometr ekonomiczny KOF, zbiorczy wskaźnik przewidujący wyniki szwajcarskiej gospodarki w najbliższej przyszłości, spadł znacznie poniżej długotrwałej średniej – do 96,8 pkt, co jest najniższym poziomem od stycznia 2021 r.

W tym tygodniu skupimy się na danych dotyczących depozytów na żądanie SNB (to wskaźnik używany do szacowania skali interwencji walutowych), które zostaną opublikowane we wtorek (07.06). Mogą one dać lepszy obraz podejścia banku do zacieśniania polityki. Nie spodziewamy się w natychmiastowej podwyżki stóp, lecz głosy z banku centralnego sugerują, że przyszłotygodniowe zebranie SNB będzie jednym z bardziej interesujących w ostatnich latach.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Kontrowersyjne zmiany w kodeksie karnym skarbowym

Trwają prace nad projektem ustawy nowelizującej Kodeks karny skarbowy, a ze względu na zagrożenie dla gwarancji prawa podatnika i oskarżonego, proponowane zmiany wywołują wiele wątpliwości wśród sędziów, prawników, adwokatów czy doradców podatkowych.

Chodzi m.in. o kontrowersyjną, długo zapowiadaną przez Ministerstwo Sprawiedliwości zmianę zakresu możliwości korzystania z tzw. czynnego żalu karno-skarbowego i o częściową implementację instytucji konfiskaty rozszerzonej, pozwalającej orzekać przepadek majątku bądź przedmiotów pochodzących z przestępstwa, nie tylko tych pozostających w posiadaniu sprawcy przestępstwa, lecz również będących w posiadaniu innych osób.

– Najwięcej emocji wśród prawników budzi to, że majstrując przy instytucji przedawnienia karalności minister sprawiedliwości proponuje, aby możliwe było orzekanie o karalności i winie osób oskarżonych za popełnienie przestępstw skarbowych również po upływie terminu przedawnienia zobowiązania podatkowego – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Jacek Matarewicz, adwokat, doradca podatkowy, partner w Kancelarii Ożóg Tomczykowski. – Na dzień dzisiejszy taka możliwość nie występuje, ponieważ przedawnienie zobowiązania podatkowego jest równoznaczne z przedawnieniem karalności za przestępstwa karnoskarbowe. Jeżeli podatnikowi nie zarzuca się przestępstw na gruncie przepisów Kodeksu karnego, to przedawnienie zobowiązania podatkowego jest równoważne z „uwolnieniem” od k.k.s.

Po zmianach, jeżeli przedawni się zobowiązanie podatkowe i jednocześnie nie będzie następować przedawnienie karalności, to może dojść do takiej sytuacji, w której np. podstawą do skazania będzie decyzja nieostateczna, która została uchylona, a postępowanie podatkowe umorzone przez organ drugiej instancji ze względu właśnie na przedawnienie. Podstawą do formułowania aktu oskarżenia będzie coraz częściej protokół kontroli podatkowej czy wynik kontroli celno-skarbowej, jeżeli takie kontrole nie zostaną zakończone przed zakończeniem okresu przedawnienia zobowiązania podatkowego.

Warto dodać, że przy okazji ustawodawca nie przewiduje żadnych podobnych preferencji dla wierzycieli komercyjnych, które pozwalałyby im na wydłużenie okresu dochodzenia swych praw od dłużnika.

– Ministerstwo Sprawiedliwości tylnymi drzwiami próbuje przemycić przepisy, które są nieakceptowalne ze względu na zasadę równości i mam nadzieję, że ustawodawca wycofa się z tych rozwiązań – komentuje J.Matarewicz z Kancelarii Ożóg Tomczykowski.

SOS czyli jak Unia Europejska może przetrwać bez rosyjskich węglowodorów?

Jest kilka rozwiązań, które mogą sprawić, że państwa najbardziej zależne od surowców rosyjskich będą mogły z powodzeniem się ich pozbyć. Po pierwsze, to mechanizmy solidarnościowe w Unii Europejskiej – które w razie kryzysu dostaw pozwolą dzielić się zapasami strategicznymi. Tak może być na przykład w relacjach pomiędzy Polską a Niemcami. Jeżeli po zakręceniu kurka z gazem w Bułgarii i Polsce dojdzie na przykład do zatrzymania dostaw do Niemiec – może się wówczas okazać, że zapasy z Polski popłyną do Niemiec w ściśle określony sposób zgodny z rozporządzeniem SOS. To unijny sposób na to, jak radzić sobie z kryzysem dostaw przy jednoczesnej ochronie odbiorców wrażliwych – czyli na przykład szkół czy szpitali w państwie, które dzieli się gazem. Kolejnym rozwiązaniem jest rozbudowa infrastruktury.

– Nieprzypadkowo trwają rozmowy o dywersyfikacji dostaw ropy z użyciem istniejącej oraz nowej infrastruktury w Europie Środkowo-Wschodniej. Polska już od dawna sprowadza nierosyjską ropę przez naftoport w Gdańsku. Może więc zwiększyć dostawy do Niemiec, a także do innych krajów w naszej części świata – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert. – PKN Orlen jest obecny na Litwie, na Słowacji, w Czechach i może być też obecny w innych miejscach. Pewnym wyzwaniem jest fakt, że węgierski Mol jest obecny na południowym rynku ropy i jest cały czas zainteresowany importem ropy rosyjskiej – więc może być problem z wykorzystaniem go do dywersyfikacji dostaw. Natomiast jeżeli chodzi o gaz ziemny, to powstaje nowa infrastruktura. Niemcy mówią wręcz o 4 pływających terminalach LNG – czyli statkach, które można w miarę łatwo wydzierżawić i sprowadzać przez nie gaz, dopóki będzie to konieczne. Więc takie rozwiązanie jest brane pod uwagę w wielu krajach unijnych. W Niemczech, w Grecji – oczywiście także w Polsce, która może nawet powiększyć planowaną przepustowość swojego FSRu, czyli pływającego gazoportu, z 6 do więcej miliardów metrów sześciennych – jeżeli będzie potrzeba dostarczenia gazu nie tylko na rynek polski, ale także do sąsiadów – przewiduje Jakóbik.

Postępująca profesjonalizacja działalności ransomware

Rzeczywistość ransomware AD2022? Nowy atak ma miejsce średnio co 11 sekund, a cyberatak kosztujący przestępców ok. 30 dolarów może im przynieść zyski na poziomie nawet 25 tysięcy. Branża szkodliwego oprogramowania rozwija się niezwykle dynamicznie, tworząc coraz bardziej ustrukturyzowany, hierarchiczny i profesjonalny ekosystem.

Szacuje się, że „równoległa gospodarka” jest warta prawie 1,5 miliarda dolarów rocznie. Jej rozwój rodzi konsekwencje także dla sektora cyberbezpieczeństwa, którego wartość w 2026 roku może osiągnąć ponad 40 mld Euro. Jednym z głównych zagadnień w tym obszarze są ataki ransomware.

Ekosystem ransomware w praktyce

Sektor cyberprzestępczości coraz bardziej przypomina tradycyjny rynek, z własnymi kanałami komunikacji i dystrybucji, mechanizmami podaży i popytu oraz konkurencyjnymi procesami przetargowymi. Jak w wielu sektorach oficjalnej gospodarki następuje transformacja polegająca na przejściu od filozofii „produktów i narzędzi” do zorientowania na usługi i tworzenia rozwiązań – w tym przypadku złośliwych kampanii, wręcz „pod klucz”. Grupy cyberprzestępcze stosują techniki komercyjne przypominające te używane przez prawdziwe firmy.

Żyjemy w erze Ransomware-as-a-Service i Malware-as-a-Service. Dane karty kredytowej można nabyć za 10 dolarów, identyfikatory logowania są dostępne w cenach od 100 do 1000 dolarów, a złośliwe oprogramowanie za kilkadziesiąt lub setki dolarów. Topowym towarem są np. wady dnia zerowego, które mogą zmienić właściciela za niebagatelną cenę od 500 000 do 2 milionów dolarów. Oczywiście ceny są pokłosiem potencjalnych zysków, jakie można uzyskać – wyjaśnia Aleksander Kostuch, ekspert Stormshield. – Co więcej możliwe jest wykupienie subskrypcji na regularny dostęp do poszczególnych metod ataków. Oferowane są zniżki i promocje, takie jak na przykład: „kup 11 miesięcy, jeden gratis”, których uzupełnieniem jest obsługa posprzedażowa – dodaje ekspert Stormshield.

Przeprowadzając wystarczającą liczbę prostych ataków – pociągających za sobą stosunkowo minimalne koszty operacyjne i infrastrukturalne – cyberprzestępcy mogą osiągnąć duże zyski. Według Deloitte, cyberatak kosztujący 34 dolary miesięcznie, może przynieść zysk w wysokości nawet 25 000 dolarów. Ogromna dysproporcja nakładów i korzyści przekłada się na rosnące możliwości przestępców, którzy nie stronią od działań skierowanych do pracowników firm, o których myślą jako o potencjalnych ofiarach swoich działań. W 2021 r. członkowie grupy LAPSUS$ regularnie zamieszczali w sieci Reddit oferty łapówek skierowanych do grup pracowników, którzy potencjalnie mogliby zarabiać w zamian za udostępnienie możliwości dostępu do sieci wewnętrznych ich organizacji.

Jak się bronić?

W odpowiedzi na coraz bardziej zorganizowane i wręcz uprzemysłowione zagrożenia, firmy i instytucje muszą szukać skutecznych środków zaradczych. Zdaniem ekspertów ​​niezmiennie najlepszym możliwym rozwiązaniem, jest stawianie barier przed atakującymi w celu ich „zniechęcenia” oraz uświadomienie, że koszty cyberataku przewyższą jego potencjalne korzyści. Jednak nawet rosnąca wśród przedsiębiorców świadomość konieczności wdrażania rozwiązań zapewniających bezpieczeństwo nie sprawi, że problem ransomware zniknie.

W tym kontekście budzącą dyskusję i wątpliwości kwestią jest płacenie okupów. We Francji, zgodnie z oficjalnym stanowiskiem władz francuskich, agencja ANSSI zaleca by nie płacić okupów. Ale ta zasada nie zawsze jest łatwa do przestrzegania w praktyce. Według doniesień jednej z francuskich gazet, w 2020 r. żandarmeria narodowa zaangażowała się w negocjacje dotyczące okupu oczekiwanego przez przestępców od międzynarodowej firmy transportowej.

Firma będąca ofiarą, stojąc wobec perspektywy utraty milionów euro w efekcie zatrzymania jej działalności operacyjnej, zdecydowała się zapłacić. Dzięki informacjom zebranym przez policję podczas negocjacji udało się schwytać sprawców – mówi Aleksander Kostuch.

Okup to podstawowe narzędzie w rękach przestępców. Czy zatem w takiej sytuacji jednym z zawodów przyszłości będzie „negocjator cyberokupów”, który w sytuacji ataku ransomware pełniłby rolę pośrednika między firmami, a cyberprzestępcami? Jego rola nie ograniczałaby się jedynie do negocjowania z hakerami. Istotnym elementem byłaby pomoc ofiarom w koordynowaniu działań podejmowanych w reakcji na atak, tak aby ułatwić im przejście przez to doświadczenie.

– ​​ Rozważania wśród ekspertów zajmujących się tematyką cyberbezpieczeństwa obejmują również ten aspekt. Negocjacje z cyberprzestępcami są bardzo kontrowersyjne. Tworzą ułudę, że nasza pozycja jest mocniejsza, a w rzeczywistości wszystkie atuty posiada druga strona – ocenia ekspert Stormshield.

Czy negocjacje powinny być zakazane? Próbując odpowiedzieć na to pytanie, prokuratura w Paryżu powołała sekcję ds. cyberprzestępczości, której celem jest uniemożliwienie takim pośrednikom czerpania korzyści z ransomware, jak wyjaśnił kapitan Paul-Alexandre Gillot podczas forum FIC 2021. Kwestia ich zakazu została postawiona wtedy… i od tamtego czasu to pytanie cały czas jest stawiane.

Warto cały czas pamiętać, że nie ma czegoś takiego jak maksymalne cyberbezpieczeństwo systemu, w którym nie można zhakować witryny, a wady są wykrywane z wyprzedzeniem. Dlatego cały czas musimy podejmować wysiłki, by stawiać jak najlepsze bariery chroniące sieci i zasoby organizacji. Celem tego działania jest jak największe zniechęcenie przestępców i dążenie do sytuacji, w której koszt cyberataku pozostanie wyższy niż jego potencjalne korzyści – podsumowuje Aleksander Kostuch z Stormshield.

Nowe władze Związku Polskiego Leasingu

Pod koniec maja br. odbyło się Walne Zgromadzenie Związku Polskiego Leasingu. Wybory do organów statutowych organizacji, sprawozdania z działalności, dyskusje dotyczące aktualnej sytuacji rynkowej i kierunków strategicznych zmian ZPL – to najważniejsze punkty agendy zebrania polskiej branży leasingowej.

Podczas Walnego Zebrania Związku Polskiego Leasingu odbyły się wybory do organów statutowych organizacji (Rady ZPL, Komisji Rewizyjnej i Sądu Koleżeńskiego). Kilka dni później Rada Związku Polskiego Leasingu wybrała Pawła Pacha, Prezesa Zarządu PKO Leasing, na stanowisko Przewodniczącego Rady ZPL.

„Bardzo dziękuję wszystkim delegatom obecnym na Walnym Zebraniu ZPL za zaufanie, jakim nas, jako Radę Związku Polskiego Leasingu obdarzyliście. W tym miejscu chciałbym przywitać nowych członków Rady ZPL, organu, który liczy obecnie dziewięciu ekspertów, na co dzień pracujących w zarządach konkurujących ze sobą firm leasingowych. Tak liczna reprezentacja przedstawicieli spółek w Radzie ZPL, jest gwarantem pluralizmu i szerokiej reprezentacji, a także daje nam silny mandat do wyznaczania kierunków rozwoju rynku leasingu w Polsce. Związek Polskiego Leasingu, podobnie jak cała polska branża leasingowa, jest obecnie w fazie dynamicznej transformacji. Jako przewodniczący Rady ZPL, przez najbliższy rok, będę z dużą satysfakcją angażował się w rozwój sektora leasingowego w Polsce. Po roku – zgodnie ze zmienionym statutem ZPL – przekażę zaszczytną funkcję Przewodniczącego Rady ZPL kolejnemu jej członkowi” – powiedział Paweł Pach, Przewodniczący Rady Związku Polskiego Leasingu.

Wiceprzewodniczącymi Rady ZPL, na mocy ostatnich wyborów, zostali:

  • Robert Antczak – Prezes Zarządu Polskiego Związku Wynajmu i Leasingu Pojazdów i Dyrektor Generalny Arval Polska,
  • Marcin Balicki – Prezes Zarządu Millennium Leasing,
  • Maciej Kijo – Członek Zarządu PEKAO Leasing,
  • Krzysztof Kowalewski – Wiceprezes Zarządu Santander Leasing Polska,
  • Rafał Piskorski – Dyrektor Generalny BNP Paribas Leasing Solutions w Polsce, Prezes Zarządu BNP Paribas Lease Group,
  • Cezary Raczyński – Prezes Zarządu mLeasing,
  • Adam Sar – Prezes Zarządu ING Lease (Polska),
  • Radosław Woźniak – Prezes Zarządu Europejskiego Funduszu Leasingowego.

Obecna Rada ZPL liczy dziewięciu członków i została wybrana na wspólną, trzy- letnią kadencję, która zakończy się w 2025r. Stanowisko Przewodniczącego Rady jest rotacyjne i przekazywane co roku. Dla przypomnienia, obok Rady organami statutowymi Związku Polskiego Leasingu są: Walne Zebranie, Zarząd, Komisja Rewizyjna oraz Sąd Koleżeński.

Prezesem Zarządu ZPL – pod koniec ubiegłego roku – został Tomasz Sudaj, ekspert związany z branżą finansową od blisko 20 lat. Prezes ZPL kieruje pracami związku i reprezentuje go na zewnątrz, natomiast Rada Związku sprawuje stały nadzór nad działalnością zarządu. Biogramy wszystkich członków Rady i Prezesa ZPL są dostępne na stronie internetowej polskiej organizacji leasingowej: http://leasing.org.pl/o_zwiazku/wladze

Uroczystym punktem programu Walnego Zebrania ZPL, było przyznanie Andrzejowi Sugajskiemu, Dyrektorowi Generalnemu, honorowego członkostwa ZPL, w dowód uznania za 16 lat pracy dla Związku Polskiego Leasingu. Tytuł przyznaje Rada Związku za szczególne zasługi na rzecz rozwoju leasingu w Polsce.

Podczas Walnego Zebrania ZPL  zostały przeprowadzone także wybory do Komisji Rewizyjnej oraz Sądu Koleżeńskiego ZPL. Wspólna kadencja członków Komisji Rewizyjnej, Sądu Koleżeńskiego i Rady ZPL trwa trzy lata. Eksperci wybrani do ww. organów statutowych ZPL pracują społecznie na rzecz rozwoju polskiej branży leasingowej.

Skład Komisji Rewizyjnej ZPL na lata 2022-2025:

  • Maciej Cymmerman (Acting Head of Legal, BNP Paribas Lease Group),
  • Mirosław Grzelak (Wiceprezes Zarządu PKO Leasing),
  • Jacek Rakowski (Dyrektor Departamentu Prawnego mLeasing),
  • Krzysztof Zgorzelski (Prezes Zarządu PEKAO Leasing),
  • Hubert Wojciechowski (Manager Zespołu Rachunkowości, Podatków i Skarbu w ING Lease Polska).

Skład Sądu Koleżeńskiego ZPL na lata 2022-2025:

  • Ewa Krystel (Manager Zespołu Prawnego w ING Lease Polska),
  • Tomasz Salamon (radca prawny, Dyrektor Departamentu Prawnego w PKO Leasing),
  • Jerzy Strasz (radca prawny, Kierujący Wydziałem Obsługi Prawnej Millennium Leasing),
  • Paweł Szeipuk (Członek Zarządu, Dyrektor Działu Prawnego De Lage Landen Leasing Polska),
  • Mariusz Włodarczyk (dyrektor zarządzający Santander Leasing Polska).

Wyniki finansowe GK GPW za I kwartał 2022 r.

  • Solidne wyniki finansowe GK GPW za I kwartał 2022 r.
  • Rekomendacja wypłaty dywidendy z zysku za 2021 r. w wysokości 115,0 mln zł (2,74 zł na akcję)

Mimo nadzwyczajnej sytuacji na rynku, jaką wywołała rosyjska agresja na Ukrainę, Grupie Kapitałowej Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GK GPW) udało się wypracować w I kwartale 2022 r. solidne wyniki. Przychody GK GPW wyniosły 110,2 mln zł w I kw. 2022 r. (-1,2% rdr).

I kwartał 2022 roku, z powodu wybuchu wojny w Ukrainie, charakteryzował się podwyższoną zmiennością cen aktywów na światowych rynkach kapitałowych, w tym również na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Zmienność spowodowana tym bardzo negatywnym wydarzeniem skutkowała wzrostem wolumenów i wartości obrotów na rynkach finansowych prowadzonych przez GPW. W I kwartale 2022 roku Grupa Kapitałowa GPW osiągnęła bardzo dobre wyniki finansowe, zysk netto wyniósł 38,1 mln zł i był porównywalny z wynikiem za I kwartał ubiegłego roku – powiedział Piotr Borowski, Członek Zarządu GPW w cotygodniowym „Wideokomentarzu GPW” zamieszczonym na oficjalnym kanale Giełdy w mediach społecznościowych.

Największą część przychodów Grupy Kapitałowej GPW w I kwartale br. stanowiły przychody z obrotu na rynku finansowym, które wyniosły 53,7 mln zł. Do 13,7 mln zł wzrosły przychody ze sprzedaży informacji na rynku finansowym, zaś 6,3 mln zł wyniosły przychody z obsługi emitentów. Przychody ze sprzedaży na rynku towarowym wyniosły 35,9 mln zł.

Zarząd GPW zarekomendował wypłatę w wysokości 115,0 mln zł z ubiegłorocznego zysku w formie dywidendy: – W związku z bardzo dobrymi wynikami Grupy Kapitałowej GPW za ubiegły rok, gdzie zysk netto za cały rok wyniósł ponad 160 mln zł, Zarząd Giełdy zaproponował (…) wypłatę dywidendy w wysokości 2,74 zł na akcję. Stopa dywidendy wyniesie ponad 7 procent. Decyzję w sprawie wypłaty dywidendy ostatecznie podejmie Zwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy GPW zwołane na 23 czerwca – dodał Piotr Borowski, Członek Zarządu GPW.

Warto zauważyć, że w I kwartale 2022 r. Grupa Kapitałowa GPW prowadziła też prace związane z podsumowaniem efektów realizacji Strategii #GPW2022, a także rozpoczęła prace koncepcyjne nad nową strategią na lata 2023-2027.

GfK: nastroje konsumenckie w Polsce znów nieznacznie w dół

Maj 2022 r. upłynął w Polsce pod znakiem kontynuacji spadku wskaźnika nastrojów konsumenckich. Jak wynika jednak z danych gromadzonych przez firmę GfK mieszkańcy naszego kraju reagują na turbulencje gospodarcze i geopolityczne nieco spokojniej niż przeciętni obywatele Unii Europejskiej.

Barometr Nastrojów Konsumenckich GfK, czyli syntetyczny wskaźnik ilustrujący aktualne nastroje Polaków w zakresie postaw konsumenckich, wyniósł w maju br.
-15,8 i spadł o 1,7 p.p. w stosunku do poprzedniego miesiąca. Dla porównania na terenie całej Unii średnia dla barometru wynosi już -22,2, a warto podkreślić, że jeszcze pięć miesięcy temu przeciętne nastroje unijne utrzymywały się na wyższym poziomie niż nad Wisłą.

Nieznaczny spadek to kontynuacja uśrednionego trendu z ostatniego półrocza. Dane GfK wskazują, że niżej niż przed miesiącem oceniamy np. obecną i przyszłą sytuację finansów domowych. W przypadku sytuacji gospodarczej kraju statystyki niemal nie uległy zmianie.

W maju ujemne nastroje konsumenckie odnotowano w większości grup wiekowych. Najniższy wskaźnik (-26,3) – ze znaczną różnicą względem pozostałych – utrzymuje się w grupie osób, które ukończyły 60. rok życia. Najwyższy wynik dotyczy z kolei grupy 15-22 lata i wynosi on 4,1. Jest to jednocześnie jedyna badana grupa wiekowa, w której wskaźnik barometru utrzymał się na dodatnim poziomie. Zgodnie z danymi gromadzonymi przez GfK, niezmiennie wraz ze wzrostem wieku, wskaźnik nastrojów konsumenckich w Polsce osiąga proporcjonalnie niższy poziom.

W przypadku podziału na płeć, po jednorazowym odwróceniu trendu w marcu br., w kolejnym miesiącu nastąpił powrót do statystyk, wedle których gorsze nastroje notowane są w Polsce wśród kobiet. Maj to kontynuacja tego trendu, przy czym nastroje konsumenckie wśród kobiet są już wyraźnie słabsze niż u mężczyzn (-18,5 vs. -13,9).

Większe dysproporcje możemy zaobserwować także w przypadku różnych poziomów wykształcenia, jednak różnice w tym zakresie nie są tak wyraźne jak jeszcze kilka miesięcy temu. W maju br. najsłabsze nastroje konsumenckie dotyczyły grupy osób z wykształceniem wyższym (-18,4). Dla porównania wśród osób z wykształceniem podstawowym, wskaźnik osiągnął poziom -6,5.

– Dwa największe zmartwienia Polaków to obecnie wysoka inflacja oraz konflikt w Ukrainie. Obecna sytuacja, choć nie napawa optymizmem, jest oceniana mimo wszystko lepiej niż to, co miało miejsce pod koniec 2020 roku, w kulminacyjnej fali pandemii COVID-19. Wtedy wartość indeksu spadła do rekordowego w 18-letniej historii poziomu –33 punktów – mówi Artur Noga-Bogomilski, head of market intelligence w firmie GfK w Polsce.

W maju br. kluczowe składowe Barometru Nastrojów Konsumenckich kształtowały się następująco:składowe Barometru Nastrojów Konsumenckich

Informacje o badaniu

Badanie zrealizowano w dniach 5-11 maja 2022 r. w ramach wielotematycznego badania omnibusowego e-Bus metodą CAWI (wspomaganych komputerowo wywiadów z respondentami z wykorzystaniem ankiety umieszczonej w internecie) na kwotowej, reprezentatywnej przedmiotowo, ogólnopolskiej próbie n=1000 osób. Struktura respondentów została dobrana z zachowaniem rozkładu wybranych parametrów społeczno-demograficznych odzwierciedlającego rozkład tych cech w populacji generalnej.

Barometr może przyjmować wartości od –100 do +100 i jest to saldo pomiędzy opiniami pozytywnymi a negatywnymi. Dodatnia wartość barometru wskazuje na to, iż w danej fali badania liczba konsumentów nastawionych optymistycznie przeważa nad liczbą konsumentów nastawionymi pesymistycznie. Wartość ujemna barometru oznacza odwrócenie tej proporcji.

Barometr jest zagregowanym wskaźnikiem sporządzanym na zlecenie Komisji Europejskiej, wyliczanym od 1985 roku. Obecnie indeks obejmuje 27 krajów. Dane dla Polski pochodzą z badania GfK współfinansowanego przez Komisję Europejską.

Czy polskie porty będą w stanie przejąć ładunki z Ukrainy? „Polska logistyka wykorzystuje 100% swoich możliwości”

Polskie porty wyraziły gotowość we wspieraniu ukraińskiej gospodarki. To bardzo ważne, bo objęty wojną kraj dotychczas definiowany był jako „spichlerz Europy” i jeden z głównych eksporterów zbóż w wiele rejonów świata. Obecnie porty w Ukrainie nie są w stanie efektywnie obsługiwać transportów, co powoduje gigantyczne straty finansowe i realne widmo głodu w niektórych rejonach świata. Czy sektor TSL w Polsce jest w stanie pomóc Ukrainie? Owszem, ale nie będzie to działanie pełnoskalowe.

Polska może zapewnić Ukrainie maksymalnie 20% potrzeb przeładunkowych. My pracujemy już na 100%

Specjaliści sektora TSL zdecydowanie popierają i bardzo chętnie przyłączają się do wspierania firm z Ukrainy. Jak mówią jednak – nie dojdzie do sytuacji, że porty w Polsce przejmą cały wolumen ładunków, które dotychczas były odprawiane w Ukrainie. Powodów jest kilka.

– Polska logistyka na ten moment wykorzystuje blisko 100% swoich możliwości, by pomóc Ukrainie. Nasz sektor TSL jest trochę inny niż ten w Ukrainie. Bazujemy na kontenerach i to one stanowią dominujący wolumen przeładunkowy. To węgiel, aluminium, surowce przemysłowe. Ukraina za to specjalizuje się w towarach sypkich i rolnictwie. Trudno porównywać więc nasze specjalizacje dominujące, do tego co podtrzymuje gospodarkę naszych walczących z okupantem sąsiadów.  Ukraina jest w stanie produkować zboża i towarów rolnych i pozostałych sypkich na poziomie 5 milionów ton miesięcznie, a możliwości polskie, by je obsłużyć są zdecydowanie mniejsze. To może ok. 20% możliwości przeładunkowych w kontekście całego zapotrzebowania ukraińskiego. Musimy jednak pamiętać także o realizacji naszych bieżących kontraktów i zobowiązań od których porty czy firmy zajmujące się transportem samochodowym nie są w stanie ograniczyć czy anulować – dodaje Przemysław Hołowacz, dyrektor ds. rozwoju Grupy CSL.

Rozwiązania krótkoterminowe zamiast inwestycji długofalowych

Inwestycje portowe, by przystosować naszą infrastrukturę do potrzeb rosnącego rynku polskiego i rynku Ukraińskiego warte byłyby dziesiątki, a nawet setki milionów złotych. Nie opłaca się ich przeprowadzać tylko po to, by chwilowo przejąć ruch z objętej wojną Ukrainy. Naszym celem jest pomoc, a nie stałe przejmowanie ruchu gospodarczego sąsiedniego kraju.

– Ukraina ma wielką potrzebę, by porty polskie ją wspierały. Polska infrastruktura nie jest jednak gotowa, by w całości obsłużyć drugi kraj. Inwestycje są możliwe, ale to kwestia długofalowa, a takich gwarancji nikt dzisiaj nie jest w stanie przedsiębiorcom udzielić. Życzymy Ukrainie, by ich porty zostały szybko odblokowane, a wtedy logistyka stopniowo powróci do tego kraju. Po odzyskaniu portów w Ukrainie w pierwszej kolejności powróci logistyka zbóż i oleju słonecznikowego, gdyż te produkty są priorytetowe i w dużej mierze obsługiwane przez port w Odessie, który prawdopodobnie jako pierwszy zostanie udrożniony. Może to być rok, może dwa lata, maksymalnie 5 lat. Musimy więc skupić się na rozwiązaniach krótkoterminowych, które są szansą dla polskich firm i portów, ale nie należy podchodzić do tej sytuacji jako czegoś, co potrwa długo. Nie wydaje mi się, by polscy przedsiębiorcy byli w stanie przejąć na stałe klientów obsługiwanych dotychczas przez porty ukraińskie – mówi Przemysław Hołowacz.

Hanna Mojsiuk: Sytuacja logistyki w Ukrainie to poważny problem geopolityczny. Temat dla dyskusji dla całej Europy

Jak mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie Hanna Mojsiuk przedsiębiorcy sektora TSL wykazują się dużą elastycznością jeżeli chodzi o wspieranie firm z Ukrainy  obsługę portową. Nie mogą jednak przedkładać swoich dotychczasowych interesów nad obsługę towarów z Ukrainy, bo mogłoby to spowodować poważne komplikacje w wielu firmach.

– Polskie porty i terminale: publiczne oraz komercyjne bardzo szybko zareagowały na apele firm z Ukrainy, by umożliwić im odprawę zbóż oraz innych produktów, które w Ukrainie nie miałyby teraz szans na przygotowanie, odprawę i dotarcie do klientów. Nasze porty pracują z pełną mocą i już przed wojną pojawiały się pewne oznaki przesilenia. Rozpędzony sektor e-commerce, Brexit, zrywane przez COVID łańcuchy towarowe, to wszystko wymaga od firm spedycyjnych i logistycznych mobilizacji na absolutnie mistrzowskim poziomie. Jak jest? Póki co organiczna siła naszej gospodarki jest na najwyższym poziomie. Obawiam się jednak, czy tej energii stary nam do końca wojny, a tego końca na horyzoncie nie widać – mówi Hanna Mojsiuk.

– Sektor TSL, porty, cała logistyka w Polsce potrzebuje wsparcia i strategii. Myślę, że rządzący muszą się nad tym pochylić. Myślę nawet, że to nie temat do dyskusji w Polsce, a w całej Europie.  Ograniczenie przeładunku zbóż jest wielkim, geopolitycznym problemem. Odpowiedzialność społeczna sektora TSL wymaga szukania rozwiązań, bo ofiar będzie więcej jeżeli zboże z Ukrainy nie trafi np. do Afryki. Stoimy przed realną wizją głodu na tamtym kontynencie. Musimy więc działać, szukać rozwiązań i bardzo intensywnie dyskutować w sprawie alternatyw dla portów ukraińskich i polskich. – dodaje Hanna Mojsiuk.

Nowelizacja kodeksu spółek handlowych

Dynamiczny rozwój polskiej gospodarki doprowadził do faktycznego istnienia w obrocie prawnym wielopoziomowych struktur współpracujących ze sobą podmiotów – holdingów. W polskim prawie brak było jednak do tej pory szczegółowych regulacji tej materii. Ten stan rzeczy zmieni się z dniem 13 października 2022 r., kiedy to wejdzie w życie nowelizacja kodeksu spółek handlowych z dnia 9 lutego 2022 r., a w polskim porządku prawym pojawi się pojęcie ‘grupy spółek’.

Ustawa zmieniająca kodeks spółek handlowych wprowadza do polskiego prawa instytucję ‘grupy spółek’ wraz z unormowaniem relacji między spółką dominującą, a jej spółkami zależnymi, które taką grupę tworzą. W ramach tych regulacji zostają wprowadzone przepisy, których celem jest nie tylko umożliwienie sprawnego zarządzania grupą spółek przez spółkę dominującą, w związku z realizacją wspólnej strategii gospodarczej, ale również zrównoważenie interesów uczestniczących w grupie spółek. ‘Interes grupy spółek’ jest tutaj pojęciem zasadniczym. To wokół niego koncentrują się regulacje dotyczące wyważania sprzecznych interesów w ramach grupy spółek odwołujące się nie tylko do spółki dominującej i spółki zależnej, ale również do interesów wierzycieli, członków organów menedżerskich oraz mniejszościowych wspólników (akcjonariuszy) spółki zależnej.

Do polskiego porządku prawnego została zatem recypowana, wypracowana przez orzecznictwo francuskie, tzw. koncepcja interesu grupy spółek (doktryna Rozenbluma), wskazująca na potrzebę uznania działań menedżerów spółek tworzących grupę podejmowanych w interesie holdingu. Zgodnie z nową regulacją spółki uczestniczące w grupie biorą pod uwagę nie tylko interes każdej z tych spółek, ale również interes grupy spółek, o ile nie zmierza do pokrzywdzenia wierzycieli lub wspólników mniejszościowych spółki zależnej. Natomiast członek zarządu spółki zależnej, który wykonał szkodliwe dla tej spółki polecenia spółki dominującej, leżące jednak w interesie grupy spółek, może zostać z odpowiedzialności za szkodę zwolniony (przy spełnieniu pewnych warunków), zaś poniesiona szkoda wyrównana w przyszłości spółce zależnej.

Ustawa wprowadza instytucję wiążących poleceń spółki dominującej dla spółki zależnej. W myśl zasady, że za decyzją idzie odpowiedzialność, nowa regulacja wprowadza odpowiedzialność spółki dominującej za skutki wydania wiążącego polecenia, wykonanego następnie przez spółkę zależną uczestniczącą w grupie spółek. Spółka dominująca może zatem ponosić odpowiedzialność nie tylko wobec spółki zależnej, ale również wobec jej wierzycieli oraz mniejszościowych wspólników (akcjonariuszy).

Odpowiedzialność spółki dominującej względem spółki zależnej jest odpowiedzialnością odszkodowawczą opartą na zasadzie domniemania winy. Spółka dominująca odpowiada wobec spółki zależnej za szkodę, która została wyrządzona wykonaniem wiążącego polecenia i która nie została naprawiona w terminie wskazanym w wiążącym poleceniu, chyba że nie ponosi winy. Odpowiedzialność spółki dominującej względem wierzycieli spółki zależnej aktualizuje się, jeżeli egzekucja przeciwko spółce zależnej okaże się bezskuteczna, a szkoda wyrządzona wierzycielom spółki zależnej powstała jako skutek wykonania się przez tę spółkę wiążącego polecenia spółki dominującej oraz innych zawinionych przez spółkę dominującą okoliczności. Natomiast odpowiedzialność spółki dominującej wobec mniejszościowych wspólników (akcjonariuszy) spółki zależnej sprowadza się do odpowiedzialności za szkodę w postaci obniżenia wartości udziału (akcji) spółki.

Funkcjonujące holdingi musiały mierzyć się z różnymi problemami praktycznymi, których finał nierzadko miał miejsce w postępowaniach sądowych. Polskie sądy jednak co do zasady rzadko uwzględniały w swoich orzeczeniach interesy grup spółek jako struktur nieformalnych. Czy nowelizacja przyczyni się do zmiany takiego podejścia? Na tak postawione pytanie należy odpowiedzieć twierdząco. Nowelizacja daje bowiem wyraźne oparcie dla dotychczasowej praktyki grup spółek, a z drugiej strony pozwala judykaturze precyzować bliżej zakres dopuszczalnego respektowania interesów grupy spółek organom spółki dominującej i zależnej.

Autor: mec. Anna Zabielska, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

Gospodarka USA wciąż silna i powinna odnotować solidny wzrost w II kwartale

W maju zatrudnienie w USA urosło o 390 tys. To więcej niż oczekiwania (320 tys.). Widać, ze rynek pracy nadal znajduje się w dobrej kondycji. Jednak ze względu na wysoki popyt na pracę nadal istnieje duże ryzyko zjawiska spirali płacowo-cenowej. Fed nadal będzie podnosił stopy wg zamierzonego planu.

Piątkowy odczyt jest niewiele mniejszy od kwietniowego (436 tys.). Z kolei stopa bezrobocia pozostała na niezmienionym poziomie 3,6 proc.. Mediana ekonomistów wskazywała spadek do 3,5 proc. Przed pandemią normą była zmiana na poziomie 200 tys. osób.

Silny rynek pracy wskazuje, że gospodarka USA powinna odnotować solidny wzrost w II kwartale. Spadek w okresie styczeń – marzec był wywołany silnym importem i mniejszym gromadzeniem zapasów. W USA cały czas panuje silny krajowy popyt końcowy.

Przyjrzyjmy się zarobkom. Średnie godzinowe płace wzrosły o 0,3 proc w stosunku do kwietnia. W porównaniu z sytuacją sprzed roku, wzrost ten zmniejszył się z 5,5% do 5,2%. Oznacza to, że szczytowy poziom 5,6% z marca mógł zostać przekroczony. Jednak bardziej znaczące wskaźniki płacowe, takie jak Atlanta Fed Median Wage Growth Tracker, nie wskazują jeszcze na spadek, dlatego prawdopodobnie jest jeszcze za wcześnie, aby ogłaszać spowolnienie wzrostu płac.

W ostatnich miesiącach wzrost zatrudnienia nieco spowolnił, ale nadal pozostaje na dość wysokim poziomie. Należy również wziąć pod uwagę, że rynek pracy musi tworzyć jedynie około 80 tys. nowych miejsc pracy miesięcznie, aby nadążyć za wzrostem populacji. Obecny przyrost w żadnym wypadku nie oznacza więc „schłodzenia” rynku pracy. Jak na razie brakuje sygnałów nadchodzącej recesji. Jeśli weźmiemy bardzo dobry ISM dla przemysłu, mamy układankę, która daje Rezerwie Federalnej zielone światło do dalszego działania. Fed nie przejdzie na wolniejsze tempo podwyżek stóp, dopóki nie pojawią się wyraźne oznaki spowolnienia.

Dolar prawie w ogóle nie zareagował. Główna para walutowa cały czas pokazuje wartośći powyżej 1,07. Z technicznego punktu widzenia EUR/USD cały czas znajduje się ponżej istotnych technicznych oporów. Kluczową barierą wydaje się być nadal 1,08. Na indeksach giełdowych z kolei obserwowaliśmy słabe nastroje. W tym momencie dobre dane z gospodarki USA to złe dane dla Wall Street. Indeks Nasdaq pomimo spadków piątkowych (blisko 2,5 proc.) nadal znajduje się w krótkoterminowej konsolidacji pomiędzy 12 500 pkt. a 12 900 pkt.

Łukasz Zembik, DM MS Brokers

Rośnie konkurencyjność branży przetwórstwa tworzyw sztucznych

Firmy przetwarzające tworzywa sztuczne systematycznie podnoszą swoją zdolność do konkurowania. Sub-indeks MiU dla tej branży wzrósł już trzy razy z rzędu – do 54,72 pkt. Ponadto co drugi przedsiębiorca ocenia, że poprawił swoje przygotowanie do konkurowania w ubiegłym roku. Jeśli branża chce utrzymać ten trend będzie musiała zmierzyć się z wieloma wyzwaniami. Zdaniem badanych przedsiębiorców największym będzie poradzenie sobie z rosnącymi cenami surowców.

Jak wynika z badania Siemens Financial Services w Polsce, firmy MŚP z branży przetwórstwa tworzyw sztucznych konsekwentnie podnoszą swoją konkurencyjność. Co drugi ankietowany ocenił, że w ubiegłym roku poprawił ogólne przygotowanie do konkurowania z perspektywy posiadanego parku maszyn i urządzeń (MiU). Z kolei w przypadku 41 proc. przedsiębiorców konkurencyjność w 2021 utrzymała się na tym samym poziomie, a u 9 proc. uległa pogorszeniu.Rośnie konkurencyjność branży przetwórstwa tworzyw sztucznych

Dobrą kondycję do konkurowania potwierdza również aktualny pomiar sub-indeksu MiU dla tej branży, który wynosi 54,72 i jest to wzrost o 2,44 pkt w porównaniu do poprzedniego badania przeprowadzonego jesienią 2020 r. Warto również podkreślić, że branża przetwórstwa tworzyw sztucznych poprawiła wartość sub-indeksu już po raz trzeci z rzędu – tuż przed wybuchem pandemii wynosił on 45,79 pkt.

– Przedsiębiorcy z branży przetwórstwa tworzyw sztucznych konsekwentnie wzmacniają swoją zdolność do konkurowania od marca 2020 r. Motorem ostatniego wzrostu były m.in. inwestycje w automatyzację procesów produkcji oraz zwiększenie częstotliwości odnowień parku maszyn i urządzeń. Istotny wpływ miał także wzrost eksportu. Przed branżą stoi jednak kolejny rok pełen wyzwań. Przedsiębiorcy już w ubiegłym roku zwracali uwagę na problem z surowcami, który potęguje teraz obecna sytuacja geopolityczna. Dodatkowym czynnikiem są wzrosty cen energii oraz wyzwania regulacyjne, z którymi będą musiały się zmierzyć firmy z tej branży  – mówi Grzegorz Jarzębski, Country Head of Sales w Siemens Financial Services w Polsce.

Branża automatyzuje się i zwiększa eksport

W ubiegłym roku ponad 40 proc. firm z branży przetwórstwa tworzyw sztucznych podniosło poziom automatyzacji produkcji. W tym samym czasie co trzecie przedsiębiorstwo zwiększyło także nakłady na odnowienie parku maszyn i urządzeń (MiU). Warto również zwrócić uwagę, że co drugi ankietowany planował inwestować w automatyzację (52 proc.) oraz odnowienie parku MiU (47 proc.) również w najbliższej przyszłości.Rośnie konkurencyjność branży przetwórstwa tworzyw sztucznych 2

Inwestycje udało się zrealizować prawdopodobnie dzięki wzrostom w sprzedaży. Połowa (49,4 proc.) ankietowanych przedsiębiorców oceniła, że zwiększyła eksport w ubiegłym roku. Ponadto 43 proc. informowało o wyższej sprzedaży krajowej w tym okresie.

Jak wynika z badania Siemens Financial Services w Polsce, firmy z branży przetwórstwa tworzyw sztucznych chętnie sięgają również po finansowanie zewnętrzne. Co trzecie przedsiębiorstwo dywersyfikuje źródła finansowania przy inwestycjach w park maszyn i urządzeń. Z kolei co czwarty przedsiębiorca w ogóle nie wykorzystuje własnych środków finansując maszyny i urządzenia, i korzysta wyłącznie z zewnętrznych funduszy np. leasingu.

Ceny surowców największym wyzwaniem

Mimo dobrych wyników przed branżą jest rok pełen wyzwań, do których muszą się dostosować przedsiębiorcy, aby utrzymać konkurencyjność swoich firm. Zdaniem 40 proc. badanych przetwórców, największym z nich będzie poradzenie sobie z cenami surowców. Dla 28 proc. będzie to większa automatyzacja zakładu. Z kolei 22 proc. ankietowanych firm zwraca uwagę na problemy z pozyskaniem pracowników. Dla 19 proc. największym wzywaniem będzie utrzymanie płynności i przychodów.Rośnie konkurencyjność branży przetwórstwa tworzyw sztucznych 3

Należy pamiętać, że czasy, w których żyjemy cechują się podwyższoną nieprzewidywalnością. Z jednej strony pandemia COVID-19 mniej już wpływa na gospodarkę, ale z drugiej rosnąca inflacja oraz m.in. wzrost kosztów energii coraz bardziej dają się we znaki przedsiębiorcom. Ponadto słyszymy o problemach branży transportowej, na które składają się również trudności z pozyskaniem pracowników, rosnące ceny paliw czy niedostępność kontenerów. Dodatkowo mamy trudną sytuację na rynku półprzewodników. Biorąc pod uwagę konsekwencje tych czynników, odpowiednie zarządzanie parkiem maszyn i urządzeń jeszcze nigdy nie było tak istotne jak dziś – podsumowuje Artur Sokalski, Business Development Manager w Siemens Financial Services w Polsce.

Nota metodologiczna:

Index MiU przyjmuje wartości w skali od 0 do 100 pkt. Im wyższy odczyt, tym wyższa ocena zdolności firm do konkurowania, bardziej skupiają się one na inwestycjach w rozwój parków maszyn i urządzeń, automatyzacji oraz m.in. zwiększają skalę sprzedaży krajowej i zagranicznej. Progi newralgiczne, które świadczą o dużym wzroście lub spadku konkurencyjności wynoszą odpowiednio 60 pkt i 40 pkt. Konstrukcja indeksu opiera się na ośmiu komponentach, które w różnym stopniu wpływają na końcową wartość informującą o zdolności do konkurowania producenta. Wśród nich są m.in. odnowienia parku maszyn i urządzeń oraz ich częstotliwość, automatyzacja procesów produkcji, sprzedaż krajowa i eksport czy udział oraz dostępność finansowania zewnętrznego.

Badanie z przedstawicielami 400 małych i średnich firm zrealizował Instytut Badań i Rozwiązań B2B Keralla Research we wrześniu 2021 r. Uczestnikami badania byli przedsiębiorcy z branży poligraficznej, spożywczej, obróbki metali i przetwórstwa tworzyw sztucznych z całej Polski, posiadający własny park maszyn i urządzań (MiU). Wykorzystano metodę ilościową, technikę standaryzowanych wywiadów telefonicznych (CATI).

PIT 5L, CIT, skala podatkowa – co dziś opłaca się najbardziej?

Według danych Ministerstwa Finansów na początku 2022 roku ponad 328 tys. przedsiębiorców zmieniło formę opodatkowania. Od 1 lipca 2022 roku rząd wprowadza nowe stawki podatkowe i w ramach wyjątku oferuje polskim podatnikom możliwość dokonania jeszcze jednej zmiany sposobu rozliczenia.

Komu będzie ona się opłacać? Czasu do namysłu pozostało niewiele, a i nie wszyscy przedsiębiorcy będą mogli skorzystać z tego przywileju.

Kto może, a kto nie będzie mógł zmienić formy rozliczania podatku?

W świetle przepisów (art. 9 ust. 2 ustawy o PIT) zmiana formy opodatkowania jest możliwa do 20 lutego roku każdego roku kalendarzowego. W ramach planu naprawczego Polskiego Ładu od lipca 2022 roku zaczną obowiązywać nowe stawki podatku. Ministerstwo Finansów zezwoliło zatem, w drodze wyjątku, na zmianę sposobu opodatkowania, nawet jeśli przedsiębiorca przed rozpoczęciem tego roku już zadeklarował jego formę.

Zmiany dotyczą jednak wyłącznie podatników, którzy chcieliby zmienić sposób rozliczania na zasady ogólne.

Kiedy będzie możliwa zmiana sposobu opodatkowania?

Zgodnie z zapowiedziami rządu podatnicy będą mogli zdecydować się na ewentualną zmianę sposobu opodatkowania w terminie od 1 lipca do 22 sierpnia. Dzięki temu na przykładzie ryczałtowców – pierwsze pół roku będzie można rozliczać się w postaci ryczałtu, a drugą połowę według skali podatkowej.

Jakie zmiany podatkowe będą wprowadzone?

Do głównych zmian związanych z korektą Polskiego Ładu zaliczyć można likwidację ulgi dla klasy średniej i obniżenie podatku PIT u podatników na skali podatkowej. Zamiast 17% ma on wynieść 12%. (na pierwszym progu). Zmiany dotyczą również sposobów na zmniejszenie podstawy opodatkowania o wysokość składki na ubezpieczenie zdrowotne:

– dla przedsiębiorców na podatku liniowym – do kwoty limitu 8700 zł podstawy (co daje w rocznym ujęciu 1653 zł),
– dla ryczałtowców – możliwość odliczenia połowy składki od przychodów (oszczędności są uzależnione zatem od stawki ryczałtu i przychodu firmy),
– dla przedsiębiorców na karcie podatkowej – pomniejszenie podstawy opodatkowania jest możliwe do 19% wysokości składki.

PIT i CIT – terminy rocznych rozliczeń

Rozliczenia roczne PIT były obligatoryjne do 30 kwietnia. CIT to podatek rozliczany przez spółki akcyjne i spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. W tym roku, w ramach wyjątku, rozliczeń CIT-u można dokonywać do 30 czerwca. W 2023 roku ma już obowiązywać jeden, wspólny termin rozliczeń. Deklaracje i zeznania trzeba będzie składać do 30 kwietnia.

Liniówka, skala czy CIT? Dylemat oszczędnego przedsiębiorcy

Polskie spółki od momentu wprowadzenia Polskiego Ładu starają się podwyższać swój dochód. Najbardziej oszczędne przestały nawet już zmniejszać koszty uzyskania przychodu. Wszystko przez minimalny podatek dochodowy w wysokości 10 proc., który zaczął obowiązywać 1 stycznia 2022 roku. Dotyczy on wszystkich “nierentownych” spółek kapitałowych i podatkowych grup kapitałowych, które poniosą stratę lub których dochód nie przekroczy 1 proc. (chodzi dokładnie o udział dochodów z działalności operacyjnej w przychodach operacyjnych). Dla spółek mniejsze koszty przychodu przekładają się automatycznie na wyższą podstawę opodatkowania klasycznym podatkiem dochodowym, co jest jednym ze sposobów na przetrwanie w nowych realiach podatkowych.

Przedsiębiorcy na liniówce również mają twardy orzech do zgryzienia. Podniesienie kwoty wolnej od podatku może bowiem wpłynąć na to, że będzie to opłacalna forma rozliczania się z fiskusem, ale tylko dla tych podatników, których dochód przekracza 200 tys. złotych rocznie. Na szczęście właściciele firm, którzy widzą dla siebie szansę w najbliższej, lipcowej zmianie opodatkowania – już niebawem będą mieli okazję sprawdzić, jak kształtować będą się ich opłaty na innej formie rozliczenia.

– To nie jest łatwy czas dla przedsiębiorców. Zmiany przepisów w ciągu roku podatkowego sprawiają, że tak naprawdę wciąż nie wiemy, jakie obciążenia finansowe nas czekają. Oczywiście dobrze, że mamy możliwość – biorąc pod uwagę tak istotne modyfikacje systemu podatkowego – przejść na inny model rozliczeń z fiskusem, niemniej według mnie połowa roku to nie jest moment na tego typu zmiany – mówi Krzysztof Wojtas, prezes zarządu BrainSHARE IT, producenta programu SaldeoSMART. – Tym bardziej że nowe pomysły wpływają nie tylko na właścicieli firm, ale i na producentów systemów wspierających pracę księgowych i biur rachunkowych, którzy po raz kolejny w ostatnich miesiącach będą dokonywać aktualizacji w swoich aplikacjach, by dostosować je do wchodzących w życie przepisów.

Czy w związku z najnowszymi zmianami przejście na skalę będzie najbardziej atrakcyjne? Jest to prawdopodobne. Do kolejnej z ważnych zalet skali podatkowej zalicza się zastosowanie kwoty wolnej od podatku w wysokości 30 tys. złotych, a także możliwość rozliczania się wspólnie z małżonkiem (a po najnowszych zmianach także z dzieckiem – dla samotnych rodziców).

– Ryczałt pozostanie atrakcyjny dla tych przedsiębiorców, którzy rozliczają się według stawki niższej niż 12 proc. Jeśli stawka będzie wyższa – warto rozważyć zmianę rozliczenia na zwykły PIT. Jest to oczywiście opłacalne tylko z perspektywy przedsiębiorców, których przychody nie przekroczą 120 tys. złotych rocznie, ponieważ przy kwotach wyższych obowiązuje już 32 proc. podatek PIT – tłumaczy Kamila Cieszkowska, współwłaściciel, główna księgowa w Biuro Rachunkowe Podatnik P&K Cieszkowscy.

W opozycji do chęci zmiany formy opodatkowania stoi jednak wysokość składek zdrowotnych. W skali podatkowej wynoszą one 9 proc. od dochodu, u liniowców jest to 4,9 proc., a ryczałtowcy płacą składkę zryczałtowaną.

Po najświeższej korekcie Polskiego Ładu, nazywanej przewrotnie Polskim Ładem 2.0, skala podatkowa stała się realną alternatywą i dla liniowców (19 proc. PIT), i dla ryczałtowców. Czy przejście na tę formę rozliczenia faktycznie wpłynie na oszczędności w postaci niższych podatków? Odpowiedź na to pytanie przyniesie z pewnością druga połowa roku.

Kryptowaluty na razie stabilne

Ceny kryptowalut utrzymywały się w zeszłym tygodniu na stałym poziomie, ponieważ inwestorzy oceniali sytuację pod ich kątem. Bitcoin od kilku tygodni utrzymuje się na stałym poziomie na poziomie 30 000 dolarów, co daje nadzieję, że najgorszy czas dla krypto minął.

Bitcoin rozpoczął tydzień poniżej 29 000 dolarów i wzrósł do prawie 32 000 dolarów we wtorek, po czym spadł poniżej 29 500 dolarów. Od tamtego czasu ponownie wzrósł i obecnie kształtuje się na poziomie 31 000 dolarów.

Ethereum podlegał ciągłej zmienności, prawdopodobnie przez niepewność inwestorów wokół The Merge, która jest teraz na czasie. Token ETH rozpoczął ubiegły tydzień poniżej 1800 dolarów, po czym we wtorek wzrósł powyżej 1950 dolarów. Jednak jego wartość spadła poniżej 1750 dolarów w ciągu tygodnia poprzedzającego, który powrócił do około 1850 dolarów.

Jest prawdopodobne, że ETH pozostanie pod wpływem zewnętrznych czynników, dopóki wyniki The Merge nie będą jasne. Aktualizacja techniczna blockchain ma poważne konsekwencje dla jego zastosowań i wartości tokenów. Teoretycznie, będzie to mieć deflacyjny wpływ na kryptowaluty, co może okazać się cennym aspektem w obecnym środowisku wysokiej inflacji.

Simon Peters, analityk kryptowalut na platformie eToro

Inflacja z baryłką tańczą w jednej parze

Koniec poprzedniego tygodnia to nie najgorsze dane z amerykańskiego rynku pracy, które wyhamowały zapędy rozpędzającego się euro na głównej parze walutowej świata. Dla surowcowych traderów poniedziałkowym budzikiem okazało się wybicie lokalnych szczytów cenowych na wykresach czarnego złota.

Piątkowy kontratak danych na rynku pracy w USA

Pod koniec poprzedniego tygodnia otrzymaliśmy kilka istotnych danych z amerykańskiego rynku pracy. Po czwartkowych, o ponad połowę niższych od oczekiwań, informacji z raportu ADP, dolar uległ deprecjacji. W związku z powyższym analitycy nie oczekiwali pojawienia się silnych danych podczas piątkowych odczytów z amerykańskiego rynku pracy. Te jednak nie okazały się takie złe. Co prawda stopa bezrobocia pozostała na poziomie 3,6%, ale za to zmiana zatrudnienia w sektorze pozarolniczym była o 70 tys. wyższa od prognozowanej. Wzrost zatrudnienia w stosunku do predykcji zanotowano także w sektorze prywatnym. Dane te ożywiły “zielonego” powodując zejście kursu na głównej parze walutowej świata momentami do poziomów poniżej 1,071$.

Decyzje w sprawie stóp

Wśród ekspertów coraz częściej usłyszeć można głosy mówiące o łagodniejszym podejściu FED do zacieśniania polityki monetarnej. Jednak piątkowe dane z amerykańskiego rynku pracy pokazują, iż ten scenariusz wcale musi dojść do skutku. W tym tygodniu czekają nas kolejne informacje w sprawie stóp procentowych z kilku banków centralnych. 8 czerwca poznamy decyzję RPP, na którą nerwowo czekają kredytobiorcy. Na polskim rynku oczekuje podniesienie stopy do wartości minimum 6%. Dzień później, bo w czwartek głównym wydarzeniem będzie decyzja EBC w sprawie stopy refinansowanej i depozytowej, na którą na pewno wpływać będzie finalny odczyt PKB za pierwszy kwartał dla strefy euro.

Inflacja z baryłką tańczą w jednej parze

W ten tydzień wchodzimy wraz z lokalnymi górkami na wykresach ropy. Cena indeksu Oil WTI nad ranem przekroczyła 120$, a Oil Brent 121$. Dane te nie sugerują, aby ceny na stacjach paliw miały ulec zmianie z korzyścią dla konsumentów. W mediach pojawia się coraz więcej artykułów straszących, że na wakacyjny wyjazd samochodem w tym roku będą mogli pozwolić sobie tylko osoby bardziej zamożne. Wzrosty cen paliw na pewno pomagają inflacji, której odczyty z wielu krajów europejskich poznamy pod koniec tego tygodnia.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Dawid Górny, analityk walutowy InternetowyKantor.pl

Asystent kupca – rozwój ścieżki kariery

Branża odzieżowa to dynamiczne środowisko, w którym zatrudnienie znajduje naprawdę wiele osób. Do bardzo istotnych stanowisk w tym segmencie gospodarki bez wątpienia należy asystent kupca i kupiec. Na czym polega praca osób na tych stanowiskach i jak wygląda ścieżka rozwoju w tym kierunku?

Jak zostać asystentem kupca mody w polskiej marce?

Praca na stanowisku asystenta kupca to zajęcie wymagające i odpowiedzialne – osoba, która pełni tę funkcję, bierze udział w procesie przygotowywania zamówień na zakupy wewnętrzne. Oznacza to, że ma duży wpływ na to, jakie produkty ostatecznie będą dostępne w sprzedaży. Osoba, która chce rozpocząć pracę w tym kierunku, musi mieć odpowiednie umiejętności i predyspozycje. Niezbędna jest znajomość języka angielskiego oraz zainteresowanie modą. 

Aby ubiegać się o pracę na stanowisku asystenta kupca, ważne jest, aby posiadać zdolności analityczne i strategiczne. Osoba na tym stanowisku powinna być wszechstronna oraz ciekawa świata, otwarta na nawiązywanie nowych kontaktów. Ważna jest także umiejętność działania pod presją czasu – wiele decyzji często musi być podejmowanych natychmiast i nie ma tutaj miejsca na chwilę zawahania się. 

W polskich brandach modowych, które należą do grupy LPP, asystent kupca może liczyć na jasno rozpisaną ścieżkę rozwoju. Dzięki temu kariera w Sinsay lub w innej polskiej marce odzieżowej może być rozwijana stopniowo i od początkowego stanowiska, czyli asystenta kupca, po wykazaniu odpowiednich cech i zdobyciu doświadczenia, można liczyć na awansowanie na kolejne szczeble. 

Jakich wyzwań możesz się spodziewać na tym stanowisku?

Do podstawowych zadań pracowników marek odzieżowych na stanowisku asystent kupca należy przede wszystkim wspieranie kupca, z którym bezpośrednio się współpracuje. Pomoc jest niezbędna w procesie planowania i realizowania zamówień poszczególnych produktów. Do zadań asystenta kupca i kupca należy również kontaktowanie się z działem marketingu, technologii odzieży oraz z projektantami w celu stworzenia optymalnej kolekcji odzieżowej, dopasowanej do aktualnych trendów i klienta docelowego. 

Asystent kupca to osoba, która musi być kreatywna i umieć pracować zespołowo. Ostateczne decyzje są wynikiem wielu rozważań i dyskusji z innymi członkami zespołów, dlatego dobra komunikacja jest niezwykle istotna. Podczas rozwoju kariery na tym stanowisku warto wykazywać się analitycznym podejściem do codziennych zadań – konieczne jest przewidywanie różnych scenariuszy rozwoju sytuacji oraz odpowiednie przygotowanie się na ich ewentualne wystąpienie.

Jak zarządzać aktywnością w social mediach?

Każdy przedsiębiorca wie doskonale, ile możliwości promowania produktów i usług dają social media. Jednak wielu z nas zdaje też sobie sprawę z tego, że zarządzanie aktywnościami na wszystkich profilach społecznościowych to proces czasochłonny, potrafiący zająć wiele godzin każdego dnia. A to z kolei może negatywnie wpłynąc na zaangażowanie w innych obszarach prowadzenia biznesu. Jak zatem zarządzać aktywnością w social mediach tak, żeby mieć czas na inne kluczowe zadania?

Sprawne zarządzanie interakcjami w social mediach to klucz do promowania marki

Serwisy społecznościowe to obszar marketingu internetowego, w którym drzemie ogromny potencjał. Nic w tym zresztą dziwnego – każdego dnia ponad miliard użytkowników loguje się na swoje profile na Facebooku, Instagramie, Twitterze czy Linkedin. 

To właśnie w tych miejscach – serwisach, które odwiedzają Twoi potencjalni klienci – możesz zyskać szansę na zwiększenie przychodów. Ale do tego potrzebujesz skutecznych narzędzi do zarządzania obecnością marki w social mediach. 

Kluczem jest odpowiednie zaplanowanie działań w mediach społecznościowych, zarówno w skali pojedynczego serwisu, jak i ogólnej strategii marketingowej marki. Jak zatem podejść do aktywności w social mediach, by z jednej strony przynosiła ona wymierne korzyści, a z drugiej nie wymagała wielogodzinnego zaangażowania każdego dnia? 

Przede wszystkim, należy zacząć od szczegółowego zidentyfikowania docelowej grupy klientów – z czego wynikać będzie też wybór platform social media, na których Twoja marka powinna być aktywna. Nie obędzie się też bez wykorzystania nowoczesnych technologii do zautomatyzowania działań w social mediach – a już zwłaszcza, jeśli zależy Ci na oszczędności czasu.

Postaw na automatyzację procesów w social mediach

Bez dwóch zdań, najlepszym sposobem na zyskanie czasu i efektywne zarządzanie działaniami marketingowymi w social mediach jest automatyzacja. Zautomatyzowanie procesów związanych z publikacją postów, odpowiadaniem na proste pytanie na Messengerze, czy też generowaniem leadów to klucz do stworzenia doskonale działającej machiny marketingowej. A ta może już w ciągły sposób, skutecznie wspierać rozwój biznesu bez konieczności ciągłego aktywnego uczestnictwa z Twojej strony.

Automatyzacja może być z powodzeniem zastosowana w wielu obszarach zarządzania social mediami, jak na przykład:

  • obsługa klienta, 
  • publikacja treści na podstawie wcześniej ustalonego kalendarza, 
  • moderacja komentarzy do reklam i treści organicznych, 
  • tworzenie zaawansowanych raportów analitycznych, które w syntetyczny sposób wskażą skuteczność działań. 

Oczywiście proces wdrożenia automatyzacji może okazać się wymagający dla tych przedsiębiorców, którzy przyzwyczajeni są do osobistego wykonywania wszystkich czynności, jakich wymaga prowadzenie biznesu i jego promocja. Jednak wystarczy raz przekonać się na własnej skórze, ile czasu można zaoszczędzić, powierzając część zadań inteligentnym narzędziom, by już nigdy nie chcieć wrócić do starego sposobu działania.

NapoleonCat – narzędzie, które ułatwia zarządzanie aktywnością w serwisach społecznościowych

napoleoncat

W jaki sposób wdrożyć procesy automatyzacji w zarządzaniu profilami społecznościowymi? Najlepszym rozwiązaniem będzie postawienie na uznane oprogramowanie, takie jak https://napoleoncat.com/pl/. Skuteczne narzędzie do automatyzacji jest kluczowym elementem, który może zdecydować o tym, ile czasu faktycznie zaoszczędzisz, wdrażając strategię marketingową i obsługując klientów w social mediach.

NapoleonCat umożliwia zintegrowanie wszystkich popularnych platform społecznościowych w ramach jednej platformy. Dzięki temu łatwo jest:

  • monitorować aktywność użytkowników, bez konieczności każdorazowego logowania się na poszczególne konta i nie omijając żadnego komentarza, wiadomości czy opinii w Google
  • błyskawicznie na nie odpowiadać (również automatycznie, jeśli pytania dotyczą prostych, powtarzających się kwestii, np. cen produktów, rozmiarówki czy godzin otwarcia)
  • monitorować i nadzorować skuteczność działań, w tym automatycznie generować raporty, dzięki którym łatwiej zdefiniujesz obszary, które wymagają poprawy.

O możliwościach zarządzania interakcjami na wszystkich profilach w jednym miejscu więcej przeczytasz pod adresem https://napoleoncat.com/pl/funkcje/social-inbox/

Prawdziwy potencjał NapoleonCat ujawnia się jednak dopiero przy wykorzystaniu możliwości automatyzacji social mediów. W kilku krokach automatyczne zaplanujesz publikację postów, zadbasz o automatyczną obsługę klienta i moderowanie komentarzy do reklam. A w efekcie – zwiększysz sprzedaż, w tym czasie mogąc zająć się rozwojem marki w innych obszarach. 

Silesian Space Valley – firmy z branży kosmicznej, nowych technologii i Legnicka Strefa tworzą Klaster Technologii Kosmicznych

Nową instytucję, Klaster Technologii Kosmicznych – Silesian Space Valley, powołała Legnicka Specjalna Strefa Ekonomiczna wspólnie z 4 najważniejszymi firmami z branży kosmicznej i nowych technologii: SatRev, Saule Technologies, Columbus Energy i TUATARA. Porozumienie podpisano w piątek, 3 czerwca we Wrocławiu, podczas Forum G2 – Gospodarka i Geopolityka.Silesian Space Valley Silesian Space Valley Goworek Zwolinski Malinkiewicz K Goworek Tuatara Malinkiewicz Bozek Wawryniewicz Wawryniewicz Bozek Malinkiewicz Zwolinski Malinkiewicz Goworek Wawryniewicz

Nawiązana współpraca ma za zadanie zwiększyć oraz połączyć potencjał technologiczny, naukowy i edukacyjny przedsiębiorców z branży technologii kosmicznych.

Niedawno podpisaliśmy list o współpracy ze spółką SatRev, która w Legnicy będzie produkować nanosatelity. Towarzyszy nam hasło „Lecimy wyżej”, dlatego teraz czas na kolejny krok i powołujemy Klaster Technologii Kosmicznych. Wierzę, że działalność klastra przekona wielu inwestorów, że Dolny Śląsk to doskonałe miejsce na rozwój w branży kosmicznej – uważa Przemysław Bożek, prezes Legnickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.

Analiza rynkowa i wykorzystanie dostępnych możliwości biznesowych pozwoliły na utworzenie konsorcjum Silesian Space Valley, które ma wzmocnić i pomóc w rozwoju firmom z branży.

Klastry wzmacniają współpracę firm oraz dostawców, a także instytucji naukowych. Tylko wymiana wiedzy i doświadczeń kieruje nas w stronę rozwoju, dlatego przyłączyliśmy się do tego przedsięwzięcia – mówi Grzegorz Zwoliński, prezes i współzałożyciel SatRev, spółki która stawia na nanosatelity.

 

Bardzo się cieszę, że wspólnie z naszymi partnerami sięgamy teraz do gwiazd. Od zawsze marzyłam, by mieć swój udział w kosmicznej przygodzie naszej cywilizacji – to przecież niezwykle ekscytujące wyzwanie – komentuje Olga Malinkiewicz, założycielka i Chief Technology Officer w Saule Technologies, która produkuje ogniwa perowskitowe.

Technologie, którymi dysponujemy mają szansę być wykorzystane w przyszłości w kosmosie. Brzmi ambitnie, ale właśnie od ambicji i marzeń zaczyna się przygoda prowadząca do sukcesu. Cieszę się, że kamieniem węgielnym tego porozumienia są właśnie polskie firmy – zauważa Dawid Zieliński, prezes Columbus Energy, firmy z sektora energetyki odnawialnej.

Wierzę, że dzięki temu porozumieniu będziemy mogli skutecznie wymieniać się wiedzą i wspólnie opracowywać przełomowe rozwiązania, które pomogą otworzyć nowe perspektywy przed polską branżą kosmiczną – mówi Krzysztof Goworek, współzałożyciel i członek zarządu TUATARA, firmy łączącej konsulting i technologie m.in. AI i machine learning, wykorzystującej swoje kompetencje także do budowy rozwiązań analizy i monetyzacji danych i obrazów satelitarnych.

Liderem konsorcjum klastrowego została Legnicka Specjalna Strefa Ekonomiczna, która ma już duże doświadczenie w tworzeniu klastrów. Spółka jest liderem Dolnośląskiego Klastra Edukacyjnego oraz Motoryzacyjnego. Ponadto pełni funkcję partnera Dolnośląskiego Klastra Lotniczego.

Doświadczenie pokazuje, jak wielką wartość ma taka współpraca. Kalifornia ma Dolinę Krzemową, a Dolny Śląsk będzie miał Dolinę Kosmiczną. Ta branża dopiero nabiera tempa i aż trudno nam sobie wyobrazić, jak potrzebna jest w codziennym życiu – podsumowuje Ryszard Wawryniewicz, wiceprezes Legnickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej.

Podpisanie umowy o współpracy, na zaproszenie prof. Piotra A. Wrzecioniarza, przewodniczącego Rady Programowej Forum G2 zorganizowano podczas forum nieprzypadkowo. Forum G2 we Wrocławiu to jedno z najważniejszych wydarzeń gospodarczo-geopolitycznych w Polsce. Właśnie w piątek, 3 czerwca forum towarzyszy międzynarodowa strefa „EEC in space”, która stworzyła idealny pretekst do symbolicznego startu kosmicznej przygody na Dolnym Śląsku.

KLASTER TECHNOLOGII KOSMICZNYCH

Założyciele Silesian Space Valley:

  • Columbus Energy S.A. – firma z sektora energetyki odnawialnej z siedzibą w Krakowie. Spółka zajmuje się dostarczaniem kompleksowych usług z zakresu instalacji odnawialnych źródeł energii oraz realizuje długoterminowe inwestycje w farmy fotowoltaiczne. Columbus Energy S.A. jest notowana na rynku NewConnect. Coroczny, dynamiczny wzrost przychodów Spółki plasuje ją wśród największych udziałowców rynku instalacji fotowoltaicznych w Polsce.
  • Legnicka Specjalna Strefa Ekonomiczna S.A. – znajduje się w południowo-zachodniej Polsce, na terenie województwa dolnośląskiego, jednego z najdynamiczniej rozwijających się obszarów w Polsce. W 2022 r. przypada 25-lecie istnienia spółki. LSSE do dziś to 77 inwestorów z wielu zakątków świata, blisko 1,4 tys. ha terenów inwestycyjnych. Blisko 11 mld zł inwestycji i – przede wszystkim – blisko 17 tys. miejsc pracy, aż dwukrotnie więcej niż inwestorzy planowali. Spółka została liderem konsorcjum.
  • SatRev S.A. – polski start-up specjalizujący się w projektowaniu, produkcji oraz eksploatacji satelitów do obserwacji Ziemi w czasie rzeczywistym. Dzięki niedawno podpisanemu porozumieniu, firma ta będzie produkowała nanosatelity w Legnicy. Fabryka na Dolnym Śląsku to pierwsze w Polsce przedsięwzięcie, w którym nanosatelity będą powstawały w ilościach komercyjnych.
  • Saule Technologies Sp. z o.o. – spółka, która opracowuje drukowane atramentowo, ultracienkie i elastyczne ogniwa słoneczne na bazie perowskitów. Firma ta jest światowym liderem nowej, przełomowej technologii fotowoltaicznej bazującej nie na krzemie, a na perowskitach. We wrocławskim laboratorium i fabryce polskiej firmy pracują naukowcy oraz inżynierowie z blisko dwudziestu krajów.
  • TUATARA Sp. z o.o. – firma łącząca konsulting i technologie w celu tworzenia wyjątkowych rozwiązań dla klientów – od rozwiązań analitycznych i Big Data, przez integrację backendu i digitalizację procesów, do innowacyjnych modeli biznesowych. Misją TUATARA jest wspieranie firm i instytucji, aby mogły rozkwitać w gospodarce cyfrowej, wykorzystując technologie kognitywne, NLP, sztuczną inteligencję i machine learning.

GŁÓWNE CELE SILESIAN SPACE VALLEY

  • Konsolidacja firm działających w branży kosmicznej oraz pokrewnych, w Polsce i krajach członkowskich Unii Europejskiej, jak i poza ich granicami, a także zapewnienie im możliwości rozwoju technologicznego.
  • Zwiększenie potencjału innowacyjnego podmiotów branży technologii kosmicznej oraz pokrewnych, prowadzących działalność na terenie Dolnego Śląska oraz południowo-zachodniej Polski poprzez zapewnienie im wspólnego dostępu do nowoczesnych technologii, bazy edukacyjnej oraz wspomagania transferu wiedzy, doświadczenia i technologii.
  • Powołanie Silesian Space Valley, które skupiać będzie swoje zadania na utworzeniu międzynarodowego centrum technologicznego w branży technologii kosmicznej. Głównym celem inicjatywy jest optymalne łączenie potencjału technologicznego, naukowego i edukacyjnego przedsiębiorców z branży technologii kosmicznych, jednostek naukowych oraz instytucji otoczenia biznesu.

SYGNATARIUSZE POROZUMIENIA O KLASTRZE KOSMICZNYM

Dawid Zieliński, prezes Columbus Energy:

Columbus ma w swoim DNA słowo #technologia. Rozwijamy technologie IT do zarządzania energetyką rozproszoną, elektromobilnością czy zarządzaniem energooszczędnością. Jesteśmy największym akcjonariuszem Saule Technologies, firmy która jest światowym liderem w rozwoju ogniw perowskitowych. Wszystkie te technologie mają również szansę być wykorzystane w przyszłości w kosmosie. Brzmi ambitnie, ale właśnie od ambicji i marzeń zaczyna się przygoda prowadząca do sukcesu. Cieszę się, że kamieniem węgielnym tego porozumienia są właśnie polskie firmy.

Przemysław Bożek, prezes Legnickiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej:

– Niedawno podpisaliśmy list o współpracy ze spółką SatRev, która w Legnicy będzie produkować nanosatelity. Towarzyszy nam hasło „Lecimy wyżej”, dlatego teraz czas na kolejny krok i powołujemy Klaster Technologii Kosmicznych. Cieszę się, że podpisujemy nowe porozumienie. To bardzo ważne działanie w kierunku rozwoju technologii kosmicznych. Wierzę, że działalność Silesian Space Valley przekona wielu inwestorów, że Dolny Śląsk to doskonałe miejsce na rozwój w tej branży.

Grzegorz Zwoliński, prezes i współzałożyciel SatRev:

Klastry wzmacniają współpracę firm oraz dostawców, a także instytucji naukowych. Tylko wymiana wiedzy i doświadczeń kieruje nas w stronę rozwoju, dlatego przyłączyliśmy się do tego przedsięwzięcia. Mamy ambitny plan, by do 2026 roku powstała konstelacja tysiąca satelitów obserwujących Ziemię. Dobra współpraca z ekspertami to nie tylko rozwój naszej firmy, ale też polskiego sektora kosmicznego.

Olga Malinkiewicz, założycielka i Chief Technology Officer w Saule Technologies:

Bardzo się cieszę, że wspólnie z naszymi partnerami sięgamy teraz do gwiazd. Od zawsze marzyłam, by mieć swój udział w kosmicznej przygodzie naszej cywilizacji – to przecież niezwykle ekscytujące wyzwanie, par excellence nie z tej Ziemi! Ogniwa perowskitowe, ze względu na swoje unikalne właściwości, idealnie nadają się do zastosowań kosmicznych, mam więc nadzieję, że będzie to nie tylko wielki krok dla Saule Technologies, ale także wcale nie taki mały dla ludzkości.

Krzysztof Goworek, współzałożyciel i członek zarządu TUATARA:

TUATARA od początku buduje portfolio kompetencji w zakresie sztucznej inteligencji, technologii kognitywnych czy analizy wielkich zbiorów danych, dlatego bardzo cieszymy się, mogąc brać udział w tym wyjątkowym projekcie. Jestem przekonany, że przyniesie on korzyści całemu polskiemu sektorowi kosmicznemu i nie tylko. Dane, pochodzące z obrazów satelitarnych, wykorzystywane są oczywiście w nauce, ale także w wielu sektorach gospodarki, od rolnictwa i rybołówstwa, przez przemysł wydobywczy po telekomunikację. Mogą mieć też ogromne znaczenie w przeciwstawianiu się zmianom klimatycznym, pozwalają np. monitorować wycieki ropy naftowej, lepiej ocenić zmiany środowiskowe i zanieczyszczenia zbiorników wodnych oraz powietrza. Wierzę, że dzięki temu porozumieniu będziemy mogli skutecznie wymieniać się wiedzą i wspólnie opracowywać przełomowe rozwiązania, które pomogą otworzyć nowe perspektywy przed polską branżą kosmiczną.

Oferta nowych mieszkań rośnie, ale zbyt wolno, aby spadały ceny

Na sześciu największych rynkach w Polsce, oferta mieszkań od deweloperów wzrosła w maju 2022 r. o 21% w porównaniu do maja zeszłego roku. Jednocześnie zauważalny jest spadek zainteresowania nowymi mieszkaniami, co w dłuższej perspektywie może doprowadzić do zahamowania wzrostów cen, jednak według Katarzyny Kuniewicz z Otodom i obido, do tego momentu jeszcze trochę brakuje.

W Warszawie, Krakowie, Łodzi, Poznaniu i Trójmieście na koniec maja oferta mieszkań deweloperskich wzrosła o 4% w porównaniu z końcem kwietnia i o 21% względem maja ubiegłego roku. Wyjątkiem jest Wrocław, gdzie choć liczba mieszkań wzrosła w ostatnim miesiącu, to w porównaniu do zeszłego roku jest o 9% mniejsza. Eksperci rynku nieruchomości spodziewają się, że w najbliższych miesiącach liczba ofert deweloperskich nadal będzie rosła – wynika to nie tylko z obecnego trendu, ale też ze zbliżającego się wejścia w życie przepisów Deweloperskiego Funduszu Gwarancyjnego, które mają na celu poprawić ochronę praw nabywcy lokalu mieszkalnego lub domu jednorodzinnego.

Z powodu niestabilnej sytuacji rynkowej, rosnącej inflacji i podnoszenia stóp procentowych podaż nie przekłada się jednak na wysoki popyt. Znajduje to potwierdzenie w badaniach prowadzonych przez obido i Otodom, gdzie pod uwagę były brane Kraków, Łódź, Poznań, Trójmiasto, Warszawa i Wrocław bez aglomeracji. Na sześciu badanych rynkach deweloperzy sprzedali łącznie 4126 mieszkań w maju 2022 roku, więcej niż w lutym, marcu oraz kwietniu, ale jednocześnie o 23% mniej niż w maju 2021 roku.

Sytuacja w poszczególnych miastach jest bardzo zróżnicowana. Najtrudniej jest w Warszawie, gdzie w maju sprzedaż spadła o połowę w porównaniu do maja 2021 r. W tym samym czasie liczba nowych mieszkań wprowadzanych do sprzedaży również znacząco spadła.

Mimo spadków sprzedaży, nie widać obniżek cen.

– Obecne wzrosty stawek za metr kwadratowy, wynikają przede wszystkim z rosnących kosztów pracy oraz materiałów budowlanych – zaznacza Katarzyna Kuniewicz, Head of Residential Research w obido i Otodom w grupie OLX.
Z badania rynku prowadzonego przez obido i Otodom wynika, że średnia cena ofertowa nowego mieszkania na koniec maja w Warszawie wyniosła 12 850 zł i była najwyższą stawką w historii. W Krakowie, Gdańsku oraz Wrocławiu ceny nadal przekraczają 10 tys. zł za mkw.

Na proces wyboru mieszkania wpływa jeszcze większe niż zwykle ryzyko finansowe. Osoby podejmujące decyzję o zakupie nieruchomości, poświęcają więcej czasu i uwagi niż dotychczas na znalezienie odpowiedniego lokum. Katarzyna Kuniewicz ocenia, że w dalszej perspektywie decyzje klientów o wstrzymaniu zakupu mogą wpłynąć na ustabilizowanie się rynku.

– Malejący w dłuższym okresie popyt może stać się ważnym czynnikiem wpływającym na obniżki cen pod warunkiem, że spotka się z wysoką podażą mieszkań oferowanych przez firmy deweloperskie. Jednak na to trzeba jeszcze poczekać – prognozuje Katarzyna Kuniewicz.
– Wyniki monitoringu rynku prowadzonego systematycznie przez obido i Otodom na razie nie wskazują na powstawanie istotnej nadwyżki podaży nad popytem na rynku pierwotnym w największych polskich miastach – dodaje Kuniewicz.

Medicover Stomatologia przejmuje jedną z wiodących sieci stomatologicznych w Niemczech – MeinDentist

Medicover Stomatologia, lider rynku usług stomatologicznych w Polsce, podpisał umowę przejęcia jednej z największych klinik stomatologicznych w Berlinie – MeinDentist. Dziś Medicover Stomatologia to pionier konsolidacji polskiego rynku stomatologicznego i wiodący innowator z autorskim konceptem Rytuału Uśmiechu. Firma od kilku lat buduje pozycję lidera usług dentystycznych w Polsce. Mając bogate doświadczenie w rozwoju akwizycyjnym, z taką samą energią wkracza na największy rynek stomatologiczny w Europie. Pozyskanie 16 nowoczesnych klinik w stolicy Niemiec to mocny krok w stronę międzynarodowej ekspansji i budowania europejskiej marki Medicover Stomatologia.

Medicover Stomatologia podpisał umowę przejęcia biznesu MeinDentist, niemieckiej sieci znanych w Berlinie i Poczdamie klinik stomatologicznych, założonych przez doktora Alego Mokabberi. Na sieć 16 przejmowanych nowoczesnych centrów stomatologicznych składają się dwie silne marki: kliniki dla dorosłych pacjentów – MeinDentist i gabinety dla dzieci – KinderDentist.

MeinDentist jest jednym z wiodących graczy na rynku stomatologicznym w Niemczech. Pierwsza klinika MeinDentist powstała 20 lat temu, kliniki KinderDentist działają od 2007 roku. Obecnie MeinDentist dysponuje blisko 150 fotelami dentystycznymi. Cieszące się wśród pacjentów powszechnym zaufaniem i dużą rozpoznawalnością kliniki działają głównie w Berlinie, jedna klinika dostępna jest dla klientów w Poczdamie.

Medicover Stomatologia z międzynarodową ekspansją

Medicover Stomatologia od kilku lat odnotowuje w Polsce wyraźny i dynamiczny rozwój, napędzany przez inwestycje i akwizycje. W Polsce firma zbudowała mocny, stabilny biznes stomatologiczny i jest liderem na rynku usług stomatologicznych.

W ciągu zaledwie dwóch lat Medicover Stomatologia podwoiła liczbę foteli stomatologicznych dostępnych w sieci (obecnie posiada ich 400). Marka ma już 70 klinik stomatologicznych w Polsce, w których pracuje ponad 750 doświadczonych lekarzy. Ponadto firma posiada własne ponad 300-metrowe ultranowoczesne laboratorium protetyczne Medicover „Rytuał Uśmiechu” w Centrum Praskim Koneser w Warszawie. Laboratorium zaprojektowane zgodnie ze światowymi standardami ma za zadanie zapewnić lekarzom protetykom zaplecze i wsparcie w ich codziennej pracy z pacjentami.

Dziś firma rozpoczyna kolejny rozdział w swoim rozwoju i rozszerza działalność na największy rynek stomatologiczny w Europie.

Jesteśmy bardzo usatysfakcjonowani wejściem na największy europejski rynek stomatologiczny z tak silnymi markami, jak MeinDentist i KinderDentist. To jest dla nas bardzo ważna transakcja i znaczący pierwszy duży krok w rozwoju na międzynarodową skalę w sektorze stomatologicznym. Po trwających wiele miesięcy negocjacjach jestem podbudowana tym, czego doświadczyłam. Dr Ali Mokabberi zbudował profesjonalny i wykwalifikowany zespół medyczny, pełen kultury, pasji, zaangażowania i codziennej życzliwości. Te wartości są także bardzo bliskie kulturze działania Medicover Stomatologia. Wierzę, że żadna praktyka stomatologiczna nie może istnieć bez silnego i oddanego zespołu, który tak dba o komfort i bezpieczeństwo pacjentów, by chętnie wracali na kontynuację leczenia – mówi Wioletta Januszczyk, Dyrektor Zarządzająca Medicover Stomatologia.

Dzięki włączeniu w Medicover Stomatologia sieci klinik MeinDentist lekarze czy asystentki stomatologiczne, którzy pracują w Medicover Stomatologia lub chcą dołączyć do zespołu, będą mogli rozwijać międzynarodowo swą ścieżkę zawodową.

Niemcy są największym rynkiem stomatologicznym w Europie, którego wartość szacowana jest na blisko 30 mld euro. Jest to ponad dziesięć razy więcej niż wielkość rynku stomatologicznego w Polsce.

Wioletta Januszczyk dodaje:
Analitycy przewidują, że w tym roku, po trudniejszym dwuletnim okresie pandemicznym, rynek usług stomatologicznych w Europie odnotuje zdecydowane ożywienie. Ogromnie się cieszę, że Medicover Stomatologia podjęła w tym roku zdecydowane kroki w celu rozszerzenia zakresu swoich usług i obecności na europejskim rynku. To potwierdza, że nasza strategia rozwoju się sprawdza – wpisuje się w model polegający na łączeniu sił z najlepszymi i najzdolniejszymi klinikami i dentystami przy jednoczesnym inwestowaniu w sukces własnej marki.

Słabsze dane zza oceanu – kolejna przecena dolara

Dane z USA pokazują, że na rynku pracy owszem nie jest źle, ale pojawiają się problemy. Jednym z nich jest wolniejsze tworzenie miejsc pracy za oceanem i spadające zatrudnienie w małych firmach.

Amerykański rynek pracy z rysą

Wczoraj poznaliśmy istotny pakiet danych z USA. Z jednej strony mieliśmy Raport Challengera na temat zwolnień. Tych było mniej od oczekiwań. Z drugiej strony pojawił się raport ADP na temat zmiany miejsc pracy. Tutaj mamy wzrost, ale wyraźnie niższy niż oczekiwano. Dodatkowo widać, że małe firmy zwalniają pracowników, a średnie i większe zatrudniają. Na deser poznaliśmy dane na temat wniosków o zasiłek dla bezrobotnych. Tutaj w dalszym ciągu mamy stabilizację na bardzo atrakcyjnych dla tego parametru poziomach. Rynki uznały jednak raport ADP za najbardziej istotny. Brak około 100 tysięcy miejsc pracy względem prognoz powoduje bowiem, że w dzisiejszym raporcie obniżka stopy procentowej z 3,6% na 3,5% wydaje się mniej prawdopodobna. Między innymi w rezultacie tej zmiany nastrojów jesteśmy świadkami kolejnej przeceny dolara.

Sankcje na Rosję pchają ceny ropy

Jeszcze niedawno wydawało się, że w cenach ropy sankcje na surowiec z Rosji są już dawno uwzględnione. Wczoraj jednak okazało się, że nie. Kolejne potwierdzenie spowodowało niemal 5-dolarowy wzrost cen surowca, czyli niemal całe umocnienie ostatnich dni. Z pakietu sankcji (względem pierwotnego planu) wykreślona została raptem jedna osoba, duchowny prawosławny. Co ciekawe, wynikało to z interwencji Wiktora Orbana. Analitycy wskazują, że biorąc pod uwagę małą liczebność tej grupy religijnej na Węgrzech, był tam jakiś dodatkowy motyw stojący za tą decyzją. Nawet deklaracja państw OPEC (o większym od dotychczas planowanego zwiększenia wydobyciu) nie zbiła cen ropy.

Szaleństwo trwa

Dane z Turcji po raz kolejny zaskakują. Inflacja okazała się co prawda niższa aż o 3% od oczekiwań, ale to nadal 73,5%. Do tego dochodzi jeszcze inflacja producencka wynosi 132%. Pokazuje to jasno, że droga, którą idzie Turcja nie jest skuteczna. Przynajmniej w zakresie walki ze wzrostem cen. Autorem polityki jest niestety prezydent Erdogan, co powoduje, że pole do negocjacji jest realnie żadne. Cena liry tureckiej doskonale oddaje brak wspomnianych sukcesów. Lira traci z dnia na dzień i jest najdroższa w historii za wyjątkiem krótkotrwałego wybicia z grudnia 2021 roku. Biorąc jednak pod uwagę skalę problemów jeszcze kilka miesięcy i tamte szczyty mogą zostać wyrównane.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – stopa bezrobocia,
16:00 – USA – raport ISM dla usług.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Zapłata powyżej 15 000 zł gotówką – konsekwencje podatkowe CIT i VAT

W ramach prowadzonej działalności gospodarczej podatnicy dokonują różnego rodzaju płatności związanych z zawieranymi umowami. Część przedsiębiorców nie zdaje sobie jednak sprawy z możliwych konsekwencji w zakresie wyboru sposobu płatności, w tym konsekwencji podatkowych. W tym zakresie zalecana jest szczegółowa analiza, a nawet wprowadzenie procedury, zwłaszcza w przypadku dokonywania płatności powyżej 15 000 zł. Poza generalnym zakazem dokonywania płatności gotówkowych powyżej tego limitu warto przeanalizować różne sposoby dokonywania płatności, a także płatność w transzach za usługę czy w ratach za zakupione towary. Takie płatności, nawet jeżeli pojedynczo nie przekraczają progu, mogą zostać policzone łącznie i wtedy płatnik musi liczyć się z konsekwencjami.

Podatek CIT

Zgodnie z art. 15d. ust 1 pkt 1 ustawy o CIT podatnicy nie zaliczają do kosztów uzyskania przychodów kosztu w tej części, w jakiej płatność dotycząca transakcji określonej w art. 19 ustawy z dnia 6 marca 2018 r. – Prawo przedsiębiorców (limit 15 000 zł), została dokonana bez pośrednictwa rachunku płatniczego. W przypadku każdej transakcji o wartości przekraczającej 15 000 zł istnieje obowiązek dokonywania płatności za pośrednictwem rachunku płatniczego. Przepisy nie wyłączają z kosztów uzyskania przychodów jedynie nadwyżki płatności ponad wartość 15 000 zł, lecz każdą płatność (bez względu na jej wartość/kwotę) dokonaną z pominięciem rachunku bankowego, jeżeli jest dokonywana w ramach transakcji o wartości przekraczającej 15 000 zł.

Na wstępie należy zaznaczyć, że wskazany limit płatności gotówkowych dotyczy transakcji dokonywanej pomiędzy dwoma przedsiębiorcami. Ponadto, WSA w Gliwicach w wyroku z dnia 23 stycznia 2020 r. sygn. I SA/Gl 913/19 wskazał, że z treści art. 15d u.p.d.o.p. wynika, że płatność za pośrednictwem rachunku płatniczego to też przelew na rachunek bankowy innej osoby na zasadzie przekazu, o którym mowa w Kodeksie cywilnym. Natomiast inaczej sytuacja kształtuje się w pozostałych przypadkach, gdy płatność wynagrodzenia na podstawie wystawionej faktury zostanie dokonana za pośrednictwem rachunku bankowego, ale nie bezpośrednio na rachunek bankowy podwykonawcy, tj. przekazem pocztowym, lub za pomocą usługi świadczonej na podobnych zasadach (np. ekspres pieniężny), lub przez bezpośrednią realizację wypłaty przez podwykonawcę z rachunku bankowego zamawiającego w kasie banku na podstawie odpowiedniego upoważnienia. W takiej sytuacji nie będzie już można zaliczyć wydatku do kosztów uzyskania przychodów.

Kolejny problem to płatność za usługę w transzach. Tematyką tą zajął się WSA we Wrocławiu, który w wyroku z dnia 27 września 2017 r. sygn. I SA/Wr 688/17 wskazał, że w przypadku umowy zawartej na czas określony znana jest ogólna wartość transakcji, zatem to do niej, a nie do poszczególnych okresów rozliczeniowych (płatności za każdy miesiąc rozliczeniowy), będzie się odnosić pojęcie jednorazowej wartości transakcji i limit 15 000 zł. Ponadto warto zaznaczyć, że podział transakcji na raty nie pozwala na obejście granicznego progu 15 000 zł. Bowiem suma wszystkich rat traktowana jest jako jedna transakcja, ponieważ dotyczy jednego zakupu. Cała transakcja musi zatem zostać dokonana z uwzględnieniem limitu obrotu gotówkowego.

Dodatkowe dwa kryteria dotyczą zapłaty na konto podatnika znajdujące się poza białą listą oraz z pominięciem obowiązkowego mechanizmu podzielonej płatności. Takie przypadki powinny być odrębnie analizowane, ponieważ istnieje realne ryzyko braku możliwości zaliczenia ich do kosztów uzyskania przychodów.

Konsekwencje w podatku VAT

W pierwszej kolejności należy zaznaczyć, że ustawa o podatku od towarów i usług nie przewiduje samodzielnego kryterium przekroczenia kwoty 15 000 zł, jako przesłanki braku możliwości odliczenia VAT naliczonego albo odpowiedzialności solidarnej, czy innych negatywnych skutków VAT.

W przypadku podatku VAT występuje solidarna odpowiedzialność za podatek VAT, jeżeli płatność była dokonywana w kwocie powyżej 15 000 zł na rachunek spoza białej listy i nie zostało dokonane odpowiednie zgłoszenie ZAW-NR w terminie 14 dni.

Ponadto limit 15 000 zł odnosi się do mechanizmu podzielonej płatności. W tym przypadku płatności z pominięciem obowiązkowego mechanizmu podzielonej płatnością są sankcjonowane solidarną odpowiedzialnością za zobowiązania podatkowe.

Zatem skutki podatkowe w VAT dla przedsiębiorców dokonujących płatności gotówkowych powyżej 15 000 zł są znacznie mniej odczuwalne niż skutki w CIT. Niemniej suma tych sankcji powoduje, że temat płatności gotówkowych powyżej ww. limitu powinien być szczególnie analizowany przez przedsiębiorców.

Autor: Robert Nogacki, właściciel Kancelarii Prawnej Skarbiec specjalizującej się w doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Closing umowy inwestycyjnej Grupy eSky i MCI

  • Pozytywne zakończenie procesu inwestycyjnego – closing umowy Grupy Sky i inwestora finansowego – EuroVentures 1.0.
  • Dokapitalizowanie spółki pozwoli firmie na znaczące inwestycje technologiczne, marketingowe i pozyskanie kapitału ludzkiego.
  • Rosnący popyt na podróże po okresie pandemicznym sprzyja odbiciu się Grupy eSky w tempie znacznie szybszym niż inne podmioty na rynku turystycznym z segmentu OTA.

Z końcem maja Grupa eSky i MCI.EuroVentures 1.0. – po spełnieniu wszystkich warunków biznesowych i regulacyjnych – sfinalizowali umowę inwestycyjną opiewającą na 157 mln zł za 55% akcji eSky. Założyciele eSky pozostają w swoich rolach w spółce – Łukasz Habaj na stanowisku Prezesa Zarządu, a Łukasz Kręski oraz Piotr Stępniewski w Radzie Nadzorczej. Świetne wyniki sprzedażowe oraz finansowe, a także wsparcie inwestora dają bardzo optymistyczne prognozy dynamicznego rozwoju eSky i umacnianiu pozycji lidera w regionie CEE.

Cieszymy się, że możemy sfinalizować tę transakcję. W okresie pomiędzy signingiem i closingiem udało nam się lepiej poznać spółkę, jej zarząd oraz założycieli. W tym okresie utwierdziliśmy się w przekonaniu, że Grupa eSky ma wszystkie potrzebne narzędzia, aby wkrótce wstrząsnąć branżą, w której działa nie tylko w regionie CEE, ale i całym świecie. Rok 2022 zapowiada się w spółce bardzo dynamicznie. Wyniki znacząco przekraczają budżet mimo , że spółka rozpoczęła intensywny i szeroko zakrojony proces inwestycyjny i rekrutacyjny- mówi Michał Górecki, Senior Investment Director MCI Capital.

Cieszę się, że efekty wieloletniej pracy i wysiłek włożony w budowę eSky zostały docenione przez tak doświadczonego inwestora jak MCI. Wyniki finansowe, osiągnięte przez aktualny management, są na bardzo wysokim poziomie na tle światowych konkurentów. To niewątpliwie miało pozytywny wpływ na cały proces. Mamy do siebie zaufanie, co podkreśla fakt, iż założyciele eSky pozostają w radzie nadzorczej i zarządzie spółki –  mówi Łukasz Kręski, Przewodniczący Rady Nadzorczej w Grupie eSky.

Intensywny rozwój i plany inwestycyjne Grupy eSky

Wykorzystując sprzyjającą sytuację rynkową, wysoki popyt na podróże oraz dokapitalizowanie, Grupa eSky planuje kolejne inwestycje w technologię, marketing oraz rozwój oferty. Szeroko zakrojone plany wymagają także intensywnych nakładów na kapitał ludzki. Oznacza to nie tylko tworzenie nowych stanowisk i rekrutacje, ale również projekty motywacyjne i szkoleniowe dla obecnej kadry.

eSky.pl jako internetowe podróży, poszukuje specjalistów o mocnych kompetencjach w obszarze digital. Wdrażanie innowacyjnych rozwiązań technologicznych nie byłoby możliwe bez silnego zespołu IT, który spółka chce jeszcze wzmocnić. Poszukiwani są szczególnie specjaliści pracujący na technologiach backendowych Microsoft.NET C# jak również frontendowych min. Angular oraz inżynierów QA. Liczne rekrutacje prowadzone są także do innych zespołów firmy, w szczególności Customer Service.

Naszym nadrzędnym celem jest osiągnięcie najwyższej jakości obsługi klienta. Obecnie pracujemy nad wzmocnieniem struktur, zespołów i procesów, uwzględniając aktualne trendy na rynku. Wysoka jakość obsługi oznacza dziś nie tylko dostępność infolinii, ale przede wszystkim zautomatyzowane procesy, możliwość dokonywania samodzielnych zmian w rezerwacji przez klientów i wdrażanie innowacyjnych rozwiązań systemowych. Zależy nam, aby klient czuł się komfortowo planując i rezerwując podróże z eSky – mówi Łukasz Habaj, Prezes Grupy eSky.

Finalizacja procesu inwestycyjnego w kluczowym momencie dla branży

Rynek podróży dynamicznie odradza się po pandemicznym okresie. Zgodnie z raportem Skift.com w 2022 roku wzrost rezerwacji w kategorii OTA (internetowych biur podróży) wyniesie 40% w stosunku do ubiegłego roku, co zwiastuje powrót wolumenów sprzedażowych sprzed pandemii. Dane te mają także potwierdzenie w prognozach agencji Eurocontrol, która szacuje, że do końca 2022 roku liczba lotów osiągnie poziom 96% z 2019 roku.[1] Co więcej, w samym ostatnim tygodniu maja odnotowano wzrost o 2,5% do 198 tysięcy lotów, co stanowi już 86% wolumenu z 2019 roku.

Rosnąca liczba lotów jest odpowiedzią na wysoki popyt na podróże. W maju tego roku popyt wyrażony w liczbie wyszukiwań lotów w serwisach eSky jest wyższy o 132% w stosunku do roku ubiegłego na poziomie globalnym[2]. Co ciekawe, w maju 2022 r. wzrost wyszukiwań lotów w Polsce był zdecydowanie wyższy na tle innych krajów, bo aż o 222% w stosunku do maja 2021 roku, co może być wynikiem nie tylko olbrzymiego popytu, lecz także większą skłonnością do indywidualnych wyjazdów, oraz gwałtownymi wzrostami cen na zorganizowane wycieczki touroperatorów.

Prognozy firmy na rok 2022 są bardzo obiecujące. W maju tego roku wskaźnik sprzedaży, wyrażony w TTV (Total Transaction Value), był wyższy niż w którymkolwiek miesiącu w 2021 r. i wynosi ponad 257 mln zł. Warto zaznaczyć, że już w ubiegłym roku Grupa osiągnęła bardzo dobre wyniki finansowe, tj. sprzedaż wyrażona w TTV na poziomie 1,6 mld zł, a zysk operacyjny EBITDA wyniósł 61,9 mln, co plasuje 2021 roku jako najlepszy w historii firmy. Firma stale poszukuje nowych produktów i funkcjonalności serwisu inspirując się zachowaniami i potrzebami klientów, trendami rynkowymi oraz technologicznymi. Wprowadzane usługi, takie jak specjalistyczne ubezpieczenia podróżne, rozwiązania typu Multiline – łączone loty różnych linii lotniczych, podpowiadanie korzystniejszych lotów w pobliskich datach czy z pobliskich lotnisk, znacząco wpływają na użyteczność serwisu oraz wyróżnienie spośród podmiotów konkurencyjnych.

[1] Raport Eurocontrol: https://www.eurocontrol.int/press-release/eurocontrol-expects-9-3m-flights-2022

[2] Wewnętrzne dane Grupy eSky

Tylko 13% organizacji w Polsce ocenia swoją dojrzałość w transformacji chmurowej jako wysoką

Podczas gdy 13% organizacji w Polsce ocenia swoją dojrzałość w obszarze transformacji chmurowej jako wysoką, to aż 47% określa ją jako średnią, 32% uznaje ją za niską, a 7% nie używa chmury i nie uwzględnia jej w swojej strategii. W efekcie aż 59% badanych firm uważa, że wciąż jeszcze nie udało się im zrealizować znaczącej wartości z inwestycji w chmurę. Jednocześnie blisko 70% z nich chmurę postrzega wyłącznie w kategorii usprawnienia działalności operacyjnej i obniżania kosztów. Dla firm o wysokiej dojrzałości ważniejsze od zmniejszenia kosztów jest zwiększenie przychodów i przyspieszenie wprowadzenia nowych produktów i usług na rynek, na co wskazuje 47% organizacji – wynika z 1. edycji raportu PwC Polska “Chmura i jej wartość. Oczekiwania vs. rzeczywistość”.

Kluczowe wnioski z raportu:

  • Strategia technologiczna, w tym chmura nie może być wyłącznie planem IT, a musi być elementem całej strategii biznesowej.
  • Transformacja chmurowa to nie tylko wdrożenie, ale i skuteczna finalna adaptacja rozwiązań na poziomie całej firmy.
  • W zmianie cyfrowej należy precyzyjnie zdefiniować role i obowiązki kadry zarządzającej oraz efekty biznesowe transformacji.
  • Koszty są ważne, ale nie kluczowe – wartość należy także mierzyć poprzez wzrost przychodów, szybką innowację i wzrost bezpieczeństwa.
  • Bez zasobów kadrowych wdrożenie chmury nie przyniesie efektów. Talenty w firmie są kluczowe w połączeniu z wykorzystaniem zasobów zewnętrznych.

Wysoka dojrzałość chmurowa oznacza, że firma stosuje rozwiązania chmurowe we wszystkich obszarach działalności i skaluje je w całej firmie poprzez m.in. projektowanie swoich usług i rozwiązań, zoptymalizowanie i efektywne wykorzystanie chmury w miejscach, gdzie przynosi największe korzyści, uwzględnienie strategii multicloud i modelu hybrydowego, wykorzystanie sprawdzonych metodyk, modeli oraz zasobów zewnętrznych w sposób optymalny, ustrukturyzowanie zarządzania kompetencjami (m.in. Centrum Kompetencji Cloud), zoptymalizowanie modelu operacyjnego wykorzystującego zasoby w modelu “as a service”. Niska dojrzałość oznacza fazę testowania pojedynczych rozwiązań. Takie decyzje podejmowane są w pierwszej kolejności w celu tworzenie nowych produktów, następnie obniżenia kosztów centrów danych i innej infrastruktury, a na trzecim miejscu w celu zapewnienia bezpieczeństwa.

“Wykorzystanie chmury determinuje jej wysoka użyteczność biznesowa, ponieważ kluczowym zadaniem technologii, a zatem także chmury, jest wsparcie i realizacja celów biznesowych organizacji. Oddajemy w państwa ręce pierwsze tak duże badanie, a wzięli w nim udział CxO (kadra zarządzająca – CEO, CFO, CIO, CTO, COO) ze 115 organizacji, poświęcone wykorzystaniu chmury w Polsce. Wyniki naszego sondażu pomagają dostrzec bezpośrednią relację pomiędzy różnymi obszarami biznesowymi a technologią – zwłaszcza tam, gdzie technologia chmurowa przekłada się na największy zysk i finalny efekt biznesowy” – mówi Mariusz Chudy, partner, CEE Cloud & Digital Leader PwC Polska.

Chmura jest utożsamiana z innowacyjnością (44% firm), ale jeszcze niewiele firm dostrzega jej kluczowe znaczenie dla wzrostu (19%). Rodzimy rynek postrzega tę technologię jako platformę do tworzenia nowych produktów i usług, a także sposób na wykorzystanie szans rynkowych, wskazuje na to aż 53% firm o wysokiej dojrzałości chmurowej. W USA firmy łączą to postrzeganie chmury ze strategią wzrostu, zwłaszcza wzrostu przychodów. Dla blisko 25% organizacji na polskim rynku chmura jest wciąż głównie narzędziem do oszczędności kosztów i tożsama z obszarem IT. W USA kwestia kosztów jest dopiero na 4 miejscu. Sektor finansowy jest najbardziej zaawansowany w myśleniu o chmurze. Aż 52% wskazuje, że chmura to platforma do innowacji – poziom podobny do USA – oraz kluczowy element strategii biznesowej – 30%.

Organizacje poszukują drogi do zapewnienia spójnego i możliwie dynamicznego przejścia do chmury z zachowaniem ciągłości działania – utrzymanie tego stanu jest priorytetem. Zaangażowanie biznesu w projekty transformacyjne traktowane jest jako wyzwanie, ale także szansa – wciąż problemem jest sposób przełożenia języka technologii na efekty biznesowe. Sześć najczęściej wskazywanych efektów biznesowych do osiągnięcia w ciągu najbliższych 3 lat według zarządów to: przyspieszenie czasu wejścia na rynek nowych produktów i usług (time to market) – 44%, wprowadzanie innowacji w produktach i usługach oraz zwiększenie przewagi konkurencyjnej – 44%, zapewnienie ciągłości biznesowej – 44%, wyższa odporność i elastyczność działania – 43%, zmniejszenie kosztów – 29% i usprawnienie procesu decyzyjnego dzięki lepszej analizie danych – 27%.

“W 3-letniej perspektywie liderów widać pozytywny trend w postrzeganiu efektów i korzyści jakie mogą przynieść transformacje chmurowe. Oczekiwanie zmniejszenia kosztów ustępuje miejsca lepszej efektywności, poprawie obszaru time to market czy potencjalnie zwiększenia konkurencyjności w długiej perspektywie – dzięki chmurze. Im wyższa dojrzałość organizacji w transformacji chmurowej, tym większe są jej oczekiwania i możliwości w kreowaniu nowych produktów i usług cyfrowych, i osiąganiu większych przychodów z chmury oraz zatrzymaniu talentów” – dodaje Przemysław Galiński, dyrektor PwC Polska z zespołu CEE Cloud & Digital.

Celem raportu jest wskazanie osobom zarządzającym i decydentom kierunków nadchodzących zmian oraz tych obszarów, które w organizacjach będą na taką transformację najbardziej podatne. Jednocześnie autorzy raportu wskazują, że nie można traktować chmury jako projektu IT z określonym czasem realizacji. To narzędzie, które powinno być na bieżąco rozwijane wraz z organizacją.

Creotech Instruments wznawia Ofertę publiczną i 6 czerwca rusza z zapisami

Creotech Instruments wznawia Ofertą publiczną, związaną z planowanym przeniesieniem notowań akcji spółki z NewConnect na rynek główny GPW w Warszawie. Cenę maksymalną dla jednej akcji ustalono na 125 zł. Oznacza to, że łączna wartość Oferty może wynieść do 49,6 mln zł brutto. Pozyskane środki przeznaczone zostaną na rozwój spółki, w tym na ukończenie kluczowych projektów R&D w obszarze satelitarnym oraz systemów kwantowych, a także zwiększenie zdolności produkcyjnych i sprzedażowych. Zgodnie z aktualnym harmonogramem, zapisy w ramach Transzy Inwestorów Detalicznych rozpoczną się 6 czerwca i potrwają do 13 czerwca br. Proces budowy Księgi Popytu wśród Inwestorów Instytucjonalnych przewidziano na 8 – 14 czerwca br. Ustalenie i opublikowanie ceny emisyjnej akcji oferowanych ustalono na 14 czerwca. Zapisy w ramach Transzy Inwestorów Instytucjonalnych potrwają od 15 do 20 czerwca br.

Z uwagi na utrzymujące się zainteresowanie Inwestorów emisją naszej spółki i stabilizującą się w ostatnim okresie sytuacją na globalnych rynkach kapitałowych, postanowiliśmy przystąpić do wznowienia publicznej emisji akcji serii I. Pozyskany kapitał chcemy przeznaczyć przede wszystkim na ukończenie prac w kluczowych projektach R&D w obszarze satelitarnym oraz systemów kwantowych. – mówi Grzegorz Brona, Prezes Zarządu Creotech Instruments S.A. – Liczymy, że nasza konsekwentnie realizowana strategia rozwoju i przejrzysty model biznesowy pozytywnie wpłyną nie tylko na rozwój skali naszego biznesu, ale i na powodzenie emisji. Zapisy w Transzy Inwestorów Detalicznych rozpoczną się 6 czerwca br. – dodaje Grzegorz Brona.

Emisja nowych akcji spółki obejmie nie mniej niż 99.140 i nie więcej niż 396.558 akcji serii I o wartości nominalnej 0,10 zł każda. Szczegóły dotyczące emisji akcji dostępne są na stronie internetowej spółki: https://creotech.pl/pl/, w zakładce ,,Oferta Publiczna’’ lub bezpośrednio na stronie internetowej: https://creotech.pl/ipo/. Koordynatorem Oferty jest Dom Maklerski Navigator S.A. Rolę współkoordynatora pełni Noble Securities S.A. Doradztwo prawne zapewnia kancelaria WBW Weremczuk, Bobeł & Wspólnicy. Funkcję Doradcy zarządu Creotech pełni CC Group.

Cena maksymalna została ustalona na 125 zł, co oznacza że wartość Oferty może sięgnąć nawet 49,6 mln zł brutto.

Aktualny harmonogram Oferty Creotech Instruments SA:

Termin Czynność
25 kwietnia 2022 roku Publikacja Prospektu
3 czerwca 2022 roku Opublikowanie Ceny Maksymalnej w formie Suplementu do Prospektu
6 czerwca – 13 czerwca 2022 roku Przyjmowanie zapisów i wpłat w Transzy Inwestorów Detalicznych
8 czerwca 2022 roku Rozpoczęcie procesu budowania Księgi Popytu wśród Inwestorów Instytucjonalnych
14 czerwca 2022 roku
do godz. 16:00
Zakończenie procesu budowania Księgi Popytu wśród Inwestorów Instytucjonalnych
14 czerwca 2022 roku Ustalenie i opublikowanie: (i) ostatecznej liczby Akcji Oferowanych; (ii) ostatecznej liczby Akcji Oferowanych inwestorom w poszczególnych transzach; oraz (iii) Ceny Emisyjnej Akcji Oferowanych
15 czerwca – 20 czerwca 2022 roku do godz. 23:59 Przyjmowanie zapisów i wpłat na Akcje Oferowane w Transzy Inwestorów Instytucjonalnych
do 24 czerwca 2022 roku Przydział Akcji Oferowanych

Głównymi filarami działalności spółki Creotech Instruments są rynki: technologii kosmicznych i rynek kwantowy, na których spółka dynamicznie się rozwija.

W kwietniu 2022 r. Creotech Instruments zrealizował pierwszą fazę projektu PIAST, którego celem jest umieszczenie w 2024 r. satelitów obserwacyjnych ziemi na orbicie okołoziemskiej Przedsięwzięcie ma na celu stworzenie w Polsce instrumentów narodowego systemu satelitarnej obserwacji Ziemi na potrzeby Sił Zbrojnych RP. Będzie to pierwsze komercyjne wdrożenie autorskiej platformy satelitarnej HyperSat, którą rozwija spółka. Oprócz projektu PIAST zespół inżynierów Creotech wraz z partnerami biznesowymi pracuje nad programem EagleEye, w ramach którego opracowywany jest mikrosatelita obserwacyjny Ziemi. Jego wyniesienie na niską orbitę okołoziemską planowane jest na przełom 2023 i 2024 roku.

Dodatkowym czynnikiem mogącym przyczynić się do dalszego dynamicznego rozwoju technologii satelitarnych w Polsce, a tym samym Creotech Instruments, jest Krajowy Plan Rozbudowy, który został zaakceptowany przez Komisję Europejską w dniu 1 czerwca 2022 r. W jego ramach planowane są środki na innowacyjne projekty w kluczowych nowych gałęziach gospodarki, m.in. w sektorze kosmicznym, sektorze dronowym i obszarach związanych z telekomunikacją. We wszystkich tych niszach rynkowych obecny jest Creotech Instruments.

Spółka rozwija się również na rynku kwantowym. Jako pierwszy podmiot w Europie rozpoczął produkcję elektroniki sterującej komputerami nowej generacji. Od 2019 r. Creotech współtworzy najbardziej zaawansowany na rynku ekosystem sprzętowy kontroli kubitów Sinara, opracowywany m.in. wspólnie z Uniwersytetem w Oxfordzie. Pozwala on 20-krotnie poprawić efektywność tworzenia systemów kwantowych, wpływa na ustandaryzowaną obsługę i zmniejsza pobór energii.

Aktualnie Creotech rozpoczyna swój największy projekt z zakresu technologii kwantowych, bowiem niedawno międzynarodowe konsorcjum pod przewodem Uniwersytetu w Innsbrucku, którego członkiem jest Creotech, zostało wybrane przez Komisję Europejską do projektu budowy pierwszego dużego komputera kwantowego dla UE. Celem przedsięwzięcia jest budowa 100-kubitowego komputera kwantowego do 2025 roku oraz uzyskanie gotowości technologicznej do budowy 1000-kubitowego rozwiązania do 2029 roku. – Creotech przy tym projekcie jest jedynym podmiotem reprezentującym Europę Środkowo – Wschodnią. To dla nas wielki powód do dumy i tym samym potwierdzenie, że nasze działania i zdobyte doświadczenie na rynku kwantowym są doceniane, również na arenie międzynarodowej. – mówi Grzegorz Brona.

Systemy projektowane przez Creotech Instruments wykorzystywane są w najnowocześniejszych i najbardziej zaawansowanych technologicznie instytucjach badawczych na świecie, tj. Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych CERN w Genewie, Instytucie Badań Ciężkich Jonów GSI, czy Centrum Badawczym DESY w Niemczech.

Konsekwentnie realizowane założenia rozwoju spółki, pozwalają firmie Creotech systematycznie zwiększać poziom przychodów i generować marże. W I kwartale 2022 r. w relacji r/r spółka odnotowała około 2-krotny wzrost zysku netto, który od stycznia do marca br. wyniósł 0,57 mln zł. W tym czasie Creotech osiągnął również 24% wzrost r/r wyniku EBITDA, który ukształtował się na poziomie prawie 1,5 mln zł. Przychody ogółem w tym okresie wyniosły 9,4 mln zł i utrzymały się na poziomie podobnym do analogicznego okresu poprzedniego roku.

FPP: Ozusowanie umów zleceń lepsze niż Polski Ład

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) wskazuje, że jednym z wymogów Unii Europejskiej w celu uruchomienia środków z KPO dla Polski jest wprowadzenie pełnego ozusowania umów zleceń. To dobre rozwiązanie, które FPP postulowała jako pierwsza organizacja przedsiębiorców – już w 2018 roku FPP podpisała w tej kwestii porozumienie z NSZZ Solidarność. Dzięki pełnemu ozusowaniu umów zleceń lepszą emeryturę otrzyma ponad 800 tysięcy Polaków, budżet zyska 4 mld zł rocznie, a przedsiębiorcy będą mieli równe warunki konkurencyjne. Takie ustawy należy uchwalić jak najszybciej – aby rynek mógł się do nich przygotować – jednak wprowadzić nie wcześniej niż od 1 stycznia 2024 roku.

Pełne ozusowanie umów zleceń jest ważnym elementem uruchomienia środków z KPO dla Polski. Ozusowanie umów zleceń to także istotny element rynku pracy, który poprawi sytuację emerytalną Polaków i wyrówna konkurencję firm na rynku. Jest to też rozwiązanie znacznie lepsze niż Polski Ład – ponieważ wzrost podatków jest daniną bezwzględną – bez wpływu na korzyść pracownika, zaś ozusowanie umów zleceń jest ekwiwalentne – a więc zwiększa poziom przyszłych świadczeń dla pracownika.

„FPP od wielu lat postuluje pełne ozusowanie umów zleceń – wraz z NSZZ Solidarność przygotowaliśmy pakiet rozwiązań wraz z wyliczeniami skutków takich regulacji. Teraz wymóg Unii Europejskiej w związku z KPO dotyczący ozusowania umów zleceń pokazuje, jak ważny jest to aspekt. Dotyczy zarówno rynku pracy, cywilizuje kwestie emerytalne i porządkuje konkurencyjność przedsiębiorstw. Ale w tym momencie jest już za późno, by taką dużą zmianę rynkową wdrożyć od 2023 roku. Dlatego należy ją uchwalić jak najszybciej – ale wprowadzić w życie od 1 stycznia 2024 roku. To ważne, bo taka zmiana będzie dotyczyć setek tysięcy pracowników i firm oraz całego rynku zamówień publicznych. Takie zmiany nie mogą być wprowadzane w pośpiechu i bez odpowiedniego przygotowania oraz planu finansowego. Należy też podkreślić, że budżet państwa zyska rocznie nawet 4 mld z w wyniku ozusowania umów zleceń. To istotny zastrzyk w sytuacji rosnących transferów i kosztów obsługi długu w wyniku inflacji” – podkreśla Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich oraz przewodniczący Rady Zamówień Publicznych.

Postulaty FPP i NSZZ Solidarność uzgodnione już w 2018 roku obejmowały:

  1. Zabezpieczenie okresów składkowych dla osób wykonujących pracę na podstawie umowy agencyjnej, umowy zlecenia, innej umowy o świadczenie usług, do której zgodnie z Kodeksem cywilnym stosuje się przepisy dotyczące zlecenia, w okresie od stycznia 2009 do dnia wejścia w życie postulowanego pakietu zmian.
  2. Uwolnienie pracodawców od ciężaru prowadzenia sporów dotyczących odprowadzania składek na ubezpieczenie społeczne za osoby wykonujące pracę na podstawie umów cywilnoprawnych w takim wymiarze, w jakim nastąpi naliczenie i zaksięgowanie składek na kontach tych osób oraz ustawowe zagwarantowanie zaniechania działań kontrolnych umów zleceń realizowanych w okresie od stycznia 2009 roku do dnia wejścia w życie postulowanego pakietu zmian.
  3. Ujednolicenie zasad podlegania obowiązkowemu ubezpieczeniu emerytalnemu i rentowemu osób wykonujących pracę na podstawie umów agencyjnych, umów zlecenia, innych umów o świadczenie usług, do których zgodnie z Kodeksem cywilnym stosuje się przepisy dotyczące zlecenia z zasadami obowiązującymi w odniesieniu do umów o pracę – włącznie z zasadami kumulacji tytułów do ubezpieczenia oraz z uwzględnieniem maksymalnej podstawy naliczenia składek do wysokości 30–krotności przeciętnego wynagrodzenia.
  4. Wynagrodzenia osób wykonujących pracę na podstawie umowy agencyjnej, umowy zlecenia oraz innej umowy o świadczenie usług, do której zgodnie z Kodeksem cywilnym stosuje się przepisy dotyczące zlecenia powinny zostać „ubruttowione” – podniesione o kwotę dodatkowych składek płatnych po stronie ubezpieczonego, w celu ochrony jego wynagrodzenia netto. Ceny usług i robót zatrudniających ich wykonawców, w szczególności ceny w zamówieniach publicznych, powinny zostać zwaloryzowane o łączny wzrost kosztów pracy.

Plan odbudowy i rozwoju Ukrainy – szansa za bilion dolarów

Ukraina wzywa inwestorów do wspierania ożywienia gospodarczego w Davos.

Ukrainian Venture and Private Capital Association (UVCA) wzywają do opracowania i wdrożenia „Planu odbudowy i rozwoju Ukrainy”. Szczegóły związane z potrzebami i możliwościami inwestowania w rekonstrukcję kraju zostały przedstawione podczas dyskusji Okrągłego Stołu 25 maja w Davos.

Dyskusja Okrągłego Stołu odbyła się z inicjatywy Ukraińskiego Stowarzyszenia Venture i Private Capital z udziałem głównych międzynarodowych inwestorów instytucjonalnych i prywatnych w Davos. Ukraina była reprezentowana podczas obrad Okrągłego Stołu przez Andrija Kołodyuka, Przewodniczącego Rady Nadzorczej Ukraińskiego Stowarzyszenia Venture i Private Capital (UVCA), oraz Oleksandra Bornyakowa, Wiceministra Transformacji Cyfrowej Ukrainy. Wśród prelegentów znaleźli się również Brian Kaufmann, szef działu inwestycji prywatnych w Viking Global Investors, Jürgen Rigterink, pierwszy wiceprezes Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju (EBOiR), Krzysztof Prałat, European Principal Group Representative w Oaktree Capital Management, Brett McDowell, szef Hedera Hashgraph oraz ponad 10 inwestorów prywatnych.

„Nie mamy zbyt wiele czasu. Miasta dotknięte wojną muszą jak najszybciej otrzymać dostęp do wody pitnej, elektryczności i paliwa, a także przygotować infrastrukturę na zimę. Zależy nam przede wszystkich na praktycznych projektach, których wartość szacuje się obecnie na jeden bilion dolarów. Przykładem takich działań, jest udział w projektach polegających na dostarczaniu sprzętu, w celu zapewnienia podstawowej infrastruktury, które prowadzone są we współpracy z małymi i średnimi przedsiębiorstwami z Ukrainy. Ponadto, UVCA zamierza uruchomić platformę inwestycyjną” – powiedział Andrij Kołodyuk, Przewodniczący Rady Nadzorczej Ukraińskiego Stowarzyszenia Venture i Kapitału Prywatnego (UVCA).

Goście ze Stanów Zjednoczonych (społeczność Doliny Krzemowej) i innych krajów potwierdzili, że ukraiński sektor IT jest bardzo silny, nadal działa i przyjmuje inwestycje pomimo wojny w kraju.

Uczestnicy Okrągłego Stołu zgodzili się, że oprócz pomocy makroekonomicznej konieczne jest dodatkowe wsparcie gospodarki Ukrainy.  W szczególności chodzi o współinwestowanie w projekty inicjowane przez sektor prywatny na Ukrainie. UVCA przedstawiło narzędzia, za pomocą których inwestycje te mogą być realizowane. Przede wszystkim jest to Ukraińska Platforma Odnowy. Za jej pośrednictwem UVCA wraz z innymi krajowymi stowarzyszeniami inwestycyjnymi, planuje przyciągnąć zagranicznych partnerów do inwestowania w projekty związane z energetyką, oczyszczaniem wody, przemysłem spożywczym, budową nowych miast, medycyną i innymi.

UVCA, uznawana przez społeczność światową za wiarygodnego partnera instytucjonalnego dla inwestycji na Ukrainie, zaprasza wszystkich partnerów instytucjonalnych do przyłączenia się do dalszego rozwoju i wdrażania „Planu Odbudowy i Przywrócenia Ukrainy”.

Grupa zadaniowa ds. odbudowy i rozwoju Ukrainy, zainicjowana przez UVCA, jest otwarta dla wszystkich interesariuszy ze wszystkich sektorów przemysłu i krajów świata, którzy wspierali i nadal wspierają Ukrainę i chcą aktywnie uczestniczyć w projektach, które mogą uratować życie, zatrzymać chaos i promować warunki do dalszego rozwoju już dziś.

Wysoka inflacja zmusi przedstawicieli banków centralnych do dalszego zacieśniania polityki monetarnej

W tym tygodniu europejskie rynki walutowe obserwowały głównie wyniki inflacji, które przyniosły negatywne zaskoczenie. W przeciwieństwie do USA, gdzie wzrost cen zaczyna zwalniać, w UE nadal dynamicznie rośnie. W strefie euro roczna inflacja mierzona za pomocą zharmonizowanego indeksu cen konsumpcyjnych wzrosła w maju o 8,1%. W przypadku Polski ceny konsumpcyjne wzrosły aż o 13,9%. Jest więc już prawdopodobne, że inflacja zmusi banki centralne do szybszego zacieśnienia polityki pieniężnej niż pierwotnie planowano. Tak więc, podczas gdy inflacja w USA wydaje się stopniowo zwalniać, sytuacja w Europie nie ulega jeszcze poprawie. Prawdą jest, że nawet w Europie, dzięki wysokiej bazie porównawczej z ubiegłego roku, inflacja zwolni w drugiej połowie bieżącego roku, jednak jej tempo pozostanie wysokie. Jest więc całkiem prawdopodobne, że podstawowa stopa procentowa NBP przekroczy w tym roku 6%, a EBC może nawet przekroczyć 1% ze swoją podstawową stopą procentową.

W tym tygodniu złoty nieznacznie się osłabił, konkretnie do poziomu 4,59 PLN/EUR. To osłabienie można jednak przypisać raczej korekcie technicznej po aprecjacji z ostatnich dwóch miesięcy. Złotemu nie pomogło nawet przyspieszenie dynamiki polskiego PKB, który w I kwartale wzrósł o 8,5% r/r. Kurs eurodolara nie uległ w tym tygodniu większym zmianom i w piątek rano wynosił 1,075 USD/EUR.

AKCENTA CZ a.s.

Cenowy rollercoaster na europejskich giełdach energii i gazu

Komentarz ZPP ws. sytuacji cenowej na rynku energii i gazu.

Cenowy rollercoaster na europejskich giełdach energii i gazu trwa od końca 2020 r. Po okresie lockdownów wywołanych pandemią koronawirusa gospodarka wspólnotowa, starając się nadrobić utracony czas i korzyści, pokazała rekordowe zapotrzebowanie na moc. W wyniku szeregu czynników ceny gazu, na przestrzeni półtora roku, wzrosły z około 60zł/MWh do ponad 500zł/MWh. Z kolei kontrakt roczny na energię elektryczną w 2020 r. można było kupić po 210zł/MWh, podczas gdy w ostatnich dniach wycena tego kontraktu na Towarowej Giełdzie Energii w Polsce zbliżyła się do 1200zł/MWh. Ceny w Niemczech, czy we Francji, są jeszcze wyższe. Jak z sytuacją tą poradzi sobie Europa? Chcąc utrzymać konkurencyjność gospodarki, należy szczegółowo przeanalizować kondycję finansową nie tylko branż energochłonnych, ale niemal wszystkich wielko-wolumenowych odbiorców.

Dlaczego obecna sytuacja jest szczególna?

Przez ostatnią dekadę wahania cen energii i gazu, w skali roku – czy nawet z roku na rok – nie były duże. Wynosiły od kilkunastu do kilkudziesięciu złotych za megawatogodzinę. Stan ten powodował, że większość przedsiębiorców nie przywiązywała zbyt dużej wagi do budowania strategii zakupowej w obszarze energii i gazu. Rynek cen energii i gazu był względnie przewidywalny, a więc i prognozowanie końcowych cen produktów i usług było w firmach historycznie działaniem raczej rutynowym.

Sytuacja po raz pierwszy zmieniła się w 2018 roku, kiedy to ceny energii i gazu rosły w kolejnych miesiącach, by w listopadzie-grudniu wyznaczyć ówczesne szczyty cenowe. Konkurujące między sobą podmioty mogły po raz pierwszy wówczas zaobserwować istotne różnice we wzajemnych kosztach tych mediów – co uzależnione było przede wszystkim od okresu w którym zawierali umowę (zabezpieczali ceny kontraktu na kolejny rok). Można jednak powiedzieć, że o ile to czy Podmiot 1 płacił 250zł za MWh energii, a Podmiot 2 płacił 400zł za MWh mogło przekładać się na konkurencyjność Podmiotu 1 względem Podmiotu 2 – tak raczej żadnemu z nich nie groziła utrata płynności finansowej.

Kolejne 2 lata (2019 i 2020) były wyraźnie spadkowe w obrębie cen. To co jednak wydarzyło się w 2021 r. i obserwujemy do dziś ma znamiona daleko idącej destabilizacji na rynku. Brak przewidywalności kosztów jest jednym z największych wyzwań i zagrożeń dla przedsiębiorców, a skala zjawiska jest obecnie niespotykana względem jakichkolwiek doświadczeń z przeszłości.

Aby zilustrować problem na przykładzie: Rozpiętość cenowa w energii, w kontrakcie rocznym na TGE, w 2021 r. wyniosła około 675zł/MWh (różnica pomiędzy wyceną najniższą i najwyższą), a w gazie było to blisko 600zł/MWh. A zatem przytaczany już Podmiot 1, przyjmijmy dla uproszczenia, że zużywa około 10 GWh/r i energii i gazu – gdyby swoje ceny na 2022 r. zabezpieczył w styczniu 2021 (dokonał zakupu kontraktu rocznego na 2022 r.) – uzyskałby ceny netto (bez narzutów sprzedawcy, praw majątkowych, akcyzy, itd.) około 260zł/MWh w energii i 70zł/MWh w gazie. Gdyby zaś Podmiot 2, o zbliżonym zużyciu (około 10GWh/r w energii i gazie), ten sam kontrakt roczny (na 2022 r.) zakupił w okresie najwyższych szczytów cenowych, a więc pod koniec 2021 r. – wówczas uzyskałby ceny 935zł/MWh energii i 659zł/MWh gazu.

Podmiot 1: 260zł/MWh x 10 000 MWh = 2,6 mln PLN oraz 70zł/MWh x 10 000 MWh = 0,7 mln PLN

Podmiot 2: 935zł/MWh x 10 000 MWh = 9,35 mln PLN oraz 659 zł/MWh x 10 000 MWh – 6,59 mln PLN

Różnica w kosztach obu mediów pomiędzy Podmiotem 1 a Podmiotem 2 to 12,64 mln PLN, podczas gdy sumaryczne koszty pierwszego z nich (Podmiot 1) wynosiłyby 3,3 mln PLN, a drugiego (Podmiot 2) blisko 16 mln PLN. Przy założeniu, że Podmiot 2 nie śledził cen na rynku energii i gazu, i jak co roku przystąpił do przedłużenia umów sprzedaży tuż przed wejściem nowego okresu rozliczeniowego, mógł zderzyć się z sytuacją w której jego koszty w obrębie energii i gazu wzrosły nieoczekiwanie o 480%. Próba jednorazowego przełożenia ów kosztów w cenę produktu końcowego mogłaby wyrzucić producenta z rynku, szczególnie, że firmy konkurencyjne niekoniecznie równocześnie borykają się z podobnymi trudnościami. Powyższy przykład ilustruje naturalnie pewien skrajny przypadek, jednak jak najbardziej możliwy.

Z uwagi, że dynamika cenowa w 2022 r. pozostaje bardzo duża, jak również pułapy cenowe były przez pierwszych 5 miesięcy br. szczególnie wysokie – można domniemywać iż jest coraz mniej na rynku podmiotów, które pracują dziś w oparciu o ceny energii i/lub gazu zabezpieczone z większym wyprzedzeniem, a więc niskie. Od 2023 r. wzrost kosztów energii i gazu dotyczyć będzie zapewne większości odbiorców (poza odbiorcami chronionymi na drodze specjalnych aktów prawnych – jak np. odbiorcy indywidualni). Utrzymywanie się cen energii i gazu na bardzo wysokich poziomach już spowodowało wzrost cen wielu surowców, półproduktów i produktów końcowych. Przerwane łańcuchy dostaw i luki produkcyjne w okresie pandemii, a obecnie wojna na Ukrainie pogłębiły tylko zjawisko inflacyjne, o którym mówi się dziś wiele.

Jak znaleźliśmy się na dzisiejszych szczytach cenowych?

Jako pierwsza zaczęła rosnąć cena gazu w Europie. W 2021 r. Stary Kontynent zmagał się niską podażą tego surowca na rynku. Z jednej strony bowiem strona rosyjska ograniczała dostawy usiłując wywrzeć presję na UE, licząc na pozytywną certyfikację Nord Stream 2 – projektu budzącego przez lata wiele kontrowersji. Z drugiej zaś – gospodarka azjatycka, odbudowując się po pandemii, oferowała wyższe ceny dostawcom LNG, którzy część wolumenów gazu, który zwyczajowo przypłynąłby do Europy – kierowali do Azji. Wyższe zapotrzebowanie na moc – globalnie – zwiększyło popyt na węgiel. Poza komplikacjami losowymi, jak np. seria powodzi w Chinach, w wyniku których zalanych zostało około 60 tamtejszych kopalni węgla – znacząco zwiększone zapotrzebowanie na ten surowiec wywindowało jego ceny czterokrotnie. Warto przy tym również zauważyć, że coraz wyższe ceny gazu wpływały wprost proporcjonalnie na zainteresowanie węglem z uwagi, że produkcja energii elektrycznej w instalacjach opalanych gazem przestała być rentowna. To z kolei spowodowało przywołanie do pracy wielu mniej efektywnych bloków węglowych, które w poprzednich latach nie pracowały z taką intensywnością. Zwiększona produkcja energii z węgla zwiększyła popyt na emisje do uprawnień CO2, których cena na przestrzeni 2021 r. wzrosła trzykrotnie. Analitycy rynkowi upatrują wprawdzie w tym zjawisku również dużej aktywności instytucji finansowych (spekulantów), co jednak nie zmienia faktu, że udział kosztów uprawnień do emisji CO2 wzrósł w cenie energii znacząco. Wojna na Ukrainie oraz nałożone na Rosję sankcje podniosły niepewność na rynku jeśli chodzi o stabilne źródła dostaw węgla i gazu, a zatem musiał ponownie zwiększyć się koszt energii. I choć w obecnych cenach, które obserwujemy na Towarowej Giełdzie Energii, z pewnością skalkulowane jest wiele tej niepewności – a więc zawierają one ryzyko dostawy w przyszłości paliw po nieznanej cenie – to jednak trudno przewidzieć w jakim horyzoncie sprawy nabiorą pozytywnego obrotu – czyli rynek zacznie dążyć do stabilizacji cenowej.

W tak dynamicznie zmieniającym się otoczeniu cenowym branże energochłonne, ale i wszelkie inne działalności gospodarcze zużywające nieco więcej energii lub gazu, z niepokojem patrzą w przyszłość. O ile pandemia na kilka miesięcy zachwiała logistyką w wielu branżach, tak jeśli będziemy mieli do czynienia z masowymi upadłościami przedsiębiorstw – powstanie luka, której nie da się nadrobić w kilka miesięcy. Szczególnie dotknie to małe i średnie firmy, które nie posiadają wystarczających rezerw finansowych. Dotyczy to zarówno sytuacji polskiej, jak i całej Wspólnoty. W Azji wprawdzie obserwowane są również rozmaite problemy gospodarcze, głównie wywołane pandemią, należy się jednak spodziewać, że firmy z tego kontynentu będą próbowały wypełnić powstałe w Europie deficyty różnego rodzaju produktów. Co przełoży się na coraz niższą konkurencyjność gospodarki europejskiej, a może nawet jej deindustrializację. Kluczowe dziś pytanie, to jak długo firmy krajowe i europejskie będą mogły sobie pozwolić na ponoszenie strat. Z chwilą utraty przez nie płynności, w pierwszej kolejności odbije się to na rynku pracy.

Jak minimalizować skutki obecnej sytuacji?

Komisja Europejska dyskusję wokół działań mających uchronić przedsiębiorców przed skutkami szybko rosnących cen energii i gazu prowadzi już drugi miesiąc. Analizowany jest pakiet rozwiązań, mających na celu nie tylko zwiększenie bezpieczeństwa dostaw, ale również spowodowanie by rodzime firmy mogły sobie na zakup energii oraz gazu pozwolić. Wśród proponowanych w ramach dokumentu COM/2022/138 („Security of supply and affordable energy prices: Options for immediate measures and preparing for next winter”) rozwiązań – jest wprowadzenie między innymi cen maksymalnych w obrocie energią i gazem, ale też wsparcie płynności przedsiębiorstw i ustanowienie rekompensat. Analizowana jest między innymi możliwość redystrybucji zysków ze sprzedaży energii elektrycznej, uzyskiwana przez wytwórców w oparciu o tzw. mechanizm merit order. Na jego podstawie wszystkie jednostki wytwórcze, biorące udział w ofertowaniu uzyskują najwyższą cenę, wyznaczoną przez oferenta, który jako ostatni został przez operatora uwzględniony w zapotrzebowaniu na moc. Część instalacji, mając znacznie niższe koszty wytworzenia energii, od wielu miesięcy uzyskuje więc zdecydowanie wyższe przychody z tytułu produkcji energii niż prognozowano to jeszcze rok temu.

Warto podkreślić rolę edukacji i rozpowszechniania informacji nt. dostępnych sposobów zabezpieczania cen na przyszłość. Wiele w zakresie świadomego budowania cen w przyszłości mogą bowiem zrobić sami przedsiębiorcy, a niejednokrotnie brakuje wśród odbiorców podstawowej wiedzy w zakresie narzędzi i możliwości, które daje Towarowa Giełda Energii. Dla przykładu, od początku 2022 r. średnie ceny energii na Rynku Dnia Następnego (SPOT) oscylują w okolicach 600zł/MWh – podczas gdy jak wspomniano powyżej – obecnie cena kontraktu na rok 2023 to blisko 1200zł/MWh. Energię i gaz odbiorcy kontraktować mogą w oparciu o ceny bieżące (SPOT), jak również kontrakty terminowe – tygodniowe, miesięczne, kwartalne i roczne. W sytuacji w której dany podmiot obawia się o płynność finansową i dzisiejsze wyceny kontraktu rocznego (fixed price) nie są dla niego akceptowalne – być może powinien rozważyć zakupy energii lub gazu umożliwiające podążanie za trendem, zmieniającym się w czasie. I odwrotnie – w okrasach, w których ceny na rynku są atrakcyjne (jak np. w 2020 r.) z perspektywy stabilności kosztów – być może dobrym rozwiązaniem byłoby zabezpieczenie cen na dłuższy okres wprzód (w energii jest to możliwe na 4 lata wprzód, w gazie na 2 lata wprzód). Dodatkowo – coraz większym zainteresowaniem cieszą się kontrakty cPPA łączące odbiorców z wytwórcami OZE za pomocą umów korporacyjnych. Dziś rozwiązania te mogą stanowić alternatywę cenową.

Jak długo wysokie ceny z nami pozostaną?

Głosy o spowolnieniu gospodarczym w Europie są już coraz częściej słyszalne. W trakcie recesji utrzymanie wysokich cen paliw nie wydaje się być możliwe, z uwagi na wyraźnie mniejsze w takich okresach zapotrzebowanie na moc. Destabilizacja rynków węgla, gazu, energii oraz innych nie powinna trwać w nieskończoność. W ostatnich tygodniach w wycenach gazu już obserwujemy delikatny trend spadkowy. W Niemczech i Francji jest on widoczny również w energii. Co prawda póki co mówimy o korektach niewielkich w stosunku do szczytów cenowych na których znaleźliśmy na przełomie 2021/2022, niemniej o ile obecna trudna sytuacja cenowa rozpoczęła się od gazu – tak również spadek cen gazu powinien przełożyć się na niższe wyceny energii. Pozycja gazu w europejskim miksie energetycznym wyraźnie osłabła na skutek polityki rosyjskiej. Zapotrzebowanie na gaz w Europie jest dziś na zdecydowanie niższych poziomach niż w okresie pandemii i zbliżyło się do tego z 2018 r. Z kolei wolumen dostaw gazu do Europy jest obecnie na w pełni zadowalającym poziomie. Istotnie zwiększył się import LNG, ale też Norwegia dostarcza europejskim odbiorcom zwiększone ilości tego paliwa. Po napełnieniu europejskich magazynów do poziomu min. 80% wymaganego na ten rok w unijnym rozporządzeniu w sprawie ustanowienia obowiązku minimalnego magazynowania gazu (Gas Storage Regulation) sytuacja podażowa w 4Q2022 i 1Q2023 r. powinna być mniej nerwowa niż bez tej regulacji. Jeśli więc nie wystąpią inne nieprzewidziane okoliczności spadek cen gazu jeszcze w br., bądź najdalej z chwilą zakończenia najbliższego okresu grzewczego, jest możliwy. Niższa cena gazu da lepszą rentowność energetyki gazowej, co z kolei powinno osłabić popyt na węgiel. W obliczu spadku zapotrzebowania na węgiel nie tylko wpłynąć powinno to dodatnio na jego wycenę, ale też ograniczenie wykorzystania najmniej efektywnych bloków konwencjonalnych – przełożyć powinno się na mniejsze zapotrzebowanie na uprawnienia do emisji CO2, a zatem koszty wytworzenia energii. Gdyby też Francja uporała się z przestojami produkcyjnymi w krajowej energetyce atomowej i ceny zarówno we Francji jak i w Niemczech spadły poniżej wycen na Towarowej Giełdzie Energii w Polsce – z eksportera energii netto – prawdopodobnie powrócilibyśmy jako kraj do pozycji importera energii, co zmniejszyłoby obecne, rekordowe zapotrzebowanie na moc w naszym krajowym systemie.

Kluczowym pytaniem jest naturalnie to jak głęboka korekta jest dziś na rynku możliwa, jak szybko nastąpi i na ile zniweluje występujące w ostatnich miesiącach problemy.

Negatywne skutki pracy zdalnej

Praca zdalna zagościła w naszych domach dość gwałtownie. Aż 88% pracowników, którzy pracowali zdalnie uważa, że w dalszym ciągu chcieliby wykonywać taką pracę – przynajmniej na część etatu w wybrane dni tygodnia pracować w domu, często łącząc pracę zdalną z pracą na stacjonarnych stanowiskach w przedsiębiorstwie. Niestety skutki pracy zdalnej są zarówno pozytywne, jak i negatywne. Mamy elastyczny czas pracy, możliwości łączenia zadań zawodowych z czynnościami w domu, nie tracimy tyle czasu na dojazdy – ale z drugiej strony stanowiska pracy zdalnej często nie są ergonomiczne, nie mamy swojego biurka, ponad 1/3 pracowników mówi, że musi dzielić stanowisko pracy czy miejsce pracy z innymi domownikami. Wynikają z tego trudności jeśli chodzi o organizację pracy, stanowiska pracy, możliwość dostosowania wysokości monitora, krzesła – tak, żeby pracowało nam się wygodnie. W związku z tym wielu pracowników, którzy pracują zdalnie, doświadcza dolegliwości fizycznych. Główna grupa dolegliwości to dolegliwości kręgosłupa w odcinku szyjnym oraz w odcinku lędźwiowo-krzyżowym. Większość pracowników zdalnych pracuje przy laptopie. Laptop ustawiany jest najczęściej bezpośrednio na biurku, czyli zbyt nisko, więc pracownicy pochylają głowy. Najczęściej blat biurka nie jest regulowany, czyli nie jest na odpowiedniej wysokości względem pracownika.

– Ważna jest odpowiednia organizacja stanowiska pracy i przede wszystkim odpowiednie ustawienie ekranu monitora albo korzystanie ze stacjonarnych monitorów. Tak, żebyśmy mogli przyjąć wygodną pozycję ciała, nie pochylać nadmiernie głowy. Zgodnie z zasadami ergonomii odpowiednia wysokość jest wtedy, kiedy górna krawędź monitora jest mniej więcej na wysokości oczu pracownika. Pozwala to na zachowanie naturalnej pozycji szyi i w efekcie na profilaktykę zaburzeń układu mięśniowo-szkieletowego – powiedziała serwisowi eNewsroom dr inż. Joanna Kamińska, Zakład Ergonomii CIOP-BIP. – Ważna jest też organizacja czasu pracy. Zarówno stacjonarnie, jak i podczas pracy w domu istotne jest, żeby co pół godziny na 2-3 minuty rozluźnić mięśnie, zmienić pozycję ciała, wykonać kilka ćwiczeń. Mogą to być przerwy co godzinę – ale ważna jest zmienność i różnorodność czynności. Tutaj należy się też uznanie pracownikom zdalnym – dlatego, że właśnie pracownicy zdalni częściej niż osoby pracujące w biurze robią w trakcie pracy przerwy przeznaczone na aktywność fizyczną. Być może atmosfera własnego domu daje im możliwość wykonania kilku ćwiczeń, które niwelują dolegliwości kręgosłupa lędźwiowego i sprzyjają zdrowiu – dodaje Kamińska.

Luka w sektorze pojazdów elektrycznych

WZROST: Dane Międzynarodowej Agencji Energii (IEA) wskazują, że w I kwartale globalna sprzedaż samochodów elektrycznych wzrosła o 75 proc., dzięki czemu światowa flota osiągnęła liczbę 18,5 mln. Dominują Chiny, które sprzedały w ubiegłym roku 3,3 miliona samochodów, podczas gdy w Europie sprzedano 2,3 mln, a w USA zaledwie 0,6 milionów. Ograniczenia dotyczą infrastruktury do ładowania, pojazdów ciężarowych oraz rosnących cen materiałów do produkcji akumulatorów. Uważa się, że przy obecnej polityce, do 2030 roku, liczba pojazdów elektrycznych wzrośnie dziesięciokrotnie (aż do 200 milionów), co daje wzrost do 30 proc. rocznie. W ujęciu długofalowym, jest to duży wzrost zwłaszcza w obliczu niedawnej słabości akcji tego sektora.

DŁUGA DROGA: Obecnie pojazdy elektryczne stanowią około 10 proc. sprzedaży samochodów, ale ich udział w globalnej bazie zainstalowanej wynosi poniżej 2 proc., a przed nimi jeszcze wiele dekad silnego wzrostu. Kierunek wyznacza Norwegia, gdzie 86 proc. nowych samochodów stanowią auta elektryczne. Z kolei Stany Zjednoczone, choć zaostrzyły normy paliwowe i sfinansowały ładowarki, pozostają w tyle – do 2030 roku, penetracja rynku wyniesie zaledwie 20 proc., mimo że Ford (F) i GM (GM) dążą do 100 proc. sprzedaży pojazdów elektrycznych. W Europie, penetracja rynku ma wynieść 35 proc., zaś w Chinach – 45 proc. (do tego wyniku przyczynia się kontrola ¾ światowej produkcji akumulatorów).

CEL: Podobnie jak w przypadku energii odnawialnej, akcje pojazdów elektrycznych nie radziły sobie w tym roku zbyt dobrze, nawet pomimo silnych perspektyw wzrostu. Stało się tak ponieważ rosnącą rentowność obligacji zburzyły wysokie wyceny. Pozytywnym aspektem są bardziej atrakcyjne wyceny dla inwestorów długoterminowych, gdzie wskaźnik cena/zysk Tesli (TSLA) spadł do poziomu ok. c50x, a dla tradycyjnych, starszych samochodów – nawet do 3x (STLA.MI). Znacznie lepiej radziły sobie spółki zajmujące się łańcuchem dostaw dla pojazdów elektrycznych, jak np. spółki wydobywające lit. Zobacz @Driverless, @ChinaCar i @BatteryTech.Luka w sektorze pojazdów elektrycznych

Ben Laidler, strateg ds. rynków globalnych w eToro